CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI
Patrząc i analizując to, co obecnie dzieje się w naszym kraju (choć z pozoru wydaje się jakby nie działo się nic i o to chyba właśnie chodzi, szczególnie mam na myśli to, co wyprawia pół-Niemiec, który na nieszczęście pełni urząd premiera naszego kraju), pojawiła się u mnie pewna analogia współczesności do czasów historycznych, do czasów naszego państwa kiedy było ono realnie ubezwłasnowolnione wewnętrzną niemocą i którego wizerunek w tamtym czasie sięgnął dna, a w kraju wszystkim wydawało się że jest dobrze, że żyjemy w najcudowniejszym państwie, najwspanialszym z krajów świata i w ogóle jest super hiper fajnie. Nim wyjaśnię który dokładnie okres mam na myśli (a chciałem go maksymalnie skrócić, tak aby nie pokazywać ogólności, natomiast skupić się na szczegółach które są bardzo podobne do tego, co się obecnie dzieje), chciałbym zastanowić się przez moment nad jednym ciekawym aspektem naszej historii, który dla mnie jest trochę niezrozumiały, a mam tutaj na myśli początkowy okres szwedzkiego Potopu i to, co się w Rzeczypospolitej wówczas działo. Jaka totalna niemoc, niechęć i (trudno to nawet nazwać) szaleństwo ogarnęło Rzeczpospolitan (Polaków i Litwinów) którzy wręcz masowo oddawali się pod opiekę i przysięgali wierność Karolowi Gustawowi - królowi Szwecji. Aby nie tracić czasu przejdźmy zatem do owych rozważań, bo rzeczywiście wygląda to na jakąś zbiorową paranoję.
Ale jednocześnie pragnę też dodać, że bardzo szybko Polacy i Litwini otrząsnęli się z tego marazmu (umysłowego zidiocenia) i dokonali czegoś, co na dobrą sprawę jest chyba niespotykane w dziejach świata. A mianowicie wygrali wojnę która już była przegrana! Mało tego przegrana przeciwko nam (naszym przodkom - bądźmy sprawiedliwi) wystąpiły aż cztery kraje: Królestwo Szwecji z silną i zdyscyplinowaną armią; Carstwo Rosji z potężną liczebnie a także zreformowaną na zachodni model armią; Księstwo Siedmiogrodu (Transylwanii), którego władca Jerzy II Rakoczy czuł się już panem rozgrywającym, a nawet w przyszłym królem gdy wkraczał w granicę Rzeczpospolitej, a potem, w krótkim czasie uciekał z naszego kraju jak zbity pies, praktycznie bez armii żeby tylko ocalić życie (Siedmiogrodzienie dostali taki wpier...l, i to dosłownie, że kolejne ich pokolenia bały się samego imienia Polaków; oraz Hetmanat kozacki (przez pewien czas Szwedom pomagali również Brandenburczycy, gdyż Prusacy z Prus Książęcych dążyli ku Polsce, nie ku Brandenburgii - którą uważali za "kraj chłopów". zresztą Berlin aż do początku XVIII wieku był w większości drewnianą wioską i nie mógł się równać Królewcowi). Te wszystkie cztery armie zostały rozbite, wygnane i uciekały z podkulonym ogonem w sytuacji, gdy wcześniej zajęły praktycznie cały kraj. Jest to według mnie coś niespotykanego w dziejach, bo porównać to można do sytuacji w której Niemcy i Sowieci w 1939 r. zajmują całą Polskę i jedynie obszar wokół Kut na skrawku Przedmościa Rumuńskiego jest jeszcze we władzy Naczelnego Wodza i stamtąd Wojsko Polskie przechodzi do ofensywy, rozbijając armie sowieckie i niemieckie i odzyskując cały kraj, coś niespotykanego i niewyobrażalnego, a jednak wówczas się udało. Mało się o tym mówi, ale dla mnie to jest coś niespotykanego i niewyobrażalnego, jak można ze swoistej tępoty umysłowej która zgotowała krajowi ogromną katastrofę, wyjść tak zwycięsko.
Ale przejdźmy do tematu:
RZECZPOSPOLITA
W roku 1618 Rzeczpospolita liczyła ok. 11 milionów mieszkańców (5 milionów Polaków, 750 tysięcy Litwinów i ok. 5200 milionów Rusinów), a pod względem obszaru 990 000 km² (po ok. 495 000 km² na Koronę i Litwę) i to bez księstw lennych: Prus Książęcych oraz Kurlandii. Tak więc pod względem obszaru była drugim po Moskwie państwem w Europie (a tak naprawdę pierwszym, gdyż Moskwa wówczas nie była uważana za państwo europejskie lecz azjatyckie, a poza tym nie brano pod uwagę Imperium Osmańskiego które było państwem muzułmańskim, liczyły się bowiem tylko państwa chrześcijańskie), natomiast pod względem ludności była trzecim państwem w Europie (wraz z Moskwą), a za Francją (16 milionów mieszkańców) i krajami niemieckimi (14 milionów mieszkańców). Spośród tych 11 milionów mieszkańców, milion stanowiła szlachta - czyli obywatele. Żaden inny kraj w Europie czy na świecie nie mógł się pochwalić tak dużą liczbą możnych, a zjazdy sejmowe - na których uczestniczyli posłowie obcych państw - wprawiały ich w zdumienie liczbą przybyłych na obrady obywateli. Szlachta miała poczucie swojej wyjątkowości nie tylko w stosunku do pozostałych grup stanowych w kraju, ale również poza jego granicami. Powielano idę sarmatyzmu, czyli wyjątkowego plemienia Sarmatów, które miało w starożytności zająć ziemie pomiędzy Odrą a Bugiem (a potem Wilią i Dnieprem), podbić lokalne plemiona i uczynić z nich poddanych (czyli chłopów). Było to częściowe nawiązanie do pozycji spartiatów w starożytnym Lacedemonie, którzy również zniewolili lokalnych Achajów i uczynili z nich niewolników państwowych zwanych helotami. Oczywiście "sarmaci" (czyli polska szlachta) uważali się za wyjątkowych (było w tym więc nieco szowinizmu) i najlepszych spośród zarówno żyjących w kraju mieszczan czy chłopów, ale również spośród przedstawicieli innych państw (oczywiście był to wymysł, ale uczyniono z tego idę polityczno-narodową i mnóstwo szlachty w to uwierzyło). Uważali że żyją w najlepszym i najwspanialszym państwie na świecie i że podstawą ustroju politycznego tego państwa (zwanego Rzeczpospolitą) jest przede wszystkim wolność. Wolność była najważniejsza, ważniejsza niż wszystko inne.
0:50 - "BATORY MNIEMAŁ ŻE SZLACHTA BĘDZIE MU TO MIAŁA ZA ZŁE. ZAPOMNIELI DAWNO, WYBACZYLI. TO JEST RZECZPOSPOLITA - NIE PRAWA WAŻNE, A WOLNOŚĆ, SWOBODA"
"MIAŁEM SZCZĘŚCIE URODZIĆ SIĘ SZLACHCICEM W POLSCE, NAJPOTĘŻNIEJSZYM PAŃSTWIE NA ŚWIECIE. (...) MY SARMACI JESTEŚMY NARODEM WYBRANYM. Z WYRAŹNEJ WOLI STWÓRCY POSIADAMY NAJWIĘKSZE SERCA, UMYSŁY I FALLUSY" 😉🥴
Oczywiście nie trzeba było być majętnym aby decydować o losach państwa, ale trzeba było być szlachcicem. Zdarzało się więc tak, że wielu obywateli przybywało na zjazdy sejmowe bez butów, bo nie stać ich było na obuwie, ale posiadali pierścień rodowy i mieli prawo głosować (nie były to liczne przypadki, ale się zdarzały). Szlachectwo oczywiście się dziedziczyło, a pierwotnie nadawał je król za zasługi (pasowanie na rycerzy i te sprawy z czasów średniowiecza), lecz od 1601 r. to już tylko Sejm przyznawał szlachectwo (król co prawda również mógł nobilitować poddanego, jeśli przyjął go do swego herbu). Zdarzały się jednak przypadki, że to sami magnaci lub szlachta próbowali nobilitować innych, ale decyzją Sejmu z roku 1633 takie praktyki zostały zakazane (co oczywiście nie znaczy że ukrócone, bo co jakiś czas pojawiały się nowe przypadki dopuszczenia do stanu szlacheckiego osób, którym później udowadniano niewłaściwą nobilitację). Panował też zakaz przyjmowania obcych tytułów (ale magnateria - szczególnie w drugiej połowie XVII czy w XVIII wieku niewiele sobie z tego robiła). Szlachta była zwolniona z podatków (z wyjątkiem dwóch groszy z łanu), zwolniona z obowiązku naprawy zamków i twierdz (z wyjątkiem tych przygranicznych, ale to i tak tylko na okres wojny). Musiała co prawda na wezwanie króla stawiać się w czasie wojny lub kampanii na pospolite ruszenie (czym nieustannie się chwalono: "Gardła nasze za Ojczyznę nadstawiamy"), ale w sytuacji gdy król chciał wyprowadzić szlachtę poza granice Rzeczypospolitej, to musiał jej zapłacić za każdy dzień 5 grzywien od kopii, a poza tym dobrze urodzeni mieli prawo do wykupu z niewoli (król musiał ich wykupić w przypadku gdyby wpadli w ręce Tatarów, Turków lub Moskali - oczywiście tylko pod warunkiem jeśli brali udział w walkach w ramach pospolitego ruszenia, a nie w sytuacji gdy Tatarzy najechali dany dworek i go złupili, a mieszkańców uprowadzili). Od 1430 r. (chociaż prawo to wprowadzone zostało 5 lat wcześniej, a po raz pierwszy użyte w 1427 r. ale oficjalnie obowiązywało dopiero od 1430) nie wolno było szlachcica uwięzić bez wyroku sądowego i po uprzednim "pokonaniu go prawem" - czyli udowodnieniu winy. Nie wolno też było królowi nakładać ceł na towary produkowane w dobrach szlacheckich. Oczywiście szlachcic miał prawo wybierać nie tylko króla, ale również kształtować prawo na sejmach i obsadzać sądy (czyli decydował o wszelkich władzach w Rzeczpospolitej).
20-letni okres przed szwedzkim Potopem, to był bodajże najpomyślniejszy czas w historii Rzeczpospolitej, ale jednocześnie najbardziej zabójczy dla ducha bojowego Rzeczpospolitan. Po zwycięskiej wojnie z Moskwą (1632-1634) gdzie król Władysław IV zmusił do kapitulacji pod Smoleńskiem całą armię Michaiła Szejna; po zmuszeniu Szwedów (w traktacie w Sztumskiej Wsi - 1635) do oddania okupowanych przez nich portów nadbałtyckich i po stłumieniu powstań kozackich (powstanie Żmajły - 1625, powstanie Fedorowicza - 1630, powstanie Sulimy - 1635, powstanie Pawluka i Skidana - 1637 i powstanie Ostranicy - 1638) ostatecznie zakończyło etap buntów kozackich na Ukrainie i Zaporożu. Rejestr kozacki ustalono na 6000 głów, a zgodnie z memoriałem hetmana wielkiego koronnego Stanisława Koniecpolskiego, w końcu kwietnia 1638 r. Sejm uchwalił konstytucję dla Ukrainy, w której nakazywał aby cała starszyzna kozacka składała się ze szlachty, a na jej czele miał stać komisarz królewski, podlegający bezpośrednio hetmanowi wielkiemu. Jedynie setnicy i atamani mogli być powoływani spośród Kozaków, ale: "dobrze nam i Rzeczpospolitej zasłużonych i ludzi rycerskich". Ci zaś spośród Kozaków, którzy nie zostali wpisani do rejestru, mieli zostać obróceni w chłopów. Poza tym zabroniono Kozakom mieszkać w miastach i kontaktować się z mieszczanami (warunki kozackiej kapitulacji z grudnia 1637 r. brzmiały następująco: "Poddajemy się pod miłosierdzie i wolę Jego Królewskiej Mości i wszystkiej Rzeczypospolitej, tudzież Jaśnie Wielmożnych Ich Mościów Panów hetmanów koronnych (...) w zupełnej wierze, cnocie i poddaństwie Rzeczypospolitej trwać na potomne czasy będziemy"). Od tego czasu zaczął się 10-letni pokój na Ukrainie, który zaowocował wzmożoną kolonizacją tej ziemi (a raczej jej polonizacją, bowiem nie tylko Polacy tam przybywali, również Litwini, ale przede wszystkim Rusini, którzy się całkowicie spolonizowali). Panował pokój i niesamowity dobrobyt (chociaż już wówczas pojawiły się pierwsze problemy w kwestii handlu zbożem, gdyż polskie zboże nie było już tak popularne w Europie jak w wieku XVI czy na początku XVII, ale wciąż sprzedawano je z zyskiem). Poszczególne ziemie rozwijały się i bogaciły, król planował stworzenie floty bałtyckiej, oraz wielką wyprawę przeciwko Turkom (o czym piszę w serii: "Władysław IV i plany wielkiej wojny z Imperium Osmańskim"), na co oczywiście za nic nie chciała zgodzić się szlachta, której było dobrze w trakcie pokoju i nie chciała tego stanu zmieniać, a zresztą w tej wojnie upatrywała planów wzmocnienia władzy królewskiej.
Ostatecznie do tej wojny nie doszło, ale król (poprzez swych przedstawicieli i posłańców) mamił do niej Kozaczyznę, która była gotowa iść na "bisurmanów" przede wszystkim po to, aby zdobyć łupy i wywalczyć sobie rejestr oraz nowe prawa. Śmierć Władysława IV (20 maja 1648 r.) definitywnie pokrzyżowała te plany. Poza tym na Ukrainie objawił się dotychczasowy pisarz wojska zaporoskiego - Bohdan Jeremi Chmielnicki. Wiosną 1647 r. doznał on krzywdy z rąk Daniela Czaplińskiego - chorążego księcia Aleksandra Koniecpolskiego (syna hetmana wielkiego - Stanisława Koniecpolskiego), który najechał i spalił mu chutor Subotów, oraz porwał jego żonę. Chmielnicki początkowo szukał sprawiedliwości u króla Władysława, ale od niego uzyskał szablę i radę: "Jesteś żołnierzem, broń się!". W grudniu 1647 r. Chmielnicki uciekł na Sicz Zaporoską, gdzie podżegał do kolejnego buntu przeciwko Polakom ("królewientom"), a następnie wyjechał na Krym, aby uzyskać wsparcie Tatarów. Co prawda w styczniu 1648 r. bunt na Siczy nieco poplątał mu szyki, ale szybko przywrócił porządek, a w marcu chan - Islam Girej wysłał na Zaporoże Tuhaj-Beja i sojusz kozacko-tatarski doszedł do skutku.
"- WSZYSTKO DLATEGO ŻE CZAPLIŃSKI CHUTOR CI ZABRAŁ, ŻE CI ŻONĘ UWIÓDŁ (...)
- SPÓJRZ CO SIĘ DZIEJE NA UKRAINIE, KTO TUTAJ SZCZĘŚLIWY - KRÓLEWIĘTA I GARSTKA SZLACHTY. DLA NICH ZIEMIA, DLA NICH ZŁOTA WOLNOŚĆ, A RESZTA? BYDŁO! JAKIEJ WDZIĘCZNOŚCI DOZNAŁO WOJSKO ZAPOROSKIE ZA KREW W OBRONIE RZECZYPOSPOLITEJ PRZELANĄ, GDZIE PRZYWILEJE KOZACKIE? WOLNYCH KOZAKÓW W CHŁOPÓW CHCĄ ZMIENIĆ. CHCĘ WOJNY Z NIMI, NIE Z KRÓLEM, KRÓL TO JEST OJCIEC, A RZECZPOSPOLITA MATKA
- I DLATEGO NA MATKĘ TATARÓW ŚCIĄGASZ?
- MAMY IŚĆ NA PEWNĄ ŚMIERĆ, MA NAS CZEKAĆ LOS POPRZEDNICH POWSTAŃ? (...) Z RZECZPOSPOLITĄ WOJNY NIE CHCĘ, NIECH NAM PRAWA PRZYWRÓCĄ - TATARÓW ODPRAWIĘ"
POWSTANIE i WOJNA
4 maja 1648 r. czerń kozacka wymordowała swoją starszyznę (z poduszczenia Chmielnickiego). Mamiony zapewnieniami chana o pokoju z Rzeczpospolitą i listami od Chmielnickiego (w którym ten jedynie domagał się sprawiedliwości w swojej sprawie), hetman wielki koronny (od 1646 r. po śmierci Koniecpolskiego) Mikołaj Potocki ruszył prawym brzegiem Dniepru na Zaporoże z armią liczącą 6000 żołnierzy (głównie jazdy), w awangardzie wysyłając swego syna Stefana. Ten wpadł w pułapkę Kozaków i Tatarów nad Żółtymi Wodami i poniósł całkowitą klęskę (11-16 maja), wzięty do niewoli i odniósłszy śmiertelną ranę, wkrótce potem zmarł. Teraz pod Korsuniem Chmielnicki i Tuhaj-Bej dopadli jego ojca - hetmana Potockiego i zadali mu jeszcze większą klęskę (26 maja). Zginęło 500 polskich żołnierzy, a wielu dostało się do niewoli - w tym również obaj hetmani wielki i polny. Błędem hetmana Potockiego było przyjęcie bitwy natychmiast, tak jak radził hetman polny Marcin Kalinowski, a poza tym niechęć do połączenia swych sił z kniaziem Jeremim Wiśniowieckim - którego nie lubił. Ten sam hetman Potocki, który dziesięć lat wcześniej (w grudniu 1637 r.) pod Kumejkami rozbił Kozaków Pawluka i Skidana - wykazując się przy tym znaczną wiedzą wojskową - tym razem totalnie się zhańbił. Sądził bowiem że łatwo da sobie radę z Kozakami, traktując ich jako zwykłą czerń którą można przepędzić. To go zgubiło (poza tym - jak twierdzą niektóre źródła - w czasie bitwy "rozchorował się" (to taki eufemizm, tak naprawdę schlał się w sztok i był praktycznie nieprzytomny). Po bitwie przyszła też wieść o śmierci króla Władysława IV (20 maja 1648 r.), szykowała się więc nowa elekcja. A tymczasem po zwycięstwie Chmielnickiego pod Korsuniem chłopstwo ukraińskie chwyciło za broń, rabując dwory i mordując szlachtę. Wielkie powstanie wybuchło na całej Ukrainie, dochodząc swym zasięgiem aż do Prypeci.
"TUHAJ-BEJ ROZSIERDZIŁ SIĘ"
Po śmierci monarchy ustawały wszystkie urzędy, państwo praktycznie przestawało funkcjonować (jako interreks władzę w tym momencie obejmował prymas i można było pewne instytucje uruchomić na zasadach wyjątkowych poruczeń), dlatego też należało czym prędzej wybrać nowego króla, a nie było to łatwe w sytuacji szalejącego buntu ukraińskiego chłopstwa i jawnego już powstania Kozaczyzny wspieranej przez Tatarów. Do tego przecież mogła się włączyć Moskwa, a i Szwecja, a i sułtan i Bóg wie kto jeszcze. Rzeczpospolita stanęła na krawędzi upadku. Stronnictwo ugodowe wobec Kozaków reprezentował kanclerz wielki koronny - Jerzy Ossoliński, który wraz z wojewodą kijowskim Adamem Kisielem opracował program zakończenia powstania na zasadzie spełnienia żądań Chmielnickiego (domagał się on podniesienia rejestru do 12 000, wydzielenia autonomicznego państwa kozackiego z części województwa kijowskiego, aż do Białej Cerkwi, zapewnienia wpływów kleru prawosławnego na Litwie i Rusi, oraz zwrotu kilku cerkwi w niektórych miastach - w tym w Lublinie). Przeciwnikami pojednania byli książę Jeremi Wiśniowiecki (olbrzymi magnat kresowy, Rusin z pochodzenia z serca Polak), oraz Aleksander Koniecpolski. W czerwcu i lipcu 1648 r. Wiśniowiecki (wraz ze swymi własnymi pocztami zbrojnymi) rozpoczął kampanię przeciwko "hultajstwu" broniąc siedzib szlacheckich i okrutnie każąc wszelkie wybryki chłopstwa (chłopi byli wieszani lub też nabijani na pal). W tym czasie - 1 czerwca - chan Islam Girey był już pod Białą Cerkwią (na czele kilkudziesięciu tysięcy ordyńców), gdzie połączył się z Chmielnickim i Tuhaj-Bejem. Orda rozlała się po Wołyniu, Podolu i południowej Litwie, biorąc w jasyr, grabiąc i mordując. Przykłady okrucieństw popełnianych na szlachcie, księżach i Żydach przez Kozaków i Tatarów są niezwykle dojmujące i niewiele różnią się od tych, do których doszło w czasie rzezi Wołyńskiej w latach 1943-1944. Darujmy więc sobie przykłady tych okrucieństw (przy czym te okrucieństwa głównie dotyczyły Kozaków, Tatarzy bowiem co najwyżej gwałcili i brali w jasyr, nie dopuszczali się zaś aż takiego zbydlęcenia, jak na przykład gotowanie noworodków na rożnie i zmuszanie matek do zjadania ich ciał, albo wieszanie noworodków na piersiach matek).
W sytuacji tak niebezpiecznej dla kraju, zaczęło się sejmikowanie aby wybrać posłów na Sejm konwokacyjny do Warszawy. Większości sejmików w ogóle się nie śpieszyło, wręcz byli przeciwni jakiemukolwiek przyśpieszeniu terminu wyboru króla, twierdząc że jest to celowe działanie dworu z królową Ludwiką Marią na czele, dążące do przeforsowania własnego kandydata. Jedynie województwa najbliżej położone rebelii kozackiej (lubelskie, bełskie, ruskie, wołyńskie, brzesko-litewskie i... smoleńskie - chociaż było najbardziej oddalone od toczących się walk) były zgodne, że wybór bezwzględnie należy przyśpieszyć. Szlachta województwa lubelskiego i ziemi chełmińskiej twierdziła nawet że Sejm powinien obradować znacznie bliżej niż w Warszawie. Uważano że najlepszym miejscem byłyby Gliniany pod Lwowem, a argumentowano to tym iż: "Wygodzimy w tym i ruskim obywatelom braci naszej, którzy od tych niebezpieczeństw z domów swoich oddalić się nie mogą". Ostatecznie Sejm rozpoczął obrady w Warszawie (od 16 lipca 1648 r.). Kwestia kozacka była tam jedną z trzech nad którymi radzono (dwie inne to wybór króla i sprawy różnowierców). Ostatecznie zwyciężyło stronnictwo dążące do ugody, na którego czele stał kanclerz wielki koronny - Jerzy Ossoliński i wojewoda kijowski Adam Kisiel. Czynili oni wszystko aby dowództwa nad wojskiem - mającym uporać się ze zbuntowanymi Kozakami Chmielnickiego - w żadnym razie nie powierzyć kniaziowi Jeremiemu Wiśniowieckiemu, dlatego też dano przywództwo trzem ludziom: Dominikowi Zasławskiemu, Mikołajowi Ostrorogowi i Aleksandrowi Koniecpolskiemu (dając im do pomocy jeszcze 32 komisarzy wojennych). Wiśniowiecki ten wybór skomentował słowami podsumowującymi ową trójkę wodzów: "pierzyna, łacina i dziecina" (Zasławski - stary sybaryta który praktycznie nie opuszczał swych dóbr na Wołyniu otaczając się tam luksusem i praktycznie nie dobywając szabli, nie miał żadnego pojęcia o wojaczce; Ostroróg był zaś dobrym mówcą sejmowym, ale nic poza to, również żadnego doświadczenia wojskowego nie miał; natomiast Koniecpolski był najmłodszy z nich wszystkich i dlatego Wiśniowiecki nazwał go "dzieciną", choć posiadał największe spośród całej trójki doświadczenie wojskowe, to i tak było mu daleko do bojowej sławy jego ojca, hetmana wielkiego koronnego - Stanisława Koniecpolskiego).
Wiśniowiecki tak naprawdę nie miał wyjścia i musiał dążyć do ostatecznej rozprawy z "hultajstwem" i kozactwem, gdyż po pierwsze utracił cały swój wielki majątek w województwie kijowskim (na Łubnach, leżących w połowie drogi pomiędzy Kijowem a Połtawą), a po drugie był znienawidzony przez Kozaków (w filmie "Ogniem i Mieczem" jest ukazana taka scena jak Kozacy piszą list do Wiśniowieckiego i namyślają się jakich użyć zwrotów, ostatecznie pada stwierdzenie "ty psi synu Jaremo". Chmielnicki stwierdza: "Dobre, ale my napiszemy tak: "Jaśnie oświecony książę wojewodo"). Inni zaś magnaci starali się porozumieć z Chmielnickim i ocalić swoje dobra (np. Potoccy, którzy co prawda utracili swój majątek w Tulczy w województwie bracławskim, gdzie rozpanoszyło się hultajstwo, ale nadal posiadali znaczne ziemie w województwie ruskim, w Podhajcach i w Buczaczu i chcieli je chronić. To samo Radziwiłłowie w Ołyce w województwie wołyńskim, czy w Nieświeży na Nowogródczyźnie). Wiśniowiecki zrozpaczony postanowieniami Sejmu, pisał do Adama Kisiela: "Jeżeli za zniesieniem wojska kwarcianego i pobraniem hetmanów do więzienia kontentacją (zaspokojeniem żądań) otrzyma Chmielnicki i przy dawnych wolnościach zostawać będzie z tym hultajstwem, ja w tej ojczyźnie wolę nie żyć; i nam lepsza rzecz umierać, aniżeliby pogaństwo i hultajstwo miało nam panować". Jego wojska atakowały mniejsze oddziały kozackie i rozbijały je (tak jak pod Niemirowem w czerwcu 1648).
MARSZ WOJSK KSIĘCIA
JEREMIEGO WIŚNIOWIECKIEGO
w 1648
Buntowników, Kozaków i wszystkich którzy się do nich przyłączyli karał Wiśniowiecki okrutnie wbijaniem na pal. Nie darował również szlachcie która przyłączała się do buntowników, albo znalazła się wśród nich nie jako jeńcy. Wiśniowiecki za cel główny postawił sobie zgniecenie rebelii, ale jego bytność na Ukrainie polegała głównie na atakowaniu mniejszych oddziałów kozackich oraz ochronie szlachty, księży i Żydów przed gwałtami i zbrodniami popełnianymi przez Kozaków (Kozacy np. zabierali żydowskie dzieci, kładli je na ziemi jeden na drugim i przejeżdżali po nich konno jak po moście - nazywali to właśnie "mostem"). 4 sierpnia Kozacy zdobyli twierdzę Bar na Podolu (założony jeszcze przez królową Bonę Sforzę ponad sto lat wcześniej), mordując w twierdzy wszystkich Żydów i niemiecką załogę najemną która broniła miasta. To uświadomiło szlachcie że niebezpieczeństwo jest coraz bliżej i nie są już bezpieczni nawet ci, którzy mieszkają na Wołyniu, na Podolu czy na Rusi Czerwonej. Natomiast 34-tysięczna armia dowodzona przez trzech niedoświadczonych wodzów, była już na Wołyniu i zbliżała się do granic Podola.
Trwał dalej potworny rabunek i mordy. Wszędzie gdzie Kozacy napotkali szlachtę, księży lub Żydów - wszystkich natychmiast zabijano (wraz z żonami i dziećmi). Żydzi, aby się ratować, przyjmowali wiarę chrześcijańską (ale gdy znaleźli się w bezpiecznym miejscu lub zostali przewiezieni na ziemie polskie, natychmiast wracali do starej wiary). Niektóre szlachcianki (po wymordowaniu ich mężów przez kozacką swołocz) aby same się ratować, zostawały żonami Kozaków (np. po zdobyciu Tulczyna, bronionego przez księcia Janusza Czetwertyńskiego, gdy dostał się on do kozackiej niewoli, musiał najpierw patrzeć na pohańbienie swojej żony i córek, a potem zabił go jego własny parobek z młyna. Żona zaś następnie wyszła za mąż za jednego z Kozaków, a co się tyczy córek nie wiadomo jaki był ich dalszy los). Maj, czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień - każdy kolejny miesiąc potęgował tylko liczbę ofiar i zbrodni, jaka zaczęła pochłaniać Ukrainę. W dniach 20-23 września doszło do bitwy pod Piławcami. Wcześniej, jeszcze w starciu pod Konstantynowem (14 września) do sił trzech dowódców dołączył Jeremi Wiśniowiecki. Tamta bitwa była jednak nierozstrzygnięta, natomiast pod Piławcami szlachta zebrała się jak na piknik. Wieziono ze sobą najrozmaitsze trunki, oraz oczywiście kobiety lekkich obyczajów (tylko dla niepoznaki ubrane w męskie stroje, natomiast nocami odbywały się prawdziwe orgie). Wszyscy liczyli że łatwo pokonają Chmielnickiego. Pierwsze starcia jednak nie przyniosły rozwiązania. 21 września dowództwo przejął Jeremi Wiśniowiecki, ale szlachta czyniła wszystko aby sabotować jego polecenia. Ostatecznie gdy 23 września gruchnęła wiadomość że zbliżają się Tatarzy, wśród szlachty wybuchła panika, kto żyw rzucił się do ucieczki. Wiśniowiecki próbował opanować panikę i skupić część oddziałów pod swoim dowództwem, ale nikt już go nie słuchał. W ręce Kozaków i Tatarów wpadł cały obóz, armaty, sztandary, srebra, wyborne trunki i wiele, wiele innych dóbr. Tak ci, którzy swe gardła za Ojczyznę mieli nadstawiać, dali przykład nieprawdopodobnego wręcz tchórzostwa.
Teraz powstanie kozackie rozlało się na Wołyń, Podole i Polesie. Wkrótce po bitwie pod Piławcami skapitulowała twierdza Kudak na Zaporożu (wzniesiona w 1635 r. z polecenia hetmana Koniecpolskiego). Pierwotnie obrońcy Kudaka spodziewali się że wkrótce nadejdzie odsiecz, która im dopomoże, ale klęska pod Piławcami uświadomiła im że to nie nastąpi i nie było sensu dłużej przelewać krwi. 1 października uzgodniono że Polska załoga opuści Kudak z bronią u pasa i przy rozwiniętych sztandarach. Poza tym twierdzę opuścić mogli wszyscy, którym udało się uciec z niewoli tatarskiej (do tego grona należał m.in. Stefan Czarniecki), jak również księża i Żydzi. Tak też się stało, ale w ciągu kilku kolejnych dni załoga Kudaku (która podzieliła się na trzy części) została po drodze napadnięta i albo zginęła albo dostała się do kozackiej niewoli. Teraz blady strach padł na takie twierdze jak Kamieniec Podolski czy Lwów. Miasto Lwów liczyło zaledwie 200 osobową załogę. Potem dołączyły jeszcze siły przybyłe spod Piławiec (ok. 3250 żołnierzy). Żołnierze ci jednak nie prezentowali wysokiego morale (błąkali się po ulicach i wyrzucali swoim dowódcom ucieczkę i tchórzostwo pod Piławcami, choć sami też nie wykazali się odwagą). Lwowianie, aby zmobilizować żołnierzy do walki, sami się opodatkowali, przeznaczając na żołd znaczne sumy (kościoły ofiarowywały swoje srebra, kupcy i rzemieślnicy rzucali złotówki i talary). 28 września dowódcą obrony Lwowa mianowano kniazia Jeremiego Wiśniowieckiego, ale ostatecznie okazało się że nic z tego nie wyszło. Pod wpływem plotek o liczbie zbliżających się do Lwowa Kozaków i Tatarów, dowódcy (z Wiśniowieckim na czele) 5 października opuścili Lwów wraz z wojskiem (zabierając przy tym wszystkie zebrane przez mieszkańców pieniądze), tym samym pozostawiając miasto całkowicie bezbronne, a obiecując jedynie mieszkańcom że wkrótce powrócą z odsieczą. Przerażenie ogarnęło mieszkańców. Nie było wiadomo co robić - poddać się i zdać na łaskę Chmielnickiego i Tuhaj-Beja, czy bronić się byle jak i byle czym? 6 października pod Lwów podeszły pierwsze czambuły kałgi Krym Gireja, a dwa dni później dotarły siły kozackie pod osobistym dowództwem Chmielnickiego. Łącznie siły te liczyły ok. 100 000 ludzi, czyli była to ogromna armia, a po drugiej stronie stało bezbronne miasto. Obroną miasta kierował teraz Krzysztof Arciszewski (wcześniej walczył on w wielu armiach, m.in. w szeregach wojska kardynała Richelieu podczas oblężenia hugenockiej twierdzy La Rochelle w 1629 r. Potem zaciągnął się na służbą holenderską i wyjechał do Brazylii, gdzie zaczął robić szybką karierę. Zasłynął tam zdobyciem dwóch twierdz: Itamarika i Arrayal podczas której został wzięty do niewoli, z tym tylko że portugalski dowódca twierdzy zapomniał odebrać mu buławę. Arciszewski ogłuszył tą buławą Portugalczyka i wrócił do swego obozu. Zaczął też reformować jazdę holenderską na wzór polski - coś na kształt husarii - na jej czele rozbił w pył oddział piechoty hiszpańskiej, uważany do tej pory za niepokonany {wydarzenie to zostało upamiętnione pomnikiem w Pernambuco. Notabene niewielu też wie że Kazimierz Pułaski - który brał udział w amerykańskiej Wojnie o Niepodległość, był twórcą amerykańskiej kawalerii, skonstruował ją właśnie na kształt polski} i stał się holenderskim bohaterem, na jego cześć wybito srebrny medal i w nagrodę otrzymał złoty łańcuch. Arciszewski interesował się też medycyną, w Amsterdamie wydał książkę o leczeniu podagry, a także był wynalazcą. Skonstruował bodajże pierwszy na świecie kostium płetwonurka, w którym to zszedł na dno Oceanu Atlantyckiego. W 1646 r. Arciszewski powrócił do Polski i wstąpił do armii).
KRZYSZTOF ARCISZEWSKI
Już 6 października Tatarzy przeprowadzili pierwszy szturm na miasto, zakończony porażką (w czasie tej walki zginął wówczas kuzyn Tuhaj-Beja). Kozacy, którzy przybyli dwa dni później, nie kwapili się zbytnio do atakowania Lwowa. Główny szturm podjęto 11 października, ale dzięki nieprawdopodobnej odwadze obrońców (którzy narażając własne życie zrzucali podstawione pod mury drabiny), szturm się nie powiódł. Chmielnicki przystał więc na negocjacje. Najpierw wysłał do obrońców list napisany po rusku, w którym żądał wydania Wiśniowieckiego i innych polskich wodzów, poddania się miasta, a żeby nie narazić ludności prawosławnej na grabież i gwałty, mieli oni schronić się w cerkwiach. Lwowianie na czele z burmistrzem miasta Marcinem Groswajerem (spolonizowanym Niemcem), odpisali że wyżej wymienionych wodzów nie ma w mieście i że nie poddadzą się, gdyż pragną dochować wierności Rzeczypospolitej (w czasach II Rzeczpospolitej dewiza Lwowa wpisana w jego herb brzmiała: "Semper fidelis" - "Zawsze wierny" Rzeczpospolitej). W drugim liście napisanym już po polsku, Chmielnicki pomstował na własne krzywdy, twierdził że wojsko zaporoskie zabezpieczało handel ze Wschodem z czego miasto żyło, oraz domagał się wydania Żydów, uznając ich za winnych wszystkich dotychczasowych nieszczęść. Mieszkańcy odmówili, twierdząc że Żydzi są takimi samymi mieszkańcami Rzeczypospolitej jak i oni i na równi ponoszą koszty obecnej obrony miasta. W trzecim liście Chmielnicki otwarcie już domagał się od miasta okupu w wysokości 200 000 czerwonych złotych, jako podarunku dla Tatarów, grożąc że w przeciwnym razie miasto zostanie zniszczone (w tym czasie Maksym Krywonos - mianowany przez Chmielnickiego pułkownikiem wojsk zaporoskich, zajął Wysoki Zamek, skąd obrońcy się wycofali). Mieszkańcy zgodzili się na negocjacje w czasie których Kozacy przechwalali się swym zwycięstwem pod Piławcami, pokazując obrońcom zdobytą buławę księcia Zasławskiego, wysadzaną turkusami i jaspisami. Twierdzili też że jeśli zechcą, to dojdą do Wisły, pobudują tam czajki i popłyną nimi do Gdańska, żeby tam dopaść Wiśniowieckiego i utopić go w morzu. Ostatecznie mieszkańcy zgodzili się zapłacić 570 000 zł okupu (w przeliczeniu na czerwone złote, które były warte 6 zł w srebrze, wynosiło to ok. 80 115 czerwonych złotych). Było to wybitnie mało, w porównaniu z tym czego żądali Kozacy i Tatarzy na początku, ale zadowolono się tą kwotą i 24 października najpierw Tuhaj-Bej odstąpił od miasta (na jego pożegnanie Chmielnicki wystrzelił z armat skierowanych w stronę Lwowa dwadzieścia razy), a następnie odszedł sam Chmielnicki (26 października). Tym sposobem Lwów został ocalony. Tatarzy natomiast pod Kamieńcem przekroczyli granicę Rzeczypospolitej z Mołdawią i dalej przez Oczaków wrócili na Krym (jak pisał kronikarz tatarski: "Uwieńczone zwycięstwem wojska muzułmańskie, zdrowe i bogate w łupy, zadowolone i wesołe, mając w swej władzy cały kraj giaurów, jedząc i pijąc odpoczywało i maszerowało od stacji do stacji i od postoju do postoju").
CHMIELNICKI POD LWOWEM
OBRAZ JANA MATEJKI
(NA DRUGIM PLANIE W BIAŁEJ SUKMANIE - TUHAJ-BEJ)
Powodów do zadowolenia nie mieli jednak posłowie, którzy przybyli 6 października na Sejm elekcyjny do Warszawy. Wszystko bowiem się sypało - tłuszcza kozacka i chłopstwo ukraińskie nie zostało powstrzymane, gwałty i mordy popełniane na szlachcie nadal nie pomszczone (i nie ukrócone), a jeszcze trzeba było szybko wybrać nowego króla (pomimo panującej niezgody wśród stronnictw sejmowych). Było dwóch najważniejszych kandydatów do korony, obaj byli młodszymi braćmi zmarłego niedawno króla Władysława IV, czyli: królewicz Jan Kazimierz (eks-jezuita) i królewicz Karol Ferdynand (biskup wrocławski i płocki). Ale szlachta nie była już przekonana co do Wazów, chociaż istniała niepisana tradycja że należy wybierać spośród członków panującej dynastii, istniała tym razem obawa, że szlachta tego zwyczaju już nie uszanuje. Tym bardziej że pojawił się też inny kandydat do korony, książę Siedmiogrodu - Jerzy II Rakoczy (który dosłownie kilka dni po rozpoczęciu obrad Sejmu objął władzę w Księstwie po śmierci swego ojca Jerzego I Rakoczego). Tę kandydaturę zgłosił hetman polny litewski - Janusz Radziwiłł (ponieważ Rakoczy był kalwinem - zarówno ojciec jak i syn - przeto spodziewano się poparcia innowierców, a poza tym Szwecji, Turcji, elektora pruskiego, księcia kurlandzkiego i oczywiście Chmielnickiego). Były też propozycje kandydatury cara Moskwy Aleksego I Romanowa (popierała go część szlachty litewskiej), księcia Leopolda Habsburga (późniejszego cesarza rzymskiego), oraz księcia neuburskiego (zapomniałem jego nazwiska, ale mniejsza o niego). Jednak te trzy ostatnie kandydatury nie zostały oficjalnie zgłoszone, tak więc nie startowały w rywalizacji o koronę. Po trwającej ponad miesiąc rywalizacji, odrzuceniu ostatecznie kandydatury Rakoczego i wycofaniu się Karola Ferdynanda (według relacji jemu współczesnych, ten biskup wrocławski był dosyć krewkim dżentelmenem. Częstokroć zdarzało mu się bowiem popadać w złość w wyniku której potrafił pobić nawet najbardziej wiernego i oddanego sługę) 14 listopada, ostatecznie 20 listopada prymas Polski - Maciej Łubieński ogłosił Jana Kazimierza nowym królem Polski i wielkim księciem Litwy, który miał od tej pory panować jako Jan II Kazimierz Waza. Tak więc Dynastia zapoczątkowana przez jego ojca - Zygmunta III Wazę w 1587 r. przetrwała (przynajmniej na razie).
Nowy król postawił sobie teraz za priorytet dwie sprawy. Po pierwsze zawarcie jak najprędzej ugody z Chmielnickim i zakończenie powstania na Ukrainie, a po drugie uzyskanie papieskiej dyspensy (do tej pory piastował bowiem stanowisko kardynała) i poślubienie wdowy po swym bracie, królowej Ludwiki Marii (z pochodzenia Francuzki). Chmielnicki natomiast, zadowolony z dotychczasowego przebiegu powstania (lawirował jak tylko mógł, sam nie wiedząc z którą stronę ma podążyć. Mamił sułtana, oferując mu Kamieniec Podolski w zamian za pomoc, słał listy do cara Aleksego ofiarowując mu Smoleńsk, a jednocześnie do nowego króla i do Senatu, deklarując wierność Rzeczypospolitej pod warunkiem przyznania Kozakom utraconych praw, powiększenia rejestru oraz stworzenia autonomicznego księstwa ruskiego na Ukrainie). Pod wieczór 31 grudnia 1648 r. Chmielnicki w uroczystym pochodzie wkroczył do Kijowa (witany tam przez metropolitę kijowskiego Sylwestra Kossowa niczym Mojżesz). Zaczął też tytułować się hetmanem "Wszystkich Rusi". Wcześniej, bo w listopadzie, Chmielnicki próbował zdobyć Zamość, którego obroną dowodził kasztelan elbląski - Ludwik Weyher. Jednak ponawiane ataki nie przynosiły rezultatów. Chmielnicki słał listy, grożąc i namawiając Wejhera do przejścia na jego stronę (co jak twierdził "przysłuży się Rzeczpospolitej" bo zakończy rozlew krwi). Ostatecznie miasto wykupiło się kwotą 20 000 zł (czyli znacznie taniej niż Lwów), a walki ustały po 17 dniach oblężenia 15 listopada. Tymczasem Chmielnicki, będąc już w Kijowie w styczniu 1649 r. wysłał poselstwo do Moskwy, w którym starał się wybadać ewentualne wsparcie cara dla powstania, deklarując że gdyby chciał, to mógłby zająć wszystkie twierdze Rzeczpospolitej aż do Smoleńska i oddać je carowi, a nie uczynił dotąd tego tylko dlatego, że nie uzyskał na to carskiej zgody. W każdym razie rok 1648 był rokiem potwornych klęsk Rzeczpospolitej. Nowy rok budził zaś nadzieję na zmianę tego położenia i na ostateczne stłumienie powstania Chmielnickiego.
CHMIELNICKI WKRACZA DO KIJOWA
CDN.




.png)
