WYŚWIETLENIA

19 marca 2026

MEMORIAM - Cz. XVI

NOWA NADZIEJA





UMIŁOWANY POKÓJ 
I ZŁUDNE NADZIEJE
SIEDEMDZIESIĄTYCH LAT 
Cz. I






TUMULTUS LEPIDIANUS


Po śmierci Lucjusza Korneliusza Sulli (78 r. p.n.e.) władza polityczna została zakonserwowana w rękach oligarchii senatorskiej wywodzącej się ze stronnictwa optymatów (można ich ostrożnie uznać tzw.: "rzymską prawicą", lecz należy też pamiętać że w tamtym czasie nie istniał trwały podział na "lewicę" i "prawicę", a akcenty polityczne pomiędzy stronnictwami rozkładały się często w sposób nieregularny i niekiedy szły w poprzek tradycyjnym podziałom politycznym). Senat stał się niekwestionowanym liderem nowego "sullańskiego" ustroju politycznego, gdyż pozostałe organa władzy (Trybunat Ludowy i Zgromadzenia) zostały pozbawione większości swych kompetencji i sprowadzone do roli "przystawek" Senatu. Celem arystokracji senatorskiej było teraz utrwalenie tych zmian i uniemożliwienie przywrócenia wcześniejszych (tzw.: "grakchańskich") praw, a kierunkiem ku temu dla nobilitas było utrzymanie spokoju i stabilizacji wewnętrznej, oraz nieangażowanie się w żadne wojny - które to przecież samoczynnie tworzyły ambitnych i żądnych władzy wodzów pokroju Mariusza czy Sulli. Pokój zatem był wyrazem odmienianym przez wszystkie przypadki, a pokolenie wyrosłe wśród walk wewnętrznych i krwawych wojen domowych (lat 80-tych I wieku p.n.e.), niczego bardziej nie pragnęło, jak właśnie trwałego pokoju. Pokładano zatem nadzieję w opiece bogów i spodziewano się że okropności czasów Mariusza, Cynny i Sulli już nigdy więcej się nie powtórzą. Niestety, poza tymi nadziejami nie uczyniono zupełnie nic, aby państwo wewnętrznie wzmocnić i zapobiec dalszym próbom podważania panującego republikańskiego ustroju. A przecież wiele spraw nie zostało rozwiązanych, a niezadowolenie społeczne tliło się pod oficjalnie deklarowanymi hasłami utrzymania wewnętrznego pokoju. Nie mówiąc już o tym, że pokoju być nie mogło, gdyż zarówno na zachodzie (Hiszpania) jak i na wschodzie (Pont) ponownie wrzało, a do tego dochodziło jeszcze potworne rozpanoszenie się piractwa, które już wówczas stało się prawdziwą plagą utrudniającą wszelki handel i podróże.

Nadzieje utrzymania pokoju okazały się więc mrzonkami, gdyż zbyt wiele niesprawiedliwości popełniono w poprzednich latach, zbyt wiele okrucieństw dotknęło rzymski lud - aby teraz można było o tym wszystkim zapomnieć i oddzielić grubą kreską pod nazwą "Pax Romana". Rzymski plebs coraz częściej wznosił okrzyki domagające się przywrócenia - odebranego przez Sullę - darmowego rozdawnictwa zboża dla ludu, jak również domagano się przywrócenia władzy Trybunatu Ludowego. Największą jednak grupę stanowiła ta część ludności (głównie wiejskiej) która została brutalnie pozbawiona swej ojcowizny na korzyść weteranów Sulli i teraz pozostawiona bez środków do życia, zapełniała rzymskie zaułki - stanowiąc często poważne zagrożenie dla życia i zdrowia obywateli. Rodziny proskrybowanych również domagały się zwrotu skonfiskowanych im majątków, oraz rehabilitacji i możliwości powrotu do ojczyzny wygnańców. Ekwici zaś żądali przywrócenia ich dotychczasowych praw w sądach (choć część z nich, ta, która weszła do Senatu - szybko się w nim "roztopiła" i zaprzestała walczyć o interesy własnej grupy). Jedynym plusem był fakt, że wreszcie uspokoili się Italikowie, którym nadano pełne prawa obywateli rzymskich - choć pierwotnie czyniono to z wielką obawą, iżby nie skończyło się to prawdziwym "najazdem" Italików na Rzym i tym samym politycznym zdominowaniem Rzymian. Nic takiego się nie wydarzyło, a Italikowie wcale nie spieszyli się do Rzymu na kolejne głosowania na Komicjach Ludowych, co zostało przyjęte z dużym uznaniem. Lud zaś, choć domagał się przywrócenia mu dotychczasowych praw, nie był skłonny do stałej manifestacji swych żądań i poza chwilami emocjonalnego wzburzenia, w niewielkim tylko stopniu interesował się polityką - zajęty swymi codziennymi sprawami. Pozwoliło to senatorom spokojnie uprawiać politykę, czyli zajmować się głównie intrygami koterii własnej grupy społecznej, bez większego zaangażowania w trwałe rozwiązywanie palących wówczas problemów społecznych.

Konsulami (na rok 78 p.n.e.) zostali wybrani: Marek Emiliusz Lepidus i Kwintus Lutacjusz Katulus. Najsilniejsza zaś w Senacie była wówczas koteria tzw.: "umiarkowanych", której przewodzili dwaj bracia: Gajusz Aureliusz Kotta i Marek Aureliusz Kotta. Do tego wykrystalizowało się stronnictwo "młodych" pod przywództwem Gnejusza Pompejusza, choć i tam były podziały (rywalizował z nim np. Marek Licyniusz Krassus oraz w mniejszym stopniu Marek Tulliusz Cyceron, a potem jeszcze objawił się Marek Porcjusz Katon Młodszy). Rosła też pozycja polityczna Lucjusza Licyniusza Lukullusa - któremu nadano już wówczas nieoficjalny przydomek "czcigodnego", jako że po swym powrocie do Rzymu ze Wschodu (w 80 r. p.n.e. - gdzie wprowadzał w życie zasady pokoju zawartego z królem Pontu - Mitrydatesem VI Eupatorem - w Dardanos z 85 r. p.n.e.), odmówił kandydowania na urząd polityczny, dopóki jego młodszy brat - Marek, nie osiągnie wieku upoważniającego go do startu w wyborach. W ten oto sposób dwaj bracia - Lucjusz i Marek Lukullusowie sprawowali wspólnie edylat (w 79 r. p.n.e.). Konsula Lepidusa popierał zaś Pompejusz i (niewielka) frakcja "młodych", zaś Katulus miał wsparcie wśród "umiarkowanych" - jednak Marek Emiliusz Lepidus zapragnął nieco większej władzy, niż posiadał ją według przypisanego prawa. Należąc do zwolenników dyktatora Sulli, zapragnął teraz stać się jego następcą, choć zdając sobie jednocześnie sprawę że łatwiej mu będzie wypłynąć na populistycznych obietnicach, skierowanych do wzburzonego ludu, postanowił opuścić szeregi optymatów i przejść do (rozbitego przez Sullę) stronnictwa popularów (tzw.: "partia ludowa"). On, który zdołał wzbogacić się okrutnie w czasach rządów Sulli i wraz z niesławnym Werresem (zwanym przez Sycylijczyków "biczem bożym" ze względu na swe okrucieństwo i pazerność w pozyskiwaniu majątków proskrybowanych), skupował za bezcen posiadłości sycylijskich Rzymian, skazanych przez dyktatora na śmierć - teraz wystąpił zaś przeciwko swemu patronowi. Na Zgromadzeniach nawoływał lud do konieczności zadośćuczynienia popełnionej im krzywdzie i publicznie propagował przywrócenie rozdawnictwa zboża dla ludu, a także nadanie trybunom ludowym dawnych uprawnień, oraz zwrot skonfiskowanej przez Sullę ziemi (co było wyjątkowym wręcz cynizmem gdy weźmie się pod uwagę fakt, że na Sycylii postępował on wręcz jak łupieżca, odbierając majątki proskrybowanym i następnie zakupując je za niewielką cenę ich rzeczywistej wartości).




Lepidus chciał występować w roli trybuna ludowego, deklarując swoje poparcie dla praw plebsu i obiecując (w zamian za wsparcie ludu) podjęcie zdecydowanych działań w celu przywrócenia im sprawiedliwości. Pragnął władzy Sulli, ale jednocześnie wchodził w "buty" Korneliusza Cynny i wolał występować jako obrońca ludu i jedyny sprawiedliwy. Przekonał do siebie część plebsu (głównie dzięki podejmowanym działaniom pijarowym, polegającym chociażby na rozdawaniu darmowego wina w wybranych rzymskich tawernach, oraz spraszaniu ludu na okolicznościowe poczęstunki). Podjął się też widocznej pracy na szczeblu politycznym, wysuwając kilka nowych projektów ustaw. Udało mu się doprowadzić do przyjęcia przez Senat ustawy (lex frumentaria) przywracającej (w bardzo ograniczonym zakresie, zapewne tylko dla ok. 10 000 najuboższych mieszkańców miasta) zboże dla Rzymian. Nie było to już jednak zboże darmowe, choć udało się obniżyć cenę o połowę normalnej rynkowej jego wartości. Ta ustawa przeszła w Senacie bez większego oporu, ale kolejne wnioski Lepidusa zostały zdecydowanie zablokowane przez Senat (chodziło o ustawę przywracającą wcześniejsze prawa trybunom ludowym, oraz nakazujące wypłatę odszkodowań bądź zwrotu zagrabionego majątku osób proskrybowanych). Szybko też okazało się, że Lepidus wyrósł na najpoważniejszego przeciwnika arystokracji senatorskiej, która uwłaszczyła się na majątku odebranemu pokonanym popularom i pragnęła teraz jedynie usankcjonować ten stan rzeczy. Populizm Lepidusa to była jedna rzecz, ale jawne odejście ze stronnictwa optymatów (czego dał dowód swym sprzeciwem wobec pochowania dyktatora Sulli na Placu Marsowym, żądał też aby jego pochówek pozbawiony był publicznej uroczystości. Ostatecznie to właśnie Pompejusz - czyli ten, którego Sulla jako jedynego pominął w swym testamencie - doprowadził do złożenia ciała zmarłego wodza na Polu Marsowym), było aż nadto widoczne. 

Mimo to senatorowie wciąż uważali że uda im się dość łatwo poskromić Lepidusa, wystarczy tylko obłaskawić jego pychę, dać mu się "wyszumieć" i wówczas przestanie uprawiać swoją demagogię. A okazja ku temu nadarzyła się sama, gdy w okolicach Faesulae (Fezule) w Etrurii doszło do rebelii drobnych rolników, którzy nie chcąc już dłużej czekać na działania Senatu w ich sprawie, postanowili sami odebrać swoją ojcowiznę z rąk weteranów Sulli. Zebrali się więc w większe gromady i wspólnie atakowali nowych właścicieli, zmuszając ich do ucieczki (wielu zaś zabito). Rebelia ta szybko objęła całą Etrurię (rejon najbardziej w Italii dotknięty sullańskimi konfiskatami) i Senat postanowił skierować w to miejsce obu konsulów - Lepidusa i Katulusa, powierzając pod ich komendę wojsko (jedynym zaś gwarantem lojalności, miało być złożenie przysięgi wierności wobec Senatu). Lepidus jednak swoje uprawnienia zaczął wykorzystywać nie tyle do przywracania spokoju w Etrurii, ile do budowania własnego polityczno-militarnego zaplecza, na którego czele zamierzał ruszyć na Rzym i zmusić Senat do uległości i powierzenia mu dyktatury. Twierdził też, że złożona przysięga lojalności obowiązuje go tylko do wygaśnięcia jego konsulatu (czyli do końca 78 r. p.n.e.) i zażądał zgody na ubieganie się o ponowny konsulat w nowym roku (natomiast na mocy reform polityczno-ustrojowych Korneliusza Sulli, powrócono do dawnej zasady dziesięciu lat, jakie miały upłynąć pomiędzy jednym a drugim konsulatem sprawowanym przez tę samą osobę). Senat podjął się układów z Lepidusem, ale ponieważ nie udzielił mu zgody na prawo ponownego ubiegania się o najwyższy urząd w państwie, negocjacje zostały zerwane i z początkiem nowego (77 p.n.e.) roku, Marek Emiliusz Lepidus wyruszył znad doliny Arno w kierunku Rzymu. Zebrał pod swoją komendą - zarówno zbuntowanych rolników, jak i dawnych weteranów z armii Gajusza Mariusza - przez co występował już bezpośrednio po stronie popularów. Zaskoczony obrotem spraw Senat, musiał czym prędzej ogłosić stan zagrożenia państwa (senatus ultimum consultum) i miał do dyspozycji drugą armię konsularną pod dowództwem Kwintusa Lutacjusza Katulusa, oraz tworzącą się z weteranów Sulli (zdążających czym prędzej do Rzymu - głównie z Etrurii) armię, na której czele stanął Gnejusz Pompejusz (Senat w nadzwyczajnym trybie nadał mu władzę po-pretorską).




Jednocześnie w północnej Italii zbuntował się (namawiany do tego przez Lepidusa) Marek Juniusz Brutus (ojciec tego Brutusa, który wraz z Kasjuszem i grupką innych senatorów w 33 lata później zamorduje Cezara), który stał z wojskiem w Galii Przedalpejskiej. Przeciwko niemu ruszył ze swą armią Pompejusz i zmusił go do okopania się w Mutinie (miasto leżące w Galii Przedalpejskiej na Via Emilia pomiędzy Placentią a Ariminum. W 42 r. p.n.e. ta prowincja została oficjalnie włączona do Italii). A tymczasem wojska Lepidusa zmierzały w kierunku Rzymu i gdy już tam dotarł, rozłożył się obozem pod miastem, wciąż żądając spełnienia przez Senat swoich warunków (dla siebie ponownego konsulatu, oraz przywrócenia pełni władzy trybuńskiej, odwołania wygnanych i zwrotu im ich majątków). Przeciw niemu stanął drugi z konsulów - Katulus, który w bitwie pod Mostem Mulwijskim (w pobliżu Janikulum) zadał klęskę armii Lepidusa (a on sam zdołał zbiec na Sardynię). Tymczasem na północy Pompejusz praktycznie bez walki zmusił Brutusa do kapitulacji w Mutinie i w zawartym układzie pozwolił mu (wraz z konnicą) oddalić się w wybranym kierunku. Tak też się stało, ale Pompejusz nie do końca dotrzymał zawartej umowy. Co prawda pozwolił Brutusowi oddalić się z garstką jego ludzi, ale już następnego dnia w jednym z miasteczek nad Padem dopadł go - wysłany przez Pompejusza - niejaki Geminiusz, który tam właśnie zamordował Brutusa. Ściągnęło to na Pompejusza szereg zarzutów o krzywoprzysięstwo, ale ten bronił się wysyłanymi do Senatu pismami, oskarżającymi Marka Juniusza Brutusa o popełnienie najróżniejszych zbrodni. Tak oto rebelia Marka Emiliusza Lepidusa została stłumiona w zarodku, a młody (mający wówczas zaledwie osiem lat) Marek Juniusz Brutus Młodszy został pozbawiony ojca, zaś jego matka - Serwilia - stała się wdową (pochodziła ona z rodziny o mocnych tradycjach republikańskich, choć jej dziad - Kwintus Serwiliusz Caepio - został oskarżony o sprzeniewierzenie galijskiego złota z Tolosy (Tuluzy) i skazany na wygnanie (w 103 r. p.n.e.) gdzie zmarł. Nie wiadomo jednak czy zarzuty były prawdziwe czy też motywowane politycznie, wiadomo zaś że wywodziły się z kręgów związanych z trybunem ludowym - Lucjuszem Apulejuszem Saturninem (o którym pisałem we wcześniejszych częściach tej serii). Ojciec Serwili zaś - też imieniem Kwintus - był przyjacielem a następnie szwagrem innego wpływowego polityka (lat 90-tych), trybuna ludowego - Marka Liwiusza Druzusa. Ta ich jednak przyjaźń zamieniła się we wzajemną wrogość, gdy po wygnaniu Serwiliusza Caepio, Druzus dążył do przejęcia jego majątku na własność, na co z kolei nie pozwolił Kwintus Młodszy. (Ok. 60 r. p.n.e.) Serwilia została kochanką Gajusza Juliusza Cezara (choć istnieją przypuszczenia że mogła nią być już w latach 80-tych I wieku p.n.e.).






Lepidus na Sardynii starał się odbudować armię, by na jej czele ponownie pomaszerować na Rzym. Planował też odciąć miasto od dostaw zboża z Afryki i nawiązać kontakt ze zbuntowanym w Hiszpanii Kwintusem Sertoriuszem (obieżyświatem, który dotarł aż do Wysp Kanaryjskich i przywiózł stamtąd do Hiszpanii białą łanię - która stała się potem jego wyrocznią, często zamykał się z nią na długie godziny i twierdził że rozmawia wówczas {przez to zwierzę} z boginią Dianą i ona radzi mu o jego kolejnych politycznych i militarnych posunięciach), lecz uniemożliwił mu realizację tych zadań namiestnik Sardynii i wkrótce potem Marek Emiliusz Lepidus zmarł na gruźlicę (to był oficjalny powód jego śmierci. Zaś nieoficjalnym powodem - z jakim można się spotkać w źródłach - miała być zdrada jego żony - Appulei, co też doprowadziło Lepidusa na skraj rozpaczy. Warto tutaj też przytoczyć słowa mowy wygłoszonej przed Senatem w 102 r. p.n.e. przez Kwintusa Cecyliusza Metellusa Numidyjskiego, tyczącej kobiet: "Jeśli moglibyśmy, Kwiryci, żyć bez kobiet, wszyscy zrezygnowalibyśmy z tego kłopotu: ale ponieważ natura tak pokierowała, że ani z nimi wystarczająco wygodnie, ani bez nich żadnym sposobem żyć nie można, należy raczej doradzać trwały związek niż przelotną przyjemność". Radzono więc senatorom aby ci żenili się z kobietami znacznie młodszymi od siebie, dzięki czemu - jak twierdził Katon Starszy - będą je sobie mogli ukształtować wedle potrzeby, ale taka praktyka miała i swoje złe strony. Oto bowiem, gdy ma się w domu młodą żonę, to trzeba wykazać się swą jurnością i wytrzymałością, a nie każdemu w pewnym już wieku "staje" bycie mężczyzną, przeto właśnie łatwiej o zdradę wśród młodej żony. Jest nawet taka zabawna historyjka, w której to cenzor pytał pewnego senatora: "Czy masz zgodnie z sercem i sumieniem żonę?", na co ów odparł: "Tak, mam żonę, zgodnie z sumieniem, ale niezgodną z moim wyobrażeniem". Za te słowa zapłacił ów senator ogromną cenę, bowiem został nie tylko skreślony z listy senatorów, ale i przesunięty ze stanu nobilitas do ekwitów. Jak widać, cenzor nie miał poczucia humoru 😉).




(Co ciekawe, zalecenia Katona o braniu sobie młodych żon, wcale nie były bezpodstawne, jako że łatwiej było sterować niedoświadczonymi dziewczętami, które były przy tym odpowiednio uległe. Ale gdy już urodziły gromadkę dzieci i dzięki temu zdobyły społeczne uznanie, często brały rewanż na swych mężach za lata podporządkowania, wymyślając najróżniejsze nowinki i powodując prawdziwy zamęt w domu, a niekiedy - i to wcale nie rzadko - po prostu na przekór swym starym mężom, oddawały się nawet niewolnikom. Na przykład siostra Marka Waleriusza Messali Korwinusa - Sulpicja, wdała się w romans ze swym niewolnikiem - Ceryntusem i była o niego bardzo zazdrosna, choć musiała ukrywać ten związek przed rodziną i otoczeniem. Jak opisuje Tibullus, Sulpicja cierpiała, gdy widziała swego ukochanego w ramionach niewolnic - co powodowało potem że okrutnie mściła się na owych dziewczętach - i miała do niego żal, że ten nie potrafił się wyzwolić ze swych niewolniczych żądzy. Mimo to świętując na przykład swoje urodziny, miast jechać na wieś, została w domu, gdzie nocą przyjęła Ceryntusa w swojej sypialni. Ostatecznie nie wiadomo jak skończył się ten romans, wiadomo jednak co groziło niewolnikowi przyłapanemu w miłosnym uniesieniu z wolną kobietą - dominą. Otóż z reguły kończyło się to dla niego śmiercią, w najgorszym zaś wypadku był rzucany dzikim besiom na arenie w cyrku, w najlepszym uśmiercany karą chłosty. Kobieta zaś była przez męża oddalana, tracąc cały swój posag - jako "niewierna", a także - jak twierdził Katon Starszy - małżonek miał również prawo na miejscu oboje pozbawić życia. Zdarzało się jednak i tak, że mężowie przymykali oczy na niewierność swych małżonek, szczególnie jeśli rodzina żony była majętna i wpływowa. Dlatego też radzono - bierzcie sobie za żony kobiety młode i ubogie, na co wam posag, spokój w domu jest wart znacznie więcej. Zresztą posag żony w wielu przypadkach nie był dla męża sposobem powiększenia jego majątku, a jedynie rekompensatą zwrotu kosztów za utrzymanie młodej żony, która częstokroć przybywała do jego domu z gronem służby - potrzebnej jej do zaoszczędzenia pracy nad utrzymaniem porządku i czystości, oraz "podtrzymaniem domowego ogniska". W każdym razie kobiety potrafiły sporo namieszać nie tylko w zwiazkach, ale również i w polityce i to nawet nie posiadając żadnych praw politycznych).




(Katon Starszy przytacza pewne znamienne wydarzenie, które miało miejsce w jego czasach - pierwsza połowa II wieku p.n.e. - jak pisze: "Otóż pewnego dnia rozważano w senacie ważne zagadnienie i debata trwała tak długo, że zdecydowano się podjąć ją ponownie następnego dnia, zachowując (...) całkowitą tajemnicę. Wieczorem matka młodego Papiriusza, który u boku ojca przysłuchiwał się obradom, zapytała syna, o czym rozprawiali senatorowie. Młodzieniec odrzekł że to sekret i nie ma prawa go wyjawiać. To jednak spowodowało tylko większą ciekawość damy (...) stała się namolna a potem i gwałtowna. Wtedy dziecko, wobec nalegań matki, uciekło się do wytwornego i zabawnego kłamstwa, mówiąc, że w senacie dyskutowano o tym, czy lepszym i bardziej zgodnym z interesem państwa będzie, żeby jeden mąż miał dwie żony, czy odwrotnie. Kiedy matka usłyszała to, wzburzona wybiegła z domu i pobiegła do innych pań. I oto następnego dnia przybywają tłumnie mężatki. Płacząc błagają, aby raczej przyznano jednej kobiecie dwóch mężczyzn, niż dwie kobiety jednemu mężowi". Katon dodaje też - przytaczając sprawę "buntu kobiet" z 195 r. p.n.e. w sprawie ustawy lex Oppia z 215 r. p.n.e., dotyczącej zakazu noszenia zbytkownych szat przez kobiety [o którym już kilkukrotnie pisałem] - "Nie zdziwiłbym się, jeśliby prawdą było to, co się powiada, że na pewnej wyspie ród męski został wskutek spisku kobiet całkowicie wytępiony", a także dodawał: "Kobiety to niebezpieczne plemię, które trzeba trzymać na dystans" i sam, choć bardzo kochał swą małżonkę - Licynię, to jednak obcałowywał ją tylko, gdy byli sam na sam, natomiast gdy pokazywali się publicznie, trzymał do niej odpowiedni - jak twierdził, zgodny z prestiżem i powagą - dystans, aby nie ulegać niewieścim wdziękom, gdyż jak sam twierdził miłość to najpotężniejsza broń w ręku kobiety, która może uczynić z każdego mężczyzny jej niewolnika - dlatego też ukarał usunięciem z grona senatorów jednego nobila, który publicznie pocałował swą małżonkę. Nic więc dziwnego że zdarzali się tacy mężczyźni, którzy twierdzili że śmierć żony to: "Jedyna grzeczność, jaką wyrządziła ona w ten sposób mężowi". A należy też pamiętać że małżeństwa były wówczas przymusową normą społeczną - zaś od 403 r. p.n.e. obowiązywała ustawa cenzora Kamillusa i Postumiusza, nakładająca przymusowy podatek na mężczyzn, którzy do pewnego wieku pozostawali w stanie bezżennym. Rozwodów zaś, aż do 231 r. p.n.e. i odtrącenia żony za jej bezpłodność przez Spuriusza Karwiliusza Rugi - w ogóle w Rzymie się nie praktykowało. Co prawda te obostrzenia i nakazy uległy znacznemu rozluźnieniu już w czasach Oktawiana Augusta, a liczba zwiazków bezżennych była wówczas tak dramatycznie wysoka, że sam August zastanawiał się nawet nad wprowadzeniem przymusowych małżeństw - z którego to planu ostatecznie zrezygnował, skupiając się raczej na przekonywaniu młodzieży do zalet stanu małżeńskiego).




Tak oto, gdy zakończył się wreszcie ów "tumultus Lepidianus" (jak Rzymianie nazwali ową nieudaną próbę przeprowadzenia zamachu stanu przez Marka Emiliusza Lepidusa), przyszedł czas na innych awanturników, a mistycyzm (lat 70-tych I wieku p.n.e.) wcale nie ustępował miejsca wcześniejszym tego typu praktykom mesjańskim, związanym na przykład z rocznicą zburzenia Troi - pramatki Rzymu (o problemie daty 183 r. p.n.e., 83 r. p.n.e., 73 r. p.n.e. a nawet 63 r. p.n.e. - już trochę pisałem, ale wydaje się że jeszcze nie wyczerpałem tego tematu i powrócę do niego). Szerzył się także kult Herkulesa Zbawcy, jako stworzonego przez swego ojca Jowisza (Zeusa) dobroczyńcy ludzkości, o którym to (Zeusie - stwórcy Heraklesa zbawiciela) tak oto pisał Hezjod: "A bogów i ludzi rodziciel z nowym się nosił zamiarem w swym sercu, by równie dla bogów jak i dla ludzi rzesz, zbawiciela od zguby utworzyć". Herkules miał przywrócić ponownie "Złoty Wiek Ludzkości", o którym pisał Tyresjasz: "Przyjdzie zaiste ten czas, kiedy, w kniejach jelenia znalazłszy, wilk swymi kłami strasznymi nie zechce mu krzywdy wyrządzić". Na owym mesjanizmie, przepowiedni o czterech wiekach (o której jeszcze napiszę), nowego cyklu odrodzenia ludzkości i odnalezieniu Wysp Szczęśliwych - bazowali niektórzy rzymscy politycy, wyznawcy mistycyzmu - jak choćby ów nieszczęsny Korneliusz Cetegus (któremu marzyło się urzeczywistnienie przepowiedni o "koronie Rzymu dla trzeciego Korneliusza" - po Korneliuszu Cynnie i Korneliuszu Sulli - i sądził że to właśnie jemu los, zgodnie z przepowiednią Sybilli, przyniesie tytuł "króla Rzymu". Nie pomyślał jednak, że to Gajusz Juliusz Cezar - który był przez swą małżonkę Kornelię również spowinowacony z rodem Korneliuszy - może zająć jego miejsce, co prawda nie jako król, ale jako twórca nowej formy ustrojowej państwa rzymskiego - pryncypatu, czyli rządów "pierwszego wśród równych". Tak więc o Korneliuszu Cetegusie historia praktycznie zapomniała, choć to właśnie on w dużym stopniu przyczynił się do wzmocnienia Lepidusa, gdyż to właśnie na jego wniosek otrzymał Lepidus pod swe rozkazy dowództwo nad armią, z którą potem wyruszył na Rzym. Cóż - Cetegus z jednej strony był mesjanistą, a z drugiej niepoprawnym wręcz zwolennikiem uciech życia - posiadał nawet swój prywatny harem, złożony zarówno z wolnych jak i niewolnych kobiet - który to właśnie m.in. doprowadził go do zguby - gdyż związki z mężatkami podlegały surowej karze), czy też ów sławny Kwintus Sertoriusz - odkrywca Wysp Szczęśliwych (Wysp Kanaryjskich - o nim to będzie w kolejnej części).




Tak oto wyglądała sytuacja polityczna Italii w pierwszych latach po śmierci dyktatora Sulli, a pokój, choć odmieniany wszem i wobec przez wszystkich - nie chciał nadejść, zaś Italia miała już wkrótce doświadczyć krwawej wojny z niewolnikami, którzy powstali w szkole gladiatorów niejakiego Lentulusa Batiatusa z Kapui, pod przywództwem zbuntowanego trackiego wojownika - którego żona, wieszczka i kapłanka, przepowiedziała dokonanie wielkich czynów - o imieniu Spartakus. 




CDN.

18 marca 2026

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. X

CZYLI JAK TO KRÓL
RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV
PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE
CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO
W KONSTANTYNOPOLU


1645 r.
IMPERIUM OSMAŃSKIE
Cz. VI




Przygotowania do zbrojnej wyprawy na Bagdad trwały z początkiem 1638 r. pełną parą, ale paradoksalnie, choć sam sułtan Murad zaangażował się w owe zbrojenia i osobiście doglądał postępów, jego zachowanie wciąż budziło przerażenie najbliższego otoczenia, a szczególnie sułtanki-matki Kosem. Murad był człowiekiem okrutnym, potrafił być bezlitosny, zabijał z zimną krwią za choćby krzywe spojrzenie na siebie, a jednocześnie... często darowywał życie prawdziwym winowajcom, którzy jawnie łamali jego zakazy. To było bardzo dziwne i niepokojące zachowanie, gdy np. sułtan Murad potrafił skazywać pijących wino w tawernach (dokąd udawał się w przebraniu wraz ze swoją strażą przyboczną), skazywał na śmierć wezyrów i bejlerbejów, którzy dopuścili się choćby najmniejszego uchybienia (doszło do tego, że strach w stolicy i poszczególnych prowincjach Imperium Osmańskiego był tak wielki, że lokalni zarządcy bali się przyjąć jakąkolwiek kwotę łapówki, gdyż karą za to była natychmiastowa śmierć - przez co, paradoksalnie, udało się Muradowi IV na pewien czas całkowicie wyplenić korupcję z Imperium). Znęcał się też nad swoimi kobietami z haremu. Pisałem już wcześniej jak kazał im nurkować w basenie i strzelał z broni palnej pomiędzy głowami tych, które się wynurzyły, ale przecież miał i inne "rozrywki". Kobietom z haremu nie wolno było np. śpiewać bez pozwolenia, a te, które to czyniły, były topione. Urządzał też "zawody" polegające na tym, że do słupów przywiązywano kobiety, kładziono im na głowę jakiś  owoc, po czym sułtan konno objeżdżał je na koniu, jednocześnie strzelając ponad ich głowami do owego owocu - nie zawsze trafiał, część z owych dziewcząt została wówczas zabita.




Miał kompleks własnej osoby, wydawało mu się że inni go nie szanują i jedynie przemocą może wzbudzić w nich prócz strachu również i szacunek. Dopuszczał się zbrodni z pobudek doprawdy kuriozalnych, np. pewnego razu doniesiono mu że jedna z jego faworyt siedzi znudzona w swym pokoju, oczekując jego przyjścia. Gdy do niej przyszedł, pocałował ją w czoło, po czym wyciągnął miecz i rozpłatał jej brzuch. Uznał bowiem że dziewczyna dopuściła się zniewagi jego osoby, skoro oczekiwała go w znudzeniu. Ale potrafił też być niezwykle łagodny dla osób które jawnie z niego kpiły, jak choćby pewnego razu, gdy spotkał na Bosforze kupca palącego zioło (co było zakazane jego dekretem). Spytał się owego kupca (a był wówczas w przebraniu) co robi? Ten odpowiedział że pali zioło i poczęstował nim sułtana. Ten wziął, zaciągnął się, po czym z gniewem krzyknął: "Wiesz kim ja jestem, sułtanem Muradem, jak śmiesz łamać mój zakaz". Ten popatrzył na Murada chwilę, po czym... wybuchnął gromkim śmiechem mówiąc: "Już 30 lat palę zioło, i nigdy nie przytrafiło mi się coś podobnego, a ty palisz po raz pierwszy i na boga... już uważasz się za padyszacha?" 🤭. Murad nie tylko darował mu życie, ale też zezwolił dalej palić zioło (takich przykładów było kilka w ciągu całego jego panowania). Takie wahania nastrojów władcy był bardzo niepokojące, szczególnie obawiała się ich sułtanka Kosem, wiedząc że Murad jest człowiekiem nieobliczalnym i w każdej chwili może uśmiercić jej synów, a swoich pozostałych braci, którzy teraz siedzieli w Simsirliku.


MURAD i KASIM



Jej obawy niestety okazały się prawdziwe, jeszcze w lutym (lub na początku marca) 1638 r. otrzymała ona wiadomość, która spowodowała że dosłownie nogi się pod nią ugięły. Oto bowiem posłaniec przyniósł jej informację, że jej syn, książę Kasim został zamordowany z rozkazu sułtana. Wydała wtedy z siebie tak przerażający krzyk, że zbiegli się wszyscy obecni w okolicy słudzy. Zamknęła się w swych komnatach, nie chcąc nikogo widzieć, ale gdzieś tak w połowie dnia odwiedził ją sam sułtan Murad, ten, który kazał zamordować własnego brata. Zapowiedział że uczynił tak dla dobra państwa, gdy musi wyruszyć na wojnę z Persją i zapowiedział że nic złego nie stanie się Ibrahimowi, pod warunkiem wszakże że jego matka nie będzie stawiała go jako ewentualnego konkurenta do władzy. Kosem miała ponoć przekląć dzień, w którym urodziła Murada i przeklęła też "całe jego państwo". Murad miał ponoć zapytać: "Czego ode mnie oczekujesz? To ty mnie stworzyłaś, to ty od najmłodszych lat powtarzałaś że litość jest oznaką słabości niegodną padyszacha. Gdy ginęli Bajazyd i Sulejman nie protestowałaś, uznałaś że tak będzie lepiej dla dobra państwa, a oni też byli moimi braćmi, ale już nie twoimi synami. Teraz rozpaczasz i przeklinasz państwo, na czele którego stoję, bo życie oddał twój syn". Miał też dodać że dopóki żyje, nie stanie się jej nic złego, ale nie pozwoli też aby Kosem stanęła pomiędzy nim a Ibrahimem, gdyż tym samym wyda na niego wyrok śmierci. W marcu sułtan opuścił Konstantynopol, udając się na Bagdad. 

Krwawe walki pod samym Bagdadem trwały ponad miesiąc (listopad-grudzień 1638 r.). Sułtan poprzysiągł że nie powróci do stolicy, jeśli nie zdobędzie tego miasta. Murad, choć sam przyzwyczajony do wysiłku fizycznego (potrafił walczyć z kilkoma napastnikami naraz, rzucał do tarczy włócznią tak, że potrafił przebić ją na wylot, nosił miecz o wadze 50 kg., napinał łuk jedną ręką i nikt też nie potrafił rozprostować jego zgiętej pięści), także odczuwał już trudy tej kampanii. Ale zmęczenie było również widoczne wśród Persów. Po czterdziestu dniach oblężenia i walk safawidzki gubernator Bagdadu - Bektesz Chan, oświadczył że gotów jest poddać miasto, pod warunkiem wszakże że sułtan daruje życie wszystkim obrońcom. Murad wyraził zgodę i 25 grudnia Bagdad ponownie, po czternastu latach perskiej okupacji wrócił pod zarząd Imperium Osmańskiego. Sułtan przebywał w zdobytym mieście do końca stycznia 1639 r. jednocześnie powierzając wielkiemu wezyrowi - Kemenkesowi Kara Mustafie Paszy, zadanie zawarcia pokoju z Persami (który ostatecznie został zawarty 17 maja 1639 r. wyznaczając granicę turecko-perską taką, jaka przetrwała do dziś i istnieje pomiędzy Irakiem a Iranem). Z Bagdadu sułtan wyruszył najpierw do Diyarbakiru, gdzie zostawił (zabraną wcześniej ze sobą z haremu w podróż) niewolnicę Aysę, którą wyniósł do rangi sułtanki. Dziewczyna (w 1639 r. miała już 25 lat), starała się łagodzić sułtańskie wybuchy złości, ale nie zawsze jej się to udawało. Ayse ok. 1630 r. podarowała Muradowi matka, wcześniej przygotowując ją, aby była mu zawsze uległa i łagodziła jego trudny charakter. I taka właśnie była Ayse, nie śniło jej się nawet aby mieć jakieś własne zdanie, podobało jej się tylko to, co było miłe sułtanowi, nie miała jednak łatwego zadania, bowiem Murad był cholerykiem.




Razem - w okazałym pochodzie triumfalnym - wjechali do stolicy z początkiem lutego 1639 r. (łupy zrabowane na Persach w Bagdadzie płynęły do Konstantynopola na dziesięciu galerach). W tym czasie sułtan otrzymał wiadomość, że 20 stycznia w swym pokoju w Simsirliku zmarł jego wuj - 47-letni Mustafa Szalony. Teraz jedynym kandydatem do tronu został tylko brat sułtana - Ibrahim (co prawda Murad miał kilku synów z kolejnych nałożnic, ale większość z nich zmarła do 1639 r. jeszcze jako dzieci, ostatnimi którzy zmarli byli 10-letni Ahmed w 1638 r. i 7-letni Sulejman w 1639 r. Żył jeszcze książę Selim, urodzony w 1637 r. ale zmarł wkrótce potem w 1640 r.). Murad IV nie pozostawił po sobie męskich następców, więc jedynym żyjącym członkiem dynastii pozostawał właśnie Ibrahim, który zamknięty w Simsirliku, ciągle obawiając się wysłanych przez brata morderców - powoli tracił zmysły (przysięgał że nie opuści tego pokoju do końca życia i poświęci się na czytanie książek i Koranu, rezygnuje też z wszelkich praw do władzy, byle tylko brat darował mu życie). Ale właśnie myśl o tym, że po zabiciu Ibrahima mógłby zostać ostatnim żyjącym męskim członkiem dynastii Osmanów i tym samym nikt nie odważyłby się szachować go jakimkolwiek innym konkurentem do władzy (z sułtanką Kosem włącznie), działała na Murada pobudzająco. Byłby ostatnim, czyli to od niego zależałaby przyszłość dynastii. Plany zamordowania Ibrahima zaczęły poważnie dojrzewać w jego umyśle po powrocie z Bagdadu. Ale jednocześnie w tym samym czasie nasiliły się bóle, na jakie już wcześniej cierpiał sułtan. Co jakiś czas zwalały go z nóg i cierpiał ogromne katusze, żądając od lekarzy by uśmierzyli ból, a ci, którym się to nie udawało, musieli pożegnać się z życiem (jak pewien medyk, któremu Murad - gdy doszedł do siebie - kazał zażyć truciznę, gdyż ten nie był w stanie uśmierzyć jego bólu). 


CIEKAWA SCENA UDERZENIA SUŁTANKI SAH (KTÓRA RZECZYWIŚCIE SIĘ WYDARZYŁA), SIOSTRY SULEJMANA WSPANIAŁEGO, PRZEZ JEJ MĘŻA - WIELKIEGO WEZYRA LUTFI PASZĘ

(NOTABENE - AKTORKA GRAJĄCA SUŁTANKĘ SAH, CHCIAŁA ABY NAPRAWDĘ JĄ UDERZONO, BY WSZYSTKO WYGLĄDAŁO REALISTYCZNIE I RZECZYWIŚCIE DOSTAŁA MOCNY CIOS)



W haremie pojawiały się (oczywiście nieoficjalne, gdyż nikt nie śmiałby tego powiedzieć głośno) głosy, iż sułtan jest poważnie chory, być może nawet śmiertelnie. Sułtanka Ayse siedziała przy jego łożu, gotowa dopomóc w cierpieniu jej pana, niewiele to jednak pomagało. Sułtan cierpiał ogromne bóle, krzyczał też że jeśli lekarze mu nie pomogą, wszystkich każe ściąć - nie zdążył. Podobnie jak z rozkazem, który miał wydać po wieczór 7 lutego 1640 r. zamordowania Ibrahima. Rozkaz ów nie został wykonany, gdyż wszyscy widzieli że Murad nie przeżyje kolejnego dnia. I tak się właśnie stało, nad ranem 8 lutego 1640 r. w wieku 27 lat, zmarł sułtan Murad IV, jeden z najokrutniejszych i najdziwniejszych władców Imperium Osmańskiego w historii. Rozpoczynało się teraz nowe panowanie - sułtana Ibrahima, kolejnego syna Kosem, który jednak - gdy doniesiono mu o śmierci brata - nie chciał uwierzyć i zarzekał się że jest i pozostaje wiernym poddanym sułtana, nie pragnie władzy i chce pozostać w swej złotej klatce w Simsirliku do śmierci. Nie pomogły nawet słowa sułtanki Kosem, która prosiła Ibrahima aby wyszedł, gdyż został nowym władcą Imperium. Ten zażądał wreszcie, aby mu przyniesiono ciało brata, dopiero, gdy dotknął go i przekonał się że naprawdę nie żyje, dopiero wówczas dał się przekonać i opuścił swoje więzienie.
 



CDN.

17 marca 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXI

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW




TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XVIII



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XVIII






PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE:
SŁOWIANIE
(CYWILIZACJA FILISTYŃSKA)
(ok. 1200 r. p.n.e. - 925 r. p.n.e.)
Cz. VI



FILISTEA
CZASY EKSPANSJI
(ok. 1100 - 925 r. p.n.e.)
Cz. V






FILISTYŃSKIE PENTAPOLIS
(W EPOCE EKSPANSJI)





ASZKELON

 
 Potężny port morski i najważniejszy (obok Gazy) morski ośrodek handlowy całego Pentapolis. Miasto niezwykle bogate, posiadające mnóstwo wykopanych studni (mimo że nie było tam ani jednego źródła). Kontakt z morzem zapewniał mieszkańcom bogactwo, a miastu rozwój. Aszkelon w epoce ekspansji, był również silnym ośrodkiem wojskowym, którego władcy utrzymywali liczne i dobrze wyćwiczone wojsko, o czym przekonał się w bitwie pod Gilboa (ok. 1006 r. p.n.e.) sam król Saul, gdy połączone siły Aszkelonu, Gat i (prawdopodobnie) Aszdod zadały Izraelitom dotkliwą klęskę, w wyniku której Saul poniósł śmierć. W Księdze Samuela znajduje się krótka pieśń żałobna mówiąca o tych wydarzeniach, która brzmi: "Chluba twoja, o Izraelu, na twoich wzgórzach poległa, jakże padli bohaterzy! Nie mówcie o tym w Gat, nie głoście po ulicach Aszkelonu, aby się nie weseliły córki filistyńskie, aby nie wykrzykiwały radośnie córki nieobrzezanych!" (2 Sm. 1,19-20). Niestety, pomimo to, o samym Aszkelonie jest w Biblii poświęcone najmniej miejsca ze wszystkich miast Filistei.





ASZDOD


Kolejny potężny gród Filistynów i bodajże jeden z największych wrogów zjednoczonego Izraela, a jednocześnie miasto, z którego promieniowała kultura filistyńska na cały obszar Kanaanu. Izraelici często ulegali tej kulturowej przewadze i poślubiali "córy Aszdodu" a potem często się integrowali z nowym społeczeństwem i porzucali wiarę w Jahwe. Prorok Nehemiasz (żyjący w V wieku p.n.e., czyli ponad pięć wieków później) twierdził wręcz, że kulturowa ekspansja Filistynów z Aszdod przyniosła Żydom więcej strat, niż nawet największa klęska zadana w bitwie, gdyż Izraelici którzy ulegli czarowi kobiet z Aszdodu, jednocześnie porzucali swoją wiarę, tradycję i swój lud, a dzieci wychowane w takich rodzinach - jak dodawał: "Nie umiały już mówić po żydowsku". Władcy Aszdodu otaczali się luksusem, który promieniował na inne okoliczne ludy (w tym na Izraelitów - spragnionych żyć nieco lepiej niż ich przodkowie w pasterskich namiotach, lub prowizorycznych drewnianych domach). Potęga Aszdodu przetrwała egipski najazd faraona Szeszonka I w 925 r. p.n.e. i trwała przez kolejne dwieście lat, aż do najazdu asyryjskiego króla Sargona II w 712 r. p.n.e. Tak więc, przez ponad dwieście lat po egipskim ataku - który totalnie przeorał dawny filistyński porządek ustanowiony w Kanaanie po inwazji tzw. "Ludów Morza" - Aszdod pozostało niezależnym miastem-państwem, jednym z nielicznych pozostałości potężnego niegdyś Pentapolis.





GAT


 Wojownicy z Gat brali udział (prócz tych z Ekronu i Aszdod) w zwycięskiej dla Filistynów bitwie z Izraelitami pod Afek (Eben-Ezer) ok. 1050 r. p.n.e., w wyniku której świątynia Jahwe w Szilo została spalona (pod wrażeniem tej klęski zmarł wówczas - prawdopodobnie na zawał serca - arcykapłan Heli, nauczyciel i protektor późniejszego proroka Samuela, który to ok. 1042 r. p.n.e. na równinie Gibea koronował Saula na pierwszego króla zjednoczonego Izraela), a Arka Przymierza znalazła się w rękach serenów (czyli władców) Ekronu a następnie Aszdod (na krótko trafiła również do Gat, do domu Obed-Edoma). To również wojownicy z Gat stanęli naprzeciw wojsk króla Saula, wystawiając do boju olbrzyma Goliata (naprzeciw któremu stanął Dawid). Gdy zaś tron Izraela w zdobytej Jerozolimie (wcześniej miasto to zwało się Jebuz i należało do plemienia Jebuzytów) objął król Dawid, musiał się on opłacać właśnie serenom z Gat (co dobitnie oznacza że Izrael nie był wówczas wcale niepodległy, jak to się przyjęło uznawać, biorąc pod uwagę informacje zawarte w Starym Testamencie), w zamian za co oddziały z Gat chroniły króla (część Gitejczyków osiedliła się nawet w Jerozolimie wraz z rodzinami). Czasy wielkiej świetności miasta przypadają na okres panowania króla - Akisza (nazwanego w Starym Testamencie Abimelekiem), syna króla Maachy. Warto też podkreślić że z rejonu Gat pochodziło wino, które sprowadzano nawet do Egiptu i Babilonii (co też świadczy o jego renomie). Gat przetrwał egipską inwazję i upadł dopiero w końcu IX wieku p.n.e. po najeździe władcy Damaszku i Aramu - Hazaela.





EKRON


 Siostrzane miasto Gat, choć zasiedlone przez lud Dana, pokrewny Filistynom (Peleset), to jednak nie tożsamy z nimi (choć traktowany we wspólnym Pentapolis jak jedno z miast filistyńskich). Wojownicy z Ekronu ponieśli klęskę w bitwie z Izraelczykami pod Mizpą (ok. 1045 r. p.n.e.) gdzie wykazał się przyszły król - Saul. W tym mieście znajdowała się świątynia Baal-Zabuba, który potem został uznany za antytezę dla Jahwe i przyrównany do szatana (jako Belzebub), jak również świątynia Dagona. Miasto prężnie się rozwijało w okresie ekspansji i przetrwało egipski najazd faraona Szeszonka I, a choć utraciło niezależność polityczną (pod rządami Asyrii) to jednak przetrwało aż do roku 146 p.n.e., gdy władca państwa Seleucydów - Aleksander I Balas zdobył i spalił to miasto (w tym samym roku zniszczone zostały dwa inne, wielkie ośrodki Antyku - Korynt w Grecji, zniszczony przez legiony Lucjusza Mummiusza i Kartagina, zdobyta przez Publiusza Korneliusza Scypiona). Spokojnie jednak można twierdzić że Ekron istniał co najmniej tysiąc lat.





GAZA


 Gaza była drugim wielkim portowym miastem Filistei, stojącym na granicy z Synajem i Egiptem. Pierwotnie miasto zasiedlali Chiwijczycy, ale po inwazji Ludów Morza osiedlili się tam Filistyni (zwani tam również Kaforytami, jakoby przybyć mieli z Krety, lub po prostu z terenów Grecji, które również zniszczone zostały przez Ludy Morza - o czym pisałem w poprzednich częściach). Filistynów z Gazy zwano też Anakitami. Był to silny ośrodek wojskowy, posiadający potężne mury i wieże. Miasto było praktycznie nie do zdobycia dla ówczesnych wojowników i przez to jego wojownicy budzili grozę oraz szacunek okolicznych ludów, lecz nie byli niezwyciężeni. Po raz pierwszy (co zostało odnotowane w źródłach biblijnych) Anakici z Gazy ponieśli klęskę w bitwie z Izraelitami jeszcze za czasów Saula (zwycięzcą miał być syn tego króla - Jonatan), ale realnie przestali się liczyć po inwazji Szeszonka I, który zdobył Gazę (udowadniając wszystkim ludom że jest to możliwe) i zamienił to miasto w zwykłą egipską twierdzę (ludność oczywiście zabrał ze sobą w niewolę do Egiptu). Tak oto miasto to utraciło jakąkolwiek podmiotowość i było już jedynie kartą przetargową pomiędzy Egiptem a imperiami idącymi z Bliskiego Wschodu.






To są główne miasta filistyńskiego Pentapolis, ale istniały również pomniejsze ośrodki Filistei, kontrolowane przez serenów z wyżej wymienionych miast, a były to:



SZARUCHEN


 Miasto leżące w południowej Filistei, zasiedlone (zapewne) przez lud zwany Perezytami. O samym mieście niewiele można powiedzieć - była to zapewne wysunięta na południowy wschód obronna faktoria Gazy - więcej można rzec o plemieniu Perezytów. Otóż byli to "mieszkańcy osad otwartych" ("p(e)razon"), autochtoni Kanaanu, żyjący na tych ziemiach jeszcze przed przybyciem (z terenów dzisiejszej Europy Środkowej) tzw.: "Ludów Morza". Ponieważ lud ten zamieszkiwał osady wiejskie, przeto ośrodki przezeń zasiedlone nie mogły być niczym innym, jak po prostu wiejskimi ośrodkami (w Księdze Ezechiela jest zapisane: "Wyruszę przeciwko ziemi otwartej, napadnę ludzi spokojnych, którzy mieszkają bezpiecznie; mieszkają w miejscowościach, które nie mają ani murów, ani zawór, ani bram" (Ez. 28,11). Wydaje się jednak że część Perezytów przeniosła się do miast filistyńskich i szybko zintegrowali się ze słowiańskimi najeźdźcami.



JURSA


Kolejna wiejska faktoria Perezytów w Filistei podporządkowana Gazie. Nic więcej nie wiadomo. 



BET-EGLAIN


Kupiecka faktoria Gazy, znajdująca się na południe od miasta i zasiedlona przez Anakitów (czyli Filistynów z Gazy).



GERAR


Miasto leżące na pograniczu Filistei i Szefeli (krainy na wschód od Pentapolis, podbitej, zasiedlonej i uzależnionej przez Filistynów) na drodze między Gazą a Beer-Szebą. Gród istniejący jeszcze przed najazdem Ludów Morza i posiadający dużą autonomię wewnętrzną od miast Pentapolis (mający nawet swoich królów - np. król Asa zwyciężyć miał w walce koczownicze plemię Kuszytów), zasiedlony zresztą przez Filistynów. Miasto bohatersko broniło się w 925 r. p.n.e. przed najazdem Egipcjan, zadając im spore straty. Ostatecznie zostało zdobyte, ale mieszkańcy (którzy jeszcze pozostali przy życiu) popełnili samobójstwo (najpierw zabito dzieci, potem mężowie zabijali swe żony a na końcu sami odbierali sobie życie). Pamięć o mieszkańcach Gerar była bardzo silna w całym Kanaanie nawet tysiąc lat później (jeszcze w epoce hellenistycznej, gdy cały ten region zajęty został przez Greków i Macedończyków, o mieszkańcach Gerar wciąż opowiadano sobie legendy). Zwycięzcy Egipcjanie spalili całą okolicę tak, iż po Gerar nie pozostały nawet ruiny.





ZIKLAG (SIKLAG?)


 Miasto leżące w kraju Szefeli, politycznie podporządkowane było serenom z Gat, choć znajdowało się daleko na południe od tego miasta (bliżej z Ziklag było do Gazy). Zasiedlone zostało przez Filistynów (plemię Ludu Morza o nazwie Tjeker/Czeker) i prawdopodobnie jakąś inną ludność (być może sprowadzone z Anatolii niedobitki Hetytów, przybyłe do Kanaanu jako jeńcy Ludów Morza). Zniszczone przez Egipcjan w 925 r. p.n.e. a ludność uprowadzona w niewolę.



EGLON


 Prawdopodobnie miasto zasiedlone przez Filistynów, Kananejczyków (czyli autochtonów) oraz Aramejczyków. Cieszyło się sporą samodzielnością polityczną (nie było bezpośrednio zależne od żadnego z miast Pentapolis) i miało swoich królów, a jednym z nich (wymienionym w kontekście walk z Izraelitami) był niejaki Debir. Miasto zostało zdobyte przez Egipcjan, jednak uniknęło zniszczenia (zapewne ludność też nie została wysiedlona, co może świadczyć o tym, że Eglon skapitulował przed Szeszonkiem - ale to jest tylko moja hipoteza, gdyż nie ma co do tego żadnej pewności). Wiadomo tylko że miasto przetrwało egipską inwazję, lecz padło kilka (kilkanaście?) lat później, zdobyte przez władców Judy. Eglon leżał na granicy Szefeli. 






MIASTA SZEFELI
(KRAJU ZAJĘTEGO PRZEZ FILISTYNÓW)



LAKISZ


 Miasto Filistynów i Amorytów. Oficjalnie niezależne od Pentapolis, jednak nieustannie oczekujące stamtąd wsparcia militarnego przeciwko Izraelitom, co realnie skutkowało podporządkowaniu polityki miasta serenom z Aszdod (którzy udzielali największego wsparcia mieszkańcom Lakisz). Miasto nie było w stanie oprzeć się najazdowi Szeszonka I w 925 r. p.n.e. i zostało przez Egipcjan zdobyte. Potem jednak odbudowało się, ale wpadło w zależność od królów Judy i odtąd Lakisz było miastem zależnym, a z czasem w ogóle zostało zasiedlone przez Żydów (ponoć mieszkańcy Lakisz mieli duży - negatywny wpływ na Jerozolimę, o czym wspomina Księga Micheasza: "Zaprzęgajcie rumaki do rydwanów, mieszkańcy Lakiszu! Ono było początkiem grzechu córki syjońskiej, gdyż u ciebie znaleziono przestępstwa Izraela" (Mi. 1,13). O jakie "przestępstwa" chodziło prorokowi? Można się tylko domyślać). 



LIBNA


 W czasach ekspansji było to miasto zależne od Gat, jednak po roku 925 p.n.e. znalazło się w strefie wpływów władców Izraela (Północne Królestwo). Ale ok. 850 r. p.n.e. mieszkańcy Libny zbuntowali się i wywalczyli sobie niezależność. Niestety, nie na długo, wkrótce bowiem miasto popadło w zależność od Judy (Południowe Królestwo). Król Judy - Jozjasz, wziął sobie za żonę córkę władcy Libny - Chamutal. Miasto zostało zdobyte w 609 r. p.n.e. przez faraona Nechona II i od tej chwili przestało istnieć.  



TIMNA


 Miasto podległe Ekronowi, należące do ziem plemienia Dana. To właśnie tutaj Samson poznał Dalilę, to z tego miasta wywodziła się też biblijna Tamar (która w Starym Testamencie jest wyraźnie pokazana jako kobieta obca, nie-Żydówka). Ponieważ jednak (jak pisałem już w poprzednich częściach) Danici ulegli stopniowej hebraizacji (po 925 r. p.n.e. podporządkowali się władcom Judy), przeto i Samson i Dalila i Tamar znaleźli się ostatecznie w kręgu biblijnej genealogii Izraela oraz Judy. 



BET-SZEMESZ (LECHI)


 Bet-Szemesz (zwane też Lechi?) podporządkowane było Ekronowi, a zajęte zostało przez Izraelitów jeszcze przed koronacją Saula (to tutaj Żydzi odesłali Arkę Przymierza, po odzyskaniu jej z rąk Filistynów, za co zresztą zapłacili karę, gdyż większość z nich była tak podniecona faktem odzyskania Arki, że z ciekawości zaglądali do środka, a to doprowadziło do prawdziwej katastrofy, gdyż wszyscy ciekawscy wkrótce zaczęli chorować i umierać w wielkich cierpieniach. Zginąć w ten sposób miało 50 070 mężów {wydaje się ta liczba nieco przesadzona, aczkolwiek pokazuje rozmiar owej katastrofy, która z pewnością związana była z napromieniowaniem tych ludzi, a w konsekwencji ich bolesną śmiercią}. Czyżby więc Arka była silnie radioaktywną bronią, pozostawioną tu przez "bogów" z przedhistorycznych czasów?). 

 

GEZER


 Miasto podległe serenom z Gat (choć przez pewien czas uzależnione od Aszdodu). Zniszczone w 925 r. p.n.e. przez Egipcjan, potem odbudowane jako część Królestwa Izraela (tego Północnego, ze stolicą w Samarii) i zamienione zostało w warownię. 



JABNE (JAMNIA)


Miasto będące swoistą faktorią handlową na wschodzie, gdyż było silnie powiązane z takimi miastami jak: Aszkelon, Aszdod i Gat. Częste miejsce potyczek Filistynów i Izraelitów, choć nie zostało zdobyte przez tych ostatnich aż do II wieku p.n.e. 



AZEKA


 Zależne od Gat (to w tym rejonie miało dojść do sławetnej walki Dawida z Goliatem, który jednak wcale nie zginął z ręki młodego pasterza - jak głosi biblijny przekaz, a został zabity nieco później i jego zabójcą wcale nie był Dawid. Ale do tego jeszcze wrócę w kolejnych częściach). Zdobyte przez Egipcjan a następnie uzależnione od Judy (król Roboam zamienił to miasto w twierdzę) i zasiedlone przez Żydów. 



JARMUT


 Faktoria handlowa Kraju Nadmorskiego (Filistei) - znaleziono tam liczne pozostałości filistyńskiej ceramiki z XI i X wieku p.n.e. Zajęte i spalone przez Egipcjan, a po 925 r. p.n.e. odbudowane i zasiedlone przez Żydów z Judy. 




I tu się kończą polityczne wpływy Filistynów (kulturowe i gospodarcze obejmowały całą ziemię Kanaan i przekraczały Jordan, obejmując takie plemiona jak Edomici, Moabici, Ammonici, Amalekici czy Midianici). W kolejnej części przejdę już do miast Izraela, a następnie powrócę do czasów panowania Saula, Dawida i Salomona (oraz wyjaśnię dlaczego to nie Dawid był sprawcą śmierci Goliata na polach Azeki w niedalekiej odległości od Gat). 


CDN.

16 marca 2026

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. III

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"


KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. III




Po zakończeniu Wojny polsko-bolszewickiej i podpisaniu pokoju w Rydze (18 marca 1921 r.) powstało państwo polskie po raz pierwszy od 150 lat w prawie pełnych swych granicach (piszę "prawie" ponieważ nie wszystkie ziemie należały wówczas jeszcze do Polski. 9 października 1920 r. oddziały Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Lucjana Żeligowskiego, złożone głównie z mieszkańców ziemi wileńskiej, zajęły Wilno wypędzając stamtąd Litwinów. 12 października stworzono Tymczasową Komisję Rządzącą Litwy Środkowej z gen. Żeligowskim jako dowódcą wojsk Litwy Środkowej. Notabene Naczelny Wódz Józef Piłsudski, zdając sobie sprawę że odzyskanie Wilna będzie bardzo trudne politycznie - gdyż Francuzi i Anglicy a także Amerykanie, widzieli to miasto w granicach Litwy właściwej - musiał wydać rozkaz - tak, wydać rozkaz - Żeligowskiemu, aby ten... zbuntował się i zajął Wilno przez "zbuntowane" oddziały Wojska Polskiego. Tak musiało się stać, ponieważ Żeligowski nie chciał się zbuntować i dopiero gdy Komendant wydał mu rozkaz, przyjął to do wiadomości. Dla Piłsudskiego Wilno zaś było niezwykle ważne. To było miasto Jego dzieciństwa, Jego najpiękniejszych wspomnień. Napisał potem zresztą: "Wilno - rzędem biegną mury co mnie niegdyś wielkiej prawdy kochać uczyły. Miasto, symbol naszej wielkiej kultury, państwowej ongiś potęgi. Wszystko co piękne w mej duszy - przez Wilno pieszczone". 8 stycznia 1922 r. na Litwie Środkowej odbyły się wybory do Sejmu Orzekającego. Wzięło w nich udział 64% uprawnionych do głosowania, ludność litewska zbojkotowała te wybory, a rząd litewski w Kownie skierował do Rady Ligi Narodów notę protestacyjną, w której zapowiadał że nie uzna Sejmu Orzekającego. 20 stycznia Sejm Orzekający podjął decyzję o przyłączeniu Litwy Środkowej do Polski. Poza tym niepewna była przyszłość Górnego Śląska, gdzie miał się odbyć plebiscyt, mający zdecydować o przynależności tej ziemi do Polski albo do Niemiec. Nieznany był też jeszcze oficjalny status Wolnego Miasta Gdańska {utworzonego decyzją Rady Ligi Narodów 15 listopada 1920 r.}, dopiero 22 czerwca 1921 r. Rada Ligii Narodów powierzyła Polsce obronę lądową Wolnego Miasta Gdańska i przyznała prawo pobytu w porcie gdańskim polskim okrętom wojennym - których notabene jeszcze tak naprawdę nie było, flota dopiero się tworzyła - oraz budowę składnicy amunicji na Westerplatte. Poza tym zawieszona wciąż była sprawa Śląska Cieszyńskiego, który został zajęty przez Wojska Czeskie w styczniu 1920 r. Co prawda Rada Ambasadorów zwycięskich mocarstw dnia 18 lipca 1920 r. - czyli w okresie największego zagrożenia polskiej niepodległości przez Armię Czerwoną - wydała decyzję dzielącą Śląsk Cieszyński nad dwie części, a także pozostawiającą Orawę i Spisz po czeskiej stronie. Ludność polska która dominowała na Śląsku Cieszyńskim całkowicie, została na prawie dwadzieścia lat oddana pod czeskie panowanie i Czesi konsekwentnie przez te lata starali się wynarodowić Polaków tam mieszkających. Dopiero w sytuacji upadku państwa czechosłowackiego, gdy Czechy zamiast walczyć z Niemcami o swą wolność, oddały ją na tacy Hitlerowi - do tego oczywiście doprowadziła konferencja w Monachium z 29 października 1938 r. na której to Wielka Brytania i Francja a także Włochy, sprzedały Czechosłowację Niemcom. Mimo to wysyłane sygnały ze strony Polski upewniały Czechów, że jeżeli ci podejmą walkę, to Polska włączy się do tej wojny po ich stronie. Prezydent Czechosłowacji Edward Benesz był jednak wybitnym polonofobem i liczył jedynie na Francję, ewentualnie na Związek Sowiecki - na pewno zaś nie na Polskę. Po przyjęciu uzgodnień monachijskich przez Czechosłowację, 30 września 1938 r. polski poseł w Pradze Kazimierz Papee przekazał ultimatum z żądaniem natychmiastowego odstąpienia Polsce obszaru zamieszkiwanego przez większość polską na Śląsku Cieszyńskim. Czechosłowacja ultimatum przyjęła i w dniach 2 do 11 października Wojsko Polskie zajęło Zaolzie, zaś od 1 do 30 listopada Spisz i Górną Orawę. Śląsk Cieszyński wracał do Macierzy, ale należy też dodać kilka słów, które będą swoistym dziegciem w tej beczce miodu. A mianowicie pisarz i publicysta Ryszard Wojna, który jako młody chłopak w styczniu 1939 r. pojechał na te tereny, wspominał potem że nie był tam przyjęty życzliwie, a ludzie powtarzali: "Za czeskich czasów panował większy porządek").




Tak więc odrodzona Polska była państwem niepełnym (przynajmniej na razie), ale już wolnym, już niepodległym, już mogącym oddychać pełną piersią wolności, dbać o swe dobre imię i zapisać nową kartę swych dziejów. Nie wszystko jednak szło dobrze. W ludziach nadal tkwiła pamięć niewoli, pamięć zaborów, która była silna, bo wdarła się w dusze i umysły i przeżarła się przez nie powodując, że ci ludzie nie byli zdolni myśleć jak ludzie wolni, wciąż bowiem posługiwali się kalkami z czasów niewoli. Dobitnym tego przykładem było chociażby podpisanie traktatu ryskiego, pozostawiającego po sowieckiej stronie setki tysięcy Polaków, z takimi miastami jak Mińsk, Słuck, Zasław, Płoskirów, Lubar czy Kamieniec Podolski. Oddawano tych ludzi w dalszą niewolę i co prawda mogli oni się stamtąd wynieść i przenieść do odrodzonej Polski, ale jednocześnie tym krokiem kładziono kres wielowiekowej polskości tych ziem. Komisja która pojechała toczyć rozmowy z Sowietami do Rygi (złożona z polityków partii narodowych, ludowych i socjalistycznych), pozbawiona była zupełnie tradycji, na której budowali i którą wykuwali w pocie czoła Tadeusz Kościuszko czy książę Józef Poniatowski, nie wspominając o wcześniejszych wielkich hetmanach Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Historyk Szymon Askenazy pisał w 1937 r.: "Przedstuletni przywódcy Polski (...) Nigdy prokrustowej nie uznawali etnografii (...) Kościuszko wyzwolił wraz Kraków, Warszawę i Wilno, książę Józef odbierał Kraków i szturmował Smoleńsk", bo tam wszędzie, tam właśnie wszędzie były polskie ślady, były polskie kości i była polska tradycja - choćbyśmy dzisiaj próbowali to zupełnie zatrzeć w naszej pamięci. Oczywiście nie chodzi o to, żeby próbować dzisiaj te ziemie odzyskiwać czy je zajmować, wręcz przeciwnie. Chodzi o budowę i pamięć naszego etnosu, który jest niesamowity i który budowany był nie na sile oręża, a na Sile Ducha i nawet jeśli język tych Ludów był ruski (czy jakikolwiek inny), to sam fakt, że czuli się oni Polakami, że polska tradycja Wolności była dla nich najważniejsza, jest podstawą tego o czym piszę (przykładem tego niech będzie chociaż poeta Jarosław Marek Rymkiewicz - już nieżyjący, który z pochodzenia był po części Tatarem po części Rusinem, po części Niemcem po części Litwinem, natomiast polskiej krwi tam w nim nie było wcale, a mimo to był jednym z największych polskich patriotów i otwarcie twierdził że siła polskości nie tkwi w krwi czy pochodzeniu, ale Sile Ducha - zresztą ja sam też mogę to powiedzieć po tradycji własnej rodziny. "Jestem Polakiem, bo tak mi się podoba" - jak mawiał Rymkiewicz). Dzisiaj to, co nam pozostało po tamtej tradycji, to jest wspólnota Międzymorza i Trójmorza i na niej trzeba się opierać aby nie popełnić błędów głąbów sprzed 100 lat, którzy w Rydze decydowali o naszych granicach wschodnich i wytyczyli nam je tak chujowe (przepraszam za wulgaryzm), że nie sposób nie ciskać dzisiaj na nich za to gromów.




Inną kwestią był stosunek owych polityków do naszych sojuszników, czyli do oddziałów białoruskich baćki Bułak-Bałachowicza i do Wojsk Ukraińskich atamana Semena Petlury. Zgodnie z uzgodnieniami zawartymi z Sowietami w Rydze, mieli oni być internowani w obozach i następnie usunięci z terenów Rzeczpospolitej. Ci ludzie walczyli z nami ramię w ramię, przelewali wspólnie krew, walcząc nie tylko o własne niepodległe państwa - do których mieli prawo - ale również za wspólną tradycję oręża Ludów tworzących Wielką Rzeczpospolitą, i ci ludzie teraz mieli zostać umieszczeni w obozach internowania? Bo co? Bo z Sowietami umówiła się w tym temacie grupka politykierów, którzy w czasie Wojny nawet nie powąchali prochu, siedząc bezpiecznie w swoich gabinetach? Szczać należało na umowy z Sowietami, a tych ludzi traktować tak, jak należało traktować sojuszników. I tak właśnie do sprawy podchodził Marszałek Józef Piłsudski, który polecił dać Armii Petlury całkowitą autonomię wewnątrz obozów (mało tego - wejścia do obozu strzegła warta złożona z żołnierzy ukraińskich, a nie polskich). 15 maja 1921 r. Marszałek przybył do takiego ukraińskiego obozu w Szczypiornie, powitany uroczyście w świetlicy udekorowanej w barwy Polski i Ukrainy. Wysłuchał tam przemówienia gen. Bezruczki, który dziękował mu za warunki panujące w obozie i za przybycie, sam zaś nie wysuwał żadnych próśb. Marszałek wspomniał o podpisanym traktacie ryskim, po czym zamilkł i przez chwilę wpatrywał się w zgromadzonych na sali żołnierzy ukraińskich, a następnie rzekł: "Ja Was przepraszam panowie, ja was przepraszam!". Gen. Bezruczko zwrócił się potem do płk. Ulrychta (a słowa te przytoczył Ulrycht w swym "Pamiętniku Trzydziestolecia Niepodległości Polski" wydanym w Nowym Jorku w 1948 r.) a brzmiały one: "Wasz Pan Marszałek to wielki rycerz...". Szkoda że w owej odrodzonej Polsce ludzie o mentalności dawnych rycerzy Rzeczpospolitej ginęli w tłumie wszelkich miernot, głupców lub też zwyczajnych karierowiczów.




20 marca 1921 r. odbył się plebiscyt na Górnym Śląsku. Frekwencja była niezwykle wysoka bo aż 97 %, a w głosowaniu tym wzięło udział 1 190 846 osób. Za przynależnością do Polski wypowiedziało się 479 359 głosujących, za przynależnością do Niemiec wypowiedziało się 707 605 głosujących, unieważniono 3882 głosy. W głosowaniu tym wziąć udział mogli wszyscy Górnoślązacy, nie tylko ci, którzy tam mieszkali, ale również ci, którzy się tam urodzili, a potem stamtąd wyjechali. Z tego powodu zarówno Polacy jak i Niemcy sprowadzili na Górny Śląsk kilkadziesiąt tysięcy byłych mieszkańców tej krainy, a dokładnie Polska sprowadziła 10 000 głosujących, Niemcy zaś 200 000. Zwycięstwo Niemiec było przede wszystkim wynikiem skutecznej niemieckiej propagandy, która jeszcze w czasie Wojny polsko-bolszewickiej straszyła Górnoślązaków, iż jeśli przyłączą się do Polski, to staną się mięsem armatnim. Poza tym oczywiście podkreślano słabość i nietrwałość Polski oraz jej zacofanie gospodarcze. To wszystko zrobiło skuteczną robotę na terenach, które w większości były zdominowane przez ludność polską. Oczywiście owe wyborcze zwycięstwo nie oznaczało - tak jak myśleli Niemcy - że oto teraz cały Górny Śląsk przypadnie im. Wśród zwycięskich mocarstw I Wojny Światowej pojawiły się bowiem różnice zdań na ten temat. Francja uważała że teren Górnego Śląska należy podzielić pomiędzy Polskę i Niemcy (zresztą Francuzi trzymali się koncepcji wygłoszonej przez jednego z francuskich przedstawicieli na konferencję pokojową w Wersalu w 1919 w. który na pytanie jaka według niego powinna być Polska, odpowiedział: "Jak największa, i silna, bardzo silna"), natomiast Wielka Brytania i wspierające ją Włochy oraz Stany Zjednoczone twierdziły, że tylko niewielkie rejony należy przyznać Polsce, natomiast cały Górny Śląsk oddać Niemcom. W związku z tymi planami, zebrani w Bytomiu przedstawiciele polskich partii i organizacji wojskowych na Górnym Śląsku, podjęli decyzję o rozpoczęciu III Powstania Śląskiego w nocy z 2 na 3 maja 1921 r. Czas między plebiscytem a powstaniem obie strony zorganizowały na przygotowanie się do walki. Polska Organizacja Wojskowa na Śląsku została lepiej uzbrojona i liczyła 40 000 ludzi a jej dowódcą został podpułkownik Maciej Mielżyński. 1 maja gruchnęła wiadomość że Niemcy zamierzają przygotować się na podział Górnego Śląska i zniszczyć te fabryki, które miałyby znaleźć się po polskiej stronie, tak więc 2 maja rozpoczął się strajk generalny i tego też dnia przywódcy Powstania powiadomili Warszawę o zamiarze rozpoczęcia walki. Polski rząd nie był z tego powodu zadowolony i starał się hamować zbyt wojownicze nastroje, ale było już na to za późno i w nocy z 2 na 3 maja rozpoczęły się działania zbrojne na Górnym Śląsku, a Wojciech Korfanty ogłosił się dyktatorem Powstania.

 




W ciągu pierwszych trzech dni walki Powstańcy opanowali prawie cały obszar plebiscytowy z wyjątkiem dużych miast, gdzie znajdowały się alianckie garnizony. Polski rząd dążył do jak najszybszego zakończenia Powstania, gdyż podważało ono autorytet Polski na arenie międzynarodowej, ale społeczeństwo polskie bardzo żywo odpowiedziało na owe walki. Zgłaszali się też licznie ochotnicy (i to zarówno po stronie polskiej jak i niemieckiej). Powstańcy doszli na południu do lewego brzegu Odry powyżej Raciborza. Najcięższe zaś walki trwały w dniach 21 mają do 5 czerwca o Górę Świętej Anny. Bitwę tę wygrali Niemcy, odzyskując samą Górę i część terenu z Kędzierzynem na czele, ale w ich planach była również ofensywa na tereny przemysłowe Górnego Śląska, co już im się nie udało. Prawie cały obszar plebiscytowy nadal pozostawał w rękach Powstańców. Pod wpływem Ligii Narodów (szczególnie zaś Francuzów, bardzo aktywnych w tym gremium) 11 czerwca realnie walki ustały, a obie strony pozostały na swoich stanowiskach do 5 lipca, kiedy wycofano z terenu Górnego Śląska siły polskie i niemieckie. III Powstanie Śląskie miało olbrzymi wpływ na decyzję Rady Ambasadorów zwycięskich mocarstw, które 12 października 1921 r. zdecydowały o podziale Górnego Śląska między Polskę a Niemcy. Polsce przypadło 29 % owego terenu, wraz z 46 % zamieszkującej go ludności. Wszystkie największe miasta Górnego Śląska i największe fabryki znalazły się po polskiej stronie (choć niestety często podział doprowadzał do ich ruiny, gdyż linia nowej granicy polsko-niemieckiej na Górnym Śląsku biegła niekiedy w taki sposób, że fabryka znajdowała się np. po polskiej stronie, ale już tartak albo piec hutniczy po stronie niemieckiej). W każdym razie po polskiej stronie znalazło się 80 % kopalń węgla, 66 % kopalń cynku i ołowiu i 60 % wielkich pieców. Oczywiście Komunistyczna Partia Robotnicza Polski stała na stanowisku, że cały obszar Górnego Śląska powinien wrócić do Niemiec i takie ta partia miała stanowisko aż do 1933 r. czyli do przejęcia władzy przez Hitlera w Niemczech.

W 1921 r. KPRP udaje się stworzyć frakcję komunistyczną w Sejmie Ustawodawczym, pozyskując dwóch posłów - doktora Tomasza Dąbala i kolejarza (należącego wcześniej do Polskiej Partii Socjalistycznej) Stanisława Łańcuckiego. Ma to być komunistyczna awangarda przyszłej partyjnej roboty w "burżuazyjnym sejmie" (swoją drogą zarówno Dąbal jak i Łańcucki skończyli tak, że musieli wyjechać do ZSRS i tam robić tzw. "partyjną karierę"). 25 kwietnia 1921 r. Komisja Centralna Związków Zawodowych podjęła decyzję o zerwaniu jakichkolwiek stosunków z Komunistyczną Partią Robotniczą Polski, oraz zwalczaniu wszelkich komunistycznych wpływów w ruchu związkowym. Rzeczywiście było to potrzebne ponieważ już w lutym 1921 r. na fali demobilizacji Armii, wyszli komuniści z postulatem strajku kolejarzy i strajku powszechnego. Potem w tym roku organizowali strajki w przemyśle chemicznym, metalowym i robotników rolnych w Wielkopolsce (latem 1921 r.), głęboko wierząc że to wszystko wkrótce się wywróci i burżuazyjna Polska padnie pod ciężarem kolejnych strajków, a wtedy oni przejmą władzę - czy to samodzielnie, czy też z kolejnym wsparciem Armii Czerwonej. Był to okres bardzo sprzyjający takim właśnie ekscesom, gdyż Polska wychodziła z Wojny Światowej i Wojny z bolszewikami jako kraj bardzo biedny, wyniszczony, przeorany wojną. Inflacja szalała, a bieda i drożyzna były naturalnym ówczesnym krajobrazem. W maju 1921 r. odbyła się III Rada Partyjna KPRP, na której obradowano właśnie nad formami walki w nowej sytuacji politycznej - czyli po zakończeniu Wojny. Pomimo klęski Armii Czerwonej i dużej dezintegracji partii w czasie wojennym, nastroje były tam bardzo optymistyczne. Wręcz głośno się mówiło że wkrótce dojdzie do ponownej inwazji Armii Czerwonej na Polskę a trzonem tej armii tutaj będzie właśnie partia, która zupełnie inaczej przygotuje się do tej walki, niż stało się to w lipcu i sierpniu 1920, gdzie partia tak naprawdę oczekiwała przyjścia Sowietów, niewiele samemu robiąc. Teraz miała stać się awangardą, awangardą proletariatu w Polsce.

Odzyskana Niepodległość nie mogła być tylko piękną ideą w ustach pięknoduchów i musiała zostać namacalnie dotknięta. Musiała przez lud, który swą pracą przyczynił się do wzrostu i potęgi odrodzonej Polski, musiała owa Niepodległość przez ten lud zostać zaakceptowana jako matka, a nie macocha. Nie mogło w odrodzonym kraju - jeśli nie chciał aby hulała tutaj ekspozytura bolszewicka lub jakakolwiek inna - nie mogło być zgody na traktowanie najuboższych i najsłabszych tak, jak działo się to jeszcze pod zaborami. W odrodzonym państwie nie mogło dochodzić do patologii, jakie miały miejsce w czasach niewoli. Aby sobie uświadomić o czym piszę, przedstawię pewne wydarzenie, które miało miejsce dnia 4 maja 1892 r. w Łodzi. Wówczas od 2 maja trwał strajk robotników fabryki Scheiblera, a owego 4 maja doszło do spotkania pracowników z dyrektorem i współwłaścicielem owej fabryki, niejakim Herbstem. Robotnicy domagali się od kierownictwa zakładu zwolnienia jednego z dyrektorów który uchodził za okrutnika, podwyższenia stawki o 15% i skrócenia czasu pracy z 12 do 10 godzin. Oto jak wyglądała rozmowa fabrykanta z pracownikami, spisana przez jednego z obecnych tam socjalistów: "To ode mnie nie zależy, ja zrobić tego nie mogę" - powiedział Herbst. - "idźcie do roboty!" Na to odezwali się robotnicy: "To niech pan przynajmniej podwyższy żonatym, my z żonami i dziećmi obstać za tę płacę nie możemy!" Herbst w tym momencie zirytował się i rzekł: "To po kiego diabła się żenicie, jeśli nie macie na to, to się nie żeńcie!" Tutaj nerwy puściły już samym robotnikom i natychmiast zniknął "wielmożny pan i pan": "Du verfluchter, ty łajdaku, ty psiakrew, oddaj nam swoją żonę i córki (...) Isz go, jaki mądrek! Bić ścierwo po mordzie i tylo!" Herbst musiał stamtąd szybko uciekać, ale już następnego dnia, 5 maja stojący na ulicy robotnicy poznali go, gdy ten jechał powozem. Wyciągnęli go zeń i poturbowali kijami. Pobito też innego fabrykanta Ignacego Poznańskiego, a to spowodowało że ostatecznie łódzcy przemysłowcy zgodzili się wspólnie podwyższyć pensję robotnikom o 8% i skrócić czas pracy o godzinę. Jednak strajk ów przerodził się w rozruchy antyżydowskie (których zarzewiem była plotka o tym, że jakiś żydowski rzeźnik rozłupał głowę pewnej kobiety i o tym, że Żydzi znieważali księży i bezcześcili kościoły). Tak zostały opisane wydarzenia z 5 maja 1892 r.: "Nadciągnęli bałuciarze (nazwa nadana od Bałut, jednej z dzielnic Łodzi) i poczęła się gorąca walka, w której niejednego Żyda zabito na śmierć, w której niejeden też chrześcijanin, wciągnięty w bramę przez Żydów, utracił życie. Żydzi prócz tego strzelali z okien z rewolwerów, leli wrzącą wodę i rzucali na głowy przechodniów kamieniami (…) Na tłumy napadające i uciekające zarówno wpadali kozacy i strażnicy, bijąc, siekąc pałaszami i strzelając naprzód ślepemi, a potem i ostremi ładunkami. Tłum począł się bronić, paru kozaków zranionych kamieniami spadło z koni (…) Formalnie polowano na Żydów, cywilizowanych i obdartych, idących pieszo czy jadących dorożką". Ostatecznie generał gubernator Warszawy (a tak naprawdę całego tak zwanego "Pryvislinskiego kraju") Josif Hurko (wyjątkowo antypolska menda, nawet jak na Moskala) wydał rozkaz ściągniętym przez siebie do Łodzi posiłkom: "Tłumu nie rozpędzać, ale przeciwnie, starać się przyprzeć go do jakiejkolwiek przeszkody, nabojów nie szczędzić, a do jutrzejszego rana przywrócić porządek". Z czego głównie zapamiętano: "Strzelać, nabojów nie żałować!" Padło wówczas wielu zabitych i rannych.




Tak więc odrodzona Ojczyzna nie mogła pozwolić sobie na powtórkę z czegoś tak haniebnego. Godność ludzka bowiem nie ma ceny, a podstawą wszystkiego jest sprawiedliwość, a co za tym idzie również sprawiedliwe wynagradzanie pracownika za wykonywaną przez niego pracę. Chodziło też o to, aby Polacy uświadomili sobie że odrodzona Polska to jest ich Dom i że nie muszą już szukać szczęścia za granicą, a często za oceanem. Przytoczę tutaj inny list polskiego emigranta do USA z 1853 r. aby pokazać że - jak pisał Kazimierz Przerwa-Tetmajer: "Lepsze polskie gówno w polu, niźli fiołki w Neapolu". Emigrant ów postanowił przenieść się do Stanów Zjednoczonych, wierząc głęboko w to, że tam, w Nowym Świecie zupełnie inaczej podchodzi się do człowieka, że tam za oceanem ludziom powodzi się lepiej, że są lepiej traktowani niż tutaj w kraju, czy nawet w Europie, oto jego spisana relacja: "Przeklęta godzina, w której puściliśmy się do Ameryki! (…) Wszystko, co w Europie prawią, albo piszą o Ameryce, jest przesadzone, z wyjątkiem biedy i nędzy, o której Europa nie ma nawet wyobrażenia. Kto nie przywiózł z sobą pieniędzy na zagospodarowanie się lub rozpoczęcie handlu, kto nie umie - i to doskonale - jakiego rzemiosła, a nie przyzwyczajony jest do ciężkiej ręcznej pracy, ten zgubiony tu niepowrotnie (…). Na nieszczęście, my polscy emigranci, wszyscy bez wyjątku w tym się znajdujemy położeniu. Czytać i pisać po polsku, czasem po niemiecku, albo po francusku, umiemy, słyszeliśmy też trochę o Rzymianach, Grekach itp. ale z tym nikt tutaj nawet do szpitala nie dojdzie, czeka go śmierć głodna na publicznej drodze. Jakoż największa część z naszych zmuszona została, po wielu dniach głodu i zmartwień, udać się do najcięższych prac ręcznych przy budowie dróg żelaznych, tłuc skały i kamienie, przykuć się do taczek na skwarze lub na słocie najokropniejszej, że zaś strawę i do pracy potrzebne narzędzia, jako to: rydle, łopaty, haki, młoty, taczki itd. dostarcza kompanija, i za to sobie z zarobku ile chce potrąca, wszyscy więc po kilku miesiącach najcięższej bezowocnej pracy, obdarci, bosi i z podmarnowanym zdrowiem wrócili do New-Yorka". Oczywiście nie wszystkim rodakom było źle za oceanem, ale wszyscy pracowali tam jako robotnicy budowlani, kamieniarze, lub też w innych pracach wymagających fizycznej siły i sprawności. Teraz zaś po odzyskanej wolności i suwerenności, po odrodzeniu Ojczyzny miłej, można było przynajmniej na jakiś czas zahamować ten ludzki potok, który podążał za chlebem do USA. Tak Józef Okołowicz pisał w 1920 r. po swym powrocie ze Stanów: "Sam miałem sposobność spotykania w Stanach Zjednoczonych takich rodaków, którzy, poprzednio zupełnie już pod każdym względem zamerykanizowani, poczuli się Polakami dopiero po zapisaniu się do "Sokoła" (…) gdzie na nowo uczyli się zapomnianej już i być może dawniej pogardzanej mowy ojczystej".






Piszę o tym, ponieważ bieda i nędza jakie szczególnie zapanowały po zakończeniu I Wojny Światowej i Wojny z bolszewikami, były pożywką dla wszelkich bolszewickich agitacji, które mogły w jakiś sposób zakłócić stabilność odrodzonego Państwa. Tym bardziej że od połowy 1921 r. polscy komuniści bardzo liczyli na wybuch jakiegoś społecznego fermentu, większego niezadowolenia, które mogłoby przerodzić się w rewolucję, wspomaganą z zewnątrz siłami Armii Czerwonej. Szlachcianka Janina Konarska pisała w swym pamiętniku - co prawda jeszcze w listopadzie 1918 r. ale można było założyć że jeśli nic się nie poprawi w odrodzonym państwie, to agitacja bolszewicka zyska znacznie większe wsparcie niż stało się to w czasie wojny roku 1920, gdzie rzeczywiście chłopi masowo występowali w obronie odrodzonej Ojczyzny. Natomiast Konarska pisała o wydarzeniach związanych z rodzącą się Polską w roku 1918 na przykładzie chłopów w taki oto sposób: "Wszędzie tylko widać orzełki i amaranty. Wszyscy wstępują do wojska. Uniwersytet w Krakowie zamknięty, młodzież się zaciągnęła. Tylko na wsi cicho niestety - tej bryły nic nie poruszy, szczególnie, jak chodzi o czyn patriotyczny (…) Agitacja bolszewicka szerzy się przerażająco, a choć chłopi jeszcze na nią nie reagują - nie można jednak się łudzić, by tak było do końca, bo z drugiej strony apetyty na ziemię bardzo rozbudzone. Ci wszyscy, co byli w Rosji i obecnie powracają, mówią, że tam się tak samo zaczynało". Konarska co prawda obawiała się tego, że jej ziemia rodowa zostanie rozdzielona pomiędzy bezrolnych chłopów, ale mimo wszystko dosyć ciekawie opisała panujące wówczas w listopadzie 1918 roku nastroje w mieście i na wsi odradzającej się Polski. Wpis w jej Pamiętniku z 17 listopada był następujący (jednocześnie dosyć optymistyczny): "Dwór odwiedziło trzech kandydatów na ułanów (…) hrabia Antoni Potocki z Parzymiech, Piotrowski i Frank - zdążali do Kielc, gdzie tworzy się pułk ułanów polskich, i u nas popasali. Byli na obiedzie. Zajechali konno, ze strzelbami, z orzełkami i amarantowymi kokardkami na sztykach - tak to dziarsko i mile wyglądało". Zaś w styczniu 1919 r. znów pisała o wsi i chłopach w taki sposób: "A tu poboru jak nie ma, tak nie ma. Tam garstka młodzieży, kobiet i dzieci ginie, bohatersko broniąc Kresów polskich, a tu tysiące młodych i zdrowych chłopaków wałęsają się na wsi i cieszą się, że tam "szlachtę mordują". Teraz chodziło o to, aby, jak pisał Krzysztof Jelitczyk w broszurze z 1916 r. "Nasz obowiązek, aby wszystkie stany w ojczyźnie naszej kochały się i pomagały sobie wzajemnie jak bracia i dzieci jednego Ojca Niebieskiego i jednej matki-ziemi polskiej!" (Należy też pamiętać że ogromna część chłopów była niepiśmienna, skąd oni mieli czuć przywiązanie jedność z tym duchem polskim skoro nie potrafili czytać i pisać. Przecież jak ja sam bym się urodził w rodzinie chłopskiej i byłbym analfabetą, to zapewne głosy bolszewickie również by i na mnie podziałały - chociaż... trudno powiedzieć 🤔. Dlatego ciężka praca oświecenia narodu - szczególnie ludu chłopskiego - zakładania szkół ludowych na wsiach i kształcenia tych ludzi w polskim duchu, była podstawą i mimo wszystko ta praca do roku 1939 została według mnie wykonana na... czwórkę z plusem).


CDN. 

ZAPRZAŃSTWO JAKICH MAŁO! - Cz. VII

CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI POWSTANIE i WOJNA Cz. VII WŁADYSŁAW IV W MŁODOŚCI  Poselstwo na którego czele st...