WYŚWIETLENIA

19 lutego 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. XXXVI

CESARSTWO - MU
(LAMAR)
Cz. II



Kontynent LAMAR po zniszczeniu przez Gady kontynentu HYPERBORNEI ok. 1 320 000 lat temu.

Widać kształtowanie się dzisiejszych kontynentów, a także tworzenie kontynentu LAMAR (MU), oraz ATLANTYDY. Wówczas jeszcze Atlantyda była jedną wielką wyspą, zaś MU, składało się z kilku większych części. Ten stan trwał do katastrofy z ok. 800 000 lat temu, potem kontynenty tworzące Lamar zbiły się w jedną wyspę, zaś Atlantyda podzieliła się na dwie części RUTĘ i DAJĘ (ok. 200 000 lat temu). Po wielkiej katastrofie, związanej z pojawieniem się w naszym Układzie Słonecznym planety Nibiru (ok. 80 000 lat temu), część kontynentu MU pogrąża się w wodach oceanu, natomiast Daja rozpada się na dwie mniejsze wyspy - ARYAN i OG. Po kolejnej katastrofie z ok. 50 000 lat temu, większa część Ruti tonie, a to co pozostaje, otrzyma nazwę Poseidii - i będzie jedynym kontynentem tworzącym ową "mityczną" wyspę Atlantydę, opisywaną przez Platona, która to pogrąży się w odmętach Atlantyku ok. 12 500 r. p.n.e. Cesarstwo MU zaś zostanie zniszczone przez Atlantów (a sama wyspa zatopiona) ok. 25 000 lat temu.





MU
WIELKA KOLONIZACJA ZIEMI



Katastrofa, która miała miejsce ok. 80 000 lat temu i która zatopiła część kontynentu Lamar, spowodowała jednocześnie odrodzenie potęgi Cesarstwa MU. Okres tych 30 000 lat, jaki upłynął od roku 80 000 p.n.e. do 50 000 p.n.e. (czyli wyzwolenia się aremoniańskich kolonii MU spod dominacji Cesarstwa), to czas największego rozkwitu i tzw.: "Złotego Wieku" Imperium MU. W ciągu tych 30 000 lat rozpoczęto zakrojoną na wielką skalę akcję kolonizacyjną pobliskich (i tych bardziej odległych) kontynentów. Teraz chciałbym opowiedzieć właśnie o kierunkach owej kolonizacji. Mam też nadzieję, że niczego nie pomylę, oraz że nadal będę się trzymał chronologii wydarzeń (co wcale nie jest takie łatwe, zważywszy na zagmatwanie tekstów pochodzących z channelingów). Tak więc można liczyć okres "kolonialny" Cesarstwa MU od ok. 80 000 lat temu, ale nie jest to data zbyt dokładna. Tak naprawdę to pierwsza wielka kolonizacja Aremonian z MU zaczęła się po 74 000 r. p.n.e., czyli po przybyciu ze zniszczonej przez jej mieszkańców planety Malona - pierwszej białej rasy. Tworzące społeczeństwo Lemurian dwie dotychczasowe rasy - Czerwona i Czarna, nie dążyły zbytnio do kolonizacji nowych terenów, dopiero pojawienie się przedstawicieli agresywnej Białej rasy z Malony, zmieniło tę sytuację, choć oczywiście nie stało się to od razu. Początkowo Biali przybysze byli bardzo ulegli i przestraszeni, trzeba było dość długiego czasu, nim te rasy się ze sobą przemieszały, a Biali nabrali większej pewności siebie. Gdy to się stało, społeczeństwo cywilizacji MU rozpoczęło ogromną akcję kolonizacyjną, zasiedlając większość dzisiejszych ziemskich kontynentów.

Mimo iż ogromną, dominującą większość w społeczeństwie MU odgrywała rasa Czerwona, to jednak po roku 74 000 p.n.e., a już szczególnie po 70 000 r. p.n.e. - to rasa Biała zdobyła decydujący wpływ na politykę Cesarstwa. Oczywiście do tego czasu wszystkie trzy rasy zdążyły się już ze sobą wymieszać. Dzięki temu kolejne pokolenia Aremonian z MU stawały się coraz inteligentniejsze, bardziej przedsiębiorcze, oraz bardziej... agresywne i wojownicze. Biała rasa (pochodząca bezpośrednio z Liry) ma to do siebie, że prócz tego iż jest najbardziej inteligentna, to jednocześnie jest też i najbardziej agresywna i dążąca do konfrontacji - ze wszystkich ludzkich ras we Wszechświecie. Biała rasa ludzka, stanowi wielkie zagrożenie dla innych, spokojniejszych ras (i to nie tylko ludzkich). Równać się z nimi mogą tak naprawdę - jedynie Gady (głównie Reptoidy). To Biali pokonali w Trzeciej Wojnie Galaktycznej Reptilian, to Oni stworzyli na Ziemi pierwszą adamiczną rasę prymitywnych robotników - LU-LU i to Oni potem stworzyli ADAMA i LILITH - pierwszą parę ludzką, od której wywodzimy nasz genotyp. To także Oni stworzyli bardzo agresywne społeczeństwo Atlantydy, które następnie pokonało w wojnie i doprowadziło do zatopienia swą dawną Ojczyznę/Matkę - MU. Lecz na razie nie wyprzedzajmy faktów i trzymajmy się chronologii wydarzeń. Co ciekawe, Biali mają też większą skłonność do uwypuklania i preferowania w społeczeństwie głównie cech męskich (takich jak siła, sprawność i inteligencja zrodzona z nauki), zaś eliminowania lub oddalania na dalsze pozycje - cech żeńskich (takich jak łagodność, uczuciowość, dążenie do kompromisu, oraz mądrość wyrosłą z doświadczenia).

Wśród ras Czarnych, Żółtych a szczególnie Czerwonych - te proporcje są o wiele bardziej wyrównane, na korzyść płci i cech żeńskich. Jedynym znanym mi z channelingów wyjątkiem od tej reguły są wśród rasy Białej bodajże tylko - TJehooba, gdzie kobiety pełnią te same co mężczyźni obowiązki i nie ma tam wyraźnego podziału na męskie i żeńskie zajęcia (może prócz strojów, tym bardziej że tamtejsze społeczeństwa często są androgeniczne). Jest to w ogóle wyjątkowo nieagresywna ludzka rasa (która nie wzięła też udziału w wojnach z Gadami, ograniczając się jedynie do niewielkich zadań zwiadowczych na rzecz Federacji Galaktycznej). Nawet Plejadianie, od których w dużej mierze wywodzi się ród Adama (nie mówiąc już o Nibiruanach z Malony), preferują głównie rozwój cech męskich w swym społeczeństwie (dobrym przykładem jest fakt iż tylko mężczyźni mogą mieć po kilka żon jednocześnie, kobiety zaś muszą ograniczyć się tylko do jednego męża - zaś małżeństwa są na Errze zawierane do końca życia jednego z małżonków). Natomiast ciekawie te męsko-damskie relacje wyglądają wśród rasy gadziej, reptiliańskiej. Jeszcze o tym nie pisałem, a jest to dość interesujący temat, zważywszy na zmiany jakie się dokonały w społeczeństwie Gadoidów (tylko z Oriona i Bellatrix), po klęsce w Trzeciej Wielkiej Wojnie Galaktycznej z Ludzkością . Postaram się ten temat także wkrótce opisać.

Od ok. 70 000 roku p.n.e. rozpoczyna się wielka kolonizacja z MU w dwóch podstawowych kierunkach - południowo-zachodnim (południowa Azja, Indie, Chiny), oraz wschodnim (Ameryka Północna, Południowa i Środkowa, Atlantyda, Północna Afryka oraz Zachodnia, Północna i Południowa Europa). Na kierunku wschodnim koloniści z MU dotarli nawet do żyznej doliny Mezopotamii, gdzie były zlokalizowane główne ośrodki miejskie Nibiruan, znane nam pod ogólną nazwą - EDEN. Przedstawię po kolei kierunki kolonizacji Aremonian z MU, zaczynając od południowo-zachodniego, oraz od razu opiszę prowincje tam zakładane, które z biegiem czasu stały się niezależnymi od Savanasy państwami (a niektóre nawet wielkimi imperiami). Oto one:


KOLONIZACJA AZJATYCKA
POWSTANIE PROWINCJI - UJGHUR


Kolonizacja południowo-zachodnia objęła cały rejon Oceanu Spokojnego oraz południowej i środkowej Azji (w tym dzisiejsze Chiny). Powstała tu wielka prowincja, która później zostanie zapamiętana jako Imperium UJGHUR. Kolonizacja południowo-zachodnia rozpoczęła się (podobnie zresztą jak wschodnia) ok. 70 000 lat temu. Koloniści, którzy zasiedlili krainę znaną potem jako Ujghur, pochodzili z białej rasy z MU (jak opisują to channelingi - mieli jasną skórę, mleczno-białą, oraz rozmaity kolor włosów i oczu, gównie jednak byli oni blondynami, o niebieskich oczach). Centrum nowo założonej prowincji wyznaczono na terenach dzisiejszego Tybetu i pustyni Gobi, która wówczas była niezwykle zieloną, pełną pól, lasów, jezior i rzek krainą, wówczas jeszcze całkowicie równinną, góry Tybetu (wraz z najwyższym obecnie szczytem górskim - Mont-Everestem) jeszcze się nie ukształtowały. Założono tutaj szereg ogromnych miast, podobnych do tych, jakie były na ich macierzystej wyspie - Lamar. W miastach tych wznoszono ogromne gmachy publiczne (dla "gubernatorów" i namiestników prowincji). Stolicą prowincji Ujghur było miasto o nazwie Kara-Kota, leżące na południe od istniejącego już wówczas (choć posiadającego inny kształt) jeziora Bajkał, na terenach dzisiejszego Tybetu. Koloniści napotkali tutaj prymitywne (choć nie tak bardzo jak Czarni Bakaratinianie z MU) plemiona dawnych Żółtych Bakaratinian, którym złożyli propozycję zjednoczenia i wspólnego tworzenia nowej krainy. 

Doszło wówczas do podziałów, część Żółtych przyjęła propozycję przybyszów z MU (zwanych odtąd Ujghurami), część zaś postanowiła nadal żyć tak, jak żyli dotąd - czyli jako wędrowne plemiona koczownicze. Ci, którzy zamieszkali w miastach i wymieszali się z Białymi kolonistami z MU, dali początek nowej ludzkiej rasie - dzisiejszym Mongołom. Natomiast związki Żółtych z rasą Mongołów (których jedno z rodziców pochodziło z rasy Białych a drugie z rasy Żółtych), przyniosło powstanie dzisiejszej rasy Chińczyków. Mimo to, ci którzy nie chcieli podporządkować się prawom Imperium MU (i jego kolonii Ujghur) musieli zostać albo zniszczeni, albo zniewoleni. Tak też się stało, bardzo szybko (dysponując większą technologią) udało się pokonać i zniewolić pozostałą rasę Żółtych Bakaratinian. Ich potomstwo z Mongołami wkrótce też zaczęto uważać za niewolników, a z czasem... zniewolono i samych Mongołów. Jedynie rasa Biała - była rasą panów -ARYJCZYKÓW, którzy mogli panować i panowali w Imperium Ujghur nad "podlejszymi" rasami (jak to określano). Prowincja Ujghur od. ok. 50 000 r. p.n.e. zrzuciła zależność od MU i stworzyła swoje własne Imperium (pamiętajmy że jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej niemieccy naziści wysyłali misje badawcze właśnie w rejon Tybetu, aby szukać zaginionego Imperium UJGHUR i miasta Kara-Kota. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, główne ludy, które potem rozprzestrzeniają się w Europie, czyli Słowianie i Celtowie wyjdą właśnie stamtąd, z "Kolebki" czyli z Imperium Ujghur - pierwszego imperium aryjskiego. Ale stanie się to już po jego zniszczeniu przez Atlantów).   


KOLONIZACJA WSCHODNIA
POWSTANIE SPOŁECZEŃSTWA ATLANTÓW


Po zniszczeniu przez Gady Hyperborei, na początku III Wielkiej Wojny Galaktycznej (ok. 1 320 000 lat temu), kontynent ten, w wyniku długiego procesu naturalnego, uległ dużym zmianom, co spowodowało wyłonienie się kontynentu LAMAR. Kontynent Lamar (ok. 800 000 lat temu), podzielił się z kolei na dwie główne części - wschodnią i zachodnią. Częścią zachodniego kontynentu, stała się wyspa Atlantyda. Ok. 200 000 lat temu miał miejsce kataklizm, który spowodował pęknięcie wyspy na dwie części - większą Rutę i mniejszą Datję. Nim jednak do tego doszło, wyspa Atlantyda - jeszcze w swym naturalnym kształcie (sprzed katastrofy z 200 000 r. p.n.e. - "naturalny kształt" wyspy jest przedstawiony w mapce u góry), została zasiedlona po raz pierwszy już ok. 900 000 lat temu wraz z pierwszymi kolonistami, którzy przybyli na Ziemię na polecenie Federacji Galaktycznej po zakończeniu Wojny z Gadami (ok. 1 240 000 r. p.n.e.) Koloniści (z różnych systemów gwiezdnych) podzielili się na kilka plemion, które opanowały wyspę. Najpotężniejszymi z nich okazali się Praturańczycy, którzy założyli największe miasto ówczesnej Atlantydy - CERNE, miasto żeglarzy i największy port morski ówczesnego świata (na długo zanim ukształtowała się wyspiarska potęga miast-państw GOR - o czym pisałem w poprzednich tematach). Cerne było majestatycznym miastem, pełnym wspaniałych budowli i pomników oraz posiadającym ogromny port morski.

Praturańczycy należeli do rasy Czerwonożółtej z planety TURAN. Opanowali oni środkową i wschodnią część wyspy, tworząc tam swoje państwo. Wraz z nimi przybyli ich pobratymcy (o tym samym kolorze skóry) Prasemici, którzy zajęli północny-wschód ówczesnej Atlantydy. Z planety Rmoah przybyli Czerwonoskórzy Rmoahalowie, którzy opanowali południe wyspy. Praturańczycy z biegiem lat podporządkowali swej władzy zarówno Prasemitów jak i Rmoahalów i odtąd niepodzielnie władali wyspą, aż do wielkiej katastrofy z 200 000 roku p.n.e., w wyniku której Atlantyda podzieliła się na dwie części - Rutę i Datję. Stolica ówczesnej Atlantydy - potężne Cerne, zniknęło w morskich odmętach, a trzy wyżej wymienione rasy - w wyniku katastrofalnych trzęsień ziemi, powodzi, tornad i tsunami - cofnęły się w rozwoju i wróciły do budowy szałasów oraz lepianek. Ich cywilizacja podnosiła się bardzo powoli z upadku i gdy nadeszła kolejna katastrofa (ok. 80 000 lat temu), w wyniku której Datja rozpadła się na dwie mniejsze wyspy - Aryan i OG - ponownie ich dobiła. Stali się przez to łatwym łupem kolonistów z MU, którzy przybyli na wyspę (po wcześniejszym opanowaniu i skolonizowaniu dzisiejszego Jukatanu i całej Środkowej Ameryki) ok. 70 000 lat temu. Co ciekawe, Atlantyda została skolonizowana o wiele wcześniej, niż kontynenty Północnej czy Południowej Ameryki (po prostu kolonistom bliżej było z Jukatanu na Atlantydę, niż na stepy dzisiejszych Stanów Zjednoczonych).

Koloniści z MU bardzo szybko podporządkowali sobie dawnych Praturańczyków, Prasemitów i Rmoahalów (zważywszy że tamtych nie było wielu), a ich dawna cywilizacja i technologia została zniszczona i pogrążona w wodach Oceanu Atlantydzkiego, wraz z zatopieniem stolicy ich imperium - Cerne. Potem Czarni koloniści z MU skrzyżowali się z Rmoahalami, tworząc niektóre z dzisiejszych afrykańskich ras. Co ciekawe, o ile w kolonizacji południowo-zachodniej brała udział przede wszystkim Biała rasa z MU (dawni przybysze z maloniańskich kolonii), o tyle kolonizacja wschodnia dotyczyła głównie pierwotnej, czyli Czerwonej rasy z planety Aremo (pierwotni mieszkańcy kontynentu MU), oraz (w mniejszości) Czarnej rasy dawnych Bakaratinian, wchodzących w skład obywateli Cesarstwa MU. Tak więc koloniści Czerwonej rasy z MU, wylądowali na Atlantydzie i bardzo szybko ją sobie opanowali (początkowy opór stawili jedynie Rmoahalowie, szybko jednak zostali pokonani i zmuszeni do kapitulacji). Po opanowaniu wyspy, Czerwoni podzielili się na dwa główne plemiona, które odtąd zaczęły władać  atlantydzką prowincją Imperium MU. Byli to - Tlawatlowie i Toltekowie. Wkrótce Toltekowie zdominowali wyspę i podporządkowali swej władzy również i Tlawatlów. Była to niezwykle piękna rasa. To właśnie oni doprowadzili do powstania I Imperium Atlantydy (które jednak nadal formalnie pozostawało prowincją Imperium MU i nie zerwało kontaktów z dawną wyspą i jej stolicą - Savanasą). Wszelkie relacje z Imperium MU zerwą dopiero Biali koloniści z Malony, którzy przejmą władzę na wyspie ok. 50 000 r. p.n.e. i stworzą niepodległe II Imperium Atlantydzkie (a ok. 25 000 r. p.n.e. pokonają w wojnie Cesarstwo MU i doprowadzą do zatopienia cały ten kontynent). To właśnie pod ich rządami zaistnieją najważniejsze wydarzenia w dziejach Atlantydy, jak choćby powstanie Zakonu Synów Beliala, wojny ze zwierzętami, czy rozwój technokratycznego społeczeństwa, które ostatecznie zostanie zniszczone przez Syrian i Plejadian - jako zagrożenie dla innych ziemskich ras i imperiów.


Ziemskie kontynenty ok. 20 000 r. p.n.e., czyli już po zatopieniu kontynentu MU (25 000 lat temu), powstaniu Poseidii (czyli II Imperium Atlantydy), a przed sławetnym (opisywanym przez Platona) zatopieniem wyspy w morskich odmętach - ok. 12 500 r. p.n.e.




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XVII

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XIV



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XIV






PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE:
SŁOWIANIE
(CYWILIZACJA FILISTYŃSKA)
(ok. 1200 r. p.n.e. - 925 r. p.n.e.)
Cz. II



FILISTEA
CZASY EKSPANSJI
(ok. 1100 - 925 r. p.n.e.)
Cz. I



Epoka ekspansji i dominacji polityczno-kulturowej Filistynów w Palestynie zaczęła się tak na dobrą sprawę już ok. 1150 r. p.n.e. Nie wiadomo dokładnie kiedy nastąpiła konfrontacja militarna miast-państw Filistei z resztą ludów Kanaanu, a szczególnie z Habiru, czyli z Hebrajczykami; ale najprawdopodobniej miało to miejsce właśnie w połowie wieku XII p.n.e. Należy też dodać, że po inwazji Ludów Morza lokalne plemiona podporządkowywały się Filistynom i zawiązywały z nimi związki podparte małżeństwami (stąd tak trudno nieraz odróżnić Kananejczyków od Filistynów, zaś w wieku XI p.n.e. czy X p.n.e. wszelkie różnice tak się zacierają, że odróżnienie tych ludów od siebie staje się już praktycznie niemożliwe). Do pierwszego zaś konfliktu Habiru i Filistynów doszło za czasów biblijnego sędziego Szamgara, syna Anata. Było to zapewne właśnie ok. 1150 r. p.n.e., ale problem nastręcza imię owego sędziego, o którym wiadomo niewiele więcej. Otóż w Księdze Sędziów jest zapisane, że ów Szamgar sam miał zabić 600 Filistynów, jako broni używając ościenia na woły. To oczywiście jest piękna bajka, jakich wiele w Starym Testamencie (choć Księga Sędziów i tak jest pod tym względem najmniej bajkowa). Problem polega jednak na tym, że ów Szamgar nie zawsze figuruje w spisie sędziów Izraela (np. spis który przedstawiłem w poprzedniej części go nie uwzględnia) i nie wiadomo dokładnie jakiemu plemieniu Izraela przewodził. Po drugie, jego imię jest pozbawione semickiej etymologii, a po trzecie, nawiązanie do Anat ("syn Anat") kananejskiej bogini wojny - całkowicie go deprecjonuje jako sędziego Izraela, tym bardziej że już wówczas religia mojżeszowa stała się wyznacznikiem "rasowości" narodu wybranego i jego odróżnieniem od innych ludów (choć oczywiście nie przeszkadzało to wielu Żydom przyjmować rodzime kulty kananejskie, tym bardziej że większość z nich swe korzenie miała właśnie w Kanaanie, a przynależność do "narodu wybranego" brała się jedynie ze wspólnego doświadczenia niewoli egipskiej, a potem w uznaniu dominacji religii mojżeszowej). Walka, która się w tym czasie rozpoczęła, zakończyła się z całą pewnością podporządkowaniem politycznym plemion hebrajskich dominacji Filistynów, a triumf i zabicie przez Szamgara sześciuset Filistynów pełni rolę legendy, mającej tę dominację jakoś usprawiedliwić i umniejszyć.

Dlaczego uważam że Hebrajczycy zostali wówczas podporządkowani władcom nadmorskiego Pentapolis i ludów z nim sprzymierzonych? A choćby dlatego, że w "Pieśni Debory" mówi się o buncie sześciu plemion hebrajskich przeciw dominacji Filistei, a Debora była (co najmniej) trzecim sędzią Izraela (oczywiście sędziowie ci byli tylko lokalnymi przywódcami plemiennymi, ale wymienieni w Starym Testamencie tzw." "sędziowie więksi" - a do nich m.in. zaliczają się Debora, Gedeon i Samson - zapewne potrafili zjednoczyć pod swoim przywództwem kilka hebrajskich plemion). Nie wiadomo dokładnie kiedy mogło dojść do owego buntu, ale ponieważ Debora była (oficjalnie) trzecim sędzią po śmierci Jozuego (który nie był wliczany do sędziów), zatem można ostrożnie przyjąć, że bunt sześciu plemion Izraela (Naftali, Zebulon, Issachar, Machir i Efraim) mógł nastąpić w kolejnym pokoleniu, czyli ok. 1120 r. p.n.e. (w tym momencie byłoby to jakieś pięćdziesiąt lat od wejścia Hebrajczyków do Kanaanu). Doszło wówczas do starcia owych sześciu plemion prowadzonych przez Deborę i sędziego Baraka, z wojskiem króla Jabina z Hazor (Chasor?) oraz Sysery z Charoszet-Haggoim. Jabin jest w "Pieśni Debory" tytułowany "królem Kanaanu" a Hazor nie ma mocnych związków z Filisteą, jednak jego wódz - Sysera ma już imię całkowicie niesemickie. Zapewne więc mamy tutaj przykład swoistej symbiozy kananejsko-filistyńskiej, gdy "król Kanaanu" Jabin z Hazor, wspomagany jest siłą żelaznych filistyńskich rydwanów dowodzonych przez Siserę. A armia filistyńska była wówczas najpotężniejszą siłą całego regionu, zaopatrzona nie tylko w zwrotne rydwany bojowe, ale przede wszystkim w żelazo, której to produkcji Filistyni strzegli jak oka w głowie, nie pozwalając zapoznać się z nią rzemieślnikom z innych miast Kanaanu, a przede wszystkim Hebrajczykom (w starciu Dawida z Goliatem, Goliat jest określany w Starym Testamencie jako potężny wojownik z żelazną włócznią i tarczą). A żelazo było bronią, którą obawiali się nawet Egipcjanie. Mimo to bitwa nad potokiem Kiszon została wygrana przez Izraelitów, co też wydaje się pewną propagandową opowiastką, zważywszy że w kolejnych latach Filistyni całkowicie dominują (również kulturowo) nad Hebrajczykami, a kolejne walki czy to Samsona, czy Saula czy Dawida pokazują jedynie że Izraelitom było bardzo trudno wyzwolić się spod tej dominacji. Jeśli więc rzeczywiście w tej bitwie plemiona Hebrajczyków wzięły górę nad "lasem ludów" (jak w Księdze Sędziów określa się wojska kananejsko-filistyńskie), to było to starcie jedynie ludów Północy, czyli kresów dominacji filistyńskiej, zaś główne siły z nadmorskiego Pentapolis nie brały udziału w tej bitwie. Być może jednak udało się Izraelitom wówczas odnieść jakiś sukces, o czym świadczy chociażby imię męża Debory - Lappidota (co znaczy "błyskawica"), oraz jej samej (co znaczy "pszczoła"), nie są to jednak (ponownie) imiona semickie.

 


Starcie nad potokiem Kiszon pokazuje jednak jeszcze jedną rzecz, a mianowicie fakt, iż część plemion Izraela nie przyłączyła się do koalicji (a były to główne plemiona m.in.: Judy, Symeona, Lewiego i Manassesa), poza tym Barak i Debora widzieliby w swej koalicji również inne ludy kananejskie, jak na przykład: Danitów (bardzo blisko sprzymierzonych wówczas z Filistynami z Pentapolis, zresztą olbrzym Goliat pochodził właśnie z ludu Danitów. O tym plemieniu w Księdze Sędziów 5,17 jest zapisane, że w tym czasie: "Żeglował na okrętach"), Gileadów (którzy: "Mieszkali sobie za Jordanem" Sdz. 5,17). Debora ma również pretensje do plemienia Ruben (które to: "Siedziało bezczynnie między dwiema owczarniami" Sdz. 5,16), a zamieszkiwało ziemie na wschód od Jordanu i na północ od Morza Martwego. Wygląda więc na to, że owe zwycięstwo Izraela było niewielkie (jeśli w ogóle nastąpiło), a brak wsparcia wymienionych wyżej ludów i żale nad nieudzieleniem pomocy hebrajskiej koalicji są tu niezwykle wymowne (nie wyraża się bowiem krytyki co do braku wsparcia, w przypadku zdecydowanego zwycięstwa, które jest niepodważalne). Być może Sisera zginął w bitwie, a Filistyni się wycofali, zabierając ze sobą wcześniej zdobyte łupy (oczywiście jest to jedynie moje przypuszczenie, ale w "Pieśni Debory" matka Sisery martwi się, że syn nie zjawia się na swym rydwanie, a wówczas: "najroztropniejsze z księżniczek odpowiedziały jej (...) Zapewne natrafili na łup i dzielą go, jedną brankę, dwie branki na głowę wojownika, łup z barwnych tkanin dla Sisery" Sdz. 5,28-30). Sukces Hebrajczyków (jeśli w ogóle nastąpił), odnosił się jedynie do kresów północnej dominacji Filistei i zapewne był krótkotrwały. Pokazuje to również dobitnie, że wiele plemion hebrajskich nie zamierzało dołączać do koalicji Debory i Baraka i pozostało wiernym władcom Pentapolis, a to znów świadczy o tym, że nie ma mowy o żadnej koalicji 12 plemion Izraela i każde z nich żyło własnym losem i ciążyło ku innym prądom i dopiero w czasach Saula oraz Dawida rozpoczęło się powolne scalanie tych plemion w jedną całość.

Bez wątpienia najsilniejszym miastem-państwem Filistei był w XII wieku p.n.e. Aszkelon. Niestety, nie wiadomo czy w wiekach późniejszych było podobnie (Aszkelon całkowicie bowiem znika z tekstów hebrajskich, co jednak nie znaczy że miasto zostało zniszczone, gdyż pojawiają się wzmianki o jego istnieniu, ale nie ma nic konkretnego o jego wielkości). Można jednak przypuszczać, że aż do wieku X p.n.e. Aszkelon utrzymał swą dominującą pozycję w Filistei, a potem zaczął ją tracić na korzyść Jerozolimy (wówczas już miasta dawidowego). Aszkelon w XII wieku p.n.e. zajmował obszar 60 ha., podczas gdy drugi w kolejności - Ekron zaledwie 20 ha., Aszdod - 7 ha., a Gat tylko 4 ha. Mimo to przy nich Jerozolima (wówczas jeszcze Jebus) ze swoimi 2 ha. wypada bardzo blado. W tym czasie aż do 925 r. p.n.e. (czyli do inwazji Egiptu na Palestynę i złamania potęgi Filistei) Filistyni dominowali pod praktycznie każdym względem: militarnym (rydwany bojowe, żelazne miecze, włócznie i tarcze), gospodarczym (rozwój handlu zamorskiego, który z Kraju Nadmorskiego oraz Fenicji uczynił główne ośrodki ekonomicznego rozwoju Kanaanu) i kulturalnym (religia, wróżbiarstwo, odniesienia literackie), a Hebrajczycy (i inne ludy Kanaanu) nie był w stanie wydobyć się spod tej dominacji (a nawet można powiedzieć że Filistyni traktowali ziemie na zachód od Jordanu jako miejsce swej ekonomicznej ekspansji, polegającej na celowym ubożeniu tamtejszych ludów - zakaz przekazywania im techniki wyrobu żelaznej broni, a także ograniczanie wywozu luksusowych towarów sprowadzanych morzem, poza Kraj Nadmorski i kilka przygranicznych miast-państw). Wyglądało to więc tak, jakby bogaci Europejczycy przybyli do Afryki w XIX wieku i zaczęli tutaj zakładać swoje faktorie, jednocześnie pozbawiając miejscową ludność jakiegokolwiek dostępu do zachodniej cywilizacji. I rzeczywiście, najbardziej rozwinięte miasta, to te nadmorskie w rejonie Pentapolis, Równiny Saron i Jezreel (choć w znacznie mniejszym stopniu) oraz ziem Fenicji, zaś cała reszta środkowego i wschodniego Kanaanu to była uboga prowincja, zasiedlona przez sprzymierzone lub podporządkowane Filistynom ludy. Aby uświadomić sobie zakres dominacji Filistynów w samej środkowej tylko Palestynie, wymienię miasta, które albo były przez nich kontrolowane, albo też zależne, a były to (po odliczeniu miast nadmorskiego Pentapolis): Lakisz, Gerar, Ziklag, Libna, Timna, Gezer (całkowicie kontrolowane), Jebus (Jerozolima), Bet-Szemesz, Jarmut, Esztaol, Eglon, Hebron, Debir, Gibeon, Bet-Horon i kilka innych (zależne od Filistei). A mówimy tutaj jedynie o ośrodkach środkowej Palestyny, czyli ziem na których nie doszło do konfliktu omawianego w "Pieśni Debory". O rozwoju kolejnych miast nadmorskich i dalszych losach filistyńskiej ekspansji w czasach Samsona, Samuela, Saula, Dawida i Salomona, aż do inwazji faraona Szeszonka I - opowiem w kolejnej części




Należy jednak dodać, że ekspansja Filistynów nie była jedyną, jaka w tych czasach zaistniała w Kanaanie. Co prawda w samej Palestynie ich dominacja była niepodważalna, ale już na północy musieli się oni (przez pewien czas) mierzyć z wzrastającą siłą Asyrii, która za wojowniczego władcy Tiglat-Pilesara I (panował w latach ok. 1114-1076 r. p.n.e.) wykroiła sobie dostęp do Morza Śródziemnego poprzez opanowanie kraju Amurytów w Syrii. Tiglat-Pilesar I (pra-pra wnuk Ninurty-apir-Ekura wywodzącego się z bocznej linii dynastii Belu-Bani - czyli pierwszego władcy Asyrii, który nie był tylko plemiennym wodzem) przejął kraj stabilny, z silną armią, stworzoną przez jego ojca - Aszur-resz-iszi I (panował w latach ok. 1132-1114 r. p.n.e.) i najpierw wyruszył przeciw plemionom północnym, które szybko podbił i spacyfikował (a byli to: Muszkowie, Nairijczycy i Kadmuchy) docierając do "wielkiego morza" (czyli Morza Czarnego). Po dokonaniu tych podbojów, Tiglat-Pilesar przyjął (ok. 1110 r. p.n.e.) tytuł: "króla czterech stron świata", a w czwartym roku swego panowania wyruszył przeciwko Amurytom i jak się chwalił w swej inskrypcji nagrobnej: "Dwadzieścia osiem razy przeprawiłem się przez Eufrat prześladując Aramu, co roku dwukrotnie. Od Tadmor w kraju Amurri, Anatu w kraju Suchi aż do Rapiku w kraju Karduniasz zadałem im klęskę (...) Mieszkańców tych terenów zniewoliłem, dobytek ich przywiozłem do mego miasta Assur". Zdobył nadmorskie miasto Byblos, co pozwoliło rozwinąć handlowe skrzydła fenickiemu Sydonowi (choć Byblos odbuduje się i w IX wieku p.n.e. i gdzie powstanie dynastia przedsiębiorczych królów, począwszy od Ahirama I, który w podzięce zorganizował dla "króla czterech stron świata" niecodzienne przedstawienie, czyli polowanie na delfina - którego ów władca miał osobiście zabić). W czasach Tiglat-Pilesara I Asyria doszła do Morza Czarnego i Śródziemnego, stając się zagrożeniem dla Kanaanu, ale już za następców owego króla doszło do załamania się asyryjskiej potęgi i walk o władzę w samej rodzinie królewskiej (dwaj bracia toczyli wówczas ze sobą wojnę o tron, a młodszy - Aszur-bel-kala ok. 1073 r. p.n.e. obalił swego brata - Aszared-apil-Ekura i przejął władzę). Liczne bunty w miastach, spowodowane klęskami głodu oraz niestabilność polityczna w Asyrii i Babilonii spowodowała eliminację owego północnego zagrożenia dla filistyńsko-kananejskiej Palestyny.




Znacznie wcześniej Filistyni wyprawili się zbrojnie przeciw Sydonowi i ok. 1150 r. p.n.e. zdobyli na krótko to miasto. Nie wiadomo czym była podyktowana wyprawa na Sydon, ale zapewne dominowały tam względy ekonomiczne a nie polityczne (Sydon, Byblos i Tyr byli konkurentami miast nadmorskiego Pentapolis w odbiorze towarów pochodzących z Grecji, Krety i Egiptu). Upadek Sydonu pozwolił wzmocnić się Tyrowi, ale wzajemna konkurencja tych dwóch miast trwała nieprzerwanie aż do ok. 1000 r. p.n.e. kiedy to Tyr przejął już całkowitą dominację w handlu północnym. Na południu zaś wszelka wymiana handlowa odbywała się przez port w Aszkelonie i Jaffie, skąd potem rozszerzała się na cały Kraj Nadmorski (z pominięciem palestyńskiej ubogiej prowincji). Tak też urosły w siłę miasta, które pod przewodem sędziego Samsona wystąpiły zbrojnie przeciw dominacji Filistei, a jak to się skończyło - o tym już w następnej części.




CDN.

18 lutego 2026

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. VIII

CZYLI JAK TO KRÓL
RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV
PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE
CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO
W KONSTANTYNOPOLU





1645 r.
IMPERIUM OSMAŃSKIE
Cz. IV




Rok 1628 był to też pierwszy rok, w którym 16-letni Murad zademonstrował swoją niezależność od matki. Po pierwsze, ponownie (po ponad czterech latach) zaczął zapełniać harem młodymi kobietami, po drugie stawał się brutalny i nie znosił sprzeciwu (jak na swoje lata był silny fizycznie i często tę siłę demonstrował na swych dworzanach czy kobietach z haremu - pisałem już o jego rozrywce, polegającej na strzelaniu do nagich niewolnic, które zmuszał by nurkowały pod wodą, póki nie pozwoli im wypłynąć). Często przebierał się w strój zwykłego kupca i wraz ze swą strażą udawał się do miasta, aby obserwować ludzi. Jeśli spotkał pijaków, kazał ich bić, albo też bił ich osobiście - poza tym lubił jak się go bano. Dni więc spędzał na sprawach państwowych (jeszcze swoje decyzje konsultując z matką), oraz na eskapadach miejskich, podczas których bił i wrzucał do morza tych, których uznał za nieprzestrzegających zasad islamu. Noce zaś spędzał zupełnie inaczej, a mianowicie otaczał się poetami oraz muzykantami, z którymi rozmawiał o poezji i literaturze. Sam również pisał wiersze (pod pseudonimem Muradi). Podczas tych "wieczorków poetyckich" sułtan pił mnóstwo wina i tutaj już nakazy islamu mu nie przeszkadzały. Coraz częściej też podważał rozkazy sułtanki Kosem, która z każdym miesiącem traciła na niego wpływ. Wreszcie (jeszcze w 1628 r.) nakazał zamknąć w podobnym pomieszczeniu, w jakim siedział jego wuj Mustafa, bez okien i drzwi, swego młodszego brata - Ibrahima. Kosem prosiła go aby cofnął ów rozkaz, gdyż obawiała się że Ibrahim oszaleje w ciasnym pomieszczeniu, do którego nie wpada światło słoneczne, tym bardziej że był jeszcze młody, nie miał nawet 13 lat, ale Murad był bezwzględny. Stwierdził nawet że jeśli Ibrahim nie zostanie zamknięty w Simsirliku, będzie musiał zginąć. Kosem wówczas musiała ustąpić, choć co jakiś czas odwiedzała syna, rozmawiając z nim przez otwór w dachu (otwierany od zewnątrz). 

Kosem uznała że otoczenie jej syna (które notabene sama mu wybrała), czyli jego towarzysze z którymi chadzał po mieście bijąc i napadając na podpitych ludzi, ma na niego zły wpływ. Brak kobiet w haremie (które wydała za mąż), uznała za jeden z powodów tego stanu rzeczy, dlatego też to ona właśnie namówiła syna, aby zaczął sobie sprowadzać niewolnice, pragnąc go oderwać od towarzystwa przyjaciół. Jednocześnie starała się nie odstępować swego kolejnego syna - Kasima, który stanowił dla Murada większe niebezpieczeństwo niż Ibrahim. Po raz pierwszy od uwięzienia Ibrahima obleciał ją strach, strach przed chłopcem, który jeszcze do niedawna przychodził do jej komnaty, bojąc się spać samemu, a teraz? Teraz siał postrach na ulicach stolicy i w każdej chwili mógł skazać na śmierć jej dwóch młodszych synów. Widziała jak zmieniał się jego charakter, jak ten młody człowiek, którego kochała, coraz częściej wpadał w gniew na najmniejszą choćby krytykę swoich postaw czy działań. Kosem zaczęła się go bać - dziwne to musi być uczucie, kochać kogoś i jednocześnie się go obawiać. A tymczasem Abazy Pasza wymordował lokalnych paszów i janczarów, po czym kazał wywiesić ich ciała na murach Erzurumu. Sułtan nie mógł znieść tak jawnie wymierzonego w niego policzka i pierwsze co uczynił, to zdjął z urzędu dotychczasowego wielkiego wezyra Damata Halila Paszę, oskarżając go o nieudolność (kwiecień 1628 r.) i na jego miejsce powołał Gazi Ekhema Paszę. Była to jego pierwsza nominacja, którą nie uzgodnił z matką. Kosem jednak nie zaprotestowała, wolała bowiem bardziej nie rozdrażniać syna. 

Ambitny i pełen energii sułtan, zaczął przygotowywać też dwie nowe ofensywy. Jedna, pod wodzą wezyra Gazi Ekhema Paszy, miała zdobyć Erzurum i ukarać zbuntowanego Abazy Paszę, tak, aby pozostawić sobie wolną drogę do zdobycia Bagdadu. Druga ofensywa skierowana była w kierunku Chanatu Krymskiego, gdzie również źle się działo. Sułtan zawezwał do Konstantynopola Kantemira, po czym mianował go paszą Giumułu (posiadał już tytuł emira oraz bejlerbeja Oczakowa) i nakazał przygotować atak na Chanat. Jako wsparcie wysłał mu Husejna Paszę (morzem z ok. 90 galerami) oraz Kienaana Paszę (lądem z sipahami i pozostałymi janczarami, których nie zabrał ze sobą Ghazi Ekhem Pasza). Obie ofensywy okazały się zwycięskie. Zarówno Ghazi Pasza zmusił Abazy Paszę do kapitulacji w Erzurumie (listopad 1628 r.), choć w zamian musiał zagwarantować mu nietykalność i uzyskanie sułtańskiej łaski. W grudniu wielki wezyr przywiózł Abazy Paszę do stolicy, gdzie sułtan, pod wrażeniem jego odwagi, nie tylko darował mu życie, ale uczynił również gubernatorem Bośni. Natomiast osmańska flota i armia wysłana do Bakczysaraju, obaliła tamtejszego chana Mehmeda III i w jego miejsce powołała (na rozkaz sułtana) Dżenibeka Gireja. Mehmed III uciekł do Kaffy, gdzie również został pokonany i musiał się ratować ucieczką do Rzeczpospolitej, starając się przekonać króla do inwazji na Krym, w celu przywrócenia jego władzy. W grudniu 1628 r. sułtan Murad mógł o sobie powiedzieć że jest całkowitym zwycięzcą - poskromił bunt Abazy Paszy i wprowadził na tron Chanatu jeszcze bardziej od siebie zależnego władcę. Teraz jedyną osobą jaką zamierzał poskromić, była... jego matka.




Murad nie zamierzał się bowiem z nią dzielić władzą, nie chciał być popychadłem w ręku kobiet jak poprzedni władcy, dlatego też wkrótce (już w styczniu 1629 r.) uczynił jawny krok, który wymierzony był w Kosem. Niejaki Hasan Pasza należał do najbliższych zwolenników jego matki, dlatego też on właśnie stał się celem sułtana. Murad chciał przede wszystkim pokazać że to on jest prawdziwym panem Imperium i że nikt nie ma prawa decydować za niego, dlatego też jego uderzenie w Hasana Paszę było przemyślane i jednocześnie... haniebne. Murad bowiem nie zamierzał go zabijać, ale upokorzyć tak bardzo, by wszyscy widzieli kto tu rządzi. Dlatego też nakazał zdębiałemu paszy, aby rozwiódł się ze swoją młodą żoną. Sułtan miał prawo żądać od swych poddanych każdej ruchomej czy nieruchomej rzeczy, jaka wpadła mu w oko, ale małżeństwo było uświęcone powagą islamu i sułtan nie mógł pobożnemu muzułmaninowi zabrać żony, nawet jeśli ta mu się spodobała. Murad jednak (jak już wspomniałem) nie znosił sprzeciwu i jednocześnie traktował nakazy islamu bardzo wybiórczo. Dlatego też zażądał aby Hasan Pasza rozwiódł się z żoną. Ten, nie mając wyjścia, wykonał polecenie władcy, po czym Murad włączył dziewczynę do swego haremu, spędzając z nią noc i jednocześnie pokazując, że może wszystko. To był jawny policzek wymierzony w Kosem, tego nie mogła już darować, dlatego też udała się do syna, aby go zrugać za to świętokradztwo, ale nie przewidziała że Murad może nad sobą nie zapanować. Wpadł bowiem w taki gniew, że o mało co nie pobił swej matki, kazał też jej opuścić Pałac Sułtański i przenieść się do Starego Pałacu (jej wygnanie nie trwało długo, bowiem wkrótce cofnął swój rozkaz i pozwolił jej wrócić do haremu). W każdym razie udowodnił że to on jest panem Imperium i nie zamierza słuchać poleceń nikogo innego, a już na pewno żadnej kobiety, nawet gdy jest ona jego matką.




Kosem widziała że traci swój dawny wpływ na syna, dlatego starała się go nie drażnić i już nie krytykować jego posunięć. Urządziła nawet wielkie przyjęcie z okazji swego powrotu do haremu (1629 r.) na którym sułtan był gościem honorowym. Ofiarowała mu wówczas 12 arabskich koni, pragnąc aby niesnaski między nimi na zawsze ustąpiły. Sułtan przystał na tę propozycję, choć po uczcie zaniemógł. Czyżby trucizna? Okazało się że Murad po prostu się przejadł. Po kilku dniach doszedł do siebie, ale prowadził nieregularny tryb życia, pił dużo wina, jadł różności, poza tym bardzo mało sypiał. Rok 1630 nie przyniósł spokoju. W Chanacie znów wrzało (w listopadzie 1628 r. zbiegły z Krymu Mehmed III Girej i jego brat Szahin Girej ubłagali w Rzeczpospolitej pomoc militarną w celu obalenia Dżanibeka Gireja. Na Krym ruszyło 4000 Kozaków pod wodzą Hryćki Czarnego, którzy jednak szybko zawrócili do kraju po zdobyciu pod Perekopem ogromnych, liczących ponoć 5000 sztuk, stad koni. W roku następnym jednak ponownie Kozacy ruszyli na Krym, tym razem w sile 23 000 mołojców, wspartych 1500 Tatarów wiernych Mehmedowi III Girejowi. Pod Perekopem doszło do bitwy z siłami Dżenibeka Gireja i Kantemira, którego nazywano "Krwawym Mieczem". Bitwa ta o mało nie zakończyła się klęską Kozaków, gdy zdradzili ich Tatarzy Mehmed Gireja, którzy przeszli na stronę Dżanibeka. Udało się jednak odeprzeć atak tatarski, choć poległo wielu Kozaków, którzy musieli zawrócić. Ci, żądni pomsty, rzucili się z mieczami na Mehmeda III Gireja i zasiekli go na miejscu za ową zdradę, jego brat Szahin Girej uszedł w stepy, po czym przedostał się do Persji. Jeszcze w tym samym roku ruszyła wyprawa tatarska na Rzeczpospolitą, ale regimentarz Stefan Chmielecki rozbił ich w bitwach pod Kobylnicą i Ujściem).

W 1630 r. do Konstantynopola przybył poseł Rzeczypospolitej - niejaki Korycki, który wynegocjował z sułtanem kolejny układ (30 sierpnia), na mocy którego cofnięto znad granicy Tatarów Nogajskich i Budziackich (co było nie po myśli Kantemira, ale musiał się podporządkować), obaj monarchowie - król i sułtan, przysięgali też że będą powstrzymywali zarówno Kozaków jak i Tatarów od napadów rabunkowych. Jednocześnie potwierdzono usunięcie z hospodarstwa Mołdawii - Mirona Biernawskiego, Polaka, który w 1626 r. zdobył tamtejszy tron. Dla wspólnej zgody i pokoju postanowiono że Mołdawia wróci pod protektorat osmański. Tymczasem w haremie sprawy zaczęły się porządkować. Sułtanka Kosem rada była, iż jej syn więcej uwagi poświęca nowym niewolnicom z haremu, niż dawnym przyjaciołom, z którymi szwendał się po mieście prowokując rozróby. Na przełomie grudnia 1630 i stycznia 1631 r. w haremie doszło jednak do katastrofy. Jedna z niewolnic (prawdopodobnie z Wenecji) próbowała otruć sułtana Murada i choć dziewczyna została zmasakrowana, owa próba zamachu wprawiła go w taką furię i doprowadziła do takiego szaleństwa podejrzliwości, iż oskarżał o spisek praktycznie wszystkich, łącznie z własną matką. Mścił się i mordował, kazał np. wtrącić do lochu weneckich posłów (którzy wykupili się przed śmiercią bogatymi darami i złotem dla sułtana, choć w lochach byli bici i maltretowani, tak, iż po wyjściu na wolność prawie nie przypominali ludzi). Kazał też udusić kilka haremowych niewolnic, gdy spostrzegł że poszły do haremowego ogrodu wbrew jego woli. Matkę też podejrzewał o plany zamachu na swoje życie, ale ta ze łzami w oczach przysięgała mu że nigdy nie podniosłaby ręki na własne dziecko, obiecała że odtąd osobiście będzie kontrolować każdą niewolnicę, która uda się do sułtańskiego łoża.




Rok 1631 zaczął się więc niepomyślnie i niepomyślnie skończył. Nie tylko że doszło wówczas do nieudanej próby zamachu na sułtana Murada IV (styczeń 1631 r. - co spowodowało że ten przez pewien czas przestał odwiedzać harem, a jednocześnie zaczął wydawać nowe prawa i obostrzenia tyczące kobiet. I tak zakazał kobietom w Imperium chodzenia na targ, oraz pływania łodzią po Bosforze - te, które się nie podporządkowały, były topione), ale jednocześnie w grudniu doszło w Anatolii do kolejnego buntu janczarów, niezadowolonych z przedłużającej się wojny z Persją, w której nie było żadnych sukcesów. O ten stan rzeczy oskarżali oni wielkiego wezyra - Hafiza Ahmeda Paszę. W lutym 1632 r. zbuntowani janczarzy pojawili się w Konstantynopolu i domagali od sułtana głowy wielkiego wezyra. Ten, nie mogąc w żaden sposób ich ułagodzić, musiał spełnić owe żądanie (wezyr Hafiz Ahmed Pasza sam postanowił poświęcić się za sułtana i dynastię Osmanów, odprawił modlitwę, dokonał ablucji i wyszedł do janczarów na pewną śmierć. Ci zakłuli go sztyletami). Nowym wielkim wezyrem został mąż siostry Murada IV, sułtanki Gevher - Recep Pasza. Był to człowiek Kosem i Murad zapewne dobrze o tym wiedział, powierzając mu stery państwa. W marcu tego roku janczarzy ponownie podnieśli bunt. Teraz powodem był fakt, że po zamordowaniu Ahmeda Paszy nie otrzymali oni od sułtana pieniędzy, czego teraz konsekwentnie się domagali. Poza tym zażądali aby przy sułtanie obecni byli jego trzej bracia - Sulejman, Kasim i Ibrahim (którego z tej okazji wyciągnięto z Simsirliku). Zmusili też Murada IV do złożenia przysięgi, że nigdy nie uczyni krzywdy swym braciom (to samo musieli przyrzec mufti Konstantynopola i wielki wezyr Recep Pasza), po czym janczarzy otrzymali pieniądze, których żądali. 

Murad IV poczuł się upokorzony. On, władca najpotężniejszego państwa na świecie (jak mniemał), musiał ukorzyć się przed zbuntowanym żołdactwem, którego nie był w stanie poskromić ani powagą swego urzędu, ani też groźbą czy prośbą. Nie zapomni im tego nigdy, a ta nienawiść będzie w nim wzrastać przez następne lata. Murad zacznie nawet podejrzewać, że to jego matka stała za owym buntem janczarów, dzięki któremu chciała zabezpieczyć na przyszłość bezpieczeństwo pozostałych synów. Tego było już za wiele, najpierw zamach na jego życie, a teraz to? Murad nie mógł tego darować płazem, to bowiem godziło w jego ambicję i godność. Postanowił pokazać matce że to on jest tu panem i władcą i że od jego woli zależy przyszłość nie tylko wszystkich poddanych Imperium, ale także całej sułtańskiej rodziny (tym bardziej że czytywał również "Rady dla królów" Muhammada Al-Ghazaliego - jednego z najwybitniejszych teologów islamu, który opisywał różnice pomiędzy kobietami a mężczyznami z punktu widzenia teologiczno-prawnego i stwierdzał że kobiety są przez Boga przeznaczone do poddaństwa i uległości, a za jedne z kar, jakimi Allah miał doświadczyć płeć piękną, wymieniał m.in.: menstruację i poród). Pierwsze więc uderzenie wyprowadził przeciwko wielkiemu wezyrowi - Recepowi Paszy. W maju 1632 r. wezwał go do Pałacu i w trakcie rozmowy kazał go zamordować (został ścięty). Nie była to pierwsza egzekucja, jaką dokonał mściwy sułtan, w kolejnych miesiącach dokonano prawdziwego "przewietrzenia" osmańskiej administracji, a sułtan skazywał na śmierć zarówno paszów, jak i zwykłych urzędników (za najdrobniejsze przewinienia). Tym samym chciał pokazać całemu światu że to on tu rządzi. Każde obrady Dywanu były pretekstem do kolejnych egzekucji (dlatego też wielu dostojników przed udaniem się na obrady, dokonywało przypisanych przez Koran ablucji, aby przygotować się na śmierć). Administracja została zastraszona, janczarzy także siedzieli cicho, a harem został całkowicie podporządkowany władcy.






 Kosem realnie w maju 1632 r. utraciła całą polityczną władzę nad państwem. Odtąd sułtan robił co chciał i każdy drżał przed jego gniewem, ponownie też zamknął w Simsirliku, tym razem wszystkich swych braci Sulejmana, Kasima i Ibrahima. Nikt już nie śmiał się sprzeciwić porywczemu władcy. Nowy, 1633 r. zaczął się dość pomyślnie, gdyż jedna z haremowych niewolnic okazała się brzemienna i spodziewano się że wkrótce powije księcia - następcę tronu. W połowie lutego do Konstantynopola przybył poseł z Rzeczypospolitej - Trzebiński, sułtan polecił przyjąć posła nie wielkiemu wezyrowi - Mehmedowi Paszy, tylko gubernatorowi Bośni (oraz byłemu buntownikowi z Anatolii) Abazy Paszy. Polski poseł pragnął przedłużyć pokój z Osmanami na takich samych warunkach, jakie zawarto dokładnie sto lat wcześniej (1533 r.) pomiędzy królem Zygmuntem I Jagiellończykiem a sułtanem Sulejmanem Wspaniałym, ale Abazy Pasza odmówił zawarcia takiego układu. Stwierdził że Polacy po bitwie chocimskiej (1621 r.) zobowiązali się płacić coroczny wysoki haracz, którego nie uiszczano od ponad dekady i dopiero po wypłaceniu owej zaległej kwoty możliwy będzie pokój pomiędzy Rzeczpospolitą a Imperium Osmańskim. Trzebiński był zdumiony, stwierdził bowiem że nie tylko strona polska pod Chocimiem nie przystała na płacenie jakiegokolwiek haraczu, ale że wręcz te kwestie zostały już uregulowane podczas poselstwa Krzysztofa Zbaraskiego w 1623 r. Abazy Pasza jednak nakazał podliczenie rzekomych odsetek, które zebrały się na ogromną sumę i zadeklarował że wszelkie rozmowy pokojowe, mogą być prowadzone dopiero po zapłaceniu owej daniny. Sułtan Murad poparł Abazy Paszę i również zażądał wypłaty tych pieniędzy, co spowodowało że poseł Trzebiński musiał opuścić Konstantynopol bez podpisania traktatu pokojowego z Osmanami.

Notabene, traktat ten był bardzo na rękę Rzeczypospolitej, jako że "Moskwicin łamał przysięgę" rozpoczynając wojnę, zwaną wojną smoleńską (1632-1634). Car Rosji - Michał I Romanow na Soborze Ziemskim - 20 czerwca 1632 r. wypowiedział wojnę Rzeczypospolitej, której głównym teatrem było oblężenie Smoleńska (które rozpoczęło się 18 października). Car wywołał tę wojnę w celu pomszczenia upokorzenia z lat tzw.: "Wielkiej Smuty" i zajęcia Moskwy przez Polaków (1610-1612), a także w celu odzyskania korony carów rosyjskich, przetrzymywanej w skarbcu królewskim na Wawelu w Krakowie. Równie ważnym powodem było zmuszenie polskiego króla, aby przestał tytułować się carem Rosji (Władysław IV został wybrany carem jeszcze w 1610 r. - w wieku 15 lat - po zwycięstwie wojsk Rzeczypospolitej w bitwie pod Kłuszynem i zajęciu Moskwy prze Polaków i od tego czasu wciąż tytułował się carem, oraz królem Szwecji). 1 marca 1633 r. do Krakowa przybył poseł od chana Dżanibeka II Gireja - Ibrahim bej, który w imieniu swego władcy domagał się "upominków" w zamian za nękanie Rosji od południa. Żądał również wypłaty zaległych "upominków" z pięciu ostatnich lat. Tatarski poseł został zatrzymany w Krakowie, zaś do Bakczysaraju wyprawiono poselstwo, na czele którego stał - Sulejman Rabaj, polski Tatar, który na dworze chana miał zapewniać o chęci utrzymania pokoju. Dżanibek II przystał na pokój i dalszy sojusz, oraz obiecał dalej szarpać Rosję (w tymże roku na Moskwę wyprawił się syn chana - Mubarak Girej, który na czele ponad 40 000 Ordy spustoszył południe Rosji).




W sierpniu 1633 r. w pałacu w Kandilli, przyszło na świat dziecko sułtana Murada IV. Nie był to jednak chłopiec - jak oczekiwano, ale dziewczynka, co jednak nie zmieniło stosunku sułtana ani do dziecka ani jego małżonki (a jak już wspomniałem, sułtan słynął z okrucieństwa, np. pewnego razu kazał usunąć jajniki kilku swoim haremowym niewolnicom, bo te długo nie zachodziły w ciążę). Dziewczynka otrzymała imię - Ismihan Kaya, a jej narodziny zostały uczczone pokazem sztucznych ogni, fajerwerkami i wystrzałami armatnimi z okrętów stojących w stambulskim porcie. Matką dziewczynki była Huricehre Haseki, która po urodzeniu otrzymała prawo przeniesienia się na wyższe piętro haremu, tam gdzie przebywała chociażby sułtanka Kosem. Huricehre, która trafiła do haremu jako podarek dla sułtana Murada ok. 1628 r. i pochodziła ze szlachetnej gruzińskiej rodziny - Maczutadze, teraz stała się sułtańską faworytą (w 1633 r. miała 20 lat), oraz matką sułtańskiej córki. Nie była to jeszcze pozycja taka, jaką cieszyły się faworyty które urodziły synów, ale gwarantowała pewne bezpieczeństwo i wygodne życie (co ciekawe, Huricehre miała też siostrę, z którą razem przybyły do haremu - Lalezar, ale ta nie wzbudziła nigdy większych względów sułtana Murada i wreszcie została wydana za mąż za Kenana Paszę, gruzińskiego księcia). Sułtan ponoć przez pierwsze dni po narodzinach nie odstępował swej córki i jej matki, ale wkrótce doszło w stolicy do potwornej tragedii. Radość z narodzin sułtańskiej córki nie trwała długo, wkrótce zmącił ją pożar, który wybuchł w dzielnicy Cibali i bardzo szybko rozprzestrzenił się na prawie całe miasto. To była tragedia, domy waliły się w gruzy, ludzie uciekali w popłochu, ale wszędzie był ogień, wielu mieszkańców udusiło się dymem, nim w ogóle dosięgnął ich ogień. To była potworna tragedia i choć ogień nie doszedł pod mury sułtańskiego pałacu, również sposobiono się do jego ewakuacji.




Gdy pożar został wreszcie ugaszony, oczom ukazały się ogromne zniszczenia, oraz wielu poranionych, głodnych i spragnionych ludzi, którzy utracili dach nad głową. Ludzie spodziewali się pomocy ze strony sułtana, ale ten jedyne co uczynił to zakazał palenia tytoniu w mieście, twierdząc że to właśnie on był powodem zaprószenia ognia. Zamknięte zostały też wszystkie kawiarnie gdzie serwowano kawę. Wydano również nakaz, aby wszyscy ludzie po zmierzchu wychodzili na ulice z latarniami w ręku, a kto zostałby złapany bez latarni, lub palił fajkę lub też pił ukradkiem kawę, miał być na miejscu karany śmiercią. Tymczasem aby odwrócić uwagę od spraw wewnętrznych, sułtan wydał pozwolenie Tatarom do wojny z Rzeczpospolitą i jako głównodowodzącego mianował Abazy Paszę. Ten powierzył atak bejlerbejowi uzyjskiemu (Dijarbekir) - Murtezie Paszy. Już w kwietniu 1633 r. wyjechał sułtan do wojska, które stacjonowało w Adrianopolu. Murtezę wysłał sułtan nad granicę, zaś Abazy Paszę wezwał do Adrianopola, gdzie podejmował niezwykle wykwintnie przez prawie dwa miesiące, po czym nakazał wrócić nad granicę. W tym właśnie miesiącu do Adrianopola przybył zwiadowca - Szahin-Aga, który zameldował iż "Lahowie zajęci są wojną z Moskalami i gotowi poddać się z pokorą woli padyszacha". W takiej sytuacji sułtan polecił wpierw Tatarom naruszyć granicę i jako pierwszy, w nocy z 29 na 30 czerwca granicę na Dniestrze w pobliżu Chocimia przekroczył Kantemir, wódz Ordy Nogajskiej. Uderzył on na Podole, gdzie: "wielki plon ludzi, stad, bydeł zagarnąwszy" (jak pisał 5 lipca niejaki Golański, miejscowy poborca podatkowy), sposobił się do powrotu przez granicę. 

Hetman Stanisław Koniecpolski przebywał wówczas w twierdzy w Barze i miał do dyspozycji 2500 jazdy (gdyż 25 000 żołnierzy walczyło na froncie moskiewskim pod Smoleńskiem). Dowiedziawszy się o tatarskim zagonie Kantemira, ruszył przeciw niemu i dopadł go już w Mołdawii, pod Sasowym Rogiem nad Prutem, gdzie doszło do bitwy (4 lipca 1633 r.). Tatarzy zostali doszczętnie rozbici (uwolniono cały jasyr) a sam Kantemir musiał ratować się ucieczką przez Prut i mało co nie utonął. Ale to była tylko straż przednia, główne siły osmańsko-tatarskie już szykowały się do kolejnego ataku. Hetman Koniecpolski cofnął się do Kamieńca Podolskiego, gdzie oczekiwał posiłków od panów polskich z Ukrainy i Podola. Zbierali się oni niemrawo, ale wreszcie ogółem dostarczyli 8000 wojska. Teraz dysponując prawie 11 000 żołnierzy, gotował się hetman na starcie z nadciągającym nieprzyjacielem, który 22 października ukazał się naprzeciw Kamieńca w sile 30 000 Turków, 15 000 Tatarów i 10 000 Wołochów (zarówno z Mołdawii jak i Wołoszczyzny). Tego samego dnia jeszcze rozpoczęto szturm na obwarowania Kamieńca, ale po utracie ok. 1000 ludzi, Abazy Pasza wysłał do Koniecpolskiego żądanie natychmiastowej kapitulacji, ale po otrzymaniu odmowy, nie ryzykował większych strat i jeszcze tego samego dnia wieczorem zarządził odwrót. Nie udało mu się też zdobyć mniejszych twierdz, jedynie (po 3-dniowym oblężeniu) poddał się zameczek Studzienna (swoją drogą 50 000 armia osmańska jedyne co zdobyła podczas tej wojny to... jeden zamek).




Abazy Pasza był przerażony, zdając sobie sprawę że sułtan za to niepowodzenie skaże go niechybnie na śmierć. Dlatego też postanowił nieco przechytrzyć los. Wyszukał wśród okolicznych chłopów ładną dziewczynę, kazał ją umalować i przebrać w piękne suknie, po czym wysłał ją do Adrianopola, do sułtana, twierdząc że jest to... córka hetmana Koniecpolskiego. Sułtan uwierzył i darował Abazy Paszy życie, dziewczynę zaś zabrał ze sobą do haremu. Z początkiem grudnia 1633 r. Murad IV powrócił do Konstantynopola, ale wkrótce udał się do Bursy (wcześniej w Izmicie mordując tamtejszego kadiego, gdyż doszły go słuchy iż gnębi on lud), wkrótce też (styczeń 1634 r.) kazał zamordować wielkiego muftiego Konstantynopola, gdyż ten głosił iż władca nie może w tak okrutny sposób sprawować swej władzy. Jego ciało zostało wrzucone na wóz do przewożenia siana i pochowane w piasku nad brzegiem morza, bez żadnych oznak religijnych. Sułtan robił co chciał, mordował kogo chciał i wynosił kogo chciał - nikt (nawet jego matka) nie śmiał mu się sprzeciwiać. W kwietniu 1634 r. sułtan powiedział polskiemu posłowi - Aleksandrowi Trzebińskiemu że "ogniem i mieczem przywiedzie ją (Rzeczpospolitą) do ostatniej zagłady", jeżeli haraczu i wytępienia Kozaków nie otrzyma. Na co poseł miał odpowiedzieć: "tylko podnieść bułat jest w twej mocy, zwycięstwo w mocy Boskiej", odmówił również podpisania jakichkolwiek warunków zapłaty wszelkiego haraczu. Murad IV wiedział już również o polskim zwycięstwie nad Moskwą pod Smoleńskiem, gdzie 1 marca poddał się z całą swą armią (ponad 34 000 żołnierzy) rosyjski wódz - Michaił Szein, który upadł przed królem Władysławem IV na kolana i oddał mu wszystkie sztandary i działa (132, z czego 21 ciężkich armat). Po powrocie do kraju, Michaił Szein został skazany przez cara Michała na śmierć za ową klęskę. 15 czerwca podpisano układ pokojowy polsko-rosyjski, na mocy którego król Władysław godził się zaprzestać używać tytulatury rosyjskiej, za co car wypłacił 200 000 rubli, zrzekł się na korzyść Rzeczypospolitej "po wieczne czasy" ziem Białorusi i Ukrainy a także Inflant, Estonii i Kurlandii.




Mimo to sułtan był zdecydowany na wojnę z Polską i 8 kwietnia 1634 r. opuścił Konstantynopol, udając się do Adrianopola, a 9 kwietnia oficjalnie wypowiedział Rzeczpospolitej wojnę. Miał jednak pecha, bowiem pod wrażeniem zwycięstwa nad Rosją, szlachta na sejmie (19 lipca-1 sierpnia) uchwaliła podatki na wojsko, które już kierowano ku Kamieńcowi Podolskiemu, potężnej twierdzy granicznej. W tym czasie najpierw do Wilna (gdzie król Władysław świętował zwycięstwo nad Rosją), a potem do Krakowa, wyprawiony został poseł turecki - Szahin-Aga, który widząc polskie przygotowania do wojny i urządzane mu przed oczami parady wojskowe, zakomunikował swemu władcy że wojna z Rzeczpospolitą, będącą "opitą zwycięstwem" nie jest najlepszym pomysłem i że należałoby się zastanowić nad poszukaniem pokojowego rozwiązania tej sytuacji. Wkrótce też okazało się że Abazy Pasza oszukał sułtana, przysyłając mu brankę, którą przedstawił jako córkę hetmana Koniecpolskiego, tym bardziej okazało się że... dziewczyna jest w ciąży a ojcem z pewnością nie był sułtan Murad. Tego było za wiele, Murad był wściekły a cały jego gniew skumulował się właśnie na owym Abazy Paszy. W sierpniu 1634 r. został on z rozkazu sułtana ścięty. Do wojny z Rzecząpospolitą nie doszło (ku rozpaczy króla Władysława) i we wrześniu sułtan podpisał pokój, który był zaakceptowaniem wszystkich polskich warunków. W hospodarstwach Mołdawii i Wołoszczyzny mieli panować Grecy (którzy jednocześnie będąc lennikami tureckimi, musieli być zatwierdzeni przez polski Sejm), obie strony przyrzekły trzymać krótko Tatarów jak i Kozaków i uniemożliwiać im ataki na ziemie drugiego, granica stabilizowała się na Dniestrze, a sułtan oficjalnie rezygnował z jakichkolwiek danin z polskiej strony.




CDN.

17 lutego 2026

WINO, KOBIETY I... TRON WE KRWI - CZYLI PONURY CIEŃ BIZANCJUM - Cz. VI

NIM JESZCZE 
NAD KONSTANTYNOPOLEM
ZAŁOPOTAŁ ZIELONY
SZTANDAR MAHOMETA





I
JAK AZJATKA Z AFRYKANEREM
(CZYLI PIERWSZA "BIZANTYJKA"
NA RZYMSKIM PALATYNIE)
Cz. V





"I CO JA ZROBIŁEM TAK STRASZNEGO?"



Rządy Marka Dydiusza Juliana od samego początku były bardzo niepopularne wśród ludu, a rzymska ulica widziała jedyne wybawienie dla Miasta i Imperium w namiestniku Syrii - Gajuszu Pescenniuszu Nigrze. Problem polegał jednak na tym, że oprócz niego swoich wodzów okrzyknęły imperatorami również legiony naddunajskie i legiony w Brytanii - Niger nie był więc jedynym konkurentem do cesarskiej purpury. Najbliżej do Rzymu miał z Panonii właśnie Septymiusz Sewer i to on pierwszy w połowie kwietnia (podobnie jak przed stu-dwudziestu-czterema laty Antoniusz Primus) wyruszył w drogę do Italii (w tym samym czasie jego konkurenci - Pescenniusz Niger i Klodiusz Albin dopiero co otrzymali wiadomość o zamordowaniu cesarza Pertynaksa i ledwie co rozpoczynali mobilizację). Sewer minął Alpy (Dydiusz Julian nie zdążył nawet obsadzić górskich przełęczy) i wszedł do doliny Padu, gdzie również nie napotkał żadnego oporu (tamtejsze miasta masowo otwierały przed nim swe bramy - zresztą było im zupełnie obojętne który z kandydatów do cesarskiej purpury będzie nimi władał), podobnie dalsza droga w głąb Italii przypominała spacerek. Julian nie miał wystarczająco dużo wojsk i w zasadzie w samym Rzymie musiał polegać głównie na pretorianach, mimo to - aby zachować godność i powagę - słał gniewne listy do Sewera nakazując mu zawrócić, strasząc, iż w razie odmowy, zostanie uznany za wroga ludu. Oczywiście Sewer nie zawrócił i Julian zmusił Senat by go ogłosił wrogiem ludu (innymi słowy - wyjętym spod prawa bandytą), jednocześnie wyznaczając jego żołnierzom termin złożenia broni, po upływie którego również i oni zostaliby uznani za wyjętych spod prawa. To jednak nie skutkowało a Julian pragnął się zabezpieczyć w każdy możliwy sposób. Na początku zmusił Senat by ten przyznał jego małżonce - Manli Skantilli i córce - Dydi Klarze tytuły august. Jednocześnie usamodzielnił swą córkę i przekazał jej część swego majątku (w razie gdyby przegrał, wówczas majątek córki nie podlegałby konfiskacie) a jej męża - Korneliusza Repentyna uczynił prefektem miasta. 




Starał się też Dydiusz Julian pobić Septymiusza Sewera w inny sposób. Nie rezygnował nawet z... zaklęć magicznych, które miały uderzyć w jego konkurenta. Gdy to nie pomogło, wysłał do obozu Sewera zabójcę, z rozkazem zgładzenia wodza naddunajskich legionów. Oczywiście takie próby nie mogły się powieść, a to z tego względu że każda "nowa gęba" w obozie od razu rzucała się w oczy i bardzo szybko tacy ludzie byli demaskowani. Julian zdawał sobie doskonale sprawę, że prócz legionów Sewera, ma też przeciwko sobie lud rzymski, a to oznacza że lojalność pretorian stoi pod wielkim znakiem zapytania. Imał się więc najróżniejszych sposobów aby utrzymać ich przy sobie. Uwięził i skazał na śmierć Kwintusa Letusa - prefekta pretorium i jednego ze sprawców mordu na (uwielbianym przez pretorian) Kommodusie. Podobnie uczynił z Marcją (która poślubiła wówczas byłego niewolnika Kommodusa, niejakiego Elektusa i miała z nim dziecko), uznając winną zdrady cesarza, którego niegdyś była niewolnicą. Gdy i to okazywało się niewystarczające, postanowił porozumieć się z Sewerem, ofiarowując mu współrządy (pytanie tylko po co tamten miałby się na to godzić, skoro już i tak był zwycięzcą, zaś pozycja Juliana z dnia na dzień stawała się coraz słabsza). Ostatecznie zarządził więc obronę Rzymu i zamienienie miasta w twierdzę. W tym celu ściągał okoliczne oddziały skąd tylko mógł, nawet z floty w Misenum (w czasach Cesarstwa utrzymywanie floty wojennej, a szczególnie w Italii, nie miało większego sensu, choćby dlatego że już do zamierzchłej przeszłości odeszły czasy, gdy na przybrzeżnych wodach grasowali piraci, dlatego też zarówno gwardia pretoriańska jak i korpus floty w Misenum - nie przypominały formacji wojskowych, a tamtejsi żołnierze głównie opływali w dostatki i organizowali parady, natomiast całkowicie odwykli od trudów jakiejkolwiek wojaczki). Problem polegał na tym, że ci żołnierze byli kompletnie nie przygotowani do walki, ponoć nie potrafili nawet ćwiczyć. Podobnie wyglądały próby umacniania Rzymu, które wśród mieszkańców budziły ogromne politowanie i mnóstwo śmiechu (ściągnięto co prawda nawet i słonie bojowe do wzmacniania stanowisk, a i tak wszystko to na darmo, gdyż brakowało zarówno dobrego planu operacyjnego, jak i wykonania a przede wszystkim żołnierskich umiejętności).




Żołnierzy z gwardii pretoriańskiej do działania mobilizowała tylko jedna rzecz, niepewność jak w stosunku do nich zachowa się nowy władca Imperium. Gdyby tylko dał im jakiś znak że pozwoli zachować dotychczasowe przywileje, natychmiast (albo jeszcze szybciej) porzuciliby Dydiusza Juliana i przeszli pod rozkazy Sewera. Septymiusz Sewer doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że nawet najgorsze, najbardziej rozleniwione wojsko, będzie walczyć odważnie i dzielnie, jeśli od tego zależeć będzie życie tych żołnierzy. Po co więc ma tracić siły na niepotrzebne przelewanie krwi, lepiej ogłosić że pretorian nie spotka żadna kara, jeśli tylko obalą Dydiusza Juliana i jego uznają za cesarza. Wysłał więc do Rzymu swego oficera, który miał pretorianom złożyć taką właśnie propozycję - zachowacie życie, jeśli obalicie Juliana. Tych nie trzeba było długo namawiać, sami oczekiwali właśnie takiego gestu, gdyż nie zamierzali walczyć (człowiek który opływa w dostatki, nie ma wcale ochoty, ani nie widzi też sensu by walczyć i ginąć. Jedynym wyjątkiem jest bezpośrednie zagrożenie życia, ale w każdym innym przypadku taki człowiek jest gotów pójść na wszelakie ustępstwa). Natychmiast ruszyli na Palatyn, wyciągnęli Dydiusza Juliana z pałacu cesarskiego i uśmiercili go (ponoć w ostatnich słowach Julian miał zadać im pytanie: "I co ja zrobiłem tak strasznego?"), był 1 czerwca 193 r. (upłynęło więc dokładnie pół roku od zamordowania Kommodusa). Natychmiast też w Ateneum zebrał się Senat, który wydał uchwałę skazującą Juliana na śmierć (ten panował tylko 65 dni), odebrał jego małżonce i córce tytuły augusty oraz zaliczył Pertynaksa (w którego imieniu występował Septymiusz Sewer) w poczet bogów. Przyznał też wszelkie tytuły i zaszczyty Sewerowi, który rozłożył się obozem pod miastem.

Dlaczego cesarz nie wkracza do Rzymu? Co jest powodem tej zwłoki? - zapewne wielu mieszkańców, senatorów i pretorian zadawało sobie wówczas to pytanie. A Septymiusz Sewer zwlekał. Wreszcie wydał rozkaz: wszyscy pretorianie mają się stawić pod miastem w celu złożenia przysięgi wierności nowemu panu Imperium i na znak czci przybyć w strojach paradnych, ale bez broni. Budziło to pewne podejrzenia, ale przecież nie można było postąpić wbrew cesarskiemu rozkazowi, dlatego też żołnierze karnie stawili się w wyznaczonym miejscu, pięknie przyodziani z gałązkami wawrzynu w dłoniach zamiast mieczy. Ustawili się na środku placu w zwartych szeregach, oczekując pojawienia się cesarza i złożenia mu przysięgi wierności (którą wiarołomnie składali i łamali już wielokrotnie). Po ich bokach zaś rozlokowali się żołnierze z legii naddunajskich, którzy coraz bardziej zacieśniali krąg wokół zgromadzonych. Gdy wreszcie otoczyli ich zupełnie, wysunęli przeciwko nim ostrza włóczni. Przerażenie ogarnęło pretorian, nie mieli przecież przy sobie broni (jedynie paradne mieczyki, nie nadające się do walki). I wtedy właśnie ukazał im się nowy cesarz - Septymiusz Sewer, który ozwał się do zgromadzonych szeregów niedawnej jeszcze wojskowej elity, tymi oto słowy: "Zamordowaliście Pertynaksa, dostojnego starca i znakomitego władcę, choć waszym świętym obowiązkiem było strzec i osłaniać go przed wszelkim niebezpieczeństwem. Sprzedawaliście potem za pieniądze godność cesarza rzymskiego, którą dotąd zawsze okrywał majestat. Zdradziliście jednak nawet swego wybrańca. Zasługujecie więc na śmierć po tysiąckroć. Ja wszakże oszczędzę was, aby nie stać się naśladowcą waszych zbrodni. (...) Nie jesteście już żołnierzami. Złożycie tu i teraz cały strój i odejdziecie jak najdalej od Rzymu, a którykolwiek z was ośmieliłby się w przyszłości pojawić bliżej niż sto mil od miasta, zostanie ukarany śmiercią". Tak więc dotychczasowa wojskowa "elita" stała się pośmiewiskiem, upokorzona i zmuszona do porzucenia intratnej służby. Pretorianom odebrano wszystko co posiadali - miecze, pancerze, włócznie, nawet nagromadzone kosztowności. Musieli też porzucić swe konie (niektóre nie chciały odejść od swych panów) i od tej pory żyć jak zwykli, ubodzy wieśniacy.




Dopiero po rozprawieniu się z pretorianami mógł Septymiusz Sewer swobodnie wjechać w mury Rzymu, gdzie od kilku dni oczekiwał go Senat i Lud. Był 9 czerwca 193 r. gdy w uroczystym orszaku wkraczał nowy pan Imperium w mury Wiecznego Miasta (początkowo jechał konno, jak wódz w zbroi, ale tuż przed samymi murami wdział togę i szedł już pieszo, tym samym zamierzając pokazać iż szanuje tradycję i rzymskie - dawno już zapomniane - republikańskie obyczaje). Kasjusz Dion pozostawił relację z tego wydarzenia: "Było to najwspanialsze widowisko jakie kiedykolwiek oglądałem. Wieńce z kwiatów, wawrzyny, różnobarwne kobierce zdobiły całe miasto. Wszędzie pełno było świateł i płonęły kadzidła. Mieszkańcy jasno odziani i promieniejący weselem wznosili radosne okrzyki. Żołnierze prezentowali się znakomicie, gdy maszerowali w swych zbrojach jak podczas uroczystego pochodu świątecznego. Także my, senatorzy, kroczyliśmy w porządku, tłum natomiast kłębił się i cisnął, wszyscy bowiem pragnęli ujrzeć cesarza i usłyszeć jego słowa". Uroczysty pochód oczywiście udawał się na Kapitol, gdzie po złożeniu ofiar Jowiszowi Najlepszemu Największemu, cesarz Septymiusz Sewer oddał cześć innym bogom. Dopiero wieczorem (lub zgoła w nocy) udał się do swych cesarskich komnat w pałacu na Palatynie - był to pierwszy dzień jego rządów. Dnia następnego (10 czerwca) wygłosił w Senacie uroczystą mowę, jednocześnie podkreślając że jego panowanie będzie okresem sprawiedliwości i szczęścia dla obywateli (który władca i która władza nie uważa własnych rządów za najlepsze i najsprawiedliwsze dla poddanych?). Oczywiście obiecał wolność słowa i zakazał wszelkich donosów (każdy "cesarz" - nawet ci nam współcześni, którzy uważają się za demokratów - tak właśnie zaczynają. A jak kończą? Oto jest pytanie? "Nie jest ważne jak mężczyzna zaczyna, ale jak kończy" - rzekł niegdyś pewien klasyk).
 



WKROCZENIE DO RZYMU NADDUNAJSKICH LEGIONÓW SEWERA, PRZYPOMINAŁO TRIUMF RZYMSKIEGO WODZA



Mimo tych szumnie zapowiadanych deklaracji, cesarz zrobił kilka wyjątków. Po pierwsze, córce Dydiusza Juliana - Dydi Klarze odebrano majątek ojca, który ten wcześniej jej przekazał. Po drugie, swemu zaufanemu oficerowi - Plaucjanowi, nakazał odnaleźć i uwięzić dzieci Pescenniusza Nigra - który obecnie stanowił poważne zagrożenie, jako potencjalny kandydat do cesarskiej purpury. Septymiusz Sewer przeprowadził też reformę gwardii pretoriańskiej, przyznając służbę w tej elitarnej jednostce, nie jak dotąd zblazowanym mieszkańcom Rzymu i Italii, którzy nie zamierzali służyć długich lat w niebezpiecznych regionach, tylko od razu załatwiali sobie "ciepłą posadkę" w formacji doskonale opłacanej a przy tym nie mającej praktycznie żadnych obowiązków. Odtąd do pretorian można było wysłać jedynie wyróżniających się żołnierzy z formacji nadgranicznych (notabene, który dowódca chciałby się też pozbywać dobrego żołnierza?). To rozwiązanie budziło pewien sprzeciw w Senacie, ale niezbyt głośny, gdyż w mieście wciąż jeszcze przebywali legioniści znad Dunaju, którzy dla Rzymian niewiele różnili się od barbarzyńskich ludów spoza granicznego limesu. Byli nieokrzesani, wulgarni, a poza tym mieli miecze i jak chcieli coś mieć, to... po prostu sobie to brali - któż mógłby im bowiem zabronić? To oni zwyciężyli, to oni teraz stanowili prawo w Rzymie. A tymczasem cesarz Sewer postanowił urządzić dwie wielkie uroczystości, które miały znamionować chwałę nowych rządów. Pierwszą był majestatyczny, ponowny pochówek cesarza Pertynaksa. Rzymianie od bardzo dawna nie oglądali takiego święta przy takiej obstawie i splendorze. Na Forum Romanum stanął budynek otoczony czterema kolumnami ze złota i kości słoniowej. W jego środku ustawiono trumnę ze zwłokami cesarza Pertynaksa, złożoną na przetykanych złotem i srebrem kobiercach. Ciało Pertynaksa co prawda nie nosiło jeszcze oznak rozkładu, ale bez wątpienia nie pachniało zbyt dobrze, przez co przyciągało szereg drobnych insektów, szczególnie much. Potrzebny więc był ktoś, kto stojąc przy zwłokach będzie odganiał owe muchy. Wybrano do tej roli przystojnego młodzieńca, przebranego w śnieżnobiałą tunikę (choć oczywiście Pertynaks twarz miał przykrytą woskową podobizną). 

Nim rozpoczęła się cała uroczystość, najpierw przebrany w czarny, żałobny strój, do trumny zbliżył się cesarz Septymiusz Sewer wraz z małżonką - Julią Domną, by oddać cześć swemu przybranemu ojcu (Sewer zaliczył się bowiem do rodu Pertynaksa i panował odtąd jako: Imperator Cezar Lucjusz Septymiusz Sewer Pertynaks Augustus). Następnie kroczyli wszyscy senatorowie (wraz z małżonkami), potem ekwici (z małżonkami) i wreszcie lud cały, który z oddali (aby nie uszkodzić ciała ani wzniesionego naprędce budynku) przyglądał się zamordowanemu z końcem marca tego roku, władcy. Następnie ubrane w czerń kobiety weszły do przybytku, mężczyźni zaś stanęli na zewnątrz i rozpoczęła się uroczystość pogrzebowa (która była raczej demonstracją potęgi nowego władcy). Pertynaks - jako triumfator, miał "doglądać" przechodzącej przed jego trumną parady wielkich rzymskich zdobywców, wodzów i polityków z dawnych wieków, których niesiono teraz posągi. Następnie pojawił się chór, złożony z mężczyzn i chłopców - śpiewających żałobne pieśni ku czci zmarłego. Potem prezentowano wszystkie podbite przez Rzymian ludy, których postaci (przybrane w rodzime stroje) uwidocznione zostały na kolejnych posągach. Następnie przemaszerowały kolegia zawodowe (w tym również członkowie tak popularnych w Rzymie frakcji cyrkowych, specjalizujących się w wyścigach rydwanów. Były cztery takie frakcje - Czerwoni, Zieloni, Biali i Błękitni, przez pewien czas istniała też frakcja Złotych - a kibice każdego z nich potrafili nawet wzajemnie się mordować podczas swoistych "kibolskich ustawek"). Za nimi pojawiły się wizerunki sławnych Rzymian, którzy przeszli do historii jako wielcy poeci, twórcy i wynalazcy. Pochód zamykali żołnierze w pełnych zbrojach, następnie dary pogrzebowe jakie miano złożyć na ołtarzu ku czci Pertynaksa, oraz niesiony złoty ołtarz, przetykany drogimi kamieniami i kością słoniową, sprowadzaną aż z Indii. Gdy dopełniono tych wszystkich uroczystości i złożono dary na stosie pogrzebowym (na którym spoczęło też ciało cesarza Pertynaksa), konsulowie wzięli pochodnie w dłonie i cisnęli je na mary które stanęły w płomieniach (w tym momencie z klatki umieszczonej pod ołtarzem wypuszczono orła, który miał symbolizować ulatującego ku niebiosom cesarza). Bez wątpienia musiało to być niezwykłe widowisko.




Drugim, równie wielkim przedstawieniem, były wspaniałe munera, urządzone podczas czerwcowego święta (obchodzonego zwykle 24 czerwca) ku czci bogini Fortuny. Rzymianie, po dopełnieniu obowiązków związanych z pielgrzymowaniem tego dnia do dwóch pod-rzymskich świątyń bogini (najczęściej płynięto tam łodzią po Tybrze, była to też okazja dla zakochanych by ci spędzili ze sobą trochę czasu), mogli następnie uczestniczyć w trwających kilka dni cesarskich munera, odbywających się zarówno w Cyrku Wielkim (wyścigi rydwanów) jak i w Koloseum (walki gladiatorów, walki z dzikimi zwierzętami). W tym ostatnim miejscu cesarz urządził swemu ludowi prawdziwy crème de la crème - czyli naumachię, pokaz walk morskich (w tym celu część Koloseum zostało wypełnione wodą i wciągnięto tam okręty, których składy złożone były oczywiście z gladiatorów). Okres niekończących się zabaw i radości na koszt państwa trwał do początku lipca 193 r. Wciąż było bowiem trzech władców Imperium a pozycja Sewera - mimo zdobycia Rzymu - wcale nie była taka pewna, tym bardziej że Pescenniusz Niger wciąż był bardzo popularny, a wdzięczność ludu (za owe igrzyska i uroczystości) szybko poszłaby w zapomnienie, gdyby tylko tamten przedostał się z wojskiem do Italii. Należało więc działać błyskawicznie, gdyż teraz każda zwłoka mogła już kosztować życie. Aby nie prowadzić wojny na dwóch frontach, Sewer musiał najpierw rozwiązać kłopotliwy problem słabszego (posiadającego mniejsze wojska) Klodiusza Albina, który, jak na razie, nie przeprawił się jeszcze z Brytanii na kontynent i można go było próbować przekupić. Głównym zagrożeniem zaś był Niger, bowiem on też nie próżnował i zgromadził sporą armię, szykując się do wyprzedzającego ataku na Italię.




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...