CZYLI KIEDY I GDZIE W HISTORII
ISTNIAŁ MATRIARCHAT?
III
(A)MAZONKI
STAROŻYTNY ZAKON
KOBIET-WOJOWNICZEK
(ok. 1450 r. p.n.e. - ?)
Cz. I
Pisać i mówić o Amazonkach to tak, jakbyśmy zahaczali o opowieści wręcz bajkowe, pełne centaurów, wiedźm, cyklopów i olbrzymów. Są to mity ludów północnych (słowiańsko-celtyckich), w których postać kobiet została znacznie uwypuklona. Nasprowadzano do tych opowieści najróżniejszych bajkowych postaci, uczyniono też z owych Amazonek istoty o nadnaturalnej sile (łamią szczeki dzików w biegu, zabijają jednym uderzeniem pięści itd.). Nie ma to jednak wiele wspólnego nie tylko z próbą spokojnego dotarcia i poznania prawdy o Amazonkach, tylko jest to swoista baśń, pełna nieprawdopodobnych postaci i niesamowitych czynów samych Amazonek - wygląda to trochę na takie starożytne męskie fantazje o "silnych kobietach", które nie miały wiele wspólnego z rzeczywistością (tak samo jak dziś kręci się filmy, gdzie postać kobieca jest wybitnie uwypuklona i to ona stanowi centrum wszystkiego - jak choćby film "Wonder Woman", gdzie nie tylko że pokazani tam faceci to zwykłe "dupy wołowe", które nawet nie potrafią dobrze strzelać, ale jest to film, wpisujący się w ogólnie panującą obecnie ideologię genderowo-feministyczną, polegającą na ukazywaniu kobiety, jako przeciwwagi "starego, przemijającego świata mężczyzn", czego przykładem jest chociażby zniszczenie wierzy kościoła przez ową Wonder Woman, jako symbolu patriarchalnej religii mężczyzn - tak to sobie wykombinowali ci wszyscy spece od medialnej i filmowej propagandy). Podobnie rzecz się ma z Amazonkami. Tutaj nie tylko została ta historia obudowana najróżniejszymi super dodatkami, pozwalającymi ubarwić te opowieści, lecz jednocześnie ten zabieg sprowadza nam całą tę historię o Amazonkach do sfery absurdu i mitologii, zapominając że są przekazy mówiące iż takie "plemię" rzeczywiście mogło niegdyś istnieć.
Pozwolę sobie tutaj odsiać te wszystkie mitologiczne dodatki, te wszystkie greckie, perskie czy hetyckie mity, te starosłowiańskie opowieści o mitycznych bogach, z których zrodziły się Amazonki. Natomiast postaram się skupić na wyodrębnieniu szczątek prawdy o tym "plemieniu" (choć tak naprawdę nie było to plemię, a przynajmniej nie było to tylko plemię). Amazonki po dziś dzień rozpalają wyobraźnie wielu badaczy, którzy próbują dociec czy taka "organizacja", złożona z samych kobiet-wojowniczek, rzeczywiście mogłaby zaistnieć? Trudno dziś znaleźć jakieś realne dowody na istnienie takiego ludu, więc niestety zmuszeni jesteśmy kierować się opowieściami, jakie przez stulecia zostawiali o tym "plemieniu" najróżniejsi autorzy. Jedyne co możemy zrobić, to pozbawić tych opowieści bajkowej otoczki i spróbować wyobrazić sobie czy i jak rzeczywiście mogłaby wyglądać taka kobieca wspólnota. Mogła ona zaistnieć i przetrwać tylko pod dwoma warunkami. Po pierwsze - jeśli była rzeczywiście złożona z samych kobiet (w co wątpię), to musiała ograniczać się zarówno do niewielkiego terytorium, jak i grupować niewielką liczbę owych kobiet (nie wszystkie bowiem nadawałyby się do walki). Poza tym, jeśli żyłyby z rabunków, to nie sądzę aby ich bytność miała trwać długo, bowiem w starożytności istniały najróżniejsze ludy i grupy plemion, które bardzo szybko rozprawiłyby się z grupą nawet najlepiej władających bronią (jak przekonują nas owe mity) kobiet. Organizacja złożona z samych kobiet, zupełnie wyizolowanych i odciętych od świata, a jedynie dokonująca cyklicznych napadów rabunkowych, nie przetrwałaby długo. To musiała być zupełnie inna struktura.
I tutaj przechodzę już do drugiej możliwości, na jakiej mogły opierać się rządy Amazonek. Otóż Amazonki wcale nie były wyodrębnionym plemieniem kobiet-wojowniczek, przygotowywanym do walki, tylko musiał tam zaistnieć zupełnie inny czynnik. Mianowicie kobiety te były swoistym zakonem mistycznym (czymś na wzór późniejszych zakonów religijnych), które również szkoliły się w walce i posługiwaniu bronią, ale same, jako takie stanowiły elitę większego plemienia - złożonego również z mężczyzn, którzy to owe plemię ochraniali. Tak właśnie ja to widzę, bo tylko tak mogłoby to wyglądać w miarę logicznie i prawdziwie. Amazonki były elitarnym zakonem mistycznym, oddającym cześć bogini (i tutaj nie wiadomo do końca której dokładnie, bowiem jest bardzo wiele różnych relacji i nazw, należy jednak przyjąć że mogły wielbić zarówno jedną boginię Wielką Macierz, którą rozumiały pod wieloma imionami). Nie wchodźmy jednak w szczegóły, bo się zaplątamy w baśnie i mity i nic z tego nie będzie. Należy więc uzgodnić jedno - kobiety zwane Amazonkami były elitą kapłanek Wielkiej Macierzy, które to jednocześnie szkoliły się w walce i uczestniczyły w bitwach, ale nie czyniły tego same. Wręcz przeciwnie, walczyły u boku mężczyzn ze swojego plemienia (plemion?), którzy znacznie przewyższali liczebnie same Amazonki. Owe kapłanki-wojowniczki (należy tutaj odróżnić jedną rzecz - pisząc "kapłanki" - nie chcę wcale sugerować że wszystkie były kapłankami na tej samej zasadzie, nie, to nie tak. Główną kapłanką była tylko królowa i otaczający ją orszak, reszta Amazonek to swoiste "siostry zakonne", służące jako ochrona samej królowej i świątyni Wielkiej Bogini, ale nie biorące bezpośredniego udziału w odprawianiu misteriów religijnych), stanowiły religijną elitę plemienia, któremu przewodziły - tylko tyle i aż tyle.
Należy też pamiętać że w głębokiej starożytności istniały takie miasta (czy raczej ośrodki typu miejskiego), w których istniał wyraźny podział na część żeńską i część męską. Na przykład w syberyjskiej miejscowości Malta odkryto wioskę z czasów paleolitu, gdzie istniał wyraźny podział prostokątnych domostw na dwie części, jedna przeznaczona tylko dla kobiet (tam znaleziono rzeźbione figurki żeńskich bóstw i przedmioty używane tylko przez kobiety), oraz druga, przeznaczona dla samych mężczyzn (gdzie znaleziono figurki ptaków i coś, co przypominało... fallusy, oraz pozostałe przedmioty używane przez mężczyzn). Istnieje duże prawdopodobieństwo że w tego typu osadach epoki paleolitu, mezolitu i wczesnego neolitu, istniał system matrylinearny (nie mylić z matriarchatem, bo to zupełnie co innego). Polegał on na tym, że mężczyzna przechodził do domu swej żony, a nie na odwrót. Oznaczało to jednocześnie że kobieta mogła mieć wówczas wielu mężów (co też oznacza, że mężczyzna mógł również mieć kilka żon, gdyż jeden mężczyzna i jedna kobieta, którzy byli małżeństwem, mogli mieć innych mężów i inne żony jednocześnie. Było to o tyle łatwiejsze, że nie sposób było dowieść ojcostwa dzieci, które zawsze pozostawały z matką. Tak więc kobieta mogła mieć wielu mężów, którzy jednocześnie mogli zapładniać wiele innych kobiet - dzieci zaś, zrodzone z tych związków zawsze należały do matki, gdyż nie sposób byłoby udowodnić który z mężów mógł być ojcem dziecka). System matrylinearny opierał się jeszcze na jednej zasadzie - na ziołolecznictwie i udomowieniu roślin jadalnych. A to czyniły tylko i wyłącznie kobiety, które następnie dzięki temu mogły potem awansować do roli kapłanek bogini ziemi (lub późniejszej Wielkiej Macierzy). Najważniejsze jednak było to, że skoro to one zajmowały się ziołolecznictwem i udomowieniem roślin jadalnych, to ziemia też należała do nich, przez co mężczyźni (którzy byli głównie myśliwymi) żeniąc się, przechodzili do domu żony, która jednocześnie posiadała ziemię.
Ziemia rodzi i daje plony. Są one oczywiście niewielkie i ograniczone, ale zawsze. Poza tym udomowienie roślin i odkrycie sztuki ziołolecznictwa - stawia kobiety na piedestał, bowiem to one rodzą i leczą, czyli dają życie i przedłużają życie, dzięki czemu umożliwiają dalsze istnienie każdego plemienia (to wszystko się radykalnie zmieni, gdy ludzie neolitu udomowią zboże. Gdy ujrzą że to nie ziemia "sama z siebie", niczym bogini daje życie, tylko by to nastąpiło najpierw należy wbić w nią pług, dobrze przeorać, zasiać i dopiero wtedy czekać na owoce tego, co urodzi ziemia. W sytuacji gdy mężczyźni-wojownicy i rolnicy uświadomili sobie, że ziemia nie rodzi owoców od "tak sobie", tylko musi być dobrze przygotowana, by dała konkretne efekty i gdy uświadomili sobie że skoro buhaj pokrywa jałówkę, to potem ona rodzi małe cielęta, uświadomili sobie więc że ile razy oni spółkują ze swymi żonami, to one potem zachodzą w ciążę - doszli więc do wniosku, że to nie ona jest istotą bożą która daje życie, tylko... on. Bez niego bowiem i ziemia nie da takich plonów, aby wyżywić wszystkich mieszkańców danej społeczności, ani też nie urodzą się nowi członkowie plemienia. A już w ogóle gdy okazało się że to właśnie na barkach mężczyzn stoi główne zadanie utrzymania bezpieczeństwa wspólnoty i wyparcia ewentualnych agresorów - sytuacja diametralnie się zmieniła. Niektórzy badacze nazywają ten moment dziejowy: "uświadomieniem ojcostwa", gdy mężczyzna doszedł do wniosku że to dzięki niemu kobieta urodzi nowe życie i to dzięki niemu plemię przetrwa, bo on walczy w jego obronie - rola i pozycja żony diametralnie się wówczas zmieniła. Teraz mężowie zaczęli wymagać nie tylko wierności od swych połowic, ale wręcz stało się to uświęcone religijnie, a każde odstępstwo od tego było piętnowane i wyrzucane poza nawias społeczny - z drugiej jednak strony, gdyby do tego nie doszło, nigdy nie pojawiłoby się społeczeństwo które łączyłoby się w większe organizmy, tworzące wspólny dobrobyt, a ludzie żyliby na sposób archaiczny, w jaskiniach, lub prowizorycznych drewnianych czy słomianych domostwach i lepiankach).
Zakon Amazonek był reprezentantem tej starej tradycji, która już wówczas dawno wygasła i popadła w zapomnienie. Jednocześnie łączył on kobiety jako kapłanki (czyli odniesienie do przeszłości), jak również jako wojowniczki (czyli te, które pragną być równe mężom w boju), co łączy w sobie pierwiastek męski i żeński. Amazonki pragnęły zapewne być takim swoistym Yang i Yin (męskim i żeńskim pierwiastkiem, utrzymującym swoistą równowagę). Bo przecież należy pamiętać że natura tak nas stworzyła ("natura" - wiadomo), że wzajemnie się uzupełniamy. Męska i żeńska cząstka jest niezbędna do utrzymania równowagi (a przecież zawsze i wszędzie dążymy do równowagi) i zakłócenie jednego z tych aspektów, poprzez zbytnie wywyższenie drugiego - musi prowadzić do najróżniejszych patologii. Kobiety, które chcą być męskie, uważając że dzięki temu będą równe mężczyznom, to znaczy "lepsze" (w ich wyobrażeniu), postępują głupio, podobnie jak mężczyźni, którzy np... lubią przebierać się w damskie ciuchy i zachowywać jak kobiety (jakiś czas temu na jednym z blogów wyczytałem taką informację odnośnie transwestyty, który trafił do szpitala. Chciał on aby lekarze leczyli go tam jako kobietę, bo on czuje się kobietą. Doktor, który miał podjąć się zabiegu, odmówił, co spowodowało że ów transwestyta nazwał go homofobem, szowinistą, etc. etc. i zadzwonił do jednej z organizacji broniących praw osób lgbt. Przyjechała kobieta, która domagała się aby szpital uwzględnił prośbę transwestyty i leczył go jak kobietę, grożąc że w przeciwnym razie sprawa trafi do sądu, a oni zastaną oskarżeni o nietolerancję {czy coś tam}. Lekarz wówczas się zgodził, ale pod jednym warunkiem, że owa aktywistka podpisze dokument, w którym weźmie na siebie i swoją organizację wszelkie winy za nieudaną operację. Kobieta była zdezorientowana i spytała "jak to?". Doktor wyjaśnił: "Weźmy np. sytuację że pacjent jest chory na prostatę, jeśli zaczniemy go leczyć jak kobietę, to nie tylko że mu nie pomożemy, ale może umrzeć. Czy w takiej sytuacji bierzecie na siebie prawną odpowiedzialność za przebieg leczenia mężczyzny tak jak kobiety?" Owa aktywistka nie wiedziała co odpowiedzieć, po chwili opuściła szpital i już więcej się nie pojawiła. Komentarz do tego jest zbyteczny - kto próbuje walczyć z naturą, z tym jak zostaliśmy "ukształtowani" w sposób ideologiczny, twierdząc że samo "czucie się kobietą" wystarcza by się nią stać, kończy się, gdy przychodzi podjąć naprawdę ważne decyzje. Tak też kończą się ideologiczne frazesy typu gender).
Kobiety nie stają się lepsze dlatego, że próbują zbliżyć się do zachowań męskich i być twarde, niezależne etc. etc. To nie jest kobiecość - to jakaś deformacja męskości, przy czym, nawet najsilniejsza kobieta, trenująca np. podnoszenie ciężarów czy jakiekolwiek formy sportów wytrzymałościowych, będzie gorsza od najlepszego mężczyzny, np. strongmana. To nie ulega wątpliwości, dlatego też według mnie kobiety deformują się i swoją płeć, próbując pokonać mężczyzn tam, gdzie pokonać ich nie są w stanie. Siła kobiecości nie polega na konkurowaniu z mężczyznami o palmę pierwszeństwa w byciu najsilniejszym czy najszybszym. Siła kobiecości polega na umiejętnym dawkowaniu tych wszystkich aspektów wewnętrznej mocy kobiet, przed którymi mężczyźni są słabi i bezbronni niczym dzieci (pięknym tego przykładem jest chociażby postać Galadrieli z Eldarów, z baśniowego uniwersum Tolkiena pt: "Władca Pierścieni". Przecież ona w doskonały sposób pokazuje potężną moc, tkwiącą w kobiecości, bez potrzeby deformowania jej męskimi inklinacjami siły i przemocy). Zostaliśmy stworzeni jako dwie połówki tej samej całości, posiadający i rozwijający inne cechy. Celem naszym jest rozwijanie tych cech przy jednoczesnym dążeniu ku tej drugiej połówce - dla równowagi. A równowaga stanowi główny element doskonałości, kolejnym jest już tylko całkowite oczyszczenie się z zanieczyszczeń tego świata i powrót do Domu. Ale nie chcę tutaj teraz moralizować.
NISZCZĄCA I TWÓRCZA SIŁA KOBIECOŚCI
UKAZANA NA PRZYKŁADZIE GALADRIELI
Czy Amazonki były oddzielnym plemieniem kobiet-wojowniczek, czy też była to organizacja szersza, którą przewodziły kobiety-wojowniczki i kobiety-kapłanki? Skłaniam się raczej do tej drugiej teorii, co zresztą potwierdzają niektóre wykopaliska archeologiczne, gdzie kobiety i mężczyźni zostali pochowani albo tym samym grobie, albo też w bardzo bliskich sobie grobowcach. W obu przypadkach w grobowcach kobiet została umieszczona broń, co przemawia raczej za stwierdzeniem, iż pochowane tam niewiasty były wojowniczkami. We wrześniu 2013 r. we Włoszech, podczas wykopalisk archeologicznych w ruinach starożytnego etruskiego miasta-państwa Tarquini (ok. 80 km. na północny zachód od Rzymu), odnaleziono w pewnym grobowcu dwa ciała, pochodzące z okresu ok. 620 - 610 r. p.n.e. W kręgach naukowych wzbudziło to na początku pewną sensację, gdyż uważano że oto odnaleziono ciało legendarnego, piątego króla Rzymu - Tarkwiniusza Starego, który miał panować w Rzymie w latach 616-578 p.n.e. (był on założycielem etruskiej linii rzymskiej dynastii, a pierwotnie zwał się Lukumon i przybył do rzymskiego grodu wraz ze swą żoną Tanakwilą - prawdopodobnie właśnie z Tarquini, w czasach panowania króla rzymskiego - Ankusa Marcjusza - z dynastii sabińskiej - który panował w latach 642-616 p.n.e.). Jednak po otwarciu komory grobowej przez archeologów (pod przewodnictwem Alessandro Mandolesi z Uniwersytetu w Turynie), znaleziono tam dwa ciała, leżące na dwóch równoległych do siebie katafalkach. Po lewej stronie leżał szkielet człowieka, a przy nim spoczywała wzdłuż ciała włócznia, a strzały były ułożone na klatce piersiowej. U jego stóp leżała duża misa z brązu. Po prawej zaś stronie leżały skremowane szczątki innej osoby, już bez broni (czy jakichkolwiek oznak wojskowych), przy której rozmieszczono biżuterię. Archeolodzy uznali więc, że oto (prawdopodobnie, gdyż jeszcze nie mieli stuprocentowej pewności) odkryli grób króla Tarkwiniusza Starego i jego małżonki Tanakwili. Gdy jednak zbadano kości i szczątki, okazało się że ów prawdopodobny król Tarkwiniusz był w rzeczywistości... kobietą, a szczątki leżące na drugim katafalku, wśród którego złożono biżuterię, należały do... mężczyzny. Czyli nie był to grobowiec króla, a królowej (czy może księżniczki). Kobieta w chwili śmierci miała 35-40 lat, skremowane szczątki mężczyzny szacuje się zaś na 20 do 30 lat. Początkowo owa "zamiana płci" zdziwiła archeologów, którzy zaczęli twierdzić (szczególnie prof. Mandolesi), że owa włócznia - leżąca u boku szczątków kobiety - jest symbolem ich wspólnej miłości i związku, po czym dodał że: "Nie jest to częste, aby odnaleźć ciało kobiety z lancą u boku". Co ciekawe, miesiąc wcześniej (analiza kości została przeprowadzona w październiku 2013 r.), gdy sądzono że odkryto grób króla Tarkwiniusza, owa włócznia przy "jego" boku była symbolem jego władzy i pozycji społecznej, a nie wspólnego związku z leżącą po drugiej stronie "żoną", czy tym bardziej miłości.
ODKRYTY GRÓB W TARQUINI
(PO LEWEJ STRONIE LEŻAŁA KRÓLOWA WOJOWNICZKA Z WŁÓCZNIĄ I STRZAŁAMI, PO PRAWEJ ZNAJDOWAŁO SIĘ SKREMOWANE CIAŁO MĘŻCZYZNY)
To znalezisko odkryto we Włoszech, ale takich przykładów jest więcej, np. w anatolijskim mieście Catal-Huyuk, w Hacilar, w Tell Ramad, w Byblos czy w Jerychu (ok. 7 500 r. p.n.e. - ok. 5 700 r. p.n.e.) odnaleziono czaszki mężczyzn, schowane za... wiszącymi na ścianie łbami byków, zaś w większości z tych miast (jak choćby w Hacilar) przedstawiono prawie wyłącznie bóstwa żeńskie, począwszy od młodej dziewczyny, poprzez dojrzałą kobietę do staruszki (niektóre z owych bogiń albo siedzą na leopardzie, albo stoją, albo leżą, albo klęczą, albo też przedstawione są w towarzystwie innych zwierząt i ptaków, natomiast figurek męskich jest bardzo mało). Co ciekawe, po roku 4 400 p.n.e. figurki kobiece z tych terenów całkowicie... znikają i zostają zastąpione figurkami męskimi (stało się to bardzo szybko, bo w przeciągu... jednego stulecia).
W poprzednich częściach tego tematu pisałem już o kulturze kreteńskiej, która była całkowicie zdominowana przez kapłanki, oddające cześć Bogini-Matce lub Wielkiej Bogini, ale zapewne niewielu wie, że przedziwnym centrum religijnego kultu matriarchalnego, była w epoce neolitu (ok. 10 000 r. p.n.e. - ok. 3 500 r. p.n.e) wyspa Malta. W okresie 3 600 r. p.n.e. - 2 350 r.p.n.e. wyspa odgrywała prawdziwe religijne centrum Wielkiej Macierzy (dotąd na tej maleńkiej wysepce odkopano już 17 świątyń, choć przewiduje się że ich liczba była znacznie większa). Co ciekawe, domów mieszkalnych na Malcie z tego okresu jest bardzo niewiele, zaś świątyń aż siedemnaście (dotąd odkopanych), co oznacza że Malta od XXXVI wieku p.n.e. do lat 50-tych XXIV wieku p.n.e., kiedy świątynie przestają funkcjonować, była prawdziwą Isola Sacra ("Świętą Wyspą"). W odkopanych świątyniach są jedynie wizerunki kobiece (często pokazane w formie leżących na boku), zaś w centralnej części świątyni umieszczono wizerunek siedzącego, ogromnego kobiecego bóstwa. Kasta kapłańska była (zapewne) też złożona z samych kobiet (podobnie jak na Krecie). Co ciekawe, sama konstrukcja maltańskich świątyń była rozmieszczona w dość przedziwny i nietypowy sposób - w kształcie zakrzywionej linii, co niektórym z archeologów (np.: Zuntuz) skojarzyło się z... macicą (ciemne, pozbawione okien sale świątyni, przypominające wejście do wnętrza ziemi, niczym do macicy chtonicznej bogini). Podobnie groby - wykute w skale, też mają kształt zakrzywionej linii (prawdopodobnie należały do kapłanek, choć mogli tam też spocząć mężczyźni zabijani wedle kultu misteryjnego, symbolizującego śmierć i ponowne odrodzenie do życia).
I teraz wreszcie przechodzimy do terenów, na których (wedle starożytnych Greków, Scytów i Hetytów) mogło znajdować się plemię zarządzane przez kobiety-wojowniczki, zwane umownie Amazonkami (czy raczej Mazonkami). Otóż w rejonie syberyjskiego Ałtaju odkryto (z jakieś trzydzieści lat temu) doskonale zakonserwowane w lodzie ciało kobiety. Po dokonaniu badań genetycznych okazało się, że kobieta w chwili śmierci miała nie więcej jak 16 lub 17 lat. Spoczęła we wspólnym grobie, wraz ze starszym od siebie mężczyzną (w wieku ok. 45 lat), prawdopodobnie mógł być to jej ojciec. Wokół nich ułożono broń, jak i ciała sześciu koni. Ciało mężczyzny uległo bardzo szybkiemu rozkładowi i niewiele z niego zostało (prócz kości), za to ciało owej dziewczyny doskonale zakonserwowało się w lodzie, jedynie twarz uległa rozkładowi i pozostała sama czaszka, ale ręce i przedramiona przetrwały w stanie zakonserwowanym. Dzięki temu można stwierdzić że dziewczyna była... wytatuowana. Była ona dość wysoka jak na swój wiek i mierzyła 168 cm. wzrostu. Na lewym ramieniu miała wytatuowanego (niebieskim tatuażem) - jelenia, inne tatuaże (owca, pantera i leopard) znajdowały się pod pachą i wokół talii. Oboje, mężczyzna i kobieta nosili to samo ubranie (filcowe czapki z nausznikami, zdobione złotymi lampartami, jeleniami, koniami i wilkami, oraz spodnie, ułatwiające jazdę konną). Przy jej prawym udzie ułożono sztylet z żelaza, a przy lewym zdobiony kołczan. Poza tym nad głową umieszczono łuk i strzały, zaś wokół mężczyzny złożono: topór, kołczan, łuk, strzały i tarczę. Grobowiec ów datowany jest na ok. 500 r. p.n.e. W tym okresie Grecja oczekiwała perskiego ataku, trwało powstanie greckich, małoazjatyckich polis, Rzymianie obalili Monarchię, Kartagińczycy eksplorowali Morze Śródziemne - walcząc o handlową nad nim dominację z Grekami, a Etruskowie przeżywali czas końca swego rozkwitu. Z tego to właśnie okresu pochodzą ciała obu wojowników.
ZREKONSTRUOWANY WIZERUNEK TWARZY 17-letniej KOBIETY-WOJOWNICZKI Z AŁTAJU Z ok. 500 r. p.n.e.,
(WRAZ Z TATUAŻEM JELENIA NA LEWYM RAMIENIU)
Czy owa dziewczyna i ów mężczyzna mogli należeć do plemienia sławnych Amazonek? Doprawdy, trudno to przewidzieć, ale sam fakt, iż przy młodej dziewczynie złożono broń, świadczy że w tym społeczeństwie kobiety uczono wojaczki (a szczególnie strzelania z łuku) od najmłodszych lat. Pseudo-Hipokrates twierdził, że w społeczeństwie Sarmatów z północy, dziewczynki uczy się jazdy konnej i strzelania z łuku na równi z chłopcami, aż do czasu, gdy osiągną wiek pozwalający im na zamążpójście. Gdy wyjdą za mąż, przestają dosiadać koni i strzelać z łuku (chyba że staje się to konieczne), a poświęcają się dzieciom i domowi. Nim jednak do tego dojdzie - by stać się prawdziwą kobietą - młoda wojowniczka musi zabić w walce trzech nieprzyjaciół. Dopiero wtedy będzie mogła oddać się mężczyźnie, który zostanie jej przyszłym mężem (co ciekawe, taki kandydat musiał swą wybrankę pokonać w walce). Gdy już dojdzie do ślubu, ona zajmuje się tylko dziećmi i domem, ale gdy niebezpieczeństwo zagraża ich społeczności, zdarza się że kobiety zamężne (z dziećmi na rękach lub uczepionymi spódnicy, jak opisuje pseudo-Hipokrates) uczestniczą w walce, strzelając z łuku. Takie kobiety, które potrafiły walczyć o swój dom, gdy ich mężczyźni byli daleko, lub nie mogli przybyć z odsieczą, były bardzo cenione w społeczeństwie Scytów. Natomiast Scytowie (zwani również Sakami, Skitami, Skołotami - ludźmi koła, lub Cydami - panami) to były ludy słowiańskie. Na ogromnych terenach Europy rozciągało się wówczas władztwo plemion słowiańskich i celtyckich, różnych od siebie, ale wywodzących się z jednego rdzenia genetycznego. I w obu tych społecznościach pozycja kobiety była znaczna.
Owszem, kobiety rzadko kiedy uczestniczyły w walkach z wrogimi plemionami (Grecy opisując Amazonki, jednocześnie przypominają ich klęski w walkach - pobite, schwytane, zmuszone do ożenku, itd.), ale sam fakt że młode dziewczyny były szkolone w walce na równi z chłopcami jest bezsporny. Weźmy chociażby takich Celtów. Któż bowiem wie, że szkoleniem młodych mężczyzn do roli wojownika, zajmowały się właśnie... kobiety, nie inni mężczyźni wojownicy, ale kobiety-wojowniczki (które jednocześnie uczyły młodych mężczyzn i innej sztuki - sztuki miłości, będąc z reguły pierwszymi kobietami, z którymi ci chłopcy odbyli swój pierwszy raz. Takie szkolenie chociażby przeszedł ów sławny galijski wódz, organizator pierwszego w dziejach celtyckiego, anty-rzymskiego powstania w Galii - Wercyngetoryks). Celtyckie kobiety więc nie uczestniczyły w walkach, ale przygotowywały młodych mężczyzn do przyszłej roli wojowników. W społeczeństwie Słowian było nieco inaczej, ale tam pozycja kobiety była jeszcze większa niż u Celtów. Nic dziwnego że Grecy umiejscawiają Amazonki na terenach scytyjskich, gdyż tam właśnie przez długi czas tętniło jedno z najliczniejszych skupisk słowiańskich, ale pierwotne Amazonki nie pochodziły z tych ziem. Miały wywodzić się bowiem z terenów leżących pomiędzy rzekami... Wisłą i Bugiem. Tak, pierwotne Amazonki były Słowiankami/Lechitkam, wywodziły się bowiem z lechickiego plemienia Mazonów (Masonów - Masowiów - Mazowian - Mazowszan), ale los rzucił je na zupełnie inne ziemie, o czym opowiem w kolejnej części.
WERCYNGETORYKS
🤭
CDN.














