WYŚWIETLENIA

11 grudnia 2025

MEMORIAM - Cz. XII

ZEMSTA JEST ROZKOSZĄ BOGÓW








"ZŁOTO I PRAWOŚĆ SĄ JAK DWA CIĘŻARY 
POŁOŻONE NA SZALACH WAGI"

PLATON



Po zawarciu pokoju z władcą Pontu - Mitrydatesem VI w Dardanos (85 r. p.n.e.) Lucjusz Korneliusz Sulla urządził sobie kilkunastomiesięczne wakacje, które początkowo spędzał w Atenach, a następnie w miejscowości zwanej Ajdepsos, gdzie leczył podagrę. Z Aten zabrał sławną wówczas bibliotekę Apellikona z Teos (potem zostanie ona przewieziona do Rzymu, co spowoduje pierwsze zapoznanie się Rzymian z twórczością Arystotelesa i Teofrasta, wcześniej tam zupełnie nieznanych). W Ajdepsos zaś spędzał czas Sulla na przyglądaniu się scenicznym występom aktorskim, oraz braniu ciepłych kąpieli i kurowaniu swych zdrętwiałych nóg. Tymczasem w Italii niepodzielnie władał Gnejusz Papiriusz Karbon - przywódca stronnictwa popularów, który również gromadził siły, spodziewając się nieuchronnego starcia z Sullą. Po porażce, jaką w prowincji Afryka zadał Kwintusowi Metellusowi Piusowi pretor Gajusz Fabiusz, uciekł stamtąd z niewielkim oddziałem do obozu Sulli - Marek Licyniusz Krassus (którego ojciec i brat zostali zamordowani z polecenia Lucjusza Korneliusza Cynny - poprzednika Karbona). Sulla otaczał się młodymi, zdolnymi ludźmi, którzy za kilka lat będą decydowali o polityce Rzymu (Lukullus, Krassus, Pompejusz), Krassus przejdzie do historii jako pogromca zbuntowanych niewolników spod znaku gladiatora Spartakusa, ale stanie się to dopiero za kolejną dekadę, teraz zaś, 30-letni Krassus dołączył do Sulli i wraz z jego legionami przeprawił się przed Adriatyk do Italii. Przerzut armii z Grecji, umożliwiła flota Lucjusza Licyniusza Lukullusa, choć akurat on sam otrzymał zadanie pozostania w Helladzie i dopilnowania wprowadzenia w życie pokoju z Dardanos, a było jeszcze kilka naglących kwestii które należało niezwłocznie rozwiązać (jak choćby sprawa miasta Mityleny na Lesbos, które wciąż nie poddało się się Rzymowi).

Sulla wylądował ze swą armią w porcie w Brundyzjum (wiosna 83 r. p.n.e.). Jednak nim jeszcze wylądowali na italskiej ziemi, Sulla wziął od swych żołnierzy solenną przysięgę, iż nie rozproszą się oni po miastach i nie przystąpią do rabunku, tak jakby to czynili w kraju podbitym (żołnierze byli ślepo oddani Sulli, gdyż to właśnie dzięki niemu zdobyli ogromne bogactwa na wojnie z Mitrydatesem pontyjskim, a teraz, gdyby udało się jeszcze poskromić popularów w Rzymie, staliby się bogatsi również o znaczne posiadłości ziemskie w Italii). Przysięgli więc że Italii nie wyrządzą żadnej krzywdy. Po wylądowaniu, szybkim marszem wojska Sulli przemaszerowały do Tarentu drogą Via Appia, która przez Venusię, Beneventum, Kapuę i Tarracinę wiodła bezpośrednio do Rzymu. Tymczasem w Picenum, w swych posiadłościach ziemskich, bawił młody Gnejusz Pompejusz, który niedawno ożenił się z córką trybuna ludowego (z 88 r. p.n.e.) i pretora - Antystiusza - Antystią. Młoda para wyjechawszy do majątku Pompejusza w kraju Picenów, spędzała tam przyjemnie czas, odwiedzając lokalne miasta (Asculum, Firmium, Hadrię), gdzie żywa była jeszcze pamięć jego ojca - Gnejusza Pompejusza Strabona. Na wiadomość o przybyciu do Italii Sulli, Pompejusz zebrał wśród weteranów swego ojca nową armię w liczbie trzech legionów (wcześniej próbował ich zwerbować w imieniu Karbona niejaki Wediusz, ale nie powiodło mu się i próbę tę przypłacił życiem). Dołączył na ich czele do sił Sulli, by w wieku 23 lat stać się wodzem i otworzyć tym samym sobie drogę do wielkiej polityki. Tak oto w obozie Korneliusza Sulli znaleźli się dwaj późniejsi członkowie Pierwszego Triumwiratu - zaś trzeci z nich, najmłodszy, pozostawał w Rzymie, po drugiej stronie politycznej barykady. Warto teraz na moment zaprezentować ich sylwetki. To, jakimi byli ludźmi nim stali się politykami, wodzami i triumfatorami odciskającymi swe olbrzymie piętno na losach Miasta i całej Republiki.




Zacznijmy może od najstarszego z nich - Marka Licyniusza Krassusa. Przyszedł on na świat w roku konsulatu Gajusza Porcjusza Katona i Marka Acyliusza Balbusa (114 r. p.n.e.). W roku tym nieszczęsnym na lud Kwirytów (czyli Rzymian - określenie Kwiryci czasem pojawia się w źródłach literackich) spadła hańbiąca niegodziwość, która nastepnie skutkować będzie gniewem bogów i za lat kilka doprowadzi do najazdu barbarzyńców z Północy. Szaleństwo jakoweś ogarnęło "Święte Dziewice" bogini Westy, a Miasto nie widziało takiej zbrodni od stu lat. Już Eurypides (w swej "Audzie") pisał, że nieujarzmiona niewieścia natura może doprowadzić do nieszczęść wszelakich, a przyroda tak stworzyła kobietę iż jest ona podatna na wszelkie zmysłowe bodźce. Także Cyceron pisał iż: "Czystość natury wielu niewiast, cierpi za zmysłowość wszystkich kobiet", stąd należy chronić niewiasty przed nimi samymi, gdyż pozostawione bez kontroli prowokują jedynie katastrofy. Tak też się stało w tymże roku, w którym narodził się późniejszy triumwir - Marek Licyniusz Krassus. Oto niejaka Emilia, wywodząca się ze sławnego, patrycjuszowskiego rodu, kapłanka bogini Westy, uległa pewnemu mężczyźnie, niepomna zbrodni jakiej się dopuszcza. Ten, gdy już ją posiadł, chciał by spotykała się z nim częściej, ona jednak po pewnym czasie zapragnęła zakończyć tę znajomość i jakby nigdy nic wrócić do grona "Wiecznych Dziewic". Mężczyźnie to się nie spodobało, zaczął więc ją szantażować że jeśli mu odmówi kolejnych miłosnych uniesień, wyjawi iż go uwiodła i dopuściła się grzechu śmiertelnego wobec bogini i wobec obywateli. Westalka Emilia spotykała się więc z nim dalej, mimo ciążącej nad jej głową kary. Nie dość na tym, gdyż ów mężczyzna zapragnął również innych jej "sióstr" (w rozumieniu sióstr z jednego zakonu) i wciągnął w ten proceder kilku swoich kompanów, jej samej nakazując szantażem sprowadzenie innych kobiet. Emilia nie mając wyjścia, namówiła jeszcze dwie inne westalki - Licynię (notabene daleką ciotkę Marka Licyniusza Krassusa) i Marcję. One równie chętnie przystały do zbrodni, zakażając atrium bogini Westy swymi grzechami i zamieniając je w zwykły dom rozpusty.




Nie wiadomo jak długo trwałaby ta niegodziwość gdyby nie tragedia, jaka się wkrótce potem wydarzyła. Otóż dostojną westalkę o imieniu Helwia - zabił piorun, gdy ta jechała akurat konno za Miasto. Znaleziono ją leżącą przy trupie konia, z odsłoniętą głową, bez welonu i z... podkuloną suknią, spod której widać było nie tylko gołe nogi, ale i łono. Przerażenie ogarnęło Miasto, cóż to się mogło stać że dobra bogini ukarała tak okrutną śmiercią jedną ze swoich kapłanek. Zwrócono się czym prędzej do haruspików (wieszczów - przepowiadających przyszłość z trzewi ofiarnych zwierząt). Ci orzekli że martwy koń z rozerwanym rzędem oznacza rozpasanie stanu rycerskiego (ekwitów), zaś odsłonięte łono westalki - zbrodnię, jaką dopuścić musiały się jej siostry. Natychmiast wszczęto oficjalne śledztwo w tej sprawie a Pontifex Maximus (Najwyższy Kapłan - jako ich bezpośredni zwierzchnik) przeprowadzał ciągłe kontrole w domu Westy, każąc chłostą te westalki, które w jakiś sposób uchybiły swym obowiązkom wobec bogini (notabene - w tym czasie chłostą nie karano już nawet najuboższych obywateli, a westalki wciąż poddawane były tejże każe, wykonywanej oczywiście ręką samego Pontifexa). Niczego jednak nie znaleziono, lecz oto znalazł się niewolnik, który (zwabiony obietnicą wyzwolenia i nagród, jakie oferowano za wskazanie winnych) należał do jednego z mężczyzn, wywodzących się właśnie ze stanu rycerskiego - który wyjawił prawdę. Po nitce do kłębka złapano wszystkich winnych niegodziwości wyrządzonej bogini, a ponieważ Pontifexem był wówczas niejaki - Lucjusz Cecyliusz Metellus Dalmatikus (zatwardziały konserwatywny arystokrata) nikt z oskarżonych nie mógł mieć nawet cienia nadziei że uda mu się ocalić życie (przynajmniej teoretycznie).

Okazało się jednak że wyrok trybunału jakiemu on przewodził, nie był aż tak dotkliwy, jakby się można było spodziewać. Na śmierć skazano jedynie samą Emilię i tych mężczyzn, którzy korzystali z jej wdzięków, natomiast dwie pozostałe westalki - Licynia i Marcja zostały uniewinnione z oskarżenia o sprzeniewierzenie się bogini. Mężczyźni zostali skazani na karę chłosty (aż do śmierci), ale kara, jaką musiała przejść Emilia była niezwykle okrutna. Za to że "zhańbiła swą dziewiczość" została pogrzebana żywcem. Przy Bramie Kollińskiej znajduje się pas ziemi nazywany przez jednych "groblą", a przez innych "Polem Zbrodniczym" gdzie od wieków już chowano te ze "Świętych Dziewic", które złamały przysięgę złożoną bogini i dały się pozbawić cnoty. Sprowadzono tam ową Emilię (niesioną w całkowicie osłoniętej przed wzrokiem ludu lektyce). Czekał tam już na nią wykopany głęboki grób o dość sporych rozmiarach, zaś w środku znajdowało się posłane łóżko a przy nim zapalona lampka. Było tam też nieco jedzenia - chleb, woda, mleko, oliwa (był to oczywiście dar symboliczny, bowiem westalka nigdy nie miała możliwości z niego skorzystać). Gdy lektyka przybywa na miejsce, niewolnicy rozwiązywali rzemienie (uniemożliwiające ciekawskim zajrzenie do środka) i wyciągnęli leżącą cały czas kapłankę. Pontifex Maximus wzniósł ręce ku niebu i odmówił modlitwę, zaś lud w milczeniu po raz ostatni żegnał się z "Wieczną Dziewicą". Był to szalenie smutny moment. Gdy arcykapłan zakończył modły, wyciągnął rękę do westalki i pomógł jej podejść do drabiny, którą ta zejść miała do swojego grobu. Gdy tak się już stało, drabinę wyciągnięto na zewnątrz, a na westalkę aczęto sypać ziemię, tak aby ostatecznie zakryć i potem wyrównać to miejsce. Dziewczyna ginęła w strasznych męczarniach z braku powietrza. Potem co roku, w Dzień Zaduszny, przybywał Pontifex w to miejsce, aby złożyć ofiary za duszę "wiarołomnej córy" i odprawić mdły do bogów (Najwyższy Kaplan był uważany za ojca wszystkich westalek, stąd jako jedyny mógł wymierzać im sprawiedliwość i karać za przewinienia, oraz nagradzać za wszelkie dobrze wykonane prace i modlić się za ich dusze. Poza tym po ukończeniu 30-letniej posługi w świątyni Westy - do której to służby Pontifex wybierał dziewczęta w wieku od 6 do 10 lat - kobiety stawały się najbardziej pożądanymi kandydatkami do ożenku, a arcykapłan - jako ich duchowy ojciec - osobiście dawał im takiego kandydata na męża, który po pierwsze zapewniał im dostatnie życie a po drugie miał nieposzlakowaną opinię. Jeżeli taki małżonek źle traktował byłą "córę Pontifexa" i jeśli ona się na niego poskarżyła, mężczyzna musiał zostać ukarany. W każdym razie była westalka mogła też się z nim rozwieść, jeśli oczywiście miała ku temu powód).


BRAMA KOLLIŃSKA ZNAJDOWAŁA SIĘ NA PÓŁNOCY MIASTA, 
 PRZY WYJŚCIU Z KWIRYNAŁU



Świętokradztwo Emilii i jej skazanie na śmierć bynajmniej nie zakończyło całej sprawy. Oszczędzone westalki - Licynia i Marcja nie cieszyły się długo wolnością, gdyż powrócono do tego tematu w roku następnym (113 p.n.e.) za sprawą trybuna ludowego - Sekstusa Pudyceusza, który na Zgromadzeniu Ludowym przedstawił ustawę o zmianę struktury trybunału sędziowskiego, jaki miał orzekać w sprawach cudzołóstwa i wszelkich innych zbrodni popełnionych przez "Święte Dziewice". Proponował by trybunał kapłański zamienić w trybunał świecki, w którym miast Najwyższego Kapłana, orzekać będzie wcześniej wybrany (przez Zgromadzenie Ludowe) sędzia. Ustawa ta została gremialnie przyjęta przez lud na Zgromadzeniu a pierwszym sędzią został wybrany (znany ze swojej prawości, uczciwości, a przede wszystkim surowości w kwestiach moralnych) Lucjusz Kasjusz - który postulował aby roztoczyć nad westalkami jeszcze większą kontrolę niż dotychczas. Kobiety należy bowiem chronić przed nimi samymi - czyż nie tak postępowali nasi przodkowie? Gdy barbarzyńscy Galowie zajęli Rzym (387 r. p.n.e.), w mieście pozostało jedynie kilku starych senatorów, aby dać odpór barbarzyńcom w imię bogów, których ludność porzuciła uciekając w popłochu. Wtedy to również ojcowie nasi przewieźli westalki do etruskiego Caere, by ochronić ich dziewictwo i honor przed zbrukaniem. Wtedy potrafiono zadbać o kapłanki Westy, ale w czasach o których jest mowa, zaufanie do stanu senatorskiego znacznie podupadło. Lud widział nieprawości, przekupstwo i niegodziwość nobili. Widział sprzedajność wodzów, którzy opłacani przez wrogich Kwirytom królów, tak prowadzili wojny, aby ostatecznie toczyć je latami i przedłużać w nieskończoność. Widziano co się dzieje na posiedzeniach Senatu, na tę powszechną pustkę polityczną, która im bardziej przypominała wydmuszkę, tym z większą zapalczywością biła w przeciwną stronę. Popularzy oskarżali optymatów o wszelakie niegodziwości i na odwrót, a niekiedy mordowali się w bratobójczych walkach. O co? O lud? Żadne stronnictwo polityczne nie miało już dobra ludu na swych sztandarach, im tylko chodziło o władzę dla samej władzy. A lud to widział. Widział jak prostytuują się córy najlepszych rzymskich rodów, choć wiele z nich miało potem usta pełne napomnień o moralności i brało udział w publicznych modłach oraz ofiarach ku czci bogów, których wcześniej znieważyli.

 


Dlaczego Licynia i Marcja uniknęły losu Emilii - pytano wówczas powszechnie. Dlatego tylko, że obie wywodziły się z możnych, senatorskich rodów, a ich obrońcami byli Lucjusz Licyniusz Krassus (jeden z najsławniejszych mówców swoich czasów) i Marcjusz Filip - szczycący się rodem o korzeniach królewskich. Emilii - również pochodzącej z możnego rodu, nie dało się już uratować bo sprawa była nazbyt oczywista, ale pozostałe kobiety uniewinniono, mimo że również i one brały udział w akcie cudzołóstwa. Nic dziwnego że ustawa trybuna Pudyceusza spotkała się z tak dużą aprobatą ludu rzymskiego. W końcu trybuni ludowi występować mają w obronie ludu, a gdyby takiego świętokradztwa dopuściła się kobieta z ludu (droga do zakonu "Świętych Dziewic" otwarta była bowiem dla wszystkich dziewczynek, bez względu na ich pochodzenie społeczne czy majątek), niechybnie spotkała by ją taka sama kara śmierci, której doznała Emilia. Dlaczego więc tamte kobiety uniewinniono? Nowy trybunał sądowy pod przewodnictwem Lucjusza Kasjusza wznowił proces i ponownie wezwano obie kobiety, by dokładnie opowiedziały w jaki sposób znieważyły boginię (innymi słowy - ile razy i w jaki sposób oddawały się cieleśnie mężczyznom). Licynia i Marcja raz jeszcze musiały przejść przez poniżające przesłuchania, z tym że teraz nikt nie traktował ich ulgowo. Grozy upokorzenia dodawał fakt, że o ile trybunał kapłański odbywał się w świątyni, poza oczyma ciekawskich, o tyle obecny, świecki trybunał Pudyceusza był otwarty dla wszystkich, przeto każdy mógł się przysłuchiwać w jaki sposób obie westalki obraziły boginię. W tych warunkach nawet płacz i wszelkie przysięgi niewiele znaczyły, gdy lud domagał się ukarania cudzołóstwa - jako zbrodni popełnionej przeciwko bogom. Najlepsi obrońcy niewiele mogli tu wskórać a wyrok mógł być tylko jeden - śmierć przez zakopanie żywcem. Tak oto w rok po swej zakonnej siostrze Emilii z woli ludu rzymskiego zgładzono również Licynię i Marcję, obie kobiety które myślały że uda im się uniknąć kary.

Cudzołóstwo westalek i pogrzebanie ich żywcem zawsze znamionowało jakoweś klęski - jakąś karę nałożoną przez bogów na Miasto za nikczemność jednostek. Ileż to już było w przeszłości takowych przypadków, gdy Pole Zbrodnicze pochłaniało kapłanki Westy. Pierwszą bodajże - jeszcze za rządów króla Tarkwiniusza Starego (panował ok. 617-578 r. p.n.e.) - która doświadczyła takiej śmierci, była westalka o imieniu Pinaria. Kolejną (wedle tego, co udało mi się zliczyć) westalka Opimia, która (w roku 485 p.n.e.) oddając się cieleśnie mężczyźnie, pełniła jednocześnie posługi kapłańskie przy Wiecznym Ogniu Westy, kalając tym samym zarówno "Święty Płomień" jak i cały przybytek. Po tym jak morowa zaraza (dżuma) dosięgnęła kobiety (szczególnie te ciężarne), wykryto kolejne świętokradztwo z zakonie "Świętych Dziewic" i niejaka Orbinia dołączyła do niechlubnego grona zakopanych za życia niewiast na Polu Zbrodniczym (472 r. p.n.e.). W czasie, gdy na wschodzie Aleksander Wielki wyruszał na podbój Persji, za konsulatu Spuriusza Postumiusza Albinusa i Tytusa Weturiusza Kalwinusa (334 r. p.n.e.) podejrzenie na siebie ściągnęła niejaka - Minucja, która będąc westalką miała nad wyraz duże upodobanie do pięknych strojów i klejnotów. Także i ona podążyła do dołu śmierci (i gdyby nie relacja Liwiusza, zniknęłaby też w mrokach dziejowej niepamięci). Dwa pokolenia później (273 r. p.n.e.) również pewna Sekstylia oskarżona została o cielesne obcowanie z mężczyzną i również ją pochłonęło Pole Zbrodnicze. Wojna z Pyrrusem z Epiru spowodowała upadek moralności wśród ludu Kwirytów czego nie uniknęły również i westalki. Niedługo po ukaraniu Sekstylii nowa wybuchła afera w domu Westy (264 r. p.n.e.), gdy okazało się że nad swą chucią także nie motrafiła zapanować westalka Kapparonia. Ta jednak, nie czekając końca procesu i wyroku skazującego na tak okrutną śmierć jaką było zakopanie żywcem w ziemi, wolała popełnić samobójstwo. Klęska kannejska, doznana w krwawej wojnie z Hannibalem (216 r. p.n.e.) również doprowadziła do wszczęcia śledztwa i wykrycia cudzołustwa dwóch "Świętych Dziewic" - Opimii i Floronii, przy czym ta pierwsza została stracona, a druga popełniła samobójstwo.



Sto lat był spokój, który zakłóciła właśnie sprawa Emilii, Licynii i Marcji. Była to też ostatnia taka zniewaga bogini Westy w naszych dziejach (rzeczywiście, potem już nie spotyka się przypadków karania westalek śmiercią za cudzołóstwo, choć istnieją informacje że nadal niektóre z nich spotykały się potajemnie z mężczyznami, jak choćby niejaka Licynia - kochanka Krassusa, o czym niżej). Ale przecież nie tylko kwestie cielesności były powodem ukarania westalek, równie ważny był aspekt ich wiary (w czasach późniejszych, gdy do tradycji przejdzie wystawianie posągów najsławniejszych westalek - dojdzie również do pewnego zdarzenia, które spowodowało zniszczenie imienia westalki z wystawionego jej posągu w świątynnym ogrodzie Westy. Zbrodnia musiała być spora, gdyż imię westalki zostało zatarte, prócz pierwszej i ostatniej litery "C....E". Jej posąg w ogrodzie świątynnym stanął w roku 364, już po śmierci cesarza Jowiana i na początku panowania braci: Walentyniana I i Walensa, niedługo po śmierci cesarza Juliana Apostaty - 363 r. - co wydaje mi się, jest ważne. Czasy w których żyła owa kapłanka Westy, były okresem tak zwanej zmasowanej reakcji chrześcijańskiej, gdyż po tajemniczej śmierci Juliana Apostaty - który próbował odnowić w społeczeństwie rzymskim na powrót kult dawnych bogów - atak, jaki nastapił na pogaństwo w połowie lat 60-tych IV wieku, był tak zmasowany, że niewielu zdolnych było mu się przeciwstawić. Prawdopodobnie owa westalka, której imię zniszczono - choć litery i wolne miejsca pasują akurat do imienia Klaudii [CLAUDIAE] - popełniła ten grzech, że... zmieniła religię i stała się chrześcijanką. Oczywiście nie ma tu stuprocentowej pewności, gdyż w źródłach nie zachowało się wyjaśnienie tego potępienia pamięci, ale istnieje silne przypuszczenie, przechodzące w pewność, że to właśnie zmiana wyznania była powodem utraty czci - jej posągu nie zniszczono tylko dlatego, że został on poświęcony bezpośrednio bogini, ale jej imię starto na proch, by pamięć po niej na wieki zaginęła. Należy tu też dodać że, szczególnie od IV wieku naszej ery, chrześcijaństwo zaczęło zdobywał ogromną popularność wśród Rzymian w całym Imperium, a najwiekszy atak chrześcijan szedł właśnie na instytucję westalek i kultu bogini Westy, gdyż była to najmocniejsza ostoja pogaństwa [podobnie dziś największy atak współczesnego pogaństwa - neomarksizmu, genderyzmu, feminizmu i tego całego lgbt - idzie na chrześcijaństwo a szczególnie na Kościół Katolicki, jako najsilniejszą ostoję Dawnego Świata, który należy zniszczyć, aby na jego gruzach zbudować Nowy Porządek Świata - świat totalnej inwigilacji i totalitarnych rządów] Św. Ambroży z Mediolanu - żyjący w latach ok. 340-397 - pisał [nie bez dozy satysfakcji] że poganom coraz trudniej przekonać wiernych do swoich kultów, a szczególnie problem mają ze skompletowaniem skałdu zakonu "Świętych Dziewic" Westy, gdyż współczesne dziewczęta i kobiety tam się nie garną, natomiast zapełniają masowo chrześcijańskie klasztory).


KRASSUS ZWYCIĘZCA SPARTAKUSA



Tak wiec Marek Licyniusz Krassus przyszedł na świat w roku wstydu i pohańbienia zakonu kapłanek bogini Westy. Ojcem jego był Publiusz Licyniusz Krassus - człowiek co prawda niskiego rodu, ale wielkiego ducha, konsul (roku 97 p.n.e.), cenzor (roku 89 p.n.e.), oraz triumfator nad hiszpańskim plemieniem Luzytan (z roku 93 p.n.e.), matka jego zaś nie jest znana. Młody Krassus wychowywał się w domu, w którym się nie przelewało i miał jeszcze do tego dwóch braci. Ten okres pozostał mu w pamięci i jak mawiano, prócz wielu zalet jakimi się odznaczał, tę jedną miał wadę, że bardzo pożądał bogactwa. Wdał się w romans ze starszą od siebie westalką o imieniu Licynia (wsześniej wymienione przypadki kobiet które oskarżono i uśmiercono za cudzołóstwo, były przypadkami udowodnionymi. Natomiast ile było takich które nigdy nie ujrzały światła dziennego, przez co nie pozostał po nich żaden ślad w historii? Sam fakt że mówi się o potajemnym romancie Krassusa z westalką jest w tej kwestii niezwykle wymowny). Co ciekawe, nie czynił tego jednak powodowany miłością czy pożądaniem a... chciwością, gdyż miała Licynia sporych rozmiarów majątek ziemski pod Miastem, na który miał chrapkę Krassus. Czarował więc ją, szepcząc piękne słówka o miłości i tak długo nachodził, aż kobieta oczarowana jego względami, przepisała na niego cały swój majatek. Gdy to uczyniła, zaloty się skończyły a Krassus - twierdząc że muszą przestać się spotykać ze względu na podejrzenia jakie wokół ich kontaktów narastają - przestał ją więcej odwiedzać (Krassus był przykładem biznesmena bez skrupułów, dążącego do raz obranego celu wręcz po trupach). Miał też jednak ciekawe pomysły i żyłkę pioniera, wiedział w co zainwestować aby zbić na tym spory majątek. Tak było choćby w czasie, gdy przyłączywszy się do wojsk Sulli, gdy ten zdobył Rzym, wiele budynków w mieście padło ofiarą ognia wywołanego przez rozzuchwalone żołdactwo. Krassus wpadł wówczas na ciekawy pomysł, otóż ze swoich niewolników utworzył pierwsze w Rzymie, stałe oddziały straży pożarnej, które (za odpowiednią opłatą) gasiły pożary w Mieście (częstokroć Krassus skupował poważnie zniszczone domy czynszowe, odnawiał je potem dzięki pomocy swoich niewolników-architektów i następnie wynajmował za odpowiednie pieniądze. Dzięki temu zbił ogromny majątek. Ponoć istniała taka plotka, jakoby ludzie Krassusa specjalnie podpalali budynki na których mu zależało i nie gasili płonącego domu dopóty, dopóki mieszkańcy nie sprzedali go Krassusowi po takich cenach jakie ten sobie zażyczył - dopiero potem przystępowali do gaszenia pożaru. Ale czy była to tylko plotka?).




Gnejusz Pompejusz - drugi wielki Triumwir, urodził się na dzień przed kalendami października (dokładnie 29 września 106 r. p.n.e., jako że wrzesień liczył w rzymskim kalendarzu 29 dni, zaś kalendy rozpoczynały się zawsze pierwszego każdego miesiąca), za konsulatu Kwintusa Serwiliusza Cepiona i Gajusza Atyliusza Serranusa. Ojciec jego - Gnejusz Pompejusz Strabon (Zezowaty) nie miał (w odróżnieniu od ojca Krassusa) dobrej opinii wśród samych Rzymian (choć wielbiły go oddziały sprzymierzeńców z Picenum, stąd jego syn miał potem łatwiejszą drogę w zwerbowaniu weteranów ojca z tych ziem). Za młodu Pompejusz towarzyszył ojcu podczas walk z popularami. Tam też wykrył spisek niejakiego Lucjusza Terencjusza, który namówiony przez Cynnę poprzysiągł zgładzić obu Pompejuszów - ojca i syna. Został jednak złapany w pułapkę i stracony (wcześniej ktoś bowiem zdradził Pompejuszowi co Terencjusz planuje uczynić i ten był już na to przygotowany). Gdy Pompejusz Strabon zginął rażony piorunem (87 r. p.n.e.) młody 19-letni Pompejusz Młodszy wycofał się na pewien czas w domowe pielesze (tym bardziej że został mu wytoczony proces o nadużycia finansowe ojca, lecz udało mu się udowodnić że za całą sprawę odpowiada niejaki Aleksander - wyzwoleniec Pompejusza Strabona, który miał pieczę nad księgami i przez jego ręce przechodziły wszelkie łupy oraz kosztowności). W tym też czasie zwolennicy Cynny zdemolowali mu dom. Pompejusz zakochał się następnie w kurtyzanie o imieniu Flora. Pompejusz miał ponoć przystojny wygląd i miły sposób bycia. Z Florą spędzał wiele wolnego czasu i ponoć raz doszło na tym tle do sporu z niejakim Geminiuszem (przyjacielem Pompejusza), który także chciał "stosunków z Florą". Ponieważ była ona kurtyzaną, jej czas był cenny i każdy chętny musiał zapłacić za jej towarzystwo, ale ponoć z Pompejuszem miała szczególny kontakt i zawsze rozstawała się z nim z żalem. Cóż, we Florze zakochał się także Pontifex Maximus - Lucjusz Cecyliusz Metellus Dalmatikus (notabene - ojciec Cecylii Metelli - żony Korneliusza Sulli), ten sam, który sądził westalki: Emilię, Licynię i Marcję (114 r. p.n.e.). Ponoć, gdy ozdobił (na własny koszt) świątynię Dioskurów (Kastora i Polluksa) umieścił w niej również portret Flory - jako bogini, wschodzącej Jutrzenki (oczywiście obraz nie zachował się do naszych czasów). Po rozstaniu z Florą, Pompejusz nawiązał krótki romans z żoną swego wyzwoleńca - Demetriosa (choć potem - pomimo jej niezwykłej urody - zerwał z nią, gdy zaczęto mu wytykać że sypia z mężatkami). Ostatecznie poślubił córkę pretora Antystiusza - Antystię (lecz potem nie uda mu się ochronić teścia przed śmiercią, gdy Sulla zacznie wprowadzać w Rzymie swoje krwawe rządy i mścić się na każdym, na którego choćby tylko padnie blady cień sympatii dla Mariusza, Cynny, Karbona i innych popularów). 




Do tego przeciwnego obozu należał zaś trzeci późniejszy Triumwir, ożeniony z córką Korneliusza Cynny - Kornelią, którą szczerze kochał i z którą odmówił rozwieść się nawet pod groźbą utraty życia (dyktator Sulla dał mu propozycję nie do odrzucenia - albo rozwiedzie się z Kornelią i wówczas może żyć w spokoju, albo też czeka go śmierć). Tym trzecim Triumwirem był oczywiście 17-letni wówczas potomek bogini Wenery - Gajusz Juliusz Cezar, ten, który następnie ocali Republikę (i zapoczątkuje nową formę rządów zwaną Cesarstwem, choć pierwszym princepsem stanie się dopiero jego stryjeczny wnuk - Gajusz Oktawiusz, zwany również Oktawinem Augustem). Ale o nim już w następnej części.


PIERWSZE SPOTKANIE POMPEJUSZA I CEZARA



TRIUMWIROWIE
(GNEJUSZ POMPEJUSZ WIELKI, MAREK LICYNIUSZ KRASSUS i GAJUSZ JULIUSZ CEZAR)



TRZYDZIEŚCI PIĘĆ LAT PÓŹNIEJ CI DWAJ PRZYJACIELE 
STANĘLI PRZECIWKO SOBIE W WALCE O WŁADZĘ NAD 
RZYMEM I CAŁYM IMPERIUM





CDN.

09 grudnia 2025

NIEWOLNICY DO ZADAŃ SPECJALNYCH - Cz. III

CZYLI JAKIE BYŁY NAJWIĘKSZE
OŚRODKI HANDLU NIEWOLNIKAMI W
STAROŻYTNOŚCI I W ŚREDNIOWIECZU,
ORAZ SKĄD I Z JAKICH 
WARSTW SPOŁECZNYCH NAJCZĘŚCIEJ
POCHODZILI KANDYDACI 
NA NIEWOLNIKÓW





ANTYCZNA GRECJA 
I ŚWIAT HELLENISTYCZNY
(V wiek p.n.e. - II w. p.n.e.)
Cz. III






RODOS
KRAINA RÓŻ, SŁOŃCA I... NIEWOLNIKÓW
(III - II wiek p.n.e.)
Cz. I



Postanowiłem pominąć takie ośrodki handlu niewolników jak wcześniej wymienione: Efez, Bizancjum czy Tanais; po pierwsze dlatego, iż na ten temat posiadam zaledwie szczątkowe informacje, a po drugie dlatego że te informacje i tak by się zdublowały przy opisywaniu Rodos, co do której posiadam już znacznie szersze źródła. Zresztą to tak naprawdę od czasów Rodos zaczyna się prawdziwy międzynarodowy handel niewolnikami, który całą swoją pełnię w starożytności osiągnie na Delos i ostatecznie w Rzymie. Wspomnieć jednak należy, że rynek niewolniczy w Efezie funkcjonował od V wieku p.n.e., mniej więcej po cofnięciu się Persji, po ostatecznym zwycięstwie Greków (Ateńczyków) pod wodzą Kimona w lądowo-morskiej bitwie nad Eurymedonem w 469 r. p.n.e. i trwał do ok. 387 r. p.n.e. gdy Efez (wraz z innymi greckimi polis) dostał się ponownie pod perskie jarzmo. W Bizancjum (Byzantion) i Tanais, rynek niewolniczy odżył na dobre dopiero w III wieku p.n.e., przy czym w Bizancjum handlowano niewolnikami znad Morza Czarnego, a w Tanais znad ziem Krymu i dzisiejszej południowej Ukrainy. Jednak to właśnie na Rodos zrodził się handel niewolniczy z prawdziwego zdarzenia. Jednak miasto Rodos założone zostało stosunkowo późno w porównaniu z wyżej wspomnianymi, bowiem dopiero w 408 r. p.n.e. z połączenia trzech miast: Ialysos, Lindos i Kamejros. Przed tą datą, sama wyspa Rodos nie odgrywała większego znaczenia - została podporządkowana perskiemu Imperium, brała też udział w anty-perskim buncie małoazjatyckim. Potem weszła w skład państw-członków ateńskiego Związku Morskiego, a jej znaczenie dla sprawy greckiej przez cały ten czas było niewielkie. Dopiero z chwilą politycznego zjednoczenia trzech miast wyspy, które postanowiły założyć jedno wspólne miasto na północno-wschodnim krańcu Rodos, odmieniło tę sytuację. 

Po roku 408 p.n.e. zjednoczone polis zaczęły odgrywać coraz większą pozycję w greckim świecie, choć początkowo jeszcze przez kilka pierwszych dziesięcioleci wyspa Rodos wciąż była zabawką w rękach potężniejszych od niej mocarstw ościennych. W 387 r. p.n.e. ponownie utraciła polityczną wolność i została włączona do Persji (a konkretnie do perskiej satrapii karyjskiej). Pozostała pod perskim wpływem przez trzydzieści kolejnych lat, gdy w roku 357 p.n.e. zajął ją satrapa Karii (który jednak prowadził prawie niezależną od dworu perskiego politykę) Mauzolos. We władzy karyjskich satrapów (a w zasadzie niezależnych królów) Mauzolosa, jego małżonki Artemizji II i ostatecznie Idrieusa, pozostawała wyspa do 340 r. p.n.e. gdy ponownie zajęli ją Persowie. Ich panowanie jednak było krótkie, w 334 r. p.n.e. rzekę Grannik przekroczył Aleksander Macedoński, rozpoczynając podbój Imperium Perskiego. Wyspa uzyskała wolność już w kilka miesięcy później na przełomie 334 i 333 r. p.n.e. ale jej prawdziwy rozkwit zaczął się dopiero z początkiem III wieku p.n.e. Wówczas to, ta niezwykle słabo zaludniona wyspa (według spisu ludności z końca IV wieku p.n.e. na wyspie żyło tylko 24 000 mieszkańców - w tym kobiet i dzieci, z czego mężczyzn zdolnych do noszenia broni było zaledwie 6000). Mimo to Rodos właśnie z końcem IV wieku p.n.e. stała się nie tylko bardzo bogatą wyspą, ale również stworzyła silną flotę i ustrój, który zaczęto nazywać ustrojem "prawdziwie wolnych ludzi". Poza tym była prawdziwie ukwieconym rajem.





Od czasów starożytnych godłem Rodos stała się róża (rhodon), skąd nazwę wzięła dla siebie cała wyspa. Było to bowiem prawdziwie ukwiecone miejsce, pełne róż i słońca. Patronem wyspy zaś był bóg słońca Helios, na którego wolę - według legendy - Rodos wynurzyła się z morza. Rodos była więc wyspą kwiatów (głównie róż), słońca i... niewolników - były ich tam bowiem nieprzebrane masy. Jak już wyżej wspomniałem, mieszkańców z końcem IV wieku p.n.e. żyło tam zaledwie 24 000, ale niewolników mieszkało na wyspie trzy a nawet cztery razy więcej. Poza tym Rodos była centrum handlu i dystrybucji "żywego towaru" nie tylko w całym świecie greckim - jakże rozległym po podbojach Aleksandra Wielkiego, ale również w Italii i na Sycylii. Można więc sobie wyobrazić jak majętna musiała być tamtejsza społeczność zajmująca się handlem niewolnikami na tak wielkim obszarze? Ale co ciekawe, mimo tak dużej nadreprezentacji niewolników (znacznie większej niż w innych greckich polis), żyło się tamtejszym obywatelom bardzo spokojnie, nie było żadnych niewolniczych buntów, żadnych też niepokoi społecznych, jakże częstych na innych greckich ziemiach. Mało tego, niewolnicy na wyspie legalnie mogli posiadać broń (tylko w przypadku wojny i zagrożenia zewnętrznego) i nie byli z tego powodu prześladowani. Można wręcz rzec, że ludzie wolni i niewolnicy na Rodos wspólnie tworzyli siłę i dobrobyt Wyspy. Ustrój społeczny jaki Rodyjczycy posiadali, sami nazywali eunomią, czyli "dobrymi prawami", lub po prostu demokracją. Co prawda nie była to klasyczna demokracja, a raczej ustrój zbliżony do oligarchicznego, bowiem władzy nie sprawowało Zgromadzenie Ludu, tylko Rada, na której czele stało pięciu wybieranych na sześć miesięcy prytanów. Jeden z nich przez sześć miesięcy pełnił funkcję takiego swoistego prezydenta - czyli przywódcy Rady. Zaś wszystkie inne wyższe urzędy publiczne obsadzali jedynie członkowie wywodzący się z arystokratycznych rodów.




Mimo to, jak już wspomniałem, na wyspie nigdy nie doszło do żadnych rozruchów wewnętrznych czy buntów niewolniczych, a to z tego powodu że władze (złożone z arystokratów) zawsze dbały zarówno o swój lud, jak i o niewolników. Dzięki temu że wyspa była majętna (a swój majątek zbijała głównie na handlu niewolnikami) lud otrzymywał darmowe zboże. Poza tym istniały też specjalne podatki (zwane "liturgiami"), gdzie bogaci płacili pieniądze na utrzymanie uboższego ludu, a środki te były przeznaczane przez państwo na zakup żywności. O swoich obywateli dbano bardzo dobrze, niewolników również traktowano prawie tak, jak wolnych ludzi, ale jednocześnie Rodyjczycy żyli nieco z dala od spraw toczących się w całym greckim ojkumene (czyli "ziemi zamieszkałej") i poza handlem w zasadzie nic ich nie łączyło z innymi Hellenami. Ich gimnazjony były szkołami niedostępnymi dla dzieci obywateli innych polis. Cudzoziemcy co prawda przybywali na wyspę (zwabieni jej bogactwem), ale nie posiadali praw politycznych, ani też ich potomstwo nie było uważane za równe rdzennym Rodyjczykom. Rodyjczycy uważali swoją wyspę za dar bogów, swój ustrój za najlepszy i najsprawiedliwszy ze wszystkich i choć sami, nieliczni, potrafili zażarcie bronić swojej niezależności gdy tylko zaszła taka potrzeba. Powodem ich dumy, od której liczono prawdziwą niezależność wyspy, był rok 305 p.n.e. i atak na Rodos Demetriusza Poliorketesa (swój przydomek "Poliorketes" - "Zdobywca Miast", zyskał Demetriusz właśnie podczas ataku na Rodos). Pomimo wielu zwycięstw, oblężenie Rodos trwało cały rok i ostatecznie zakończyło się porażką Demetriusza, który został zmuszony do odwrotu. To właśnie ta determinacja, jaką wykazali Rodyjczycy w obronie swojego polis i swojej wyspy, dała im prawdziwą niepodległość i zapewniła przyszłe bogactwo. 


DEMETERUSZ "ZDOBYWCA MIAST
SYN ANTYGONA JEDNOOKIEGO 
(Rodos jednak okazało się dla niego twardym orzechem do zgryzienia)



To była bitwa założycielska rodyjskiej potęgi, która zapewniła im panowanie i dobrobyt w całym świecie egejskim przez kolejne 150 lat. Posiadając sojusz militarny z Egiptem Ptolemeuszy (zawarty właśnie w owym 305 r. p.n.e.), Rodyjczycy przez kolejne dziesięciolecia żyli w pokoju, który konsumowali poprzez zamienienie wyspy w prawdziwy niewolniczy supermarket. Miasto Rodos, zbudowane jako rękojmia sojuszu trzech miast: Ialysos, Lindos i Kamejros, było miastem od początku sztucznie wyznaczonym. Zarówno kształt ulic jak i porty, wszystko to było wcześniej opracowane i sztucznie ukształtowane (czy mówiąc bardziej dokładnie planowo ukształtowane). Nie było tam żywiołowości, nie było przypadkowości, wszystko bowiem miało się opierać na wcześniej wyznaczonym planie rozwoju miasta. Dzięki temu ulice miejskie były dość przestronne (szczególnie te główne) i czyste, inaczej niż w innych greckich polis. Miasto podzielono na dwie główne, przecinające się aleje, biegnące pod kątem prostym. Wszystkie inne ulice miejskie były do nich równoległe. Miasto posiadało sieć kanalizacyjną i wodociągową, dzięki czemu zarówno nieczystości jak i woda były odprowadzane i doprowadzane do miejskich domostw. Arystokraci i ludzie ubożsi nie asymilowali się od siebie, często stawiając domy jeden przy drugim frontem do ulic, które to wszystkie bez wyjątku prowadziły do dwóch głównych alei, które same zaś wiodły na niezwykle piękny akropol, stojący wśród ukwieconych drzewek oliwnych. Na akropolu wzniesiono również trzy świątynie: Zeusowi, Atenie i Heliosowi. Schodząc z ukwieconych terasów (z których rozpościerał się wspaniały widok na wybrzeże) w kierunku morza, musiano obowiązkowo przejść przez sławną Deigmę, czyli... ów bazar handlowy z którego słynęła wyspa. Deigma była na tyle rozległa, że obejmowała praktycznie całą drogę do trzech miejskich, sztucznie utworzonych ogromną pracą i poświęceniem - portów, które posiadały ochronę zarówno przed morskimi falami (rozległe mola) jak i przed obcą flotą (łańcuch, którym można było zamknąć Port Mały, tym samym uniemożliwiając obcym okrętom wpłynięcie do jakiegokolwiek portu w stolicy. A były to porty: Mały, Wielki i Średni.
 



Między portami Małym i Wielkim wzniesiono piękną świątynię Artemidy, która dorównywała swym pięknem tej efezkiej (spalonej dla sławy przez Herostratesa w 356 r. p.n.e., był to też rok narodzin Aleksandra Wielkiego i gdy potem pytano się gdzie byli bogowie, gdy płonęła świątynia Artemidy w Efezie - zaliczana do siedmiu cudów starożytnego świata, odpowiadano: "Byli w Pelli, przy narodzinach Aleksandra"). Nieopodal tych portów stały również świątynie Dionizosa i Asklepiosa. Ale prawdziwą wizytówką miasta od roku 282 p.n.e. stał się niezwykły pomnik, stojący u wejścia do Portu Małego (będącego oknem na morze dla wszystkich portów miasta Rodos), zwany - Kolosem Rodyjskim. Był to (wielki na ponad 36 metrów) posąg boga Heliosa dłuta Charesa z Lindos, który powstał jako pomnik zwycięstwa po wypędzeniu najezdniczej armii Demetriusza Poliorketesa w 305 r. p.n.e. Budowę rozpoczęto w 294 r. p.n.e. i kontynuowano przez kolejne dwanaście lat. Pieniądze, potrzebne na sfinansowanie pomnika, wzięto ze sprzedaży porzuconych przez Demetriusza wokół Rodos machin oblężniczych, za które uzyskano kwotę 300 talentów. Pomnik był wzniesiony w taki sposób aby przetrwał lata (czyli jako wykonany z brązu, nie mógł przypominać częstego w późniejszej sztuce pomnika rozkraczonego Heliosa, pod którego stopami miały przepływać okręty. Nie było to możliwe, ponieważ brąz długo nie utrzymałby ciężaru posągu i szybko runął by do morza. Posąg więc raczej przypominał stojącego i osłaniającego się przed słońcem mężczyznę, trzymającego w dłoniach część własnej szaty, która to stanowiła tylną podpórkę całej konstrukcji). Mimo to, runął on po pięćdziesięciu pięciu latach od swego powstania, podczas trzęsienia ziemi na Rodos w 227 r. p.n.e. i odtąd leżał na wyspie połamany na części i nie odbudowany (Rodyjczycy zasłaniali się zakazem wyroczni delfickiej), jako swoista ciekawostka turystyczna, przez kolejne 880 lat, do czasu aż w 654 r. Arabowie zajęli Rodos. Rozbili oni posąg na części i jako obrazę Allaha, sprzedali na złom wędrownemu kupcowi z Emessy (tych rozbitych części było tak dużo, że musiało dźwigać je aż... 980 wielbłądów).




Poza samym Rodos - centrum politycznym i handlowym wyspy, istniały również trzy miasta sojusznicze, które wspólnie zbudowały rodyjską stolicę (czyli Ialysos, Lindos i Kamejros). Zacznijmy od pierwszego - Ialysos - miasto założone według legendy przez herosa Ialysosa (którego obraz namalował Protogenes z Rodos, mieszkający nieopodal miasta, tuż za murami miejskimi. Notabene, Demetriusz Poliorketes miał możliwość zaatakować miasto od strony na której stał dom Protogenesa, ale zabronił tam atakować, ponoć z powodu obawy o uszkodzenie słynnego obrazu Ialysosa, który Protagenes trzymał u siebie w domu. Protagenes zresztą, postawiony przed Demetriuszem, na jego pytanie czy nie obawia się przebywać tak daleko poza murami miasta, odparł iż nie obawia się, a to z tego powodu, iż wie że Demetriusz prowadzi wojnę z Rodyjczykami, ale nie ze sztuką. Ta odpowiedź tak bardzo spodobała się Demetriuszowi, że ten postawił nawet straż przed domem Protagenesa, by ten mógł w spokoju pracować. Po śmierci Protagenesa jego obrazy (jak choćby Ialysos czy Satyr wypoczywający) przeszły na własność miasta i pozostały na Rodos aż do czasów rzymskich. Ialysosa z Rodos wywiózł dopiero cesarz Neron i umieścił ów obraz w Świątyni Pokoju w Rzymie, gdzie spłonął on w czasie wielkiego pożaru Rzymu w 64 r.. Ialysos leżała z dala od morza, choć najbliżej stamtąd było do Rodos. Lindos zaś leżała na południowym-wschodzie od Ialysos i posiadała dwa porty morskie, a także sławną świątynię Ateny (która również przyciągała turystów i pielgrzymów). Kamejros zaś, ulokowane na przeciwległej, północnej stronie wyspy, przy morzu, słynęła głównie z obserwatorium astronomicznego Hipparcha na Atabyrionie. 

Przejdźmy teraz jednak do tego, z czego słynęła sama Rodos, czyli z handlu niewolnikami w całym greckim świecie i przenieśmy się na Deigmę - czyli wielki rodyjski bazar do handlu niewolnikami.


ANTYCZNE RODOS 
(W centrum miasta znajduje się Agora, na prawo od niej mieści się ów sławny bazar -Deigma. Akropol znajduje się w południowo-zachodniej części miasta, gdzie również mieści się stadion sportowy, świątynia Apollina i gimnazjon)



CDN.

08 grudnia 2025

NIEMCY O NAZIZMIE - Cz. I

CZYLI CO SĄDZILI ZWYKLI NIEMCY O USTROJU NARODOWO-SOCJALISTYCZNYM






To, że niemieckie społeczeństwo mocno zyskało finansowo na wybuchu II Wojny Światowej nie ulega dziś żadnej wątpliwości. Jakiś czas temu w rozmowie z jednym starszym 'znajomym' z Niemiec, usłyszałem wręcz że gdyby Hitler poprzestał na odzyskaniu Sudetów i połączeniu Prus Wschodnich z Niemcami bez wybuchu wojny, to dzisiaj byłby bez wątpienia uważany za największego Niemca w historii tego kraju. Początkowo słowa te mnie oburzyły, ale potem na spokojnie się nad tym zastanowiłem i doszedłem do wniosku że mój rozmówca miał jednak dużo racji, Niemcy za Hitlera rzeczywiście przeszły ogromną modernizację społeczno-ekonomiczno-militarną, a państwo to do roku 1939 nie przypominało tego sprzed dekady - to były rzeczywiście dwa zupełnie inne kraje. Republika Weimarska była państwem słabym i targanym wieloma wewnętrznymi problemami. Inflacja i ogromne bezrobocie na początku lat 20 zaraz po zakończeniu I Wojny Światowej spowodowały, że niemiecka marka realnie utraciła jakąkolwiek wartość (w listopadzie 1923 r. za jednego dolara płacono w Niemczech 4 biliony 200 miliardów marek. Dochodziło też do tego że urzędnicy czy robotnicy gdy otrzymywali wynagrodzenie, to przynosili ze sobą 3, 4 a nawet 5 walizek, aby zabrać bezwartościową w dużej mierze makulaturę). Pieniędzmi tymi palono w piecach, robiono z nich latawce, układano je w stosy, szyto z nich noworoczne sukienki itp. Kryzys finansowy spowodował również że w Niemczech zaczęły pojawiać się ruchy odśrodkowe (np. w Bawarii i w Nadrenii), a także groził wybuch rewolucji komunistycznej (rewolucja miała wybuchnąć 23 października 1923 r., ale dwa dni wcześniej na spotkaniu w Chemnitz komuniści nie dogadali się z socjaldemokratami i związkowcami, a to spowodowało że zmuszeni byli odwołać zaplanowany pucz).

Widząc te wszystkie zagrożenia, amerykańscy i brytyjscy politycy i ekonomiści doszli do wniosku, że jeśli stan chaosu i hiperinflacji dalej utrzyma się w Niemczech, to kraj ten dostanie się pod wpływy komunistyczne. Dlatego też 30 listopada 1923 r. Komisja Reparacyjna (stworzona w celu uzyskania reparacji wojennych od Niemiec) powołała dwa Komitety Ekspertów. Pierwszemu Komitetowi przewodził amerykański bankier Charles Davies z tzw. grupy bankowej Morgana i miał on na celu zbilansowanie budżetu Niemiec i stabilizację niemieckiej waluty. Na czele zaś drugiego Komitetu stanął bankier Owen D. Young i miał on doprowadzić do ponownego ściągnięcia obcego kapitału do Niemiec. Komisje te pracowały od stycznia do kwietnia 1924 r. i 9 kwietnia opracowano tzw. plan Daviesa, który przewidywał udzielenie Niemcom specjalnej pożyczki stabilizacyjnej w wysokości 200 milionów dolarów, opracowano nowy plan spłat reparacji wojennych (z 3 do 1 miliarda dolarów rocznie, przy czym nie ustalono ostatecznego terminu spłaty całości reparacji). Powołano też do życia Bank Rzeszy na którego czele stanął Hjalmar Schacht, a który w rzeczywistości był uzależniony od międzynarodowego kapitału (głównie amerykańskiego i brytyjskiego). Jednak ów plan stabilizacyjny i pieniądze wypłacane w ramach tzw. planu Daviesa, oraz kapitał który napływał do Niemiec w kolejnych latach (do 1930 r. Niemcy uzyskały 27 miliardów pożyczek średnio i długoterminowych) niemiecka waluta została uzdrowiona a gospodarka uległa szybkiemu ożywieniu i już w 1927 r. przekroczyła poziom okresu przedwojennego.

Jako ciekawostkę dodam, że hiperinflacja w tamtym czasie dosięgła również kilka innych krajów, w tym Polskę, w której od odzyskania niepodległości w listopadzie 1918 r. do marca 1919 r. funkcjonowało kilka systemów walutowych, i tak obok rosyjskich rubli były niemieckie marki, austriackie korony, a na ziemiach będących w obrębie wpływów Ukraińskiej Republiki Ludowej grzywny i karbowańce. Dopiero w marcu 1919 r. wprowadzono jednolitą walutę- "markę polską", istniejącą już od grudnia 1916 r. Ale inflacja w kolejnych latach coraz bardziej rosła i w 1923 r. za jednego dolara amerykańskiego płacono 9 miliardów 800 milionów marek polskich. Ostatecznie jednak dzięki dosyć radykalnym działaniom fiskalnym rządu udało się już w styczniu 1924 r. znacznie zbić inflację, powołano też do życia Bank Polski (19 stycznia 1924 r.) a 1 lipca tego roku wprowadzono nową walutę "złoty polski" który zastąpił wycofaną z obiegu markę polską. Dzięki reformom finansowym rok 1924 jako pierwszy w dziejach odrodzonego państwa zamknięto nadwyżką dochodów nad wydatkami i rezerwą w wysokości 59,4 miliona złotych. Różnica jednak pomiędzy reformą wprowadzoną w Niemczech i innych krajach przeżywających recesję gospodarczą a Polską polegała na tym, że wszędzie indziej przełamywano trudności fiskalne przy pomocy pożyczek zewnętrznych. Polska zaś była pod tym względem wyjątkiem. Rząd Władysława Grabskiego który przeprowadził ową reformę walutową od początku twierdził że państwo nasze jest wystarczająco silne i zasobne (pomimo faktu że dopiero niedawno Polska odzyskała niepodległość) aby pokonać trudności własnymi siłami. Nie chciano też podporządkowywać młodej polskiej gospodarki obcej kontroli w sytuacji uzyskania pożyczek zagranicznych. Reformę przeprowadzono więc drastycznymi cięciami - zniesiono np. dopłaty do kolei, przeprowadzono waloryzację taryf przewozowych, podniesiono znacznie ceny biletów pasażerskich, sprzedano część fabryk (a te, które pozostały, rzucono na tzw. głęboką wodę i ich istnienie uzależniono od tego, czy potrafią się utrzymać na powierzchni życia gospodarczego. Te które przetrwały należały potem do najstabilniejszych w całym dwudziestoleciu międzywojennym i nawet w kryzysowych latach 30-tych nie dochodziło w nich do strajków, co też może świadczyć, że sytuacja pracowników była była tam dosyć dobra). Poza tym wprowadzono drastyczne oszczędności budżetowe. Środki uzyskiwano również ze sprzedaży kosztowności rosyjskich przekazanych Polsce po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej pod zastaw niewypłaconych nigdy a zastrzeżonych w traktacie ryskim (marzec 1921 r.) sum finansowych. Poza tym przystąpiono do bardzo skutecznego ściągania podatków (przemysłowego i dochodowego), a za każdy dzień zwłoki urzędy skarbowe doliczały 5 % sumy dłużnej. Pozwoliło to ostatecznie ustabilizować polską walutę i zlikwidować inflację (przy niewielkiej wręcz, jedynie symbolicznej pożyczce zagranicznej) i to do tego stopnia, że we wschodnich rejonach Niemiec chłopi niemieccy woleli płacić polską złotówką niż nową niemiecką marką, którą nazywali "żydowskim konfetti z Berlina".




W kolejnych latach też nie było spokoju w Niemczech. Powstało kilkanaście partii politycznych wzajemnie się zwalczających, do głosu dochodzili komuniści, rośli w siłę naziści Adolfa Hitlera i często dochodziło do walk ulicznych pomiędzy tymi partiami. Wciąż też wysokie było bezrobocie (sięgające w październiku 1929 r. 1,6 mln.) Zaś po krachu na Wall Street (24 października 1929 r.) który doprowadził do kryzysu ekonomicznego większej części świata, liczba bezrobotnych w Niemczech wzrosła aż do 7 milionów. Co ciekawe pracę tracili głównie mężczyźni (zwalniany jeden na trzech) natomiast kobiety w większości utrzymały swoje zajęcia (zwalniana jedna na dziesięć). W tej sytuacji do głosu zaczęły dochodzić radykalne partie, które dotychczas były albo na marginesie polityki, albo były traktowane jako ostateczność (np. komuniści). Wielką popularność zdobył również wówczas piwiarniany krzykacz Adolf Hitler i jego partia NSDAP. Nie tylko opierał się on na resentymentach przegranej wojny, mówiąc o żydowskim spisku ("Armia niemiecka pozostała niezwyciężona na polu bitwy, ale został jej zadany cios w plecy przez wroga wewnętrznego, tym wrogiem byli i są Żydzi."), ale nawoływał też do "zmazania hańby wersalskiej" i odzyskania przez Niemcy mocarstwowej pozycji w Europie (szczególnie zaś w Europie Wschodniej). W Teatrze Telewizji w sztuce "Marszałek" z 2017 r. są dosyć ciekawie opowiedziane fragmenty na ten temat (a tematem jest polski plan wojny prewencyjnej z Niemcami, opracowany przez Marszałka Józefa Piłsudskiego). Tak więc Marszałek (w tej roli Mariusz Bonaszewski) mówi np.: "Hitler nawet z początku podobał mi się, podobał mi się bo pomyślałem sobie - prosty chłopak z ludu, nie Prusak, bo te junkry oni są najgorsi, oni nas nienawidzą, bo oni się czują od nas lepsi, a poza tym tłuści są, grubi jak ten ich premier, jak on się nazywa? Goering. Jak można się tak utuczyć panowie? na dwóch krzesłach musiał siedzieć a jeszcze i tak po bokach wylewała mu się ta jego wielka dupa. (...) A ten Hitler to jest nowoczesny człowiek, i chudziaczek jest, mięsa podobno nie je, piwa nie żłopie, nowoczesny człowiek... a jednak szubrawiec. Jeszcze mu łapkami hail, hail, hail machają"."Podobno w "Mein Kampf" napisał panie Marszałku że Wiedeń go odmienił, był szarym obywatelem ale wyjechał z Wiednia fanatycznym antysemitą". "I do tego idiota. Przecież taki młodzieniec w Wiedniu powinien się walca nauczyć, zawód jakiś zdobyć...". "Gdzie mu tam do kobiet panie Marszałku, on woli się idei poświęcić". "No mówię, idiota, kanclerz Rzeszy niemieckiej jest imbecylem. Ale panowie to jest dla nas pewna szansa, zdmuchniemy go jak świeczkę i za rok nikt nie będzie o nim pamiętał. (...) Dojście Hitlera do władzy zmieniło sytuację w Europie. Na Wschodzie i na Zachodzie rządzą szajki kryminalistów. (...) Ja tylko mówię że my doskonale rozumiemy co znaczy słowo wojna, natomiast kapral Hitler najwyraźniej tego nie wie. Ale ten bezczelny dekownik mówi nam czego chce. Panie profesorze, pan czytał "Mein Kampf?" Co tam jest napisane o Polsce, pamięta pan?", "Chyba tylko tyle że Republika Weimarska prowadzi niekonsekwentną politykę wobec Polski, nie doprowadziła ani do pojednania ani do konfliktu, chyba tylko tyle". "Tylko tyle tak? a ja myślę że tam jest o wiele więcej o Polsce. (...) O właśnie, to jest to, oni chcą zmienić kierunek niemieckiej ekspansji na Wschód i sam los podpowiada im ten kierunek, los (...) Pan to czytał, co tam było o Polsce?", "Nic, o Polsce nie było ani słowa panie Marszałku", "I to jest to moi panowie, ponieważ Polska dla tych ludzi już nie istnieje, nie ma jej na mapach. Dlatego zdecydowałem że to my uderzymy pierwsi..." Do wojny prewencyjnej roku 1933 jednak nie doszło przy sprzeciwie co do jej uczestnictwa Francji, a to ostatecznie doprowadziło do europejskiej tragedii pod nazwą II Wojny Światowej (dlatego uważam że Francuzi są również winni wybuchowi tego konfliktu, może nieco mniej niż Niemcy i Rosjanie, ale jednak też).






Hitler wykorzystał również światowy kryzys gospodarczy do zdobycia poparcia społecznego i zadośćuczynienia krzywd, które miały ponoć spaść na niemiecki naród (zarówno tych politycznych jak i fiskalnych i gospodarczych). Przy 7 milionach bezrobotnych Niemców, jawił się Hitler jako mąż opatrznościowy który zapowiedział że gdy tylko zdobędzie władzę, problemy Niemiec się skończą, a ci, którzy teraz nie mają pracy, będą zarabiali godnie aby utrzymać własne rodziny. Dodatkowo podczas kampanii wyborczej w roku 1932 zapowiedział, że kobiety powinny zrezygnować z pracy i wrócić do domów, by zająć się rodziną (w 1933 r. kobiety stanowiły 37 % całej zatrudnionej siły roboczej w Niemczech). Hitlera plan na zmniejszenie bezrobocia wśród mężczyzn, polegał właśnie na odebraniu możliwości pracy zarobkowej kobietom. Twierdził bowiem: "Nie postrzegamy kobiety jako gorszej, ale jako mającej inną misję, inną wartość niż mężczyzna. Dlatego też uwierzyliśmy Niemce, która bardziej niż jakakolwiek inna na świecie jest kobietą w najlepszym tego słowa znaczeniu i powinna wykorzystywać swoje siły i zdolności w innych dziedzinach niż mężczyzna". Goebbels zaś dodawał: "Jeśli rodzina jest źródłem siły narodu, to kobieta jest jego rdzeniem i centrum. Najlepszym miejscem w którym kobieta może służyć swemu ludowi, jest małżeństwo, rodzina, macierzyństwo". Takie twierdzenia wbrew pozorom wcale nie odciągały Niemek od partii nazistowskiej a wręcz przeciwnie, Niemki wprost szalały za Hitlerem i jego wizją nowych Niemiec: bezpiecznych, stabilnych i wielkich. Lata kryzysu ekonomicznego, niestabilności politycznej i walk toczonych między bojówkami partyjnymi spowodowały, iż wielu Niemców tęskniło za bezpieczeństwem i stabilizacją. Najbardziej zaś tęskniły za tym Niemki, które czuły się niepewnie w świecie ciągłych walk i politycznych niepokojów. Hitler więc jawił się im jako mąż opatrznościowy, jako zbawca narodu, i jako ostoja w niestabilnych czasach. Nic więc dziwnego że w wyborach do parlamentu Rzeszy VI kadencji (z lipca 1932 r.) NSDAP uzyskała najwięcej mandatów - 230 (na 608 posłów), a naziści przejęli władzę w Anhalt (maj 1932 r.), Oldenburgu (czerwiec 1932 r.) oraz w Meklemburgii i Turyngii (lipiec 1932 r.).




Co prawda kolejne wybory do parlamentu Rzeszy VII kadencji (listopad 1932 r.) przyniosły NSDAP straty (zdobyli 196 mandatów na 584 posłów), to jednak w styczniu 1933 r. NSDAP wygrało w wyborach do landtagu w Lippe, a 4 stycznia Hitler zawarł porozumienie z byłym kanclerzem Franzem von Papenem w domu bankiera Schrodera (celem było stworzenie nowego rządu). Po rozmowach toczonych na linii Papen-Hitler-Oskar von Hindenburg- Meissner (sekretarz stanu), prezydent Rzeszy Paul von Hindenburg - 30 stycznia 1933 r. powołał Hitlera na nowego kanclerza Rzeszy, III Rzeszy (w nazistowskiej
propagandzie okres walki o władzę zwano "Rewolucją narodową", okres zaś po zaprzysiężeniu Hitlera "Legalną rewolucją"). 4 lutego wydano rozporządzenie "o ochronie narodu niemieckiego" - zawieszające podstawowe prawa konstytucyjne na mocy rozporządzeń prezydenta Rzeszy, zaś 27 lutego ogłoszono rozporządzenie "o ochronie narodu i państwa" wprowadzające stan wyjątkowy (w nocy z 27 na 28 lutego naziści podpalili Reichstag, oskarżając potem o ten czyn komunistów). 3 marca 1933 r. miały miejsce wybory do Reichstagu VIII kadencji, zwyciężyła w nich oczywiście NSDAP zdobywając 288 mandatów (na 647 posłów). Były to ostatnie wybory Republiki Weimarskiej, a 21 marca w poczdamskim kościele garnizonowym pozbawiono oficjalnie władzy parlament Rzeszy (potem dzień ten świętowano jako tzw.: "Dzień Poczdamu"). Kolejne ustawy wydawane w duchu narodowo-socjalistycznym to: 23 marca "Ustawa o likwidacji nędzy narodu", 7 kwietnia "Ustawa o odnowieniu stanu urzędniczego" - zwalniająca z pracy niepożądanych politycznie i nie-aryjskich urzędników. 31 marca ustawą o "Ujednoliceniu krajów i Rzeszy" zlikwidowano federacyjną strukturę dotychczasowych Niemiec (a to oznaczało również rekonstrukcję lokalnych parlamentów i przejęcie władzy w landtagach przez NSDAP), 7 kwietnia wprowadzono tam zaś namiestników krajowych, którzy to mianowali rządy krajowe. 30 stycznia 1934 r. zniesiono zaś już oficjalnie parlamenty krajowe i rozwiązano Radę Rzeszy (14 lutego 1934 r.). Od maja 1933 r. zaczęto likwidować inne niż NSDAP partie polityczne, tak że 1 grudnia 1933 r. NSDAP stała się jedyną partią państwową w Niemczech.

To wszystko razem wzięte, te wszystkie drastyczne metody stosowane przez nazistów i nieszanowanie przez nich prawa oraz likwidowanie partii politycznych i ustroju demokratycznego, były przyjmowane przez większość Niemców jako pozytywny kierunek rozwoju Niemiec. I rzeczywiście trzeba powiedzieć jasno, Hitler w wielu sprawach wywiązał się ze składanych wcześniej obietnic wyborczych, zlikwidował bezrobocie (w 1938 r. doszło nawet do tego, że zaczęło w Niemczech brakować rąk do pracy), kraj się bardzo szybko modernizował i rozwijał, miasta były schludne, czyste, nie było przemocy, ludzie wreszcie mogli odetchnąć po burzliwych latach Republiki Weimarskiej. Od 1935 r. budowano siłę Wehrmachtu, Luftwaffe i Kriegsmarine. W polityce międzynarodowej Rzesza również zaczęła odzyskiwać głos decydujący, co bardzo podobało się Niemcom. W marcu 1936 r. Wehrmacht wkroczył do Nadrenii (remilitaryzacja Nadrenii), przy całkowicie biernej postawie mocarstw zachodnich (Józef Beck - minister spraw zagranicznych Rzeczpospolitej odbył wówczas podróż do Paryża i Brukseli, składając tamtejszym rządom Francji i Belgii drugą propozycję wojny prewencyjnej, mówiąc otwarcie, że jeżeli Francja i Belgia interweniują, Polska również uderzy na Niemcy od wschodu. Tamte państwa jednak nie były chętne rozmawiać o jakiejkolwiek wojnie prewencyjnej i żyły w przeświadczeniu że "jakoś to będzie"). W listopadzie 1936 r. Niemcy wraz z Japonią tworzą wspólny pakt antykominternowski przeciwko Związkowi Sowieckiemu (wcześniej, w październiku zawarto Oś Berlin-Rzym a Włochy przystąpiły do paktu antykominternowskiego w styczniu 1937 r.). W listopadzie 1937 r. na konferencji dowódców Hitler oficjalnie odsłania swoje plany wojenne - celem jest zdobycie nowej przestrzeni życiowej dla Niemiec (tzw. protokół Hosbacha). 13 marca 1938 r. ma miejsce anschluss Austrii. W maju i czerwcu 1938 r. doszło do kryzysu czechosłowackiego, gdy Niemcy w "programie karlsbadzkim" domagały się autonomii terytorialnej dla Niemców sudeckich (wówczas z polskiej strony została złożona władzom Czechosłowacji propozycja podjęcia wspólnej wojny z Niemcami, niestety idiota Benesz - ówczesny prezydent tego kraju, liczył jedynie na pomoc z Francji lub Związku Sowieckiego - Francja zaś do wojny się w ogóle nie paliła, Związek Sowiecki natomiast nie miał wspólnej granicy ani z Czechosłowacją ani z Niemcami). 29 września 1938 r. na konferencji w Monachium rządy Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch zgodziły się oddać Czechosłowację pod niemiecką protekcję i włączyć Sudety do III Rzeszy.




Co się tyczy Czechosłowacji, to do dziś pokutuje powielany przez wielu historyków pogląd, że kraj ten miał silną armię, doskonały przemysł i był w stanie w maju i czerwcu 1938 r. wystawić ponad 2 milionową armię (45 dywizji w tym 4 szybkie i 2 zmotoryzowane). Jak to się więc stało że taka siła, wsparta licznymi fortyfikacjami w Sudetach skapitulowała przed 39 dywizjami niemieckimi? Coś tu jest nie tak. A może armia czechosłowacka wcale nie była taka silna jak próbuję się nam wmówić. Owszem w Czechach wytwarzano dużo broni (Czechosłowacja była trzecia w światowej czołówce handlu bronią po Francji i Wielkiej Brytanii a przed Niemcami i USA), ale wszystko praktycznie szło na eksport, zaś siły czechosłowackie zaopatrzone były głównie w broń przestarzałą (gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że również i nasze samoloty i czołgi sprzedawaliśmy częściej za granicę, niż zaopatrzona była w nie polska armia, a były to produkty wysokiej jakości. Poza tym nie zdążono, bowiem plan rozbudowy i modernizacji Wojska Polskiego - w tym zaopatrzenia go w silną broń pancerną miał zakończyć się do 1942 r. Jednak ze względu na wybuch wojny we wrześniu 1939 roku tak się nie stało). Czesi w czerwcu 1938 r. zmobilizowali trochę ponad milion żołnierzy, Armia Czeska zaś dysponowała 3200 dział (głównie starszych typów), 558 wozów bojowych (łącznie czołgów i samochodów pancernych) i 1500 samolotów przeważnie dwupłatowców i pamiętających czasy I Wojny Światowej - część zaś nie nadawała się do użycia w bezpośrednich działaniach bojowych. Poza tym czeski plan obrony był planem czysto defensywnym, opartym jedynie o linię umocnień sudeckich.




Wojsko Polskie zaś praktycznie nie ćwiczyło planów obronnych, gdyż obrona miała jedynie polegać na zatrzymaniu pierwszego impetu uderzenia wroga, a następnie szybko miano przejść do działań ofensywnych - oczywiście szybkie przejście z pozycji obrony do pozycji ataku jest niemożliwe, ale należy pamiętać że Wojsko Polskie zawsze było przygotowywane do pozycji ataku, nigdy do pozycji obrony, to się zemściło we wrześniu 1939 r. gdy Niemcy narzuciły nam nienaturalny dla nas sposób prowadzenia działań bojowych), gdyż Wojsko Polskie głównie szkoliło się do szybkich działań ofensywnych. Tak samo i w sprawie Czechosłowacji strona polska wystąpiła z propozycją wspólnego wystąpienia przeciwko Niemcom, ale tylko w sytuacji gdy strona czeska podejmie się obrony własnego terytorium bez oglądania się na pomoc Francji. Benesz odmówił podjęcia wojny z Niemcami bez wsparcia Francji i sytuacja była na tyle klarowna, że strona polska coraz bardziej przekonywała się iż Czechosłowacja skapituluje. Niemcy dość dobrze orientowali się w polskich propozycjach odnośnie Czechosłowacji i już w lipcu 1938 r. brali pod uwagę fakt skierowania części sił na granicę z Polską. W sytuacji kapitulacji Czechosłowacji strona polska nie miała innego wyjścia jak wystosować notę ultymatywną w sprawie zwrotu zagrabionego przez Czechów w 1919 r. polskiego Zaolzia (choć pierwotnie był to pomysł czeski z 22 września 1938 r. w którym prezydent Benesz składał ofertę "wyrównania problemu polskiej ludności w Czechosłowacji (...) Na płaszczyźnie zasady rektyfikacji granic". Czesi jedynie twierdzili że przejęcie przez polską stronę Zaolzia powinno się odbyć pomiędzy 31 października a 1 grudnia 1938 r. czyli w czasie, kiedy Niemcy również mogli wkroczyć na Zaolzie i wtedy Hitler zaproponowałby Polsce deal na zasadzie: oddam Zaolzie w zamian za Gdańsk, a to nie wchodziło w rachubę i dlatego 30 września strona polska wystosowała ultimatum do Pragi w sprawie zwrotu Zaolzia a 2 października Czechy notę tę zaakceptowały i dowódca Samodzielnej Grupy Operacyjnej "Śląsk" (stworzonej notabene pierwotnie w celu walki z Niemcami w obronie Czechosłowacji) gen. Władysław Bortnowski wkroczył do Cieszyna.






Tak więc niemieckie sukcesy polityczne i ekonomiczne umacniały wiarę Niemców w mit Hitlera, niewielu jednak wiedziało że te wszystkie reformy, te wszystkie zmiany, likwidacja bezrobocia i wzrost zamożności niemieckich rodzin był jednak w dużej mierze czyniony na kredyt. Tak, na kredyt, gdyż Niemcy otrzymywały spore pożyczki (głównie amerykańskie i brytyjskie), które kiedyś trzeba było spłacić. Ale Hitler spłacać tych kredytów nie zamierzał, nie po to rozbudowywał armię aby jej nie użyć, natomiast spłaty kredytów automatycznie spowolniłyby reformy i zapewne ponownie doprowadziły do powrotu bezrobocia, a Hitler chciał mieć odżywione i szczęśliwe społeczeństwo wiernych żołnierzy, którzy ruszyliby na podbój Europy i Świata. A zwycięzców nikt już by nie rozliczał, czy to z popełnionych zbrodni wojennych, czy też z niespłaconych kredytów. Tak oto wyglądała sytuacja III Rzeszy w przededniu wybuchu II Wojny Światowej. Jak jednak zdobycie władzy przez Hitlera i na wprowadzone przez niego reformy wewnętrzne zapatrywali się zwykli Niemcy, często ubodzy, których nie było stać np. na wysłanie dzieci na kolonie nad morze czy w góry? O tym w kolejnej części.






CDN.
 

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. XXVIII

III WIELKA WOJNA GALAKTYCZNA





FAZA III
KONIEC WOJNY - OSTATECZNA KLĘSKA GADÓW





Od zwycięstwa w galaktyce Andromedy, rozpoczęła się kontrofensywa Federacji Galaktycznej, jednak należy dodać, że stało się to możliwe w ogromnej większości dzięki wsparciu udzielonemu przez planetę-okręt Nibiru. Bez pomocy Nibiru Federacja długo nie byłaby w stanie nie tylko zaatakować Reptilian w ich macierzystych światach (Aplha Draconis i Sextans), lecz nawet odzyskać już utraconych galaktyk. Tak też w swym zwycięskim pochodzie Federacja Galaktyczna - poprzedzana siłą planety Nibiru - dotarła wreszcie do naszego Układu Słonecznego. Tutaj miała rozegrać się decydująca bitwa tej wojny pomiędzy Nibiru a umocnioną placówką bojową Gadów - Chowtą (wspartą siłą planety Maldek). Chowta (czyli nasz dzisiejszy Księżyc) był o kilka razy mniejszy od Nibiru, lecz w niczym nie ustępował jej siłą ognia. Gdy więc stało się jasne że to w tym Układzie Słonecznym rozegra się decydujące starcie zbrojne w tej wojnie (które przesądzi o przyszłości Ludzi i Gadów), zarówno Chowta jak i Maldek były na to przygotowane i oczekiwały pojawienia się Nibiru. Gdy wreszcie planeta ta się zjawiła, rozpętała się okrutna bitwa pomiędzy siłami Ligii Anchara a potęgą Federacji Galaktycznej. Starcie to zakończyło się porażką Chowty (na początku unieruchomiono tę placówkę bojową i uczyniono ją niezdolną do dalszej walki, potem dokonano tu desantu, by zlikwidować pozostałe jeszcze na Chowcie reptiliańskie stanowiska ogniowe). Chowta została zdobyta przez siły Federacji, jednak w wyniku działań zbrojnych wypadła ze swej dotychczasowej orbity i przez jakiś czas dryfowała w sposób bardzo niestabilny.

Skutki tamtego starcia obecne są po dziś dzień. Czym są bowiem olbrzymie kratery na powierzchni naszego Księżyca, jeśli nie skutkiem intensywnego ostrzału tej placówki? Tym bardziej że kratery te nie są ulokowane w sposób przypadkowy (co mogłoby świadczyć na działalność meteorytów lub jak początkowo sądzono aktywności wulkanicznej), lecz tworzą określone i logiczne wzory. Według wykazów brytyjskiej grupy badawczej pod kierownictwem Gilberta Fiedlera (która to dogłębnie zbadała powierzchnię Księżyca), okazuje się że kratery na powierzchni Księżyca występują często w parach o tej samej wielkości, lub też tworzą łańcuchy - zawsze jednak równoległe względem siebie. Całość wygląda tak, jak gdyby w pewnych miejscach użyto silniejszych ładunków wybuchowych (stąd wielkie kratery), dla uzyskania lepszego efektu niszczącego. Istnieją nawet liniowe ciągi i łańcuchy kraterów, powstałe jakby z planowego niszczenia powierzchni Księżyca. Poza tym są kratery (takie jak Tycho, Arystach czy Kopernik) które po dziś dzień są radioaktywne. Inną kwestią jest ich ulokowanie (w ogromnej większości po naszej, czyli tzw.: "Jasnej Stronie Księżyca"). Natomiast druga, ciemna dla nas strona tej ziemskiej satelity - posiada niewielką ilość kraterów, oraz... spore wybrzuszenie, które może sugerować iż mogło być to miejsce sterujące. Poza tym Amerykanie nie stwierdzili na Księżycu aktywności wulkanicznej.


STARCIE NIBIRU I CHOWTY



Są i inne nieścisłości w budowie Księżyca, np. taka, że księżycowa gleba jest prawie w całości... wyłożona szkliwem. Pobrane przez amerykańskich lunonautów - próbki owego podłoża, wykazują ogromne ilości tytanu, cyklonu, itru i berylu, które to były wręcz wtopione w powierzchnię Księżyca - tak jakby przeszły proces cieplny, wymagający bardzo dużej ilości ciepła (co najmniej rzędu 2 500 stopni Celsjusza). Skąd na Księżycu taka temperatura? Wygląda to tak, jakby powierzchnia Srebrnego Globu została nadtopiona przez nieznane źródło ciepła o mocy (co najmniej) bomby jądrowej. William C. Pienny - szef zespołu badawczego w Centrum Lotów Załogowych NASA w Houston, w styczniu 1973 r. powiedział na konferencji prasowej po powrocie z misji badawczej Apollo -17: "Nie potrafię sobie wyobrazić, w jaki sposób te kawałki pomarańczowego szkła stanowić mogą rezultat działalności wulkanicznej. A przecież na ziemskich terenach doświadczalnych, na których przeprowadzano podobne wybuchy jądrowe takie odłamki kolorowego szkła do rzadkości nie należą". Było jeszcze coś innego, równie dziwnego. Podczas wyładunku stożkowatych lądowników na powierzchni Księżyca, przy ich kontakcie z podłożem, powstał dźwięk przypominający gong - tak jakby wnętrze księżyca... było puste. "Cała struktura Księżyca zatrzęsła się w bardzo specyficzny sposób. Niemal jak gdyby w jego środku były gigantyczne amortyzatory hydrauliczne" - jak stwierdził Ken Johnson jeden z pracowników laboratorium NASA w Seattle.

Zaś po zniszczeniu reptiliańskich stanowisk na Chowcie - Federacja Galaktyczna opuściła tę placówkę (po raz drugi Galaktyczna Ludzkość zjawi się tutaj z zamiarem kolonizacji ok. 489 000 lat temu na Wenus). Po unieszkodliwieniu Chowty, teraz cała potęga Nibiru skierowała się przeciwko Maldekowi. Wynik tego starcia był przerażający - na Maldeku zniszczono całe istniejące tam życie - wraz ze wszystkimi gadzimi mieszkańcami tego świata. Nastąpił drugi wielki holocaust Gadoidów, zaś planeta została tak poważnie poturbowana, że przestała nadawać się pod przyszłe osiedlenie (przynajmniej na razie). Zniszczenie Maldeka i Chowty miało miejsce ok. 1 240 000 lat temu. Prócz tych dwóch wymienionych gadzich ośrodków - Federacja dokonała desantu na Wenus, rozbijając tamtejszą reptiliańską obronę (Gadoidy pobudowały podziemne wenusiańskie miasta, podobnie jak Ludzie na Marsie - lecz zostały one wszystkie zniszczone przez siły Galaktycznej Ludzkości).


POZOSTAŁOŚCI MALDEKA
(PLANETA GROBOWIEC GADOIDÓW)



Jednak te walki dały również poważnie we znaki samej planecie Nibiru, która została tak uszkodzona, że zginęła większa część zamieszkujących ją istot, a sama Nibiru stała się okrętem/grobowcem, gdyż ci, którzy nie zginęli w wyniku działań zbrojnych, umierali potem w ogromnych ilościach pod wpływem promieniowania radioaktywnego ze względu na uszkodzone i praktycznie wyeliminowane pole siłowe planety. Nibiru przestała być bezpiecznym miejscem do życia jak również i do walki. Federacja postanowiła umiejscowić ją na eliptycznej orbicie, by strzegła bezpieczeństwa całego rejonu przez który przechodziła. Wkrótce jednak planeta zamieniła się w grobowiec i została porzucona. Odtąd zaczęła stanowić poważne niebezpieczeństwo dla wszystkich planet które leżały na trasie jej przelotu, gdyż nikt jej już nie kontrolował. Jej naprawa i ponowne zasiedlenie okazało się bezcelowe i zbyteczne - pozostawiono więc ją własnemu celowi.


Tak oto zakończyła się III i (na razie) ostatnia wielka wojna Ludzi i Gadów we Wszechświecie


CDN.
 

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...