WYŚWIETLENIA

25 lutego 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XVIII

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XV



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XV






PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE:
SŁOWIANIE
(CYWILIZACJA FILISTYŃSKA)
(ok. 1200 r. p.n.e. - 925 r. p.n.e.)
Cz. III



FILISTEA
CZASY EKSPANSJI
(ok. 1100 - 925 r. p.n.e.)
Cz. II 



W dalszej historii najwięcej problemów sprawia kwestia chronologii i datowania, gdyż w opisie wielu zdarzeń się to po prostu zaciera. Mimo to, opierając się na własnej wiedzy historycznej, podjąłem się próby chronologicznego zaszeregowania owych zdarzeń, gdyż historia Filistynów nierozerwalnie związana jest z historią Habiru - Hebrajczyków (czyli tzw.: "Ludu Wybranego"), a szczególnie pomocne jest to w ustaleniu choćby przybliżonej chronologii zdarzeń. I tak, jeśli przyjmiemy że lud zwany Habiru (Apiru - ewentualnie Szosu) znalazł się w Egipcie ok. 1360 r. p.n.e., za rządów faraona Nebmaatre Amenhotepa III i że zniewoleni zostali (jako "obcy") ok. 1330 r. p.n.e. w czasach tzw.: "odnowy religijnej" (związanej z triumfem kapłanów Amona-Re i walką z wszelkimi obcymi wpływami religijnymi w Egipcie, po klęsce religijnej rewolucji Echnatona który wprowadził solarny monoteizm), to wyjście Izraelitów z Egiptu pod przewodnictwem Mojżesza należy (według mnie) datować na rok 1210 p.n.e. (w 1207 r. p.n.e. powstała owa słynna inskrypcja faraona Merenptaha, która wymienia Izrael jako lud pokonany przez Egipcjan wraz z innymi kananejskimi państewkami, a to oznacza że musieli już wówczas opuścić Egipt). Jak już wcześniej pisałem, sądzę że były co najmniej trzy duże wyjścia Izraelitów z Egiptu, począwszy od ok. 1280 r. p.n.e., ale to główne, które zapisało się w Starym Testamencie zapewne datować należy właśnie na ok. 1210 r. p.n.e. Do tego należy doliczyć jakieś czterdzieści lat "błąkania się" po Synaju, a następnie (po wejściu do Kaananu) zasiedlenie tylko tych ziem, które były Habiru/Izraelitom oddane w ramach obopólnych sojuszy z kananejskimi miastami (niektóre z nich były wyludnione walkami z "Ludami Morza" i wewnętrznymi niepokojami społecznymi o czym pisałem w poprzednich częściach). Napływ nowej, bliskiej rasowo ludności, mógł być korzystny dla tamtejszych władców, gdyż dawał im możliwość ponownej odbudowy dawnego znaczenia własnych miast-państw, dlatego też biblijne opowieści o zdobywaniu Kanaanu przez Izraelitów za czasów Jozuego i epoce sędziów - należy traktować jako piękne bajki (Izraelici byli wewnętrznie tak niejednorodni i skłóceni, że nie ma mowy o tym, aby byli zdolni do jakiejkolwiek większej akcji militarnej, mogącej wówczas zagrozić władztwu kananejskich królestw). Podobnie między bajki należy włożyć istnienie w pierwszych dekadach po wejściu do Kanaanu, wspólnego centrum religijnego całego ludu Izraela w Sychem (Szilo?), chociaż zapewne istniało coś podobnego dla plemion południowych w oazie Kadesz-Barnea na Pustyni Negew. Wszelkie opisy walk z czasów Jozuego i jego następców nie mogą odpowiadać faktom historycznym, szczególnie gdy jest tam mowa np. o podbojach miast filistyńskich i to nie tych prowincjonalnych, ale tych z samego centrum, z Kraju Nadmorskiego.


"Tak podbił Jozue całą tę ziemię: góry i krainę południową, nizinę i zbocza gór oraz wszystkich ich królów, nikogo nie zostawiając przy życiu, a wszystko, co żyło, wytracając jako obłożone klątwą, jak nakazał Pan, Bóg Izraela. Jozue wytracił ich od Kadesz-Barnea aż do Gazy oraz całą ziemię Goszen aż do Gibeonu. Wszystkich tych królów wytracił i ziemię ich podbił Jozue za jednym zamachem, gdyż Pan, Bóg Izraela, walczył za Izraela
(Joz. 10,40-41)   
 

To tylko jeden z przykładów jak Stary Testament (a szczególnie Księga Jozuego) opowiada o zdobyczach ludu Izraela w Kanaanie. Jednak nic historycznie (i archeologicznie) nie wskazuje, aby miasta filistyńskie w owym czasie w jakikolwiek sposób ucierpiały, wręcz przeciwnie odnotowuje się ich nieustanny rozwój (będący zagrożeniem - zarówno militarnym jak i kulturowym - dla istnienia Izraelitów jako narodu) aż do 925 r. p.n.e. i inwazji faraona Szeszonka I z XXII (libijskiej) Dynastii Egiptu. Należy więc stwierdzić że Księga Jozuego (gdyż już np. w Księdze Sędziów opisy wydarzeń są bardziej realistyczne i mniej hurra-propagandowe, pokazujące przede wszystkim zwykłe życie Izraelitów i ich nieustanne zmagania z okolicznymi wrogami, w tym głównie z Filistynami; chociaż w Księdze Sędziów też nie brakuje bajkowych i nierealnych opisów) była pisana jako baza, dająca Żydom pretekst do opanowania sąsiednich ziem w czasach rządów dynastii Hasmoneuszy, a szczególnie w I wieku p.n.e. za rządów Aleksandra Jannaja, królowej Salome czy Hyrkana II (jeszcze przed rzymską inwazją na Palestynę i zajęciem Jerozolimy przez Pompejusza Wielkiego w 63 r. p.n.e.). I rzeczywiście, w tamtych czasach obszar Królestwa Izraela nie tylko pokrywał się ze zdobyczami Jozuego, ale wykraczał znacznie dalej poza nie. W każdym razie ci, którzy spisywali Księgę Jozuego (i pozostałe Księgi Starego Testamentu) dali królom Hasmoneuszom doskonałe wytłumaczenie ich podbojów, w końcu Izrael po prostu odzyskiwał te tereny, które ponad tysiąc lat wcześniej zdobył Jozue i jego następcy, stąd bez wątpienia przykłady tek heroicznych walk o podbój Kanaanu, które z historyczną rzeczywistością nie miały nic (albo niewiele) wspólnego (notabene dzisiaj Izrael również pragnie odtworzyć ziemię obiecaną z przekazów biblijnych, próbując stworzyć coś, co według ich mniemania dał im Jahwe, czyli ziemię tzw: "Wielkiego Izraela" łączące w sobie zarówno obszar Gazy, całą Jordanię, większość Syrii, Iraku, Arabii Saudyjskiej i Egiptu).




To wyjaśniwszy, można przejść dalej. Uznając więc że wejście Hebrajczyków do Kanaanu miało miejsce ok. 1170 r. p.n.e. to do pierwszego konfliktu Filistynów i ludu Habiru (prowadzonego przez sędziego Szamgara) dojść musiało ok. 1150 r. p.n.e., zaś kolejny bunt sześciu plemion Izraela pod przywództwem sędzi Debory i Baraka, musiał mieć miejsce w kolejnym pokoleniu, czyli ok. 1120 r. p.n.e. (z tym zastrzeżeniem, że sędziowie wymienieni w Starym Testamencie nie władali wszystkimi plemionami, a jedynie jednym lub kilkoma z nich i z pewnością każde plemię Izraela miało swojego odrębnego sędziego). Tak to umiejscowiłem chronologicznie, ponieważ ok. 1050 r. p.n.e. miało miejsce uprowadzenie przez Filistynów Arki Przymierza z Sychem, a było to za czasów ostatniego sędziego, czyli Samuela (Szemuela), co spowodowało iż rządy poszczególnych sędziów okazały się nieskuteczne i plemiona Izraela postanowiły obrać sobie pierwszego króla (ok. 1042 r. p.n.e.) w osobie Saula (celem było odzyskanie Arki Przymierza). Dlatego też okres rządów sędziego Samsona - o którym zamierzam napisać - należy umieścić w przedziale lat 1120-1050 p.n.e. Zresztą sprawa z Samsonem nie jest wcale prosta, gdyż jego postać znów wydaje się być wymyślona. Tak, nie ma pewności czy rzeczywiście istniał taki sędzia jak Samson i czy jego osoba nie została po prostu skopiowana przez późniejszych żydowskich autorów Starego Testamentu z wcześniejszych legend i opowiadań... filistyńskich. Należy bowiem stwierdzić, że opowieść o Samsonie ma miejsce albo na terenach należących do Filistei, albo też na ziemiach Danitów (Samson miał być właśnie Danitą). Natomiast lud Danuna był jednym z tych, które przybyły do Kanaanu wraz z inwazją "Ludów Morza" ok. 1200 r. p.n.e. i choć oficjalnie nie wchodził w skład Filistei, to jednak był albo zależny, albo też bardzo bliski kulturowo władcom Kraju Nadmorskiego. Dziś oczywiście nie da się tego stuprocentowo udowodnić, ale Samson wydaje się być ludowym bohaterem nie Izraela, a właśnie Filistynów/Kananejczyków, który przez późniejszych dziejopisów został implementowany jako bohater i wybawca ludu Izraela. Wiele faktów z jego życia wskazuje na to, że bliżej mu było do Filistynów niż do Żydów (nie będę ich tutaj wymieniał, gdyż nie ma sensu teraz zastanawiać się czy Samson był bohaterem tej, czy innej grupy narodowościowej), ale pomińmy to i idźmy dalej.

Najpierw należy wyjaśnić kolejną niezgodność, która pojawia się w Starym Testamencie, a mianowicie to, że po rządach Debory i Baraka, Izraelici na 7 lat mieli popaść w niewolę Medianitów (co też świadczy o tym, iż powstanie Debory wcale nie zakończyło się takim zwycięstwem, jak zostało to opisane), a potem władzę miał sprawować sędzia Gedeon (od 1357-1317 r. p.n.e.) i sędzia Abimael (1317-1314 p.n.e.). Oczywiście ową oficjalną chronologię należy odrzucić, gdyż jest zupełnie niewiarygodna. Warto jednak skupić się nad wydarzeniami, które poprzedzały czasy sędziego Samsona (i które w jakiś sposób mogły tłumaczyć jego żydowskie jednak pochodzenie). Jeśli krótki okres niezależności sześciu plemion Izraela po śmierci Debory i Baraka dobiegł końca, to stało się to za sprawą owych Medianitów, a zatem warto sobie powiedzieć kim był ten lud i jakie miał on związki z Filistynami? Otóż Medianici zamieszkiwali kraj na południe od Edomu i za linią dawnych egipskich fortec granicznych z czasów XVIII i XIX Dynastii, leżących na wschód od doliny Araba (za Synajem). Ich siedziby znajdowały się po wschodniej części Zatoki Akaba (część Morza Czerwonego), naprzeciw Synaju. Medianici nie byli spokrewnieni z Filistynami, gdyż ich związki sytuują ich raczej po stronie pierwotnych Kananejczyków (według Biblii wywodzili się oni od Mediana - jednego z synów Abrahama, czyli mieli bliskie związki z Hebrajczykami. np. Medianitą był teść Mojżesza, kapłan Jetra, u którego Mojżesz pasł owce po swej ucieczce z Egiptu). Ich bliskimi sojusznikami byli: Amalekici, Sydończycy i Maonici (szczególnie ci pierwsi przybywali i osiedlali się również w Medianie). Zatem bez wątpienia Medianici nie byli zależni od Filistynów, a ich "podbój" ziem należących do plemion Izraela nie był tym, czym się wydaje, a raczej polegał po prostu na nieustannych corocznych najazdach ziem Izraelitów (według Biblii najazdy te trwały siedem lat), organizowanych zawsze w pełni lata. Ich najazdy spowodowały że Izraelici (uciśnieni głodem) opuścili doliny i przenieśli się na wzgórza i w góry wokół Morza Araby (Morza Słonego).




W późniejszych latach Izraelici coraz częściej wtapiali się w ówczesny krajobraz polityczno-kulturowy Kanaanu. Podstawą religii mojżeszowej, było przymierze z Jahwe (Arkę Przymierza miano umieścić w sanktuarium w Sychem, gdzie - przynajmniej oficjalnie - miały się zbierać wszystkie plemiona Izraela aby odnawiać przymierze, jednak o ile istnienie ośrodka kultowego w Sychem jest prawdopodobne, o tyle zjeżdżanie tam przedstawicieli wszystkich 12 plemion jest ponownym wymysłem późniejszych biblijnych dziejopisów), obowiązek obrzezania niemowląt płci męskiej (praktyka obrzezania była znana na Wschodzie już od III tysiąclecia p.n.e., choć w większości przypadków dotyczyła dorosłych mężczyzn lub chłopców i dopiero Żydzi wprowadzili obowiązek obrzezania niemowląt), aby podkreślić ścisły związek ich ludu z bogiem Jahwe. Była też koncepcja "Ludu Wybranego" (swoją drogą ciekawe kim była istota, która na pytanie Mojżesza jakie jest jego imię, odrzekła: "Ehyeh aser ehyeh" - czyli "Jestem, który jestem". Czy mogła być to istota pochodzenia TJehooba? Trudno powiedzieć, choć ja sądzę że raczej były to zupełnie inne istoty, aczkolwiek kiedyś słyszałem o pewnym zdarzeniu, w którym żydowski kapłan {żyjący już w XX wieku}, stwierdził że wszyscy "goje" źle wymawiają imię Boga Jahwe i że ono tak nie brzmi. Michael Desmarqet - który w latach 80-tych został uprowadzony - choć stało się to za jego zgodą - przez przedstawicieli ludu TJehooba, wymówił właśnie tę nazwę na określenie boga Jahwe, czym wzbudził ogromne zdziwienie owego kapłana, okazało się to bowiem poprawną nazwą), oraz obowiązku oddawania czci tylko temu bogu, tak, jakby zazdrośnie strzegł swojej boskości i domagał się całkowitej wierności swoich wyznawców - tu podobnie rzecz się ma do istotnej kwestii jaką jest tzw.: "Boża sprawiedliwość". Często bowiem słyszę głosy ludzi, którzy widząc zło tego świata, widząc gwałty i śmierć niewinnych - wielu ludzi twierdzi że albo "Boga nie ma wcale", albo też nie jest tak miłosierny jak się o Nim mówi, gdyż pozwala na śmierć i cierpienie ludzi dobrych i niewinnych, którzy szybko odchodzą z tego świata, zaś przestępcy, zbrodniarze i niegodziwcy często żyją długie lata i uchodzą bez kary za swoje winy. Odrzucając emocje - które są najgorszym w tym przypadku doradcą, należy na chłodno się zastanowić... po co właściwie Bóg miałby pragnąć szybkiej śmierci niegodziwców, zbrodniarzy i ludzi po prostu złych? Po co? W jakim celu? 

My, ludzie posługujemy się myśleniem takim, które jest naturalne dla nas, gdyż po prostu pragniemy sprawiedliwości i chcielibyśmy aby ta sprawiedliwość i kara dla winnych nastąpiła szybko - co jest zrozumiałe, gdyż nasze życie trwa bardzo krótko, a młodość i zdrowie szybko przemijają. Pytanie tylko czy Bóg chce tego samego, będąc nieograniczony czasem, przestrzenią, a także wszystkim tym, o czym my pojęcia nie mamy. Po co więc miałby krwawo mścić się na zbrodniarzach, skoro i tak oni nigdzie nie uciekną i gdy przyjdzie ich czas, poznają czego w życiu dokonali. Pośpiech w tym przypadku nie ma sensu, gdyż czas dla Boga nie istnieje, natomiast zostawiając tym niegodziwcom długie życie, zostawia się im również czas na zmianę, zmianę ich życia, żal i zadośćuczynienie za popełnione przestępstwa. Wielu z tego nie korzysta, ale każdy ma czas naprawić swoje winy, gdyż Bóg nie jest od karania nas - w końcu my jesteśmy Jego częścią - ale okoliczności życia czasem sprawiają, że zachowujemy się tak, a nie inaczej - i po to jest czas na naukę i naprawę tego co w naszym życiu poszło nie tak. Pięknie opisał to już w końcu I wieku naszej ery Plutarch w swym dziele: "O odwlekaniu kary przez Bogów". I tak samo jak Bóg nie jest od karania nas za grzechy, nie wymaga również bezwzględnego posłuszeństwa i oddania. Nie musimy więc składać Bogu ofiar, nie musimy oddawać Mu specjalnej czci - nie ma to bowiem żadnego znaczenia, musimy tylko nauczyć się żyć w świecie, które nie jest dla nas odpowiednie i często sprowadza nas na złą ścieżkę. Ale jeśli uświadomimy sobie że życie jest tylko krótką lecz niezbędną chwilką przeznaczoną na naukę i że nigdy nie jesteśmy sami, choćby się wszyscy od nas odwrócili - to wtedy naprawdę zbliżymy się do Boga i zrozumiemy że świat ten ma sens, choćby wokół nas było mnóstwo zła i cierpienia a my sami bylibyśmy głęboko rozczarowani naszym życiem. Bóg nie wymaga ani uwielbienia, ani też nie karze nas za nasze grzechy. Każdy z nas ma swoją drogę i swój czas na naprawę życia, a jeśli z tego nie skorzysta - trudno, tak czy owak przyjdzie czas na naprawę naszego życia, w tym, lub kolejnym danym nam czasie. Bóg więc nie musi nas ani mordować ani też wymuszać bezwzględnego posłuszeństwa. Człowiek ma Wolną Wolę dzięki której kształtuje swój los, choć to też nie znaczy że Bóg się nami nie interesuje. Wręcz przeciwnie, każdy ma bowiem swój "telefon" który może użyć z prośbą o wsparcie w życiu. Wierzcie mi albo nie, ale jeśli o mnie chodzi, taki telefon nigdy jeszcze nie pozostał bez odpowiedzi (chociaż czasem popadam w pewną pychę i wydaje mi się że to wszystko co mi się w życiu układa i co mi się udaje, to ja sam prowokuję, wcześniej układając w głowie pewne zdarzenia które mają zaistnieć. Jeśli nawet to jest prawda, to też należy pamiętać że my wszyscy jesteśmy częścią Boga i nic co dzieje się w naszym życiu - choćby wyszło z naszych myśli działań - nie jest oddzielone od Boga, a wręcz przeciwne zawsze jest Jego częścią).




Hebrajczycy jednak w tym czasie ulegali silnej kulturze kananejsko-filistyńskiej, która wówczas była kulturą panującą (stąd tak mocne podkreślanie inności Żydów: silny monoteizm - "Nie będziesz miał obcych bogów obok mnie", obrzezanie chłopców i zakaz kultu idoli). Sędziowie i kapłani - będący przywódcami plemion Izraela, doskonale bowiem wiedzieli że jeśli pozwoli się ludziom na wyznawanie innych kultów i mieszane małżeństwa, to zbieranina pasterzy która pod przywództwem Mojżesza wyszła z Egiptu, może się po prostu rozpłynąć w kananejskim kotle, dlatego też walka z fałszywymi bogami (druga sprawa że byli to bogowie okrutni, domagający się ofiar i uwielbienia, czyli realnie niczym nie różnili się od Jahwe. W ogóle uważam że przed przyjściem na świat Jezusa Chrystusa cały religijny politeizm poświęcony był... szatanowi pod wieloma jego postaciami, lub też istotom pochodzącym z obcych światów, tutaj zaś widzących doskonałe pole do zagospodarowania wśród prymitywnych ludzkich istot, nie znających ani swej pozaziemskiej przeszłości, ani też swej duchowej wartości. Stąd też chrześcijaństwo było prawdziwym wyłomem w dziejach ludzkiej duchowości i pokrzyżowało plany wielu wyznawcom "prawdziwej religii" która triumfowała tutaj od wieków - czyli kultów szatana - pod różnymi jego postaciami), rozpoczęła się już po opuszczeniu Synaju, w Baal Peor - mieście Moabitów, gdzie tamtejsze kobiety namawiały wielu Hebrajczyków do wzięcia udziału w święcie ku czci ich bogów. 




Utrzymanie jedności religijnej było więc ważne z punktu widzenia przetrwania społeczności, tym bardziej że Kanaanejczycy również mieli swego wielkiego boga imieniem El - "Stwórcę wszelkich stworzeń" ("bny bnwt"), różnica jednak polegała na tym, że prócz niego był jeszcze cały panteon różnych innych bogów i bogiń. Zresztą El nie było imieniem boga, a nazwą własną, znaczyło po prostu tyle co "Bóg", zatem można powiedzieć że El również nie posiadał swego imienia, podobnie jak Jahwe. El był przedstawiany jako "boski byk" - potężny w swej sile, którego nie mogą dosięgnąć żadne złe moce. Bóg wszechmocny, mądry, łaskawy i miłosierny (któremu jednak należało składać krwawe ofiary). Synem Ela był bóg piorunów i gór - Baal Potężny - "Najpotężniejszy Książę, Pan Niebios, Jeździec Chmur". Jego imię również było nazwą własną i oznaczało po prostu "Pana". Podobnie jak jego ojciec - mający swe najważniejsze świątynie w Hebronie, w Mamre, w Betel, w Beer-Szewie, w Kadesz-Barnea (razem z Jahwe) i w Jebuz (dawnej nazwie Jerozolimy), tak Baal swą największą świątynię miał w Chacor. Małżonką Ela była bogini Aszera (Aszirat, Asztarte) patronka płodności, przedstawiana najczęściej w postaci drzewa i stąd zwana "Prostą". Była matką siedemdziesięciu synów, ale jeśli ktoś uważał iż była to dobroduszna bogini odradzającej się roślinności i płodności kobiet, ten byłby w błędzie, gdyż Aszera była również krwawą boginią wojny, domagającą się nieustannych ofiar (również ofiar z ludzi, choć te praktyki zostały z czasem zaprzestane i składano jej jedynie ofiary zwierzęce). Główną świątynię miała w Taanach w okolicy Megiddo. Jej córką zaś, a siostrą i kochanką Baala, była bogini Anat - "Strażniczka sprawiedliwości i praw". Była to bogini miłości i płodności, opiekunka kobiet (w jej świątyniach istniały specjalne gildie kapłańskie kobiet i chłopców - które oddawały się wiernym podczas składania przez nich ofiar). W świątyniach w Tircie i Sychem odnaleziono szkielety niemowląt składane tej bogini w ofierze (taka starożytna forma późnej aborcji?). Byli też i inni bogowie (jak bóg słońca - Szamasz, bóg księżyca - Jarich czy bóg śmierci - Mot), nie ma jednak sensu ich wszystkich wymieniać. Ważne aby stwierdzić iż były to kulty na tyle oryginalne, że przyciągały do siebie lud Izraela, za co Jahwe miał sprowadzić na nich karę w postaci zniewolenia przez Filistynów.




I tak się właśnie stało ok. 1100 r. p.n.e. 12 plemion zostało całkowicie uzależnionych od władców Kraju Nadmorskiego (Filistei), których kolonizacja objęła wówczas również kraj zwany Szefelą (były to żyzne tereny pasterskie między Krajem Nadmorskim a ziemiami Symeona, Benjamina i Judy). I tutaj właśnie pojawia się postać zwana Samsonem, o której to więcej opowiem w kolejnej części.


CDN.

23 lutego 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. XXXVII

WSZECHŚWIAT
PO ZAKOŃCZENIU
III WOJNY Z GADAMI
Cz. I


W tym miejscu chciałbym na moment zmienić temat. Nim przejdę do opisu kształtowania i rozwoju cywilizacji I (i II) Imperium Atlantydy, Cesarstwa Uighur, Imperium Yu, Imperium Doliny Indusu, Cesarstwa Nagów, Królestwa Maratta, Imperium Ramy, czy wojen, toczonych o zdominowanie Ziemi (jak choćby pomiędzy Atlantydą a MU, dwóch "wojen piramidowych" toczonych w rejonie Mezopotamii, Egiptu i Indii, opanowania Indii przez Ariów, wojen toczonych przez agresywne II Imperium Atlantydy i innych konfliktów zbrojnych). Nim opiszę "Aferę Babel", której echa przetrwały w Biblii, "Wielki Potop", który pochłonął dawne cywilizacje, a także odbudowę ludzkiej cywilizacji po Potopie, powstanie i rozwój cywilizacji Ubaid (przed-sumeryjskiej), narodziny Sumeru oraz... przekazanie przez "bogów" władzy nad Ziemią w ręce ludzi (potomków Adama i Ewy) ok. 3 700 r. p.n.e. Teraz jednak pragnę na moment pozostawić Ziemię (oraz rodzące się i upadające tutaj cywilizacje), a opisać wydarzenia, mające miejsce na innych galaktykach i w innych rejonach Wszechświata. 

Część z nich już wcześniej opisałem - jak cywilizację Felinian, Karian, Reptilian (do nich jeszcze powrócę). Przedstawiłem zmiany, jakie zaszły w społeczeństwach Lirian i Plejadian, opisałem cywilizację TJehooba, Malony, Bakaratini i Aremo. Nadal jednak nie zaprezentowałem jeszcze cywilizacji Andromedan, która (wraz z Plejadami) pełni obecnie dominującą rolę w Radzie Federacji Galaktycznej. Nie opisałem i innych "ludzkich" (i "nieludzkich"), cywilizacji, jak choćby Rigelian czy Procjan, zmian jakie zaszły w gadzim społeczeństwie Oriona, Syrian, Arkturian czy Centaurian. Wszystko to, zamierzam właśnie teraz przedstawić (by już potem do tego nie wracać), nim przejdę do kontynuowania tematu o ziemskich cywilizacjach.

Zatem pierwszą pozaziemską cywilizacją, jaką teraz zaprezentuję, będzie:



CYWILIZACJA ANDROMEDY


GALAKTYKA ANDROMEDY



Jedną z najpotężniejszych ras ludzkich we Wszechświecie są właśnie Andromedanie. W przeciwieństwie do Plejadian czy TJehooba, Andromedanie prawie w ogóle nie interesują się naszym losem. Owszem, ich okręty przybywały w zamierzchłej przeszłości na Ziemię a nawet zakładano tutaj bazy, lecz niewiele z tego wyniknęło i wkład Andromedan w powstanie biblijnego Adama z Edenu - był... żaden. Dlatego też ich stosunek do nas jest tak obojętny (nie życzą nam źle, ale też prawie w ogóle ich nie interesujemy). Stanowią jedną z najpotężniejszych sił w Radzie Federacji Galaktycznej, a ich potęga jest prawdopodobnie większa od potęgi Federacji Plejad. Panuje tam ustrój zbliżony do republikańskiego (brak dokładniejszych danych na ten temat), lecz cała galaktyka Andromedy zjednoczona jest w Federacji Andromedy, która grupuje aż 139 systemów gwiezdnych. Monarchia (a raczej tyrania - o czym mowa w channelingach) została u nich obalona jakieś 357 lat temu (licząc od ostatniego przekazu z 2005 r.). Stanowią siłę, która zapewnia bezpieczeństwo i ład w dużej części Wszechświata. Informacje o Andromedanach są bardzo skąpe, nie można więc o nich i o ich cywilizacji napisać zbyt wiele.

Posługują się oni językiem "Paa -Tal" (tak też nazywa się główna planeta w ich galaktyce i jednocześnie siedziba Rady Federacji Andromedy). Oczywiście używają do komunikacji z innymi rasami międzygwiezdnego języka KOSAN, lub też komunikują się za pomocą myśli (a myśl nie ma barier językowych). Na Paa-Tal rok liczy 365 dni. Andromedanie przybyli do swojej galaktyki (podobnie jak Plejadianie) po zakończeniu II Wojny z Gadami. Nie znana jest dokładna historia tej galaktyki po jej zasiedleniu przez kolonistów z Liry, lecz mowa jest o tzw.: "Wojnach Egzekucyjnych", które wybuchły na Paa- Tal ok. 65 000 000 lat temu. Mieszkańcy planety podzielili się na 21 wielkich ośrodków politycznych, które toczyły ze sobą wojny o dominację nad tym światem. Nie było zdecydowanego zwycięzcy, a poszczególne państwa raz zwyciężały, raz ponosiły klęski, aż nadeszła "Wielka Plaga", która zdziesiątkowała ludność planety (ok. 60 000 000 lat temu). Potem nastały czasy pokoju i rozpoczęła się wielka andromedańska kolonizacja. Trwała ona do czasu wybuchu III Wielkiej Wojny Galaktycznej i ataku Reptilian na Andromedę. Wcześniej doszło jeszcze do wojny pomiędzy Andromedą a galaktyką Triangulum o kontrolę nad jednym spornym rejonem - zakończyła się ona zniszczeniem jednego z księżyców Triangulum przez siły Andromedan. Atak Gadów spowodował jednak zaprzestanie tamtych walk i wspólną obronę przed napastnikami, która zakończyła się zniszczeniem inwazyjnej floty reptiliańskiej, co spowodowało kontrofensywę Federacji Galaktycznej i zapewniło Ludzkości zwycięstwo w tym konflikcie.

Od tej chwili Andromedanie stali się jedną z największych i najpotężniejszych ludzkich ras we Wszechświecie. Nie zaprzestali jednak dalszej kolonizacji, oraz... wyścigu o palmę pierwszeństwa w Radzie Federacji z Plejadianami. Andromedanie dokonują też czasem porwań niektórych ludzi z naszej planety, oraz odpowiadają za większość tzw.: "zbożowych kręgów" na ziemskich polach. Los ludzkości niewiele ich obchodzi, a ponieważ zdają sobie sprawę z faktu, że potomkowie ADAPY (biblijnego Adama) posiadają w dużej większości geny plejadiańskie - tym łatwiej przychodzi im porywanie ludzi i przeprowadzanie na nich (bezbolesnych) eksperymentów. Bardzo cenią sobie edukację i już od najmłodszych lat uczą dzieci w specjalnie do tego celu przystosowanych szkołach.



RIGEL czyli... MIDGARD




Nic jeszcze nie pisałem o Rigelianach, a byłaby to niepowetowana strata. Strata, gdyż po pierwsze - jest to lud, który bardzo długo zmagał się z potęgą Imperium Anchara, a po drugie niektórzy z ich przywódców przeszli do naszych legend i są znani na Ziemi jako... nordyccy bogowie ASGARDU, tacy jak - ODYN, THOR, FREJA czy LOKI. Dziś dawny Rigel już nie istnieje, został zdobyty przez Gady w III Wielkiej Wojnie Galaktycznej i po dziś dzień jest okupowany. Rigelianie przetrwali jednak na innej planecie, o której opowiem poniżej. Teraz chciałbym opisać historię i cywilizację dawnego Imperium Rigeliańskiego. Rigelianie są oczywiście (jak wiele im podobnych) kolonistami z systemu gwiezdnego Liry. Po zakończeniu II Wojny z Gadami, osiedlili się w galaktyce Oriona na jedynej planecie wolnej od Reptilian, którą potem nazwali - RIGEL. Od tej chwili zaczęła się ich nieustanna walka o przeżycie z Gadoidami, którzy nie godzili się na istnienie ludzkiej placówki w galaktyce całkowicie przez nich opanowanej. Rigelianie przypominają z wyglądu klasycznych Aryjczyków (zresztą jak większość ludzkich kolonistów z systemu Liry, a w szczególności z dawnej kolebki Ludzkości - planety Avyon). Są więc wysocy, jasnowłosi (włosy sięgają im niekiedy nawet do ramion), doskonale zbudowani i umięśnieni. Oczy mają koloru błękitnego lub szmaragdowego. Ich skóra jest jasnobiała, a oni sami są dość piękną rasą.

Po zakończeniu II Wielkiej Wojny Galaktycznej (a raczej po zawieszeniu działań wojennych), część ludzkich kolonistów z systemu gwiezdnego Liry postanowiła osiedlić się w samym centrum Imperium Anchara - w galaktyce Oriona. Nie wiadomo czym się kierowali, wybierając takie miejsce pod przyszłą kolonizację. Być może sądzili, że uda im się tym samym szachować Reptilian i ograniczyć ich kolonizację. Przez cały ten okres, jaki upłynął pomiędzy jedną a drugą wojną galaktyczną (ok. 250 milionów lat), trwała wzajemna konfrontacja pomiędzy Imperium Oriona (Bellatrix - zastępcza nazwa Sojusz Anchara), a rosnącym w siłę Imperium Rigeliańskim (zwłaszcza po zniszczeniu w trakcie II Wojny Galaktycznej kolebki Gadów - planety Aln). Rigelianie bowiem rozpoczęli zakrojoną na wielką skalę kolonizację Wszechświata, zasiedlając wiele planet i nowych galaktyk. W taki też oto sposób zajęto planetę Procjon (która dziś jest jedynym światem, na którym przetrwała dawna rigeliańska cywilizacja). Gady, zdając sobie doskonale sprawę z niebezpieczeństwa dalszej ludzkiej kolonizacji w ich galaktyce, postanowili maksymalnie osłabić Rigelian, podsycając pomiędzy nimi wzajemne waśnie i niezgodę. Społeczeństwo Rigelian podzieliło się na dwa zwalczające się wzajemnie obozy, które wkrótce doprowadziły do wyniszczającej wojny domowej, trwającej 300 lat. Część mieszkańców planety uciekła wówczas do innych, wcześniej założonych kolonii, a szczególnie na planetę Procjon. Zdążyli jeszcze przed katastrofą, gdyż ci którzy pozostali, doprowadzili planetę, siebie samych i swe potomstwo do całkowitego upadku.

Wojna trwała 300 lat. Ostatnim jej akordem była wzajemna nuklearna zagłada, co spowodowało takie zniszczenia i degradację środowiska naturalnego, że planeta zamieniła się w dymiące i pełne zgliszczy pustkowie. Niebo zostało przesłonięte gęstą ilością dymu, pary wodnej i chmur, całkowicie uniemożliwiając jakiekolwiek próby dotarcia tam promieni słonecznych, co oznaczało że na Rigel zapadły całkowite ciemności, przesłaniane jedynie wciąż płonącymi niedopałkami, lub erupcjami wulkanów. Ci, którzy przeżyli, musieli zejść do podziemnych schronów próbując przetrwać, lecz nie mieli szczęścia. Wkrótce na planecie zjawiły się Gady, które szybko odnalazły podziemne kryjówki dawnych Rigelian. Wszystkich zamieniono w niewolników. Zaczęto też eksperymentować z ich genami, próbując uniemożliwić im dalsze rozmnażanie - i to powiodło się Reptilianom. Stworzyli nową rasę rigeliańskich hybryd, w ogromnej większości pozbawionych możliwości rozmnażania się. Jedynie wybrani przez Reptilian niewolnicy mogli się dalej rozmnażać, ale zawsze pod czujnym okiem Gadów i przy zachowaniu odpowiednich proporcji. Chodziło o to, by gatunek ludzkich niewolników nie wymarł, lecz trwał tak długo, jak życzyć sobie tego będą ich nowi władcy. Dziś Rigelianie - którzy przetrwali na planecie, są pod całkowitą kontrolą Gadów i są przez nich wykorzystywani do bardzo rożnych praktyk. Są niewolnikami, lecz niektórych (za wierną służbę) nagradza się nawet wolnością i wykorzystuje do pośrednictwa w sprawach dyplomacji międzygwiezdnej z Federacją Galaktyczną. .





PROCJON - czyli
bramy ASGARDU




Ci, którym udało się uciec z ich rodzinnego świata, osiedlili się na różnych planetach i w innych systemach galaktycznych, jednak cywilizacja rigeliańska przetrwała jedynie na planecie Procjon (na pozostałych Rigelianie szybko się asymilowali do "miejscowych" zwyczajów). To właśnie z tej planety pochodzili koloniści, którzy przeszli do legend ludów Skandynawii pod nazwą bogów Asgardu. To stamtąd pochodził ODYN, THOR, BALDUR, FREJA czy LOKI, cała ta dynastia AZÓW, to byli gwiezdni podróżnicy z planety Procjon. Mimo że ta planeta leży daleko od granic galaktyki Oriona, Reptilianie postanowili zniszczyć wszystko, co przetrwało z dawnej cywilizacji rigeliańskiej. Postanowili jednak do tego wykorzystać... swych niewolników. Rigelianie (teraz jako ambasadorowie Reptilian), zaczęli więc przybywać na Procjon, pragnąc zawiązać ściślejsze związki z ich pobratymcami. Wkrótce zaczęto przysyłać też specjalistów z różnych dziedzin z Rigel i tworzyć programy wzajemnej współpracy. Wszystko to było skrupulatnie zaplanowane i miało w konsekwencji doprowadzić do całkowitego podporządkowania nowej planety reptiliańskim wpływom. Wkrótce Rigelian było na Procjonie tak wielu, że zaczęli przenikać do tamtejszych władz, lub też zaczęli wykorzystywać techniki manipulacji hipnotycznej, całkowicie podporządkowując sobie najważniejszych przywódców planety. Właśnie o to chodziło Gadom.


 "ERA ODYNA"
PARTYZANTKA na PROCJONIE.
WOJNA Z GADOIDAMI i RIGELIANAMI



Zdobywszy wpływ na przywódców planety Procjon, Rigelianie bardzo szybko podporządkowali sobie całą planetę, aż wkrótce na Procjonie wylądowały pierwsze reptiliańskie gwiazdoloty, które przybyły tutaj... zaproszone przez samych przywódców planety. Część Procjan - widząc co się dzieje - poprosiła o interwencję Federację Galaktyczną. Ci jednak mieli związane ręce - oficjalnie bowiem Gady nie dokonały agresji zbrojnej na planetę, po prostu zajęły ją na "prośbę" jej mieszkańców (a raczej przywódców), lecz nie był to powód do wypowiedzenia im wojny. Procjanie postanowili więc działać inaczej. Zorganizowano podziemną partyzantkę zbrojną, która podjęła walkę z najeźdźcami (jednej z takich grup partyzanckich przewodził - ODYN). Rozpętała się wojna domowa, która toczona była ze zmiennym szczęściem (chociażby początkowa klęska "Grupy Odyna" spowodowała, iż w ucieczce przed Gadami przybył on wraz ze swą rodziną i podkomendnymi aż na Ziemię. Tam utworzył krótkotrwałe królestwo - podporządkowując sobie lokalnych władców z rodu ADAMA i został przez nich uznany za boga, przygotowując się na powrotu do... ASGARDU czyli na Procjon. Nim jednak powrócił, zdołał zgromadzić wokół siebie całą rozproszoną procjanską partyzantkę i stanął na jej czele. Zdołał też uzyskać (ciche) wsparcie od Federacji Galaktycznej. Tak wzmocniony przybył ponownie na Procjon, gdzie w kilku bitwach rozbił siły Sojuszu Anchara i wspierających ich Rigelian. Odzyskał planetę i wyzwolił ją z jarzma reptiliańskiej niewoli.


"I inny znak się ukazał na niebie: Oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów - a na głowach jego siedem diademów (...) 

 I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem.

 I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł (...) I został strącony wielki Smok,
 
Wąż starodawny (...) A oni zwyciężyli (...) dzięki słowu swojego świadectwa i nie umiłowali dusz swych - aż do śmierci". 

Apokalipsa św. Jana (12, 3-11)

 


Odyn stał się pierwszym władcą zjednoczonego Procjona i założycielem dynastii Azów. Następcą Odyna został jego pierworodny syn - THOR. Dziś Procjanie stoją w awangardzie wspierania na Ziemi uniwersalnych praw człowieka, oraz są szczególnie uczuleni na wszelkie próby tajnego zdobycia władzy i kontroli nad Ziemianami.




CDN.

22 lutego 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. VII

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. III






PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. II



W maju 1437 r. (czyli po prawie trzech latach jakie sehzade Mehmed spędził w Amasyi u boku swej matki Stelli {Estery?}, piastunki Daje oraz swego przyrodniego brata Alaeddin Ali Celebiego), zmarł zarządca tej prowincji, młodszy brat sułtana Murada II (czyli ojca Mehmeda) - Ahmed Celebi. Jego śmierć nastąpiła w dosyć dziwnych okolicznościach, szczególnie że w chwili śmierci miał zaledwie 17 lat. W każdym razie z woli sułtana, teraz gubernatorem prowincji Amasyi został właśnie 5-letni Mehmed Celebi, a ojciec w roli doradców i pomocników w rządach młodego księcia, wyznaczył swego dawnego wyzwoleńca - Chyzyra paszę oraz Chyzyra Celebiego (syna teologa Iliasa Fakicha), ten drugi miał dodatkowo być jeszcze nauczycielem młodego gubernatora. 12-letni zaś Alaeddin Ali Celebi wraz ze swą matką Hundi Ümmügülsüm Hatun, został przeniesiony - jako gubernator - do innej prowincji - Manisy. Sułtan Murad II też niegdyś był gubernatorem Amasyi i stamtąd pochodziła również jedna z jego żon - Jeni chatun, tak więc był zapewne doskonale zorientowany w miejscowych układach i odpowiednio też dobierał ludzi jako pomocników rządów swego syna (chociaż na swego następcę preferował Alaeddina, który był jego ulubieńcem). W tamtym jeszcze czasie wysyłanie synów i braci panującego sułtana w odległe od stolicy prowincje było normą, tę normę zmieni dopiero właśnie Mehmed II Zdobywca, który wprowadzi politykę mordowania braci panującego władcy, w celu zapobieżenia wszelkim buntom i spiskom, mającym osłabić zarówno dynastię Osmanów jak i całe państwo.

W tym zaś czasie sułtan Murad II przebywając w swym adrianopolskim pałacu (w otoczeniu swych żon i nałożnic), przygotowywał kolejne plany podbojów. 1438 r. przedsięwziął wyprawę zbrojną przeciwko Węgrom, ale zakończyła się ona niepowodzeniem. Pomimo wewnętrznych trudności jakie wówczas przechodziło Królestwo Węgier, węgierskiemu rycerstwu udało się odeprzeć ten najazd (zresztą był on źle przygotowany i w wielu źródłach nawet nie występuje, tak jakby chciano o nim zapomnieć). W 1437 r. wybuchło bowiem wielkie powstanie chłopskie w Siedmiogrodzie, do którego przyłączyli się zarówno chłopi węgierscy, rumuńscy jak i szeklerzy. Powstanie było skierowane przeciwko polityce możnych, którzy coraz bardziej gnębili ludność chłopską (głównie rumuńską, ale chłopom węgierskim również się dostawało). Królem Węgier od 1387 r. był Zygmunt I z dynastii Luksemburskiej (wywodzącej się z dolnej Lotaryngii). Nie był to zbyt dobry król dla Węgrów, tym bardziej że swoje polityczne zaopatrywania często kierował ku krajom niemieckim (królem Rzymian {Niemiec} stał się w roku 1410, następnie królem Czech w roku 1419, a w roku 1433 został wybrany świętym cesarzem rzymskim). Często nie było go w kraju gdy był potrzebny, władzę w Budzie powierzając grupie zaufanych sobie możnych węgiersko-niemieckich, którzy jednak przede wszystkim myśleli o własnym dobru a nie o pomyślności Królestwa. Terytorialnie państwo również podupadło, a Zygmunt tracił kolejne domeny, jak choćby Ruś Halicką (zaraz na początku swego panowania na korzyść Polski w 1387 r. Ruś Halicką po raz pierwszy przyłączył do Królestwa Polskiego Kazimierz III Wielki po raz pierwszy w 1340 r. zajmując Lwów, a ostatecznie cała Ruś Halicka została przyłączona w 1349 r. Potem, od roku 1370 r. gdy na tron wstąpił Ludwik I Węgierski, przyłączył on Ruś Halicką do Węgier i tak zostało właśnie do czasów Zygmunta, a raczej do królewskiej koronacji w Krakowie wielkiego księcia Litwy Jogaiły, który od tej pory panował u boku królowej Jadwigi jako Władysław II Jagiełło - 1386-1434).






Jednocześnie wraz z utratą Rusi Halickiej, Węgry straciły kontrolę nad hospodarstwami Mołdawią i Wołoszczyzną (również na korzyść Polski). W 1389 r. Węgry straciły Serbię na rzecz Osmanów, w Dalmacji Wenecjanie postępowali sobie coraz śmielej na początku wieku XV, a w 1412 r. Zygmunt Luksemburski - aby zyskać środki na prowadzenie wojny z Wenecją - zastawił 16 miast spiskich na Słowacji królowi Władysławowi Jagielle i od tej pory aż do roku 1769 spiskie miasta należały do Korony Królestwa Polskiego. Od roku 1416 południowe pogranicze węgierskie było systematycznie pustoszone przez kolejne podjazdy osmańskie, a Węgrzy skupiali się wówczas głównie na obronie, gdyż katastrofalna kampania roku 1396 i klęska pod Nikopolis wciąż w nich tkwiła i obawiali się otwartej konfrontacji z Turkami. Do tego dochodziła polityka fiskalna króla Zygmunta, który wciąż potrzebował pieniędzy, a co za tym idzie wprowadzał nowe podatki na swych poddanych. Wielkie powstanie w Siedmiogrodzie, które wybuchło w roku 1437, miało swoje reperkusje trzy lata wcześniej, gdy zaraz po swej koronacji cesarskiej w Rzymie, Zygmunt obniżył wartość węgierskiej monety i tak jeden forint równał się 400 denarów, zamiast 100. Biskup siedmiogrodu Jerzy Lepes wstrzymał wówczas ściąganie dziesięciny, licząc na to że król wkrótce przywróci dawną wartość pieniądza, tak się jednak nie stało, więc po trzech latach Lepes postanowił sam wprowadzić dawną wartość pieniądza, jednocześnie ściągając dziesięcinę od chłopów za trzy poprzednie lata jednocześnie. To doprowadziłoby chłopów do całkowitej niewypłacalności, więc jawnie zaprotestowali, składając skargę nawet u samego króla Zygmunta. Ten jednak poparł biskupa w jego działaniach, a ponieważ chłopi dalej odmawiali zapłaty zaległej dziesięciny, biskup Lepes rzucił na wszystkich opornych klątwę. To przelało czarę goryczy, wybuchło powstanie chłopskie które należało do największych i najkrwawszych w historii Węgier. Do chłopów bardzo szybko przyłączyli się również mieszczanie, a także poparła ich drobna szlachta. Do pierwszego zbrojnego starcia doszło pod miejscowością Des, na wschód od Koloszwaru (Kolozsvaru). Bitwa zakończyła się wspaniałym zwycięstwem chłopów i mieszczan, co zmusiło władze zarówno kościelne jak i lokalnych feudałów, do zawarcia ugody w Kolozsmonostor. Uzgodniono tam że dziesięcina będzie płacona po nowych stawkach, ale jedynie od tego roku (poprzednie lata mają być anulowane), poza tym władze obiecały nie ścigać buntowników i ich nie prześladować. Postanowiono również że corocznie będą organizowane spotkania panów i chłopów, na których będzie się rozwiązywać sprawy sporne. To porozumienie było wielkim zwycięstwem strony chłopsko-mieszczańskiej, aczkolwiek władze nie zamierzały owej umowy dotrzymać. Aby rozbić tę zjednoczoną siłę, postanowiono zastosować starą politykę "dziel i rządź" i na początku biskup Lepes zwolnił drobną szlachtę z płacenia dziesięciny - czym ją sobie pozyskał, jednocześnie tworząc pierwszy wyłom w tym zbitym froncie. 




Następnie w miejscowości Kapolna zawarto Unię Trzech Narodów (zawarto tam porozumienie z szeklerami i Sądami - czyli niemieckimi kolonistami na Węgrzech), która była wymierzona zarówno przeciw wrogom zewnętrznym jak i wewnętrznym (głównie chodziło o chłopów, a jeszcze dokładniej o chłopów rumuńskich). Następnie wprowadzono ulgi dla mieszczan, czym również ich odłączono od chłopskich powstańców. Teraz, gdy już rozbito wspólny front chłopsko-mieszczański, postanowiono ostatecznie rozprawić się z buntownikami i na wiosnę 1438 doszło do kolejnego wielkiego starcia pod wsią Apati. Pomimo ogromnego osłabienia jake dotknęło chłopskie szeregi (głównie Rumunów), pod wodzą Antoniego Nagi z Budy odnieśli oni kolejne zwycięstwo, zmuszając Kościół i panów feudalnych do podjęcia kolejnych rozmów. Zawarto drugą ugodę w Kolozsmonostor, gdzie potwierdzono w zasadzie wszystkie postanowienia tej pierwszej, poza corocznym zwoływaniem wspólnych narad chłopów i panów. Obie strony postanowiły też wysłać swoich przedstawicieli do króla Zygmunta, aby ten ostatecznie wydał decyzję w ich sprawie, ale w międzyczasie doszło właśnie do ataku Osmanów, który zakończył się ich odparciem. Królewska decyzja nigdy nie nadeszła, jako że 9 grudnia 1438 r. przebywając w swym czeskim królestwie, w wieku 69 lat zmarł Zygmunt I Luksemburski. Jeszcze przed końcem owego roku doszło do kolejnych walk i do trzeciej wielkiej bitwy, tym razem pod Koloszwarem, która zakończyła się śmiercią Antoniego Nagi i klęską chłopskich powstańców. Panowie feudalni wprowadzili wówczas krwawe represje, zabroniono chłopom swobodnego przenoszenia się ze wsi do miast (jak również do innych wsi), nałożono nowe podatki, odebrano też przywileje handlowe mieście Koloszwar (zostaną one przywrócone w roku 1444 po osobistym wstawiennictwie Jana Hunyadiego). Po śmierci króla Zygmunta panowie węgierscy wybrali królem jego zięcia - Alberta z rodu Habsburgów, który złączył Węgry unią personalną z Austrią i Czechami. Jednak krótkie (nawet nie dwuletnie rządy tego króla), spowodowały wzrost znaczenia możnawładztwa, a także niemieckiej szlachty, co rodziło sprzeciw drobnej szlachty węgierskiej. Aby uspokoić wzburzone nastroje, król Albert wydał w roku 1439 dekret, który potwierdzał wszystkie dotychczasowe przywileje szlachty węgierskiej, a także zobowiązywał się do utrzymania najemników na własny koszt, oraz potwierdzał zakaz wyprawiania węgierskiej szlachty poza granice kraju (te same kwestie były i u nas, szlachta mocno sprzeciwiała się wyprawom najezdniczym, chyba że król będzie im płacił odpowiednią stawkę za każdy dzień pobytu na terytorium wroga).

 


W roku 1439 zmarł król Albert (27 października). Miał on co prawda tylko dwie córki, ale jego małżonka Elżbieta Luksemburska była  brzemienna i spodziewano się rychłych narodzin księcia (a raczej nowego króla, który królem stałby się już w kołysce). Gdy więc książę przyszedł na świat (22 lutego 1440 r.) otrzymał imię Władysław i już 15 maja tego tego roku został koronowany (przy poparciu możnowładców m.in. Garaiego i szlachty niemieckiej m.in. hrabiego Cylli) na króla Węgier. Jednak śmierć Alberta dała możliwość biskupowi krakowskiemu (od 1423 r.) Zbigniewowi Oleśnickiemu (realnemu władcy Królestwa Polskiego, szczególnie od śmierci króla Władysława II Jagiełły - 1 czerwca 1434 r. i wstąpienia na tron jego 10-letniego syna Władysława  III, zresztą ogromne wpływy Zbyszka Oleśnickiego uwidoczniły się w ostatnich latach panowania Jagiełły, gdy król coraz bardziej podupadał na zdrowiu, wówczas władza biskupa krakowskiego rosła, a gdy Władysław III został królem, Oleśnicki stał się realnie jak gdyby wicekrólem, realnym władcą Królestwa) zawalczenia o tron węgierski. Oleśnicki to nie był Richelieu, nie potrafił oddzielić od siebie kwestii religijnych i politycznych. Imponowało mu to że po pierwsze Węgry są katolickie, a po drugie marzył o zorganizowaniu wielkiej krucjaty antytureckiej w obronie Węgier, w której to Polska będzie stanowiła największą siłę w świecie chrześcijańskim. Początkowo, zaraz po śmierci Zygmunta Luksemburskiego, pojawiła się możliwość przejęcia czeskiego tronu przez Władysława III. W Polsce było bardzo wielu zwolenników husytyzmu, tym bardziej że relacje z czeskimi husytami zostały jeszcze wzmocnione w czasie wyprawy przeciwko Zakonowi Krzyżackiemu w roku 1433 jeszcze za życia Jagiełły, gdy rycerstwo wielkopolskie i czeskie wspólnie biło niemieckich zakonników (Czesi wówczas dotarli na nad Bałtyk, gdzie wykąpali się w morzu). Nowy król Czech - Albert nie był tam popularny i to zarówno jako Niemiec, jak również jako konsekwentny wróg husytyzmu. Dlatego też w połowie marca 1438 r. Czesi wysłali delegację do Krakowa, z prośbą o przyjęcie przez Władysława korony czeskiej. Na zwołanym do Nowego Miasta Korczyna zjeździe (kwiecień/maj 1438 r.) radzono nad tą kwestią. Za przyjęciem korony była królowa-matka Zofia Holszańska (Sonka) i jej protegowany biskup przemyski Piotr Chrząstowski, przeciw był oczywiście Oleśnicki, nowy prymas (od 1 września 1437 r.) Wincenty Kot, większość biskupów i książęta mazowieccy. Zbigniew uważał królową Sonkę za jednego ze swoich najpoważniejszych wrogów (zapewne to właśnie on wrobił ją w oskarżenie o cudzołóstwo w roku 1427, z którego ostatecznie została oczyszczona, ale Zbigniew i tak uzyskał swoje - na królową padło podejrzenie i nie mogła ona odtąd być regentką po śmierci króla Jagiełły, a na tym mu głównie zależało).






Królowa nie dawała jednak za wygraną. Uważała że taka okazja jak pozyskanie korony czeskiej może się już nie powtórzyć, dlatego też wysłała do Czech poselstwo pod wodzą wojewody poznańskiego Sędziwoja Ostroroga i wojewody sandomierskiego Jana Tęczyńskiego. Wyprawa ta jednak zakończyła się niepowodzeniem, jako że już 6 maja 1438 r. szlachta czeska okrzyknęła królem Alberta i koronował się on w Pradze 25 czerwca. Co prawda jeszcze we wrześniu 1438 r. na Śląsk wkroczył sam król Władysław III wraz z młodszym bratem Kazimierzem (który teraz miał być kandydatem do tronu czeskiego, jako że panowie polscy obawiali się wysłać do Pragi Władysława, jako że pamiętano jeszcze złe doświadczenia z czasów Ludwika Węgierskiego, który w większości siedział w Budzie a w Krakowie rządziła jego matka Elżbieta Piastówna), ale ostatecznie nic z tego nie wyszło, a nastroje zarówno Piastów śląskich jak i ludności Śląska do przyłączenia się do Polski (akcja rewindykacyjna trwała od roku 1421) mocno osłabły. Po tym niepowodzeniu wzrosły wpływy Zbyszka Oleśnickiego w kraju, co opozycji prohusyckiej nie było w smak. Na jej czele stanął Spytko z Melsztyna, szlachcic małopolski (syn rycerza o tym samym imieniu, który poległ w bitwie z Tatarami nad Worlską w 1399 r.). Należał on do zaprzysięgłych wrogów Oleśnickiego i gdy 8 grudnia 1438 r. na zjeździe w Piotrkowie król Władysław III oficjalnie (skończywszy 14 lat) został ogłoszony pełnoletnim (przez co rozwiązano Radę Królewską a tym samym jeszcze bardziej wzrosły wpływy Oleśnickiego), Spytko i grupa malkontentów której przewodził, postanowiła fizycznie pozbyć się znienawidzonego biskupa. Zaplanowano zamach na jego życie, który miał dojść do skutku w kwietniu 1439 r. na zjeździe w Nowym Mieście Korczynie. Do tego jednak nie doszło, gdyż Oleśnicki i inne potencjalne ofiary, zostały w porę ostrzyżone. Jednak na tym zjeździe 3 Maja 1439 r. Spytko (i 168 innych rycerzy - wśród których byli chociażby Hińcza z Rogowa, a także syn sławnego rycerza Zawiszy Czarnego - Marcin z Grabowa, a poza tym wielu dworzan z otoczenia królowej Sonki, w tym jej najbliżsi domownicy, notariusz i kuchmistrz) zawiązało konfederację, która oficjalnie miała służyć obronie króla i Korony (potępiano w niej wszelkie zamachy i spiski), ale realnie była wymierzona przeciwko Oleśnickiemu i wspierającym go możnym oraz biskupom.




Konfederaci okopali się we wsi Grotniki nad Nidą, gdzie przygotowywano się do obrony i ataku "wojsk rządowych" Oleśnickiego. Notabene gdy gruchnęła wiadomość że rycerstwo posłane przez biskupa zbliża się do Grotnik, spora część spośród konfederatów (w tym wielu dworzan królowej Sonki, a także Spytek z Melsztyna) przeszło na stronę wojsk rządowych. 6 maja 1439 r doszło do bitwy, która zakończyła się klęską konfederatów i śmiercią Spytka z Melsztyna. Po tej bitwie pozycja biskupa Oleśnickiego stała się niepodważalna, natomiast polityczna rola królowej Sonki znacznie zmalała (jak również upadły w ogromnej większości wpływy husytyzmu w Polsce). Teraz (gdy październiku 1437 r. zmarł król Albert), Oleśnicki wpadł na pomysł nowej Unii polsko-węgierskiej i rozpoczęcia wielkiej krucjaty antytureckiej na Bałkanach. Do tego potrzebna mu była jednak korona Węgier dla Władysława III i z taką propozycją wystąpił do panów węgierskich. O ile wcześniej na koronie czeskiej Oleśnickiemu nie zależało (jako że uważał Czechy za kraj przeżarty zarazą husytyzmu), o tyle teraz na koronie węgierskiej jak najbardziej zależało właśnie jemu i aby osiągnąć ten cel gotów był wiele poświęcić (Węgrzy domagali się bowiem nie tylko pomocy w walce z Turkami, ale również oddania im Spiszu bez wykupu, a także rozpoczęcia debaty na temat zwrotu Rusi Halickiej i wpływów w Mołdawii i Wołoszczyźnie - na to wszystko Oleśnicki był gotów, aby tylko pozyskać koronę Świętego Stefana). Węgrom w tych trudnych czasach buntów i osmańskich najazdów potrzebny był król mężczyzna, a nie król dziecię czy kobieta (Albert pozostawił po sobie dwie nastoletnie córki). Co prawda Władysław III miał już 16 lat, czyli nie był jeszcze w pełni mężczyzną, ale był już pełnoletni i to wystarczało. Dlatego też była wielka presja na królową Elżbietę Luksemburską (córkę Zygmunta I żonę Alberta), aby poślubiła Władysława (ewentualnie serbskiego despotę Łazarza). Ona jednak wolała zostać regentką w imieniu swego jeszcze nienarodzonego syna (bo spodziewała się że właśnie syna urodzi), niż zostać małżonką kolejnego władcy. W grudniu 1439 r. z Krakowa wyruszyło wielkie poselstwo (poprzedzone uroczystą mszą świętą biskupa Oleśnickiego "O unię królestw Polski i Węgier"). Pomimo sprzeciwu Elżbiety (która zarówno Łazarzowi jak i Władysławowi zarzucała pogaństwo, aby oddalić tylko ich kandydatury do swej ręki), ostatecznie została ona zmuszona do wyrażenia zgody na poślubienie Władysława III Jagiellończyka.

17 lutego 1440 r wyruszyło więc z Budy do Krakowa poselstwo węgierskie (1000 jeźdźców) które miało oficjalnie poprosić o przyjęcie korony Świętego Stefana przez Władysława III i jego zgodę na małżeństwo z Elżbietą Luksemburską. Spodziewano się że Elżbieta (która lada dzień miała urodzić) powie córkę, a jeśli nawet urodzi się syn, miał on otrzymać Austrię i Czechy, natomiast na tronie węgierskim zasiadać miał Władysław III i Elżbieta. Nim węgierskie poselstwo przybyło do Krakowa (1 marca), 22 lutego królowa Elżbieta powiła synka, któremu nadała imię Władysław. Teraz nie zamierzała dotrzymać wcześniej złożonego przyrzeczenia i dążyła do jak najszybszego koronowania swego synka na króla Węgier, sama widząc się w roli regentki. Tymczasem w Krakowie (8 marca) 16-letni Władysław III oficjalnie przyjął ofiarowaną mu koronę Świętego Stefana i wyraził zgodę na poślubienie 31-letniej Elżbiety. W tej sprawie (bodajże pierwszy raz) wspólnie działali zarówno królowa Zofia jak i Zbigniew Oleśnicki. W Krakowie urządzono wspaniałą ucztę, dzwony biły we wszystkich kościołach, śpiewano "Te Deum" i "Bogurodzicę". Rozpoczęły się teraz przygotowania do odjazdu króla na Węgry. Królowa-matka towarzyszyła synowi do Sącza, gdzie spędzili razem 2 dni a następnie 23 kwietnia 1440 r .Władysław III pożegnał jąmatkę w Czorsztynie (żadne z nich pewnie wówczas nie wiedziało że widzą się już po raz ostatni). 15 maja królowa Elżbieta (i stojąca za nią szlachta węgiersko-niemiecka) koronowała w Białogrodzie Królewskim młodziutkiego Władysława na króla Węgier. Część polskiej delegacji zamierzała wówczas zawrócić, ale Zbigniew Oleśnicki sprzeciwił się temu, twierdząc że należy konsekwentnie zawalczyć o tron węgierski. 21 maja Władysław III wjechał do Budy a 29 czerwca sejm węgierski obalił Władysława Pogrobowca z tronu i w to miejsce wybrał Władysława III Jagiellończyka (koronacja odbyła się już 17 czerwca, z tym że prawdziwa korona Świętego Stefana została wcześniej wykradziona przez zwolenników Elżbiety, dlatego też posłużono się inną, starą koroną, wyjętą z grobowca Świętego Stefana). Elżbieta i jej zwolennicy opanowali północno-zachodnią część Węgier, Władysław III kontrolował stolicę i część wschodnią, a obie strony przygotowywały się do zbrojnej konfrontacji i to w obliczu wciąż wiszącego nad krajem (niczym miecz Damoklesa) zagrożeniem osmańskim.




A Murad II ożenił się. 4 września 1436 r. w Smderewie doszło do małżeństwa 32-letniego wówczas sułtana Murada II i 18-letniej zaledwie córki lokalnego bana serbskiego Jerzego Brankovicia (zwanego przez Turków Vilkoglu - "Syn wilka", jako że wilkiem zwano jego ojca - Vukę Brańkowicia) - Marę. Mara była chrześcijanką i tak miało pozostać w kontrakcie ślubnym, co oznaczało że nie należała bezpośrednio do haremu. Małżonek gwarantował jej swobodne wyznawanie wiary, a także mogła utrzymywać swój własny dwór. Początkowo jednak młoda dziewczyna nie zyskała zbyt wiele względów swego małżonka, który ten mariaż traktował głównie w kategoriach politycznych. Z czasem jednak się to zmieniło, a Mara (która odznaczała się również urodą), często gościła w swym domu w Adrianopolu (który utrzymywała za pieniądze ojca) swego małżonka. Murad bardzo lubił przebywać z nią sam na sam z dala od haremu, a mówi się wręcz że uzyskała na niego znaczny wpływ. Nie brakowało jednak konfliktowych sytuacji, jak choćby w 1438 r. gdy po nieudanej wyprawie węgierskiej, sułtan zażądał od ojca Mary - Jerzego Brankovicia - aby ten czym prędzej zjawił się w Adrianopolu. Ostrzyżony listem swej córki i obawiając się aresztowania, Branković odmówił (zapewne do aresztowania by doszło, jako że sułtan zarzucał mu brak wsparcia w wyprawie węgierskiej, tym bardziej że dokładnie w tym samym czasie w roku 1438 Murad II wezwał do Adrianopola i kazał uwięzić innego despotę - Vlada Draculę). Mimo to relacje pary młodej z biegiem lat układały się coraz lepiej. Ale teraz przenieśmy się do Amasyi, którą zarządzał młody książę Mehmed Celebi.


CDN.

21 lutego 2026

HENRYK VIII I JEGO ŻONY - Cz. VIII

OD KATARZYNY ARAGOŃSKIEJ 
DO KATARZYNY PARR





KATARZYNA ARAGOŃSKA
(Czyli hiszpańskie noce) 
Cz. VI





DZIECIŃSTWO KRÓLOWEJ KATARZYNY
Cz. V


 Ferdynand natychmiast popędził do Aragonii, gdzie 20 stycznia 1479 r. w wieku 80 lat zmarł jego ojciec, dotychczasowy król Aragonii - Jan II zwany Wielkim. Od tej chwili Ferdynand nie był już tylko królem-małżonkiem Kastylii, teraz miał swoje własne królestwo, a Izabela adekwatnie stała się królową-małżonką Aragonii. Objęcie władzy nastąpiło gładko i sprawnie, chociaż Ferdynand musiał spędzić w Aragonii kilka miesięcy, w czasie których jego małżonka (będąc już w zaawansowanej ciąży) musiała ostatecznie rozwiązać sprawę wciąż toczącej się wojny z Portugalią i kwestię jej bratanicy - Joanny (która sama uważała się za królową Kastylii). Alfons V Portugalski też miał już dosyć tego konfliktu, który nie przynosił żadnych zysków, a generował tylko koszty i niepewność co do losów tej wojny (chociaż realnie walki jako takie już się nie toczyły, co najwyżej dochodziło do buntów i powstań, jak choćby ten, który wybuchł w 1479 r. w Estramadurze, zasilany portugalskimi pieniędzmi). Królowa Izabela zaproponowała więc Alfonsowi zakończenie tej wojny, na zasadzie uznania jej za królową Kastylii, w zamian zaś księżniczka Isabela (córka Ferdynanda Aragońskiego i Izabeli Kastylijskiej) miałaby wyjść w przyszłości za jednego z synów króla Alfonsa V. Najbardziej jednak Izabeli zależało na usunięciu Joanny, która od tej pory miała stracić poparcie Portugalii i zostać zamknięta w klasztorze. Król Alfons przystał na to i do spotkania obu monarchów miało dojść na zamku Alcantara, dokąd też udała się brzemienna królowa Izabela. Tam jednak szybko okazało się że król jednak nie przybędzie, ciężko zaniemógł i nie był w stanie wstać z łoża. Ale, w swym zastępstwie posłał do Izabeli... Joannę. Obie kobiety (ciotka i bratanica) tam właśnie, na zamku Alcantara, spotkały się po raz pierwszy od wielu lat (ostatnim razem Izabella widziała Joannę gdy ta była jeszcze dzieckiem i opiekowała się nią, spacerując ogrodami Alkazaru). Teraz Joanna była już 17-letnią ładną dziewczyną, która miała swoje własne ambicje i która uważała swoją ciotkę za uzurpatorkę, gdyż to właśnie ona - jak sądziła - po śmierci ojca powinna objąć tron Kastylii. Upór Joanny i jej niezgoda na utratę kastylijskiego tronu był przeogromny, ale to nie do niej należało ostatnie zdanie w tej sprawie. W imieniu króla Portugalii Alfonsa V i jako opiekunka Joanny występowała na zamku Alcantara ciotka Izabeli - Beatrycze, która była niezwykle sprawną dyplomatką. Po miesiącu trudnych rozmów 4 września 1479 r. ostatecznie w miejscowości Alcáçovas podpisany został traktat pokojowy pomiędzy Kastylią a Portugalią, definitywnie kończący stan czteroletniej wojny pomiędzy tymi królestwami. W zamian za uznanie swego panowania w Kastylii, Izabella musiała oddać Portugalii wszystkie tereny na Oceanie Atlantyckim z wyjątkiem wysp Kanaryjskich. Joanna musiała zrzec się praw do tronu Kastylii i od tej pory przestać głosić iż jest legalną córką króla Henryka IV (starszego brata Izabeli). Powszechnie od tej pory była nazywana la Beltraneją (córką Baltana, jako że jej matka królowa Joanna, była znaną w Kastylii "miłośniczką skoków w bok", natomiast król Henryk IV nie należał do mężczyzn o rozbudzonym libido. Natomiast rycerz Beltrán de la Cueva należał do grona faworytów Joanny, a mówiąc otwarcie był po prostu jednym z jej kochanków). Miała też wstąpić do klasztoru, gdzie oczekiwać miała na osiągnięcie pełnoletności przez księcia Jana (urodzonego 30 czerwca 1478 r. najstarszego syna Ferdynanda i Izabeli). Ale Izabela nie zamierzała doprowadzić do tego mariażu i tak też się stało, la Beltraneja do końca swego życia (zmarła w 1530 r.) pozostała w klasztorze.




Po zawarciu tego pokoju królowa przybyła do Toledo, gdzie na dniach oczekiwała rozwiązania. Tam był już obecny również Ferdynand, który jakiś czas wcześniej wrócił z Walencji. 6 listopada 1479 r. w tamtejszym alkazarze królowa Izabela powiła drugą córkę, której nadała imię Joanna (przyjdzie do historii jako Joanna Szalona). Radość z narodzin dziewczynki "o jasnych lokach", nie trwała jednak długo, gdyż już latem 1480 r. na dwór królewski w Toledo dotarły straszne wieści z Włoch. Oto bowiem w sierpniu tego roku potężna flota i armia osmańska zdobyły miasto Otranto w Królestwie Neapolu (należącym do aragońskiej monarchii Ferdynanda). Turcy dopuścili się tam ogromnych zbrodni, mordując mieszkańców miasta dosłownie dom po domu, a także uprowadzając znaczną ich część (szczególnie kobiet, dzieci i młodych mężczyzn) w niewolę. Sułtan Mehmed II Zdobywca w kwietniu 1479 r. zdobył Szkodrę - tym samym kończąc podbój Albanii, w 1475 r. z hołdował Chanat Krymski, a także obległ (1480 r.) wyspę Rodos - należącą do zakonu Joannitów, aczkolwiek tam nie udało mu się osiągnąć sukcesu (wyspę tę zdobędzie dopiero 42 lata później Sulejman Wspaniały). Zagrożony poczuł się sam papież, ale trwoga nie ominęła Hiszpanii. Obawiano się bowiem że Turcy do podobnego ataku na Półwyspie Iberyjskim mogą wykorzystać Emirat Grenady, to miękkie podbrzusze muzułmanów na półwyspie, dzięki któremu Mehmed II będzie mógł doprowadzić do - jak to pisał kronikarz Palencia: "unicestwienia wiary katolickiej". Należało coś wreszcie zrobić z tym dziwnym południowym tworem, tym ostatnim przyczółkiem islamu w Hiszpanii. Wojna musiała więc wybuchnąć i musiała to być wojna ostateczna, wojna która definitywnie zlikwiduje Emirat a ziemię jego przyłączy do Królestwa Kastylii. Tylko że na to potrzebne były pieniądze, a tych - jak zawsze - brakowało. W roku 1480 parę królewską trapiły również i inne problemy, jak choćby ostateczne rozwiązanie kwestii chłopskiej, szczególnie w dwóch palących prowincjach - Andaluzji i Galicji. Co prawda Królestwo Kastylii dawało chłopom pewne prawa (których np. nie posiadali oni w Aragonii, które to Królestwo było hiperfeudalnym miejscem, gdzie szlachta sama stanowiła prawo, opierając się przede wszystkim na prawach regionalnych - fueros, a Kortezy Aragonii, Katalonii czy Walencji, skutecznie umniejszały władzę królewską). W Kastylii przede wszystkim rządził król, dlatego też prawa chłopów były znacznie lepiej przestrzegane, aczkolwiek i tutaj zdarzały się patologiczne sytuacje (jak choćby w wyżej wymienionych prowincjach). Izabela miała na sercu los wszystkich swych poddanych, dlatego też latem 1480 r. wydała ona prawo, na mocy którego chłop miał możliwość wybrać właściciela ziemi, na której pracował. W Aragonii to jeszcze długo nie było możliwe, chociaż Ferdynand starał się ograniczyć fueros i zwiększyć swoją własną władzę w tym Królestwie (u nas zaś, aż do roku 1496 chłopi realnie cieszyli się wolnością, dopiero 1 czerwca tego roku gdy król Jan I Olbracht wydał status piotrkowski - zabraniający mieszczanom zakupu ziemi na wsi, a także ograniczający wychodźstwo chłopów do jednego w roku na danej wsi. Powoli zwiększono też pańszczyznę, tak że w 1620 r. było to już 5 dni pańszczyzny w tygodniu - a należy pamiętać że chłop miał do obrobienia również i własną ziemię. Mimo to pozycja chłopów w Królestwie Polskim jak i później w Rzeczpospolitej i tak była znacznie lepsza niż chociażby we Francji czy Anglii, o carskim zamordyzmie nie wspominając).




Królowa Izabella wymuszała również na miastach po uznanie oraz sfinansowanie Santa Hermandad - czyli królewskich sił policyjnych zapewniających bezpieczeństwo i spokój mieszkańcom miast. Santa Hermandad powołane zostały na Kortezach w Madrigal w 1476 r. i od tego czasu opornie poszczególne miasta wprowadzały tę instytucję, jako że wiązało się to przede wszystkim z kosztami, które dwór królewski przerzucał na budżety miejskie, a jednocześnie siły te wierne były królowi (w tym przypadku królowej). Ponieważ Koronie ciągle brakowało pieniędzy, przeto królowa zezwalała na powiększanie obszarów wypasania owiec, kosztem terenów należących do lokalnych rolników (czyli ziemi uprawnej, co ostatecznie doprowadzi do klęski głodu w Hiszpanii i konieczności sprowadzania zboża z innych krajów, w tym przede wszystkim z Polski, co w XVI a także jeszcze XVII wieku stanie się naturalną praktyką). Związek hodowców owiec Kastylii - Mesta, dysponował znacznymi pieniędzmi które zasilały Koronę, a tych niestety często brakowało lokalnym rolnikom, przez co królowa (w 1480 r.) wydała polecenie zamiany znacznych obszarów ziem uprawnych w pastwiska dla owiec (potem mówiło się że: "Owce zżarły Hiszpanię"). Poważnym jednak problemem była kwestia marranów, czyli Żydów którzy przyjęli chrześcijaństwo, a co do których istniało podejrzenie iż potajemnie dalej wyznają judaizm. Było bardzo wiele skarg na tego typu praktyki, twierdzono bowiem że Żydzi śliną ścierają z czoła swych dzieci święty olej z kościelnych kadzielnic, że negują świętość Dziewicy Maryi, że wkładają swoim zmarłym do ust monetę (starym zwyczajem), że potajemnie plują na hostię, a także pojawiały się doniesienia o torturowaniu, a nawet mordowaniu chrześcijańskich dzieci - głównie chłopców - i piciu ich krwi. Co prawda hiszpańska Święta Inkwizycja została reaktywowana przez papieża Sykstusa UV w roku 1478, ale wciąż jeszcze realnie nie rozpoczęła swojej działalności. Dopiero doniesienia i skargi które spływały z najróżniejszych miast i wsi Kastylii, miały realnie urzeczywistnić powstanie nowej hiszpańskiej inkwizycji. Izabella była jednak co do tego pomysł sceptyczna, aczkolwiek namawiana przez Ferdynanda, ludzi ze swego otoczenia a także dosyć bojowo nastawionych kapłanów (takich jak chociażby Tomas de Torquemada - dominikański duchowny), ostatecznie przystała na reaktywację inkwizycji. Pierwszy kastylijski trybunał Świętego Oficjum powołano w Sewilli na początku roku 1481, a jego przewodniczącym został właśnie Tomas de Torquemada (na pierwszym publicznym auto da fe {wyznanie wiary} w Sewilli spalono na stosie 6 Żydów którzy oficjalnie przyjąć mieli chrześcijaństwo. Oskarżono ich o przygotowywanie zamachu na Święte Oficjum (o czym Torquemada nie omieszkał listownie powiadomić królową, która notabene nieco się go obawiała, a to z tego powodu że fizycznie przypominał kościotrupa, był bowiem bardzo szczupły, wręcz widać było nie tylko jego kości policzkowe, ale można było wyczuć żebra pod jego habitem. Notabene Torquemada z biegiem lat jeszcze bardziej chudł, czym budził przerażenie i nazywano go "żywym trupem").




Gdy tylko zrobiło się cieplej, latem 1481 r. para królewska udała się we wspaniałą podróż do Saragossy, aby tam oficjalnie zarówno możnym jak i ludowi przedstawić następcę tronu Aragonii - księcia Jana. Król Ferdynand jechał konno - pięknie przystrojony w najlepsze szaty, królowa zaś w karocy wraz z synkiem i córkami. Jeszcze przed rozpoczęciem tej wyprawy zdarzył się dosyć nieprzyjemny incydent, a mianowicie schodząc po schodach alkazaru Segowii, królowa Izabela skręciła kostkę (prawdopodobnie było to skręcenie, chociaż wydaje się że jednak mogła chodzić). Taki mały incydent, który nieco popsuł podniosłą atmosferę owego wydarzenia. W Saragossie para królewska zatrzymała się w pałacu Aliaferja, ale miesiące jakie tam spędzili (do listopada 1481 r.) były dosyć intensywne i nieco męczące. W każdym razie Kortezy Aragonii uznały 3-letniego księcia Jana za następcę króla Ferdynanda - i oto głównie chodziło. Powrót do Toledo miał być okresem wytchnienia a nawet swoistych jesiennych wakacji, ale to się nie udało, jako że ciągłe listy pisane przez Torquemadę do królowej - twierdzące że Żydzi uciekają przez granicę do Emiratu Grenady, pisane były w tonie wręcz alarmującym. Przewodniczący Świętego Oficjum z Sewilli twierdził, że zdrada Żydów jest niepodważalna, a skoro pragną oni żyć pod jarzmem muzułmanów z Grenady, to znaczy że ich konwersja na chrześcijaństwo była oszustwem. Postulował też że czym prędzej należy rozwiązać problem islamu na południu kraju. Królowa najwidoczniej potrzebowała zarówno czasu na zebranie pieniędzy (na wojnę z Grenadą) jak i nieco odpoczynku po trudach kolejnych porodów, w każdym razie w grudniu para królewska przyniosła się z Toledo do Segowii, ale tam też nie zaznali spokoju. Podczas jednej z tamtejszych nocy doszło do drobnego incydentu, a mianowicie królowa uznała że jej małżonek ponownie pragnie ją zdradzić z jedną z jej dwórek, aczkolwiek awantura jaka się wówczas wywiązała, szybko została zażegnana i para królewska ponownie wróciła do wspólnego łoża (co wkrótce zaowocuje kolejną ciążą). Tym bardziej że jeden syn wcale nie gwarantował przetrwania dynastii i stabilności obu Królestw. 




Tuż przed Bożym Narodzeniem 1481 r.(gdy para królewska zajęta była przygotowaniami świątecznymi), gruchnęła wiadomość: Maurowie zdobyli Zaharę - górską fortecę na południu kraju. Emir Grenady Abu al-Hasan Ali dokonał tego ataku nocą, podczas ulewnego deszczu, gdy obrońcy twierdzy nie byli przygotowani na atak i również przygotowywali się do świąt Bożego Narodzenia. Obrońców wymordowano, a żony i dzieci obrońców popędzono do Grenady. Był to jawny policzek wymierzony w Koronę zarówno Aragonii jak i Kastylii, tym bardziej że Zaharę zdobył w 1407 r. (po ciężkim oblężeniu) dziadek Ferdynanda II - Ferdynand I, a teraz miasto ponownie włączone zostało do Emiratu Grenady. To było niczym kubeł zimnej wody, zmroziło nie tylko z samych władców, ale również ich poddanych i przypomniało im że muzułmanie niegdyś władali większością Półwyspu Iberyjskiego, a ich wyparcie z tych ziem, kosztowało wiele chrześcijańskiej krwi. Pod wpływem Torquemady, ale również i samego Ferdynanda (który otwarcie wysunął ten pomysł), Izabella zgodziła się aby ogłosić rekonkwistę, czyli nową świętą wojnę z muzułmanami, ostatnią wojnę na tym półwyspie, która ostatecznie ma doprowadzić do zjednoczenia ziem hiszpańskich pod jednym berłem katolickich monarchów. Tym bardziej że muzułmanie z Emiratu Grenady po zajęciu Zahary poczynali sobie niezwykle prowokacyjnie, atakując Kordobę, Sewillę, Murcję i Jaen. W styczniu 1482 r. królowa napisała list do papieża Sykstusa IV, aby ten wyraził zgodę na konkwistę. Papież odpisał: "W imię Chrystusa, Pana naszego, podnieś krzyż, który znakiem jest męczeństwa, i uczyń to, co musisz dla zbawienia swego, i swych poddanych". Zwołane Kortezy uchwaliły pieniądze na wojnę, a para królewska - po uroczystej mszy świętej w toledańskiej katedrze, udała się na południe kraju, aby osobiście nadzorować wybuch ostatniej już wojny z Emiratem Grenady.




CDN.
 

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...