WYŚWIETLENIA

02 lutego 2026

UMIERAMY I CO DALEJ? - czyli co się z nami dzieje po śmierci? - Cz. IX

A KIEDY WRESZCIE 
UJRZĘ BOGA?




Jak już pisałem, na "Tamtym Świecie" dusze spotykają wszystkich swych dawnych znajomych (z którymi wchodziły w przeróżne fizyczne korelacje), swych Przyjaciół z Grupy, swego Przewodnika, lub Przewodników (w zależności od stopnia zaawansowania duszy). Dusza także spotyka i widzi Założycieli/Starszych, których postrzega jako szlachetnych Mędrców, ale... nigdzie nie widzi Boga. Dlaczego? Cóż, postaram się po kolei rzucić trochę światła na to zagadnienie. Prawie każda osoba z tych, które poddają się sesjom hipnoterapeutycznym, nie ma doświadczenia "widzenia" Boga. Dla ogromnie wielu wciąż inkarnujących jest to niedościgłe marzenie, przeogromna chęć zbliżenia do... Jedności (jak to opisują), lecz jednocześnie zdania sobie sprawy z faktu że "jeszcze na to nie zasłużyli". Większość osób które poddają się hipnozie, nigdzie nie spotyka istoty, którą można by nazwać Bogiem, ale... są od tego bardzo nieliczne wyjątki. Największą możliwość poczucia Obecności Boga i Jedności z Nim, mają dusze podczas rozmów z Radą Założycieli. Już nie można bardziej (dla wielu dusz) zbliżyć się do Źródła, niż właśnie Tam. Dusze nie widzą "Tam" Boga, ale... są w stanie odczuć ogromną Energię, o wiele większą niż jakakolwiek inna dotąd (nie jest to też Energia Założycieli). Według osób będących pod wpływem hipnozy, Jedność-Obecność-Źródło, znajduje się zawsze za Starszymi z Rady.

Promieniuje Ono ogromnym blaskiem o fioletowej lub srebrnej poświacie, lecz Rada stara się nie zwracać uwagi na ów Blask i koncentruje się na rozmowie z daną duszą. Czynią tak świadomie, gdyż jeśliby pozwolono duszy na podziwianie blasku owej Energii... nie mogłaby ona skupić się na zadawanych jej pytaniach. Według osób poddanych hipnozie, jest to tak ogromna Siła i Moc, która przyciąga do siebie niczym rodzic tulący swoje dziecko, niektórzy opisują to jako "Pragnienie Jedności Dojrzałego Zrozumienia" (jakkolwiek by to dziwnie nie zabrzmiało, trzeba bowiem pamiętać, że nie wszystko co dusze opowiadają i co widzą na "Tamtym Świecie" można łatwo przetłumaczyć na ludzki język i opisać za pomocą zrozumiałych dla nas przykładów). Pewien mężczyzna opisuje to doświadczenie następująco: "Kiedy znajduję się w sali Rady i widzę Obecność Naszej Jedności (chodzi zapewne o owe Światło), przeszywa mnie odczucie nieopisanego szczęścia bliskości owej Jedności. Wiem, że moja Przewodniczka odczuwa to tak samo. To jest niczym fontanna nieskończonej Miłości i Zrozumienia, Ciepła, Bezpieczeństwa, Radości i Wolności. Gdy spotkanie z Radą się kończy i opuszczam salę, nim to nastąpi już pragnę powrócić Tu ponownie jak najszybciej". Interpretując ową relację można by powiedzieć że owe Światło jest dla dusz niczym magnez, ale tylko na zasadzie przypomnienia im Jedności z której pochodzą, oraz konsekwencji w dążeniu do ostatecznego celu - czyli Zjednoczenia.

Prawie nie ma żyjących ludzi, którzy mogliby opowiedzieć więcej o tym Świetle, owej Jedności i odczuwanej przez dusze bardzo silnej bliskości Źródła. Głównym powodem tego stanu rzeczy jest fakt, iż większość z nas nigdy nie doszła do stopnia Przewodników, choć oczywiście i od tego są wyjątki. Wśród osób decydujących się na odbycie sesji hipnoterapeutycznych też z reguły próżno szukać tych, którzy mieliby bliższy kontakt z ową Energią Jedności, ale i tam zdarzają się perełki. Pewna kobieta, która poddała się hipnozie, rzuciła na to zagadnienie trochę więcej światła. Kobieta owa była bardzo rozwiniętą Przewodniczką i mieniła się ciemnoniebieską barwą światła. Opiekowała się (opiekuje) kilkoma grupami dusz, głównie średnio-zaawansowanych i tych już rozwiniętych/starych, a już "wkrótce" miała stać się Nauczycielką innych Przewodników. Kobieta ta opowiedziała najwięcej ze wszystkich osób poddanych hipnozie, na temat Boga i naszej z nim Jedności. Inkarnuje już od bardzo dawna (czyni tak, pomimo faktu że nie musi już fizycznie "doświadczać", gdyż poziom Jej wewnętrznego rozwoju jest bardzo duży), a swoją drogę przez materialne wcielenia rozpoczęła jeszcze... przed powstaniem naszego Wszechświata. Inkarnowała w innym, który dobiegł już końca. W tym życiu owa kobieta zajmuje się leczeniem, uzdrawianiem i pomocą innym ludziom (przykład bardzo częstego wcielenia wybieranego przez zaawansowanych Przewodników).

Zresztą uzdrawianie fizycznego bólu jest bardzo mocno związane z siłą Umysłu. Według owej kobiety - można nauczyć się subtelnej sztuki takiej korelacji Energii, by uwalniać od Bólu najróżniejsze części ciała, mówi: "Jestem w stanie pomóc tym, którzy potrafią zrozumieć siłę Energii jaka jest w naszych Umysłach, a Umysł jest drogą która może przynieść ulgę w bólu. Sama pracując w ten sposób z własną Energią, nauczyłam się skuteczniej pomagać innym w ich cierpieniu". Hipnoterapeuta zadał więc jej pytanie: "Czy Ty, jako tak rozwinięta Przewodniczka Duchowa, aspirujesz do miejsca w Radzie Starszych?". Jej odpowiedź brzmiała: "Nie! Najpierw pracuję nad tym, by zostać Nauczycielem Przewodników" - "Lecz jeślibyś mogła wybrać, chciałabyś zostać członkinią Rady?" - kontynuuje hipnoterapeuta, "Nie każdy nadaje się na członka Rady, jest przecież wiele innych możliwości "specjalizacji" - odpowiada kobieta. "Lecz jeślibyś się nadawała, jak by to wyglądało?" - "Najpierw udałabym się do miejsca Naszej Jedności" - odpowiada kobieta. W tym momencie ów hipnoterapeuta poczuł, że zaczyna dziać się coś więcej, niż dotychczasowy opis "Życia po Życiu", miejsc, działań i przygotowań duszy na "Tamtym Świecie". Tutaj owa kobieta zaczyna już otwarcie przybliżać nas do samego Źródła, czyli do początków naszego Istnienia. Jej opowieść znacznie wykracza poza dotychczasowe ramy, jakie dotąd prezentowały inne osoby - inne dusze poddane hipnozie.

"Opowiedz mi o tej Jedności, czym lub kim Ona jest" - kontynuuje hipnoterapeuta. "To jest... Jedność w Wielości lub Wielość Jedności - Centrum wszelkiego Istnienia". "Czy mogłabyś powiedzieć mi coś więcej na ten temat, proszę byś opisała mi cały ten proces - jeśli oczywiście możesz?" - "Nie powiem Ci wiele, nie doświadczyłam jeszcze tego, jedynie się tam zbliżyłam", "Proszę więc byś opowiedziała mi tylko to, co powiedzieć możesz". "To jest Boskość, jest... Wszystkim" - kontynuuje kobieta, "Proszę, wyjaśnij Nam co to znaczy "Wszystkim?" - "To jest Oddech, Dźwięk, Szept... tak Czysty, tak Nieskończenie Czysty" - "Spokojnie, zatrzymaj tę myśli i zabierz mnie w swej opowieści tak daleko, jak tylko zdołasz" - mówiąc to hipnoterapeuta kładzie dłoń na czole kobiety. "Dźwięk, On... stwarza wszystko dookoła - WSZYSTKO!". "Przybliż się w kierunku tego Dźwięku, jesteś już bardzo blisko, proszę powiedz co teraz widzisz?" - "Ja... nie mogę, ja... za daleko" - odpowiada kobieta - "Jeszcze troszkę dalej, przejdź poza to, jeszcze troszkę - powiedz co tam jest?" - "Dźwięk wszystko utrzymuje i stwarza, sprawia że całość się porusza, faluje pod Jego wpływem. To jest wysokie czyste nucenie, przypomina echo, ja... nie mogę więcej..." - kobieta urywa w środku zdania. "Ostatni wysiłek, proszę Cię, wiem że dasz radę, czym jest to Echo?" - "To jest niczym Matka... przepełniona Miłością Matka... śpiewająca swemu dziecku!", to było wszystko, co mogła nam przekazać owa kobieta.

Pomimo tego opisu (choć jest najbardziej szczegółowy ze wszystkich jemu podobnych), nadal nie wiadomo jak wygląda Bóg, gdyż nawet inkarnujący Przewodnicy (bardzo nieliczne osoby które poddały się hipnozie) różnie widzą ów Dźwięk i różnie go doświadczają. Na przykład jeden z nich opisał tę muzykę jako "Łagodny dźwięk Dzwonu, rozchodzący się niczym echo - tworzący i utrzymujący wszystko dookoła", inny zaś mówił o... "Męskim Chórze". Jedno jest pewne - żyjący ludzie, choćby nawet byli Przewodnikami, nie są jeszcze gotowi aby połączyć się z ową Jednością na tyle blisko, by opowiedzieć nam jak owa "Obecność Nieskończonej Miłości" i "Dźwięk Wszystko Utrzymujący" - wygląda!



TAK MOŻE WYGLĄDAĆ OWA  
 
 JEDNOŚĆ - ŹRÓDŁO

Z KTÓREGO PŁYNIE 

"DŹWIĘK WSZYSTKO UTRZYMUJĄCY"





PYTANIE BRZMI WIĘC: 

CZY BÓG JEST MUZYKĄ? 

CZY JEDYNIE STWARZA POPRZEZ MUZYKĘ?





ZABAWY I REKREACJE
CZAS WOLNY I WAKACJE
(Czyli jak dusze spędzają swój wolny czas?)




Kiedyś słuchałem wypowiedzi pewnego mężczyzny w jednym z programów telewizyjnych, który mówiąc o Niebie i Piekle stwierdził, iż wolałby po śmierci pójść do piekła, gdyż: "Tam przynajmniej coś by się działo, a w Niebie to tylko modlitwa, śpiew i kompletna nuda". Tak, właśnie takie przeświadczenie (dotyczące tego co mogłoby nas spotkać w Niebie) ma bardzo wiele osób, które myślą o śmierci i Niebie jako o czasie nieustannej modlitwy, śpiewów dla Boga i braku jakichkolwiek ziemskich przyjemności. Choć i od tego są wyjątki - słuchałem też pewnego zaproszonego do studia telewizyjnego księdza, który zaprzeczał takim wyobrażeniom Nieba. Powiedział wprost do owego pana, który twierdził właśnie że Niebo "to kompletna nuda", iż: "Tam, jeśli zapragniesz napić się kieliszek dobrej wódki, to ten kieliszek już na Ciebie czeka. Potem kolejny i kolejny, pijesz do woli. Podobnie z innymi Twoimi pragnieniami - jeśli tylko je sobie zamarzysz one się spełnią". Cóż, wraz ze śmiercią ciała nie umiera przecież pamięć przeżytych w nim (miłych i niemiłych) chwil - zabieramy je ze sobą w "Zaświaty" (gdyby było inaczej, wówczas istota narodzin człowieka w formie materialnej - nie miałaby najmniejszego sensu). Pamięć zapachów, obrazów, dźwięków, pamięć piękna morskiej toni, wspaniałości górskich widoków, ukwieconych ogrodów, wykwintnych potraw i napojów, wreszcie pamięć dotyku ludzkiego ciała - to wszystko zabieramy ze sobą do "Świata Dusz". A "Tam" to wszystko powtarzamy... tylko "bardziej".


RÓŻNE KULINARNE PRZYSMAKI, KTÓRYCH PAMIĘĆ ZABIERAMY ZE SOBĄ PO NASZEJ "ŚMIERCI"

















Jak zatem dusze w "Zaświatach", spędzają swój wolny od zajęć szkolnych i nauki - czas? Odpowiedź oczywiście brzmi - bardzo różnie. Są dusze które pragną ten czas spędzać w gronie swych Przyjaciół ze swojej grupy docelowej, lub także z innych grup, a są dusze które po intensywnych ćwiczeniach przygotowujących do nowego życia na Ziemi, wybierają wówczas wypoczynek w samotności. Co ciekawe - są dusze które bawiąc się ze sobą, często też... flirtują. Zdarza się tak, gdy na przykład spotykają się w czasie wolnym dusze z dwóch, lub kilku różnych grup. Często wówczas dochodzi do głosu pamięć przeżytych chwil z fizycznego świata. Dusze wówczas urządzają wspólne "pikniki na trawie" i wzajemnie się poznają (podczas nauki w klasach czy przebywaniu w swoich grupach, dusze z jednej grupy docelowej nigdy nie łączą się z duszami z innych grup). Na takich "piknikach" i zabawach dusze ukierunkowane żeńsko i męsko wzajemnie ze sobą flirtują, tak jak kobieta, która poddana hipnozie mówi: "Wraz z moimi przyjaciółkami straszymy "męskie" dusze, że jeśli nie będą traktować nas odpowiednio, to w kolejnym życiu... zostaniemy ich żonami". Oczywiście to, że dana dusza ukierunkowana jest męsko czy żeńsko, nie oznacza że nie będzie ona wybierała przeciwstawnych sobie płci fizycznych, np. pewna kobieta (którą kiedyś już opisywałem), o duszy ukierunkowanej żeńsko - w jednym z poprzednich żyć wybrała sobie ciało potężnego mężczyzny - wikinga, który w VIII wieku - rabował, zabijał, gwałcił. Mówiła hipnoterapeucie: "To było wspaniałe ciało, tak wielkie, potężne, silne i wytrzymałe. Bardzo je lubiłam, gdyż wszyscy się mnie bali i byli mi posłuszni - także kobiety, które oddawały mi się same, lub niewoliłam je".

Częściej jednak dusze wybierają ciała takie, które zgodne są z ich "ukierunkowaniem" (lub też wymieniają płeć fizyczną swych kolejnych inkarnacji co kilka wcieleń). Te wzajemne spotkania są nie tylko powodem do flirtu, lecz również do wspominania wcześniej razem przeżytych chwil w ziemskich wcieleniach. Inna kobieta poddana hipnozie tak to opisuje: "Spacerujemy po pięknym, pełnym najróżniejszych kwiatów ogrodzie, pluskamy się w fontannie, wypełnionej przepiękną płynną energią - przypominającą wodę. Razem z moimi Przyjaciółkami z grupy wspólnie moczymy w niej nogi, a śmiejąc się opowiadamy sobie zabawne historie z naszych poprzednich wcieleń". Pikniki, zabawa, wspólne spacery, wyścigi (kto szybszy), kąpanie się w morzu lub jeziorze, radość, śmiech, moczenie stóp w fontannie, anegdoty - jest bardzo wiele przykładów wspólnego spędzania czasu przez dusze z tej samej, bądź różnych sobie grup, które jednak wypoczywają wspólnie i nie koniecznie muszą to być grupy, z którymi dana dusza wchodzi (lub wchodziła) w jakieś interakcje za życia. Nie zawsze tak jest, chociaż należy pamiętać że to, co nie dotyczy jednej duszy, może dotyczyć innej z tej samej im grupy docelowej. Pewien mężczyzna będący w stanie hipnozy, tak to opisuje: "W tych przelotnych chwilach odpoczynku, najbardziej podoba mi się ich spontaniczność. Można wówczas z łatwością spotkać kogoś, z kim zechcemy zostać skojarzeni w przyszłym lub kolejnym życiu".

Są jednak też i dusze, które uciekają od wspólnych zabaw i flirtów i wybierają odosobnienie. Ma to często związek z odgrywanymi w życiu wyczerpującymi rolami, które znacznie nas wymęczają. Także gwałtowna śmierć jest tego przykładem, gdyż wiąże się ona z pewnym ubytkiem energetycznym, co prowadzi do ponownej stopniowej regeneracji duszy (Dlatego też bardziej zaawansowane dusze opuszczają ciało nim jeszcze zdąży ono naprawdę umrzeć, po to właśnie by... nie tracić niepotrzebnie energii. Podam przykład - gdy następuje poślizg i samochód spada z urwiska na pobliskie skały - wówczas dusza zaawansowana, wiedząc że ciała tego, które znajduje się w pojeździe, nie da się już uratować, opuszcza je nim dojdzie do zderzenia z ziemią lub wodą. Wówczas zachowuje całą swą energię i nie przeżywa powolnego konania w morskiej toni).

Przypadek który wyżej opisałem, dotyczył pewnej kobiety, która jako młoda dziewczyna w dzień swoich osiemnastych urodzin, wybrała się ze swoim chłopakiem na przejażdżkę jego nowym samochodem. Bardzo go kochała (był w "Zaświatach" jej Bratnią Duszą - a to jest niczym połówki tego samego owocu, bratnie dusze są dla siebie niezwykle istotne) i długo przygotowywała się do tego dnia, który jej rodzice zorganizowali w jednym z najlepszych lokali w mieście. Na przyjęciu, zgodnie z poleceniem jej rodziców - nie miało być alkoholu, jednak jej chłopak wraz z kolegami przemycił tam dużą ilość wódki. Tańcząc z nią, zaproponował jej w pewnym momencie by razem "wyrwali się z przyjęcia". Zgodziła się, choć "coś" podpowiadało jej by tego nie robiła. Zabrał ją do swego samochodu, zaczęli się całować i pieścić. On jednak, aby się popisać, postanowił zabrać ją na przejażdżkę swoim nowym autem. Wyjechali poza miasto, a on już wcześniej wypił dużą ilość alkoholu. Tym bardziej prawie nie patrzył na drogę, trzymając kierownicę jedną ręką a drugą dotykając twarzy i ciała swej dziewczyny. Gdy ta poprosiła go by zwolnił nie posłuchał jej, a zakręty stawały się coraz ostrzejsze. Wreszcie przy kolejnym nie wyhamował i spadli razem z wysokości do morza. Gdy relacjonowała te wydarzenia hipnoterapeucie, jej ciało było całe niespokojne, nie mogła usiedzieć, dostała drgawek. Powiedziała że jej dusza nie chciała opuszczać ciała, tonęła więc powoli i boleśnie - te przeżycia odcisnęły się bardzo traumatycznie na jej Energii, co spowodowało że musiała ją po powrocie do "Świata Dusz" - odbudować. Zaś dusza jej chłopaka... wyszła z ciała nim doszło do uderzenia w taflę wody, przez co nie cierpiał tych bolesnych przeżyć powolnego konania.

Takie dusze wybierają więc w czasie "przerwy" od zajęć - samotność, gdyż pociąg do ciszy i spokoju stanowi dla duszy rodzaj mentalnej kontemplacji, pozwalającej jej ujrzeć "siebie samego". Skłonność dusz do samotnego przebywania nie jest jakimś defektem duszy (tak naprawdę to dość duża liczba dusz preferuje po okresach nauki - samotne spędzanie czasu), lecz wynika z przemożnej potrzeby pozostania w uświęconej sferze czystej myśli i usiłowania zbliżenia się do Źródła, które Nas zrodziło. Dusze "samotników" bardzo często są specjalistami w jednej z ulubionych przez siebie dziedzin i potrafią wnosić wielki wkład w pomoc innym... w swojej, określonej dziedzinie. Samotność też nie oznacza wcale bezczynności - dusze po prostu inaczej spędzają wolny czas, jak mężczyzna, który pod wpływem hipnozy wyznaje: "Podczas chwili wytchnienia od zajęć, zajmuję się dla relaksu tworzeniem wstęg energii, które potem splatam w gobeliny mojego poprzedniego życia oraz żywotów innych ludzi z którymi miałem kontakt za życia. Dzięki temu ukazuję bogactwo naszych wspólnych przeżyć i doświadczeń, które lśni niczym najpiękniejszy obraz. A wszystko tworzę z pomocą energii mojej Myśli".

Ale są też dusze, które (w ramach wypoczynku) wybierają... powrót na Ziemię. Dusze takie wybierają te miejsca, w których przyjemnie spędzały czas za życia i które bardzo polubiły. Co ciekawe, dusze przybywając na Ziemię i udając się do swoich ulubionych miejsc, nie czynią tego w ramach nauki lecz właśnie wypoczynku, relaksu, można by powiedzieć - wakacji. A to oznacza że mogą doświadczyć wielu przyjemności. Co mam na myśli? Mianowicie, jeśli dusza przybywa do swego ulubionego ziemskiego środowiska, na przykład - nad piękną nadmorską plażę, leżącą w urokliwej lagunie - może ona doświadczyć tych samych przyjemności, które przeżywała za życia. Jak to? - spytamy. To samo pytanie postawił jeden z hipnoterapeutów, gdy mężczyzna poddany hipnozie, zaczął opowiadać że czuje przyjemność stojąc nogami w wodzie, której fale łagodnie muskają mu stopy. Hipnoterapeuta zapytał więc: "Jak możesz doświadczać przyjemności uczucia morskiej wody, skoro nie posiadasz fizycznego ciała?". Mężczyzna odpowiedział: "Wszystko zależy od tego, ile Energii zabierzemy ze sobą na Ziemię", "Czyli ilość zebranej przez Ciebie Energii, świadczy o uczuciach, jakich możesz doświadczać na Ziemi?" - zapytuje dalej hipnoterapeuta - "Tak, ale nie bierzemy Jej dużo, z reguły jakieś 5 procent całości, ja nawet biorę jeszcze mniej".

"I to wystarczy, byś ponownie mógł odczuć fizyczną przyjemność morskiej piany?" - zapytuje dalej - "Nie tylko piany, czuję na sobie promienie słońca i mogę się wygrzewać w jego blasku. Mogę ponownie kąpać się w morzu i latać wśród mew - to wspaniałe uczucie" - odpowiada mężczyzna. "A co by było, gdybyś zabrał ze sobą 100 procent swojej Energii?" - zapytuje dalej hipnoterapeuta, "Oczywiście możemy to zrobić, ale nie jest to wskazane, gdyż po prostu nie powinniśmy... straszyć innych ludzi naszym nagłym pojawieniem się". "To znaczy że wówczas przypominalibyście duchy?" - "Nie wiem czy to jest dobre porównanie, ale tak, bylibyśmy na wpół przezroczyści, lecz jednocześnie widoczni dla innych ludzi". "Czy to znaczy że mógłbym wówczas Cię dotknąć i poczułbyś to?" - "Nie, nie poczułbym żadnego fizycznego dotyku, ani ludzkiego, ani jakiegokolwiek innego. Powiem więcej -mógłbyś na przykład przeze mnie przejść, gdybym wylegiwał się na plaży, a ja bym tego nie odczuł. To co odczuwamy, to jedynie pewne fizyczne przyjemności nie generowane przez żadną z żywych istot. W ogóle żaden kontakt fizyczny z żyjącą osobą nie jest możliwy, a odczuwamy tylko to - co chcemy poczuć". "A czy ja mógłbym "coś" poczuć, gdybym przeszedł przez Ciebie na plaży?" - zapytuje dalej hipnoterapeuta - "Niektórzy ludzie mogą "coś" odczuć, ale nie widząc nic, co mogłoby być powodem tego "uczucia" - szybko to zlekceważą. To są jednak wyjątki - ogromna większość nie czuje zupełnie nic".

Są też dusze, które ponownie pragną odwiedzić swych żyjących bliskich. Każdy z Nas w chwili śmierci zachowuje pamięć swego ziemskiego życia, a wraz z nią - pamięć o naszych ukochanych bliskich. Ta pamięć nie zanika w "Świecie Dusz", wręcz przeciwnie ona się rozwija. Lecz wizyta na Ziemi i chęć ponownego ujrzenia najbliższych nam niegdyś osób - może być... niemiłym doświadczeniem dla duszy. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że dusza musi wziąć pod uwagę kwestię upływu czasu, jaki minął od śmierci jej fizycznego ciała, do chwili ponownych "odwiedzin" żyjącej rodziny. To wiąże się jednak z pewną zmianą mentalności, czyli zmianą "zapisu zarejestrowanego" w Umyśle duszy, na ten, który ujrzała teraz. Oczywiście, ten pierwotny zapis nie zatrze się i nie zginie, lecz będzie korygowany z tym nowszym - to może, ale nie musi przynieść duszy satysfakcę z odbytej (nostalgicznej) podróży. Powiem więcej, takie doświadczenie może nawet spowodować że dusza zrezygnuje z dalszych "wakacyjnych" podróży na Ziemię i postanowi swój wolny czas spędzać inaczej. Oczywiście to żadna katastrofa, ale dla danej duszy ma znaczenie w postaci zmiany (a nawet zepsucia) sobie dawnych, idyllicznych wspomnień szczęśliwych lat spędzonych w gronie najbliższych jej osób. Zresztą dusze które odbywają "wakacyjną wycieczkę" na Ziemię, mogą na niej spotkać "zgrywusów", czyli dusze pochodzące z innych planet i na nich inkarnujące, zaś na Ziemię wpadające po to tylko, by się pośmiać i zrobić żyjącym kilka "psikusów". Taka dusza odgania więc te "złośliwe duszki" (one bywają złośliwe, ale tylko dlatego że pragną się zabawić, rozerwać, nie są jednak złe - o czym należy pamiętać) by nie przeszkadzały jej w wypoczynku i nie prześladowały dla zabawy innych ludzi. To również może być powodem niechęci wybierania przez duszę Ziemi, jako miejsca wakacyjnego wypoczynku.

Aby więc uniknąć owych spotkań i oglądać przemijający czas, który poczynił wielkie zmiany wśród naszych żyjących bliskich, dusze wybierają jeszcze inną drogę wakacyjnego wypoczynku - mianowicie same generują w "Świecie Dusz" takie środowisko, jakie jest zapisane w ich Umyśle. Tym szczęśliwym chwilom pragną nadać niepowtarzalne znaczenie, dlatego też kształtują wszystko od nowa, w taki sposób, jaki istnieje w ich pamięci. Każda dusza ma w "Świecie Dusz" miejsce tylko dla siebie, takie którym może swobodnie dysponować i je do woli kształtować. Miejsc takich może być... bardzo wiele, gdyż po każdym kolejnym życiu dochodzą następne przyjemne wspomnienia i pozostaje chęć ich kontynuacji. Tak więc dusze mogą sobie w "Zaświatach", tworzyć takie środowisko, jakie zapragną - może to być na przykład - rodzinny dom w okolicy w której dusza spędziła szczęśliwe dzieciństwo, mogą to być krajobrazy - drzewa, łąki, jeziora, lasy, wszystko co tylko sprawiało duszy przyjemność za życia. Może to być również rodzinne miasteczko, z jego ulicami, skwerami, domkami wszystkim tym - czego dusza doświadczała i co zapamiętała. Dusza nie ma najmniejszych problemów z "odtworzeniem" tych miejsc w "Zaświatach", gdyż wystarczy jej do tego jedynie posiadana pamięć. Potem już z górki, wystarczy po prostu nakierować strumień Energii na obrazy które zachował Umysł, by z powrotem powołać je do istnienia (tak to mniej więcej wygląda wg. opisu hipnotycznego), choć... trzeba w tym wszystkim też trochę wprawy, tak więc często odbywa się to pod okiem Przewodnika (gwoli prywaty, pragnę jeszcze nadmienić że moja babcia - na kilkanaście dni przed swoją śmiercią, leżąc już w szpitalu - mówiła do mnie o jakimś domku, który znajdował się w środku lasu na który padał blask słońca, chociaż ja niczego takiego nie byłem w stanie sobie przypomnieć, bo żadnego takiego domu nie mieliśmy. Ale babcia konsekwentnie mówiła że ja tam byłem wraz z moją mamą. Dopiero gdy zmarła, zaczął mi się w pamięci kształtować obraz tego domku - ale to już zupełnie inna historia).




To jest prawdziwy "plac zabaw" dla duszy. Można tam stworzyć wszystko, włącznie z ulubionymi za życia zwierzakami (o duszach zwierzęcych i o tym co się z nimi dzieje, również opowiem w dalszych częściach tej serii). Dusza może tam też przybrać takie ciało, jakie posiadała we wcześniejszych wcieleniach (nie musi to być wcale ten ostatni żywot). Inne dusze bardzo często przybywają do tych stworzonych (na obraz i podobieństwo) miejsc, by wspólnie odtwarzać przyjemne doświadczenia z przeszłych wcieleń. Dusze mogą odtwarzać wszystkie przyjemne za życia doświadczenia (pisząc "WSZYSTKIE" mam na myśli naprawdę wszystko), mianowicie nawet (co może na pierwszy rzut oka wydawać się dosyć dziwne, lecz zaraz wyjaśnię iż wcale takim nie jest) przyjemność seksualną. Dlaczego "przyjemność seksualną" i jak to możliwe, skoro dusza nie posiada fizycznego ciała? Nie musi go posiadać (naprawdę nie musi), wystarczy jej Umysł i zapisane w Nim przyjemne wspomnienia, choćby nawet i te seksualne - to wszystko można bowiem ponownie odtworzyć. W "Świecie Dusz" niemożliwe jest żadne oszukiwanie samego siebie i choć fakt nieposiadania fizycznego ciała zaopatrzonego w system nerwowy sprawia iż dusze nie mogą doznawać "Tu" żadnych wrażeń dotykowych, to jednak pamięć pełni doznań zmysłowych (w tym i erotycznych) jest możliwa dzięki sile dwóch całkowicie złączonych ze sobą umysłów. Miłość jest bowiem pragnieniem pełnego zjednoczenia się z Jej przedmiotem, a fizyczna ekspresja odtwarzana ponownie w ciałach, przypominających biologiczne - stanowi jeden z Jej elementów.


CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XV

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XII



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XII





SŁOWIANIE W ANATOLII, NA BLISKIM WSCHODZIE I W EGIPCIE 
(ok. 1200 r. p.n.e. - ok. 1180 r. p.n.e.)
Cz. VII



BLISKI WSCHÓD W OGNIU SŁOWIAŃSKICH ŻAGIEW
(ok. 1200 r. p.n.e. - 1170 r. p.n.e.)
Cz. VIII


 



EGIPT
DRUGA INWAZJA
(ok. 1178 r. p.n.e.)



Ok. 1185 r. p.n.e. (1186 r. p.n.e.) na egipski tron wstąpił młody władca, syn Setnachta, założyciela nowej XX Dynastii, który przybrał sobie imię Ramzesa III (oczywiście mając w pamięci fakt, że starożytni Egipcjanie nie stosowali numerycznego rozróżniania poszczególnych władców). Ten młody władca we wszystkim nawiązywał do swego wielkiego poprzednika - Usermaatre Setepenre Ramzesa (II) Meriamona (zwanego po prostu Ramzesem II Wielkim), po którego śmierci (ok. 1213 r. p.n.e.) Egipt zaczął doświadczać coraz większego kryzysu i upadku swej dotychczasowej, mocarstwowej pozycji. Co prawda jeszcze syn Ramzesa II - Bienre Meriamon Merenptah Hetephermaat (czyli Merenptah) zdołał utrzymać polityczną stabilność kraju i prowadził szeroką działalność budowlaną (m.in. budowa swojej świątyni grobowej, rozbudowa świątyni Ptaha w Memfis i umocnienie tego miasta, a także rozbudowa portu w Heliopolis), powstrzymał też pierwszy najazd "Ludów Morza" (ok. 1207 r. p.n.e.), jednak gdy zmarł (ok. 1203 r. p.n.e.) tron Egiptu przywłaszczył sobie (z pominięciem prawowitego następcy tronu - syna Merenptaha - księcia Setiego) niejaki - Amenmes (jego pełne tronowe imię brzmiało: Menmire Setepenre Amenmose), wnuk Ramzesa II (ponoć syn jego córki o imieniu - Tachat). Odsunął on Setiego na dalszy plan podstępem, organizując po śmierci Merenptaha jego uroczysty pogrzeb i od razu koronując się podwójną biało-czerwoną koroną na króla Obu Krajów (Górnego i Dolnego Egiptu). Seti musiał wówczas być nieobecny w Pi-Ramzes i gdy dowiedział się co zaszło, było już za późno i musiał uznać władzę swego kuzyna. Amenmose nie był jednak przygotowywany do objęcia tronu (nawet jako jeden z możliwych kandydatów), a świadczy o tym fakt, iż jego żoną była kobieta nie spokrewniona z rodziną panującą, a nosiła ona imię Bekenurel. Rządy Amenmose nie trwały długo i już w pięć lat po objęciu władzy złożony został do swego grobu w Dolinie Królów. Teraz znów nadszedł czas Setiego, który koronował się jako: Usercheperure Meriamon Seti (II) Meneptah. Zaraz też po odprawieniu ceremonii pogrzebowych swego poprzednika, zaczął usuwać wszelkie jego inskrypcje z kartuszy i pomników i nazwał go uzurpatorem (grobowiec Amenmose celowo też nie został dokończony, co miało świadczyć o jego uzurpacji, czyli zamachu na "Boską Linię Królów"). Seti II miał wówczas ponad pięćdziesiąt lat i trzy oficjalne żony - Tachat (nie należy jej łączyć z córką Ramzesa II o tym samym imieniu), Tauseret oraz Tiję. To ta ostatnia dała mu syna, który przeżył wiek młodzieńczy i objął tron po śmierci swego ojca (mówi się że Seti II panował sześć lat, ale z pewnością zalicza się tutaj lata od śmierci jego ojca - Merenptaha, podczas których Seti był odcięty od władzy przez swego kuzyna Amenmose, a gdy objął tron, panował zapewne nie dłużej, jak kilkanaście miesięcy, może rok), a zwał się Ramzesem-Siptahem.

W chwili objęcia władzy (ok. 1197 r. p.n.e.), Ramzes-Siptah był jeszcze dzieckiem, przeto rządy w jego imieniu objęła Wielka Małżonka Królewska (po śmierci Tachat była nią Tauseret), matka pierwszego syna i następcy tronu Setiego II - Setiego-Merenptaha, który jednak nie doczekał chwili intronizacji i zmarł na krótko przed swym ojcem. Tak więc realnie rządy nad państwem spoczęły teraz w ręku kobiety, która dodatkowo nie była matką panującego władcy, lecz jego macochą. Tauseret uczyniła naczelnym skarbnikiem państwa swego kochanka o imieniu Baj (wcześniej pełnił on funkcję nadwornego pisarza) i obaj wspólnie zarządzali Egiptem. Baj doszedł do takiej władzy, że otrzymał prawo wykucia własnego grobu w Dolinie Królów (pozycja KV13), ale Egipcjanom nie żyło się wówczas dobrze i źle wspominali potem ten okres: "W Egipcie zabrakło władzy, każdy sam sobie stanowił prawo. Przez wiele lat nie było bowiem panującego, póki nie nastał czas innych. Egipt podzielili między siebie dostojnicy i naczelnicy osad, a każdy mordował drugiego, bogatego czy biednego. Potem nastał inny ród panujący w pustych latach. Przyłączył się do niego Syryjczyk Jarsu, pełniący wysoki urząd. Na całym kraju położył rękę jako zarządca: i on, i tamci połączyli się, by grabić ludzi! A bogów traktowano nie lepiej niż ludzi: w świątyniach nie składano już ofiar" (Papirus Harris I 75.2-6). Gwoli wyjaśnienia pragnę nadmienić że zdanie "przez wiele lat nie było bowiem panującego" odnosi się do egipskiej tradycji, która rządy uzurpatorów kazała określać jako stan bezkrólewia, zaś ów Syryjczyk Jarsu, który jest tu wymieniony, to z pewnością ów skarbnik i królewski kochanek - Baj, który musiał zmienić imię na egipskie aby móc objąć jakikolwiek urząd i zostać pochowany na egipskiej ziemi. Ok. 1194 r. p.n.e. (po upływie trzech lat) Ramzes-Siptah (zapewne za radą swojej matki lub ludzi, którzy pragnęli odsunąć od władzy królową Tauseret i jej syryjskiego pomagiera) zmienił swe imię i zwał się odtąd Merenptah-Siptah. W zasadzie nie wiadomo czym miała być podyktowana zmiana królewskiego imienia, gdyż nie pociągnęła ona za sobą żadnego wzmocnienia pozycji panującego władcy kosztem regentki? Prawdopodobnie więc projektowany zamach haremowy nie doszedł do skutku, a Tauseret okazała się zbyt silna, aby można było ją obalić, przeto młodemu władcy pozostała wówczas jedynie zmiana imienia. Zresztą zmarł on po upływie kolejnych trzech lat (ok. 1191 r. p.n.e.) i teraz to Tauseret (podobnie jak prawie trzysta lat wcześniej królowa Hatszepsut) koronowała się na władcę Egiptu. Była drugą kobietą która przywdziała białą koronę Górnego i czerwoną koronę Dolnego Egiptu (i zaledwie jedną spośród czterech kobiet, które w ciągu tysiąca lat władały Krajem Piramid). Gdy tylko zabalsamowane ciało Merenptah-Siptaha złożone zostało do grobu, królowa kazała zniszczyć jego kartusz, a świątynię (podobnie jak w przypadku Amenmose) pozostawić nieukończoną. Była to zapewne jej prywatna zemsta za nieudaną próbę zamachu stanu sprzed trzech lat.




Jej rządy też jednak trwały krótko bo zaledwie trzy lata, ale okres regencji i panowania został zaliczony, gdyż rządy Tauseret odnotowano zarówno na Synaju, jak i w Palestynie, a ona sama kazała sobie zbudować grobowiec w Dolinie Królów i świątynię grobową na południe od Ramasseum. Zmarła ok. 1188 r. p.n.e. i zastąpił ją na tronie faraonów założyciel kolejnej, XX Dynastii - Userchaure Setepenre Meriamon Setnacht, który ponoć przywrócił porządek w kraju po latach chaosu. Po złożeniu do grobu królowej Tauseret, obalił on Syryjczyka Baję, skazując go na śmierć. Przejął świątynię grobową poprzedniej królowej i poza tym nic więcej nie wiadomo o jego rządach. Panował bowiem też bardzo krótko - zaledwie dwa lata (do ok. 1286 r. p.n.e.). Po nim zaś tron objął jego syn - Ramzes, który koronował się jako: Usermaatre Meriamon Ramzes (III). Ten młody władca - jak już wspomniałem - wzorował się na swym sławnym poprzedniku z poprzedniej Dynastii - Ramzesie II Wielkim i można powiedzieć, że on również zasłużył sobie na ten sam przydomek. Czasy w których przyszło mu żyć i panować nie należały bowiem do łatwych, jako że dramatycznie zmieniała się sytuacja międzynarodowa wokół Egiptu. Państwo Hetytów pod rządami Supiluliumy II właśnie się rozpadało pod ciosami najezdniczych ludów z Północy, Syria i Kanaan również przeżywały kryzys i podatne były na podobne ataki. Słabła też Babilonia pod rządami Meli-Szipaka, który zmuszony został do złożenia hołdu władcy Elamu - Szutruknahnutne. Asyria również przeżywała rozpad władzy centralnej po śmierci wielkiego Tikulti-Ninurty I (ok. 1207 r. p.n.e.), bowiem jego syn (Aszur-nadin-apli) i bratanek (Aszur-nirari III) nie byli w stanie oprzeć się potędze kapłanów boga Aszura i arystokracji wojskowej, do której doszła również w tym czasie arystokracja biurokratyczna. W takiej to sytuacji osłabienia bliskowschodnich struktur państwowych, na arenę dziejów wkroczyły tzw.: "Ludy Morza", czyli przybysze z odległych, północnoeuropejskich ziem, którzy wypchnięci z własnych terenów (z pewnością ogromny wpływ na tę migrację miała bitwa w Dolinie Dołęży z ok. 1250 r. p.n.e., która odkryta została dopiero kilka lat temu i już ogłoszona... jedną z największych bitew starożytności) szukali teraz nowych ziem pod osiedlenie. Z perspektywy Egiptu sytuacja była jednak o tyle groźna, że agresja "barbarzyńców" groziła temu krajowi zarówno od Zachodu jak i od Wschodu.




Ramzes III doskonale zdawał sobie z tego sprawę, a pragnąc zwycięstw i sławy swego wielkiego imiennika, postanowił uprzedzić atak. W piątym roku swego panowania (ok. 1181 r. p.n.e.) wyruszył na Libię (lud Tehenu), skąd prawie trzydzieści lat wcześniej doszło do inwazji na Deltę zarówno lokalnych plemion, jak i przybyłych na swych okrętach z Północy plemion - Szardanów oraz Lukka. Kampania ta jednak nie zakończyła się zwycięstwem i Egipcjanie musieli się stamtąd wycofać. Teraz ruch należał do "barbarzyńców", którzy w ósmym roku rządów Ramzesa III (ok. 1178 r. p.n.e.) uderzyli w lądowo-morskim najeździe na Egipt. Szardanowie i Lukka maszerowali drogą lądową z Kanaanu na Deltę, zaś plemiona Szakalasz, Maszuasz, Akauasz i Tursza atakowały od strony morza. Był to niszczycielski najazd, który miał zaważyć na dalszych losach Egiptu. Celem najeźdźców było zdobycie Memfis (które to miasto znów stało się głównym ośrodkiem Egiptu, po przeniesieniu tam władzy z Pi-Ramzes za czasów Setnachta). Ramzes III zgromadził swą armię na Synaju i pomaszerował z nią do południowej Palestyny, gdzie w rejonie miasta Aszkelon napotkano siły nieprzyjaciela. W bitwie pod Aszkelonem Egipcjanom udało się zatrzymać pochód Ludów Morza, ale poniesiono tam też spore straty liczebne. W każdym razie najeźdźcy zawrócili a Egipcjanie nie mieli siły, aby ich ścigać i również powrócili do siebie. Tymczasem w rejonie Delty atakujące plemiona próbowały przedostać się od strony morza na egipskie wybrzeże i również w ten sposób opanować Memfis. Stała tam jednak już egipska flota i w bitwie morskiej o Deltę najeźdźcy także zostali pokonani. Ramzes - ogromnym kosztem -zdołał ocalić swój kraj i na swoje konto zapisał dwa wspaniałe zwycięstwa. Niestety, nie zostały one dostatecznie wykorzystane, jako że Ludy Morza nie zostały definitywnie rozbite, a jedynie zmuszono je do odwrotu. Pozwoliło to potem tym plemionom osiedlić się na stałe zarówno na Wschodzie (Kanaan a szczególnie Kraj Nadmorski), jak i na Zachodzie (Libia), co w późniejszych latach uniemożliwiło Egipcjanom odrodzenie swojej mocarstwowej polityki i ponowną ekspansję w kierunku Palestyny i Libii. Doprowadziło to do swoistej filistyńskiej dominacji w Kanaanie, która trwała nieprzerwanie przez 250 lat i zakończyła się dopiero wraz z najazdem faraona Szeszonka I (z Dynastii libijskiej - dynastii "jasnowłosych" i "błękitnookich" Libijczyków, co samo w sobie stanowi kuriozum) w 925 r. p.n.e. Egipcjanie byli w stanie pobić najeźdźców, ale nie potrafili ich ostatecznie pokonać, co też doprowadziło do sytuacji, w której Egipt realnie utracił swoje wpływy w Palestynie i sprowadzony został do roli państwa które musiało się liczyć z miastami-państwami filistyńskiego Pentapolis a nawet z Libijczykami. Czy było to więc zwycięstwo o jakim marzył faraon? Wydaje się że nie, choć Ramzes III na tym nie poprzestał i w jedenastym roku swego panowania (ok. 1175 r. p.n.e.) ponownie wyprawił się na Libię, a jeśli wierzyć jego reliefom ze świątyni grobowej w Medinet Habu, odniósł tam kolejne zwycięstwo. Do egipskiej niewoli dostało się wielu libijskich jeńców, którym wypalano teraz na ciele piętno ich niewolniczego stanu, a stada i dobytek jaki posiadali, zapełniły majątek faraona oraz egipskich świątyń.




Były to jednak już ostatnie lata egipskiej chwały. Wkrótce potem ukończono świątynię grobową faraona w Medinet Habu (12 rok jego panowania) na której to przedstawiono wszystkie te sceny rodzajowe walk Egipcjan z najeźdźcami (pokazano tam również Syryjczyków, Hetytów i Nubijczyków, aby jeszcze bardziej rozsławić egipski triumf, choć oni akurat udziału w walkach nie brali - co prawda znalazłem wzmiankę o pewnym oddziale Hetytów który dotarł wówczas do Kadesz, ale o jakichkolwiek walkach z Egipcjanami nic tam nie ma, tym bardziej że państwo Hetytów w tym właśnie czasie... już nie istniało). Co ciekawe, kryzys Egiptu powrócił wkrótce po tym sławnym zwycięstwie i przejawiał się zarówno w gospodarce (np. królewscy robotnicy w Deir el-Medina całymi tygodniami nie otrzymywali swej zapłaty - wypłacanej wówczas w postaci niezbędnego zaopatrzenia), jak również w próbach buntu społecznego i niepewności co do lojalności urzędników. Przede wszystkim jednak prawdziwy bunt zrodził się w samym haremie, gdzie ok. 1155 r. p.n.e. jedna z żon władcy, imieniem - Tiji, aby utorować drogę na tron dla swego syna - Pentuara, opracowała plan zamachu na życie władcy, który powiódł się jedynie częściowo. Co prawda spiskowcom udało się zamordować Ramzesa III (jego mumia długo nie wykazywała żadnych oznak przemocy fizycznej, ostatecznie jednak archeolodzy i patomorfolodzy dopatrzyli się nacięcia na kręgu szyjnym; czyli władca ten zginął, gdy podcięto mu gardło), ale już im się nie udało wprowadzić na tron Pentuara, gdyż starszy syn zamordowanego - Ramzes, sam objął tron i koronował się jako: Hekamaatre Setepenamon Ramzes (IV). Wytoczył on natychmiast proces wszystkim autorom haremowego spisku, na którym to zapadło wiele wyroków śmierci (niektórzy ze spiskowców zostali zmuszeni do popełnienia samobójstwa jeszcze podczas procesu), tak stało się chociażby z Tiji i jej synem Pentuarem (co do Tiji nie ma stuprocentowej pewności, istnieją tylko przypuszczenia; Pentuar natomiast został zmuszony do honorowego samobójstwa, aby nie zostać skazanym na śmierć lub nawet pod danym torturom. Innym ważnym argumentem, który niewątpliwie przemawiał do każdego Egipcjanina, było utrzymanie jego ciała po śmierci w niezniszczonym stanie, gdyż Egipcjanie wierzyli, że aby dostać się do Krainy Bogów, muszą zachować ciało w niezniszczonym stanie - stąd praktyka mumifikacji - jeśli by mu tego odmówiono, mógłby uznać że po prostu po śmierci przestanie istnieć, dlatego też wybrał samobójstwo, aby tylko zachować duszę po śmierci). Ale to już opowieść na zupełnie inny temat, tymczasem my ponownie wróćmy teraz do Kanaanu, gdzie przyjrzymy się tworzeniu i umacnianiu filistyńskiej dominacji w Palestynie.




CDN.

HENRYK VIII I JEGO ŻONY - Cz. X

  OD KATARZYNY ARAGOŃSKIEJ  DO KATARZYNY PARR KATARZYNA ARAGOŃSKA (Czyli hiszpańskie noce)  Cz. VIII DZIECIŃSTWO KRÓLOWEJ KATARZYNY Cz. VII ...