WYŚWIETLENIA

30 stycznia 2026

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. VII

CZYLI JAK TO KRÓL
RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV
PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE
CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO
W KONSTANTYNOPOLU





1645 r.
IMPERIUM OSMAŃSKIE
Cz. III


MURAD IV



Rządy sułtana Mustafy I chyliły się ku upadkowi. Janczarzy wciąż domagali się złota, niezadowolenie spahisów sięgnęło dna, gdy okazało się że dostali oni mniejsze nagrody od janczarów i grozili kolejnym buntem jeśli nie zostanie to im wyrównane. Sułtanka Halime nakazała czym prędzej przenieść pustoszejący skarbiec do pałacu sułtańskiego, gdzie przetapiano złote i srebrne naczynia na monety, które następnie ofiarowywano zbuntowanym janczarom i spahisom. Poza tym wiele było nierozwiązanych problemów, które z każdym kolejnym miesiącem przybliżały upadek tej władzy. Bunt w Syrii nie został zakończony, ale poważniejsze znaczenie miało wielkie powstanie w Anatolii pod wodzą gubernatora Erzurumu - Abazy Mehmeda Paszy. Zgromadził on pod swoimi rozkazami znaczną grupę lokalnych mieszkańców, którym obiecał sprawiedliwe rządy i ukaranie wszystkich, którzy brali udział w obaleniu i śmierci prawowitego sułtana - Osmana II. Nowy wezyr Mere Husajn Pasza wysłał przeciwko nim armię złożoną z tzw. "askerów" ("kapi kulu askeri" - czyli łączonych formacji, pozostających na żołdzie sułtańskim), które jednak po dotarciu do Anatolii... połączyły się z wojskami Abazy Mehmeda Paszy, również dążąc do obalenia szalonego sułtana. Tymczasem wielki wezyr zaangażował się w próbę skłócenia janczarów ze spahisami, aby przy pomocy tych drugich, wymordować tych pierwszych. Plan ten się nie powiódł i gdy jego intencje wyszły na jaw, przerażony Abazy Mehmed oddał janczarom całe złoto ze skarbca, aby tylko zachować życie. Nie uchroniło go to jednak przed utratą władzy i 30 sierpnia 1623 r. został usunięty i zastąpiony przez Kemankesza Kara Ali Paszę.

Stan państwa był katastrofalny - skarbiec świecił pustkami, gubernatorzy prowincji odmawiali przysyłania pieniędzy z podatków, twierdząc że nie uznają za władcę szalonego Mustafy I, za którego decyzję podejmuje jego matka i mianowani przez nią wezyrowie. Bunt w Anatolii się rozszerzał, a poza tym znów groził kolejny bunt janczarów i spahisów. Wezyr Ali Pasza zebrał więc we wrześniu ulemów i ogłosił iż konieczna jest zmiana władcy, w przeciwnym razie on sam, wszyscy ulemowie i wyżsi urzędnicy państwowi narażają się nie tylko na kolejne rewolty, ale i na utratę życia. Decyzja zapadła, jednak mufti Konstantynopola wystosował petycję do sułtanki Halime, z prośbą o zbadanie sułtana Mustafy pod kątem możliwości dalszego sprawowania przez niego władzy. Halime wyraziła zgodę i podczas obrad Dywanu sułtan poddawany był kolejnym pytaniom, mającym określić stan jego poczytalności. Zaczęto od prostych pytań, typu "jaki mamy dzień", "jak się nazywa", "kto jest jego ojcem" by przejść do bardziej konkretnych i złożonych pytań, opisujących stan państwa i ewentualne środki, jakie sułtan użyłby do ich rozwiązania. Badanie wypadło negatywnie, co przedstawiono zrozpaczonej sułtance Halime. Mustafa musiał zostać usunięty z tronu, jednak Halime prosiła aby nie robić mu krzywdy, miała powiedzieć: "Posadźcie na tronie kogo chcecie, ale darujcie życie mojego syna". 10 września 1623 r. Mustafa I został usunięty (panował zaledwie 15 miesięcy i 21 dni) a nowym sułtanem ogłoszono 11-letniego syna sułtanki Kosem - Murada, który teraz miał panować jako sułtan Murad IV. Mustafa zaś trafił do swojego trzypokojowego budynku, zwanego Simsirlikiem (było to miejsce bez okien i drzwi, sułtana wprowadzano tam przez otwór w dachu, miał też mniejsze otwory na przyjmowanie pokarmów i opium, którego nie szczędzono zamkniętym tam sułtańskim braciom. Wraz z nim zamknięto w tym budynku dwie zrozpaczone - że do śmierci Mustafy nie ujrzą już słońca - haremowe niewolnice, które miały dbać o jego potrzeby w owej "Złotej klatce". Prawdopodobnie były to Gencinihan Hatun - którą osobiście wybrała i wyszkoliła sułtanka Halime, aby sprawiała przyjemność jej synowi - zapewne też tylko przy niej Mustafa mógł "zachować się jak mężczyzna", gdyż normalnie unikał kobiet i uważany był za człowieka aseksualnego. Drugą z niewolnic mogła być niejaka Zamane, z pochodzenia Gruzinka, do której również przywiązał się Mustafa. Obie, przez kolejne szesnaście lat, aż do śmierci Mustafy, przebywały w Simsirliku jedynie w towarzystwie chorego umysłowo księcia).




Teraz zaczynało się nowe panowanie, szalonego władcę miał zastąpić władca-dziecko, co powodowało iż miejsce jednej kobiety u władzy - sułtanki Halime, zajmie inna - sułtanka Kosem, matka młodego Murada IV. Znów zaczynały się jej rządy, zgarnęła więc całą pulę, choć stan państwa podczas intronizacji jej syna był katastrofalny. Kosem nakazała więc że jego wyniesienie będzie niezwykle skromne i takie też było, aby uzmysłowić mieszkańcom Konstantynopola i Imperium, w jakim położeniu znalazło się państwo. Na jej barkach zostało postawionych teraz mnóstwo problemów trapiących państwo. Sułtan był dzieckiem (który - ponoć - bał się nawet samemu sypiać w swojej komnacie i przychodził spać do matki, która jednak napominała go aby sypiał sam, jak prawdziwy, mężny sułtan, którym według niej miał się stać). W Anatolii i Syrii trwały lokalne powstania, w Bagdadzie zbuntował się aga janczarów - Bekir Subasi, co umożliwiło perskim Safawidom w styczniu 1624 r. zdobycie tego potężnego (będącego w posiadaniu Osmanów od 90 lat) miasta. Poza tym, pieniędzy domagali się janczarzy i spahisi, którzy co prawda we wrześniu roku poprzedniego zrezygnowali z przewidzianej podczas każdej kolejnej intronizacji premii, ale już w kilka miesięcy później domagali się wypłaty zaległych pieniędzy, co zmusiło sułtankę Kosem do sięgnięcia po wewnętrzny - przeznaczony na potrzeby samych sułtanów - skarbiec i zapłacenia złotem za wierność obu formacji. Nieudolność wielkiego wezyra Kemankesza Kara Ali Paszy, spowodowała iż w początkach kwietnia 1624 r. został on pozbawiony urzędu i stracony (gdyż długo ukrywał fakt upadku Bagdadu) oraz zastąpiony Cerkeszem Mehmedem Paszą, który miał za zadanie zdławić bunty i odzyskać Bagdad. Jednocześnie młody sułtan miał obiecać wówczas matce, że osobiście odzyska to miasto (spełnił obietnicę w czternaście lat później - w grudniu 1638 r. ponownie zdobywając Bagdad).

W lipcu 1624 r. w Konstantynopolu wybuchła panika. Okazało się bowiem że zbuntowany gubernator Erzurumu - Abazy Mehmed Pasza, rozbił w bitwie (stoczonej w środkowej Anatolii) siły wysłane przez wezyra Cerkesza Mehmeda Paszy i złożone w ogromnej większości z janczarów. Gruchnęła wieść, że zwycięski Abazy Pasza ruszył na Konstantynopol aby wymordować wszystkich janczarów (uważając ich za sprawców śmierci Osmana II), oraz zrzucić z tronu niepełnoletniego syna Kosem. Informacja o ataku na stolicę okazała się jednak nieprawdziwa, ale już w październiku 1624 r. wybuchła kolejna panika mieszkańców Konstantynopola. Oto bowiem, dosłownie u bram miasta zjawili się - nie widziani od prawie dekady - Kozacy, którzy na swych czajkach przepłynęli Morze Czarne i spalili wioski Buyukdere i Yenikoy. Natychmiast rozpięto łańcuch, uniemożliwiający wpłynięcie okrętom do Złotego Rogu i rozciągnięty między Uskudarem a samym Konstantynopolem, oraz wysłano na Kozaków flotę złożoną z 60 okrętów, oraz lądem 10 000 janczarów. Flota osmańska nie doścignęła jednak Kozaków, którzy uciekli z łupem na morze i wrócili do siebie. Po kilkunastu dniach jednak... ponownie wrócili pod Konstantynopol, jeszcze liczniejsi, paląc i plądrując tereny pod murami stolicy i uprowadzając znaczną liczbę lokalnych kobiet. Nim flota osmańska zebrała się do walki, Kozacy wypłynęli na morze i nie niepokojeni powrócili na Ukrainę. Kosem zagroziła Cerkeszowi Paszy utratą życia, podobnie jak to się stało z Kemenkeszem Ali Paszą, jeśli ten nie ukarze kozackich sprawców napadu na stolicę, lecz nim ten zdołał dojść do ujścia Dniepru, w grudniu gruchnęła kolejna wiadomość, tym razem prawdziwa o ataku sił Abazego Paszy na osmańską stolicę.




Anatolijski watażka zdobył twierdzę Sivas, jednak (po kilku mniejszych potyczkach) uznał że nie zdobędzie Konstantynopola i postanowił zawrócić do Erzurumu. Na czele janczarów podążył za nim Cerkesz Mehmed Pasza, ale ze względu na zimową porę nie dochodziło do walk. Kosem postanowiła jednak inaczej rozwiązać sprawę zbuntowanej Anatolii, a mianowicie zaproponowała Abazemu Paszy przebaczenie win i pozostawienie go na stanowisku gubernatora Erzurumu, pod warunkiem wszakże, że ten zrezygnuje ze swojej zemsty na janczarach za śmierć Osmana II. Abazy Pasza przystał na tę propozycję i porozumienie zostało zawarte a bunt w Anatolii dobiegł końca. Teraz najważniejsza była sprawa odzyskania Bagdadu i ukarania Kozaków za ich śmiałą akcję pod Konstantynopolem. Nim jednak do tego doszło, zmarł Cerkesz Mehmed Pasza (28 stycznia 1625 r.), a jego następcą został w lutym Hafiz Ahmed Pasza. Nowy wielki wezyr zaczął od Kozaków, przeciwko którym wysłał admirała floty - Redżepa Paszę, który dopłynął do ujścia Dniepru i tam oczekiwał kozackich czajek. Okazało się jednak że przybył za późno, gdyż Kozacy już wypłynęli, prawdopodobnie kierując się na Trebizond lub Synopę. Turecki admirał postanowił że poczeka sobie na nich u ujścia Dniepru, gdy będą już wracać z łupami i ich rozbije. Jego okręty stały więc tam przez półtora miesiąca czekając na powrót Kozaków, którzy jednak się nie zjawiali. Przerażony myślą że on sobie tutaj czeka, a Kozacy może ponownie plądrują przedmieścia stolicy, nakazał wypłynięcie flocie wzdłuż brzegów do Konstantynopola. Kozackie czajki napotkał (listopad 1625 r.) na wysokości miasteczka Karaharman, ci, widząc osmańską flotę, ruszyli przeciwko niej i ponieważ posiadali przewagę liczebną (kilka kozackich czajek przypadało na jeden turecki okręt), szybko dopadli osmańską flotę. Doszło do krwawej bitwy, która zakończyła się porażką Kozaków (ponoć z 350 czajek miało powrócić jedynie 30), choć straty floty osmańskiej również były spore - większa część okrętów została albo spalona, albo całkowicie unieruchomiona (uwolniono też chrześcijańskich niewolników, którzy przykuci byli do galer i zmuszeni do wiosłowania), sam okręt admirała Redżepa Paszy cudem uniknął zniszczenia. Sukces ów więc był opłacony ogromnymi stratami.




Wcześniej, bo w lipcu 1625 r. wybuchła w Konstantynopolu epidemia dżumy, która pociągała za sobą szereg ofiar i powodowała wzrost niechęci mieszkańców stolicy i wojska do panowania sułtana Murada IV i sułtanki Kosem. Potrzebowali oni jakiegoś sukcesu, który odwróciłby niekorzystny trend. Kosem ogłosiła więc publiczne modły do Allaha, prosząc go o powstrzymanie dżumy, dodatkowo uwolniła i uniewinniła skazańców, uwięzionych za długi z więzienia Baba Cafer. Ogłosiła też, że wkrótce zamierza wydać za mąż 200 kobiet z haremu, które nie mogły liczyć na względy sułtana-dziecka i które spędziły tam sporo lat (gdy sułtan Murad IV podrósł i zmężniał, ponownie napełnił harem nowymi kobietami, przy czym był dość okrutny, zmuszał np. swoje niewolnice by nurkowały w basenie i długo pozostawały pod wodą, a do tych, które się wynurzały zbyt szybko, strzelał z broni pomiędzy ich głowami. Część niewolnic ze strachu utopiła się, niektóre... zginęły od zabłąkanej sułtańskiej kuli). Teraz miały wyjść za mąż za ludzi z kręgów dworskiej arystokracji, zwanych Osmanli (w przeciwieństwie do pogardliwego określenia - "Turk" - jakim nazywano ubogą, nie posiadającą wpływów ludność państwa osmańskiego, złożoną głównie z mieszczan i chłopów).




Kolejne lata upływały pod znakiem dalszych niepokojów. Z początkiem 1626 r. chan tatarski Mehmed III Girej, wysłał do Konstantynopola swego posła - Zulfikar-agę z prośbą zbudowania u ujścia Dniepru do Morza Czarnego dwóch twierdz, chroniących Chanat przed atakami Kozaków. W liście, wysłanym do sułtana Murada IV, chan krymski pisał iż dotychczasowa twierdza, wzniesiona jeszcze za Sulejmana Wspaniałego, obecnie popadła w ruinę i nie nadaje się do celów obronnych, dlatego też proponował sułtanowi wzniesienie dwóch nowych twierdz granicznych, przy czym budowę jednej brał na siebie, a o zbudowanie drugiej prosił sułtana Murada. Ten poparł propozycję chana i nakazał gubernatorom Iflaku i Bogdanu, dostarczenie wszelkich potrzebnych materiałów do budowy owych twierdz, a na zarządcę robót wyznaczył gubernatora Bośni - Hasana Paszę. Prace budowlane ruszyły w kwietniu 1626 r. Wcześniej jednak należało osuszyć koryto Dniepru, a co za tym idzie, wysiedlić lokalną ludność chłopską, które to zadanie zostało powierzone bejlerbejowi Kaffiru. Pewni swego pohańcy, ruszyli teraz na ziemie Rzeczypospolitej z zamiarem rabowania, palenia i wzięcia jasyru. Prawie 15 000 Tatarów pustoszyło ziemie Ukrainy, biorąc w niewolę okoliczną ludność (wódz tej wyprawy - Buhar, podzielił wojsko na czambuły, aby swobodnie mogły plądrować ziemię i uprowadzoną ludność wlec do wspólnego kosza - czyli tymczasowego obozu). Na polecenie hetmana Stanisława Koniecpolskiego, strażnik wielki koronny - Stefan Chmielecki dopadł Tatarów pod Białą Cerkwią (9 października 1626 r.) i na czele ok. 5000 żołnierzy rozbił ich doszczętnie przy niewielkich stratach własnych (po polskiej stronie miało polec jedynie 40 żołnierzy), uwalniając cały jasyr i biorąc wielu jeńców tatarskich (w odebranym Tatarom jasyrze, było wiele dzieci, które następnie odwieziono do Lwowa i innych miast, by oddać je matkom).






Wkrótce potem do Konstantynopola przybył poseł Rzeczpospolitej, który wiózł skargę do sułtana na tatarski napad, jednocześnie podkreślając że władze Rzeczypospolitej dbają o to, aby Kozacy nie dokonywali napadów na tatarskie i tureckie tereny. Sułtan Murad odciął się od tego najazdu, deklarując że nie miał z nim nic wspólnego i że o nim nie wiedział. Na dowód prawdziwości swych słów i zgody pomiędzy obu państwami, postanowił wysłać do chana rozkaz, aby wszystkich Tatarów z Budziaku przeniósł (czy to dobrowolnie czy też gwałtem) na Krym, jednocześnie nakazał wycofać się z Budziaku owemu Kantemirowi, o którego usunięcie postulował cztery lata wcześniej poseł Krzysztof Zbaraski. Zawarto więc układ, podobny do tego, który zawarł z Sulejmanem Wspaniałym król Zygmunt I w 1533 r., po czym sułtan Murad wysłał kopię traktatu do Bachczysaraju, z nakazem jego respektowania przez Tatarów. Tymczasem źle działo się w armii osmańskiej, oblegającej Bagdad. Żołnierze byli niezadowoleni przedłużającą się wojną, dużymi stratami i ciężkimi warunkami i oto wszystko oskarżyli starego Gurcu Paszę. Kosem chroniła go jak mogła, ale gdy w grudniu 1626 r. wybuchł jawny bunt spahisów, którzy domagali się głowy paszy - deklarując że w przypadku odmowy, sułtana Murada może spotkać taki sam los, jaki dosięgnął sułtana Osmana II - Kosem ustąpiła. Wydała starego człowieka (który siedemdziesiąt lat służył państwu osmańskiemu) na pastwę żołdactwa, które go zamordowało. Nie poprawiło to oczywiście w żaden sposób sytuacji wojsk walczących z perskimi Safawidami, które już w lipcu 1626 r. zostały pokonane pod Bagdadem i zmuszone do odwrotu. 

Klęska na froncie wschodnim nie była dobrym prognostykiem dla młodego władcy i nie mogła zapewnić mu szerokiego poparcia wśród wojska i ludu. Przerażony wizją utraty władzy i śmierci, 14-letni sułtan nakazał muftiemu Konstantynopola wydać fatwę na swego szalonego wuja - Mustafę (który przebywał w swym trzypokojowym więzieniu, bez okien i drzwi zwanym Simsirlikiem), ale wielki mufti odmówił wydania fatwy (i skazania Mustafy na śmierć), twierdząc że szaleńców nie można skazywać na śmierć. W grudniu 1626 r. zmienił się też wielki wezyr i Hafiza Ahmeda Paszę zastąpił Damat Halil Pasza. Poza tym rok ten upłynął dość spokojnie, szczególnie w Konstantynopolu, gdzie odbył się ślub i wesele 200 niewolnic z haremu Murada IV, które sułtanka Kosem wydała (z własnych pieniędzy) za lokalnych bejlerbejów i paszów. W 1627 r. wybuchł nowy bunt Abazy Paszy w Anatolii, który szybko opanował duże tereny wokół Erzurumu. Poza tym kotłowało się w Chanacie Krymskim, gdzie niepokorny brat chana Mehmeda III Gireja - Szahin Girej skonfrontował się z Kantemirem, po czym obaj zaczęli gromadzić wojsko do bitwy. Doszło do niej pod Dobruczą, gdzie Kantemir pobił Szahin Gireja i zmusił go do ucieczki z Krymu. Natomiast z początkiem 1628 r. młody sułtan stanął przed nie lada wyzwaniem, jakim było stłumienie buntu Abazy Paszy w Anatolii i rozwiązanie problemu krymskiego.

 


CDN.

MEMORIAM - Cz. XIII

ZEMSTA JEST ROZKOSZĄ BOGÓW





SULLA SZCZĘŚLIWY




Nim jeszcze Lucjusz Korneliusz Sulla dotarł z wojskiem do Kapui - zmierzający do niego na czele sformowanych przez siebie w Picenum trzech legionów - młody Gnejusz Pompejusz musiał rozprawić się z atakami mariańskich oficerów, jak choćby Gajusza Karrynasa, Celiusza i Marka Juniusza Brutusa. Brutusa pobił na samym początku, dając przykłady wielkiego męstwa, gdy ciosem włóczni powalił zmierzającego ku niemu jeźdźca i rzucił się w tłum walczących a za nim cała jego armia. Potem wystąpiła przeciw Pompejuszowi armia konsularna Lucjusza Korneliusza Scypiona, ale wojsko to nie parło od razu do decydującej bitwy i zamknęło się w obozie, czekając sposobniejszej chwili do ataku. Tymczasem pod Kapuą naprzeciw Sulli stanęła armia drugiego konsula - Gajusza Norbanusa, która jednak w tejże bitwie została kompletnie rozbita (tracąc siedem tysięcy poległych żołnierzy). W tym czasie Pompejusz musiał zmierzyć się nad Aesis (graniczna rzeczka między Picenum a Umbrią, dziś nosi nazwę Esino) z jazdą, wysłaną przez Gnejusza Papiriusza Karbona (stronnika Mariusza i Cynny, który wraz z tym ostatnim władał Rzymem od 86 r. p.n.e. a po śmierci Cynny w 84 r. p.n.e. już niepodzielnie jako przywódca stronnictwa popularów). Pompejusz jednak zwyciężył te oddziały i zmusił je do ucieczki, zaś Sulla doprowadził do kapitulacji armii konsularnej Lucjusza Korneliusza Scypiona, obiecując jego żołnierzom (w zamian za przyłączenie się do wojsk Sulli) wyższy żołd (Scypion zachował życie i został puszczony wolno). Tak oto Karbon już na początku wojny utracił dwie armie konsularne, oraz większą część południowej i środkowej Italii, a jego władztwo sprowadzało się przy końcu tego roku (83 p.n.e.) zaledwie do Lacjum, Etrurii, Umbrii i Galii Przedpadańskiej. Sulla - powiadomiony o bohaterstwie Pompejusza - wreszcie się z nim połączył, a powitany jak na wodza naczelnego przystało (żołnierze stali przystrojeni w galowe płaszcze i w paradnej zbroi), zwrócił się Sulla do tego zaledwie 23-letniego młodziaka słowami: "Witaj Imperatorze" (które to określenie zarezerwowane było tylko i wyłącznie dla dowódcy całej armii). Było to doprawdy niezwykłe widowisko, gdy stary polityk i wódz, mający na swym koncie wiele zwycięstw i uporczywie walczący o władzę imperatorską z Mariuszem, Cynną i Scypionami, teraz nie tylko zwracał się tym tytułem do młodzieńca - który jeszcze nie rozpoczął własnej kariery politycznej i nawet nie zasiadał w Senacie - ale także zdjął na jego widok swój hełm wojskowy, co było bez wątpienia niezwykłym wydarzeniem.

Nim do tego jednak doszło, w nocy, na dzień przed nonami miesiąca Kwinktilis, który to miesiąc dziś zwiemy już Julius (noc z 5 na 6 lipca 83 r. p.n.e.) Kapitol, ze swą sławną Świątynią Jowisza Największego Najlepszego - stanął w płomieniach (spłonął wówczas również egzemplarz proroctw Sybilli z Kum italskich). Ludzie powszechnie przywoływali sobie słowa wyroczni sybillińskiej, które brzmiały w odniesieniu do tysiąc setnej rocznicy upadku Troi, która to data przypadała właśnie na ten rok: "Kiedy spełni się okres dla życia ludzkiego najdłuższy (...) Wtedy, o Rzymie, pamiętaj, chociażbyś o sobie zapomniał - o tym, co powiem, pamiętaj (...) Cała zaś ziemia italska i cała kraina latyńska, berłu powolnemu twojemu, swój kark tobie odda pod jarzmo". Była to doprawdy przepowiednia iście przerażająca, tym bardziej że przypadała na okres, w którym to kapłani haruspikowie wyznaczali kres istnienia Rzymu, a czas ten liczono w tysiąc sto lat po upadku Troi, czyli dokładnie wówczas gdy toczyła się owa krwawa wojna pomiędzy Sullą a Karbonem i między stronnictwem optymatów a popularów. Spłonięcie Świątyni Kapitolińskiej było tylko tego potwierdzeniem i teraz dopiero spodziewano się nastania jeszcze większych klęsk i zniszczeń, aż po kres istnienia rzymskiego świata. Lud cały w trwodze zapełniał świątynie, gdzie w przejęciu i z wyraźnym lękiem oczekiwano trzeciego uderzenia pioruna, po którym to miała nadejść ostateczna zagłada Rzymu. Świątynia Jowisza na Kapitolu była bowiem tak stara, że pamiętała początki Republiki (dokładnie miała zostać otwarta 13 września 509 r. p.n.e.). Jej zniszczenie więc symbolizowało całkowity upadek dotychczasowego świata. Wówczas to, niesiony mistycznym zapałem, udał się Kwintus Sertoriusz na poszukiwanie Wysp Szczęśliwych i minąwszy Słupy Herkulesa (Gibraltar), dotarł ponoć do jakichś wysp na Zachodzie (były to Wyspy Kanaryjskie).




A tymczasem zbliżała się zima i dalsze walki odłożono do wiosny roku następnego. Jednak obie strony nie próżnowały i o ile Karbon zdołał odbudować utracone wojsko, o tyle Sulla powysyłał swych zwolenników do wielu pozaitalskich ziem, aby zdobyć tamtejsze placówki i tym samym uniemożliwić nadejście stamtąd jakiejkolwiek odsieczy dla popularów. Legat Sulli - Lucjusz Filip zajął wówczas Sardynię, wypędziwszy stamtąd mariańczyka - Kwintusa Antoniusza. Pompejusz zaś posłany został do Galii Narbońskiej (dzisiejsza Prowansja), aby wesprzeć tam propretora Kwintusa Cecyliusza Metellusa Piusa, który niezbyt dobrze radził sobie ze zwolennikami Mariusza. Ponoć gdy Pompejusz przybył na miejsce i miał już w dłoni rozkaz Sulli zastąpienia Metellusa Piusa na stanowisku dowódcy tamtejszych legionów oraz namiestnika Galii (południowej - gdyż reszta ówczesnej Galii wciąż była niepodległa i zdobędzie ją dopiero Juliusz Cezar w kampanii z lat 58-51 p.n.e.) stwierdził, że jako młodszy wiekiem i doświadczeniem nie zamierza odbierać dowództwa Piusowi, a jeśli tamten zechce, dołączy do niego i będzie go jedynie wspierał w dalszej wojnie. Ten oczywiście przystał na taki układ i wspólnie objęli kontrolę nad Narbonną oraz alpejskimi szlakami górskimi wiodącymi do Italii. Sukcesy Pompejusza, jego sława oraz uznanie w oczach Sulli, powodowały zazdrość drugiego wielkiego wodza - Marka Licyniusza Krassusa. On, który osiem miesięcy ukrywał się przed siepaczami Korneliusza Cynny w południowej Hiszpanii, teraz miał olbrzymie ambicje co do dalszej swej kariery u boku Sulli. Notabene z czasów gdy ukrywał się w Hiszpanii, przetrwała ciekawa opowiastka o tym, jak w ogóle przetrwał ten okres. Ponoć ukrywając się w pewnej grocie skalnej, stojącej nad brzegiem morza - żywność i wodę dostarczał mu wówczas jego przyjaciel - Wibiusz Pakcjanus, mający majatek w nieodległej równinie. Dbał on nie tylko o to, aby jedzenie było obfite i smaczne, ale również starał się zapewnić Krassusowi i inne przyjemności. Pewnego razu wziął bowiem ze sobą dwie piękne niewolnice i poszedł z nimi nad morze. Następnie kazał im wejść do jaskini i choć dziewczęta początkowo obawiały się na co mogą natknąć się wewnątrz, ten poradził im aby się nie bały, gdyż w środku znajdą ukojenie. Tam obie dziewczyny znalazły ukrytego Krassusa, który na pytanie skąd są i po co przyszły - odpowiedziały że pouczono je iż w środku odnajdą swego pana, który się tam ukrywa. Potem owe niewolnice przychodziły jeszcze co jakiś czas i stały się informatorkami Wibiusza czego jeszcze potrzebuje jego przyjaciel (jedna z tych niewolnic dożyła sędziwego wieku i potem już jako staruszka w czasach Oktawiana Augusta, wspominała tamte lata, gdy w grocie skalnej oddawała się miłosnym igraszkom z Krassusem, późniejszym pogromcą Spartakusa i jednym z członków - wraz z Pompejuszem i Cezarem - pierwszego triumwiratu z lat 60 r. p.n.e. - 53 r. p.n.e.). 


MAREK LICYNIUSZ KRASSUS 



Po ośmiu miesiącach takiego życia, gdy dowiedział się Krassus o śmierci Cynny (początek 84 r. p.n.e.) opuścił jaskinię i zaczął formować po okolicy swych zwolenników (ponoć miał nawet splądrować Malagę - czemu potem stanowczo zaprzeczał). Ostatecznie udał się najpierw do Afryki, gdzie wraz z Kwintusem Cecyliuszem Metellusem Piusem dotarł do Italii i tam przyłączył się do wojsk Sulli. Sulla miał o nim jednak znacznie gorsze zdanie, niż o Pompejuszu. Gdy wysłał go więc do kraju Marsów (środkowa Italia nad jeziorem Fucinius), ten jednocześnie zażądał ochrony, gdyż był to region opanowany przez przeciwnika. Sulla jednak odpowiedział mu na owe żądanie tymi oto słowy: "Daję ci strażników w twym ojcu, bracie, w przyjaciołach i w krewnych" (innymi słowy, już samo urodzenie i pozycja społeczna rodziny Licyniuszów miała być odpowiednią i wystarczającą gwarancją bezpieczeństwa). Swoją drogą doszło tu też do pewnego odwrócenia wektorów, gdy bowiem młody Krassus, nie mając zbyt dobrej opinii wśród sobie współczesnych (oczywiście zdania te były podzielone, bowiem dla przyjaciół potrafił być niesamowicie towarzyskim kompanem), o tyle Pompejusz zdobywał uznanie nie tylko swą przystępną naturą, ale i czynami bojowymi i stanowił przeciwwagę dla swego ojca, który raczej zapisał się niekorzystnie w opinii jemu współczesnych, zaś ojciec Krassusa na odwrót - był bardzo popularnym i niezwykle szanowanym obywatelem oraz dobrym dowódcą wojskowym. W tym przypadku jabłka padły więc znacznie dalej od jabłoni. Negatywną opinię o Krassusie Młodszym potwierdziły też oskarżenia z Umbrii, gdy zajął jedno z tamtejszych miast - Tudercję - ponoć przywłaszczył sobie dużą część majętności należących do tamtejszych mieszkańców. Oskarżony o to przed Sullą, zarzekał się iż próbowano go spotwarzyć oraz odebrać dobrą cześć jego rodzinie i całej formacji optymatów. Do dziś nie wiadomo jaka była prawda, gdyż niczego Krassusowi nie udowodniono, ale pamiętać należy że w swym życiu odczuwał on tylko dwie wielkie namiętności - do złota i do pięknych kobiet. 




W ciągu zimy (83/82 r. p.n.e.) Gnejusz Papiriusz Karbon zdołał odzyskać utracone wpływy w południowej Italii, a szczególnie kraj Samnitów. Poza tym konsulem nowego roku (82 p.n.e.) został 27-letni syn Gajusza Mariusza, noszący to samo imię co ojciec - Gajusz Mariusz Młodszy (drugim konsulem był oczywiście Karbon). Już samo nazwisko mobilizowało dotychczasowych weteranów jego ojca, którzy niezbyt chętnie garnęli się do służby w poprzednim roku. Teraz zaś, dowodzeni przez syna wielkiego Mariusza, zgłaszali się ochoczo, zdając sobie sprawę że ewentualna klęska ich patrona, będzie jednocześnie ich własną klęską a ziemie które otrzymali, przejdą we władanie weteranów Sulli. Tak oto po jednej i drugiej stronie głos decydujący w wojnie zaczęli zdobywać młodzi wodzowie, którzy jednak byli w taki czy inny sposób związani z wcześniejszymi układami, sojuszami oraz stronnictwami. Aby zdobyć pieniądze, potrzebne na wyposażenie i opłacenie wojska, Mariusz Młodszy zdecydował się na krok świętokradczy a mianowicie polecił ograbić z wszelkich kosztowności rzymskie świątynie, zaś pretor Lucjusz Damasyppus otrzymał rozkaz zabicia każdego, kto tylko odważy się w tej sprawie protestować (tak ponoć miał zginąć przewodniczący kolegium pontyfików - Kwintus Mucjusz Scewola. A należy też pamiętać że przewodniczący kolegium pontyfików był jednocześnie Najwyższym Kapłanem w Rzymie, zaś kolegium to - składające się z 4 patrycjuszy i 5 plebejuszy - wyznaczało święte dni w rzymskim kalendarzu, natomiast dom najwyższego Pontifexa musiał być zawsze otwarty dla ludu rzymskiego, jeśli ten tylko potrzebował wsparcia w kwestii religii czy duchowości. To właśnie z tego kolegium zostało przejęte w późnej epoce średniowiecza - kolegium kardynalskie a sam papież stał się następcą Pontifex Maximusa).

Z początkiem nowego roku (82 p.n.e.) linia frontu biegła od Kampanii na południu, przez kraj Samnitów, ku północnym wybrzeżom Adriatyku, jednak bardzo szybko ta sytuacja zaczęła ulegać zmianom. Oto bowiem Sulla ruszył na północ, w kierunku Lacjum, gdzie pod Sakryportem rozbił wojska Mariusza Młodszego, które próbowały zamknąć mu drogę na Rzym. Po klęsce Mariusz Młodszy zbiegł do pobliskiego miasta Praeneste, gdzie zamierzał się schronić, ale wieści o klęsce dotarły tu szybciej niż on sam i bramy miasta zastał już zamknięte. Jednak na wieść, że do środka zamierza dostać się syn wielkiego Mariusza, spuszczono mu z murów liny, po których musiał się wdrapać. Droga do Rzymu została otwarta dla wojsk Sulli, lecz ten forsownym marszem ruszył na północ, omijając stolicę, w której popularzy dopuścili się ostatniego pogromu nobilów, co do których istniała obawa iż potajemnie wspierają Sullę. Gdyby Sulla wkroczył wówczas do Rzymu, położyłby kres masakrze, ale ten postanowił najpierw ostatecznie rozprawić się wojskami Karbona, które stacjonowały w Etrurii, pod miejscowością Kluzjum. Tam też doszło do kolejnej bitwy w której wojska Sulli okazały się górą, ale nie udało im się ostatecznie rozbić nieprzyjaciela tak jak pod Sakryportem, zaś Karbon zdołał się wycofać najpierw do Galii Przedpadańskiej, gdzie poniósł ostateczną klęskę w bitwie pod Fawencją (na drodze emiliańskiej pomiędzy Ariminum a Placentią), a potem dostał się na okręt i uciekł z Italii, co też oznaczało że cała jego armia na północy albo została ostatecznie rozbita, albo też poddała się zwycięskiemu Sulli i innym jego wodzom (Krassus i Pompejusz wtargnęli z Picenum w dorzecze Tybru, Kwintus Metellus wkroczył na nizinę italską i miał swój udział w zwycięstwie Sulli w bitwie pod Fawencją), ewentualnie rozproszyła się, zdążając na południe. Front północny uległ całkowitemu rozbiciu i jedyną jeszcze siłą zdolną oprzeć się zwycięskim legionom optymatów, stały się nieliczne oddziały Mariusza Młodszego zamknięte w Praeneste, oraz 70-tysięczna armia samnicka pod wodzą Telesynosa, który zmierzał na odsiecz odciętemu Mariuszowi.




Już jednak kroczyły ku niemu dwie armie, jedna pod wodzą samego Sulli, a druga, mająca wyjść na jego tyły, pod dowództwem Pompejusza. Telesynos, dowiedziawszy się o zbliżających ku niemu legionach nieprzyjaciela i zdając sobie sprawę że owe połączone armie z pewnością rozbiją jego własne siły, postanowił wyjść temu naprzeciw i odciągnąć armię Sulli, pobić ją, a potem ruszyć na Praeneste, by tutaj zniszczyć siły Pompejusza. Dokonał iście genialnego manewru (który był powtórzeniem marszu Hannibala z Kapui sprzed ponad stu trzydziestu lat) i postanowił... zdobyć Rzym. Gdyby to mu się udało, z całą pewnością doprowadziłby do spalenia tego miasta (i wówczas przepowiednia Sybilli sprawdziłaby się w całej swej pełni, Rzym uległby zagładzie w ogniu płomieni, spalony przez samnijskich żołnierzy, których kolejne pokolenia marzyły by wreszcie tego dokonać na znienawidzonej stolicy swego wymuszonego sojusznika). Sulla jednak, powiadomiony o obejściu Telsynosa, podzielił swoje siły na dwa korpusy i ruszył za nim w pościg. Dopadł go już pod Rzymem, dziesięć stadiów od Bramy Kollińskiej - gdzie doszło do ostatecznej bitwy w tej wojnie domowej, której koniec miał jeszcze długo nie nastapić, przerywany kolejnymi buntami i ambicjami poszczególnych wodzów. O prawdziwych zamiarach Telesynosa w stosunku do Rzymu niech zaświadczy to, jak postąpił z witającymi go jako wybawiciela (spod rządów popularów) młodzieńcami z senatorskich rodów, którzy na koniach wyjechali aby powitać go u Bramy Kollińskiej. Telesynos jednak, bez zdania racji nakazał ich zrzucić z koni i zamordować. W mieście wybuchła panika, a kobiety wszczęły srogi lament, obawiając się nie tylko mordów swych ojców, synów i braci ale i gwałtów na nich samych. Telesynos zaś czekał, uradowany przerażeniem jakie potęgowała jego armia, stojąca u bram Wiecznego Miasta. Wreszcie w oddali dostrzeżono też pierwsze oddziały Sulli. Bitwa, która się wówczas rozpoczęła, była krwawa i niezwykle zacięta, a zwycięstwo długo niepewne. Na lewym skrzydle wojsk Sulli Rzymianie poczęli się cofać przed przeważającymi siłami niaprzyjaciela, a widząc to Sulla sam ruszył w to miejsce na białym rumaku i z obnażonym mieczem w dłoni. O mało tam wówczas nie zginął, gdy dwukrotnie ciśnięto w jego stronę oszczepy, lecz udawało mu się odskoczyć na koniu (potem owe cudowne ocalenie przypisywano figurce Apollina, jaką Sulla ponoć cały czas nosił na szyi). 




Jego interwencja na niewiele się jednak zdała, gdyż całe lewe rzymskie skrzydło zostało przerwane, a sam Sulla musiał schronić się w swym obozie. I w tym czasie poczęło mu się zdawać że stolica jest już stracona, przeto modlił się głośno do Apollina: "Apollo Pytyjski! Ty, który Sullę Korneliusza Szczęsnego już w tylu bitwach do sławy i wielkości wyniosłeś, chyba nie na to prowadziłeś go tutaj, by u bram ojczystego miasta powalić na ziemię i pozwolić mu zginąć najhaniebniej wraz ze wszystkimi jego współobywatelami". Dopiero nocą, gdy wydawało się już że bitwa została przegrana (nawet gruchnęła wiadomość o śmierci Sulli, która dotarła też i do Praeneste), do obozu Sulli przybył posłaniec od Krassusa z prośbą o prowiant dla żołnierzy i wiadomością że ten przeniósł się do miejscowości Antemna, gdyż w czasie bitwy na prawym skrzydle zmusił Samnitów do ucieczki w tamtym właśnie kierunku. Czyli nie wszystko było jeszcze stracone. Co prawda Samnici na lewym skrzydle byli górą, ale na prawym ponieśli całkowitą klęskę. Przeniósł się więc Sulla obozem pod Antemnę, gdzie do niewoli Krassusa dostało się 3000 żołnierzy nieprzyjaciela. Wódz naczelny obiecał im darowanie życia oraz wolność, jeśli przyłączą się do jego sił i sami napadną na swych współbraci. Jeśli by zaś odmówili - czekałaby ich natychmiastowa egzekucja - przyjęli więc tę nieszczęsną propozycję.




 Następnego dnia doszło do drugiej części bitwy pod Rzymem, która teraz zakończyła się już całkowitą klęską Samnitów. Wielu z nich, w tym sam Telesynos - zginęło w walce, zaś do niewoli ostatecznie dostało się 8000 żołnierzy nieprzyjaciela. Rzym był ocalony - Sulla Szczęśliwy, Rzeczpospolita w rękach optymatów - mógł więc ze spokojem zwycięski wódz wkroczyć w mury stolicy. Witany jak wybawiciel, na początku nakazał rozgłosić, by lud cały zgromadził się na arenie Cyrku Wielkiego, gdzie miano urządzić (wedle tego co rozgłaszano) wielkie widowisko. Jednocześnie polecił Sulla zebrać się senatorom w świątyni bogini Bellony (rzymska bogini wojny - siostra Marsa). Tam też przemówił do senatorów, zapowiadając nastanie nowych rządów które ocalą i odbudują Republikę. W tym samym czasie urządzono przedstawienie dla ludności, polegające na... zbiorowym uśmiercaniu wziętych do niewoli samnickich wojowników (i to pomimo danego wcześniej przez Sullę słowa o darowaniu im życia). Po kolei, w okrutny sposób mordowano ludzi, aż wreszcie 8000 samnickich jeńców, wśród krzyków odcinanych im członków (najpierw odcinano im ręce i nogi, niekiedy również nosy i uszy, ale z reguły pozostawiono tak aby się wykrwawili lub dobijano ich) - wyzionęło ducha a piasek Cyrku Wielkiego zabarwił się na kolor czerwony od nadmiaru przelanej krwi. Była to jednocześnie zapowiedź nadejścia zemsty, jaka czekała nobilów pod nowymi, sullańskimi rządami. Zemsty, która bez wątpienia dla Sulli była wyczekiwaną od dawna rozkoszą bogów.




CDN.

HENRYK VIII I JEGO ŻONY - Cz. X

  OD KATARZYNY ARAGOŃSKIEJ  DO KATARZYNY PARR KATARZYNA ARAGOŃSKA (Czyli hiszpańskie noce)  Cz. VIII DZIECIŃSTWO KRÓLOWEJ KATARZYNY Cz. VII ...