WYŚWIETLENIA

05 kwietnia 2026

ZMARTWYCHWSTANIE JEZUSA CHRYSTUSA

WEDŁUG CHANNELINGÓW





ALLELUJA - JEZUS ŻYJE!





Mam nadzieję że tym tematem nie obrażę żadnego katolika czy w ogólności chrześcijanina, gdyż nie to jest moim celem. Nie pragnę bowiem ani obrażać nikogo spośród wierzących, ani też podważać zasad wiary chrześcijańskiej, a jedynie przedstawić inny (dla niektórych być może kontrowersyjny) przekaz, jak rzeczywiście mogło dojść do owego zmartwychwstania Chrystusa. Posiłkować oczywiście będę się informacjami zawartymi w channellingach, choć od razu wyraźnie pragnę zaznaczyć, że nie wszystko w channelingach zgadza się z oficjalnie przyjętym twierdzeniem, iż Jezus zmarł na krzyżu za nasze grzechy i za to, aby ludzkości otworzyć "Bramy Raju". To twierdzenie jest całkowicie (i wyraźnie) w channelingach podważone, dlatego też na samym początku napisałem, że nie chcę i nie jest moim celem, aby kogokolwiek tutaj obrazić, czy też podważyć zasady wiary. Ja tylko prezentuję to, co jest w owych przekazach i tyle (inna sprawa jest taka, że sama wiara dla mnie już nie jest do niczego potrzebna, gdyż jestem już ponad to, a pewne oczywistości są dla mnie tak jasne, jak fakt że po nocy przychodzi dzień, jak choćby fakt że istnieje cykl inkarnacyjny, że pojawiamy się tutaj aby odgrywać role - choćby były one niezwykle ciężkie i trudne, to zawsze są tylko role i nie należy zbytnio się do nich przywiązywać - że nie ma czegoś takiego jak piekło, że po śmierci idziemy do miejsca, które jest niezwykle piękne - tak wspaniałe, że trudno jej opisać ludzką mową - miejsce które jest czasem naszego wytchnienia i wypoczynku, a jednocześnie okresem analizy tego, co zrobiliśmy nie tak na naszej "scenie życia". Oczywiście cykl inkarnacyjny nie jest nieskończony. Z czasem, gdy uzyskamy odpowiednią doskonałość - pozbywając się wszelkich negatywnych energii, a jednocześnie doskonale pamiętając wszystkie nasze trudy i cierpienia - na pewnym etapie boskiego rozwoju naszej duszy, a pisząc "Boskiego" mam na myśli stanie się boską duszą, czymś co można nazwać Założycielami, będziemy pamiętać wszystkie nasze wcześniejsze inkarnacje {teraz, po śmierci najczęściej pamiętamy tylko poprzednie życie}. Nie można bowiem poznać nieskończonej Miłości, nie pamiętając jednocześnie bólu i cierpienia, gdyż tylko to stanowi drogę dalszego rozwoju, Boską Doskonałość. Gdy już pozbędziemy się tych wszystkich negatywnych jak i pozytywnych naleciałości, gdy nasze energie się zrównoważą, gdy staniemy się tylko czystą Miłością, pamiętając jednocześnie wszystkie nasze wcześniejsze nieprzyjemne doświadczenia, wrócimy do Domu, do Boga by ponownie się z Nim zjednoczyć. Bardzo ciekawie opisuje to choćby Robert Bernatowicz, aczkolwiek Jego relacje - jakkolwiek niezwykle bogate - są dla mnie osobiście jedynie uzupełnieniem tego, co ja już wiem na ten temat). Dlatego też od razu ostrzegam - według channelingów Jezus Chrystus wcale nie umarł za nasze grzechy i wcale nie otworzył nam tym drogi do Raju. Ale, jednocześnie Jego śmierć na krzyżu, w Palestynie dwa tysiące lat temu, była niezwykle istotną częścią planu, który musiał być wykonany i to bez względu na to, czy ziemskie ciało Jezusa było na to gotowe (Chrystus bowiem, już wisząc na krzyżu i nie mogąc ścierpieć okrutnego bólu przeszywającego wówczas Jego ciało, zapytał: "Boże, czemuś mnie opuścił?"). Było to bez wątpienia poświęcenie, ale poświęcenie na które Jezus wyraził zgodę i był na to przygotowywany już od swych narodzin. Człowiek bowiem nie dziedziczy grzechu własnych rodziców czy dawnych pokoleń, gdyż grzech jest popełniany przez świadomą jego ciężaru istotę ludzką i nie jest ani niezmywalny, ani "śmiertelny". 
 



Dlatego też tak lubię dzieło Plutarcha "O odwlekaniu kary przez Bogów", pokazujące dobitnie (choć z ludzkiej perspektywy) o co dokładnie w tym wszystkim chodzi. My, ludzie, pragniemy sprawiedliwości i chcemy aby "dobrych" wynagradzać za ich dobro, a "złych" karać (jak najszybciej) za wyrządzone przez nich zło. I w zasadzie trudno mieć tutaj o to do nas pretensje, gdyż jako istoty podatne na śmierć (czymże jest te nasze kilkadziesiąt lat życia, w stosunku chociażby do życia jednej planety, lub nawet epoki historycznej?), pragniemy jeszcze na własne oczy ujrzeć, jak sprawiedliwości staje się zadość i jak złoczyńcy płacą za popełnione przez nich zbrodnie. Bogowie zaś - jak pisał Plutarch - tak jednak nie myślą i stąd bierze się tyle niesprawiedliwości na tym świecie, tak, że często ludzie dobrzy i sprawiedliwi cierpią niedostatek, zaś oszuści i złoczyńcy opływają w zbytki. Ale Bogowie podchodzą do tego zupełnie inaczej, gdyż... nic ich nie ogranicza. Nie muszą skazywać złoczyńców na szybką śmierć (tak jak Jahwe, który kazał swemu ludowi by wymordowali pokonane plemię wraz z kobietami i dziećmi oraz całym żywym dobytkiem jakie posiadali), gdyż nie podlegają oni ograniczeniom czasowym. Czas nie ma dla nich żadnego znaczenia, stąd właśnie owi złoczyńcy i tak za swoje grzechy odpowiedzą po śmierci - jak pisał Plutarch - i tak staną przed Bogami, gdy nadejdzie ich kolej. Nie unikną tego, nie uciekną przed tym, nie ukryją się nigdzie, będą musieli stawić się na Sądzie Ostatecznym, który zadecyduje o ich losie. Po co więc - zapytuje Plutarch - Bogowie mieliby uśmiercać takich ludzi? Ukarać ich jeszcze zdążą, a czas, jaki im pozostał na Ziemi mogą wykorzystać na duchową przemianę i naprawę wcześniej popełnionych grzechów (to jest tylko rola - uświadomimy to sobie, dlatego nie powinniśmy wyrządzać nikomu krzywdy, bo to wszystko do nas wróci. Zarówno ten świat szykujemy dla siebie samych - nie tylko dla naszych dzieci - ale właśnie dla nas, gdy wrócimy tu w kolejnych rolach do odegrania, dlatego powinniśmy dbać o naszą planetę Gaję, bo jeszcze długo będzie ona jedynym światem na którym żyjemy). Niestety, my, ludzie tak nie myślimy. My pragniemy natychmiastowej "sprawiedliwości" (która często jest formą naszej prywatnej zemsty), pragniemy zadośćuczynienia naszemu bólowi, smutkowi i żądzy zemsty - pragniemy krwi. I na tym polega - według Plutarcha - "odmienność" Bogów od ludzi. Nie zazdrośćmy więc zbytków komuś, kto na to nie zasługuje, lub zdobył to w sposób niegodny czy zbrodniczy. "Wszystko zostało zapisane" i nasze dobre i złe uczynki, a tam, po śmierci będziemy zdawać relację z tej naszej krótkiej podróży przez życie (chociaż jest ona przedstawiana w bardzo swobodnej atmosferze przed Założycielami - pamiętajmy że Założyciele są tymi samymi duszami co my, tylko Oni już są ponad te wszystkie nasze energetyczne ograniczenia, które my musimy jeszcze przezwyciężyć - i w towarzystwie naszego Przewodnika oraz innych Opiekunów. Nie przypomina to wcale "sądu nad śmiertelnikami", znanymi nam z legend i mitów a także z przekazów religijnych. Nie ma tam strachu przed karą, ani przed wtrąceniem nas w czeluści piekielne. Jedyne co jest, to żal. Żal ze zmarnowanego życia, żal że nie udało nam się odegrać tych planów, które wcześniej zamierzaliśmy odegrać, że zboczyliśmy z tej ścieżki i weszliśmy na koleiny wiodące nas do ponownego przeżycia tej samej roli - innymi słowy, mówiąc kolokwialnie, straciliśmy czas).

Według channelingów, znaczenie śmierci Jezusa na krzyżu było nawet większe (niż to, które się powszechnie uznaje), gdyż tym samym otworzył on nas, ludzi (Ziemian) w kierunku uniwersalnej, kosmicznej duchowości i wprowadził barbarzyńską (tak cywilizacyjnie jak i duchowo) ludzkość, do grona "Synów Gwiazd", czyli na drogę, która od początku miała być naszym udziałem. Śmierć Jezusa na krzyżu wytworzyła bowiem nową więź, nową duchową odsłonę i jednocześnie "zaraziła" ludzi twórczą, wieczną miłością, a to jest niesamowita i niebagatelna siła. Poświęcenie Jezusa Chrystusa na krzyżu, miało więc wymiar nie tylko uniwersalny, ogólnoludzki, ale również wszechświatowy, kosmiczny i o ile śmierć ojca Maksymiliana Kolbe (który w 1941 r. w niemieckim obozie zagłady w Auschwitz-Birkenau poświęcił się za jednego z więźniów, mającego iść na śmierć. Sam, z własnej woli oddał swoje życie za tego człowieka, czym doprowadził do ogromnej implozji wyrządzonego przez ludzi - w tym przypadku Niemców - zła, rodząc swym poświęceniem ogromne dobro - co prawda niewidoczne naszymi oczyma, ale czasem odczuwalne także przez żyjących. Poświęcenie ojca Kolbe było czymś na tyle niezwykłym i nieprawdopodobnym, że stworzyło nowe dobro, nowy świat dla kolejnych pokoleń ludzi, a teraz wyobraźmy sobie czego swym poświęceniem dokonał "Syn Boży" Jezus Chrystus), czy poświęcenie np. rodziny Ulmów (zamordowanych przez Niemców za ukrywanie Żydów wraz z gromadką ich małych dzieci) czy rodziny Lubkiewiczów, czy innych niezliczonych rodzin polskich, które zostały zamordowane (rodzice wraz ze swymi dziećmi) za udzielanie schronienia Żydom - to wszystko, poprzez ogromne pokłady negatywnej energii, wytworzyło niesamowite pokłady energii pozytywnej, które stworzyły nowe dobro, nowy świat. My, żyjący, oczywiście nie mamy takiej skali porównawczej aby móc to chociażby ujrzeć na własne oczy, ale powstała z tego zła energia pozytywna, doprowadziła najpierw do zrównania, a następnie do implozji owej negatywnej energii, wytworzonej poprzez tamte mordy. Oczywiście nie znaczy to, że naszym celem jest dążenie do łatwej i szybkiej śmierci - wręcz przeciwnie (według mnie pierwsi chrześcijanie popełniali błąd, tak bardzo dążąc do bycia skazanym i uśmierconym, aby tylko połączyć się z Chrystusem) - celem jest długie i szczęśliwe życie, ale takie właśnie sytuacje dziejowe powodują, iż dobro często rodzi się samoczynnie i to w najmniej spodziewanych okolicznościach. Zaś dobro powstałe ze Zmartwychwstania "Mistrza" jest uniwersalne i ponadczasowe.




Natomiast jak to się stało, że Jezus zmartwychwstał? Jak wiadomo był On "Synem Boga" (co można również tłumaczyć jako "Syn Gwiazd"), a "Królestwo Moje nie jest z tego świata" - jak rzekł On przesłuchującemu go Poncjuszowi Piłatowi. Jezus wielokrotnie podczas swego ziemskiego żywota (szczególnie w okresie gdy nauczał) kontaktował się z innymi "Synami Gwiazd", uczynił tak również w ową nieszczęsną noc w ogrodzie Getsemani, gdy żarliwie modlił się "do Boga" i zapytywał czy istnieje szansa, by nie musiał poświęcać swego życia (należy bowiem pamiętać że Jezus był nie tylko "Synem Gwiazd", ale również człowiekiem. Miał ludzkie ciało i podatny był na wiele ludzkich niedogodności, w tym na ból i cierpienie). Gdy jednak uświadomił sobie (Jego ludzka część natury) że po to właśnie się urodził i po to przyszedł na świat, aby "Dać świadectwo Prawdzie", przyjął to bez oporów (trzeba też pamiętać, że była to Jego całkiem dobrowolna decyzja). Gdy zaś został już ukrzyżowany i umarł, a ciało Jego pochowano w jaskini, wydarzyły się rzeczy, które nie są omawiane w Biblii, a które channelingi podają jedynie bardzo skrótowo. Nie będę się wikłał w pewne nieścisłości (bo sam ich dokładnie nie rozumiem), które mówią że Jezus Chrystus zmartwychwstał wcześniej, niż uczyniło to Jego ciało (zapewne chodzi tu o pewną kwestię życia po śmierci, ale na poziomie znacznie wyższym niż dzieje się to z większością nas, gdyż dusza Chrystusa, była duszą znacznie bardziej rozwiniętą), dlatego też etap ten pominę. Warto jednak dodać że po swym (duchowym) Zmartwychwstaniu, Jezus nie był duchem, ani też duszą w klasycznym tego słowa znaczeniu. Był po prostu istotą wyższego rzędu i tyle. Następnie Jego ludzkie ciało zostało "zniszczone". Było to oczywiście wcześniej zaplanowane przez istoty, które patronowały misji "Syna Człowieczego" (według channelingów należeli do tej grupy: Tjehooba oraz Plejadianie). Nie wiadomo dlaczego (ja nie potrafię tego wyjaśnić) tak się stało, tym bardziej że Tjehooba potrafili wskrzeszać zmarłych, jeśli śmierć nastąpiła w jakiś krótki czas po zgonie (być może trzy dni to czas zbyt długi na wskrzeszenie zmarłego przez te istoty, a tyle właśnie - jak podaje Biblia - leżało ciało Jezusa, począwszy od Jego śmierci aż do zmartwychwstania). Ale jeśli to wszystko było już wcześniej zaplanowane, to Jezus musiał przyjąć zupełnie nowe, choć już nieludzkie, a jedynie takowe przypominające, ciało - gdyż Jego materialne ciało przestało wówczas istnieć (w "Misji" Michel Desmarqet opisuje że ludzkie ciało Chrystusa znajduje się na planecie Tjehooba obok innych ciał "Synów Gwiazd" którzy wysłani zostali zarówno na Ziemię jak i na inne światy (tak samo prymitywne duchowo, jak my).
 



Po przyjęciu nowego ciała (być może ciała astralnego), Jezus odsunął kamień, którym zamknięto wejście do Jego grobowca (tu nie chodziło o Jego nadludzką siłę, ale o to, że to wszystko było monitorowane i kamień ten został odciągnięty "w sposób cudowny" przez istoty z Plejad i Tjehooba - które najpierw uśpiły rzymskich żołnierzy strzegących tego grobu). Gdy Jezus ukazał się u wejścia do grobu, żołnierze się pobudzili i wpadli w panikę (to musiało być niesamowite wydarzenie, gdyż wszyscy pouciekali ze swego posterunku, a przecież dobrze wiedzieli czym to grozi - opuszczenie stanowiska w armii rzymskiej oznaczało natychmiastową karę śmierci. Przerażeni zaczęli więc opowiadać o tym niezwykłym zjawisku, a gdy wieści te dotarły do kapłanów Świątyni Jerozolimskiej, ci, zaproponowali legionistom pieniądze, w zamian za zaprzestanie ich powtarzania). Gdy do grobu udały się Maria - matka Jezusa, Maria Magdalena i Salome, grób już był pusty, a żołnierze uciekli ze swego posterunku. To właśnie te niewiasty zawiadomiły pozostałych Apostołów i na miejsce przybyli Piotr i Jan. Jezus potem zaczął im się kolejno objawiać taki, jakim go zapamiętali w chwili śmierci, wraz ze wszystkimi ranami, jakie mu zadano podczas męki. Nie było to już jednak ludzkie ciało Chrystusa, tylko Jego ciało astralne (a według mnie było to Jego ciało realne, czyli takie, jakim był naprawdę w swoim świecie, choć Apostołom ukazał się pod starą postacią, jaką oni zachowali w swej pamięci). O ile śmierć na krzyżu była kluczowym elementem otwarcia duchowego mostu pomiędzy ludzkością a istotami z gwiazd, to zmartwychwstanie miało istotne znaczenie dla samych ludzi. Stworzyło bowiem fundamenty Nowej Nadziei, która pogrzebała dawne religie, stojące na przeszkodzie uniwersalnemu otwarciu ludzkości i wejściu w nową erę duchowej świadomości. Dlatego też pełni radości w rodzinnym gronie w te świąteczne dni wołajmy razem - Alleluja, Jezus - nasz Mistrz - Zmartwychwstał.





ZDROWYCH, POGODNYCH 
I WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKIEJ NOCY



HENRYK VIII I JEGO ŻONY - Cz. X

  OD KATARZYNY ARAGOŃSKIEJ  DO KATARZYNY PARR KATARZYNA ARAGOŃSKA (Czyli hiszpańskie noce)  Cz. VIII DZIECIŃSTWO KRÓLOWEJ KATARZYNY Cz. VII ...