CZYLI CO SPOWODOWAŁO
ŻE REPUBLIKA WEIMARSKA
ZMIENIŁA SIĘ W III RZESZĘ?
PLANY I MARZENIA
Cz. V
ENTENTE CORDIALE
CZYLI CAŁY W TYM AMBARAS,
ABY DWOJE CHCIAŁO NARAZ
Cz. II
"JEŚLI NIE ZDĄŻYMY WYPOWIEDZIEĆ NIEMCOM WOJNY, ZANIM ZBUDUJĄ ONI JESZCZE WIĘCEJ POŁĄCZEŃ TRANSPORTOWYCH, ODBIERAJĄC NAM HANDEL, OZNACZAĆ TO BĘDZIE, ŻE JESTEŚMY NAIWNI I POPEŁNILIŚMY GŁUPI BŁĄD"
PREMIER WIELKIEJ BRYTANII - ARTHUR BALFOUR
(1907 r.)
PS: Temat ten wydaje mi się na czasie, jako że teraz niedawno amerykańskie Archiwum Narodowe odtajniło i udostępniło zasoby kartotek członków niemieckiej NSDAP - czyli partii nazistowskiej. Znajduje się tam ponad 16 milionów zdigitalizowanych dokumentów, a to pokazuje skalę współpracy (a w zasadzie trudno tu mówić o współpracy, Niemcy bowiem utożsamiali się z Hitlerem - jako swym wodzem i dopiero w końcowej fazie wojny, gdzieś tak od roku 1942 a szczególnie 1943 zaczęli postrzegać te wydarzenia jako idące w złym kierunku) Niemców z reżimem nazistowskim - o czym zresztą wielokrotnie pisałem. Współczesne Niemcy realnie budowane były przez byłych nazistów i ludzi którzy jawnie (a często euforycznie) wysługiwali się temu reżimowi. W samym Ministerstwie Spraw Zagranicznych Republiki Federalnej Niemiec pracowało więcej nazistów niż w czasach III Rzeszy - a to tylko jedna instytucja publiczna nowych "demokratycznych" Niemiec.
Te dokumenty otwierają też ponownie kwestię niemieckiej winy za II Wojnę Światową (i popełnianych w trakcie wojny zbrodni) z której Niemcy nie rozliczyli się do dziś dnia - szczególnie wobec nas, Polaków. Uważam że temat reparacji musi wrócić i wróci wcześniej czy później do publicznej debaty, gdyż nie można budować wzajemnego zaufania na kłamstwie, podłości i zatajonych zbrodni, z których nie ma się zamiaru rozliczyć.
Stosunki między Francją a Wielką Brytanią były tradycyjnie od dekad jak najgorsze, a konflikt w Faszodzie (1898 r.) i wojna Brytyjczyków z Burami (1899-1902) jeszcze bardziej rozpaliły wzajemną niechęć Paryża i Londynu. Jednak konflikt zbrojny pomiędzy tymi oboma państwami realnie nie leżał w interesie żadnego z nich, jako że na politycznym firmamencie pojawił się kolejny, znacznie groźniejszy przeciwnik - zjednoczone Niemcy. Francja została przezeń upokorzona utratą Alzacji i Lotaryngii (1871 r.), oraz nakazem spłaty ogromnej kontrybucji wojennej, natomiast Wielka Brytania była w ciągłym zatargu z Niemcami od chwili uruchomienia przez nich ambitnego programu rozbudowy floty wojennej, wspieranego przez admirała Alfreda von Tirpitza (który twierdził że niemiecka flota powinna być tak potężna, aby jej zniszczenie spowodowało ogromne straty w siłach nieprzyjaciela i przez to stało się nieopłacalne), który to ostrzegał przed planami wstrzymania zbrojeń, strasząc "skopenhagowaniem" okrętów niemieckich (chodziło tutaj o brytyjski atak na duńską flotę wojenną w Kopenhadze w 1807 r. i jej zniszczenie - Dania była wówczas sojusznikiem napoleońskiej Francji). Plany rozbudowy niemieckiej potęgi morskiej zostały przyjęte przez Reichstag w 1898 r. i potem nowelizowane w kolejnych latach (1900, 1906, 1908, 1912), całkowicie zmieniając charakter niemieckiej floty z przybrzeżnej na oceaniczną - a to już bezpośrednio godziło w bezpieczeństwo Wielkiej Brytanii, która to od lat stała na stanowisku, że dla utrzymania brytyjskiego panowania nad morzami, flota brytyjska musi być większa niż dwie kolejne największe floty globu razem wzięte. Zresztą od czasów Trafalgaru (1805 r.) żadne państwo nie ośmieliło się rzucić Wielkiej Brytanii wyzwania i zagrozić jej bezpieczeństwu, przez co Anglicy czuli się bezpieczni na swej Wyspie (o której mawiano że nie jest częścią Europy, a jedynie z nią sąsiaduje), ochraniani przez siłę Royal Navy. Jednak na początku XX wieku cała ta dotychczasowa koncepcja bezpieczeństwa uległa rozkładowi, a ponieważ armia niemiecka była uważana za najlepszą w Europie (gdy niechęć w stosunku do Brytyjczyków wciąż wzrastała w Europie po ich inwazji na małe afrykanerskie państewka: Transwal i Oranię - sekretarz stanu do spraw kolonii Joseph Chamberlain, wygłosił w Edynburgu 25 października 1901 r. mowę piętnującą obłudę takich państw jak Francja, Niemcy czy Rosja, mówiąc że: "Ci, którzy piętnują politykę angielską wobec Burów, powinni sami pamiętać, co wyrabiali w Polsce, na Kaukazie, w Tonkinie, w Algierze czy w czasie wojny niemiecko-francuskiej". Na te słowa odpowiedział mu kanclerz Niemiec Bernhard von Bülow, który stwierdził w Reichstagu że: "Kiedy pewien minister musi koniecznie bronić swej polityki, zrobiłby lepiej, aby pozostawił w spokoju armię niemiecką. W odpowiedzi możemy się tylko powołać na słowa Fryderyka II, który powiedział, że ten, kto usiłuje obniżyć reputację armii pruskiej, ten gryzie granit"). A teraz Niemcy zamierzali również rzucić wyzwanie Brytyjczykom na morzach, a na to Londyn w żaden sposób nie mógł sobie pozwolić, jeśli chciał utrzymać nie tylko swoje kolonie, ale i bezpieczeństwo własnej Wyspy.
"BIĆ SIĘ NIE CHCEMY, ALE (...)
GDY BĘDZIE TRZEBA,
MAMY OKRĘTY, MAMY LUDZI
I STARCZY NAM TEŻ CHLEBA"
JOHN HUNT
Nic więc dziwnego, że działające od 1895 r. Towarzystwo Entente Cordiale (na rzecz zbliżenia brytyjsko-francuskiego), któremu przewodził książę Walii, a od 22 stycznia 1901 r. król Wielkiej Brytanii - Edward VII, pracowało nieprzerwanie, pomimo czasowych konfliktów na linii Paryż-Londyn. Edward VII bardzo lubił Francję (miał z tego kraju przyjemne wspomnienia, również te erotyczne) i choć w polityce takich drobnych sympatii nie należałoby za bardzo przeceniać, to jednak nie pozostają one bez całkowitego wpływu na podejmowane potem decyzje. Sympatie i antypatie są bowiem bardzo silnym bodźcem, często decydującym o ścieżce życiowej danego człowieka. Okres "Splendid Isloation", czyli polityki zapoczątkowanej przez George Canninga w 1827 r. i trwającej nieprzerwanie do czasów Roberta Gascoyne-Cecila, markiza Salisbury, dobiegł ostatecznie końca w 1902 r. Teraz Wielka Brytania musiała już się opowiedzieć po której stronie powinna stanąć - czy bloku "germańskiego" (Niemcy, Austro-Węgry i Włochy) czy też francusko-rosyjskiego. Z Niemcami był pewien problem, ponieważ jakiekolwiek próby nawiązania rozmów na temat ewentualnego sojuszu były od razu torpedowane (słynne "Wielkie Nie" Holstaina), ponieważ Niemcy obawiali się, że gdyby do takiego sojuszu doszło, to zostaliby zmuszeni do ograniczenia rozbudowy własnej floty wojennej, a poza tym uważali że animozje i wzajemne sprzeczności pomiędzy Londynem i Paryżem są tak wielkie, że te państwa nigdy nie będą w stanie się porozumieć, ani tym bardziej zawiązać jakiegokolwiek antyniemieckiego sojuszu. Pomylili się jednak, gdyż w obliczu rodzącego się wspólnego zagrożenia (a takim zagrożeniem dla obu tych państw były zjednoczone i potężne Niemcy), nawet najwięksi wrogowie są w stanie skutecznie się pojednać. Polityka zmierzająca do wzajemnego zbliżenia, prowadzona przez takich ludzi jak właśnie Edward VII, czy francuski minister spraw zagranicznych - Theophile Delcasse, wybitnie przyczyniła się do zakończenia wzajemnych brytyjsko-francuskich niesnasek i zmiany polityki obu tych państw.
WIZYTA KRÓLA EDWARDA VII W PARYŻU
(1903)
Pierwszym poważnym krokiem podjętym ku wzajemnemu pojednaniu, była wizyta króla Edwarda VII we Francji (1 maja 1903 r. przybył on do Paryża). Król od samego początku chciał nadać tej wizycie najbardziej oficjalny charakter, licząc na to, że szerokie nagłośnienie tej wizyty może jedynie przysłużyć się wzajemnemu pojednaniu i dać nauczkę Niemcom że nie wszystko, co na pierwszy rzut oka wydaje się niemożliwe, jest tym w rzeczywistości. Niestety, początkowo doszło do kilku nieprzyjemnych incydentów, gdy na trasie królewskiego powozu zgromadzony tłum Francuzów zaczął skandować: "Niech żyją Burowie!", "Niech żyje Rosja!" (Wielka Brytania w 1902 r. zawarła sojusz z Japonią wymierzony w ekspansywną politykę rosyjską na Dalekim Wschodzie). Król jednak udawał że nie słyszy tych głosów i cały czas się uśmiechał oraz kłaniał na prawo i lewo. Wieczorem, gdy monarcha - w towarzystwie prezydenta Republiki Emila Loubeta - udał się do teatru, tam również podniosły się nieprzyjazne, antybrytyjskie głosy i gdy Loubet zaczął przepraszać króla za ten nietakt, ten odrzekł: "Nic nie szkodzi, ja nic nie słyszę". Zaś po zakończeniu widowiska wyszedł ze swej loży na spacer po kuluarach teatru, podszedł do aktorki - Joanny Granier, ucałował jej dłoń i rzekł: "Mademoiselle, była pani niezwykła, tak jak wtedy, gdy podziwiałem panią w Londynie". W ciągu kilku kolejnych dni król pokazywał się publicznie na wyścigach konnych i w operze, wszędzie wyrażając się pochlebnie o Francji i Francuzach oraz udając że nie słyszy haseł wymierzonych w jego kraj. Podczas oficjalnego obiadu - wydanego przez prezydenta Loubeta - Edward VII wzniósł toast, mówiąc: "Znam Paryż od dzieciństwa. Wielbię piękno tego miasta, jedynego na świecie. Wielbię umysłowość jego mieszkańców". Takimi właśnie gestami szybko spowodował zmianę nastawienia francuskiej opinii publicznej i gdy wyjeżdżał z Paryża, wołano już doń "Niech żyje król!". Było to pierwsze, choć niezwykle solidne skruszenie lodu, dzielącego dotąd oba te narody. W lipcu 1903 r. zaś z rewizytą przybył do Londynu prezydent Emil Loubet.
JOHN BULL I MARIANNA IDĄ RAZEM,
WBREW KAJZEROWI WILHELMOWI
8 kwietnia 1904 r. zostało zawarte pomiędzy Wielką Brytanią a Francją "Serdeczne Porozumienie", które jednak w rzeczywistości nie miało ani charakteru politycznego, ani wojskowego. Tworzyły go bowiem trzy konwencje. W pierwszej Francja zrzekała się niektórych przywilejów związanych z połowem ryb w Nowej Fundlandii, otrzymując w zamian nowe nabytki terytorialne w Senegalu i Nigerii. W drugiej ustanowiono wspólny francusko-brytyjski zarząd nad Nowymi Hybrydami, oraz rozdzielono strefy wpływów obu państw w Syjamie. W trzeciej zaś (i najważniejszej) konwencji, Francja ostatecznie uznawała brytyjskie wpływy w Egipcie, zaś Wielka Brytania francuskie wpływy w Maroku. Do tego układu dołączone były również tajne klauzule (ujawnione w 1911 r.), które przewidywały zmianę statusu politycznego (aż do utworzenia protektoratów) zarówno Egiptu jak i Maroka. Układ ten nie był więc bezpośrednio skierowany przeciwko jakiemukolwiek innemu państwu, ale jednocześnie tworzył formalny sojusz brytyjsko-francuski, który mógł zmienić się w sojusz polityczny i militarny w wypadku np. niemieckiej agresji na którekolwiek z tych dwóch państw. Szybko jednak ta obopólna umowa została wystawiona na szwank, gdy 6 lutego 1904 r. Japonia (wspierana przez Wielką Brytanię) zerwała stosunki dyplomatyczne z Rosją (sojuszniczką Francji), a 8 lutego flota wojenna Cesarstwa Japonii zaatakowała w Porcie Artur w Mandżurii tamtejszą rosyjską Flotę Pacyfiku. 27 marca Port Artur został skutecznie zablokowany, zaś 25 lutego, 9 marca, 27 marca i 5 maja Japończycy dokonali desantów pod Liaotang i w Korei, bardzo szybko zmuszając Rosjan do odwrotu z Mandżurii. Wychowani w oparciu o samurajski kodeks busido, nacierali żołnierze japońscy na wroga z prawdziwą pogardą dla śmierci (w tym samym 1904 r. baron Suyematsu w liście do lorda Newtona, tak opisywał japońską armię: "Ta część wychowania wojskowego, którą nazywamy kształceniem ducha, do której przywiązujemy największą wagę i która w swojej istocie jest nauczaniem o wysokiej wartości etycznej, wpaja mężczyznom wzniosłe uczucia moralne, zwłaszcza w tym, co dotyczy patriotyzmu i prawości"). Jakież było więc zdziwienie, gdy ta pogardzana Japonia (uważana w Europie wręcz za "trzeci świat"), rozgromiła armię rosyjską w Mandżurii i zniszczyła rosyjską Flotę Pacyfiku oraz wysłaną jako wsparcie Flotę Bałtycką (27-28 maja 1905 r. w bitwie pod Cuszimą. Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że w październiku 1904 r. gdy rosyjska Flota Bałtycka płynęła przez Morze Północne, przez przypadek ostrzelała brytyjskie trawlery, co omalże nie doprowadziło do wybuchu wojny brytyjsko-rosyjskiej). Tam właśnie "Złote Chryzantemy" udowodniły ostatecznie że Rosja jest jedynie kolosem na glinianych nogach (nie pomogły też modły, odprawiane przez admirała Zinowija Rożestwienskiego na jego okręcie flagowym w czasie bitwy pod Cuszimą).
Należy też dodać, że jeszcze w 1904 r. do Tokio udał się z propozycją sojuszu (polegającego na wywołaniu antyrosyjskiego powstania w Kongresówce) - Józef Piłsudski w towarzystwie Tytusa Filipowicza (inna sprawa czy takie powstanie miałoby wówczas w ogóle szanse powodzenia). Niewiele tam jednak zyskali i w zasadzie na deklaracjach bez pokrycia się skończyło (aby storpedować owe porozumienie, intensywnie wówczas działał, obecny również w Japonii - Roman Dmowski), jednak otworzyło to drogę do porozumienia na przyszłość, gdy kontakty polsko-japońskie od lat 20-tych XX wieku były bardzo intensywne, zaś japońscy oficerowie szkolili się z techniki dekryptażu i technik wywiadowczych właśnie w Polsce (Japonia była też jedynym państwem Bloku Osi, przeciwko któremu polscy żołnierze odmówili walki - co prawda z Włochami również oficjalnie nie walczyliśmy, ale np. podczas obrony Tobruku w Libii, trudno było rozróżnić czy atakują Niemcy czy Włosi - gdy więc w 1941 r. Amerykanie i Brytyjczycy chcieli skierować - w ramach sojuszniczego wsparcia - kilka polskich okrętów na Pacyfik. Padło wówczas z ust polskich marynarzy jasne i zdecydowane: "Z Japończykami nie walczymy!" Zrezygnowano więc z planu posłania tam polskich okrętów). W czasie II Wojny Światowej Japończycy zaopiekowali się też polskimi dziećmi, które przeszły przez piekło sowieckich sierocińców i ostatecznie trafiły do Japonii. Po wojnie zaś dochodziło nawet i do mieszanych małżeństw polsko-japońskich, a jeden z chłopców urodzony z takiego związku, wypowiedział takie oto słowa: "Nie lubię Ruskich, bo zabrali nam Lwów i Kuryle". Na temat współpracy Polaków z Japończykami mógłbym się rozpisywać dość długo, ale jednak nie tego dotyczy temat, tak więc wracam do głównego wątku.
CO PRAWDA PAN Z TEGO KANAŁU NIE JEST JAPOŃCZYKIEM (I ZAPEWNE OBRAZIŁBY SIĘ GDYBYM GO TAK NAZWAŁ, A SZCZEGÓLNIE GDYBYM NAZWAŁ GO CHIŃCZYKIEM) TYLKO KOREAŃCZYKIEM (CHOCIAŻ WYDAJE SIĘ ŻE JUŻ DAWNO JEST POLAKIEM), ALE PROWADZI BARDZO FAJNY KANAŁ NA YOUTUBE KTÓRY CZASEM INSPIRUJE MNIE DO KULINARNYCH "ARCYDZIEŁ"
(Chociaż osobiście gotuję bardzo rzadko, raczej od święta)
"O TY CZŁENIU" 😉
Wojna z Japonią odsłoniła nieudolność dowództwa i administracji rosyjskiej, a klęska poniesiona w tej wojnie była jeszcze większa niż ta, z czasów wojny krymskiej (1853-1856). Autorytet samodzierżawia legł w gruzach, a potęgujące się administracyjne nonsensy (jak na przykład walka rządu z ambulansami szpitalnymi, tylko dlatego że wyekwipowały je i wysłały na front lokalne ziemstwa) były szczególnie uciążliwe, zaś minister spraw wewnętrznych - Wiaczesław Plehve w samym tylko 1904 r. pod byle pretekstem kazał aresztować ponad 60 000 "przestępców politycznych", kierując ich albo do więzień, albo też na Syberię. Plehve zginął w lipcu 1904 r. w zamachu bombowym w Petersburgu, a jego następca - książę Piotr Światopełk-Mirski (notabene o polskich korzeniach, który zapewne był jednym z członków tzw.: "prometejskiej konspiracji", do której to należało tak wielu różniących się ideowo ludzi - których jedynym celem stało się rozbicie Rosji i wyzwolenie uciemiężonych przez nią narodów) wcale nie był lepszy. Dochodziło do wielu tak bzdurnych zarządzeń administracyjnych, które jawnie wręcz nawoływały do wybuchu społecznego niezadowolenia, a nawet do jakiejś powszechnej rewolucji społeczno-politycznej. Światopełk-Mirski wcale jednak nie dążył do ich rozładowania, a wręcz przeciwnie - działał tak, jakby z premedytacją chciał by owa rewolucja wybuchła i by pokryła Rosję w politycznej anarchii i bezładzie. Ciekawe co też ten arystokrata (który zezwolił by litewskie i białoruskie teksty ponownie pisano alfabetem polskim, a nie cyrylicą czy grażdanką) miał na celu? W każdym razie aby opisać powstanie Trójporozumienia (Francja - Rosja - Wielka Brytania), należy na moment przyjrzeć się wydarzeniom, które miały miejsce w Rosji w latach 1905-1907. Doszło bowiem wówczas do rewolucji, która za cel postawiła sobie ostateczne osłabienie caratu, a nawet doprowadzenie do jego upadku, co skutkowałoby rozbiciem Imperium Rosyjskiego i wyzwoleniem wielu ujarzmionych w tym "więzieniu ludów" narodów. Jakie jednak były jej konsekwencje i kto skorzystał na owej Rewolucji 1905 r. - o tym opowiem już w kolejnej części Walkirii...
PIOTR ŚWIATOPEŁK-MIRSKI
CDN.




