CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"
KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. V
"System moich kalkulacji zawsze rozbijał się nie o co innego, jak o tę siłę agentur obcych, płatnych przez obcych dla szkodzenia Polsce, aby nie była ona zbyt silna, aby nie miała
tej siły, jaką mogłaby mieć w tej czy innej chwili"
MARSZAŁEK JÓZEF PIŁSUDSKI
KPRP była zdelegalizowaną partią już od stycznia 1919 r., ale ponieważ zbliżał się okres wyborczy pierwszych wyborów do Sejmu zjednoczonego państwa (bowiem wybory ze stycznia 1919 r. toczyły się jeszcze w atmosferze wojennej i odbywały się na części terytorium państwa polskiego), przeto również i owa ekspozytura Moskwy (od kwietnia 1922 r. rządzona przez tzw. partyjną "prawicę" - o czym pisałem w poprzedniej części) postanowiła mimo wszystko również wziąć udział w owych wyborach. Oczywiście nie mogła startować pod szyldem partii komunistycznej, dlatego też w sierpniu 1922 r. komuniści polscy utworzyli oficjalny komitet wyborczy pod nazwą Związku Proletariatu Miast i Wsi. Przewodniczącym owego komitetu wyborczego został Stanisław Łańcucki, wiceprzewodniczącym - Szczepan Rybacki, a sekretarzem - Jakub Dutlinger. Oczywiście nie muszę wspominać że wszyscy oni należeli do Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, oraz że ów komitet wyborczy był w całości finansowany przez Komintern. Takich właśnie partii, a co gorsze takich ludzi - którzy niekoniecznie musieli być komunistami, ale czy to z pobudek materialnych czy też jakichkolwiek innych działali przeciwko interesowi państwa polskiego - najbardziej obawiał się Józef Piłsudski, który w tamtym czasie jeszcze pełnił funkcję Naczelnika Państwa. Stwierdził On potem iż: "Nieraz uciekałem ze swymi zamiarami do odległego pokoju, aby sekretów państwa nie wydać na rozszarpanie obcym. Uciekałem nieraz od moich najbliższych pomocników, dlatego, aby moje prawdy i moje zamiary nie były wydane na łup kogokolwiek bądź, byle był cudzoziemcem. Nigdy nie byłem pewien, że gdy piszę rozkaz, nie będzie on czytany prędzej w biurach wszystkich obcych państw, niż przez moich podwładnych. Nie byłem nigdy pewny, czy taki czy inny mój zamiar polityczny nie będzie natychmiast skontrolowany przez agentury państw obcych z taką siłą i pewnością, że musiałbym się go wyrzec (…) Nie poprawiliśmy się, moi panowie, pod względem agentur obcych, idących krok w krok za naszym państwem. Mówię to śmiało, gdyż to jest to moja prawda, jako Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza podczas wojny, prawda, którą śmiało zostawiam historii, jako prawdę przeze mnie zbadaną aż do dna, a odczutą bardzo boleśnie, niż wszystkie inne prawdy".
GABRIEL NARUTOWICZ
Od 31 lipca nowym premierem (był to już dziewiąty rząd Rzeczypospolitej od 14 listopada 1918 r.) wybrany został krakowski konserwatysta Julian Nowak. Po słabych rządach Ponikowskiego i Śliwińskiego był on nie tylko kandydatem kompromisowym (we wciąż toczącej się wojnie politycznej pomiędzy Piłsudskim a Sejmem), ale również dawał nadzieję na zakończenie tej niezbyt pomyślnej dla Polski zagranicznej passy (układ w Rapallo, dążenia premiera Wielkiej Brytanii Lioyda George'a do korekt granicznych na Wileńszczyźnie i w Małopolsce, oraz konflikt z Rosją Sowiecką w sprawie zwrotu naszego złota i dzieł sztuki, do których Sowieci zobowiązali się w traktacie ryskim z marca 1921 r., a których postanowień nie byli chętni wypełnić). Marszałek nie zaakceptował bowiem kandydatury Wojciecha Korfantego na premiera (chociaż ten, podczas wizyty u Naczelnika Państwa, prosząc o swoją nominację, stwierdził: "Panie Naczelniku, nigdy nie miał pan bardziej oddanego premiera, niż będzie go pan miał we mnie"). Piłsudski uważał jednak Korfantego za dwulicowca (wcześniej bowiem ten sam Korfanty proponował Marszałkowi "współrządy" i "rozpędzenie sejmu"). Julian Nowak zaś powierzył Naczelnikowi Państwa mianowanie nie tylko Ministra Spraw Wojskowych (co było naturalną praktyką kolejnych rządów), ale również Ministra Spraw Zagranicznych. Na to stanowisko Marszałek wyznaczył Gabriela Narutowicza, człowieka do którego miał bardzo duże zaufanie i nawet twierdził że jest to jedna z nielicznych osób, z którą gdy rozmawia, to jest absolutnie pewien, że to, co powie, nie wyjdzie następnie do osób trzecich (w tym do obcych wywiadów). Narutowicz był naukowcem od 1889 r mieszkającym w Szwajcarii (przyniósł się tam w wieku 24 lat, oskarżony przez rząd carski o działalność antyrosyjską). Od 1907 r. był jednym z najwybitniejszych profesorów Politechniki w Zurychu, prowadzącym prace na kierunku elektryfikacji i budownictwa wodnego zarówno w Szwajcarii jak i we Włoszech, Hiszpanii oraz Francji, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości powrócił do kraju. Narutowicz był przedmiotem licznych ataków ze strony Narodowej Demokracji i jej podobnych środowisk prawicowych, głównie jako "germanofil" oraz posiadający "wrogi stosunek do Francji", co w ani jednym, ani w drugim przypadku nie było prawdą. Za to konsekwentnie dążył do odrodzenia polityki realizowanej przez Piłsudskiego jeszcze w czasie Wojny z bolszewikami, a po jej zakończeniu nieco zapomnianej, którą dzisiaj nazwalibyśmy koncepcją Międzymorza. Zerwał z nieudaną do tej pory polityką Śliwińskiego umizgiwania się do Pragi (pretekstem do tego była niesławna mowa marienbadzka premiera Czechosłowacji Edwarda Benesza, w której stwierdzał że Czechosłowacja nie godzi się z przyznaniem Polsce Galicji Wschodniej) na korzyść Bukaresztu i zacieśnienia więzów z Rumunią (to właśnie dzięki jego zabiegom doszła do skutku podróż Piłsudskiego do Rumunii w połowie września 1922 r. Wyżej zaprezentowana fotografia Marszałka Józefa Piłsudskiego stojącego przy tarasie, została wykonana właśnie w Bukareszcie, w Rumunii).
24 września odbyły się wybory do Sejmu Śląskiego I kadencji (prowincja ta od 15 lipca 1920 r. cieszyła się autonomią, oddzielnym samorządem i Sejmem). Frekwencja wyniosła 74% uprawnionych do głosowania. Najwięcej głosów zdobył Blok Narodowy (endecja i chadecja) - 33,5% a także Polska Partia Socjalistyczna - 17%. Komunistyczna Partia Robotnicza Polski wzięła oczywiście w nich udział, ale nie uzyskała żadnego mandatu. Był to przedsmak klęski, jakiej doznają komuniści również w wyborach krajowych. Ale jednak nie samą polityką człowiek żyje. Warto też odnotować że 17 września 1922 r. na ekranach niemieckich kin (a w zasadzie berlińskich, bo tylko tam ów film wyświetlano) ukazał się pierwszy film dźwiękowy ze zintegrowaną ścieżką świetlno-dźwiękową pod tytułem "Der Brandstifter" ("Podpalacz"). Kino niemieckie lat 20-tych XX wieku przeżywało prawdziwe Eldorado. Wychodziły przecież wspaniałe filmy, takie jak: "Nosferatu" Friedricha Murnaua (1922), "Doktor Mabuse" Fritza Langa (1922), "Gabinet doktora Cagliari" Roberta Wiene (1920), czy "Metropolis" Fritza Langa (1927). Ale w latach 1921-1922 wyszły też inne sławne filmy, jak choćby "Szejk" z Rudolfem Valentino (październik 1921 r.), "Brzdąc" z Charlie Chaplinem (luty 1921), "Gorączka" Louisa Delluca (1921), czy "Kobieta znikąd" (1922). Oczywiście wszystkie to były filmy nieme i oprócz tego jednego niemieckiego przypadku, tak naprawdę era filmu dźwiękowego rozpocznie się dopiero w roku 1927 wraz z filmem: "Śpiewak jazzbandu" Croslanda (w Polsce zaś to będzie rok 1930 - kiedy wyszły pierwsze filmy dźwiękowe).
Tak już zupełnie na marginesie warto też odnotować, że 2 stycznia 1922 r. ukazuje się po raz pierwszy pismo "Rycerz Niepokalanej", wydawany przez franciszkanina ojca Maksymiliana Marię Kolbe (który 14 sierpnia 1941 r. w niemieckim Obozie Zagłady w Auschwitz, odda swoje życie za życie innego więźnia skazanego przez Niemców na śmierć - Franciszka Gajowniczka. Gajowniczek przeżył obóz, doczekał końca wojny i powrócił do swojej żony i dzieci). "Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat" - jak głosi Talmud (choć akurat więźniem skazanym na śmierć, za którego własne życie oddał ojciec Kolbe, nie był Żyd, a Polak. Zresztą należy wyjaśnić, żaden Żyd nie zginął w Auschwitz, Żydzi ginęli w Birkenau gdyż to były dwa różne obozy. W Auschwitz ginęli Polacy i sowieccy jeńcy. Zresztą sam obóz Auschwitz został założony w 1940 r. przez Niemców z myślą o eksterminacji narodu polskiego, nie Żydów, Żydzi doszli dopiero po styczniu roku 1942).
23 października 1922 r. Sejm Rzeczypospolitej podjął uchwałę o budowie portu w Gdyni, jedynego naszego morskiego okna na świat. Co prawda Polska posiadała pewne prawa w Wolnym Mieście Gdańsku jak również reprezentowała to miasto na arenie międzynarodowej, jednak było za mało aby państwo, które co prawda wywalczyło sobie dostęp do morza - ale jednak był to zaledwie skrawek - mogło rozwijać nie tylko swoje ambicje mocarstwowe, ale również i kolonialne. Gdynia - która już w 1938 r. stała się najnowocześniejszym portem morskim na Bałtyku - doskonale się do tego zadania nadała i spełniła pokładane w niej nadzieje.
GDYNIA
MIASTO Z MORZA I MARZEŃ
28 października grupy bojowe Fascio di combattimento pod wodzą Benito Mussoliniego (chociaż on osobiście nie brał w tym udziału) maszerują tego dnia na Rzym i król Wiktor Emmanuel III nie reaguje na ów zamach stanu. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, grupy faszystów które szły na Rzym, były słabo uzbrojone i słabo zdyscyplinowane i wystarczyłoby wysłać przeciwko nim większe siły policyjne aby je rozpędzić. Król jednak odmówił podpisania dekretu, który miał wprowadzić w kraju tak radykalne działania, czego efektem było ustąpienie dotychczasowego rządu i powierzenie Mussoliniemu misji tworzenia nowego, już faszystowskiego rządu Włoch. Zwycięstwo faszystów w Italii stało się inspiracją przede wszystkim dla nazistów w Niemczech i dla samego Hitlera (chociaż już w roku 1945, gdy cała Rzesza waliła się w gruzy, a Hitler siedział w swoim bunkrze w Berlinie, stwierdził on że sojusz z Włochami był największym błędem jaki popełnił, gdyż Włochy nic dobrego nie wniosły do tego sojuszu, a tylko nieustannie trzeba im było pomagać, tym samym odciągając niemieckie siły z innych frontów. Chociaż sympatię dla Mussoliniego Hitler prawdopodobnie utrzymał do końca życia, szczególnie gdy w roku 1938 Włochy zgodziły się na Anschluss Austrii. Hitler powiedział wówczas do ambasadora Włoch w Berlinie: "Proszę przekazać Duce, że nigdy mu tego nie zapomnę. Nigdy! I zawsze będzie mógł na mnie liczyć").
A tymczasem 5 listopada 1922 r. odbyły się wybory do Sejmu Rzeczypospolitej I kadencji (bowiem Sejm z lutego 1919 r. był Sejmem Ustawodawczym, powołanym głównie po to, aby uchwalił konstytucję i tak się stało 17 marca 1921 r.), w których udział wzięła również Komunistyczna Partia Robotnicza Polski. Poszczególne partie startowały w kilku blokach. Prawica (czyli Związek Ludowo-Narodowy, Chrześcijańskie Stronnictwo Ludowe i Chrześcijańska Demokracja) wystąpiła pod nazwą Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej. Lewica rozbita była na pięć nierównych grup z Polską Partią Socjalistyczną i Polskim Stronnictwem Ludowym "Wyzwoleniem" na czele. Partie centrowe (z Polskim Stronnictwem Ludowym "Piast" na czele) stanęły do walki wyborczej w siedmiu blokach, a mniejszości narodowe: Żydzi (z wyjątkiem małopolskich), Niemcy, Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy z Wołynia i wschodniej Małopolski, również utworzyli wspólny blok wyborczy. Natomiast nielegalna Komunistyczna Partia Robotnicza Polski stanęła do wyborów pod nazwą Związek Proletariatu Miast i Wsi. Na cele wyborcze ta ekspozytura Moskwy w Polsce otrzymała specjalną dotację Kominternu, ale wybory okazały się totalną klapą komunistów. Na listy ZPMiW w całym kraju głosowało jedynie 121,5 tys. osób, co stanowiło zaledwie 1,4% głosujących (zdobytych głównie w Warszawie i w Zagłębiu Dąbrowskim, natomiast takie robotnicze tereny jak: Łódź, Górny Śląsk czy Zagłębie Naftowe dały komunistom wręcz znikome poparcie. Łącznie wprowadzili do Sejmu dwie osoby: w Warszawie Stefana Królikowskiego (ps.: "Bartoszewicz", "Ogrodniczek", "Cyprian"), a w Zagłębiu Dąbrowskim Stanisława Łańcuckiego (który w swoim rodzinnym Przemyślu dostał śladowe wręcz poparcie, a poza tym jego kampania wyborcza była dosyć utrudniona, jako że przebywał wówczas w więzieniu i wyszedł na wolność dopiero w styczniu 1923 r.). Działalność obu tych posłów od początku była działalnością antypaństwową, a ich postulaty - szczególnie Królikowskiego - ograniczały się do wprowadzania hiper "demokratyzacji" polegającej na tym, że realnie państwo przestawało działać. Sporządził np. projekt ustawy znoszącej artykuły o zdradzie stanu i działalności antypaństwowej (wykluczając co prawda z nich szpiegostwo). Był też autorem poprawek ustawy o służbie wojskowej, skracającej czas służby do sześciu miesięcy (notabene za tę ustawę był bardzo mocno krytykowany w partii komunistycznej, gdyż celem komunistów było zdezorganizowanie działalności Wojska Polskiego, a nie obniżenie czasu trwania służby wojskowej).
W wyborach uprawnionych do głosowania było 13 011 693 obywateli, z czego do urn poszło 8 812 901 czyli 67,7%. Największa frekwencja była w województwach zachodnich, najmniejsza we wschodnich (głównie z powodu bojkotu wyborów przez Ukraińców i Żydów). Wybory wygrały stronnictwa prawicowe, zdobywając 29,1% głosów (po wyborach jednak dotychczasowe sojusze polityczne uległy rozsypaniu i najwięcej mandatów - 98 - zdobył Związek Ludowo Narodowy z Czetwertyńskim, Seydą, Lutosławskim, Grabskim, Głąbińskim, Zdziechowskim i Zamojskim na czele. Chrześcijańskie Stronnictwo Ludowe wprowadziło do Sejmu zaś 27 posłów z Dubanowiczem i Strońskim na czele. Natomiast Chrześcijańska Demokracja zdobyła 44 mandaty z Bittnerem, Chacińskim i Korfantym). Lewica razem zdobyła 24,8% głosów (PSL "Wyzwolenie" 48 mandatów z Poniatowskim, Bagińskim, Thuguttem i Nocznickim na czele. Polska Partia Socjalistyczna uzyskała 41 mandatów z Moraczewskim, Daszyńskim, Barlickim, Perlem, Liebermanem, Pużakiem, Niedziałkowskim, Kwapińskim i Czapińskim. Radykalne Stronnictwo Chłopskie księdza Okonia zdobyło 4 mandaty, a także lewicowy odłam ludowców Stapińskiego zdobył 2 mandaty). Stronnictwa centrowe zdobyły 23,4% głosów (PSL "Piast" zdobył 70 mandatów z Witosem, Ratajem i Dąbskim, a Narodowa Partia Robotnicza wprowadziła do Sejmu 18 posłów z Chądzyńskim, Popielem i Waszkiewiczem). Marszałek Piłsudski dał zaś akceptację do tworzenia "Zjednoczenia państwowego" opartego na "Straży Kresowej", w skład której wejść miała Organizacja Młodzieży Narodowej i PSL "Wyzwolenie", a także szereg pomniejszych polityków bliskich Marszałkowi. Jednak na kilka dni przed wyborami Organizacja Młodzieży Narodowej postanowiła że Straż Kresowa wystąpi oddzielnie, a to spowodowało że - poza "Wyzwoleniem" wszystkie te formacje polityczne poniosły całkowitą klęskę (tym bardziej że ich listy były głównie we wschodnich rejonach kraju). Mniejszości narodowe zaś podzieliły się na bloki ukraiński, białoruski, niemiecki i żydowski, zjednoczonych tylko formalnie pod niepisanym przewodnictwem posła Grünbauma. Łącznie (według konstytucji) Sejm liczył 444 posłów. 12 listopada odbyły się wybory do Senatu Rzeczypospolitej. Tutaj uprawnionych do głosowania było 9 088 590 obywateli z czego do urn wyborczych poszło 5 589 268, czyli 61,5%. Senat składał się ze 111 senatorów. Nowy parlament zebrał się 28 listopada 1922 r. i od razu przystąpiono do głosowań nad wyborem marszałków. W Sejmie zwyciężył Maciej Rataj z PSL "Piast", zdobywając 252 głosy (głównie centrum i prawicy), przeciwko 177 głosom oddanym na jego konkurenta Eugeniusza Śmiarowskiego z "Wyzwolenia". W Senacie zaś zwyciężył Wojciech Trąmpczyński z prawicy (dzięki głosom "Piasta") przeciw Ksaweremu Praussowi z lewicy.
Natomiast w Moskwie 5 listopada rozpoczął obrady IV Kongres Kominternu (ostatni już z udziałem Lenina). Lenin ogłosił na nim już oficjalnie wprowadzenie Nowej Ekonomicznej Polityki (o której pisałem w poprzednich częściach) i zakończenie okresu komunizmu wojennego. Pozwoliło to zniszczonej wojną i rewolucją Rosji nieco gospodarczo odetchnąć, dopuszczając możliwość ograniczonego co prawda, ale jednak kapitalistycznego systemu gospodarczego (oczywiście ograniczającego się do małych, najczęściej rodzinnych przedsiębiorstw) przy pozostawieniu dominującej roli państwa. Na ów Kongres z ramienia KPRP jako reprezentanci "sekcji polskiej" Kominternu, wybrali się Adolf Warszawski-Warski, Maria Koszutska, Maksymilian Horowitz-Walecki, Edward Próchniak i Władysław Kowalski. Prócz postanowień dotyczących NEP-u, zgodzono się również co do sojuszu z socjalistami i tworzenia jednolitych "frontów robotniczych", a także wyrażono zgodę na udział Komunistycznej Partii Robotniczej Polski w wyborach parlamentarnych w Polsce. Obrady Kongresu trwały do 5 grudnia.
22 listopada we Lwowie zaś rozpoczął się proces przeciwko 39 uczestnikom (tylko tylu bowiem osobom udowodniono powiązania z Komunistyczną Partią Galicji Wschodniej) obrad w soborze św. Jura (o którym pisałem w poprzedniej części). Proces trwał do 11 stycznia 1923 r. i zakończył się wieloma wyrokami długoletniego więzienia dla oskarżonych.
W Polsce zaś trwały przygotowania do pierwszych w historii Polski wyborów prezydenta Rzeczpospolitej. Głównym (a w zasadzie jedynym) kandydatem przez długi czas, był Marszałek Józef Piłsudski (ale odmówił on kandydowania, zdając sobie doskonale sprawę że konstytucja tworzy jedynie malowanego prezydenta o bardzo ograniczonych kompetencjach, w zasadzie tylko do przecinania wstęgi i przyjmowania zagranicznych przedstawicieli, zresztą wzorowanego na modelu francuskiej III Republiki - wszystko co francuskie było wtedy w modzie, po pierwsze bo "Francja-elegancja", a po drugie, bo był to największy kraj europejski - nie licząc oczywiście Rosji która stała się komunistyczna - który zwyciężył w I Wojnie Światowej. Notabene konstytucję z 1921 r. spisaliśmy z francuskich ustaw konstytucyjnych z 1875 r. Natomiast po przyjęciu konstytucji kwietniowej w 1935 r. to Francuzi spisali swoją własną konstytucję z 1958 r. właśnie z tej naszej). Za kandydaturą Piłsudskiego opowiadały się PPS, PSL "Wyzwolenie", Narodowa Partia Robotnicza i PSL "Piast", dysponujące łącznie w Sejmie i Senacie 212 głosami. 4 grudnia jednak, na konferencji w pałacu Rady Ministrów Marszałek Piłsudski odmówił kandydowania w wyborach (powiedział: "Na mnie proszę nie głosować. W warunkach istniejących należy wybrać człowieka, który miałby cięższy chód a lżejszą rękę"). Natomiast w mniejszym już, prywatnym gronie stwierdził Marszałek że najlepszym kandydatem na prezydenta byłby Witos (w tamtym bowiem czasie stosunki pomiędzy Witosem a Piłsudskim były jeszcze dość dobre, a rozmowy pomiędzy "piastowcami" a Marszałkiem trwały mniej więcej od marca 1921 r. (m.in. w Jabłonnie, posiadłości Władysława Sikorskiego), co miało doprowadzić do stworzenia formacji politycznej, otwarcie wspierającej Marszałka. Jednak kandydatura Witosa była nie do zaakceptowania dla "Wyzwolenia", które zamierzało wystawić swojego kandydata w osobie Gabriela Narutowicza. Marszałek początkowo był niechętny tej kandydaturze, co prawda bardzo cenił i szanował Narutowicza, jednak podczas rozmowy z samym Narutowiczem ten również odmówił przyjęcia godności prezydenta i to zapewne przekonało Marszałka do tego, że Narutowicz nie jest jednak dobrym kandydatem na to stanowisko (we wspomnieniach Stanisława Thugutta, który pierwszy zaproponował kandydaturę Narutowicza, jest zapisane: "Kiedym mu pierwszy raz zaproponował wystawienie jego kandydatury, przeraził się po prostu tej myśli", zaś Tadeusz Hołówko pisał w swej wydanej w 1923 r. książce: "Prezydent Gabriel Narutowicz", iż: "Gdy 8 grudnia stawił się u Narutowicza Thugutt, aby prosić go o pozwolenie wystawienia jego kandydatury - Narutowicz kategorycznie odmówił!" Miał bowiem stwierdzić: "Ja kandydować nie chcę, ale jeśli Wyzwolenie wybór przeprowadzi - wybór przyjmę". Wobec niepewnej decyzji Narutowicza, Józef Piłsudski poparł kandydaturę Stanisława Wojciechowskiego, PPS wystawiła kandydaturę Ignacego Daszyńskiego, mniejszości narodowe prof. Baudouin de Courtenay'a, a prawica hrabiego Maurycego Zamoyskiego.
W sobotę 9 grudnia zebrało się Zgromadzenie Narodowe, liczące łącznie 555 posłów i senatorów. Ostatecznie zgłoszono pięć kandydatur (wyżej wymienieni plus Narutowicz). Po dwóch pierwszych głosowaniach odpadł Daszyński, po trzecim de Courtenay. W czwartym głosowaniu odpadł Wojciechowski i ostatecznie w piątym głosowaniu - gdzie było dwóch kandydatów: jeden z prawicy Zamoyski, a drugi popierany przez lewicę, mniejszości narodowe i PSL "Piast" czyli Narutowicz (Witos nie mógł poprzeć Zamoyskiego, choć wcześniej był dogadany z prawicą, a to z tego powodu że Zamoyski był jednym z największym w kraju potentatów ziemskich, a przecież postulatem partii chłopskiej jaką był PSL, było szybkie wprowadzenie reformy rolnej i parcelacja wielkich majątków ziemskich pomiędzy chłopów. Poza tym Witos był zniechęcony do prawicy tym, że ci nie poparli jego kandydatury do prezydentury). W piątym i ostatnim głosowaniu Zamojski otrzymał 227 głosów, a Narutowicz (poparty przez "Piasta") 289, dzięki czemu Gabriel Narutowicz stał się pierwszym w historii prezydentem Rzeczpospolitej Polski. Oczywiście wyniku tego partie prawicowe nie przyjęły do wiadomości ("przeliczcie do cholery te głosy" - jak krzyczą obecnie "silniczki" 😂). Różnica głosów była zbyt wyraźna by można było mówić o jakichś fałszerstwach wyborczych czy temu podobnych, ale mimo to postanowiono uniemożliwić Narutowiczowi objęcie stanowiska prezydenta. W pierwszej kolejności zamierzano go zastraszyć, czyli rozpętać wokół jego osoby taką spiralę nienawiści (jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli), że człowiek ten powinien sam zrezygnować ze stanowiska, aby po prostu mieć święty spokój. Prasa prawicowa i prawicowi politycy rzucili się więc do gardła Narutowiczowi (oczywiście przy okazji oberwało się również Witosowi). Wyciągano najbardziej odrażające i nie mające nic wspólnego z prawdą pomówienia. Twierdzono np. że Narutowicz jest Żydem, że został wybrany głosami mniejszości narodowych i tym samym narzucony Polakom jako agent obcych państw (głównie Niemiec ale i Rosji Sowieckiej). Gdy polityka zohydzania Narutowicza nie udała się (choć wspierały ją takie osobistości jak choćby gen. Józef Haller - von Hallenburg), postanowiono wówczas uniemożliwić jego zaprzysiężenie. Powszechnie mówiono że tak naprawdę zwyciężył Zamoyski (skąd my to znamy? 🤔🥴) bowiem zdobył 227 głosów polskich, a Narutowicz tylko 186 głosów polskich, a reszta to głosy mniejszości narodowych, które narzuciły Polsce prezydenta. Twierdzono że jest germanofilem i że ma wrogi stosunek do Francji. Twierdzono że jest apostatą, masonem i że ledwo mówi po polsku. Prawicowa prasa zachęcała również ludzi do masowego pisania anonimowych depesz do prezydenta-elekta, "namawiających" go do zrzeczenia się prezydentury (większość z nich była pełna inwektyw i gróźb karalnych, w których pisano m.in. że jeśli Narutowicz nie zrzeknie się prezydentury, to: "Zdechnie marnie jak pies"). Anonimy słano również do jego rodziny, starając się wywrzeć presję wszędzie, gdzie tylko było to możliwe.
Tłumy ludzi z hasłami "Precz z Narutowiczem" i "Hańba mu" gromadziły się zarówno przed Hotelem Europejskim (gdzie Narutowicz mieszkał) jak i przed gmachem Ministerstwa Spraw Zagranicznych (jaką to funkcję dotąd pełnił). 10 grudnia w godzinach wieczornych przed pałacykiem Dziewulskich w Alei 3 Maja (gdzie mieszkał gen. Józef Haller), zebrał się spory tłum protestujących przeciwko wyborowi Narutowicza na prezydenta. Oczekiwano też od Hallera rady, co należy czynić aby "ocalić Polskę przed tyranią mniejszości narodowych". Haller przemawiał z balkonu i stwierdził że "Polskę sponiewierano", oraz że "o ile obecny odruch stolicy nie będzie słomianym ogniem - zwyciężymy!", dodał też że "w razie potrzeby nie zabraknie nam broni". Sam Narutowicz jednak nie okazywał strachu, mimo że zaraz po otrzymaniu wiadomości o swoim wyborze zwrócił się do Thugutta i innych polityków słowami: "Co wyście mi narobili, co wyście narobili?", to jednak w kolejnych dniach nie zamierzał ulegać emocjom tłumów (chociaż prezydentury nie pragnął). 11 grudnia - na długo przed zapowiadanym na południe zaprzysiężeniem nowego prezydenta - spory tłum zaczął gromadzić się w okolicach Sejmu. Głównie młodzież zaczęła wychodzić na ulicę aby zagrodzić drogę jadącemu z Łazienek prezydentowi-elektowi. Inni na Placu Trzech Krzyży i przy ulicy Wiejskiej starali się zatrzymywać posłów zdążających na zaprzysiężenie, aby nie było wymaganej liczby posłów i senatorów i przez to aby sam akt zaprzysiężenia był nieważny. Obrzucano też ich obelgami i ciskano w nich kulki śnieżne (jako że była zima). Zdarzały się jednak i pobicia, poseł Piotrowski (PPS) został dotkliwie pobity, poseł Kowalski miał rozbitą głowę z której obficie leciała krew i tak właśnie dotarł do Sejmu. Posłowie Daszyński i Limanowski zostali kijami wepchnięci do bramy jednego z budynków i tam zamknięci. Socjaliści wezwali więc na pomoc swoje bojówki i doszło do walk na ulicach, których efektem było 26 rannych (w tym 9 ciężko) i jeden zabity (Jan Kałuszewski - działacz PPS - któremu strzelono w plecy). Posłowie którzy znajdowali się w Sejmie (głównie z lewicy) pytali się gdzie jest policja i domagano się natychmiastowej dymisji komendanta policji. Posłowie prawicy zaczęli im ubliżać i również w Sejmie wywiązała się walka wręcz pomiędzy posłami różnych opcji politycznych. Narutowicz jednak nie zgodził się pojechać do Sejmu inną trasą, a jego samochód (eskortowany przez oddział szwoleżerów - którzy usuwali wszelkie barykady po drodze) dotarł wreszcie przed gmach Sejmu. Narutowicza powitały okrzyki wzburzonego tłumu, przekleństwa i lecące w jego stronę kulki śnieżne. W samym Sejmie nie było już wówczas posłów prawicy, poza jednym ich przedstawicielem, który obrzucał prezydenta-elekta obelgami, ale wkrótce musiał się wycofać pod naporem posłów lewicy. Narutowicz pewnym siebie głosem złożył przysięgę na hebanowy krucyfiks i od tej chwili już oficjalnie objął swój urząd. 14 grudnia w Belwederze Naczelnik Państwa Józef Piłsudski przekazał Gabrielowi Narutowiczowi władzę (którą do tej pory pełnił jako głowa państwa polskiego od listopada 1918 r.).
Prasa prawicowa ponownie ruszyła z atakiem. Władysław Rabski w "Kurierze Warszawskim" z 12 grudnia, w artykule "Jezus, Maria" pisał że "larwa rudobrodego szatana" ponownie zniewoliła Polskę wystawiając ją na sprzedaż na "niemieckim targu". Straszono też, że jeśli Narutowicz ostatecznie nie zrzeknie się prezydentury, to zamiast "potoków krwi", które popłynęły w niedawnej manifestacji, teraz popłynie "morze krwi" (w Poznaniu prawica zorganizowała nawet swoiste zbiórki pieniężne po domach na "usunięcie" Narutowicza z urzędu prezydenta). Grożono śmiercią nie tylko samemu prezydentowi, ale również jego synowi i jego bliskim. Wszędzie tylko było słychać głosy "Ustąp! ustąp!" Ale paradoksalnie im były one silniejsze i lepiej słyszalne, tym stanowisko Narutowicza utwardzało się. Z początkowej niepewności co ma dalej czynić, ostatecznie postanowił wytrwać na swym stanowisku, aby nie tworzyć precedensu, który doprowadzi do ulegania ulicy. Podobnego zdania był Marszałek Piłsudski, ale gdy dotarły do niego głosy z jego dawnej partii PPS, która chciała zorganizować wielką demonstrację zaraz po pogrzebie zabitego 11 grudnia Jana Kałuszewskiego, połączoną z zablokowaniem siedzib partii prawicowych w Śródmieściu (z tego powodu PPS nawiązała kontakt z byłymi peowiakami, którzy również udzielili tutaj wsparcia), zdając sobie sprawę że może to skończyć się ponownym rozlewem krwi, stwierdził Marszałek początkowo że to już od Niego nie zależy, bo On zdał swoją władzę, ale jednocześnie dodał: "Rozumiecie chyba sami że nie można dopuścić do rządów ulicy, czy to z lewej, czy z prawej strony i gdy was wezwę do spokoju - musicie usłuchać. Jedno tylko mogę wam przyobiecać: jeśli będziecie się domagać aby siewcy anarchii zostali niezwłocznie postawieni w stan oskarżenia i oddani pod sąd - ja takiego przyrzeczenia nie odmówię i zrobię ze swej strony wszystko aby tak się stało". Do akcji lewicy jednak nie doszło, a w sobotę 16 grudnia 1922 r. prezydent Gabriel Narutowicz (po wcześniejszej wizycie u kardynała Kakowskiego) udał się do gmachu Zachęty i tu (w chwili gdy zatrzymał się przed obrazem Kopczyńskiego) z tłumu wysunął się jakiś mężczyzna, który natychmiast oddał trzy strzały w kierunku prezydenta. Jedna kula uderzyła w kręgosłup, druga w serce i nim przybyła pomoc prezydent skonał. Mordercą okazał się artysta-malarz (a jednocześnie fanatyczny zwolennik prawicy) Eligiusz Niewiadomski, który został schwytany przez adiutantów prezydenta. 29 grudnia stanął on przed sądem i na pytanie sędziego czy przyznaje się do winy, odpowiedział: "Do winy - nie, do złamania prawa tak!" Stwierdził dalej że jego czyn był czynem czysto politycznym, natomiast sam Narutowicz jako człowiek w ogóle go nie interesował i wierzył nawet głęboko, że był on dobrym mężem i dobrym człowiekiem, a być może nawet patriotą, ale to w ogóle nie miało dla niego żadnego znaczenia, bo Narutowicz stał się symbolem tego co najgorsze, czyli anarchii podsycanych przez mniejszości narodowe i zewnętrznych wrogów Polski. Dodał również że planował na początku zabójstwo Piłsudskiego, 6 grudnia na wystawie u Baryczków. Zrezygnował jednak z tego zamiaru, gdy dowiedział się że Piłsudski odmówił kandydowania na prezydenta. Ostatecznie Niewiadomski został skazany na karę śmierci i wyrok wykonano przez rozstrzelanie w Cytadeli warszawskiej - 31 stycznia 1923 r. Ostatnie słowa Niewiadomskiego brzmiały: "Ginę za Polskę, którą gubi Piłsudski".
Zaraz po zamachu ulice Śródmieścia opustoszały. Mało tego, okazało się nagle że władze państwowe przestały funkcjonować i nie było komu podejmować decyzji. Taki stan swoistego rozkładu politycznego trwał przez kilkanaście pierwszych godzin po zamachu, a i później nie było lepiej. Stanisław Thugutt w swojej autobiografii pisał: "Straszny był dzień pogrzebu Narutowicza. Pogoda tak mroczna i mglista, że w samo południe panowały ciemności (...) Na chodnikach - od Belwederu do Zamku - stał w gęstym skupieniu jakiś skamieniały w bezruchu, nieodgadniony tłum, i nie wiadomo było co się kryje pod skorupą milczenia". Prasa prawicowa weszła teraz w zupełnie inny ton, zaczęto pisać: "Ciszej nad tą trumną", albo "Miłości Ojczyzny - cudowny to lekarz! Odrzućmy jedne, odwołajmy się do drugiego!" Stanisław Stroński twierdził np. że lewica pragnie wykorzystać ten mord do "płaskich i podłych celów politycznych", czyli chce żerować na śmierci Narutowicza aby zbić na tym polityczny interes. 17 grudnia marszałek Sejmu Maciej Rataj (na wniosek Piłsudskiego) powierzył misję tworzenia nowego (rząd Nowaka bowiem podał się do dymisji zaraz po zaprzysiężeniu Narutowicza) rządu Władysławowi Sikorskiemu, który objął również tekę ministra Spraw Wewnętrznych. Marszałek Piłsudski objął zaś szefostwo Sztabu Głównego i nowy rząd szybko przywrócił porządek, wprowadzając stan wyjątkowy i obsadzając wojskiem ulice oraz centralne gmachy w stolicy. Aresztowano też kilku najbardziej zdeterminowanych krzykaczy z ostatnich dni, m.in. publicystę Adolfa Nowaczyńskiego i prezesa Związku Hallerczyków - Sierocińskiego. Prokuratura zażądała również usunięcia immunitetu kilku posłom, co też się stało i mieli oni wytoczone sprawy sądowe za podżeganie do morderstwa. Mimo to atmosfera zaczęła się rozrzedzać, emocje ustąpiły, wracał spokój i normalność. 20 grudnia ponownie zebrało się Zgromadzenie Narodowe i odbyły się drugie wybory prezydenckie. Prawica zrezygnowała z kandydatury Zamoyskiego (zdając sobie sprawę że nie poprze go Witos i jego partia), wysuwając kandydaturę prof. Kazimierza Morawskiego. Witos i PSL "Piast" wysunęli zaś kandydaturę Stanisława Wojciechowskiego. I to właśnie on zwyciężył, zdobywając 298 głosów, wobec 221 dla Morawskiego. Nowy prezydent (choć wybrany głosami tych samych środowisk co wcześniej Narutowicz) został zaprzysiężony jeszcze tego samego dnia bez żadnych protestów. Jednak już kilka tygodni później prawica zaczęła brać Niewiadomskiego na swoje sztandary jako bohatera (choć zaraz po zamachu wyrzeknięto się go, jako chorego psychicznie). Najpierw starano się przekonać go by złożył prośbę o ułaskawienie, ale on stwierdził że tak jak Narutowicz - który zginął z jego ręki, tak i on musi ponieść śmierć, aby zapłacić za zbrodnię którą popełnił - bez względu na pobudki. Potem zaś, gdy wyrok został już wykonany, oficjalnie uznano go za patriotę, który poświęcił swe życie w obronie Ojczyzny.
Zaś 30 grudnia 1922 r. w Moskwie proklamowano utworzenie Związku Socjalistycznych Republik Rad (Sowietów). Początkowo to państwo składało się z 4 republik: Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Rad, Ukraińskiej SRR, Białoruskiej SRR i Federacji Republik Zakaukaskich.
CDN.

.jpg)
.jpg)





.jpg)

