WYŚWIETLENIA

31 marca 2026

DOMINATORKI - Cz. IX

CZYLI RZECZ O ZNANYCH
I NIEZNANYCH KOBIETACH W HISTORII,
KTÓRE POTRAFIŁY 
RÓŻNYMI SPOSOBAMI OWINĄĆ SOBIE
MĘŻCZYZN WOKÓŁ PALCA





DOMINATORKI STAROŻYTNEGO EGIPTU
Cz. IX






TEJE
KRÓLOWA-LWICA 
Cz. II



"IMIĘ JEJ OJCA JEST JUJA. IMIĘ JEJ MATKI CZUJA. TEJE JEST MAŁŻONKĄ POTĘŻNEGO KRÓLA NEFERCHEPERURE AMENHOTEPA (III) KTÓREGO GRANICA POŁUDNIOWA ZNAJDUJE SIĘ W KAROJ (DZISIEJSZY SUDAN), A GRANICA PÓŁNOCNA W NAHARINIE
(SYRIA NA GRANICY Z IRAKIEM)

TEKS WYGRAWEROWANY NA SKARABEUSZU UPAMIĘTNIAJĄCYM ZAŚLUBINY AMENHOTEPA I TEJE (ok. 1386 r. p.n.e.)



Po śmierci swego ojca - Mencheperure Totmesa IV, na tron Egiptu (1388 r. p.n.e.) wstąpił w wieku około 12 lat - nowy władca - Nebmaatre Amenhotep III, który odtąd panował jako: "Jego Świątobliwość, Potężny Byk, Pan Dwóch Krajów, Pan Świata, Faraon Dolnego i Górnego Egiptu, Boskie Słońce". Nie wiadomo kto sprawował regencję podczas jego małoletności, ale z pewnością nie była to matka - Mutemweia, gdyż była ona cudzoziemką (córką króla państwa Mitanni - Artatamy I). Zapewne więc osobistym doradcą króla został arcykapłan Świątyni Amona-Re w Karnaku - Amenemhat (mianowany Wielkim Kapłanem jeszcze za życia Totmesa IV - o czym pisałem w poprzedniej części). Miał on już jednak ponad 70 lat i w jakiś czas po intronizacji młodego faraona (zapewne w rok, dwa, lub trzy) zmarł, a Amenhotep powołał na jego miejsce człowieka o imieniu Ptahmes, mianując go także Przełożonym Królewskich Robót. W momencie objęcia władzy przez nowego faraona, wielka była potęga i znaczenie Egiptu w ówczesnym świecie. Był to bowiem najpotężniejszy i najbogatszy kraj całego wschodu Morza Śródziemnego, a militarna sława poprzednich władców, skutecznie teraz powstrzymywała wszelkie bunty na Północy. I tak zarówno w kraju Retenu (zbiorcza egipska nazwa Kanaanu i Fenicji, czasem stosowano też nazwę Kinahni na określenie samego Kanaanu), kraju Dżahy (Syria), kraju Fenhu (Fenicja) i Naharinie (Mitanni) panował teraz całkowity spokój, a żaden z lokalnych władców nie spróbował już podnieść buntu (co było dotąd swoistą tradycją podczas zmiany egipskiego władcy). Niewielkie bunty wybuchły jedynie w Nubii i młody faraon udał się tam na czele swej armii, szybko je uśmierzając. Przez kolejne dziesięć lat (od ok. 1388) był w totalnych rozjazdach, podróżując pomiędzy Północą a Południem, prowadząc kampanie, inspekcje oraz biorąc udział w głównych ceremoniach religijnych i prywatnych (w międzyczasie, ok. 1386 r. p.n.e. lub nieco wcześniej - poślubił córkę kapłana boga Mina Juji - Teję). Ten okres młodzieńczych lat Amenhotepa był ostatnim czasem jego większej aktywności i to zarówno militarnej jak i inspekcyjnej. Potem osiadł bowiem w swym pałacu, wzniesionym na zachodnim brzegu Nilu - naprzeciw "Stubramnych Teb", w miejscowości Malgatta, gdzie w otoczeniu ukwieconych ogrodów i niewyobrażalnego (dla pierwszych faraonów z tej dynastii) luksusu, pływał sobie łódką po sztucznym jeziorze wokół pałacu - która już wówczas nosiła nazwę: "Świetność Atona". W każdym razie ów leniwy władca (zwany również przez historyków Amenhotepem Wspaniałym i określany czasem mianem "Cezara Augusta kultury nad Nilem") wiódł początkowo bardzo intensywne życie, często zmieniając miejsce swego pobytu. W czasie kampanii w Nubii ponoć Amenhotep własnoręcznie zabił aż 110 lwów, co upamiętnił potem rzeźbą specjalnego skarabeusza i otrzymał miano "nieustraszonego myśliwego".




Małżeństwo młodego faraona z równie młodą (być może byli rówieśnikami) dziewczyną o imieniu Teje - córką kapłana świątyni boga Mina (był to prastary bóg płodności i urodzaju, którego też przedstawiano zawsze z jedną ręką uniesioną do góry i stojącym fallusem. Jego główna świątynia mieściła się w IX nomie Górnego Egiptu, w mieście Ipu - Grecy zwali je potem Panopolis), którego symbolem były pioruny (Min był bowiem również bogiem nieba i burz). Zwał się on Juja i piastował też stanowisko jednego z wodzów królewskich rydwanów bojowych (a po ślubie jego córki z faraonem, otrzymał również tytuł "Boskiego Ojca"). Matką Teje była kapłanka (zwana "Przełożoną haremu Mina") o imieniu Czuja (która po małżeństwie swej córki została powołana do funkcji "Przełożonej haremu Amona" w Tebach i stanęła na czele swoistego "zakonu" akrobatek, zwanych "Damami haremowymi". Otrzymała też tytuł "Pani Aszeru" i "Królewskiej Ozdoby" - który to umożliwiał jej dostęp do prywatnych komnat samego faraona). Zresztą po wyniesieniu Teje do roli Wielkiej Małżonki Królewskiej, cała jej rodzina (wywodząca się z miasta Achmin) stała się bardzo wpływowa. Jej starszy brat Aj - objął stanowisko "Naczelnika Królewskich Stadnin", a młodszy - Anen - został drugim prorokiem Amona-Re w Tebach oraz "Wielkim Widzącym" z Heliopolis (ogromna popularność egipskich jasnowidzów i wyroczni przypada głównie na czasy rządów XIX, XX i XXI Dynastii, ale potęga arcykapłanów Amona-Re z XVIII Dynastii, położyła ku temu znaczne podwaliny). Dzięki tym tytułom i donacjom, rodzina królowej Teje stała się w zasadzie współrządzącą państwem. Sama Teje (oprócz oficjalnego tytułu Wielkiej Małżonki Królewskiej) została dodatkowo ogłoszona: "Wielką Dziedziczką", oraz "Córką Króla, Siostrą Króla i Małżonką Króla". Co prawda jej rodzina w żaden sposób nie była spokrewniona z królewskim rodem, ale nie stanowiło to większej przeszkody, jako że w Egipcie nie istniała zasada zakazująca małżeństw z osobą niższego stanu czy z obcokrajowcem (jedynie królewska tradycja mówiła że faraon powinien poślubić swoje siostry - w tym jedną z nich uczynić swą główną małżonką, lub też pojąć za żonę kobietę wywodzącą się z możnego rodu), więc Amenhotep nie musiał się przed nikim tłumaczyć z wyboru swej małżonki, a poza tym królewska wola zawsze była zgodna z wolą boską, a co za tym idzie - była... święta i niepodważalna (dlatego też arcykapłan Amenemhat nie zaprotestował przeciwko małżeństwu Totmesa IV z mitanijską księżniczką Mutemweją, gdy taka była wola króla). Małżeństwo było uświęcone i stanowiło esencję boskiego i ziemskiego porządku, zwanego - Maat (co ciekawe nie wymagano ani od mężczyzn ani od kobiet zachowania dziewictwa przed zawarciem małżeństwa, ale już z chwilą ślubu kobieta stawała się "nietykalna" dla innych mężczyzn i pod rygorem srogich kar, nie mogła dopuścić się małżeńskiej zdrady, co akurat w przypadku męża nie było zakazane). 




Pożycie młodej pary układało się z pewnością pomyślnie (w końcu Teje urodziła faraonowi sześcioro dzieci, w tym dwóch synów i cztery córki). Od samego początku też wywierała na męża ogromny wpływ i uczestniczyła we wszystkich jego przedsięwzięciach. Brała udział w podróżach wraz z mężem po kraju (w pierwszych latach ich małżeństwa), organizowała spotkania na których zabierała głos jako inkarnacja bogini Ma'at głoszącej "Wieczną Zasadę" (Ład - Porządek - Harmonia - Prawda). Często takie spotkania organizowane były na jeziorze w królewskiej łodzi, nieopodal pałacu w Malgatta. Kazała też portretować się w postaci Sfinksa. Teje była kobietą o rysach niezwykle poważnych i surowych i nie miała nic, z prezentowanych wcześniej wizerunków królewskich dam, pełnych uroku i seksapilu. Jej postać jest zawsze uwieczniana jako poważna i surowa, a te właśnie rysy miały świadczyć o charakterze królowej, pełnym niezłomnej konsekwencji i żelaznej woli. Bardzo szybko zdołała okręcić sobie męża wokół palca, zyskując niespotykany wcześniej (od czasów Hatszepsut) wpływ na władzę. Po 1378 r. p.n.e. królewska para osiadła na stałe w Tebach (w Malgacie) i poświęciła się wychowywaniu dzieci, oraz odkrywaniu różnych nowinek religijnych, napływających wówczas w znacznej ilości na egipski dwór. W ogóle na dworze zapanowała prawdziwa moda na zwyczaje, ubiór i wierzenia w stylu azjatyckim, a urok bogów huryckich, kanaanejskich i aryjskich (czczonych w Mitanni), zaczął wywierać coraz większy wpływ na arystokrację egipską. To też jest dość nietypowa sytuacja, gdy przedstawiciele rozwiniętej cywilizacji o rozbudowanym panteonie i kultach, nagle zaczęli przyswajać sobie religijność państwa z którym dotąd konkurowano o dominację w Syro-Palestynie i które nie posiadało aż tak rozwiniętego systemu wierzeń religijnych. Egipcjanie nazywali państwo Mitannijczyków - Nahariną, zaś Babilończycy i ludy anatolijskie mówiły o nich Hanigal-bat (czyli kraj Hurrytów), natomiast sami mitannijscy władcy tytułowali się "Panami Maitani" (stąd współczesna nazwa Mitanni). Dominującą warstwą rządzącą w tym państwie byli tzw.: "marianna" (czyli arystokraci, walczący na lekkich rydwanach bojowych, które wystawili własnym sumptem), lecz lud ten jednak był ludem mieszanym, złożonym z azjanickiej ludności huryckiej i napływowych szczepów indoeuropejskich Ariów idących z Indii (Ariowie jednak byli w mniejszości i nie tylko nie zdominowali tamtejszego społeczeństwa - jak sądzą niektórzy historycy - ale wręcz sami ulegli cywilizacji huryckiej, roztapiając się w tamtejszym etnicznym tyglu).
 



Mitanni składało się z kilku dużych miast, leżących na głównych szlakach handlowych, z których najważniejsza była królewska rezydencja w mieście Waszszuganni (stolicy kraju) leżąca w dorzeczu rzeki Chabur. Nieliczne zaś ośrodki miejskie (np. Nuzi) posiadały wewnętrzną autonomię na zasadzie miast-państw. Państwo Mitanni zostało utworzone na szlakach handlowych i choć w epoce Amenhotepa III i królowej Teje, część z nich utraciła już swe znaczenie, to jednak pamięć wielkich ośrodków handlowych z Mari i Jamchadu - stanowiła żywą tradycję i wzór do naśladowania dla władców Maitani. Egipcjanie toczyli częste wojny z Mitanni i jego huryckimi sojusznikami (z tzw.: "Zatrutego pasa Jamchadu" - który powodował że kolejni władcy tamtejszych miast, choć wciąż ponosili klęski i musieli ostatecznie uginać karki przed zwycięskimi faraonami, to jednak byli skorzy do ciągłych buntów a ich lojalność wobec królów Mitanni była dla Egipcjan zadziwiająca i przerażająca, stąd też nazwano ziemie buntowniczych królów "Zatrutym pasem Jamchadu" - mimo że sam Jamchad nie istniał już od kilku wieków). Totmes III Wielki przekroczył nawet Eufrat i wkroczył do Nahariny, gdzie prawie dotarł do Waszszuganni (o czym pisałem w poprzedniej części). Egipcjanie podzielili sobie tereny Syro-Palestyny na trzy części, dla lepszej nad nimi kontroli, i tak egipski namiestnik "północnych krajów obcych" rezydował w Gazie w kraju Retenu, drugi zaś w Kumidi w kraju Upe (prowincja administracyjna obejmująca ziemie Kanaanu i Syrii), trzeci zaś przebywał w Simyrze w prowincji Kor (jak Egipcjanie zwali ziemie Hurytów i Aramejczyków leżące na południe od Eufratu). Rola egipskich namiestników była jednak głównie symboliczna, gdyż w poszczególnych miastach-państwach i tak rządzili lokalni książęta (Egipcjanie bowiem nie mordowali, ani nie uprowadzali pokonanych władców - jak czynili to potem Asyryjczycy. Co prawda pewnym wyjątkiem od tej reguły było zabieranie do Egiptu synów tych władców, by wychowywać ich na wiernych wasali Egiptu, ale zawsze działo się to za zgodą - choć wymuszoną - ich ojców. Zaś jedyne publiczne morderstwo pobitych książąt miało miejsce za czasów rządów faraona Amenhotepa II - syna Totmesa III - ok. 1420 r. p.n.e. gdy wziął on w niewolę siedmiu władców Retenu i Dżahy i złożył na ołtarzu Amona-Re w Tebach. Lecz Amenhotep II był wyjątkiem w dziejach egipskiej monarchii i wyróżniał się od swych poprzedników i następców nie tylko wielką siłą fizyczną, ale i dość wybuchowym charakterem). Jednak gdy Totmes IV (syn Amenhotepa II) po śmierci swego ojca (ok. 1397 r. p.n.e.) zawarł pokój i sojusz z Mitanni, wyniszczające walki w "północnych krajach obcych" ustały, a oba duże imperia zaczęły wzajemnie współdziałać przeciwko wzrastającym w siłę sąsiadom (głównie Hetytom i Asyryjczykom).




Tak więc, po zawarciu sojuszu i przybyciu do Teb w okazałym orszaku mitannijskiej księżniczki - Mutemwei (matki Amenhotepa III), egipski dwór powoli i stopniowo, ale konsekwentnie zaczął ulegać orientalizacji. Egipcjanie czcić zaczęli aryjskich bogów (co wcześniej było nie do pomyślenia), takich jak choćby: Uruwana - wielki "bóg-władca", stwórca Ziemi i dawca życia, Vaju - bóg wiatru, czy też Ghdhem - Matka Ziemia. W ściśle elitarnym kręgu znajomych-wtajemniczonych, organizowano również na dworze królewskim zakazane przez egipskich kapłanów, magiczno-religijne aryjskie rytuały, zwane KAN (nie wiadomo dokładnie czego dotyczyły - być może była to jedynie forma ekspiacji literackiej - ale skoro były zakazane, znaczy że kler Amona-Re widział w tych praktykach jakieś zagrożenie dla tradycyjnego kultu). Przede wszystkim jednak oddawano cześć aryjskiemu bóstwu Słońca, zwanemu - Surja. To wszystko byli bogowie aryjscy, natomiast egipskie elity czciły również bóstwa huryckie, z których największym i najważniejszym był bóg Słońca, przedstawiany jako skrzydlata tarcza. To właśnie ten bóg (zwany również przez Mitannijczyków Surja - choć była to już nazwa aryjska) był utożsamiany z Atonem (którego jeszcze przed rewolucją religijną Echnatona czczono w Egipcie jako "Pana Krążka" czyli słonecznego dysku). To właśnie o tym aryjsko-huryckim bogu solarnym urządzała swoiste wykłady dla członków egipskiej elity sama królowa Teje (często te spotkania - jak wyżej wspomniałem - odbywały się na łodzi zwanej "Świetność Atona"). Egipski kler co prawda protestował i oficjalnie zabraniał wszelkich obcych kultów, jednak arcykapłan Amona-Re - Ptahmes, jak i jego następca - Amenhotep syn Hapu z Atribis, więcej uwagi poświęcali innym rzeczom niż ścisłej doktrynie religijnej (np. Amenhotep z Atribis, nim został obdarzony godnością wielkiego kapłana w Świątyni Ipet-Sut w Karnaku, był tamtejszym rzeźbiarzem (świątynie bowiem zatrudniały wielu rzemieślników - o czym też już wspominałem w poprzednich wpisach, a niektórzy z nich posiadali również niższe stopnie kapłańskie, jak to było właśnie w przypadku Amenhotepa z Atribis) i to zamiłowanie pozostało mu drogie do końca jego życia (arcykapłan wykonał nawet rzeźbę samego faraona). Poza tym bardzo wpływowym kapłanem był młodszy brat królowej Teje - Anen, który pełnił zarówno funkcję Drugiego Proroka Amona w Karnaku, jak również był "Wielkim Widzącym" (czyli kapłanem-jasnowidzem) w Heliopolis (Egipcjanie zwali to miasto - Lunu, lecz współcześnie przyjęła się grecka nazwa, która jest powszechnie używana). Heliopolis (w XIII nomie Delty) było uważane za "Kołyskę Bogów" i centrum egipskiego kultu solarnego boga Atuma (uznawanego za prabóstwo, który stworzył pierwszą parę bogów poprzez... samogwałt) - patrona całej Delty (za patrona Górnego Egiptu uważano zaś boga Chonsu - syna Amona i bogini Mut). Anen miał zapewne spory wpływ (szczególnie w sprawach religijnych) na swą siostrę, która to zaś całkowicie owinęła sobie swego królewskiego małżonka wokół palca.




Przykładem orientalizacji egipskich elit, jest również namnożenie się w tym czasie literatury całkowicie obcej Egipcjanom (ze względu na używane tam zwroty oraz odniesienia kulturowe). Przykładem tego jest choćby poemat (Tabliczka EA 356) "O Adapie i Południowym Wietrze", mający wybitnie mezopotamskie konotacje (cóż Egipcjanin - wyrosły w kraju piramid, mógł zrozumieć z tego dzieła? Zapewne niewiele, ale czytano takie poematy na dworze, jako swoiste beletrystyczne ciekawostki. Fakt iż dzieło to nie było egipskiego pochodzenia, świadczy iż na tabliczce, na której je spisano, czerwoną ochrą zaznaczono nawet... akcent i odpowiednią wymowę obcych Egipcjanom słów). Zapewne ów tekst został przetłumaczony właśnie w Heliopolis w tamtejszym kręgu kapłanów boga Atuma - tak bliskiego aryjskiemu Surji i huryckiej tarczy solarnej. Wychodzi więc na to, że rewolucja religijna - nim na dobre wybuchła, znalazła korzystne podblegie w Heliopolis, którego to kapłani niechętnym okiem patrzyli na potęgę i bogactwo arcykapłanów Amona-Re z Karnaku i to zapewne oni też stali się "roznosicielami" nowych kultów oraz obcej litaratury, hymnów i pieśni po całym kraju. A poza tym wchodziły tutaj również kwestie terytorialne i zadawniony konflikt między Południem a Północą, między czerwoną koroną Delty, a białą koroną Górnego Egiptu, między kobrą Wadżet z Delty a sępicą Nechbet z Górnego Egiptu, między papirusem Delty a lilią Górnego Egiptu i wreszcie między bogami Atumem z Północy i Chonsu z Południa. Ta inwazja kultów słonecznych (wspierana przez kapłanów Heliopolis) musiała jednak nieuchronnie doprowadzić do otwartego konfliktu z klerem tebańskiego Amona-Re. A konflikt ten szybko przerodził się w wojnę domową, w którą również wciągnięty został cały dwór królewski, łącznie z faraonem.

Natomiast jak wyglądało pożycie pary królewskiej, jakie dzieci przyszły na świat z tego związku oraz jaka naprawdę była królowa Teje, o tym wszystkim opowiem w kolejnej części. Posiłkować się będę również opowieścią i osobistymi wspomnieniami zapomnianej księżniczki rodem z Babilonii, która trafiła do haremu faraona Amenhotepa III ok. 1374 r. i to właśnie jej opis będzie tutaj bardzo ciekawy, gdyż co prawda nie został utrwalony na żadnych tabliczkach, ani spisany żadnym pismem, natomiast przetrwał dzięki pewnej brytyjskiej medium o pseudonimie Rosemary, która w 1931 r. nawiązać miała kontakt z duchem owej księżniczki i to co ona opowiada (choć nie jest tego zbyt wiele, aczkolwiek ciekawe są fragmenty odnośnie samej królowej Teje, jej charakteru, usposobienia i tego, jak bardzo potrafiła podporządkować sobie własnego małżonka) może być dość interesujące (początkowo Teje zaprzyjaźniła się z ową babilońską księżniczką z haremu faraona, ale szybko doszła do wniosku że młoda dziewczyna może zagrozić jej pozycji i postanowiła ją usunąć. Jak to się stało i dlaczego do tego doszło opowie sama Telik-ha Ventiu - zapomniana dziś babilońsko-egipska księżniczka).




CDN.

30 marca 2026

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. XI

CZYLI JAK TO KRÓL
RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV
PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE
CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO
W KONSTANTYNOPOLU





1645 r.
IMPERIUM OSMAŃSKIE
Cz. VII




9 lutego 1640 r. (1050 r. według kalendarza księżycowego ery muzułmańskiej, używanego wówczas w Imperium Osmańskim) w meczecie Eyup Sultan miała miejsce intronizacja nowego sułtana, 22-letniego Ibrahima I, jednak pierwsze miesiące jego władzy, nie zwiastowały szczęśliwego panowania. W lutym miało miejsce niewielkie trzęsienie ziemi w rejonie Konstantynopola, a we wrześniu 1640 r. w dzielnicy Galata wybuchł pożar, który zmiótł wiele tamtejszych budynków. Prawdziwym jednak problemem państwa okazała się swoista oziębłość seksualna sułtana, który odsyłał wszystkie, ofiarowane mu przez matkę niewolnice (Ibrahim, który długie lata spędził zamknięty w Simsirliku - w którym nie wiedział czy jest dzień czy noc, gdyż nie było tam okien ani drzwi a pokarm podawano przez otwór w dachu - zaczął już dawno zdradzać pewne objawy psychicznej niedojrzałości, żeby nie powiedzieć choroby. Codziennie drżąc przed prawdopodobnym wyrokiem śmierci, jakim mógł wydać jego brat sułtan Murad IV, Ibrahim powoli tracił kontakt z rzeczywistością i nawet wówczas, gdy dowiedział się o śmierci brata, nie chciał w nią uwierzyć, oraz przysięgał że pragnie pozostać w swoim więzieniu do śmierci. Ostatecznie, gdy pokazano mu ciało Murada IV, zgodził się objąć władzę, ale, jeszcze tej samej nocy w pałacu Topkapi w towarzystwie harmowych niewolnic tańczył, krzycząc dokoła: "Rzeźnik Imperium jest martwy!"). Problem był poważny, jako że sułtan Ibrahim był już ostatnim męskim przedstawicielem dynastii Osmanów i w przypadku jego śmierci kraj zapewne ogarnęłaby anarchia i woja domowa, a z pewnością również nieunikniony rozpad. Dlatego życie i przyszłość tego jednego człowieka, było tak ważne dla dalszego trwania całego ogromnego osmańskiego państwa. Co prawda w polityce wewnętrznej sprawy zostały poukładane przez wezyra Kemenkesa Kara Mustafa Paszę - człowieka zdolnego i roztropnego, który zdołał zakończyć bunty janczarów i spahisów, ujednolicić miary pieniężne, uporządkować ceny (które w niedawnych czasach znacznie poszybowały w górę, gdyż różnego rodzaju spekulanci próbowali zarobić w czasach kryzysu państwa i ciągłych buntów wojska) oraz sprawdzić i poprawić wszystkie rejestry. 

Tymczasem w polityce zewnętrznej sprawy nieco się komplikowały. Otóż chan tatarski - Bahadur Girej, który już wcześniej próbował zawrzeć jakiś anty-osmański sojusz z Rzeczpospolitą, w tymże 1640 r. również wysłał swego posła do Warszawy (listopad), by wybadać czy istnieje realna możliwość zawarcia jakiegoś układu. Niczego jednak nie uzgodniono, gdyż król Polski Władysław IV miał pretensje do chana za uwięzienie (w marcu tego roku) swego posła - Prandotę Dzierzka, oraz wzięcie w jasyr ok. 30 000 ludności z powiatów perejesławskiego i korsuńskiego (w czasie wyprawy ze stycznia 1640 r. Tatarom udało się wówczas dotrzeć na południowy Wołyń i podeszli prawie pod Lwów, hetman Stanisław Koniecpolski - stojący w Białej Cerkwi - nie zdołał ich dopaść, nim z jasyrem przekroczyli granicę). Niczego więc nie uradziwszy, chan Bahadur zwrócił się ze swym poparciem i zadeklarował dozgonną wierność sułtanowi Ibrahimowi. Już wcześniej, jeszcze jego bratu, sułtanowi Muradowi IV ofiarował młodą, 12-letnią dziewczynę (Rusinkę porwaną w jednym z napadów na ziemie moskiewskie), o imieniu Nadia (lub Nadieżda). Dziewczyna trafiła do szkoły niewolnic, którą prowadziła siostra sułtana - Burnaz Atkie Sultan. Tam, podczas swojej dwuletniej nauki, opanowała 4 języki i poznała Koran (musiała oczywiście przyjąć islam). Po raz pierwszy do alkowy nowego sułtana Ibrahima, trafiła w kwietniu 1641 r. Był to już bowiem czas, gdy Ibrahim odzyskał "moc męską" i co piątek kazał sobie sprowadzać nowe niewolnice - z reguły były to wciąż nowe dziewice, które podsyłała mu matka (wyleczenie impotencji Ibrahima było zapewne sprowokowane przez Kosem, która sprowadzała mu najróżniejszych lekarzy i cudotwórców, łącznie ze sławnym uzdrowicielem - Huseinem Efendi z Safranbolu).




Jednak jurność syna znów zaniepokoiła Kosem - co prawda dobrze się stało że odaliski pozostawały w jego pokojach przez całą noc, a nie jak wcześniej były od razu odsyłane, to jednak ciągłe sprowadzanie nowych dziewcząt nie było na rękę sułtance-matce, gdyż tym samym traciła ona kontrolę nad ewentualną wybranką syna. A Kosem zależało na tym, aby nałożnica Ibrahima i matka jego dzieci, była całkowicie od niej uzależniona i wykonywała jej polecenia. I w to właśnie wpisała się młoda, prawie piętnastoletnia Nadia, której imię Kosem zmieniła na "Turhan", co znaczy "podarek". Turhan miała wypełniać jej polecenia, dbać o dobre samopoczucie sułtana, czytać mu książki i bawić tańcem, muzyką oraz własnym ciałem, ale jednocześnie informować Kosem o każdym jego działaniu i każdym posunięciu. Młoda dziewczyna miała dużo szczęścia, jako że już po dwóch tygodniach od pierwszej nocy w sułtańskiej alkowie, stwierdziła iż jest brzemienną i że z pewnością urodzi syna - następcę tronu. Radość wielka zapanowała w haremie, ale Kosem nie spodobała się tak pewna siebie deklaracja dziewczyny. Owszem, pragnęła wnuka, ale już nie zamierzała dzielić się władzą z jego matką. Turhan zaczęła zdawać sobie sprawę że Kosem jej nie sprzyja, gdy ta zaczęła wysyłać synowi kolejne nałożnice. Problem jednak nie polegał w ich liczbie, lecz w tym że Kosem przysyłała mu głównie dwie, swoje nowe wybrane zauszniczki. Jedną z nich była Serbka, która otrzymała imię Dilasub, a drugą Polka nazwana Hatice Muazezzi.




Obie kobiety miały spore atuty i mogły stanowić duże zagrożenie dla pozycji Turhan. Dilasub (zwana również Salihą), była niezwykle radosną dziewczyną która rozśmieszała sułtana, poza tym pięknie tańczyła i była zawsze uśmiechnięta. Hatice zaś słynęła w całym haremie ze swej urody (powiadano wręcz że w całym Imperium nie ma piękniejszej od niej kobiety). A nowe dziewczęta wciąż docierały do stolicy, szczególnie że w 1641 r. Tatarzy napadli Moskwę, zdobywając 45 000 jasyru i 200 000 koni, co spowodowało że cena konia spadła w porównaniu do ceny kobiety (za konia płacono teraz jednego kurusza, a za kobietę/dziewicę pięć kuruszy). Przybycie nowych łupów do Konstantynopola spowodowało iż sułtan zaczął rozmyślać nad nową wyprawą wojenną, skierowaną przeciwko Moskwie lub Rzeczpospolitej. Na początek (1641 r.) wysłał swych posłów do króla, którzy przy okazji mieli dokładnie obejrzeć kraj i zebrać informacje. Przejechali oni kraj od Podola i Wołynia po Gdańsk, wszędzie robiąc notatki i obserwując. Jednocześnie sułtan wysłał posłów do Wiednia, gdzie odnowił z cesarzem układ pokojowy. Na Sejmie, zwołanym w sierpniu 1641 r. król Władysław IV przestrzegał że: "burza pogańska z nagła wylawszy się we wnętrzności Rzeczypospolitej, znieść może kraje, w których ludziach i dostatkach, największe szły dla niej pożytki", na co jednak szlachta uspokajała że: "nie ma takich pod słońcem jak my - syny koronne (...) gardła nasze za ojczyznę ważymy". Ale jak pisał w tymże roku Szymon Starowolski, postulujący reformę ziemską i wojskową ("by każdy z młodzieży szlacheckiej lat trzy przynajmniej w obozie leżał i od tego koniecznie żywot swój młodzieńczy i obywatelski poczynał"), tak pisał o jemu współczesnych szlachciurach: "Szlachcic, który na to trzymał majętność, aby ojczyznę bronić, siedział sobie wolno, ani poborów dawał (jeno ubodzy chłopkowie), ani czopowego, lubo piwo i gorzałkę na karczmę dawał, a drugi i w domu szynkował, ani żołnierza nie okupywał, ani króla nie podejmował - jednem słowem, gdy wszyscy ginęli, on sam niezbożny łakomca, nie wiedział o niczem".


NIEPOROZUMIENIE NA SEJMIE 
(Podczas obrad sejmowych czasem dochodziło do walk na szable)





Król ubolewał że szlachta nie chce ostatecznie przyczynić się do rozprawienia z Tatarami i Osmanami, a przecież - jak mniemał - wystarczyłyby zaledwie dobre chęci by uchwalić podatki na silną armię - "Wszelka obawa zniknęłaby bez niebezpieczeństwa i kosztu wielkiego, gdyby nie tu po polach z tą szarańczą jako z wiatrem uganiać się, ale ją w gnieździe przy dzieciach i żonach zmacać chciano (...) Miesiąc jeden, uczyniłby wieczny ojczyźnie pokój". Jednak Sejm i sejmiki nawet "nie chciały słyszeć" o wojnie z Tatarami i Osmanami. W październiku 1641 r. zmarł chan Bahadur Girej, a jego następcą został Mehmed IV Girej. Nowy władca Chanatu Krymskiego był przyjazny Rzeczypospolitej, natomiast swoje ataki postanowił kierować teraz w stronę Moskwy. Tymczasem w Konstantynopolu - 2 stycznia 1642 r. prawie 15-letnia Turhan urodziła chłopca. Nadano mu imię Mehmed, a Ibrahim nakazał by przez kolejnych siedem dni radowali się wszyscy mieszkańcy miasta. Zorganizowano uroczyste zabawy (zaraz po modlitwach dziękczynnych w meczetach) a Turhan awansowała do roli sułtanki. Urodziła władcy syna, oczekiwanego następcę tronu, który był gwarantem przetrwania państwa i stabilności oraz bezpieczeństwa jego mieszkańców. Ale młoda dziewczyna z pewnością nie mogła spać spokojnie, gdyż jej konkurentki nie próżnowały. Poza tym Dilasub też była w ciąży i także zapowiadała że urodzi sułtanowi syna - następcę tronu. I tak też się stało, gdy w kwietniu tego roku powiła chłopca, któremu nadano imię Sulejman, na cześć wielkiego przodka. Teraz było już dwóch następców tronu, lecz sułtan nie próżnował, co zaczęło martwić Kosem. Wcześniej był raczej niechętny kobietom i sprawiał wrażenie człowieka aseksualnego (obawiano się że jest impotentem), a teraz, po kontaktach z uzdrowicielem Huseinem Efendi, co tydzień kazał sobie sprowadzać nową dziewczynę. A każda z nich marzyła że stanie się matką następcy tronu.




Rok 1642 upłynął spokojnie i raczej szczęśliwie. Obie młode sułtanki wzajemnie ze sobą rywalizowały i obie starały się przekonać do siebie sułtankę Kosem, oraz przede wszystkim samego sułtana, ale w tym przypadku napotykały pewne trudności, jako że Ibrahim szybko się nimi nudził. Sułtan bowiem teraz pragnął deflorować dziewice, a kobiety które już urodziły mu synów, co prawda wywyższył, ale traktował dość protekcjonalnie i prawie nie wzywał do do swojej alkowy. To powodowało pewną frustrację wśród nich i jednocześnie nasilało wzajemną nienawiść i konkurencję. Oczywiście nie były jedynymi matkami, gdyż sułtan zapłodnił jeszcze trzy kolejne kobiety, co powodowało że po haremie przechadzały się ciężarne. Ten widok nieco już denerwował sułtankę Kosem, która starała się przekonać syna aby zaprzestał swych cotygodniowych miłosnych eskapad. Na próżno, Ibrahim zapowiedział by matka nie wtrącała się do jego życia i zagroził że jeśli spróbuje go kontrolować, ten wygna ją z haremu do Starego Pałacu. Trzy kolejne dziewczyny urodziły sułtanowi córki, ale ten nie zamierzał na tym poprzestać. Kazał sobie nawet sprowadzać kobiety pod określony gust (lubił bowiem panie z dużymi piersiami), niektóre ze swoich niewolnic celowo kazał żywić ciastkami i innymi smakołykami, aby urósł im brzuch, co nieco przypominało ciąże. Czasem zdarzało się że wzywał do ciebie dwie niewolnice i kazał im cały czas jeść, a sam patrzył jak jedzą (niektórym z nich nadawał imiona słodyczy, jak choćby "pączuszek", czy "kostka cukru").




W tymże jednak roku doszło do poważnego konfliktu pomiędzy sułtanką matką a wielkim wezyrem Kemenkesem Paszą. Poszło o niejakiego Mustafę Paszę, miecznika, którego Kemenkes skierował najpierw na prowincję, a gdy ten starał się odzyskać względy - deklarując wierność sułtance Kosem i ta nawet obiecała mu rękę swej wnuczki Kayi (córki Murada IV), Kemenkes pod jakimś pretekstem skazał Mustafę Paszę na śmierć (musiał to zrobić, wiedząc jak tamten go nienawidzi, a gdyby udało mu się wżenić w sułtańską rodzinę, przyszłość Kemenkesa przybrałaby czarne barwy i zapewne sam straciłby życie). Jednak ten czyn spowodował że zyskał on nowego wroga w postaci sułtanki Kosem. W styczniu 1643 r. kolejna z niewolnic - Hatice Muazezzi urodziła chłopca. Nadano mu imię Ahmed. Teraz było już trzech następców tronu, ale sułtan nie zamierzał na tym poprzestawać. Kazał wciąż zapełniać harem nowymi niewolnicami, pragnął bowiem dziewic, co spowodowało że ich ceny w Konstantynopolu znacznie poszły w górę. Jak już wspomniałem, część dziewcząt deflorował (te, które urodziły mu synów, awansowały do roli sułtanek), z częścią się bawił, a cześć... celowo tuczył, każąc im ciągle jeść słodycze, a samemu obserwując. Niewolnice z którymi sypiał, zabierał do łoża okrytego sobolem i najdelikatniejszymi tkaninami (sam uwielbiam perfumy - szczególnie te, o zapachu ambry - którymi się oblewał, oraz drogą biżuterię, kochał też futra, które były obecne wszędzie w jego komnatach). W pewnym momencie doszło nawet do tego, że wywyższył pewną swą niewolnicę (którą celowo tuczył aż ważyła 150 kg.) którą nazwał Sekerpare ("kostka cukru"), a która zaczęła uważać się za najważniejszą kobietę w haremie. Ważniejszą nie tylko od tych, które urodziły sułtanowi synów, ale również od... samej sułtanki Kosem (na jej prośbę sułtan wskazał na śmierć kilka dziewcząt ze swego haremu, ponieważ ona uznała że stanowią dla niej konkurencję. Włożono je więc do wora który zaszyto i wrzucono do Bosforu, gdzie utonęły). Ta, nie mogąc tego dłużej tolerować, kazała dziewczynę zamordować (Sekerpare została uduszona w obecności Kosem, gdy ta wcześniej zaprosiła ją na posiłek. Ibrahimowi matka powiedziała że "Kostka cukru" zmarła na nieznaną bliżej chorobę). Sułtan nosił żałobę tylko przez kilka dni, po czym znów wpadł w wir kolejnych niewolnic, seksu i zabawy, ku rozpaczy matek swoich synów i sułtanki Kosem.




CDN.

28 marca 2026

KOBIETA JEST UKORONOWANIEM STWORZENIA - Cz. VII

CZYLI KIEDY I GDZIE W HISTORII
ISTNIAŁ MATRIARCHAT?





III
(A)MAZONKI
STAROŻYTNY ZAKON 
KOBIET-WOJOWNICZEK
(ok. 1450 r. p.n.e. - ?)
Cz. II


KAPTORGA
(Pierwsza Amazonka)



Jak już wcześniej pisałem ("Hetycka legenda o Amazonkach"), Amazonki wywodziły się z plemienia Amazi (Mazonów - Mazowszan) i ok. 1450 r. p.n.e. wraz z ich mężami (którzy wówczas zarządzali plemieniem) wyruszyły z terenów środkowej Wisły, kierując się na południe, ku Dunajowi (takie migracje ludów w tamtym czasie nie należały do rzadkości, a niektóre z nich prowadziły do potwornych zniszczeń i historycznych zmian na danym obszarze, jak choćby w czasie eksodusu na południe tzw.: Ludów Morza, które ostatecznie osiadły w Palestynie, Azji Mniejszej i na Cyprze - najpopularniejszymi z tych słowiańskich ludów okazali się Filistyni, z którymi przez długie wieki musieli zmagać się Izraelici. Inny przykład to Cymbrowie i Teutonowie - wywodzący się z terenów wówczas wciąż słowiańskiej Danii, choć zapewne był to lud mieszany, słowiańsko-nordycki, gdyż Szwecja i Norwegia były wówczas ziemiami tzw.: ludów nordyckich, zupełnie nie spokrewnionych ani ze Słowianami ani z Celtami. Ich najazd na Europę zachodnią w latach 113-101 p.n.e. o mało co nie doprowadził do upadku państwa rzymskiego, zaś w południowej Galii poczynili oni takie zniszczenia, że dochodziło tam wręcz do przypadków kanibalizmu, o czym miał wspominać Wercyngetoryks w swej mowie do obrońców Alezji {52 r. p.n.e.}, tym samym potwierdzając plan wypędzenia z oblężonego miasta wszystkich kobiet, dzieci i starców jako darmozjadów, miał wówczas powiedzieć: "Dziadowie nasi zjadali swoje żony podczas walk z najeźdźcami, ja nie dopuszczę by to się powtórzyło". Wygnał więc wszystkie kobiety i dzieci poza mury Alezji, więc, aby nie pomrzeć z głodu, prosili oni Cezara by przyjął ich w niewolę i dał im jeść - ten jednak odmówił. Tak więc pomarli oni z głodu pomiędzy murami Alezji a rzymskimi umocnieniami contravallatio).




Mazoni dotarli do ziem zamieszkałych przez plemiona Chatów i Dachów, po czym osiedli w zniszczonej wcześniej osadzie - Bierle. Żyli w zgodzie i przyjaźni z tymi plemionami, ale w jakiś czas potem wybuchła krwawa wojna pomiędzy nimi i aby rozstrzygnąć spór, starszyzna obu plemion zwróciła się do Mazonów z prośbą o objęcie nad nimi przewodzenia przez wodza Mazonów. Pierwszym królem połączonych plemion został niejaki Hen, który panował długie lata. Po jego śmierci (zgodnie z jego życzeniem) na nowego władcę (po krótkiej wojnie domowej dwóch stronnictw) wybrano kobietę o imieniu Kaptorga. Kaptorga stała się więc drugim władcą i pierwszą królową trzech połączonych plemion: Mazonów, Chatów i Dachów. Była to też pierwsza władczyni tzw.: "Amazonek". Król Hen posiadał kilka żon - ten przywilej dotyczył władców, więc Kaptorga (jako królowa) wzięła sobie za mężów pięciu mężczyzn i z każdym z nich miała potomstwo. Dynastia Amazonek przetrwała jednak tylko w jednej linii, ze związku Kaptorgi z Ławdziwcem. Były to trzy córki - Węda, Łabęda-Leda i Maza. Matka, mając wiele córek z innych mężów, oddała te trzy dziewczynki na wychowanie do kapłana Łukomorza: Sadko ze Świętogór z rodu Światogora i jego żony, królowej - Jaśnieny II Istyjskiej z rodu Kuksów. Oboje przybrani rodzice dziewczynek, władali potężnym wówczas plemieniem Połuczan. To właśnie tam młode siostry miały założyć: "Bractwo Młodych Rysic", gdzie miały się szkolić w fechtunku i jeździe konnej. 




Następnie powróciły do rodzinnego miasta Bierle. W tym czasie ich matka już nie żyła i miastem władała starszyzna, mocno podzielona, gdyż poszczególne ludy znów zaczęły pałać do siebie niechęcią. Nie wszystkie jednak z trzech sióstr wróciły do Bierle, tak naprawdę uczyniła to jedynie... najstarsza z nich - Węda. To ona też objęła władzę nad miastem z rąk starszyzny, gdyż jej młodsza siostra Łabęda-Leda została porwana do Skryty i tam zapewne wyszła za mąż, zaś najmłodsza z sióstr - Maza, objęła przewodnictwo nad "Bractwem Młodych Rysic" i wraz z innymi kobietami - które szkoliły się w tym zgromadzeniu - osiedliła się na wschodnich terenach dzisiejszej Ukrainy - nad Donem. Panowanie w Bierle Wędy - drugiej królowej plemienia Mazonów, nie trwało zapewne zbyt długo, jako że wkrótce na tron wstąpiła jej przyrodnia siostra - Gontyna. Jednak rządy Wędy w Bierle skutkowały obwarowaniem miasta drewnianym murem i wykopaniem nasypów. Nowa królowa (córka Kaptorgi i Nura) - Gontyna, postanowiła jednak opuścić to miasto i skierować się na wschód. Tak też się stało, plemię Mazów i część plemion Chatów i Dachów opuściła stare siedziby, kierując się nad Don.


GONTYNA 



Ponieważ próby opowiedzenia historii Amazonek, bez odniesienia się do kwestii mitologicznych są praktycznie niemożliwe, dlatego też należy zrozumieć, że to, co opisuję, ma bardzo wiele odniesień mitologicznych, choć oczywiście staram się to wszystko jakoś racjonalnie posegregować. Tak więc opuszczając swoje siedziby w twierdzy Bierle, Gontyna - druga królowa plemienia Mazonów (z częścią plemion Chatów i Dachów) dołączyła nad Donem do siedlisk swej przyrodniej siostry - Mazy. Gontyna i Maza odtąd władały razem, aż do śmierci tej pierwszej, co spowodowało że również bezdzietna Maza wybrała sobie na (przybraną córkę i) swoją następczynię zbiegłą niewolnicę z krainy Bałtów - niejaką Ukrivolsę, która została czwartą królową plemienia (A)mazonów. To ona właśnie miała zamienić nad-dońską osadę Mazonów w miasto, które otrzymało nazwę - Temyscira. Ona też zapewne wzniosła inne miasto-świątynię ku czci bogini Vardavy (Dziewanny). Jej następczynią miała być jej córka - Tomyris (lub Tomira) I. To właśnie ona miała rozpocząć łupieżcze najazdy ludu Mazonów na okoliczne plemiona. Miała najechać ziemie Kolchidy (Gruzja), oraz plemiona Inhas i Hajastan (Armenia). Po niej na tron Mazonów (lub raczej już (A)mazonek, wstąpiły jej dwie córki - Arta i Daria, których panowanie przypadało na lata pokoju. Obie kobiety zrezygnowały jednak z władzy, wychodząc za mąż za władców okolicznych plemion, wówczas na tron Mazonek została wybrana ósma królowa - Udżakaravisa. Choć przeszła do legendy jako wielka władczyni (narzuciła swą władzę wielu plemionom Sarmatów i Scytów (zmuszając tamtejsze ludy do płacenia danin), to jednak po jej śmierci królestwo Mazonek ze stolicą w Temyscirze rozpadło się, choć jej córka - Selencja I starała się podtrzymać zdobycze matki, poniosła jednak ogromną klęskę w bitwie z sarmackim plemieniem (którego władcą był niejaki Atamras), czego skutkiem była jej śmierć, spalenie Temysciry, rozpad państwa (A)mazonek, jak również pochwycenie większości owych kobiet w niewolę. 


TOMIRA I



Rozpad pierwszego królestwa (A)mazonek spowodował, że przez kolejne kilkadziesiąt lat nie potrafiło się ono odrodzić. Dopiero prawie sto lat później, gdzieś w rejonie Morza Kaspijskiego niejaka Selencja II założyła osadę, wzorowaną na Temyscirze, której także nadała tę właśnie nazwę. Oczywiście nie wiadomo kim była Selencja II, wzorowała się jednak na ostatniej władczyni pierwszego królestwa znad Donu i pewnie dlatego przyjęła imię Selencji II. W każdym razie udało jej się obronić osadę przed atakami Słowian (szczególnie plemion prowadzonych przez wodzów-królów Wizymira i Jaskotela). Nie była jednak w stanie długo bronić swej niezależności i w bitwie z królem jednego ze słowiańskich plemion - Jurandem I, poniosła klęskę i musiała uznać jego zwierzchność oraz płacić daninę. Kolejne królowe - Lęgosępa, Kękaja i Miodewa były jedynie mianowanymi przez obcych władców figurantkami. Szczególnie ostatnia królowa - Miodewa okazała się zdrajczynią i została obalona przez niejaką Narcisę, której udało się zrzucić zależność, a nawet zająć tzw.: "Krainę Białych Pól" (?). Jej następczynią wybrana została Pentesilea, która ze swymi (A)mazonkami miała wziąć udział w Wojnie Trojańskiej (1194-1184 r. p.n.e.) - choć Homer nic na ten temat nie wspomina. Miała też zginać w walce z ręki Achillesa, który myślał że pojedynkuje się z mężczyzną i dopiero gdy zadał jej śmiertelny cios, zobaczył że zabił kobietę (w której notabene miał się zakochać). Po jej śmierci drugie królestwo (A)mazonek także miało się rozpaść. Niejaka Tamar miała z częścią plemienia powędrować do Saków, gdzie poślubiła tamtejszego władcę, a jej potomstwo miało częściowo odbudować dawne plemię. Natomiast inna Mazonka - Mirna powędrowała na południe i osiadła na Lesbos, zakładając tamtejsze miasto - Mitylenę. Trzecia z przywódczyń - Tugomira przeniosła się nad Don, gdzie z czasem została zmuszona do małżeństwa z jednym z wodzów lokalnego plemienia. Tak oto drugie państwo (A)mazonek także przestało istnieć.


MIRNA
(Założycielka Mityleny na Lesbos)



Potomkinią Tamary miała być też królowa Masagetów - Tomyris (II), która żyła w jakieś sześćset pięćdziesiąt lat po Wojnie Trojańskiej. Udało jej się pokonać i zabić (529 r. p.n.e.) króla Persów - Cyrusa II Wielkiego i z zemsty za zamordowanie przez niego jej synów, odcięła mu głowę i wrzuciła ją do pojemnika pełnego krwi, mówiąc: "Nasyć się krwią, którą tak kochałeś". Tomyris miała być ostatnią znaną władczynią dawnego królestwa (A)mazonek, choć zdarzały się jeszcze w różnych częściach świata kobiety, które odwoływały się do dawnej tradycji królestwa Mazonek (które z czasem zaczęto nazywać właśnie Amazonkami). Nie miały one już jednak żadnego związku z tamtym państwem i społeczeństwem kobiet-wojowniczek. W kraju (A)mazonek rządziły bowiem kobiety (ale nie było to społeczeństwo złożone tylko z kobiet). Każda wojowniczka musiała zabić w boju jednego mężczyznę by stać się kobietą. By jednak wyjść za mąż, musiała swojego męża pochwycić w niewolę. Mazonki bowiem poślubiały swoich niewolników. Jeśli zaś cudzoziemiec zapragnął poślubić jakąś Mazonkę, musiał ją najpierw pokonać w walce. Mężowie pozostawali niewolnikami swych żon, a te mogły ich karać fizycznie (choć nie mogły pozbawić ich życia). Mężowie żyli z dala od żon i spotykali się razem tylko od czasu do czasu. Każda niewolnica, która dotarła do tego królestwa, natychmiast odzyskiwała wolność. Nie jest jednak prawdą że (A)mazonki zabijały chłopców, a wychowywały same dziewczynki. Owszem, dziewczynki wychowywały matki i kształciły je na przyszłe wojowniczki, ale synów oddawały mężom, aby ci kształcili ich na niewolników. Mężowie uczestniczyli z żonami w wyprawach wojennych jako wsparcie. 




Taki oto obraz plemienia Amazonek wyłania się z dawnych (niesprawdzonych) bajkowych opowieści, które są wtłaczane w najdawniejsze czasy, gdy północna Europa aż do Uralu była zdominowana przez poszczególne plemiona Słowian i Celtów. Ja osobiście uważam te opowieści za dość mocno naciągane i jeśli rzeczywiście kiedykolwiek istniało społeczeństwo kobiet-wojowniczek, to z pewnością musiało się ono roztopić w większym liczebnie plemieniu, gdyż samo po prostu nie przetrwałoby długo. Przykłady małżeństw Mazonek z władcami innych plemion, są tutaj dość dobitnym potwierdzeniem tych słów - kobiety-wojowniczki musiały się wtopić w resztę społeczności i tylko na tej zasadzie mogła przetrwać o nich pamięć. Oczywiście nie można też wykluczyć że istniały ściśle kobiece zakony religijne, które oddając cześć Bogini-Matce (i innym boginiom), jednocześnie szkoliły się na wojowniczki. Takie rozumowanie jest dopuszczalne, jako że owe kobiety (jako kapłanki, coś na wzór krzyżowców czyli rycerzy-zakonników) były nietykalne. W każdym razie temat społeczeństwa Amazonek wydaje mi się zakończony. Można oczywiście do tego dokładać mitologię i inne opowieści, ale prawda jest taka, że jeśli w danej społeczności zaczyna brakować mężczyzn, wówczas część kobiet przejmuje męskie funkcje - tak po prostu jesteśmy skonstruowani (nie tylko jako ludzie, podobnie przecież postępują zwierzęta, gdy zaczyna brakować przedstawicieli jednej z płci). U mężczyzn działa ten sam proces, w przypadku braku kobiet, część mężczyzn (z reguły słabszych) zostaje zmuszona do przyjęcia na siebie roli kobiet - już Arystoteles mówił przecież: "Jeśli żołnierze nie mają kobiet, wykorzystują mężczyzn". I tak jest zawsze, w przypadku braku równowagi pomiędzy płciami.




CDN.
 

27 marca 2026

PIERZASTY WĄŻ NADCIĄGA ZE WSCHODU - Cz. VI

W POSZUKIWANIU ELDORADO





POD GWIAZDĄ PORANNĄ






"RZEKLIŚCIE, PANOWIE, ŻE NIGDY ŻADEN Z NAJSŁYNNIEJSZYCH WODZÓW RZYMSKICH NIE DOKONAŁ TEGO, COŚMY DOKONALI I RZEKLIŚCIE PRAWDĘ, OTO TERAZ I W PRZYSZŁOŚCI, ZA WOLĄ BOŻĄ, HISTORIA OPOWIADAĆ BĘDZIE ZNACZNIE WIĘCEJ O NAS ANIŻELI O TAMTYCH"
 
HERNAN CORTEZ
 (WRZESIEŃ 1519 r.)



Montezuma długo nie mógł zasnąć tej nocy. Cały czas rozmyślał nad przyszłością swego ludu. Czyżby bogowie rzeczywiście zapragnęli sprowadzić koniec świata? Zewsząd dobiegały go odgłosy płaczu i wielkiego żalu mieszkańców Miasta na Wyspie, które to dotąd było niezwyciężone wśród mrowia nieprzyjaciół i wiedzione pewną ręką Kolibra Południa (Huitzilopochtli), wybrane przez Wężową Matkę (Cihuacoatl), dostępowało zaszczytu napojenia naszego Pana krwią ofiarników, dzięki czemu słońce codziennie rozpraszało mroki nocy. Czy świat który znamy przestanie istnieć? Ponoć biali bogowie nie chcieli przyjąć mięsa zroszonego krwią ofiarników, które wysłane im zostały w dowód naszej czci i uznania. "Biali bogowie". A może to nie są wcale bogowie, może to tylko ludzie - dziwni, niebezpieczni, dosiadający potwory przypominające jelenie, mający przy sobie duże psy i czyniący sporo huku i dymu z przedmiotów przypominających kije i wielkie skały. A jeśli jednak to są bogowie? Przecież wielki Quetzalcoatl - Gwiazda Poranna, nim przepędzony został przez wszechpotężnego Tezcatlipoca (Dymiące Zwierciadło), sam również nie przyjmował ani krwi, ani mięsa złożonych mu w ofierze jeńców. Ponoć wódz owych przybyszy zza Wielkiego Morza, podobnie jak Quetzalcoatl nosi brodę. Czyżby więc to był on? Przecież zapowiedział swój powrót, gdy wsiadłszy na tratwę udał się na wschód, wyrzekł te oto złowróżbne słowa: "Powrócę w roku jednej trzciny i wówczas przywrócę swoje panowanie. Nastanie wtedy czas wielkiego cierpienia ludzi". Ani za Tenocha Prawodawcy (1363) ani też za mego stryja - Montezumy Ilhuicaminy (1467) gdy wypadał Rok Jednej Trzciny - Quetzalcoatl się nie objawił. Aż do teraz, gdy ponownie rok ten nadszedł (1519). Czy mogę więc być spokojny, gdy brodaty wódz "białych bogów" dopytywał się o mnie mych posłańców. A może powinienem się ukryć, schować tak, aby mnie nie odnaleźli - rozmyślał Montezuma - skoro nawet wysłani przeciw nim czarownicy - mający odwieść ich od przybycia do Tenochtitlan - nie dali sobie z nimi rady? Zbiec do Domu Słońca na zachód, lub do Domu Cintli na południe? A może do Ziemi Tlaloca, póki jeszcze wschodnie przejścia są bezpieczne?

Te rozważania zostały nagle przerwane, gdy słudzy donieśli wielkiemu tlatoani o powrocie wysłanych przez niego wcześniej posłów do "białych bogów" ze wschodu. Montezuma poderwał się na równe nogi i czym prędzej polecił przysłać posłów do wielkiej sali tronowej Pałacu Quetzalpapalotl. Montezuma tak był zafascynowany przybyciem posłów, że nie zdążył się nawet przebrać, a dworska etykieta wymagała by tlatoani ludu Mechikas (Meszi:kas - inaczej Azteków) zmieniał swój strój cztery razy dziennie, po czym nigdy nie wkładał go już ponownie, a był on uroczyście palony w pałacowym piecu (szyciem kolejnych ubrań dla władcy zajmowała się jego oficjalna małżonka, siostry i inne damy z królewskiego haremu). Gdy więc Montezuma wszedł do sali, znajdował się w niej już spory tłum zebranej pałacowej szlachty (pipiltin) w różnej formie spokrewnionej z panującym monarchą. Posłowie, nim zbliżyli się do władcy, musieli zdjąć swe bogate szaty i przywdziać ubogie stroje pospólstwa (calpultin), zdjąć buty i boso w pewnej odległości od tronu, upaść przed władcą na twarz (nie wolno im było spojrzeć królowi w oczy). Gdy wreszcie Montezuma pozwolił im mówić, jeden z zebranych posłów rzekł: "O Panie i Królu nasz. Ty, co rozświetlasz mroki Południa i Północy, ty co niesiesz przed sobą pióra Quetzalcoatla i cieniem jesteś Tetzalipoca - pana ludzkiego przeznaczenia, o drogo wiodąca do Tlalocan, o pierworodny czcigodnej Tonantzin", gdy poseł skończył swą mowę, Montezuma zadał mu pytanie: "Czy przybysze ze wschodu są bogami?". "O synu Miclantecutli, prawa ręko Dostojnego Węża z Tlailotlac, przesławny wśród wielkich Montezumo - doprawdy trudno pojąć rozumem czym, lub kim są owi biali przybysze. Spotkaliśmy ich na Przełęczy Orła pomiędzy ośnieżonymi szczytami gór Popocatepetl i Iztactepetl gdy powracali z Choluli. Wręczyliśmy im złote chorągiewki z piór quetzala, złote naszyjniki, obręcze i inne przedmioty, które poleciłeś nam przekazać, Ty, który stoisz z Huitzilopochtli w jednym szeregu. Wtenczas oczy jakby się im zaświeciły, twarze ich pojaśniały od uśmiechów i uradowali się bardzo, rozkoszując się owym złotem. Jednak, jeśli zapytasz mnie - pokornego niewolnika - czy są to bogowie, powiem że nie! O Panie nasz, niczym małpy podnosili to złoto, siadali na znak zadowolenia i wciąż dopytywali się o więcej, jeszcze więcej złota, wymieniając nazwę Eldorado. Widać że niczym wygłodniałe świnie łakną oni złota, wyrywają je sobie z rąk, potrząsają nim, oglądają je z każdej strony. Niestety, nie wiadomo co mówią, gdyż posługują się językiem nam nieznanym, o barbarzyńskim dźwięku. Doprawdy więc, nie są to bogowie, a jeśli się mylę, to oznacza że bogowie są zupełnie inni, niż nam się zdaje". "A czy biały wódz, czy..." - Montezuma zamyślił się chwilę - "...czy to jest Quetzalcoatl - Pierzasty Wąż ze Wschodu?", "Doprawdy nie wiem o nadziejo Huehueteotla, wygląda jak człowiek, oni wszyscy wyglądają jak ludzie, poza tym że są biali, niczym z wapna".




Dalsza rozmowa zeszła na temat zagrożenia, jakie biali przybysze mogą sprowadzić na Mechikanów i czy rzeczywiście takie niebezpieczeństwo istnieje. "Dosiadają okrakiem potwory i jeżdżą na nich, a te się ich słuchają, plują ogniem na odległość, odziani są w żelazo, nie walczą tak jak ludzie, tak jak my!" - odrzekł ów poseł o imieniu Tzihuacpopoca, "potrafią być niebezpieczni, a morderstwa jakich dopuścili się w Choluli, powinny być potwierdzeniem mych słów. A poza tym idą z nimi Tlaxcallanie, a ci tchórze oddadzą się każdemu, niczym kobiety w zamian za obronę i zawsze gotowi są wystąpić przeciwko nam. Aby się przypodobać przybyszom, zaczęli nawet powtarzać słowo, które tamci wykrzykują podczas walki, a brzmi ono... Santiago. Chodzą też słuchy, że przybysze rozbili posągi bóstw w Zempoali i że prócz wielkiego zamiłowania do złota, odznaczają się również wielką potrzebą do polewania głów wodą. Ludzie z okolic Zempoali poinformowali nas, że jest wśród nich pewna kobieta, której ojcem był jeden z Mechikanów, a nazywają ją Malintzin. Ona to właśnie miała powiedzieć, że przybysze praktykują coś, co zwą "chrztem" - cokolwiek by to miało znaczyć. Przykładają jednak do tego ogromne znaczenie i żądają by okoliczni mieszkańcy dali sobie polać głowę wodą - cokolwiek by to miało znaczyć. Nie wiem zatem, o Dostojny Panie Gór, czy są to bogowie, czy też nie". Powrót posłów wcale nie uspokoił Montezumy, gdyż o "białych bogach ze wschodu" wciąż niewiele wiedział. Obawiał się też co będzie, jak dotrą do Tenochtitlanu, a ponoć byli już w Tetzcoco - jednym z miast Trójprzymierza, gdzie zostali powitani jak bogowie. Zaniepokojenie Montezumy jeszcze wzrosło, gdy przybyli posłowie opowiedzieli mu historię o pijanym człowieku, jakiego spotkali krótko po tym, gdy ofiarowali złoto przybyszom. Otóż schodzący z góry pijak zaczął lżyć posłów Montezumy, pytając: "Czego tu chcecie? Po co tu przychodzicie? co zamierza uczynić Montezuma? Czy jeszcze nie odzyskał rozumu? Czy nawet teraz jest tchórzliwym nieszczęśnikiem? Popełnił błędy: poprowadził daleko swoich poddanych, spowodował śmierć wielu ludzi. Jedni z drugimi się zwarli, jedni z drugich się naśmiewają". Początkowo posłowie starali się podejść do pijaka aby go uciszyć, ale ich zamierzenia nie zrobiły na nim żadnego wrażenia i dalej kontynuował swój wywód: "Na próżno przybyliście tutaj! Mechikanie już więcej nie będą istnieć! Na zawsze skończył się wasz czas! Tenochtitlan stanie w ogniu! Odejdźcie stąd, to co miało się zdarzyć, już się zdarzyło!" Przeraziły posłów te słowa i sparaliżowały ich, a gdy pijak wreszcie zniknął, przekonani że oto sam wielki bóg Tezcatlipoki przemówił do nich, wznieśli mu ołtarz i ruszyli do stolicy. Myśl o płonącym Tenochtitlanie i końcu imperium ponownie pojawiła się w głowie Montezumy, oblewając go zimnym potem. Zmęczony zasnął snem głębokim, śniąc o tym, jak to się wszystko zaczęło.




Walkę rozpoczęli wojownicy Itzcoatla na grobli wiodącej ku Tlacopan. Potem przyłączyli się przebrani na biało Acolhuakanie z Tetzcoco pod wodzą Nezahualcoyotla, atakujący z rejonu Tepanac na północ od Tenochtitlanu i Tlatelolco. Na południu stał zaś ze swoimi wojownikami Montezuma Ilhuicamina, wiedząc że Tepanakowie z Azcapotzalco stoją również w Colhuacan i Xochimilco. Bitwa rozpoczęła się od uderzeń bębna i trwała długo, mijały godziny, potem dni, a wojownicy obu walczących stron wciąż się ze sobą pojedynkowali, używając do walki głównie obsydianowych mieczy, których długie, ale płytkie i nieco stępione ostrza, nie tyle miały zabijać przeciwnika, co go ranić, osłabiać i tym samym umożliwiać zwycięzcy wzięcie jeńców na ofiary (Hiszpanie po pierwszych walkach z Aztekami i ich sojusznikami, zaprzestali nawet noszenia swych metalowych zbroi, poprzestając na zwykłych ubiorach, co może dowodzić że zarówno miotana broń Azteków, jak też ich miecze nie wyrządzały im większych szkód. Celem bowiem dla Azteków i innych ludów z doliny Anahuac było zyskanie sławy poprzez zdobycie w boju jeńca, którego potem można byłoby złożyć w ofierze, dlatego też zadawano śmierć na polu walki jedynie w ostateczności). Podczas walki każdy wojownik walczył indywidualnie, a nie zbiorowo, dlatego też jakakolwiek pomoc druhowi w starciu z przeciwnikiem mogła być przez niego źle zrozumiana, jako chęć odebrania mu jeńca. To nie wodzowie armii dowodzili w boju (ich rola sprowadzała się jedynie do dbania o uporządkowanie szyku przed walką i utrzymania jakiej takiej dyscypliny, ale już po rozpoczęciu bitwy ich jedynym zadaniem było rozsądzanie sporów o jeńców) a ci najdzielniejsi wojownicy, zwani quauchic, którzy pierwsi rzucali się na przeciwnika (jeśli wojownik zdobył w bitwie piątego jeńca - i to spośród ludów Doliny Anahuac, gdyż inni byli uważani za mniej godnych tego zaszczytu - otrzymywał tytuł quauchic, a na plecy zarzucano mu jaskrawoczerwony, pleciony płaszcz z błękitną przetyczką oraz golono mu głowę, pozostawiając jedynie przewiązany czerwonym sznurem czub na jej szczycie). Największym upokorzeniem wojownika było porównanie go do kobiety, poprzez ofiarowanie mu kobiecych strojów i przyborów tkackich, a za takiego można było być uznanym, jeśli się np. uciekło podczas walki w obawie przed przeciwnikiem (uciekających z pola walki mieli więc obowiązek zabić na miejscu inni wojownicy z ich calpulli - czyli braterskiego związku). Podobnie jeśli wojownik utracił jeńca podczas walki, lub sam odniósł ranę i wycofał się z boju - był wówczas sprowadzany właśnie do roli kobiety i nie mógł potem opuścić swego domu (gdzie przebywał z żoną i z dziećmi), aby nie pokazywać się innym mężczyznom na oczy, póki nie uzyskał przebaczenia od samego tlatoani - który jako żyjący bóg, mógł cofnąć jego niesławę. Podczas kampanii wojennej wojownikom towarzyszyły też ich kochanki (dlatego gdy Hiszpanie przybyli do Tlaxcalli - stolicy Tlaxcallanów, ci, ujrzawszy że nie mają ze sobą kobiet - "ofiarowali im swoje córki", co akurat nie spodobało się Cortezowi).




Walka toczyła się więc już kilka dni, jednak koalicjanci coraz intensywniej spychali siły Tepaneków w stronę ich miasta. Ostatecznie Maxtla - wielki król Azcapotzalco, wycofał się do swojego umocnionego grodu. Tam również, u wrót Miasta Mrowiska (jak wówczas zwano stolicę Tepaneków) toczyły się intensywne i zażarte walki. Dumni wojownicy z Azcapotzalco o barwnych piuropuszach i o twarzach pomalowanych na czerwono - wcale nie zamierzali się poddać, lecz gdy mijał już czwarty miesiąc walk, w oblężonym mieście pojawił się głód. Postawieni w obliczu niehonorowej i okrutnej śmierci głodowej, Tepanakowie odstąpili od swego władcy, który tymczasem schronił się w łaźni. Wyciągnięto go stamtąd i lżąc oraz złorzecząc mu, zaprowadzili go Tepanakowie przed oblicze Nezahualcoyotla z Tetzcoco (któremu Maxtla wcześniej zabił ojca, a jego samego także próbował uprowadzić i złożyć w ofierze). Zarzekali się Tapanakowie, że oni zawsze pragnęli pokoju, a wszelkie nieszczęścia i wojny były powodowane jedynie przez Maxtlę i jego przodków - którzy zawsze mieli skłonność do tyranii. Nezahualcoyotl dał teraz upust swojej pomsty wobec Maxtli, osobiście składając go w ofierze i wyrywając mu serce, a jego krew rozpryskując "na cztery strony świata". Azcapotzalco było zdobyte, a po ulicach Miasta Mrowiska tańczyli rozradowani wojownicy z ludu Mechikanów z Tenochtitlan prowadzonych przez Itzcoatla, Tepaneków z Tlatelolco pod Cuauhtlatoatlem, Acolhuacanów z Tetzcoco króla Nezahualcoyotla, oraz nielicznych wojowników Tlaxcallan, tych z Xuexotzinco czy opozycjonistów z Tacuby. Montezuma Ilhuicamina (bratanek Itzcoatla) stał jeszcze ze swoimi wojownikami w Acozac, gdy doszły go wieści że Maxtla nie żyje, a Azcapotzalco padło. Wiadomości były jednak bardzo niespójne, niektórzy mawiali że Maxtla zabity został przez Nezahualcoyotla, inni że przez Cuauhtlatoatla, jeszcze inni że zdążył zbiec brzegiem jeziora Texcoco na południe do Coyohuacanu i jest teraz w niewoli u tamtejszych rybaków. W każdym razie Azcapotzalco zostało zdobyte. Z Wielkiej Świątyni wyniesiono posąg wielkiego boga Tepaneków, patrona Azcapotzalco - Turkusowego Pana (Huehueteotla), bardzo starego boga, ponoć starszego niż świat, starszego niż czas. Przewieziono go do Tenochtitlanu, a świątynię w Azcapotzalco spalono (jako symbol zwycięstwa i uwięzienia boga pokonanego miasta). Huitzilopochtli triumfował i żądał teraz ofiar na swe ołtarze, które niezwłocznie mu złożono, gdy zwycięzcy wojownicy powrócili do swych domostw.




W Mieście na Wyspie przyjęto ich niezwykle uroczyście i nazwano "Założycielami Tenochtitlanu", których "sława trwać będzie aż do skończenia świata". Miasto bowiem teraz przygotowywało się do zupełnie nowego życia, wolnego od nieustannych danin, od strachu i niepewności ze strony potężnych Tepaneków z Azcapotzalco. Ci bowiem okrutnie postępowali z pokonanymi przez siebie miastami (np. po zdobyciu leżącego na północy Cuauhtitlanu [ok. 1400 r.], wielki władca Tepaneków Tezozomoc - ojciec Maxtli - nakazał posadzić agawę na placu targowym w tym mieście, jako dowód że zostało ono ostatecznie zwyciężone i stało się teraz polem uprawnym). Mechikanie i ich sojusznicy nie byli jednak tak okrutni, pozwolili nawet utrzymać w Azcapotzalco targ niewolników - będący ostatnim symbolem dawnej wielkości tego grodu. Prawdziwym zwycięzcą tejże wojny nie był jednak ani Itzcoatl, ani Montezuma, ani też żaden z wodzów sprzymierzonych armii, gdyż autorem zwycięskiego planu wojny z Azcapotzalco był przyrodni brat tego ostatniego - Tlacaelel. On to, wyznając głęboką wiarę w ostateczne zwycięstwo dane Mechikanom od bogów, a szczególnie od samego Huitzilopochtli, otrzymał teraz od swego stryja dostojny tytuł tlacochcalcatla ("Pana domu oszczepów"), mając odtąd pieczę nad miejskim arsenałem. Zwycięzcy rozdzielili teraz między siebie ziemie Tepaneków (najwieksze działki oczywiście przyznali sobie członkowie domu królewskiego, a Itzcoatl wziął swoją część w samym Azcapotzalco). Wkrótce cała ziemia od Tenayocanu aż do Tlacopanu i Popotlanu została rozdana. Nastała teraz nowa epoka dla Miasta na Wyspie, a rok ów (1428) miał się zapisać w pamięci kolejnych pokoleń Mechikanów, jako rok ostatecznego zwycięstwa, zaś każdy mieszkaniec Tenochtitlanu mógł z dumą powiedzieć - "Zdobyłem tę ziemię własnym mieczem". Niestety, nie był to koniec kłopotów dla zwycięzców, którzy szybko doszli do wniosku że bardziej opłaca im się dalej trwać w przymierzu, niż żyć i walczyć samodzielnie, tym bardziej że na horyzoncie znów poczęły gromadzić się czarne chmury.




 CDN.

26 marca 2026

NIEWOLNICY DO ZADAŃ SPECJALNYCH - Cz. VIII

CZYLI JAKIE BYŁY NAJWIĘKSZE
OŚRODKI HANDLU NIEWOLNIKAMI W
STAROŻYTNOŚCI I W ŚREDNIOWIECZU,
ORAZ SKĄD I Z JAKICH 
WARSTW SPOŁECZNYCH NAJCZĘŚCIEJ
POCHODZILI KANDYDACI 
NA NIEWOLNIKÓW





I
ANTYCZNA GRECJA 
I ŚWIAT HELLENISTYCZNY
(V wiek p.n.e. - II w. p.n.e.)
Cz. VIII






DELOS
MAŁA WYSPA - WIELKI RYNEK
(II wiek p.n.e. - I wiek po Chrystusie)
Cz. II



Wyspa Delos, leżąca w archipelagu Cyklad, uzyskała pełną wolność od dominacji Aten (które kontrolowały wyspę począwszy od 454 r. p.n.e.) w 322 r. p.n.e. Ok. 315 r. p.n.e. Delos stała się centrum tzw.: Związku Wyspiarzy, która to organizacja polityczna znalazła się pod kontrolą egipskich Ptolemeuszy już w 286 r. p.n.e. Po morskiej bitwie pod Andros (246 r. p.n.e.) Egipt utracił Cyklady na rzecz Macedonii (przy czym chodziło tutaj jedynie o dominację polityczną a nie o bezpośrednią aneksję tych wysp), która kontrolowała Związek Wyspiarzy aż do roku 168 p.n.e. i ostatecznej klęski Macedonii w bitwie z Rzymianami pod Pydną. Nim przejdę dalej, kilka słów wyjaśnienia. Otóż w dziełach rzymskich historyków opisujących ten okres, ugruntowane jest przekonanie że to "tchórzliwy" Perseusz dążył do wojny, którą wreszcie wywołał i za swą butę został ukarany klęską oraz utratą korony, kraju i wolności. Nic bardziej mylnego. Perseusz - król Macedonii, wojny z Rzymem wcale nie pragnął, gdyż nie była mu ona do niczego potrzebna. Od 197 r. p.n.e. Rzym kontrolował Grecję (nawet po wycofaniu wojsk rzymskich w 188 r. p.n.e. ta kontrola nadal istniała, choć przejawiała się teraz w formie politycznego nacisku i tzw.: "arbitraży" pomiędzy skłóconymi greckimi miastami). Perseusz - syn króla Filipa V, który prowadził z Rzymem dwie wojny - objąwszy tron Macedonii w 179 r. p.n.e. doskonale wiedział że nie jest przygotowany na konfrontację z rzymską wilczycą i dążył najpierw do wzmocnienia swego państwa, oraz odzyskania zaufania Greków, a co za tym idzie wpływów politycznych (ale tylko tam, gdzie nie dochodziło do konfrontacji z interesami Rzymu) w Helladzie. Zaraz też po wstąpieniu na tron, odnowił traktat z Rzymem (zawarty przez jego ojca w 196 r. p.n.e.). Jego jedyną winą był jednak fakt, że pragnął prowadzić podmiotową politykę w regionie i wzmacniać swój kraj wewnętrznie. Niestety, takie działania były źle widziane nad Tybrem, gdyż Rzymianie reagowali bardzo alergicznie na każdy przejaw samodzielności państw, które wcześniej pokonały. Dla Rzymu bowiem, jedyny i dopuszczalny rodzaj sojuszu sprowadzał się w owym czasie do całkowitej uległości i wypełnianiu poleceń płynących od rzymskiego Senatu.

Gdy więc Perseusz ożenił się (w 178 r. p.n.e.), a jego wybranką została córka króla syryjskiego - Seleukosa IV - Laodika, Senat ujrzał w tym krok zmierzający ku zbliżeniu dwóch zantagonizowanych dotąd, hellenistycznych królestw. Poza tym sojusz Macedonii z Rodos (która pomogła Rzymianom zarówno w czasie wojny z Filipem V w latach 200-197 p.n.e. jak i z Antiochem III w latach 192-188 p.n.e.), był uważany za oficjalną próbę likwidacji rzymskich wpływów w Grecji i Azji Mniejszej. Obawy były tym większe, że flota rodyjska eskortowała nawet oblubienicę Perseusza z Antiochii do Pelli. Nie było jednak bezpośredniego powodu do wojny, szczególnie że Marek Porcjusz Katon postulował przed Senatem oddanie sprawiedliwości sojusznikom i namawiał Republikę przede wszystkim do wojny z Kartaginą (kończąc swe mowy słowami: "A poza tym uważam, że Kartaginę należy zniszczyć"). Tymczasem Perseusz nie próżnował i postawił sobie ambitny cel - zjednoczenie wewnętrzne państwa oraz odzyskanie pozycji politycznej w Grecji, jednak bez zadrażniania stosunków z Rzymem. Rozpoczął więc swe panowanie od zniesienia długów, uwolnienia więźniów i amnestii dla wszystkich, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia Macedonii. Złożył bogate dary na ołtarzu Apollina w Delfach i przekonał kapłanów by ci zezwolili powrócić Macedonii do "Świętej Amfiktionii". Zawarł sojusze z Seleukosem IV, z Rodos, a wkrótce potem przekonał do siebie miasta Tesalii, Beocji i Związku Etolskiego. Był to niesamowity sukces dyplomatyczny, którego jego ojciec nie potrafił osiągnąć w sytuacji dużo bardziej sprzyjającej. Aby do tego doprowadzić, wspierał Perseusz masy przeciwko elitom. Stosował przy tym korupcję polityczną - spłacając długi ubogich i jednocześnie wspierając idee demokratyczne (zawiązywał sojusze z tymi polis, w których zwyciężali demokraci - którzy to byli często jego dłużnikami ze względu na wcześniejsze finansowe zobowiązania). Rzymski historyk - Liwiusz szczególnie chwali zawarcie przymierza ze Związkiem Beockim, które określa jako "wyjątkowe osiągnięcie polityczne".




Ta polityka spowodowała, że w przeciągu kilku lat Perseusz macedoński zdobył sobie w Grecji taką popularność, że wszyscy nazywali go mianem "filohellena", a on sam mógł zdobyć się na taki krok, jakim było wkroczenie na czele swej armii do Delf (174 r. p.n.e.). Nie spowodowało to nie tylko żadnego sprzeciwu wśród greckich polis, ale nawet wysłania skargi do Rzymu (co wcześniej było powszechną praktyką wśród Greków) na postępowanie króla Macedończyków. Rzymianie jednak trzymali rękę na pulsie i w 176 r. p.n.e. komisja senacka (wracająca z ziem plemienia Bastarnów, leżących w dolinie Dunaju) specjalnie przejechała przez Macedonię, donosząc następnie Senatowi iż: "Królestwo obfituje w fortyfikacje, materiały wojenne oraz dobrze wyszkolone oddziały". Przerażony tym Senat (który obawiał się nadmiernego wzmocnienia każdego swego "sojusznika", kierując się scypionowską zasadą "Divide et Impera" - czyli "Dziel i Rządź") w roku 174 p.n.e. wysłał do Grecji i Macedonii już kilka komisji senackich, których zadaniem było dokładnie się temu przyjrzeć. W 173 r. p.n.e. wysłano jeszcze dwie komisje (które np. regulowały w miastach greckich zasady zaciągania i spłaty kredytu i chwalili te polis, które zabraniały władcy Macedonii wstępu w swoje granice) do Grecji i jedną do Macedonii (ta zaraz potem udała się do Egiptu, by tam potwierdzić - na wypadek wojny z Macedonią - sojusz z królem Ptolemeuszem VI). W tym samym czasie Perseusz zawiązał sojusz z nowym królem syryjskim, bratem Seleukosa IV - Antiochem IV Epifanesem, który w latach 188-175 p.n.e. przebywał w Rzymie jako zakładnik, gwarantujący lojalność jego ojca i brata. Zwolennikiem zdecydowanej konfrontacji z Macedonią był też król Pergamonu - Eumenes II, który sam chciał uchodzić w Grecji za "filohellena" a polityka Perseusza psuła mu szyki (poza tym niepokoił go sojusz Macedonii z królem Bitynii - Prusjaszem II), co podważało jego wpływy i pozycję w Azji Mniejszej.


PERSEUSZ MACEDOŃSKI 
JAKO FILOHELLEN



W kwietniu 172 r. p.n.e. Eumenes II wziął udział w tajnym posiedzeniu Senatu, na którym radzono nad ewentualną wojną z Perseuszem. Powodem obrad była relacja pewnej majętnej damy (posiadającej duże wpływy w Amfiktionii Delfickiej) o imieniu Praksona, którą rzymscy legaci zabrali z Macedonii w poprzednim roku, a która to twierdziła przed Senatem, że udzieliła u siebie gościny czterem niedoszłym zabójcom Eumenesa II i pokazała nawet list, w którym Perseusz prosi ją by dała im schronienie. Do zamachu miało dojść, gdy Eumenes podążał do Delf, celem złożenia ofiary na ołtarzu Apollina. Nasłani (jak twierdzili Eumenes i Praksona) przez Perseusza zbójcy, zepchnęli wówczas na królewski orszak dwa wielkie głazy. Nikomu jednak nic się nie stało, jedynie król miał zostać uderzony w głowę i ramię, ale poza kilkoma zadrapaniami również był cały i zdrowy (według mnie ów zamach był zwykłą ustawką zorganizowaną przez samego Eumenesa. Świadczy o tym fakt, iż nikt z jego orszaku nie zginął, a król miał tylko kilka zadrapań. Co ciekawe jednak, wszyscy zamachowcy... zostali schwytani i zabici). Rzymianie dali wiarę Eumenesowi i Praksonie (notabene - była ona przyjaciółką władcy Pergamonu, choć nie jest znany dokładny rodzaj relacji ich łączący, to jednak sam Liwiusz pisze o niej iż była "bliską znajomą" Eumenesa), tym bardziej że niejaki Lucjusz Ramminiusz - Italik z Brundyzjum, potwierdził że król Perseusz ofiarował mu duże pieniądze w zamian za otrucie wybitnych rzymskich polityków i wodzów, których ten często gościł w swej nadmorskiej willi. Cała sprawa była szyta zbyt grubymi nićmi aby miała okazać się prawdą, ale Eumenes potrzebował wciągnąć Rzym do wojny z Macedonią (wcześniej bowiem znacznie zyskał po zwycięstwie Rzymian nad Antiochem III Wielkim w 188 r. p.n.e., i ziemie pod jego władztwem powiększyły się wówczas prawie dwukrotnie), bowiem sam pragnął występować w roli "Herosa greckich polis". Na posiedzeniu senackim w Rzymie zapadła wówczas nieoficjalna decyzja o potrzebie wojny z Perseuszem, ale konkretne postanowienia w tej sprawie odłożono do nowej kadencji konsulów, czyli do marca roku następnego. 

Rzymianie mimo wszystko też nie chcieli się jeszcze angażować militarnie w Grecji, sami mieli bowiem inne problemy na głowie, jak choćby: konflikt Senatu z konsulami roku 172 p.n.e. którzy... nie chcieli "iść w teren" - czyli do przydzielonych sobie zadań, żądając najpierw załatwienia sprawy Marka Popiliusza - który miał wywołać powstanie wśród ludów Ligurii, chełpiąc się że zabił w bitwie 6000 wojowników z plemienia Statellatów. Do tego dochodziła afera z użytkowaniem pola publicznego w Kampanii, które przywłaszczali sobie prywatni ludzie i traktowali jako swą własność, następnie problemy w Hiszpanii, oraz oczywiście konflikt Kartaginy z królem Numidii - Masynissą, na co Katon postulował odpowiedzieć wojną i zniszczeniem tej pierwszej. Nic więc dziwnego że nowa wojna na Wschodzie nie była Rzymowi do niczego potrzebna, choć postępy Perseusza mocno niepokoiły rzymski Senat. Zarządzono jednak pobór rekrutów, złożono ofiary Jowiszowi w intencji zwycięstwa i z końcem 172 r. p.n.e. wysłano kolejną komisję senacką do Grecji, aby przekonała Radę Amfiktionii Delfickiej o potrzebie wykluczenia Macedonii z listy członków. Powód, jaki przedstawili senatorowie, brzmiał następująco: "Perseusz, król Macedonii - w celu zniewolenia Greków odwoływał się do pomocy barbarzyńców (...) siał niepokoje społeczne, był wrogiem wolności greckiej (...) oraz planował mord na Eumenesie". Macedonia została więc wykluczona ze "Świętej Amfiktionii", a w marcu 171 r. p.n.e. Rzym zerwał stosunki dyplomatyczne z Macedonią (nakazując macedońskim posłom - wysłanym w celu odpowiedzi na zarzuty stawiane przez Rzymian - "opuścić Italię w ciągu trzydziestu dni"). Wojna rozpoczęła się w czerwcu 171 r. p.n.e. (po zakończeniu kalend - odbywających się każdego pierwszego dnia miesiąca), a wojska konsulów Marcjusza i Atyliusza wylądowały w "Prowincji Macedonia" (jak wówczas nazywano, będący pod władzą Rzymu niewielki obszar w północno-zachodniej Grecji, między Epidamnos a Korkirą na terenach dzisiejszej południowej Albanii).




Sytuacja polityczna w chwili wybuchu wojny wyglądała następująco (jest to ważne, ze względu na późniejsze wydarzenia związane również z wyspą Delos). Królestwo Pergamonu było związane sojuszem z Rzymem i dążyło do zdecydowanej, orężnej rozprawy z Perseuszem. Bitynia uznała się za kraj neutralny (mimo iż żoną Prusjasza II była siostra Perseusza - Apama. Władca Bitynii kombinował jednak w ten sposób - jeśli zwyciężą Rzymianie, nic nie straci nie opowiadając się za żadną ze stron, mimo sojuszu rodzinnego z domem macedońskim; natomiast gdyby to Perseusz odniósł sukces, nie będzie się przecież mścił na mężu swej siostry, która to może wystąpić w roli rozjemcy). Ariarates IV - król Kapadocji stanął zaś zdecydowanie po stronie Rzymu, podobnie postąpił Związek Achajski na Peloponezie. Małoletnie rodzeństwo egipskie - Ptolemeusz VI, Ptolemeusz VIII i Kleopatra II - oczywiście również opowiedzieli się po stronie Rzymu. Antioch IV syryjski - który miał sojusz z Perseuszem - wplątał się jednak w wojnę z Egiptem, więc konflikt z Rzymem nie był mu do niczego potrzebny (choć Rzym, jako swoisty "adwokat Egiptu" i tak się wtrącił w tamtą wojnę). Król Numidii - Masynissa również wsparł Rzym - deklarując wysłanie do Grecji swoich słoni bojowych. Kartagina oczywiście (jako państwo zależne) musiała także wesprzeć swych rzymskich pogromców, choć zapewne czyniła to z ciężkim sercem (zresztą podobnie jak Masynissa. Tak naprawdę to zarówno jedną jak i drugą stronę zadowalała klęska Rzymian, gdyż to równało się osłabieniu ich wpływów w Afryce). Związek Beocki początkowo poparł Macedonię, ale usłyszawszy iż król Perseusz nie będzie w stanie przyjść Beotom z odsieczą, za przykładem Teb - które pierwsze przeszły do obozu rzymskiego, tak też postąpiła i reszta miast związkowych (choć raczej była to tzw.: zbrojna neutralność. Przykład nieszczęsnych: Eretrii, Eginy i Antykiry, które opowiedziały się podczas poprzedniej wojny po stronie Macedonii i zostały kompletnie zniszczone a ludność wymordowana lub uprowadzona w niewolę przez Rzymian - działały jak przysłowiowy kubeł zimnej wody na większości greckich polis - które być może sercem były po stronie Perseusza, ale rozum podpowiadał im opowiedzenie się jednak za Rzymem).


MACEDOŃSKA FALANGA W BOJU
 


Wyspa Rodos nie poparła żadnej ze stron i pozostała neutralna, starając się jednak wystąpić w roli mediatora w tej wojnie. Nieoficjalnie po stronie Macedonii opowiedziały się tylko plemię Odrysów z Tracji, Illirowie króla Gentiosa i Epir. Mimo to wojna Rzymu z Macedonią trwała przez trzy długie lata i zakończyła się dopiero świetnym zwycięstwem Rzymian (pod wodzą konsula Lucjusza Emiliusza Paulusa) 22 czerwca 168 r. p.n.e. pod Pydną, podczas której stworzona przez Filipa II i Aleksandra Wielkiego - falanga macedońska, została rozbita przez siłę rzymskiego legionu - który ostatecznie zatriumfował w całym świecie śródziemnomorskim. Król Perseusz został pochwycony wraz z rodziną w świątyni na wyspie Samotrace (dokąd zbiegł po klęsce pod Pydną) i w listopadzie 167 r. p.n.e. wziął udział w wielkim triumfie Emiliusza Paulusa w Rzymie, idąc przebrany w szaty zwykłego Macedończyka i z kajdanami u rąk (przed nim prowadzono żonę i dzieci króla - ubranych jak niewolnicy, zaś obok nich szli ich wychowawcy, składając ręce do ludu rzymskiego i prosząc o łaskę). Sam Paulus przybył do Italii na wspaniałym królewskim okręcie, a kilka innych statków floty Perseusza ciągnięto na balach aż do Rzymu, aby na Forum Romanum pokazać je ludowi w pełnej krasie. Przepych tego przedstawienia był ogromny, niesiono bowiem cały królewski skarbiec i wszelkie zdobyte na tej wojnie bogactwa, których mnogość pozwoliła następnie Senatowi znieść podatki dla obywateli rzymskich - których odtąd przez kilkadziesiąt długich dziesięcioleci nie płacili. Wszystko to jednak odbyło się kosztem nieprawdopodobnych zniszczeń, mordów i rabunku dokonanego nie tylko w samej Macedonii, ale i w Epirze i w innych greckich polis, tak iż na długie lata Macedonia stała się miejscem prawie wymarłym. 




Zresztą po zwycięstwie Rzymianie nie zamierzali pozostawić państwa macedońskiego w takiej formie, jakim było dotąd. Co prawda to jeszcze nie był czas brutalnych aneksji terytorialnych dokonywanych przez zwycięzców znad Tybru (taka polityka stanie się obowiązującą dopiero w następnym pokoleniu), wciąż jeszcze obowiązywała polityka "Divide et Imperia" i na jej zasadzie całkowicie prze-reorganizowano Macedonię w taki sposób, jak zwycięskie mocarstwa europejskie podzieliły sobie w latach 1884-1885 (na konferencji berlińskiej) Afrykę, dzieląc ją prostymi kreskami na strefy wpływów, niczym tort na urodzinach. Na początku, zaraz po zwycięstwie pod Pydną, Senat kazał ogłosić, że "Lud rzymski życzy sobie aby Macedończycy i Ilirowie zachowali wolność", aby pokazać światu że Rzym "nie niewoli wolnych". Ludy te przechodziły jednak pod bezpośrednią "opiekę" Rzymu. Macedonia miała zostać podzielona na cztery, zupełnie od siebie niezależne (ale całkowicie zależne od Rzymu) państwa - to na początek, reszta informacji miała zostać ogłoszona wkrótce. Ostateczna decyzja co do przyszłego ustroju Macedonii zapadła dopiero we wrześniu 167 r. p.n.e. Konsul Lucjusz Emiliusz Paulus nakazał stawić się w Amfipolis nad Strymonem, przedstawicielom każdego z miast Macedonii (po 10 z każdego miasta). Tam Paulus przedstawił im ostateczne decyzje Senatu (które na język grecki tłumaczył zebranym legat - Gnejusz Oktawiusz), oto co usłyszeli zgromadzeni w Amfipolis. Macedonia staje się krajem wolnym (teoretycznie), musi jednak płacić ludowi rzymskiemu coroczną daninę w wysokości połowy sumy, którą dotąd pobierał król (jednak żeby nie było tak łatwo, odnosiło się to jedynie do obowiązkowej daniny narzuconej przez Rzym. Poza tym lud Macedonii musiał płacić inne podatki, łożone na utrzymanie narzuconych odgórnie przez Rzym - nowych macedońskich elit). Sama Macedonia zostaje podzielona na cztery, całkowicie niezależne od siebie państwa (aby dodatkowo upokorzyć Macedończyków, nadano im nazwy: Macedonia Pierwsza, Druga, Trzecia etc.). Pierwsza, była ulokowana pomiędzy Strymonem a rzeką Nessos, ze stolicą w Amfipolis. Macedonia Druga to tereny między Strymonem a rzeką Aksjos, ze stolicą w Tesalonikach. Macedonia Trzecia to ziemie między Aksjosem a Penejosem i górą Bora, ze stolicą w Pelli. Macedonia Czwarta, to wreszcie tereny za górą Bora, sąsiadujące z Illirią i Epirem, której najważniejszym miastem stała się Pelagonia.




Macedończycy z wszystkich tych regionów nie mają prawa ani żenić się ze sobą wzajemnie, ani też nabywać ziemi na terenach innego okręgu. Regiony te, noszące nazwy niezależnych państw, nie mogły utrzymywać ze sobą żadnych relacji na jakimkolwiek poziomie i to zarówno władze jak i ich obywatele. Zakazano też wszelkiej eksploatacji kopalń w górach Pangejos, nieopodal Amfipolis w Macedonii Pierwszej (zakaz ten później cofnięto, stało się to w 159 r. p.n.e. a dochód z kopalni dzielono po połowie między Macedonię Pierwszą i Rzym). Zakazano również używania soli z importu (co najbardziej dotknęło czwarty region Macedonii, który nie miał własnych solanek, gdyż nie miał dostępu do morza w przeciwieństwie do pozostałych trzech części). Macedończycy nie mogli również ani posiadać floty, ani karczować lasów pod budowę okrętów, ani też posiadać armii (jednak wszystkie okręgi - prócz Macedonii Trzeciej - leżącej w centrum - mogły posiadać zbrojne załogi twierdz graniczących z ludami barbarzyńskimi, bowiem Rzymianie nie zamierzali zajmować się ochroną tych terenów). Ustrój panujący w każdym z regionów, będzie częściowo oparty na rzymskim, to znaczy że Macedończycy mogą sobie wybierać naczelników, zwanych - archegosami (każdy region posiadał swojego) - którzy sprawowali pełnię władzy w kraju na okres roku (naczelników wybierali Macedończycy na Zgromadzeniu Ludowym), stali oni na czele Rady (Synedroi), nie mogli się jednak ze sobą w jakikolwiek sposób kontaktować. Pozbyto się również całej elity macedońskiej (ci, którzy nie zginęli podczas walk i późniejszych pogromów, zostali wraz z rodzinami deportowani do Rzymu i Italii z zakazem powracania do kraju). Rzymianie zdawali sobie bowiem sprawę, że nowy ustrój nie sposób zbudować wśród ludzi którzy dotąd należeli do elity królewskiej i którzy hołdowali prawom zjednoczonego Królestwa Macedonii, opartego na tradycji Aleksandra Wielkiego (podobnie jak podczas II Wojny Światowej Niemcy i Sowieci skrupulatnie mordowali polską elitę polityczną, ekonomiczną i naukową, zdając sobie sprawę że naród pozbawiony własnych, wyrosłych z niego elit, jest jak drzewo bez korzeni - które nadaje się jedynie na opał).

Ale to i tak było niczym, w porównaniu z tym, co działo się w pobitej Macedonii i całej Helladzie w okresie od czerwca 168 r. p.n.e. do września 167 r. p.n.e. Powiedzieć że był to jeden, niekończący się rabunek, to tak jakby nic nie powiedzieć. Rzymianie zachowywali się w Grecji tak, jakby wciąż prowadzili wojnę (mimo kapitulacji Macedonii i pochwycenia króla Perseusza). Rabunki jednak nie były najgorsze, bowiem przez ten czas można było równie szybko stracić życie, co zostać pochwycony w niewolę. Puszczono z dymem kilkanaście miast macedońskich i aż 70 miast w Epirze, uprowadzając stamtąd 150 000 ludzi w niewolę (Epir został praktycznie wyludniony). Oficerowie i żołnierze rzymscy ogromnie się wzbogacili, zabierając wszystkie cenne przedmioty nie tylko z pałaców królewskich czy posiadłości bogaczy, ale również z domów zwykłych Macedończyków. Dochodziło do gwałtów i masakr. Atakowano nawet te osady, które nie uczestniczyły w wojnie i były całkowicie neutralne - puszczając je z dymem a ludność biorąc w niewolę. Łupiono na chybił trafił, co popadło - przez piętnaście miesięcy panował kompletny bezrząd, chaos i wszechwładza rzymskiego rozpanoszonego żołdactwa. Nikt w Macedonii, Epirze, Ilirii i innych miastach Hellady, które zajęli Rzymianie - nie był bezpieczny, ani nie mógł być pewny że doczeka w spokoju dnia jutrzejszego. To, co zrobiono wówczas w Macedonii i pobliskich krainach, podobne było do przemarszu Mongołów w średniowieczu. Ale na tej właśnie krwi, łzach i wolności szeregu mieszkańców podbitych przez Rzymian krain - zyskały inne krainy i miasta. Takie jak choćby Lemnos, Peraja (której mieszkańcy radowali się z uzyskanej od Rodos wolności, całymi dniami tańcząc i śpiewając) czy właśnie Delos. Jak wyglądała ta uzyskana wolność i jak ją Delijczycy spożytkowali - o tym będzie w kolejnej części. 

Natomiast król Perseusz dokończył swego żywota w Rzymie. Najmłodszy syn króla Macedonii - Aleksander został zaś skrybą i zamieszkał w Rzymie (o Filipie - najstarszym synu - nic nie wiadomo).


KRÓL PERSEUSZ Z ŻONĄ I SYNAMI



CDN.

HENRYK VIII I JEGO ŻONY - Cz. X

  OD KATARZYNY ARAGOŃSKIEJ  DO KATARZYNY PARR KATARZYNA ARAGOŃSKA (Czyli hiszpańskie noce)  Cz. VIII DZIECIŃSTWO KRÓLOWEJ KATARZYNY Cz. VII ...