WYŚWIETLENIA

02 lutego 2026

UMIERAMY I CO DALEJ? - czyli co się z nami dzieje po śmierci? - Cz. IX

A KIEDY WRESZCIE 
UJRZĘ BOGA?




Jak już pisałem, na "Tamtym Świecie" dusze spotykają wszystkich swych dawnych znajomych (z którymi wchodziły w przeróżne fizyczne korelacje), swych Przyjaciół z Grupy, swego Przewodnika, lub Przewodników (w zależności od stopnia zaawansowania duszy). Dusza także spotyka i widzi Założycieli/Starszych, których postrzega jako szlachetnych Mędrców, ale... nigdzie nie widzi Boga. Dlaczego? Cóż, postaram się po kolei rzucić trochę światła na to zagadnienie. Prawie każda osoba z tych, które poddają się sesjom hipnoterapeutycznym, nie ma doświadczenia "widzenia" Boga. Dla ogromnie wielu wciąż inkarnujących jest to niedościgłe marzenie, przeogromna chęć zbliżenia do... Jedności (jak to opisują), lecz jednocześnie zdania sobie sprawy z faktu że "jeszcze na to nie zasłużyli". Większość osób które poddają się hipnozie, nigdzie nie spotyka istoty, którą można by nazwać Bogiem, ale... są od tego bardzo nieliczne wyjątki. Największą możliwość poczucia Obecności Boga i Jedności z Nim, mają dusze podczas rozmów z Radą Założycieli. Już nie można bardziej (dla wielu dusz) zbliżyć się do Źródła, niż właśnie Tam. Dusze nie widzą "Tam" Boga, ale... są w stanie odczuć ogromną Energię, o wiele większą niż jakakolwiek inna dotąd (nie jest to też Energia Założycieli). Według osób będących pod wpływem hipnozy, Jedność-Obecność-Źródło, znajduje się zawsze za Starszymi z Rady.

Promieniuje Ono ogromnym blaskiem o fioletowej lub srebrnej poświacie, lecz Rada stara się nie zwracać uwagi na ów Blask i koncentruje się na rozmowie z daną duszą. Czynią tak świadomie, gdyż jeśliby pozwolono duszy na podziwianie blasku owej Energii... nie mogłaby ona skupić się na zadawanych jej pytaniach. Według osób poddanych hipnozie, jest to tak ogromna Siła i Moc, która przyciąga do siebie niczym rodzic tulący swoje dziecko, niektórzy opisują to jako "Pragnienie Jedności Dojrzałego Zrozumienia" (jakkolwiek by to dziwnie nie zabrzmiało, trzeba bowiem pamiętać, że nie wszystko co dusze opowiadają i co widzą na "Tamtym Świecie" można łatwo przetłumaczyć na ludzki język i opisać za pomocą zrozumiałych dla nas przykładów). Pewien mężczyzna opisuje to doświadczenie następująco: "Kiedy znajduję się w sali Rady i widzę Obecność Naszej Jedności (chodzi zapewne o owe Światło), przeszywa mnie odczucie nieopisanego szczęścia bliskości owej Jedności. Wiem, że moja Przewodniczka odczuwa to tak samo. To jest niczym fontanna nieskończonej Miłości i Zrozumienia, Ciepła, Bezpieczeństwa, Radości i Wolności. Gdy spotkanie z Radą się kończy i opuszczam salę, nim to nastąpi już pragnę powrócić Tu ponownie jak najszybciej". Interpretując ową relację można by powiedzieć że owe Światło jest dla dusz niczym magnez, ale tylko na zasadzie przypomnienia im Jedności z której pochodzą, oraz konsekwencji w dążeniu do ostatecznego celu - czyli Zjednoczenia.

Prawie nie ma żyjących ludzi, którzy mogliby opowiedzieć więcej o tym Świetle, owej Jedności i odczuwanej przez dusze bardzo silnej bliskości Źródła. Głównym powodem tego stanu rzeczy jest fakt, iż większość z nas nigdy nie doszła do stopnia Przewodników, choć oczywiście i od tego są wyjątki. Wśród osób decydujących się na odbycie sesji hipnoterapeutycznych też z reguły próżno szukać tych, którzy mieliby bliższy kontakt z ową Energią Jedności, ale i tam zdarzają się perełki. Pewna kobieta, która poddała się hipnozie, rzuciła na to zagadnienie trochę więcej światła. Kobieta owa była bardzo rozwiniętą Przewodniczką i mieniła się ciemnoniebieską barwą światła. Opiekowała się (opiekuje) kilkoma grupami dusz, głównie średnio-zaawansowanych i tych już rozwiniętych/starych, a już "wkrótce" miała stać się Nauczycielką innych Przewodników. Kobieta ta opowiedziała najwięcej ze wszystkich osób poddanych hipnozie, na temat Boga i naszej z nim Jedności. Inkarnuje już od bardzo dawna (czyni tak, pomimo faktu że nie musi już fizycznie "doświadczać", gdyż poziom Jej wewnętrznego rozwoju jest bardzo duży), a swoją drogę przez materialne wcielenia rozpoczęła jeszcze... przed powstaniem naszego Wszechświata. Inkarnowała w innym, który dobiegł już końca. W tym życiu owa kobieta zajmuje się leczeniem, uzdrawianiem i pomocą innym ludziom (przykład bardzo częstego wcielenia wybieranego przez zaawansowanych Przewodników).

Zresztą uzdrawianie fizycznego bólu jest bardzo mocno związane z siłą Umysłu. Według owej kobiety - można nauczyć się subtelnej sztuki takiej korelacji Energii, by uwalniać od Bólu najróżniejsze części ciała, mówi: "Jestem w stanie pomóc tym, którzy potrafią zrozumieć siłę Energii jaka jest w naszych Umysłach, a Umysł jest drogą która może przynieść ulgę w bólu. Sama pracując w ten sposób z własną Energią, nauczyłam się skuteczniej pomagać innym w ich cierpieniu". Hipnoterapeuta zadał więc jej pytanie: "Czy Ty, jako tak rozwinięta Przewodniczka Duchowa, aspirujesz do miejsca w Radzie Starszych?". Jej odpowiedź brzmiała: "Nie! Najpierw pracuję nad tym, by zostać Nauczycielem Przewodników" - "Lecz jeślibyś mogła wybrać, chciałabyś zostać członkinią Rady?" - kontynuuje hipnoterapeuta, "Nie każdy nadaje się na członka Rady, jest przecież wiele innych możliwości "specjalizacji" - odpowiada kobieta. "Lecz jeślibyś się nadawała, jak by to wyglądało?" - "Najpierw udałabym się do miejsca Naszej Jedności" - odpowiada kobieta. W tym momencie ów hipnoterapeuta poczuł, że zaczyna dziać się coś więcej, niż dotychczasowy opis "Życia po Życiu", miejsc, działań i przygotowań duszy na "Tamtym Świecie". Tutaj owa kobieta zaczyna już otwarcie przybliżać nas do samego Źródła, czyli do początków naszego Istnienia. Jej opowieść znacznie wykracza poza dotychczasowe ramy, jakie dotąd prezentowały inne osoby - inne dusze poddane hipnozie.

"Opowiedz mi o tej Jedności, czym lub kim Ona jest" - kontynuuje hipnoterapeuta. "To jest... Jedność w Wielości lub Wielość Jedności - Centrum wszelkiego Istnienia". "Czy mogłabyś powiedzieć mi coś więcej na ten temat, proszę byś opisała mi cały ten proces - jeśli oczywiście możesz?" - "Nie powiem Ci wiele, nie doświadczyłam jeszcze tego, jedynie się tam zbliżyłam", "Proszę więc byś opowiedziała mi tylko to, co powiedzieć możesz". "To jest Boskość, jest... Wszystkim" - kontynuuje kobieta, "Proszę, wyjaśnij Nam co to znaczy "Wszystkim?" - "To jest Oddech, Dźwięk, Szept... tak Czysty, tak Nieskończenie Czysty" - "Spokojnie, zatrzymaj tę myśli i zabierz mnie w swej opowieści tak daleko, jak tylko zdołasz" - mówiąc to hipnoterapeuta kładzie dłoń na czole kobiety. "Dźwięk, On... stwarza wszystko dookoła - WSZYSTKO!". "Przybliż się w kierunku tego Dźwięku, jesteś już bardzo blisko, proszę powiedz co teraz widzisz?" - "Ja... nie mogę, ja... za daleko" - odpowiada kobieta - "Jeszcze troszkę dalej, przejdź poza to, jeszcze troszkę - powiedz co tam jest?" - "Dźwięk wszystko utrzymuje i stwarza, sprawia że całość się porusza, faluje pod Jego wpływem. To jest wysokie czyste nucenie, przypomina echo, ja... nie mogę więcej..." - kobieta urywa w środku zdania. "Ostatni wysiłek, proszę Cię, wiem że dasz radę, czym jest to Echo?" - "To jest niczym Matka... przepełniona Miłością Matka... śpiewająca swemu dziecku!", to było wszystko, co mogła nam przekazać owa kobieta.

Pomimo tego opisu (choć jest najbardziej szczegółowy ze wszystkich jemu podobnych), nadal nie wiadomo jak wygląda Bóg, gdyż nawet inkarnujący Przewodnicy (bardzo nieliczne osoby które poddały się hipnozie) różnie widzą ów Dźwięk i różnie go doświadczają. Na przykład jeden z nich opisał tę muzykę jako "Łagodny dźwięk Dzwonu, rozchodzący się niczym echo - tworzący i utrzymujący wszystko dookoła", inny zaś mówił o... "Męskim Chórze". Jedno jest pewne - żyjący ludzie, choćby nawet byli Przewodnikami, nie są jeszcze gotowi aby połączyć się z ową Jednością na tyle blisko, by opowiedzieć nam jak owa "Obecność Nieskończonej Miłości" i "Dźwięk Wszystko Utrzymujący" - wygląda!



TAK MOŻE WYGLĄDAĆ OWA  
 
 JEDNOŚĆ - ŹRÓDŁO

Z KTÓREGO PŁYNIE 

"DŹWIĘK WSZYSTKO UTRZYMUJĄCY"





PYTANIE BRZMI WIĘC: 

CZY BÓG JEST MUZYKĄ? 

CZY JEDYNIE STWARZA POPRZEZ MUZYKĘ?





ZABAWY I REKREACJE
CZAS WOLNY I WAKACJE
(Czyli jak dusze spędzają swój wolny czas?)




Kiedyś słuchałem wypowiedzi pewnego mężczyzny w jednym z programów telewizyjnych, który mówiąc o Niebie i Piekle stwierdził, iż wolałby po śmierci pójść do piekła, gdyż: "Tam przynajmniej coś by się działo, a w Niebie to tylko modlitwa, śpiew i kompletna nuda". Tak, właśnie takie przeświadczenie (dotyczące tego co mogłoby nas spotkać w Niebie) ma bardzo wiele osób, które myślą o śmierci i Niebie jako o czasie nieustannej modlitwy, śpiewów dla Boga i braku jakichkolwiek ziemskich przyjemności. Choć i od tego są wyjątki - słuchałem też pewnego zaproszonego do studia telewizyjnego księdza, który zaprzeczał takim wyobrażeniom Nieba. Powiedział wprost do owego pana, który twierdził właśnie że Niebo "to kompletna nuda", iż: "Tam, jeśli zapragniesz napić się kieliszek dobrej wódki, to ten kieliszek już na Ciebie czeka. Potem kolejny i kolejny, pijesz do woli. Podobnie z innymi Twoimi pragnieniami - jeśli tylko je sobie zamarzysz one się spełnią". Cóż, wraz ze śmiercią ciała nie umiera przecież pamięć przeżytych w nim (miłych i niemiłych) chwil - zabieramy je ze sobą w "Zaświaty" (gdyby było inaczej, wówczas istota narodzin człowieka w formie materialnej - nie miałaby najmniejszego sensu). Pamięć zapachów, obrazów, dźwięków, pamięć piękna morskiej toni, wspaniałości górskich widoków, ukwieconych ogrodów, wykwintnych potraw i napojów, wreszcie pamięć dotyku ludzkiego ciała - to wszystko zabieramy ze sobą do "Świata Dusz". A "Tam" to wszystko powtarzamy... tylko "bardziej".


RÓŻNE KULINARNE PRZYSMAKI, KTÓRYCH PAMIĘĆ ZABIERAMY ZE SOBĄ PO NASZEJ "ŚMIERCI"

















Jak zatem dusze w "Zaświatach", spędzają swój wolny od zajęć szkolnych i nauki - czas? Odpowiedź oczywiście brzmi - bardzo różnie. Są dusze które pragną ten czas spędzać w gronie swych Przyjaciół ze swojej grupy docelowej, lub także z innych grup, a są dusze które po intensywnych ćwiczeniach przygotowujących do nowego życia na Ziemi, wybierają wówczas wypoczynek w samotności. Co ciekawe - są dusze które bawiąc się ze sobą, często też... flirtują. Zdarza się tak, gdy na przykład spotykają się w czasie wolnym dusze z dwóch, lub kilku różnych grup. Często wówczas dochodzi do głosu pamięć przeżytych chwil z fizycznego świata. Dusze wówczas urządzają wspólne "pikniki na trawie" i wzajemnie się poznają (podczas nauki w klasach czy przebywaniu w swoich grupach, dusze z jednej grupy docelowej nigdy nie łączą się z duszami z innych grup). Na takich "piknikach" i zabawach dusze ukierunkowane żeńsko i męsko wzajemnie ze sobą flirtują, tak jak kobieta, która poddana hipnozie mówi: "Wraz z moimi przyjaciółkami straszymy "męskie" dusze, że jeśli nie będą traktować nas odpowiednio, to w kolejnym życiu... zostaniemy ich żonami". Oczywiście to, że dana dusza ukierunkowana jest męsko czy żeńsko, nie oznacza że nie będzie ona wybierała przeciwstawnych sobie płci fizycznych, np. pewna kobieta (którą kiedyś już opisywałem), o duszy ukierunkowanej żeńsko - w jednym z poprzednich żyć wybrała sobie ciało potężnego mężczyzny - wikinga, który w VIII wieku - rabował, zabijał, gwałcił. Mówiła hipnoterapeucie: "To było wspaniałe ciało, tak wielkie, potężne, silne i wytrzymałe. Bardzo je lubiłam, gdyż wszyscy się mnie bali i byli mi posłuszni - także kobiety, które oddawały mi się same, lub niewoliłam je".

Częściej jednak dusze wybierają ciała takie, które zgodne są z ich "ukierunkowaniem" (lub też wymieniają płeć fizyczną swych kolejnych inkarnacji co kilka wcieleń). Te wzajemne spotkania są nie tylko powodem do flirtu, lecz również do wspominania wcześniej razem przeżytych chwil w ziemskich wcieleniach. Inna kobieta poddana hipnozie tak to opisuje: "Spacerujemy po pięknym, pełnym najróżniejszych kwiatów ogrodzie, pluskamy się w fontannie, wypełnionej przepiękną płynną energią - przypominającą wodę. Razem z moimi Przyjaciółkami z grupy wspólnie moczymy w niej nogi, a śmiejąc się opowiadamy sobie zabawne historie z naszych poprzednich wcieleń". Pikniki, zabawa, wspólne spacery, wyścigi (kto szybszy), kąpanie się w morzu lub jeziorze, radość, śmiech, moczenie stóp w fontannie, anegdoty - jest bardzo wiele przykładów wspólnego spędzania czasu przez dusze z tej samej, bądź różnych sobie grup, które jednak wypoczywają wspólnie i nie koniecznie muszą to być grupy, z którymi dana dusza wchodzi (lub wchodziła) w jakieś interakcje za życia. Nie zawsze tak jest, chociaż należy pamiętać że to, co nie dotyczy jednej duszy, może dotyczyć innej z tej samej im grupy docelowej. Pewien mężczyzna będący w stanie hipnozy, tak to opisuje: "W tych przelotnych chwilach odpoczynku, najbardziej podoba mi się ich spontaniczność. Można wówczas z łatwością spotkać kogoś, z kim zechcemy zostać skojarzeni w przyszłym lub kolejnym życiu".

Są jednak też i dusze, które uciekają od wspólnych zabaw i flirtów i wybierają odosobnienie. Ma to często związek z odgrywanymi w życiu wyczerpującymi rolami, które znacznie nas wymęczają. Także gwałtowna śmierć jest tego przykładem, gdyż wiąże się ona z pewnym ubytkiem energetycznym, co prowadzi do ponownej stopniowej regeneracji duszy (Dlatego też bardziej zaawansowane dusze opuszczają ciało nim jeszcze zdąży ono naprawdę umrzeć, po to właśnie by... nie tracić niepotrzebnie energii. Podam przykład - gdy następuje poślizg i samochód spada z urwiska na pobliskie skały - wówczas dusza zaawansowana, wiedząc że ciała tego, które znajduje się w pojeździe, nie da się już uratować, opuszcza je nim dojdzie do zderzenia z ziemią lub wodą. Wówczas zachowuje całą swą energię i nie przeżywa powolnego konania w morskiej toni).

Przypadek który wyżej opisałem, dotyczył pewnej kobiety, która jako młoda dziewczyna w dzień swoich osiemnastych urodzin, wybrała się ze swoim chłopakiem na przejażdżkę jego nowym samochodem. Bardzo go kochała (był w "Zaświatach" jej Bratnią Duszą - a to jest niczym połówki tego samego owocu, bratnie dusze są dla siebie niezwykle istotne) i długo przygotowywała się do tego dnia, który jej rodzice zorganizowali w jednym z najlepszych lokali w mieście. Na przyjęciu, zgodnie z poleceniem jej rodziców - nie miało być alkoholu, jednak jej chłopak wraz z kolegami przemycił tam dużą ilość wódki. Tańcząc z nią, zaproponował jej w pewnym momencie by razem "wyrwali się z przyjęcia". Zgodziła się, choć "coś" podpowiadało jej by tego nie robiła. Zabrał ją do swego samochodu, zaczęli się całować i pieścić. On jednak, aby się popisać, postanowił zabrać ją na przejażdżkę swoim nowym autem. Wyjechali poza miasto, a on już wcześniej wypił dużą ilość alkoholu. Tym bardziej prawie nie patrzył na drogę, trzymając kierownicę jedną ręką a drugą dotykając twarzy i ciała swej dziewczyny. Gdy ta poprosiła go by zwolnił nie posłuchał jej, a zakręty stawały się coraz ostrzejsze. Wreszcie przy kolejnym nie wyhamował i spadli razem z wysokości do morza. Gdy relacjonowała te wydarzenia hipnoterapeucie, jej ciało było całe niespokojne, nie mogła usiedzieć, dostała drgawek. Powiedziała że jej dusza nie chciała opuszczać ciała, tonęła więc powoli i boleśnie - te przeżycia odcisnęły się bardzo traumatycznie na jej Energii, co spowodowało że musiała ją po powrocie do "Świata Dusz" - odbudować. Zaś dusza jej chłopaka... wyszła z ciała nim doszło do uderzenia w taflę wody, przez co nie cierpiał tych bolesnych przeżyć powolnego konania.

Takie dusze wybierają więc w czasie "przerwy" od zajęć - samotność, gdyż pociąg do ciszy i spokoju stanowi dla duszy rodzaj mentalnej kontemplacji, pozwalającej jej ujrzeć "siebie samego". Skłonność dusz do samotnego przebywania nie jest jakimś defektem duszy (tak naprawdę to dość duża liczba dusz preferuje po okresach nauki - samotne spędzanie czasu), lecz wynika z przemożnej potrzeby pozostania w uświęconej sferze czystej myśli i usiłowania zbliżenia się do Źródła, które Nas zrodziło. Dusze "samotników" bardzo często są specjalistami w jednej z ulubionych przez siebie dziedzin i potrafią wnosić wielki wkład w pomoc innym... w swojej, określonej dziedzinie. Samotność też nie oznacza wcale bezczynności - dusze po prostu inaczej spędzają wolny czas, jak mężczyzna, który pod wpływem hipnozy wyznaje: "Podczas chwili wytchnienia od zajęć, zajmuję się dla relaksu tworzeniem wstęg energii, które potem splatam w gobeliny mojego poprzedniego życia oraz żywotów innych ludzi z którymi miałem kontakt za życia. Dzięki temu ukazuję bogactwo naszych wspólnych przeżyć i doświadczeń, które lśni niczym najpiękniejszy obraz. A wszystko tworzę z pomocą energii mojej Myśli".

Ale są też dusze, które (w ramach wypoczynku) wybierają... powrót na Ziemię. Dusze takie wybierają te miejsca, w których przyjemnie spędzały czas za życia i które bardzo polubiły. Co ciekawe, dusze przybywając na Ziemię i udając się do swoich ulubionych miejsc, nie czynią tego w ramach nauki lecz właśnie wypoczynku, relaksu, można by powiedzieć - wakacji. A to oznacza że mogą doświadczyć wielu przyjemności. Co mam na myśli? Mianowicie, jeśli dusza przybywa do swego ulubionego ziemskiego środowiska, na przykład - nad piękną nadmorską plażę, leżącą w urokliwej lagunie - może ona doświadczyć tych samych przyjemności, które przeżywała za życia. Jak to? - spytamy. To samo pytanie postawił jeden z hipnoterapeutów, gdy mężczyzna poddany hipnozie, zaczął opowiadać że czuje przyjemność stojąc nogami w wodzie, której fale łagodnie muskają mu stopy. Hipnoterapeuta zapytał więc: "Jak możesz doświadczać przyjemności uczucia morskiej wody, skoro nie posiadasz fizycznego ciała?". Mężczyzna odpowiedział: "Wszystko zależy od tego, ile Energii zabierzemy ze sobą na Ziemię", "Czyli ilość zebranej przez Ciebie Energii, świadczy o uczuciach, jakich możesz doświadczać na Ziemi?" - zapytuje dalej hipnoterapeuta - "Tak, ale nie bierzemy Jej dużo, z reguły jakieś 5 procent całości, ja nawet biorę jeszcze mniej".

"I to wystarczy, byś ponownie mógł odczuć fizyczną przyjemność morskiej piany?" - zapytuje dalej - "Nie tylko piany, czuję na sobie promienie słońca i mogę się wygrzewać w jego blasku. Mogę ponownie kąpać się w morzu i latać wśród mew - to wspaniałe uczucie" - odpowiada mężczyzna. "A co by było, gdybyś zabrał ze sobą 100 procent swojej Energii?" - zapytuje dalej hipnoterapeuta, "Oczywiście możemy to zrobić, ale nie jest to wskazane, gdyż po prostu nie powinniśmy... straszyć innych ludzi naszym nagłym pojawieniem się". "To znaczy że wówczas przypominalibyście duchy?" - "Nie wiem czy to jest dobre porównanie, ale tak, bylibyśmy na wpół przezroczyści, lecz jednocześnie widoczni dla innych ludzi". "Czy to znaczy że mógłbym wówczas Cię dotknąć i poczułbyś to?" - "Nie, nie poczułbym żadnego fizycznego dotyku, ani ludzkiego, ani jakiegokolwiek innego. Powiem więcej -mógłbyś na przykład przeze mnie przejść, gdybym wylegiwał się na plaży, a ja bym tego nie odczuł. To co odczuwamy, to jedynie pewne fizyczne przyjemności nie generowane przez żadną z żywych istot. W ogóle żaden kontakt fizyczny z żyjącą osobą nie jest możliwy, a odczuwamy tylko to - co chcemy poczuć". "A czy ja mógłbym "coś" poczuć, gdybym przeszedł przez Ciebie na plaży?" - zapytuje dalej hipnoterapeuta - "Niektórzy ludzie mogą "coś" odczuć, ale nie widząc nic, co mogłoby być powodem tego "uczucia" - szybko to zlekceważą. To są jednak wyjątki - ogromna większość nie czuje zupełnie nic".

Są też dusze, które ponownie pragną odwiedzić swych żyjących bliskich. Każdy z Nas w chwili śmierci zachowuje pamięć swego ziemskiego życia, a wraz z nią - pamięć o naszych ukochanych bliskich. Ta pamięć nie zanika w "Świecie Dusz", wręcz przeciwnie ona się rozwija. Lecz wizyta na Ziemi i chęć ponownego ujrzenia najbliższych nam niegdyś osób - może być... niemiłym doświadczeniem dla duszy. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że dusza musi wziąć pod uwagę kwestię upływu czasu, jaki minął od śmierci jej fizycznego ciała, do chwili ponownych "odwiedzin" żyjącej rodziny. To wiąże się jednak z pewną zmianą mentalności, czyli zmianą "zapisu zarejestrowanego" w Umyśle duszy, na ten, który ujrzała teraz. Oczywiście, ten pierwotny zapis nie zatrze się i nie zginie, lecz będzie korygowany z tym nowszym - to może, ale nie musi przynieść duszy satysfakcę z odbytej (nostalgicznej) podróży. Powiem więcej, takie doświadczenie może nawet spowodować że dusza zrezygnuje z dalszych "wakacyjnych" podróży na Ziemię i postanowi swój wolny czas spędzać inaczej. Oczywiście to żadna katastrofa, ale dla danej duszy ma znaczenie w postaci zmiany (a nawet zepsucia) sobie dawnych, idyllicznych wspomnień szczęśliwych lat spędzonych w gronie najbliższych jej osób. Zresztą dusze które odbywają "wakacyjną wycieczkę" na Ziemię, mogą na niej spotkać "zgrywusów", czyli dusze pochodzące z innych planet i na nich inkarnujące, zaś na Ziemię wpadające po to tylko, by się pośmiać i zrobić żyjącym kilka "psikusów". Taka dusza odgania więc te "złośliwe duszki" (one bywają złośliwe, ale tylko dlatego że pragną się zabawić, rozerwać, nie są jednak złe - o czym należy pamiętać) by nie przeszkadzały jej w wypoczynku i nie prześladowały dla zabawy innych ludzi. To również może być powodem niechęci wybierania przez duszę Ziemi, jako miejsca wakacyjnego wypoczynku.

Aby więc uniknąć owych spotkań i oglądać przemijający czas, który poczynił wielkie zmiany wśród naszych żyjących bliskich, dusze wybierają jeszcze inną drogę wakacyjnego wypoczynku - mianowicie same generują w "Świecie Dusz" takie środowisko, jakie jest zapisane w ich Umyśle. Tym szczęśliwym chwilom pragną nadać niepowtarzalne znaczenie, dlatego też kształtują wszystko od nowa, w taki sposób, jaki istnieje w ich pamięci. Każda dusza ma w "Świecie Dusz" miejsce tylko dla siebie, takie którym może swobodnie dysponować i je do woli kształtować. Miejsc takich może być... bardzo wiele, gdyż po każdym kolejnym życiu dochodzą następne przyjemne wspomnienia i pozostaje chęć ich kontynuacji. Tak więc dusze mogą sobie w "Zaświatach", tworzyć takie środowisko, jakie zapragną - może to być na przykład - rodzinny dom w okolicy w której dusza spędziła szczęśliwe dzieciństwo, mogą to być krajobrazy - drzewa, łąki, jeziora, lasy, wszystko co tylko sprawiało duszy przyjemność za życia. Może to być również rodzinne miasteczko, z jego ulicami, skwerami, domkami wszystkim tym - czego dusza doświadczała i co zapamiętała. Dusza nie ma najmniejszych problemów z "odtworzeniem" tych miejsc w "Zaświatach", gdyż wystarczy jej do tego jedynie posiadana pamięć. Potem już z górki, wystarczy po prostu nakierować strumień Energii na obrazy które zachował Umysł, by z powrotem powołać je do istnienia (tak to mniej więcej wygląda wg. opisu hipnotycznego), choć... trzeba w tym wszystkim też trochę wprawy, tak więc często odbywa się to pod okiem Przewodnika (gwoli prywaty, pragnę jeszcze nadmienić że moja babcia - na kilkanaście dni przed swoją śmiercią, leżąc już w szpitalu - mówiła do mnie o jakimś domku, który znajdował się w środku lasu na który padał blask słońca, chociaż ja niczego takiego nie byłem w stanie sobie przypomnieć, bo żadnego takiego domu nie mieliśmy. Ale babcia konsekwentnie mówiła że ja tam byłem wraz z moją mamą. Dopiero gdy zmarła, zaczął mi się w pamięci kształtować obraz tego domku - ale to już zupełnie inna historia).




To jest prawdziwy "plac zabaw" dla duszy. Można tam stworzyć wszystko, włącznie z ulubionymi za życia zwierzakami (o duszach zwierzęcych i o tym co się z nimi dzieje, również opowiem w dalszych częściach tej serii). Dusza może tam też przybrać takie ciało, jakie posiadała we wcześniejszych wcieleniach (nie musi to być wcale ten ostatni żywot). Inne dusze bardzo często przybywają do tych stworzonych (na obraz i podobieństwo) miejsc, by wspólnie odtwarzać przyjemne doświadczenia z przeszłych wcieleń. Dusze mogą odtwarzać wszystkie przyjemne za życia doświadczenia (pisząc "WSZYSTKIE" mam na myśli naprawdę wszystko), mianowicie nawet (co może na pierwszy rzut oka wydawać się dosyć dziwne, lecz zaraz wyjaśnię iż wcale takim nie jest) przyjemność seksualną. Dlaczego "przyjemność seksualną" i jak to możliwe, skoro dusza nie posiada fizycznego ciała? Nie musi go posiadać (naprawdę nie musi), wystarczy jej Umysł i zapisane w Nim przyjemne wspomnienia, choćby nawet i te seksualne - to wszystko można bowiem ponownie odtworzyć. W "Świecie Dusz" niemożliwe jest żadne oszukiwanie samego siebie i choć fakt nieposiadania fizycznego ciała zaopatrzonego w system nerwowy sprawia iż dusze nie mogą doznawać "Tu" żadnych wrażeń dotykowych, to jednak pamięć pełni doznań zmysłowych (w tym i erotycznych) jest możliwa dzięki sile dwóch całkowicie złączonych ze sobą umysłów. Miłość jest bowiem pragnieniem pełnego zjednoczenia się z Jej przedmiotem, a fizyczna ekspresja odtwarzana ponownie w ciałach, przypominających biologiczne - stanowi jeden z Jej elementów.


CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XV

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XII



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XII





SŁOWIANIE W ANATOLII, NA BLISKIM WSCHODZIE I W EGIPCIE 
(ok. 1200 r. p.n.e. - ok. 1180 r. p.n.e.)
Cz. VII



BLISKI WSCHÓD W OGNIU SŁOWIAŃSKICH ŻAGIEW
(ok. 1200 r. p.n.e. - 1170 r. p.n.e.)
Cz. VIII


 



EGIPT
DRUGA INWAZJA
(ok. 1178 r. p.n.e.)



Ok. 1185 r. p.n.e. (1186 r. p.n.e.) na egipski tron wstąpił młody władca, syn Setnachta, założyciela nowej XX Dynastii, który przybrał sobie imię Ramzesa III (oczywiście mając w pamięci fakt, że starożytni Egipcjanie nie stosowali numerycznego rozróżniania poszczególnych władców). Ten młody władca we wszystkim nawiązywał do swego wielkiego poprzednika - Usermaatre Setepenre Ramzesa (II) Meriamona (zwanego po prostu Ramzesem II Wielkim), po którego śmierci (ok. 1213 r. p.n.e.) Egipt zaczął doświadczać coraz większego kryzysu i upadku swej dotychczasowej, mocarstwowej pozycji. Co prawda jeszcze syn Ramzesa II - Bienre Meriamon Merenptah Hetephermaat (czyli Merenptah) zdołał utrzymać polityczną stabilność kraju i prowadził szeroką działalność budowlaną (m.in. budowa swojej świątyni grobowej, rozbudowa świątyni Ptaha w Memfis i umocnienie tego miasta, a także rozbudowa portu w Heliopolis), powstrzymał też pierwszy najazd "Ludów Morza" (ok. 1207 r. p.n.e.), jednak gdy zmarł (ok. 1203 r. p.n.e.) tron Egiptu przywłaszczył sobie (z pominięciem prawowitego następcy tronu - syna Merenptaha - księcia Setiego) niejaki - Amenmes (jego pełne tronowe imię brzmiało: Menmire Setepenre Amenmose), wnuk Ramzesa II (ponoć syn jego córki o imieniu - Tachat). Odsunął on Setiego na dalszy plan podstępem, organizując po śmierci Merenptaha jego uroczysty pogrzeb i od razu koronując się podwójną biało-czerwoną koroną na króla Obu Krajów (Górnego i Dolnego Egiptu). Seti musiał wówczas być nieobecny w Pi-Ramzes i gdy dowiedział się co zaszło, było już za późno i musiał uznać władzę swego kuzyna. Amenmose nie był jednak przygotowywany do objęcia tronu (nawet jako jeden z możliwych kandydatów), a świadczy o tym fakt, iż jego żoną była kobieta nie spokrewniona z rodziną panującą, a nosiła ona imię Bekenurel. Rządy Amenmose nie trwały długo i już w pięć lat po objęciu władzy złożony został do swego grobu w Dolinie Królów. Teraz znów nadszedł czas Setiego, który koronował się jako: Usercheperure Meriamon Seti (II) Meneptah. Zaraz też po odprawieniu ceremonii pogrzebowych swego poprzednika, zaczął usuwać wszelkie jego inskrypcje z kartuszy i pomników i nazwał go uzurpatorem (grobowiec Amenmose celowo też nie został dokończony, co miało świadczyć o jego uzurpacji, czyli zamachu na "Boską Linię Królów"). Seti II miał wówczas ponad pięćdziesiąt lat i trzy oficjalne żony - Tachat (nie należy jej łączyć z córką Ramzesa II o tym samym imieniu), Tauseret oraz Tiję. To ta ostatnia dała mu syna, który przeżył wiek młodzieńczy i objął tron po śmierci swego ojca (mówi się że Seti II panował sześć lat, ale z pewnością zalicza się tutaj lata od śmierci jego ojca - Merenptaha, podczas których Seti był odcięty od władzy przez swego kuzyna Amenmose, a gdy objął tron, panował zapewne nie dłużej, jak kilkanaście miesięcy, może rok), a zwał się Ramzesem-Siptahem.

W chwili objęcia władzy (ok. 1197 r. p.n.e.), Ramzes-Siptah był jeszcze dzieckiem, przeto rządy w jego imieniu objęła Wielka Małżonka Królewska (po śmierci Tachat była nią Tauseret), matka pierwszego syna i następcy tronu Setiego II - Setiego-Merenptaha, który jednak nie doczekał chwili intronizacji i zmarł na krótko przed swym ojcem. Tak więc realnie rządy nad państwem spoczęły teraz w ręku kobiety, która dodatkowo nie była matką panującego władcy, lecz jego macochą. Tauseret uczyniła naczelnym skarbnikiem państwa swego kochanka o imieniu Baj (wcześniej pełnił on funkcję nadwornego pisarza) i obaj wspólnie zarządzali Egiptem. Baj doszedł do takiej władzy, że otrzymał prawo wykucia własnego grobu w Dolinie Królów (pozycja KV13), ale Egipcjanom nie żyło się wówczas dobrze i źle wspominali potem ten okres: "W Egipcie zabrakło władzy, każdy sam sobie stanowił prawo. Przez wiele lat nie było bowiem panującego, póki nie nastał czas innych. Egipt podzielili między siebie dostojnicy i naczelnicy osad, a każdy mordował drugiego, bogatego czy biednego. Potem nastał inny ród panujący w pustych latach. Przyłączył się do niego Syryjczyk Jarsu, pełniący wysoki urząd. Na całym kraju położył rękę jako zarządca: i on, i tamci połączyli się, by grabić ludzi! A bogów traktowano nie lepiej niż ludzi: w świątyniach nie składano już ofiar" (Papirus Harris I 75.2-6). Gwoli wyjaśnienia pragnę nadmienić że zdanie "przez wiele lat nie było bowiem panującego" odnosi się do egipskiej tradycji, która rządy uzurpatorów kazała określać jako stan bezkrólewia, zaś ów Syryjczyk Jarsu, który jest tu wymieniony, to z pewnością ów skarbnik i królewski kochanek - Baj, który musiał zmienić imię na egipskie aby móc objąć jakikolwiek urząd i zostać pochowany na egipskiej ziemi. Ok. 1194 r. p.n.e. (po upływie trzech lat) Ramzes-Siptah (zapewne za radą swojej matki lub ludzi, którzy pragnęli odsunąć od władzy królową Tauseret i jej syryjskiego pomagiera) zmienił swe imię i zwał się odtąd Merenptah-Siptah. W zasadzie nie wiadomo czym miała być podyktowana zmiana królewskiego imienia, gdyż nie pociągnęła ona za sobą żadnego wzmocnienia pozycji panującego władcy kosztem regentki? Prawdopodobnie więc projektowany zamach haremowy nie doszedł do skutku, a Tauseret okazała się zbyt silna, aby można było ją obalić, przeto młodemu władcy pozostała wówczas jedynie zmiana imienia. Zresztą zmarł on po upływie kolejnych trzech lat (ok. 1191 r. p.n.e.) i teraz to Tauseret (podobnie jak prawie trzysta lat wcześniej królowa Hatszepsut) koronowała się na władcę Egiptu. Była drugą kobietą która przywdziała białą koronę Górnego i czerwoną koronę Dolnego Egiptu (i zaledwie jedną spośród czterech kobiet, które w ciągu tysiąca lat władały Krajem Piramid). Gdy tylko zabalsamowane ciało Merenptah-Siptaha złożone zostało do grobu, królowa kazała zniszczyć jego kartusz, a świątynię (podobnie jak w przypadku Amenmose) pozostawić nieukończoną. Była to zapewne jej prywatna zemsta za nieudaną próbę zamachu stanu sprzed trzech lat.




Jej rządy też jednak trwały krótko bo zaledwie trzy lata, ale okres regencji i panowania został zaliczony, gdyż rządy Tauseret odnotowano zarówno na Synaju, jak i w Palestynie, a ona sama kazała sobie zbudować grobowiec w Dolinie Królów i świątynię grobową na południe od Ramasseum. Zmarła ok. 1188 r. p.n.e. i zastąpił ją na tronie faraonów założyciel kolejnej, XX Dynastii - Userchaure Setepenre Meriamon Setnacht, który ponoć przywrócił porządek w kraju po latach chaosu. Po złożeniu do grobu królowej Tauseret, obalił on Syryjczyka Baję, skazując go na śmierć. Przejął świątynię grobową poprzedniej królowej i poza tym nic więcej nie wiadomo o jego rządach. Panował bowiem też bardzo krótko - zaledwie dwa lata (do ok. 1286 r. p.n.e.). Po nim zaś tron objął jego syn - Ramzes, który koronował się jako: Usermaatre Meriamon Ramzes (III). Ten młody władca - jak już wspomniałem - wzorował się na swym sławnym poprzedniku z poprzedniej Dynastii - Ramzesie II Wielkim i można powiedzieć, że on również zasłużył sobie na ten sam przydomek. Czasy w których przyszło mu żyć i panować nie należały bowiem do łatwych, jako że dramatycznie zmieniała się sytuacja międzynarodowa wokół Egiptu. Państwo Hetytów pod rządami Supiluliumy II właśnie się rozpadało pod ciosami najezdniczych ludów z Północy, Syria i Kanaan również przeżywały kryzys i podatne były na podobne ataki. Słabła też Babilonia pod rządami Meli-Szipaka, który zmuszony został do złożenia hołdu władcy Elamu - Szutruknahnutne. Asyria również przeżywała rozpad władzy centralnej po śmierci wielkiego Tikulti-Ninurty I (ok. 1207 r. p.n.e.), bowiem jego syn (Aszur-nadin-apli) i bratanek (Aszur-nirari III) nie byli w stanie oprzeć się potędze kapłanów boga Aszura i arystokracji wojskowej, do której doszła również w tym czasie arystokracja biurokratyczna. W takiej to sytuacji osłabienia bliskowschodnich struktur państwowych, na arenę dziejów wkroczyły tzw.: "Ludy Morza", czyli przybysze z odległych, północnoeuropejskich ziem, którzy wypchnięci z własnych terenów (z pewnością ogromny wpływ na tę migrację miała bitwa w Dolinie Dołęży z ok. 1250 r. p.n.e., która odkryta została dopiero kilka lat temu i już ogłoszona... jedną z największych bitew starożytności) szukali teraz nowych ziem pod osiedlenie. Z perspektywy Egiptu sytuacja była jednak o tyle groźna, że agresja "barbarzyńców" groziła temu krajowi zarówno od Zachodu jak i od Wschodu.




Ramzes III doskonale zdawał sobie z tego sprawę, a pragnąc zwycięstw i sławy swego wielkiego imiennika, postanowił uprzedzić atak. W piątym roku swego panowania (ok. 1181 r. p.n.e.) wyruszył na Libię (lud Tehenu), skąd prawie trzydzieści lat wcześniej doszło do inwazji na Deltę zarówno lokalnych plemion, jak i przybyłych na swych okrętach z Północy plemion - Szardanów oraz Lukka. Kampania ta jednak nie zakończyła się zwycięstwem i Egipcjanie musieli się stamtąd wycofać. Teraz ruch należał do "barbarzyńców", którzy w ósmym roku rządów Ramzesa III (ok. 1178 r. p.n.e.) uderzyli w lądowo-morskim najeździe na Egipt. Szardanowie i Lukka maszerowali drogą lądową z Kanaanu na Deltę, zaś plemiona Szakalasz, Maszuasz, Akauasz i Tursza atakowały od strony morza. Był to niszczycielski najazd, który miał zaważyć na dalszych losach Egiptu. Celem najeźdźców było zdobycie Memfis (które to miasto znów stało się głównym ośrodkiem Egiptu, po przeniesieniu tam władzy z Pi-Ramzes za czasów Setnachta). Ramzes III zgromadził swą armię na Synaju i pomaszerował z nią do południowej Palestyny, gdzie w rejonie miasta Aszkelon napotkano siły nieprzyjaciela. W bitwie pod Aszkelonem Egipcjanom udało się zatrzymać pochód Ludów Morza, ale poniesiono tam też spore straty liczebne. W każdym razie najeźdźcy zawrócili a Egipcjanie nie mieli siły, aby ich ścigać i również powrócili do siebie. Tymczasem w rejonie Delty atakujące plemiona próbowały przedostać się od strony morza na egipskie wybrzeże i również w ten sposób opanować Memfis. Stała tam jednak już egipska flota i w bitwie morskiej o Deltę najeźdźcy także zostali pokonani. Ramzes - ogromnym kosztem -zdołał ocalić swój kraj i na swoje konto zapisał dwa wspaniałe zwycięstwa. Niestety, nie zostały one dostatecznie wykorzystane, jako że Ludy Morza nie zostały definitywnie rozbite, a jedynie zmuszono je do odwrotu. Pozwoliło to potem tym plemionom osiedlić się na stałe zarówno na Wschodzie (Kanaan a szczególnie Kraj Nadmorski), jak i na Zachodzie (Libia), co w późniejszych latach uniemożliwiło Egipcjanom odrodzenie swojej mocarstwowej polityki i ponowną ekspansję w kierunku Palestyny i Libii. Doprowadziło to do swoistej filistyńskiej dominacji w Kanaanie, która trwała nieprzerwanie przez 250 lat i zakończyła się dopiero wraz z najazdem faraona Szeszonka I (z Dynastii libijskiej - dynastii "jasnowłosych" i "błękitnookich" Libijczyków, co samo w sobie stanowi kuriozum) w 925 r. p.n.e. Egipcjanie byli w stanie pobić najeźdźców, ale nie potrafili ich ostatecznie pokonać, co też doprowadziło do sytuacji, w której Egipt realnie utracił swoje wpływy w Palestynie i sprowadzony został do roli państwa które musiało się liczyć z miastami-państwami filistyńskiego Pentapolis a nawet z Libijczykami. Czy było to więc zwycięstwo o jakim marzył faraon? Wydaje się że nie, choć Ramzes III na tym nie poprzestał i w jedenastym roku swego panowania (ok. 1175 r. p.n.e.) ponownie wyprawił się na Libię, a jeśli wierzyć jego reliefom ze świątyni grobowej w Medinet Habu, odniósł tam kolejne zwycięstwo. Do egipskiej niewoli dostało się wielu libijskich jeńców, którym wypalano teraz na ciele piętno ich niewolniczego stanu, a stada i dobytek jaki posiadali, zapełniły majątek faraona oraz egipskich świątyń.




Były to jednak już ostatnie lata egipskiej chwały. Wkrótce potem ukończono świątynię grobową faraona w Medinet Habu (12 rok jego panowania) na której to przedstawiono wszystkie te sceny rodzajowe walk Egipcjan z najeźdźcami (pokazano tam również Syryjczyków, Hetytów i Nubijczyków, aby jeszcze bardziej rozsławić egipski triumf, choć oni akurat udziału w walkach nie brali - co prawda znalazłem wzmiankę o pewnym oddziale Hetytów który dotarł wówczas do Kadesz, ale o jakichkolwiek walkach z Egipcjanami nic tam nie ma, tym bardziej że państwo Hetytów w tym właśnie czasie... już nie istniało). Co ciekawe, kryzys Egiptu powrócił wkrótce po tym sławnym zwycięstwie i przejawiał się zarówno w gospodarce (np. królewscy robotnicy w Deir el-Medina całymi tygodniami nie otrzymywali swej zapłaty - wypłacanej wówczas w postaci niezbędnego zaopatrzenia), jak również w próbach buntu społecznego i niepewności co do lojalności urzędników. Przede wszystkim jednak prawdziwy bunt zrodził się w samym haremie, gdzie ok. 1155 r. p.n.e. jedna z żon władcy, imieniem - Tiji, aby utorować drogę na tron dla swego syna - Pentuara, opracowała plan zamachu na życie władcy, który powiódł się jedynie częściowo. Co prawda spiskowcom udało się zamordować Ramzesa III (jego mumia długo nie wykazywała żadnych oznak przemocy fizycznej, ostatecznie jednak archeolodzy i patomorfolodzy dopatrzyli się nacięcia na kręgu szyjnym; czyli władca ten zginął, gdy podcięto mu gardło), ale już im się nie udało wprowadzić na tron Pentuara, gdyż starszy syn zamordowanego - Ramzes, sam objął tron i koronował się jako: Hekamaatre Setepenamon Ramzes (IV). Wytoczył on natychmiast proces wszystkim autorom haremowego spisku, na którym to zapadło wiele wyroków śmierci (niektórzy ze spiskowców zostali zmuszeni do popełnienia samobójstwa jeszcze podczas procesu), tak stało się chociażby z Tiji i jej synem Pentuarem (co do Tiji nie ma stuprocentowej pewności, istnieją tylko przypuszczenia; Pentuar natomiast został zmuszony do honorowego samobójstwa, aby nie zostać skazanym na śmierć lub nawet pod danym torturom. Innym ważnym argumentem, który niewątpliwie przemawiał do każdego Egipcjanina, było utrzymanie jego ciała po śmierci w niezniszczonym stanie, gdyż Egipcjanie wierzyli, że aby dostać się do Krainy Bogów, muszą zachować ciało w niezniszczonym stanie - stąd praktyka mumifikacji - jeśli by mu tego odmówiono, mógłby uznać że po prostu po śmierci przestanie istnieć, dlatego też wybrał samobójstwo, aby tylko zachować duszę po śmierci). Ale to już opowieść na zupełnie inny temat, tymczasem my ponownie wróćmy teraz do Kanaanu, gdzie przyjrzymy się tworzeniu i umacnianiu filistyńskiej dominacji w Palestynie.




CDN.

01 lutego 2026

WIELKA WOJNA NA WSCHODZIE - Cz. XIX

OSTATNIA WOJNA 
HELLEŃSKIEGO ŚWIATA





EGIPT PTOLEMEUSZY
(RETROSPEKCJA)
Cz. XIX




Wojna pomiędzy sojuszem greckich miast Syrakuz i Akragas a władcą plemienia sycylijskich Sykulów - Duketiosem, wybuchła w 451 r. p.n.e. Pierwszym celem króla Sykulów było miasto Etna (czyli dawne Naksos) leżące w strefie wpływów Syrakuz. Duketios zdobył to polis, a następnie skierował się przeciwko Akragas, zajmując twierdzę Motyon. Połączone siły Akragas i Syrakuz próbowały przeszkodzić Duketiosowi w opanowaniu tej twierdzy, ale wojska greckie poniosły porażkę w bitwie z armią Sykulów pod Motyon i musiały zawrócić. Duketios był teraz panem sytuacji, opanował znaczne tereny należące do Greków, zajął Naksos i kontrolował ziemie południowo-wschodniej Sycylii, wbijając się klinem pomiędzy miasta Akragas, Gela i Syrakuzy. Na opanowanych przez siebie ziemiach nie prześladował jednak ludności greckiej, spodziewając się że taka polityka ułatwi mu w przyszłości zawarcie korzystnego pokoju oraz być może sojuszu z greckimi miastami na wyspie. W Syrakuzach natomiast lud postanowił surowo ukarać dowódców, którzy ponieśli klęskę w bitwie z Duketiosem pod Motyon. Kilku z nich ukarano śmiercią, w większości jednak zostali oni skazani na wygnanie, a następnie wybrano nowych dowódców i przygotowano się do nowej wojny na wiosnę roku 450 p.n.e. Nową kampanię skoordynowano z mieszkańcami Akragas, którzy mieli uderzyć na Motyon, natomiast Syrakuzańczycy ruszyliby bezpośrednio do kraju Sykulów. Tak też się stało i wiosną 450 r. p.n.e. wojska syrakuzańskie wdarły się na ziemie plemienia Sykulów, gdzie drogę zastąpił im Duketios ze swoją armią, natomiast Akragazyci podeszli pod Motion i odbili tę twierdzę. W kraju Sykulów zaś (w bliżej nieokreślonym miejscu) doszło do krwawej bitwy, która ostatecznie zakończyła się klęską Duketiosa, jednak Syrakuzańczycy również ponieśli tam znaczne straty. Sycylijski władca jednak w obliczu klęski militarnej i utraty wszystkich swych sojuszników nie popełnił samobójstwa a wybrał ucieczkę i to gdzie - zdając sobie sprawę że Syrakuzanie respektują prawa błagalników, zbiegł właśnie do Syrakuz, gdzie jako błagalnik pod posągiem Apollina błagał o darowanie mu życia. Zgromadzenie Ludowe obywateli miasta postanowiło więc darować mu życie (uśmiercenie bowiem błagalnika u stóp bóstwa było niewybaczalnym świętokradztwem, a nowe, demokratyczne władze Syrakuz bardzo dbały o to, aby ich stosunki z bogami były jak najlepsze). Postanowiono jednak wysłać Duketiosa z dala od Sycylii i jako miejsce pobytu wybrano Korynt w Grecji właściwej, przyznając Duketiosowi jednocześnie roczne stypendium, aby mógł dostatnio żyć w tym mieście i nigdy już nie wrócić na wyspę.




Sukces odniesiony w wojnie z Sykulami (których związek po upadku Duketiosa rozpadł się), znacznie wzmocnił Syrakuzy i ponownie wysunął je na pierwsze miejsce wśród wszystkich greckich miast na Sycylii. Znacznie wzmocniło to też młodą, bo zaledwie 15-letnią syrakuzańską demokrację. Zresztą Syrakuzy już wcześniej odniosły sukces w pierwszej wielkiej wojnie, jaką toczyła ta młoda demokracja z wrogiem zewnętrznym którym byli Etruskowie. W 454 r. p.n.e. zajęli oni wyspę Elbę (Ajthalię), zaatakowali etruskie posiadłości w Alerii na Korsyce (dawnej greckiej Alalii), oraz spustoszyli wybrzeże Etrurii, zdobywając mnóstwo łupów i uprowadzając lokalną ludność w niewolę. Wyrośli przez to na pierwszą wyspiarską potęgę, zostawiając w tyle takie miasta jak Akragas, Gela czy Messana. Bardzo nie podobało się to szczególnie dotychczasowym syrakuzańskim sojusznikom z Akragas, a punktem zapalnym dodatkowo był fakt, że Syrakuzańczycy nie porozumieli się z mieszkańcami Akragas, decydując się pozostawić przy życiu Dukatiosa i odesłać go do Koryntu. Konflikt ten trwał kilka lat, aż wreszcie w 446 r. p.n.e. Syrakuzy (wierząc w siłę swego oręża) oficjalnie wypowiedziały wojnę Akragas. Aby jeszcze bardziej rozsierdzić swego dawnego sprzymierzeńca, Syrakuzańczycy sprowadzili z powrotem na Sycylię Duketiosa - polecając mu założenie wspólnej kolonii Greków i Sykulów na przylądku Kale Akte (obfitego w liczne lasy potrzebne do budowy okrętów). Duketios wywiązał się z tego zadania, pragnąc jednak odbudować swe dawne królestwo i uniezależnić się od Syrakuz, ale początkowo udawał sojusznika, dążąc jednak do wzmocnienia swej władzy i odbudowy własnej armii. Tymczasem hoplici Syrakuz (i sprzymierzonych polis m.in.: Naksos i Messany) rozgromili w bitwie w rejonie Akragas tamtejszą armię (445 r. p.n.e.) wygrywając wojnę i umacniając się jako niepodważalny hegemon Sycylii. W czasach gdy w Grecji właściwej rosła potęga Związku Morskiego podlegającego Atenom, a Perykles w 446 r. p.n.e. rozpoczął kampanię karną przeciwko zbuntowanym miastom Eubei (oficjalnie zbuntowanym przeciwko polityce Związku Morskiego, a realnie przeciwko całkowitej dominacji Aten) niszcząc przede wszystkim Histiaję i zasiedlając ją ateńskimi kleruchami (kolonistami), w tym właśnie czasie, po dwudziestu latach istnienia demokracji syrakuzańskiej, miasto to ponownie odzyskało dawne wpływy, jakie posiadało w czasach rządów tyranów.

Na prawie całej Sycylii (nie licząc tych emporiów na zachodzie wyspy, które były kontrolowane przez Kartagińczyków) nastał więc pokój na warunkach narzuconych przez Syrakuzy. Wszyscy wrogowie zostali skutecznie pokonani lub odepchnięci z wyspy, Kartagińczycy już czterdzieści lat utrzymywali pokój (po klęsce pod Himerą z 480 r. p.n.e.) i woleli zająć się handlem niż prowadzić wojnę z Grekami, Etruskowie zaś nie zapędzali się już w rejon Cieśniny Meseńskiej, zaś wydarzenia w południowej Italii niewiele obchodziły mieszkańców Syrakuz (a rósł tam konflikt pomiędzy miastami Tarentem i Siris w Zatoce Tarenckiej - który w latach 30-tych V wieku p.n.e. doprowadzi do wojny pomiędzy tymi polis). Natomiast w ogóle już Syrakuzańczycy nie zaprzątali sobie głowy wydarzeniami dziejącymi się wówczas w mieście ulokowanym nad brzegiem Tybru, które w przyszłości stworzy jedno z największych imperiów w dziejach świata - czyli w Rzymie - wówczas wciąż jeszcze dużej wiosce, która tylko z nazwy była osadą typu miejskiego. W roku zwycięstwa Syrakuz nad Akragas (czyli 445 p.n.e.) w Rzymie ustawą trybuna ludu - Gajusza Kanulejusza zezwolono na zawieranie małżeństw pomiędzy patrycjuszami a plebejuszami. Rzymska Republika też była młoda (miała bowiem zaledwie 65 lat) i wciąż nie do końca ukształtowana. Dopiero bowiem niedawno - z punktu widzenia okresu o którym opowiadam - spisano w Rzymie pierwsze prawa. W 451 r. p.n.e komisja decemwirów wystawiła na Forum Romanum dziesięć kamiennych tablic ze spisanymi podstawowymi prawami, które notabene obowiązywały w rzymskim prawodawstwie przez prawie cały okres istnienia Imperium Romanum (pierwsza bowiem kodyfikacja została poczyniona dopiero w 438 r. za cesarza Teodozjusza II, gdy Imperium Rzymskie na Zachodzie zaczęło powoli sypać się w gruzy. Tak więc przez prawie 890 lat Rzymianie opierali się jedynie na prawie tych oto dwunastu kamiennych tablic (dwunastu, ponieważ dwie dodatkowe wystawiono na Forum w 449 r. p.n.e. po Drugiej Secesji plebejuszy na Świętą Górę. Wówczas też oficjalnie przyjęto nazwę konsulów jako najważniejszych urzędników państwowych, wcześniej bowiem od 509 r. p.n.e. zwano ich pretorami najwyższymi - praetores maximi). Prawa Dwunastu Tablic młodzi Rzymianie uczyli się w szkołach na pamięć (tak jak Grecy na pamięć uczyli się Iliady, a w czasach Peryklesa dodatkowo ateńscy młodzieńcy musieli znać na pamięć "pieśń tyranobójców" zwaną też "pieśnią wolności" - Harmodiosa i Aristogejtona, którzy w 514 r. p.n.e. zamordowali tyrana Hipparcha). W 447 r. p.n.e. wprowadzono również dodatkowo wybieralny urząd kwestorów (oskarżyciel publiczny - sędzia śledczy), dotychczas mianowanych przez konsulów, teraz zaś wybieranych spośród patrycjuszy, a od 409 r. p.n.e. również spośród plebejuszy. Zaś w 443 r. p.n.e wprowadzono funkcję cenzora - również (do roku 351 p.n.e.) dostępnego tylko dla patrycjuszy. Tak oto zaczął kształtować się system republikańskiej rzymskiej władzy.




Ale Greków na Sycylii polityczne rozwiązania jakiejś nadtybrzańskiej wioski zupełnie wówczas nie interesowały, większość zaś nawet nie zdawała sobie sprawy z istnienia takiej osady jak Roma. Zajmowała ich natomiast kwestia rosnącego w siłę w kolonii Kale Akte Duketiosa, który sprowadzał tam coraz więcej Sykulów i tworzył z nich swoją armię. Sytuacja stawała się na tyle poważna, że otwarcie już szykowano się do nowej wojny z Dukatiosem i tylko jego śmierć w 440 r. p.n.e. (prawdopodobnie z przyczyn naturalnych, ale któż to teraz może stwierdzić z całą pewnością?) spowodowała, iż Sykulowie ponownie się rozpadli na szereg mniejszych grup, które kontrolowały poszczególne miasta w środkowo-wschodniej Sycylii, a z nimi już Syrakuzanom poszło dość łatwo i do 439 r. p.n.e. zdobyli oni zarówno Morgantinę, Palike jak i Hennę - główne miasto Sykulów. Następnie nałożono na te miasta daninę, o czym wspomina zarówno Diodor jak i Tukidydes (ten ostatni dodaje jednocześnie że nie wszystkie miasta sykulskie na Sycylii zostały podporządkowane Syrakuzom, część zdołała zachować wolność, jak choćby Hybla). Syrakuzy zaś bez wątpienia rosły w siłę i potęgę. Do miasta sprowadzono licznych sykulskich niewolników, spływały tam również daniny z sykulskich miast, co pozwoliło podwoić liczbę konnicy miejskiej oraz powiększyć flotę do 100 trier (choć z tym ostatnim nie ma takiej pewności, bowiem Tukidydes w 427 r. p.n.e pisał że Syrakuzy nie miały floty, co by świadczyło że albo coś się do tego czasu wydarzyło, albo też nie rozbudowały one wcześniej swojej siły morskiej). Wydawało się więc że miasto jest zamożne, bezpieczne, a jego hegemonia na Sycylii nie podlega żadnej dyskusji. Ugruntowany też został ustrój demokratyczny, a demokratyczni politycy przestali obawiać się zamachu na ustrój polityczny własnego polis (co objawiło się chociażby w zniesieniu systemu petalizmu - 454/453 r. p.n.e. - czyli głosowania za pomocą listków oliwnych, podobnego do ostracyzmu stosowanego w Atenach). Z Atenami więc łączył Syrakuzan zarówno ustrój polityczny jak i dążenie do dominacji, ale pomimo tego, mieszkańcy Syrakuz byli Dorami i nie zamierzali pozwalać na to, aby Ateńczycy poszerzyli swoje wpływy na obszar Italii czy Sycylii. A taka okazja do zamontowania ateńskich wpływów w Italii pojawiła się w jej najsłabszym punkcie - w Sybaris.




Miasto to, wzniesione ok. 720 r. p.n.e. przez kolonistów achajskich, przez długi czas było symbolem bogactwa, obżarstwa i seksualnego rozpasania (o Sybarytach pisałem już kilkukrotnie wcześniej). W 510 r. p.n.e. Sybaris zostało zdobyte i zniszczone przez swego konkurenta - Kroton, ale część ludności pozostała w mieście po jego upadku, lecz wieść mieli oni (jak pisze Berard) "ciemne dni pod jarzmem Krotonu". Pierwsza próba emancypacji miasta miała miejsce w latach 476/475 p.n.e. gdy do Sybaris wysłany został przez swego brata Hierona z Syrakuz - Polyzelos (o czym pisałem w poprzednich częściach); niewiele jednak tam zdziałał (albo zgoła nic, być może w ogóle nawet tam nie przybył) skoro w 453 r. p.n.e. miasto ponownie się zbuntowało przeciw władzy Krotonu pod przywództwem niejakiego Tessalosa. Dokładnie nie wiadomo czy udało mu się zrzucić zależność Krotonu, ale ponoć bił własne monety, co może świadczyć że jednak dominacja Krotonu na północ od rzeki Kratis dobiegła wówczas końca. Sybaryci zawarli wówczas sojusze ze swymi dawnymi koloniami Laus i Posejdonią (które zapewne udzieliły im pomocy w walce z Krotonem). Ale wówczas to właśnie kwestię Sybaris postanowił wykorzystać Perykles, który zaproponował założenie ateńskiej kolonii w południowej Italii. Początkowo miano założyć nową kolonię do spółki z Sybarytami, ale gdy ateńscy kleruchowie wylądowali w rejonie rzeki Kratis w 444 r. p.n.e Sybaryci zażądali najlepszej ziemi i najważniejszych urzędów dla siebie, co oczywiście spotkało się z niechęcią Ateńczyków i doprowadziło do walki o władzę nad dawnym polis. Zwycięsko wyjść mieli z niej Ateńczycy i założyli oni kolonię o nazwie Turioj (443 r. p.n.e.). Dawni Sybaryci zaś osiedli w osadzie którą nazwano Sybaris nad Traes, położonej na południowy wschód od dawnego miasta, gdzie bili monety wzorowane na tych Posejdonii. Wkrótce potem jednak zostali zniszczeni i zniewoleni przez italskie plemię Bruttów (ok. 440 r. p.n.e.). Założenie jednak przyczółka ateńskiego w południowej Italii w Turioj (i drugiego ok. 440 r. p.n.e. w odrodzonym Neapolis), stwarzało poważne zagrożenie dla syrakuzańskich wpływów nie tylko w Italii, ale również na Sycylii.

Gdy zaś w roku 433 p.n.e. Ateny zawarły przymierze z miastem Region - leżącym w Cieśninie Meseńskiej, oraz z miastem Leontinoi na Sycylii, graniczącym od północy z Syrakuzami, sprawa była już bardzo poważna. Nic więc dziwnego że gdy w 433 r. p.n.e. wybuchła w Grecji Wojna Peloponeska, Syrakuzy jako jedne z pierwszych opowiedziały się po stronie Symmachii Spartańskiej przeciwko Atenom. Gdy zaś Ateńczycy około 433 r. p.n.e. zawarły również sojusz z miastem Halikiaj, leżącym w pobliżu Segesty (osady plemienia Elymów z zachodniej Sycylii) Syrakuzy były o krok od wypowiedzenia Atenom wojny. Do tego jednak nie doszło, ale Syrakuzańczycy mocno wsparli innych niż ateńscy kolonistów, którzy zjawiali się i osiedlali w Turioj. Wkrótce potem wybuchła w tym polis afera (wspierana przez Syrakuzy) która ostatecznie doprowadziła do utraty kontroli nad tym miastem przez Ateny. A we wszystko oczywiście włączeni zostali greccy bogowie, którzy stanowili nieodłączny element helleńskiego życia.




CDN.
 

31 stycznia 2026

GWAŁT - CZY NIEODZOWNY ELEMENT KOBIECEGO LOSU? - Cz. IV

NAJDZIWNIEJSZE I (NIEKIEDY)
NAJBRUTALNIEJSZE PRZYPADKI
GWAŁTÓW W HISTORII





III
GWAŁTY W CESARSKIM PAŁACU
   40 r. 
Cz. II


GERMANIK



26 maja 17 r. Gajusz Klaudiusz Druzus Cezar Germanik odbył wspaniały triumf w Rzymie, wzbudzając wielkie emocje także tym, że za nim w drugim rydwanie jechały wszystkie jego dzieci, co wywoływało wybuchy radości zgromadzonych Rzymian. Tyberiusz zdawał sobie sprawę, że pozostawienie Germanika w Rzymie może okazać się dla niego bardzo niebezpieczne, dlatego wkrótce po triumfie wyznaczył mu nową misję. Teraz miał się udać na wschód, do Syrii, aby stłumić pojawiające się tam żołnierskie niezadowolenie. Tyberiusz prawdopodobnie celowo wyznaczył Germanika na głównodowodzącego Armią Wschodu (Orientu) i kontrolera namiestników tamtejszych prowincji, jednocześnie namiestnikiem Syrii wyznaczył Gnejusza Pizona, który znany był ze swej niechęci do Germanika i z gwałtownego charakteru. Tak więc rodzina Gajusza Juliusza Cezara (Kaliguli) po zaledwie kilku miesiącach przebywania w Rzymie, znów szykowała się do kolejnej podróży. Podróż do Syrii na cesarskim okręcie, nie mogła też przebiegać łagodnie, bowiem ani Germanik z Pizonem, ani też Agrypina z żoną Pizona - Plancyną, nie mogli dojść do porozumienia. W trakcie podróży (styczeń lub luty 18 r.) zatrzymano się na krótko na Lesbos, gdzie Agrypina urodziła swoje szóste (a w rzeczywistości dziewiąte, bowiem trójka dzieci zmarła w niemowlęctwie i dzieciństwie) dziecko, córkę - Julię Liwillę. Po czym ruszono w dalszą drogę. Już w Syrii konflikt Germanika z Pizonem przybrał jeszcze ostrzejszą formę.

Pizon starał się przeszkadzać i torpedować wszelkie przedsięwzięcia Germanika (prawdopodobnie czynił tak na polecenie cezara Tyberiusza), choć i w Syrii udało się Germanikowi odnieść kilka sukcesów. Pierwszym było zawarcie przymierza między Rzymem a Królestwem Partów, najpotężniejszym państwem za Eufratem, z którym ze zmiennym szczęściem walczyli już Marek Licyniusz Krassus (to ten, który pokonał Spartakusa i ostatecznie zakończył jego powstanie w 71 r. p.n.e. Poniósł klęskę i znalazł śmierć w bitwie z Partami pod Carrhae w 53 r. p.n.e. i to śmierć okrutną, wlano mu bowiem do gardła roztopione złoto) czy Marek Antoniusz (wyprawa 36 r. p.n.e. do Armenii także zakończyła się klęską a Antoniusz o mały włos nie podzielił losu Krassusa). Juliusz Cezar także planował wielką wojnę z Partami i powtórzenie sukcesu Aleksandra Wielkiego, ale... nie zdążył, Brutus, Kasjusz i inni zamachowcy byli szybsi. W 20 r. p.n.e. Oktawian August odniósł duży sukces polityczny, odzyskując od Partów wszystkie znaki legionowe i jeszcze żyjących jeńców rzymskich z armii Krassusa (wówczas zamienionych przez Partów w niewolników). Był to ogromny sukces, choć nie militarny a dyplomatyczny. Teraz, w 37 lat później Germanik odnowił sojusz z Partami i tym samym zabezpieczył wschodnią granicę przed ich atakami (18 r.). W 19 r. aby lepiej przyjrzeć się działaniom tamtejszego namiestnika, Germanik udał się do Egiptu. Krok ten jednak jeszcze bardziej oddalił Germanika od Tyberiusza, bowiem przed wyjazdem nie poprosił on o cesarską zgodę (a była ona konieczna, bowiem jeszcze August po podboju Egiptu i śmierci królowej Kleopatry VII w 30 r. p.n.e. wprowadził zakaz wstępu do Egiptu dla członków stanu senatorskiego bez osobistego zezwolenia cesarza, a chciał tym samym podkreślić wyjątkowy status Egiptu w ramach rzymskich prowincji). Pizon słał jedną skargę za drugą do cesarza na postępowanie Germanika, a ich konfrontacja zaczęła przybierać znamiona wzajemnej nienawiści.


KATASTROFALNA WYPRAWA MARKA ANTONIUSZA DO ARMENII W ROKU 36 p.n.e.
(W TYM TEŻ ROKU GAJUSZ JULIUSZ CEZAR OKTAWIAN POKONAŁ W BITWIE MORSKIEJ POD NAULOCHOS SEKSTIUSZA POMPEJUSZA - SYNA POMPEJUSZA WIELKIEGO, KTÓRY Z SYCYLII, SARDYNII I KORSYKI UCZYNIŁ SOBIE PIRACKIE PAŃSTEWKO, A SAM OGŁOSIŁ SIĘ NOWYM NEPTUNEM.
Chociaż tak na dobrą sprawę pod Naulochos zwyciężył Marek Agryppa, przyjaciel, druh a potem zięć Oktawiana Augusta)



Tak więc, gdy na przełomie września i października 19 r. Germanik ciężko zaniemógł, jak pisze Swetoniusz: "W Rzymie na pierwszą wiadomość o chorobie ludność, jakby rażona piorunem, pogrążyła się w smutku, oczekując następnych nowin. Nagle, już wieczorem, rozeszła się pogłoska, nie wiadomo za czyją sprawą, że wreszcie nastąpiła poprawa. Tłumy z pochodniami i ofiarnymi zwierzętami co tchu, bezładnie ruszyły na Kapitol i omal nie wyważono wrót świątyni, aby co prędzej złożyć z radością dziękczynne ofiary. Tyberiusza ze snu obudziły okrzyki obywateli radujących się po całym mieście, wyśpiewujących: Rzym ocalony, ojczyzna także, Germanik zdrów" (Germanik był bardzo popularny i bardzo lubiany wśród rzymskiego ludu, który widział go jako jedynego następcę Oktawiana Augusta, natomiast jego wuj - cesarz Tyberiusz, nie był lubiany wśród zwykłych Rzymian). Poprawa jego stanu zdrowia, jeśli rzeczywiście nastąpiła, była zwodnicza - Gajusz Klaudiusz Druzus Cezar Germanik (jak oficjalnie brzmiało jego imię), zmarł 10 października 19 r. w wieku zaledwie 33 lat. Jak dalej pisze Swetoniusz: "Gdy wreszcie została ogłoszona oficjalnie wiadomość o jego zgonie, nie można było ukoić powszechnej żałości ani żadnymi słowami pociechy, ani żadnymi obwieszczeniami. Trwała ona jeszcze przez całe święta miesiąca grudnia. Chwałę zmarłego i żal po nim pomnożyła groza nadchodzących czasów". Agrypina długo rozpaczała przy zwłokach męża i prawie siłą musiano ją odciągnąć, aby Germanika złożyć na marach i ciało podpalić. 




Teraz ta kobieta, będąca wnuczką Oktawiana Augusta (która za młodu, zwiedzając wraz z matką cieśninę Akcjum, śmiała się na jej słowa, że właśnie tutaj jeden dziadek z drugim dziadkiem walczyli na śmierć i życie o pierwszeństwo w państwie - chodziło oczywiście o bitwę morską pod Akcjum z 31 r. p.n.e. w której to Oktawian August ostatecznie pokonał Marka Antoniusza, który przegrał bitwę w dużej mierze na własne życzenie, opuszczając walczących żołnierzy i płynąc za odpływającym okrętem królowej Kleopatry - w tym momencie należałoby przytoczyć słowa z "Orestesa" Eurypidesa: "Kobiety zawsze bywały przeszkodą dla mężczyzn, los ich wikłając i niszcząc", oraz satyry Semonidesa: "Że los jednak nas łączy, nie wiemy. Bo Zeus kobietę głównym złem uczynił. Niestarganymi nas spętał więzami"), pozostała sama z dziećmi. Ale była ona potomkinią sławnych mężów i wzbierała w niej złość. Postanowiła więc poświęcić życie aby ukarać nie tylko bezpośrednich sprawców śmierci jej męża, za których uważała Pizona i jego żonę Plancynę, ale również doprowadzić do upadku Tyberiusza - głównego, jej zdaniem winowajcy śmierci Germanika. I choć (ponoć) sam Germanik przed śmiercią poprosił żonę aby nie szukała zemsty, w tej jednej, jedynej sprawie nie zamierzała słuchać ukochanego męża. Zaraz po skremowaniu jego zwłok, wyruszyła w drogę do Rzymu, podjąć batalię o wyjaśnienie tej śmierci i ukaranie wszystkich winowajców. Wraz z nią w drogę ruszyły również jej dzieci, w tym 7-letni Gajusz Kaligula.               


OBAJ DZIADKOWIE AGRYPINY - GAJUSZ JULIUSZ CEZAR OKTAWIAN I MAREK ANTONIUSZ - ODZNACZALI SIĘ ZUPEŁNIE INNYMI CHARAKTERAMI



Po spaleniu ciała Germanika na głównym placu w Antiochii - stolicy rzymskiej prowincji Syrii, Agrypina zebrała jego prochy i wsiadłszy na statek, skierowała się w stronę Rzymu, aby tam walczyć o sprawiedliwość i domagać się ukarania tych, których podejrzewała o otrucie swego męża (czyli właśnie namiestnika Gnejusza Kalpurniusza Pizona i jego żony Plancyny). Podróż przebiegała wzdłuż brzegów Syrii i Azji Mniejszej w kierunku Grecji, dłuższy odpoczynek (kilkudniowy) zaplanowano jedynie na Korkirze - greckiej wyspie leżącej na Morzu Jońskim, po czym okręt Agrypiny ruszył w kierunku portu Brundyzjum w Italii. Tam ją i jej dzieci powitały prawdziwe tłumy, gdyż wieść o śmierci Germanika rozeszła się momentalnie po Imperium, powodując wśród wielu prawdziwą rozpacz. W Brundyzjum witając Agrypinę, płakali (według Tacyta) zarówno mężczyźni jak i kobiety, gdy ta niosła urnę z prochami uwielbianego Germanika. Potem miał miejsce niezwykły żywy marsz do Rzymu. Jego niezwykłość wzięła się stąd, że Agrypina w towarzystwie tłumów, odbywała go pieszo z Brundyzjum do Rzymu, niosąc w rękach urnę z prochami swego męża (w tym czasie jej dzieci zostały odeskortowane przez żołnierzy w pojazdach do stolicy, nie musiały więc uczestniczyć w tym morderczym marszu). Agrypinie wielokrotnie brakowało sił, więc urządzano dłuższe postoje - była to niewątpliwie pokutna procesja, która jednocześnie mogła okazać się bardzo niebezpieczna dla władającego Imperium Tyberiusza (z czego ten z pewnością zdawał sobie sprawę, bowiem po Rzymie już rozeszły się plotki że Pizon zamordował Germanika z polecenia cesarza i jego matki Liwii Druzylli). 


AGRYPINA Z PROCHAMI GERMANIKA 
W PORCIE BRUNDYZJUM



Na spotkanie z Agrypiną stawili się więc na drodze jej marszu nowo wybrani konsulowie roku 20 (Agrypina przybyła do Italii w styczniu roku 20) - Marek Waleriusz Messala Barbatus i Marek Aureliusz Kotta oraz brat zmarłego Germanika - Klaudiusz (przyszły cesarz) i syn cesarza Tyberiusza - Druzus Juliusz Cezar. Trasa marszu była jednak tak męcząca, że Agrypina dała się przekonać już w drugim dniu marszu aby oddała urnę z prochami Germanika żołnierzom, którzy również pieszo zanieśliby ją do Rzymu (żołnierze mogli się zmieniać). Widząc że może nie dać sobie rady, Agrypina przystała na tę prośbę. Potem, gdy żałobna procesja dotarła już do Rzymu, odbyła się ceremonia pogrzebowa (urnę z prochami Germanika złożono w Mauzoleum Augusta leżącym przy Via Lata, drodze prowadzącej na północ bezpośrednio z Forum Romanum, przez Saepta Julia - wielkim budynku wzniesionym pierwotnie przez Marka Agryppę - również dziadka Agrypiny, mającym służyć jako miejsce obrad Senatu, szybko jednak przemianowanym do zupełnie innego celu - w Saepta Julia szkolono i oklaskiwano walki gladiatorów w czasie, gdy nie odbywały się żadne publiczne igrzyska w cyrkach i amfiteatrach. Następnie droga wiodła wzdłuż Portyku Argonautów - czyli taki starożytny mega supermarket, gdzie można było dostać każdy towar, od najdelikatniejszych tkanin i najróżniejszych aromatycznych pachnideł, po najpiękniejszych niewolników specjalnie sprowadzanych dla majętnej klienteli. Następnie mijano marmurowy Ołtarz Pokoju - wzniesiony przez Augusta w 9 r. p.n.e., mający utwierdzić powszechny pokój panujący w Imperium - Pax Romana i tuż nad brzegiem Tybru dochodzono do Mauzoleum Augusta).



 
W pogrzebie Germanika nie uczestniczył jednak cesarz Tyberiusz ani jego matka Liwia Druzylla, co wzbudziło szczególny gniew wśród ludu. Tłumy żegnające prochy Germanika i nazywające Agrypinę "Ozdobą Ojczyzny", "Prawowitą krwią Augusta" czy "Dawnych obyczajów wzorem" musiały powodować niezadowolenie Tyberiusza, szczególnie gdy modlono się również o to, aby potomstwo Germanika i Agrypiny bogowie raczyli zachować w zdrowiu i długim życiu, tak, aby przeżyło wszystkich swych wrogów (w domyśle wskazywano właśnie na Tyberiusza). Na nieszczęście Rzymian owe modły zostały wysłuchane w osobie Gajusza Kaliguli czy jego siostry - Agrypiny Młodszej, niezwykle ambitnej kobiety, której odsunięcie od władzy w 55 r. i zamordowanie jej przez syna cesarza Nerona w 59 r. zostało uznane powszechnie za... dobry znak dla Imperium (np. wychowawca Nerona - filozof Lucjusz Anneusz Seneka stwierdził że śmierć tej kobiety przyniesie dla państwa więcej dobrego niż złego), ale na razie nie wyprzedzajmy faktów. Agrypina Starsza zaczęła teraz przyjmować w swej willi na Palatynie licznych przyjaciół męża, aby z nimi rozmawiać nad następnymi krokami, które pragnęła podjąć. Powszechnie wiadomym było że to cesarz Tyberiusz był najbardziej wrogi Germanikowi, ale tego akurat nie można było oficjalnie przyznać, dlatego postanowiono uderzyć w wykonawców, za których uważano Pizona i jego żonę. Wielu przyjaciół Germanika zapewniało wdowę o swojej pomocy, deklarując że wytoczą mu publiczny proces o morderstwo przed Senatem. Swoje poparcie w kwestii wyjaśnienia tej sprawy zadeklarowała sędziwa już, ale otoczona powszechnym szacunkiem obywateli - Liwia Druzylla, żona Augusta i matka Tyberiusza. Ta 77-letnia kobieta (wciąż cieszyła się w miarę dobrym zdrowiem, choć miała już problemy z samodzielnym chodzeniem) także odwiedzała Agrypinę w jej domu.




Liwia była bodajże najbogatszą Rzymianką swoich czasów, jej majątek bowiem był ogromny i obejmował posiadłości rozsiane po wielu ziemiach Imperium (wielu z nich Liwia nigdy nie odwiedziła w ciągu swego długiego życia), samych osobistych niewolników w Rzymie miała ok. 1000 (były to w dużej części podarki od wdzięcznych senatorów lub miast Imperium, którym dopomogła, wstawiając się za nimi u Augusta). Była też uważana we wschodnich prowincjach za uosobienie bogini Kybele i bogini Izydy, zresztą jeszcze za życia modlono się do niej niczym do bogini, a wielu senatorów zawdzięczało jej karierę i majątki (jak choćby Serwiusz Sulpicjusza Galba, późniejszy cesarz - w roku 69, obalony przez Wespazjana - który przez całe swe życie wielbił pamięć o Liwii, gdyż dzięki jej zapiskom mógł stać się najmajętniejszym z Rzymian, jednakże kruczki prawne jej syna pozbawiły go zapisanego przez nią ogromnego majątku 500 milionów sestercji). Ona również zapewniała Agrypinę o swej pomocy i wsparciu. Nic więc dziwnego, że przyparty do muru (co prawda nie było żadnych dowodów że to właśnie Tyberiusz zlecił morderstwo, ale istniały ku temu pewne poszlaki) Tyberiusz zlecił oficjalne śledztwo w tej sprawie. Zawezwał też z Syrii Gnejusza Kaplurniusza Pizona i jego żonę Plancynę. Ci stawili się w Rzymie w świetnych nastrojach, pewni swego (albo byli tak pewni swojej niewinności, albo też tak ufni w gwarancje bezpieczeństwa Tyberiusza). Jakież też musiało być zdziwienie Pizona, gdy został on publicznie przed Senatem oskarżony o morderstwo Germanika i debatowano teraz nad wyrokiem. Wszyscy byli zgodni - śmierć za śmierć. Pizon poprosił o audiencję u Tyberiusza, ale odmówiono mu tego. Cesarz zaś przysłał mu list, w którym zachęcał go do honorowego kroku, jakim miałoby być samobójstwo. Sprawy zaszły bowiem tak daleko że afera ze śmiercią Germanika mogła podważyć prawa Tyberiusza do władzy, dlatego też należało dać opinii publicznej kozłów ofiarnych. Byli nimi Pizon i jego żona - oni musieli zginąć, aby sprawa mogła ucichnąć. Tak też się stało, Pizon został zmuszony do samobójstwa (podciął sobie żyły), Plancyna zaś otrzymała przebaczenie, w zamian za co miała za wszystko obarczyć swego męża. Tak też uczyniła, ocaliwszy życie oczerniła za wszystko Pizona (choć wcześniej deklarowała że podąży w jego ślady i też popełni samobójstwo).

Agrypina mogła triumfować, wrogowie jej i jej męża zostali ukarani - nie żyli lub też zostali upokorzeni (zabroniono też Plancynie i każdej innej kobiecie opłakiwać Pizona czy też nosić żałobne stroje), ale za prawdziwego sprawcę śmierci uważała ona Tyberiusza i postanowiła szkodzić mu gdzie tylko się da. Kolejne lata upływały w spokoju, choć teraz to Agrypina odwiedzała sędziwą już Liwię w jej willi. Ta zaś zapewne dawała jej dobre rady odnośnie pogodzenia się jej z Tyberiuszem, przytaczając jej opowieści ze swojej młodości, z czasów gdy poznała Augusta, dziadka Agrypiny. Zapewniała ją że siła kobiet nie tkwi w nienawiści czy wojowniczości, ale właśnie w uległości. Być może Liwia wypowiadała te oto słowa: "Zajmowałam się sprawami państwowymi, ale tylko wtedy gdy August mnie o to poprosił i zechciał mi się z nich zwierzyć. Byliśmy bardzo szczęśliwi do ostatnich lat jego życia, a zawdzięczaliśmy to mojej uległości. Wierz mi Agrypino, więcej siły jest w kobiecej słodyczy i uległości niźli w gwałtowności i nienawiści jakie nosimy w swym sercu". Kolejny etap aktywności politycznej Agrypiny był związany ze śmiercią Druzusa Juliusza Cezara (zwanego również Druzusem Kastorem), syna Tyberiusza, który został otruty z polecenia wszechwładnego prefekta pretorianów - Lucjusza Eljusza Sejana w roku 23. Odtąd rozpoczęła się zażarta konfrontacja jej i Sejana, która doprowadzi ją i dwóch jej synów do śmierci. Ocalały zaś Gajusz Kaligula, da potem wszystkim do mocno do wiwatu.


PIERWSZE SPOTKANIE OKTAWIANA I LIWII DRUZYLLI 
(Pobrali się w 39 r. p.n.e.)



i W OSTATNICH LATACH ICH DŁUGIEGO ŻYCIA



CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...