WYŚWIETLENIA

07 grudnia 2025

APOLONIUSZ - POGAŃSKI JEZUS - Cz. II

KIM BYŁ NAJBARDZIEJ TAJEMNICZY
"RÓWIEŚNIK" JEZUSA?




Za młodu Apoloniusz był niezwykle przystojnym młodzieńcem, który podobał się wielu dziewczętom z Ajgaj i z innych miast Imperium Rzymskiego, które potem Apoloniusz odwiedzał (co ciekawe, według channelingów {które będę cytował jedynie jako dodatek uzupełniający, aczkolwiek zapewne dosyć ciekawy} Apoloniusz pochodził z galaktyki Andromedy i przed swymi narodzinami w ludzkiej postaci, miał objawić się swojej przyszłej matce oraz poinformować ją że wkrótce powije dziecię. Gdy strwożona kobieta zapytała się owej świetlistej postaci - którą wzięła za boga, kogo urodzi - chłopca czy dziewczynkę, postać odparła: "Urodzisz mnie"). Gdy skończył dwudziesty rok życia (ok. 22 r.), zmarł jego ojciec (matka zmarła trzy lata wcześniej, w roku 19 naszej ery), pozostawiając znaczną fortunę, której Apoloniusz nie przyjął, przekazując ją swemu bratu i reszcie swej rodziny. Nadal też mieszkał w Ajgaj i wiadomo że raczej miał wszystko, co było mu potrzebne do życia, a wszelkie nadwyżki dóbr, które trafiały do jego rąk - po prostu rozdawał innym ludziom. Apoloniusz już jako młody chłopak zaczął nauczać o tym, że nie należy zwracać się w świątyniach do bogów z prośbą o bogactwo, władzę oraz inne dobra tego świata. Uważał też że ludzie popełniają błąd, nieumiejętnie się modląc. Wychodził bowiem z założenia że bogów należy prosić o to, co słuszne i pozytywne i że nie należy zaprzątać sobie głowy wszelkimi innymi drobiazgami tego świata, takimi jak złe myśli, które według niego niszczyły spokój duszy. Co ciekawe, mieszkając w Ajgaj prawie całe dnie spędzał w świątyniach, gdzie niestety bardzo często spokój jego duszy był wystawiany na próbę. 

Raz na przykład, gdy do Ajgaj przybył bogaty Asyryjczyk, a  był to młody człowiek, który jednak cierpiał na puchlinę wodną i przyjechał tu, aby w sławnej świątyni boga Asklepiosa, złożyć ofiarę i pomodlić się o zdrowie. Tak więc we dnie ów bogaty asyryjski młodzieniec składał bogu ofiary, zaś nocami... upijał się do nieprzytomności podczas orgii, na które sprowadzał sobie tabuny miejskich prostytutek. Potem trzeźwiał i gdy łapały go bóle, udawał się do świątyni znów składając bogatą ofiarę w intencji swego uzdrowienia. Niestety - jego ofiary nic nie dawały, ból jak był, tak był - choroba nie ustępowała. Nie wiedząc dlaczego bóg tak go każe i nie przynosi ukojenia, zaczął szukać rady wśród miejscowych (ponieważ był majętny, zawsze otaczał go tłumek "przyjaciół" chętnych przekazać swą radę w zamian za drobną opłatę). Ktoś więc pokierował go do Apoloniusza, który dość często przebywał właśnie w świątyni Asklepiosa. Asyryjczyk podszedł do Apoloniusza i zapytał czy ten jest w stanie pomóc mu w jego chorobie. Apoloniusz zgodził się pomóc, ale od razu zapytał: "Jak bardzo chcesz wyzdrowieć?" Asyryjczyk odparł że bardzo tego pragnie, jednak bóg w ogóle mu w tym nie pomaga, tak jakby radowało go jego nieszczęście. Na te słowa Apoloniusz bardzo się oburzył i krzyknął: "Milcz! Bóg daje zdrowie, ale tylko tym, którzy naprawdę chcą wyzdrowieć. Ty zaś tego nie pragniesz, choć mówisz że jest inaczej. Prowadzisz rozpustny tryb życia, a swe wodniste i osłabione wnętrzności napychasz jeszcze winem i jedzeniem. Zupełnie jakbyś błoto wrzucał do wody". Asyryjczyk zdumiony taką przemową (nikt bowiem nigdy nie potraktował go w taki sposób, każdy raczej starał się mu ulegać, aby tylko wyciągnąć z tego jakąś korzyść dla siebie) zaprzestał dalszych nocnych biesiad i zmienił swój styl życia co wkrótce poskutkowało ustąpieniem trapiącej go choroby.




Innym razem pogrążonemu w swych myślach Apoloniuszowi, złożył nieprzystojną... seksualną propozycję, pewien majętny mieszkaniec Ajgaj (jak już wspominałem, Apoloniusz, odznaczający się za młodu piękną budową twarzy i ciała, cieszył się powodzeniem nie tylko wśród dziewcząt, ale także starszych kobiet i również mężczyzn. Zresztą większość miast, jakie odwiedził w Azji Mniejszej w tym czasie, uważał za do głębi "zniewieściałe"), co również wyprowadziło młodzieńca z równowagi i prawie rzucił się na owego mężczyznę z pięściami. Innym znowu razem, młody Apoloniusz znów przebywając w świątyni Asklepiosa (wydaje się wręcz że spędzał tam tak dużo czasu, iż prawie że mógłby tam mieszkać), ujrzał jak strugami płynie po świątynnej podłodze krew, wylewająca się wręcz ze stosów ofiarnych zwierząt, jakie kolejni ofiarodawcy składali bogu. Nikt (w tym również kapłani boga Asklepiosa) nie przejmował się tym, aby najpierw uprzątnąć ołtarz ofiarny, nim dopuści się do niego kolejnych wiernych z ich ofiarami. Tak więc na ołtarzu leżały najróżniejsze zwierzęta (w tym woły, owce i wieprze) rzucone jeden na drugiego, przy czym broczący po kostki w krwi kapłani, brali poszczególne martwe (lub konające) zwierzęta i na oczach zgromadzonych w świątyni ludzi, obdzierali je ze skóry. Spieszono się, bowiem już czekała kolejka nowych wiernych, którzy prócz zwierząt przeznaczonych na ofiarę, nieśli również najróżniejsze dary dla boga (w tym przedmioty wykonane ze złota, srebra i drogich kamieni), które po zamordowaniu zwierzęcia, kapłani zabierali w intencji ofiary. Ten morderczy proceder bardzo się Apoloniuszowi nie podobał i często przeciwko niemu protestował u kapłanów (potem, już w wieku starczym, będzie on objeżdżał kolejne świątynie i pouczał kapłanów aby nie składali krwawych ofiar ze zwierząt, gdyż jak twierdził bogom takie ofiary nie są potrzebne. Jeśli już naprawdę chcą coś poświęcić na ołtarzach ofiarnych, niech to będą przynajmniej owoce lub warzywa, choć i tego według Apoloniusza nie powinno się składać, gdyż bogowie nie pragną naszych fizycznych darów, a jedynie to, co możemy ofiarować im swym życiem i postępowaniem).




O takim nauczaniu i stosunku Apoloniusza do krwawych ofiar wiadomo chociażby z wizyty, jaką złożył już w latach 70-tych I wieku w Egipcie, a konkretnie w tamtejszej świątyni w Leontopolis. Kapłan bogini Bastet, który niedawno składał ofiary na ołtarzu, nie zdążył zmyć krwi nie tylko z samego ołtarza, ale także ze schodów wiodących do świątyni. Apoloniusz - już wówczas okryty sławą mędrca i cudotwórcy - bardzo oburzył się na ten widok i stwierdził że należy zrezygnować z takich praktyk. Stary egipski kapłan (który mimo wszystko nie chciał być pouczany) zapytał się Apoloniusza: "Skąd ty, cudzoziemcze wiesz że nasza bogini nie pragnie krwi?", na co Apoloniusz odparł: "A skąd ty wiesz że tego pragnie? Powiedziała ci o tym?" Kapłan nic nie odpowiedział, a Apoloniusz dodał, że jeśli ktoś bardzo chce złożyć bogini ofiarę w postaci np. wołu czy owcy, to niech... zrobi ciasto w kształcie tego zwierzęcia i ofiaruje go w świątyni, gdyż jak dodał: "Nie wolno plamić ołtarzy krwią, albowiem ciastko z miodem, kadzidło i hymn pochwalny milsze są bogom od stu zwierząt tłustych, nożem zarżniętych". Mieszkańcy miasta (którzy w orszaku powitalnym odprowadzali Apoloniusza do świątyni bogini Bastet) uznali że to właśnie on, a nie ich kapłan ma w tej sprawie rację - wkrótce też zaprzestano w tej świątyni składania krwawych ofiar, zastępując je darami zrodzonymi z ziemi, lub wypiekami prosto z pieca.

Praktykę swego pięcioletniego milczenia odbył młody Apoloniusz (wkrótce po śmierci swego ojca w roku 22), podróżując po miastach i miasteczkach Cylicji i Pamfilii w Azji Mniejszej (głównie zaś przebywając w Ajgaj). Po zakończeniu tego okresu próby (ok. 27 r.) - o czym opowiedziałem w poprzedniej części, udał się Apoloniusz na Cypr, do tamtejszego miasta Pafos, słynącego z kultu bogini Afrodyty (gdzie też owa bogini miała przyjść na świat, wyłaniając się z morskiej piany). Skąd wiadomo że wizyta w Pafos miała miejsce już po odbyciu pięcioletniej praktyki milczenia? Chociażby stąd, że będąc w tym mieście pragnął on zgłębić kult Afrodyty i miał dopytywać się mieszkańców o najróżniejsze jego mankamenty. Najprawdopodobniej także już w tym okresie (lub w niedługi czas potem) zaczął on gromadzić wokół siebie grupkę uczniów, ale aby uzyskać taki status, należało się nieco wysilić. Apoloniusz nie przyjmował bowiem do swojego grona nikogo, kto... nie przeszedł przynajmniej czteroletniej próby milczenia. Opuszczając Pafos, udał się do Efezu. Tam, przed największą i najpiękniejszą Świątynią Artemidy (zaliczaną do jednego z Siedmiu Cudów starożytnego świata), wygłosił on mowę do mieszkańców, ganiąc ich za oddawanie się lenistwu i dążenie jedynie ku przyjemnościom (a ówczesny Efez mógł zaoferować przybyszowi - a szczególnie majętnemu przybyszowi - bardzo wiele atrakcji). Mówił że ludzie powinni miast lenistwu i uciechom cielesności, oddawać się filozofii i zgłębianiu wiedzy. Czas spędzony w Efezie przeznaczył Apoloniusz głównie na nauki i przemowy, w których tłumaczył że ludzie nawzajem powinni sobie pomagać, a nie niszczyć i czerpać radość z nieszczęścia drugiego (pokazując przykład na ptakach, jak to jeden drugiego zawiadamiał że niedaleko ktoś wysypał ziarna pszenicy, natomiast ludzie, gdy odkryją jakąś korzyść, nie chcą się z nią dzielić a zachować przy sobie). 


ŚWIĄTYNIA ARTEMIDY W EFEZIE 
(Jedno z siedmiu cudów antycznego świata)



Opuszczając Efez, udał się Apoloniusz do Smyrny, a następnie popłynął do Antiochii. Stamtąd zaś przybył do Dafne, a szczególnie do tamtejszej Świątyni Apollina, gdzie ponoć przeraził się na widok barbarzyństwa tam dokonywanego. Ponoć kapłani mieli oddawać się składaniu krwawych ofiar, przy czym zupełnie dowolnie odbywali modły, nie praktykując już starych zasad. Według Filostratosa (autora dzieła o życiu Apoloniusza z Tyany), Apoloniusz miał odnowić stare obyczaje, pokazując kapłanom jak należy modlić się do bogów i przekonując ich (a także wiernych, którzy składali w świątyni ofiary za pomyślność swych przedsięwzięć lub w intencji zdrowia) aby nie składali ofiar ze zwierząt, by ołtarz boga nie nasiąkał ich krwią. Stwierdził: "Sam Pitagoras ofiarował bogu byka, ale upieczonego z ciasta". Opuszczając Dafne, skierował się teraz Apoloniusz na południe, do kraju arabskich Nabatejczyków. Był to już (najprawdopodobniej) 30 r. naszej ery. Skąd takie przypuszczenie, skoro nigdzie nie pada żadna data? Chociażby stąd, że Apoloniusz zwykle w każdym odwiedzanym przez siebie mieście spędzał po kilka (a niekiedy nawet kilkanaście) miesięcy). Jeżeli więc przyjąć że wizyta na Cyprze miała miejsce ok. 27 r. to biorąc pod uwagę kolejne miasta (Efez, Smyrna, Antiochia i Dafne) należy przypuszczać że wizyty tam trwały ok. trzech kolejnych lat (tym bardziej że źródła mówią iż w Antiochii Apoloniusz był jedynie przejazdem, zaś pobyt w Dafne też nie należał do długich, być może trwał kilka-kilkanaście dni). Tak więc ok. 30 roku naszej ery Apoloniusz udaje się na południe od syryjskiego Dafne i kieruje do Arabii (kraju Nabatejczyków).


FILOSTRATOS i JULIA DOMNA



30 rok naszej ery jest rokiem szczególnym, bowiem właśnie wówczas (prawdopodobnie w kwietniu) zostaje skazany na śmierć i umęczony na krzyżu niejaki Jezus z Nazaretu, zwany Chrystusem. Jestem ciekaw (źródła bowiem o tym nie wspominają) czy Apoloniusz miał możliwość spotkać się z Jezusem? Jeżeli bowiem przyjąć że jechał do Arabii z Syrii, to zapewne odwiedził Damaszek, Cezareę judejską (bo tak wiodła główna droga), ale czy przybył do Jerozolimy? Niestety - źródła (głównie zaś Filostrat), milczą na ten temat. Wydaje mi się jednak że musiał ominąć Jerozolimę i pojechać zupełnie inną drogą. W każdym razie u Nabatejczyków miał spędzić "jakiś czas". Wiadome jest także, że w swych podróżach Apoloniusz często omijał duże ośrodki miejskie (no chyba że były one celem jego podróży), za to wybierał mniejsze miasteczka i wsie, gdzie lubił modlić się przed wiejskimi kapliczkami przydrożnych bogów i bogiń. Tam też nauczał ludność jak prawidłowo modlić się do bogów i o co prosić w swych modlitwach. Najprawdopodobniej więc, Jezus Chrystus i Apoloniusz nigdy się nie spotkali (choć... może nie wiemy wszystkiego? 😉). U Nabatejczyków Apoloniusz musiał spędzić z kilkanaście miesięcy (gdyż określenie "jakiś czas" jest co prawda mylące, ale użyte również w sytuacji jego wizyty w Babilonie, gdzie wiemy że spędził tam rok i osiem miesięcy, co sugeruje właśnie taką interpretację owych dwóch słów). A następnie odbył swą sławną, mistyczną podróż na Wschód - do Persji (wówczas Partii) i Indii.


TE OCZY!
(Oczy które mówią wejrzyj w siebie, a zobaczysz że nie jesteś tym za kogo się uważasz. Wejrzyj w siebie, a zobaczysz że jesteś duchową istotą, która jedynie pragnie Miłości, ale nie potrafi jej odnaleźć na tym świecie) 




CDN.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

HENRYK VIII I JEGO ŻONY - Cz. X

  OD KATARZYNY ARAGOŃSKIEJ  DO KATARZYNY PARR KATARZYNA ARAGOŃSKA (Czyli hiszpańskie noce)  Cz. VIII DZIECIŃSTWO KRÓLOWEJ KATARZYNY Cz. VII ...