WYŚWIETLENIA

02 lutego 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XV

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XII



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XII





SŁOWIANIE W ANATOLII, NA BLISKIM WSCHODZIE I W EGIPCIE 
(ok. 1200 r. p.n.e. - ok. 1180 r. p.n.e.)
Cz. VII



BLISKI WSCHÓD W OGNIU SŁOWIAŃSKICH ŻAGIEW
(ok. 1200 r. p.n.e. - 1170 r. p.n.e.)
Cz. VIII


 



EGIPT
DRUGA INWAZJA
(ok. 1178 r. p.n.e.)



Ok. 1185 r. p.n.e. (1186 r. p.n.e.) na egipski tron wstąpił młody władca, syn Setnachta, założyciela nowej XX Dynastii, który przybrał sobie imię Ramzesa III (oczywiście mając w pamięci fakt, że starożytni Egipcjanie nie stosowali numerycznego rozróżniania poszczególnych władców). Ten młody władca we wszystkim nawiązywał do swego wielkiego poprzednika - Usermaatre Setepenre Ramzesa (II) Meriamona (zwanego po prostu Ramzesem II Wielkim), po którego śmierci (ok. 1213 r. p.n.e.) Egipt zaczął doświadczać coraz większego kryzysu i upadku swej dotychczasowej, mocarstwowej pozycji. Co prawda jeszcze syn Ramzesa II - Bienre Meriamon Merenptah Hetephermaat (czyli Merenptah) zdołał utrzymać polityczną stabilność kraju i prowadził szeroką działalność budowlaną (m.in. budowa swojej świątyni grobowej, rozbudowa świątyni Ptaha w Memfis i umocnienie tego miasta, a także rozbudowa portu w Heliopolis), powstrzymał też pierwszy najazd "Ludów Morza" (ok. 1207 r. p.n.e.), jednak gdy zmarł (ok. 1203 r. p.n.e.) tron Egiptu przywłaszczył sobie (z pominięciem prawowitego następcy tronu - syna Merenptaha - księcia Setiego) niejaki - Amenmes (jego pełne tronowe imię brzmiało: Menmire Setepenre Amenmose), wnuk Ramzesa II (ponoć syn jego córki o imieniu - Tachat). Odsunął on Setiego na dalszy plan podstępem, organizując po śmierci Merenptaha jego uroczysty pogrzeb i od razu koronując się podwójną biało-czerwoną koroną na króla Obu Krajów (Górnego i Dolnego Egiptu). Seti musiał wówczas być nieobecny w Pi-Ramzes i gdy dowiedział się co zaszło, było już za późno i musiał uznać władzę swego kuzyna. Amenmose nie był jednak przygotowywany do objęcia tronu (nawet jako jeden z możliwych kandydatów), a świadczy o tym fakt, iż jego żoną była kobieta nie spokrewniona z rodziną panującą, a nosiła ona imię Bekenurel. Rządy Amenmose nie trwały długo i już w pięć lat po objęciu władzy złożony został do swego grobu w Dolinie Królów. Teraz znów nadszedł czas Setiego, który koronował się jako: Usercheperure Meriamon Seti (II) Meneptah. Zaraz też po odprawieniu ceremonii pogrzebowych swego poprzednika, zaczął usuwać wszelkie jego inskrypcje z kartuszy i pomników i nazwał go uzurpatorem (grobowiec Amenmose celowo też nie został dokończony, co miało świadczyć o jego uzurpacji, czyli zamachu na "Boską Linię Królów"). Seti II miał wówczas ponad pięćdziesiąt lat i trzy oficjalne żony - Tachat (nie należy jej łączyć z córką Ramzesa II o tym samym imieniu), Tauseret oraz Tiję. To ta ostatnia dała mu syna, który przeżył wiek młodzieńczy i objął tron po śmierci swego ojca (mówi się że Seti II panował sześć lat, ale z pewnością zalicza się tutaj lata od śmierci jego ojca - Merenptaha, podczas których Seti był odcięty od władzy przez swego kuzyna Amenmose, a gdy objął tron, panował zapewne nie dłużej, jak kilkanaście miesięcy, może rok), a zwał się Ramzesem-Siptahem.

W chwili objęcia władzy (ok. 1197 r. p.n.e.), Ramzes-Siptah był jeszcze dzieckiem, przeto rządy w jego imieniu objęła Wielka Małżonka Królewska (po śmierci Tachat była nią Tauseret), matka pierwszego syna i następcy tronu Setiego II - Setiego-Merenptaha, który jednak nie doczekał chwili intronizacji i zmarł na krótko przed swym ojcem. Tak więc realnie rządy nad państwem spoczęły teraz w ręku kobiety, która dodatkowo nie była matką panującego władcy, lecz jego macochą. Tauseret uczyniła naczelnym skarbnikiem państwa swego kochanka o imieniu Baj (wcześniej pełnił on funkcję nadwornego pisarza) i obaj wspólnie zarządzali Egiptem. Baj doszedł do takiej władzy, że otrzymał prawo wykucia własnego grobu w Dolinie Królów (pozycja KV13), ale Egipcjanom nie żyło się wówczas dobrze i źle wspominali potem ten okres: "W Egipcie zabrakło władzy, każdy sam sobie stanowił prawo. Przez wiele lat nie było bowiem panującego, póki nie nastał czas innych. Egipt podzielili między siebie dostojnicy i naczelnicy osad, a każdy mordował drugiego, bogatego czy biednego. Potem nastał inny ród panujący w pustych latach. Przyłączył się do niego Syryjczyk Jarsu, pełniący wysoki urząd. Na całym kraju położył rękę jako zarządca: i on, i tamci połączyli się, by grabić ludzi! A bogów traktowano nie lepiej niż ludzi: w świątyniach nie składano już ofiar" (Papirus Harris I 75.2-6). Gwoli wyjaśnienia pragnę nadmienić że zdanie "przez wiele lat nie było bowiem panującego" odnosi się do egipskiej tradycji, która rządy uzurpatorów kazała określać jako stan bezkrólewia, zaś ów Syryjczyk Jarsu, który jest tu wymieniony, to z pewnością ów skarbnik i królewski kochanek - Baj, który musiał zmienić imię na egipskie aby móc objąć jakikolwiek urząd i zostać pochowany na egipskiej ziemi. Ok. 1194 r. p.n.e. (po upływie trzech lat) Ramzes-Siptah (zapewne za radą swojej matki lub ludzi, którzy pragnęli odsunąć od władzy królową Tauseret i jej syryjskiego pomagiera) zmienił swe imię i zwał się odtąd Merenptah-Siptah. W zasadzie nie wiadomo czym miała być podyktowana zmiana królewskiego imienia, gdyż nie pociągnęła ona za sobą żadnego wzmocnienia pozycji panującego władcy kosztem regentki? Prawdopodobnie więc projektowany zamach haremowy nie doszedł do skutku, a Tauseret okazała się zbyt silna, aby można było ją obalić, przeto młodemu władcy pozostała wówczas jedynie zmiana imienia. Zresztą zmarł on po upływie kolejnych trzech lat (ok. 1191 r. p.n.e.) i teraz to Tauseret (podobnie jak prawie trzysta lat wcześniej królowa Hatszepsut) koronowała się na władcę Egiptu. Była drugą kobietą która przywdziała białą koronę Górnego i czerwoną koronę Dolnego Egiptu (i zaledwie jedną spośród czterech kobiet, które w ciągu tysiąca lat władały Krajem Piramid). Gdy tylko zabalsamowane ciało Merenptah-Siptaha złożone zostało do grobu, królowa kazała zniszczyć jego kartusz, a świątynię (podobnie jak w przypadku Amenmose) pozostawić nieukończoną. Była to zapewne jej prywatna zemsta za nieudaną próbę zamachu stanu sprzed trzech lat.




Jej rządy też jednak trwały krótko bo zaledwie trzy lata, ale okres regencji i panowania został zaliczony, gdyż rządy Tauseret odnotowano zarówno na Synaju, jak i w Palestynie, a ona sama kazała sobie zbudować grobowiec w Dolinie Królów i świątynię grobową na południe od Ramasseum. Zmarła ok. 1188 r. p.n.e. i zastąpił ją na tronie faraonów założyciel kolejnej, XX Dynastii - Userchaure Setepenre Meriamon Setnacht, który ponoć przywrócił porządek w kraju po latach chaosu. Po złożeniu do grobu królowej Tauseret, obalił on Syryjczyka Baję, skazując go na śmierć. Przejął świątynię grobową poprzedniej królowej i poza tym nic więcej nie wiadomo o jego rządach. Panował bowiem też bardzo krótko - zaledwie dwa lata (do ok. 1286 r. p.n.e.). Po nim zaś tron objął jego syn - Ramzes, który koronował się jako: Usermaatre Meriamon Ramzes (III). Ten młody władca - jak już wspomniałem - wzorował się na swym sławnym poprzedniku z poprzedniej Dynastii - Ramzesie II Wielkim i można powiedzieć, że on również zasłużył sobie na ten sam przydomek. Czasy w których przyszło mu żyć i panować nie należały bowiem do łatwych, jako że dramatycznie zmieniała się sytuacja międzynarodowa wokół Egiptu. Państwo Hetytów pod rządami Supiluliumy II właśnie się rozpadało pod ciosami najezdniczych ludów z Północy, Syria i Kanaan również przeżywały kryzys i podatne były na podobne ataki. Słabła też Babilonia pod rządami Meli-Szipaka, który zmuszony został do złożenia hołdu władcy Elamu - Szutruknahnutne. Asyria również przeżywała rozpad władzy centralnej po śmierci wielkiego Tikulti-Ninurty I (ok. 1207 r. p.n.e.), bowiem jego syn (Aszur-nadin-apli) i bratanek (Aszur-nirari III) nie byli w stanie oprzeć się potędze kapłanów boga Aszura i arystokracji wojskowej, do której doszła również w tym czasie arystokracja biurokratyczna. W takiej to sytuacji osłabienia bliskowschodnich struktur państwowych, na arenę dziejów wkroczyły tzw.: "Ludy Morza", czyli przybysze z odległych, północnoeuropejskich ziem, którzy wypchnięci z własnych terenów (z pewnością ogromny wpływ na tę migrację miała bitwa w Dolinie Dołęży z ok. 1250 r. p.n.e., która odkryta została dopiero kilka lat temu i już ogłoszona... jedną z największych bitew starożytności) szukali teraz nowych ziem pod osiedlenie. Z perspektywy Egiptu sytuacja była jednak o tyle groźna, że agresja "barbarzyńców" groziła temu krajowi zarówno od Zachodu jak i od Wschodu.




Ramzes III doskonale zdawał sobie z tego sprawę, a pragnąc zwycięstw i sławy swego wielkiego imiennika, postanowił uprzedzić atak. W piątym roku swego panowania (ok. 1181 r. p.n.e.) wyruszył na Libię (lud Tehenu), skąd prawie trzydzieści lat wcześniej doszło do inwazji na Deltę zarówno lokalnych plemion, jak i przybyłych na swych okrętach z Północy plemion - Szardanów oraz Lukka. Kampania ta jednak nie zakończyła się zwycięstwem i Egipcjanie musieli się stamtąd wycofać. Teraz ruch należał do "barbarzyńców", którzy w ósmym roku rządów Ramzesa III (ok. 1178 r. p.n.e.) uderzyli w lądowo-morskim najeździe na Egipt. Szardanowie i Lukka maszerowali drogą lądową z Kanaanu na Deltę, zaś plemiona Szakalasz, Maszuasz, Akauasz i Tursza atakowały od strony morza. Był to niszczycielski najazd, który miał zaważyć na dalszych losach Egiptu. Celem najeźdźców było zdobycie Memfis (które to miasto znów stało się głównym ośrodkiem Egiptu, po przeniesieniu tam władzy z Pi-Ramzes za czasów Setnachta). Ramzes III zgromadził swą armię na Synaju i pomaszerował z nią do południowej Palestyny, gdzie w rejonie miasta Aszkelon napotkano siły nieprzyjaciela. W bitwie pod Aszkelonem Egipcjanom udało się zatrzymać pochód Ludów Morza, ale poniesiono tam też spore straty liczebne. W każdym razie najeźdźcy zawrócili a Egipcjanie nie mieli siły, aby ich ścigać i również powrócili do siebie. Tymczasem w rejonie Delty atakujące plemiona próbowały przedostać się od strony morza na egipskie wybrzeże i również w ten sposób opanować Memfis. Stała tam jednak już egipska flota i w bitwie morskiej o Deltę najeźdźcy także zostali pokonani. Ramzes - ogromnym kosztem -zdołał ocalić swój kraj i na swoje konto zapisał dwa wspaniałe zwycięstwa. Niestety, nie zostały one dostatecznie wykorzystane, jako że Ludy Morza nie zostały definitywnie rozbite, a jedynie zmuszono je do odwrotu. Pozwoliło to potem tym plemionom osiedlić się na stałe zarówno na Wschodzie (Kanaan a szczególnie Kraj Nadmorski), jak i na Zachodzie (Libia), co w późniejszych latach uniemożliwiło Egipcjanom odrodzenie swojej mocarstwowej polityki i ponowną ekspansję w kierunku Palestyny i Libii. Doprowadziło to do swoistej filistyńskiej dominacji w Kanaanie, która trwała nieprzerwanie przez 250 lat i zakończyła się dopiero wraz z najazdem faraona Szeszonka I (z Dynastii libijskiej - dynastii "jasnowłosych" i "błękitnookich" Libijczyków, co samo w sobie stanowi kuriozum) w 925 r. p.n.e. Egipcjanie byli w stanie pobić najeźdźców, ale nie potrafili ich ostatecznie pokonać, co też doprowadziło do sytuacji, w której Egipt realnie utracił swoje wpływy w Palestynie i sprowadzony został do roli państwa które musiało się liczyć z miastami-państwami filistyńskiego Pentapolis a nawet z Libijczykami. Czy było to więc zwycięstwo o jakim marzył faraon? Wydaje się że nie, choć Ramzes III na tym nie poprzestał i w jedenastym roku swego panowania (ok. 1175 r. p.n.e.) ponownie wyprawił się na Libię, a jeśli wierzyć jego reliefom ze świątyni grobowej w Medinet Habu, odniósł tam kolejne zwycięstwo. Do egipskiej niewoli dostało się wielu libijskich jeńców, którym wypalano teraz na ciele piętno ich niewolniczego stanu, a stada i dobytek jaki posiadali, zapełniły majątek faraona oraz egipskich świątyń.




Były to jednak już ostatnie lata egipskiej chwały. Wkrótce potem ukończono świątynię grobową faraona w Medinet Habu (12 rok jego panowania) na której to przedstawiono wszystkie te sceny rodzajowe walk Egipcjan z najeźdźcami (pokazano tam również Syryjczyków, Hetytów i Nubijczyków, aby jeszcze bardziej rozsławić egipski triumf, choć oni akurat udziału w walkach nie brali - co prawda znalazłem wzmiankę o pewnym oddziale Hetytów który dotarł wówczas do Kadesz, ale o jakichkolwiek walkach z Egipcjanami nic tam nie ma, tym bardziej że państwo Hetytów w tym właśnie czasie... już nie istniało). Co ciekawe, kryzys Egiptu powrócił wkrótce po tym sławnym zwycięstwie i przejawiał się zarówno w gospodarce (np. królewscy robotnicy w Deir el-Medina całymi tygodniami nie otrzymywali swej zapłaty - wypłacanej wówczas w postaci niezbędnego zaopatrzenia), jak również w próbach buntu społecznego i niepewności co do lojalności urzędników. Przede wszystkim jednak prawdziwy bunt zrodził się w samym haremie, gdzie ok. 1155 r. p.n.e. jedna z żon władcy, imieniem - Tiji, aby utorować drogę na tron dla swego syna - Pentuara, opracowała plan zamachu na życie władcy, który powiódł się jedynie częściowo. Co prawda spiskowcom udało się zamordować Ramzesa III (jego mumia długo nie wykazywała żadnych oznak przemocy fizycznej, ostatecznie jednak archeolodzy i patomorfolodzy dopatrzyli się nacięcia na kręgu szyjnym; czyli władca ten zginął, gdy podcięto mu gardło), ale już im się nie udało wprowadzić na tron Pentuara, gdyż starszy syn zamordowanego - Ramzes, sam objął tron i koronował się jako: Hekamaatre Setepenamon Ramzes (IV). Wytoczył on natychmiast proces wszystkim autorom haremowego spisku, na którym to zapadło wiele wyroków śmierci (niektórzy ze spiskowców zostali zmuszeni do popełnienia samobójstwa jeszcze podczas procesu), tak stało się chociażby z Tiji i jej synem Pentuarem (co do Tiji nie ma stuprocentowej pewności, istnieją tylko przypuszczenia; Pentuar natomiast został zmuszony do honorowego samobójstwa, aby nie zostać skazanym na śmierć lub nawet pod danym torturom. Innym ważnym argumentem, który niewątpliwie przemawiał do każdego Egipcjanina, było utrzymanie jego ciała po śmierci w niezniszczonym stanie, gdyż Egipcjanie wierzyli, że aby dostać się do Krainy Bogów, muszą zachować ciało w niezniszczonym stanie - stąd praktyka mumifikacji - jeśli by mu tego odmówiono, mógłby uznać że po prostu po śmierci przestanie istnieć, dlatego też wybrał samobójstwo, aby tylko zachować duszę po śmierci). Ale to już opowieść na zupełnie inny temat, tymczasem my ponownie wróćmy teraz do Kanaanu, gdzie przyjrzymy się tworzeniu i umacnianiu filistyńskiej dominacji w Palestynie.




CDN.

01 lutego 2026

WIELKA WOJNA NA WSCHODZIE - Cz. XIX

OSTATNIA WOJNA 
HELLEŃSKIEGO ŚWIATA





EGIPT PTOLEMEUSZY
(RETROSPEKCJA)
Cz. XIX




Wojna pomiędzy sojuszem greckich miast Syrakuz i Akragas a władcą plemienia sycylijskich Sykulów - Duketiosem, wybuchła w 451 r. p.n.e. Pierwszym celem króla Sykulów było miasto Etna (czyli dawne Naksos) leżące w strefie wpływów Syrakuz. Duketios zdobył to polis, a następnie skierował się przeciwko Akragas, zajmując twierdzę Motyon. Połączone siły Akragas i Syrakuz próbowały przeszkodzić Duketiosowi w opanowaniu tej twierdzy, ale wojska greckie poniosły porażkę w bitwie z armią Sykulów pod Motyon i musiały zawrócić. Duketios był teraz panem sytuacji, opanował znaczne tereny należące do Greków, zajął Naksos i kontrolował ziemie południowo-wschodniej Sycylii, wbijając się klinem pomiędzy miasta Akragas, Gela i Syrakuzy. Na opanowanych przez siebie ziemiach nie prześladował jednak ludności greckiej, spodziewając się że taka polityka ułatwi mu w przyszłości zawarcie korzystnego pokoju oraz być może sojuszu z greckimi miastami na wyspie. W Syrakuzach natomiast lud postanowił surowo ukarać dowódców, którzy ponieśli klęskę w bitwie z Duketiosem pod Motyon. Kilku z nich ukarano śmiercią, w większości jednak zostali oni skazani na wygnanie, a następnie wybrano nowych dowódców i przygotowano się do nowej wojny na wiosnę roku 450 p.n.e. Nową kampanię skoordynowano z mieszkańcami Akragas, którzy mieli uderzyć na Motyon, natomiast Syrakuzańczycy ruszyliby bezpośrednio do kraju Sykulów. Tak też się stało i wiosną 450 r. p.n.e. wojska syrakuzańskie wdarły się na ziemie plemienia Sykulów, gdzie drogę zastąpił im Duketios ze swoją armią, natomiast Akragazyci podeszli pod Motion i odbili tę twierdzę. W kraju Sykulów zaś (w bliżej nieokreślonym miejscu) doszło do krwawej bitwy, która ostatecznie zakończyła się klęską Duketiosa, jednak Syrakuzańczycy również ponieśli tam znaczne straty. Sycylijski władca jednak w obliczu klęski militarnej i utraty wszystkich swych sojuszników nie popełnił samobójstwa a wybrał ucieczkę i to gdzie - zdając sobie sprawę że Syrakuzanie respektują prawa błagalników, zbiegł właśnie do Syrakuz, gdzie jako błagalnik pod posągiem Apollina błagał o darowanie mu życia. Zgromadzenie Ludowe obywateli miasta postanowiło więc darować mu życie (uśmiercenie bowiem błagalnika u stóp bóstwa było niewybaczalnym świętokradztwem, a nowe, demokratyczne władze Syrakuz bardzo dbały o to, aby ich stosunki z bogami były jak najlepsze). Postanowiono jednak wysłać Duketiosa z dala od Sycylii i jako miejsce pobytu wybrano Korynt w Grecji właściwej, przyznając Duketiosowi jednocześnie roczne stypendium, aby mógł dostatnio żyć w tym mieście i nigdy już nie wrócić na wyspę.




Sukces odniesiony w wojnie z Sykulami (których związek po upadku Duketiosa rozpadł się), znacznie wzmocnił Syrakuzy i ponownie wysunął je na pierwsze miejsce wśród wszystkich greckich miast na Sycylii. Znacznie wzmocniło to też młodą, bo zaledwie 15-letnią syrakuzańską demokrację. Zresztą Syrakuzy już wcześniej odniosły sukces w pierwszej wielkiej wojnie, jaką toczyła ta młoda demokracja z wrogiem zewnętrznym którym byli Etruskowie. W 454 r. p.n.e. zajęli oni wyspę Elbę (Ajthalię), zaatakowali etruskie posiadłości w Alerii na Korsyce (dawnej greckiej Alalii), oraz spustoszyli wybrzeże Etrurii, zdobywając mnóstwo łupów i uprowadzając lokalną ludność w niewolę. Wyrośli przez to na pierwszą wyspiarską potęgę, zostawiając w tyle takie miasta jak Akragas, Gela czy Messana. Bardzo nie podobało się to szczególnie dotychczasowym syrakuzańskim sojusznikom z Akragas, a punktem zapalnym dodatkowo był fakt, że Syrakuzańczycy nie porozumieli się z mieszkańcami Akragas, decydując się pozostawić przy życiu Dukatiosa i odesłać go do Koryntu. Konflikt ten trwał kilka lat, aż wreszcie w 446 r. p.n.e. Syrakuzy (wierząc w siłę swego oręża) oficjalnie wypowiedziały wojnę Akragas. Aby jeszcze bardziej rozsierdzić swego dawnego sprzymierzeńca, Syrakuzańczycy sprowadzili z powrotem na Sycylię Duketiosa - polecając mu założenie wspólnej kolonii Greków i Sykulów na przylądku Kale Akte (obfitego w liczne lasy potrzebne do budowy okrętów). Duketios wywiązał się z tego zadania, pragnąc jednak odbudować swe dawne królestwo i uniezależnić się od Syrakuz, ale początkowo udawał sojusznika, dążąc jednak do wzmocnienia swej władzy i odbudowy własnej armii. Tymczasem hoplici Syrakuz (i sprzymierzonych polis m.in.: Naksos i Messany) rozgromili w bitwie w rejonie Akragas tamtejszą armię (445 r. p.n.e.) wygrywając wojnę i umacniając się jako niepodważalny hegemon Sycylii. W czasach gdy w Grecji właściwej rosła potęga Związku Morskiego podlegającego Atenom, a Perykles w 446 r. p.n.e. rozpoczął kampanię karną przeciwko zbuntowanym miastom Eubei (oficjalnie zbuntowanym przeciwko polityce Związku Morskiego, a realnie przeciwko całkowitej dominacji Aten) niszcząc przede wszystkim Histiaję i zasiedlając ją ateńskimi kleruchami (kolonistami), w tym właśnie czasie, po dwudziestu latach istnienia demokracji syrakuzańskiej, miasto to ponownie odzyskało dawne wpływy, jakie posiadało w czasach rządów tyranów.

Na prawie całej Sycylii (nie licząc tych emporiów na zachodzie wyspy, które były kontrolowane przez Kartagińczyków) nastał więc pokój na warunkach narzuconych przez Syrakuzy. Wszyscy wrogowie zostali skutecznie pokonani lub odepchnięci z wyspy, Kartagińczycy już czterdzieści lat utrzymywali pokój (po klęsce pod Himerą z 480 r. p.n.e.) i woleli zająć się handlem niż prowadzić wojnę z Grekami, Etruskowie zaś nie zapędzali się już w rejon Cieśniny Meseńskiej, zaś wydarzenia w południowej Italii niewiele obchodziły mieszkańców Syrakuz (a rósł tam konflikt pomiędzy miastami Tarentem i Siris w Zatoce Tarenckiej - który w latach 30-tych V wieku p.n.e. doprowadzi do wojny pomiędzy tymi polis). Natomiast w ogóle już Syrakuzańczycy nie zaprzątali sobie głowy wydarzeniami dziejącymi się wówczas w mieście ulokowanym nad brzegiem Tybru, które w przyszłości stworzy jedno z największych imperiów w dziejach świata - czyli w Rzymie - wówczas wciąż jeszcze dużej wiosce, która tylko z nazwy była osadą typu miejskiego. W roku zwycięstwa Syrakuz nad Akragas (czyli 445 p.n.e.) w Rzymie ustawą trybuna ludu - Gajusza Kanulejusza zezwolono na zawieranie małżeństw pomiędzy patrycjuszami a plebejuszami. Rzymska Republika też była młoda (miała bowiem zaledwie 65 lat) i wciąż nie do końca ukształtowana. Dopiero bowiem niedawno - z punktu widzenia okresu o którym opowiadam - spisano w Rzymie pierwsze prawa. W 451 r. p.n.e komisja decemwirów wystawiła na Forum Romanum dziesięć kamiennych tablic ze spisanymi podstawowymi prawami, które notabene obowiązywały w rzymskim prawodawstwie przez prawie cały okres istnienia Imperium Romanum (pierwsza bowiem kodyfikacja została poczyniona dopiero w 438 r. za cesarza Teodozjusza II, gdy Imperium Rzymskie na Zachodzie zaczęło powoli sypać się w gruzy. Tak więc przez prawie 890 lat Rzymianie opierali się jedynie na prawie tych oto dwunastu kamiennych tablic (dwunastu, ponieważ dwie dodatkowe wystawiono na Forum w 449 r. p.n.e. po Drugiej Secesji plebejuszy na Świętą Górę. Wówczas też oficjalnie przyjęto nazwę konsulów jako najważniejszych urzędników państwowych, wcześniej bowiem od 509 r. p.n.e. zwano ich pretorami najwyższymi - praetores maximi). Prawa Dwunastu Tablic młodzi Rzymianie uczyli się w szkołach na pamięć (tak jak Grecy na pamięć uczyli się Iliady, a w czasach Peryklesa dodatkowo ateńscy młodzieńcy musieli znać na pamięć "pieśń tyranobójców" zwaną też "pieśnią wolności" - Harmodiosa i Aristogejtona, którzy w 514 r. p.n.e. zamordowali tyrana Hipparcha). W 447 r. p.n.e. wprowadzono również dodatkowo wybieralny urząd kwestorów (oskarżyciel publiczny - sędzia śledczy), dotychczas mianowanych przez konsulów, teraz zaś wybieranych spośród patrycjuszy, a od 409 r. p.n.e. również spośród plebejuszy. Zaś w 443 r. p.n.e wprowadzono funkcję cenzora - również (do roku 351 p.n.e.) dostępnego tylko dla patrycjuszy. Tak oto zaczął kształtować się system republikańskiej rzymskiej władzy.




Ale Greków na Sycylii polityczne rozwiązania jakiejś nadtybrzańskiej wioski zupełnie wówczas nie interesowały, większość zaś nawet nie zdawała sobie sprawy z istnienia takiej osady jak Roma. Zajmowała ich natomiast kwestia rosnącego w siłę w kolonii Kale Akte Duketiosa, który sprowadzał tam coraz więcej Sykulów i tworzył z nich swoją armię. Sytuacja stawała się na tyle poważna, że otwarcie już szykowano się do nowej wojny z Dukatiosem i tylko jego śmierć w 440 r. p.n.e. (prawdopodobnie z przyczyn naturalnych, ale któż to teraz może stwierdzić z całą pewnością?) spowodowała, iż Sykulowie ponownie się rozpadli na szereg mniejszych grup, które kontrolowały poszczególne miasta w środkowo-wschodniej Sycylii, a z nimi już Syrakuzanom poszło dość łatwo i do 439 r. p.n.e. zdobyli oni zarówno Morgantinę, Palike jak i Hennę - główne miasto Sykulów. Następnie nałożono na te miasta daninę, o czym wspomina zarówno Diodor jak i Tukidydes (ten ostatni dodaje jednocześnie że nie wszystkie miasta sykulskie na Sycylii zostały podporządkowane Syrakuzom, część zdołała zachować wolność, jak choćby Hybla). Syrakuzy zaś bez wątpienia rosły w siłę i potęgę. Do miasta sprowadzono licznych sykulskich niewolników, spływały tam również daniny z sykulskich miast, co pozwoliło podwoić liczbę konnicy miejskiej oraz powiększyć flotę do 100 trier (choć z tym ostatnim nie ma takiej pewności, bowiem Tukidydes w 427 r. p.n.e pisał że Syrakuzy nie miały floty, co by świadczyło że albo coś się do tego czasu wydarzyło, albo też nie rozbudowały one wcześniej swojej siły morskiej). Wydawało się więc że miasto jest zamożne, bezpieczne, a jego hegemonia na Sycylii nie podlega żadnej dyskusji. Ugruntowany też został ustrój demokratyczny, a demokratyczni politycy przestali obawiać się zamachu na ustrój polityczny własnego polis (co objawiło się chociażby w zniesieniu systemu petalizmu - 454/453 r. p.n.e. - czyli głosowania za pomocą listków oliwnych, podobnego do ostracyzmu stosowanego w Atenach). Z Atenami więc łączył Syrakuzan zarówno ustrój polityczny jak i dążenie do dominacji, ale pomimo tego, mieszkańcy Syrakuz byli Dorami i nie zamierzali pozwalać na to, aby Ateńczycy poszerzyli swoje wpływy na obszar Italii czy Sycylii. A taka okazja do zamontowania ateńskich wpływów w Italii pojawiła się w jej najsłabszym punkcie - w Sybaris.




Miasto to, wzniesione ok. 720 r. p.n.e. przez kolonistów achajskich, przez długi czas było symbolem bogactwa, obżarstwa i seksualnego rozpasania (o Sybarytach pisałem już kilkukrotnie wcześniej). W 510 r. p.n.e. Sybaris zostało zdobyte i zniszczone przez swego konkurenta - Kroton, ale część ludności pozostała w mieście po jego upadku, lecz wieść mieli oni (jak pisze Berard) "ciemne dni pod jarzmem Krotonu". Pierwsza próba emancypacji miasta miała miejsce w latach 476/475 p.n.e. gdy do Sybaris wysłany został przez swego brata Hierona z Syrakuz - Polyzelos (o czym pisałem w poprzednich częściach); niewiele jednak tam zdziałał (albo zgoła nic, być może w ogóle nawet tam nie przybył) skoro w 453 r. p.n.e. miasto ponownie się zbuntowało przeciw władzy Krotonu pod przywództwem niejakiego Tessalosa. Dokładnie nie wiadomo czy udało mu się zrzucić zależność Krotonu, ale ponoć bił własne monety, co może świadczyć że jednak dominacja Krotonu na północ od rzeki Kratis dobiegła wówczas końca. Sybaryci zawarli wówczas sojusze ze swymi dawnymi koloniami Laus i Posejdonią (które zapewne udzieliły im pomocy w walce z Krotonem). Ale wówczas to właśnie kwestię Sybaris postanowił wykorzystać Perykles, który zaproponował założenie ateńskiej kolonii w południowej Italii. Początkowo miano założyć nową kolonię do spółki z Sybarytami, ale gdy ateńscy kleruchowie wylądowali w rejonie rzeki Kratis w 444 r. p.n.e Sybaryci zażądali najlepszej ziemi i najważniejszych urzędów dla siebie, co oczywiście spotkało się z niechęcią Ateńczyków i doprowadziło do walki o władzę nad dawnym polis. Zwycięsko wyjść mieli z niej Ateńczycy i założyli oni kolonię o nazwie Turioj (443 r. p.n.e.). Dawni Sybaryci zaś osiedli w osadzie którą nazwano Sybaris nad Traes, położonej na południowy wschód od dawnego miasta, gdzie bili monety wzorowane na tych Posejdonii. Wkrótce potem jednak zostali zniszczeni i zniewoleni przez italskie plemię Bruttów (ok. 440 r. p.n.e.). Założenie jednak przyczółka ateńskiego w południowej Italii w Turioj (i drugiego ok. 440 r. p.n.e. w odrodzonym Neapolis), stwarzało poważne zagrożenie dla syrakuzańskich wpływów nie tylko w Italii, ale również na Sycylii.

Gdy zaś w roku 433 p.n.e. Ateny zawarły przymierze z miastem Region - leżącym w Cieśninie Meseńskiej, oraz z miastem Leontinoi na Sycylii, graniczącym od północy z Syrakuzami, sprawa była już bardzo poważna. Nic więc dziwnego że gdy w 433 r. p.n.e. wybuchła w Grecji Wojna Peloponeska, Syrakuzy jako jedne z pierwszych opowiedziały się po stronie Symmachii Spartańskiej przeciwko Atenom. Gdy zaś Ateńczycy około 433 r. p.n.e. zawarły również sojusz z miastem Halikiaj, leżącym w pobliżu Segesty (osady plemienia Elymów z zachodniej Sycylii) Syrakuzy były o krok od wypowiedzenia Atenom wojny. Do tego jednak nie doszło, ale Syrakuzańczycy mocno wsparli innych niż ateńscy kolonistów, którzy zjawiali się i osiedlali w Turioj. Wkrótce potem wybuchła w tym polis afera (wspierana przez Syrakuzy) która ostatecznie doprowadziła do utraty kontroli nad tym miastem przez Ateny. A we wszystko oczywiście włączeni zostali greccy bogowie, którzy stanowili nieodłączny element helleńskiego życia.




CDN.
 

31 stycznia 2026

GWAŁT - CZY NIEODZOWNY ELEMENT KOBIECEGO LOSU? - Cz. IV

NAJDZIWNIEJSZE I (NIEKIEDY)
NAJBRUTALNIEJSZE PRZYPADKI
GWAŁTÓW W HISTORII





III
GWAŁTY W CESARSKIM PAŁACU
   40 r. 
Cz. II


GERMANIK



26 maja 17 r. Gajusz Klaudiusz Druzus Cezar Germanik odbył wspaniały triumf w Rzymie, wzbudzając wielkie emocje także tym, że za nim w drugim rydwanie jechały wszystkie jego dzieci, co wywoływało wybuchy radości zgromadzonych Rzymian. Tyberiusz zdawał sobie sprawę, że pozostawienie Germanika w Rzymie może okazać się dla niego bardzo niebezpieczne, dlatego wkrótce po triumfie wyznaczył mu nową misję. Teraz miał się udać na wschód, do Syrii, aby stłumić pojawiające się tam żołnierskie niezadowolenie. Tyberiusz prawdopodobnie celowo wyznaczył Germanika na głównodowodzącego Armią Wschodu (Orientu) i kontrolera namiestników tamtejszych prowincji, jednocześnie namiestnikiem Syrii wyznaczył Gnejusza Pizona, który znany był ze swej niechęci do Germanika i z gwałtownego charakteru. Tak więc rodzina Gajusza Juliusza Cezara (Kaliguli) po zaledwie kilku miesiącach przebywania w Rzymie, znów szykowała się do kolejnej podróży. Podróż do Syrii na cesarskim okręcie, nie mogła też przebiegać łagodnie, bowiem ani Germanik z Pizonem, ani też Agrypina z żoną Pizona - Plancyną, nie mogli dojść do porozumienia. W trakcie podróży (styczeń lub luty 18 r.) zatrzymano się na krótko na Lesbos, gdzie Agrypina urodziła swoje szóste (a w rzeczywistości dziewiąte, bowiem trójka dzieci zmarła w niemowlęctwie i dzieciństwie) dziecko, córkę - Julię Liwillę. Po czym ruszono w dalszą drogę. Już w Syrii konflikt Germanika z Pizonem przybrał jeszcze ostrzejszą formę.

Pizon starał się przeszkadzać i torpedować wszelkie przedsięwzięcia Germanika (prawdopodobnie czynił tak na polecenie cezara Tyberiusza), choć i w Syrii udało się Germanikowi odnieść kilka sukcesów. Pierwszym było zawarcie przymierza między Rzymem a Królestwem Partów, najpotężniejszym państwem za Eufratem, z którym ze zmiennym szczęściem walczyli już Marek Licyniusz Krassus (to ten, który pokonał Spartakusa i ostatecznie zakończył jego powstanie w 71 r. p.n.e. Poniósł klęskę i znalazł śmierć w bitwie z Partami pod Carrhae w 53 r. p.n.e. i to śmierć okrutną, wlano mu bowiem do gardła roztopione złoto) czy Marek Antoniusz (wyprawa 36 r. p.n.e. do Armenii także zakończyła się klęską a Antoniusz o mały włos nie podzielił losu Krassusa). Juliusz Cezar także planował wielką wojnę z Partami i powtórzenie sukcesu Aleksandra Wielkiego, ale... nie zdążył, Brutus, Kasjusz i inni zamachowcy byli szybsi. W 20 r. p.n.e. Oktawian August odniósł duży sukces polityczny, odzyskując od Partów wszystkie znaki legionowe i jeszcze żyjących jeńców rzymskich z armii Krassusa (wówczas zamienionych przez Partów w niewolników). Był to ogromny sukces, choć nie militarny a dyplomatyczny. Teraz, w 37 lat później Germanik odnowił sojusz z Partami i tym samym zabezpieczył wschodnią granicę przed ich atakami (18 r.). W 19 r. aby lepiej przyjrzeć się działaniom tamtejszego namiestnika, Germanik udał się do Egiptu. Krok ten jednak jeszcze bardziej oddalił Germanika od Tyberiusza, bowiem przed wyjazdem nie poprosił on o cesarską zgodę (a była ona konieczna, bowiem jeszcze August po podboju Egiptu i śmierci królowej Kleopatry VII w 30 r. p.n.e. wprowadził zakaz wstępu do Egiptu dla członków stanu senatorskiego bez osobistego zezwolenia cesarza, a chciał tym samym podkreślić wyjątkowy status Egiptu w ramach rzymskich prowincji). Pizon słał jedną skargę za drugą do cesarza na postępowanie Germanika, a ich konfrontacja zaczęła przybierać znamiona wzajemnej nienawiści.


KATASTROFALNA WYPRAWA MARKA ANTONIUSZA DO ARMENII W ROKU 36 p.n.e.
(W TYM TEŻ ROKU GAJUSZ JULIUSZ CEZAR OKTAWIAN POKONAŁ W BITWIE MORSKIEJ POD NAULOCHOS SEKSTIUSZA POMPEJUSZA - SYNA POMPEJUSZA WIELKIEGO, KTÓRY Z SYCYLII, SARDYNII I KORSYKI UCZYNIŁ SOBIE PIRACKIE PAŃSTEWKO, A SAM OGŁOSIŁ SIĘ NOWYM NEPTUNEM.
Chociaż tak na dobrą sprawę pod Naulochos zwyciężył Marek Agryppa, przyjaciel, druh a potem zięć Oktawiana Augusta)



Tak więc, gdy na przełomie września i października 19 r. Germanik ciężko zaniemógł, jak pisze Swetoniusz: "W Rzymie na pierwszą wiadomość o chorobie ludność, jakby rażona piorunem, pogrążyła się w smutku, oczekując następnych nowin. Nagle, już wieczorem, rozeszła się pogłoska, nie wiadomo za czyją sprawą, że wreszcie nastąpiła poprawa. Tłumy z pochodniami i ofiarnymi zwierzętami co tchu, bezładnie ruszyły na Kapitol i omal nie wyważono wrót świątyni, aby co prędzej złożyć z radością dziękczynne ofiary. Tyberiusza ze snu obudziły okrzyki obywateli radujących się po całym mieście, wyśpiewujących: Rzym ocalony, ojczyzna także, Germanik zdrów" (Germanik był bardzo popularny i bardzo lubiany wśród rzymskiego ludu, który widział go jako jedynego następcę Oktawiana Augusta, natomiast jego wuj - cesarz Tyberiusz, nie był lubiany wśród zwykłych Rzymian). Poprawa jego stanu zdrowia, jeśli rzeczywiście nastąpiła, była zwodnicza - Gajusz Klaudiusz Druzus Cezar Germanik (jak oficjalnie brzmiało jego imię), zmarł 10 października 19 r. w wieku zaledwie 33 lat. Jak dalej pisze Swetoniusz: "Gdy wreszcie została ogłoszona oficjalnie wiadomość o jego zgonie, nie można było ukoić powszechnej żałości ani żadnymi słowami pociechy, ani żadnymi obwieszczeniami. Trwała ona jeszcze przez całe święta miesiąca grudnia. Chwałę zmarłego i żal po nim pomnożyła groza nadchodzących czasów". Agrypina długo rozpaczała przy zwłokach męża i prawie siłą musiano ją odciągnąć, aby Germanika złożyć na marach i ciało podpalić. 




Teraz ta kobieta, będąca wnuczką Oktawiana Augusta (która za młodu, zwiedzając wraz z matką cieśninę Akcjum, śmiała się na jej słowa, że właśnie tutaj jeden dziadek z drugim dziadkiem walczyli na śmierć i życie o pierwszeństwo w państwie - chodziło oczywiście o bitwę morską pod Akcjum z 31 r. p.n.e. w której to Oktawian August ostatecznie pokonał Marka Antoniusza, który przegrał bitwę w dużej mierze na własne życzenie, opuszczając walczących żołnierzy i płynąc za odpływającym okrętem królowej Kleopatry - w tym momencie należałoby przytoczyć słowa z "Orestesa" Eurypidesa: "Kobiety zawsze bywały przeszkodą dla mężczyzn, los ich wikłając i niszcząc", oraz satyry Semonidesa: "Że los jednak nas łączy, nie wiemy. Bo Zeus kobietę głównym złem uczynił. Niestarganymi nas spętał więzami"), pozostała sama z dziećmi. Ale była ona potomkinią sławnych mężów i wzbierała w niej złość. Postanowiła więc poświęcić życie aby ukarać nie tylko bezpośrednich sprawców śmierci jej męża, za których uważała Pizona i jego żonę Plancynę, ale również doprowadzić do upadku Tyberiusza - głównego, jej zdaniem winowajcy śmierci Germanika. I choć (ponoć) sam Germanik przed śmiercią poprosił żonę aby nie szukała zemsty, w tej jednej, jedynej sprawie nie zamierzała słuchać ukochanego męża. Zaraz po skremowaniu jego zwłok, wyruszyła w drogę do Rzymu, podjąć batalię o wyjaśnienie tej śmierci i ukaranie wszystkich winowajców. Wraz z nią w drogę ruszyły również jej dzieci, w tym 7-letni Gajusz Kaligula.               


OBAJ DZIADKOWIE AGRYPINY - GAJUSZ JULIUSZ CEZAR OKTAWIAN I MAREK ANTONIUSZ - ODZNACZALI SIĘ ZUPEŁNIE INNYMI CHARAKTERAMI



Po spaleniu ciała Germanika na głównym placu w Antiochii - stolicy rzymskiej prowincji Syrii, Agrypina zebrała jego prochy i wsiadłszy na statek, skierowała się w stronę Rzymu, aby tam walczyć o sprawiedliwość i domagać się ukarania tych, których podejrzewała o otrucie swego męża (czyli właśnie namiestnika Gnejusza Kalpurniusza Pizona i jego żony Plancyny). Podróż przebiegała wzdłuż brzegów Syrii i Azji Mniejszej w kierunku Grecji, dłuższy odpoczynek (kilkudniowy) zaplanowano jedynie na Korkirze - greckiej wyspie leżącej na Morzu Jońskim, po czym okręt Agrypiny ruszył w kierunku portu Brundyzjum w Italii. Tam ją i jej dzieci powitały prawdziwe tłumy, gdyż wieść o śmierci Germanika rozeszła się momentalnie po Imperium, powodując wśród wielu prawdziwą rozpacz. W Brundyzjum witając Agrypinę, płakali (według Tacyta) zarówno mężczyźni jak i kobiety, gdy ta niosła urnę z prochami uwielbianego Germanika. Potem miał miejsce niezwykły żywy marsz do Rzymu. Jego niezwykłość wzięła się stąd, że Agrypina w towarzystwie tłumów, odbywała go pieszo z Brundyzjum do Rzymu, niosąc w rękach urnę z prochami swego męża (w tym czasie jej dzieci zostały odeskortowane przez żołnierzy w pojazdach do stolicy, nie musiały więc uczestniczyć w tym morderczym marszu). Agrypinie wielokrotnie brakowało sił, więc urządzano dłuższe postoje - była to niewątpliwie pokutna procesja, która jednocześnie mogła okazać się bardzo niebezpieczna dla władającego Imperium Tyberiusza (z czego ten z pewnością zdawał sobie sprawę, bowiem po Rzymie już rozeszły się plotki że Pizon zamordował Germanika z polecenia cesarza i jego matki Liwii Druzylli). 


AGRYPINA Z PROCHAMI GERMANIKA 
W PORCIE BRUNDYZJUM



Na spotkanie z Agrypiną stawili się więc na drodze jej marszu nowo wybrani konsulowie roku 20 (Agrypina przybyła do Italii w styczniu roku 20) - Marek Waleriusz Messala Barbatus i Marek Aureliusz Kotta oraz brat zmarłego Germanika - Klaudiusz (przyszły cesarz) i syn cesarza Tyberiusza - Druzus Juliusz Cezar. Trasa marszu była jednak tak męcząca, że Agrypina dała się przekonać już w drugim dniu marszu aby oddała urnę z prochami Germanika żołnierzom, którzy również pieszo zanieśliby ją do Rzymu (żołnierze mogli się zmieniać). Widząc że może nie dać sobie rady, Agrypina przystała na tę prośbę. Potem, gdy żałobna procesja dotarła już do Rzymu, odbyła się ceremonia pogrzebowa (urnę z prochami Germanika złożono w Mauzoleum Augusta leżącym przy Via Lata, drodze prowadzącej na północ bezpośrednio z Forum Romanum, przez Saepta Julia - wielkim budynku wzniesionym pierwotnie przez Marka Agryppę - również dziadka Agrypiny, mającym służyć jako miejsce obrad Senatu, szybko jednak przemianowanym do zupełnie innego celu - w Saepta Julia szkolono i oklaskiwano walki gladiatorów w czasie, gdy nie odbywały się żadne publiczne igrzyska w cyrkach i amfiteatrach. Następnie droga wiodła wzdłuż Portyku Argonautów - czyli taki starożytny mega supermarket, gdzie można było dostać każdy towar, od najdelikatniejszych tkanin i najróżniejszych aromatycznych pachnideł, po najpiękniejszych niewolników specjalnie sprowadzanych dla majętnej klienteli. Następnie mijano marmurowy Ołtarz Pokoju - wzniesiony przez Augusta w 9 r. p.n.e., mający utwierdzić powszechny pokój panujący w Imperium - Pax Romana i tuż nad brzegiem Tybru dochodzono do Mauzoleum Augusta).



 
W pogrzebie Germanika nie uczestniczył jednak cesarz Tyberiusz ani jego matka Liwia Druzylla, co wzbudziło szczególny gniew wśród ludu. Tłumy żegnające prochy Germanika i nazywające Agrypinę "Ozdobą Ojczyzny", "Prawowitą krwią Augusta" czy "Dawnych obyczajów wzorem" musiały powodować niezadowolenie Tyberiusza, szczególnie gdy modlono się również o to, aby potomstwo Germanika i Agrypiny bogowie raczyli zachować w zdrowiu i długim życiu, tak, aby przeżyło wszystkich swych wrogów (w domyśle wskazywano właśnie na Tyberiusza). Na nieszczęście Rzymian owe modły zostały wysłuchane w osobie Gajusza Kaliguli czy jego siostry - Agrypiny Młodszej, niezwykle ambitnej kobiety, której odsunięcie od władzy w 55 r. i zamordowanie jej przez syna cesarza Nerona w 59 r. zostało uznane powszechnie za... dobry znak dla Imperium (np. wychowawca Nerona - filozof Lucjusz Anneusz Seneka stwierdził że śmierć tej kobiety przyniesie dla państwa więcej dobrego niż złego), ale na razie nie wyprzedzajmy faktów. Agrypina Starsza zaczęła teraz przyjmować w swej willi na Palatynie licznych przyjaciół męża, aby z nimi rozmawiać nad następnymi krokami, które pragnęła podjąć. Powszechnie wiadomym było że to cesarz Tyberiusz był najbardziej wrogi Germanikowi, ale tego akurat nie można było oficjalnie przyznać, dlatego postanowiono uderzyć w wykonawców, za których uważano Pizona i jego żonę. Wielu przyjaciół Germanika zapewniało wdowę o swojej pomocy, deklarując że wytoczą mu publiczny proces o morderstwo przed Senatem. Swoje poparcie w kwestii wyjaśnienia tej sprawy zadeklarowała sędziwa już, ale otoczona powszechnym szacunkiem obywateli - Liwia Druzylla, żona Augusta i matka Tyberiusza. Ta 77-letnia kobieta (wciąż cieszyła się w miarę dobrym zdrowiem, choć miała już problemy z samodzielnym chodzeniem) także odwiedzała Agrypinę w jej domu.




Liwia była bodajże najbogatszą Rzymianką swoich czasów, jej majątek bowiem był ogromny i obejmował posiadłości rozsiane po wielu ziemiach Imperium (wielu z nich Liwia nigdy nie odwiedziła w ciągu swego długiego życia), samych osobistych niewolników w Rzymie miała ok. 1000 (były to w dużej części podarki od wdzięcznych senatorów lub miast Imperium, którym dopomogła, wstawiając się za nimi u Augusta). Była też uważana we wschodnich prowincjach za uosobienie bogini Kybele i bogini Izydy, zresztą jeszcze za życia modlono się do niej niczym do bogini, a wielu senatorów zawdzięczało jej karierę i majątki (jak choćby Serwiusz Sulpicjusza Galba, późniejszy cesarz - w roku 69, obalony przez Wespazjana - który przez całe swe życie wielbił pamięć o Liwii, gdyż dzięki jej zapiskom mógł stać się najmajętniejszym z Rzymian, jednakże kruczki prawne jej syna pozbawiły go zapisanego przez nią ogromnego majątku 500 milionów sestercji). Ona również zapewniała Agrypinę o swej pomocy i wsparciu. Nic więc dziwnego, że przyparty do muru (co prawda nie było żadnych dowodów że to właśnie Tyberiusz zlecił morderstwo, ale istniały ku temu pewne poszlaki) Tyberiusz zlecił oficjalne śledztwo w tej sprawie. Zawezwał też z Syrii Gnejusza Kaplurniusza Pizona i jego żonę Plancynę. Ci stawili się w Rzymie w świetnych nastrojach, pewni swego (albo byli tak pewni swojej niewinności, albo też tak ufni w gwarancje bezpieczeństwa Tyberiusza). Jakież też musiało być zdziwienie Pizona, gdy został on publicznie przed Senatem oskarżony o morderstwo Germanika i debatowano teraz nad wyrokiem. Wszyscy byli zgodni - śmierć za śmierć. Pizon poprosił o audiencję u Tyberiusza, ale odmówiono mu tego. Cesarz zaś przysłał mu list, w którym zachęcał go do honorowego kroku, jakim miałoby być samobójstwo. Sprawy zaszły bowiem tak daleko że afera ze śmiercią Germanika mogła podważyć prawa Tyberiusza do władzy, dlatego też należało dać opinii publicznej kozłów ofiarnych. Byli nimi Pizon i jego żona - oni musieli zginąć, aby sprawa mogła ucichnąć. Tak też się stało, Pizon został zmuszony do samobójstwa (podciął sobie żyły), Plancyna zaś otrzymała przebaczenie, w zamian za co miała za wszystko obarczyć swego męża. Tak też uczyniła, ocaliwszy życie oczerniła za wszystko Pizona (choć wcześniej deklarowała że podąży w jego ślady i też popełni samobójstwo).

Agrypina mogła triumfować, wrogowie jej i jej męża zostali ukarani - nie żyli lub też zostali upokorzeni (zabroniono też Plancynie i każdej innej kobiecie opłakiwać Pizona czy też nosić żałobne stroje), ale za prawdziwego sprawcę śmierci uważała ona Tyberiusza i postanowiła szkodzić mu gdzie tylko się da. Kolejne lata upływały w spokoju, choć teraz to Agrypina odwiedzała sędziwą już Liwię w jej willi. Ta zaś zapewne dawała jej dobre rady odnośnie pogodzenia się jej z Tyberiuszem, przytaczając jej opowieści ze swojej młodości, z czasów gdy poznała Augusta, dziadka Agrypiny. Zapewniała ją że siła kobiet nie tkwi w nienawiści czy wojowniczości, ale właśnie w uległości. Być może Liwia wypowiadała te oto słowa: "Zajmowałam się sprawami państwowymi, ale tylko wtedy gdy August mnie o to poprosił i zechciał mi się z nich zwierzyć. Byliśmy bardzo szczęśliwi do ostatnich lat jego życia, a zawdzięczaliśmy to mojej uległości. Wierz mi Agrypino, więcej siły jest w kobiecej słodyczy i uległości niźli w gwałtowności i nienawiści jakie nosimy w swym sercu". Kolejny etap aktywności politycznej Agrypiny był związany ze śmiercią Druzusa Juliusza Cezara (zwanego również Druzusem Kastorem), syna Tyberiusza, który został otruty z polecenia wszechwładnego prefekta pretorianów - Lucjusza Eljusza Sejana w roku 23. Odtąd rozpoczęła się zażarta konfrontacja jej i Sejana, która doprowadzi ją i dwóch jej synów do śmierci. Ocalały zaś Gajusz Kaligula, da potem wszystkim do mocno do wiwatu.


PIERWSZE SPOTKANIE OKTAWIANA I LIWII DRUZYLLI 
(Pobrali się w 39 r. p.n.e.)



i W OSTATNICH LATACH ICH DŁUGIEGO ŻYCIA



CDN.

30 stycznia 2026

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. VII

CZYLI JAK TO KRÓL
RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV
PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE
CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO
W KONSTANTYNOPOLU





1645 r.
IMPERIUM OSMAŃSKIE
Cz. III


MURAD IV



Rządy sułtana Mustafy I chyliły się ku upadkowi. Janczarzy wciąż domagali się złota, niezadowolenie spahisów sięgnęło dna, gdy okazało się że dostali oni mniejsze nagrody od janczarów i grozili kolejnym buntem jeśli nie zostanie to im wyrównane. Sułtanka Halime nakazała czym prędzej przenieść pustoszejący skarbiec do pałacu sułtańskiego, gdzie przetapiano złote i srebrne naczynia na monety, które następnie ofiarowywano zbuntowanym janczarom i spahisom. Poza tym wiele było nierozwiązanych problemów, które z każdym kolejnym miesiącem przybliżały upadek tej władzy. Bunt w Syrii nie został zakończony, ale poważniejsze znaczenie miało wielkie powstanie w Anatolii pod wodzą gubernatora Erzurumu - Abazy Mehmeda Paszy. Zgromadził on pod swoimi rozkazami znaczną grupę lokalnych mieszkańców, którym obiecał sprawiedliwe rządy i ukaranie wszystkich, którzy brali udział w obaleniu i śmierci prawowitego sułtana - Osmana II. Nowy wezyr Mere Husajn Pasza wysłał przeciwko nim armię złożoną z tzw. "askerów" ("kapi kulu askeri" - czyli łączonych formacji, pozostających na żołdzie sułtańskim), które jednak po dotarciu do Anatolii... połączyły się z wojskami Abazy Mehmeda Paszy, również dążąc do obalenia szalonego sułtana. Tymczasem wielki wezyr zaangażował się w próbę skłócenia janczarów ze spahisami, aby przy pomocy tych drugich, wymordować tych pierwszych. Plan ten się nie powiódł i gdy jego intencje wyszły na jaw, przerażony Abazy Mehmed oddał janczarom całe złoto ze skarbca, aby tylko zachować życie. Nie uchroniło go to jednak przed utratą władzy i 30 sierpnia 1623 r. został usunięty i zastąpiony przez Kemankesza Kara Ali Paszę.

Stan państwa był katastrofalny - skarbiec świecił pustkami, gubernatorzy prowincji odmawiali przysyłania pieniędzy z podatków, twierdząc że nie uznają za władcę szalonego Mustafy I, za którego decyzję podejmuje jego matka i mianowani przez nią wezyrowie. Bunt w Anatolii się rozszerzał, a poza tym znów groził kolejny bunt janczarów i spahisów. Wezyr Ali Pasza zebrał więc we wrześniu ulemów i ogłosił iż konieczna jest zmiana władcy, w przeciwnym razie on sam, wszyscy ulemowie i wyżsi urzędnicy państwowi narażają się nie tylko na kolejne rewolty, ale i na utratę życia. Decyzja zapadła, jednak mufti Konstantynopola wystosował petycję do sułtanki Halime, z prośbą o zbadanie sułtana Mustafy pod kątem możliwości dalszego sprawowania przez niego władzy. Halime wyraziła zgodę i podczas obrad Dywanu sułtan poddawany był kolejnym pytaniom, mającym określić stan jego poczytalności. Zaczęto od prostych pytań, typu "jaki mamy dzień", "jak się nazywa", "kto jest jego ojcem" by przejść do bardziej konkretnych i złożonych pytań, opisujących stan państwa i ewentualne środki, jakie sułtan użyłby do ich rozwiązania. Badanie wypadło negatywnie, co przedstawiono zrozpaczonej sułtance Halime. Mustafa musiał zostać usunięty z tronu, jednak Halime prosiła aby nie robić mu krzywdy, miała powiedzieć: "Posadźcie na tronie kogo chcecie, ale darujcie życie mojego syna". 10 września 1623 r. Mustafa I został usunięty (panował zaledwie 15 miesięcy i 21 dni) a nowym sułtanem ogłoszono 11-letniego syna sułtanki Kosem - Murada, który teraz miał panować jako sułtan Murad IV. Mustafa zaś trafił do swojego trzypokojowego budynku, zwanego Simsirlikiem (było to miejsce bez okien i drzwi, sułtana wprowadzano tam przez otwór w dachu, miał też mniejsze otwory na przyjmowanie pokarmów i opium, którego nie szczędzono zamkniętym tam sułtańskim braciom. Wraz z nim zamknięto w tym budynku dwie zrozpaczone - że do śmierci Mustafy nie ujrzą już słońca - haremowe niewolnice, które miały dbać o jego potrzeby w owej "Złotej klatce". Prawdopodobnie były to Gencinihan Hatun - którą osobiście wybrała i wyszkoliła sułtanka Halime, aby sprawiała przyjemność jej synowi - zapewne też tylko przy niej Mustafa mógł "zachować się jak mężczyzna", gdyż normalnie unikał kobiet i uważany był za człowieka aseksualnego. Drugą z niewolnic mogła być niejaka Zamane, z pochodzenia Gruzinka, do której również przywiązał się Mustafa. Obie, przez kolejne szesnaście lat, aż do śmierci Mustafy, przebywały w Simsirliku jedynie w towarzystwie chorego umysłowo księcia).




Teraz zaczynało się nowe panowanie, szalonego władcę miał zastąpić władca-dziecko, co powodowało iż miejsce jednej kobiety u władzy - sułtanki Halime, zajmie inna - sułtanka Kosem, matka młodego Murada IV. Znów zaczynały się jej rządy, zgarnęła więc całą pulę, choć stan państwa podczas intronizacji jej syna był katastrofalny. Kosem nakazała więc że jego wyniesienie będzie niezwykle skromne i takie też było, aby uzmysłowić mieszkańcom Konstantynopola i Imperium, w jakim położeniu znalazło się państwo. Na jej barkach zostało postawionych teraz mnóstwo problemów trapiących państwo. Sułtan był dzieckiem (który - ponoć - bał się nawet samemu sypiać w swojej komnacie i przychodził spać do matki, która jednak napominała go aby sypiał sam, jak prawdziwy, mężny sułtan, którym według niej miał się stać). W Anatolii i Syrii trwały lokalne powstania, w Bagdadzie zbuntował się aga janczarów - Bekir Subasi, co umożliwiło perskim Safawidom w styczniu 1624 r. zdobycie tego potężnego (będącego w posiadaniu Osmanów od 90 lat) miasta. Poza tym, pieniędzy domagali się janczarzy i spahisi, którzy co prawda we wrześniu roku poprzedniego zrezygnowali z przewidzianej podczas każdej kolejnej intronizacji premii, ale już w kilka miesięcy później domagali się wypłaty zaległych pieniędzy, co zmusiło sułtankę Kosem do sięgnięcia po wewnętrzny - przeznaczony na potrzeby samych sułtanów - skarbiec i zapłacenia złotem za wierność obu formacji. Nieudolność wielkiego wezyra Kemankesza Kara Ali Paszy, spowodowała iż w początkach kwietnia 1624 r. został on pozbawiony urzędu i stracony (gdyż długo ukrywał fakt upadku Bagdadu) oraz zastąpiony Cerkeszem Mehmedem Paszą, który miał za zadanie zdławić bunty i odzyskać Bagdad. Jednocześnie młody sułtan miał obiecać wówczas matce, że osobiście odzyska to miasto (spełnił obietnicę w czternaście lat później - w grudniu 1638 r. ponownie zdobywając Bagdad).

W lipcu 1624 r. w Konstantynopolu wybuchła panika. Okazało się bowiem że zbuntowany gubernator Erzurumu - Abazy Mehmed Pasza, rozbił w bitwie (stoczonej w środkowej Anatolii) siły wysłane przez wezyra Cerkesza Mehmeda Paszy i złożone w ogromnej większości z janczarów. Gruchnęła wieść, że zwycięski Abazy Pasza ruszył na Konstantynopol aby wymordować wszystkich janczarów (uważając ich za sprawców śmierci Osmana II), oraz zrzucić z tronu niepełnoletniego syna Kosem. Informacja o ataku na stolicę okazała się jednak nieprawdziwa, ale już w październiku 1624 r. wybuchła kolejna panika mieszkańców Konstantynopola. Oto bowiem, dosłownie u bram miasta zjawili się - nie widziani od prawie dekady - Kozacy, którzy na swych czajkach przepłynęli Morze Czarne i spalili wioski Buyukdere i Yenikoy. Natychmiast rozpięto łańcuch, uniemożliwiający wpłynięcie okrętom do Złotego Rogu i rozciągnięty między Uskudarem a samym Konstantynopolem, oraz wysłano na Kozaków flotę złożoną z 60 okrętów, oraz lądem 10 000 janczarów. Flota osmańska nie doścignęła jednak Kozaków, którzy uciekli z łupem na morze i wrócili do siebie. Po kilkunastu dniach jednak... ponownie wrócili pod Konstantynopol, jeszcze liczniejsi, paląc i plądrując tereny pod murami stolicy i uprowadzając znaczną liczbę lokalnych kobiet. Nim flota osmańska zebrała się do walki, Kozacy wypłynęli na morze i nie niepokojeni powrócili na Ukrainę. Kosem zagroziła Cerkeszowi Paszy utratą życia, podobnie jak to się stało z Kemenkeszem Ali Paszą, jeśli ten nie ukarze kozackich sprawców napadu na stolicę, lecz nim ten zdołał dojść do ujścia Dniepru, w grudniu gruchnęła kolejna wiadomość, tym razem prawdziwa o ataku sił Abazego Paszy na osmańską stolicę.




Anatolijski watażka zdobył twierdzę Sivas, jednak (po kilku mniejszych potyczkach) uznał że nie zdobędzie Konstantynopola i postanowił zawrócić do Erzurumu. Na czele janczarów podążył za nim Cerkesz Mehmed Pasza, ale ze względu na zimową porę nie dochodziło do walk. Kosem postanowiła jednak inaczej rozwiązać sprawę zbuntowanej Anatolii, a mianowicie zaproponowała Abazemu Paszy przebaczenie win i pozostawienie go na stanowisku gubernatora Erzurumu, pod warunkiem wszakże, że ten zrezygnuje ze swojej zemsty na janczarach za śmierć Osmana II. Abazy Pasza przystał na tę propozycję i porozumienie zostało zawarte a bunt w Anatolii dobiegł końca. Teraz najważniejsza była sprawa odzyskania Bagdadu i ukarania Kozaków za ich śmiałą akcję pod Konstantynopolem. Nim jednak do tego doszło, zmarł Cerkesz Mehmed Pasza (28 stycznia 1625 r.), a jego następcą został w lutym Hafiz Ahmed Pasza. Nowy wielki wezyr zaczął od Kozaków, przeciwko którym wysłał admirała floty - Redżepa Paszę, który dopłynął do ujścia Dniepru i tam oczekiwał kozackich czajek. Okazało się jednak że przybył za późno, gdyż Kozacy już wypłynęli, prawdopodobnie kierując się na Trebizond lub Synopę. Turecki admirał postanowił że poczeka sobie na nich u ujścia Dniepru, gdy będą już wracać z łupami i ich rozbije. Jego okręty stały więc tam przez półtora miesiąca czekając na powrót Kozaków, którzy jednak się nie zjawiali. Przerażony myślą że on sobie tutaj czeka, a Kozacy może ponownie plądrują przedmieścia stolicy, nakazał wypłynięcie flocie wzdłuż brzegów do Konstantynopola. Kozackie czajki napotkał (listopad 1625 r.) na wysokości miasteczka Karaharman, ci, widząc osmańską flotę, ruszyli przeciwko niej i ponieważ posiadali przewagę liczebną (kilka kozackich czajek przypadało na jeden turecki okręt), szybko dopadli osmańską flotę. Doszło do krwawej bitwy, która zakończyła się porażką Kozaków (ponoć z 350 czajek miało powrócić jedynie 30), choć straty floty osmańskiej również były spore - większa część okrętów została albo spalona, albo całkowicie unieruchomiona (uwolniono też chrześcijańskich niewolników, którzy przykuci byli do galer i zmuszeni do wiosłowania), sam okręt admirała Redżepa Paszy cudem uniknął zniszczenia. Sukces ów więc był opłacony ogromnymi stratami.




Wcześniej, bo w lipcu 1625 r. wybuchła w Konstantynopolu epidemia dżumy, która pociągała za sobą szereg ofiar i powodowała wzrost niechęci mieszkańców stolicy i wojska do panowania sułtana Murada IV i sułtanki Kosem. Potrzebowali oni jakiegoś sukcesu, który odwróciłby niekorzystny trend. Kosem ogłosiła więc publiczne modły do Allaha, prosząc go o powstrzymanie dżumy, dodatkowo uwolniła i uniewinniła skazańców, uwięzionych za długi z więzienia Baba Cafer. Ogłosiła też, że wkrótce zamierza wydać za mąż 200 kobiet z haremu, które nie mogły liczyć na względy sułtana-dziecka i które spędziły tam sporo lat (gdy sułtan Murad IV podrósł i zmężniał, ponownie napełnił harem nowymi kobietami, przy czym był dość okrutny, zmuszał np. swoje niewolnice by nurkowały w basenie i długo pozostawały pod wodą, a do tych, które się wynurzały zbyt szybko, strzelał z broni pomiędzy ich głowami. Część niewolnic ze strachu utopiła się, niektóre... zginęły od zabłąkanej sułtańskiej kuli). Teraz miały wyjść za mąż za ludzi z kręgów dworskiej arystokracji, zwanych Osmanli (w przeciwieństwie do pogardliwego określenia - "Turk" - jakim nazywano ubogą, nie posiadającą wpływów ludność państwa osmańskiego, złożoną głównie z mieszczan i chłopów).




Kolejne lata upływały pod znakiem dalszych niepokojów. Z początkiem 1626 r. chan tatarski Mehmed III Girej, wysłał do Konstantynopola swego posła - Zulfikar-agę z prośbą zbudowania u ujścia Dniepru do Morza Czarnego dwóch twierdz, chroniących Chanat przed atakami Kozaków. W liście, wysłanym do sułtana Murada IV, chan krymski pisał iż dotychczasowa twierdza, wzniesiona jeszcze za Sulejmana Wspaniałego, obecnie popadła w ruinę i nie nadaje się do celów obronnych, dlatego też proponował sułtanowi wzniesienie dwóch nowych twierdz granicznych, przy czym budowę jednej brał na siebie, a o zbudowanie drugiej prosił sułtana Murada. Ten poparł propozycję chana i nakazał gubernatorom Iflaku i Bogdanu, dostarczenie wszelkich potrzebnych materiałów do budowy owych twierdz, a na zarządcę robót wyznaczył gubernatora Bośni - Hasana Paszę. Prace budowlane ruszyły w kwietniu 1626 r. Wcześniej jednak należało osuszyć koryto Dniepru, a co za tym idzie, wysiedlić lokalną ludność chłopską, które to zadanie zostało powierzone bejlerbejowi Kaffiru. Pewni swego pohańcy, ruszyli teraz na ziemie Rzeczypospolitej z zamiarem rabowania, palenia i wzięcia jasyru. Prawie 15 000 Tatarów pustoszyło ziemie Ukrainy, biorąc w niewolę okoliczną ludność (wódz tej wyprawy - Buhar, podzielił wojsko na czambuły, aby swobodnie mogły plądrować ziemię i uprowadzoną ludność wlec do wspólnego kosza - czyli tymczasowego obozu). Na polecenie hetmana Stanisława Koniecpolskiego, strażnik wielki koronny - Stefan Chmielecki dopadł Tatarów pod Białą Cerkwią (9 października 1626 r.) i na czele ok. 5000 żołnierzy rozbił ich doszczętnie przy niewielkich stratach własnych (po polskiej stronie miało polec jedynie 40 żołnierzy), uwalniając cały jasyr i biorąc wielu jeńców tatarskich (w odebranym Tatarom jasyrze, było wiele dzieci, które następnie odwieziono do Lwowa i innych miast, by oddać je matkom).






Wkrótce potem do Konstantynopola przybył poseł Rzeczpospolitej, który wiózł skargę do sułtana na tatarski napad, jednocześnie podkreślając że władze Rzeczypospolitej dbają o to, aby Kozacy nie dokonywali napadów na tatarskie i tureckie tereny. Sułtan Murad odciął się od tego najazdu, deklarując że nie miał z nim nic wspólnego i że o nim nie wiedział. Na dowód prawdziwości swych słów i zgody pomiędzy obu państwami, postanowił wysłać do chana rozkaz, aby wszystkich Tatarów z Budziaku przeniósł (czy to dobrowolnie czy też gwałtem) na Krym, jednocześnie nakazał wycofać się z Budziaku owemu Kantemirowi, o którego usunięcie postulował cztery lata wcześniej poseł Krzysztof Zbaraski. Zawarto więc układ, podobny do tego, który zawarł z Sulejmanem Wspaniałym król Zygmunt I w 1533 r., po czym sułtan Murad wysłał kopię traktatu do Bachczysaraju, z nakazem jego respektowania przez Tatarów. Tymczasem źle działo się w armii osmańskiej, oblegającej Bagdad. Żołnierze byli niezadowoleni przedłużającą się wojną, dużymi stratami i ciężkimi warunkami i oto wszystko oskarżyli starego Gurcu Paszę. Kosem chroniła go jak mogła, ale gdy w grudniu 1626 r. wybuchł jawny bunt spahisów, którzy domagali się głowy paszy - deklarując że w przypadku odmowy, sułtana Murada może spotkać taki sam los, jaki dosięgnął sułtana Osmana II - Kosem ustąpiła. Wydała starego człowieka (który siedemdziesiąt lat służył państwu osmańskiemu) na pastwę żołdactwa, które go zamordowało. Nie poprawiło to oczywiście w żaden sposób sytuacji wojsk walczących z perskimi Safawidami, które już w lipcu 1626 r. zostały pokonane pod Bagdadem i zmuszone do odwrotu. 

Klęska na froncie wschodnim nie była dobrym prognostykiem dla młodego władcy i nie mogła zapewnić mu szerokiego poparcia wśród wojska i ludu. Przerażony wizją utraty władzy i śmierci, 14-letni sułtan nakazał muftiemu Konstantynopola wydać fatwę na swego szalonego wuja - Mustafę (który przebywał w swym trzypokojowym więzieniu, bez okien i drzwi zwanym Simsirlikiem), ale wielki mufti odmówił wydania fatwy (i skazania Mustafy na śmierć), twierdząc że szaleńców nie można skazywać na śmierć. W grudniu 1626 r. zmienił się też wielki wezyr i Hafiza Ahmeda Paszę zastąpił Damat Halil Pasza. Poza tym rok ten upłynął dość spokojnie, szczególnie w Konstantynopolu, gdzie odbył się ślub i wesele 200 niewolnic z haremu Murada IV, które sułtanka Kosem wydała (z własnych pieniędzy) za lokalnych bejlerbejów i paszów. W 1627 r. wybuchł nowy bunt Abazy Paszy w Anatolii, który szybko opanował duże tereny wokół Erzurumu. Poza tym kotłowało się w Chanacie Krymskim, gdzie niepokorny brat chana Mehmeda III Gireja - Szahin Girej skonfrontował się z Kantemirem, po czym obaj zaczęli gromadzić wojsko do bitwy. Doszło do niej pod Dobruczą, gdzie Kantemir pobił Szahin Gireja i zmusił go do ucieczki z Krymu. Natomiast z początkiem 1628 r. młody sułtan stanął przed nie lada wyzwaniem, jakim było stłumienie buntu Abazy Paszy w Anatolii i rozwiązanie problemu krymskiego.

 


CDN.

MEMORIAM - Cz. XIII

ZEMSTA JEST ROZKOSZĄ BOGÓW





SULLA SZCZĘŚLIWY




Nim jeszcze Lucjusz Korneliusz Sulla dotarł z wojskiem do Kapui - zmierzający do niego na czele sformowanych przez siebie w Picenum trzech legionów - młody Gnejusz Pompejusz musiał rozprawić się z atakami mariańskich oficerów, jak choćby Gajusza Karrynasa, Celiusza i Marka Juniusza Brutusa. Brutusa pobił na samym początku, dając przykłady wielkiego męstwa, gdy ciosem włóczni powalił zmierzającego ku niemu jeźdźca i rzucił się w tłum walczących a za nim cała jego armia. Potem wystąpiła przeciw Pompejuszowi armia konsularna Lucjusza Korneliusza Scypiona, ale wojsko to nie parło od razu do decydującej bitwy i zamknęło się w obozie, czekając sposobniejszej chwili do ataku. Tymczasem pod Kapuą naprzeciw Sulli stanęła armia drugiego konsula - Gajusza Norbanusa, która jednak w tejże bitwie została kompletnie rozbita (tracąc siedem tysięcy poległych żołnierzy). W tym czasie Pompejusz musiał zmierzyć się nad Aesis (graniczna rzeczka między Picenum a Umbrią, dziś nosi nazwę Esino) z jazdą, wysłaną przez Gnejusza Papiriusza Karbona (stronnika Mariusza i Cynny, który wraz z tym ostatnim władał Rzymem od 86 r. p.n.e. a po śmierci Cynny w 84 r. p.n.e. już niepodzielnie jako przywódca stronnictwa popularów). Pompejusz jednak zwyciężył te oddziały i zmusił je do ucieczki, zaś Sulla doprowadził do kapitulacji armii konsularnej Lucjusza Korneliusza Scypiona, obiecując jego żołnierzom (w zamian za przyłączenie się do wojsk Sulli) wyższy żołd (Scypion zachował życie i został puszczony wolno). Tak oto Karbon już na początku wojny utracił dwie armie konsularne, oraz większą część południowej i środkowej Italii, a jego władztwo sprowadzało się przy końcu tego roku (83 p.n.e.) zaledwie do Lacjum, Etrurii, Umbrii i Galii Przedpadańskiej. Sulla - powiadomiony o bohaterstwie Pompejusza - wreszcie się z nim połączył, a powitany jak na wodza naczelnego przystało (żołnierze stali przystrojeni w galowe płaszcze i w paradnej zbroi), zwrócił się Sulla do tego zaledwie 23-letniego młodziaka słowami: "Witaj Imperatorze" (które to określenie zarezerwowane było tylko i wyłącznie dla dowódcy całej armii). Było to doprawdy niezwykłe widowisko, gdy stary polityk i wódz, mający na swym koncie wiele zwycięstw i uporczywie walczący o władzę imperatorską z Mariuszem, Cynną i Scypionami, teraz nie tylko zwracał się tym tytułem do młodzieńca - który jeszcze nie rozpoczął własnej kariery politycznej i nawet nie zasiadał w Senacie - ale także zdjął na jego widok swój hełm wojskowy, co było bez wątpienia niezwykłym wydarzeniem.

Nim do tego jednak doszło, w nocy, na dzień przed nonami miesiąca Kwinktilis, który to miesiąc dziś zwiemy już Julius (noc z 5 na 6 lipca 83 r. p.n.e.) Kapitol, ze swą sławną Świątynią Jowisza Największego Najlepszego - stanął w płomieniach (spłonął wówczas również egzemplarz proroctw Sybilli z Kum italskich). Ludzie powszechnie przywoływali sobie słowa wyroczni sybillińskiej, które brzmiały w odniesieniu do tysiąc setnej rocznicy upadku Troi, która to data przypadała właśnie na ten rok: "Kiedy spełni się okres dla życia ludzkiego najdłuższy (...) Wtedy, o Rzymie, pamiętaj, chociażbyś o sobie zapomniał - o tym, co powiem, pamiętaj (...) Cała zaś ziemia italska i cała kraina latyńska, berłu powolnemu twojemu, swój kark tobie odda pod jarzmo". Była to doprawdy przepowiednia iście przerażająca, tym bardziej że przypadała na okres, w którym to kapłani haruspikowie wyznaczali kres istnienia Rzymu, a czas ten liczono w tysiąc sto lat po upadku Troi, czyli dokładnie wówczas gdy toczyła się owa krwawa wojna pomiędzy Sullą a Karbonem i między stronnictwem optymatów a popularów. Spłonięcie Świątyni Kapitolińskiej było tylko tego potwierdzeniem i teraz dopiero spodziewano się nastania jeszcze większych klęsk i zniszczeń, aż po kres istnienia rzymskiego świata. Lud cały w trwodze zapełniał świątynie, gdzie w przejęciu i z wyraźnym lękiem oczekiwano trzeciego uderzenia pioruna, po którym to miała nadejść ostateczna zagłada Rzymu. Świątynia Jowisza na Kapitolu była bowiem tak stara, że pamiętała początki Republiki (dokładnie miała zostać otwarta 13 września 509 r. p.n.e.). Jej zniszczenie więc symbolizowało całkowity upadek dotychczasowego świata. Wówczas to, niesiony mistycznym zapałem, udał się Kwintus Sertoriusz na poszukiwanie Wysp Szczęśliwych i minąwszy Słupy Herkulesa (Gibraltar), dotarł ponoć do jakichś wysp na Zachodzie (były to Wyspy Kanaryjskie).




A tymczasem zbliżała się zima i dalsze walki odłożono do wiosny roku następnego. Jednak obie strony nie próżnowały i o ile Karbon zdołał odbudować utracone wojsko, o tyle Sulla powysyłał swych zwolenników do wielu pozaitalskich ziem, aby zdobyć tamtejsze placówki i tym samym uniemożliwić nadejście stamtąd jakiejkolwiek odsieczy dla popularów. Legat Sulli - Lucjusz Filip zajął wówczas Sardynię, wypędziwszy stamtąd mariańczyka - Kwintusa Antoniusza. Pompejusz zaś posłany został do Galii Narbońskiej (dzisiejsza Prowansja), aby wesprzeć tam propretora Kwintusa Cecyliusza Metellusa Piusa, który niezbyt dobrze radził sobie ze zwolennikami Mariusza. Ponoć gdy Pompejusz przybył na miejsce i miał już w dłoni rozkaz Sulli zastąpienia Metellusa Piusa na stanowisku dowódcy tamtejszych legionów oraz namiestnika Galii (południowej - gdyż reszta ówczesnej Galii wciąż była niepodległa i zdobędzie ją dopiero Juliusz Cezar w kampanii z lat 58-51 p.n.e.) stwierdził, że jako młodszy wiekiem i doświadczeniem nie zamierza odbierać dowództwa Piusowi, a jeśli tamten zechce, dołączy do niego i będzie go jedynie wspierał w dalszej wojnie. Ten oczywiście przystał na taki układ i wspólnie objęli kontrolę nad Narbonną oraz alpejskimi szlakami górskimi wiodącymi do Italii. Sukcesy Pompejusza, jego sława oraz uznanie w oczach Sulli, powodowały zazdrość drugiego wielkiego wodza - Marka Licyniusza Krassusa. On, który osiem miesięcy ukrywał się przed siepaczami Korneliusza Cynny w południowej Hiszpanii, teraz miał olbrzymie ambicje co do dalszej swej kariery u boku Sulli. Notabene z czasów gdy ukrywał się w Hiszpanii, przetrwała ciekawa opowiastka o tym, jak w ogóle przetrwał ten okres. Ponoć ukrywając się w pewnej grocie skalnej, stojącej nad brzegiem morza - żywność i wodę dostarczał mu wówczas jego przyjaciel - Wibiusz Pakcjanus, mający majatek w nieodległej równinie. Dbał on nie tylko o to, aby jedzenie było obfite i smaczne, ale również starał się zapewnić Krassusowi i inne przyjemności. Pewnego razu wziął bowiem ze sobą dwie piękne niewolnice i poszedł z nimi nad morze. Następnie kazał im wejść do jaskini i choć dziewczęta początkowo obawiały się na co mogą natknąć się wewnątrz, ten poradził im aby się nie bały, gdyż w środku znajdą ukojenie. Tam obie dziewczyny znalazły ukrytego Krassusa, który na pytanie skąd są i po co przyszły - odpowiedziały że pouczono je iż w środku odnajdą swego pana, który się tam ukrywa. Potem owe niewolnice przychodziły jeszcze co jakiś czas i stały się informatorkami Wibiusza czego jeszcze potrzebuje jego przyjaciel (jedna z tych niewolnic dożyła sędziwego wieku i potem już jako staruszka w czasach Oktawiana Augusta, wspominała tamte lata, gdy w grocie skalnej oddawała się miłosnym igraszkom z Krassusem, późniejszym pogromcą Spartakusa i jednym z członków - wraz z Pompejuszem i Cezarem - pierwszego triumwiratu z lat 60 r. p.n.e. - 53 r. p.n.e.). 


MAREK LICYNIUSZ KRASSUS 



Po ośmiu miesiącach takiego życia, gdy dowiedział się Krassus o śmierci Cynny (początek 84 r. p.n.e.) opuścił jaskinię i zaczął formować po okolicy swych zwolenników (ponoć miał nawet splądrować Malagę - czemu potem stanowczo zaprzeczał). Ostatecznie udał się najpierw do Afryki, gdzie wraz z Kwintusem Cecyliuszem Metellusem Piusem dotarł do Italii i tam przyłączył się do wojsk Sulli. Sulla miał o nim jednak znacznie gorsze zdanie, niż o Pompejuszu. Gdy wysłał go więc do kraju Marsów (środkowa Italia nad jeziorem Fucinius), ten jednocześnie zażądał ochrony, gdyż był to region opanowany przez przeciwnika. Sulla jednak odpowiedział mu na owe żądanie tymi oto słowy: "Daję ci strażników w twym ojcu, bracie, w przyjaciołach i w krewnych" (innymi słowy, już samo urodzenie i pozycja społeczna rodziny Licyniuszów miała być odpowiednią i wystarczającą gwarancją bezpieczeństwa). Swoją drogą doszło tu też do pewnego odwrócenia wektorów, gdy bowiem młody Krassus, nie mając zbyt dobrej opinii wśród sobie współczesnych (oczywiście zdania te były podzielone, bowiem dla przyjaciół potrafił być niesamowicie towarzyskim kompanem), o tyle Pompejusz zdobywał uznanie nie tylko swą przystępną naturą, ale i czynami bojowymi i stanowił przeciwwagę dla swego ojca, który raczej zapisał się niekorzystnie w opinii jemu współczesnych, zaś ojciec Krassusa na odwrót - był bardzo popularnym i niezwykle szanowanym obywatelem oraz dobrym dowódcą wojskowym. W tym przypadku jabłka padły więc znacznie dalej od jabłoni. Negatywną opinię o Krassusie Młodszym potwierdziły też oskarżenia z Umbrii, gdy zajął jedno z tamtejszych miast - Tudercję - ponoć przywłaszczył sobie dużą część majętności należących do tamtejszych mieszkańców. Oskarżony o to przed Sullą, zarzekał się iż próbowano go spotwarzyć oraz odebrać dobrą cześć jego rodzinie i całej formacji optymatów. Do dziś nie wiadomo jaka była prawda, gdyż niczego Krassusowi nie udowodniono, ale pamiętać należy że w swym życiu odczuwał on tylko dwie wielkie namiętności - do złota i do pięknych kobiet. 




W ciągu zimy (83/82 r. p.n.e.) Gnejusz Papiriusz Karbon zdołał odzyskać utracone wpływy w południowej Italii, a szczególnie kraj Samnitów. Poza tym konsulem nowego roku (82 p.n.e.) został 27-letni syn Gajusza Mariusza, noszący to samo imię co ojciec - Gajusz Mariusz Młodszy (drugim konsulem był oczywiście Karbon). Już samo nazwisko mobilizowało dotychczasowych weteranów jego ojca, którzy niezbyt chętnie garnęli się do służby w poprzednim roku. Teraz zaś, dowodzeni przez syna wielkiego Mariusza, zgłaszali się ochoczo, zdając sobie sprawę że ewentualna klęska ich patrona, będzie jednocześnie ich własną klęską a ziemie które otrzymali, przejdą we władanie weteranów Sulli. Tak oto po jednej i drugiej stronie głos decydujący w wojnie zaczęli zdobywać młodzi wodzowie, którzy jednak byli w taki czy inny sposób związani z wcześniejszymi układami, sojuszami oraz stronnictwami. Aby zdobyć pieniądze, potrzebne na wyposażenie i opłacenie wojska, Mariusz Młodszy zdecydował się na krok świętokradczy a mianowicie polecił ograbić z wszelkich kosztowności rzymskie świątynie, zaś pretor Lucjusz Damasyppus otrzymał rozkaz zabicia każdego, kto tylko odważy się w tej sprawie protestować (tak ponoć miał zginąć przewodniczący kolegium pontyfików - Kwintus Mucjusz Scewola. A należy też pamiętać że przewodniczący kolegium pontyfików był jednocześnie Najwyższym Kapłanem w Rzymie, zaś kolegium to - składające się z 4 patrycjuszy i 5 plebejuszy - wyznaczało święte dni w rzymskim kalendarzu, natomiast dom najwyższego Pontifexa musiał być zawsze otwarty dla ludu rzymskiego, jeśli ten tylko potrzebował wsparcia w kwestii religii czy duchowości. To właśnie z tego kolegium zostało przejęte w późnej epoce średniowiecza - kolegium kardynalskie a sam papież stał się następcą Pontifex Maximusa).

Z początkiem nowego roku (82 p.n.e.) linia frontu biegła od Kampanii na południu, przez kraj Samnitów, ku północnym wybrzeżom Adriatyku, jednak bardzo szybko ta sytuacja zaczęła ulegać zmianom. Oto bowiem Sulla ruszył na północ, w kierunku Lacjum, gdzie pod Sakryportem rozbił wojska Mariusza Młodszego, które próbowały zamknąć mu drogę na Rzym. Po klęsce Mariusz Młodszy zbiegł do pobliskiego miasta Praeneste, gdzie zamierzał się schronić, ale wieści o klęsce dotarły tu szybciej niż on sam i bramy miasta zastał już zamknięte. Jednak na wieść, że do środka zamierza dostać się syn wielkiego Mariusza, spuszczono mu z murów liny, po których musiał się wdrapać. Droga do Rzymu została otwarta dla wojsk Sulli, lecz ten forsownym marszem ruszył na północ, omijając stolicę, w której popularzy dopuścili się ostatniego pogromu nobilów, co do których istniała obawa iż potajemnie wspierają Sullę. Gdyby Sulla wkroczył wówczas do Rzymu, położyłby kres masakrze, ale ten postanowił najpierw ostatecznie rozprawić się wojskami Karbona, które stacjonowały w Etrurii, pod miejscowością Kluzjum. Tam też doszło do kolejnej bitwy w której wojska Sulli okazały się górą, ale nie udało im się ostatecznie rozbić nieprzyjaciela tak jak pod Sakryportem, zaś Karbon zdołał się wycofać najpierw do Galii Przedpadańskiej, gdzie poniósł ostateczną klęskę w bitwie pod Fawencją (na drodze emiliańskiej pomiędzy Ariminum a Placentią), a potem dostał się na okręt i uciekł z Italii, co też oznaczało że cała jego armia na północy albo została ostatecznie rozbita, albo też poddała się zwycięskiemu Sulli i innym jego wodzom (Krassus i Pompejusz wtargnęli z Picenum w dorzecze Tybru, Kwintus Metellus wkroczył na nizinę italską i miał swój udział w zwycięstwie Sulli w bitwie pod Fawencją), ewentualnie rozproszyła się, zdążając na południe. Front północny uległ całkowitemu rozbiciu i jedyną jeszcze siłą zdolną oprzeć się zwycięskim legionom optymatów, stały się nieliczne oddziały Mariusza Młodszego zamknięte w Praeneste, oraz 70-tysięczna armia samnicka pod wodzą Telesynosa, który zmierzał na odsiecz odciętemu Mariuszowi.




Już jednak kroczyły ku niemu dwie armie, jedna pod wodzą samego Sulli, a druga, mająca wyjść na jego tyły, pod dowództwem Pompejusza. Telesynos, dowiedziawszy się o zbliżających ku niemu legionach nieprzyjaciela i zdając sobie sprawę że owe połączone armie z pewnością rozbiją jego własne siły, postanowił wyjść temu naprzeciw i odciągnąć armię Sulli, pobić ją, a potem ruszyć na Praeneste, by tutaj zniszczyć siły Pompejusza. Dokonał iście genialnego manewru (który był powtórzeniem marszu Hannibala z Kapui sprzed ponad stu trzydziestu lat) i postanowił... zdobyć Rzym. Gdyby to mu się udało, z całą pewnością doprowadziłby do spalenia tego miasta (i wówczas przepowiednia Sybilli sprawdziłaby się w całej swej pełni, Rzym uległby zagładzie w ogniu płomieni, spalony przez samnijskich żołnierzy, których kolejne pokolenia marzyły by wreszcie tego dokonać na znienawidzonej stolicy swego wymuszonego sojusznika). Sulla jednak, powiadomiony o obejściu Telsynosa, podzielił swoje siły na dwa korpusy i ruszył za nim w pościg. Dopadł go już pod Rzymem, dziesięć stadiów od Bramy Kollińskiej - gdzie doszło do ostatecznej bitwy w tej wojnie domowej, której koniec miał jeszcze długo nie nastapić, przerywany kolejnymi buntami i ambicjami poszczególnych wodzów. O prawdziwych zamiarach Telesynosa w stosunku do Rzymu niech zaświadczy to, jak postąpił z witającymi go jako wybawiciela (spod rządów popularów) młodzieńcami z senatorskich rodów, którzy na koniach wyjechali aby powitać go u Bramy Kollińskiej. Telesynos jednak, bez zdania racji nakazał ich zrzucić z koni i zamordować. W mieście wybuchła panika, a kobiety wszczęły srogi lament, obawiając się nie tylko mordów swych ojców, synów i braci ale i gwałtów na nich samych. Telesynos zaś czekał, uradowany przerażeniem jakie potęgowała jego armia, stojąca u bram Wiecznego Miasta. Wreszcie w oddali dostrzeżono też pierwsze oddziały Sulli. Bitwa, która się wówczas rozpoczęła, była krwawa i niezwykle zacięta, a zwycięstwo długo niepewne. Na lewym skrzydle wojsk Sulli Rzymianie poczęli się cofać przed przeważającymi siłami niaprzyjaciela, a widząc to Sulla sam ruszył w to miejsce na białym rumaku i z obnażonym mieczem w dłoni. O mało tam wówczas nie zginął, gdy dwukrotnie ciśnięto w jego stronę oszczepy, lecz udawało mu się odskoczyć na koniu (potem owe cudowne ocalenie przypisywano figurce Apollina, jaką Sulla ponoć cały czas nosił na szyi). 




Jego interwencja na niewiele się jednak zdała, gdyż całe lewe rzymskie skrzydło zostało przerwane, a sam Sulla musiał schronić się w swym obozie. I w tym czasie poczęło mu się zdawać że stolica jest już stracona, przeto modlił się głośno do Apollina: "Apollo Pytyjski! Ty, który Sullę Korneliusza Szczęsnego już w tylu bitwach do sławy i wielkości wyniosłeś, chyba nie na to prowadziłeś go tutaj, by u bram ojczystego miasta powalić na ziemię i pozwolić mu zginąć najhaniebniej wraz ze wszystkimi jego współobywatelami". Dopiero nocą, gdy wydawało się już że bitwa została przegrana (nawet gruchnęła wiadomość o śmierci Sulli, która dotarła też i do Praeneste), do obozu Sulli przybył posłaniec od Krassusa z prośbą o prowiant dla żołnierzy i wiadomością że ten przeniósł się do miejscowości Antemna, gdyż w czasie bitwy na prawym skrzydle zmusił Samnitów do ucieczki w tamtym właśnie kierunku. Czyli nie wszystko było jeszcze stracone. Co prawda Samnici na lewym skrzydle byli górą, ale na prawym ponieśli całkowitą klęskę. Przeniósł się więc Sulla obozem pod Antemnę, gdzie do niewoli Krassusa dostało się 3000 żołnierzy nieprzyjaciela. Wódz naczelny obiecał im darowanie życia oraz wolność, jeśli przyłączą się do jego sił i sami napadną na swych współbraci. Jeśli by zaś odmówili - czekałaby ich natychmiastowa egzekucja - przyjęli więc tę nieszczęsną propozycję.




 Następnego dnia doszło do drugiej części bitwy pod Rzymem, która teraz zakończyła się już całkowitą klęską Samnitów. Wielu z nich, w tym sam Telesynos - zginęło w walce, zaś do niewoli ostatecznie dostało się 8000 żołnierzy nieprzyjaciela. Rzym był ocalony - Sulla Szczęśliwy, Rzeczpospolita w rękach optymatów - mógł więc ze spokojem zwycięski wódz wkroczyć w mury stolicy. Witany jak wybawiciel, na początku nakazał rozgłosić, by lud cały zgromadził się na arenie Cyrku Wielkiego, gdzie miano urządzić (wedle tego co rozgłaszano) wielkie widowisko. Jednocześnie polecił Sulla zebrać się senatorom w świątyni bogini Bellony (rzymska bogini wojny - siostra Marsa). Tam też przemówił do senatorów, zapowiadając nastanie nowych rządów które ocalą i odbudują Republikę. W tym samym czasie urządzono przedstawienie dla ludności, polegające na... zbiorowym uśmiercaniu wziętych do niewoli samnickich wojowników (i to pomimo danego wcześniej przez Sullę słowa o darowaniu im życia). Po kolei, w okrutny sposób mordowano ludzi, aż wreszcie 8000 samnickich jeńców, wśród krzyków odcinanych im członków (najpierw odcinano im ręce i nogi, niekiedy również nosy i uszy, ale z reguły pozostawiono tak aby się wykrwawili lub dobijano ich) - wyzionęło ducha a piasek Cyrku Wielkiego zabarwił się na kolor czerwony od nadmiaru przelanej krwi. Była to jednocześnie zapowiedź nadejścia zemsty, jaka czekała nobilów pod nowymi, sullańskimi rządami. Zemsty, która bez wątpienia dla Sulli była wyczekiwaną od dawna rozkoszą bogów.




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...