WYŚWIETLENIA

24 stycznia 2026

ANTYCZNE OPOWIEŚCI - Cz. I

PROSTYTUTKA, KTÓRA STAŁA SIĘ
JEDNĄ Z NAJSŁAWNIEJSZYCH
KOBIECYCH AKTOREK W DZIEJACH




LIKORIS


Urodziła się w 69 r. p.n.e. (albo coś koło tego roku, jednak wszystko wskazuje, że raczej był to albo 70, albo też 69 r. p.n.e. - ani wcześniej, ani później), czyli w zaledwie dwa lata po stłumieniu największego w dziejach Italii i Imperium Rzymskiego - Powstania niewolników pod wodzą Spartakusa. Narodziła się w domu rzymskiego ekwity Publiusza Volumniusa Eutrapelusa. Ekwici - to była jedna z dwóch głównych klas społecznych starożytnego Rzymu (można by ją nazwać klasą rycersko-szlachecą i nowobogacką). Starszą i cieszącą się większym poważaniem od klasy społecznej ekwitów - była nobilitas, czyli arystokracja senatorska, złożona z wielkich rodów patrycjuszowskich i plebejskich (co ciekawe, funkcja Trybuna Ludowego była zagwarantowana jedynie dla plebejuszy - a ponieważ aby zostać wybranym na to stanowisko należało posiadać duży majątek - by opłacić wyborców - wiadomym jest że jedynie najbogatsze rody plebejskie dostąpić mogły tego zaszczytu. A było o co się bić, bowiem urząd Trybuna Ludu był specyficzny w całym prawodawstwie rzymskim i zupełnie niezależny, nawet od konsulatu. Trybuni Ludowi dodatkowo - jako jedyni urzędnicy - byli nietykalni, innymi słowy mieli prawo do osobistej ochrony - tego nie posiadali nawet konsulowie, czyli tacy dzisiejsi prezydenci państwa - była to więc ogromna władza).  

Likoris, bo właśnie takie imię otrzymała, była jednak niewolnicą. Wychowywała się więc w domu swego pana i od najmłodszych lat uwielbiała śpiew i taniec. Śpiewała pięknie, tańczyła jeszcze lepiej, dlatego też gdy skończyła 12-lat jej właściciel (skuszony przyszłym zarobkiem) posłał ją do szkoły mimów (teatr mimiczny był jedynym miejscem, gdzie mogły grywać starożytne aktorki, był bowiem połączony z tańcem i częstokroć publicznym striptizem na scenie. W sztukach ambitniejszych, odnoszących się do komedii czy tragedii antycznych twórców - aktorami mogli być jedynie mężczyźni). W szkole tej (ze względu na swój wdzięk i urodę) otrzymała przezwisko - "Kytheris", od nazwy greckiej wyspy - Cytery (dziś Kithira), na której narodziła się bogini Wenus. Gdy skończyła 14 rok życia, rozpoczęła swe pierwsze, publiczne występy na scenie.

Jej zadanie polegało na rozbawieniu widza i dostarczeniu mu prostej i szybkiej rozrywki, dlatego też na scenie teatru nie tylko tańczyła i śpiewała, ale też stroiła śmieszne miny, mówiła dowcipne gagi, odtwarzała śmieszne historyjki, częstokroć o podłożu seksualnym, po prostu wykonywała to, co wcześniej wyczytał jej lektor. Musiała opisać swym ciałem słowa, które on wypowiadał, takie jak te na przykład: "Chodź ze mną do łaźni, a dam ci zaznać przyjemności cyników". Dziewczyna musiała więc (odtwarzając ową scenę) rozebrać się do naga (często grała w jednej, luźnej tunice, którą łatwo było zrzucić) i ku radości gapiów, udać ową "przyjemność cyników". Pieniądze które na tym zarobiła, w całości oddawała swemu panu, czyli Volumniusowi Eutrapelusowi, ale dochody z przedstawień teatralnych były jedynie częścią środków, którymi ona pomnażała majątek swego właściciela. Po skończonym przedstawieniu częstokroć musiała jeszcze oddawać się za pieniądze tym, którzy zapłacili za noc z jej towarzystwem. Niekiedy te wymagania nie ograniczały się jedynie do zwykłego stosunku seksualnego, lecz także do swoistej "randki", która nawet trwała kilkanaście godzin.




Ale jej właściciel był zadowolony, szczególnie po występie który odbył się, gdy miała jeszcze czternaście lat (55 r. p.n.e.), na festiwalu ku czci bogini Flory. Wszystkie uczestniczące w niej dziewczęta, prócz tańców i striptizu, musiały następnie oddać się publicznie każdemu, kto tego zapragnął (oczywiście za pieniądze). Festiwal ów przyniósł Volumniusowi ogromne profity i do tego stopnia, że po zakończonym przedstawieniu, pragnąc się odwdzięczyć Likoris za jej poświęcenie, Volumnius wyzwolił ją. W wieku czternastu lat dziewczyna była wolna, jednak prócz owej wolności, nie posiadała nic innego. Pozostała więc w domu swego pana, już nie jako niewolnica, a wolna kobieta (choć nadal całkowicie zależna do swego pana, który teraz stał się jej protektorem). Przyjęła też nowe imię - Volumnia na cześć swego patrona. Nie zmieniła jednak swej profesji i nadal występowała na deskach teatru mimicznego, teraz jednak otrzymując połowę wypłacanej jej gaży. Miała wielu kochanków którzy ją utrzymywali, jednak ona zawsze część tych pieniędzy oddawała Volumniusowi. 




Tak też trwał ów swoisty patronat aż do chwili gdy nie skończyła 21-ego roku życia. Wówczas to Cezar - w pogoni za Pompejuszem - opuścił Rzym i Italię i skierował się do Grecji. Władzę w Rzymie powierzył zaś w ręce Marka Antoniusza. Bardzo szybko młoda i piękna aktorka wpadła mu w oko. "Wpadła w oko" to zdecydowanie za mało powiedziane, po prostu Antoniusz zakochał się w niej na zabój (drugi raz w ten właśnie sposób pokocha dopiero Kleopatrę). Początkowo "zamawiał" ją sobie na każdą noc (by ubiec ewentualnych konkurentów), z czasem jednak zapragnął by zamieszkała w jego willi, jako nieoficjalna małżonka. Dziewczyna oczywiście przyjęła zaproszenie (zresztą trudno jej było odmówić w sytuacji gdy Antoniusz podarował jej sporą posiadłość ziemską w Kampanii). Żyli ze sobą jak mąż z żoną, a dodatkowo Antoniusz zabierał ją na wszystkie oficjalne spotkania do domów szlachetnie urodzonych nobilów, gdzie tamci (aby go nie urazić, gdyż prócz problemów alkoholowych miał też wybuchowy charakter i szybko wpadał w złość) musieli traktować ją jak jedną z możnych rzymskich matron.

Pragnął też Antoniusz oficjalnie ją poślubić, ale wielu przyjaciół i stronników Cezara odradzało mu ten krok. Polityk, który chciał w Rzymie coś znaczyć i dostąpić nowych godności i władzy, musiał cieszyć się opinią szlachetnego męża stanu i oddanego patrioty. Mógł oczywiście posiadać całe tabuny kochanek (a nawet powinien je posiadać, gdyż świadczyło to też na jego korzyść - i podkreślało jego męskość oraz witalność), ale jego żona i rodzina musiały być bez zarzutu. Musiały opierać się na rzymskiej cnocie i poważaniu, bowiem Rzymianie - choćby nawet publicznie śmiali się z przywar swych przywódców (np. właśnie podczas wystąpień teatru mimicznego), to wymagali od nich przede wszystkim albo arystokratycznego pochodzenia rodu, albo też (w przypadku homo novus) męstwa i ponadprzeciętnej inteligencji. Dlatego też żaden krzykacz polityczny nie zdobyłby poparcia plebsu, jeśli nie uzyskałby wsparcia możnych rodów (taki właśnie był rzymski system sprawowania władzy, którego wymagali od swych przywódców sami Rzymianie). Antoniusz wiedział że jeśli poślubił by prostytutkę (którą miało wielu mężczyzn przed nim) i uczynił z niej swą małżonkę, straciłby poważanie ludu i znacznie osłabiłby wpływy, jakie w społeczeństwie rzymskim zdobył Cezar. Musiał więc zrezygnować z ożenku.




Zresztą wkrótce Antoniusz musiał też definitywnie zakończyć ten nieformalny związek. W 47 r. p.n.e. Cezar oficjalnie nakazał mu by oddalił dziewczynę. Tak właśnie się stało, po prawie półtora roku wspólnego życia (posiadali nawet wspólną lektykę, a Antoniusz nigdy nie wybierał się w podróż bez towarzystwa Likoris). Zresztą do Antoniusza też zaczęły docierać plotki o tym, jak jest przezywany przez lud, co tylko potęgowało jego gniew. A lud zwał go mianowicie "Chłopcem Kyteris" - czyli Kyteriusem. Zerwali więc, ale Likoris i tak na tym zyskała. Prócz bowiem biżuterii i sukien jakie jej kupował, stała się właścicielką dużego majątku ziemskiego i sporej liczby własnych niewolników. Wkrótce potem weszła znów w dość korzystny związek (choć nie tak bardzo jak poprzedni), trwający także dwa lata (do 44 r. p.n.e.), z Markiem Juniuszem Brutusem, tym który przeszedł do historii jako jeden z zabójców Cezara, choć ten zawsze traktował go jak swego syna (Brutus wychowywał się w domu Cezara i w dziecięcych latach często bawił się z jego córką - Julią).




Po ucieczce Brutusa i Gajusza Kasjusza na Wschód (do Grecji), Likoris została na kilka miesięcy kochanką Marka Tulliusza Cycerona i pozostała nią do jego śmierci 7 grudnia 43 r. p.n.e. W tym czasie zdobyła ona już spory majątek, ale wciąż poszukiwała jakiegoś protektora, który pomógłby jej utrzymać to, co już zdobyła. A nie było to łatwe, bowiem po październiku 42 r. p.n.e. dwóch z jej dotychczasowych "sponsorów" już nie żyło (Cyceron i Brutus), a trzeci - Antoniusz przebywał w Egipcie, w objęciach nowej kochanki, królowej Kleopatry. Likoris postanowiła więc wrócić do kariery teatralno-wokalnej, gdzie ponownie zaczęła święcić triumfy (jej wokalna interpretacja klasycznych wierszy Wergiliusza poruszała wszystkich, nawet jej wrogów). Eutrapelus - właściciel lokalnego teatru, wciąż poszukiwał dla niej sponsorów z bliskiego centrum władzy, nowej elity politycznej (cezarian). Trwało to latami, a Likoris wciąż nie miała stałego "patrona". Dodatkowym minusem było to, że stawała się coraz starsza i coraz trudniej było jej zdobyć wymarzonego protektora.

W końcu, w wieku prawie 40 lat, udało jej się nawiązać romans z Gajuszem Korneliuszem Gallusem, nowo mianowanym pierwszym prefektem, nowej rzymskiej prowincji - Egiptu (a prywatnie przyjacielem Oktawiana Augusta - pierwszego princepsa Imperium Romanum). Gallus naprawdę się w niej zakochał, lecz ona traktowała go jedynie jako źródło swego utrzymania. Potem w swych utworach (Korneliusz Gallus był dodatkowo sławnym poetą) żalił się na jej oziębłość w stosunku do jego osoby i na to, że pragnęła jedynie jego pieniędzy oraz bliskości władzy. Wyjechała z nim do Egiptu i przez cztery lata była jego kochanką oraz utrzymanką, a on pragnął by została jego żoną. Wreszcie, gdy w 26 r. p.n.e. Gallus został oskarżony o nadużycia i odwołany z funkcji prefekta (potem w Rzymie popełni samobójstwo z rozpaczy), Likoris znalazła pocieszenie w ramionach jednego z oficerów stacjonujących w Egipcie. Nie był on bogaty ani majętny, nie był też wpływowy, ale... to właśnie jego pokochała. Po powrocie do Rzymu wyszła za niego za mąż i odtąd zamieszkali razem w podarowanym jej przez Antoniusza majątku ziemskim w Kampanii. Ponoć tam żyli szczęśliwie i nawet doczekali się dzieci. Jak to się przedziwnie wikłają ludzkie losy.
 





CDN.
 

HUMOR POSTERUNKOWEGO... - Cz. I

CZYLI KILKA ZABAWNYCH FRAZ,
WYPOWIEDZIANYCH PRZEZ
POSTERUNKOWEGO Z SERIALU:
"RODZINA ZASTĘPCZA"




 Serial "Rodzina zastępcza" (który był emitowany w telewizji Polsat w latach 1999-2009) był jednym z moich ulubionych współczesnych seriali, których jednak nie jest zbyt dużo. Porównując tamten serial z emitowanym znacznie później serialem "Rodzinka.pl" widać jak bardzo zmieniły się oczekiwania i wartości widzów, albo raczej twórców takich oto sitcomów (choć nie przeczę, były również i tam zabawne momenty 😄, jak choćby ten:)


"JAKBY WAS TAK UBRAĆ W STROJE KĄPIELOWE I WYSMAROWAĆ OLIWKĄ, TO MOŻE JEDNO Z MOICH MARZEŃ BY SIĘ DZISIAJ SPEŁNIŁO"



I może jeszcze ten:




Poza tym to współczesnych polskich seriali według mnie (również tych komediowych) nie da się oglądać. Chlubnym wyjątkiem jest jedynie serial 1670 który rzeczywiście ma wiele zabawnych momentów, jak choćby takie:




"POSUŃ SIĘ!" - DO KRÓLA 😂
(To rozwaliło system, niczego śmieszniejszego chyba dawno nie słyszałem)





Ale wracając do serialu "Rodzina zastępcza", opowiada on o warszawskiej rodzinie Kwiatkowskich; ojcu urodziny inżynierze Jacku (granego przez niesamowitego Piotra Fronczewskiego), jego małżonce malarce Annie (wspaniała Gabriela Kownacka) i ich dzieciach: najstarszej córce Majce (Monice Mrozowskiej), synowi Filipowi (Sergiusz Żymełka), oraz trójce adoptowanych dzieci: romskim chłopcu o imieniu Romek (Aleksander Ihnatowicz), pochodzącej z Mongolii Zosi (Misheel Jargalsaikhan), oraz mulatce Elizie (Aleksandra Szwed). Do tego dochodzą jeszcze sąsiedzi państwa Kwiatkowskich, czyli rodzina Kossoniów: Andrzej "Jędrula" (Tomasz Dedek) producent filmowy i jego żona Alicja "Alutka" (Joanna Trzepiecińska) artystka o duszy melancholijno-poetycznej. Inni bohaterowie pojawiają się mniej lub bardziej incydentalnie. Główna narracja tego serialu wydaje się jednak skupiać na postaci posterunkowego (Jarosław Boberek), który jest dość fajdłapowatym, ciągle potrzebującym pieniędzy (czasami z tego powodu wynajmującym się w roli ochroniarza domu państwa Kossoniów), a jednocześnie podejrzewającym Jędrulę o prowadzenie lewych interesów. Tak to z grubsza wygląda. Dziś jednak chciałbym (głównie z tego co zapamiętałem) zaprezentować jeden z odcinków, zatytułowany:


KOMPUTER




Posterunkowy zjawia się w domu Kwiatkowskich z takim oto pytaniem:


"PANI ANIU PRZENIESIENIE MI SIĘ SZYKUJE DO ELITARNEJ JEDNOSTKI"

"GRATULUJĘ"

"NIBY TAK - KAWY SIĘ MOŻE NAPIJĘ, CO? 🤭 - ALE Z DRUGIEJ STRONY TO KŁOPOT JEST"

"JAKI KŁOPOT?"

"CHCĄ POWOŁAĆ DZIELNICOWE ODDZIAŁY POLICJI KOMPUTEROWEJ (...) CHODZI O TO, ŻEBY TYCH HAKERÓW WSZYSTKICH WYŁAPAĆ (...) I MNIE PRZYDZIELILI DO TYCH HAKERÓW (...) I MÓWILI ŻEBY DUŻO W DOMU ĆWICZYĆ - A ĆWICZYĆ TO JA MOGĘ WIE PANI - HANTLAMI W DOMU, BO JA NIE MAM KOMPUTERA 😄. I POMYŚLAŁEM SOBIE ŻE PAŃSTWO BY MI POMOGLI?"

"NIE JEST TO TAKI GŁUPI POMYSŁ, BO DZIECI AKURAT MAJĄ SZLABAN (...) PAN SOBIE PRZENIESIE TEN KOMPUTER DO DAWNEGO POKOJU MAJKI I BĘDZIE PAN SOBIE TAM ĆWICZYŁ I DZIECIOM NIE PRZESZKADZAŁ W LEKCJACH"

"PANI TO JEST WSPANIAŁY CZŁOWIEK... TO ZNACZY KOBIETA"

"ALE TO SIĘ NIE WYKLUCZA, WIE PAN?"




Romek zauważa zniknięcie komputera z pokoju chłopców


"MAMO, KOMPUTER KTOŚ NAM ZABRAŁ!"

"KOMPUTER ZOSTAŁ PRZENIESIONY DO POKOJU MAJKI. PAN POSTERUNKOWY ĆWICZY, WY I TAK MACIE SZLABAN WIĘC JEST WAM NIEPOTRZEBNY" 

"ALE PAN POSTERUNKOWY NIE MA POJĘCIA O KOMPUTERACH, WSZYSTKO NAM ZNISZCZY"

"TO JUŻ JEST PO NASZYM KOMPUTERZE"




"I JAK PANU POSZŁO PANIE POSTERUNKOWY?"

"LEDWO NA OCZY WIDZĘ NORMALNIE"

"NIE DZIWIĘ SIĘ, SIEDZIAŁ PAN PIĘĆ GODZIN"

"ALE JUŻ PRAWIE ROZGRYZŁEM SKURCZYBYKA, TYLKO JESZCZE SPRAWĘ DO ROMKA MAM, POZWÓL NA MOMENT"

"COŚ SIĘ STAŁO? COŚ PAN POPSUŁ?"

"NIE, CO TY, JA OSTROŻNY JESTEM. TYLKO ŻEBYŚ MI JESZCZE POKAZAŁ GDZIE GO SIĘ WŁĄCZA" 😂




Posterunkowy spotyka w kuchni Kwiatkowskich siedzącego tam Jędrulę Kossonia i zapytuje go:


O, PANIE JĘDRULA, CO TAK PO CIEMKU SIEDZIMY, UKRYWAMY SIĘ?"

"NIE PAŃSKI INTERES"

"MÓJ CZY NIE MÓJ TO SIĘ JESZCZE OKAŻE. CO TAM, JAKIŚ PAN ZDENERWOWANY DZIWNIE, JAKIEŚ KŁOPOTY W PRACY?"

"PANIE, JA PANU BARDZO GRZECZNIE RADZĘ, IDŹ PAN STĄD!" 🤭

"I DENERWUJEMY SIĘ JESZCZE BARDZIEJ, ZNACZY TRAFIŁEM"




Posterunkowy udaje się więc do domu Kossoniów aby znaleźć jakiś dowód przestępczej działalności Jędruli:


"TO JA, PANI ALUTKO, DOBRY WIECZÓR"

"MĘŻA NIE MA W DOMU, NIE WIEM GDZIE JEST"

"COŚ NERWOWY OSTATNIO, NIE? WIDAĆ MA JAKIEŚ SWOJE POWODY. PANI ALUTKO, A PAN JĘDRULA TO GDZIE MA KOMPUTER (...) MOŻNA OBEJRZEĆ? A GDZIE GO SIĘ WŁĄCZA?"

"A SKĄD JA MAM WIEDZIEĆ?"

"KRYJEMY MĘŻA, ROZUMIEM" 🥳

"SĄDZĘ ŻE JĘDRULA BY WOLAŁ ŻEBY PAN NIE MAJSTROWAŁ PRZY JEGO KOMPUTERZE"

"PEWNIE ŻE BY WOLAŁ, KAŻDY W JEGO SYTUACJI BY WOLAŁ. 😂 TO JA JUŻ BĘDĘ LECIAŁ, DOBRANOC (...) BAZA, BAZA TU ORZEŁ, MAM GO!"

"KOGO?"

"JAK TO KOGO - HAKERA, DAWAJCIE EKIPĘ, TYLKO MIGIEM"




Posterunkowy przyprowadza antyterrorystów do domu państwa kwiatkowskich, gdzie akurat przy piwku siedzą sobie Jacek i Jędrula:


"TO ON JEST TEN HAKER, PROSZĘ JAKIE DYSKI U NIEGO ZNALAZŁEM"

"PANIE POSTERUNKOWY, MOMENT, CO PAN JUŻ DO KOŃCA ZWARIOWAŁ?"

"TAK? PROSZĘ BARDZO - "ŚMIERTELNY WIRUS 1", "ŚMIERTELNY WIRUS 2". JA ZWARIOWAŁEM? CO TO JEST?"

"JAK TO CO TO JEST? TO SĄ SCENARIUSZE NOWEGO SERIALU TELEWIZYJNEGO. WEŹ PAN TO SOBIE WSADŹ... W KOMPUTER I SPRAWDŹ"

"TY NAS WEZWAŁEŚ I NAWET NIE SPRAWDZIŁEŚ CO JEST NA DYSKU?" 😀







Kolejny odcinek pod tytułem: 


PIES POLICYJNY




Posterunkowy ponownie (jak zawsze zresztą) zjawiła się rano w mieszkaniu państwa kwiatkowskich, aby napić się  kawy:


"DZIEŃ DOBRY PANI ANIU"

"DZIEŃ DOBRY, A CO PAN TAKI ZADOWOLONY, AWANS PAN DOSTAŁ?"

"AWANS, JESZCZE NIE, ALE TO JEST TYLKO KWESTIA CZASU W TEJ CHWILI PANI ANIU (...) PANI WIE CO TO SĄ PSY POLICYJNE? (...) TO JEST NAJLEPSZE POŁĄCZENIE PRZYJACIELA Z PŁATNYM ZABÓJCĄ. W SZCZYTNIE JEST TAKA SPECJALNA SZKOŁA DLA POLICYJNYCH PSÓW"

"TO TAM GDZIE JURANDOWI ZE SPYCHOWA JĘZYK OBCIĘLI"

"NIE WIEM, BO TO CHYBA NIE MY PROWADZILIŚMY TĘ SPRAWĘ" 😂 (...) MY WŁAŚNIE DOSTALIŚMY TAKIEGO PSA, JEDEN Z POLICJANTÓW BĘDZIE CHODZIŁ Z NIM NA OBCHODY, PANI ZGADNIE KTO? (...) JA, OCZYWIŚCIE ŻE JA, ZGŁOSIŁEM SIĘ NA OCHOTNIKA"




Posterunkowy prosi o radę Filipa - młodszego syna Kwiatkowskich, aby wytłumaczył mu zachowanie psów:


"WSZYSTKIE PSY TO SĄ ZWIERZĘTA STADNE"

"TYLKO ŻE ON JEST JEDEN, KOMENDANT CHCIAŁ DWA, ALE MU NIE PRZYZNALI"

"TO PAN MA BYĆ JEGO STADEM!"

"AHA, ŻE NIBY JA I ON TO STADO"

"KAŻDE STADO POTRZEBUJE OSOBNIKA ALFA. WIE PAN CO TO JEST OSOBNIK ALFA?"

"TA... NIE!"

"OSOBNIK ALFA TO JEST ZAZWYCZAJ SAMIEC KTÓRY DOMINUJE W STADZIE, PROWADZI JE I W NIM RZĄDZI"

"I ŻE JA MAM BYĆ TYM ALFĄ?"

"WŁAŚNIE CHODZI O TO, ŻEBY TO PAN BYŁ, A NIE PIES. JEŻELI TO PIES PANA ZDOMINUJE, TO BĘDZIE PO HERBACIE. OSOBNIK ALFA ZAWSZE PIERWSZY WCHODZI DO POMIESZCZENIA I ZAJMUJE NAJLEPSZE MIEJSCE W DOMU. NA PRZYKŁAD PAN JE PIERWSZY, A PIES DOPIERO WTEDY, KIEDY PAN SIĘ NAJE I OSOBNIK ALFA DOSTAJE NAJLEPSZE KĄSKI"

"PRZYJEMNIE BYĆ TAKIM ALFĄ. LEŻY MI TO, SUPER!"




Po pewnym czasie: 


"PRZYWIEŹLI GO"

"KOGO?"

"DIABŁA. TEN PIES SIĘ TAK NAZYWA - DIABEŁ. PANI ANIU, CO JA PRZESZEDŁEM W OSTATNIM CZASIE, TO TEGO SIĘ NIE DA SŁOWAMI OPISAĆ. JAK TYLKO STANĄŁEM PRZY TYM JEGO BOKSIE, TO SIĘ NATYCHMIAST RZUCIŁ I MYŚLAŁEM ŻE ZĘBAMI SIATKĘ PRZEGRYZIE. JA CHWILĘ POCZEKAŁEM, ON SIĘ USPOKOIŁ, JA PACIERZ SKOŃCZYŁEM 😂 I WCHODZĘ. JA NIE WIEDZIAŁEM ŻE PIES MOŻE MIEĆ TAKIE KŁY?"

"I CO?"

"CHWILĘ POSTAŁEM, MYŚLĘ SOBIE JAK DŁUGO MOŻNA ŻYCIE NARAŻAĆ 😂🤭 SZYBKO SIĘ ODWRÓCIŁEM I DO WYJŚCIA, TYLKO MI SIĘ Z TYCH NERWÓW POMYLIŁO W KTÓRĄ STRONĘ SIĘ DRZWI OTWIERA. SZAMOCZĘ SIĘ Z TYMI DRZWIAMI I KRZYCZĘ - "KOLEDZY, RATUNKU!" 😂 i TO GO TAK ROZJUSZYŁO, A JA AKURAT ODWRÓCONY BYŁEM, BO SIATKĘ, SIATKĘ ODGINAŁEM ŻEBY SIĘ WYDOSTAĆ 😅 I ON MI DZIURĘ W SPODNIACH OD MUNDURU WIELKOŚCI PIĘŚCI WYGRYZŁ"

"A PANA TEŻ POGRYZŁ?"

"MNIE TYLKO DWA SZWY NA POGOTOWIU ZAŁOŻYLI"

"TO CHYBA ODDACIE TEGO PSA, SKORO TAKI GROŹNY?"

"WŁAŚNIE CHODZI O TO ŻE NIE, BO JAK JA Z TYMI DRZWIAMI SIĘ MOCOWAŁEM, KOMENDANT JAK NA TO PATRZYŁ TO TAKIEGO ATAKU ŚMIECHU DOSTAŁ, ŻE POWIEDZIAŁ ŻE ZA ŻADNE PIENIĄDZE Z TAKIEGO CYRKU NIE ZREZYGNUJE" 👏




Ponownie posterunkowy udaje się do Filipa: 


"JA NIE WIEM CO PANU PORADZIĆ, PAN PO PROSTU NIE MA RĘKI DO PSÓW"

"JAK JESZCZE RAZ WEJDĘ DO TEJ JEGO KLATKI TO W OGÓLE NIE BĘDĘ MIAŁ RĘKI, ŻADNEJ 😊 WSZYSTKO MI SKUBANIEC ODGRYZIE"

(...)

 "W STADZIE JEST USTALONA HIERARCHIA, JEŚLI TAKI ALFA WARKNIE, TO RESZTA KŁADZIE SIĘ NA PLECACH I ON ICH WTEDY NIE RUSZY"

"W TEJ SYTUACJI TO JA JUŻ MAM KOMPLETNIE PRZEGWIZDANE, NIC TYLKO SOBIE PRZYŁOŻYĆ PISTOLET DO GŁOWY (...) NA JEGO OCZACH TRZEBA SOBIE W ŁEB PALNĄĆ, ŻEBY SKUBANIEC NIE MIAŁ SATYSFAKCJI ŻE TO ON MNIE ZAGRYZIE"




Po jakimś czasie posterunkowy ponownie przychodzi do domu Kwiatkowskich i udaje się do Filipa:


"SŁUCHAJ, TO DZIAŁA!"

"CO?"

"WYCZAIŁEM MOMENT KIEDY NIE BYŁO NIKOGO, ODBEZPIECZYŁEM BROŃ I MYŚLĘ SOBIE: "ALBO ON, ALBO JA" I WSZEDŁEM. ALE JAK WSZEDŁEM TO ON TAK NA MNIE WARKNĄŁ ŻE MI BROŃ SIĘ WYMSKNĘŁA Z RĘKI I WYPADŁA POZA KLATKĘ. STOJĘ TAM SAM, A TA BESTIA GAPI SIĘ NA MNIE I... OLŚNIŁO MNIE. ZEBRAŁEM SIĘ NA ODWAGĘ I BUCH NA PLECY"

"JEGO NA PLECY?"

"ZGŁUPIAŁEŚ? SAM SIĘ PRZEWRÓCIŁEM 😋 NORMALNIE ZGŁUPIAŁ. PODSZEDŁ DO MNIE, POWĄCHAŁ MNIE I PARĘ RAZY ŁAPĄ PACNĄŁ, TO JA ZACZĄŁEM SKOMLEĆ. ZGŁUPIAŁ DO RESZTY 😅 POLIZAŁ MNIE I POSZEDŁ. NIC MI NIE ZROBIŁ, NAWET MNIE NIE DRASNĄŁ. CO? PRZECIEŻ ZNALAZŁEM SPOSÓB"

"NIBY TAK, ALE WIE PAN, JAK PAN BĘDZIE Z NIM CHODZIŁ NA TE PATROLE, TO CO? CO CHWILA BĘDZIE PAN MUSIAŁ NA PLECACH LĄDOWAĆ? 😁




Ostatecznie posterunkowy znalazł rozwiązanie tej patowej sytuacji i spotykając Jacka Kwiatkowskiego mówi prosto z mostu:


"CO ZA DZIEŃ - DIABEŁ WYRWAŁ SIĘ Z KLATKI!"

"JAK TO DIABEŁ WYRWAŁ SIĘ Z KLATKI - PAN SIĘ DOBRZE CZUJE PANIE POSTERUNKOWY?"

(...)

"TO BYŁO TAK. RANO KOMENDANT MÓWI - DOSYĆ TEGO ODWLEKANIA I ŻE MAM Z TYM DIABŁEM IŚĆ NA PATROL. ALE JAK IŚĆ Z DIABŁEM NA PATROL, PRZECIEŻ TO JEST CZYSTE SAMOBÓJSTWO. 😂 WIĘC JA OTWORZYŁEM WSZYSTKIE ZASUWY Z JEGO KLATKI I CZEKAM. A AKURAT ODPRAWA BYŁA. JAK TEN PIES WPADŁ NA KOMISARIAT, Z DYŻURKI TO WIÓRY ZOSTAŁY. CHŁOPCY PRZEZ OKNA UCIEKALI, A W TAKIM JEDNOOSOBOWYM KIBLU TO SIĘ SZEŚCIU SCHOWAŁO. 👍 KOMENDANT WSKOCZYŁ NA BIURKO I TRACH, TRACH, TRACH - CAŁY MAGAZYNEK W NIEGO WYŁADOWAŁ 😂 ALE NAWET NIE TRAFIŁ BO W TAKICH NERWACH BYŁ"

"A PAN?"

"JA? JA TO NA NIEGO TAKĄ METODĘ MAM, ZRESZTĄ FILIP WIE, ALE KOMENDANTA JAK MAGAZYNEK ZMIENIAŁ TO ZŁAPAŁ ZA NOGĘ, NA PODŁOGĘ I DO GARDŁA KŁY"

"JAK TO, TO PIES ZAGRYZŁ KOMENDANTA WAM?" 😅

"NIE! WŁAŚNIE NIE, BO JA WRZASNĄŁEM ŻEBY SKOWYCZEĆ ZACZĄŁ. TAK SKOWYTAŁ ŻE AŻ NA ULICY BYŁO SŁYCHAĆ 😊 I DIABEŁ GO PUŚCIŁ"

"A JAK Z POWROTEM ZAMKNĘLIŚCIE GO DO KLATKI?"

"NORMALNIE! POLEŻELIŚMY Z KOMENDANTEM TRZY GODZINY NA PLECACH, 😂🤭 A W TYM CZASIE CHŁOPCY CO W KIBELKU ZAMKNIĘCI BYLI, WEZWALI POMOC I PRZYJECHALI CI ZE SZCZYTNA I GO ZABRALI"

"I CO, KOMENDANT NIC PANU ZA TO NIE ZROBIŁ"

"NAWET CHCIAŁ, ALE MU ŻYCIE URATOWAŁEM. POZA TYM ZAJĘTY BYŁ, BO JAK DIABEŁ ŚCIĄGAŁ GO Z BIURKA TO ZJADŁ MU PARĘ GUZIKÓW Z MUNDURU I CI ZE SZCZYTNA BALI SIĘ ŻE MU TO ZASZKODZI. A TAKI POLICYJNY PIES TO MAJĄTEK KOSZTUJE, MAJĄTEK - KOMENDANT BY SIĘ DO KOŃCA ŻYCIA NIE WYPŁACIŁ" 🤭








CDN.
 

HENRYK VIII I JEGO ŻONY - Cz. X

  OD KATARZYNY ARAGOŃSKIEJ  DO KATARZYNY PARR KATARZYNA ARAGOŃSKA (Czyli hiszpańskie noce)  Cz. VIII DZIECIŃSTWO KRÓLOWEJ KATARZYNY Cz. VII ...