URODZONA BY
WŁADAĆ MĘŻCZYZNAMI
"Tuż pod Krakowem, pośród kwitnących łąk było rozesłane szkarłatne sukno, na którym stał namiot dla królewskiej pary. Król Zygmunt, choć raczej powolny i nigdy nie tracący spokoju, tym razem pospieszył na powitanie małżonki, której podobizna zapowiadała młódkę wielkiej urody. Opuścił tedy namiot, ledwo zagrzmiały okrzyki, wiwaty, i zobaczył z daleka zatrzymującą się karocę oraz swoich posłów, Ostroroga z Zarembą, pomagających wysiąść księżniczce italskiej na drugim końcu barwistego sukna. Stali przez chwilę i on, i ona, stali bez ruchu, ale gdy zagrzmiały trąby i huknęły działa, zaczęli zbliżać się ku sobie, oboje ciekawi, oboje świadomi, że na ich przywitanie patrzeć będzie tysiące oczu. Jak opowiadali sobie potem dworzanie, jego zachwyciła niezwykła uroda wybranki, oczy jeszcze bardziej podobne do czarnego aksamitu przy jasnych, złocistych włosach, ją zdumiała jego postać wysoka, potężna, a mimo to kształtna, i rumieniec na ogorzałych policzkach. (...) królewska para zeszła się w pół drogi i Bona skłoniła głowę, on zaś najpierw wyciągnął ku niej rękę, ale gdy chciała ją ucałować, objął pochyloną w ukłonie gorącym uściskiem. Przy dźwiękach trąb i huku dział ustawionych pod murami grodu król wprowadził swoją wybrankę do namiotu, gdzie powitał ją łacińską oracją prymas Łaski, a odpowiadał doktor Alifio. Zaraz potem marszałek nadworny Piotr Kmita, przedstawiony młodej pani wraz z innymi dygnitarzami dworu, zarządził sformowanie nowego pochodu. Jadąc na białej klaczy obok króla, Bona widziała przed sobą posłów cesarskich, wysłańców króla Czech i Węgier, dygnitarzy i dworzan królewskich, ogromny orszak panów duchownych i świeckich wprowadzający ją do Krakowa"
Fragment książki Haliny Auderskiej pt.: "Smok w herbie. Królowa Bona".
Była niesamowitą kobietą, niezwykle inteligentna, energiczna, pomysłowa, ogromna patriotka rodu Sforza i dynastii Jagiellonów. Kobieta która była prekursorką wielu ciekawych reform wprowadzonych w Królestwie Polskim i Wielkim Księstwie Litewskim, założyła kilka miast (w tym potężne miasto-twierdzę Bar na Podolu, którego nazwa nawiązywała do jej rodzinnego Bari w południowo-wschodniej Italii). Korespondowała z sułtanką Roksolaną/Hurrem (podobnie jak jej małżonek - król Zygmunt I Jagiellończyk z sułtanem Sulejmanem Wspaniałym). Dość sroga matka (głównie dla swoich córek), swego zaś jednego syna Zygmunta II Augusta - kochała miłością szczególną, zdając sobie sprawę że jest on jedyną nadzieją dynastii Jagiellonów. Królowa Bona Sforza - bo o niej to mowa - nienawidziła też wrogów zarówno Sforzów jak i Jagiellonów, czyli Habsburgów i Hohenzollernów i starała się im szkodzić wszędzie tam, gdzie tylko miała ku temu możliwość. Niezwykle sroga, a nawet okrutna wobec wszystkich trzech żon swego syna Zygmunta Augusta (niejednokrotnie doprowadzała te dziewczęta do płaczu). Całe swoje życie poświęciła na wzmocnienie i przedłużenie dynastii Jagiellonów, a bezdzietność Zygmunta Augusta z każdą z jego trzech (często chorych) żon, tłumaczyła również swoją winą, jako że podczas polowania w 1527 r. w Niepołomicach pod Krakowem, rozjuszony niedźwiedź zaatakował królową, która wówczas była w ciąży. Co prawda ostatecznie niedźwiedź został zabity, ale wystraszony koń zrzucił Bonę ze swego grzbietu i spadła ona na ziemię, co spowodowało poronienie. To był syn, który nigdy się nie narodził - otrzymał imię Olbrachta. Miał być młodszym bratem Zygmunta Augusta i szansą na przedłużenie dynastii Jagiellonów. Tak się jednak nie stało. W 1556 r. (po 38 latach spędzonych w Polsce), w wieku 62 lat królowa Bona Sforza opuściła Królestwo Polskie i wyjechała do Italii, do swego rodzinnego Bari - gdzie zmarła rok później, otruta przez swe najbliższe sługi. Oto jej historia.
PROLOG
Cz. I
Król Zygmunt I Jagiellończyk - po śmierci swej pierwszej żony Barbary Zapolyi (która zmarła w wieku zaledwie 20 lat - 2 października 1515 r. będąc żoną Zygmunta zaledwie trzy lata i osiem miesięcy), szukał kolejnej kandydatki na żonę. W połowie września 1517 r. wysłał do Bari swoich posłów: sekretarza królewskiego Jana Konarskiego i kasztelana kaliskiego Stanisława Ostroroga. Ich podróż trwała ponad sześć tygodni i była niezwykle męcząca, a gdy już dotarli na miejsce - 5 listopada 1517 r. zamek w Bari świecił pustkami. Księżna Izabela, wraz córką Boną, wyjechała do Neapolu. Ewidentnie ambitna Włoszka bawiła się z nimi w kotka i myszkę, tylko pytanie kto w tym wszystkim był kotem, a kto myszą?
Nie zastawszy na zamku w Bari księżnej Izabeli i jej córki Bony, królewscy posłowie zmuszeni byli podążać dalej na południe, do Neapolu, gdzie - jak ich poinformowano - udała się księżna pani wraz ze swą córką. Po drodze docierały do nich wieści (rozsiewane przez wrogów Sforzów), jakoby księżna Izabela była zwykłą intrygantką, starającą się jak najlepiej "sprzedać" swoją córkę, zaś o Bonie mawiano że "jest brzydka jak noc" i biegła w umiejętności skutecznego ukrywania swej brzydoty. Rozmijało się to wiele z wcześniejszymi wyobrażeniami i opiniami, jakie docierały do Krakowa o włoskich księżniczkach z Bari, dlatego też posłowie byli mocno skonfundowani udając się w dalszą drogę do Neapolu. Oskarżenia o brzydotę okazały się oczywiście nieprawdą, ale jednocześnie zarówno król Zygmunt Jagiellończyk, jak też spora część jego dworzan liczyła na to, że poślubi on jakąś nieśmiałą białogłowę, która przypominałaby baśniową królewnę, a tymczasem księżniczka Bona - pomimo młodego wieku - była pewną siebie, bezwzględną kobietą, zdecydowanie dążącą do raz obranego celu - a odziedziczyła te przymioty po swej matce Izabelli Aragońskiej. 20 listopada 1517 r. dwaj polscy posłowie ujrzeli wreszcie księżnę Izabelę i jej córkę w miasteczku Marigliano, dokąd to obie damy przybyły na powitanie wysłanników króla. W sporządzonym tego dnia raporcie dla króla Zygmunta, tak oto sportretowano młodą Bonę: "Włosy ma śliczne jasnopłowe, podczas gdy (rzecz dziwna) rzęsy i brwi są zupełnie czarne. Oczy raczej anielskie niż ludzkie, czoło promienne i pogodne. Nos prosty bez żadnego garbu ani zakrzywienia. Lica rumiane jakby wrodzoną wstydliwością zdobyte. Usta jak koral najczerwieńszy, zęby równe i nadzwyczaj białe, szyja prosta i okrągła. Pierś śnieżnej białości, ramiona najudatniejsze, rączki piękniejszej widzieć nie można. Wszystko zaś wzięte razem, czy cała figura, czy każdy członek z osobna, tworzą najśliczniejszą i najpowabniejszą całość". Dodatkowo posłowie wychwalali intelekt dziewczyny i jej umiejętności taneczne.
21 listopada orszak księżnej pani wjechał uroczyście do Neapolu (przy dźwiękach trąb i w świetle zachodzącego słońca - co musiało sprawiać wyjątkowe wrażenie estetyczne, a Izabella była mistrzynią w odpowiednim dobieraniu środków, które posłużyć miały do realizacji danego celu). Orszak poprzedzało 60 wspaniałych koni różnej barwy, dalej szło 18 mułów - dźwigających skrzynie wypełnione posagiem ślubnym księżniczki Bony, następnie weszło dwunastu paziów w ozdobnych strojach, 18 koni z karmazynowymi kapami, potem 60 jeźdźców z orszaków poselskich a następnie cała reszta notabli. Na przyjęciu zorganizowanym tej nocy na zamku, księżniczka Bona wystąpiła w oszałamiającej kreacji - haftowanej złotem sukni obszytej w palmy symbolizujące zwycięstwo. Po kolejnych kilku dniach spędzonych w neapolitańskim zamku, całe to towarzystwo (w którym nie brakowało licznych wysłanników cesarza Maksymiliana Habsburga - niechętnego mariażowi Zygmunta Jagiellończyka z włoską księżniczką) przeniosło się do nieodległego miasteczka Castel Capuano, gdzie przez kolejne dwa tygodnie trwały przyjęcia, bale i turnieje organizowane na koszt księżnej pani - Izabelli Aragońskiej. Królewscy posłowie - Konarski i Ostroróg zaczęli wówczas furczeć pod nosem, gdyż nic nie tłumaczyło tej przedłużającej się zwłoki, a oni chcieli wracać do kraju jak najszybciej, gdyż przedłużający się pobyt generował jedynie koszty, a także liczono na to, że nowa królowa zostanie ukoronowana w zapusty (w czasie karnawału), tak jak dotąd inne polskie królowe, jednak pobyt Bony w Castel Capuano wciąż się przedłużał i polscy posłowie nie wiedzieli co jest tego powodem. A powód był raczej błahy - choć dla mieszkańców Italii być może okazał się ważny, a mianowicie... księżniczka nie miała odpowiednich futer, które mogłyby ją osłonić przed - jak sądzono we Włoszech - przeraźliwymi polskimi mrozami, w czasie których "słowa zamarzają w gardle". Był też jeszcze jeden powód tej zwłoki, gdyż księżna pani chciała by ślub (per procura) odbył się w Neapolu, a tym samym by została potwierdzona jej pozycja, jako "matki królowej". W tym zaś czasie, spędzonym na radosnych pląsach w Castel Capuano, Bona przygotowywała się do rozpoczęcia nowego życia na dalekiej Północy, pakując kufry pełne sukien (zabrała ich dwadzieścia jeden, a wszystkie obszyte były złotem i klejnotami - obliczono potem że za suknie Bony można było wystawić i utrzymać przez kilka miesięcy całą chorągiew jazdy oraz zaopatrzyć ją w dobre konie i broń).
W Królestwie Neapolu doszło też do kilku nietaktów dyplomatycznych, gdy np. Włosi uznali że Polacy uwielbiają ciężkie potrawy, pełne ostrych przypraw, podano im zupę tak pieprzną, że nie dało się tego zjeść. Innym razem podano do stołu pieczone kapłony, nazywając je "specjałem italskiej kuchni" (pieczone kapłony był zaś często potrawą kuchni polskiej i uważano je wówczas za "polski przysmak"). Księżna Izabela starała się zapewnić zgromadzonym gościom rozrywkę na odpowiednim poziomie, tak, aby widziano w niej potężną władczynię, godną roli matki "reginae Poloniae" i z tego powodu nie liczyła się z kosztami. Kazała nawet wznieść atrapę zamku, na którym to umieszczono dostojne damy, zaś neapolitańscy rycerze starali się je uwolnić (podobne przedstawienie urządził król Anglii - Henryk VIII - 4 marca 1522 r. i nosiło ono tytuł: "Zielony Zamek", to tam właśnie po raz pierwszy poznał Annę Boleyn, która grała rolę jednej z cnót - "Wytrwałości"). Ostroróg i Konarski starali się też znacznie ograniczyć liczbę dam dworu, jakie chciała ze sobą zabrać księżniczka Bona i twierdzili że optymalna liczba dam z jej włoskiego fraucymeru nie powinna być większa niż dwie panny. Izabela sprzeciwiła się temu, twierdząc że żona "tak potężnego władcy" nie może ograniczać się tylko do dwóch dam i ostatecznie zgodzono się na zwiększenie włoskiego dworu Bony do sześciu panien i dwóch matron (posłowie ci działali zapewne zgodnie z racją królewskich interesów oraz kiesy, bowiem koniecznością każdego monarchy po poślubieniu nowej żony, było odcięcie jej od jej korzeni i dotychczasowego środowiska, aby uniknąć niepożądanych intryg i zminimalizować wpływ obcych agentów, działających jawnie na królewskim dworze. Poza tym wydanie obcych panien za mąż, wiązało się także z obciążeniem dla królewskiej kiesy, gdyż to król musiał wypłacić im posag dla ich przyszłego męża). Pobyt księżniczki Bony w Neapolu niepokojąco się przedłużał i gdy nadeszły Święta Bożego Narodzenia, polscy posłowie ostro zaprotestowali i domagali się natychmiastowego wyjazdu, jeszcze w trakcie trwania świąt. Księżna Izabela nie miała żadnych argumentów przemawiających za dalszym zatrzymywaniem córki i musiała wyrazić zgodę na jej wyjazd, zaplanowany na 26 grudnia 1517 r.
PIERWSZE SPOTKANIE HENRYKA VIII Z ANNĄ BOLEYN
(4 marca 1522 r.)
Księżniczka Bona w nocy poprzedzającej wyjazd z Neapolu, wymknęła się z zamku w samej białej szacie przykrytej płaszczem i kapturem zarzuconym na głowę, w towarzystwie dwóch innych dam (damy dworu i pewnej mniszki). Udała się konno do położonych za miastem ruin rzymskiego amfiteatru. Tam owe panny odnalazły tajemną jaskinię (do której z pewnością przybywały nie pierwszy raz), która to wypełniona była lekkim dymem. W środku przebywał "czarodziej" czyli człowiek, z usług którego Bona korzystała nie pierwszy raz, a był to zapewne astrolog trudniący się przepowiadaniem przyszłości, niczym dzisiejsze wróżki (astrologia dla takich ludzi to była dodatkowa fucha, którą zajmowali się po godzinach, natomiast żyli z układania horoskopów, bo za to właśnie głównie byli wynagradzani. Podobnie Mikołaj Kopernik, żeby zarobić pieniądze trudnił się również układaniem horoskopów). Księżniczka chciała zapewne dowiedzieć się co ją jeszcze czeka u boku polskiego monarchy. Ów "czarodziej" przepowiedział przyszłej królowej że będzie potężną władczynią, ale musi się strzec drugiego smoka (Sforzowie mieli w swym herbie węża lub smoka, stąd pierwszym wężem miała być sama Bona, a drugi przez jakiś czas pozostawał nieznany, póki królowa nie dowiedziała się - będąc już w Krakowie - że istnieje legenda o Smoku Wawelskim z podkrakowskiej groty). Ów człowiek miał ją także ostrzec przed trucizną, która pozbawiła życia jej ojca (królowa Bona została otruta w listopadzie 1557 r. w wieku 63 lat). Ponoć bardzo przeraziło to młodą kobietę i szczególnie dbała potem o bezpieczeństwo zarówno swoje, jak i swoich dzieci. Nazajutrz, przystrojona w brokatową suknię, na białym koniu okrytym pozłacaną kapą z aksamitu, wyruszyła w podróż do nowego kraju. Była już wtedy oficjalnie żoną Zygmunta Jagiellończyka (ślub "w zastępstwie" - zgodnie z życzeniem księżnej Izabelli - zawarto w Neapolu 6 grudnia 1517 r., ale oczywiście prawdziwa uroczystość miała się odbyć już w Krakowie). Księżniczka zabierała ze sobą do dalekiego i nieznanego kraju: 21 dostojnych sukien, 20 haftowanych jedwabiem prześcieradeł, 115 koszul (w tym 12 nocnych), 120 przetykanych złotem chustek do nosa, 96 nakryć głowy (w tym 36 męskich czapek, jako prezent dla męża). Ale była to zaledwie niewielka część tego, co też do Krakowa zabrała ze sobą Bona (a mianowicie wzięła również całą swą sypialnię, z wielkim łożem, czterema materacami pokrytymi niebieskim jedwabiem, zasłoną, pozłacanym, aksamitnym baldachimem oraz niezliczoną ilością poduch ozdobionych srebrnymi wzorami). Cały Neapol żegnał wyjeżdżającą księżniczkę, która mogła być dumna i czuć się uradowana (osiągnęła przecież to, czego wraz z matką pragnęły - koronę jakiegoś znacznego królestwa, zaś Polska była pod tym względem krajem wyjątkowym, szczególnie jeśli bierzemy pod uwagę fakt, iż posiadłości wielu magnatów na Kresach Rzeczpospolitej były znacznie większe, niż kilka włoskich księstw razem wziętych. Był to więc kraj ogromny, potężny i doskonale się zapowiadający - jednak dopiero po przyjeździe do Krakowa Bona dostrzegła również wiele problemów, jakie trapiły to Królestwo, jak choćby bardzo słaba władza królewska, król uzależniony był od szlachty i możnych, kraj co prawda duży, ale skarb prawie pusty ze względu na niechęć szlachty do płacenia podatków oraz wyprzedawanie lub oddawanie pod zastaw domen królewskich z których potem już kto inny - król bowiem z reguły nie miał pieniędzy aby je wykupić - czerpał zyski. Ona sama starała się potem wiele z tego naprawić. Jednym z najpotężniejszych magnatów w kraju był biskup krakowski, który dysponował ponad 230 wsiami i 4 miastami w Królestwie, oraz zarządzał całym udzielnym księstwem siewierskim z większością znajdujących się tam wsi i 3 miastami. Pozycja biskupa krakowskiego była tak nobilitująca z racji przebywania tegoż w Krakowie, u boku króla, iż nawet awans na arcybiskupa gnieźnieńskiego i prymasa Polski był niechętnie widziany i związany ze znacznym zmniejszeniem wpływów nominata, stąd np. Zbigniew Oleśnicki wolał w 1423 r. otrzymać sakrę biskupa krakowskiego, niż awans na arcybiskupstwo gnieźnieńskie, bo to się również wiązało z władzą, a biskup krakowski miał stały dostęp do króla).
Zatem uradowana (choć wciąż pewnie pełna niepokoju o swoją przyszłość), zmierzała teraz księżniczka Bona ku nowemu życiu do królestwa, którego nie znała i które dopiero zamierzała odkryć. W głowie tej młodej kobiety zapewne wciąż dźwięczały słowa matki: "Nie jesteś zwykłą dziewczyną, ty urodziłaś się do rządzenia, one do służenia przyszły na świat, one cedzidłem i wrzecionem niech się posługują, ty prawami, nauką i dobrymi obyczajami". Podobnie mawiał osobisty nauczyciel Bony i jej siostry Hippolity, zatrudniony przez jej matkę - Antoni de Ferrariis "Galaeto", który przekonywał ją: "Wam, księżnym, danym jest panować nawet nad mężczyznami, przeglądajcie księgi świętych mężów i filozofów (...) abyście okazały się godne i mogły rozkazywać mężczyznom".
CDN.


