WYŚWIETLENIA

23 lutego 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. XXXVII

WSZECHŚWIAT
PO ZAKOŃCZENIU
III WOJNY Z GADAMI
Cz. I


W tym miejscu chciałbym na moment zmienić temat. Nim przejdę do opisu kształtowania i rozwoju cywilizacji I (i II) Imperium Atlantydy, Cesarstwa Uighur, Imperium Yu, Imperium Doliny Indusu, Cesarstwa Nagów, Królestwa Maratta, Imperium Ramy, czy wojen, toczonych o zdominowanie Ziemi (jak choćby pomiędzy Atlantydą a MU, dwóch "wojen piramidowych" toczonych w rejonie Mezopotamii, Egiptu i Indii, opanowania Indii przez Ariów, wojen toczonych przez agresywne II Imperium Atlantydy i innych konfliktów zbrojnych). Nim opiszę "Aferę Babel", której echa przetrwały w Biblii, "Wielki Potop", który pochłonął dawne cywilizacje, a także odbudowę ludzkiej cywilizacji po Potopie, powstanie i rozwój cywilizacji Ubaid (przed-sumeryjskiej), narodziny Sumeru oraz... przekazanie przez "bogów" władzy nad Ziemią w ręce ludzi (potomków Adama i Ewy) ok. 3 700 r. p.n.e. Teraz jednak pragnę na moment pozostawić Ziemię (oraz rodzące się i upadające tutaj cywilizacje), a opisać wydarzenia, mające miejsce na innych galaktykach i w innych rejonach Wszechświata. 

Część z nich już wcześniej opisałem - jak cywilizację Felinian, Karian, Reptilian (do nich jeszcze powrócę). Przedstawiłem zmiany, jakie zaszły w społeczeństwach Lirian i Plejadian, opisałem cywilizację TJehooba, Malony, Bakaratini i Aremo. Nadal jednak nie zaprezentowałem jeszcze cywilizacji Andromedan, która (wraz z Plejadami) pełni obecnie dominującą rolę w Radzie Federacji Galaktycznej. Nie opisałem i innych "ludzkich" (i "nieludzkich"), cywilizacji, jak choćby Rigelian czy Procjan, zmian jakie zaszły w gadzim społeczeństwie Oriona, Syrian, Arkturian czy Centaurian. Wszystko to, zamierzam właśnie teraz przedstawić (by już potem do tego nie wracać), nim przejdę do kontynuowania tematu o ziemskich cywilizacjach.

Zatem pierwszą pozaziemską cywilizacją, jaką teraz zaprezentuję, będzie:



CYWILIZACJA ANDROMEDY


GALAKTYKA ANDROMEDY



Jedną z najpotężniejszych ras ludzkich we Wszechświecie są właśnie Andromedanie. W przeciwieństwie do Plejadian czy TJehooba, Andromedanie prawie w ogóle nie interesują się naszym losem. Owszem, ich okręty przybywały w zamierzchłej przeszłości na Ziemię a nawet zakładano tutaj bazy, lecz niewiele z tego wyniknęło i wkład Andromedan w powstanie biblijnego Adama z Edenu - był... żaden. Dlatego też ich stosunek do nas jest tak obojętny (nie życzą nam źle, ale też prawie w ogóle ich nie interesujemy). Stanowią jedną z najpotężniejszych sił w Radzie Federacji Galaktycznej, a ich potęga jest prawdopodobnie większa od potęgi Federacji Plejad. Panuje tam ustrój zbliżony do republikańskiego (brak dokładniejszych danych na ten temat), lecz cała galaktyka Andromedy zjednoczona jest w Federacji Andromedy, która grupuje aż 139 systemów gwiezdnych. Monarchia (a raczej tyrania - o czym mowa w channelingach) została u nich obalona jakieś 357 lat temu (licząc od ostatniego przekazu z 2005 r.). Stanowią siłę, która zapewnia bezpieczeństwo i ład w dużej części Wszechświata. Informacje o Andromedanach są bardzo skąpe, nie można więc o nich i o ich cywilizacji napisać zbyt wiele.

Posługują się oni językiem "Paa -Tal" (tak też nazywa się główna planeta w ich galaktyce i jednocześnie siedziba Rady Federacji Andromedy). Oczywiście używają do komunikacji z innymi rasami międzygwiezdnego języka KOSAN, lub też komunikują się za pomocą myśli (a myśl nie ma barier językowych). Na Paa-Tal rok liczy 365 dni. Andromedanie przybyli do swojej galaktyki (podobnie jak Plejadianie) po zakończeniu II Wojny z Gadami. Nie znana jest dokładna historia tej galaktyki po jej zasiedleniu przez kolonistów z Liry, lecz mowa jest o tzw.: "Wojnach Egzekucyjnych", które wybuchły na Paa- Tal ok. 65 000 000 lat temu. Mieszkańcy planety podzielili się na 21 wielkich ośrodków politycznych, które toczyły ze sobą wojny o dominację nad tym światem. Nie było zdecydowanego zwycięzcy, a poszczególne państwa raz zwyciężały, raz ponosiły klęski, aż nadeszła "Wielka Plaga", która zdziesiątkowała ludność planety (ok. 60 000 000 lat temu). Potem nastały czasy pokoju i rozpoczęła się wielka andromedańska kolonizacja. Trwała ona do czasu wybuchu III Wielkiej Wojny Galaktycznej i ataku Reptilian na Andromedę. Wcześniej doszło jeszcze do wojny pomiędzy Andromedą a galaktyką Triangulum o kontrolę nad jednym spornym rejonem - zakończyła się ona zniszczeniem jednego z księżyców Triangulum przez siły Andromedan. Atak Gadów spowodował jednak zaprzestanie tamtych walk i wspólną obronę przed napastnikami, która zakończyła się zniszczeniem inwazyjnej floty reptiliańskiej, co spowodowało kontrofensywę Federacji Galaktycznej i zapewniło Ludzkości zwycięstwo w tym konflikcie.

Od tej chwili Andromedanie stali się jedną z największych i najpotężniejszych ludzkich ras we Wszechświecie. Nie zaprzestali jednak dalszej kolonizacji, oraz... wyścigu o palmę pierwszeństwa w Radzie Federacji z Plejadianami. Andromedanie dokonują też czasem porwań niektórych ludzi z naszej planety, oraz odpowiadają za większość tzw.: "zbożowych kręgów" na ziemskich polach. Los ludzkości niewiele ich obchodzi, a ponieważ zdają sobie sprawę z faktu, że potomkowie ADAPY (biblijnego Adama) posiadają w dużej większości geny plejadiańskie - tym łatwiej przychodzi im porywanie ludzi i przeprowadzanie na nich (bezbolesnych) eksperymentów. Bardzo cenią sobie edukację i już od najmłodszych lat uczą dzieci w specjalnie do tego celu przystosowanych szkołach.



RIGEL czyli... MIDGARD




Nic jeszcze nie pisałem o Rigelianach, a byłaby to niepowetowana strata. Strata, gdyż po pierwsze - jest to lud, który bardzo długo zmagał się z potęgą Imperium Anchara, a po drugie niektórzy z ich przywódców przeszli do naszych legend i są znani na Ziemi jako... nordyccy bogowie ASGARDU, tacy jak - ODYN, THOR, FREJA czy LOKI. Dziś dawny Rigel już nie istnieje, został zdobyty przez Gady w III Wielkiej Wojnie Galaktycznej i po dziś dzień jest okupowany. Rigelianie przetrwali jednak na innej planecie, o której opowiem poniżej. Teraz chciałbym opisać historię i cywilizację dawnego Imperium Rigeliańskiego. Rigelianie są oczywiście (jak wiele im podobnych) kolonistami z systemu gwiezdnego Liry. Po zakończeniu II Wojny z Gadami, osiedlili się w galaktyce Oriona na jedynej planecie wolnej od Reptilian, którą potem nazwali - RIGEL. Od tej chwili zaczęła się ich nieustanna walka o przeżycie z Gadoidami, którzy nie godzili się na istnienie ludzkiej placówki w galaktyce całkowicie przez nich opanowanej. Rigelianie przypominają z wyglądu klasycznych Aryjczyków (zresztą jak większość ludzkich kolonistów z systemu Liry, a w szczególności z dawnej kolebki Ludzkości - planety Avyon). Są więc wysocy, jasnowłosi (włosy sięgają im niekiedy nawet do ramion), doskonale zbudowani i umięśnieni. Oczy mają koloru błękitnego lub szmaragdowego. Ich skóra jest jasnobiała, a oni sami są dość piękną rasą.

Po zakończeniu II Wielkiej Wojny Galaktycznej (a raczej po zawieszeniu działań wojennych), część ludzkich kolonistów z systemu gwiezdnego Liry postanowiła osiedlić się w samym centrum Imperium Anchara - w galaktyce Oriona. Nie wiadomo czym się kierowali, wybierając takie miejsce pod przyszłą kolonizację. Być może sądzili, że uda im się tym samym szachować Reptilian i ograniczyć ich kolonizację. Przez cały ten okres, jaki upłynął pomiędzy jedną a drugą wojną galaktyczną (ok. 250 milionów lat), trwała wzajemna konfrontacja pomiędzy Imperium Oriona (Bellatrix - zastępcza nazwa Sojusz Anchara), a rosnącym w siłę Imperium Rigeliańskim (zwłaszcza po zniszczeniu w trakcie II Wojny Galaktycznej kolebki Gadów - planety Aln). Rigelianie bowiem rozpoczęli zakrojoną na wielką skalę kolonizację Wszechświata, zasiedlając wiele planet i nowych galaktyk. W taki też oto sposób zajęto planetę Procjon (która dziś jest jedynym światem, na którym przetrwała dawna rigeliańska cywilizacja). Gady, zdając sobie doskonale sprawę z niebezpieczeństwa dalszej ludzkiej kolonizacji w ich galaktyce, postanowili maksymalnie osłabić Rigelian, podsycając pomiędzy nimi wzajemne waśnie i niezgodę. Społeczeństwo Rigelian podzieliło się na dwa zwalczające się wzajemnie obozy, które wkrótce doprowadziły do wyniszczającej wojny domowej, trwającej 300 lat. Część mieszkańców planety uciekła wówczas do innych, wcześniej założonych kolonii, a szczególnie na planetę Procjon. Zdążyli jeszcze przed katastrofą, gdyż ci którzy pozostali, doprowadzili planetę, siebie samych i swe potomstwo do całkowitego upadku.

Wojna trwała 300 lat. Ostatnim jej akordem była wzajemna nuklearna zagłada, co spowodowało takie zniszczenia i degradację środowiska naturalnego, że planeta zamieniła się w dymiące i pełne zgliszczy pustkowie. Niebo zostało przesłonięte gęstą ilością dymu, pary wodnej i chmur, całkowicie uniemożliwiając jakiekolwiek próby dotarcia tam promieni słonecznych, co oznaczało że na Rigel zapadły całkowite ciemności, przesłaniane jedynie wciąż płonącymi niedopałkami, lub erupcjami wulkanów. Ci, którzy przeżyli, musieli zejść do podziemnych schronów próbując przetrwać, lecz nie mieli szczęścia. Wkrótce na planecie zjawiły się Gady, które szybko odnalazły podziemne kryjówki dawnych Rigelian. Wszystkich zamieniono w niewolników. Zaczęto też eksperymentować z ich genami, próbując uniemożliwić im dalsze rozmnażanie - i to powiodło się Reptilianom. Stworzyli nową rasę rigeliańskich hybryd, w ogromnej większości pozbawionych możliwości rozmnażania się. Jedynie wybrani przez Reptilian niewolnicy mogli się dalej rozmnażać, ale zawsze pod czujnym okiem Gadów i przy zachowaniu odpowiednich proporcji. Chodziło o to, by gatunek ludzkich niewolników nie wymarł, lecz trwał tak długo, jak życzyć sobie tego będą ich nowi władcy. Dziś Rigelianie - którzy przetrwali na planecie, są pod całkowitą kontrolą Gadów i są przez nich wykorzystywani do bardzo rożnych praktyk. Są niewolnikami, lecz niektórych (za wierną służbę) nagradza się nawet wolnością i wykorzystuje do pośrednictwa w sprawach dyplomacji międzygwiezdnej z Federacją Galaktyczną. .





PROCJON - czyli
bramy ASGARDU




Ci, którym udało się uciec z ich rodzinnego świata, osiedlili się na różnych planetach i w innych systemach galaktycznych, jednak cywilizacja rigeliańska przetrwała jedynie na planecie Procjon (na pozostałych Rigelianie szybko się asymilowali do "miejscowych" zwyczajów). To właśnie z tej planety pochodzili koloniści, którzy przeszli do legend ludów Skandynawii pod nazwą bogów Asgardu. To stamtąd pochodził ODYN, THOR, BALDUR, FREJA czy LOKI, cała ta dynastia AZÓW, to byli gwiezdni podróżnicy z planety Procjon. Mimo że ta planeta leży daleko od granic galaktyki Oriona, Reptilianie postanowili zniszczyć wszystko, co przetrwało z dawnej cywilizacji rigeliańskiej. Postanowili jednak do tego wykorzystać... swych niewolników. Rigelianie (teraz jako ambasadorowie Reptilian), zaczęli więc przybywać na Procjon, pragnąc zawiązać ściślejsze związki z ich pobratymcami. Wkrótce zaczęto przysyłać też specjalistów z różnych dziedzin z Rigel i tworzyć programy wzajemnej współpracy. Wszystko to było skrupulatnie zaplanowane i miało w konsekwencji doprowadzić do całkowitego podporządkowania nowej planety reptiliańskim wpływom. Wkrótce Rigelian było na Procjonie tak wielu, że zaczęli przenikać do tamtejszych władz, lub też zaczęli wykorzystywać techniki manipulacji hipnotycznej, całkowicie podporządkowując sobie najważniejszych przywódców planety. Właśnie o to chodziło Gadom.


 "ERA ODYNA"
PARTYZANTKA na PROCJONIE.
WOJNA Z GADOIDAMI i RIGELIANAMI



Zdobywszy wpływ na przywódców planety Procjon, Rigelianie bardzo szybko podporządkowali sobie całą planetę, aż wkrótce na Procjonie wylądowały pierwsze reptiliańskie gwiazdoloty, które przybyły tutaj... zaproszone przez samych przywódców planety. Część Procjan - widząc co się dzieje - poprosiła o interwencję Federację Galaktyczną. Ci jednak mieli związane ręce - oficjalnie bowiem Gady nie dokonały agresji zbrojnej na planetę, po prostu zajęły ją na "prośbę" jej mieszkańców (a raczej przywódców), lecz nie był to powód do wypowiedzenia im wojny. Procjanie postanowili więc działać inaczej. Zorganizowano podziemną partyzantkę zbrojną, która podjęła walkę z najeźdźcami (jednej z takich grup partyzanckich przewodził - ODYN). Rozpętała się wojna domowa, która toczona była ze zmiennym szczęściem (chociażby początkowa klęska "Grupy Odyna" spowodowała, iż w ucieczce przed Gadami przybył on wraz ze swą rodziną i podkomendnymi aż na Ziemię. Tam utworzył krótkotrwałe królestwo - podporządkowując sobie lokalnych władców z rodu ADAMA i został przez nich uznany za boga, przygotowując się na powrotu do... ASGARDU czyli na Procjon. Nim jednak powrócił, zdołał zgromadzić wokół siebie całą rozproszoną procjanską partyzantkę i stanął na jej czele. Zdołał też uzyskać (ciche) wsparcie od Federacji Galaktycznej. Tak wzmocniony przybył ponownie na Procjon, gdzie w kilku bitwach rozbił siły Sojuszu Anchara i wspierających ich Rigelian. Odzyskał planetę i wyzwolił ją z jarzma reptiliańskiej niewoli.


"I inny znak się ukazał na niebie: Oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów - a na głowach jego siedem diademów (...) 

 I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem.

 I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł (...) I został strącony wielki Smok,
 
Wąż starodawny (...) A oni zwyciężyli (...) dzięki słowu swojego świadectwa i nie umiłowali dusz swych - aż do śmierci". 

Apokalipsa św. Jana (12, 3-11)

 


Odyn stał się pierwszym władcą zjednoczonego Procjona i założycielem dynastii Azów. Następcą Odyna został jego pierworodny syn - THOR. Dziś Procjanie stoją w awangardzie wspierania na Ziemi uniwersalnych praw człowieka, oraz są szczególnie uczuleni na wszelkie próby tajnego zdobycia władzy i kontroli nad Ziemianami.




CDN.

22 lutego 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. VII

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. III






PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. II



W maju 1437 r. (czyli po prawie trzech latach jakie sehzade Mehmed spędził w Amasyi u boku swej matki Stelli {Estery?}, piastunki Daje oraz swego przyrodniego brata Alaeddin Ali Celebiego), zmarł zarządca tej prowincji, młodszy brat sułtana Murada II (czyli ojca Mehmeda) - Ahmed Celebi. Jego śmierć nastąpiła w dosyć dziwnych okolicznościach, szczególnie że w chwili śmierci miał zaledwie 17 lat. W każdym razie z woli sułtana, teraz gubernatorem prowincji Amasyi został właśnie 5-letni Mehmed Celebi, a ojciec w roli doradców i pomocników w rządach młodego księcia, wyznaczył swego dawnego wyzwoleńca - Chyzyra paszę oraz Chyzyra Celebiego (syna teologa Iliasa Fakicha), ten drugi miał dodatkowo być jeszcze nauczycielem młodego gubernatora. 12-letni zaś Alaeddin Ali Celebi wraz ze swą matką Hundi Ümmügülsüm Hatun, został przeniesiony - jako gubernator - do innej prowincji - Manisy. Sułtan Murad II też niegdyś był gubernatorem Amasyi i stamtąd pochodziła również jedna z jego żon - Jeni chatun, tak więc był zapewne doskonale zorientowany w miejscowych układach i odpowiednio też dobierał ludzi jako pomocników rządów swego syna (chociaż na swego następcę preferował Alaeddina, który był jego ulubieńcem). W tamtym jeszcze czasie wysyłanie synów i braci panującego sułtana w odległe od stolicy prowincje było normą, tę normę zmieni dopiero właśnie Mehmed II Zdobywca, który wprowadzi politykę mordowania braci panującego władcy, w celu zapobieżenia wszelkim buntom i spiskom, mającym osłabić zarówno dynastię Osmanów jak i całe państwo.

W tym zaś czasie sułtan Murad II przebywając w swym adrianopolskim pałacu (w otoczeniu swych żon i nałożnic), przygotowywał kolejne plany podbojów. 1438 r. przedsięwziął wyprawę zbrojną przeciwko Węgrom, ale zakończyła się ona niepowodzeniem. Pomimo wewnętrznych trudności jakie wówczas przechodziło Królestwo Węgier, węgierskiemu rycerstwu udało się odeprzeć ten najazd (zresztą był on źle przygotowany i w wielu źródłach nawet nie występuje, tak jakby chciano o nim zapomnieć). W 1437 r. wybuchło bowiem wielkie powstanie chłopskie w Siedmiogrodzie, do którego przyłączyli się zarówno chłopi węgierscy, rumuńscy jak i szeklerzy. Powstanie było skierowane przeciwko polityce możnych, którzy coraz bardziej gnębili ludność chłopską (głównie rumuńską, ale chłopom węgierskim również się dostawało). Królem Węgier od 1387 r. był Zygmunt I z dynastii Luksemburskiej (wywodzącej się z dolnej Lotaryngii). Nie był to zbyt dobry król dla Węgrów, tym bardziej że swoje polityczne zaopatrywania często kierował ku krajom niemieckim (królem Rzymian {Niemiec} stał się w roku 1410, następnie królem Czech w roku 1419, a w roku 1433 został wybrany świętym cesarzem rzymskim). Często nie było go w kraju gdy był potrzebny, władzę w Budzie powierzając grupie zaufanych sobie możnych węgiersko-niemieckich, którzy jednak przede wszystkim myśleli o własnym dobru a nie o pomyślności Królestwa. Terytorialnie państwo również podupadło, a Zygmunt tracił kolejne domeny, jak choćby Ruś Halicką (zaraz na początku swego panowania na korzyść Polski w 1387 r. Ruś Halicką po raz pierwszy przyłączył do Królestwa Polskiego Kazimierz III Wielki po raz pierwszy w 1340 r. zajmując Lwów, a ostatecznie cała Ruś Halicka została przyłączona w 1349 r. Potem, od roku 1370 r. gdy na tron wstąpił Ludwik I Węgierski, przyłączył on Ruś Halicką do Węgier i tak zostało właśnie do czasów Zygmunta, a raczej do królewskiej koronacji w Krakowie wielkiego księcia Litwy Jogaiły, który od tej pory panował u boku królowej Jadwigi jako Władysław II Jagiełło - 1386-1434).






Jednocześnie wraz z utratą Rusi Halickiej, Węgry straciły kontrolę nad hospodarstwami Mołdawią i Wołoszczyzną (również na korzyść Polski). W 1389 r. Węgry straciły Serbię na rzecz Osmanów, w Dalmacji Wenecjanie postępowali sobie coraz śmielej na początku wieku XV, a w 1412 r. Zygmunt Luksemburski - aby zyskać środki na prowadzenie wojny z Wenecją - zastawił 16 miast spiskich na Słowacji królowi Władysławowi Jagielle i od tej pory aż do roku 1769 spiskie miasta należały do Korony Królestwa Polskiego. Od roku 1416 południowe pogranicze węgierskie było systematycznie pustoszone przez kolejne podjazdy osmańskie, a Węgrzy skupiali się wówczas głównie na obronie, gdyż katastrofalna kampania roku 1396 i klęska pod Nikopolis wciąż w nich tkwiła i obawiali się otwartej konfrontacji z Turkami. Do tego dochodziła polityka fiskalna króla Zygmunta, który wciąż potrzebował pieniędzy, a co za tym idzie wprowadzał nowe podatki na swych poddanych. Wielkie powstanie w Siedmiogrodzie, które wybuchło w roku 1437, miało swoje reperkusje trzy lata wcześniej, gdy zaraz po swej koronacji cesarskiej w Rzymie, Zygmunt obniżył wartość węgierskiej monety i tak jeden forint równał się 400 denarów, zamiast 100. Biskup siedmiogrodu Jerzy Lepes wstrzymał wówczas ściąganie dziesięciny, licząc na to że król wkrótce przywróci dawną wartość pieniądza, tak się jednak nie stało, więc po trzech latach Lepes postanowił sam wprowadzić dawną wartość pieniądza, jednocześnie ściągając dziesięcinę od chłopów za trzy poprzednie lata jednocześnie. To doprowadziłoby chłopów do całkowitej niewypłacalności, więc jawnie zaprotestowali, składając skargę nawet u samego króla Zygmunta. Ten jednak poparł biskupa w jego działaniach, a ponieważ chłopi dalej odmawiali zapłaty zaległej dziesięciny, biskup Lepes rzucił na wszystkich opornych klątwę. To przelało czarę goryczy, wybuchło powstanie chłopskie które należało do największych i najkrwawszych w historii Węgier. Do chłopów bardzo szybko przyłączyli się również mieszczanie, a także poparła ich drobna szlachta. Do pierwszego zbrojnego starcia doszło pod miejscowością Des, na wschód od Koloszwaru (Kolozsvaru). Bitwa zakończyła się wspaniałym zwycięstwem chłopów i mieszczan, co zmusiło władze zarówno kościelne jak i lokalnych feudałów, do zawarcia ugody w Kolozsmonostor. Uzgodniono tam że dziesięcina będzie płacona po nowych stawkach, ale jedynie od tego roku (poprzednie lata mają być anulowane), poza tym władze obiecały nie ścigać buntowników i ich nie prześladować. Postanowiono również że corocznie będą organizowane spotkania panów i chłopów, na których będzie się rozwiązywać sprawy sporne. To porozumienie było wielkim zwycięstwem strony chłopsko-mieszczańskiej, aczkolwiek władze nie zamierzały owej umowy dotrzymać. Aby rozbić tę zjednoczoną siłę, postanowiono zastosować starą politykę "dziel i rządź" i na początku biskup Lepes zwolnił drobną szlachtę z płacenia dziesięciny - czym ją sobie pozyskał, jednocześnie tworząc pierwszy wyłom w tym zbitym froncie. 




Następnie w miejscowości Kapolna zawarto Unię Trzech Narodów (zawarto tam porozumienie z szeklerami i Sądami - czyli niemieckimi kolonistami na Węgrzech), która była wymierzona zarówno przeciw wrogom zewnętrznym jak i wewnętrznym (głównie chodziło o chłopów, a jeszcze dokładniej o chłopów rumuńskich). Następnie wprowadzono ulgi dla mieszczan, czym również ich odłączono od chłopskich powstańców. Teraz, gdy już rozbito wspólny front chłopsko-mieszczański, postanowiono ostatecznie rozprawić się z buntownikami i na wiosnę 1438 doszło do kolejnego wielkiego starcia pod wsią Apati. Pomimo ogromnego osłabienia jake dotknęło chłopskie szeregi (głównie Rumunów), pod wodzą Antoniego Nagi z Budy odnieśli oni kolejne zwycięstwo, zmuszając Kościół i panów feudalnych do podjęcia kolejnych rozmów. Zawarto drugą ugodę w Kolozsmonostor, gdzie potwierdzono w zasadzie wszystkie postanowienia tej pierwszej, poza corocznym zwoływaniem wspólnych narad chłopów i panów. Obie strony postanowiły też wysłać swoich przedstawicieli do króla Zygmunta, aby ten ostatecznie wydał decyzję w ich sprawie, ale w międzyczasie doszło właśnie do ataku Osmanów, który zakończył się ich odparciem. Królewska decyzja nigdy nie nadeszła, jako że 9 grudnia 1438 r. przebywając w swym czeskim królestwie, w wieku 69 lat zmarł Zygmunt I Luksemburski. Jeszcze przed końcem owego roku doszło do kolejnych walk i do trzeciej wielkiej bitwy, tym razem pod Koloszwarem, która zakończyła się śmiercią Antoniego Nagi i klęską chłopskich powstańców. Panowie feudalni wprowadzili wówczas krwawe represje, zabroniono chłopom swobodnego przenoszenia się ze wsi do miast (jak również do innych wsi), nałożono nowe podatki, odebrano też przywileje handlowe mieście Koloszwar (zostaną one przywrócone w roku 1444 po osobistym wstawiennictwie Jana Hunyadiego). Po śmierci króla Zygmunta panowie węgierscy wybrali królem jego zięcia - Alberta z rodu Habsburgów, który złączył Węgry unią personalną z Austrią i Czechami. Jednak krótkie (nawet nie dwuletnie rządy tego króla), spowodowały wzrost znaczenia możnawładztwa, a także niemieckiej szlachty, co rodziło sprzeciw drobnej szlachty węgierskiej. Aby uspokoić wzburzone nastroje, król Albert wydał w roku 1439 dekret, który potwierdzał wszystkie dotychczasowe przywileje szlachty węgierskiej, a także zobowiązywał się do utrzymania najemników na własny koszt, oraz potwierdzał zakaz wyprawiania węgierskiej szlachty poza granice kraju (te same kwestie były i u nas, szlachta mocno sprzeciwiała się wyprawom najezdniczym, chyba że król będzie im płacił odpowiednią stawkę za każdy dzień pobytu na terytorium wroga).

 


W roku 1439 zmarł król Albert (27 października). Miał on co prawda tylko dwie córki, ale jego małżonka Elżbieta Luksemburska była  brzemienna i spodziewano się rychłych narodzin księcia (a raczej nowego króla, który królem stałby się już w kołysce). Gdy więc książę przyszedł na świat (22 lutego 1440 r.) otrzymał imię Władysław i już 15 maja tego tego roku został koronowany (przy poparciu możnowładców m.in. Garaiego i szlachty niemieckiej m.in. hrabiego Cylli) na króla Węgier. Jednak śmierć Alberta dała możliwość biskupowi krakowskiemu (od 1423 r.) Zbigniewowi Oleśnickiemu (realnemu władcy Królestwa Polskiego, szczególnie od śmierci króla Władysława II Jagiełły - 1 czerwca 1434 r. i wstąpienia na tron jego 10-letniego syna Władysława  III, zresztą ogromne wpływy Zbyszka Oleśnickiego uwidoczniły się w ostatnich latach panowania Jagiełły, gdy król coraz bardziej podupadał na zdrowiu, wówczas władza biskupa krakowskiego rosła, a gdy Władysław III został królem, Oleśnicki stał się realnie jak gdyby wicekrólem, realnym władcą Królestwa) zawalczenia o tron węgierski. Oleśnicki to nie był Richelieu, nie potrafił oddzielić od siebie kwestii religijnych i politycznych. Imponowało mu to że po pierwsze Węgry są katolickie, a po drugie marzył o zorganizowaniu wielkiej krucjaty antytureckiej w obronie Węgier, w której to Polska będzie stanowiła największą siłę w świecie chrześcijańskim. Początkowo, zaraz po śmierci Zygmunta Luksemburskiego, pojawiła się możliwość przejęcia czeskiego tronu przez Władysława III. W Polsce było bardzo wielu zwolenników husytyzmu, tym bardziej że relacje z czeskimi husytami zostały jeszcze wzmocnione w czasie wyprawy przeciwko Zakonowi Krzyżackiemu w roku 1433 jeszcze za życia Jagiełły, gdy rycerstwo wielkopolskie i czeskie wspólnie biło niemieckich zakonników (Czesi wówczas dotarli na nad Bałtyk, gdzie wykąpali się w morzu). Nowy król Czech - Albert nie był tam popularny i to zarówno jako Niemiec, jak również jako konsekwentny wróg husytyzmu. Dlatego też w połowie marca 1438 r. Czesi wysłali delegację do Krakowa, z prośbą o przyjęcie przez Władysława korony czeskiej. Na zwołanym do Nowego Miasta Korczyna zjeździe (kwiecień/maj 1438 r.) radzono nad tą kwestią. Za przyjęciem korony była królowa-matka Zofia Holszańska (Sonka) i jej protegowany biskup przemyski Piotr Chrząstowski, przeciw był oczywiście Oleśnicki, nowy prymas (od 1 września 1437 r.) Wincenty Kot, większość biskupów i książęta mazowieccy. Zbigniew uważał królową Sonkę za jednego ze swoich najpoważniejszych wrogów (zapewne to właśnie on wrobił ją w oskarżenie o cudzołóstwo w roku 1427, z którego ostatecznie została oczyszczona, ale Zbigniew i tak uzyskał swoje - na królową padło podejrzenie i nie mogła ona odtąd być regentką po śmierci króla Jagiełły, a na tym mu głównie zależało).






Królowa nie dawała jednak za wygraną. Uważała że taka okazja jak pozyskanie korony czeskiej może się już nie powtórzyć, dlatego też wysłała do Czech poselstwo pod wodzą wojewody poznańskiego Sędziwoja Ostroroga i wojewody sandomierskiego Jana Tęczyńskiego. Wyprawa ta jednak zakończyła się niepowodzeniem, jako że już 6 maja 1438 r. szlachta czeska okrzyknęła królem Alberta i koronował się on w Pradze 25 czerwca. Co prawda jeszcze we wrześniu 1438 r. na Śląsk wkroczył sam król Władysław III wraz z młodszym bratem Kazimierzem (który teraz miał być kandydatem do tronu czeskiego, jako że panowie polscy obawiali się wysłać do Pragi Władysława, jako że pamiętano jeszcze złe doświadczenia z czasów Ludwika Węgierskiego, który w większości siedział w Budzie a w Krakowie rządziła jego matka Elżbieta Piastówna), ale ostatecznie nic z tego nie wyszło, a nastroje zarówno Piastów śląskich jak i ludności Śląska do przyłączenia się do Polski (akcja rewindykacyjna trwała od roku 1421) mocno osłabły. Po tym niepowodzeniu wzrosły wpływy Zbyszka Oleśnickiego w kraju, co opozycji prohusyckiej nie było w smak. Na jej czele stanął Spytko z Melsztyna, szlachcic małopolski (syn rycerza o tym samym imieniu, który poległ w bitwie z Tatarami nad Worlską w 1399 r.). Należał on do zaprzysięgłych wrogów Oleśnickiego i gdy 8 grudnia 1438 r. na zjeździe w Piotrkowie król Władysław III oficjalnie (skończywszy 14 lat) został ogłoszony pełnoletnim (przez co rozwiązano Radę Królewską a tym samym jeszcze bardziej wzrosły wpływy Oleśnickiego), Spytko i grupa malkontentów której przewodził, postanowiła fizycznie pozbyć się znienawidzonego biskupa. Zaplanowano zamach na jego życie, który miał dojść do skutku w kwietniu 1439 r. na zjeździe w Nowym Mieście Korczynie. Do tego jednak nie doszło, gdyż Oleśnicki i inne potencjalne ofiary, zostały w porę ostrzyżone. Jednak na tym zjeździe 3 Maja 1439 r. Spytko (i 168 innych rycerzy - wśród których byli chociażby Hińcza z Rogowa, a także syn sławnego rycerza Zawiszy Czarnego - Marcin z Grabowa, a poza tym wielu dworzan z otoczenia królowej Sonki, w tym jej najbliżsi domownicy, notariusz i kuchmistrz) zawiązało konfederację, która oficjalnie miała służyć obronie króla i Korony (potępiano w niej wszelkie zamachy i spiski), ale realnie była wymierzona przeciwko Oleśnickiemu i wspierającym go możnym oraz biskupom.




Konfederaci okopali się we wsi Grotniki nad Nidą, gdzie przygotowywano się do obrony i ataku "wojsk rządowych" Oleśnickiego. Notabene gdy gruchnęła wiadomość że rycerstwo posłane przez biskupa zbliża się do Grotnik, spora część spośród konfederatów (w tym wielu dworzan królowej Sonki, a także Spytek z Melsztyna) przeszło na stronę wojsk rządowych. 6 maja 1439 r doszło do bitwy, która zakończyła się klęską konfederatów i śmiercią Spytka z Melsztyna. Po tej bitwie pozycja biskupa Oleśnickiego stała się niepodważalna, natomiast polityczna rola królowej Sonki znacznie zmalała (jak również upadły w ogromnej większości wpływy husytyzmu w Polsce). Teraz (gdy październiku 1437 r. zmarł król Albert), Oleśnicki wpadł na pomysł nowej Unii polsko-węgierskiej i rozpoczęcia wielkiej krucjaty antytureckiej na Bałkanach. Do tego potrzebna mu była jednak korona Węgier dla Władysława III i z taką propozycją wystąpił do panów węgierskich. O ile wcześniej na koronie czeskiej Oleśnickiemu nie zależało (jako że uważał Czechy za kraj przeżarty zarazą husytyzmu), o tyle teraz na koronie węgierskiej jak najbardziej zależało właśnie jemu i aby osiągnąć ten cel gotów był wiele poświęcić (Węgrzy domagali się bowiem nie tylko pomocy w walce z Turkami, ale również oddania im Spiszu bez wykupu, a także rozpoczęcia debaty na temat zwrotu Rusi Halickiej i wpływów w Mołdawii i Wołoszczyźnie - na to wszystko Oleśnicki był gotów, aby tylko pozyskać koronę Świętego Stefana). Węgrom w tych trudnych czasach buntów i osmańskich najazdów potrzebny był król mężczyzna, a nie król dziecię czy kobieta (Albert pozostawił po sobie dwie nastoletnie córki). Co prawda Władysław III miał już 16 lat, czyli nie był jeszcze w pełni mężczyzną, ale był już pełnoletni i to wystarczało. Dlatego też była wielka presja na królową Elżbietę Luksemburską (córkę Zygmunta I żonę Alberta), aby poślubiła Władysława (ewentualnie serbskiego despotę Łazarza). Ona jednak wolała zostać regentką w imieniu swego jeszcze nienarodzonego syna (bo spodziewała się że właśnie syna urodzi), niż zostać małżonką kolejnego władcy. W grudniu 1439 r. z Krakowa wyruszyło wielkie poselstwo (poprzedzone uroczystą mszą świętą biskupa Oleśnickiego "O unię królestw Polski i Węgier"). Pomimo sprzeciwu Elżbiety (która zarówno Łazarzowi jak i Władysławowi zarzucała pogaństwo, aby oddalić tylko ich kandydatury do swej ręki), ostatecznie została ona zmuszona do wyrażenia zgody na poślubienie Władysława III Jagiellończyka.

17 lutego 1440 r wyruszyło więc z Budy do Krakowa poselstwo węgierskie (1000 jeźdźców) które miało oficjalnie poprosić o przyjęcie korony Świętego Stefana przez Władysława III i jego zgodę na małżeństwo z Elżbietą Luksemburską. Spodziewano się że Elżbieta (która lada dzień miała urodzić) powie córkę, a jeśli nawet urodzi się syn, miał on otrzymać Austrię i Czechy, natomiast na tronie węgierskim zasiadać miał Władysław III i Elżbieta. Nim węgierskie poselstwo przybyło do Krakowa (1 marca), 22 lutego królowa Elżbieta powiła synka, któremu nadała imię Władysław. Teraz nie zamierzała dotrzymać wcześniej złożonego przyrzeczenia i dążyła do jak najszybszego koronowania swego synka na króla Węgier, sama widząc się w roli regentki. Tymczasem w Krakowie (8 marca) 16-letni Władysław III oficjalnie przyjął ofiarowaną mu koronę Świętego Stefana i wyraził zgodę na poślubienie 31-letniej Elżbiety. W tej sprawie (bodajże pierwszy raz) wspólnie działali zarówno królowa Zofia jak i Zbigniew Oleśnicki. W Krakowie urządzono wspaniałą ucztę, dzwony biły we wszystkich kościołach, śpiewano "Te Deum" i "Bogurodzicę". Rozpoczęły się teraz przygotowania do odjazdu króla na Węgry. Królowa-matka towarzyszyła synowi do Sącza, gdzie spędzili razem 2 dni a następnie 23 kwietnia 1440 r .Władysław III pożegnał jąmatkę w Czorsztynie (żadne z nich pewnie wówczas nie wiedziało że widzą się już po raz ostatni). 15 maja królowa Elżbieta (i stojąca za nią szlachta węgiersko-niemiecka) koronowała w Białogrodzie Królewskim młodziutkiego Władysława na króla Węgier. Część polskiej delegacji zamierzała wówczas zawrócić, ale Zbigniew Oleśnicki sprzeciwił się temu, twierdząc że należy konsekwentnie zawalczyć o tron węgierski. 21 maja Władysław III wjechał do Budy a 29 czerwca sejm węgierski obalił Władysława Pogrobowca z tronu i w to miejsce wybrał Władysława III Jagiellończyka (koronacja odbyła się już 17 czerwca, z tym że prawdziwa korona Świętego Stefana została wcześniej wykradziona przez zwolenników Elżbiety, dlatego też posłużono się inną, starą koroną, wyjętą z grobowca Świętego Stefana). Elżbieta i jej zwolennicy opanowali północno-zachodnią część Węgier, Władysław III kontrolował stolicę i część wschodnią, a obie strony przygotowywały się do zbrojnej konfrontacji i to w obliczu wciąż wiszącego nad krajem (niczym miecz Damoklesa) zagrożeniem osmańskim.




A Murad II ożenił się. 4 września 1436 r. w Smderewie doszło do małżeństwa 32-letniego wówczas sułtana Murada II i 18-letniej zaledwie córki lokalnego bana serbskiego Jerzego Brankovicia (zwanego przez Turków Vilkoglu - "Syn wilka", jako że wilkiem zwano jego ojca - Vukę Brańkowicia) - Marę. Mara była chrześcijanką i tak miało pozostać w kontrakcie ślubnym, co oznaczało że nie należała bezpośrednio do haremu. Małżonek gwarantował jej swobodne wyznawanie wiary, a także mogła utrzymywać swój własny dwór. Początkowo jednak młoda dziewczyna nie zyskała zbyt wiele względów swego małżonka, który ten mariaż traktował głównie w kategoriach politycznych. Z czasem jednak się to zmieniło, a Mara (która odznaczała się również urodą), często gościła w swym domu w Adrianopolu (który utrzymywała za pieniądze ojca) swego małżonka. Murad bardzo lubił przebywać z nią sam na sam z dala od haremu, a mówi się wręcz że uzyskała na niego znaczny wpływ. Nie brakowało jednak konfliktowych sytuacji, jak choćby w 1438 r. gdy po nieudanej wyprawie węgierskiej, sułtan zażądał od ojca Mary - Jerzego Brankovicia - aby ten czym prędzej zjawił się w Adrianopolu. Ostrzyżony listem swej córki i obawiając się aresztowania, Branković odmówił (zapewne do aresztowania by doszło, jako że sułtan zarzucał mu brak wsparcia w wyprawie węgierskiej, tym bardziej że dokładnie w tym samym czasie w roku 1438 Murad II wezwał do Adrianopola i kazał uwięzić innego despotę - Vlada Draculę). Mimo to relacje pary młodej z biegiem lat układały się coraz lepiej. Ale teraz przenieśmy się do Amasyi, którą zarządzał młody książę Mehmed Celebi.


CDN.

21 lutego 2026

HENRYK VIII I JEGO ŻONY - Cz. VIII

OD KATARZYNY ARAGOŃSKIEJ 
DO KATARZYNY PARR





KATARZYNA ARAGOŃSKA
(Czyli hiszpańskie noce) 
Cz. VI





DZIECIŃSTWO KRÓLOWEJ KATARZYNY
Cz. V


 Ferdynand natychmiast popędził do Aragonii, gdzie 20 stycznia 1479 r. w wieku 80 lat zmarł jego ojciec, dotychczasowy król Aragonii - Jan II zwany Wielkim. Od tej chwili Ferdynand nie był już tylko królem-małżonkiem Kastylii, teraz miał swoje własne królestwo, a Izabela adekwatnie stała się królową-małżonką Aragonii. Objęcie władzy nastąpiło gładko i sprawnie, chociaż Ferdynand musiał spędzić w Aragonii kilka miesięcy, w czasie których jego małżonka (będąc już w zaawansowanej ciąży) musiała ostatecznie rozwiązać sprawę wciąż toczącej się wojny z Portugalią i kwestię jej bratanicy - Joanny (która sama uważała się za królową Kastylii). Alfons V Portugalski też miał już dosyć tego konfliktu, który nie przynosił żadnych zysków, a generował tylko koszty i niepewność co do losów tej wojny (chociaż realnie walki jako takie już się nie toczyły, co najwyżej dochodziło do buntów i powstań, jak choćby ten, który wybuchł w 1479 r. w Estramadurze, zasilany portugalskimi pieniędzmi). Królowa Izabela zaproponowała więc Alfonsowi zakończenie tej wojny, na zasadzie uznania jej za królową Kastylii, w zamian zaś księżniczka Isabela (córka Ferdynanda Aragońskiego i Izabeli Kastylijskiej) miałaby wyjść w przyszłości za jednego z synów króla Alfonsa V. Najbardziej jednak Izabeli zależało na usunięciu Joanny, która od tej pory miała stracić poparcie Portugalii i zostać zamknięta w klasztorze. Król Alfons przystał na to i do spotkania obu monarchów miało dojść na zamku Alcantara, dokąd też udała się brzemienna królowa Izabela. Tam jednak szybko okazało się że król jednak nie przybędzie, ciężko zaniemógł i nie był w stanie wstać z łoża. Ale, w swym zastępstwie posłał do Izabeli... Joannę. Obie kobiety (ciotka i bratanica) tam właśnie, na zamku Alcantara, spotkały się po raz pierwszy od wielu lat (ostatnim razem Izabella widziała Joannę gdy ta była jeszcze dzieckiem i opiekowała się nią, spacerując ogrodami Alkazaru). Teraz Joanna była już 17-letnią ładną dziewczyną, która miała swoje własne ambicje i która uważała swoją ciotkę za uzurpatorkę, gdyż to właśnie ona - jak sądziła - po śmierci ojca powinna objąć tron Kastylii. Upór Joanny i jej niezgoda na utratę kastylijskiego tronu był przeogromny, ale to nie do niej należało ostatnie zdanie w tej sprawie. W imieniu króla Portugalii Alfonsa V i jako opiekunka Joanny występowała na zamku Alcantara ciotka Izabeli - Beatrycze, która była niezwykle sprawną dyplomatką. Po miesiącu trudnych rozmów 4 września 1479 r. ostatecznie w miejscowości Alcáçovas podpisany został traktat pokojowy pomiędzy Kastylią a Portugalią, definitywnie kończący stan czteroletniej wojny pomiędzy tymi królestwami. W zamian za uznanie swego panowania w Kastylii, Izabella musiała oddać Portugalii wszystkie tereny na Oceanie Atlantyckim z wyjątkiem wysp Kanaryjskich. Joanna musiała zrzec się praw do tronu Kastylii i od tej pory przestać głosić iż jest legalną córką króla Henryka IV (starszego brata Izabeli). Powszechnie od tej pory była nazywana la Beltraneją (córką Baltana, jako że jej matka królowa Joanna, była znaną w Kastylii "miłośniczką skoków w bok", natomiast król Henryk IV nie należał do mężczyzn o rozbudzonym libido. Natomiast rycerz Beltrán de la Cueva należał do grona faworytów Joanny, a mówiąc otwarcie był po prostu jednym z jej kochanków). Miała też wstąpić do klasztoru, gdzie oczekiwać miała na osiągnięcie pełnoletności przez księcia Jana (urodzonego 30 czerwca 1478 r. najstarszego syna Ferdynanda i Izabeli). Ale Izabela nie zamierzała doprowadzić do tego mariażu i tak też się stało, la Beltraneja do końca swego życia (zmarła w 1530 r.) pozostała w klasztorze.




Po zawarciu tego pokoju królowa przybyła do Toledo, gdzie na dniach oczekiwała rozwiązania. Tam był już obecny również Ferdynand, który jakiś czas wcześniej wrócił z Walencji. 6 listopada 1479 r. w tamtejszym alkazarze królowa Izabela powiła drugą córkę, której nadała imię Joanna (przyjdzie do historii jako Joanna Szalona). Radość z narodzin dziewczynki "o jasnych lokach", nie trwała jednak długo, gdyż już latem 1480 r. na dwór królewski w Toledo dotarły straszne wieści z Włoch. Oto bowiem w sierpniu tego roku potężna flota i armia osmańska zdobyły miasto Otranto w Królestwie Neapolu (należącym do aragońskiej monarchii Ferdynanda). Turcy dopuścili się tam ogromnych zbrodni, mordując mieszkańców miasta dosłownie dom po domu, a także uprowadzając znaczną ich część (szczególnie kobiet, dzieci i młodych mężczyzn) w niewolę. Sułtan Mehmed II Zdobywca w kwietniu 1479 r. zdobył Szkodrę - tym samym kończąc podbój Albanii, w 1475 r. z hołdował Chanat Krymski, a także obległ (1480 r.) wyspę Rodos - należącą do zakonu Joannitów, aczkolwiek tam nie udało mu się osiągnąć sukcesu (wyspę tę zdobędzie dopiero 42 lata później Sulejman Wspaniały). Zagrożony poczuł się sam papież, ale trwoga nie ominęła Hiszpanii. Obawiano się bowiem że Turcy do podobnego ataku na Półwyspie Iberyjskim mogą wykorzystać Emirat Grenady, to miękkie podbrzusze muzułmanów na półwyspie, dzięki któremu Mehmed II będzie mógł doprowadzić do - jak to pisał kronikarz Palencia: "unicestwienia wiary katolickiej". Należało coś wreszcie zrobić z tym dziwnym południowym tworem, tym ostatnim przyczółkiem islamu w Hiszpanii. Wojna musiała więc wybuchnąć i musiała to być wojna ostateczna, wojna która definitywnie zlikwiduje Emirat a ziemię jego przyłączy do Królestwa Kastylii. Tylko że na to potrzebne były pieniądze, a tych - jak zawsze - brakowało. W roku 1480 parę królewską trapiły również i inne problemy, jak choćby ostateczne rozwiązanie kwestii chłopskiej, szczególnie w dwóch palących prowincjach - Andaluzji i Galicji. Co prawda Królestwo Kastylii dawało chłopom pewne prawa (których np. nie posiadali oni w Aragonii, które to Królestwo było hiperfeudalnym miejscem, gdzie szlachta sama stanowiła prawo, opierając się przede wszystkim na prawach regionalnych - fueros, a Kortezy Aragonii, Katalonii czy Walencji, skutecznie umniejszały władzę królewską). W Kastylii przede wszystkim rządził król, dlatego też prawa chłopów były znacznie lepiej przestrzegane, aczkolwiek i tutaj zdarzały się patologiczne sytuacje (jak choćby w wyżej wymienionych prowincjach). Izabela miała na sercu los wszystkich swych poddanych, dlatego też latem 1480 r. wydała ona prawo, na mocy którego chłop miał możliwość wybrać właściciela ziemi, na której pracował. W Aragonii to jeszcze długo nie było możliwe, chociaż Ferdynand starał się ograniczyć fueros i zwiększyć swoją własną władzę w tym Królestwie (u nas zaś, aż do roku 1496 chłopi realnie cieszyli się wolnością, dopiero 1 czerwca tego roku gdy król Jan I Olbracht wydał status piotrkowski - zabraniający mieszczanom zakupu ziemi na wsi, a także ograniczający wychodźstwo chłopów do jednego w roku na danej wsi. Powoli zwiększono też pańszczyznę, tak że w 1620 r. było to już 5 dni pańszczyzny w tygodniu - a należy pamiętać że chłop miał do obrobienia również i własną ziemię. Mimo to pozycja chłopów w Królestwie Polskim jak i później w Rzeczpospolitej i tak była znacznie lepsza niż chociażby we Francji czy Anglii, o carskim zamordyzmie nie wspominając).




Królowa Izabella wymuszała również na miastach po uznanie oraz sfinansowanie Santa Hermandad - czyli królewskich sił policyjnych zapewniających bezpieczeństwo i spokój mieszkańcom miast. Santa Hermandad powołane zostały na Kortezach w Madrigal w 1476 r. i od tego czasu opornie poszczególne miasta wprowadzały tę instytucję, jako że wiązało się to przede wszystkim z kosztami, które dwór królewski przerzucał na budżety miejskie, a jednocześnie siły te wierne były królowi (w tym przypadku królowej). Ponieważ Koronie ciągle brakowało pieniędzy, przeto królowa zezwalała na powiększanie obszarów wypasania owiec, kosztem terenów należących do lokalnych rolników (czyli ziemi uprawnej, co ostatecznie doprowadzi do klęski głodu w Hiszpanii i konieczności sprowadzania zboża z innych krajów, w tym przede wszystkim z Polski, co w XVI a także jeszcze XVII wieku stanie się naturalną praktyką). Związek hodowców owiec Kastylii - Mesta, dysponował znacznymi pieniędzmi które zasilały Koronę, a tych niestety często brakowało lokalnym rolnikom, przez co królowa (w 1480 r.) wydała polecenie zamiany znacznych obszarów ziem uprawnych w pastwiska dla owiec (potem mówiło się że: "Owce zżarły Hiszpanię"). Poważnym jednak problemem była kwestia marranów, czyli Żydów którzy przyjęli chrześcijaństwo, a co do których istniało podejrzenie iż potajemnie dalej wyznają judaizm. Było bardzo wiele skarg na tego typu praktyki, twierdzono bowiem że Żydzi śliną ścierają z czoła swych dzieci święty olej z kościelnych kadzielnic, że negują świętość Dziewicy Maryi, że wkładają swoim zmarłym do ust monetę (starym zwyczajem), że potajemnie plują na hostię, a także pojawiały się doniesienia o torturowaniu, a nawet mordowaniu chrześcijańskich dzieci - głównie chłopców - i piciu ich krwi. Co prawda hiszpańska Święta Inkwizycja została reaktywowana przez papieża Sykstusa UV w roku 1478, ale wciąż jeszcze realnie nie rozpoczęła swojej działalności. Dopiero doniesienia i skargi które spływały z najróżniejszych miast i wsi Kastylii, miały realnie urzeczywistnić powstanie nowej hiszpańskiej inkwizycji. Izabella była jednak co do tego pomysł sceptyczna, aczkolwiek namawiana przez Ferdynanda, ludzi ze swego otoczenia a także dosyć bojowo nastawionych kapłanów (takich jak chociażby Tomas de Torquemada - dominikański duchowny), ostatecznie przystała na reaktywację inkwizycji. Pierwszy kastylijski trybunał Świętego Oficjum powołano w Sewilli na początku roku 1481, a jego przewodniczącym został właśnie Tomas de Torquemada (na pierwszym publicznym auto da fe {wyznanie wiary} w Sewilli spalono na stosie 6 Żydów którzy oficjalnie przyjąć mieli chrześcijaństwo. Oskarżono ich o przygotowywanie zamachu na Święte Oficjum (o czym Torquemada nie omieszkał listownie powiadomić królową, która notabene nieco się go obawiała, a to z tego powodu że fizycznie przypominał kościotrupa, był bowiem bardzo szczupły, wręcz widać było nie tylko jego kości policzkowe, ale można było wyczuć żebra pod jego habitem. Notabene Torquemada z biegiem lat jeszcze bardziej chudł, czym budził przerażenie i nazywano go "żywym trupem").




Gdy tylko zrobiło się cieplej, latem 1481 r. para królewska udała się we wspaniałą podróż do Saragossy, aby tam oficjalnie zarówno możnym jak i ludowi przedstawić następcę tronu Aragonii - księcia Jana. Król Ferdynand jechał konno - pięknie przystrojony w najlepsze szaty, królowa zaś w karocy wraz z synkiem i córkami. Jeszcze przed rozpoczęciem tej wyprawy zdarzył się dosyć nieprzyjemny incydent, a mianowicie schodząc po schodach alkazaru Segowii, królowa Izabela skręciła kostkę (prawdopodobnie było to skręcenie, chociaż wydaje się że jednak mogła chodzić). Taki mały incydent, który nieco popsuł podniosłą atmosferę owego wydarzenia. W Saragossie para królewska zatrzymała się w pałacu Aliaferja, ale miesiące jakie tam spędzili (do listopada 1481 r.) były dosyć intensywne i nieco męczące. W każdym razie Kortezy Aragonii uznały 3-letniego księcia Jana za następcę króla Ferdynanda - i oto głównie chodziło. Powrót do Toledo miał być okresem wytchnienia a nawet swoistych jesiennych wakacji, ale to się nie udało, jako że ciągłe listy pisane przez Torquemadę do królowej - twierdzące że Żydzi uciekają przez granicę do Emiratu Grenady, pisane były w tonie wręcz alarmującym. Przewodniczący Świętego Oficjum z Sewilli twierdził, że zdrada Żydów jest niepodważalna, a skoro pragną oni żyć pod jarzmem muzułmanów z Grenady, to znaczy że ich konwersja na chrześcijaństwo była oszustwem. Postulował też że czym prędzej należy rozwiązać problem islamu na południu kraju. Królowa najwidoczniej potrzebowała zarówno czasu na zebranie pieniędzy (na wojnę z Grenadą) jak i nieco odpoczynku po trudach kolejnych porodów, w każdym razie w grudniu para królewska przyniosła się z Toledo do Segowii, ale tam też nie zaznali spokoju. Podczas jednej z tamtejszych nocy doszło do drobnego incydentu, a mianowicie królowa uznała że jej małżonek ponownie pragnie ją zdradzić z jedną z jej dwórek, aczkolwiek awantura jaka się wówczas wywiązała, szybko została zażegnana i para królewska ponownie wróciła do wspólnego łoża (co wkrótce zaowocuje kolejną ciążą). Tym bardziej że jeden syn wcale nie gwarantował przetrwania dynastii i stabilności obu Królestw. 




Tuż przed Bożym Narodzeniem 1481 r.(gdy para królewska zajęta była przygotowaniami świątecznymi), gruchnęła wiadomość: Maurowie zdobyli Zaharę - górską fortecę na południu kraju. Emir Grenady Abu al-Hasan Ali dokonał tego ataku nocą, podczas ulewnego deszczu, gdy obrońcy twierdzy nie byli przygotowani na atak i również przygotowywali się do świąt Bożego Narodzenia. Obrońców wymordowano, a żony i dzieci obrońców popędzono do Grenady. Był to jawny policzek wymierzony w Koronę zarówno Aragonii jak i Kastylii, tym bardziej że Zaharę zdobył w 1407 r. (po ciężkim oblężeniu) dziadek Ferdynanda II - Ferdynand I, a teraz miasto ponownie włączone zostało do Emiratu Grenady. To było niczym kubeł zimnej wody, zmroziło nie tylko z samych władców, ale również ich poddanych i przypomniało im że muzułmanie niegdyś władali większością Półwyspu Iberyjskiego, a ich wyparcie z tych ziem, kosztowało wiele chrześcijańskiej krwi. Pod wpływem Torquemady, ale również i samego Ferdynanda (który otwarcie wysunął ten pomysł), Izabella zgodziła się aby ogłosić rekonkwistę, czyli nową świętą wojnę z muzułmanami, ostatnią wojnę na tym półwyspie, która ostatecznie ma doprowadzić do zjednoczenia ziem hiszpańskich pod jednym berłem katolickich monarchów. Tym bardziej że muzułmanie z Emiratu Grenady po zajęciu Zahary poczynali sobie niezwykle prowokacyjnie, atakując Kordobę, Sewillę, Murcję i Jaen. W styczniu 1482 r. królowa napisała list do papieża Sykstusa IV, aby ten wyraził zgodę na konkwistę. Papież odpisał: "W imię Chrystusa, Pana naszego, podnieś krzyż, który znakiem jest męczeństwa, i uczyń to, co musisz dla zbawienia swego, i swych poddanych". Zwołane Kortezy uchwaliły pieniądze na wojnę, a para królewska - po uroczystej mszy świętej w toledańskiej katedrze, udała się na południe kraju, aby osobiście nadzorować wybuch ostatniej już wojny z Emiratem Grenady.




CDN.
 

20 lutego 2026

NIEWOLNICY DO ZADAŃ SPECJALNYCH - Cz. VII

CZYLI JAKIE BYŁY NAJWIĘKSZE
OŚRODKI HANDLU NIEWOLNIKAMI W
STAROŻYTNOŚCI I W ŚREDNIOWIECZU,
ORAZ SKĄD I Z JAKICH 
WARSTW SPOŁECZNYCH NAJCZĘŚCIEJ
POCHODZILI KANDYDACI 
NA NIEWOLNIKÓW





ANTYCZNA GRECJA 
I ŚWIAT HELLENISTYCZNY
(V wiek p.n.e. - II w. p.n.e.)
Cz. VII






DELOS
MAŁA WYSPA - WIELKI RYNEK
(II wiek p.n.e. - I wiek po Chrystusie)



Przez bardzo długi czas greckiej historii, wyspa Delos nic nie znaczyła. Położona w archipelagu Cyklad na Morzu Egejskim i wciśnięta pomiędzy dwie większe wyspy: Reneę i Mykonos, była jakby oderwaną od nich łupiną orzecha. Grecy jednak traktowali tę wyspę z pewną atencją, jako że to właśnie tutaj miał się narodzić Apollon. Na wyspie istniała więc świątynia Apollona i Artemidy (boskiego rodzeństwa) jak również Dionizosa oraz krąg świątynny Zeusa. Staraniem mieszkańców było zamienienie wyspy w jedno z centrów religijnych Hellady, oraz najważniejszego sanktuarium ludów jońskich. Dlatego też zawiązali sojusz z Atenami, rządzonymi wówczas przez tyrana Pizystrata, który w latach 30-tych VI wieku p.n.e. dopomógł Delijczykom przeprowadzić akcję "oczyszczania" świętego okręgu wokół świątyni Apolla z grobów. Wszystkie groby zostały więc rozkopane i wyjęto z nich ciała (lub to co zostało) i przewieziono na dwie okoliczne wyspy. Spowodowało to że od ok. 530 r. p.n.e. Delos stała się miejscem pielgrzymek do świątyni Apollina - czyli jej funkcja skupiała się jedynie na aspekcie religijnym. W 490 r. p.n.e. wyspę (podobnie jak i całe Cyklady z takimi wyspami jak Naksos, Paros czy Andros), zajęli Persowie, zdążający na podbój Hellady pod wodzą Datysa i Artafernesa. Cyklady zrzuciły perską zależność dopiero po morskiej interwencji Aten i Sparty na wiosnę 479 r. p.n.e. Pozycja polityczna Delos znacznie wzrosła na przełomie 478/477 r. p.n.e. gdy w małej, doryjskiej kolonii położonej w cieśninie bosforańskiej - Byzantion (późniejszym Konstantynopolu), pod przewodnictwem Arystydesa Sprawiedliwego z Aten (który miał oświadczyć zebranym że: "Dopóki słońce świeci nad Ziemią, dopóty Ateny będą walczyć z Persją"), powołano do życia Związek Morski. Delos stało się odtąd centrum związkowym i (jako jeden z nielicznych członków) posiadało do końca istnienia Związku (czyli do klęski w wojnie peloponeskiej w 404 r. p.n.e.) status członka autonomicznego.

Na wyspie znajdował się również skarbiec Symmachii i tam też odbywały się zebrania Rady Związku Morskiego. Zmieniło się to w roku 454 /453 p.n.e. gdy pod wpływem niepowodzeń egipskiego buntu Inarosa i klęski ateńskiej "wyprawy egipskiej", obawiano się ataku ze strony Persji i postanowiono przenieść skarbiec Związku Delijskiego do Aten (oczywiście - jak twierdzono - jedynie na czas trwania konfliktu, jednak nigdy już nie wrócił on na Delos) i od tej pory z pełną premedytacją można nazywać to morskie porozumienie helleńskich polis - Ateńskim Związkiem Morskim. Zmieniono również charakter składek, jakie członkowie mieli wpłacać do wspólnego skarbca. Teraz już nie wymagano dostarczenia okrętów wojennych na wojnę Związku z Persami, teraz jedynie wymagano cyklicznych składek pieniężnych, z których to Ateńczycy... sami zbudowali potęgę swojej floty wojennej. Świadomość tego iż dobrowolny Związek morskich polis (pragnących uchronić się przed perską inwazją), stał się teraz całkowicie odgórnie kontrolowaną przez Ateńczyków organizacją wymuszającą haracze, bardzo powoli docierał do przekonania poszczególnych członków. Jednak prawdziwe krwawe masakry dokonywane przez Ateńczyków na Karystos, Naksos, Tazos i na Eginie (za odmowę zapłaty składek do związkowej kasy), uświadomiły członkom Związku że nie są już wolnymi polis, tylko stanowią część morskiego ateńskiego imperium. Tak więc uciekając od Persów, wpadli w sidła Ateńczyków, którzy zmienili ich w swoich poddanych.




Przykładem swoistego upokorzenia członków Związku Morskiego, były uroczystości, jakie odbywały się w Atenach co cztery lata - zwane Wielkimi Panatenajami (ku czci bogini Ateny). Podczas procesji na "Świętej Drodze" wiodącej na Akropol, młodzieńcy ateńscy w białych tunikach nieśli transparenty z nazwami miast, które już wpłaciły pieniądze do kasy Związku, natomiast niewolnicy w czarnych tunikach nieśli nazwy tych miast, które nie wpłaciły owych pieniędzy. Zresztą środki te szły nie tylko na rozbudowę floty, lecz także na wiele innych inwestycji, w tym na rozbudowę i upiększanie samych Aten. Przedstawiciele państw związkowych na Wielkich Panatenajach (Małe Panatenaje organizowano co roku) mogli podziwiać ostatnie prace wykończeniowe Fidiasza i jego pracowników w Partenonie (budowanym w latach 447-432 p.n.e.), z monumentalnym posągiem Ateny Promachos (prace nad posągiem trwały w latach ok. 466-456 p.n.e.), górującym nad Akropolem. Obserwowano również wspaniałe wejście na Akropol - zwane Propylejami autorstwa Mneskilesa i wiele innych budowli (np. świątynię i posąg Nike, świątynię Hefajstosa zwaną Tezejonem po zachodniej stronie Agory, świątynię Posejdona na Sunion, czy teatr Dionizosa), dzięki którym gwałtownie zmniejszyło się bezrobocie wśród ateńskiego ludu (co nie znaczy że do tych prac najmowano tylko obywateli, wręcz przeciwnie - większość i tak stanowili albo niewolnicy, albo przybyli do miasta artyści). Niechęć, granicząca wręcz z nienawiścią do Ateńczyków, brała się również stąd, iż tam, gdzie prace budowlane (ze względu na brak środków spowodowanych ateńskimi wymuszeniami) stanęły, w Atenach budownictwo kwitło w całej swojej pełni (do dziś można podziwiać na ateńskim Akropolu wzniesione wówczas budowle z Partenonem na czele). Po roku 454 p.n.e. stanęła np. budowa nowej świątyni Apollina i Artemidy na Delos, ponieważ skarbiec Związku został przeniesiony do Aten i nie było z czego sfinansować prac.



 


Członkowie Związku skarżyli się że skarbiec należy do wszystkich Greków wchodzących w skład sojuszu, a nie tylko Ateńczyków, oraz że pieniądze przeznaczone na walkę z Persami, wyzyskuje się na ozdabianie Aten "niczym wszetecznicy" (jak pisał Plutarch). Niewiele te głosy sprzeciwu jednak zmieniły, gdyż Ateńczycy twierdzili że to oni zapewniają bezpieczeństwo członkom Związku Morskiego i na nich to spoczywa największy ciężar wysiłku wojennego, natomiast prace budowlane są organizowane dla tych, którzy... nie mogą walczyć. Dosyć pokrętne tłumaczenie, ale przedstawiciele poszczególnych związkowych polis nie mieli innego wyjścia niż je przyjąć i zaakceptować. Inną formą niechęci wobec Aten był fakt, że miasto to zmuszało pozostałych swych "sojuszników" do przyjęcia demokratycznej (kontrolowanej przez Ateny) formy rządów. Tak samo jak Sparta w swoim Związku Peloponeskim wspierała (ale nie narzucała siłą - co bardzo ważne) system oligarchiczny, tak Ateny wszędzie wymagały od polis związkowych bezwzględnego zaakceptowania demokracji - jako obowiązującego ustroju politycznego. Próby buntów kończyły się wysłaniem floty i armii ateńskiej oraz masakrą lokalnej ludności. Dopiero po klęsce Aten w długiej wojnie ze Spartą (zwanej peloponeską, toczonej w latach 431-404 p.n.e.), dokonanej na własne życzenie (Ateńczycy w procesach politycznych skazali na śmierć zwycięskich oficerów bitwy na Wyspach Arginuzach z 406 r. p.n.e. co w kolejnym roku przyniosło klęskę pod Ajgospotamoj i zniszczenie całej floty, co zaś musiało doprowadzić do kapitulacji wygłodzonych Aten i przyjęcia srogich warunków przez zwycięski Lacedemon, w tym zniszczenia murów ateńskich i Długich Murów, narzucenia Atenom ustroju oligarchicznego, zainstalowania spartańskich oddziałów na Akropolu i oczywiście rozwiązania Związku Morskiego. Zresztą Ateńczycy mogli tę wojnę wygrać co najmniej dwukrotnie w trakcie jej trwania, ale zabrakło chęci i determinacji), członkowie Związku odzyskali wówczas wolność.

Klęska Aten uwolniła podporządkowane polis (na straży tego podporządkowania stały również ateńskie kleruchie - czyli kolonie obywateli ateńskich zakładane w krajach "sprzymierzonych") w tym i Delos. Późniejsza hegemonia spartańska zupełnie nie odcisnęła swego wpływu na wyspach (zresztą była krótkotrwała i nie miała tak tyrańskiego charakteru). W 378 r. p.n.e. Delos nie dołączyła do odtworzonego II Związku Morskiego (istniejącego oficjalnie do 338 r. p.n.e. a realnie nieaktywnego już od 355 r. p.n.e.). W czasie trwania wojny peloponeskiej miało miejsce na wyspie pewne niespotykane wcześniej wydarzenie, a mianowicie ok. 426 r. p.n.e. zabroniono mieszkańcom Delos... umierać i rodzić się na tej wyspie, gdyż poświęcono ją bogu Apollinowi (od tego czasu organizowano tam również tzw.: Igrzyska Delijskie). Teraz mieszkańcy - aby umrzeć - musieli opuścić wyspę, podobnie było w przypadku narodzin (jeśli nie chcieli popełnić świętokradztwa, zresztą miało to i swoje dobre strony, bowiem na wyspie nie można było też nikogo pozbawić życia). W 338 r. p.n.e. po klęsce Ateńczyków i Tebańczyków w bitwie z Macedończykami Filipa II i jego syna Aleksandra pod Cheroneą, Delos weszła w skład zaprojektowanego w Koryncie (337 r. p.n.e.) anty-perskiego Związku (zwanego od miejsca założenia) Korynckim. Ale swoją drugą, realną pozycję polityczną w świecie greckim osiągnęła Delos dopiero po śmierci Aleksandra Wielkiego (323 r. p.n.e.) i na początku wojen o władzę jego wodzów (diadochów), tworząc swój własny "Związek Morski"




Wyspa Delos uzyskała większą podmiotowość polityczną dopiero około roku 315 p.n.e. gdy Antygon Jednooki (satrapa Azji) wypędził z Babilonu Seleukosa Nikatora (założyciela dynastii Seleucydów). Jego przekaz (jakim się wówczas kierował) o "Wolności Hellenów" wymierzony był przede wszystkim w Ptolemeusza (satrapę Egiptu) i Kassandra (syna regenta Antypatra - zmarłego w 319 r. p.n.e.), w ich bowiem rękach znajdowało się wówczas najwięcej ziem greckich. Kassander (od śmierci ojca) sprzymierzył się z Antygonem, a jego ambicją było opanowanie Macedonii i zdobycie kontroli nad Helladą. W tej batalii musiał zmierzyć się z nowym regentem - Poliperchonem, który już w 318 r. p.n.e. wydał deklarację ("W imieniu Królów i Wodzów" - co było w początkowym okresie wojen diadochów oficjalną formułką wszystkich publicznych dokumentów, podobnie jak Rzymianie używali formułki: "W imieniu Senatu i Ludu rzymskiego"), o przyznaniu Grekom wolności politycznej, która brzmiała m.in.: "Przywracamy wam pokój i ustroje , które mieliście za panowania Filipa i Aleksandra (...) Zezwalamy na powrót do ojczyzny tym, którzy zostali przesiedleni lub wypędzeni przez naszych strategów". Przeciwko Poliperchonowi wystąpiła jednak królowa Macedonii - Eurydyka (wnuczka Filipa II, siostrzenica Aleksandra Macedońskiego i żona jego szalonego brata - Filipa III Arridajosa), która w 317 r. p.n.e. (opierając się na poparciu wojska) nakazała Antygonowi i Poliperchonowi rozwiązać armię, a żołnierzy przekazać Kassandrowi. Tego zdzierżyć nie mogła inna kobieta - Olimpias (matka Aleksandra). W bitwie pod Eują (na granicy epirocko-macedońskiej) armia Olimpias i Poliperchona pobiła wojska Eurydyki i Filipa III, co otworzyło drogę do zemsty starej królowej. Wrzuciła oboje małżonków do najgorszych lochów a strażnikom nakazała traktować ich w sposób obelżywy. Wreszcie (w grudniu 317 r. p.n.e.) kazała zamordować Filipa III a Eurydyce popełnić samobójstwo. Dwudziestoletnia dziewczyna najpierw obmyła pokryte ciosami sztyletów ciało męża, ubrała je, po czym powiesiła się. Olimpias nakazała również stracić 100 kolejnych zwolenników Kassandra (dopuściła się też zbezczeszczenia grobu Jollasa - brata Kassandra, oskarżając go o otrucie jej syna).




Teraz żądny zemsty Kassander zaatakował Olimpias (która przebywała w Pydnie) i zmusił ją tam do kapitulacji (poddała się w zamian za gwarancję ocalenia życia). Wkrótce potem urządził nad nią sąd "Wszystkich Macedończyków" (na którym nie tylko nie była ona obecna, ale nikt jej tam nawet nie reprezentował), a który skazał ją na śmierć. Olimpias twierdziła że to bezprawie i domagała się uczciwego procesu. Twierdziła że potraktowanie jej w ten sposób jest obrazą bogów, jako że sama była matką żywego boga (Aleksandra Wielkiego jeszcze za jego życia uważano za posiadającego "boską iskrę", a po jego śmierci zaczęły lawinowo powstawać mity i legendy uznające go za jednego z zesłanych z Olimpu na Ziemię bóstw). Kassander się tym jednak nie przejął i wysłał do niej 200 żołnierzy aby wypełnili wyrok sądu. Ci jednak... bali się do niej zbliżyć, jako że uważali iż nie są godni aby pozbawić życia matkę swego wodza i króla. Nie wykonali więc rozkazu. Wówczas Kassander postanowił że najlepiej rozprawią się z nią krewni jej własnych ofiar. Namówił więc tych wszystkich, którym ona wyrządziła jakąś szkodę, by ją po prostu zabili i tak się też stało w 316 r. p.n.e. (choć Olimpias ponoć do końca zachowała godność). W 315 r. p.n.e. Kassander poślubił Tessalonikę (siostrę Aleksandra Wielkiego), aby umocnić swoją pozycję, ale i tak jego władza była znacznie mniejsza niż Antygona, który w tymże (315 r. p.n.e.) miał dziesięć razy więcej pieniędzy i wojska. Sprzymierzył się też z Poliperchonem, oraz zaczął głosić ową "Wolność Hellenów". Antygon Jednooki założył również tzw.: "Związek Wyspiarzy", którego centrum stała się właśnie wyspa Delos.




Oczywiście zaraz inni wodzowie (w tym Ptolemeusz Soter z Egiptu) prześcigali się w deklaracjach utrzymania "Wolności Hellady", gdyż poparcie Greków było jednym z kluczowych elementów zwycięstwa. Nie będę tutaj jednak zagłębiał się w poszczególne etapy wojen diadochów, warto jednak odnotować że w roku 286 p.n.e. (czyli jakieś trzydzieści lat od założenia) Związek Wyspiarzy przeszedł pod polityczne zwierzchnictwo Egiptu. Jeszcze wówczas Delos nie stała się wielkim rynkiem niewolniczym (wciąż utrzymywała się nad nią opinia "świętej wyspy" Apollina), ale mieszkańcom już żyło się coraz lepiej, jako że Delos stawało się nie tylko miejscem pielgrzymek do świątyni Apollina i Artemidy, ale również stabilnym bankiem, gdzie w niespokojnych czasach można było przechować depozyty. Miejscem, które pełniło rolę banku (i udzielało m.in: pożyczek na procent) oraz skarbca w jednym - była właśnie świątynia Apollina. Połączenie świętości miejsca i gwarancja jaką dawali kapłani, była wystarczającym zabezpieczeniem własnego majątku (żaden król czy wódz nie odważyłby się ograbić świątyni, gdyż to oznaczało świętokradztwo, a co za tym idzie możliwość wypowiedzenia mu posłuszeństwa przez wojsko). Szybko jednak świątynia straciła monopol na bankowe usługi i zaczęły wyrastać na Delos prywatne banki, jednocześnie wzrastało zaludnienie wyspy (prawo zabraniające "rodzenia się i umierania" na Delos zostało cofnięte z końcem IV wieku p.n.e.), a bankierzy (tacy jak na przykład Atenodoros z Delos) udzielali pożyczek na procent nawet innym greckim polis.

Wyspa w III wieku p.n.e. bogaciła się w szybkim tempie, a świątynia, która jeszcze na początku tego wieku stanowiła centrum zainteresowania, w drugiej połowie III wieku p.n.e. była już tylko jedną z wielu budowli użyteczności publicznej, jakimi mogli poszczycić się Delijczycy. Powstał tam bowiem (już z końcem IV wieku p.n.e.) teatr, który wzorowany był na ateńskim teatrze Dionizosa, ulokowanym u stóp Akropolu. Mógł pomieścić ok. 10 000 widzów i posiadał wysuwaną platformę (na kółkach), jako część dodatkową do pracy aktorów (na platformach tych ukazywano sceny dodatkowe, nie pokazane bezpośrednio na scenie, jak choćby bitwy, gwałty, rzezie - oraz trupy poległych wojowników, gdzie aktorzy grali w scenkach dodatkowych). Teatr na Delos stał się tak sławny, że na święta religijne (a w Grecji nie istniały święta niereligijne) zjeżdżali tam aktorzy z całego hellenistycznego świata. Teatr stawał się miejscem publicznym (ważniejszym nawet niż świątynia) i to tam ogłaszano wszelkie publiczne informacje (jak choćby te o wyzwoleniu niewolnika czy uhonorowaniu jakiejś postaci np. poety lub aktora). Do dziś przetrwała lista (z 282 r. p.n.e.) sporządzona na marmurowej kolumnie, wymieniająca uhonorowanych ludzi podczas święta Apollina w teatrze na Delos. Są to: Plejstajnetos syn Telesona, Didymos syn Antygona, Stesileos syn Skymnosa, Apenatos syn Herodikosa - wszyscy za wystawienie chóru, Androlas syn Sattosa, Pyrrajtos syn Nesiotesa, Teorylos syn Diaktoridesa i Aristejdes syn Charilasa za komedie. Zostali również uhonorowani aktorzy komiczni: Fajdros z Aten i Kefisios z Histiai, aktorzy tragiczni: Teudoros z Megary, Temistonaks z Paros i Nikostratos z Kassandrei. A poza tym na owych występach teatralnych została wyzwolona niewolnica Eutymosa o imieniu Artemis. Zaś w 259 r. p.n.e. uhonorowano na Delos (m.in.) Rzymianina o imieniu Serdon (magika, który pokazywał "czary"), mającego do pomocy grecką niewolnicę o imieniu Aristion. Oczywiście wszyscy aktorzy, członkowie chóru i sztukmistrze byli mężczyznami, bowiem kobiety nie mogły grać w teatrze (męscy aktorzy grali więc też role kobiece).




Delos szczyciło się kilkoma sławnymi obywatelami (niektórzy z nich otrzymali obywatelstwo za zasługi dla wyspy). Jednym z najsławniejszych był Sostratos syn Deksifanesa, któremu wdzięczni Deliijczycy wystawili pomnik (ok. 280 r. p.n.e.). Sostratos z Knidos był autorem Latarni Morskiej w Aleksandrii (jednego z Siedmiu Cudów Starożytnego Świata). Strabon (grecki historyk z I wieku p.n.e.) napisał na jego cześć panegiryk, który brzmiał m.in.: "By ocalić Hellenów, strażnicę na Faros wzniósł Sostratos Knidyjczyk, syn Deksifanesa. W Egipcie szczytów nie ma ni gór jak na wyspach (...) Toteż tę strzelającą wysoko ku niebu wieżę łatwo jest dostrzec już z niezmiernej dali (...) w noc zaś żeglarz walczący z falami zobaczy wielki ogień płonący na szczycie". Delijczycy wystawili pomnik Sostratosowi nie tylko ze względu na jego dzieło (dzięki któremu stał się sławny), które notabene już w dwieście lat później (w czasach Strabona) posiadało dość dziwny napis (oto bowiem wiadomość dla potomnych umieszczona na wieży brzmiała: "Sostratos z Knidos, syn Deksifanesa, bogom Zbawcom dla ocalenia żeglujących". W czym tkwił problem? W braku imienia królewskiego, ówczesnego władcy Egiptu - Ptolemeusza II, nie jest bowiem możliwe aby takie cudo powstało i król nie kazałby umieścić na nim swego imienia - to po prostu nie mogło się zdarzyć. Dlaczego jednak nie było tam imienia Ptolemeusza II? Cóż, nie było go już w czasach Strabona, ale to nie oznacza że nie było go również ok. 280 r. p.n.e. gdy latarnia morska została oddana do użytku. Po prostu - to jest jedna z hipotez - przebiegły Sostratos swoje imię umieścił na początku, po czym pokrył je dużą ilością tynku i na nim zapisał imię Ptolemeusza II. Wiedział dobrze że po jakimś czasie - zapewne już po śmierci Ptolemeusza II - tynk zejdzie, niwecząc imię władcy a odsłaniając właśnie jego). 


LATARNIA MORSKA NA FAROS W ALEKSANDRII
(Dzieło Sostratosa z Knidos)



Sostratos został jednak uhonorowany pomnikiem na Delos nie tyle za Latarnię Morską, ile za swoje zasługi dla wyspy, gdyż jako członek dworu królewskiego Ptolemeusza II Filadelfosa i jeden z jego osobistych "przyjaciół" (tytuł "przyjaciela" w Egipcie Ptolemeuszy nie oddawał prawdziwości tego słowa, do grona królewskich przyjaciół zaliczali się np. jego przyboczni dworzanie, doradcy a nawet strażnicy, także członkowie rodziny). Pełnił też rolę dyplomaty, a jego majątek w Aleksandrii był ogromny (za własne pieniądze ufundował swojemu miastu - Knidos piękny portyk z krytymi kolumnadami - który pełnił po prostu rolę... dzisiejszych galerii handlowych). Przebywając na dworze w Aleksandrii, lobbował Sostratos za przyznaniem Delijczykom przywilejów handlowych (w tym również samej świątyni), co spowodowało znaczny wzrost majętności mieszkańców (teraz nie tylko dzięki pielgrzymkom, ale też dzięki ulgom podatkowym czerpanym z handlu i z pożyczek bankowych). Sostratos (mimo że nie pochodził z wyspy) został uznany za obywatela, które to obywatelstwo zostało mu przyznane z wielką czcią. Kolejnym uhonorowanym obywatelem Delos stał się Damoteles syn Ajschylosa z Andros. Damoteles był bowiem poetą i muzykiem działającym w "stolicy świata" - Aleksandrii i w swych pieśniach wychwalał piękno Delos i pobożność jego mieszkańców jako "świętej wyspy, świętych ludzi". Uznany został więc przez mieszkańców za "świętego herolda" i nagrodzony wieńcem laurowym i tytułem "Najszlachetniejszego".

Jeszcze innym nagrodzonym był bankier Atenodoros syn Pejsagorasa z Rodos. Jego upamiętnienie na Delos poczynione zostało jednak rękoma Histiajczyków, których ten ocalił od głodu, umożliwiając zakup zboża po zaniżonej kwocie i przyznając im bezprocentową pożyczkę na jego wykup (bowiem z końcem IV wieku p.n.e. zaczął się w świecie greckim prawdziwy kryzys gospodarczy, a ceny wielu produktów gwałtownie poszły w górę. Delos i tak radziła sobie dość dobrze - a przynajmniej znacznie lepiej niż inne greckie polis, ale nie oznaczało to że i tutaj - choć była to maleńka wysepka - nie było biedaków. Byli, tylko nie przymierali głodem, choć musieli ograniczyć się do bardzo prostego posiłku: suchy chleb jęczmienny i woda. W tym okresie 1 medimnos pszenicy - czyli ok. 52 litry - kosztował aż 10 drachm, za to najlepszy robotnik dostawał 2 drachmy dziennie a pomocnicy 1/3 drachmy. Żeby więc utrzymać rodzinę na podstawowym poziomie, trzeba było w ciągu roku zarobić przynajmniej 240 drachm, a nie zawsze była praca. Nic więc dziwnego że niektórzy godzili się na mniejsze stawki, za to stałe zatrudnienie - jak w przypadku robotników świątyni - niż większe stawki a prace sezonowe. Dwadzieścia lat później kryzys nieco osłabł i za 1 medimnos pszenicy płacono już 7,5 drachmy, w połowie III wieku p.n.e. cena spadnie do 5 drachm. Wciąż było to jednak zbyt dużo, szczególnie dla osób które nie miały stałego zajęcia. Dlatego też bezprocentowa pożyczka, jaką Histiajczykom przyznał Atenodoros, była dla nich prawdziwym wybawieniem, nic więc dziwnego że uhonorowali go tablicą pamięciową na Delos i przyznali najróżniejsze inne zaszczyty w swoim mieście).




Poza świątynią i teatrem na Delos przyjezdni kupcy i pielgrzymi mogli podziwiać również zamożne (zaopatrzone w kanalizację) domostwa, takie jak: "Dom Delfinów" czy "Dom Masek" (są to oczywiście nazwy współczesne, a wzięły się od mozaiek namalowanych na ścianach owych budynków). Sam fakt że są to domostwa zaopatrzone w kanalizację i łazienkę - pokazuje iż domy bogaczy miały wiele wymyślnych funkcjonalności, które choćby w naszych czasach są oczywistą normą (ciekawym jest również fakt, jak wiele elementów nowoczesności znajdowało się zarówno w greckich jak i rzymskich domach, oczywiście obok funkcjonowały również elementy całkowicie archaiczne - jak choćby... brak szyb w oknach). Przeskoczmy jednak III wiek p.n.e. gdy potęga handlowa Delos dopiero się wykuwała i przejdźmy od razu do wieku II p.n.e. gdy wyspa stała się prawdziwym centrum niewolniczego świata, a mieszkańcy zbijali na handlu i sprzedaży owych (najczęściej porwanych przez piratów, lub uprowadzonych w wyniku działań wojennych) nieszczęśników - ogromny majątek.




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...