WYŚWIETLENIA

21 kwietnia 2026

PRZEPOWIEDNIA...

...z TĘGOBORZA!





Dnia 23 września 1893 r. we wsi Tęgoborze (w dzisiejszym powiecie nowosądeckim) odbył się seans spirytystyczny z udziałem hrabiego Władysława Wielogłowskiego. Hrabia spisał ową przepowiednię, podobnie jak i wcześniejsze swe "rozmowy z duchami" i zamknął w swym prywatnym archiwum. Tekst przepowiedni po raz pierwszy został upubliczniony w roku 1912 w "Gazecie Narodowej" wychodzącej we Lwowie. Ponownie powtórzony został 27 marca 1939 r. w przedwojennym IKC-u (Ilustrowanym Kurierze Codziennym)
Oto ona.

Poniżej prezentuję jej tekst - wraz z własną interpretacją słów po każdej zwrotce:



"W dwa lat dziesiątki nastaną te pory,
Gdy z nieba ogień wytryśnie.
Spełnią się wtedy pieśni Wernyhory,
Świat cały krwią się zachłyśnie"


Słowa te można interpretować jako zapowiedź nadciągającej katastrofy, którą dla tamtego świata tzw.: "ancien regime'u" stanowił wybuch I Wojny Światowej. Wybuchła ona bowiem w "dwa lat dziesiątki" licząc od 1893 r. czyli w 1914 r. I Wojna Światowa była prawdziwą hekatombą i pochłonęła życie milionów ludzi i to zarówno żołnierzy jak i cywilów (była to bowiem pierwsza nowoczesna wojna, w której wrogami byli nie tylko żołnierze przeciwnych armii, lecz także cywilni obywatele wrogich państw).






"Polska powstanie ze świata pożogi,
Trzy orły padną rozbite,
Lecz długo jeszcze los jej jest złowrogi,
Marzenia ciągle niezbyte"


Polska odzyskała swą niepodległość w listopadzie 1918 r. w chwili gdy wszystkie trzy zaborcze imperia "padły rozbite" (godłem wszystkich trzech państw Prus/Niemiec, Austrii/Austro-Węgier i Rosji był dwugłowy, czarny orzeł stylizowany w różnych formach w zależności od państwa). "Lecz długo jeszcze los jej jest złowrogi" - po zakończeniu I Wojny Światowej jeszcze przez kilka lat odrodzona Rzeczpospolita musiała walczyć o swój byt, o "prawo do życia" pośród innych narodów Europy.






"Gdy lat trzydzieści we łzach i rozterce
Trwać będą cierpienia ludu,
Na koniec przyjdzie jedno wielkie serce
I samo dokona cudu"


"Gdy w lat trzydzieści..." - te słowa można interpretować począwszy od roku w którym owa przepowiednia została wygłoszona, czyli od 1893 przez "30 lat" (przepowiednie mają to do siebie, że nie zawsze odnoszą się konkretnie do zjawisk, miejsc czy dat, tak, jak to formułują), zatem owe 30 lat można odnieść do roku 1920, zaś stwierdzenie "Na koniec przyjdzie jedno wielkie serce i samo dokona cudu" - jako odniesienie do postaci Józefa Piłsudskiego i stworzonej przez niego Armii, która rozbiła bolszewicki marsz na Europę u bram Warszawy w sierpniu 1920 r.



"Gdy czarny orzeł znak krzyża splugawi,
Skrzydła rozłoży złowieszcze,
Dwa padną kraje, których nikt nie zbawi,
Siła przed prawem jest jeszcze"


Tutaj mamy już oczywiste odniesienie do hitlerowskiej swastyki, którą jako swój symbol przyjęli niemieccy narodowi socjaliści - "Gdy czarny orzeł znak krzyża splugawi" (swastyka - splugawiony krzyż - a "czarny orzeł" to oczywiście Niemcy których jest godłem). "Skrzydła rozłoży złowieszcze" - odniesienie do nazistowskiej idei Lebensraumu (przestrzeni życiowej dla Niemiec). "Dwa padną kraje, których nikt nie zbawi, Siła przed prawem jest jeszcze" - ta część przepowiedni odnosi się niewątpliwie do upadku "dwóch państw" - aneksji Austrii przez hitlerowskie Niemcy w marcu 1938 r. oraz upadku Czechosłowacji od października 1938 r. do marca 1939 r. Hitler stosował politykę "faktów dokonanych", twierdząc że "silnego nikt z jego działań rozliczał nie będzie".



"Lecz czarny orzeł wejdzie na rozstaje;
Gdy oczy na wschód obróci
Krzyżackie szerząc swoje obyczaje,
Z złamanym skrzydłem powróci"


"Lecz czarny orzeł wejdzie na rozstaje, Gdy oczy na wschód obróci" - odnosi się zapewne do wojny na dwa fronty, przeciwko Wielkiej Brytanii, a potem Stanom Zjednoczonym i ich sojusznikom, oraz przeciw Związkowi Sowieckiemu, którego zaatakują Niemcy 22 czerwca 1941 r. "Krzyżackie szerząc swoje obyczaje" - chodzi tutaj zapewne o przytoczenie dawnych krwawych najazdów i gwałtów zadawanych przez rycerzy Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, czyli "Krzyżaków" w czasie ich podboju Prus, Pomorza, Kujaw i porównanie ich z niewyobrażalnymi zbrodniami dokonywanymi przez "bohaterski Wehrmacht" na wschodzie Europy. "Z złamanym skrzydłem powróci" - zapowiedź niemieckiej klęski ataku na Związek Sowiecki.


 
"Krzyż splugawiony razem z młotem padnie.
Zaborcom nic nie zostanie.
Mazurska ziemia Polsce znów przypadnie,
A w Gdańsku port nasz powstanie"


"Krzyż splugawiony razem z młotem padnie" - jest to zapewne zapowiedź klęski dwóch największych totalitaryzmów w historii ludzkości - Niemiec w 1945 r. - "splugawiony krzyż" i Związku Sowieckiego w latach 1989/1991 - "młot". Dalsza część zwrotki odnosi się do wskrzeszenia Polski po II Wojnie Światowej.



"W ciężkich zmaganiach z butą Teutona
Świat morzem krwi się zrumieni.
Gdy północ wschodem będzie zagrożona
W poczwórną jedność się zmieni"


"W ciężkich zmaganiach z butą Teutona (Niemcy) Świat morzem krwi się zrumieni" - kolejne odniesienie do tragedii II Wojny Światowej, Holocaustu i masowych mordów Polaków, Rosjan i innych Słowian w Europie Środkowo-Wschodniej. "Gdy północ wschodem będzie zagrożona" - tu już mamy zapowiedź "zimnej wojny", zaś "północ" to tzw.: kraje NATO, Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych (czyli "półkuli północnej" - czyli Sojuszu Północnoatlantyckiego), zaś "wschód" to oczywiście Związek Sowiecki. "W poczwórną jedność się zmieni" - odniesienie do powstania Organizacji Narodów Zjednoczonych, które grupują państwa ze wszystkich czterech kontynentów naszej planety (choć obecnie ONZ już wyczerpało swoją formułę i nie spełnia swej pierwotnej roli).



"Lew na zachodzie nikczemnie zdradzony
Przez swego wyzwoleńca
Złączon z kogutem dla lewka obrony
Na tron wprowadzi młodzieńca"


"Lew na zachodzie" - prawdopodobnie określenie odnoszące się do Wielkiej Brytanii, choć sądzę iż raczej chodzi tu o USA. "Nikczemnie zdradzony" - trochę pogmatwane, jak to w przepowiedniach, sądzę jednak że mowa tu jest o porzuceniu USA i koncepcji euroatlantyckiej "przez swego wyzwoleńca", czyli przez Francję (Francja bowiem, wraz z objęciem prezydentury przez Charlesa de Gaulle'a, wystąpiła ze struktur wojskowych NATO w 1966 r. i zaczęła zbliżać się ku Wschodowi, realizując koncepcję de Gaulle'a tzw.: "Europy od Atlantyku do Uralu" i "Trzeciej drogi", lub też "Trzeciej siły". Chodziło oczywiście o zbudowanie państw u boku Francji, jako tzw.: "trzeciej drogi", która byłaby siłą mogącą konkurować zarówno z NATO jak i z Układem Warszawskim). Oczywiście stwierdzenie "wyzwoleniec" odnosi się do wyzwolenia Francji głównie przez siły amerykańsko-brytyjskie podczas II Wojny Światowej (Amerykanie i Brytyjczycy dwa razy w XX wieku pomogli Francuzom uniknąć niemieckiej niewoli, być może dlatego dzisiaj Francuzi tak bardzo za to nienawidzą USA. Nikt bowiem nie lubi mieć długów wdzięczności). "Złonczon z kogutem dla lewka obrony Na tron wprowadzi młodzieńca" - prawdopodobnie chodzi tu o objęcie władzy przez prezydenta USA Johna F. Kennedyego i jego próby ponownego "pozyskania" Francji. Może się to też odnosić do zniesienia francuskiego weta dla wejścia Wielkiej Brytanii do dzisiejszej Unii Europejskiej, a ówczesnych Wspólnot Europejskich. (Wlk Brytania weszła do WE w 1973 r. już po śmierci de Gaulle'a, głównego przeciwnika jej obecności we Wspólnocie).






"Złamana siła mącicieli świata
Tym razem będzie na wieki.
Rękę wyciągnie brat do swego brata,
Wróg w kraj odejdzie daleki"


Prawdopodobnie zapowiedź długiego okresu pokoju, który nastał po zakończeniu II Wojny Światowej i trwał do 28 lutego 2026 r. czyli dnia w którym rozpoczęła się III wojna światowa (w której obecnie żyjemy), oraz powstanie wszelkich międzynarodowych instytucji kontrolujących i stabilizujących światowe reżimy (już dawno te instytucje przestały pełnić swoje pierwotne zadania, a dziś głównie służą do wdrażania różnych form zniewolenia ludzkości, jak choćby powszechna pandemia Covid 19) - "Złamana siła mącicieli świata Tym razem będzie na wieki" - jak widać, to jeszcze nie jest ten czas.



"U wschodu słońca młot będzie złamany.
Pożarem step jest objęty.
Gdy orzeł z młotem zajmą cudze łany
Nad rzeką w pień jest wycięty"


Kolejne odniesienie do II Wojny Światowej (tak mi się przynajmniej wydaje, lub też mowa o przyszłych wydarzeniach o których jeszcze nie mamy pojęcia) - "Gdy orzeł z młotem zajmą cudze łany" - niemieckie i sowieckie agresje przeciwko różnym państwom europejskim, także odniesienie do paktu Ribbentrop-Mołotow i podziału Europy pomiędzy "orła i młota" - 23 sierpnia 1939 r. "Pożarem step jest objęty (...) Nad rzeką w pień jest wycięty" - zapowiedź "niemieckiej zdrady" i ataku na ZSRS, zaś drugi człon tej przepowiedni odnosi się do niemieckiej klęski w bitwie pod Stalingradem, położonym nad wielką rzeką Wołgą, gdzie Niemcy zostali "w pień wycięci". "U wschodu słońca młot będzie złamany" - upadek i rozpad Związku Sowieckiego w czasie tzw.: "Jesieni Ludów" - 1989/1991 r.






"Bitna Białoruś, bujne Zaporoże,
Pod polskie dążą sztandary.
Sięga nasz orzeł aż po Czarne Morze
Wracając na szlak swój prastary"


To stwierdzenie nie odnosi się już do wydarzeń historycznych, lecz jest prawdopodobnie zapowiedzią przyszłych wydarzeń, które być może są jeszcze przed nam. "Bitna Białoruś, bujne Zaporoże pod polskie dążą sztandary. Sięga nasz orzeł aż po Czarne Morze" - może odnosić się to do wskrzeszenia piłsudczykowskiej koncepcji Międzymorza, zjednoczenia państw Europy Środkowej od Finlandii, przez Białoruś i Ukrainę, po Węgry a nawet może i Grecję, w tzw.: "Unii Jagiellońskiej" (to już kolejna przepowiednia która mówi o tym, że w niedalekiej przyszłości - co bardzo ważne - w drugiej połowie XXI wieku, Polska będzie jednym z największych potęg na świecie, nie tylko w Europie, a w języku polskim będą pisane prawa obowiązujące w świecie i ta przepowiednia nie jest jedyna, podobną miał ojciec Czesław Klimuszko i śpiący prorok Marian Węcławek - który swoje przepowiednie dostawał w czasie snu. Wyślił nawet dokładnie rok, miesiąc i dzień własnej śmierci i tak też się stało. Swoją drogą to trochę przerażające wiedzieć dokładnie kiedy umrzesz, ale z drugiej strony możesz do tego czasu zdążyć się pożegnać i załatwić sprawy, których do tej pory nie zdążyłeś uporządkować. W końcu przybywamy tutaj tylko na chwilę i to nie jest nasz Dom - musimy to sobie uświadomić, ale ponieważ przybywamy tutaj często po naukę i doświadczenia, musimy o to miejsce dbać). Byłby to sojusz wolnych i równych państw, zjednoczonych ideą środkowoeuropejską i połączonych wspólnymi, nazwijmy je - jagiellońskimi korzeniami historycznymi (choć bardziej wydaje mi się że te państwa się po prostu zjednoczą z Polską na zasadzie wspólnego tworu zwanego Rzeczpospolitą, ale podobnie jak tamten twór z czasów Wielkiej Rzeczypospolitej Obojga Narodów - będzie to ponownie projekt polski) - "Wracając na szlak swój prastary". Cóż historia kołem się toczy - "To, co jest, już było, a to, co ma być kiedyś, już jest" - jak mówi Księga Koheleta (Koh 3:15)



"Witebsk, Odessa, Kijów i Czerkasy
To Europy bastiony,
A barbarzyńca aż po wieczne czasy
Do Azji ujdzie strwożony"


Zapowiedź przyszłych wydarzeń - Ukraina, a za nią prawdopodobnie Białoruś wejdą w skład Unii Jagiellońskiej czyli nowej Rzeczypospolitej, zaś pozycja Rosji będzie malała - "A barbarzyńca aż po wieczne czasy do Azji ujdzie strwożony". Odpadniecie Ukrainy i Białorusi a także innych państw np. na Kaukazie, spowoduje że Rosja zostanie "zepchnięta w głąb Azji" a i tam będzie miała sporo problemów.



"Warszawa środkiem ustali się świata,
Lecz Polski trzy są stolice.
Dalekie błota porzuci Azjata,
A smok odnowi swe lice"


"Warszawa środkiem ustali się świata" - powtarzam, to już kolejna z wielu przepowiedni które mówią o tak wielkim wywyższeniu naszego kraju, który ma nastąpić po zakończeniu owego okresu "walk i niepokojów" a przede wszystkim po zakończeniu obecnie trwającej III wojny światowej. "Lecz polski trzy są stolice" - jest to ponowne odniesienie do "Unii Jagiellońskiej" czyli nowej Rzeczpospolitej o granicach sięgających daleko na Wschód, oraz tych na zachodzie opartych o Odrę i Nysę (w czasie jednej wizji ojca Klimuszko, opowiadał on, że idąc korytarzem swojego klasztoru, nagle zobaczył że podłoga i ściany rozstępują się w cudowny sposób i ukazuje mu się widok niesamowitych pól, ciągnących się hen na Wschód, stwierdził że to jest Polska, i dawał że nie może dostrzec końca naszej granicy na Wschodzie. Ojciec Czesław Klimuszko zmarł w 1980 r.). Trzy stolice mogą oznaczać tzw.: "Twarde Jądro Unii", czyli np.: Warszawę, Kijów i Wilno. Kto wie? "Dalekie błota porzuci Azjata A smok odnowi swe lice" - to są właśnie owe kłopoty które czekają Rosję w Azji. Pozycja Chin, czyli "smoka" będzie wzrastała, wreszcie może dojść do oderwania od Rosji Syberii (już teraz osadnictwo chińskie stanowi bardzo poważny problem dla Rosji, a cóż dopiero w przyszłości). Wcześniej czy później "chińska Syberia" może ogłosić niepodległość, lub przyłączyć się do Chin. Jest to bardzo prawdopodobna wizja.



"Niedźwiedź upadnie po drugiej wyprawie.
Dunaj w przepychu znów tonie.
A kiedy pokój nastąpi w Warszawie,
Trzech królów napoi w nim konie"


Czyli Rosja wcześniej czy później zostanie pokonana - "Niedźwiedź upadnie po drugiej wyprawie". "A kiedy pokój nastąpi w Warszawie" - "Polska będzie decydować o losach świata" - jak twierdził Marian Węcławek. "Trzech królów napoi w nim konie" - mowa zapewne o nieznanych jeszcze uczestnikach przyszłej konferencji pokojowej, zwycięskich uczestnikach oczywiście.



"Trzy rzeki świata dadzą trzy korony
Pomazańcowi z Krakowa,
Cztery na krańcach sojusznicze strony
Przysięgi złożą mu słowa"


Wydarzenia są pomieszane, tutaj znów mamy odniesienie do czasów "zimnej wojny" (tak mi się przynajmniej wydaje). "Trzy rzeki świata dadzą trzy korony Pomazańcowi z Krakowa" - mowa tu jest o Karolu Wojtyle, który "z Krakowa" został wybrany jako "boży pomazaniec" na papieża w 1978 r. (trzy korony są na papieskiej tiarze). "Cztery na krańcach sojusznicze strony Przysięgi złożą mu słowa" - jest to zapowiedź misyjnej i misjonarskiej działalności Jana Pawła II/Karola Wojtyły, który odwiedził wszystkie kontynenty świata, a jego pontyfikat był bez wątpienia unikalnym w najnowszej historii papiestwa.



"Węgier z Polakiem, gdy połączą dłonie,
Trzy kraje razem z Rumunią.
Przy majestatu polskiego tronie
Wieczną połączą się unią".


Kolejne odniesienie do koncepcji "Międzymorza", czy też jak ja to widzę "Idei Jagiellońskiej" - "Przy majestatu polskiego tronie Wieczną połączą się unią" - Jagiellonowie panowali nad ogromnymi ziemiami Polski, Litwy, Ukrainy, Białorusi, Łotwy, Estonii, Czech i Węgier, a także podporządkowane im były ziemie dzisiejszej Rumunii (Mołdawia i Wołoszczyzna). Przyjaźń polsko-węgierska też jest już bowiem legendarna, nasze kraje są w jakiś przedziwny sposób ze sobą związane i nie sposób "rozerwać" tego przymierza



"A krymski Tatar, gdy dojdzie do rzeki,
Choć wiary swojej nie zmieni,
Polski potężnej uprosi opieki
I stanie się wierny tej ziemi"


Czyżby na Krymie w przyszłości powstało państwo tatarskie?Kto wie co przyniesie przyszłość, sądzę jednak że Krym długo nie będzie przyłączony do Rosji. Czyżby więc Krym też miał wejść w skład "Unii Jagiellońskiej?"



"Powstanie Polska od morza do morza.
Czekajcie na to pół wieku.
Chronić nas będzie zawsze łaska boża,
Więc cierp i módl się człowieku"


"Polska od morza do morza" - bez wątpienia zapowiedź Unii Międzymorza, czy też "Unii Jagiellońskiej". "Czekajcie na to pół wieku" - na pewno nie odnosi się to do roku 1893, być może chodzi tu o jakąś inną datę, może 1989 - co wydaje się bardziej prawdopodobne. 



To tyle jeśli chodzi o przepowiednię z Tęgoborza, na koniec - dla podkreślenia tego faktu (zresztą powrócę jeszcze do serii o przepowiedniach, gdyż wydaje mi się ona bardzo interesująca, szczególnie w obecnym czasie) zapraszam na kanał Krzyśka Woźniaka "Atora" i przepowiedni śpiącego proroka Mariana Węcławka o tym, jak będzie wyglądała przyszła Wielka Polska



20 kwietnia 2026

PIŁSUDSKI & HITLER - CZYLI WOJNA PREWENCYJNA Z NIEMCAMI 1933 r. - Cz. I

"PIĘŚĆ" i "ZAPORA
ZNAD WISŁY








VARIA


CZARTORYSK
NA WOŁYNIU
(POMIĘDZY ŁUCKIEM A RÓWNEM)
29 PAŹDZIERNIK 1915 r.


- "Jedziemy już z dobre trzy godziny, jak pan sądzi?" - zwróciłem się w stronę zamyślonego Vogelera. Od chwili naszego wyjazdu ze sztabu armii nie zamieniliśmy ze sobą zbyt wielu słów, być może peszył go mój hrabiowski tytuł, oraz arystokratyczne pochodzenie i maniery. Domyślałem się że raczej nie przepadał za "burżujami". 

- "Tak, chyba tak, też mi się tak wydaje" - odpowiedział niby od niechcenia Vogeler.

- "Widzę że chciałby pan mieć to już za sobą, tak samo jak i ja" - znów spytałem w nadziei na pociągnięcie dalszej rozmowy.

- "No cóż, służba nie drużba panie hrabio, a generał Klewitz chce mieć dokładny raport z tego wydarzenia. Być może uda się to propagandowo wykorzystać w przekonaniu Polaków do większego zaangażowania się w walkę po naszej stronie

- "Zobaczymy, co ci Polacy tam zmajstrowali" - odpowiedziałem, widząc że zbliżamy się do celu naszej podróży, a były to okopy położone w niewielkiej odległości od wsi Czartorysk, które ubiegłej nocy uratowali polscy żołnierze z I Brygady Legionów, ratując front przed załamaniem się, po tym, jak Niemcy i Austriacy porzucili broń i ratowali się ucieczką przed niespodziewanym atakiem wojsk rosyjskich. Polakami miał dowodzić jakiś brygadier... Polocky, Pitucky..., jakoś tak.

- "Błoto, wszędzie błoto i wilgoć" - stwierdził Vogeler, gdy wysiadaliśmy z samochodu, którym dowieziono nas w to miejsce.

- "Tak, w nocy musiało tutaj mieć miejsce oberwanie chmury, zresztą nie tylko chmury" - ręką dałem znać swemu towarzyszowi podróży na ciała zabitych rosyjskich żołnierzy, które teraz chowano w mokrej ziemi, wcześniej usuwając z niej wodę, by trupy nie wypływały na powierzchnię. 

- "Panowie do kogo?" - na nasze spotkanie wyszedł austriacki oficer, który też przybył w to miejsce zasięgnąć szerszych informacji o wczorajszej bitwie.

- "Hrabia Harry Kessler i Heinrich Vogeler, specjalni wysłannicy gen. Klewitza, do polskiego dowódcy odcinka, a pan" - spytałem zadziornie.

- "Panowie pozwolą że się przedstawię, pułkownik Józef Lasocki, komendant odcinka kawaleryjskiego Austro-Węgierskiej Cesarsko-Królewskiej Armii, na tej linii odcinka" - stanął na baczność i zasalutował. - "Panowie do brygadiera Piłsudskiego, nieprawdaż?" - zapytał.

- "Tak, do Piłsudskiego, czy mógłby pan nas do niego skierować?" - spytałem dość stanowczo, gdyż tkwienie w oficerskich, lśniących butach po kostki obozowego błocka, nie należało do moich przyjemności. Chciałem bowiem mieć to już za sobą, pomówić z dowódcą, sporządzić odpowiedni raport i wracać czym prędzej do sztabu. No cóż, los szykował mi tu dużą niespodziankę, a ja sam, nawet w najśmielszych snach nie mogłem sobie wyobrazić, że to spotkanie, w takich warunkach i w takiej atmosferze, wpłynie na całe moje późniejsze życie. Z okopów wyszedł jakiś jegomość, ubrany... w wełniany sweter? Myślałem że spotkam się z oficerem, słyszałem bowiem że Piłsudski był twórcą i duszą Legionów Polskich, namiastki polskiej siły zbrojnej w tej wojnie, walczącej z Rosjanami po naszej stronie... .... ....


Pamiętniki hrabiego Harrego Kesslera dość dobrze opisują wszelkie niuanse z tego spotkania, mającego miejsce w pochmurny dzień 29 października 1915 r. Kessler nie mógł wówczas wiedzieć, że to spotkanie zmieni całe jego życie, oraz... stosunek do Polaków. Wcześniej bowiem, ten bajecznie bogaty syn hamburskiego bankiera - Adolfa Wilhelma Kesslera i irlandzkiej baronówny - Irin Alice Harriet Blosse-Lynch (choć o ojcostwo podejrzewano również samego cesarza Niemiec Wilhelma I, z którym ponoć swego czasu matka Harrego miała mieć krótki, lecz niezwykle płomienny romans), urodzony 23 maja 1868 r. w Paryżu, wiódł wspaniałe, dostatnie życie. Miał wiele pasji i wiele z nich zdążył zrealizować (był bowiem już kolekcjonerem sztuki, dyrektorem Muzeum Sztuki w Weimarze, filantropem, eseistą, literatem, publicystą, żołnierzem, dyplomatą i agentem wywiadu, teraz miał jeszcze zostać politykiem). 

Kessler co prawda uważał że Niemcy winne były odbudować Polskę i uwolnić ją spod rosyjskiego jarzma, ale jednocześnie był zdania, że ta Polska powinna być co najwyżej niemiecką kolonią gospodarczą i polityczną. Twierdził że w odbudowanej Polsce Niemcy powinny kontrolować kwestię wojskowości i gospodarki tego kraju, oraz mieć jedyne prawo do budowania kolei żelaznych, zgodnie z interesami niemieckiej gospodarki i przemysłu. Polakom pozostawiał wolność polityczną, możliwość posiadania swojego (całkowicie jednak zależnego od Berlina) rządu, własny parlament i nawet swojego króla (oczywiście miał nim być jeden z niemieckich książąt Rzeszy). Polacy mieliby również prawo do używania własnego języka w urzędach i administracji. Za te wszystkie "dobrodziejstwa" domagał się jednak definitywnego wyrzeczenia się jakichkolwiek planów przyłączenia do tego kadłubowego tworu ("Herzogtum Polen") Wielkopolski, Pomorza czy Śląska, które uważał już za ziemie niemieckie. Co ciekawe, pomimo tych swoich przekonań i tak uważany był w niemieckich kołach polityczno-biznesowych (w których z racji pochodzenia i posiadanego majątku się obracał) za polonofila. Pisał na przykład tak: "Polskę i Polaków bardzo lubię. Są jako rasa piękni i szlachetni, ale niestety zbyt idealistyczni oraz infantylni". 

I oto człowiek o tak sprecyzowanych poglądach na przyszłość ziem polskich i ich ekonomiczny drenaż przez Wielkie Niemcy (a z Polaków czyniący jedynie biednych wyrobników i dostawców żywności na potrzeby niemieckiego społeczeństwa i gospodarki), spotyka w brudnych i mokrych okopach w październikowy wieczór 1915 r. pewnego człowieka, z którym krótka rozmowa spowoduje... zmianę o 180 stopni jego stosunku i poglądów na temat Polski i Polaków. Jeśli są w życiu człowieka chwile magicznych przeżyć, czyniących swoistą metamorfozę ich dalszych poczynań, to dla Harrego Kesslera taką chwilą była właśnie rozmowa z brygadierem Piłsudskim, ubranym w ciemny, wełniany sweter. Gdy bowiem opuszczał okopy, już przysiągł sobie że zrezygnuje ze służby wojskowej i odtąd poświęci się polityce oraz dyplomacji, by... dopomóc Piłsudskiemu w jego dziele "Wskrzeszenia Polski z Martwych". Zdając sobie sprawę że największym zagrożeniem dla polskiej niepodległości jest właśnie Rosja - postanowił... rozsadzić ją od środka. On to bowiem obmyślił i wdrożył w życie plan, zaakceptowany przez najwyższe czynniki polityczno-wojskowe Niemiec, przewiezienia do Rosji Lenina, by tam narobił on takiego bagna, które doprowadzi państwo carów do wewnętrznego rozkładu i umożliwi zwycięstwo niemieckiego oręża na Wschodzie, oraz... Odrodzenie Polski.

W latach późniejszych, już jako polityk też wielokrotnie dążył do poprawy stosunków pomiędzy Republiką Weimarską a zjednoczoną (wraz z Wielkopolską, Pomorzem, częścią Śląska, Galicją i Kresami Wschodnimi), coraz silniejszą Rzeczpospolitą, której już odtąd nigdy nie uważał za kraj przeznaczony do niemieckiej eksploatacji i działał na niwie politycznego pojednania obu narodów na zasadach partnerskiej przyjaźni (Harry Kessler był też pierwszym ambasadorem Niemiec w Polsce, a Niemcy pierwszym państwem które uznały polską niepodległość w listopadzie 1918 r. Stosunki dyplomatyczne pomiędzy nami a Niemcami przetrwały jednak wówczas niecały miesiąc, zostały zawarte 21 listopada i trwały do 15 grudnia 1918. Jednak niechęć Niemiec do uznania polskich praw w Wielkopolsce, na Śląsku i na Pomorzu spowodował ich zerwanie - doszło nawet do tego, że Harry Kessler musiał uciekać z Warszawy przed. wzburzonym tłumem Warszawiaków, którzy chcieli go dopaść i gdyby im się to udało, pewnie zostałby mocno poturbowany). 


 HARRY KESSLER



 W roku 1933 Polska realnie szykowała się do konfliktu militarnego z hitlerowskimi już wówczas Niemcami. Wojna prewencyjna jaką opracował Marszałek Józef Piłsudski (ten sam z którym 18 lat wcześniej w okopach pod Czartoryskiem rozmawiał hrabia Kessler) przewidywała uderzenie w dwóch głównych kierunkach: na Prusy Wschodnie i ich odcięcie od reszty Niemiec, oraz na Śląsk i również odcięcie Górnego a następnie Dolnego Śląska od reszty Niemiec, a w dalszej perspektywie uderzenie w kierunku Odry i marsz na Berlin.




Zdobycie władzy przez Hitlera w Niemczech spowodowało zarówno komplikacje, jaki otworzyło ogromną szansę usunięcia jednego z dwóch śmiertelnych wrogów Polski (a przynajmniej neutralizacji tego wroga - w jednej z XIX wiecznych książek, choć nie pamiętam już jej tytułu, przeczytałem zdanie, które wydaje mi się niezwykle adekwatne, nawet w dzisiejszych czasach, a brzmiało ono: "Niemcy, nasz odwieczny prawróg!" Tutaj pragnę dodać również że jest ono zarówno prawdziwe jak i nieprawdziwe - paradoks? Niekoniecznie. Coś, co potem nosiło nazwę Niemcy, a co było przez długi czas nazywane Frankami Wschodnimi, było pierwszym naszym wrogiem od chwili powstania państwa polskiego i upadku dawnego, pogańskiego Związku Lechickiego. Jednak stan ten nie trwał wiecznie, już bowiem w drugiej połowie XII wieku nasze stosunki przestały opierać się głównie na konflikcie militarnym, a nabrały charakteru wzajemnej współpracy. Wiek XIII to też okres bardzo intensywnej, pokojowej niemieckiej kolonizacji wielu obszarów ziem polskich - wiele miast polskich zostało wówczas ponownie lokowanych na prawie magdeburskim lub lubeckim. Miało to swoje zarówno pozytywne jak i negatywne konsekwencje, jak choćby intensyfikacja gospodarki rolnej i wprowadzenie chociażby - wynalezionej w północnej Francji trójpolówki, ale oznaczało również zmianę charakteru etnicznego miast i coraz większą ich germanizację. Niemiecka kolonizacja  wyczerpała się już na początku wieku XIV, ale odzyskiwanie polskiego charakteru wielu miast trwało nawet jeszcze w połowie wieku XVI. Wiele niemieckich rodzin w tym właśnie okresie masowo się polonizowało i najczęściej tylko wyznanie luterańskie lub też ewangelickie było ostatnią pozostałością ich niemieckiej historii {mój pradziadek spolonizował się bardzo szybko, co prawda stało się to z końcem 19 wieku, ale zawsze a potem wiernie służył Polsce najpierw w armii Hallera we Francji w czasie I Wojny Światowej i w czasie obrony Warszawy w roku 1920. W 1939, chwilę niemieckiej agresji na Polskę, zabronił w naszej rodzinie mówić po niemiecku, a niemieckim władzom powtarzał że on jest Polakiem, i odmawiał podpisania niemieckiej listy narodowościowej. Ostatecznie w drugiej połowie 1940 r. już po klęsce Francji, trafił wraz z moim 15-letnim dziadkiem do obozu pracy pod Poznaniem. Pamiętam jak jeździłem z moim tatą w trasę {bo był kierowcą ciężarówki}, to, jak nie śpiewał mi różnych piosenek {w tym tych z westernów - m.in. Rio Bravo} to opowiadał właśnie o przeżyciach jego taty a mojego dziadka w tym obozie i mówił że było wiele komicznych sytuacji które dziadek sprowokował, ale udało mu się wyjść z tego cało. Nie będę o nich opowiadał bo dużą część z nich zapomniałem, a też nie wydają mi się żeby dzisiaj były wyjątkowo śmieszne, chodź w tamtych czasach mogły być żałośnie tragiczne}).

Tak więc począwszy od połowy wieku XII aż do końcówki wieku XVIII, granica polsko-niemiecka była... najspokojniejszą granicą w Europie. Pomiędzy naszymi narodami {bo trudno tutaj mówić o państwach, skoro w Niemczech była mozaika krajów} panował niezmącony spokój przez... 600 lat. Oczywiście nie wzięło się to z niczego, było to właśnie konsekwencją faktu, że Niemcy wówczas nie istniały jako państwo, natomiast Polska była jednym z najpotężniejszych krajów w Europie. Paradoksem naszych dziejów wydaje się więc to, że możemy być przyjaźni wobec siebie tylko wówczas, gdy... jedno z nas przestanie istnieć. Tak było właśnie z Niemcami od końcówki średniowiecza do końca wieku XVIII, tak było z Polską, która przestała istnieć w roku 1795 podczas gdy Prusy powoli ale konsekwentnie rosły w siłę, w 1871 r. tworząc Cesarstwo zjednoczonej Rzeszy Niemieckiej. Teraz jesteśmy przyjaciółmi (🤭). Ale możecie mi wierzyć lub nie, uważam że w przyszłości i to wcale nie tak odległej - jeszcze za naszego życia, a myślę że w ciągu kilku kolejnych lat, dojdzie do wybuchu wojny polsko-niemieckiej. Na razie to się wydaje niemożliwe i mało prawdopodobne, ale gdyby ktoś w 1910 r. zapytał się {czy to Polaka czy Niemca} że za parę lat wszystko to, w czym oni wówczas żyli zupełnie się odwróci, że powstanie niepodległa Rzeczpospolita, a wszystkie trzy mocarstwa zaborcze {w tym właśnie Niemcy} przegrają wojnę która nadchodzi, to któż by w to uwierzył? Przecież logicznie myśląc, jeśli były dwa bloki militarne, to wiadome było że przynajmniej jedno z nich wygra a drugie przegra, ewentualnie można było również zawrzeć porozumienie na zasadzie status quo ante bellum i wrócić do stanu przedwojennego. Jeśli w jednym bloku były Niemcy i Austro-Węgry a w drugim Rosja - oczywiście nie liczę krajów zachodnich, bo one w tym momencie nie mają znaczenia - to wojna mogła się zakończyć albo zwycięstwem jednej albo drugiej strony, albo też powszechnym pokojem. Natomiast stało się coś zupełnie niespodziewanego i przez nikogo nieoczekiwanego {nawet przez największych optymistów polskiej niepodległości},a mianowicie przegrali wszyscy trzej zaborcy Polski, WSZYSCY! Austro-Węgry rozpadły się na poszczególne kraje, w Rosji wybuchła bolszewicka rozpierducha która cofnęła ten kraj o dekady, a Niemcy po prostu przegrały I Wojnę Światową. I tylko dzięki temu mogła narodzić się niepodległa Polska! Dlaczego tylko dzięki temu? Gdyż wszelkie powstania, jakie były wywoływane przeciwko zaborcom, nie miały realnie szans powodzenia, o tyle, o ile wybuchały tylko w jednym zaborze. Żeby Polska mogła się odrodzić dzięki powszechnemu zrywowi powstańczemu, to musiało ono wybuchnąć we wszystkich trzech zaborach i wygrać w co najmniej dwóch. Zwycięstwo tylko w jednym nic nie dawało, gdyż pozostałe mocarstwa zaborcze udzieliłyby państwu pokonanemu w takim powstaniu wsparcia i wspólnie zdławiłyby ten nasz zryw niepodległościowy. Aż wreszcie przyszła wojna powszechna o wyzwolenie ludów i dzięki niej Rzeczpospolita wróciła ponownie na arenę światową. Alleluja!!!




Ale w takich Niemczech wzbudziło to wielkie nastroje antypolskie, gdyż Niemcy którzy cztery lata toczyli ciężką wojnę na dwóch frontach (nie licząc tych pomniejszych odcinków, gdzie musiały wspierać Austro-Węgrów i Turków) wojnę co prawda przegrały, ale tylko na Zachodzie (i to też nie do końca, bo w świadomości Niemców powstało przekonanie że armia niemiecka nigdy nie została pokonana na froncie, tym bardziej że wróg nie wszedł nawet na niemieckie terytorium, a mimo to Niemcy musiały skapitulować. Było to związane z zupełnie innymi czynnikami, głównie z niemożnością konkurowania z potężnym przemysłem amerykańskim, a także z blokadą kontynentalną, która została Niemcom narzucona i przez którą w Niemczech realnie panował głód). Natomiast na Wschodzie to oni byli stroną zwycięską. Przecież to oni - dzięki temu że w Rosji wybuchła rewolucja - zajęli ogromne tereny ziem ukraińskich, białoruskich, litewskich i liwońskich. Ale w wyniku pokoju zawartego 11 listopada 1918 r w wagonie kolejowym w Compiègne, potężna armia Ober-Ostu musiała również wycofać się ze Wschodu. Mało tego, wybuchło Powstanie w Wielkopolsce a potem na Górnym Śląsku, ostatecznie wiele terenów które Niemcy uważali za już zgermanizowane i za należące do nich (i to należące od wieków), nagle zmieniły właściciela, przyłączyły się do odrodzonej Rzeczypospolitej Polski, która w planach niemieckich (w ramach swoistej mitteleuropy) miała być właśnie niemiecką kolonią, małym, kadłubowym pani stefkiem przypominającym księstwo Warszawskie, zarządzanym przez niemieckiego księcia (lub ewentualnie króla) i całkowicie militarnie, politycznie oraz ekonomicznie podporządkowaną Berlinowi. Teraz okazało się że ten pogardzany naród (Niemcy zawsze uważali siebie za lepszych), buduje państwo i zabiera niemieckie ziemie. Żeby on jeszcze  zdobył te ziemie w wojnie, ale nie, Polacy te ziemie ukradli podstępem, dzięki temu że mieli wsparcie głównie we Francji. Ukradli niemieckie ziemie, ci mało, brudni złodzieje (obraz Polaka jaki często się powtarza propagandzie Republiki Weimarskiej, to w najlepszym przypadku obraz brudnego polskiego cwaniaczka, lub też rzezimieszka, trzymającego nóż w zębach i próbującego ukraść niemieckie dobra; w najgorszym zaś razie Polacy byli porównywani do kundli lub też owadów. Paradoksalnie w propagandzie III Rzeszy nie było aż tak wielkiego odhumanizowania narodu polskiego, jaki był właśnie w tak zwanych "demokratycznych Niemczech").





 


To budziło ogromną frustrację, niechęć a wręcz nienawiść do Polski i Polaków, jako że to właśnie Polska była największym beneficjentem tej wojny (z tym mogę się zgodzić, my i Rumunii rzeczywiście zyskaliśmy dużo, może nie aż tyle co byśmy chcieli, ale i tak zyskaliśmy bardzo dużo na I Wojnie Światowej), natomiast największe straty terytorialne Niemcy ponieśli nie na Zachodzie, ale właśnie na Wschodzie i to głównie na granicy z Polską. Z Polską, która przed wybuchem tej wojny nie istniała, z Polską którą - w ich mentalności - oni stworzyli, wyrywając ją spod rosyjskiego jarzma (wielu Niemców do dzisiaj uważa, że to właśnie Niemcy stworzyły Polskę dekretem dwóch cesarzy Wilhelma II i Franciszka Józefa I z 5 listopada 1916 r. Oczywiście to jest nieprawda, to co oni powołali do życia to była właśnie forma kadłubowego państewka, ale jedno należy im przyznać. Dzięki wydaniu tej proklamacji, można było utworzyć polską administrację na długo, nim jeszcze realnie Polska odzyskała niepodległość, innymi słowy mieliśmy już kadry administracyjne państwa, które jeszcze nie istniało). Następnie zaś ten niewdzięczny naród - jak uważali i wciąż uważają Niemcy - ukradł niemieckie ziemie na Wschodzie. Polacy to był więc wróg którego trzeba było ukarać, Polacy - w rozumieniu Słowianie - to również podludzie, to przeszkoda, która od wieków hamowała niemiecki postęp na Wschodzie - tak Niemcy uważali i sądzę że przynajmniej niektórzy Niemcy tak uważają do dziś. Dlatego gdy zaczęła się II Wojna Światowa a potem przyszła niemiecka okupacja, Niemcy byli wyjątkowo okrutni, mordowali Polaków na potęgę, gdyż wcześniej byli uczeni nienawiści do Polaków przez całe lata 20-te i 30-te. Ilu niemieckich katów po wojnie piastowało stanowiska burmistrzów miast czy też dożywało swoich lat na emeryturze w Niemczech Zachodnich, nigdy nie zostali rozliczeni za swoje zbrodnie popełnione w Polsce i o to między innymi są żądania reparacji z naszej strony. Niemcy (do spółki z Ruskimi, ale jednak to Niemcy byli głównym spirytus movens i to oni byli najbardziej wrodzy polskiej niepodległości i Polakom jako takim) zniszczyli nam kraj totalnie, zrównali naszą stolicę z ziemią w ponad 90 procentach, wymordowali naszą elitę, mordowali zresztą wszystkich których uznali za zagrożenie, kradli a następnie germanizowali polskie dzieci kradli dzieła sztuki (gdyby ustawić pociąg pełen wagonów wypełnionych skradzionymi z Polski dziełami sztuki, to zaczynałby on się w Warszawie a kończył w Berlinie. Nie na darmo już podczas okupacji opowiadano sobie dowcip: "Jedź na roboty do Niemiec, twoje meble już tam są"). Można było jednak tego wszystkiego uniknąć, uniknąć tych wszystkich zbrodni wojennych popełnianych zarówno przez Niemców (jak i przez Sowietów), gdyby w 1933 Marszałek Józef Piłsudski zrealizował swój plan wojny prewencyjnej z Niemcami.


"W IMIENIU POLSKI PODZIEMNEJ ZOSTAŁEŚ SKAZANY NA ŚMIERĆ, ZA ZDRADĘ OJCZYZNY!"

TAK POLSKA BĘDĄCA POD OKUPACJĄ STWORZYŁA PAŃSTWO PODZIEMNE, KTÓRE MIAŁO WŁASNE SZKOŁY, ADMINISTRACJĘ, SĄDOWNICTWO I WYKONYWAŁO WYROKI ŚMIERCI ZARÓWNO NA ZDRAJCACH, JAK I NA NIEMIECKICH OFICERACH, KTÓRZY BYLI WYJĄTKOWYMI KANALIAMI





CDN.

19 kwietnia 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXV

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XXII



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XXII






PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE:
SŁOWIANIE
(CYWILIZACJA FILISTYŃSKA)
(ok. 1200 r. p.n.e. - 925 r. p.n.e.)
Cz. X



FILISTEA
CZASY EKSPANSJI
(ok. 1100 - 925 r. p.n.e.)
Cz. IX






SALOMON 
(ok. 965 r. p.n.e. - ok. 930 r. p.n.e.)



"BĄDŹ MĘŻCZYZNĄ!"

Słowa ponoć wypowiedziane przez Dawida leżącego na łożu śmierci do jego syna Salomona
(3. Ks. Król. 2,2)



 Król Dawid miał kilka żon, z których najsławniejszymi były bez wątpienia dwie z nich: Abigail (wcześniej żona Nabala - właściciela stad bydła z rejonu Faran, której po śmierci męża Dawid zaproponował małżeństwo, a ta odrzekła: "Otom służebnica twoja" 1. Ks .Król 25, co potem oznaczało że w literaturze angielskiej XVIII i XIX wieku imię Abigail było często zamiennikiem słowa... pokojówka), oraz Batszeba (Jebuzytka, żona Uriasza Hetyty, którą Dawid ujrzał w kąpieli i zapragnął jej, jej męża zaś wysłał na pewną śmierć pod ammonicką twierdzę Rabba). To właśnie Batszeba była matką następcy Dawida - króla Salomona (na starość zaś sprowadzono Dawidowi młodą dziewczynę która jednak nie była jego żoną, ale miała za zadanie rozgrzewać go w łożu, a nosiła imię Abisag). Miał też stary król kilku synów, jak m.in.: umiłowanego Absaloma (który zginął w czasie buntu przeciwko ojcu - według tradycji stało się to w chwili gdy uciekał po przegranej bitwie, a jego długie włosy zaplątały się w gałęzie drzewa w lesie Efraima. Dawid długo potem rozpaczał nad jego śmiercią. W 1642 r. Rembrandt namalował nawet obraz nawiązujący do tych wydarzeń, a zatytułowany "Pojednanie Dawida z Absalomem"). Kolejnym synem był Amnon (którego Absalom zabił za gwałt na Tamar), innym Adoniasz, a jeszcze innym Salomon który to właśnie objął tron po śmierci ojca (Dawid miał też córkę - Tamar, zgwałconą przez Amnona).


"ŚWIĘTE ŚWIĘTYCH
W ŚWIĄTYNI IPET SUT W KARNAKU (KRÓLEWSKIE TEBY)



Nowy król za punkt honoru postawił sobie wzniesienie w Jerozolimie świątyni ku czci Jahwe i wkrótce po objęciu władzy (ok. 965 r p.n.e.) przystąpił do tego zadania (wcześniej jednak pozbył się i prawdopodobnie kazał zabić swego brata Adoniasza, tak, aby jego władza nie była już przez nikogo zagrożona). Utrzymując dobre stosunki (zawarte jeszcze w czasach panowania jego ojca) z władcami fenickiego Tyru (którym w tym czasie władał Hiram Wielki), sprowadził stamtąd budowniczych oraz fenickie drzewo (libański cedr) i przystąpił do budowy, która trwała łącznie (według przekazów) siedem i pół roku, czyli zakończyła się około 960 r. p.n.e. (958/957 r. p.n.e.?). Ta pierwsza Świątynia Jerozolimska składała się z przedsionka, miejsca świętego (zwanego hechal) i najświętszego z miejsc nazywanego "Świętym Świętych" (co też sugeruje jak dużo w religii mojżeszowej pozostało elementów z czasów niewoli egipskiej, bowiem "Święte Świętych" było tym miejscem, w którym kapłani starożytnego Egiptu trzymali posąg Amona-Re i codziennie najwyższy kapłan przynosił mu posiłek, obmywał i ubierał w odpowiednie szaty, a w późniejszych czasach - gdy miejsce najwyższego kapłana zajęła Boska Małżonka Amona-Re, dokonywała ona m.in. codziennej masturbacji boga). W tym najświętszym miejscu spoczywała właśnie Arka Przymierza. Przed Świątynią (od wejścia z południowej strony) stały dwie kolumny z brązu, którym Salomon nadał nazwy: Jachin (trwałość) i Booz (siła). Na dziedzińcu zaś przed Świątynią stanął ołtarz całopalenia. Tak właśnie miała wyglądać Pierwsza Świątynia Jerozolimska wzniesiona przez króla Salomona, a zburzona dopiero w roku 586 p.n.e. przez władcę Babilonu - Nabuchodonozora II.




Salomon utrzymywał przyjazne stosunki z wszystkimi swoimi sąsiadami, szczególnie zaś z Filistynami, którzy w przekazie biblijnym opisującym czasy Salomona... wymienieni są tylko raz: "A Salomon panował nad wszystkimi królestwami od rzeki Eufrat aż pod ziemią filistyńską i aż po granicę egipską, składały one daniny i były podległe Salomonowi przez całe jego życie" (1. Król. 4,21). Oczywiście jest to nadinterpretacja spisana w latach, w których czasy Dawida i Salomona postrzegano jako okres najwspanialszych dziejów Izraela, niepodzielnego władania religii mojżeszowej, ogólnego dobrobytu i sławy wojennej. Było to potrzebne Izraelitom szczególnie wtedy, gdy lud ten popadł w niewolę (od Babilończyków, Persów czy potem od Macedończyków i Greków). Takie opowieści - pisane ku pokrzepieniu serc w czasach niewoli - pozwalały utrzymać jedność narodową pod sztandarami Jahwe. W rzeczywistości bowiem władza Salomona nie tylko nie obejmowała ziem Filistei i Szefeli (które to przecież krainy same były metropolią, a królestwo Izraela wciąż tylko prowincją i świadczy o tym zarówno potęga gospodarcza Finistynów jak i ich niesamowity wpływ kulturowy na religię mojżeszową i kulturę żydowską), ale też oczywiście nie kontrolował on ziem rzeki Eufrat, a nawet jego dominacja nad Edomem i Moabem była dyskusyjna (w tym czasie Edomitami władał wojowniczy król Hadad, którego podległość Salomonowi nigdzie nie jest potwierdzona). Mało tego, wydaje się nawet że Salomon utracił zwierzchność nad Galileą (mowa jest o dwudziestu miastach galilejskich), którą ponoć miał zapłacić Hiramowi z Tyru za jego wsparcie, przyjaźń i pomoc w budowie Świątyni Jerozolimskiej.




Bez wątpienia jednak państwo Salomona - nie musząc toczyć wojen ani obronnych ani zdobywczych - bogaciło się na handlu. Dzięki wsparciu Hirama Salomon po raz pierwszy w dziejach zbudował izraelską flotę handlową w Ecjon-Gewer (prawdopodobnie chodzi o wysepkę Dżeziret Farau'n) w pobliżu północnego krańca zatoki Akaba. Statki stamtąd docierały do dalekich krain, do arabskiego królestwa Saby, czy do Ofiru (prawdopodobnie chodzi o Indie). Utrzymując niezwykle przyjazne stosunki z Filistynami, szczególnie zaś z serenami Gat (których to wsparcie uczyniło ojca Salomona królem), Izrael zapewne zalany był produktami codziennego użytku, wytworzonymi w Kraju Nadmorskim (nie ma bowiem żadnych dowodów na to, że w Izraelu w tym czasie rozwinęło się jakieś większe rzemiosło, raczej było to kopiowanie już istniejących rozwiązań filistyńskich), dzięki czemu Salomon miał czym handlować z ludami leżącymi za Morzem Czerwonym i Oceanem Indyjskim. Przywożono zaś stamtąd do kraju złoto, srebro, drogie kamienie, kość słoniową, różne gatunki drewna i oczywiście dzikie zwierzęta (np. pawie lub małpy). To wszystko spowodowało że zamożność królestwa Izraela znacznie wzrosła, a skarb Salomona był wypełniony po brzegi do tego stopnia, że król osobiście kazał sprowadzać sobie rydwany wykonane na specjalne zamówienie w Egipcie. Wzrost zamożności Izraelitów doprowadził też jednak do upadku moralności i pomimo wzniesienia Świątyni Jerozolimskiej, w kraju dalej tolerowano i praktykowano obce kulty religijne.




Co ciekawe, źródłem zgorszenia stał się sam dwór królewski w Jerozolimie, szczególnie zaś królewski harem, który stworzył sobie Salomon, a przy którym wielożeństwo jego ojca wypadało doprawdy blado. Ponoć król miał aż 700 żon i 300 nałożnic (liczba zapewne nieco przesadzona, aczkolwiek pokazująca  kierunek w którym Salomon podążał), a wśród nich były Egipcjanki, Moabitki, Ammonitki, Sydonitki, Idumejki i wiele innych. Wszystkie one przybywszy do kraju Salomona, przywiozły ze sobą również własne kulty religijne, których nikt im nie zabraniał praktykować. Flota Salomona, która pływała do różnych krain, rozsławiała tam jego imię i wyrabiała o nim legendę, jako o wielkim i potężnym władcy. Nic zatem dziwnego, że również zainteresowała się jego osobą władczyni ekspansjonistycznego królestwa Arabów saberyjskich - przez których ziemie przebiegały szlaki handlowe wiodące do Izraela, a którymi transportowano przede wszystkim kadzidło i korzenie. Królowa ta (którą ogólnie zwie się królową Saby a jej imię pozostaje nieznane, chociaż w niektórych źródłach pojawia się jako Bilkis albo Balkis), wyruszyła więc do kraju Salomona aby go ujrzeć, a gdy przybyła już do jego stolicy i ujrzała bogactwo jakim dysponuje oraz jego przysłowiową mądrość, była nim tak zafascynowana (która kobieta oprze się facetowi z kasą klasą 🤭), że ponoć ofiarowała wszystko co miała najcenniejszego, a ponieważ najbardziej cenna dla Salomona była ona sama, więc... skończyli razem w łożu (w późniejszej tradycji etiopskiej jest to ważny moment, ponieważ to właśnie z tego związku miał się narodzić syn o imieniu Makeda, zwany też Melechem, który był założycielem etiopskiej dynastii Salomonidów - która jednak powstała dopiero w średniowieczu (XIII wiek), więc (od X wieku p.n.e.) był to nieco odległy przestrzał czasowy - tylko jakieś bagatela 2 200 lat, ale przecież legendy służą określonym celom politycznym, a poza tym... są takie piękne 😏).




Nie wiadomo czy rzeczywiście władczyni królestwa Arabów sabelskich przybyła do Izraela w czasach rządów Salomona, można jednak domniemywać że w każdej pięknej opowieści (stworzonej ku pokrzepieniu serc, czyli w większości zmyślonej) jest zapewne ziarno prawdy. Ja uważam że taka wizyta mogła mieć miejsce, tym bardziej że w Betel (w kraju Efraima) na północ od Jerozolimy, znaleziono tabliczkę glinianą z umową handlową zawartą właśnie z Arabami sabelskimi i datowaną na... IX wiek p.n.e. (czyli owa tablica była zaledwie o 100 lat młodsza od wydarzenia które opisuję). Dobre stosunki utrzymywał też Salomon z Egiptem, czego efektem miało być jego małżeństwo z córką faraona, który miał zdobyć filistyńskie Gezer i ofiarować to miasto razem z Dolnym Bet-Choron swej córce jako wiano. I tutaj znów mamy pomieszanie z poplątaniem, bowiem upadek Gezer co prawda nastąpił, ale nie w czasie rządów Salomona tylko jakieś trzydzieści kilka lat później, w czasie inwazji faraona Szeszonka I (925 r. p.n.e.) o którym będę jeszcze opowiadał. Tak więc opowieść o zdobyciu Gezer w tym czasie jest zupełnie nieprawdopodobna i co najmniej błędna. Jednak można założyć że jakieś związki tego filistyńskiego miasta z Izraelem były (ponoć Salomon utrzymywał w tym mieście korpus bojowych rydwanów, który sam stworzył i wyekwipował). W każdym razie na inwazję egipską w tym okresie nie ma żadnych śladów.




Znana jest też mądrość Salomona, o której wspomina Biblia (3. Ks. Król. 3, 16-28). Otóż pewnego razu przed obliczem Salomona - jako najwyższego sędziego, zjawiły się dwie kobiety mieszkające razem, które niemal jednocześnie urodziły dwóch synków. Jedno dziecko nagle w nocy zmarło i każda z kobiet twierdziła teraz że to, które przeżyło, jest jej dzieckiem. Salomon polecił więc rozciąć dziecko na pół i każdej z kobiet dać po połowie. Jedna z kobiet zgodziła się na to, druga zaś stwierdziła że woli już oddać go tej drugiej niż pozwolić na śmierć syna i to przekonało Salomona że to właśnie ona jest prawdziwą matką dziecka i to jej oddał noworodka. Mądrość Salomona przeszła do legendy i stała się sławna, pisano o niej, malowano obrazy (np. Holbein, Cranach Starszy, Perugino czy Rafael), deklamowano i śpiewano. Mądrość ta miała być darem od Boga, gdy młody Salomon po wstąpieniu na tron prosił Boga by dał mu mądrość, aby mógł właściwie przewodzić swoim ludem. Nie wiadomo jednak na ile Salomon rzeczywiście odznaczał się taką mądrością, a ile jest to tylko wykwit literacki, polityczny a nawet religijny tamtych czasów, bowiem utożsamianie władców z mądrością i siłą było naturalne, a ponieważ tradycja hebrajska czerpała całymi garściami z kultury egipskiej (i innych, w tym filistyńskiej). Można tu chociażby przytoczyć "Nauki Amenemope" (czyli porad ojca dla syna), traktatu egipskiego z około 1250 r. p.n.e.; lub też traktat etyczny wezyra Ptahotepa z około 2400 r. p.n.e. gdyby poszukać głębiej zapewne można by dotrzeć do innych źródeł "egipskiej twórczości moralizującej i mądrościowej" jeśli tak można ją nazwać. A przecież takie teksty powstawały również w Sumerze, w Babiloni a także w krajach leżących bliżej Izraela jak na przykład Edom (była tam tak zwana kasta proroków, których wpływ zapewne również w jakiś sposób oddziaływał na królestwo Salomona).


CDN.

18 kwietnia 2026

HENRYK VIII I JEGO ŻONY - Cz. X

 OD KATARZYNY ARAGOŃSKIEJ 
DO KATARZYNY PARR





KATARZYNA ARAGOŃSKA
(Czyli hiszpańskie noce) 
Cz. VIII






DZIECIŃSTWO KRÓLOWEJ KATARZYNY
Cz. VII


 Obalony emir Grenady al-Hasan, miał co prawda w samej stolicy swoich licznych zwolenników, ale obecnie większość stanowili zwolennicy jego syna Boabdila, który ogłosił się nowym emirem Grenady w chwili, gdy jego ojciec zwyciężał w bitwie z Kastylijczykami pod Loją (lipiec 1482 r.). Al-Hasan zyskał co prawda bazę operacyjną w Maladze, z swego brata Muhammada Al-Zagala i tam przygotowywał się do zbrojnego odzyskania władzy w Grenadzie, ale nim do tego doszło, młody Boabdil (który panował jako emir Muhammad XI) postanowił zaatakować Kastylię i opanować twierdzę Lucenę. Wyprawa ta jednak zakończyła się sromotną klęską Maurów, a w bitwie pod Luceną poległo wielu muzułmańskich możnych, najbliższych współpracowników i zwolenników nowego emira Mohammada XI (w tym teść Boabdila, który wcześniej dowodził obroną Loji). Zwycięstwo w tej bitwie odniósł hrabia Cabra, Diego Fernandez de Cordoba, a miała ona miejsce w kwietniu 1483 r. zaledwie miesiąc po katastrofalnej klęsce Hiszpanów pod Malagą (a dokładnie w wąwozie Axarquii - o czym pisałem w poprzedniej części). Zwycięstwo odniesione pod Luceną było tym większe, że udało się schwytać samego emira Muhammada XI/Boabdila (w trakcie ucieczki przez rzekę, jego koń potknął się a on wpadł do wody, przerażony tym że może stracić życie, wolał poddać się Hiszpanom). W tym czasie dwór królewski władców Hiszpanii przeniósł się do Andaluzji, do Kordoby, gdzie też odesłano jako jeńca młodego (zaledwie 23-letniego) Boabdila. Początkowo nie wiedziano co też z nim dokładnie uczynić, czy odesłać go do Grenady - potęgując tym samym wojnę domową w Emiracie, czy też zachować go jako jeńca. W każdym razie gdy w kordobańskim alkazarze przed parą królewską Izabelą i Ferdynandem stanął emir Muhammad XI Boabdil, Ferdynand nie tylko że nie kazał mu uklęknąć i ucałować swój pierścień, ale wręcz podszedł do niego i serdecznie go uściskał, a następnie zabrał na wspólną przechadzkę i posiłek. Młody emir był tam traktowany nie jako jeniec, a jako gość, miał wszystko czego zapragnął i niczego mu nie brakowało (może prócz wolności). Natomiast gdy o klęsce pod Luceną dowiedziała się matka Boabdila (i pierwsza małżonka al-Hasana) Aisza, napisała list do królowej Izabeli, ofiarowując jej spory okup w zamian za uwolnienie swego jednego męskiego potomka. Ostatecznie królowa Izabela podjęła decyzję co do losów owego jeńca i postanowiła go wypuścić (pokaźny okup który wpłynął od Aiszy, zapewne też zrobił swoje), ale w zamian za uiszczanie corocznego trybutu w wysokości 12 000 złotych doblas rocznie, zwolnić wszystkich chrześcijańskich jeńców w Emiracie, oraz pozwolić wojską kastylijskim na swobodne przemieszczanie się po Grenadzie. W zamian Kastylia (i Aragonia) miała wesprzeć Boabdila w odzyskaniu przez niego władzy w Emiracie. Ferdynand zgodził się z decyzją swej małżonki. 


ZORAJA / ISABEL de SOLIS



A tymczasem do Grenady wkroczył na czele swych oddziałów emir al-Hasan. Wraz z nim przybyła Zoraja (wcześniej zwała się Isabel de Solis i była branką z miasteczka Martos). Aisza w międzyczasie uciekła do miasta Guadix, gdzie też oczekiwała na przybycie swego syna z hiszpańskiej niewoli. Tymczasem w Grenadzie władzę nad sułtańskim haremem przyjęła Zoraja (urodziła emirowi dwóch synów), która teraz namawiała al-Hasana do wyprawy na Guadix i pochwycenia Aiszy jako matki buntownika, oraz przewiezienia jej w kajdanach do Grenady. W tym czasie do Guadix, do matki przybył uwolniony z Kordoby Boabdil, a emir - dowiedziawszy się o tym - nie tylko że ich nie pochwycił, ale wręcz pozwolił obu wrócić do stolicy. Aisza była bowiem jego pierwszą wielką miłością i zapewne nadal ją kochał, nie chciał też jej karać "za błędy przeszłości". Synowi al-Hasan również chciał wybaczyć, ale... nie ufał mu i podejrzewał że Boabdil mógł w Kordobie przystać na coś, co nie godziło się synowi emira, innymi słowy podejrzewał go o zdradę. To ponownie rozpaliło niechęć między ojcem a synem, choć do otwartej wojny nie doszło. W tym czasie okazało się że Zoraja po raz trzeci jest w ciąży, co bardzo ucieszyło emira i jednocześnie spotęgowało jeszcze większą nienawiść ku niej zarówno Aiszy jak i Boabdila. W październiku 1483 r. urodziła ona zdrową córeczkę, co spowodowało że al-Hasan nakazał władzom religijnym miasta wydać opinię prawną, podważającą prawa do następstwa tronu dla Boabdila i jednocześnie zakazującą jakichkolwiek sojuszy z chrześcijańskimi władcami - a ten krok oznaczał już jawne zerwanie ojca z synem i ponowny wybuch wojny domowej w Emiracie. Emir miał bowiem dwóch synów zrodzonych ze swej drugiej oficjalnej małżonki Zoraji, ale przekorny los chciał że żaden z tych chłopców nigdy nie zasiądzie na tronie Emiratu Grenady, natomiast wszyscy oni (jeszcze jako dzieci) porzucą islam i ponownie wrócą do chrześcijaństwa.




Wojna jednak trwała dalej, a zwycięstwo jednej czy drugiej strony wciąż było niepewne. Latem 1483 r dwór królewski przeniósł się z Kordoby do Sewilli. Tam Ferdynand zajął się szkoleniem i mobilizacją nowych żołnierzy, natomiast Izabela dalej poszukiwała środków na ich utrzymanie. Królewskie córki Izabella i Joanna zostały przez matkę zaprzęgnięte do szycia namiotów dla rannych żołnierzy (Izabela nie rozpieszczała bowiem swoich córek, co często robił Ferdynand i o co ona miała do niego pretensje). Poza tym królowa nakazała również odlewać wielkie dzwony i wozić je za wojskiem (słyszała bowiem że muzułmanie bardzo boją się dźwięku kościelnych dzwonów i uważają to za zły omen, dlatego też nakazała nie tylko odlewać duże dzwony, ale również umieszczać małe dzwonki przy odzieży samych żołnierzy). Dzień królowej Izabeli zawsze zaczynał się od porannej modlitwy (modliła się cztery razy dziennie w sewilskiej katedrze) za zwycięstwo w wojnie z Maurami, potem uczestniczyła (wraz z małżonkiem) w naradach wojennych, które trwały do późnej nocy, a w międzyczasie brała udział w organizowaniu zajęć swoim córkom i siebie samej (ona również szyła owe namioty, ale czyniła to rzadko, gdyż jej harmonogram był bardzo napięty). Na wojnę oczywiście potrzeba było pieniędzy i trzeba je było wydzierać skąd tylko było to możliwe. Królowa nie oszczędzała ani siebie samej, ani swoich dzieci (głównie córek, nic bowiem nie wiadomo aby książę Jan również uczestniczył w tych zajęciach). Rok 1484 zaczął się spokojnie, ale już na wiosnę pojawiły się kolejne problemy z ludnością żydowską, która oficjalnie przyjąć miała chrześcijaństwo, a realnie (według raportów Świętego Oficjum) dalej kontynuowała starą wiarę. Ojciec Torquemada (stojący na czele Świętego Oficjum) pisał do królowej długie elaboraty (od których zapewne ją samą często musiała boleć głowa, tym bardziej że jej dzień był niezwykle intensywny i bardzo pracowity) na temat ukarania Żydów, którzy złamali dane słowo i nadal potajemnie wyznają judaizm. Zapytywał się królowej czy ona również uważa że owi krzywoprzysiężcy, wyrzekając się Chrystusa (twierdził że są przypadki iż Żydzi potajemnie plują na hostię) mogą w ogóle zostać zbawieni. On uważał że to jest niemożliwe i że już zarówno oni sami jak i ich potomstwo zostało w oczach Boga potępione. Domagał się od królowej zdecydowanych działań w tej kwestii, tym bardziej teraz - w czasie ciężkiej wojny z Maurami. Ostatecznie Izabella poparła inkwizycję w oficjalnym zakazie sprawowania urzędów publicznych przez potomków ludzi skazanych za wyznawanie judaizmu i  islamu (1484 r.).




Konsekwentna praca i nie oszczędzanie siebie samych przez królewską parę, zaowocowało kolejnymi zdobyczami. Bowiem w roku 1484 udało się zdobyć takie twierdze jak Alora (czerwiec), Setenil i Alozaina, a potęgujący się konflikt emira z jego synem jeszcze to ułatwiał. Ferdynand chciał zdobyć Malagę, nim ruszy przeciwko samej Grenadzie (twierdził też otwarcie że "wyrwie emirowi wszystkie twierdze, niczym pestki granatu"). Drugim celem królewskiej pary było pochwycenie lub zabicie samego al-Zagala, głównego sprawcy okrutnej klęski jaką ponieśli Kastylijczycy w wąwozie Axarquii w marcu 1483. Ale to akurat nie było takie proste. W styczniu roku 1485 Az-Zagal zdobył Almerię - miasto twierdzę zwolenników Boabdila. Zgodnie z wyrokiem samego emira, jego obrońców jaki i mieszkańców skazał na okrutne męki, co tylko unaoczniało niezwykle agresywną formę konfliktu toczonego pomiędzy ojcem a synem. Co ciekawe, sam emir zaczął tracić wzrok i coraz częściej chorował, co powodowało że był niezdolny do realnego zajmowania się sprawami państwa. Zoraja nie odstępowała swego małżonka na krok, starając się mu ulżyć w jego chorobie. A tymczasem Hiszpanie rzeczywiście zaczęli wydłubywać poszczególne twierdze Emiratu, niczym pestki granatu. Do maja 1485 r padły Cartama i Coin, 22 maju zdobyta zaś została duża twierdza Ronda (obrońcy chcieli walczyć dalej, ale gdy zabrakło już jedzenia i wody dla kobiet i dzieci w mieście - nie chcąc skazywać ich na śmierć głodową - postanowili się poddać. W zamian za to, Ferdynand zgodził się aby władzę w mieście nadal sprawowali muzułmanie, ale mieli oni odtąd płacić podatki Królestwu Kastylii, oraz występować zbrojnie na każde zawołanie króla i królowej - czyli warunki były bardzo łagodne. Dodatkowo uwolniono jeszcze ok. czterystu zakutych w kajdany chrześcijańskich niewolników). Było to bardzo poważne uszczuplenie terytorium dynastii Nasrydów, a sam emir w tym właśnie czasie praktycznie całkowicie już oślepł. W czerwcu 1485 r. al-Zagal wymusił na swym bracie abdykację i opuszczenie stolicy. Al-Hasan nie miał wyjścia, został sam, wszyscy jego stronnicy przeszli na stronę al-Zagala, musiał więc ustąpić i wyjechać do miejscowości Almunecar. W podróży oczywiście towarzyszyła mu jego wierna małżonka Zoraja wraz z trójką ich synów. Nowym emirem Grenady został teraz al-Zagal, który wstąpił na tron jako Muhammad XII.


al-ZAGAL / MUHAMMAD XII



W tym czasie Hiszpanie pod wodzą króla Ferdynanda zdobyli Marbellę (miasto to samo się poddało, wcześniej bowiem władze miejskie wysłały posłów do króla, aby ten dał im wybór, czy zdecydują się poddać, czy też opuścić swoje miasto na statkach ofiarowanych im przez Ferdynanda. Ostatecznie wybrali poddanie się i pójście pod władzę katolickich monarchów, niż niepewną tułaczkę po innych miastach Emiratu). Emirat zaczął sypać się niczym domek z kart, a potęgowała to jeszcze wzajemna nienawiść i wojna domowa Boabdila z jego wujem al-Zagalem/Mohammadem XII. Tymczasem w Almunecar na swym wygnaniu we wrześniu roku 1485 zmarł obalony emir Ali al-Hasan. Wówczas też stało się coś niezwykłego, a mianowicie Zoraja, która jako branka trafiła do haremu emira, a następnie stała się jego małżonką i konkurentką pierwszej żony Aiszy, teraz, nie mając już oparcia w nikim i obawiając się że jej synowie mogą zostać zamordowani (czy to z rozkazu Boabdila i jego matki, czy też al-Zagala, który zapewne również nie chciał żadnych konkurentów do władzy nad Emiratem) postanowiła... powrócić do chrześcijaństwa i przyjąć swoje stare imię - Isabel de Solis, przenosząc się jednocześnie do Kastylii. Królowa Izabela zaprosiła ją nawet na swój dwór i przygarnęła jako dwójkę, a Isabel zmieniła imiona swoim synom, najstarszego nazywając na cześć króla - Fernando, a młodszego na cześć następcy tronu - Juan. Zgodnie z decyzją królowej dostała też nowe nazwisko dla swych synów - de Granada.




W tym czasie królowa Izabela była ponownie w widocznej ciąży i spodziewano się rozwiązania lada dzień. Po zwycięstwach na froncie, para królewska postanowiła udać się na północ, aby święta Bożego Narodzenia spędzić w Alcala de Henares pod Madrytem. Tam właśnie, dnia 16 grudnia 1485 roku przyszła na świat bohaterka tej części naszej serii, czyli księżniczka Katarzyna Aragońska - małżonka późniejszego króla Anglii Henryka VIII. Poród był jednak ponownie bardzo ciężki, choć nie trwał tak długo jak przy narodzinach poprzedniej córki. Katarzyna urodziła się jednak jako bardzo wątłe niemowlę i obawiano się że nie przeżyje kolejnych dni. Ale obawy te okazały się płonne, dziewczynka bowiem w ciągu kolejnych dni zamiast słabnąć zyskiwała na sile. Była piątym żyjącym dzieckiem pary królewskiej Izabeli i Ferdynanda, oraz czwartą żyjącą córką. Była też ostatnim dzieckiem urodzonym przez Izabelę. Monarchowie ci nie doczekali się już więcej synów, a książę Jan opuści ten świat w wieku zaledwie 19 lat w roku 1497, jeszcze za życia swych rodziców. W tym czasie w rękach Ferdynanda i Izabeli były już 94 twierdze Grenady (chociaż zarówno sama Grenada jak i Malaga wciąż pozostawały we władzy emira). Państwo to chyliło się ku upadkowi, jak pisał swym wierszu "Alpuhara" z 1828 r Adam Mickiewicz ("Już w gruzach leżą Maurów posady, naród ich dźwiga żelaza, bronią się jeszcze twierdze Grenady, ale w Grenadzie zaraza. Broni się jeszcze z wież Alpuhary Almanzor z garstką rycerzy, Hiszpan pod miastem zatknął sztandary, jutro do szturmu uderzy..." - pamiętam jak w szkole uczyłem się tego na pamięć).


HENRYK VIII i KATARZYNA ARAGOŃSKA



CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...