WYŚWIETLENIA

13 sierpnia 2026

ZEMSTA NA WROGACH! - Cz. I

CZY ZEMSTA JEST ROZKOSZĄ BOGÓW?





Dziś chciałbym odpowiedzieć na pytanie - które zawarte jest w tytule, czyli czy zemsta się opłaca i czy ma w ogóle sens? Oczywiście pytanie samo w sobie byłoby bez sensu, jeśli nie podałbym przykładu, który zainspirował mnie do podjęcia się tego tematu. Dlatego też na początku chciałbym opowiedzieć pewną historię, a dopiero potem wyciągnąć wnioski, które się za nią kryją. Głównym bohaterem tej opowieści będzie postać dość odległa historycznie, ale która mi się przypomniała i postanowiłem wykorzystać ją właśnie jako przykład do takowego tematu. Mianowicie więc bohaterem tej opowieści będzie cesarz rzymski (kejzar - czyli grecka wymowa rzymskiego słowa "cezar") Justynian II Rinotmetos (Ῥινότμητος) - czyli "Podcięty nos" (z racji tego że stracił ów organ, gdy wrogowie postanowili go obalić - co było w tamtym czasie naturalną praktyką stosowaną wobec obalonych władców, których z jakichś względów nie zamordowano, ponieważ takie oszpecenie automatycznie dyskwalifikowało z dalszego pełnienia najwyższej władzy w państwie. Problem polegał tylko na tym, że ci, którzy dopuścili się na nim takiego czynu, postąpili gorzej niż gdyby go zabili, bowiem nie docenili jego determinacji, żądzy panowania i odzyskania władzy, a przede wszystkim niepohamowanej żądzy zemsty). Oczywiście można się domyśleć że Justynian II realnie nie był cesarzem rzymskim, a zastosowałem takie określenie ponieważ tak właśnie o sobie wówczas myśleli ci, których potem historycy nazwali Bizantyjczykami. A ów panował w Konstantynopolu w końcu VII i na początku VIII wieku naszej ery. Wydaje mi się on bardzo ciekawym przykładem do omówienia tematu zemsty, zatem zapraszam do lektury życia człowieka, który temu zagadnieniu poświęcił wszystkie swoje plany i myśli.



JUSTYNIAN II RINOTMETOS
(668-711)
Cz. I





RODZINA
(608-668)
Cz. I


Bohater naszej opowieści przyszedł na świat w drugiej połowie (lub zapewne pod koniec) 668 roku. Wywodził się z dynastii Heraklijskiej, założonej przez jego pra-pradziada Herakliusza w 610 r. W tym czasie Imperium odnowione przez Justyniana I Wielkiego przeżywało poważny kryzys. Italia, choć odzyskana w ciągu ciężkiej, dwudziestoletniej wojny z Ostrogotami (535-554), została jednak tak zniszczona i wyludniona, że już w 568 r. uległa naporowi kolejnych barbarzyńców - Longobardów, którzy zajęli całą północ i dużą część środkowych Włoch. Południowa Hiszpania (zdobyta na Wizygotach w latach 552-554) w kolejnych latach również była tracona (w 584 r. padła Kordoba, największe miasto i punkt oparcia Bizantyjczyków w Hiszpanii, ostatni punkt oporu na południu padł w 624 r.). Egipt i Afryka były wówczas bez wątpienia najbogatszymi prowincjami Imperium Rzymskiego (albo raczej tego, co pozostało z dawnego Imperium Romanum), lecz i tam walki z Maurami powodowały duże straty. Poza tym oczywiście ciągłe wojny na wschodzie z Persami, oraz napór plemion słowiańskich i Awarów przez Dunaj na Bałkany, to wszystko razem wzięte powodowało konieczność utrzymywania ogromnej armii i stałych podatków. Najgorszy bez wątpienia był najazd Słowian na Bałkany, jako że walka z innymi ludami mimo wszystko ograniczała się do walki o kresy (nawet wojna z Longobardami w Italii nie była tak ważna dla Imperium, jak utrzymanie Bałkanów przed słowiańską nawałą). Słowianie bowiem zaczęli osiedlać się na Bałkanach na stałe i nawet jeśli przyjmowali protekcję cesarską, to w większości przypadków była ona czysto iluzoryczna. Do tego dochodził też konflikt o przewodnictwo pomiędzy cesarzem a senatem i pomiędzy cesarzem a ludem (dążącym do odzyskania dawnych wolności). Rosły antagonizmy społeczne i religijne oraz walki frakcji cyrkowych (głównie Zielonych i Niebieskich). W armii również dyscyplina była bardzo rozluźniona, czego powodem były nieustanne wojny, jak również częste zaległości w wypłacie żołdu. Wszystko to razem wzięte było istną beczką prochu, niezbędną stała się potrzeba szybkich reform, jeśli cała struktura państwowa nie miała się rozpaść.






W listopadzie 602 r. obalony został cesarz Maurycjusz - ostatni przedstawiciel dynastii Justynianów, a wojsko cesarzem okrzyknęło prostego żołnierza o imieniu Fokas. Dopuszczać się on miał wielu aktów okrucieństwa (np. najpierw kazał pojmanemu cesarzowi Maurycjuszowi przyglądać się kaźni jego synów, a następnie kazał ściąć i jego samego. Ich ciała wrzucono do morza, a głowy wystawiono na pośmiewisko na widok publiczny). Najstarszy syn Maurycjusza - Teodozjusz zapewne by się uratował, bo ojciec wysłał go z misją dyplomatyczną do szacha perskiego Chosroesa II (który sam zawdzięczał Maurycjuszowi tron, odzyskany w 591 r. i uważał się za dłużnika - a symbolicznie również i syna - obalonego teraz cesarza bizantyjskiego). Teodozjusz jednak zawrócił - na własną zgubę - bo wkrótce potem został pochwycony przez żołnierzy wiernych Fokasowi i również ścięty. Jednak upadek Maurycjusza i zamordowanie jego synów, oraz późniejsze rządy terroru jakie rozpętał Fokas, dały powód Chosroesowi do rozpoczęcia nowej wojny z Rzymianami (Bizantyjczykami), która wybuchła w tym samym 602 roku. Rządy Fokasa były agonią dawnego Wschodniego państwa cezarów. Nie tylko bowiem Persowie na wschodzie, ale teraz również i Słowianie na Bałkanach robili co chcieli. W 605 r. Persowie zdobyli twierdzę Dara, co pozwoliło im w kolejnych latach wlać się do Syrii i Kapadocji, a w 609 r. jeden ich oddział dotarł nawet do Chalcedonu nad Morzem Marmara (nieopodal Konstantynopola). Poza tym dochodziło do prześladowań Żydów, monofizytów i tak naprawdę jedyne wsparcie jakie uzyskał Fokas w czasie swego krótkiego, ośmioletniego panowania, płynęło z Rzymu, od tamtejszych papieży (a szczególnie Grzegorza Wielkiego). W 607 r. Fokas odebrał biskupowi Konstantynopola tytuł patriarchy ekumenicznego (czyli całego Kościoła Chrystusowego), czego od dawna domagali się biskupi rzymscy. Z tego też powodu w Rzymie na Forum Romanum w 608 r. wystawiono Fokasowi pomnik (istniejącą do dziś tzw. Kolumnę Fokasa).




W tym właśnie czasie w Afryce doszło do buntu na którego czele stanął tamtejszy namiestnik - Herakliusz zwany Starszym. Był on wodzem, który walczył w czasie wojny dwudziestoletniej z Persami (572-591), potem przebywał jakiś czas w Armenii i ostatecznie z rąk cesarza Maurycjusza uzyskał namiestnictwo Afryki (w 598 r. Przybył tam jednak dopiero w 600 r. Przez ten czas zaś władzę tymczasową sprawował tam biskup Innocenty), bogatej krainy pełnej zboża i wspaniałych zabytków. W 608 r. Herakliusz Starszy - wraz ze swym synem Herakliuszem, wypowiedzieli posłuszeństwo Fokasowi i rozpoczęli walkę o władzę nad Imperium. Najpierw w Egipcie (którego podbój trwał mniej więcej dwa lata - Aleksandria padła z końcem 609 r.), a następnie we wrześniu 610 r. Herakliusz Młodszy wyruszył na wyprawę do Konstantynopola i już 3 października zajął miasto. Dwa dni później pochwycony Fokas - wraz z doradcami - stanął przed obliczem nowego cesarza na Hipodromie. Ten zapytał go: "To ty, potworze, panowałeś tak podle?!", na co uzyskał odpowiedź: "A ty potrafisz rządzić lepiej?" Po tych słowach Herakliusz oddał Fokasa w ręce ludu, który go spalił. Spalono tam wówczas również sztandar frakcji Niebieskich (należącą do jednej z czterech frakcji woźniców rydwanów na Hipodromie - Zieloni, Niebiescy, Czerwoni i Biali - którzy w tym czasie realnie stali się tak silni jak mafia i tak też działali, atakując swoich przeciwników również w ich domach i np. zrzucając z okien kobiety, dzieci czy starców), którzy wspierali Fokasa (notabene to nie oni wynieśli go do władzy, tylko Zieloni, ale potem nastąpiła zmiana stron i Zieloni stali się jego wrogami, a Niebiescy stronnikami). Nowy cesarz był w sile wieku, miał 36 lat gdy zdobył władzę. Był średniego wzrostu i odznaczał się krępą budową ciała i był ponoć przystojny. Miał jasne włosy, niebieskie oczy i gęstą brodę. Był sprawny fizycznie i miał otwarty umysł (zapewne część owego opisu jest nieco przesadzona - gdyż powstała w czasach panowania dynastii, którą on założył - aczkolwiek tylko część, biorąc pod uwagę fakt, że Herakliusz realnie ocalił Imperium przed zagładą). Stanęło przed nim nie lada zadanie, musiał bowiem uporać się z agresją Persów na Wschodzie, Słowian i Awarów na Bałkanach, oraz z upadkiem dawnego systemu sprawowania władzy. Jego zaś ojciec - Herakliusz Starszy zmarł w Kartaginie wkrótce po otrzymaniu wiadomości o objęciu władzy przez syna.


KONSTANTYNOPOL



Początkowo Herakliusz zastanawiał się czy w ogóle nie przenieść stolicy do Kartaginy, bowiem stan państwa był katastrofalny, a niebezpieczeństwo ataku - czy to Słowian czy Persów - na Konstantynopol coraz bardziej realne. W przeciągu pierwszej dekady od objęcia przez niego władzy, Słowianie zlikwidowali bizantyjskie panowanie w Dalmacji (niszcząc Salone w 614 r.) i dotarli aż do Grecji, aż na Peloponez - gdzie też zaczęli się osiedlać. Takie miasta jak: Singidunum (Belgrad), Viminacium (Kostolacz), Naisus (Nisz) czy Sardyka (Sofia) zaczęły coraz bardziej nabierać słowiańskiego charakteru, a kolejne słowiańskie fale, jedna po drugiej, zaczęły po sobie napływać. Na froncie wschodnim początkowo Herakliusz odniósł pewne sukcesy (611/612 r.) ale szybko je zaprzepaszczono po klęsce pod Antiochią (613 r.), po której to Persowie weszli do Syrii zajmując Damaszek, Tars i Armenię, a w 614 r. zdobyli (po trzydniowym oblężeniu) Jerozolimę. Przez kolejne trzy dni miasto było wydane na pastwę zwycięskich Persów, a kościół Grobu Świętego (wzniesiony jeszcze przez Konstantyna Wielkiego w IV wieku) został spalony. Persowie zabrali stamtąd istniejący jeszcze fragment (dość duży jak na tamte czasy) Krzyża Świętego (zwanego też "Prawdziwym Krzyżem" bowiem na nim miał skonać Jezus Chrystus) i wywieźli go do Ktezyfontu. W mieście dużą pomoc Persom udzieliła miejscowa społeczność żydowska, która aktywnie wspomagała najeźdźców, a potem zajmowała się chwytaniem w niewolę i sprzedawaniem Persom zniewolonych przez siebie chrześcijan. Dochodziło wówczas do prawdziwych tragedii, jak rozdzielano żony od mężów, albo dzieci od rodziców (trzeba jednak powiedzieć że Żydzi uczynili to z zemsty, gdyż przez lata byli traktowani jak ludzie drugiej kategorii, a za możliwość wyznawania swej wiary musieli płacić specjalny podatek - podobny do tego, jaki potem wprowadzą muzułmanie dla wszystkich nie-muzułmanów). Od 615 r. rozpoczął się perski podbój Azji Mniejszej, a ich zagony operowały non stop na wybrzeżu Morza Marmara. W latach 617-619 trwał podbój Egiptu. Sukcesy jakie odnosili wówczas Persowie mogły powodować, iż zaczęto głośno mówić nad odrodzeniem dawnej monarchii Achmenidów, którą próbował wskrzesić założyciel perskiego rodu Sasanidów - Ardaszir, na początku lat 30-tych III wieku, ale mu się to wówczas nie udało, a i później Persowie tylko na krótko zajmowali czy to Syrię czy Kapadocję.


CHOSROES II



Herakliusz przez pierwszą dekadę swoich rządów musiał wykrzesać wiele energii i mądrości, aby utrzymać i odnowić Imperium. Wprowadził reformy administracyjne, zastępując dotychczasowy podział na prowincje (choć prowincje nadal zostały) systemem temów - czyli wielkich ośrodków wojskowych, obejmujących swym obszarem kilka prowincji. Tamtejsi rolnicy otrzymywali na własność działki ziemi z prawem dziedziczenia ich na swych potomków, w zamian zobowiązywali się do służby wojskowej i ochrony tej ziemi (było to nawiązanie do dawnego systemu rzymskich limes, na którym również osiedlano żołnierzy zwanych limitanei - zobowiązanych do służby wojskowej na danym obszarze). Wychodzono bowiem z dosyć oczywistego założenia, że żołnierz o wiele chętniej będzie chciał walczyć za swój własny majątek i swoją rodzinę, niż za jakieś odległe i nieznane mu, a często wrogie ziemie. Przeprowadzono również głęboką reformę administracji cesarskiej, likwidując m.in. funkcje prefekta pretorium, a wprowadzając w jego miejsce kilka innych, pomniejszych z dość jasno sprecyzowanymi kompetencjami. W 619 r. Herakliusz zawarł ostatecznie pokój z Awarami i zaczął sprowadzać część Słowian do Anatolii (osiedlając ich tam i obdarowując ziemią). To wszystko spowodowało, że zebrawszy siły na Wielkanoc dnia 5 kwietnia 622 r. po wysłuchaniu mszy świętej w kościele Hagia Sophia w Konstantynopolu, Herakliusz wyruszył na Persów. Na jesieni tego roku pokonał w bitwie we wschodniej Anatolii perskiego wodza Szahrbaraza, uwalniając tym samym całą Azję Mniejszą od perskiej okupacji. Ubezpieczając pokój na zachodzie (i wysyłając nowych zakładników wraz z daniną do Ringu - miasta obozu i siedziby chagana Awarów ) w 623 r. po otrzymaniu oszczerczego listu od Chosroesa II (który ubliżał w nim religii chrześcijańskiej i samemu Herakliuszowi), cesarz ruszył na Armenię, gdzie zdobył miasto Ganzak - pierwotną siedzibę Ardaszira w Armenii i jeden z symboli religii zaratusztriańskiej, gdzie zniszczył tamtejszą Świątynię Ognia w odwecie za spalenie kościoła Grobu Świętego w Jerozolimie.




W 626 r. Persowie rozpoczęli kontrofensywę i ponownie zajęli Azję Mniejszą dochodząc pod mury Konstantynopola. Tak się złożyło że również Awarowie i Słowianie rozpoczęli oblężenie tego miasta od zachodu i wydawało się że jego upadek jest przesądzony. Herakliusza nie było wówczas w stolicy (przebywał w odległej Lazyce na Kaukazie) a obroną dowodził generał Bonus, przyrodni brat Herakliusza - Teodor, oraz patriarcha Sergiusz, który organizował uroczyste procesje, wygłaszał płomienne kazania i organizował modły w kościołach. Ostatecznie o wyniku obrony zadecydowało zwycięstwo bizantyjskiej floty nad flotą słowiańską (wówczas jeszcze nie wynaleziono owego sławnego Ognia Greckiego, którym marynarze rzymscy będą się posługiwali w obronie Konstantynopola podczas pierwszego oblężenia tego miasta przez Arabów pół wieku później). Zwycięstwo na morzu było tylko preludium do zwycięstwa na lądzie nad Awarami, a gdy ci wycofali się spod miasta, Persowie również ustąpili i Konstantynopol przetrwał.
Potem Teodor rozbił jeszcze jedną armię perską w tym samym roku (kolejna wycofała się do Syrii). W 627 r. Herakliusz rozpoczął wielką ofensywę w granice samej Persji, a w grudniu tego roku zadał Persom największą klęskę w tej wojnie w bitwie pod Niniwą, która realnie kończyła wojnę całkowitym zwycięstwem Rzymian/Bizantyjczyków. W styczniu 628 r. cesarz zdobył Dastagert - ulubioną letnią rezydencję Chosroesa (z której tamten uciekł). Wkrótce potem perski szach został obalony i zamordowany a władzę objął jego syn - Kawad-Sziraz, który natychmiast zawarł pokój z Herakliuszem (wiosna 628 r.). Tak oto kończyła się 26-letnia krwawa wojna, która osłabiła oba Imperia (a jak wiadomo - gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta). Do Imperium Rzymskiego/Bizantyjskiego wracały wszystkie wcześniej utracone ziemie: Egipt, Syria, Palestyna, rzymska Mezopotamia i Armenia. Kawad-Sziraz oddał również Herakliuszowi Prawdziwy Krzyż wcześniej wywieziony do Ktezyfontu. Tak oto po pięciu latach nieobecności cesarz wracał do swej stolicy w glorii wielkiego zwycięstwa, witany przez patriarchię Sergiusza i cały lud Konstantynopola kwiatami i girlandami. Na Wielkanoc 630 r. Herakliusz odwiedził Jerozolimę, gdzie przywrócił na miejsce Prawdziwy Krzyż.




"NIE ZDEJMĘ KRZYŻA Z MOJEJ ŚCIANY, 
ZA ŻADNE SKARBY ŚWIATA, 
BO NA NIM JEZUS UKOCHANY
GRZESZNIKÓW Z NIEBEM BRATA.
NIE ZDEJMĘ KRZYŻA Z MEGO SERCA, 
CHOĆBY MI UMRZEĆ TRZEBA, 
CHOĆBY MI GROZIŁ KAT MORDERCA, 
BO KRZYŻ TO KLUCZ DO NIEBA"



Tak oto zarówno Awarowie jak i Persowie zostali pobici i upokorzeni i wydawało się że już nic nie może zagrozić potędze Imperium Rzymskiego rządzonego z Konstantynopola. Ale o tym nie wiedział pewien arabski kupiec, imieniem Mahomet, który w tym czasie zyskał już sporą liczbą zwolenników, a wcześniej natchniony przez "boga" (opiszę jak do tego doszło, opierając się na tych channelingach, które jeszcze posiadam w temacie: "Historia Życia, Wszechświata Wszelkiej Cywilizacji", oraz podam prawdopodobieństwo kim, lub też czym był ów "bóg" który natchnął Mahometa, oraz w jak brutalny sposób to zrobił, iż Mahomet ledwo owe "natchnienie" przeżył - zresztą jest to opisane w Koranie, co Allah zrobił z Mahometem, ja tylko podam czym prawdopodobnie był ów Allah). A jak mówi przysłowie: "Jeśli coś jest niemożliwe do zrobienia, to trzeba znaleźć kogoś kto o tym nie wie, przyjdzie i to zrobi". I takim kimś był właśnie Mahomet i jego zwolennicy.




CDN.

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. XII

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. XII




 Przenieśmy się teraz do "Ojczyzny Światowego Proletariatu" (czyli prawdziwej ojczyzny tych wszystkich Warskich, Koszutskich i innych Marchlewskich spod znaku KPRP). 21 stycznia 1924 r. w podmoskiewskich Gorkach (w tamtejszym pałacyku) umiera wódz światowej rewolucji - Włodzimierz Iljicz Lenin. 25 maja 1922 r. Lenin zapadł na paraliż prawej połowy ciała i utratę mowy. W wyniku prowadzonej rehabilitacji na początku października poczuł się na tyle dobrze, że wrócił do pracy, ale na krótko. W grudniu miał drugi atak, który unieruchomił go już definitywnie, zaś 9 marca 1923 r. trzeci, który zrobił z niego żywego trupa. Teraz rozpoczęła się zażarta walka partyjnych buldogów o "kaftan Lenina" (jak zaczęto w Rosji nazywać walkę o władzę w trakcie choroby i po śmierci Lenina). Najpewniejszymi pretendentami do schedy po Leninie byli: Trocki, Stalin, Kamieniew, Zinowiew, w drugiej zaś kolejności: Rykow i Tomski, w trzeciej zaś (która realnie nie liczyła się wcale): Bucharin, Mołotow i Kalinin. 80 ostatnich dni swego w miarę świadomego życia, poświęcił Lenin na naprawę tego, co wcześniej stworzył i czego się bardzo obawiał, a mianowicie przekazania sterów rządów nad partią i państwem w ręce najmniej opowiedniego kandydata. Mówi się dzisiaj że Lenin krytykował w liście do Partii Stalina - to prawda, ale nie wspomina się że również krytykował Trockiego, a także Zinowiewa i Kamieniewa i w zasadzie nie miał żadnego dobrego kandydata na swego następcę. Postulował też zwiększenie liczby członków Komitetu Centralnego Partii z 27 do kilkudziesięciu, a nawet do stu, poprzez dopuszczenie do tego grona głównie robotników (notabene jakby zjadł własny język, gdyż nieco wcześniej - gdy był jeszcze w pełnym zdrowiu, twierdził, że robotnicy nie mają pojęcia jak rządzić państwem, a wiedzą to jedynie "ludzie partyjnej praktyki"). Teraz wszystko się zmieniło, ponieważ Lenin wiedział że jego dni są policzone, a schedę po nim może przejąć ktoś, kto doprowadzi Partię do katastrofy, sam zaś stanie się bolszewickim dyktatorem (i podejrzewał o to praktycznie wszystkich swoich wcześniejszych współpracowników). Wcześniej Lenin uważał że nie tylko mała grupka "partyjnej oligarchii" (jak zarzucali mu to na IX Zjeździe Partii {marzec-kwiecień 1920 r.} tzw. "decyści" - czyli demokratyczni centraliści), ale twierdził wręcz że Partią może kierować jedna osoba (mając oczywiście na myśli siebie samego). Teraz zaś - będąc już na łożu śmierci - domagał się demokratyzacji w Partii. Szukał kandydatów na członków Komitetu Centralnego również wśród mieszkańców najróżniejszych miast gubernialnych, a gdy słuchał raportu Sobakiewicza do Cziczkowa w tej kwestii, usłyszał tylko o przedstawicielach jednego z miast: "Jeden tylko tam jest porządny człowiek, prokurator; ale i ten, prawdę mówiąc, świnia!" Lenin umierał więc ze świadomością że Partię czeka rozłam, albo dyktatura jednego człowieka.




Napisał też (a raczej podyktował, bo pisać już nie mógł i mówił też z wielkim trudem) "List do Zjazdu" na projektowany na maj 1924 r. XIII Zjazd Partii. W liście tym sprzeciwiał się zarówno Stalinowi jak i Trockiemu, twierdząc (oczywiście w zawoalowanym partyjnym słownictwie) że nie są oni godni objąć przewodnictwa nad Partią. Dumwiratu Stalin-Trocki też nie popierał, uważając że obaj mają i tak już zbyt dużą władzę. Stalin był dla niego zbyt "brutalny" i dążący do całkowitego podporządkowania sobie Partii, Trockiemu wypominał jego niekomunistyczną przeszłość, Kamieniewowi i Zinowiewowi zaś "epizod październikowy" czyli ich sprzeciw wobec rewolucji listopadowej 1917 r. Oczywiście twierdził też że nie należy im tego wytykać, ale sam fakt że znalazło się to w liście na zjazd Partii pokazuje, że wódz rewolucji nikomu niczego nie zapomniał, nawet w obliczu śmiertelnej choroby. List ten oczywiście nie został odczytany na XIII Zjeździe Partii. Potem zaś powstała legenda, że niby to Stalin ukrył ów list i tym samym nie dopuścił do realizacji testamentu Lenina. Nie wiadomo czy tak nie było, ale należy pamiętać że upublicznienie tego listu nie leżało w interesie żadnego z potencjalnych następców Lenina i żaden z nich nie chciał, aby to, co napisał w nim Lenin, ujrzało światło dzienne (Trocki zresztą - aż do 1927 r. czyli do upublicznienia owego listu najpierw w USA przez Maxa Estmana, a następnie we Francji przez Borysa Souvarine - negował w ogóle samo jego istnienie). A w liście tym Lenin, krytykując wszystkich powyższych, twierdził, że po jego śmierci należy wybrać ciało kolegialne, które wspólnie będzie zarządzać zarówno Partią, państwem jak i Kominternem. Nikt zaś z nowych "bojarów" partyjnych tego nie pragnął. Ale głosy o demokratyzację Partii zaczęły się pojawiać. Najgłośniejszym jej wyrazicielem był lider petersburskich i uralskich robotników - Gawrił Miasnikow, który zaczął wręcz głosić herezję, twierdząc: "Po tym jak zdławiliśmy opór wyzyskiwaczy i ukonstytuowaliśmy się jako jedyna władza w kraju, powinniśmy ogłosić wolność słowa i druku, jakiej nie miał jeszcze nikt na świecie - od monarchistów do anarchistów włącznie". Nie trwało to długo jak Miasnikow musiał... uciekać ze Związku Sowieckiego i udało mu się to tylko dzięki temu (co zresztą sam podkreślał) że w swej "bohaterskiej przeszłości" zabił wielkiego księcia Michaiła Romanowa.




Teraz, po śmierci Lenina, Stalin (sprawujący od 3 kwietnia 1922 r. funkcję sekretarza generalnego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) - notabene uzyskał to stanowisko właśnie dzięki Leninowi) urządza uroczystości pogrzebowe na swoją własną modłę, nie licząc się ani ze zdaniem starych partyjnych towarzyszy, ani też ze zdaniem wdowy po Leninie - Nadieżdy Krupskiej. Postanawia że ciało Lenina zostanie zabalsamowane (jako ciekawostkę dodam, że aby zapoznać się z technikami balsamowania, wysłał on do Egiptu specjalnie dobraną grupę, która miała nauczyć się tej trudnej sztuki) i wystawione na widok publiczny w szklanej trumnie w drewnianym mauzoleum. Tworzy też kult Lenina (który potem ma stać się również kultem jego własnej osoby). Pojawia się hasło: "Lenin żył, Lenin żyje, Lenin będzie żył!" ("Lenin wiecznie żywy!" 😜). Pojawiają się też (głównie w prasie) takie oto nagłówki: "Pamiętaj! Lenin mówił: Najpierw jestem komunistą, a dopiero potem człowiekiem". 26 stycznia (czyli 5 dni po śmierci Lenina) Petersburg zmienia nazwę na Leningrad. Nadieżda Krupska jest tym zniesmaczona i daje temu wyraz w wywiadzie dla "Prawdy" z 30 stycznia 1924 r. prosząc aby nie wyrażano żałoby po śmierci Lenina jako "pozornego hołdu dla jego osoby" i aby nie urządzano wieców żałobnych i nie nazywano jego imieniem miast, "Jeśli chcecie uczcić imię Włodzimierza Ilijcza, budujcie żłobki, przedszkola, domy, szkoły i tak dalej..." Postępuje się jednak dokładnie odwrotnie, pojawia się coraz więcej miast noszących imię Lenina: Leninsk, Lenino, Uljanowsk - wszystko to potrzebne jest jednak nie tyle zmarłemu Leninowi czy jego rodzinie, a tym nowym bogom, którzy zamierzają zająć jego miejsce i potrzebują do tego nowego kultu żeby się wypromować. Zresztą im również woda sodowa uderza do głowy i na śmierci Lenina próbują ugrać swoje, tak więc oprócz mnóstwa miast noszących imię Lenina, pojawiają się i takie jak: Trock, Zinowjewsk, Stalingrad itp. każdy z nich chce stać się nowym bogiem, ale nie po śmierci (jak Lenin) lecz jeszcze za życia, aby móc doświadczyć całego tego kultu. Powstaje triumwirat, który ma na celu odsunąć Trockiego od objęcia władzy nad partią (a w skład którego wchodzi oczywiście Stalin, Kamieniew i Zinowiew), z tym że Stalin roztropnie nie pcha się na świecznik, a wręcz przeciwnie, gdy 26 stycznia w Sali Kolumnowej Domu Związków Zawodowych odbywa się konferencja pożegnalna wodza rewolucji, Stalin na pierwsze miejsce wynosi żądnego władzy Zinowiewa, sam występując skromnie na czwartej pozycji. Tam właśnie wygłasza on sławną "Przysięgę" (którą potem uczniowie w całym Związku Sowieckim będą musieli uczyć się na pamięć), oraz wypowiada słowa o wyjątkowości komunistów: "My, komuniści, jesteśmy ludźmi szczególnego pokroju. Skrojeni jesteśmy ze szczególnego materiału (...) Nie ma nic chlubniejszego ponad zaszczyt należenia do tej armii". Twierdził tam że bolszewicy posiadają wyjątkowe cnoty: odpowiedzialność i męstwo (a także największe umysły, serca i fallusy - należałoby dodać 😂), że są swoistymi nadludźmi, innymi od całej rzeszy ludzkości (Aron Szolc porównał bolszewików do arystokracji sprzed rewolucji, pisząc: "Dzisiaj to my stanowimy klasę panującą. (...) Obyczaje w naszym kraju będą kształtowały się zgodnie z tym, jak żyjemy, jak się ubieramy i jak postępujemy").




Pogrzeb Lenina miał miejsce 27 stycznia 1924 r. Oczywiście nie był to klasyczny pogrzeb, ciało Lenina umieszczono w szklanej trumnie (niczym relikwię) w drewnianym mauzoleum. Oczywiście obowiązkowo-pielgrzymowano do tej relikwii i urządzano wyprawy nawet z najdalszych obszarów Związku Sowieckiego (to była podstawa dla każdego komunisty wyznającego "komunistyczną moralność" - bo to było najważniejsze w tym całym popieprzonym państwie). Mózg Lenina został usunięty i oddany do analizy niemieckiemu profesorowi Vogtowi (który wkrótce dopatrzył się tam "szczególnych właściwości w strukturze tak zwanych piramidalnych klatek III warstwy", co miało tłumaczyć geniusz Lenina i jego ponadprzeciętność. Potem "Prawda" (jak i inne gazety sowieckie) drukowały te brednie z odpowiednim komentarzem, jakby to wszystko udowadniało "genialność myśli i genialność taktyki" Lenina. W każdym razie jeden czerwony knur już odszedł, teraz zaczęła się walka czerwonych świń pod dywanem. A i jeszcze, zapomniałbym - gdzieś tak od stycznia 1924 r. zaczęło się załamanie gospodarcze w Związku Sowieckim, które skutkowało krytyką leninowskiej Nowej Ekonomicznej Polityki, zezwalającej na utrzymanie kapitalistycznych środków produkcji w socjalistycznym (a raczej w komunistycznym) kołchozie. Zaczęło w sklepach brakować towarów, a te, które były, znacznie poszły cenowo w górę, co jeszcze bardziej rodziło nienawiść w kierunku nepmanów (czyli tych, którzy dorobili się na otwarciu gospodarki i prowadzeniu prywatnych przedsiębiorstw na niewielką skalę). Rząd sowiecki (aby uspokoić ludzi) nakazał zamknięcie ok. 300 000 prywatnych firm.


RAMSAY McDONALD



22 stycznia - po raz pierwszy w historii - premierem Wielkiej Brytanii zostaje lider Partii Pracy - Ramsay McDonald. Co prawda wybory z 6 grudnia 1923 r. wygrali konserwatyści Stanleya Baldwina (uzyskując 258 mandatów), to jednak laburżyści McDonalda zdobyli 191 mandatów i w połączeniu z liberałami (158 mandatów) utworzyli rząd (zresztą w rządzie McDonalda było wielu polityków o przekonaniach zarówno konserwatywnych jak i liberalnych, jak choćby Philip Snowden czy James Henry Thomas i kilku innych). Liberałowie i laburżyści proponowali wprowadzenie polityki wolnego handlu (konserwatyści zaś prowadzili politykę protekcjonistyczną, wspierającą głównie brytyjski handel). Poza tym zamierzali wdrożyć projekty finansowania z budżetu budownictwa mieszkaniowego, plany ubezpieczeń dla robotników, oraz podwyżki rent i innych świadczeń dla osób starszych i inwalidów. Niewiele się jednak udało uzyskać z tych śmiałych planów McDonaldowi, natomiast z jednego z pewnością został zapamiętany, z nawiązania oficjalnych stosunków ze Związkiem Sowieckim (1 lutego 1924 r.). Potem Brytyjczycy mieli z tym nieco problemów (o czym już też wcześniej pisałem). W każdym razie lewicowy rząd McDonalda oficjalnie uznał Związek Sowiecki, co znacznie umocniło reżim bolszewicki (zresztą Angole robili dile z Sowietami jeszcze w 1920 roku, gdy Armia Czerwona stała pod Warszawą gotowa na podbój całej Europy).




Niepowodzenia nadreńskie i nieumiejętność w wyegzekwowaniu żądanych przez Paryż reparacji, zachwiała również rządem Raymonda Poincaré'go. W każdym razie 25 stycznia Francja podpisuje układ o przyjaźni z Czechosłowacją, która wcześniej zawarła bilateralne pakty z Rumunią (23 kwietnia 1921 r.) i z Królestwem Serbów, Chorwatów i Słoweńców (31 sierpnia 1922 r.) w ramach tzw. Małej Ententy, której ostrze wymierzone było w Węgry (a raczej w węgierskie próby odbudowania dawnych Wielkich Węgier.

12 lutego 1924 r. (co warto odnotować) - jest to data narodzin symfonicznego jazzu. Tego bowiem dnia w Nowym Jorku George Gershwin prezentuje swoją "Błękitną rapsodię". 




A poza tym, na ulicach Warszawy szybkość aut ograniczono do 25 km/h.


WARSZAWA 
PRZEJAZD KRAKOWSKIM PRZEDMIEŚCIEM 
1926



CDN.

10 sierpnia 2026

WINO, KOBIETY I... TRON WE KRWI - CZYLI PONURY CIEŃ BIZANCJUM - Cz. IX

NIM JESZCZE 
NAD KONSTANTYNOPOLEM
ZAŁOPOTAŁ ZIELONY
SZTANDAR MAHOMETA





I
JAK AZJATKA Z AFRYKANEREM
(CZYLI PIERWSZA "BIZANTYJKA"
NA RZYMSKIM PALATYNIE)
Cz. VIII






"FELICITAS SAECULI"



 Po ostatecznym zwycięstwie w wojnie domowej zarówno z Pescenniuszem Nigrem na Wschodzie, jak i z Klodiuszem Albinem na Zachodzie, Septymiusz Sewer powrócił w marcu 197 r. do Rzymu. Ukarał śmiercią tych spośród senatorów, którzy sprzyjali Albinowi (i tych, których majątki zapragnął przejąć) i od razu rozpoczął przygotowania do kolejnej wojennej konfrontacji, tym razem z Partami, niezwykle irytującym i niebezpiecznym ludem, żyjącym na ziemiach dawnej Persji, Mezopotamii, Asyrii, Medii i Hyrkanii. Oto bowiem Partowie złamali zawarty z końcem 195 r. pokój (po krótkiej wojnie, w wyniku której Rzymianie opanowali kraj zwany Osroene) i oblegli rzymską twierdzę Nisibis w Mygdonii. Potrzebna była natychmiastowa odsiecz, gdyż rzymska załoga broniła się już ostatkiem sił, jednak po wyczerpującej wojnie domowej i niezwykle krwawych bitwach, nim możliwe było ponowne przerzucenie sił na Wschód, należało najpierw uzupełnić stany liczebne i wyszkolić nowych rekrutów, aby skutecznie przygotować się do nowej wojny. Ten czas Septymiusz Sewer spędził wraz z rodziną w stolicy, nadając swemu najstarszemu synowi, 9-letniemu - Markowi Aureliuszowi Antoninowi Cezarowi (do 196 r. nosił on imię Marek Septymiusz Bassianus), zwanemu po prostu Karakallą, tytuł: "Imperator Destinatus" ("Wyznaczony Władca"). W tym mniej więcej czasie Sewer świętował również dziesięciolecie swego małżeństwa z Julią Domną (a ponieważ przykładał niezwykłe wprost przywiązanie do kwestii rodzinnych i na każdej wybitej przez niego złotej monecie widniała wraz z nim jego żona i dzieci - co jednocześnie pokazywało niezwykle silną pozycję owej syryjskiej małżonki w strukturach imperialnej władzy, to z drugiej strony należy pamiętać, że skoro pragnął zaliczać się do grona dynastii Antoninów, a nie miał żadnych, nie tylko rodzinnych ale i towarzyskich czy symbolicznych związków z tamtym rodem, musiał improwizować i odnosząc się do szlachetnej Galerii Faustyny - małżonki Marka Aureliusza, jednocześnie nakładał jej postać na postać swojej żony - Julii Domny, która oczywiście też żadnych kontaktów z Antoninami nie miała i mieć nie mogła, żyjąc w dalekiej syryjskiej Emesie, z dala od centrum rzymskiego świata i wielkiej polityki. Był to oczywiście blef, ale blef mający służyć nie tylko legitymizacji jego władzy, lecz również - a może przede wszystkim - stabilizacji państwa po wojnie domowej).


W CZASACH SEWERA PAŁAC CESARSKI NA PALATYNIE OBEJMOWAŁ BUDYNKI O NUMERACH (3 i 5) WRAZ Z PRYWATNYM STADIONEM CESARSKIM (6). 
A PO POWROCIE Z KAMPANII WSCHODNIEJ DOBUDOWANO JESZCZE KOLEJNY PAŁAC - SEWERIAŃSKI (7)



A tymczasem Julia Domna w Rzymie czuła się dobrze. Od razu też przystąpiła do zmian, mających na nowo udekorować pałac cesarski na Palatynie. Tłumy niewolników i wyzwoleńców krzątały się aby sprostać jej wymaganiom, ale efekt końcowy i tak był mocno niewystarczający. Ostatecznie postanowiono przeprowadzić remont całego pałacu i jednocześnie dobudować nową, cesarską lożę, z której rodzina cesarska mogła swobodnie oglądać zawody sportowe (głównie wyścigi rydwanów), odbywające się na pobliskim Cyrku Wielkim (Circus Maximus). Ale to w zasadzie wszystko na co starczyło czasu podczas tego krótkiego pobytu Sewerów w Rzymie, gdyż już z nastaniem lata 197 r. para cesarska (wraz z synami) w otoczeniu wojska, wyruszyła na Wschód - na wojnę z Partami. W sierpniu z portu w Brundyzjum drogą morską przepłynęli do Syrii, skąd natychmiast wojsko przeszło do północnej Mezopotamii i szybko zniosło oblężenie Nisibis, uwalniając tamtejszą załogę. Następnie cesarz zawarł układ z królem Armenii - Chosroesem I i władcą Osroene - Abgarem, uzyskał też wsparcie wojskowe pustynnej (choć położonej na niezwykle urodzajnym szlaku handlowym) Palmiry. Część wojska Sewer powsadzał na okręty i puścił z biegiem Eufratu ku Babilonowi oraz Seleucji, część zaś (głównie jazda) miała osłaniać transporty, idąc wzdłuż brzegu rzeki. Babilon poddał się bez walki otwierając swe bramy przed Rzymianami, podobnie postąpiła Seleucia, a tym samym Septymiusz Sewer miał w swych rękach dwa największe miasta ówczesnej Mezopotamii i kontrolował tereny aż do rzeki Tygrys. Seleucja leżała naprzeciw partyjskiej stolicy - Ktezyfontu, gdzie król Partów - Wologazes V postanowił bronić się do upadłego, zamieniając miasto w twierdzę (sam jednak wycofał się stamtąd w bezpieczniejsze miejsce). Miasto to zostało zdobyte szturmem 28 stycznia 198 r. i podobnie jak wcześniej Byzantion, Antiochia oraz Lugdunum - wydane na pastwę żołnierzy. Ktezyfont został spalony, a jego mieszkańcy (głównie kobiety i dzieci) w liczbie ok. 100 000, dostali się do rzymskiej niewoli.


ZAJĘCIE BABILONU PRZEZ WOJSKA SEWERA 
(197 r.)



Septymiusz Sewer miał teraz co świętować. Nie tylko że ponownie (jak Trajan w 116 r. i Lucjusz Werus w 165 r.) zdobył partyjską stolicę, ale również w jego ręce wpadły ogromne bogactwa, takie jak cały skarbiec Wologazesa (który nie zdołał wywieźć złota z miasta przed rozpoczęciem walk) i jego złoty tron, na którym przed osiemdziesięciu laty po raz pierwszy zasiadł rzymski władca, cesarz Trajan. Z tym władcą była również związana symboliczna data, to właśnie bowiem 27 stycznia 98 r. objął on władzę, czyli równo sto lat wcześniej. Dla Sewera było to potwierdzenie że bogowie mu sprzyjają i nie zawahał się użyć tego porównania w swej propagandzie politycznej. Postanowił więc uświetnić to zwycięstwo jak przystało na wielkiego rzymskiego wodza i wybrańca bogów. Zasiadł na złotym tronie króla-królów i niczym orientalny władca przybrał sobie tytuł: Parthicus Maximus ("Największy Zwycięzca Partów"), a swego najstarszego syna - Karakallę ogłosił augustem - czyli współwładcą, zaś młodszego - Lucjusza Septymiusza Getę - cezarem (czyli następcą). Z tej okazji Sewer wypłacił wojsku pokaźną premię okolicznościową z kosztowności uzyskanych na Partach. Zaistniała teraz okazja do odnowienia dawnej prowincji Mezopotamii i Asyrii, ustanowionych w 116 r. przez Trajana, lecz zwróconych Partom już rok później z polecenia jego następcy - cesarza Hadriana (uważał on bowiem że zarządzanie tak rozległym Imperium, ciągnącym się od Oceanu Atlantyckiego i granic dzisiejszej Szkocji po Zatokę Perską - czyli Sinus Persicus - a w tym obsadzenie trzech nowych, wielkich prowincji: Mezopotamii, Asyrii i Armenii, jest przedsięwzięciem ponad rzymskie możliwości, a poza tym spowodowałoby to znaczne rozciągnięcie granic na wschód od centrum, czyli Italii). Jednak Sewera także przerażał ogrom tego kraju i co prawda restytuował prowincję Mezopotamię, ale obejmującą jedynie północną część kraju z miastami Singara, Nisibis i Edessa. Wycofał się więc na północ ze zniszczonego Ktezyfontu w stronę Hatry. Było to oficjalnie zależne od Partów miasto-państwo, ale w rzeczywistości cieszyło się jednak sporą suwerennością. Miało potężne mury obronne, których w swoim czasie nie udało się skruszyć nawet wielkiemu Trajanowi. Obecnie zaś miastem tym władał król (w starożytności, w przeciwieństwie do epoki średniowiecza, wszyscy władcy nawet najmniejszych połaci ziemi, czy nic nie znaczących miast, zwali się królami. Dopiero średniowiecze wprowadziło podział na królów-władców i książąt-wasali) o imieniu Barsemiusz. Pierwsza próba zdobycia Hatry nie powiodła się jednak, a Sewer zamierzał szybko uzupełnić stany, więc wydał rozkaz marszu na kwatery do Nisibis.

 


Gdy wojsko odpoczęło i pobudowano już machiny oblężnicze, tarany oraz katapulty (konstrukcji greckiego inżyniera - Priskusa), na jesieni 198 r. wojsko rzymskie ponownie powróciło pod mury Hatry. Mieszkańcy miasta bronili się jednak z taką zaciekłością, że kolejne rzymskie szturmy obracały się w niwecz, a zyski szybko zamieniały się w straty, gdyż żołnierze tracili ducha, widząc ludzi walczących z taką determinacją o swoje miasto. Hatra była co prawda bombardowana ustawionymi na wzniesieniach katapultami, które miotały kamienne pociski w stronę miejskich murów, ale każda próba podejścia pod nie kończyła się niepowodzeniem (mieszkańcy bowiem zrzucali z murów na żołnierzy gorącą naftę i podpalali ją, lub ciskali w dół jadowite węże. Podpalono też kilka katapult namoczonymi w nafcie, płonącymi strzałami wypuszczonymi z łuków. Nafta była wówczas bardzo pomocną w walce bronią i niewiele Rzymianom pomagały tutaj rozciągnięte na żerdziach zwierzęce skóry). Wreszcie udało się dokonać wyłomu w murze, ale żołnierze... odmówili szturmu ze względu na bardzo ciężkie warunki i silną obronę mieszkańców miasta (ponoć gdy jeden z legatów krzyknął w stronę cesarza: "Daj mi pięciuset dobrych ludzi, a zdobędę miasto!", ten miał odpowiedzieć: "A skąd wezmę aż tylu?"). Dopiero wówczas, po 20-dniowym, nieudanym drugim oblężeniu Hatry, Septymiusz Sewer dał rozkaz do odwrotu. Miasto ocaliło więc niepodległość, ale Rzymianie i tak porzucili większość zdobytych w kampanii roku 197/98 miast i ziem. Wojna już praktycznie zamarła, choć oficjalnie trwała jeszcze do połowy 199 r., kiedy to ostatecznie zawarto pokój na zasadach status quo (Rzymianie kontrolowali północną Mezopotamię, oraz emporia handlowe w Dura Europos i Palmirze, zaś Partowie odzyskiwali całą południową i środkową Mezopotamię wraz z miastami Babilon i Seleucja). Cesarz ogłosił również "Felicitas Saeculi" - czyli "Erę Dobrobytu" i "Pax Romana" - Rzymski Pokój w całym Imperium. Zakończyła się epoka wojen, teraz przyszedł czas na pokojową "konsumpcję zdobytych konfitur".




Cały 199 r. Septymiusz Sewer wraz z rodziną spędził w Syrii. Zapewne Julia Domna odwiedziła wówczas rodzinną Emesę, gdzie spotkała się ze swą młodszą siostrą - Julią Mezą, zapraszając ją, wraz z mężem - Gajuszem Juliuszem Awitusem Alexianusem i ich córkami - Julią Soemias i Julią Mameą do Rzymu. Jak jednak wyglądało to spotkanie i co właściwie cesarska rodzina porabiała w Syrii, tego niestety źródła nie wyjaśniają i można na ten temat co najwyżej spekulować. Bez wątpienia jednak odwiedzenie rodzinnych stron miało dla Julii Domny spore znaczenie, a sam fakt że dopiero wówczas ściągnęła ona do Rzymu swą siostrę - jest też niezwykle ważny (wcześniej bowiem ciągłe wojny uniemożliwiały wszelkie kontakty), gdyż Julia Meza i jej córki odcisną potem ogromne piętno na historii Rzymu w kolejnych dekadach, zawiązując nawet - pierwszy w dziejach - niewieści Senat w Rzymie (oczywiście zajmował się on jedynie prawami kobiet i trwał zaledwie siedemnaście lat - pisałem o tym w temacie: "KOBIETA JEST UKORONOWANIEM STWORZENIA") - zaś Julia Mamea całkowicie zdominowała swego syna - Aleksandra Sewera, który stał się przy niej prawdziwym maminsynkiem, niezdolnym do podjęcia jakiejkolwiek decyzji bez konsultacji z matką. Wiadomo też że cesarz Sewer przyznał Palmirze status rzymskiej kolonii (nadając mieszkańcom rzymskie obywatelstwo), oraz przywrócił (wcześniej odebrane) prawa Antiochii. Polecił też naprawę dróg wiodących od linii limesu granicznego do miast syryjskich, uporał się także z niewielkim powstaniem Żydów w Palestynie (jakie wybuchło w 197 r.). Ostatecznie jednak, z końcem 199 r. rodzina cesarska opuściła gościnną syryjską ziemię i udała się w podróż do Egiptu, niczym przed siedemdziesięcioma laty cesarz Hadrian wraz ze swą małżonką - Vibią Sabiną (którą notabene władca ten traktował parszywie, upokarzając na każdym kroku. Wydaje się że czerpał dziwną satysfakcję w poniżaniu swej żony i co ciekawe - tylko jej, gdyż np. jej matkę a swoją teściową Salonię Matidię bardzo cenił. Ostatecznie Sabina popełniła samobójstwo w 137 r., nie mogąc znieść ciągłych upokorzeń ze strony swego małżonka. Legenda mówi że ponoć miała go też przekląć, jako że zmarł on już w kilka miesięcy później - lipiec 138 r. - a umierał w wielkich bólach).









Przybywszy do Peluzjum - pierwszego egipskiego miasta na swej drodze - złożył Sewer ofiarę cieniom Pompejusza Wielkiego - rzymskiego wodza, który przegrał wojnę domową z Cezarem i został zamordowany właśnie w Peluzjum na polecenie egipskiego władcy - Ptolemeusza XIII (młodszego brata Kleopatry VII) jakieś 250 lat wcześniej. Następnie wyruszył Sewer w dalszą drogę w kierunku stolicy prowincji Egiptu - Aleksandrii (według późniejszej, bizantyjskiej legendy, gdy cesarz wjeżdżał do miasta, miał ujrzeć na bramie miejskiej napis - o którym notabene mieszkańcy zapomnieli - "Miasto pana Nigra". Nastąpiła konsternacja, gdyż wszyscy pamiętali w jak okrutny sposób cesarz traktował te miasta, które opowiadały się po stronie jego wrogów i nie miało w tym momencie żadnego znaczenia że Egipt wypowiedział posłuszeństwo Pescenniuszowi Nigrowi po jego klęsce w bitwie pod Issos w 194 r., liczył się bowiem sam fakt że Aleksandria w ogóle kiedykolwiek wspierała tego człowieka. Gdy więc wzburzony cesarz zażądał wyjaśnień, jeden z Aleksandryjczyków odpowiedział doń żartobliwym tonem, mówiąc: "Napis trafny, bo przecież to ty jesteś panem Nigra, jako jego zwycięzca", słowa te zapewne uspokoiły Sewera, bowiem nie wyciągnął żadnych z tego konsekwencji - a może po prostu nie chciał karać tak sławnego miasta, w którym znajdował się przecież grób samego Aleksandra Wielkiego). Pierwsze swe kroki skierował cesarz w stronę świątyni, w której znajdował się sarkofag z ciałem Aleksandra. Oddał mu cześć, złożył ofiarę tak, jak należało się bogom czy herosom (ale potem nakazał zamknąć to sanktuarium przed oczyma wścibskiej gawiedzi, ograniczając jedynie możliwość "odwiedzania" grobu wielkiego króla do władz miejskich i kapłanów). Egipt od czasu zwycięstwa Oktawiana nad Markiem Antoniuszem i Kleopatrą pod Akcjum, miał status rzymskiej prowincji cesarskiej na specjalnych zasadach. Mimo to Rzymianie znieśli miejski samorząd (głównie złożony z miejscowej ludności greckiej), ograniczając się jedynie do bliskiej Egipcjanom centralizacji władzy w rękach namiestnika prowincji. Natomiast Septymiusz Sewer - sam pochodząc z prowincji - był zwolennikiem zrównywania statusu ziem prowincjonalnych na wzór Italii i właśnie w Egipcie nadał Aleksandrii i innym miastom (stolicom okręgów) szeroką autonomię wewnętrzną i własny samorząd.




Na wiosnę 200 r., podobnie jak niegdyś Cezar z Kleopatrą, urządziła sobie cesarska rodzina podróż w górę Nilu. Na pięknie przystrojonych okrętach - Septymiusz Sewer, Julia Domna i ich dzieci, a dalej cały dwór - płynęli rzeką, delektując się długimi wakacjami, jakich nie mieli od siedmiu lat, gdy 9 kwietnia 193 r. w obozie wojskowym w Carnuntum nad Dunajem, tamtejsze wojska okrzyknęły Sewera cesarzem. Teraz rekompensowano sobie lata wojennych trudów. Na początku zatrzymano się w Memfis, zwiedzając prastarą stolicę dawnych egipskich dynastii. Dłuższy postój w Memfis był koniecznością również z tego powodu, że cesarz pragnął obejrzeć świątynię swego ulubionego boga, grecko-egipskiego Serapisa. Ponoć gdy wkraczał w mury Serapeum, był niezwykle tym faktem przejęty i jednocześnie uradowany że dane mu było odwiedzić świątynię swego boga-patrona (istniał nawet specjalny okrzyk wyznawców Serapisa - którego cesarz także używał - sugerujący nie tylko jego wyjątkową pozycję w panteonie wielu pogańskich bóstw, ale wręcz jedyną - co mogłoby nasuwać pewne bliskie korelacje z chrześcijaństwem. Notabene, chrześcijanie pierwotnie uznawali kult Serapisa za zbieżny z nauką Chrystusa, dopiero potem uczynili z tego symbol największego pogaństwa, czego efektem było zniszczenie Serapeum i Biblioteki Aleksandryjskiej przez chrześcijan w 391 r. będący jednocześnie symbolicznym upadkiem pogaństwa. Okrzyk ów brzmiał: "Jeden Zeus-Helios-Serapis"). Po złożeniu ofiar i modlitwie dziękczynnej za powodzenie w przeszłych i przyszłych przedsięwzieciach, Septymiusz Sewer wraz z rodziną i dworem wyruszył w dalszą podróż, tym razem w kierunku Gizy i tamtejszym piramidom. Obejrzano Sfinksa, zwiedzono też słynny Labirynt z czasów Średniego Państwa (czyli wówczas mający jakieś 2000 lat) i popłynięto dalej na południe do królewskich Teb. Tam podziwiano grobowce faraonów w Dolinie Królów, świątynie Amona-Re w Karnaku i Luksorze, oraz Ramasseum - kompleks świątynny z czasów panowania Ramzesa II Wielkiego (1279 - 1213 r. p.n.e.). Poza tym cesarz wizytował również tamtejsze koszary - jednego z dwóch stacjonujących w Egipcie rzymskich legionów.


RAMZES WIELKI NA ŁODZI NILOWEJ
WRAZ ZE SWYM LWEM



Cesarska para obejrzała również sławne Kolosy Memnona w Tebach Zachodnich. Od wieków najróżniejsi pielgrzymi, przybysze i turyści pozostawiali na owych posągach wyryte przez siebie wiadomości że tu byli i owe "śpiewające" cuda widzieli na własne oczy (kolosy te bowiem miały tę oto właściwość, że o wschodzie słońca, gdy rozgrzane powietrze rozszerzało szpary posągów, wydawały one z siebie świszczący dźwięk, nieco przypominający śpiew. Ściągało to w owe strony mnóstwo ciekawskich gapiów, którzy chcieli na własne uszy posłuchać "śpiewu boga". Była to prawdziwa atrakcja turystyczna antycznego świata, lecz posągi zamilkły jednak tuż przed wizytą cesarskiej pary. Stało się tak ze względu na prace konserwatorskie, jakie zostały podjęte właśnie z okazji wizyty cesarskiej rodziny, które jednak doprowadziły do ostatecznego uciszenia "śpiewających posągów"). Ponoć Julia Domna odnalazła na jednej z nóg Memnona wiersz napisany przez poetkę - Balbillę na cześć cesarza Hadriana w 130 r. Dalsza podróż wiodła ich do File (miasta nieopodal dzisiejszego Asuanu), gdzie para cesarska (w maju 200 r.) wzięła udział w ludowym święcie ku czci Ozyrysa i Izydy - sprawców wylewów Nilu, tej życiodajnej rzeki, która dawała wyżywienie setkom tysięcy ciężko pracujących na roli egipskich chłopów. Septymiusz Sewer planował jeszcze wyprawę do Nubii, ale okazało się że grasuje tam dżuma i w obawie przed zakażeniem udano się w drogę powrotną do Aleksandrii (tak na marginesie, przypomniała mi się paranoja związana z koronawirusem, dlatego też lubię sobie przypomnieć niektóre zabawne kawałki na ten temat, tak jak choćby filmik prezentowany poniżej. Notabene chciałbym od razu poinformować, bo wydaje mi się że jest to ważne A przynajmniej ja sam czuję się dumny z tego powodu że w czasie tej największej nagonki pandemicznej i robienia z ludzi posłusznych niewolników którzy muszą nosić kagańce na twarzy żeby w ogóle wyjść z domu, nie poddałem się tej nagonce. Oczywiście dla świętego spokoju czasem wkładałem te szmaty na twarz, ale nigdy się nie zaszczepiłem na ten w dużej mierze wydumany wirus - choć oczywiście nie jestem przeciwny szczepieniom i wielokrotnie wcześniej szczepiłem się chociażby na grypę. Parszywe to były czasy i dlatego lubię je sobie powspominać chociażby w taki zabawny sposób).




A TUTAJ JAWNY PRZYKŁAD JAK ŁATWO MOŻNA WYWOŁAĆ W LUDZIACH OKREŚLONE POSTAWY, JEŚLI SIĘ ODPOWIEDNIO ICH NASTRASZY 
(PAMIĘTAM TE MEDIALNE OSTRZEŻENIA ŻE WSZYSCY BĘDZIEMY "UMIERAĆ NA ULICACH" I DO DZISIAJ NIKT ZA TO NIE PONIÓSŁ ŻADNEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI)



Mimo że podróż Sewerów upływała na turystyce i odpoczynku od spraw wojskowych, to jednak cesarz nie mógł całkowicie porzucić służby państowej i musiał wydawać edykty oraz roporządzenia odnośnie wielu kwestii społeczno-politycznych i administracyjnych. Przede wszystkim dokonano skrupulatnej inspekcji całego Egiptu, a szczególnie administracji i jednostek wojskowych w tym kraju. Po raz pierwszy też od czasów Oktawiana Augusta - czyli od 230 lat - przeprowadzono tam jakiekolwiek reformy administracyjne (wielkie podróże Hadriana po Imperium ograniczały się bowiem głównie do spraw turystycznych i wypoczynkowych, a cesarz bardzo rzadko zajmował się wówczas sprawami administracyjno-politycznymi). Zapewne w Egipcie również doszły Sewera głosy niezadowolonych mieszkańców Rzymu, żądające zakazu walk kobiet-gladiatorów na arenach Imperium. Kobiety walczące jako gladiatorki lub swoiste amazonki były co prawda rzadkością, ale sam fakt że się pojawiały, budził zniesmaczenie wśród wielu widzów. Co prawda byli też i zwolennicy takich walk, a gustowali w nich również cesarze (np. Domicjan - panujący w latach 81-96, lubił urządzać prywatne - często nocne - pokazy walk amazonek w swym prywatnym cyrku, a potem niejednokrotnie sypiał z tymi kobietami. Również Lucjusz Werus - panujący wraz z Markiem Aureliuszem w latach 161-169 - był miłośnikiem kobiecych walk - a ten to w ogóle miał rozmach, potrafił bowiem zarówno w ciągu nocy kilkukrotnie zmieniać kochanki, uczestniczyć w pokazach walk gladiatorek, jak również przebierać się za żebraka i urządzać z kompanami nocne rozruby po mieście, z bijatykami włącznie), ale jednak większość mężczyzn była zniesmaczona, widząc walczące ze sobą na śmierć i życie niewiasty. Ostatecznie cesarz przystał na kierowane do niego prośby i jeszcze w 200 r. zakazał kobietom walk na arenach w całym Imperium. 




Munera - czyli igrzyska gladiatorów - Rzymianie ściągneli od Etrusków i po raz pierwszy taki pokaz walk miał miejsce na Forum Boarium w Rzymie w 264 r. p.n.e. - czyli w roku wybuchu I wojny punickiej z Kartaginą. Zorganizowano je, aby uczcić śmierć senatora Decymusa Juniusza Brutusa Pery - a walczyło wówczas ze sobą jedynie sześciu gladiatorów. W 105 r. p.n.e. munera przestały być uroczystością stricte rodzinną i stały się publiczną formą rozrywki oraz politycznej kariery dla ich fundatorów. Kobiety do walk zaczęto dopuszczać dopiero w drugiej połowie I wieku p.n.e., ale ich liczby zawsze były niewielkie i przez to wymieniane są jedynie jako pewien dodatek oraz ciekawostka a nie stała forma igrzysk. W 200 r. Septymiusz Sewer zabronił kobietom uczestnictwa w walkach i już do końca istnienia igrzysk munera, czyli do 404 r. (gdy na arenę, pomiędzy walczących wtargnął grecki mnich Telemachos, nawołujący do zaprzestania rozlewu krwi - za co został na miejscu zasieczony. Pod wpływem tej zbrodni cesarz Honoriusz zakazał organizacji igrzysk gladiatorskich - zresztą w 399 r. zamknięto wszystkie istniejące szkoły gladiatorów). W ciągu całej 667-letniej historii igrzysk munera w Imperium Rzymskim, czasy w których na arenach walczyły również nieliczne kobiety, ograniczał się do zaledwie dwustu kilkudziesięciu lat)




CDN.

09 sierpnia 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XIV

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. X


MEHMED II
(Jako nastolatek) 




PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. IX



 Po powrocie z wyprawy wojennej przeciwko chrześcijanom (zakończonej zwycięstwem pod Warną - 10 listopada 1444 r.) sułtan Murad II zdecydował się ostatecznie ustąpić z tronu i wycofać do Manisy (zagwarantowawszy sobie jako dożywocie terytoria Mentese, Saruhan i Aydin), by tam w spokojnej, idyllicznej atmosferze czytać Koran i odpoczywać. W tym czasie na tronie Imperium Osmanów miał zasiąść jego 12-letni syn Mehmed II, co nie podobało się wielkiemu wezyrowi Halilowi paszy (który uważał że młody książę jest nieroztropny i ulega podszeptom złych języków, a także niezbyt konsekwentnie przestrzega zasad Koranu), jednak decyzja sułtana była ostateczna. Opuścił on więc Adrianopol i kierując się w stronę Manisy - po dotarciu na azjatycki brzeg - przybył do Brusy, dawnej stolicy Imperium Osmanów, gdzie znajdowały się trumny jego przodków oraz dzieci i wnucząt (przede wszystkim znajdowała się tam trumna jego ukochanego pierworodnego syna Alaeddina Alego Celebiego oraz jego dwóch synków - zamordowanych latem roku poprzedniego w Manisie, książę Ali miał wówczas zaledwie 18 lat). Również w Brusie sułtan Murad dopilnował prac nad ufundowanym przez siebie meczetem, oraz wyraził publicznie pragnienie, by po śmierci spocząć tu, u boku swych przodków, a następnie udał się w dalszą drogę do Manisy. Tymczasem w Adrianopolu młody Mehmed II przygotowywał się do najważniejszej roli swego życia, czyli nauczenia się jak być sułtanem. Ojciec, ustępując z tronu, jednocześnie zagwarantował dalsze utrzymanie stanowisk przez wszystkich ludzi, którzy zostali powołani za jego rządów, łącznie z wielkim wezyrem Halilem paszą, wielkim muftim Adrianopola oraz mułłą armii. W styczniu 1445 r. rozesłano do wszystkich władców krajów muzułmańskich sąsiadujących z Imperium Osmanów (w Azji Mniejszej) orędzie nowego sułtana, informujące o chęci utrzymania dobrosąsiedzkich stosunków ze wszystkimi wyznawcami Allaha. Zaczęto bić też nowe monety z imieniem nowego sułtana i 848 rokiem hidżry (kwiecień 1444 - kwiecień 1445). Tak zaczęło się nowe panowanie młodego władcy.

Tymczasem na Węgrzech, po śmierci w bitwie pod Warną Władysława I (III) Jagiellończyka, nowym królem automatycznie został (koronowany już wcześniej bo wkrótce po swych narodzinach w 1440 r.) zaledwie pięcioletni Władysław V Habsburg (zwany Pogrobowcem), syn panującego krótko (1437-1439) króla Węgier Albrechta II Habsburga i jego małżonki "przyrodzonej pani Węgier (jak ją zwano w dekrecie koronacyjnym Albrechta II) Elżbiety Luksemburskiej. Oczywiście małoletni monarcha nie mógł osobiście sprawować władzy (jako że był jeszcze dzieckiem, a poza tym przebywał w Wiedniu u swego opiekuna, króla rzymskiego i księcia Styrii, Karyntii i Karnioli - Fryderyka III Habsburga), dlatego też powołano specjalną radę królewską, złożoną z siedmiu magnatów w skład której wszedł również Jan Hunyady. Teraz rozpoczęły się pertraktacje z Fryderykiem III nie tylko nad datą wysłania na Węgry jego podopiecznego (czyli Władysława Pogrobowca), ale również nad zwrotem węgierskiej korony św. Stefana (wywiezionej jeszcze w 1440 r. przez Elżbietę Luksemburską do Wiednia). Już wiosną 1445 r. na zjeździe ogólnokrajowym węgierscy magnaci i szlachta uznali swym królem Władysława V Pogrobowca, ale jego przyjazd do kraju wciąż był niepewny, jako że negocjacje z Fryderykiem III przedłużały się. Natomiast wokół Jana Hunyady'ego zaczęła gromadzić się szczególnie średnia i drobna szlachta węgierska a także przedstawiciele miast węgierskich, których celem była konsolidacja władzy centralnej i przygotowanie kraju do nadchodzących wyzwań międzynarodowych (w tym oczywiście rozbudowa wojska). Oczywiście najważniejszym celem było nie tylko odzyskanie korony św. Stefana i przyjazd nowego króla na Węgry, ale przede wszystkim zrzeczenie się opieki nad nim przez Fryderyka III, na co ten w żaden sposób nie chciał się zgodzić i stąd pertraktacje trwały tak długo, a przecież obawa najazdu tureckiego nie minęła, a po Warnie jeszcze bardziej się zaostrzyła, dlatego trzeba było czym prędzej uporządkować wewnętrzne sprawy w kraju, sprowadzić króla i stworzyć silną armię.




A tymczasem nieco na północ od krajów Korony św. Stefana, bowiem w Krakowie wciąż oczekiwano powrotu króla Władysława Jagiellończyka, licząc na to, że skoro nie odnaleziono jego ciała na polu bitwy, to jednak przeżył tę katastrofę i wkrótce powróci do swego Królestwa. Problemów bowiem nie brakowało. Od 1440 r trwał spór mazowiecko-litewski o Podlasie, gdy w tymże roku zajął je książę Bolesław IV Warszawski. Natychmiast też zaprowadzono tam prawo polskie i sądownictwo ziemskie (księgi ziemskie drohickie rozpoczynają się wraz z rokiem 1441). Aby nie dopuścić do otwartej wojny mazowiecko-litewskiej (która niechybnie musiałaby przerodzić się w wojnę polsko-litewską) we wrześniu 1441 r. na zjazd do Parczowa (który rozpoczął się w listopadzie tego roku) udało się kilku panów polskich, starając się pogodzić zwaśnione strony. Bezskutecznie jednak, niczego bowiem nie osiągnięto a otwarta wojna litewsko-mazowiecka - a co za tym idzie zerwanie Unii polsko-litewskiej - było jak najbardziej realne. Teraz zarówno Mazowsze jak i Litwa zaczęli szukać sojuszników, kierując swój wzrok głównie na północ, ku ziemiom Zakonu Krzyżackiego, do którego obie strony zwracały się z prośbą o wsparcie militarne. Strona polska starała się gasić wzburzone emocje obu stron, ale niewiele w tym temacie osiągnięto, tym bardziej że do wojny z Mazowszem dążyli wielcy panowie litewscy, szczególnie zaś wielki magnat Jan Gasztoud, który posiadał ogromne dobra tykocińskie na Podlasiu i zależało mu na ponownym włączeniu tej ziemi do Litwy. Walki rozpoczęły się już w 1443 r. (chociaż były to głównie bardzo ograniczone podjazdy, przypominające bardziej napady rabunkowe niż realne działania zbrojne). Ponieważ apele Polaków o zaprzestanie działań wojennych trafiały w próżnię i obie strony były na nie głuche, ostatecznie w sierpniu 1444 r. na zjeździe w Piotrkowie (wcześniej uzyskując na to zgodę, a wręcz rozkaz króla Władysława III Jagiellończyka) miano wypowiedzieć otwarcie wojnę Wielkiemu Księstwu Litewskiemu w obronie Mazowsza. Panowie polscy nie zgodzili się jednak wówczas na wypowiedzenie wojny Litwie (i to pomimo faktu że zagony litewskie - przy wsparciu oddziałów tatarskich - najechały Podole i Ruś, które to ziemie należały do Korony Królestwa Polskiego). Wyjaśniono to faktem iż Litwa jest: "włączona do ciała Królestwa Polskiego", a oni sprzeciwiali się rozlewowi krwi: "przeciw wnetrznościom naszym". Jednocześnie biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki pisał w liście do wielkiego księcia Kazimierza Jagiellończyka (brata króla Władysława III) aby nie dzielił Unii, aby nie rozrywał ciała "które w jedno się ze sobą zrosło", radził też aby wstrzymać działania zbrojne do czasu powrotu króla z Węgier. Na to jednak Litwini nie chcieli się zgodzić, a ponieważ Mazowszanie nie uzyskali wsparcia ani ze strony Polski ani ze strony Zakonu Krzyżackiego, przeto musieli zgodzić się ostatecznie na oddanie Podlasia Litwie (październik 1444 r.) w zamian za 6000 kop groszy praskich odszkodowania. Utrata Podlasia przez Mazowsze spowodowała spory exodus wcześniej zasiedlającą tę ziemię drobnej szlachty polskiej i to pomimo faktu że książę Kazimierz utrzymał prawo polskie na Podlasiu (co oznaczało że Podlasie w strukturach Wielkiego Księstwa Litewskiego było jedynym obszarem, które miało specjalne prawa i przywileje).




Teraz zaś, po klęsce warneńskiej i śmierci króla Władysława (przynajmniej tej oficjalnej, bo ciała monarchy nie znaleziono) pomimo faktu iż wierzono w szczęśliwy powrót ocalałego króla do kraju, tak naprawdę musiano szybko pomyśleć nad jego następstwem (kraj nie mógł bowiem pozostać bez monarchy, a realnie w Polsce panowało bezkrólewie od roku 1440, czyli od chwili gdy Władysław III udał się na Węgry). Zresztą Władysław III tak naprawdę w kraju rządził bardzo krótko, wstąpił bowiem na tron w roku 1434 po śmierci swego ojca Władysława II Jagiełły, mając wówczas zaledwie lat 10. Do roku 1438 realnie panował pod kuratelą szlachty, a szczególnie biskupa krakowskiego Zbigniewa Oleśnickiego, wkrótce po uzyskaniu pełnoletności wyjechał zaś na Węgry i tak zakończyły się jego rządy w Królestwie Polskim. Po jego wyjeździe z kraju realne rządy nad dzielnicami objęli dwaj ludzie, jako mianowani gubernatorzy. Byli to kasztelan i starosta krakowski Jan z Czyżowa - który objął zarząd nad Małopolską i Rusią, oraz wojewoda łęczycki Wojciech Malski - sprawujący władzę nad Wielkopolską. Pełnili oni funkcje sędziowskie, kontrolowali zasoby skarbca królewskiego i pobierali podatki. Z chwilą zaś śmierci króla (i tracenia nadziei na jego powrót do kraju), należało czym prędzej wybrać nowego monarchę i w tym właśnie w celu zjechali się możni panowie do Sieradza - 23 kwietnia 1445 r. Początkowo doszło do niepewności czy warto wybierać króla, czy też dalej czekać na powrót Władysława, ostatecznie jednak zaważyła opinia biskupa Oleśnickiego, że nowym królem należy obrać wielkiego księcia Litwy - Kazimierza Jagiellończyka (młodszego od Władysława o trzy lata). Oleśnicki twierdził że nawet jeśli teraz wybiorą Kazimierza, a potem cały i zdrowy zjawi się Władysław, to i tak prawa Kazimierza nie zostaną w niczym uszczuplone, natomiast Królestwo odzyska starszy brat. Sprawa następstwa tronu nie była jednak taka prosta, dlatego też postanowiono oficjalnie nie komunikować Kazimierzowi obrania go na króla, a jedynie zaprosić go na kolejny zjazd, który miał się odbyć w sierpniu tego roku i uzyskać na nim jego opinię co do potencjalnej zgody następstwa tronu po jego bracie. Kazimierz jednak nie wyraził swej zgody od razu, przeciągał ją przez kolejne dwa lata, a było to spowodowane różnymi problemami, jakimi wówczas żyło Wielkie Księstwo Litewskie, których nie mógł od tak porzucić.




Od 1442 r trwała bowiem wojna Litwy z Moskwą, w wyniku której Moskwa zdobyła Kozielsk, Wereję, Kaługę i Możajsk, ale głównodowodzący siłami Wielkiego Księstwa - Stanisław Kiszka złupił pogranicze moskiewskie (rejon Werei), po czym zawarto rozejm. W Wielkim Księstwie Moskiewskim też nie działo się dobrze, trwała bowiem wojna domowa pomiędzy wielkim księciem Wasylem II a Szemiaką, mimo to pod koniec 1444 r. Moskwa zerwała rozejm i najechała Wiaźmę. W odpowiedzi zimą 1444 na 1445 r. ruszyła wyprawa Stanisława Kiszki na Moskwę, w wyniku której odzyskano wszystkie twierdze utracone w roku 1442 (a jeńców moskiewskich zdobytych w czasie tych walk, wysłano do Smoleńska, gdzie wówczas przebywał Kazimierz Jagiellończyk). Wcześniej Moskwa starała się doprowadzić do rozbicia Wielkiego Księstwa Litewskiego, namawiając Michała Zygmuntowicza (kuzyna zarówno Władysława jak i Kazimierza Jagiellończyków) do oderwania się od władztwa wileńskiego i stworzenia własnego niezależnego Wielkiego księstwa z ziem sobie podległych (w 1442 r. Kazimierz nadał Zygmuntowi we władanie Starodub w Siewierzu, Suraż, Briańsk i Bielsk na Podlasiu, Kleck na Rusi oraz Kiejdany na Żmudzi). W roku 1443 Zygmunt dodatkowo zdobył opanował Nowogród, Putywl, Radochoszcz i Kijów, ale wojska litewskie przystąpiły do kontrofensywy i odebrały mu wszystkie ziemie do końca roku 1444. W roku 1445 doszło jeszcze do kilku niewielkich starć na pograniczu litewsko-moskiewskim i walki w zasadzie w tym roku się zakończyły, pokój zawarto zaś w 1449 r. i gwarantował on status quo posiadanych dotąd ziem oraz nienaruszalność terytorialną obu państw. Mimo jednak zakończenia walk zbrojnych Kazimierz nie mógł otwarcie przyjąć polskiej korony, gdyż uniemożliwiały mu to wewnętrzne układy w Wielkim Księstwie, a jako argument przeciwko swemu wyborowi na króla Polski podał, iż za wcześniej jeszcze na wybór monarchy, gdyż jego brat na pewno żyje i wkrótce powróci do kraju, (on bowiem święcie wierzy że dobry Bóg pozwoli jego bratu powrócić, więc jego wybór byłby tylko niegodnym krokiem przeciwko braterskiej miłości).




A tymczasem po zrzeczeniu się tronu sułtańskiego przez Murada II, jego chrześcijańska małżonka Mara Branković poprosiła Muradem II o możliwość opuszczenia Adrianopola i powrotu do swojej rodzinnej Serbii, którą ponownie (od niedawna) władał jej ojciec despotes Jerzy Branković. Sułtan jednak odmówił, twierdząc że Mara jest i pozostanie jego żoną i jego wyjazd do manicy nie ma z tym nic wspólnego. W każdym razie Mara prowadziła intensywną korespondencję ze swym ojcem, choć stosunki panujące w rodzinie Brankovićów były podobne do... kłębowiska żmij i jedynie centralna postać Jerzego stabilizowała wewnętrzne emocje różnych przedstawicieli tego rodu. Najstarszym synem i następcą swego ojca był Grzegorzem (niegdyś uwięzionym przez sułtana Murada i oślepionym wraz z innym bratem - Stefanem). Grzegorz co prawda dążył do pokoju i utrzymania dobrych stosunków z Osmanami (czego też pragnęła Mara), ale nie mógł się pogodzić ze swoim nieszczęściem, które dyskwalifikowało go w objęciu władzy w Despotacie Serbii (niewidomy władca nie mógł bowiem panować nad krajem, gdyż jego ułomność była zbyt duża I widoczna, aby można było się na to zgodzić). Natomiast następcą Jerzego Brankovicia na stolcu despoty miał teraz zostać jego najmłodszy syn - Lazar Branković (jedyny który nie został oślepiony), który dążył do konfrontacji z Imperium Osmańskim. Dodatkowo Jerzy Branković postanowił ożenić Lazara z Heleną Paleolog, córką Tomasza Paleologa (jednego z trzech braci despotów Morei, rodzonych braci cesarza bizantyjskiego Jana VIII), którzy znani byli z wielkiej nienawiści do Turków. Do tego ślubu dojdzie w październiku 1446 r. ona (czyli Helena) miała wówczas lat 15, on (Lazar) 25. Ponieważ jednak Murad nie zgodził się nam wyjazd Mary z Adrianopola, musiała ona tam przebywać jeszcze przez kolejne sześć lat, aż do śmierci swego małżonka (1451 r.). A tymczasem Mehmed II rozpoczął swoje rządy jako sułtan i musiał zmierzyć się z wieloma nowymi problemami politycznymi, które nagle spadły na owego 13-latka.




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...