WYŚWIETLENIA

25 stycznia 2026

UNIA POLSKO-LITEWSKO-MOSKIEWSKA - Cz. IV

DYMITRIADY
Cz. II





KRÓL i HETMAN




 Urząd hetmana Rzeczypospolitej (zarówno koronnego jak litewskiego) był bezwzględnie urzędem opozycyjnym wobec polityki królewskiej - bez względu na to, kto zasiadał na tronie Królestwa Polskiego. Oczywiście to król powoływał nowego hetmana, ale często zdarzało się tak, że nawet przez kilka lat ten urząd był nieobsadzony i to nie dlatego że nie było kandydatów, ani też dlatego że był spokój na granicach, tylko dlatego, że król nie chciał tworzyć sobie "przywódcy opozycji", chociażby na to stanowisko powołał człowieka niezwykle sobie oddanego. Po prostu hetman wielki (koronny i litewski) choć powoływany był przez króla, to jednak był od niego całkowicie niezależny, nie składał też przysięgi ani na wierność królowi, ani (co paradoksalne) na wierność Rzeczypospolitej. Hetman wielki to tak naprawdę "mniejszy król" i taki tytuł nadawali mu posłowie tureccy, którzy przybywali do naszego kraju. Wiedzieli o tym monarchowie, dlatego też starali się albo obłaskawić hetmanów, albo też wchodzili z nimi w konflikt, co raczej nie służyło interesom Rzeczpospolitej. Hetman wielki (mniejszy król) miał bowiem znacznie większe kompetencje zarówno w dziedzinie militarnej jak i politycznej od króla, i choć co prawda to monarcha był wodzem naczelnym armii (ale tylko wtedy gdy znajdował się bezpośrednio na polu bitwy), to jednak realnie dowodził hetman. On również posiadał możliwość prowadzenia niezależnej od królewskiej polityki zagranicznej, a nie będąc skrępowany ani przywilejami szlacheckimi, ani też Pacta Conventa czy Artykułami "Henrycjańskimi", realnie hetman miał kompetencje znacznie większe od kompetencji królewskich (oczywiście i one były ograniczane, np. hetman dowodził jedynie żołnierzami którzy obsadzali dane twierdze, ale nie miał już kompetencji by decydować o samej twierdzy - które podlegały starostom królewskim i ci np. nie musieli się zgodzić na obsadzenie ich przez żołnierzy przesłanych przez hetmana). Urząd hetmana wielkiego był również dożywotni a precedens ku temu powstał 11 sierpnia 1581 r gdy król Stefan Batory powołał na urząd hetmana wielkiego koronnego swego przyjaciela i poplecznika Jana Zamoyskiego (ofiarowując mu ten urząd w dożywocie). W roku 1588 również i urząd hetmana polnego koronnego stał się dożywotni, gdy już król Zygmunt III ze szwedzkiej dynastii Wazów (ale po kądzieli spokrewniony z Jagiellonami) powołał na ten urząd innego genialnego wodza - Stanisława Żółkiewskiego, protegowanego Zamoyskiego. Śladem Koroniarzy postępowali również Litwini, i tak już w 1589 r. dożywotnim hetmanem wielkim litewskim został Krzysztof Radziwiłł "Piorun" - kolejny wyśmienity wódz (zresztą ten okres to czasy Wielkich Hetmanów, albo raczej czasy Hetmanów Złotego Wieku). Pierwszym zaś dożywotnim hetmanem polnym litewskim został w 1615 r. syn powyższego - Krzysztof Radziwiłł.

Stosunki pomiędzy królem Zygmuntem III a hetmanem wielkim koronnym Janem Zamoyskim, nie układały się dobrze i to praktycznie od samego początku panowania Zygmunta w Rzeczpospolitej. Młody, wówczas zaledwie 21-letni Zygmunt przyszedł na świat 20 czerwca 1566 r. na zamku Gripsholm nieopodal Sztokholmu. Jego ojcem był książę Finlandii Jan brat ówczesnego króla Szwecji Eryka XIV, matką zaś królewna polska Katarzyna Jagiellonka - córka Zygmunta I Jagiellończyka i Bony Sforzy, siostra Zygmunta II Augusta). W czasie gdy mały Zygmunt przyszedł na świat, jego rodzice już od trzech lat przebywali w więzieniu na zamku Gripsholm (jako że Eryk XIV obawiał się że brat zamierza odebrać mu koronę Szwecji). Nie byli oni jednak więźniami w pełnym tego słowa znaczeniu, byli raczej "królewskimi gośćmi" i mogli poruszać się po całym terenie zamku a także wychodzić do ogrodu, ale nie mogli opuścić tego miejsca. Te lata jednak spędzone na zamku Gripsholm wydają się najszczęśliwsze dla owej pary Jana i Katarzyny, przebywali oni bowiem w swoim towarzystwie, a mały Zygmunt był otoczony matczyną i ojcowską miłością. Katarzyna uznała że jej syn będzie nie tylko dobrym kandydatem do tronu szwedzkiego, ale również polskiego i dlatego od najmłodszych lat uczyła "Zysia" języka polskiego. Mimo wewnętrznej swobody, para książęca żyła na zamku Gripsholm w obawie ciągłej utraty życia. Eryk postawił w ich otoczeniu dwóch ludzi, którzy ich szpiegowali i donosili królowi o ich poczynaniach. Aby jeszcze bardziej upokorzyć brata, Eryk rozdał cały majątek Jana, jak również posag Katarzyny swoim siostrom i innym faworytom (a był to król o dosyć rozbudowanym libido, na Zamku królewskim w Sztokholmie miał swój prywatny harem, w którym przebywało pięć jego oficjalnych faworyt, a ich pokoje były tak połączone, żeby można było szybko przedostać się do królewskiej alkowy). Dodatkowo car Iwan IV Groźny domagał się od Eryka wydania mu królewny Katarzyny (jako że w tym właśnie czasie toczył wojnę z Litwą, a tym samym z Rzeczpospolitą). Para książęca żyła więc w ciągłej obawie zarówno utraty życia (czyli przysłania przez Eryka zamachowców), jak również rozdzielenia małżonków.


ERYK i JAN




Katarzyna liczyła jeszcze na swego brata Zygmunta II Augusta, który w tym czasie wszedł w sojusz z wrogą Szwecji Danią, ale Zygmunt August nie uczynił nic aby uwolnić swą siostrę z więzienia Gripsholm. Pozostawała więc obawa i oczekiwanie, a także tląca się nadzieja na Bożą Opatrzność i uwolnienie. Zamknięci w Gripsholm nie wiedzieli jednak że w ich imieniu interweniowały siostry Eryka i Jana, które słały listy do swego królewskiego brata, prosząc go aby nie upokarzał Jana i uwolnił go z tego więzienia. W obronie uwięzionych wystąpiła nawet królowa Anglii Elżbieta I, która napisała list do Eryka, prosząc go aby uwolnił brata i jego małżonkę i wydaje się że to właśnie ten list najbardziej przysłużył się sprawie uwolnienia "królewskich gości", gdyż Eryk XIV dążył wówczas do sojuszu z Anglią. Zresztą był mocno już przytłoczony tą całą sytuacją, nie miał żadnych sojuszników, a musiał zmagać się ze wszystkimi problemami jakie spadły zarówno na jego kraj, jak i na jego samego. Od 1563 r. toczył niezwykle krwawą i uciążliwą wojnę z Danią, w której to nie było co prawda wielkich i spektakularnych bitew, za to dochodziło do mniejszych ataków niezwykle brutalnych i krwawych i to zarówno na wyspach duńskich, w Scanii jak i w Norwegii. Oddziały knechtów napadały na gospodarstwa i wsie mordując bez litości starców, kobiety i dzieci, spalono kilka mniejszych miast w Szwecji, a król Eryk był sam, nie miał nawet na kogo scedować obowiązków zajęcia się choć częścią spraw państwa. Musiał więc poświęcać czas na zajmowanie się sprawami aprowizacji i dostarczenia broni oraz prochu walczącym żołnierzom, musiał korespondować i odpisywać na listy królów i książąt Europy, osobiście też musiał mianować i odwoływać a przede wszystkim kontrolować urzędników, czy przypadkiem nie oszukują go oni w swych sprawozdaniach. Nie ufał też członkom Rady Królewskiej, a także obawiał się że ród Sture będzie torpedował jego plany matrymonialne, co miałoby im dopomóc w objęciu tronu Szwecji. I choć król był młodym mężczyzną (w 1563 r. miał lat 30, a panował od końca września 1560 r.), jednak to wszystko razem wzięte powodowało jego zniechęcenie, a także duże zmęczenie (które sobie odbijał nocami w alkowie ze swoimi pięcioma faworytami). 


JAN, KATARZYNA i MAŁY ZYGMUNT
NA ZAMKU GRIPSHOLM 



W obawie przed spiskami, wprowadził Eryk ścisły reżim na swym Zamku w Sztokholmie, szczególnie zaś w odniesieniu do swoich królewskich sióstr. Wydał instrukcje o "Obronie honoru kobiet królewskich", wprowadzających kontrolę jego sióstr, które również były pod ścisłą obserwacją. Wszelkie przejawy niemoralności były surowo karane (nawet uśmiech w stosunku do mężczyzny, który nie należał do ich rodziny, mógł być powodem królewskiego gniewu). Jego trzy siostry: Cecylia, Elżbieta i Zofia miały wieść żywot bogobojny - modlitwa, kobiece robótki ręczne (czyli głównie haftowanie), posiłek, modlitwa i sen. Król oszczędzał również na strojach swych sióstr, odmawiając im kupna nowych, (chyba że sprzyjały temu okoliczności). Światło w komnacie królewien musiało być zgaszone o odpowiedniej porze, ale pewnego razu (w roku 1563) ktoś doniósł królowi że w "damskim apartamencie" nadal pali się światło, a za drzwi dobiegają głośne śmiechy i muzyka. Król natychmiast popędził tam w towarzystwie kilku ludzi, wpadłszy zaś do komnaty swych sióstr, ujrzał trzy tańczące dziewczęta, a na stole były kieliszki i wino. Urządził im wówczas (szczególnie zaś najstarszej Cecylii) karczemną awanturę. Cecylia nie pozostała jednak dłużna i również krzyczała na brata że trzyma je tutaj niczym więźniarki. Nie przyzwyczajony do krytyki ze strony kobiet, Eryk zamilkł, podszedł do stołu, nalał sobie wina i wzniósł toast za zdrowie sióstr, po czym wyszedł. Królewski gniew jednak spadł na szambelana i pokojówki, którzy dostali ostrą burę i nigdy więcej już światło w pokojach królewskich sióstr nie paliło się po wyznaczonej godzinie. Wyzwolenie dla owych kobiet mógł stanowić jedynie ożenek, dlatego też szczególnie najstarsza, (23-letnia w 1563 r.) Cecylia przebierała nogami, aby tylko czym prędzej wyjść za mąż, bez względu za kogo, ważne żeby się uwolnić. W 1562 r. o jej rękę postanowił zawalczyć jej rówieśnik - najmłodszy senator w Rzeczpospolitej Jan Tęczyński. Był to przystojny młody magnat, a para widziała się raz na zamku w Sztokholmie. Cecylia była tak zafascynowana małżeństwem (a zapewne również oblubieńcem), że zawiadomiła brata aby kupił jej czym prędzej nową suknię ślubną, w której stanie na ślubnym kobiercu. Eryk odparł że przyjdzie na to jeszcze czas, po czym ona rozdarła jedną ze swoich sukien, twierdząc że nie ma co na siebie włożyć i potrzebuje nowych, brat jednak stwierdził że nie potrzebuje i musiała zaszyć tę, którą podarła 🤭. Jan tenczyński - mimo młodego wieku - miał już na swym koncie wiele doświadczeń. Był bardzo dobrze wykształcony, studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, na Sorbonie w Paryżu, jak również w Bazylei. Zwiedził Europę głównie Niemcy, Francję, Italię i Hiszpanię (gdzie w Andaluzji na krótko został nawet wrzucony do lochu). Imponował on więc młodej dziewczynie swym obyciem, podróżami a także wdziękiem. Gdy więc wyjechał do kraju (do swego majątku w Kraśniku) aby zdobyć pieniądze na wesele, Cecylia swych modłach prosiła Boga aby Jan o niej nie zapomniał i aby mu się nie odwidziało małżeństwo z nią. Wypatrywała każdego dnia jego powrotu. We wrześniu 1563 r. Jan Tęczyński (w towarzystwie świty 100 osób które zabrał ze sobą), wsiadł na okręt w Gdańsku i wypłynął do Szwecji, ale... Od miesiąca wówczas Szwecja toczyła już wojnę z Danią i okręt Tęczyńskiego miał pecha natknąć się na duńską eskadrę, po czym wszyscy pasażerowie trafili do niewoli. Tęczyńskiemu nigdy już nie było pisane  ponownie ujrzeć Cecylii, bowiem zmarł w duńskim lochu w grudniu 1563 r. na nie leczoną gorączkę. Miał 23 lata. Jego ciało zostało następnie przewiezione do Kraśnika i tam pochowane w bogato zdobionej trumnie (którą notabene zniszczyli Szwedzi w czasie "Potopu").

Początkowo Cecylia była załamana tą śmiercią, gdyż oznaczało to iż kajdany niewoli w jakiej się znajdowała, nie zostaną jej usunięte. Jednak jeszcze w tym samym 1563 r pojawiła się nowa możliwość zamążpójścia, a mianowicie angielski hrabia Arundel, wyraził chęć poślubienia królewskiej siostry, a ona również tego zapragnęła (bez względu na fakt, że hrabia miał 53 lata, ona zaś 23). Chęć wyrwania się ze sztokholmskiego zamku i spod kontroli brata była jednak tak silna, że księżniczka podjęła się przyśpieszonej nauki języka angielskiego od londyńskiego kupca, który często przebywał do Sztokholmu (w jej przypadku słowa "chcę być żoną, twoją żoną", były nad wyraz prawdziwe, bez względu na okoliczności 😉). Elżbieta I również zapraszała ją, aby czym prędzej przybyła do Anglii, ale Eryk nie zamierzał zgadzać się na jej związek z hrabią Arundel. Cecylia miała do wyboru jedynie dwóch kandydatów na przyszłych małżonków, jednym z nich był 50-letni hrabia Henneberg z Turyngii, drugim zaś 27-letni margrabia Krzysztof Badeński. Wybrała tego drugiego, a do ich małżeństwa doszło w czerwcu 1564 r. Wkrótce potem przyszło zaproszenie od Elżbiety I do Anglii, ale Eryk jeszcze nie zgadzał się aby jego siostra opuściła Szwecję. Wreszcie uległ i we wrześniu tego roku para młoda wypłynęła w swą długą (trwającą dokładnie rok) podróż do Anglii. Ze względu na toczącą się wojnę z Danią, nie można było popłynąć najkrótszą drogą, trzeba było płynąć w przeciwnym kierunku do zamierzonego, czyli na wschód.  Przybyto więc najpierw do Tallina w Estonii, potem skierowali się do Prus Książęcych, do Królewca (gdzie Cecylia spotkała się z księciem Albrechtem Hohenzollernem, panującym już "w Prusiech" od 40 lat, czyli od czasu hołdu pruskiego z 1525 r. Wcześniej zaś był on od 1510 r. ostatnim wielkim mistrzem Zakonu Krzyżackiego. Tam, w Królewcu Cecylia poprosiła Albrechta aby w porozumieniu z królem Danii Fryderykiem II, wywarli presję na jej brata by uwolnił z twierdzy Gripsholm Jana oraz jego rodzinę. Albrecht dał słowo że to uczyni, po czym wyruszono w dalszą drogę. Pobyt w Gdańsku też trwał jakiś czas, ale ostatecznie udało się im przedostać do Fryzji Wschodniej, hrabstwa w którym hrabianką-małżonką była siostra Eryka, Jana i Cecylii - Katarzyna. Ona też bardzo zaangażowała się w akcję uwolnienia Jana z więzienia w Gripsholm, zasypując brata listami, w których początkowo starała się przekonywać go w sposób łagodny i pokorny, deklarując w  listach iż jest: "uniżoną służebnicą i biedną siostrą Waszej Królewskiej Mości". Jednak prośby nie działały na Eryka, tym bardziej że król Szwecji poprosił siostrę i jej męża, aby zorganizowali i opłacili dla niego knechtów, potrzebnych mu w czasie wojny z Danią, a gdy nie uzyskał tego od nich, kategorycznie odmówił spełnienia próśb Katarzyny. W jednym z ostatnich listów jakie Katarzyna wysłała do brata, stwierdziła otwarcie, że za to co zrobił we Fryzji czekałby go sąd. 


KARIN MÅNSDOTTER 



Przez całą swą roczną podróż do królestwa Anglii, Cecylia gdzie tylko mogła brała kredyty od lokalnych bankierów, gdyż jej otoczenie żyło po królewsku i pochłaniało ogromne koszty, zupełnie nie licząc się z konsekwencjami, natomiast opłaty spadały na głowę Cecylii i jej małżonka (chociaż on zarówno w trakcie całej podróży jak i już w Anglii jest zaledwie tłem do niej i praktycznie nie jest nigdzie wymieniany, a jedynie jest sugestia że płynął wraz z nią). W Antwerpii wreszcie udało im się dostać na statek którym mogli popłynąć bezpośrednio do Dover, ale udało im się to dopiero za trzecim razem, gdyż wcześniej dwukrotnie musieli zawracać ze względu na złą pogodę i silne wiatry panujące w Kanale La Manche. Wreszcie się udało i na początku września 1565 r. para młoda dotarła do Anglii, gdzie królowa Elżbieta wysłała im delegację powitalną, która odtransportowała ich do Londynu. Zamieszkała tam w apartamencie Bedford House, a po kilku dniach (przystrojona w piękną czarną suknię i złotą koronę na głowie {jej dwórki zaś wystąpiły w sukniach koloru karmazynowego - ja wiem że to dziś bez znaczenia, ale takie opisy w tamtym czasie były bardzo ważne i czytano je w całej Europie tak, jak dziś czyta się prasę plotkarską}) Cecylia spotkała się z królową Elżbietą I (ponoć na powitanie objęła ją radośnie, a następnie obie panie przez dłuższy czas ze sobą konwersowały). Cecylia bardzo szybko odnalazła się w tym 120 000 mieście (Sztokholm w tym czasie liczył 8 000 mieszkańców), ale jej zadłużenie wciąż rosło i nieustannie potrzebowała nowego zastrzyku gotówki. Na drugi dzień po powitalnej wizycie u królowej Elżbiety, Cecylia urodziła syna (zaszła w ciążę już w trakcie swej podróży). Elżbieta wybrała imiona dla dziecka Edward Fortunat (Edward - gdyż było to imię najbardziej popularne wśród następców angielskiego tronu, Fortunat zaś znaczyło tyle co "szczęściarz" i odnosiło się do szczęśliwego przybycia Cecylii do Anglii oraz narodzin syna). Po narodzinach Cecylia wpadła w krąg londyńskich maskarad i bali, kupując nowe suknie i rozdając pieniądze których miała coraz mniej. Wreszcie jej małżonek - Krzysztof uznał, że sytuacja jest bardzo zła i opuścił Anglię aby zdobyć pieniądze. Wrócił dopiero w marcu 1566 r. ale incognito, w przebraniu (gdyż nie udało mu się zdobyć środków na opłacenie wierzycieli) tak, aby nikt go nie rozpoznał i chciał potajemnie wywieźć żonę i syna z Anglii, zanim dłużnicy połapaliby się w tym planie. Nie udało się, został rozpoznany i wtrącony do lochu za swoje długi. Cecylia poprosiła Elżbietę o pomoc, a ta ofiarowała jej 3500 funtów, lecz była to jedynie niewielka część kwoty jaką musiaeli zapłacić Cecylia i Krzysztof (ich dług wynosił prawie 10 000 funtów). Elżbieta podjęła też (w imieniu Cecylii) rozmowy z niemieckimi bankierami, aby wykupili dług szwedzkiej księżniczki, ale niewielu było chętnych aby kontynuować te rozmowy i ostatecznie nic z tego nie wyszło. Ostatecznie, nim para młoda opuściła Anglię (w kwietniu 1566 r.) cały majątek jaki Cecylia posiadała został zlicytowany, wszystkie jej suknie, biżuteria, wszystko co przywiozła ze Szwecji zostało odebrane i dopiero wtedy pozwolono jej opuścić Anglię. Wraz z mężem przyniosła się do jego hrabstwa w Badenii.

Tymczasem król Eryk w natłoku pracy i obowiązków, popadał w coraz większą depresję. Był przekonany że jego wrogowie chcą się go pozbyć i planują zamach. Jedyne chwile ukojenia spędzał w ramionach swych kochanek, której jednak już w roku 1565 zostały odesłane z Zamku królewskiego, a jedyną kochanką króla została od tej pory młodziutka bo zaledwie 15-letnia Karin Månsdotter. Król spotkał ją jeszcze jesienią poprzedniego roku, gdy pracowała jako kelnerka w gospodzie Gerta Cantora na Starym Mieście w Sztokholmie. Była wysoka jak na swój wiek i dobrze zbudowana, jak bowiem opisuje ją kronikarz: "Miała dobrze wysklepione piersi, szerokie biodra, ciało mocno zbudowane o pełnych kształtach". Król zakochał się w Karin tak bardzo, że nie tylko zabrał ją ze sobą na Zamek, nie tylko dał jej posadę niani dla  jego 5-letniej córeczki Wirginii, ale opłacił jej naukę czytania, pisania, mody oraz prowadzenia rozmowy i odpowiedniego zachowania się na królewskim dworze. Umilała mu noce do tego stopnia, że zrezygnował całkowicie z innych swoich kochanek i tylko ona została jego jedyną oficjalną nałożnicą. Miała dużą wewnętrzną swobodę, mogła na przykład zamawiać co tylko chciała z królewskiej kuchni (zachowały się znaczne rachunki za wino, które zamawiała dla przyjaciół, przyjmując ich w swych apartamentach na Zamku). Otrzymała nawet własnych dworzan, a król fundował jej wciąż nowe suknie i buty - których odmawiał swoim siostrom. W październiku 1566 r. urodziła królowi córkę Sygrydę, a dwa lata później narodził się syn Gustaw. Eryk jednak popadał w coraz większy obłęd podyktowany próbą zamachu na jego życie lub obalenia go. Wolny czas (którego nie spędzał w objęciach Karin) poświęcał na horoskopy, w których starał się uzyskać odpowiedź jaka będzie jego przyszłość. Wszędzie widział wrogów, wszystkich podejrzewał i to do tego stopnia że nie mógł spać w nocy (jego lekarz sporządzał mu specjalne ziołowe napary na uspokojenie). Pewnego jednak razu przeszedł z samego siebie, gdy w listopadzie 1566 r zobaczył w swojej toalecie (pozostawione tam nieopatrznie  przez sługi) - dwa kije złączone na kształt krzyża, dzban, płaszcz i ruszt. Król był przerażony, ktoś próbuje odprawić urok żeby się go pozbyć nawet wówczas, gdy ten siedzi w wychodku. Dwaj służący którzy pozostawili te rzeczy w królewskiej toalecie, nie byli w stanie wytłumaczyć królowi że uczynili to przez zaniedbanie, po prostu ich nie zabrali; król uznał ich za szarlatanów odprawiających czary i skazał na śmierć.


JAN III WAZA



Z początkiem 1567 r. król kazał uwięzić a następnie brutalnie przesłuchać wielu spośród arystokratów, których uważał za szczególnie mu wrogich (powodem oskarżenia i było przyjęcie, jakie zorganizowali oni na statku w pobliżu wyspy Djurgarden, gdzie ponoć miały padać hasła "niemiłe królowi"). Wszyscy oni - po torturach - trafili do lochów z wyrokiem śmierci. Król Eryk popadał w coraz większą paranoję, chodziło też do tego, że obawy przed zamachem na jego życie odbierały mu totalnie rozum. 24 maja 1567 r. król przeżył największe załamanie psychiczne, po którym... zniknął. Nikt nie wiedział gdzie jest, więc rozpoczęto wielkie poszukiwania i odnaleziono go trzy dni później na plebanii w Odensali, odzianego w brudne chłopskie szaty. Król nikogo nie kojarzył, nie było z nim też kontaktu, dopiero Karin udało się go uspokoić i zabrać na Zamek. Tam król odpływał i wracał do zmysłów,  kładąc głowę na kolanach swej faworyty. Wciąż nie mógł pozbyć się uczucia permanentnego zagrożenia, prosił o ochronę, mówił że nie chce umierać. W tym też czasie przybyło poselstwo od Iwana Groźnego, które domagało się wydania Iwanowi Katarzyny Jagiellonki (car miał jej za złe że niegdyś odrzuciła jego propozycję matrymonialną, a poza tym taka zakładniczka byłaby dobrym elementem przetargowym w toczącej się wojnie z Rzeczpospolitą). Posłowie zagrozili wojną, jeśli Katarzyna nie zostanie im wydana, co też doprowadziło do kolejnej odsłony szaleństwa króla Eryka XIV. Wojna z Danią nie została zakończona, a jej efekty były... żadne, poza tym cierpienia jakie ludność Królestwa Szwecji zaznała w jej trakcie była przerażająca, dlatego też myśl przed kolejną taką katastrofą musiała działać jak zimny prysznic. Król jednak nie mógł się zdecydować, twierdził że jest osaczony i otaczają go wrogowie, jakie ma więc znaczenie że jednym z nich jest też Iwan Groźny. W tym okresie Szwecją rządził kuzyn Eryka Per Brahe (wraz ze Stenem Erikssonem), który widząc pogłębiającą się paranoję króla, podjął decyzję (we wrześniu 1567 r.) uwolnienia księcia Jana i jego małżonki z twierdzy Gripsholm (Katarzyna Jagiellonka urodziła tam trójkę dzieci, a Zygmunt III - późniejszy król Rzeczpospolitej - był drugim tam narodzonym). Już 9 września doszło do pierwszego od sześciu lat (obaj małżonkowie byli zamknięci w twierdzy Gripsholm 7 lat, ale Eryk odwiedził ich nieoczekiwanie pewnego razu w roku 1561). Stan króla wciąż był bardzo zły, do tego stopnia że nie kojarzył kto jest kim, a co za tym idzie, padł na kolana przed Janem, twierdząc że to on jest królem (swym pamiętniku Eryk zapisał potem - gdyż co jakiś czas odzyskiwał rozum, a potem znowu go tracił - "I on, i królewna przebaczyli mi z całego serca, poklepywali mnie. Słowem i wszystkim innym gwarantowali mi życie i bezpieczeństwo" - co świadczy że wciąż nie kojarzył czy to on jest królem, czy też Jan). Jeszcze w październiku 1567 r. Eryk pisał w swym pamiętniku że królem jest Jan, a on deklaruje mu swą wierność, w zamian za życie i bezpieczeństwo. Ale w grudniu, tuż przed Bożym Narodzeniem, nastąpiła znaczna poprawa stanu zdrowia Eryka. Przestał mieć omamy, wiedział też kto jest królem, a kto "księciem Finlandii" - gdyż tak odtąd tytułował swego brata Jana. Konsekwentna terapia lekowa i opieka, jaką zastosowała Karin Månsdotter, zrobiła swoje, król Eryk wrócił do życia. 28 grudnia w czasie uroczystej kolacji, Eryk wskazał palcem na będącą w ósmym miesiącu ciąży Karin i powiedział że to jest jego prawnie poślubiona małżonka, a pobrali się 13 lipca tego roku, utrzymując to do tej pory w tajemnicy. To małżeństwo zostało prawnie uznane, a dokładnie miesiąc później urodził się Gustaw - syn Eryka i Karin, posiadający prawo do tronu Szwecji.

4 lipca 1568 r. odbył się ponowny - już publiczny - ożenek Eryka i Karin (a w zasadzie tego dnia miał miejsce podwójny ślub, bo za mąż wychodziła również siostra Eryka - Zofia, która poślubiła księcia saskiego Magnusa II. Dzień później miało miejsce koronacja królowej Karin, ale okazało się że na ów ślub nie przybył żaden z królewskich braci, nie przybyli też arystokraci, w zasadzie ślub odbył się w obecności wujów Karin i chłopów tłumnie przybyłych z Upplandu. Arystokraci mieli za złe królowi że swoją małżonką uczynił zwykłą dziewkę, która jeszcze do niedawna usługiwała w oberży (a wiadomo co często robiono tam z takimi dziewkami). Herb nowej królowej Szwecji narysował osobiście Eryk, a był to półksiężyc. Królewscy bracia, jak również arystokraci nie zamierzali się jednak na to godzić i bardzo szybko podniósł się bunt przeciwko rządom Eryka - na jego czele stanęli obaj bracia króla Jan i Karol. We wrześniu 1568 r. walki toczyły się już o Sztokholm. Ostatecznie opuszczony przez wszystkich Eryk musiał skapitulować, a 30 września do Sztokholmu triumfalnie wkroczył książę Jan, który kazał uwięzić swego brata (i przebywał on w niewoli na zamku Orbyhus przez kolejne osiem lat, gdzie oddzielono go od żony i dzieci, odmawiano mu książek, a nawet aktywności ruchowej, siedział w ciemnej celi praktycznie przez cały czas). Oficjalnie Eryk 14 został zdetronizowany w styczniu 1569 r, a jego brat, nowy król Jan III Waza, koronował się 10 lipca 1569 r. Jak wyglądało życie księcia Zygmunta który stał się teraz następcą szwedzkiego tronu, w pod rządami swego ojca o tym w kolejnej części. W każdym razie gdy Zygmunt III nowo wybrany król Rzeczpospolitej 9 grudnia 1587 r uroczyście wkroczył do Krakowa, zrobił negatywne wrażenie na tych, którzy wynieśli go do polskiego tronu, szczególnie zaś na hetmanie wielkim koronnym i ja nie zamoyskim, który po powitaniu nowego króla miał wyrazić się tymi oto: "a cóżeście za niemą marę przywieźli ze sobą ze Szwecji?" Zygmunt zaprzysiągł Pacta Conventa i koronował się 27 grudnia 1587 r.


"TO JEST WŁAŚNIE RZECZPOSPOLITA JA NIE. NA CAŁYM ŚWIECIE NIE MA TAKIEGO KRAJU W KTÓRYM KTOKOLWIEK ODWAŻYŁBY SIĘ PODEJŚĆ DO OŁTARZA I DOTKNĄĆ KORONY"



CDN.
 

24 stycznia 2026

ANTYCZNE OPOWIEŚCI - Cz. I

PROSTYTUTKA, KTÓRA STAŁA SIĘ
JEDNĄ Z NAJSŁAWNIEJSZYCH
KOBIECYCH AKTOREK W DZIEJACH




LIKORIS


Urodziła się w 69 r. p.n.e. (albo coś koło tego roku, jednak wszystko wskazuje, że raczej był to albo 70, albo też 69 r. p.n.e. - ani wcześniej, ani później), czyli w zaledwie dwa lata po stłumieniu największego w dziejach Italii i Imperium Rzymskiego - Powstania niewolników pod wodzą Spartakusa. Narodziła się w domu rzymskiego ekwity Publiusza Volumniusa Eutrapelusa. Ekwici - to była jedna z dwóch głównych klas społecznych starożytnego Rzymu (można by ją nazwać klasą rycersko-szlachecą i nowobogacką). Starszą i cieszącą się większym poważaniem od klasy społecznej ekwitów - była nobilitas, czyli arystokracja senatorska, złożona z wielkich rodów patrycjuszowskich i plebejskich (co ciekawe, funkcja Trybuna Ludowego była zagwarantowana jedynie dla plebejuszy - a ponieważ aby zostać wybranym na to stanowisko należało posiadać duży majątek - by opłacić wyborców - wiadomym jest że jedynie najbogatsze rody plebejskie dostąpić mogły tego zaszczytu. A było o co się bić, bowiem urząd Trybuna Ludu był specyficzny w całym prawodawstwie rzymskim i zupełnie niezależny, nawet od konsulatu. Trybuni Ludowi dodatkowo - jako jedyni urzędnicy - byli nietykalni, innymi słowy mieli prawo do osobistej ochrony - tego nie posiadali nawet konsulowie, czyli tacy dzisiejsi prezydenci państwa - była to więc ogromna władza).  

Likoris, bo właśnie takie imię otrzymała, była jednak niewolnicą. Wychowywała się więc w domu swego pana i od najmłodszych lat uwielbiała śpiew i taniec. Śpiewała pięknie, tańczyła jeszcze lepiej, dlatego też gdy skończyła 12-lat jej właściciel (skuszony przyszłym zarobkiem) posłał ją do szkoły mimów (teatr mimiczny był jedynym miejscem, gdzie mogły grywać starożytne aktorki, był bowiem połączony z tańcem i częstokroć publicznym striptizem na scenie. W sztukach ambitniejszych, odnoszących się do komedii czy tragedii antycznych twórców - aktorami mogli być jedynie mężczyźni). W szkole tej (ze względu na swój wdzięk i urodę) otrzymała przezwisko - "Kytheris", od nazwy greckiej wyspy - Cytery (dziś Kithira), na której narodziła się bogini Wenus. Gdy skończyła 14 rok życia, rozpoczęła swe pierwsze, publiczne występy na scenie.

Jej zadanie polegało na rozbawieniu widza i dostarczeniu mu prostej i szybkiej rozrywki, dlatego też na scenie teatru nie tylko tańczyła i śpiewała, ale też stroiła śmieszne miny, mówiła dowcipne gagi, odtwarzała śmieszne historyjki, częstokroć o podłożu seksualnym, po prostu wykonywała to, co wcześniej wyczytał jej lektor. Musiała opisać swym ciałem słowa, które on wypowiadał, takie jak te na przykład: "Chodź ze mną do łaźni, a dam ci zaznać przyjemności cyników". Dziewczyna musiała więc (odtwarzając ową scenę) rozebrać się do naga (często grała w jednej, luźnej tunice, którą łatwo było zrzucić) i ku radości gapiów, udać ową "przyjemność cyników". Pieniądze które na tym zarobiła, w całości oddawała swemu panu, czyli Volumniusowi Eutrapelusowi, ale dochody z przedstawień teatralnych były jedynie częścią środków, którymi ona pomnażała majątek swego właściciela. Po skończonym przedstawieniu częstokroć musiała jeszcze oddawać się za pieniądze tym, którzy zapłacili za noc z jej towarzystwem. Niekiedy te wymagania nie ograniczały się jedynie do zwykłego stosunku seksualnego, lecz także do swoistej "randki", która nawet trwała kilkanaście godzin.




Ale jej właściciel był zadowolony, szczególnie po występie który odbył się, gdy miała jeszcze czternaście lat (55 r. p.n.e.), na festiwalu ku czci bogini Flory. Wszystkie uczestniczące w niej dziewczęta, prócz tańców i striptizu, musiały następnie oddać się publicznie każdemu, kto tego zapragnął (oczywiście za pieniądze). Festiwal ów przyniósł Volumniusowi ogromne profity i do tego stopnia, że po zakończonym przedstawieniu, pragnąc się odwdzięczyć Likoris za jej poświęcenie, Volumnius wyzwolił ją. W wieku czternastu lat dziewczyna była wolna, jednak prócz owej wolności, nie posiadała nic innego. Pozostała więc w domu swego pana, już nie jako niewolnica, a wolna kobieta (choć nadal całkowicie zależna do swego pana, który teraz stał się jej protektorem). Przyjęła też nowe imię - Volumnia na cześć swego patrona. Nie zmieniła jednak swej profesji i nadal występowała na deskach teatru mimicznego, teraz jednak otrzymując połowę wypłacanej jej gaży. Miała wielu kochanków którzy ją utrzymywali, jednak ona zawsze część tych pieniędzy oddawała Volumniusowi. 




Tak też trwał ów swoisty patronat aż do chwili gdy nie skończyła 21-ego roku życia. Wówczas to Cezar - w pogoni za Pompejuszem - opuścił Rzym i Italię i skierował się do Grecji. Władzę w Rzymie powierzył zaś w ręce Marka Antoniusza. Bardzo szybko młoda i piękna aktorka wpadła mu w oko. "Wpadła w oko" to zdecydowanie za mało powiedziane, po prostu Antoniusz zakochał się w niej na zabój (drugi raz w ten właśnie sposób pokocha dopiero Kleopatrę). Początkowo "zamawiał" ją sobie na każdą noc (by ubiec ewentualnych konkurentów), z czasem jednak zapragnął by zamieszkała w jego willi, jako nieoficjalna małżonka. Dziewczyna oczywiście przyjęła zaproszenie (zresztą trudno jej było odmówić w sytuacji gdy Antoniusz podarował jej sporą posiadłość ziemską w Kampanii). Żyli ze sobą jak mąż z żoną, a dodatkowo Antoniusz zabierał ją na wszystkie oficjalne spotkania do domów szlachetnie urodzonych nobilów, gdzie tamci (aby go nie urazić, gdyż prócz problemów alkoholowych miał też wybuchowy charakter i szybko wpadał w złość) musieli traktować ją jak jedną z możnych rzymskich matron.

Pragnął też Antoniusz oficjalnie ją poślubić, ale wielu przyjaciół i stronników Cezara odradzało mu ten krok. Polityk, który chciał w Rzymie coś znaczyć i dostąpić nowych godności i władzy, musiał cieszyć się opinią szlachetnego męża stanu i oddanego patrioty. Mógł oczywiście posiadać całe tabuny kochanek (a nawet powinien je posiadać, gdyż świadczyło to też na jego korzyść - i podkreślało jego męskość oraz witalność), ale jego żona i rodzina musiały być bez zarzutu. Musiały opierać się na rzymskiej cnocie i poważaniu, bowiem Rzymianie - choćby nawet publicznie śmiali się z przywar swych przywódców (np. właśnie podczas wystąpień teatru mimicznego), to wymagali od nich przede wszystkim albo arystokratycznego pochodzenia rodu, albo też (w przypadku homo novus) męstwa i ponadprzeciętnej inteligencji. Dlatego też żaden krzykacz polityczny nie zdobyłby poparcia plebsu, jeśli nie uzyskałby wsparcia możnych rodów (taki właśnie był rzymski system sprawowania władzy, którego wymagali od swych przywódców sami Rzymianie). Antoniusz wiedział że jeśli poślubił by prostytutkę (którą miało wielu mężczyzn przed nim) i uczynił z niej swą małżonkę, straciłby poważanie ludu i znacznie osłabiłby wpływy, jakie w społeczeństwie rzymskim zdobył Cezar. Musiał więc zrezygnować z ożenku.




Zresztą wkrótce Antoniusz musiał też definitywnie zakończyć ten nieformalny związek. W 47 r. p.n.e. Cezar oficjalnie nakazał mu by oddalił dziewczynę. Tak właśnie się stało, po prawie półtora roku wspólnego życia (posiadali nawet wspólną lektykę, a Antoniusz nigdy nie wybierał się w podróż bez towarzystwa Likoris). Zresztą do Antoniusza też zaczęły docierać plotki o tym, jak jest przezywany przez lud, co tylko potęgowało jego gniew. A lud zwał go mianowicie "Chłopcem Kyteris" - czyli Kyteriusem. Zerwali więc, ale Likoris i tak na tym zyskała. Prócz bowiem biżuterii i sukien jakie jej kupował, stała się właścicielką dużego majątku ziemskiego i sporej liczby własnych niewolników. Wkrótce potem weszła znów w dość korzystny związek (choć nie tak bardzo jak poprzedni), trwający także dwa lata (do 44 r. p.n.e.), z Markiem Juniuszem Brutusem, tym który przeszedł do historii jako jeden z zabójców Cezara, choć ten zawsze traktował go jak swego syna (Brutus wychowywał się w domu Cezara i w dziecięcych latach często bawił się z jego córką - Julią).




Po ucieczce Brutusa i Gajusza Kasjusza na Wschód (do Grecji), Likoris została na kilka miesięcy kochanką Marka Tulliusza Cycerona i pozostała nią do jego śmierci 7 grudnia 43 r. p.n.e. W tym czasie zdobyła ona już spory majątek, ale wciąż poszukiwała jakiegoś protektora, który pomógłby jej utrzymać to, co już zdobyła. A nie było to łatwe, bowiem po październiku 42 r. p.n.e. dwóch z jej dotychczasowych "sponsorów" już nie żyło (Cyceron i Brutus), a trzeci - Antoniusz przebywał w Egipcie, w objęciach nowej kochanki, królowej Kleopatry. Likoris postanowiła więc wrócić do kariery teatralno-wokalnej, gdzie ponownie zaczęła święcić triumfy (jej wokalna interpretacja klasycznych wierszy Wergiliusza poruszała wszystkich, nawet jej wrogów). Eutrapelus - właściciel lokalnego teatru, wciąż poszukiwał dla niej sponsorów z bliskiego centrum władzy, nowej elity politycznej (cezarian). Trwało to latami, a Likoris wciąż nie miała stałego "patrona". Dodatkowym minusem było to, że stawała się coraz starsza i coraz trudniej było jej zdobyć wymarzonego protektora.

W końcu, w wieku prawie 40 lat, udało jej się nawiązać romans z Gajuszem Korneliuszem Gallusem, nowo mianowanym pierwszym prefektem, nowej rzymskiej prowincji - Egiptu (a prywatnie przyjacielem Oktawiana Augusta - pierwszego princepsa Imperium Romanum). Gallus naprawdę się w niej zakochał, lecz ona traktowała go jedynie jako źródło swego utrzymania. Potem w swych utworach (Korneliusz Gallus był dodatkowo sławnym poetą) żalił się na jej oziębłość w stosunku do jego osoby i na to, że pragnęła jedynie jego pieniędzy oraz bliskości władzy. Wyjechała z nim do Egiptu i przez cztery lata była jego kochanką oraz utrzymanką, a on pragnął by została jego żoną. Wreszcie, gdy w 26 r. p.n.e. Gallus został oskarżony o nadużycia i odwołany z funkcji prefekta (potem w Rzymie popełni samobójstwo z rozpaczy), Likoris znalazła pocieszenie w ramionach jednego z oficerów stacjonujących w Egipcie. Nie był on bogaty ani majętny, nie był też wpływowy, ale... to właśnie jego pokochała. Po powrocie do Rzymu wyszła za niego za mąż i odtąd zamieszkali razem w podarowanym jej przez Antoniusza majątku ziemskim w Kampanii. Ponoć tam żyli szczęśliwie i nawet doczekali się dzieci. Jak to się przedziwnie wikłają ludzkie losy.
 





CDN.
 

HUMOR POSTERUNKOWEGO... - Cz. I

CZYLI KILKA ZABAWNYCH FRAZ,
WYPOWIEDZIANYCH PRZEZ
POSTERUNKOWEGO Z SERIALU:
"RODZINA ZASTĘPCZA"




 Serial "Rodzina zastępcza" (który był emitowany w telewizji Polsat w latach 1999-2009) był jednym z moich ulubionych współczesnych seriali, których jednak nie jest zbyt dużo. Porównując tamten serial z emitowanym znacznie później serialem "Rodzinka.pl" widać jak bardzo zmieniły się oczekiwania i wartości widzów, albo raczej twórców takich oto sitcomów (choć nie przeczę, były również i tam zabawne momenty 😄, jak choćby ten:)


"JAKBY WAS TAK UBRAĆ W STROJE KĄPIELOWE I WYSMAROWAĆ OLIWKĄ, TO MOŻE JEDNO Z MOICH MARZEŃ BY SIĘ DZISIAJ SPEŁNIŁO"



I może jeszcze ten:




Poza tym to współczesnych polskich seriali według mnie (również tych komediowych) nie da się oglądać. Chlubnym wyjątkiem jest jedynie serial 1670 który rzeczywiście ma wiele zabawnych momentów, jak choćby takie:




"POSUŃ SIĘ!" - DO KRÓLA 😂
(To rozwaliło system, niczego śmieszniejszego chyba dawno nie słyszałem)





Ale wracając do serialu "Rodzina zastępcza", opowiada on o warszawskiej rodzinie Kwiatkowskich; ojcu urodziny inżynierze Jacku (granego przez niesamowitego Piotra Fronczewskiego), jego małżonce malarce Annie (wspaniała Gabriela Kownacka) i ich dzieciach: najstarszej córce Majce (Monice Mrozowskiej), synowi Filipowi (Sergiusz Żymełka), oraz trójce adoptowanych dzieci: romskim chłopcu o imieniu Romek (Aleksander Ihnatowicz), pochodzącej z Mongolii Zosi (Misheel Jargalsaikhan), oraz mulatce Elizie (Aleksandra Szwed). Do tego dochodzą jeszcze sąsiedzi państwa Kwiatkowskich, czyli rodzina Kossoniów: Andrzej "Jędrula" (Tomasz Dedek) producent filmowy i jego żona Alicja "Alutka" (Joanna Trzepiecińska) artystka o duszy melancholijno-poetycznej. Inni bohaterowie pojawiają się mniej lub bardziej incydentalnie. Główna narracja tego serialu wydaje się jednak skupiać na postaci posterunkowego (Jarosław Boberek), który jest dość fajdłapowatym, ciągle potrzebującym pieniędzy (czasami z tego powodu wynajmującym się w roli ochroniarza domu państwa Kossoniów), a jednocześnie podejrzewającym Jędrulę o prowadzenie lewych interesów. Tak to z grubsza wygląda. Dziś jednak chciałbym (głównie z tego co zapamiętałem) zaprezentować jeden z odcinków, zatytułowany:


KOMPUTER




Posterunkowy zjawia się w domu Kwiatkowskich z takim oto pytaniem:


"PANI ANIU PRZENIESIENIE MI SIĘ SZYKUJE DO ELITARNEJ JEDNOSTKI"

"GRATULUJĘ"

"NIBY TAK - KAWY SIĘ MOŻE NAPIJĘ, CO? 🤭 - ALE Z DRUGIEJ STRONY TO KŁOPOT JEST"

"JAKI KŁOPOT?"

"CHCĄ POWOŁAĆ DZIELNICOWE ODDZIAŁY POLICJI KOMPUTEROWEJ (...) CHODZI O TO, ŻEBY TYCH HAKERÓW WSZYSTKICH WYŁAPAĆ (...) I MNIE PRZYDZIELILI DO TYCH HAKERÓW (...) I MÓWILI ŻEBY DUŻO W DOMU ĆWICZYĆ - A ĆWICZYĆ TO JA MOGĘ WIE PANI - HANTLAMI W DOMU, BO JA NIE MAM KOMPUTERA 😄. I POMYŚLAŁEM SOBIE ŻE PAŃSTWO BY MI POMOGLI?"

"NIE JEST TO TAKI GŁUPI POMYSŁ, BO DZIECI AKURAT MAJĄ SZLABAN (...) PAN SOBIE PRZENIESIE TEN KOMPUTER DO DAWNEGO POKOJU MAJKI I BĘDZIE PAN SOBIE TAM ĆWICZYŁ I DZIECIOM NIE PRZESZKADZAŁ W LEKCJACH"

"PANI TO JEST WSPANIAŁY CZŁOWIEK... TO ZNACZY KOBIETA"

"ALE TO SIĘ NIE WYKLUCZA, WIE PAN?"




Romek zauważa zniknięcie komputera z pokoju chłopców


"MAMO, KOMPUTER KTOŚ NAM ZABRAŁ!"

"KOMPUTER ZOSTAŁ PRZENIESIONY DO POKOJU MAJKI. PAN POSTERUNKOWY ĆWICZY, WY I TAK MACIE SZLABAN WIĘC JEST WAM NIEPOTRZEBNY" 

"ALE PAN POSTERUNKOWY NIE MA POJĘCIA O KOMPUTERACH, WSZYSTKO NAM ZNISZCZY"

"TO JUŻ JEST PO NASZYM KOMPUTERZE"




"I JAK PANU POSZŁO PANIE POSTERUNKOWY?"

"LEDWO NA OCZY WIDZĘ NORMALNIE"

"NIE DZIWIĘ SIĘ, SIEDZIAŁ PAN PIĘĆ GODZIN"

"ALE JUŻ PRAWIE ROZGRYZŁEM SKURCZYBYKA, TYLKO JESZCZE SPRAWĘ DO ROMKA MAM, POZWÓL NA MOMENT"

"COŚ SIĘ STAŁO? COŚ PAN POPSUŁ?"

"NIE, CO TY, JA OSTROŻNY JESTEM. TYLKO ŻEBYŚ MI JESZCZE POKAZAŁ GDZIE GO SIĘ WŁĄCZA" 😂




Posterunkowy spotyka w kuchni Kwiatkowskich siedzącego tam Jędrulę Kossonia i zapytuje go:


O, PANIE JĘDRULA, CO TAK PO CIEMKU SIEDZIMY, UKRYWAMY SIĘ?"

"NIE PAŃSKI INTERES"

"MÓJ CZY NIE MÓJ TO SIĘ JESZCZE OKAŻE. CO TAM, JAKIŚ PAN ZDENERWOWANY DZIWNIE, JAKIEŚ KŁOPOTY W PRACY?"

"PANIE, JA PANU BARDZO GRZECZNIE RADZĘ, IDŹ PAN STĄD!" 🤭

"I DENERWUJEMY SIĘ JESZCZE BARDZIEJ, ZNACZY TRAFIŁEM"




Posterunkowy udaje się więc do domu Kossoniów aby znaleźć jakiś dowód przestępczej działalności Jędruli:


"TO JA, PANI ALUTKO, DOBRY WIECZÓR"

"MĘŻA NIE MA W DOMU, NIE WIEM GDZIE JEST"

"COŚ NERWOWY OSTATNIO, NIE? WIDAĆ MA JAKIEŚ SWOJE POWODY. PANI ALUTKO, A PAN JĘDRULA TO GDZIE MA KOMPUTER (...) MOŻNA OBEJRZEĆ? A GDZIE GO SIĘ WŁĄCZA?"

"A SKĄD JA MAM WIEDZIEĆ?"

"KRYJEMY MĘŻA, ROZUMIEM" 🥳

"SĄDZĘ ŻE JĘDRULA BY WOLAŁ ŻEBY PAN NIE MAJSTROWAŁ PRZY JEGO KOMPUTERZE"

"PEWNIE ŻE BY WOLAŁ, KAŻDY W JEGO SYTUACJI BY WOLAŁ. 😂 TO JA JUŻ BĘDĘ LECIAŁ, DOBRANOC (...) BAZA, BAZA TU ORZEŁ, MAM GO!"

"KOGO?"

"JAK TO KOGO - HAKERA, DAWAJCIE EKIPĘ, TYLKO MIGIEM"




Posterunkowy przyprowadza antyterrorystów do domu państwa kwiatkowskich, gdzie akurat przy piwku siedzą sobie Jacek i Jędrula:


"TO ON JEST TEN HAKER, PROSZĘ JAKIE DYSKI U NIEGO ZNALAZŁEM"

"PANIE POSTERUNKOWY, MOMENT, CO PAN JUŻ DO KOŃCA ZWARIOWAŁ?"

"TAK? PROSZĘ BARDZO - "ŚMIERTELNY WIRUS 1", "ŚMIERTELNY WIRUS 2". JA ZWARIOWAŁEM? CO TO JEST?"

"JAK TO CO TO JEST? TO SĄ SCENARIUSZE NOWEGO SERIALU TELEWIZYJNEGO. WEŹ PAN TO SOBIE WSADŹ... W KOMPUTER I SPRAWDŹ"

"TY NAS WEZWAŁEŚ I NAWET NIE SPRAWDZIŁEŚ CO JEST NA DYSKU?" 😀







Kolejny odcinek pod tytułem: 


PIES POLICYJNY




Posterunkowy ponownie (jak zawsze zresztą) zjawiła się rano w mieszkaniu państwa kwiatkowskich, aby napić się  kawy:


"DZIEŃ DOBRY PANI ANIU"

"DZIEŃ DOBRY, A CO PAN TAKI ZADOWOLONY, AWANS PAN DOSTAŁ?"

"AWANS, JESZCZE NIE, ALE TO JEST TYLKO KWESTIA CZASU W TEJ CHWILI PANI ANIU (...) PANI WIE CO TO SĄ PSY POLICYJNE? (...) TO JEST NAJLEPSZE POŁĄCZENIE PRZYJACIELA Z PŁATNYM ZABÓJCĄ. W SZCZYTNIE JEST TAKA SPECJALNA SZKOŁA DLA POLICYJNYCH PSÓW"

"TO TAM GDZIE JURANDOWI ZE SPYCHOWA JĘZYK OBCIĘLI"

"NIE WIEM, BO TO CHYBA NIE MY PROWADZILIŚMY TĘ SPRAWĘ" 😂 (...) MY WŁAŚNIE DOSTALIŚMY TAKIEGO PSA, JEDEN Z POLICJANTÓW BĘDZIE CHODZIŁ Z NIM NA OBCHODY, PANI ZGADNIE KTO? (...) JA, OCZYWIŚCIE ŻE JA, ZGŁOSIŁEM SIĘ NA OCHOTNIKA"




Posterunkowy prosi o radę Filipa - młodszego syna Kwiatkowskich, aby wytłumaczył mu zachowanie psów:


"WSZYSTKIE PSY TO SĄ ZWIERZĘTA STADNE"

"TYLKO ŻE ON JEST JEDEN, KOMENDANT CHCIAŁ DWA, ALE MU NIE PRZYZNALI"

"TO PAN MA BYĆ JEGO STADEM!"

"AHA, ŻE NIBY JA I ON TO STADO"

"KAŻDE STADO POTRZEBUJE OSOBNIKA ALFA. WIE PAN CO TO JEST OSOBNIK ALFA?"

"TA... NIE!"

"OSOBNIK ALFA TO JEST ZAZWYCZAJ SAMIEC KTÓRY DOMINUJE W STADZIE, PROWADZI JE I W NIM RZĄDZI"

"I ŻE JA MAM BYĆ TYM ALFĄ?"

"WŁAŚNIE CHODZI O TO, ŻEBY TO PAN BYŁ, A NIE PIES. JEŻELI TO PIES PANA ZDOMINUJE, TO BĘDZIE PO HERBACIE. OSOBNIK ALFA ZAWSZE PIERWSZY WCHODZI DO POMIESZCZENIA I ZAJMUJE NAJLEPSZE MIEJSCE W DOMU. NA PRZYKŁAD PAN JE PIERWSZY, A PIES DOPIERO WTEDY, KIEDY PAN SIĘ NAJE I OSOBNIK ALFA DOSTAJE NAJLEPSZE KĄSKI"

"PRZYJEMNIE BYĆ TAKIM ALFĄ. LEŻY MI TO, SUPER!"




Po pewnym czasie: 


"PRZYWIEŹLI GO"

"KOGO?"

"DIABŁA. TEN PIES SIĘ TAK NAZYWA - DIABEŁ. PANI ANIU, CO JA PRZESZEDŁEM W OSTATNIM CZASIE, TO TEGO SIĘ NIE DA SŁOWAMI OPISAĆ. JAK TYLKO STANĄŁEM PRZY TYM JEGO BOKSIE, TO SIĘ NATYCHMIAST RZUCIŁ I MYŚLAŁEM ŻE ZĘBAMI SIATKĘ PRZEGRYZIE. JA CHWILĘ POCZEKAŁEM, ON SIĘ USPOKOIŁ, JA PACIERZ SKOŃCZYŁEM 😂 I WCHODZĘ. JA NIE WIEDZIAŁEM ŻE PIES MOŻE MIEĆ TAKIE KŁY?"

"I CO?"

"CHWILĘ POSTAŁEM, MYŚLĘ SOBIE JAK DŁUGO MOŻNA ŻYCIE NARAŻAĆ 😂🤭 SZYBKO SIĘ ODWRÓCIŁEM I DO WYJŚCIA, TYLKO MI SIĘ Z TYCH NERWÓW POMYLIŁO W KTÓRĄ STRONĘ SIĘ DRZWI OTWIERA. SZAMOCZĘ SIĘ Z TYMI DRZWIAMI I KRZYCZĘ - "KOLEDZY, RATUNKU!" 😂 i TO GO TAK ROZJUSZYŁO, A JA AKURAT ODWRÓCONY BYŁEM, BO SIATKĘ, SIATKĘ ODGINAŁEM ŻEBY SIĘ WYDOSTAĆ 😅 I ON MI DZIURĘ W SPODNIACH OD MUNDURU WIELKOŚCI PIĘŚCI WYGRYZŁ"

"A PANA TEŻ POGRYZŁ?"

"MNIE TYLKO DWA SZWY NA POGOTOWIU ZAŁOŻYLI"

"TO CHYBA ODDACIE TEGO PSA, SKORO TAKI GROŹNY?"

"WŁAŚNIE CHODZI O TO ŻE NIE, BO JAK JA Z TYMI DRZWIAMI SIĘ MOCOWAŁEM, KOMENDANT JAK NA TO PATRZYŁ TO TAKIEGO ATAKU ŚMIECHU DOSTAŁ, ŻE POWIEDZIAŁ ŻE ZA ŻADNE PIENIĄDZE Z TAKIEGO CYRKU NIE ZREZYGNUJE" 👏




Ponownie posterunkowy udaje się do Filipa: 


"JA NIE WIEM CO PANU PORADZIĆ, PAN PO PROSTU NIE MA RĘKI DO PSÓW"

"JAK JESZCZE RAZ WEJDĘ DO TEJ JEGO KLATKI TO W OGÓLE NIE BĘDĘ MIAŁ RĘKI, ŻADNEJ 😊 WSZYSTKO MI SKUBANIEC ODGRYZIE"

(...)

 "W STADZIE JEST USTALONA HIERARCHIA, JEŚLI TAKI ALFA WARKNIE, TO RESZTA KŁADZIE SIĘ NA PLECACH I ON ICH WTEDY NIE RUSZY"

"W TEJ SYTUACJI TO JA JUŻ MAM KOMPLETNIE PRZEGWIZDANE, NIC TYLKO SOBIE PRZYŁOŻYĆ PISTOLET DO GŁOWY (...) NA JEGO OCZACH TRZEBA SOBIE W ŁEB PALNĄĆ, ŻEBY SKUBANIEC NIE MIAŁ SATYSFAKCJI ŻE TO ON MNIE ZAGRYZIE"




Po jakimś czasie posterunkowy ponownie przychodzi do domu Kwiatkowskich i udaje się do Filipa:


"SŁUCHAJ, TO DZIAŁA!"

"CO?"

"WYCZAIŁEM MOMENT KIEDY NIE BYŁO NIKOGO, ODBEZPIECZYŁEM BROŃ I MYŚLĘ SOBIE: "ALBO ON, ALBO JA" I WSZEDŁEM. ALE JAK WSZEDŁEM TO ON TAK NA MNIE WARKNĄŁ ŻE MI BROŃ SIĘ WYMSKNĘŁA Z RĘKI I WYPADŁA POZA KLATKĘ. STOJĘ TAM SAM, A TA BESTIA GAPI SIĘ NA MNIE I... OLŚNIŁO MNIE. ZEBRAŁEM SIĘ NA ODWAGĘ I BUCH NA PLECY"

"JEGO NA PLECY?"

"ZGŁUPIAŁEŚ? SAM SIĘ PRZEWRÓCIŁEM 😋 NORMALNIE ZGŁUPIAŁ. PODSZEDŁ DO MNIE, POWĄCHAŁ MNIE I PARĘ RAZY ŁAPĄ PACNĄŁ, TO JA ZACZĄŁEM SKOMLEĆ. ZGŁUPIAŁ DO RESZTY 😅 POLIZAŁ MNIE I POSZEDŁ. NIC MI NIE ZROBIŁ, NAWET MNIE NIE DRASNĄŁ. CO? PRZECIEŻ ZNALAZŁEM SPOSÓB"

"NIBY TAK, ALE WIE PAN, JAK PAN BĘDZIE Z NIM CHODZIŁ NA TE PATROLE, TO CO? CO CHWILA BĘDZIE PAN MUSIAŁ NA PLECACH LĄDOWAĆ? 😁




Ostatecznie posterunkowy znalazł rozwiązanie tej patowej sytuacji i spotykając Jacka Kwiatkowskiego mówi prosto z mostu:


"CO ZA DZIEŃ - DIABEŁ WYRWAŁ SIĘ Z KLATKI!"

"JAK TO DIABEŁ WYRWAŁ SIĘ Z KLATKI - PAN SIĘ DOBRZE CZUJE PANIE POSTERUNKOWY?"

(...)

"TO BYŁO TAK. RANO KOMENDANT MÓWI - DOSYĆ TEGO ODWLEKANIA I ŻE MAM Z TYM DIABŁEM IŚĆ NA PATROL. ALE JAK IŚĆ Z DIABŁEM NA PATROL, PRZECIEŻ TO JEST CZYSTE SAMOBÓJSTWO. 😂 WIĘC JA OTWORZYŁEM WSZYSTKIE ZASUWY Z JEGO KLATKI I CZEKAM. A AKURAT ODPRAWA BYŁA. JAK TEN PIES WPADŁ NA KOMISARIAT, Z DYŻURKI TO WIÓRY ZOSTAŁY. CHŁOPCY PRZEZ OKNA UCIEKALI, A W TAKIM JEDNOOSOBOWYM KIBLU TO SIĘ SZEŚCIU SCHOWAŁO. 👍 KOMENDANT WSKOCZYŁ NA BIURKO I TRACH, TRACH, TRACH - CAŁY MAGAZYNEK W NIEGO WYŁADOWAŁ 😂 ALE NAWET NIE TRAFIŁ BO W TAKICH NERWACH BYŁ"

"A PAN?"

"JA? JA TO NA NIEGO TAKĄ METODĘ MAM, ZRESZTĄ FILIP WIE, ALE KOMENDANTA JAK MAGAZYNEK ZMIENIAŁ TO ZŁAPAŁ ZA NOGĘ, NA PODŁOGĘ I DO GARDŁA KŁY"

"JAK TO, TO PIES ZAGRYZŁ KOMENDANTA WAM?" 😅

"NIE! WŁAŚNIE NIE, BO JA WRZASNĄŁEM ŻEBY SKOWYCZEĆ ZACZĄŁ. TAK SKOWYTAŁ ŻE AŻ NA ULICY BYŁO SŁYCHAĆ 😊 I DIABEŁ GO PUŚCIŁ"

"A JAK Z POWROTEM ZAMKNĘLIŚCIE GO DO KLATKI?"

"NORMALNIE! POLEŻELIŚMY Z KOMENDANTEM TRZY GODZINY NA PLECACH, 😂🤭 A W TYM CZASIE CHŁOPCY CO W KIBELKU ZAMKNIĘCI BYLI, WEZWALI POMOC I PRZYJECHALI CI ZE SZCZYTNA I GO ZABRALI"

"I CO, KOMENDANT NIC PANU ZA TO NIE ZROBIŁ"

"NAWET CHCIAŁ, ALE MU ŻYCIE URATOWAŁEM. POZA TYM ZAJĘTY BYŁ, BO JAK DIABEŁ ŚCIĄGAŁ GO Z BIURKA TO ZJADŁ MU PARĘ GUZIKÓW Z MUNDURU I CI ZE SZCZYTNA BALI SIĘ ŻE MU TO ZASZKODZI. A TAKI POLICYJNY PIES TO MAJĄTEK KOSZTUJE, MAJĄTEK - KOMENDANT BY SIĘ DO KOŃCA ŻYCIA NIE WYPŁACIŁ" 🤭








CDN.
 

23 stycznia 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. XXXI

STWORZENIE
ADAMA i EWY
cz. I




Ok. 480 000 lat temu - na Ziemi rozkwitała potężna cywilizacja GOR (istniejąca na obszarach dzisiejszej Antarktydy), która swymi wpływami rozciągała się na cały ówczesny kontynent Lamar (wówczas już podzielony na kilka części). W tym samym czasie rozwijała się na nowo cywilizacja marsjańska i wenusjańska w naszym Układzie Słonecznym, zaś na planecie Malona trwała zaciekła rywalizacja kolonialna dwóch potężnych ośrodków politycznych - Karny i Vadur. W tym też czasie na Ziemi wylądowała grupa Malonian, będąca częścią załogi planety-okrętu Nibiru, wysłana z misją odnalezienia, wydobycia i przewiezienia złota w celu naprawy uszkodzonego (w wyniku III Wielkiej Wojny z Gadami) pola siłowego planety Nibiru. W tym okresie dowództwo nad Nibiru przeszło właśnie w ręce "grupy z Malony", a pierwszym jej przywódcą (pochodzącym z tamtej planety) był Alalu - który wcześniej władał Karną. Został on wypędzony z tego megamiasta i z samej planety Malona za nawoływanie do radykalnego rozprawienia się z wrogiem Karny - Vadurem, za pomocą Kryształów Mocy (ofiarowanych wcześniej Malonianom przez Felinian - o czym pisałem w poprzedniej części). Wraz ze swymi zwolennikami (i rodziną), schronił się na okręcie Nibiru. Tutaj udało mu się z czasem zdobyć przywództwo nad całym tym planetarnym gwiazdolotem (w kolejnych częściach opiszę jak do tego doszło). Po jego śmierci władzę nad Nibiru przejął jego syn - Anu (w mitologii sumeryjskiej był on królem wszystkich bogów i władcą nieba). Anu, wraz ze swymi synami - Eą (w mitologii sumeryjskiej stwórca człowieka, bóg mądrości i słodkiej wody) oraz Enlilem (sumeryjski bóg powietrza) w poszukiwaniu złota, które miało posłużyć do odbudowania uszkodzonego pola siłowego Nibiru (pole to zostało uszkodzone w trakcie walki z Chowtą, w czasie ostatniej wojny z Gadami), wylądował na planecie Ziemia.

Pierworodnym synem Anu i ewentualnym następcą był Enlil, wywodzący się z czysto plejadiańskiej (aryjskiej) linii Ameliusa. Dlatego też to właśnie Enlil został przywódcą grupy Nibiruan/Malonian, która udała się na Ziemię w poszukiwaniu złotego kruszcu. Ea zaś był mieszańcem, pochodził bowiem ze związku Anu z kobietą gadziej rasy z planety-okrętu Nibiru (pisałem już wcześniej, że jeszcze przed wybuchem III Wojny z Gadami, część Reptilian pragnących utrzymać pokój - została zmuszona do ucieczki z galaktyki Oriona (Bellatrix) i schroniła się właśnie na Nibiru). To właśnie owa gadzia przedstawicielka tamtej (przyjaznej ludziom) grupy nibiruańskich Reptilian - została drugą małżonką Anu (wywodzącego się z plejadiańskiej linii Ameliusa). Zwała się Dramina i pochodziła z królewskiego rodu Oriona (Bellatrix). Oczywiście kontakt seksualny i tradycyjne zapłodnienie Galaktycznego Człowieka i Gada nie był możliwy ze względów anatomicznych, jednak to nie tak narodził się Ea. Stało się to za sprawą zapłodnienia komórki jajowej Draminy spermą Anu w drodze laboratoryjnej. Prócz dwóch synów, Anu miał także córkę - Ninhursag (ze związku z... Felinianką, czyli Lwią-Kobietą z królewskiej linii Avyonu). Ci Nibiruanie przybyli w dwóch grupach. Najpierw jedna (50 osobowa) grupa pod przywództwem Enlila, miała za zadanie przede wszystkim odnaleźć pokłady złota. Gdy to się udało - przybyła druga, główna grupa pod wodzą samego Anu - 600 osób. Główną bazą Nibiruan (zwanych również od nazwiska Anu - Anunnakami), stał się założony przez nich port kosmiczny, zwany - E.DIN.






Miedzy braćmi często dochodziło do kłótni, gdyż co prawda Enlil był pierworodnym synem Anu, to jednak Ea nie zgadzał się na bycie "tym drugim" i również pragnął władzy. Ojciec, by pogodzić synów, Enlilowi nadał tytuł: "Pana Rozkazu" (czyli dowódcy bazy w Edenie, a co za tym idzie pana całej Ziemi), jednak Ea otrzymał tytuł EN.KI ("Pan Ziemi") i władzę nad całą Afryką. Od tej chwili Ea będzie zwał się Enki (potomstwo Enkiego będzie panowało na Ziemi i będzie on założycielem tzw.: "Boskiej Linii Władców", zapoczątkowanej przez dwóch jego synów - Marduka i Ningiszzida - w starożytnym Egipcie znano ich pod imionami Re i Thot). Oczywiście Ziemia była w tym czasie zasiedlona przez inne grupy liriańsko-plejadiańskich kolonistów. Istniało też potężne społeczeństwo GOR (podzielone na dwa zwalczające się miasta-państwa AR i Thurię), które zdominowało ówczesny kontynent Lamar. Nie są do końca znane motywy, jakimi kierował się Anu, na którego rozkaz ok. 450 000 lat temu rozpoczęto dokowanie naszego Księżyca (Chowty) na orbicie okołoziemskiej. Zapewne musiał dobrze zdawać sobie sprawę jakie to pociągnie za sobą skutki, w postaci tornad, powodzi i trzęsień ziemi? Czy uczynił to celowo, by doprowadzić do zguby cywilizację GOR? Na to pytanie channelingi nie odpowiadają, ale można założyć że był to jeden z jego celów (choć zapewne nie najważniejszy), po to by przekazać całą władzę nad planetą w ręce swych synów. Bardziej prawdopodobne mogły być jednak motywy technologiczno-komunikacyjne (z Chowty łatwiej było dostarczać złoto na Nibiru).

Już po zniszczeniu GOR (ok. 445 000 lat temu), Anu oddał władzę nad terenem rzeki Indus swej ulubionej prawnuczce (a wnuczce Enlila) - Innanie, zwanej też później Isztar (sumeryjska bogini księżyca i wojny). Ok. 415 000 lat temu (trzeba bowiem pamiętać że życie tych istot było znacznie dłuższe niż może nam się wydawać, żyli bowiem mniej więcej od 400 000 do 500 000 lat. Teraz porównajmy to z naszą "znaną" cywilizacją, która liczy sobie zaledwie 5 700 lat, bo przecież wcześniej to tylko jaskiniowcy i ludy łowców zbieraczy - prawda? 🤔) przybyła z planety Nibiru do EDENU córka Anu - Ninhursag, która stanęła na czele Służby Medycznej Nibiruan w owej bazie gwiezdnej. W tym czasie trwały ciężkie prace nad wydobyciem pokładów złota z morskiej wody (którego jednak uzyskiwana ilość nie wystarczała do całkowitej naprawy uszkodzonego pola siłowego planety Nibiru, a co za tym idzie - istoty zamieszkujące ów okręt cierpiały z powodu wpływu kosmicznego promieniowania i umierały w męczarniach. Złoto było więc niezbędne dla uratowania tego potężnego gwiazdolotu). Postanowiono więc poszukać nowych złotonośnych terenów. Tutaj wsławił się Enki, który udał się do swojego "królestwa" (Afryki), by tam założyć drugą bazę Nibiruan, zwaną AB.ZU. Tam co prawda odnalazł złoto, jednak już na wstępie pojawił się problem jego wydobycia, gdyż znajdowało się ono głęboko pod powierzchnią ziemi. Enki, (który w przeciwieństwie do swego brata - wojownika i wodza) był naukowcem i zajmował się zarówno rozwojem technologii molekularnych jak i inżynierią genetyczną, teraz, zdając sobie sprawę że los Nibiru zależy od jego pracy, udało mu się opracować technikę wydobywania tego kruszcu z głębokich partii ziemi. Tym samym zyskał uznanie swego ojca - Anu, nienawiść brata Enlila i... podziw jego żony - Ninlil (która wkrótce potem została kochanką Enki'ego). Z ABZU transportowano złoty kruszec do nowo utworzonej bazy Nibiruan w mezopotamskim Bad Tabira .Stamtąd zaś dalej gwiazdolotami był przesyłany na Księżyc-Chowtę (gdzie założono bazę o nazwie IGGI), a potem już w kierunku Nibiru.





Prócz nowych technologii wydobywczych, w "wolnych chwilach" zajmował się Enki przyglądaniem się (stworzonym jeszcze przez dawne liriańsko-plejadiańskie misje) pierwotnym hominidom, jak na przykład: Homo Erectus. Zastanawiał się czy można by je trochę genetycznie ulepszyć. Pomagała mu w tej pracy Ninlil, która... opuściła Enlila (i EDEN) a zamieszkała z Enkim w ABZU. Wkrótce EDEN został otoczony przez szereg nowych miast zakładanych przez Nibiruan na całym obszarze Mezopotamii (Międzyrzecza) w obrębie dwóch wielkich rzek - Tygrysu i Eufratu.

Ze wszystkich gwiezdnych cywilizacji które powstawały i rozwijały się na Ziemi - począwszy od bakaratiniańskiej cywilizacji Hyperborei, a skończywszy na potężnej cywilizacji I i II Imperium Atlantydy - nie przetrwało nic (a przynajmniej my nie mamy dostępu do tego, co na ten temat odkryto). Do dziś przetrwała tylko jedna, jedyna linia gwiezdnych podróżników z Liry - linia Adama i Ewy, a w zasadzie linia Ameliusa. Ale opierała się ona tylko na jednej gałęzi rodowej, rodu Alalu - pierwszego przywódcy okrętu Nibiru, pochodzącego z planety Malona (dawniejszego gadziego Maldeka). To właśnie ten ród stworzył tzw.: "Boską Linię Władców", którzy (począwszy od Marduka - pierworodnego syna Enkiego), władali naszą planetą najpierw jako "Bogowie", a potem (po "zbezczeszczeniu" królewskiej krwi poprzez małżeństwa z "tubylcami") - "Synowie Bogów" (egipscy faraonowie, jak również władcy miast-państw Sumeru, Mezopotamii, Akadu i innych - tytułowali się właśnie w taki sposób, a pochodzenie władzy królewskiej od Bogów/Boga, stało się synonimem legalności władzy monarchów od starożytności, poprzez średniowiecze i renesans aż do naszych czasów). Linia rodowa Alalu zawierała w sobie kod genetyczny zarówno Lirian, Plejadian, królewskiego domu Avyon (Felinian), jak również części zbuntowanego królewskiego domu Aln (Gady z Nibiru). Również i ludzki genotyp zawiera w sobie tą mieszankę genów (także i gadzich). Choć jeśli o nich chodzi, to po klęsce w III Wojnie Galaktycznej i zniszczeniu Oriona oraz Bellatrix, ród królewski Aln utracił władzę i przestał istnieć (przetrwali jedynie ci, którzy schronili się wcześniej na Nibiru). Po zakończeniu wojny władzę objęła nowa gadzia dynastia - ród królewski Draco (z systemu gwiezdnego Alpha Draconis), który zmienił dotychczasową koncepcję otwartej walki zbrojnej z Galaktyczną Ludzkością, na walkę zakulisową, tajną, działającą z ukrycia. Zdawali sobie oni bowiem doskonale sprawę, że trzymanie się koncepcji twardej konfrontacji, a co za tym idzie nowej wojny z Ludzkością, w przypadku ponownej klęski oznaczać może całkowitą eliminację gadziego pierwiastka we Wszechświecie. "Wojna podjazdowa" była co prawda wolniejsza i mogła wyrządzić jedynie niewielkie - lokalne szkody, lecz w przypadku dobrego i konsekwentnego przygotowania, mogła okazać się o wiele skuteczniejsza niż konflikt militarny. Gady z Alpha Draconis wybitnie przysłużyły się powstaniu konfliktów na linii Lira-Vega (i to już po "stworzeniu" Adama i Ewy w Edenie), czy Rigel vs. Procjon (Rigelianie to... mityczni bogowie nordyccy, jak Odyn, Thor czy Freja - jeszcze do nich wrócę). Reptilianie doskonale zdawali sobie bowiem sprawę, że zjednoczona Ludzkość jest śmiertelnie niebezpieczna i trudna do pokonania, ale Ludzkość podzielona i skonfliktowana ze sobą - stanowi już dla nich o wiele łatwiejszy cel.


"Pięć było tych miast. Ośmiu królów panowało przez 241 200 lat"

Fragment sumeryjskiej "Listy Królów"


Tak więc ok. 400 000 lat temu były dwie wielkie bazy-miasta Malonian z Nibiru na Ziemi - pierwsza, najważniejsza i największa to oczywiście EDEN, rządzony przez Enlila (baza ta została założona w rejonie dzisiejszych wielkich rzek Mezopotamii - Eufratu i Tygrysu). Drugą bazą Nibiruan było afrykańskie ABZU, kierowane przez Enkiego. Potem, powstały jeszcze trzy dodatkowe miasta-bazy (wszystkie trzy w rejonie mezopotamskiego międzyrzecza), dwa z nich założył Enlil - Sippar - główna baza obserwacyjno-bojowa na Ziemi, oraz Nippur - centrum kontrolne dostaw złota na księżycową bazę IGGI. Trzecie miasto założyła Ninhursag (siostra Enlila i Enkiego), a zwało się Shuruppak (tam też przeniesiono z EDENU dotychczasowe centrum medyczne Nibiruan). Shuruppak było miastem-bazą kierowaną właśnie przez Ninhursag (potem stało się głównym w Mezopotamii miejscem kultu tej "bogini"). Odtąd na Ziemi było już pięć wielkich miast "bogów" z Nibiru. Należy jednak od razu wyjaśnić że nazwa "E.DIN" (EDEN), nie odnosiła się jedynie do pierwszej bazy Nibiruan na Ziemi, lecz tą nazwą określano wszystkie inne cztery wielkie miasta-bazy. EDEN - to był cały mezopotamski obszar kontrolowany przez przybyszów z Nibiru (a konkretnie Enlila). Wokół tych miast zasadzono wspaniałe drzewa i kwiaty (sprowadzane w formie nasion z Nibiru i modyfikowane już w Edenie). Sprowadzono również wiele gatunków zwierząt i ptactwa, by urozmaicić i ubogacić ten region. Eden był przepięknym miejscem w którym nowoczesność obcowała z naturą. Tam też powstał pierwszy człowiek, nasz praojciec - Adam.




Przez 200 000 lat EDEN rozwijał się i rozkwitał w sposób dynamiczny (wciąż ulepszany i modyfikowany). Lecz około 250 000 lat temu stan ten uległ zmianie. Doszło wówczas do wielkiego buntu Nibiruan przeciwko swojej elicie rządzącej (ród Alalu), którzy zmuszali ich do ciężkiej fizycznej pracy w kopalniach złota, przy wydobywaniu tego kruszcu na powierzchnię. Robotnicy z Nibiru mieli już dość wysokich temperatur, duchoty i brudu jakie panowały w kopalniach. Zbuntowali się więc, a ich bunt szybko objął swym zasięgiem cały obszar EDENU. Nawet Enlil dostał się w ręce buntowników jako zakładnik. I tutaj w sposób szczególny zadziałał Enki, który nie tylko nie wykorzystał nadarzającej się okazji na pozbycie brata (i konkurenta do władzy), nie tylko nie podburzał buntowników do dalszych działań w tym kierunku - lecz... załagodził sprawę, przekonując, że ich postulaty zostaną przedstawione na Wielkim Zgromadzeniu, gdzie będzie dążył do zmiany obecnego, uciążliwego dla wielu, systemu wydobywania złota. Dzięki takiemu podejściu, udało mu się uwolnić brata z rąk buntowników. Następnie zwołano Wielkie Zgromadzenie Nibiruan. Enlil zażądał jednak by na owo zgromadzenie przybył również ich ojciec - Anu, który przebywał wówczas w księżycowej bazie IGGI. Tak też się stało, po czym Enlil zaproponował krwawe rozprawienie się z buntownikami i zmuszenie ich do ponownej pracy w kopalniach. Anu jednak odmówił, pytając syna: "Czego ty od nich żądasz? Ich praca jest ciężka a ich krzywdy wielkie i niedola ciężka. A ty chcesz ich jeszcze za to karać?", po czym wysunął pomysł znalezienia innego niż dotychczasowe, sposobu wydobywania złota.
 
I na to właśnie czekał Enki, który już od dłuższego czasu pracował nad znalezieniem innego rozwiązania tego problemu. Enki wówczas rzekł: "Tak ojcze, jest inny sposób na otrzymywanie złota z kopalni - UCZYŃMY SOBIE ADAMU, NA NASZ OBRAZ, PODOBNEGO NAM" (Księga Rodzaju 1:26, gdzie słowo "Adamu", zastąpione jest słowem "Człowiek"). Ten pomysł bardzo spodobał się Nibiruanom i im dłużej debatowali, tym dłużej dochodzili do przekonania że to właśnie byłoby najlepszym wyjściem z sytuacji - stworzenie sobie prymitywnego niewolnika, zdolnego wykonywać ciężką pracę fizyczną, ale niekoniecznie rozgarniętego w innych kwestiach. Ale jednocześnie zachodzono w głowę, w jaki sposób da się stworzyć takiego prymitywnego robotnika i nikt nie potrafił tego wyjaśnić. Znów znaleziono się w punkcie wyjścia. Anu zapytał się więc Enkiego, w jaki sposób udałoby się "utworzyć" kogoś takiego, na co ten odpowiedział: "Takie stworzenie już istnieje, jest jednak bardzo prymitywne i niegotowe do czekających je zadań. Aby je udoskonalić, przyobleczmy je w nasze (boskie) atrybuty". Osiągnięto więc... Elohim (co po sumeryjsku znaczyło: zgoda, porozumienie), a Enkiego wyznaczono do roli... ojca-stworzyciela nowego (boskiego - czyli gwiezdnego), gatunku ludzi.



POWSTANIE PIERWSZEGO
Lu-Lu




Co prawda to Enki został wybrany przez Wielkie Zgromadzenie - "Ojcem- Stworzycielem" nowego gatunku ludzi, lecz sam zapewne niewiele by zdziałał. Najważniejszą osobą w tym projekcie (który nosił nazwę: "PROJEKT POCZĄTEK"), była bez wątpienia Ninhursag - siostra Enkiego i Enlila. To ona właśnie (jako szefowa służby medycznej Nibiruan) była niezwykle biegła w dziedzinie genetyki. Ninhursag, córka Felinianki (Lwiej-Kobiety) o imieniu Rayshondra (która została trzecią żoną Anu), włożyła największy wkład w powstanie nowej ludzkiej rasy - ADAMU (przy czym "Adamu" nie oznaczało tu imienia konkretnego człowieka, lecz było ogólną nazwą całego nowo powstałego gatunku ludzi). Słowo "Adamah" w języku sumeryjskim oznaczało "Ziemię". Zatem "Adamu" - znaczyło po prostu - "ziemianina" (pisanego z małej litery, gdyż nie chodziło o mieszkańca danej planety, a po prostu robotnika pracującego w ziemi, na roli). Używano też innej formy na określenie nowego gatunku. Mówiono jeszcze "Damu" - co znaczyło: "Ten z krwi" (czyli z gliny, z mułu). Było jeszcze trzecie określenie, które chyba najlepiej pasowało do nowej rasy ludzi - "LuLu" - czyli po prostu mieszaniec (samo słowo "LU" w języku sumeryjskim oznaczało niewolnika). Enki przygotował pierwsze stworzenie, które najlepiej (według niego) nadawało się do napełnienia "Boską Esencją" (o której wspomina Biblia). Był to, stworzony znacznie wcześniej (pisałem już o tym w poprzednich tematach) na polecenie Pleji (córki Asaela z planety Erra), władczyni Plejadian, hominida o współczesnej nam dziś nazwie "Homo Erectus". 

Enki już wcześniej zauważył że te "dwunożne ssaki" różnią się od całej reszty zwierząt, chociażby większą inteligencją (reagują na komendy), oraz są niezwykle przyjazne dla Nibiruan (i bardzo łatwe do oswojenia). W swej afrykańskiej bazie - ABZU, Enki trzymał wielu "oswojonych" Homoerectusów, których traktował jak służbę lub niezwykłą ozdobę natury). Enki poprosił więc swą siostrę, by ta przybyła do ABZU i obejrzała sobie to "stworzenie". Gdy ona przybyła, spytała się Enkiego, jak chce by ta istota wyglądała, oraz czy ma uczynić jego los dobrym czy złym. Enki odparł: "Uczyńmy go na Nasze podobieństwo i obdarzmy Naszą Esencją Życia". Ninhursag, Enki, Ninlil i kilku innych Nibiruan zabrało się więc do pracy w ABZU, ale to Ninhursag (zwana także w skrócie Nin lub Ninti - potem otrzyma jeszcze jedno imię - "Mammi" - co znaczyło w języku sumeryjskim "Najwspanialsza z Matek"), kierowała całym procesem stworzenia. 




To ona kazała "domieszać glinę" (na starożytnych sumeryjskich tabliczkach, opisujących moment stworzenia człowieka, to określenie jest opisane jako: "TI.IT" - czyli "To z czego wykluwa się życie"). Należy sobie zadać pytanie - czym była tak naprawdę owa "glina?" TI.IT było określeniem służącym opisaniu narodzin, dawania życia - wylęgania się nowego życia. TI.IT było więc sumeryjskim opisem narodzin z... jajka. Tak też się stało i tym właśnie była ta biblijna glina i proch ziemi - jajkiem. Pobrano komórkę jajową od uśpionej samicy Homoerectusa, a następnie umieszczono ją w specjalnej probówce. Teraz należało tylko zdobyć..."Esencję Życia". Tego zadania też podjęła się Ninhursag, która uwiodła młodego Nibiruanina, zapraszając go do relaksującej kąpieli w jednym z basenów ABZU. Tam pobrała od niego..."SZIRU". Sziru było właśnie ową Esencją Życia, którą "natchnięto" komórkę jajową samicy małpoluda. Oczywiście nietrudno domyślić się czym było owe Sziru? To po prostu nasienie, sperma. Potrzebowano Sziru, potrzebowano tych "Boskich Genów" by odmienić małpoluda (posługującego się jedynie krótkimi dźwięcznymi pomrukami), by stworzyć nową rasę ludzi. Homoerectus był bowiem ciemnoskóry, w większości owłosiony, nieduży i mało bystry. Nibiruanie (z Malony) odznaczali się zaś jasną jak słońce skórą (całkowicie pozbawioną zarostu, nie licząc niewielkiego owłosienia twarzy u mężczyzn), blond-złocistymi włosami (ciemniejszy kolor był rzadki), oraz niebieskimi lub zielonymi oczyma.




Ale nie tylko Sziru pobrała Ninhursag, podczas miłosnej przygody z "młodym bogiem" (Nibiruaninem) w czasie relaksującej kąpieli. Wzięła od niego również "TE.E.MA". Innymi słowy skaleczyła go sztyletem i pobrała od niego krople jego krwi. Krew była równie potrzebna jak Sziru, gdyż to z niej właśnie miano wyodrębnić coś, co potem Sumerowie określali jako TE.E.MA - osobowość, indywidualność każdej istoty (tak zwali to starożytni Sumerowie, my dziś wiemy że chodziło o geny). Gdy zebrano wszystkie potrzebne "składniki", można było rozpocząć cały proces "stwarzania". Nim jednak do tego doszło (jak podają sumeryjskie źródła - głównie "Atra Hasis"), Ninhursag dokładnie obmyła ręce, nim dotknęła "gliny" (komórki jajowej). Nastąpił proces "zmieszania gliny"(zapłodnienia in-vitro), ze wszystkimi ekstraktami i esencjami. Odbywało się to w specjalnym laboratorium Enkiego w ABZU (później przez Sumerów zwanego "SHI.IM.TI" (czyli - "Dom, gdzie tchnienie życia jest zaczerpywane"). Potem zapłodnioną komórkę jajową umieszczono w specjalnej formie (ułatwiającej cały proces). Po pewnym czasie jajo miało być na powrót implantowane do macicy, ale... nie samicy małpoluda, od której je pobrano, lecz Nibiruanki. Tylko w ten sposób cały proces mógł się zakończyć sukcesem, choć jednocześnie było to bardzo niebezpieczne przedsięwzięcie, gdyż mogło się ono zakończyć śmiercią Nibiruanki i klęską całego procesu.

Ninhursag zgłosiła się na ochotniczkę do tego przedsięwzięcia, na co nie wyraził zgody Enki (w obawie o jej życie i zdrowie). Enki obawiał się przede wszystkim powikłań porodowych, oraz tego by... nie narodził się potwór, który byłby zbyt duży by przejść przez macicę jego siostry. Zabronił więc siostrze udziału w tym niebezpiecznym eksperymencie, a że to właśnie jego Wielkie Zgromadzenie obdarzyło rolą "Ojca-Stworzyciela", oraz że był przywódcą bazy ABZU - do niego to należało ostatnie słowo. Potrzebowano jednak ochotniczki nibiruańskiego pochodzenia. Enki zaproponował by to zadanie wykonała... jego kochanka, a żona Enlila - Ninlil (dziwne, akurat o jej zdrowie i życie niespecjalnie się troszczył 🧐). Nie czekając też na jej zgodę, obwieścił o tym wszystkim pozostałym Nibiruanom i stwierdził że: "Nilnil zgodziła się" wziąć udział w tym eksperymencie. Kobieta nie miała więc żadnego wyjścia. Tak się też stało. Ninhurtsag opiekowała się całym procesem ciąży Ninlil. Ciąża upływała spokojnie, lecz w dziesiątym miesiącu zaczęły się pierwsze powikłania. Wkrótce okazało się, że nie uda się Ninlil donosić tej ciąży do końca. Ninlil cały czas przebywała pod obserwacją medyczną, gdy więc odeszły jej wody, okazało się że naturalny poród jest niemożliwy (dziecko nie mogło przecisnąć się przez macicę Nibiruanki, a każda taka próba sprawiała jej ogromny ból). Niewiele się zastanawiając, Ninhursag dokonała czegoś, co starożytne sumeryjskie tabliczki z pismem klinowym, nazwały: "uczynieniem otwarcia" (innymi słowy przeprowadziła cesarskie cięcie).


STWORZYŁAM!


 To okrzyk, jaki (wg. sumeryjskiego Atra Hasis) miała wydać z siebie Ninhursag, podnosząc do góry dziecko zrodzone przez Ninlil. Dziecko było płci męskiej (wcześniej zaplanowano właśnie taką płeć, gdyż chodziło o silnego mężczyznę, robotnika, górnika, rolnika). Tak narodził się pierwszy ADAMU. Był synem zarówno samicy Homoerectusa, młodego "boga" (Nibiruanina o nieznanym imieniu, od którego Ninhursag pobrała Sziru i krew), oraz Ninlil - nibiruańskiej kobiety ("bogini"). Było więc co najmniej trzech jego bezpośrednich rodziców, dwoma dalszymi byli Ninhursag i Enki. Trzeba jednak od razu z góry zaznaczyć, aby nie było żadnych nieścisłości - że człowiek, którego zrodziła Ninlil i nad którego stworzeniem czuwali Enki i Ninhursag... nie był biblijnym Adamem. Dziecko, które się wówczas narodziło, było po prostu bardzo inteligentne, ale przejawiało wciąż wiele cech zwierzęcych. Potrafiło już jednak porozumiewać się mową artykułowaną, lecz było bezpłodne, nie mogło się samo rozmnażać. To nie był jeszcze ów biblijny Adam, twórca naszej genetycznej linii ludzkiej (rodu Ameliusa). Prawdziwy Adam narodzi się ponad 150 000 lat po narodzinach dziecka Ninlil (dokładnie 48 700 lat temu, a jego narodziny będą... wyjątkowe), zaś pierwszy człowiek z rodu Adama (już tego z Edenu), otrzyma bezpośrednią władzę z rąk "bogów" dopiero w 3 700 r. p.n.e. Będzie to Alulim, władca sumeryjskiego miasta-państwa Eridu (ale nim do tego dojdę upłynie sporo czasu). 


STWORZENIE PIERWSZEGO - ADAMU
ENKI implementuje NINLIL komórkę jajową samicy małpoluda
WIZJA ARTYSTY



CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...