WYŚWIETLENIA

07 grudnia 2025

PAMIĘTNIKI Z RAJU

"SIELSKIE" I "ANIELSKIE" 
ŻYCIE W EDENIE


Lubię wracać do dawno czytanych klasyków literatury światowej. Obecnie co prawda czynię to już coraz rzadziej, gdyż po prostu brakuje mi na wszystko czasu, ale dawniej lubiłem to robić. Lubię sobie na przykład od czasu do czasu wrócić do lektury "Białego Kła" - Jacka Londona, czy "Komu bije dzwon" - Ernesta Hemingwaya (mimo że ci pisarze odczuwali jakąś taką niezrozumiałą dla mnie sympatię do marksizmu). W tym temacie jednak pragnę zaprezentować wybrane fragmenty z dzieła jednego z moich ulubionych, amerykańskich pisarzy - Marka Twaina ("Książę i żebrak", "Jankes na dworze króla Artura" czy "Przygody Tomka Sawyera") pt.: "Pamiętniki Adama i Ewy". Jest to ciekawe spektrum psychologiczno-społecznych relacji damsko-męskich, pokazanych w satyrycznej i niezwykle łatwej do przyjęcia formie. Poniżej pragnę zaprezentować wybrane fragmenty z tej książki, które według mnie dobitnie pokazują różnice w mentalności kobiety i mężczyzny, ich codziennych rozterek, przemyśleń i kłopotów z jakimi muszą się zmagać na co dzień główni bohaterowie, którzy pełnią tutaj rolę archetypicznych odpowiedników przedstawicieli własnej płci. Poza tym niektóre fragmenty wydają się niezwykle komiczne. 😘



A OTO KILKA FRAGMENTÓW Z 

"PAMIĘTNIKÓW ADAMA I EWY" 
MARKA TWAINA




PONIEDZIAŁEK

To nowe stworzenie o długich włosach ciągle staje mi na drodze. Czatuje wciąż w pobliżu i podąża moimi śladami. Nie lubię tego, nie przywykłem do towarzystwa. Wolałbym, aby przebywało wśród innych zwierząt. 😂


WTOREK

Obserwowałem wielki wodospad i sądzę, że to najwspanialsza rzecz w tej okolicy. Nowe stworzenie nazywa go wodospadem Niagara, nie mam pojęcia dlaczego. Mówi, że wygląda jak wodospad Niagara. Nie jest to wystarczający powód, raczej tylko kaprys i głupota. Sam nie mam okazji aby czemukolwiek nadać nazwę. Nowe stworzenie wymyśla nazwy dla każdej istoty, która się pojawia, zanim zdołam się sprzeciwić. I zawsze używa tej samej wymówki: że dana rzecz tak właśnie wygląda. Weźmy na przykład dodo. Utrzymuje, że skoro ktoś nań spojrzy, od razu wie, że wygląda jak dodo. Bez wątpienia będzie musiało być tak nazwane. Nuży mnie zawracanie sobie tym głowy. Dodo? Nie wygląda bardziej na dodo niż ja sam.




ŚRODA

Wybudowałem sobie szałas dla ochrony przed deszczem, lecz nie mogłem cieszyć się nim w spokoju. Nowe stworzenie już tam wtargnęło, a gdy próbowałem je wypchnąć, zaczęło wylewać wodę z otworów, którymi patrzy. Ocierało je wierzchem łap, wydając przy tym takie odgłosy jak niektóre zwierzęta, kiedy cierpią. Chciałbym, żeby przestało tyle mówić, bo gada bez przerwy. Brzmi to jak zaczepka lub niesprawiedliwy przytyk w stosunku do tego biednego stworzenia, nie miałem jednak tego na myśli. Nigdy dotąd nie słyszałem ludzkiego głosu, a więc każdy nowy i obcy dźwięk wdzierający się tutaj, w uroczyste milczenie tej sennej samotności, razi moje ucho jak fałszywa nuta. A ten nowy dźwięk rozlega się tak blisko mnie, tuż przy mym ramieniu, tuż przy mym uchu, najpierw z jednej, potem z drugiej strony, ja zaś przyzwyczaiłem się do odgłosów dobiegających z pewnego oddalenia.

 
PIĄTEK

Wymyślanie nazw postępuje nadal beztrosko pomimo mych sprzeciwów. Znalazłem bardzo stosowną nazwę dla tej okolicy, melodyjną i ładną: "Ogród Rajski". Prywatnie, lecz nie oficjalnie, w dalszym ciągu używam tej nazwy. Nowe stworzenie utrzymuje, że te lasy, skały i cały krajobraz w niczym nie przypominają ogrodu, lecz wyglądają jak park, jak nic innego, tylko właśnie park. Nie zasięgając więcej mej rady, na nowo nazwało ogród - "Parkiem Niagara". Wydaje mi się to zbyt samowolne. Pojawiła się tez tabliczka: "Nie deptać trawy". Moje życie nie jest już tak szczęśliwe jak przedtem. 😮‍💨


SOBOTA

Nowe stworzenie zjada tak dużo owoców, że przypuszczalnie wkrótce nam ich zabraknie. Znów "nam" - to słowo tego stworzenia, a przyswoiłem je sobie, odkąd tak często je słyszę. Dziś rano zaległa gęsta mgła. Nie wychodzę podczas mgły, natomiast nowe stworzenie spaceruje przy każdej pogodzie. Wychodzi do ogrodu, sztywno stąpając na obłoconych nogach. Mówi bez przerwy. A dawniej bywało tu tak cicho i przyjemnie. 😙


NIEDZIELA

Jakoś wytrzymałem, choć ten dzień staje się coraz bardziej męczący. Zeszłego roku w listopadzie ustanowiono go dniem odpoczynku. Przedtem miałem sześć takich dni w tygodniu. Dziś rano spotkałem nowe stworzenie, gdy próbowało strącić jabłko z drzewa zakazanego.


PONIEDZIAŁEK

Nowe stworzenie twierdzi, że nazywa się Ewa. W porządku. Nic nie mam przeciw temu. Mówi, że tak powinienem na nie wołać, jeśli chcę, aby przyszło. Powiedziałem, że to zbyteczne. Użycie tego wyrażenia podniosło w jej oczach moje znaczenie: istotnie, to mocne i celne słowo, którego można używać. Utrzymuje, że nie jest "Ono", lecz "Ona". Jest to mało prawdopodobne, lecz wszystko mi jedno; nic mnie nie obchodzi, kim jest, byle tylko sobie poszła i przestała tyle mówić. 👏


WTOREK

Zaśmieciła cała okolicę wstrętnymi nazwami i drażniącymi napisami: "Do wiru wodnego", "Do koziej wyspy", "Do jaskini wiatrów". Utrzymuje, że park stałby się przytulnym letniskiem, gdyby panował taki zwyczaj. Letnisko to jeden z jej wymysłów - po prostu słowo bez żadnego znaczenia. Co oznacza "letnisko"? Ale ona ma taką manię wyjaśniania wszystkiego, że lepiej jej nie pytać.


PIĄTEK

Zaczęła błagać mnie, bym nie przepływał tego wodospadu. Cóż to jej szkodzi? Dziwię się, dlaczego przejmuje ją to dreszczem grozy. Zawsze to robiłem - zawsze lubiłem zanurzać się w wodzie odczuwając przy tym podniecenie i chłód. Sadzę, że wodospad po to właśnie istnieje, skoro nie ma z niego innego pożytku, a przecież musiał być na coś stworzony. Jej zaś wydaje się, że wodospad stworzono dla jego malowniczości - jak nosorożca lub mastodonta.

 Nie podobało jej się, gdy przepłynąłem wodospad w beczce. Była również niezadowolona, gdy pływałem w balii. Przepłynąłem Wir Wodny i Katarakty w ubraniu z listka figowego, które całkiem się zniszczyło. Stąd nudne utyskiwania nad moją ekstrawagancją. Czuję się tu za bardzo skrępowany. Potrzebuję zmiany krajobrazu.


SOBOTA

W ubiegły wtorek w nocy uciekłem i wędrowałem przez dwa dni. Zbudowałem sobie nowy szałas w miejscu odosobnionym i w miarę możności zatarłem za sobą ślady, lecz ona wytropiła mnie przy pomocy oswojonego zwierzęcia, które nazywa wilkiem, zbliżyła się, wydając żałosne odgłosy i lejąc wodę z miejsc, którymi patrzy. Musiałem z nią wrócić, lecz mam zamiar zaraz odejść, gdy tylko nadarzy się okazja. Ona zajmuje się rożnymi głupstwami, miedzy innymi próbuje zbadać, dlaczego zwierzęta zwane lwami i tygrysami żywią się trawą i kwiatami, chociaż jej zdaniem rodzaj ich uzębienia wskazuje na to, ze powinny pożerać się nawzajem. Głupstwo, bo gdyby tak miało być, to pozabijałyby się, a to sprowadziłoby, o ile dobrze rozumiem, tak zwaną ,"śmierć", która, jak mi mówiono, nie wtargnęła jeszcze do Parku. Z pewnych względów szkoda, że tak się nie stało. 🐅


NIEDZIELA

Jakoś wytrzymałem. 😂


PONIEDZIAŁEK

Ona znów się wspinała na to drzewo. Przepłoszyłem ją stamtąd. Powiedziała, że nikt nie patrzył. Uważa, że to wystarczająco usprawiedliwia wszelkie ryzyko. Użyłem takiego wyrażenia. Słowo "usprawiedliwia" wzbudziło jej podziw - a także zazdrość. Sądzę, ze to trafne słowo.


CZWARTEK

Oznajmiła mi, że powstała z żebra wyjętego z mego boku. Jest to chyba mało prawdopodobne, gdyż nie brakuje mi ani jednego żebra. Bardzo martwi się o sępa i przypuszcza, że trawa mu nie służy. Obawia się, że nie będzie mogła go dłużej hodować, i sądzi, iż powinien żywić się padliną. Sep musi sobie radzić z tym, co dostaje. Nie możemy zmienić całego świata dla wygody sępa. 🦅


SOBOTA

Wczoraj wpadła do jeziora, gdy jak zwykle przeglądała się w jego tafli. Omal się nie udusiła i powiedziała, że było to bardzo nieprzyjemne. Dlatego, żal jej się zrobiło stworzeń żyjących w jeziorze, które nazywa rybami, gdyż w dalszym ciągu nadaje nazwy zwierzętom, choć tego nie potrzebują i nie zbliżają się, gdy na nie woła. Ale ponieważ jest tępa, więc nie ma to dla niej większego znaczenia, zeszłej nocy wydobyła mnóstwo ryb z wody i położyła mi na posłanie, bym je ogrzał. 🤭 Obserwowałem je przez cały dzień i nie zauważyłem, aby były szczęśliwsze niż poprzednio, chyba tylko spokojniejsze. Gdy zapadnie noc, wyrzucę je z domu. Nie będę już spać razem z nimi. Zauważyłem, że są wilgotne i zimne, i bardzo nieprzyjemnie jest tak leżeć pośród nich nago. 😄


NIEDZIELA

Jakoś wytrzymałem. 👍


WTOREK

Ostatnio zajęła się wężem. Inne zwierzęta są zadowolone, gdyż dotąd na nich przeprowadzała swe doświadczenia i zakłócała im spokój. Ja jestem również zadowolony, gdyż wąż mówi i dzięki temu mam chwile wytchnienia. 🐍


PIĄTEK

Oznajmiła mi, że wąż radzi jej, aby spróbowała owocu z tego drzewa, gdyż wówczas posiądzie ogromną, wyjątkową i wspaniałą wiedzę. Powiedziałem jej, że to pociągnie za sobą również przeciwny skutek - sprowadzi śmierć na ziemię. Popełniłem błąd - lepiej było zachować tę uwagę dla siebie, podsunęło jej to myśl, że mogłaby ocalić chorego sępa, a osowiałym lwom i tygrysom dostarczyć świeżego mięsa. Radziłem jej trzymać się z dala od tego drzewa. Odpowiedziała, że wcale nie ma tego zamiaru. Obawiam się, że będą kłopoty. Chciałbym odejść. 🤔


ŚRODA

Miałem urozmaicone przeżycia. Uciekłem tej samej nocy i jechałem konno przez całą noc tak szybko, jak tylko mogłem, miałem nadzieję, że wydobędę się z Parku i ukryję w jakiejś innej okolicy, zanim zaczną się kłopoty, lecz nie udało mi się. Mniej więcej na godzinę przed wschodem słońca, gdy przejeżdżałem przez kwietną równinę, na której pasło się, spało albo igrało tysiące zwierząt, zerwał się nagle - niczym huragan - przerażający zgiełk, i w jednej chwili równinę ogarnął szalony tumult, każde zwierzę zaatakowało swego sąsiada. Domyśliłem się, co to znaczy - Ewa zjadła owoc i śmierć zstąpiła na świat. 🍎

Tygrysy pożarły mego konia, ignorując zupełnie mój zakaz - i zjadłyby nawet mnie samego, gdybym w porę nie uciekł ile sił w nogach. Znalazłem pewne miejsce poza Parkiem, gdzie przez parę dni czułem się bezpiecznie, lecz ona mnie odnalazła. Odnalazła mnie i nazwała to miejsce Tonawanda - tłumacząc mi, że wygląda jak Tonawanda. Tak naprawdę to wcale nie zmartwiłem się, gdy przyszła ponieważ tutaj znajdują się tylko nędzne resztki, a ona przyniosła trochę tamtych jabłek. Musiałem je zjeść, gdyż byłem bardzo głodny. Postąpiłem wbrew swoim zasadom, lecz uważam, że zasady nie mają istotnej mocy, jeżeli jest się głodnym. Przyszła osłonięta gałęźmi i pękami listowia, a gdy spytałem ją, co oznacza to bezsensowne przebranie, drżąc i rumieniąc się zerwała je i rzuciła na ziemię. Nigdy dotąd nie widziałem, aby ktoś tak drżał i rumienił się, więc wydało mi się to niestosowne i głupie. Powiedziała, że wkrótce sam to zrozumiem. Miała rację. Choć byłem bardzo głodny, odłożyłem na pół zjedzone jabłko - chyba najlepsze, jakie kiedykolwiek widziałem o tak późnej porze roku - i okryłem się odrzuconymi przez nią gałęźmi; po czym przemówiłem do niej z pewną surowością domagając się, by poszła i przyniosła, więcej gałęzi i nie robiła z siebie widowiska. Gdy to uczyniła, przyczołgaliśmy się na miejsce, gdzie odbyła się walka zwierząt, zebraliśmy ich skóry, a ja poprosiłem Ewę, aby uszyła parę ubrań stosownych do publicznych wystąpień. Są niewygodne, to prawda, ale za to stylowe, a to najważniejsze, jeśli chodzi o stroje.

Dochodzę do wniosku, że ona jest całkiem dobrą towarzyszką. Zdaję sobie sprawę, że bez niej czułbym się samotny i przygnębiony, zwłaszcza teraz, gdy straciłem swoją posiadłość. Jeszcze jedno: powiedziała, że zgodnie z rozkazem będziemy odtąd zarabiać na życie. Ona zajmie się pracą, a ja będę nadzorował. 👏


PRAWDA ŻE ZABAWNE?


 

APOLONIUSZ - POGAŃSKI JEZUS - Cz. II

KIM BYŁ NAJBARDZIEJ TAJEMNICZY
"RÓWIEŚNIK" JEZUSA?




Za młodu Apoloniusz był niezwykle przystojnym młodzieńcem, który podobał się wielu dziewczętom z Ajgaj i z innych miast Imperium Rzymskiego, które potem Apoloniusz odwiedzał (co ciekawe, według channelingów {które będę cytował jedynie jako dodatek uzupełniający, aczkolwiek zapewne dosyć ciekawy} Apoloniusz pochodził z galaktyki Andromedy i przed swymi narodzinami w ludzkiej postaci, miał objawić się swojej przyszłej matce oraz poinformować ją że wkrótce powije dziecię. Gdy strwożona kobieta zapytała się owej świetlistej postaci - którą wzięła za boga, kogo urodzi - chłopca czy dziewczynkę, postać odparła: "Urodzisz mnie"). Gdy skończył dwudziesty rok życia (ok. 22 r.), zmarł jego ojciec (matka zmarła trzy lata wcześniej, w roku 19 naszej ery), pozostawiając znaczną fortunę, której Apoloniusz nie przyjął, przekazując ją swemu bratu i reszcie swej rodziny. Nadal też mieszkał w Ajgaj i wiadomo że raczej miał wszystko, co było mu potrzebne do życia, a wszelkie nadwyżki dóbr, które trafiały do jego rąk - po prostu rozdawał innym ludziom. Apoloniusz już jako młody chłopak zaczął nauczać o tym, że nie należy zwracać się w świątyniach do bogów z prośbą o bogactwo, władzę oraz inne dobra tego świata. Uważał też że ludzie popełniają błąd, nieumiejętnie się modląc. Wychodził bowiem z założenia że bogów należy prosić o to, co słuszne i pozytywne i że nie należy zaprzątać sobie głowy wszelkimi innymi drobiazgami tego świata, takimi jak złe myśli, które według niego niszczyły spokój duszy. Co ciekawe, mieszkając w Ajgaj prawie całe dnie spędzał w świątyniach, gdzie niestety bardzo często spokój jego duszy był wystawiany na próbę. 

Raz na przykład, gdy do Ajgaj przybył bogaty Asyryjczyk, a  był to młody człowiek, który jednak cierpiał na puchlinę wodną i przyjechał tu, aby w sławnej świątyni boga Asklepiosa, złożyć ofiarę i pomodlić się o zdrowie. Tak więc we dnie ów bogaty asyryjski młodzieniec składał bogu ofiary, zaś nocami... upijał się do nieprzytomności podczas orgii, na które sprowadzał sobie tabuny miejskich prostytutek. Potem trzeźwiał i gdy łapały go bóle, udawał się do świątyni znów składając bogatą ofiarę w intencji swego uzdrowienia. Niestety - jego ofiary nic nie dawały, ból jak był, tak był - choroba nie ustępowała. Nie wiedząc dlaczego bóg tak go każe i nie przynosi ukojenia, zaczął szukać rady wśród miejscowych (ponieważ był majętny, zawsze otaczał go tłumek "przyjaciół" chętnych przekazać swą radę w zamian za drobną opłatę). Ktoś więc pokierował go do Apoloniusza, który dość często przebywał właśnie w świątyni Asklepiosa. Asyryjczyk podszedł do Apoloniusza i zapytał czy ten jest w stanie pomóc mu w jego chorobie. Apoloniusz zgodził się pomóc, ale od razu zapytał: "Jak bardzo chcesz wyzdrowieć?" Asyryjczyk odparł że bardzo tego pragnie, jednak bóg w ogóle mu w tym nie pomaga, tak jakby radowało go jego nieszczęście. Na te słowa Apoloniusz bardzo się oburzył i krzyknął: "Milcz! Bóg daje zdrowie, ale tylko tym, którzy naprawdę chcą wyzdrowieć. Ty zaś tego nie pragniesz, choć mówisz że jest inaczej. Prowadzisz rozpustny tryb życia, a swe wodniste i osłabione wnętrzności napychasz jeszcze winem i jedzeniem. Zupełnie jakbyś błoto wrzucał do wody". Asyryjczyk zdumiony taką przemową (nikt bowiem nigdy nie potraktował go w taki sposób, każdy raczej starał się mu ulegać, aby tylko wyciągnąć z tego jakąś korzyść dla siebie) zaprzestał dalszych nocnych biesiad i zmienił swój styl życia co wkrótce poskutkowało ustąpieniem trapiącej go choroby.




Innym razem pogrążonemu w swych myślach Apoloniuszowi, złożył nieprzystojną... seksualną propozycję, pewien majętny mieszkaniec Ajgaj (jak już wspominałem, Apoloniusz, odznaczający się za młodu piękną budową twarzy i ciała, cieszył się powodzeniem nie tylko wśród dziewcząt, ale także starszych kobiet i również mężczyzn. Zresztą większość miast, jakie odwiedził w Azji Mniejszej w tym czasie, uważał za do głębi "zniewieściałe"), co również wyprowadziło młodzieńca z równowagi i prawie rzucił się na owego mężczyznę z pięściami. Innym znowu razem, młody Apoloniusz znów przebywając w świątyni Asklepiosa (wydaje się wręcz że spędzał tam tak dużo czasu, iż prawie że mógłby tam mieszkać), ujrzał jak strugami płynie po świątynnej podłodze krew, wylewająca się wręcz ze stosów ofiarnych zwierząt, jakie kolejni ofiarodawcy składali bogu. Nikt (w tym również kapłani boga Asklepiosa) nie przejmował się tym, aby najpierw uprzątnąć ołtarz ofiarny, nim dopuści się do niego kolejnych wiernych z ich ofiarami. Tak więc na ołtarzu leżały najróżniejsze zwierzęta (w tym woły, owce i wieprze) rzucone jeden na drugiego, przy czym broczący po kostki w krwi kapłani, brali poszczególne martwe (lub konające) zwierzęta i na oczach zgromadzonych w świątyni ludzi, obdzierali je ze skóry. Spieszono się, bowiem już czekała kolejka nowych wiernych, którzy prócz zwierząt przeznaczonych na ofiarę, nieśli również najróżniejsze dary dla boga (w tym przedmioty wykonane ze złota, srebra i drogich kamieni), które po zamordowaniu zwierzęcia, kapłani zabierali w intencji ofiary. Ten morderczy proceder bardzo się Apoloniuszowi nie podobał i często przeciwko niemu protestował u kapłanów (potem, już w wieku starczym, będzie on objeżdżał kolejne świątynie i pouczał kapłanów aby nie składali krwawych ofiar ze zwierząt, gdyż jak twierdził bogom takie ofiary nie są potrzebne. Jeśli już naprawdę chcą coś poświęcić na ołtarzach ofiarnych, niech to będą przynajmniej owoce lub warzywa, choć i tego według Apoloniusza nie powinno się składać, gdyż bogowie nie pragną naszych fizycznych darów, a jedynie to, co możemy ofiarować im swym życiem i postępowaniem).




O takim nauczaniu i stosunku Apoloniusza do krwawych ofiar wiadomo chociażby z wizyty, jaką złożył już w latach 70-tych I wieku w Egipcie, a konkretnie w tamtejszej świątyni w Leontopolis. Kapłan bogini Bastet, który niedawno składał ofiary na ołtarzu, nie zdążył zmyć krwi nie tylko z samego ołtarza, ale także ze schodów wiodących do świątyni. Apoloniusz - już wówczas okryty sławą mędrca i cudotwórcy - bardzo oburzył się na ten widok i stwierdził że należy zrezygnować z takich praktyk. Stary egipski kapłan (który mimo wszystko nie chciał być pouczany) zapytał się Apoloniusza: "Skąd ty, cudzoziemcze wiesz że nasza bogini nie pragnie krwi?", na co Apoloniusz odparł: "A skąd ty wiesz że tego pragnie? Powiedziała ci o tym?" Kapłan nic nie odpowiedział, a Apoloniusz dodał, że jeśli ktoś bardzo chce złożyć bogini ofiarę w postaci np. wołu czy owcy, to niech... zrobi ciasto w kształcie tego zwierzęcia i ofiaruje go w świątyni, gdyż jak dodał: "Nie wolno plamić ołtarzy krwią, albowiem ciastko z miodem, kadzidło i hymn pochwalny milsze są bogom od stu zwierząt tłustych, nożem zarżniętych". Mieszkańcy miasta (którzy w orszaku powitalnym odprowadzali Apoloniusza do świątyni bogini Bastet) uznali że to właśnie on, a nie ich kapłan ma w tej sprawie rację - wkrótce też zaprzestano w tej świątyni składania krwawych ofiar, zastępując je darami zrodzonymi z ziemi, lub wypiekami prosto z pieca.

Praktykę swego pięcioletniego milczenia odbył młody Apoloniusz (wkrótce po śmierci swego ojca w roku 22), podróżując po miastach i miasteczkach Cylicji i Pamfilii w Azji Mniejszej (głównie zaś przebywając w Ajgaj). Po zakończeniu tego okresu próby (ok. 27 r.) - o czym opowiedziałem w poprzedniej części, udał się Apoloniusz na Cypr, do tamtejszego miasta Pafos, słynącego z kultu bogini Afrodyty (gdzie też owa bogini miała przyjść na świat, wyłaniając się z morskiej piany). Skąd wiadomo że wizyta w Pafos miała miejsce już po odbyciu pięcioletniej praktyki milczenia? Chociażby stąd, że będąc w tym mieście pragnął on zgłębić kult Afrodyty i miał dopytywać się mieszkańców o najróżniejsze jego mankamenty. Najprawdopodobniej także już w tym okresie (lub w niedługi czas potem) zaczął on gromadzić wokół siebie grupkę uczniów, ale aby uzyskać taki status, należało się nieco wysilić. Apoloniusz nie przyjmował bowiem do swojego grona nikogo, kto... nie przeszedł przynajmniej czteroletniej próby milczenia. Opuszczając Pafos, udał się do Efezu. Tam, przed największą i najpiękniejszą Świątynią Artemidy (zaliczaną do jednego z Siedmiu Cudów starożytnego świata), wygłosił on mowę do mieszkańców, ganiąc ich za oddawanie się lenistwu i dążenie jedynie ku przyjemnościom (a ówczesny Efez mógł zaoferować przybyszowi - a szczególnie majętnemu przybyszowi - bardzo wiele atrakcji). Mówił że ludzie powinni miast lenistwu i uciechom cielesności, oddawać się filozofii i zgłębianiu wiedzy. Czas spędzony w Efezie przeznaczył Apoloniusz głównie na nauki i przemowy, w których tłumaczył że ludzie nawzajem powinni sobie pomagać, a nie niszczyć i czerpać radość z nieszczęścia drugiego (pokazując przykład na ptakach, jak to jeden drugiego zawiadamiał że niedaleko ktoś wysypał ziarna pszenicy, natomiast ludzie, gdy odkryją jakąś korzyść, nie chcą się z nią dzielić a zachować przy sobie). 


ŚWIĄTYNIA ARTEMIDY W EFEZIE 
(Jedno z siedmiu cudów antycznego świata)



Opuszczając Efez, udał się Apoloniusz do Smyrny, a następnie popłynął do Antiochii. Stamtąd zaś przybył do Dafne, a szczególnie do tamtejszej Świątyni Apollina, gdzie ponoć przeraził się na widok barbarzyństwa tam dokonywanego. Ponoć kapłani mieli oddawać się składaniu krwawych ofiar, przy czym zupełnie dowolnie odbywali modły, nie praktykując już starych zasad. Według Filostratosa (autora dzieła o życiu Apoloniusza z Tyany), Apoloniusz miał odnowić stare obyczaje, pokazując kapłanom jak należy modlić się do bogów i przekonując ich (a także wiernych, którzy składali w świątyni ofiary za pomyślność swych przedsięwzięć lub w intencji zdrowia) aby nie składali ofiar ze zwierząt, by ołtarz boga nie nasiąkał ich krwią. Stwierdził: "Sam Pitagoras ofiarował bogu byka, ale upieczonego z ciasta". Opuszczając Dafne, skierował się teraz Apoloniusz na południe, do kraju arabskich Nabatejczyków. Był to już (najprawdopodobniej) 30 r. naszej ery. Skąd takie przypuszczenie, skoro nigdzie nie pada żadna data? Chociażby stąd, że Apoloniusz zwykle w każdym odwiedzanym przez siebie mieście spędzał po kilka (a niekiedy nawet kilkanaście) miesięcy). Jeżeli więc przyjąć że wizyta na Cyprze miała miejsce ok. 27 r. to biorąc pod uwagę kolejne miasta (Efez, Smyrna, Antiochia i Dafne) należy przypuszczać że wizyty tam trwały ok. trzech kolejnych lat (tym bardziej że źródła mówią iż w Antiochii Apoloniusz był jedynie przejazdem, zaś pobyt w Dafne też nie należał do długich, być może trwał kilka-kilkanaście dni). Tak więc ok. 30 roku naszej ery Apoloniusz udaje się na południe od syryjskiego Dafne i kieruje do Arabii (kraju Nabatejczyków).


FILOSTRATOS i JULIA DOMNA



30 rok naszej ery jest rokiem szczególnym, bowiem właśnie wówczas (prawdopodobnie w kwietniu) zostaje skazany na śmierć i umęczony na krzyżu niejaki Jezus z Nazaretu, zwany Chrystusem. Jestem ciekaw (źródła bowiem o tym nie wspominają) czy Apoloniusz miał możliwość spotkać się z Jezusem? Jeżeli bowiem przyjąć że jechał do Arabii z Syrii, to zapewne odwiedził Damaszek, Cezareę judejską (bo tak wiodła główna droga), ale czy przybył do Jerozolimy? Niestety - źródła (głównie zaś Filostrat), milczą na ten temat. Wydaje mi się jednak że musiał ominąć Jerozolimę i pojechać zupełnie inną drogą. W każdym razie u Nabatejczyków miał spędzić "jakiś czas". Wiadome jest także, że w swych podróżach Apoloniusz często omijał duże ośrodki miejskie (no chyba że były one celem jego podróży), za to wybierał mniejsze miasteczka i wsie, gdzie lubił modlić się przed wiejskimi kapliczkami przydrożnych bogów i bogiń. Tam też nauczał ludność jak prawidłowo modlić się do bogów i o co prosić w swych modlitwach. Najprawdopodobniej więc, Jezus Chrystus i Apoloniusz nigdy się nie spotkali (choć... może nie wiemy wszystkiego? 😉). U Nabatejczyków Apoloniusz musiał spędzić z kilkanaście miesięcy (gdyż określenie "jakiś czas" jest co prawda mylące, ale użyte również w sytuacji jego wizyty w Babilonie, gdzie wiemy że spędził tam rok i osiem miesięcy, co sugeruje właśnie taką interpretację owych dwóch słów). A następnie odbył swą sławną, mistyczną podróż na Wschód - do Persji (wówczas Partii) i Indii.


TE OCZY!
(Oczy które mówią wejrzyj w siebie, a zobaczysz że nie jesteś tym za kogo się uważasz. Wejrzyj w siebie, a zobaczysz że jesteś duchową istotą, która jedynie pragnie Miłości, ale nie potrafi jej odnaleźć na tym świecie) 




CDN.
 

HENRYK VIII I JEGO ŻONY - Cz. X

  OD KATARZYNY ARAGOŃSKIEJ  DO KATARZYNY PARR KATARZYNA ARAGOŃSKA (Czyli hiszpańskie noce)  Cz. VIII DZIECIŃSTWO KRÓLOWEJ KATARZYNY Cz. VII ...