WYŚWIETLENIA

13 sierpnia 2026

ZEMSTA NA WROGACH! - Cz. I

CZY ZEMSTA JEST ROZKOSZĄ BOGÓW?





Dziś chciałbym odpowiedzieć na pytanie - które zawarte jest w tytule, czyli czy zemsta się opłaca i czy ma w ogóle sens? Oczywiście pytanie samo w sobie byłoby bez sensu, jeśli nie podałbym przykładu, który zainspirował mnie do podjęcia się tego tematu. Dlatego też na początku chciałbym opowiedzieć pewną historię, a dopiero potem wyciągnąć wnioski, które się za nią kryją. Głównym bohaterem tej opowieści będzie postać dość odległa historycznie, ale która mi się przypomniała i postanowiłem wykorzystać ją właśnie jako przykład do takowego tematu. Mianowicie więc bohaterem tej opowieści będzie cesarz rzymski (kejzar - czyli grecka wymowa rzymskiego słowa "cezar") Justynian II Rinotmetos (Ῥινότμητος) - czyli "Podcięty nos" (z racji tego że stracił ów organ, gdy wrogowie postanowili go obalić - co było w tamtym czasie naturalną praktyką stosowaną wobec obalonych władców, których z jakichś względów nie zamordowano, ponieważ takie oszpecenie automatycznie dyskwalifikowało z dalszego pełnienia najwyższej władzy w państwie. Problem polegał tylko na tym, że ci, którzy dopuścili się na nim takiego czynu, postąpili gorzej niż gdyby go zabili, bowiem nie docenili jego determinacji, żądzy panowania i odzyskania władzy, a przede wszystkim niepohamowanej żądzy zemsty). Oczywiście można się domyśleć że Justynian II realnie nie był cesarzem rzymskim, a zastosowałem takie określenie ponieważ tak właśnie o sobie wówczas myśleli ci, których potem historycy nazwali Bizantyjczykami. A ów panował w Konstantynopolu w końcu VII i na początku VIII wieku naszej ery. Wydaje mi się on bardzo ciekawym przykładem do omówienia tematu zemsty, zatem zapraszam do lektury życia człowieka, który temu zagadnieniu poświęcił wszystkie swoje plany i myśli.



JUSTYNIAN II RINOTMETOS
(668-711)
Cz. I





RODZINA
(608-668)
Cz. I


Bohater naszej opowieści przyszedł na świat w drugiej połowie (lub zapewne pod koniec) 668 roku. Wywodził się z dynastii Heraklijskiej, założonej przez jego pra-pradziada Herakliusza w 610 r. W tym czasie Imperium odnowione przez Justyniana I Wielkiego przeżywało poważny kryzys. Italia, choć odzyskana w ciągu ciężkiej, dwudziestoletniej wojny z Ostrogotami (535-554), została jednak tak zniszczona i wyludniona, że już w 568 r. uległa naporowi kolejnych barbarzyńców - Longobardów, którzy zajęli całą północ i dużą część środkowych Włoch. Południowa Hiszpania (zdobyta na Wizygotach w latach 552-554) w kolejnych latach również była tracona (w 584 r. padła Kordoba, największe miasto i punkt oparcia Bizantyjczyków w Hiszpanii, ostatni punkt oporu na południu padł w 624 r.). Egipt i Afryka były wówczas bez wątpienia najbogatszymi prowincjami Imperium Rzymskiego (albo raczej tego, co pozostało z dawnego Imperium Romanum), lecz i tam walki z Maurami powodowały duże straty. Poza tym oczywiście ciągłe wojny na wschodzie z Persami, oraz napór plemion słowiańskich i Awarów przez Dunaj na Bałkany, to wszystko razem wzięte powodowało konieczność utrzymywania ogromnej armii i stałych podatków. Najgorszy bez wątpienia był najazd Słowian na Bałkany, jako że walka z innymi ludami mimo wszystko ograniczała się do walki o kresy (nawet wojna z Longobardami w Italii nie była tak ważna dla Imperium, jak utrzymanie Bałkanów przed słowiańską nawałą). Słowianie bowiem zaczęli osiedlać się na Bałkanach na stałe i nawet jeśli przyjmowali protekcję cesarską, to w większości przypadków była ona czysto iluzoryczna. Do tego dochodził też konflikt o przewodnictwo pomiędzy cesarzem a senatem i pomiędzy cesarzem a ludem (dążącym do odzyskania dawnych wolności). Rosły antagonizmy społeczne i religijne oraz walki frakcji cyrkowych (głównie Zielonych i Niebieskich). W armii również dyscyplina była bardzo rozluźniona, czego powodem były nieustanne wojny, jak również częste zaległości w wypłacie żołdu. Wszystko to razem wzięte było istną beczką prochu, niezbędną stała się potrzeba szybkich reform, jeśli cała struktura państwowa nie miała się rozpaść.






W listopadzie 602 r. obalony został cesarz Maurycjusz - ostatni przedstawiciel dynastii Justynianów, a wojsko cesarzem okrzyknęło prostego żołnierza o imieniu Fokas. Dopuszczać się on miał wielu aktów okrucieństwa (np. najpierw kazał pojmanemu cesarzowi Maurycjuszowi przyglądać się kaźni jego synów, a następnie kazał ściąć i jego samego. Ich ciała wrzucono do morza, a głowy wystawiono na pośmiewisko na widok publiczny). Najstarszy syn Maurycjusza - Teodozjusz zapewne by się uratował, bo ojciec wysłał go z misją dyplomatyczną do szacha perskiego Chosroesa II (który sam zawdzięczał Maurycjuszowi tron, odzyskany w 591 r. i uważał się za dłużnika - a symbolicznie również i syna - obalonego teraz cesarza bizantyjskiego). Teodozjusz jednak zawrócił - na własną zgubę - bo wkrótce potem został pochwycony przez żołnierzy wiernych Fokasowi i również ścięty. Jednak upadek Maurycjusza i zamordowanie jego synów, oraz późniejsze rządy terroru jakie rozpętał Fokas, dały powód Chosroesowi do rozpoczęcia nowej wojny z Rzymianami (Bizantyjczykami), która wybuchła w tym samym 602 roku. Rządy Fokasa były agonią dawnego Wschodniego państwa cezarów. Nie tylko bowiem Persowie na wschodzie, ale teraz również i Słowianie na Bałkanach robili co chcieli. W 605 r. Persowie zdobyli twierdzę Dara, co pozwoliło im w kolejnych latach wlać się do Syrii i Kapadocji, a w 609 r. jeden ich oddział dotarł nawet do Chalcedonu nad Morzem Marmara (nieopodal Konstantynopola). Poza tym dochodziło do prześladowań Żydów, monofizytów i tak naprawdę jedyne wsparcie jakie uzyskał Fokas w czasie swego krótkiego, ośmioletniego panowania, płynęło z Rzymu, od tamtejszych papieży (a szczególnie Grzegorza Wielkiego). W 607 r. Fokas odebrał biskupowi Konstantynopola tytuł patriarchy ekumenicznego (czyli całego Kościoła Chrystusowego), czego od dawna domagali się biskupi rzymscy. Z tego też powodu w Rzymie na Forum Romanum w 608 r. wystawiono Fokasowi pomnik (istniejącą do dziś tzw. Kolumnę Fokasa).




W tym właśnie czasie w Afryce doszło do buntu na którego czele stanął tamtejszy namiestnik - Herakliusz zwany Starszym. Był on wodzem, który walczył w czasie wojny dwudziestoletniej z Persami (572-591), potem przebywał jakiś czas w Armenii i ostatecznie z rąk cesarza Maurycjusza uzyskał namiestnictwo Afryki (w 598 r. Przybył tam jednak dopiero w 600 r. Przez ten czas zaś władzę tymczasową sprawował tam biskup Innocenty), bogatej krainy pełnej zboża i wspaniałych zabytków. W 608 r. Herakliusz Starszy - wraz ze swym synem Herakliuszem, wypowiedzieli posłuszeństwo Fokasowi i rozpoczęli walkę o władzę nad Imperium. Najpierw w Egipcie (którego podbój trwał mniej więcej dwa lata - Aleksandria padła z końcem 609 r.), a następnie we wrześniu 610 r. Herakliusz Młodszy wyruszył na wyprawę do Konstantynopola i już 3 października zajął miasto. Dwa dni później pochwycony Fokas - wraz z doradcami - stanął przed obliczem nowego cesarza na Hipodromie. Ten zapytał go: "To ty, potworze, panowałeś tak podle?!", na co uzyskał odpowiedź: "A ty potrafisz rządzić lepiej?" Po tych słowach Herakliusz oddał Fokasa w ręce ludu, który go spalił. Spalono tam wówczas również sztandar frakcji Niebieskich (należącą do jednej z czterech frakcji woźniców rydwanów na Hipodromie - Zieloni, Niebiescy, Czerwoni i Biali - którzy w tym czasie realnie stali się tak silni jak mafia i tak też działali, atakując swoich przeciwników również w ich domach i np. zrzucając z okien kobiety, dzieci czy starców), którzy wspierali Fokasa (notabene to nie oni wynieśli go do władzy, tylko Zieloni, ale potem nastąpiła zmiana stron i Zieloni stali się jego wrogami, a Niebiescy stronnikami). Nowy cesarz był w sile wieku, miał 36 lat gdy zdobył władzę. Był średniego wzrostu i odznaczał się krępą budową ciała i był ponoć przystojny. Miał jasne włosy, niebieskie oczy i gęstą brodę. Był sprawny fizycznie i miał otwarty umysł (zapewne część owego opisu jest nieco przesadzona - gdyż powstała w czasach panowania dynastii, którą on założył - aczkolwiek tylko część, biorąc pod uwagę fakt, że Herakliusz realnie ocalił Imperium przed zagładą). Stanęło przed nim nie lada zadanie, musiał bowiem uporać się z agresją Persów na Wschodzie, Słowian i Awarów na Bałkanach, oraz z upadkiem dawnego systemu sprawowania władzy. Jego zaś ojciec - Herakliusz Starszy zmarł w Kartaginie wkrótce po otrzymaniu wiadomości o objęciu władzy przez syna.


KONSTANTYNOPOL



Początkowo Herakliusz zastanawiał się czy w ogóle nie przenieść stolicy do Kartaginy, bowiem stan państwa był katastrofalny, a niebezpieczeństwo ataku - czy to Słowian czy Persów - na Konstantynopol coraz bardziej realne. W przeciągu pierwszej dekady od objęcia przez niego władzy, Słowianie zlikwidowali bizantyjskie panowanie w Dalmacji (niszcząc Salone w 614 r.) i dotarli aż do Grecji, aż na Peloponez - gdzie też zaczęli się osiedlać. Takie miasta jak: Singidunum (Belgrad), Viminacium (Kostolacz), Naisus (Nisz) czy Sardyka (Sofia) zaczęły coraz bardziej nabierać słowiańskiego charakteru, a kolejne słowiańskie fale, jedna po drugiej, zaczęły po sobie napływać. Na froncie wschodnim początkowo Herakliusz odniósł pewne sukcesy (611/612 r.) ale szybko je zaprzepaszczono po klęsce pod Antiochią (613 r.), po której to Persowie weszli do Syrii zajmując Damaszek, Tars i Armenię, a w 614 r. zdobyli (po trzydniowym oblężeniu) Jerozolimę. Przez kolejne trzy dni miasto było wydane na pastwę zwycięskich Persów, a kościół Grobu Świętego (wzniesiony jeszcze przez Konstantyna Wielkiego w IV wieku) został spalony. Persowie zabrali stamtąd istniejący jeszcze fragment (dość duży jak na tamte czasy) Krzyża Świętego (zwanego też "Prawdziwym Krzyżem" bowiem na nim miał skonać Jezus Chrystus) i wywieźli go do Ktezyfontu. W mieście dużą pomoc Persom udzieliła miejscowa społeczność żydowska, która aktywnie wspomagała najeźdźców, a potem zajmowała się chwytaniem w niewolę i sprzedawaniem Persom zniewolonych przez siebie chrześcijan. Dochodziło wówczas do prawdziwych tragedii, jak rozdzielano żony od mężów, albo dzieci od rodziców (trzeba jednak powiedzieć że Żydzi uczynili to z zemsty, gdyż przez lata byli traktowani jak ludzie drugiej kategorii, a za możliwość wyznawania swej wiary musieli płacić specjalny podatek - podobny do tego, jaki potem wprowadzą muzułmanie dla wszystkich nie-muzułmanów). Od 615 r. rozpoczął się perski podbój Azji Mniejszej, a ich zagony operowały non stop na wybrzeżu Morza Marmara. W latach 617-619 trwał podbój Egiptu. Sukcesy jakie odnosili wówczas Persowie mogły powodować, iż zaczęto głośno mówić nad odrodzeniem dawnej monarchii Achmenidów, którą próbował wskrzesić założyciel perskiego rodu Sasanidów - Ardaszir, na początku lat 30-tych III wieku, ale mu się to wówczas nie udało, a i później Persowie tylko na krótko zajmowali czy to Syrię czy Kapadocję.


CHOSROES II



Herakliusz przez pierwszą dekadę swoich rządów musiał wykrzesać wiele energii i mądrości, aby utrzymać i odnowić Imperium. Wprowadził reformy administracyjne, zastępując dotychczasowy podział na prowincje (choć prowincje nadal zostały) systemem temów - czyli wielkich ośrodków wojskowych, obejmujących swym obszarem kilka prowincji. Tamtejsi rolnicy otrzymywali na własność działki ziemi z prawem dziedziczenia ich na swych potomków, w zamian zobowiązywali się do służby wojskowej i ochrony tej ziemi (było to nawiązanie do dawnego systemu rzymskich limes, na którym również osiedlano żołnierzy zwanych limitanei - zobowiązanych do służby wojskowej na danym obszarze). Wychodzono bowiem z dosyć oczywistego założenia, że żołnierz o wiele chętniej będzie chciał walczyć za swój własny majątek i swoją rodzinę, niż za jakieś odległe i nieznane mu, a często wrogie ziemie. Przeprowadzono również głęboką reformę administracji cesarskiej, likwidując m.in. funkcje prefekta pretorium, a wprowadzając w jego miejsce kilka innych, pomniejszych z dość jasno sprecyzowanymi kompetencjami. W 619 r. Herakliusz zawarł ostatecznie pokój z Awarami i zaczął sprowadzać część Słowian do Anatolii (osiedlając ich tam i obdarowując ziemią). To wszystko spowodowało, że zebrawszy siły na Wielkanoc dnia 5 kwietnia 622 r. po wysłuchaniu mszy świętej w kościele Hagia Sophia w Konstantynopolu, Herakliusz wyruszył na Persów. Na jesieni tego roku pokonał w bitwie we wschodniej Anatolii perskiego wodza Szahrbaraza, uwalniając tym samym całą Azję Mniejszą od perskiej okupacji. Ubezpieczając pokój na zachodzie (i wysyłając nowych zakładników wraz z daniną do Ringu - miasta obozu i siedziby chagana Awarów ) w 623 r. po otrzymaniu oszczerczego listu od Chosroesa II (który ubliżał w nim religii chrześcijańskiej i samemu Herakliuszowi), cesarz ruszył na Armenię, gdzie zdobył miasto Ganzak - pierwotną siedzibę Ardaszira w Armenii i jeden z symboli religii zaratusztriańskiej, gdzie zniszczył tamtejszą Świątynię Ognia w odwecie za spalenie kościoła Grobu Świętego w Jerozolimie.




W 626 r. Persowie rozpoczęli kontrofensywę i ponownie zajęli Azję Mniejszą dochodząc pod mury Konstantynopola. Tak się złożyło że również Awarowie i Słowianie rozpoczęli oblężenie tego miasta od zachodu i wydawało się że jego upadek jest przesądzony. Herakliusza nie było wówczas w stolicy (przebywał w odległej Lazyce na Kaukazie) a obroną dowodził generał Bonus, przyrodni brat Herakliusza - Teodor, oraz patriarcha Sergiusz, który organizował uroczyste procesje, wygłaszał płomienne kazania i organizował modły w kościołach. Ostatecznie o wyniku obrony zadecydowało zwycięstwo bizantyjskiej floty nad flotą słowiańską (wówczas jeszcze nie wynaleziono owego sławnego Ognia Greckiego, którym marynarze rzymscy będą się posługiwali w obronie Konstantynopola podczas pierwszego oblężenia tego miasta przez Arabów pół wieku później). Zwycięstwo na morzu było tylko preludium do zwycięstwa na lądzie nad Awarami, a gdy ci wycofali się spod miasta, Persowie również ustąpili i Konstantynopol przetrwał.
Potem Teodor rozbił jeszcze jedną armię perską w tym samym roku (kolejna wycofała się do Syrii). W 627 r. Herakliusz rozpoczął wielką ofensywę w granice samej Persji, a w grudniu tego roku zadał Persom największą klęskę w tej wojnie w bitwie pod Niniwą, która realnie kończyła wojnę całkowitym zwycięstwem Rzymian/Bizantyjczyków. W styczniu 628 r. cesarz zdobył Dastagert - ulubioną letnią rezydencję Chosroesa (z której tamten uciekł). Wkrótce potem perski szach został obalony i zamordowany a władzę objął jego syn - Kawad-Sziraz, który natychmiast zawarł pokój z Herakliuszem (wiosna 628 r.). Tak oto kończyła się 26-letnia krwawa wojna, która osłabiła oba Imperia (a jak wiadomo - gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta). Do Imperium Rzymskiego/Bizantyjskiego wracały wszystkie wcześniej utracone ziemie: Egipt, Syria, Palestyna, rzymska Mezopotamia i Armenia. Kawad-Sziraz oddał również Herakliuszowi Prawdziwy Krzyż wcześniej wywieziony do Ktezyfontu. Tak oto po pięciu latach nieobecności cesarz wracał do swej stolicy w glorii wielkiego zwycięstwa, witany przez patriarchię Sergiusza i cały lud Konstantynopola kwiatami i girlandami. Na Wielkanoc 630 r. Herakliusz odwiedził Jerozolimę, gdzie przywrócił na miejsce Prawdziwy Krzyż.




"NIE ZDEJMĘ KRZYŻA Z MOJEJ ŚCIANY, 
ZA ŻADNE SKARBY ŚWIATA, 
BO NA NIM JEZUS UKOCHANY
GRZESZNIKÓW Z NIEBEM BRATA.
NIE ZDEJMĘ KRZYŻA Z MEGO SERCA, 
CHOĆBY MI UMRZEĆ TRZEBA, 
CHOĆBY MI GROZIŁ KAT MORDERCA, 
BO KRZYŻ TO KLUCZ DO NIEBA"



Tak oto zarówno Awarowie jak i Persowie zostali pobici i upokorzeni i wydawało się że już nic nie może zagrozić potędze Imperium Rzymskiego rządzonego z Konstantynopola. Ale o tym nie wiedział pewien arabski kupiec, imieniem Mahomet, który w tym czasie zyskał już sporą liczbą zwolenników, a wcześniej natchniony przez "boga" (opiszę jak do tego doszło, opierając się na tych channelingach, które jeszcze posiadam w temacie: "Historia Życia, Wszechświata Wszelkiej Cywilizacji", oraz podam prawdopodobieństwo kim, lub też czym był ów "bóg" który natchnął Mahometa, oraz w jak brutalny sposób to zrobił, iż Mahomet ledwo owe "natchnienie" przeżył - zresztą jest to opisane w Koranie, co Allah zrobił z Mahometem, ja tylko podam czym prawdopodobnie był ów Allah). A jak mówi przysłowie: "Jeśli coś jest niemożliwe do zrobienia, to trzeba znaleźć kogoś kto o tym nie wie, przyjdzie i to zrobi". I takim kimś był właśnie Mahomet i jego zwolennicy.




CDN.

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. XII

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. XII




 Przenieśmy się teraz do "Ojczyzny Światowego Proletariatu" (czyli prawdziwej ojczyzny tych wszystkich Warskich, Koszutskich i innych Marchlewskich spod znaku KPRP). 21 stycznia 1924 r. w podmoskiewskich Gorkach (w tamtejszym pałacyku) umiera wódz światowej rewolucji - Włodzimierz Iljicz Lenin. 25 maja 1922 r. Lenin zapadł na paraliż prawej połowy ciała i utratę mowy. W wyniku prowadzonej rehabilitacji na początku października poczuł się na tyle dobrze, że wrócił do pracy, ale na krótko. W grudniu miał drugi atak, który unieruchomił go już definitywnie, zaś 9 marca 1923 r. trzeci, który zrobił z niego żywego trupa. Teraz rozpoczęła się zażarta walka partyjnych buldogów o "kaftan Lenina" (jak zaczęto w Rosji nazywać walkę o władzę w trakcie choroby i po śmierci Lenina). Najpewniejszymi pretendentami do schedy po Leninie byli: Trocki, Stalin, Kamieniew, Zinowiew, w drugiej zaś kolejności: Rykow i Tomski, w trzeciej zaś (która realnie nie liczyła się wcale): Bucharin, Mołotow i Kalinin. 80 ostatnich dni swego w miarę świadomego życia, poświęcił Lenin na naprawę tego, co wcześniej stworzył i czego się bardzo obawiał, a mianowicie przekazania sterów rządów nad partią i państwem w ręce najmniej opowiedniego kandydata. Mówi się dzisiaj że Lenin krytykował w liście do Partii Stalina - to prawda, ale nie wspomina się że również krytykował Trockiego, a także Zinowiewa i Kamieniewa i w zasadzie nie miał żadnego dobrego kandydata na swego następcę. Postulował też zwiększenie liczby członków Komitetu Centralnego Partii z 27 do kilkudziesięciu, a nawet do stu, poprzez dopuszczenie do tego grona głównie robotników (notabene jakby zjadł własny język, gdyż nieco wcześniej - gdy był jeszcze w pełnym zdrowiu, twierdził, że robotnicy nie mają pojęcia jak rządzić państwem, a wiedzą to jedynie "ludzie partyjnej praktyki"). Teraz wszystko się zmieniło, ponieważ Lenin wiedział że jego dni są policzone, a schedę po nim może przejąć ktoś, kto doprowadzi Partię do katastrofy, sam zaś stanie się bolszewickim dyktatorem (i podejrzewał o to praktycznie wszystkich swoich wcześniejszych współpracowników). Wcześniej Lenin uważał że nie tylko mała grupka "partyjnej oligarchii" (jak zarzucali mu to na IX Zjeździe Partii {marzec-kwiecień 1920 r.} tzw. "decyści" - czyli demokratyczni centraliści), ale twierdził wręcz że Partią może kierować jedna osoba (mając oczywiście na myśli siebie samego). Teraz zaś - będąc już na łożu śmierci - domagał się demokratyzacji w Partii. Szukał kandydatów na członków Komitetu Centralnego również wśród mieszkańców najróżniejszych miast gubernialnych, a gdy słuchał raportu Sobakiewicza do Cziczkowa w tej kwestii, usłyszał tylko o przedstawicielach jednego z miast: "Jeden tylko tam jest porządny człowiek, prokurator; ale i ten, prawdę mówiąc, świnia!" Lenin umierał więc ze świadomością że Partię czeka rozłam, albo dyktatura jednego człowieka.




Napisał też (a raczej podyktował, bo pisać już nie mógł i mówił też z wielkim trudem) "List do Zjazdu" na projektowany na maj 1924 r. XIII Zjazd Partii. W liście tym sprzeciwiał się zarówno Stalinowi jak i Trockiemu, twierdząc (oczywiście w zawoalowanym partyjnym słownictwie) że nie są oni godni objąć przewodnictwa nad Partią. Dumwiratu Stalin-Trocki też nie popierał, uważając że obaj mają i tak już zbyt dużą władzę. Stalin był dla niego zbyt "brutalny" i dążący do całkowitego podporządkowania sobie Partii, Trockiemu wypominał jego niekomunistyczną przeszłość, Kamieniewowi i Zinowiewowi zaś "epizod październikowy" czyli ich sprzeciw wobec rewolucji listopadowej 1917 r. Oczywiście twierdził też że nie należy im tego wytykać, ale sam fakt że znalazło się to w liście na zjazd Partii pokazuje, że wódz rewolucji nikomu niczego nie zapomniał, nawet w obliczu śmiertelnej choroby. List ten oczywiście nie został odczytany na XIII Zjeździe Partii. Potem zaś powstała legenda, że niby to Stalin ukrył ów list i tym samym nie dopuścił do realizacji testamentu Lenina. Nie wiadomo czy tak nie było, ale należy pamiętać że upublicznienie tego listu nie leżało w interesie żadnego z potencjalnych następców Lenina i żaden z nich nie chciał, aby to, co napisał w nim Lenin, ujrzało światło dzienne (Trocki zresztą - aż do 1927 r. czyli do upublicznienia owego listu najpierw w USA przez Maxa Estmana, a następnie we Francji przez Borysa Souvarine - negował w ogóle samo jego istnienie). A w liście tym Lenin, krytykując wszystkich powyższych, twierdził, że po jego śmierci należy wybrać ciało kolegialne, które wspólnie będzie zarządzać zarówno Partią, państwem jak i Kominternem. Nikt zaś z nowych "bojarów" partyjnych tego nie pragnął. Ale głosy o demokratyzację Partii zaczęły się pojawiać. Najgłośniejszym jej wyrazicielem był lider petersburskich i uralskich robotników - Gawrił Miasnikow, który zaczął wręcz głosić herezję, twierdząc: "Po tym jak zdławiliśmy opór wyzyskiwaczy i ukonstytuowaliśmy się jako jedyna władza w kraju, powinniśmy ogłosić wolność słowa i druku, jakiej nie miał jeszcze nikt na świecie - od monarchistów do anarchistów włącznie". Nie trwało to długo jak Miasnikow musiał... uciekać ze Związku Sowieckiego i udało mu się to tylko dzięki temu (co zresztą sam podkreślał) że w swej "bohaterskiej przeszłości" zabił wielkiego księcia Michaiła Romanowa.




Teraz, po śmierci Lenina, Stalin (sprawujący od 3 kwietnia 1922 r. funkcję sekretarza generalnego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) - notabene uzyskał to stanowisko właśnie dzięki Leninowi) urządza uroczystości pogrzebowe na swoją własną modłę, nie licząc się ani ze zdaniem starych partyjnych towarzyszy, ani też ze zdaniem wdowy po Leninie - Nadieżdy Krupskiej. Postanawia że ciało Lenina zostanie zabalsamowane (jako ciekawostkę dodam, że aby zapoznać się z technikami balsamowania, wysłał on do Egiptu specjalnie dobraną grupę, która miała nauczyć się tej trudnej sztuki) i wystawione na widok publiczny w szklanej trumnie w drewnianym mauzoleum. Tworzy też kult Lenina (który potem ma stać się również kultem jego własnej osoby). Pojawia się hasło: "Lenin żył, Lenin żyje, Lenin będzie żył!" ("Lenin wiecznie żywy!" 😜). Pojawiają się też (głównie w prasie) takie oto nagłówki: "Pamiętaj! Lenin mówił: Najpierw jestem komunistą, a dopiero potem człowiekiem". 26 stycznia (czyli 5 dni po śmierci Lenina) Petersburg zmienia nazwę na Leningrad. Nadieżda Krupska jest tym zniesmaczona i daje temu wyraz w wywiadzie dla "Prawdy" z 30 stycznia 1924 r. prosząc aby nie wyrażano żałoby po śmierci Lenina jako "pozornego hołdu dla jego osoby" i aby nie urządzano wieców żałobnych i nie nazywano jego imieniem miast, "Jeśli chcecie uczcić imię Włodzimierza Ilijcza, budujcie żłobki, przedszkola, domy, szkoły i tak dalej..." Postępuje się jednak dokładnie odwrotnie, pojawia się coraz więcej miast noszących imię Lenina: Leninsk, Lenino, Uljanowsk - wszystko to potrzebne jest jednak nie tyle zmarłemu Leninowi czy jego rodzinie, a tym nowym bogom, którzy zamierzają zająć jego miejsce i potrzebują do tego nowego kultu żeby się wypromować. Zresztą im również woda sodowa uderza do głowy i na śmierci Lenina próbują ugrać swoje, tak więc oprócz mnóstwa miast noszących imię Lenina, pojawiają się i takie jak: Trock, Zinowjewsk, Stalingrad itp. każdy z nich chce stać się nowym bogiem, ale nie po śmierci (jak Lenin) lecz jeszcze za życia, aby móc doświadczyć całego tego kultu. Powstaje triumwirat, który ma na celu odsunąć Trockiego od objęcia władzy nad partią (a w skład którego wchodzi oczywiście Stalin, Kamieniew i Zinowiew), z tym że Stalin roztropnie nie pcha się na świecznik, a wręcz przeciwnie, gdy 26 stycznia w Sali Kolumnowej Domu Związków Zawodowych odbywa się konferencja pożegnalna wodza rewolucji, Stalin na pierwsze miejsce wynosi żądnego władzy Zinowiewa, sam występując skromnie na czwartej pozycji. Tam właśnie wygłasza on sławną "Przysięgę" (którą potem uczniowie w całym Związku Sowieckim będą musieli uczyć się na pamięć), oraz wypowiada słowa o wyjątkowości komunistów: "My, komuniści, jesteśmy ludźmi szczególnego pokroju. Skrojeni jesteśmy ze szczególnego materiału (...) Nie ma nic chlubniejszego ponad zaszczyt należenia do tej armii". Twierdził tam że bolszewicy posiadają wyjątkowe cnoty: odpowiedzialność i męstwo (a także największe umysły, serca i fallusy - należałoby dodać 😂), że są swoistymi nadludźmi, innymi od całej rzeszy ludzkości (Aron Szolc porównał bolszewików do arystokracji sprzed rewolucji, pisząc: "Dzisiaj to my stanowimy klasę panującą. (...) Obyczaje w naszym kraju będą kształtowały się zgodnie z tym, jak żyjemy, jak się ubieramy i jak postępujemy").




Pogrzeb Lenina miał miejsce 27 stycznia 1924 r. Oczywiście nie był to klasyczny pogrzeb, ciało Lenina umieszczono w szklanej trumnie (niczym relikwię) w drewnianym mauzoleum. Oczywiście obowiązkowo-pielgrzymowano do tej relikwii i urządzano wyprawy nawet z najdalszych obszarów Związku Sowieckiego (to była podstawa dla każdego komunisty wyznającego "komunistyczną moralność" - bo to było najważniejsze w tym całym popieprzonym państwie). Mózg Lenina został usunięty i oddany do analizy niemieckiemu profesorowi Vogtowi (który wkrótce dopatrzył się tam "szczególnych właściwości w strukturze tak zwanych piramidalnych klatek III warstwy", co miało tłumaczyć geniusz Lenina i jego ponadprzeciętność. Potem "Prawda" (jak i inne gazety sowieckie) drukowały te brednie z odpowiednim komentarzem, jakby to wszystko udowadniało "genialność myśli i genialność taktyki" Lenina. W każdym razie jeden czerwony knur już odszedł, teraz zaczęła się walka czerwonych świń pod dywanem. A i jeszcze, zapomniałbym - gdzieś tak od stycznia 1924 r. zaczęło się załamanie gospodarcze w Związku Sowieckim, które skutkowało krytyką leninowskiej Nowej Ekonomicznej Polityki, zezwalającej na utrzymanie kapitalistycznych środków produkcji w socjalistycznym (a raczej w komunistycznym) kołchozie. Zaczęło w sklepach brakować towarów, a te, które były, znacznie poszły cenowo w górę, co jeszcze bardziej rodziło nienawiść w kierunku nepmanów (czyli tych, którzy dorobili się na otwarciu gospodarki i prowadzeniu prywatnych przedsiębiorstw na niewielką skalę). Rząd sowiecki (aby uspokoić ludzi) nakazał zamknięcie ok. 300 000 prywatnych firm.


RAMSAY McDONALD



22 stycznia - po raz pierwszy w historii - premierem Wielkiej Brytanii zostaje lider Partii Pracy - Ramsay McDonald. Co prawda wybory z 6 grudnia 1923 r. wygrali konserwatyści Stanleya Baldwina (uzyskując 258 mandatów), to jednak laburżyści McDonalda zdobyli 191 mandatów i w połączeniu z liberałami (158 mandatów) utworzyli rząd (zresztą w rządzie McDonalda było wielu polityków o przekonaniach zarówno konserwatywnych jak i liberalnych, jak choćby Philip Snowden czy James Henry Thomas i kilku innych). Liberałowie i laburżyści proponowali wprowadzenie polityki wolnego handlu (konserwatyści zaś prowadzili politykę protekcjonistyczną, wspierającą głównie brytyjski handel). Poza tym zamierzali wdrożyć projekty finansowania z budżetu budownictwa mieszkaniowego, plany ubezpieczeń dla robotników, oraz podwyżki rent i innych świadczeń dla osób starszych i inwalidów. Niewiele się jednak udało uzyskać z tych śmiałych planów McDonaldowi, natomiast z jednego z pewnością został zapamiętany, z nawiązania oficjalnych stosunków ze Związkiem Sowieckim (1 lutego 1924 r.). Potem Brytyjczycy mieli z tym nieco problemów (o czym już też wcześniej pisałem). W każdym razie lewicowy rząd McDonalda oficjalnie uznał Związek Sowiecki, co znacznie umocniło reżim bolszewicki (zresztą Angole robili dile z Sowietami jeszcze w 1920 roku, gdy Armia Czerwona stała pod Warszawą gotowa na podbój całej Europy).




Niepowodzenia nadreńskie i nieumiejętność w wyegzekwowaniu żądanych przez Paryż reparacji, zachwiała również rządem Raymonda Poincaré'go. W każdym razie 25 stycznia Francja podpisuje układ o przyjaźni z Czechosłowacją, która wcześniej zawarła bilateralne pakty z Rumunią (23 kwietnia 1921 r.) i z Królestwem Serbów, Chorwatów i Słoweńców (31 sierpnia 1922 r.) w ramach tzw. Małej Ententy, której ostrze wymierzone było w Węgry (a raczej w węgierskie próby odbudowania dawnych Wielkich Węgier.

12 lutego 1924 r. (co warto odnotować) - jest to data narodzin symfonicznego jazzu. Tego bowiem dnia w Nowym Jorku George Gershwin prezentuje swoją "Błękitną rapsodię". 




A poza tym, na ulicach Warszawy szybkość aut ograniczono do 25 km/h.


WARSZAWA 
PRZEJAZD KRAKOWSKIM PRZEDMIEŚCIEM 
1926



CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...