FILARY SPOŁECZNEGO ROZWOJU LUDZKOŚCI I METODY PATOLOGIZACJI NA PRZESTRZENI WIEKÓW
TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XXII
SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XXII
PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE:
SŁOWIANIE
(CYWILIZACJA FILISTYŃSKA)
(ok. 1200 r. p.n.e. - 925 r. p.n.e.)
Cz. X
FILISTEA
CZASY EKSPANSJI
(ok. 1100 - 925 r. p.n.e.)
Cz. IX
SALOMON
(ok. 965 r. p.n.e. - ok. 930 r. p.n.e.)
"BĄDŹ MĘŻCZYZNĄ!"
Słowa ponoć wypowiedziane przez Dawida leżącego na łożu śmierci do jego syna Salomona
(3. Ks. Król. 2,2)
Król Dawid miał kilka żon, z których najsławniejszymi były bez wątpienia dwie z nich: Abigail (wcześniej żona Nabala - właściciela stad bydła z rejonu Faran, której po śmierci męża Dawid zaproponował małżeństwo, a ta odrzekła: "Otom służebnica twoja" 1. Ks .Król 25, co potem oznaczało że w literaturze angielskiej XVIII i XIX wieku imię Abigail było często zamiennikiem słowa... pokojówka), oraz Batszeba (Jebuzytka, żona Uriasza Hetyty, którą Dawid ujrzał w kąpieli i zapragnął jej, jej męża zaś wysłał na pewną śmierć pod ammonicką twierdzę Rabba). To właśnie Batszeba była matką następcy Dawida - króla Salomona (na starość zaś sprowadzono Dawidowi młodą dziewczynę która jednak nie była jego żoną, ale miała za zadanie rozgrzewać go w łożu, a nosiła imię Abisag). Miał też stary król kilku synów, jak m.in.: umiłowanego Absaloma (który zginął w czasie buntu przeciwko ojcu - według tradycji stało się to w chwili gdy uciekał po przegranej bitwie, a jego długie włosy zaplątały się w gałęzie drzewa w lesie Efraima. Dawid długo potem rozpaczał nad jego śmiercią. W 1642 r. Rembrandt namalował nawet obraz nawiązujący do tych wydarzeń, a zatytułowany "Pojednanie Dawida z Absalomem"). Kolejnym synem był Amnon (którego Absalom zabił za gwałt na Tamar), innym Adoniasz, a jeszcze innym Salomon który to właśnie objął tron po śmierci ojca (Dawid miał też córkę - Tamar, zgwałconą przez Amnona).
"ŚWIĘTE ŚWIĘTYCH"
W ŚWIĄTYNI IPET SUT W KARNAKU (KRÓLEWSKIE TEBY)
Nowy król za punkt honoru postawił sobie wzniesienie w Jerozolimie świątyni ku czci Jahwe i wkrótce po objęciu władzy (ok. 965 r p.n.e.) przystąpił do tego zadania (wcześniej jednak pozbył się i prawdopodobnie kazał zabić swego brata Adoniasza, tak, aby jego władza nie była już przez nikogo zagrożona). Utrzymując dobre stosunki (zawarte jeszcze w czasach panowania jego ojca) z władcami fenickiego Tyru (którym w tym czasie władał Hiram Wielki), sprowadził stamtąd budowniczych oraz fenickie drzewo (libański cedr) i przystąpił do budowy, która trwała łącznie (według przekazów) siedem i pół roku, czyli zakończyła się około 960 r. p.n.e. (958/957 r. p.n.e.?). Ta pierwsza Świątynia Jerozolimska składała się z przedsionka, miejsca świętego (zwanego hechal) i najświętszego z miejsc nazywanego "Świętym Świętych" (co też sugeruje jak dużo w religii mojżeszowej pozostało elementów z czasów niewoli egipskiej, bowiem "Święte Świętych" było tym miejscem, w którym kapłani starożytnego Egiptu trzymali posąg Amona-Re i codziennie najwyższy kapłan przynosił mu posiłek, obmywał i ubierał w odpowiednie szaty, a w późniejszych czasach - gdy miejsce najwyższego kapłana zajęła Boska Małżonka Amona-Re, dokonywała ona m.in. codziennej masturbacji boga). W tym najświętszym miejscu spoczywała właśnie Arka Przymierza. Przed Świątynią (od wejścia z południowej strony) stały dwie kolumny z brązu, którym Salomon nadał nazwy: Jachin (trwałość) i Booz (siła). Na dziedzińcu zaś przed Świątynią stanął ołtarz całopalenia. Tak właśnie miała wyglądać Pierwsza Świątynia Jerozolimska wzniesiona przez króla Salomona, a zburzona dopiero w roku 586 p.n.e. przez władcę Babilonu - Nabuchodonozora II.
Salomon utrzymywał przyjazne stosunki z wszystkimi swoimi sąsiadami, szczególnie zaś z Filistynami, którzy w przekazie biblijnym opisującym czasy Salomona... wymienieni są tylko raz: "A Salomon panował nad wszystkimi królestwami od rzeki Eufrat aż pod ziemią filistyńską i aż po granicę egipską, składały one daniny i były podległe Salomonowi przez całe jego życie" (1. Król. 4,21). Oczywiście jest to nadinterpretacja spisana w latach, w których czasy Dawida i Salomona postrzegano jako okres najwspanialszych dziejów Izraela, niepodzielnego władania religii mojżeszowej, ogólnego dobrobytu i sławy wojennej. Było to potrzebne Izraelitom szczególnie wtedy, gdy lud ten popadł w niewolę (od Babilończyków, Persów czy potem od Macedończyków i Greków). Takie opowieści - pisane ku pokrzepieniu serc w czasach niewoli - pozwalały utrzymać jedność narodową pod sztandarami Jahwe. W rzeczywistości bowiem władza Salomona nie tylko nie obejmowała ziem Filistei i Szefeli (które to przecież krainy same były metropolią, a królestwo Izraela wciąż tylko prowincją i świadczy o tym zarówno potęga gospodarcza Finistynów jak i ich niesamowity wpływ kulturowy na religię mojżeszową i kulturę żydowską), ale też oczywiście nie kontrolował on ziem rzeki Eufrat, a nawet jego dominacja nad Edomem i Moabem była dyskusyjna (w tym czasie Edomitami władał wojowniczy król Hadad, którego podległość Salomonowi nigdzie nie jest potwierdzona). Mało tego, wydaje się nawet że Salomon utracił zwierzchność nad Galileą (mowa jest o dwudziestu miastach galilejskich), którą ponoć miał zapłacić Hiramowi z Tyru za jego wsparcie, przyjaźń i pomoc w budowie Świątyni Jerozolimskiej.
Bez wątpienia jednak państwo Salomona - nie musząc toczyć wojen ani obronnych ani zdobywczych - bogaciło się na handlu. Dzięki wsparciu Hirama Salomon po raz pierwszy w dziejach zbudował izraelską flotę handlową w Ecjon-Gewer (prawdopodobnie chodzi o wysepkę Dżeziret Farau'n) w pobliżu północnego krańca zatoki Akaba. Statki stamtąd docierały do dalekich krain, do arabskiego królestwa Saby, czy do Ofiru (prawdopodobnie chodzi o Indie). Utrzymując niezwykle przyjazne stosunki z Filistynami, szczególnie zaś z serenami Gat (których to wsparcie uczyniło ojca Salomona królem), Izrael zapewne zalany był produktami codziennego użytku, wytworzonymi w Kraju Nadmorskim (nie ma bowiem żadnych dowodów na to, że w Izraelu w tym czasie rozwinęło się jakieś większe rzemiosło, raczej było to kopiowanie już istniejących rozwiązań filistyńskich), dzięki czemu Salomon miał czym handlować z ludami leżącymi za Morzem Czerwonym i Oceanem Indyjskim. Przywożono zaś stamtąd do kraju złoto, srebro, drogie kamienie, kość słoniową, różne gatunki drewna i oczywiście dzikie zwierzęta (np. pawie lub małpy). To wszystko spowodowało że zamożność królestwa Izraela znacznie wzrosła, a skarb Salomona był wypełniony po brzegi do tego stopnia, że król osobiście kazał sprowadzać sobie rydwany wykonane na specjalne zamówienie w Egipcie. Wzrost zamożności Izraelitów doprowadził też jednak do upadku moralności i pomimo wzniesienia Świątyni Jerozolimskiej, w kraju dalej tolerowano i praktykowano obce kulty religijne.
Co ciekawe, źródłem zgorszenia stał się sam dwór królewski w Jerozolimie, szczególnie zaś królewski harem, który stworzył sobie Salomon, a przy którym wielożeństwo jego ojca wypadało doprawdy blado. Ponoć król miał aż 700 żon i 300 nałożnic (liczba zapewne nieco przesadzona, aczkolwiek pokazująca kierunek w którym Salomon podążał), a wśród nich były Egipcjanki, Moabitki, Ammonitki, Sydonitki, Idumejki i wiele innych. Wszystkie one przybywszy do kraju Salomona, przywiozły ze sobą również własne kulty religijne, których nikt im nie zabraniał praktykować. Flota Salomona, która pływała do różnych krain, rozsławiała tam jego imię i wyrabiała o nim legendę, jako o wielkim i potężnym władcy. Nic zatem dziwnego, że również zainteresowała się jego osobą władczyni ekspansjonistycznego królestwa Arabów saberyjskich - przez których ziemie przebiegały szlaki handlowe wiodące do Izraela, a którymi transportowano przede wszystkim kadzidło i korzenie. Królowa ta (którą ogólnie zwie się królową Saby a jej imię pozostaje nieznane, chociaż w niektórych źródłach pojawia się jako Bilkis albo Balkis), wyruszyła więc do kraju Salomona aby go ujrzeć, a gdy przybyła już do jego stolicy i ujrzała bogactwo jakim dysponuje oraz jego przysłowiową mądrość, była nim tak zafascynowana (która kobieta oprze się facetowi z kasą klasą 🤭), że ponoć ofiarowała wszystko co miała najcenniejszego, a ponieważ najbardziej cenna dla Salomona była ona sama, więc... skończyli razem w łożu (w późniejszej tradycji etiopskiej jest to ważny moment, ponieważ to właśnie z tego związku miał się narodzić syn o imieniu Makeda, zwany też Melechem, który był założycielem etiopskiej dynastii Salomonidów - która jednak powstała dopiero w średniowieczu (XIII wiek), więc (od X wieku p.n.e.) był to nieco odległy przestrzał czasowy - tylko jakieś bagatela 2 200 lat, ale przecież legendy służą określonym celom politycznym, a poza tym... są takie piękne 😏).
Nie wiadomo czy rzeczywiście władczyni królestwa Arabów sabelskich przybyła do Izraela w czasach rządów Salomona, można jednak domniemywać że w każdej pięknej opowieści (stworzonej ku pokrzepieniu serc, czyli w większości zmyślonej) jest zapewne ziarno prawdy. Ja uważam że taka wizyta mogła mieć miejsce, tym bardziej że w Betel (w kraju Efraima) na północ od Jerozolimy, znaleziono tabliczkę glinianą z umową handlową zawartą właśnie z Arabami sabelskimi i datowaną na... IX wiek p.n.e. (czyli owa tablica była zaledwie o 100 lat młodsza od wydarzenia które opisuję). Dobre stosunki utrzymywał też Salomon z Egiptem, czego efektem miało być jego małżeństwo z córką faraona, który miał zdobyć filistyńskie Gezer i ofiarować to miasto razem z Dolnym Bet-Choron swej córce jako wiano. I tutaj znów mamy pomieszanie z poplątaniem, bowiem upadek Gezer co prawda nastąpił, ale nie w czasie rządów Salomona tylko jakieś trzydzieści kilka lat później, w czasie inwazji faraona Szeszonka I (925 r. p.n.e.) o którym będę jeszcze opowiadał. Tak więc opowieść o zdobyciu Gezer w tym czasie jest zupełnie nieprawdopodobna i co najmniej błędna. Jednak można założyć że jakieś związki tego filistyńskiego miasta z Izraelem były (ponoć Salomon utrzymywał w tym mieście korpus bojowych rydwanów, który sam stworzył i wyekwipował). W każdym razie na inwazję egipską w tym okresie nie ma żadnych śladów.
Znana jest też mądrość Salomona, o której wspomina Biblia (3. Ks. Król. 3, 16-28). Otóż pewnego razu przed obliczem Salomona - jako najwyższego sędziego, zjawiły się dwie kobiety mieszkające razem, które niemal jednocześnie urodziły dwóch synków. Jedno dziecko nagle w nocy zmarło i każda z kobiet twierdziła teraz że to, które przeżyło, jest jej dzieckiem. Salomon polecił więc rozciąć dziecko na pół i każdej z kobiet dać po połowie. Jedna z kobiet zgodziła się na to, druga zaś stwierdziła że woli już oddać go tej drugiej niż pozwolić na śmierć syna i to przekonało Salomona że to właśnie ona jest prawdziwą matką dziecka i to jej oddał noworodka. Mądrość Salomona przeszła do legendy i stała się sławna, pisano o niej, malowano obrazy (np. Holbein, Cranach Starszy, Perugino czy Rafael), deklamowano i śpiewano. Mądrość ta miała być darem od Boga, gdy młody Salomon po wstąpieniu na tron prosił Boga by dał mu mądrość, aby mógł właściwie przewodzić swoim ludem. Nie wiadomo jednak na ile Salomon rzeczywiście odznaczał się taką mądrością, a ile jest to tylko wykwit literacki, polityczny a nawet religijny tamtych czasów, bowiem utożsamianie władców z mądrością i siłą było naturalne, a ponieważ tradycja hebrajska czerpała całymi garściami z kultury egipskiej (i innych, w tym filistyńskiej). Można tu chociażby przytoczyć "Nauki Amenemope" (czyli porad ojca dla syna), traktatu egipskiego z około 1250 r. p.n.e.; lub też traktat etyczny wezyra Ptahotepa z około 2400 r. p.n.e. gdyby poszukać głębiej zapewne można by dotrzeć do innych źródeł "egipskiej twórczości moralizującej i mądrościowej" jeśli tak można ją nazwać. A przecież takie teksty powstawały również w Sumerze, w Babiloni a także w krajach leżących bliżej Izraela jak na przykład Edom (była tam tak zwana kasta proroków, których wpływ zapewne również w jakiś sposób oddziaływał na królestwo Salomona).
Obalony emir Grenady al-Hasan, miał co prawda w samej stolicy swoich licznych zwolenników, ale obecnie większość stanowili zwolennicy jego syna Boabdila, który ogłosił się nowym emirem Grenady w chwili, gdy jego ojciec zwyciężał w bitwie z Kastylijczykami pod Loją (lipiec 1482 r.). Al-Hasan zyskał co prawda bazę operacyjną w Maladze, z swego brata Muhammada Al-Zagala i tam przygotowywał się do zbrojnego odzyskania władzy w Grenadzie, ale nim do tego doszło, młody Boabdil (który panował jako emir Muhammad XI) postanowił zaatakować Kastylię i opanować twierdzę Lucenę. Wyprawa ta jednak zakończyła się sromotną klęską Maurów, a w bitwie pod Luceną poległo wielu muzułmańskich możnych, najbliższych współpracowników i zwolenników nowego emira Mohammada XI (w tym teść Boabdila, który wcześniej dowodził obroną Loji). Zwycięstwo w tej bitwie odniósł hrabia Cabra, Diego Fernandez de Cordoba, a miała ona miejsce w kwietniu 1483 r. zaledwie miesiąc po katastrofalnej klęsce Hiszpanów pod Malagą (a dokładnie w wąwozie Axarquii - o czym pisałem w poprzedniej części). Zwycięstwo odniesione pod Luceną było tym większe, że udało się schwytać samego emira Muhammada XI/Boabdila (w trakcie ucieczki przez rzekę, jego koń potknął się a on wpadł do wody, przerażony tym że może stracić życie, wolał poddać się Hiszpanom). W tym czasie dwór królewski władców Hiszpanii przeniósł się do Andaluzji, do Kordoby, gdzie też odesłano jako jeńca młodego (zaledwie 23-letniego) Boabdila. Początkowo nie wiedziano co też z nim dokładnie uczynić, czy odesłać go do Grenady - potęgując tym samym wojnę domową w Emiracie, czy też zachować go jako jeńca. W każdym razie gdy w kordobańskim alkazarze przed parą królewską Izabelą i Ferdynandem stanął emir Muhammad XI Boabdil, Ferdynand nie tylko że nie kazał mu uklęknąć i ucałować swój pierścień, ale wręcz podszedł do niego i serdecznie go uściskał, a następnie zabrał na wspólną przechadzkę i posiłek. Młody emir był tam traktowany nie jako jeniec, a jako gość, miał wszystko czego zapragnął i niczego mu nie brakowało (może prócz wolności). Natomiast gdy o klęsce pod Luceną dowiedziała się matka Boabdila (i pierwsza małżonka al-Hasana) Aisza, napisała list do królowej Izabeli, ofiarowując jej spory okup w zamian za uwolnienie swego jednego męskiego potomka. Ostatecznie królowa Izabela podjęła decyzję co do losów owego jeńca i postanowiła go wypuścić (pokaźny okup który wpłynął od Aiszy, zapewne też zrobił swoje), ale w zamian za uiszczanie corocznego trybutu w wysokości 12 000 złotych doblas rocznie, zwolnić wszystkich chrześcijańskich jeńców w Emiracie, oraz pozwolić wojską kastylijskim na swobodne przemieszczanie się po Grenadzie. W zamian Kastylia (i Aragonia) miała wesprzeć Boabdila w odzyskaniu przez niego władzy w Emiracie. Ferdynand zgodził się z decyzją swej małżonki.
ZORAJA / ISABEL de SOLIS
A tymczasem do Grenady wkroczył na czele swych oddziałów emir al-Hasan. Wraz z nim przybyła Zoraja (wcześniej zwała się Isabel de Solis i była branką z miasteczka Martos). Aisza w międzyczasie uciekła do miasta Guadix, gdzie też oczekiwała na przybycie swego syna z hiszpańskiej niewoli. Tymczasem w Grenadzie władzę nad sułtańskim haremem przyjęła Zoraja (urodziła emirowi dwóch synów), która teraz namawiała al-Hasana do wyprawy na Guadix i pochwycenia Aiszy jako matki buntownika, oraz przewiezienia jej w kajdanach do Grenady. W tym czasie do Guadix, do matki przybył uwolniony z Kordoby Boabdil, a emir - dowiedziawszy się o tym - nie tylko że ich nie pochwycił, ale wręcz pozwolił obu wrócić do stolicy. Aisza była bowiem jego pierwszą wielką miłością i zapewne nadal ją kochał, nie chciał też jej karać "za błędy przeszłości". Synowi al-Hasan również chciał wybaczyć, ale... nie ufał mu i podejrzewał że Boabdil mógł w Kordobie przystać na coś, co nie godziło się synowi emira, innymi słowy podejrzewał go o zdradę. To ponownie rozpaliło niechęć między ojcem a synem, choć do otwartej wojny nie doszło. W tym czasie okazało się że Zoraja po raz trzeci jest w ciąży, co bardzo ucieszyło emira i jednocześnie spotęgowało jeszcze większą nienawiść ku niej zarówno Aiszy jak i Boabdila. W październiku 1483 r. urodziła ona zdrową córeczkę, co spowodowało że al-Hasan nakazał władzom religijnym miasta wydać opinię prawną, podważającą prawa do następstwa tronu dla Boabdila i jednocześnie zakazującą jakichkolwiek sojuszy z chrześcijańskimi władcami - a ten krok oznaczał już jawne zerwanie ojca z synem i ponowny wybuch wojny domowej w Emiracie. Emir miał bowiem dwóch synów zrodzonych ze swej drugiej oficjalnej małżonki Zoraji, ale przekorny los chciał że żaden z tych chłopców nigdy nie zasiądzie na tronie Emiratu Grenady, natomiast wszyscy oni (jeszcze jako dzieci) porzucą islam i ponownie wrócą do chrześcijaństwa.
Wojna jednak trwała dalej, a zwycięstwo jednej czy drugiej strony wciąż było niepewne. Latem 1483 r dwór królewski przeniósł się z Kordoby do Sewilli. Tam Ferdynand zajął się szkoleniem i mobilizacją nowych żołnierzy, natomiast Izabela dalej poszukiwała środków na ich utrzymanie. Królewskie córki Izabella i Joanna zostały przez matkę zaprzęgnięte do szycia namiotów dla rannych żołnierzy (Izabela nie rozpieszczała bowiem swoich córek, co często robił Ferdynand i o co ona miała do niego pretensje). Poza tym królowa nakazała również odlewać wielkie dzwony i wozić je za wojskiem (słyszała bowiem że muzułmanie bardzo boją się dźwięku kościelnych dzwonów i uważają to za zły omen, dlatego też nakazała nie tylko odlewać duże dzwony, ale również umieszczać małe dzwonki przy odzieży samych żołnierzy). Dzień królowej Izabeli zawsze zaczynał się od porannej modlitwy (modliła się cztery razy dziennie w sewilskiej katedrze) za zwycięstwo w wojnie z Maurami, potem uczestniczyła (wraz z małżonkiem) w naradach wojennych, które trwały do późnej nocy, a w międzyczasie brała udział w organizowaniu zajęć swoim córkom i siebie samej (ona również szyła owe namioty, ale czyniła to rzadko, gdyż jej harmonogram był bardzo napięty). Na wojnę oczywiście potrzeba było pieniędzy i trzeba je było wydzierać skąd tylko było to możliwe. Królowa nie oszczędzała ani siebie samej, ani swoich dzieci (głównie córek, nic bowiem nie wiadomo aby książę Jan również uczestniczył w tych zajęciach). Rok 1484 zaczął się spokojnie, ale już na wiosnę pojawiły się kolejne problemy z ludnością żydowską, która oficjalnie przyjąć miała chrześcijaństwo, a realnie (według raportów Świętego Oficjum) dalej kontynuowała starą wiarę. Ojciec Torquemada (stojący na czele Świętego Oficjum) pisał do królowej długie elaboraty (od których zapewne ją samą często musiała boleć głowa, tym bardziej że jej dzień był niezwykle intensywny i bardzo pracowity) na temat ukarania Żydów, którzy złamali dane słowo i nadal potajemnie wyznają judaizm. Zapytywał się królowej czy ona również uważa że owi krzywoprzysiężcy, wyrzekając się Chrystusa (twierdził że są przypadki iż Żydzi potajemnie plują na hostię) mogą w ogóle zostać zbawieni. On uważał że to jest niemożliwe i że już zarówno oni sami jak i ich potomstwo zostało w oczach Boga potępione. Domagał się od królowej zdecydowanych działań w tej kwestii, tym bardziej teraz - w czasie ciężkiej wojny z Maurami. Ostatecznie Izabella poparła inkwizycję w oficjalnym zakazie sprawowania urzędów publicznych przez potomków ludzi skazanych za wyznawanie judaizmu i islamu (1484 r.).
Konsekwentna praca i nie oszczędzanie siebie samych przez królewską parę, zaowocowało kolejnymi zdobyczami. Bowiem w roku 1484 udało się zdobyć takie twierdze jak Alora (czerwiec), Setenil i Alozaina, a potęgujący się konflikt emira z jego synem jeszcze to ułatwiał. Ferdynand chciał zdobyć Malagę, nim ruszy przeciwko samej Grenadzie (twierdził też otwarcie że "wyrwie emirowi wszystkie twierdze, niczym pestki granatu"). Drugim celem królewskiej pary było pochwycenie lub zabicie samego al-Zagala, głównego sprawcy okrutnej klęski jaką ponieśli Kastylijczycy w wąwozie Axarquii w marcu 1483. Ale to akurat nie było takie proste. W styczniu roku 1485 Az-Zagal zdobył Almerię - miasto twierdzę zwolenników Boabdila. Zgodnie z wyrokiem samego emira, jego obrońców jaki i mieszkańców skazał na okrutne męki, co tylko unaoczniało niezwykle agresywną formę konfliktu toczonego pomiędzy ojcem a synem. Co ciekawe, sam emir zaczął tracić wzrok i coraz częściej chorował, co powodowało że był niezdolny do realnego zajmowania się sprawami państwa. Zoraja nie odstępowała swego małżonka na krok, starając się mu ulżyć w jego chorobie. A tymczasem Hiszpanie rzeczywiście zaczęli wydłubywać poszczególne twierdze Emiratu, niczym pestki granatu. Do maja 1485 r padły Cartama i Coin, 22 maju zdobyta zaś została duża twierdza Ronda (obrońcy chcieli walczyć dalej, ale gdy zabrakło już jedzenia i wody dla kobiet i dzieci w mieście - nie chcąc skazywać ich na śmierć głodową - postanowili się poddać. W zamian za to, Ferdynand zgodził się aby władzę w mieście nadal sprawowali muzułmanie, ale mieli oni odtąd płacić podatki Królestwu Kastylii, oraz występować zbrojnie na każde zawołanie króla i królowej - czyli warunki były bardzo łagodne. Dodatkowo uwolniono jeszcze ok. czterystu zakutych w kajdany chrześcijańskich niewolników). Było to bardzo poważne uszczuplenie terytorium dynastii Nasrydów, a sam emir w tym właśnie czasie praktycznie całkowicie już oślepł. W czerwcu 1485 r. al-Zagal wymusił na swym bracie abdykację i opuszczenie stolicy. Al-Hasan nie miał wyjścia, został sam, wszyscy jego stronnicy przeszli na stronę al-Zagala, musiał więc ustąpić i wyjechać do miejscowości Almunecar. W podróży oczywiście towarzyszyła mu jego wierna małżonka Zoraja wraz z trójką ich synów. Nowym emirem Grenady został teraz al-Zagal, który wstąpił na tron jako Muhammad XII.
al-ZAGAL / MUHAMMAD XII
W tym czasie Hiszpanie pod wodzą króla Ferdynanda zdobyli Marbellę (miasto to samo się poddało, wcześniej bowiem władze miejskie wysłały posłów do króla, aby ten dał im wybór, czy zdecydują się poddać, czy też opuścić swoje miasto na statkach ofiarowanych im przez Ferdynanda. Ostatecznie wybrali poddanie się i pójście pod władzę katolickich monarchów, niż niepewną tułaczkę po innych miastach Emiratu). Emirat zaczął sypać się niczym domek z kart, a potęgowała to jeszcze wzajemna nienawiść i wojna domowa Boabdila z jego wujem al-Zagalem/Mohammadem XII. Tymczasem w Almunecar na swym wygnaniu we wrześniu roku 1485 zmarł obalony emir Ali al-Hasan. Wówczas też stało się coś niezwykłego, a mianowicie Zoraja, która jako branka trafiła do haremu emira, a następnie stała się jego małżonką i konkurentką pierwszej żony Aiszy, teraz, nie mając już oparcia w nikim i obawiając się że jej synowie mogą zostać zamordowani (czy to z rozkazu Boabdila i jego matki, czy też al-Zagala, który zapewne również nie chciał żadnych konkurentów do władzy nad Emiratem) postanowiła... powrócić do chrześcijaństwa i przyjąć swoje stare imię - Isabel de Solis, przenosząc się jednocześnie do Kastylii. Królowa Izabela zaprosiła ją nawet na swój dwór i przygarnęła jako dwójkę, a Isabel zmieniła imiona swoim synom, najstarszego nazywając na cześć króla - Fernando, a młodszego na cześć następcy tronu - Juan. Zgodnie z decyzją królowej dostała też nowe nazwisko dla swych synów - de Granada.
W tym czasie królowa Izabela była ponownie w widocznej ciąży i spodziewano się rozwiązania lada dzień. Po zwycięstwach na froncie, para królewska postanowiła udać się na północ, aby święta Bożego Narodzenia spędzić w Alcala de Henares pod Madrytem. Tam właśnie, dnia 16 grudnia 1485 roku przyszła na świat bohaterka tej części naszej serii, czyli księżniczka Katarzyna Aragońska - małżonka późniejszego króla Anglii Henryka VIII. Poród był jednak ponownie bardzo ciężki, choć nie trwał tak długo jak przy narodzinach poprzedniej córki. Katarzyna urodziła się jednak jako bardzo wątłe niemowlę i obawiano się że nie przeżyje kolejnych dni. Ale obawy te okazały się płonne, dziewczynka bowiem w ciągu kolejnych dni zamiast słabnąć zyskiwała na sile. Była piątym żyjącym dzieckiem pary królewskiej Izabeli i Ferdynanda, oraz czwartą żyjącą córką. Była też ostatnim dzieckiem urodzonym przez Izabelę. Monarchowie ci nie doczekali się już więcej synów, a książę Jan opuści ten świat w wieku zaledwie 19 lat w roku 1497, jeszcze za życia swych rodziców. W tym czasie w rękach Ferdynanda i Izabeli były już 94 twierdze Grenady (chociaż zarówno sama Grenada jak i Malaga wciąż pozostawały we władzy emira). Państwo to chyliło się ku upadkowi, jak pisał swym wierszu "Alpuhara" z 1828 r Adam Mickiewicz ("Już w gruzach leżą Maurów posady, naród ich dźwiga żelaza, bronią się jeszcze twierdze Grenady, ale w Grenadzie zaraza. Broni się jeszcze z wież Alpuhary Almanzor z garstką rycerzy, Hiszpan pod miastem zatknął sztandary, jutro do szturmu uderzy..." - pamiętam jak w szkole uczyłem się tego na pamięć).
CZYLI JAK TO KRÓL RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO W KONSTANTYNOPOLU
1645 r.
IMPERIUM OSMAŃSKIE
Cz. VIII
Rok 1643 r. przyniósł dwa wydarzenia niezwykle ważne dla sułtana, haremu i całego państwa osmańskiego. Pierwszym z nich było narodzenie się sułtańskiego syna - Ahmeda, którego matką była polska niewolnica Hatice Muazezzi, co oznaczało że oto Ibrahim miał już trzech synów (nie licząc córek), trzech następców tronu. Ale jednocześnie w owym 1643 r. sułtanka Turhan zaszła w ciążę po raz drugi i też spodziewała się że urodzi kolejnego syna. W polityce wewnętrznej potęgował się konflikt sułtanki Kosem z wielkim wezyrem Kemankesem Paszą, oraz konflikt pomiędzy nią a Turhan i Turhan a sułtanką Dilasub (matką urodzonego w kwietniu 1642 r. Sulejmana). Jednak znacznie większe problemy zaczęły się potęgować z dala od stolicy i haremowych intryg. W Syrii bowiem wybuchła rebelia na której czele stanął Nasuh Pasazadi, lokalny bej, który jednak szybko został pokonany jeszcze w tym samym 1643 r. przez wielkiego wezyra Kemankesa Paszę. Znacznie poważniejszy był bunt ludności chłopskiej, zbiegłej ze wsi do miast (w Konstantynopolu na przykład urządzano regularne polowania na "ludzi bez zajęcia", czyli zbiegłych ze wsi chłopów, pragnących w mieście, a szczególnie w stolicy, uzyskać wolność osobistą i zdobyć majątek). Bejowie dawali takim zbiegom czas dziesięciu lat na powrót do rodzinnej wsi, przez ten czas jednak ich daniny mieli płacić sąsiedzi. System więc miał polegać na wzajemnym szpiegowaniu się i donoszeniu o próbach ucieczki bezpośrednio do zarządców majątków. Na niewiele się to jednak zdało, gdyż chłopi i tak uciekali ze wsi do miast, a tam, gdy byli ścigani i odsyłani z powrotem pod władzę bejów, wreszcie zmuszeni okolicznościami, zaczęli grasować na drogach Anatolii, Syrii i Rumelii jako pospolici zbójcy.
"A ZBÓJCÓW PEŁNO NA DROGACH"
POWRÓT TATY W TYGRYSACH EUROPY 🥴
Jedno z takich buntów chłopsko-zbójeckich wybuchło właśnie w 1643 r. pomiędzy Salonikami a Adrianopolem w Rumelii. Zbójnicy i zbiegli chłopi tworzyli małe oddziały, które napadały na rezydencje możnych panów i bogatych kupców. Wielki wezyr natychmiast skierował w tamten rejon oddziały wojska, które w rejonie Adrianopola wybili rozbójników, a tych, którzy dostali się do niewoli, wbito na pale. Bardzo podobny bunt chłopski wybuchł w tymże 1643 r. w Kirkkilise i też szybko został stłumiony przez władze. Natomiast w Chanacie Krymskim tamtejszy władca - Mehmed IV Girej, dotąd przyjazny Rzeczypospolitej i bezwzględnie pustoszący południowe ziemie Moskwy, teraz zmienił strony. Stało się tak, ponieważ car Michał Romanow wysłał do Bakczysaraju niezwykle bogate "upominki" dla chana, z prośbą by poszukał sobie innego miejsca do łupienia. I tak też się stało, na przełomie lipca i sierpnia 1643 r. Tatarzy pod wodzą Omara agi uderzyli w znacznej sile na Zadnieprze. Rozłożyli się obozem (koszem) w okolicach Kamyszna (w posiadłości Wiśniowieckich) i rozpuścili zagony w kierunku Suły i Choroła. Książę Jeremi Wiśniowiecki - właściciel majętności, nie zamierzał im tego darować płazem, a ponieważ słynął z dość upartego i bezkompromisowego charteru, zebrał po zaściankach prywatne poczty i ruszył w pościg za Tatarami, którzy powróciwszy z zebranym po okolicy jasyrem, zwinęli kosz i ruszyli ku Dnieprowi. Książę z pościgiem dopadł ich nad rzeką Surą (6 sierpnia) i w stoczonej bitwie doprowadził do likwidacji Ordy Omara agi, oraz uwolnienia całego jasyru.
KSIĄŻĘ JEREMI (JAREMA) WIŚNIOWIECKI
MAJĘTNOŚCI JEREMIEGO WIŚNIOWIECKIEGO NA POŁUDNIOWO-WSCHODNICH KRESACH RZECZYPOSPOLITEJ
(PÓŁNOCNO-WSCHODNIA UKRAINA)
Jednak już w grudniu ponownie Tatarzy z wielką armią (ok. 20 000 Ordy pod wodzą samego Tuhaj beja), przekroczyli granice i wdarli się na ziemie Rzeczypospolitej (Ukraina). Hetman wielki koronny Stanisław Koniecpolski, dowiedziawszy się o tym, już 10 grudnia wysłał listy przepowiednie do okolicznej szlachty kresowej i wezwał ją na koncentrację wojska do Winnicy. Łącznie zebrano duże siły, 19 130 żołnierzy i 24 działa. 30 stycznia 1644 r. doszło do ostatecznej bitwy w rejonie wsi Ochmatów na Ukrainie, w wyniku której doszło do rozbicia sił tatarskich (decydującym momentem bitwy był atak księcia Jeremiego Wiśniowieckiego), których poległo ok. 4000. Potem, aż do Sinych Wód (gdzie stał kosz) trwał pościg za uciekającymi Tatarami, którzy chowali się w lesie, licząc na to, że pod osłoną nocy uda im się przemknąć do swego obozu. Konie jednak mieli już maksymalnie wymęczone (jak pisze Stanisław Oświęcim - dworzanin hetmana Koniecpolskiego: "konie zemdlone mieli"). 31 stycznia w rejonie Sinych Wód miała miejsce ostateczna katastrofa tatarskiego kosza. Przerażeni polskim pościgiem Tatarzy zaczęli masowo uciekać w kierunku zamarzniętej rzeki. Lód jednak się załamał pod naporem takiej liczby uciekinierów i w nurtach Sinych Wód utonęło kolejne 4000 Tatarów. Straty polskie były natomiast niewielkie (mniej niż 100 ludzi). Tuhaj bej powracał na Krym, utraciwszy cały jasyr i doznawszy upokarzającej klęski - był to bowiem prawdziwy pogrom całej Ordy tatarskiej, a zwycięstwo to obiło się wówczas głośnym echem w całej Europie. Wkrótce potem na polecenie króla Władysława IV, hetman Koniecpolski opracował: "Dyskurs o zniesieniu Tatarów", w którym planowano nie tylko likwidację całego Chanatu, ale także wypędzenie muzułmanów z Krymu i zasiedlenie półwyspu chrześcijanami ("Trzeba już raz ten kolec z oka sobie wyjąć" - jak mawiał król Władysław o Tatarach).
"TUHAJ BEJ ROZSIERDZIŁ SIĘ"
Tymczasem rok 1644 obfitował w kolejne dwa ważkie zdarzenia. Mianowicie w początkach tego roku sułtanka Turhan urodziła drugiego synka - któremu nadano imię Ahmed (nie przeżyje on jednak roku), oraz nastąpił kres władzy wielkiego wezyra Kemankesa Paszy. Stało się to po części z winy samego wezyra, który zaczął opłacać janczarów, aby dopomogli mu rozprawić się z jego wrogami. Wieści o tym doszły do uszu sułtana Ibrahima, a ponieważ Kemankes nie wykonał pewnego sułtańskiego polecenia (przez roztargnienie lub nawał pracy zapomniał to uczynić) i ośmielił się zwrócić sułtanowi uwagę, że rzecz ta jest błaha i niewarta uwagi w porównaniu z dobrem całego państwa, zgotował swoją zgubę. 31 stycznia 1644 r. został z polecenia sułtana uduszony jedwabnym szalem, a jego miejsce zajął stronnik Kosem - Civan Kapucubasi Mehmet Pasza. Tymczasem tryb życia sułtana wcale nie ulegał zmianie pomimo upływu lat. Wciąż gustował w dziewicach, wciąż też lubił karmić niektóre z niewolnic ciastkami, patrząc jak przybierają na wadze. W czerwcu 1644 r. doszło w haremie do niewielkiego incydentu, który jednak mógł skończyć się tragicznie. Mianowicie sułtan (jak czynił to często) siadał przy sadzawce i przywoływał swe odaliski a następnie po kolei wrzucał je do wody. Czynił tak również ze swoimi synami i córkami, wkładając je do sadzawki. Jednak w pewnym momencie do sułtana podeszło obce dziecko. Obcym było dlatego, ponieważ należało do kobiety, która nim trafiła do seraju, była już w ciąży i zarządca haremowych niewolników tego w porę nie wykrył. Jednak sułtan pozwolił kobiecie urodzić to dziecko.
Przebywało ono więc wraz z dziećmi sułtana, a Ibrahim cenił je nawet bardziej niż swoje własne dzieci. Gdy więc po wrzuceniu swych synów do sadzawki, wziął na kolana to obce dziecko, wprawiło to sułtankę Turhan w rozpacz. Podeszła ona do Ibrahima i napomniała go aby: "przestał bawić się z bękartem", gdy wokół ma swoje dzieci. To był duży błąd i sułtanka szybko się o tym przekonała, gdy rozwścieczony takim tonem swojej niewolnicy, sułtan Ibrahim chwycił swego syna Mehmeda (którego ona trzymała na rękach) i bezładnie cisnął nim do sadzawki. Przerażenie ogarnęło harem, gdy okazało się że książę stracił przytomność i ma rozbite czoło. Nic poważnego mu się jednak nie stało (choć znamię na czole pozostało mu do końca życia) i wkrótce odzyskał świadomość (Mehmed IV w 1648 r. zastąpi swego ojca na tronie Imperium Osmańskiego i będzie to ten władca, który w 1683 r. dozna upokarzającej klęski pod Wiedniem z rąk króla Jana III Sobieskiego i polskiej husarii), ale niewolnica i jej syn - którego tak podziwiał sułtan - zostali wydaleni przez Kosem z haremu i ze stolicy - polecono im aby udali się jak najdalej, w obawie przed zemstą sułtanki Turhan. Był to największy i ostatni przed 1645 r. incydent w haremie. Natomiast rok 1645 rozpoczął się atakiem sześciu maltańskich okrętów na tureckie statki handlowe, ograbieniem ich i spaleniem. Maltańczycy następnie schronili się na Krecie, należącej wówczas do Republiki Wenecji. W kwietniu 1645 r. sułtan, podżegany przez wielkiego wezyra i hodżę Huseina Efendiego (tego, który wyleczył władcę z impotencji - a sułtan lubił nadawać tytuły swym dworzanom, tak jak pewnego razu nadał stanowiska wodza janczarów i admirała dwóm swoim muzykom, którzy pięknie grali podczas jednej z sułtańskich nocy miłości. Oczywiście obaj mężczyźni przytomnie odmówili przyjęcia owych godności. Wiedzieli bowiem dobrze że gdyby je przyjęli, szybko straciliby życie, gdyż janczarzy z pewnością nie uznaliby ich za swoich dowódców), tak więc sułtan wypowiedział Wenecji wojnę.
I tak zaczął się konflikt zbrojny we wschodnim basenie Morza Śródziemnego, którego główną areną stanie się wyspa Kreta. Ale właśnie ta wojna będzie powodem przyspieszenia królewskich planów wielkiej wojny z Imperium Osmańskim i Chanatem Krymskim, o czym będzie w kolejnej części, gdzie opuszczę już Imperium Osmańskie i ponownie powrócę do Rzeczpospolitej Obojga Narodów.
Ok. 70 000 r. p.n.e. Biali obywatele z MU (którzy przybywali na wyspę w kolejnych falach od ok. 74 000 r. p.n.e. zarówno ze zniszczonej planety Malona, jak i z konstelacji Alpha Centauri), rozpoczęli kolonizację terenów leżących na zachód od wyspy. Zasiedlili oni ziemie dzisiejszego Tybetu, Chin, pustyni Gobi (wówczas jeszcze nie istniejącej) oraz wielkich terenów dzisiejszej Syberii. Powstała tam Prowincja Ujghur, która była zależna od swej rodzimej metropolii - wyspy MU. Stolicą prowincji było miasto o nazwie Kara-Kota, leżące na terenach dzisiejszego Tybetu (na południe od jeziora Bajkał). Biali koloniści bardzo szybko zdominowali i podporządkowali sobie lokalne społeczności, złożone z przedstawicieli rasy Żółtej (przodków dawnych Bakaratinian). Z czasem zniewolili ich i całkowicie podporządkowali, stając się ich panami - ARYJCZYKAMI. Ok. 50 000 r. p.n.e. gdy na Atlantydzie władza przechodziła w ręce Białych z zakonu "Synów Beliala" (bardzo szybko po zdobyciu władzy ów zakon się zsekularyzował i przestał pełnić funkcje religijne a stał się ideologiczną podstawą nowych rządów), zaś na rodzinnej MU do głosu coraz częściej dochodzili Biali przybysze z Malony - wyspa ta postanowiła nadać całkowitą niezależność wszystkim swym dotychczasowym koloniom. Dotyczyło to przede wszystkim Prowincji Ujghur, jako największej i najpotężniejszej ze wszystkich dotychczasowych kolonii MU.
USTRÓJ POLITYCZNY IMPERIUM
Pierwotni koloniści, którzy przybyli z Mu na tereny dzisiejszej Azji Wschodniej, powierzali rządy nad zakładanymi przez siebie miastami w ręce Rad, wybieranych przez całą ludność napływową. Ponieważ Biali przybysze często wchodzili w związki małżeńskie z lokalnymi mieszkańcami i płodzili z nimi dzieci - również i ich zaczęto uważać za równorzędnych obywateli prowincji. Rady były najwyższą władzą ustawodawczą i wykonawczą w całej prowincji (MU nie wtrącała się do ustroju politycznego swych kolonii). Na czele Rady zaś stał jej przewodniczący. Zarówno członków Rady jak i Jej przewodniczącego - wybierał lud. Przewodniczący Rady pełnił głównie funkcję reprezentacyjną, gdyż jego głos liczył się na równi z innymi członkami, a dodatkowo mógł zostać odwołany w każdej chwili, jeśli tylko lud uznał że działa na jego szkodę, lub że ma ciągotki autorytarne. Nie wiadomo więc co się stało, że na czas nie odwołano człowieka, który skutecznie obalił cały ten system, wprowadzając ustrój monarchistyczny i zakładając swoją dynastię - Pierwszą Dynastię Ujghur. Prawdopodobnie powodem tego stanu rzeczy był fakt, że ów przewodniczący Rady był człowiekiem który w skuteczny sposób zmodernizował i rozbudował prowincję, jednocześnie polepszając życie współobywateli. Wdzięczni mieszkańcy nie protestowali więc, gdy zaczął ograniczać kompetencje Rady i powierzył je samemu sobie.
Nie protestowano też, gdy zniósł Radę i obwołał się królem - pierwszym monarchą niepodległego Imperium Ujghur (miało to miejsce właśnie ok. 50 000 r. p.n.e.). Pierwszy władca był człowiekiem mądrym i sprawiedliwym, obalił co prawda poprzedni demokratyczny system, ale jego rządy były korzystne dla współobywateli, dlatego też lud zaakceptował owe zmiany. Ale nie wszyscy okazali tyle zrozumienia dla nowego ustroju państwa. Były grupki, które zaczęły potajemnie się spotykać i snuć plany "obalenia tyrana". Należeli oni jednak do zdecydowanej mniejszości - większość obywateli było zadowolonych ze zmiany ustrojowej swego kraju, choć oznaczało to jednocześnie, że z obywateli stali się automatycznie poddanymi. Pierwszy władca nie był jednak tyranem, wprowadził pierwsze spisane prawo (wcześniej wszystko opierało się na tradycji i obyczaju i było prawem zwyczajowym, przekazywanym ustnie, oraz dowolnie interpretowanym). Pierwszy władca przeszedł więc do historii jako prawodawca. Jego syn, który wstąpił na tron po śmierci ojca - przeszedł zaś do historii jako zdobywca.
WIELKIE PODBOJE
i POLITYCZNA HISTORIA IMPERIUM
Pierwszy król, który nadał społeczeństwu prawo pisane, jednocześnie ściśle określił kto i dlaczego może zostać uznany za obywatela Imperium. Mogli nimi być jedynie Biali - Aryjczycy, cała zaś ogromna reszta ludności (przodków dzisiejszych Chińczyków i Mongołów) uznana została za ludność niewolniczą. Pierwszy władca uściślił też kwestię granic, które opierały się na wschodzie - o Ocean Spokojny i linię brzegową dzisiejszych Chin (wówczas ukształtowanie kontynentu azjatyckiego wyglądało inaczej niż dziś), na północy granicę wyznaczały wielkie lasy Syberii, na południu dzisiejsze Indie i Półwysep Indochiński (wówczas także posiadał inną linię brzegową), na zachodzie zaś tereny dzisiejszego Iranu i Morza Kaspijskiego. Taka była granica za pierwszego króla. Jego syn - który stworzył potężną armię - rozpoczął politykę wielkich podbojów, które uczyniły z Imperium Ujghur najpotężniejsze państwo ówczesnego świata. Jego celem był zachód i tereny dzisiejszej środkowej oraz zachodniej Rosji. W swych kampaniach najdalej dotarł w rejon dzisiejszej Moskwy. Natomiast jego potomek, przeszedł do historii jako największy ze wszystkich monarchów Imperium Ujghur (należy pamiętać że ci władcy panowali od stu kilkudziesięciu, do ponad dwustu, trzystu, a nawet pięciuset lat. Jest to szczególnie ważne, gdyż średnia wieku wynosiła od ok. 900 do ponad 1000 lat, a wszystko za sprawą tego, że wówczas jeszcze istniał firmament niebieski o którym jest mowa w Biblii "Podwójny firmament" który miał stworzyć Bóg po oddzieleniu wód i firmamentu wodnego, który chronił ówczesnych mieszkańców naszej planety przed szkodliwym promieniowaniem ultrafioletowym. O tym dlaczego nie mamy obecnie tego firmamentu - co samo w sobie przekłada się również na nasz krótki, bo zaledwie ok. stuletni żywot - również opowiem w kolejnych częściach).
Tak więc trzeci król Ujghur dotarł ze swą armią na tereny dzisiejszej Europy i granicę na zachodzie oparł o Ocean Atlantycki. Jego potomkowie zajęli jeszcze tereny Hiszpanii, Wyspy Brytyjskie i Irlandię (wówczas ziemie te stanowiły zbitą część kontynentu europejskiego i nie były oddzielone żadnym kanałem). Ciągłe wojny, brutalna eksploatacja i niewolenie kolejnych ras i ludów, wymagały utrzymywania przed dwór królewski potężnej i stale gotowej do walki - armii. Aby to uzyskać, królowie musieli nakładać na ludność wciąż nowe podatki. W tym okresie duża cześć obywateli opuściła ojczyznę i wyemigrowała do innych, jeszcze niepodległych państw - jak choćby na Atlantydę. Jednak do załamania gospodarczego i ogromnej ucieczki ludności z terenów Imperium Ujghur doszło dopiero ok. 27 000 r. p.n.e. Nim to jednak nastąpiło, pierwszy poważniejszy kryzys (który doprowadził do uniezależniania się od stolicy poszczególnych rejonów potężnego państwa) przeżyło Imperium już ok. 35 000 r. p.n.e. W tym też czasie powstało w Indiach potężne Cesarstwo Nagów, czemu osłabione Imperium nie było w stanie zapobiec (do Imperium Nagów i wielu innych cywilizacji jakie powstały w rejonie Indii i Iranu wkrótce też przejdę)
Kryzys (poprzedzany ciągłymi walkami o granice i wojnami domowymi), trwał blisko 2000 lat. Ok. 33 000 r. p.n.e. na tron Ujghur wstąpił król o imieniu - MURAS. Odnowił on Imperium i doprowadził do rozkwitu gospodarczego, oraz ponownie podporządkował swej władzy wszystkie zbuntowane rejony państwa. Jednocześnie zacieśnił przyjacielskie więzi z władcą Atlantydy - ATLASEM. Oddał mu też za żonę swą córkę - KARYATIDE i odnowił przyjacielskie stosunki z Wyspą/Matką - MU. Czasy panowania króla Murasa, to ponowny okres rozkwitu politycznego, gospodarczego i militarnego Imperium Ujghur.
RELIGIA
ŚWIĄTYNIA-BIBLIOTEKA UJGHURÓW
Ujghurowie wznosili co prawda świątynie, lecz nigdy nie uzyskały one w ich społeczeństwie roli choćby porównywalnej z tą, jaką cieszył się kler w społeczeństwie Atlantów I Imperium. Religia oparta była głównie na świadomości inkarnacji dusz - żadnych więcej informacji na temat religii i religijności Ujghurów nie posiadam. Należy jednak dodać, że choć budowali oni świątynie, to jednak nigdy nie wytworzyła się w ich społeczeństwie kasta kapłańska. Po prostu świątynie nie służyły Ujghurom jedynie do modlitw, lecz były miejscem powszechnych spotkań ludności, tam bowiem magazynowano księgi i dzieła o dużej wartości intelektualnej. Świątynie pełniły więc rolę zarówno przybytków religijnych, jak i bibliotek oraz miejsc, gdzie można było się spotkać i porozmawiać na najróżniejsze tematy trapiące obywateli. Król nie pełnił funkcji Najwyższego Kapłana, tak jak to było w społeczeństwach MU i Atlantydy. Król był co prawda władcą absolutnym (zupełnie inaczej niż w MU czy na Atlantydzie), lecz jego władza opierała się jedynie na doczesności i nie wkraczała w sferę przeżyć duchowych. Każdy obywatel Imperium był jednocześnie kapłanem i mógł pełnić obrzęd religijny według własnej woli i potrzeb.
ZAŁOŻENIE AGHARTY
ok. 32 500 r. p.n.e.
PODZIEMNE MIASTA AGHARTY
Ok. 32 500 r. p.n.e miało miejsce w Imperium Ujghur niezwykłe wydarzenie pod względem politycznym i społecznym. Mianowicie wówczas wizytę w Kara-Kocie (i innych miastach Imperium) złożyła para królewska z Atlantydy - król Atlas i jego małżonka (a córka władcy Imperium Ujghur - Murasa) Karyatide. Było to niezwykłe wydarzenie, gdyż władcy bardzo rzadko odwiedzali inne kraje. Nie wiadomo jednak jak przebiegała uroczystość powitalna i którędy podróżowano, wiadomo jedynie że król Muras wraz z córką pojechał na tereny dzisiejszej pustyni Gobi i tam wspólnie założono nowe miasto, które na cześć Wyspy/Matki, otrzymało nazwę - MU. Ujgurskie MU rozwijało się z biegiem lat i rozrastało nie tylko zresztą na samej powierzchni, lecz również i pod nią. Powstały tam dwa potężne (podziemne) ośrodki miejskie, połączone kanałami z MU - AGHARTA I i AGHARTA II. Ośrodki te były od siebie oddalone o znaczną odległość i łączył je tylko jeden wspólny podziemny kanał. Miasta Agharty są o tyle ważne, że jako jedyne przetrwają wybuch wojny Ujghurów z Atlantami (ok. 18 000 r. p.n.e.) oraz militarnej agresji tych drugich na kontynent azjatycki, co zaowocuje definitywnym zniszczeniem Imperium Ujghur i całkowitym rozpadem tego państwa. W tym też czasie pociskami nuklearnymi - wysłanymi przez Atlantów, zostaje zniszczone ujghurskie miasto - MU. Ludność "aryjska" przetrwa jedynie w podziemnych metropoliach Agharty, gdzie spędzą prawie 10 000 lat (późniejsi władcy Chin będą również czerpać z tradycji Agarty. W najdawniejszych czasach będą jeszcze znali drogi wiodące ku tym miastom, choć będzie to podróż bardzo niebezpieczna, ale dzięki uzyskanej stamtąd technologii rozkwitnie następnie cywilizacja chińska - do czego też powoli dojdziemy. Natomiast Biali rozbitkowie po swoim Imperium w licznych migracjach będą kierowali się ku zachodowi i południu, prowadzeni przez wojowniczych przywódców którzy słuchać będą kapłanek wskazujących drogę owej migracji).
KARYATIDE z UJGHUR
KRÓLOWA-MAŁŻONKA ATLANTYDY
W tym czasie dojdzie do szeregu wydarzeń, które doprowadzą do wytworzenia się znanych nam już z podręczników do historii - ludów i społeczeństw starożytności. Na przykład ok. 20 450 r. p.n.e. Ptah (potomek króla Atlasa i królowej Karyatide z Atlantydy), założy... pierwszą państwowość Starożytnego Egiptu. Ok. 12 500 r. p.n.e. ma miejsce biblijny Potop, który doprowadzi do zatopienia cywilizacji II Imperium Atlantydy. Ok. 12 000 r. p.n.e. na Ziemi rozbija się gwiazdolot z planety Hebra. Rozbitkowie z tego gwiezdnego okrętu (nie będąc w stanie naprawić uszkodzeń pojazdu) zostają zmuszeni do osiedlenia się na Ziemi. Potem migrują w rejon Mezopotamii i tam łączą się z nibiruańskim rodem Abrahama (pochodzącym od Adama i Ewy), tworząc nowy naród - Habiru/Hebrajczyków. Ok. 8770 r. p.n.e. wybucha wielki konflikt nuklearny, znany pod nazwą I Wojny Piramidowej, co powoduje kolejny kataklizm w postaci II Potopu (o którym Biblia nie wspomina - lub raczej łączy pierwszy i drugi Potop ze sobą razem, gdyż informacje na ten temat są rozproszone i bardzo nieliczne) ok. 8000 r. p.n.e, który kończy zmagania wojenne. W 500 lat później wybucha II Wojna Piramidowa, która trwa do ok. roku 7200 p.n.e. Natomiast Pierwsi Aghartianie, wyjdą ze swych podziemnych siedzib pod wodzą swego władcy - księcia RAMY, który poprowadzi ich przeciw indyjskiemu Cesarstwu Nagów. Po zniszczeniu tego państwa przez Aryjczyków z Agharty - powstaje pierwsza historyczna ziemska cywilizacja na terenie Indii - Cywilizacja Doliny Indusu.
LUDY POWSTAŁE PO ROZBICIU PRZEZ ATLANTÓW "KOLEBKI"
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. V
"System moich kalkulacji zawsze rozbijał się nie o co innego, jak o tę siłę agentur obcych, płatnych przez obcych dla szkodzenia Polsce, aby nie była ona zbyt silna, aby nie miała
tej siły, jaką mogłaby mieć w tej czy innej chwili"
MARSZAŁEK JÓZEF PIŁSUDSKI
KPRP była zdelegalizowaną partią już od stycznia 1919 r., ale ponieważ zbliżał się okres wyborczy pierwszych wyborów do Sejmu zjednoczonego państwa (bowiem wybory ze stycznia 1919 r. toczyły się jeszcze w atmosferze wojennej i odbywały się na części terytorium państwa polskiego), przeto również i owa ekspozytura Moskwy (od kwietnia 1922 r. rządzona przez tzw. partyjną "prawicę" - o czym pisałem w poprzedniej części) postanowiła mimo wszystko również wziąć udział w owych wyborach. Oczywiście nie mogła startować pod szyldem partii komunistycznej, dlatego też w sierpniu 1922 r. komuniści polscy utworzyli oficjalny komitet wyborczy pod nazwą Związku Proletariatu Miast i Wsi. Przewodniczącym owego komitetu wyborczego został Stanisław Łańcucki, wiceprzewodniczącym - Szczepan Rybacki, a sekretarzem - Jakub Dutlinger. Oczywiście nie muszę wspominać że wszyscy oni należeli do Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, oraz że ów komitet wyborczy był w całości finansowany przez Komintern. Takich właśnie partii, a co gorsze takich ludzi - którzy niekoniecznie musieli być komunistami, ale czy to z pobudek materialnych czy też jakichkolwiek innych działali przeciwko interesowi państwa polskiego - najbardziej obawiał się Józef Piłsudski, który w tamtym czasie jeszcze pełnił funkcję Naczelnika Państwa. Stwierdził On potem iż: "Nieraz uciekałem ze swymi zamiarami do odległego pokoju, aby sekretów państwa nie wydać na rozszarpanie obcym. Uciekałem nieraz od moich najbliższych pomocników, dlatego, aby moje prawdy i moje zamiary nie były wydane na łup kogokolwiek bądź, byle był cudzoziemcem. Nigdy nie byłem pewien, że gdy piszę rozkaz, nie będzie on czytany prędzej w biurach wszystkich obcych państw, niż przez moich podwładnych. Nie byłem nigdy pewny, czy taki czy inny mój zamiar polityczny nie będzie natychmiast skontrolowany przez agentury państw obcych z taką siłą i pewnością, że musiałbym się go wyrzec (…) Nie poprawiliśmy się, moi panowie, pod względem agentur obcych, idących krok w krok za naszym państwem. Mówię to śmiało, gdyż to jest to moja prawda, jako Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza podczas wojny, prawda, którą śmiało zostawiam historii, jako prawdę przeze mnie zbadaną aż do dna, a odczutą bardzo boleśnie, niż wszystkie inne prawdy".
GABRIEL NARUTOWICZ
Od 31 lipca nowym premierem (był to już dziewiąty rząd Rzeczypospolitej od 14 listopada 1918 r.) wybrany został krakowski konserwatysta Julian Nowak. Po słabych rządach Ponikowskiego i Śliwińskiego był on nie tylko kandydatem kompromisowym (we wciąż toczącej się wojnie politycznej pomiędzy Piłsudskim a Sejmem), ale również dawał nadzieję na zakończenie tej niezbyt pomyślnej dla Polski zagranicznej passy (układ w Rapallo, dążenia premiera Wielkiej Brytanii Lioyda George'a do korekt granicznych na Wileńszczyźnie i w Małopolsce, oraz konflikt z Rosją Sowiecką w sprawie zwrotu naszego złota i dzieł sztuki, do których Sowieci zobowiązali się w traktacie ryskim z marca 1921 r., a których postanowień nie byli chętni wypełnić). Marszałek nie zaakceptował bowiem kandydatury Wojciecha Korfantego na premiera (chociaż ten, podczas wizyty u Naczelnika Państwa, prosząc o swoją nominację, stwierdził: "Panie Naczelniku, nigdy nie miał pan bardziej oddanego premiera, niż będzie go pan miał we mnie"). Piłsudski uważał jednak Korfantego za dwulicowca (wcześniej bowiem ten sam Korfanty proponował Marszałkowi "współrządy" i "rozpędzenie sejmu"). Julian Nowak zaś powierzył Naczelnikowi Państwa mianowanie nie tylko Ministra Spraw Wojskowych (co było naturalną praktyką kolejnych rządów), ale również Ministra Spraw Zagranicznych. Na to stanowisko Marszałek wyznaczył Gabriela Narutowicza, człowieka do którego miał bardzo duże zaufanie i nawet twierdził że jest to jedna z nielicznych osób, z którą gdy rozmawia, to jest absolutnie pewien, że to, co powie, nie wyjdzie następnie do osób trzecich (w tym do obcych wywiadów). Narutowicz był naukowcem od 1889 r mieszkającym w Szwajcarii (przyniósł się tam w wieku 24 lat, oskarżony przez rząd carski o działalność antyrosyjską). Od 1907 r. był jednym z najwybitniejszych profesorów Politechniki w Zurychu, prowadzącym prace na kierunku elektryfikacji i budownictwa wodnego zarówno w Szwajcarii jak i we Włoszech, Hiszpanii oraz Francji, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości powrócił do kraju. Narutowicz był przedmiotem licznych ataków ze strony Narodowej Demokracji i jej podobnych środowisk prawicowych, głównie jako "germanofil" oraz posiadający "wrogi stosunek do Francji", co w ani jednym, ani w drugim przypadku nie było prawdą. Za to konsekwentnie dążył do odrodzenia polityki realizowanej przez Piłsudskiego jeszcze w czasie Wojny z bolszewikami, a po jej zakończeniu nieco zapomnianej, którą dzisiaj nazwalibyśmy koncepcją Międzymorza. Zerwał z nieudaną do tej pory polityką Śliwińskiego umizgiwania się do Pragi (pretekstem do tego była niesławna mowa marienbadzka premiera Czechosłowacji Edwarda Benesza, w której stwierdzał że Czechosłowacja nie godzi się z przyznaniem Polsce Galicji Wschodniej) na korzyść Bukaresztu i zacieśnienia więzów z Rumunią (to właśnie dzięki jego zabiegom doszła do skutku podróż Piłsudskiego do Rumunii w połowie września 1922 r. Wyżej zaprezentowana fotografia Marszałka Józefa Piłsudskiego stojącego przy tarasie, została wykonana właśnie w Bukareszcie, w Rumunii).
24 września odbyły się wybory do Sejmu Śląskiego I kadencji (prowincja ta od 15 lipca 1920 r. cieszyła się autonomią, oddzielnym samorządem i Sejmem). Frekwencja wyniosła 74% uprawnionych do głosowania. Najwięcej głosów zdobył Blok Narodowy (endecja i chadecja) - 33,5% a także Polska Partia Socjalistyczna - 17%. Komunistyczna Partia Robotnicza Polski wzięła oczywiście w nich udział, ale nie uzyskała żadnego mandatu. Był to przedsmak klęski, jakiej doznają komuniści również w wyborach krajowych. Ale jednak nie samą polityką człowiek żyje. Warto też odnotować że 17 września 1922 r. na ekranach niemieckich kin (a w zasadzie berlińskich, bo tylko tam ów film wyświetlano) ukazał się pierwszy film dźwiękowy ze zintegrowaną ścieżką świetlno-dźwiękową pod tytułem "Der Brandstifter" ("Podpalacz"). Kino niemieckie lat 20-tych XX wieku przeżywało prawdziwe Eldorado. Wychodziły przecież wspaniałe filmy, takie jak: "Nosferatu" Friedricha Murnaua (1922), "Doktor Mabuse" Fritza Langa (1922), "Gabinet doktora Cagliari" Roberta Wiene (1920), czy "Metropolis" Fritza Langa (1927). Ale w latach 1921-1922 wyszły też inne sławne filmy, jak choćby "Szejk" z Rudolfem Valentino (październik 1921 r.), "Brzdąc" z Charlie Chaplinem (luty 1921), "Gorączka" Louisa Delluca (1921), czy "Kobieta znikąd" (1922). Oczywiście wszystkie to były filmy nieme i oprócz tego jednego niemieckiego przypadku, tak naprawdę era filmu dźwiękowego rozpocznie się dopiero w roku 1927 wraz z filmem: "Śpiewak jazzbandu" Croslanda (w Polsce zaś to będzie rok 1930 - kiedy wyszły pierwsze filmy dźwiękowe).
Tak już zupełnie na marginesie warto też odnotować, że 2 stycznia 1922 r. ukazuje się po raz pierwszy pismo "Rycerz Niepokalanej", wydawany przez franciszkanina ojca Maksymiliana Marię Kolbe (który 14 sierpnia 1941 r. w niemieckim Obozie Zagłady w Auschwitz, odda swoje życie za życie innego więźnia skazanego przez Niemców na śmierć - Franciszka Gajowniczka. Gajowniczek przeżył obóz, doczekał końca wojny i powrócił do swojej żony i dzieci). "Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat" - jak głosi Talmud (choć akurat więźniem skazanym na śmierć, za którego własne życie oddał ojciec Kolbe, nie był Żyd, a Polak. Zresztą należy wyjaśnić, żaden Żyd nie zginął w Auschwitz, Żydzi ginęli w Birkenau gdyż to były dwa różne obozy. W Auschwitz ginęli Polacy i sowieccy jeńcy. Zresztą sam obóz Auschwitz został założony w 1940 r. przez Niemców z myślą o eksterminacji narodu polskiego, nie Żydów, Żydzi doszli dopiero po styczniu roku 1942).
23 października 1922 r. Sejm Rzeczypospolitej podjął uchwałę o budowie portu w Gdyni, jedynego naszego morskiego okna na świat. Co prawda Polska posiadała pewne prawa w Wolnym Mieście Gdańsku jak również reprezentowała to miasto na arenie międzynarodowej, jednak było za mało aby państwo, które co prawda wywalczyło sobie dostęp do morza - ale jednak był to zaledwie skrawek - mogło rozwijać nie tylko swoje ambicje mocarstwowe, ale również i kolonialne. Gdynia - która już w 1938 r. stała się najnowocześniejszym portem morskim na Bałtyku - doskonale się do tego zadania nadała i spełniła pokładane w niej nadzieje.
GDYNIA
MIASTO Z MORZA I MARZEŃ
28 października grupy bojowe Fascio di combattimento pod wodzą Benito Mussoliniego (chociaż on osobiście nie brał w tym udziału) maszerują tego dnia na Rzym i król Wiktor Emmanuel III nie reaguje na ów zamach stanu. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, grupy faszystów które szły na Rzym, były słabo uzbrojone i słabo zdyscyplinowane i wystarczyłoby wysłać przeciwko nim większe siły policyjne aby je rozpędzić. Król jednak odmówił podpisania dekretu, który miał wprowadzić w kraju tak radykalne działania, czego efektem było ustąpienie dotychczasowego rządu i powierzenie Mussoliniemu misji tworzenia nowego, już faszystowskiego rządu Włoch. Zwycięstwo faszystów w Italii stało się inspiracją przede wszystkim dla nazistów w Niemczech i dla samego Hitlera (chociaż już w roku 1945, gdy cała Rzesza waliła się w gruzy, a Hitler siedział w swoim bunkrze w Berlinie, stwierdził on że sojusz z Włochami był największym błędem jaki popełnił, gdyż Włochy nic dobrego nie wniosły do tego sojuszu, a tylko nieustannie trzeba im było pomagać, tym samym odciągając niemieckie siły z innych frontów. Chociaż sympatię dla Mussoliniego Hitler prawdopodobnie utrzymał do końca życia, szczególnie gdy w roku 1938 Włochy zgodziły się na Anschluss Austrii. Hitler powiedział wówczas do ambasadora Włoch w Berlinie: "Proszę przekazać Duce, że nigdy mu tego nie zapomnę. Nigdy! I zawsze będzie mógł na mnie liczyć").
A tymczasem 5 listopada 1922 r. odbyły się wybory do Sejmu Rzeczypospolitej I kadencji (bowiem Sejm z lutego 1919 r. był Sejmem Ustawodawczym, powołanym głównie po to, aby uchwalił konstytucję i tak się stało 17 marca 1921 r.), w których udział wzięła również Komunistyczna Partia Robotnicza Polski. Poszczególne partie startowały w kilku blokach. Prawica (czyli Związek Ludowo-Narodowy, Chrześcijańskie Stronnictwo Ludowe i Chrześcijańska Demokracja) wystąpiła pod nazwą Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej. Lewica rozbita była na pięć nierównych grup z Polską Partią Socjalistyczną i Polskim Stronnictwem Ludowym "Wyzwoleniem" na czele. Partie centrowe (z Polskim Stronnictwem Ludowym "Piast" na czele) stanęły do walki wyborczej w siedmiu blokach, a mniejszości narodowe: Żydzi (z wyjątkiem małopolskich), Niemcy, Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy z Wołynia i wschodniej Małopolski, również utworzyli wspólny blok wyborczy. Natomiast nielegalna Komunistyczna Partia Robotnicza Polski stanęła do wyborów pod nazwą Związek Proletariatu Miast i Wsi. Na cele wyborcze ta ekspozytura Moskwy w Polsce otrzymała specjalną dotację Kominternu, ale wybory okazały się totalną klapą komunistów. Na listy ZPMiW w całym kraju głosowało jedynie 121,5 tys. osób, co stanowiło zaledwie 1,4% głosujących (zdobytych głównie w Warszawie i w Zagłębiu Dąbrowskim, natomiast takie robotnicze tereny jak: Łódź, Górny Śląsk czy Zagłębie Naftowe dały komunistom wręcz znikome poparcie. Łącznie wprowadzili do Sejmu dwie osoby: w Warszawie Stefana Królikowskiego (ps.: "Bartoszewicz", "Ogrodniczek", "Cyprian"), a w Zagłębiu Dąbrowskim Stanisława Łańcuckiego (który w swoim rodzinnym Przemyślu dostał śladowe wręcz poparcie, a poza tym jego kampania wyborcza była dosyć utrudniona, jako że przebywał wówczas w więzieniu i wyszedł na wolność dopiero w styczniu 1923 r.). Działalność obu tych posłów od początku była działalnością antypaństwową, a ich postulaty - szczególnie Królikowskiego - ograniczały się do wprowadzania hiper "demokratyzacji" polegającej na tym, że realnie państwo przestawało działać. Sporządził np. projekt ustawy znoszącej artykuły o zdradzie stanu i działalności antypaństwowej (wykluczając co prawda z nich szpiegostwo). Był też autorem poprawek ustawy o służbie wojskowej, skracającej czas służby do sześciu miesięcy (notabene za tę ustawę był bardzo mocno krytykowany w partii komunistycznej, gdyż celem komunistów było zdezorganizowanie działalności Wojska Polskiego, a nie obniżenie czasu trwania służby wojskowej).
W wyborach uprawnionych do głosowania było 13 011 693 obywateli, z czego do urn poszło 8 812 901 czyli 67,7%. Największa frekwencja była w województwach zachodnich, najmniejsza we wschodnich (głównie z powodu bojkotu wyborów przez Ukraińców i Żydów). Wybory wygrały stronnictwa prawicowe, zdobywając 29,1% głosów (po wyborach jednak dotychczasowe sojusze polityczne uległy rozsypaniu i najwięcej mandatów - 98 - zdobył Związek Ludowo Narodowy z Czetwertyńskim, Seydą, Lutosławskim, Grabskim, Głąbińskim, Zdziechowskim i Zamojskim na czele. Chrześcijańskie Stronnictwo Ludowe wprowadziło do Sejmu zaś 27 posłów z Dubanowiczem i Strońskim na czele. Natomiast Chrześcijańska Demokracja zdobyła 44 mandaty z Bittnerem, Chacińskim i Korfantym). Lewica razem zdobyła 24,8% głosów (PSL "Wyzwolenie" 48 mandatów z Poniatowskim, Bagińskim, Thuguttem i Nocznickim na czele. Polska Partia Socjalistyczna uzyskała 41 mandatów z Moraczewskim, Daszyńskim, Barlickim, Perlem, Liebermanem, Pużakiem, Niedziałkowskim, Kwapińskim i Czapińskim. Radykalne Stronnictwo Chłopskie księdza Okonia zdobyło 4 mandaty, a także lewicowy odłam ludowców Stapińskiego zdobył 2 mandaty). Stronnictwa centrowe zdobyły 23,4% głosów (PSL "Piast" zdobył 70 mandatów z Witosem, Ratajem i Dąbskim, a Narodowa Partia Robotnicza wprowadziła do Sejmu 18 posłów z Chądzyńskim, Popielem i Waszkiewiczem). Marszałek Piłsudski dał zaś akceptację do tworzenia "Zjednoczenia państwowego" opartego na "Straży Kresowej", w skład której wejść miała Organizacja Młodzieży Narodowej i PSL "Wyzwolenie", a także szereg pomniejszych polityków bliskich Marszałkowi. Jednak na kilka dni przed wyborami Organizacja Młodzieży Narodowej postanowiła że Straż Kresowa wystąpi oddzielnie, a to spowodowało że - poza "Wyzwoleniem" wszystkie te formacje polityczne poniosły całkowitą klęskę (tym bardziej że ich listy były głównie we wschodnich rejonach kraju). Mniejszości narodowe zaś podzieliły się na bloki ukraiński, białoruski, niemiecki i żydowski, zjednoczonych tylko formalnie pod niepisanym przewodnictwem posła Grünbauma. Łącznie (według konstytucji) Sejm liczył 444 posłów. 12 listopada odbyły się wybory do Senatu Rzeczypospolitej. Tutaj uprawnionych do głosowania było 9 088 590 obywateli z czego do urn wyborczych poszło 5 589 268, czyli 61,5%. Senat składał się ze 111 senatorów. Nowy parlament zebrał się 28 listopada 1922 r. i od razu przystąpiono do głosowań nad wyborem marszałków. W Sejmie zwyciężył Maciej Rataj z PSL "Piast", zdobywając 252 głosy (głównie centrum i prawicy), przeciwko 177 głosom oddanym na jego konkurenta Eugeniusza Śmiarowskiego z "Wyzwolenia". W Senacie zaś zwyciężył Wojciech Trąmpczyński z prawicy (dzięki głosom "Piasta") przeciw Ksaweremu Praussowi z lewicy.
Natomiast w Moskwie 5 listopada rozpoczął obrady IV Kongres Kominternu (ostatni już z udziałem Lenina). Lenin ogłosił na nim już oficjalnie wprowadzenie Nowej Ekonomicznej Polityki (o której pisałem w poprzednich częściach) i zakończenie okresu komunizmu wojennego. Pozwoliło to zniszczonej wojną i rewolucją Rosji nieco gospodarczo odetchnąć, dopuszczając możliwość ograniczonego co prawda, ale jednak kapitalistycznego systemu gospodarczego (oczywiście ograniczającego się do małych, najczęściej rodzinnych przedsiębiorstw) przy pozostawieniu dominującej roli państwa. Na ów Kongres z ramienia KPRP jako reprezentanci "sekcji polskiej" Kominternu, wybrali się Adolf Warszawski-Warski, Maria Koszutska, Maksymilian Horowitz-Walecki, Edward Próchniak i Władysław Kowalski. Prócz postanowień dotyczących NEP-u, zgodzono się również co do sojuszu z socjalistami i tworzenia jednolitych "frontów robotniczych", a także wyrażono zgodę na udział Komunistycznej Partii Robotniczej Polski w wyborach parlamentarnych w Polsce. Obrady Kongresu trwały do 5 grudnia.
22 listopada we Lwowie zaś rozpoczął się proces przeciwko 39 uczestnikom (tylko tylu bowiem osobom udowodniono powiązania z Komunistyczną Partią Galicji Wschodniej) obrad w soborze św. Jura (o którym pisałem w poprzedniej części). Proces trwał do 11 stycznia 1923 r. i zakończył się wieloma wyrokami długoletniego więzienia dla oskarżonych.
W Polsce zaś trwały przygotowania do pierwszych w historii Polski wyborów prezydenta Rzeczpospolitej. Głównym (a w zasadzie jedynym) kandydatem przez długi czas, był Marszałek Józef Piłsudski (ale odmówił on kandydowania, zdając sobie doskonale sprawę że konstytucja tworzy jedynie malowanego prezydenta o bardzo ograniczonych kompetencjach, w zasadzie tylko do przecinania wstęgi i przyjmowania zagranicznych przedstawicieli, zresztą wzorowanego na modelu francuskiej III Republiki - wszystko co francuskie było wtedy w modzie, po pierwsze bo "Francja-elegancja", a po drugie, bo był to największy kraj europejski - nie licząc oczywiście Rosji która stała się komunistyczna - który zwyciężył w I Wojnie Światowej. Notabene konstytucję z 1921 r. spisaliśmy z francuskich ustaw konstytucyjnych z 1875 r. Natomiast po przyjęciu konstytucji kwietniowej w 1935 r. to Francuzi spisali swoją własną konstytucję z 1958 r. właśnie z tej naszej). Za kandydaturą Piłsudskiego opowiadały się PPS, PSL "Wyzwolenie", Narodowa Partia Robotnicza i PSL "Piast", dysponujące łącznie w Sejmie i Senacie 212 głosami. 4 grudnia jednak, na konferencji w pałacu Rady Ministrów Marszałek Piłsudski odmówił kandydowania w wyborach (powiedział: "Na mnie proszę nie głosować. W warunkach istniejących należy wybrać człowieka, który miałby cięższy chód a lżejszą rękę"). Natomiast w mniejszym już, prywatnym gronie stwierdził Marszałek że najlepszym kandydatem na prezydenta byłby Witos (w tamtym bowiem czasie stosunki pomiędzy Witosem a Piłsudskim były jeszcze dość dobre, a rozmowy pomiędzy "piastowcami" a Marszałkiem trwały mniej więcej od marca 1921 r. (m.in. w Jabłonnie, posiadłości Władysława Sikorskiego), co miało doprowadzić do stworzenia formacji politycznej, otwarcie wspierającej Marszałka. Jednak kandydatura Witosa była nie do zaakceptowania dla "Wyzwolenia", które zamierzało wystawić swojego kandydata w osobie Gabriela Narutowicza. Marszałek początkowo był niechętny tej kandydaturze, co prawda bardzo cenił i szanował Narutowicza, jednak podczas rozmowy z samym Narutowiczem ten również odmówił przyjęcia godności prezydenta i to zapewne przekonało Marszałka do tego, że Narutowicz nie jest jednak dobrym kandydatem na to stanowisko (we wspomnieniach Stanisława Thugutta, który pierwszy zaproponował kandydaturę Narutowicza, jest zapisane: "Kiedym mu pierwszy raz zaproponował wystawienie jego kandydatury, przeraził się po prostu tej myśli", zaś Tadeusz Hołówko pisał w swej wydanej w 1923 r. książce: "Prezydent Gabriel Narutowicz", iż: "Gdy 8 grudnia stawił się u Narutowicza Thugutt, aby prosić go o pozwolenie wystawienia jego kandydatury - Narutowicz kategorycznie odmówił!" Miał bowiem stwierdzić: "Ja kandydować nie chcę, ale jeśli Wyzwolenie wybór przeprowadzi - wybór przyjmę". Wobec niepewnej decyzji Narutowicza, Józef Piłsudski poparł kandydaturę Stanisława Wojciechowskiego, PPS wystawiła kandydaturę Ignacego Daszyńskiego, mniejszości narodowe prof. Baudouin de Courtenay'a, a prawica hrabiego Maurycego Zamoyskiego.
W sobotę 9 grudnia zebrało się Zgromadzenie Narodowe, liczące łącznie 555 posłów i senatorów. Ostatecznie zgłoszono pięć kandydatur (wyżej wymienieni plus Narutowicz). Po dwóch pierwszych głosowaniach odpadł Daszyński, po trzecim de Courtenay. W czwartym głosowaniu odpadł Wojciechowski i ostatecznie w piątym głosowaniu - gdzie było dwóch kandydatów: jeden z prawicy Zamoyski, a drugi popierany przez lewicę, mniejszości narodowe i PSL "Piast" czyli Narutowicz (Witos nie mógł poprzeć Zamoyskiego, choć wcześniej był dogadany z prawicą, a to z tego powodu że Zamoyski był jednym z największym w kraju potentatów ziemskich, a przecież postulatem partii chłopskiej jaką był PSL, było szybkie wprowadzenie reformy rolnej i parcelacja wielkich majątków ziemskich pomiędzy chłopów. Poza tym Witos był zniechęcony do prawicy tym, że ci nie poparli jego kandydatury do prezydentury). W piątym i ostatnim głosowaniu Zamojski otrzymał 227 głosów, a Narutowicz (poparty przez "Piasta") 289, dzięki czemu Gabriel Narutowicz stał się pierwszym w historii prezydentem Rzeczpospolitej Polski. Oczywiście wyniku tego partie prawicowe nie przyjęły do wiadomości ("przeliczcie do cholery te głosy" - jak krzyczą obecnie "silniczki" 😂). Różnica głosów była zbyt wyraźna by można było mówić o jakichś fałszerstwach wyborczych czy temu podobnych, ale mimo to postanowiono uniemożliwić Narutowiczowi objęcie stanowiska prezydenta. W pierwszej kolejności zamierzano go zastraszyć, czyli rozpętać wokół jego osoby taką spiralę nienawiści (jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli), że człowiek ten powinien sam zrezygnować ze stanowiska, aby po prostu mieć święty spokój. Prasa prawicowa i prawicowi politycy rzucili się więc do gardła Narutowiczowi (oczywiście przy okazji oberwało się również Witosowi). Wyciągano najbardziej odrażające i nie mające nic wspólnego z prawdą pomówienia. Twierdzono np. że Narutowicz jest Żydem, że został wybrany głosami mniejszości narodowych i tym samym narzucony Polakom jako agent obcych państw (głównie Niemiec ale i Rosji Sowieckiej). Gdy polityka zohydzania Narutowicza nie udała się (choć wspierały ją takie osobistości jak choćby gen. Józef Haller - von Hallenburg), postanowiono wówczas uniemożliwić jego zaprzysiężenie. Powszechnie mówiono że tak naprawdę zwyciężył Zamoyski (skąd my to znamy? 🤔🥴) bowiem zdobył 227 głosów polskich, a Narutowicz tylko 186 głosów polskich, a reszta to głosy mniejszości narodowych, które narzuciły Polsce prezydenta. Twierdzono że jest germanofilem i że ma wrogi stosunek do Francji. Twierdzono że jest apostatą, masonem i że ledwo mówi po polsku. Prawicowa prasa zachęcała również ludzi do masowego pisania anonimowych depesz do prezydenta-elekta, "namawiających" go do zrzeczenia się prezydentury (większość z nich była pełna inwektyw i gróźb karalnych, w których pisano m.in. że jeśli Narutowicz nie zrzeknie się prezydentury, to: "Zdechnie marnie jak pies"). Anonimy słano również do jego rodziny, starając się wywrzeć presję wszędzie, gdzie tylko było to możliwe.
Tłumy ludzi z hasłami "Precz z Narutowiczem" i "Hańba mu" gromadziły się zarówno przed Hotelem Europejskim (gdzie Narutowicz mieszkał) jak i przed gmachem Ministerstwa Spraw Zagranicznych (jaką to funkcję dotąd pełnił). 10 grudnia w godzinach wieczornych przed pałacykiem Dziewulskich w Alei 3 Maja (gdzie mieszkał gen. Józef Haller), zebrał się spory tłum protestujących przeciwko wyborowi Narutowicza na prezydenta. Oczekiwano też od Hallera rady, co należy czynić aby "ocalić Polskę przed tyranią mniejszości narodowych". Haller przemawiał z balkonu i stwierdził że "Polskę sponiewierano", oraz że "o ile obecny odruch stolicy nie będzie słomianym ogniem - zwyciężymy!", dodał też że "w razie potrzeby nie zabraknie nam broni". Sam Narutowicz jednak nie okazywał strachu, mimo że zaraz po otrzymaniu wiadomości o swoim wyborze zwrócił się do Thugutta i innych polityków słowami: "Co wyście mi narobili, co wyście narobili?", to jednak w kolejnych dniach nie zamierzał ulegać emocjom tłumów (chociaż prezydentury nie pragnął). 11 grudnia - na długo przed zapowiadanym na południe zaprzysiężeniem nowego prezydenta - spory tłum zaczął gromadzić się w okolicach Sejmu. Głównie młodzież zaczęła wychodzić na ulicę aby zagrodzić drogę jadącemu z Łazienek prezydentowi-elektowi. Inni na Placu Trzech Krzyży i przy ulicy Wiejskiej starali się zatrzymywać posłów zdążających na zaprzysiężenie, aby nie było wymaganej liczby posłów i senatorów i przez to aby sam akt zaprzysiężenia był nieważny. Obrzucano też ich obelgami i ciskano w nich kulki śnieżne (jako że była zima). Zdarzały się jednak i pobicia, poseł Piotrowski (PPS) został dotkliwie pobity, poseł Kowalski miał rozbitą głowę z której obficie leciała krew i tak właśnie dotarł do Sejmu. Posłowie Daszyński i Limanowski zostali kijami wepchnięci do bramy jednego z budynków i tam zamknięci. Socjaliści wezwali więc na pomoc swoje bojówki i doszło do walk na ulicach, których efektem było 26 rannych (w tym 9 ciężko) i jeden zabity (Jan Kałuszewski - działacz PPS - któremu strzelono w plecy). Posłowie którzy znajdowali się w Sejmie (głównie z lewicy) pytali się gdzie jest policja i domagano się natychmiastowej dymisji komendanta policji. Posłowie prawicy zaczęli im ubliżać i również w Sejmie wywiązała się walka wręcz pomiędzy posłami różnych opcji politycznych. Narutowicz jednak nie zgodził się pojechać do Sejmu inną trasą, a jego samochód (eskortowany przez oddział szwoleżerów - którzy usuwali wszelkie barykady po drodze) dotarł wreszcie przed gmach Sejmu. Narutowicza powitały okrzyki wzburzonego tłumu, przekleństwa i lecące w jego stronę kulki śnieżne. W samym Sejmie nie było już wówczas posłów prawicy, poza jednym ich przedstawicielem, który obrzucał prezydenta-elekta obelgami, ale wkrótce musiał się wycofać pod naporem posłów lewicy. Narutowicz pewnym siebie głosem złożył przysięgę na hebanowy krucyfiks i od tej chwili już oficjalnie objął swój urząd. 14 grudnia w Belwederze Naczelnik Państwa Józef Piłsudski przekazał Gabrielowi Narutowiczowi władzę (którą do tej pory pełnił jako głowa państwa polskiego od listopada 1918 r.).
Prasa prawicowa ponownie ruszyła z atakiem. Władysław Rabski w "Kurierze Warszawskim" z 12 grudnia, w artykule "Jezus, Maria" pisał że "larwa rudobrodego szatana" ponownie zniewoliła Polskę wystawiając ją na sprzedaż na "niemieckim targu". Straszono też, że jeśli Narutowicz ostatecznie nie zrzeknie się prezydentury, to zamiast "potoków krwi", które popłynęły w niedawnej manifestacji, teraz popłynie "morze krwi" (w Poznaniu prawica zorganizowała nawet swoiste zbiórki pieniężne po domach na "usunięcie" Narutowicza z urzędu prezydenta). Grożono śmiercią nie tylko samemu prezydentowi, ale również jego synowi i jego bliskim. Wszędzie tylko było słychać głosy "Ustąp! ustąp!" Ale paradoksalnie im były one silniejsze i lepiej słyszalne, tym stanowisko Narutowicza utwardzało się. Z początkowej niepewności co ma dalej czynić, ostatecznie postanowił wytrwać na swym stanowisku, aby nie tworzyć precedensu, który doprowadzi do ulegania ulicy. Podobnego zdania był Marszałek Piłsudski, ale gdy dotarły do niego głosy z jego dawnej partii PPS, która chciała zorganizować wielką demonstrację zaraz po pogrzebie zabitego 11 grudnia Jana Kałuszewskiego, połączoną z zablokowaniem siedzib partii prawicowych w Śródmieściu (z tego powodu PPS nawiązała kontakt z byłymi peowiakami, którzy również udzielili tutaj wsparcia), zdając sobie sprawę że może to skończyć się ponownym rozlewem krwi, stwierdził Marszałek początkowo że to już od Niego nie zależy, bo On zdał swoją władzę, ale jednocześnie dodał: "Rozumiecie chyba sami że nie można dopuścić do rządów ulicy, czy to z lewej, czy z prawej strony i gdy was wezwę do spokoju - musicie usłuchać. Jedno tylko mogę wam przyobiecać: jeśli będziecie się domagać aby siewcy anarchii zostali niezwłocznie postawieni w stan oskarżenia i oddani pod sąd - ja takiego przyrzeczenia nie odmówię i zrobię ze swej strony wszystko aby tak się stało". Do akcji lewicy jednak nie doszło, a w sobotę 16 grudnia 1922 r. prezydent Gabriel Narutowicz (po wcześniejszej wizycie u kardynała Kakowskiego) udał się do gmachu Zachęty i tu (w chwili gdy zatrzymał się przed obrazem Kopczyńskiego) z tłumu wysunął się jakiś mężczyzna, który natychmiast oddał trzy strzały w kierunku prezydenta. Jedna kula uderzyła w kręgosłup, druga w serce i nim przybyła pomoc prezydent skonał. Mordercą okazał się artysta-malarz (a jednocześnie fanatyczny zwolennik prawicy) Eligiusz Niewiadomski, który został schwytany przez adiutantów prezydenta. 29 grudnia stanął on przed sądem i na pytanie sędziego czy przyznaje się do winy, odpowiedział: "Do winy - nie, do złamania prawa tak!" Stwierdził dalej że jego czyn był czynem czysto politycznym, natomiast sam Narutowicz jako człowiek w ogóle go nie interesował i wierzył nawet głęboko, że był on dobrym mężem i dobrym człowiekiem, a być może nawet patriotą, ale to w ogóle nie miało dla niego żadnego znaczenia, bo Narutowicz stał się symbolem tego co najgorsze, czyli anarchii podsycanych przez mniejszości narodowe i zewnętrznych wrogów Polski. Dodał również że planował na początku zabójstwo Piłsudskiego, 6 grudnia na wystawie u Baryczków. Zrezygnował jednak z tego zamiaru, gdy dowiedział się że Piłsudski odmówił kandydowania na prezydenta. Ostatecznie Niewiadomski został skazany na karę śmierci i wyrok wykonano przez rozstrzelanie w Cytadeli warszawskiej - 31 stycznia 1923 r. Ostatnie słowa Niewiadomskiego brzmiały: "Ginę za Polskę, którą gubi Piłsudski".
Zaraz po zamachu ulice Śródmieścia opustoszały. Mało tego, okazało się nagle że władze państwowe przestały funkcjonować i nie było komu podejmować decyzji. Taki stan swoistego rozkładu politycznego trwał przez kilkanaście pierwszych godzin po zamachu, a i później nie było lepiej. Stanisław Thugutt w swojej autobiografii pisał: "Straszny był dzień pogrzebu Narutowicza. Pogoda tak mroczna i mglista, że w samo południe panowały ciemności (...) Na chodnikach - od Belwederu do Zamku - stał w gęstym skupieniu jakiś skamieniały w bezruchu, nieodgadniony tłum, i nie wiadomo było co się kryje pod skorupą milczenia". Prasa prawicowa weszła teraz w zupełnie inny ton, zaczęto pisać: "Ciszej nad tą trumną", albo "Miłości Ojczyzny - cudowny to lekarz! Odrzućmy jedne, odwołajmy się do drugiego!" Stanisław Stroński twierdził np. że lewica pragnie wykorzystać ten mord do "płaskich i podłych celów politycznych", czyli chce żerować na śmierci Narutowicza aby zbić na tym polityczny interes. 17 grudnia marszałek Sejmu Maciej Rataj (na wniosek Piłsudskiego) powierzył misję tworzenia nowego (rząd Nowaka bowiem podał się do dymisji zaraz po zaprzysiężeniu Narutowicza) rządu Władysławowi Sikorskiemu, który objął również tekę ministra Spraw Wewnętrznych. Marszałek Piłsudski objął zaś szefostwo Sztabu Głównego i nowy rząd szybko przywrócił porządek, wprowadzając stan wyjątkowy i obsadzając wojskiem ulice oraz centralne gmachy w stolicy. Aresztowano też kilku najbardziej zdeterminowanych krzykaczy z ostatnich dni, m.in. publicystę Adolfa Nowaczyńskiego i prezesa Związku Hallerczyków - Sierocińskiego. Prokuratura zażądała również usunięcia immunitetu kilku posłom, co też się stało i mieli oni wytoczone sprawy sądowe za podżeganie do morderstwa. Mimo to atmosfera zaczęła się rozrzedzać, emocje ustąpiły, wracał spokój i normalność. 20 grudnia ponownie zebrało się Zgromadzenie Narodowe i odbyły się drugie wybory prezydenckie. Prawica zrezygnowała z kandydatury Zamoyskiego (zdając sobie sprawę że nie poprze go Witos i jego partia), wysuwając kandydaturę prof. Kazimierza Morawskiego. Witos i PSL "Piast" wysunęli zaś kandydaturę Stanisława Wojciechowskiego. I to właśnie on zwyciężył, zdobywając 298 głosów, wobec 221 dla Morawskiego. Nowy prezydent (choć wybrany głosami tych samych środowisk co wcześniej Narutowicz) został zaprzysiężony jeszcze tego samego dnia bez żadnych protestów. Jednak już kilka tygodni później prawica zaczęła brać Niewiadomskiego na swoje sztandary jako bohatera (choć zaraz po zamachu wyrzeknięto się go, jako chorego psychicznie). Najpierw starano się przekonać go by złożył prośbę o ułaskawienie, ale on stwierdził że tak jak Narutowicz - który zginął z jego ręki, tak i on musi ponieść śmierć, aby zapłacić za zbrodnię którą popełnił - bez względu na pobudki. Potem zaś, gdy wyrok został już wykonany, oficjalnie uznano go za patriotę, który poświęcił swe życie w obronie Ojczyzny.
Zaś 30 grudnia 1922 r. w Moskwie proklamowano utworzenie Związku Socjalistycznych Republik Rad (Sowietów). Początkowo to państwo składało się z 4 republik: Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Rad, Ukraińskiej SRR, Białoruskiej SRR i Federacji Republik Zakaukaskich.