WYŚWIETLENIA

13 grudnia 2025

WIELKA WOJNA NA WSCHODZIE - Cz. XVII

OSTATNIA WOJNA 
HELLEŃSKIEGO ŚWIATA





EGIPT PTOLEMEUSZY
(RETROSPEKCJA)
Cz. XVII




Po śmierci tyrana Gelona (478 r. p.n.e.), jego brat i następca Hieron wyprawił mu wspaniały pogrzeb w Syrakuzach i to wbrew ostatniej woli samego Gelona, który prosił brata aby ten pochował go skromnie, tak, jak nakazywało prawo, które wcześniej sam wprowadził. Hieron jednak miał inne plany, doskonale bowiem zdawał sobie sprawę że to, iż Dejnomenidzi ogłosili się królami i panami Syrakuz czy Geli, nie ma tak naprawdę większego znaczenia. Owszem lud mógł ich ogłosić swymi władcami, mógł im przyznać wiele przywilejów i tytułów ale to nie zmieniało faktu, że synowie Dejnomenesa (czyli Gelon i Hieron, a także Polyzelos i Trazybulos), byli po prostu uzurpatorami, którzy władzę swoją zdobyli podstępem i siłą. Dlatego też uroczysty pogrzeb Gelona miał mieszkańcom Syrakuz uświadomić, że Dejnomenidzi to szlachetny ród władców. Dlatego też Hieron ufundował bratu bogaty grobowiec (na który zrzucili się również mieszkańcy Syrakuz) i nadał mu tytuł herosa (za zwycięstwo odniesione w bitwie z Kartagińczykami pod Himerą z 480 r. p.n.e.). Na początku swoich rządów musiał też Hieron rozwiązać kilka niezwykle istotnych spraw, związanych z rozdzieleniem obowiązków wśród pozostałych braci, oraz uporządkowaniem kwestii spadkowej. Na władcę Geli (w której sam dotąd władał) wyznaczył Hieron swego młodszego brata - Polyzelosa - którego nie znosił i którego chciał jak najszybciej pozbyć się z Syrakuz. Sam ogłosił się opiekunem małoletniego synka Gelona (o nieznanym imieniu) zaś jego matkę, a żonę swego zmarłego brata - Demarete, wydał za Polyzelosa i odesłał do Geli. Polyzelos przystał na to małżeństwo, choć wielokrotnie dawał też bratu do zrozumienia, że czuje się lepszym od niego (chełpił się na przykład że jest najlepszy w powożeniu rydwanem) i to właśnie tak bardzo irytowało Hierona, szczególnie że tamten miał rację (w czasie 76 Igrzysk Olimpijskich w 476 r. p.n.e Polyzelos odniósł zwycięstwo w wyścigach rydwanów i wówczas to ufundował w świątyni Apollina w Delfach rzeźbę woźnicy (zapewne wraz z końmi, ale te się nie zachowały) która przetrwała do naszych czasów z napisem "Polyzelos - pan Geli" (po kilku latach inskrypcja ta została usunięta i zastąpiona inną).

Bez wątpienia Polyzelos działał Hieronowi na nerwy, dlatego też, gdy tylko nadarzyła się, okazja postanowił w ogóle pozbyć się go z Sycylii. A taką okazją było pojawienie się w Syrakuzach posłów z italskiego miasta Kroton (477 r p.n.e.), leżącego nad Zatoką Tarencką, którzy przybyli tam aby prosić Hierona o pomoc przy odbudowie miasta Sybaris (tego samego miasta, które Krotonidzi zniszczyli trzydzieści trzy lata wcześniej - o czym już wspominałem). Hieron polecił więc Polyzelosowi aby ten udał się do Krotonu na czele najemników i wziął udział w odbudowie Sybaris. I tutaj pojawiają się rozbieżne relacje co do tego, jak postąpił Polyzelos. Według bowiem Timajosa, Polyzelos udał się do Sybaris, wziął udział w odbudowie miasta a następnie - obawiając się że brat zechce pozbawić go życia - zbiegł do Akragas, do władającego tym polis starego tyrana Terona (któremu notabene obiecał rękę swej nowo narodzonej z małżeństwa z Demarete córki). Druga zaś wersja (Diodora) mówi, że Polyzelos w ogóle odmówił wyjazdu do Sybaris i wówczas uciekł do Akragas - nie wiadomo która wersja jest prawdziwa, ale nie zmienia to faktu, że Polyzelos zbiegł to Terona, a to oznaczało że między Syrakuzami a Akragas (dotychczasowymi sojusznikami i beneficjentami zwycięstwa pod Himerą) mogła teraz wybuchnąć wojna. I rzeczywiście obie strony zaczęły szykować się do wojny, aż wreszcie w drugiej połowie 477 r. p.n.e. Teron zebrał swe wojsko i ruszył na Syrakuzy. Do walki jednak nie doszło gdyż zapobiegł jej poeta Simonides, nawołując obie strony do opamiętania i pogodzenia się. Dzięki jego mediacji trzej mężowie - Hieron, Teron i Polyzelos spotkali się i zawarli pokój. Hieron pozwolił Polyzelosowi wrócić do Geli i oddał cały zachód Sycylii pod władzę Terona, samemu zaś biorąc sobie cały wschód i południe.




Rok 476 p.n.e. bogaty był w wydarzenia, i tak Teron zaczął umacniać swoje wpływy na zachodzie i uderzył na Punijczyków z Motye oraz wspierających ich Elymów z Segesty. W bitwie pod Motye pokonał Punijczyków oraz ich sprzymierzeńców i zmusił te dwa miasta do uznania jego dominacji. Bitwa ta była jednak raczej tylko "wypadkiem przy pracy" niż konsekwentną polityką pro-wojenną i nie pociągnęła za sobą większego konfliktu między Grekami i innymi fenickimi emporiami na Sycylii, nie mówiąc już o ponownym konflikcie z Kartaginą (notabene w samej Kart Hadaszt zapewne również nie chciano kolejnej wojennej rozróby z Grekami na Sycylii i z tego też powodu ok. 479/478 r. p.n.e. wygnano z Miasta bogini Tanit Giskona, syna poległego pod Himerą króla Hamilkara, a stało się tak zapewne z tego powodu, iż obawiano się że Giskon będzie chciał pomścić śmierć ojca i wciągnąć Kartaginę w nową wojnę z Grekami. Wygnany Giskon znalazł schronienie w greckim Selinuncie na Sycylii), gdyż obie strony do takiego konfliktu nie dążyły. Kartagińczyków jednak niepokoił wzrost pozycji Terona na Sycylii, a szczególnie dążenie do uzależnienia od niego  zachodnich punickich emporiów, mimo to pozostawali bierni. Natomiast Hieron starał się utrzymać swoją strefę wpływów poprzez dyplomację i pośrednictwo. Otóż w owym 476 r. p.n.e. tyran Anaksilas z Messany (główny autor dawnego przymierza północnego, obecnie zaś sojusznik Hierona) postanowił podporządkować sobie miasto Lokroi Epizefrygijskie leżące w południowej Italii. Lokry Epizefrygijskie były niezwykle pięknym miastem (założonym ok. 710 r. p.n.e. przez kolonistów z Lokrydy w Grecji właściwej - a konkretnie Ozolów, czyli zachodnich Lokrów i częściowo Lacedemończyków), a jeszcze piękniejsi byli ludzie, którzy tam mieszkali (nie na darmo Platon nazwa Lokroi - "kwiatem Italii", biorąc pod uwagę urodę tamtejszych mieszkańców). 




Było to też jedno z pierwszych miast w greckim świecie, w którym spisane zostały prawa, a najsławniejszym lokryjskim prawodawcą był niejaki Zeleukos (Seleukos) żyjący w VII wieku p.n.e. on to wprowadził zasadę, że każdy prawodawca który z zaproponuje zmianę obowiązującego prawa, powinien to uczynić z pętlą zawieszoną na szyi, aby móc zostać powieszonym, jeśli jego poprawka nie wejdzie w życie (wyobraźcie sobie jakby to wyglądało dzisiaj 🤭). Kodeks lokryjski co prawda wyraźnie faworyzował arystokrację (jak zawsze), ale jednak Zeleukos działał ku pojednaniu wszystkich stanów i grup ludności. Bardzo surowo kodeks lokryjski karał np. cudzołóstwo, obwiniony tracił wówczas oczy, które wypalano mu ogniem (gdy pewnego razu syn Zeleukosa został również oskarżony o fizyczne obcowanie z mężatką i skazany na oślepienie, ojciec poprosił sąd aby wypalić mu tylko jedno oko, drugie zaś odebrać jemu samemu. Poświęcił więc jedno swoje oko dla syna, który złamał uchwalone przez Zeleukosa prawo). Ponieważ Lokry Epizefrygijskie były sprzymierzone ze Spartą i Syrakuzami (sojusz ze Spartą w tym okresie o którym piszę już dawno wygasł) Hieron namówił Anaksilasa do zaniechania tego kroku i poprzestania na kontrolowaniu samego miasta Rhegion, a co za tym idzie całej Cieśniny Messeńskiej. Sam zaś Hieron dążył do etnicznej zmiany we wschodniej Sycylii i nakazał jońskim mieszkańcom Naksos oraz Katany opuścić swoje miasta i przenieść się do Leontinoi i tam zamieszkać na stałe wraz z ludnością miejscową. Następnie sprowadził do Katany i Naksos 1000 kolonistów z miast doryckich, 5000 najemników z Peloponezu i 5000 kolonistów z Syrakuz (476 r. p.n.e.). Przy tej okazji zmienił nazwę miasta Naksos na Etna, jako że w okolicy tego miasta znajdował się wulkan pod tą właśnie nazwą. Hieron szykował bowiem Naksos i Katanę jako dziedzictwo dla swego syna - Dejnomenesa, który był jeszcze zbyt młody aby objąć tam władzę.




Nie można było jednak tego powiedzieć o Trasydajosie, synu Terona z Akragas, który władał wówczas zdobytą Himerą i tak bardzo dał we znaki mieszkańcom miasta, że ci poprosili Hierona, aby ten usunął go z rządów nad miastem. Hieron jednak - będąc lojalnym wobec Terona - powiadomił go o planach mieszkańców miasta, a Teron przeprowadził tam czystkę, zabijając najbardziej aktywnych przeciwników polityki swego syna i sprowadzając do jońskiej Himery doryckich kolonistów (476 r. p.n.e.), tym samym spacyfikował sytuację - przynajmniej na razie. Ale spokoju nie było i konflikty rodziły się jak nie z jednej to z drugiej strony. Na przykład Anakilas ufortyfikował wybrzeże Cieśniny Messeńskiej i zabronił przepływać tam okrętom etruskim, co bardzo szybko doprowadziło do ich konfliktu z Grekami. Powodem takiej decyzji Anaksilasa był napad Etrusków na greckie miasto w środkowej Italii - Kyme - leżące na północny zachód od Neapolis (to właśnie w Kyme znajdowała się wyrocznia kapłanki boga Apollina zwanej Sybillą, której zwoje potem zostały przeniesione do Rzymu - o legendarnym zjawieniu się Sybilli w Rzymie w czasach króla Tarkwiniusza Pysznego pisałem w poprzednich częściach, teraz tylko dodam że słowo "Sybilla" nie jest imieniem własnym, a nazwą wywodzącą się od starogreckiego "sibylla" - czyli prorokini {podobnie jak pytia delficka}. Owa prorokini zamieszkiwała jaskinię w pobliżu Kyme "o stu otworach, z której każda wydawała głos". Jaskinia ta, to wydrążone w skale wulkanicznej przejście o długości 131 m. biegnące równolegle do zbocza wzgórza. Została ona ponownie odnaleziona w maju 1932 r. przez Amadeo Maiuri i od tej pory stanowi swoistą ciekawostkę archeologiczno-turystyczną. Co się zaś tyczy sybilli, to nazwę tę nosiło kilka kobiet, których historia zanotowała właściwe imiona, a były to: Amalteia, Demofila, Deifoba, Herofila i Taraksandra. Ponieważ jedno z proroctw Sybilli miało głosić przyjście na świat "Zbawiciela Ludzkości", przeto Michał Anioł umieścił jej wizerunek w Kaplicy Sykstyńskiej obok popiersi proroków Starego Testamentu. Według Wergiliusza ta Sybilla, która przybyła do Tarkwiniusza Pysznego ofiarowując mu zwoje bożych przepowiedni, zwała się Deifowa i była córką Glaukosa. Według legendy Sybilla miała poprosić Apollina o łaskę i nabrawszy ręką garść piasku prosiła go by dał jej tyle urodzin, ile ziaren piasku trzyma w ręku. Bóg spełnił jej życzenie i żyła tysiąc lat, ale zapomniała poprosić Boga o wieczną młodość, przez co zawsze w literaturze i sztuce ukazywana jest jako stara, pomarszczona kobieta. Nie mogąc jednak znieść swojej starczej brzydoty, ponownie ubłagała Boga aby ją od tego wybawił i ten sprawił że z każdym kolejnym rokiem Sybilla malała, aż ostatecznie zniknęła i pozostał po niej tylko głos, który miał - według legendy - trwać po kres czasu). 




Tak więc Kymejczycy poprosili o pomoc Hierona, a ten wysłał im swoją flotę w celu wsparcia przed atakiem Etrusków. W tym czasie Etruskowie zawarli sojusz z Kartagińczykami (podobnie jak to było sześćdziesiąt lat wcześniej gdy pod Alalią floty etruska i kartagińska rozbiły grecką i zmusiły Fokejczyków do ucieczki z tego korsykańskiego polis). Tym razem było jednak inaczej, flota Hierona (wsparta posiłkami Anaksilasa) rozbiła połączone floty etruską i kartagińską (wydaje się jednak że Kartagińczycy nie zawarli z Etruskami oficjalnego sojuszu, a raczej po prostu wysłali kilka korabi jako wsparcie bez podpisywania przymierza, tym bardziej że po tej bitwie stosunki grecko-kartagińskie nie uległy pogorszeniu) uwalniając miasto Kyme z oblężenia (474 r. p.n.e.). Część zdobytych wówczas łupów złożono w świątyni Apollina w Delfach. Hieron osadził też syrakuzańskich kolonistów na wyspie Pithekusaj leżącej nieopodal Kyme (Rzymianie zwali ją Enaria), lecz ci wkrótce potem uciekli, przerażeni trzęsieniem ziemi. Warto też dodać, że w tym czasie Rzymianie nie uczestniczyli w tych wielkich zmaganiach pomiędzy Grekami, Kartagińczykami czy Etruskami. Żyli swoim życiem drewnianej pipidówy, która niedawno bo zaledwie 35 lat wcześniej zrzuciła etruską dominację i wprowadziła system rządów republikańskich. W 477 r. p.n.e. Rzymianie (a raczej Fabiusze, gdyż ten ród toczył walkę) ponieśli klęskę w bitwie pod Kremerą na wojnie z etruskimi Wejami (polec miało 306 Fabiuszy, a przeżył tylko Kwintus Fabiusz Vibulanus, który jako chłopiec pozostał w Rzymie. Wydaje się jednak że była to tylko jedna z gałęzi rodu Fabiuszy, gdyż ród ten w późniejszych wiekach bardzo się rozrósł i jest mało prawdopodobne aby jego protoplastą był tylko Kwintus Vibulanus). W każdym razie zwycięstwo pod Kyme ocaliło wówczas Rzym, gdyż Etruskowie nie mogli wykorzystać swego zwycięstwa spod Kremery i w 474 r. p.n.e. zgodzili się na kompromisowy pokój zawarty w Miastem Wilczycy na 40 lat.

A tymczasem mijały kolejne lata. W 472 r. p.n.e. zmarł stary już tyran Akragas - Teron (notabene pod koniec życia żonaty z kilkuletnią córką Polyzelosa z Geli). Teraz jego syn - Trasydajos objął po nim władzę i postanowił zerwać stary sojusz z Hieronem. Obie strony zaczęły intensywnie przygotowywać się do wojny, ale pierwszy ruch wykonał Hieron, który wyprzedził atak Trasydajosa i w 471 r. p.n.e. zaatakował Akragas. Rozbił wojska syna Terona i zajął miasto (po obu stronach poległo ok. 6000 hoplitów). Trasydajos zbiegł zaś do Megary w Grecji, gdzie został skazany na śmierć. W tym samym mniej więcej czasie zmarł również Aneksilas z Messany (472 lub 471 r. p.n.e.). Pozostawił po sobie dwóch małoletnich synów, powierzając ich opiekę regentowi Mykytosowi, który założył kolonię w Pyksos na zachodnim wybrzeżu Italii. Po zwycięstwie nad Trasydajosem, Hieron zdobył całkowitą dominację na Sycylii od wschodu po zachód (Akragas i Himera otrzymały nowe ustroje i jak pisze Diodor z Halikarnasu - prawdopodobnie była to demokracja). Teraz Hieron zapragnął zdobyć również Messanę i Rhegion, a aby ten cel urzeczywistnić, wystąpił w obronie prawa do sprawowania władzy przez synów zmarłego Anaksilasa i przeciwko Mykytosowi, który ponoć dążył do przejęcia pełni władzy. W 470 r. p.n.e. obalił on Mykytosa i skazał na wygnanie, ale nie wszystko poszło po jego myśli, gdyż okazało się że synowie Anaksilasa bardzo przywiązali się do Mykytosa i mało że nie zamierzali odbierać mu regencji, ale wręcz poprosili go aby wrócił i ponownie objął władzę. Ten jednak, urażony wygnaniem, odmówił powrotu i resztę życia spędził w Tegei w Grecji, otoczony powszechnym szacunkiem i poważaniem (ludzie mają to do siebie że gonią za sławą, władzą i pieniędzmi, ale przecież nie ma chyba nic piękniejszego niż spokojne życie wśród ludzi, którzy nas szanują). Dzięki temu pełną opiekę nad synami Anaksilasa i kontrolę nad Cieśniną Messeńską przejął Hieron. Sam też umieścił swego syna Dejnomedesa w Naksos/Etnie (470 r. p.n.e.), powierzając nad nim opiekę ojcu Demarete - Chromiosowi. Objęcie władzy w Etnie przez Dejnomedesa miało być wielkim świętem i tak też zostało przedstawione, Hieron nie szczędził pieniędzy aby uświetnić tę uroczystość. Pindar (który jako nadworny propagandysta Hierona żył w Syrakuzach dostatnio, opłacany złotem w zamian za pochwalne elegie ku czci swego patrona) skomponował wówczas swą "I odę pytyjską", a Ajschylos wystawił tragedię "Kobiety z Etny" (niestety zaginiona), a Hieron sprowadzał na dwór swego syna jeszcze wielu innych poetów i twórców jak Simonidesa, Bakchylidesa, Epicharmosa czy Formosa. Wszystko bowiem miało uświetnić dynastię Dejnomenidów i sprawić, aby uznano ten ród za prawdziwie królewski.




Wszystko układało się doprawdy znakomicie, gdyż Hieron w ciągu zaledwie dekady po objęciu władzy w Syrakuzach zdołał realnie podporządkować sobie całą Sycylię a jego wpływy sięgały nawet po miasto Kyme w środkowej Italii. Umieścił swego syna u władzy dwóch miast: Etny i Katany, jednocześnie dając do zrozumienia że widzi go jako swego następcę. I rzeczywiście, problem następcy był niezwykle istotny, gdyż Hieron już od kilku lat cierpiał na poważne schorzenia które utrudniały mu sprawne poruszanie się. Bóle, na które cierpiał, stawały się z biegiem czasu nie do zniesienia a lekarze załamywali ręce. Ostatecznie w 467 r. p.n.e. Hieron po raz ostatni zamknął oczy - przebywając na dworze swego syna w Etnie. Dejnomedes był jednak za młody aby objąć po ojcu następstwo, tak więc władzę przejął teraz najmłodszy z czterech braci Dejnomenidów - Trazybulos (nie wiadomo czy w tym czasie żył jeszcze Polyzelos z Geli, prawdopodobnie nie, bo historycy o nim milczą). O ile wcześniej mieszkańcy miast nad którymi panował Hieron narzekali na szpiegów których wspierał tyran (niestety takie to już jest zjawisko, że większość władców którzy zdobywają władzę i nawet wychodzą ze szlachetnych pobudek, potem wcześniej czy później sami zamieniają się we własne przeciwieństwa, a to wszystko po to, żeby zachować, utrzymać i przekazać dalej swą władzę członkom własnej rodziny lub stronnikom, a tak naprawdę to chodzi przecież tylko i wyłącznie o zapewnienie sobie zarówno bogactwa i wygodnego życia, jak i wpływu na innych ludzi - bo władza jest nieprawdopodobnie silnym narkotykiem który uzależnia i trudno mu się przeciwstawić), to teraz, pod rządami najmłodszego z Dejnomenidów życie Greków z Sycylii stało się prawdziwym koszmarem.


CDN.
 

12 grudnia 2025

DOMINATORKI - Cz. VI

CZYLI RZECZ O ZNANYCH
I NIEZNANYCH KOBIETACH W HISTORII,
KTÓRE POTRAFIŁY 
RÓŻNYMI SPOSOBAMI OWINĄĆ SOBIE
MĘŻCZYZN WOKÓŁ PALCA





DOMINATORKI STAROŻYTNEGO EGIPTU
Cz. VI



"DYNASTIA KRÓLOWYCH"
Cz. VI




V
HATSZEPSUT
"KOBIETA-FARAON"
Cz. III


Uroczystości koronacyjne królowej (a raczej króla) Hatszepsut rozpoczynały się o porannej porze, wraz z przebudzeniem się ze snu przyszłego monarchy. Dzień ten był niezwykle ważny, gdyż od niego teraz rozpoczynała się rachuba czasu (którą potem co roku świętowano jako rocznicę wstąpienia faraona na tron). Po przebudzeniu i wstaniu z łoża, monarcha był uroczyście oczyszczany (puryfikacja) i ubierany. Następnie wchodził mistrz ceremonii, który odczytywał: "Ceremoniał Królewskiego Domu Poranka". Cały dwór, kapłani i przybyli z prowincji dostojnicy, udawali się następnie w uroczystym pochodzie do Świątyni Ipet-Sut w Karnaku, zaś wcześniej przybywał tam (niesiony w królewskiej lektyce) arcykapłan Amona-Re, który w "Kaplicy Wielkiej Siedziby" ofiarowywał sobowtórowi władcy (w tym przypadku musiała to być kobieta podobna do królowej Hatszepsut) talizman i magiczne ozdoby, mające chronić faraona przed gniewem bogini Sechmet (symbolizującej zemstę i niepewność losu), po czym sobowtór był namaszczany wonnymi olejami. Następnie arcykapłan przywdziewał królewskie insygnia (najpierw czerwoną i białą koronę Obu Krajów, potem kepresz - lekką niebieską koronę, a następnie nemesz - niebiesko-żółtą chustę, noszoną chociażby przez egipskiego Sfinksa. Potem zaś brał do ręki laskę oraz bicz), po czym sam był poddawany namaszczeniu dziewięcioma olejkami. Przez cały czas wznosił on modły do bogów, aby byli przychylni nowemu królowi (w tym akurat przypadku - królowej) i aby zawsze go wspierali. Po modłach i śpiewach dziękczynnych, przynoszono naczynie z piaskiem ze Świątyni boga Re-Horechte, leżącej na wzgórzu w Heliopolis. Ów święty, pierwotny piasek dziejów - symbol odrodzenia i nowego czasu, był następnie rozsypywany wokół królewskiego sobowtóra. Po dokonaniu tych ceremonii "czystości i świętości" składano następnie ofiary przed kaplicami różnych bogów, po czym udawano się już bezpośrednio do Świątyni Ipet-Sut, gdzie oczekiwała na arcykapłana królowa Hatszepsut. Tam, wspólnie dokonywano uroczystości ofiarowania władczyni w opiekę bogów i składano ofiary oraz dokonywano kolejnych liturgicznych oczyszczeń przed wizerunkami takich bogów (opiekunów państwa i monarchii) jak: Horus - symbolizujący cały Egipt i (jego pomocnicami) boginiami Nechbet z Górnego Egiptu i Wadżet z Delty. Poza tym obowiązkowo musiały się tutaj znaleźć tacy bogowie jak Amon-Re, bóg początku i końca - Atum z Heliopolis (symbolizujący Dolny Egipt) oraz Montu z Hermontis (będący odpowiednikiem Atuma w Górnym Egipcie), jak również byczy bóg Chnum z Elefantyny - stworzyciel ludzi. Nie mogło zabraknąć również wielkich bogiń jak: Sechmet i Hathor - bogini nieba i bogini-matka. Wizerunki tych bóstw były następnie wyprowadzane ze Świątyni, by w obecności królowej oraz arcykapłana, wzięły udział w dalszej części uroczystej procesji.




Wszystkie te uroczystości były niezwykle wyczerpujące i wymuszały na władcy zarówno dużą wytrzymałość fizyczną jak i psychiczną. Arcykapłan po wyjściu ze Świątyni, składał ofiarę z żywności dla owych wielkich bogów (przy czym żadnego boga nie można było pominąć, gdyż mógłby poczuć się obrażony i sprowadzić na władcę jakieś kary), a następnie procesja udawała się do "Domu Życia" gdzie już osobiście ofiary składała sama królowa. Następnie przechodzono z procesją do "Pawilonu Przekazywania Dziedzictwa", gdzie władczyni musiała się zjednoczyć z Horusem tak, aby zarówno kapłani jak i lud dostrzegli że "stali się jednym ciałem". Ceremonia zjednoczenia trwała kilka kolejnych dni i była niezwykle męcząca. Hatszepsut musiała przez cały ten czas co chwilę zmieniać korony, klękać, kłaść się na ziemi lub stawać przed obliczem bóstwa. Pod koniec tych uroczystości królowa musiała położyć się na ziemi (u jej głowy kładziono cztery pieczęcie symbolizujące bogów: Horusa, Geba, Neit oraz Maat) i w tej pozycji zasnąć (co symbolizowało śmierć), zaś rankiem budziła się i odradzała do życia i rządów z nową energią (co znów symbolizowało odrodzenie). Jeśli jednak Hatszepsut myślała że wszelkie niedogodności wreszcie się skończyły, to doprawdy była w wielkim błędzie, gdyż teraz sadzano ją na tronie, przystrajano podwójną koroną z ureuszem, do rąk wkładano laskę i bicz, a następnie musiała w takiej pozycji spędzić kilka kolejnych godzin, nie poruszywszy się nawet przez moment (była bacznie obserwowana przez kapłanów, którzy dodatkowo odprawiali modły). Gdyby nie wytrzymała i poruszyła się, oznaczałoby to że bogowie mają do niej jakiś żal (być może nawet jej nie uznają) i wówczas trzeba by było ponownie odprawić ceremonię przebłagalną w Świątyni Ipet-Sut a także w "Pawilonie Przekazywania Dziedzictwa", jednak taka powtórna uroczystość mogła znamionować wiele negatywnych czynników (np. można by było to zinterpretować jako fakt, że bogowie nie życzą sobie kobiety-faraona, która pozbawiła władzy swego małoletniego bratanka) i przeszkodzić jej w przejęciu pełni rządów (a że istniała wobec niej opozycja, świadczy fakt umieszczenia pewnego napisu, w którym królowa żądała uznania i twierdziła że tylko ci, którzy złożą jej pokłon przeżyją, pozostali umrą - nie wiadomo tylko czy była to realna groźba, czy też magiczna formułka religijna). Po wyrecytowaniu wszystkich przekleństw i symbolicznym ścięciu głów wrogom Horusa (poprzez spalenie siedmiu płacht papirusu), arcykapłan wypuszczał ze świątyni specjalnie tam sprowadzonego ptaka (z reguły był to sokół, choć nie zawsze), który potwierdzał że królowa dopełniła dzieła i została przyjęta przez Horusa i przezeń zaakceptowana (jeśli zaś ptak nie chciał wylecieć ze świątyni, to również był zły znak - wówczas kapłani byli zmuszeni "pomóc" mu opuścić Świątynię, wymachując kijami). Dopiero wówczas królowa mogła wstać z tronu i rozprostować członki.

Następnie przystrajano monarchinię w szatę z czerwonego lnu (symbolu zwycięstwa), a na stopy wkładano białe sandały (symbol czystości), do ręki zaś wkładano jej "laskę obcych krajów" (symbol egipskiego panowania nad podbitymi ludami) i przystępowano do... kolejnych męczących ceremonii, których celem teraz było przepędzenie boga Seta (mordercy Ozyrysa - ojca Horusa) łodygą papirusu Horusa-Króla. Przez ten czas wypowiadano różne religijne formułki i śpiewano pieśni, mające dopomóc królowej w tym zadaniu (nie wiadomo jak to dokładnie wyglądało - ale mniej więcej polegało na tym, że władca musiał łodygą papirusu odpędzić "barkę Seta", prawdopodobnie pływającą po wodzie - zapewne jednak było to równie męczącym i długotrwałym zadaniem jak te wcześniejsze). Gdy i ono zostało spełnione, królowa, w towarzystwie arcykapłana, dołączała do oczekującej ją procesji i udawała się z "Pawilonu Przekazywania Dziedzictwa" do miejsca w którym musiała złożyć ofiarę wszystkim jej poprzednikom na egipskim tronie (była to tak zwana: "Ofiara Przodków"), żyjących w Zaświatach razem z bogami. Potem procesja powracała do "Domu Życia", gdzie odbywały się już uroczystości końcowe, zwane "prezentacją ptaków-zwiastunów". A odbywało się to w sposób następujący: do królowej, siedzącej na tronie, przynoszono dziewięć ptaków, których głowy namaszczone były olejkiem z olibanu, zaś każdy z tych ptaków był też traktowany nieco inaczej i co innego symbolizował. Pierwszego ptaka - sokoła, okadzano dymem i namaszczano, po czym kapłan pobierał z oka zwierzęcia jego łzę i umieszczano ją w klejnocie królewskim. Ów klejnot (zwany też "Łzą Horusa") zawieszano następnie na królewskiej szyi. Pozostałe ptaki - sęp, kania, gęś nilowa i kilka innych - wypuszczano dookoła monarchy, aby były jej pośrednikami w kontaktach z bogami, jak też osobistymi opiekunami. Modlitwa do "ptaków Re" kończyła uroczystości koronacyjne i królowa nareszcie mogła się udać na zasłużony odpoczynek. Hatszepsut przyjęła też nowe imiona i to zarówno imię tronowe: Maat-Ka-Re ("Dusza Re jest Prawdą") jak i zmieniła osobiste: z Hatszepsut na Chenemet-Amon-Hatszepsut ("Zjednoczona z Amonem") i stała się już nie królową, a królem, gdyż jej żeńska płeć w tym momencie została przesłonięta przez boską formę Amona-Re (stąd też kazała się portretować w męskich strojach i bez biustu, aby dać wyraz jedności z bogiem, którego boskość całkowicie niweczy jej fizyczną, żeńską formę).




Nie posiadając jednak męskich atrybutów, nie przyjęła imienia Ka-nacht ("Potężny Byk"), symbolizującego męską potencję seksualną, ale za to dodała do swej tytulatury określenie: Useret-kau ("Potężna Siłami Życia"), co uznano za właściwy odpowiednik tego pierwszego. Aby podkreślić jednak że w jej osobie łączą się dwa czynniki - męski i żeński, przyjęła również dodatkowe imię tronowe, które brzmiało: Neczeret-kau ("Boska Pojawianiem się"), a symbolizowało ono zarówno kobiecą wyjątkowość i boskość ("neczeret"), oraz męską zdolność do regeneracji i "rozsiewania życia" ("kau"). Królowa Hatszepsut dążyła do oficjalnego ukazywania jej męskiej sylwetki na reliefach świątynnych, ale w tytulaturze nie rezygnowała z żeńskich końcówek. Nie chodziło jej bowiem o to, aby fizycznie stać się mężczyzną, a jedynie o oto aby zostać zaakceptowaną jako żeńskie wcielenie męskich bóstw. Wiedziała dobrze że nie jest w stanie zapłodnić swego haremu "Boskim Nasieniem" (a tym samym stworzyć swoje nowe "Boskie Ja"), więc nie rezygnowała z atrybutów kobiecości. Deklarowała jednak, że jako kobieta jest pod opieką potężnych bogiń, które są w stanie spalić każdego "ogniem swego żaru" (musiała tak mówić, aby odpędzić niechętne sobie szepty, widzące w niej nie faraona-władcę, "Boskiego Sprawcę Życia" - a jedynie kobietę, czyli: "tę którą napełnia się Życiem" i która sama nie jest w stanie przedłużyć owego życia. Utożsamienie się z ziejącymi ogniem boginiami, które okrutnie karzą za każde nieprzemyślane słowo i każdą nieprzemyślaną myśl - służyło więc umacnianiu jej pozycji i władzy, zarówno jako kobiety jak i jako faraona). Aby pokazać że teraz ona jest faraonem, "Horusem Żywym", królem wspieranym przez bogów - kazała zmienić kartusze na zamówionych wcześniej (zapewne dla Totmesa III) obeliskach (gdy Totmes osiągnie już pełnoletność i zdobędzie władzę, każe zerwać kartusze na pomnikach Hatszepsut i umieścić tam swoje imię, lub imiona swego ojca i dziada). Owe obeliski - jeden umieszczony w Tebach, drugi w Heliopolis - miały być przykładem jej potęgi - gdyż nieco falliczny kształt owych kolumn dowodził płodności, a to znów równało się z witalnością czyli możliwością "dawania życia" (owe obeliski przetrwały do dziś, jeden z nich - ten z Heliopolis, zwany "iglicą Kleopatry" - zdobi bulwary Tamizy, zaś drugi - ten z królewskich Teb - znajduje się w Central Parku w Nowym Jorku).

Hatszepsut jednak jako kobieta, nie była w stanie sprostać królewskim obowiązkom w haremie, przez co samo jego istnienie traciło rację bytu. Oczywiście ostentacyjna rezygnacja z haremu, mogła zostać odebrana jako wyrzeczenie się obowiązku przedłużania życia (który to należał do podstawowych zadań każdego egipskiego władcy), problem polegał jednak na tym, że nawet jeśliby królowa chciała "przedłużać życie", nie było to fizycznie możliwe ze względu na jej płeć. Dlatego też postanowiła wprowadzić pewne zmiany, które miały na celu praktyczną likwidację haremu, bez potrzeby jego rozwiązywania. Otóż wydała polecenie, aby wszystkie wolne kobiety w haremie (których była zdecydowana większość) wróciły do swych domów, gdyż "król nie będzie korzystał z ich usług", a ponieważ egipskie haremy w niczym (poza nazwą) nie przypominały późniejszych tego typu miejsc, znanych chociażby z Chin czy krajów islamu, a także współczesnej popkultury (egipskie kobiety mogły swobodnie przyjmować w haremach członków swych rodzin, a nawet wychodzić do miasta - w towarzystwie służącej - i spotykać się z ludźmi), pozbycie się owych haremowych dam było w tej sytuacji znacznie łatwiejsze. Oczywiście harem nie mógł zostać fizycznie zlikwidowany, gdyż po pierwsze - Hatszepsut nie rządziła sama, a wraz ze swym młodym bratankiem - Totmesem (którego jednak wysłała na północ, do Memfis albo nawet do Heliopolis, aby nie przeszkadzał jej we władaniu państwem z królewskich Teb), a to oznaczało że harem musiał istnieć, choćby po to, aby dorastający władca mógł wypełniać swoje obowiązki jako "Potężny Byk" i zapełniać pałacowe korytarze gromadką tak potrzebnych dla przetrwania dynastii dzieci. Dlatego też po pierwsze: w haremie pozostały (w wiekszości) same niewolnice, a po drugie: królowa odesłała je Totmesowi do Memfis. W ten sposób pozbyła się obecności innych kobiet ze swego dworu i konieczności odwiedzania ich nocą (choćby dla zasady, po to tylko aby życzyć im dobrego snu) i tym samym wypełnić swoje obowiązki. Sama jednak, jako personifikacja Króla-Horusa, potrzebowała kobiety, która pełniłaby przy jej boku funkcję Wielkiej Małżonki Królewskiej (czyli spełniała te wszystkie zadania, którymi zajmowała się oficjalna małżonka władcy). Do tej jednak roli Hatszepsut wybrała sobie własną córkę - Neferure, która już wcześniej otrzymała tytuł Boskiej Małżonki Amona-Re i przejęła poranne obowiązki "pobudzania" boga w jego świątyni.




Tak więc teraz matka i córka razem sprawowały rządy. Jedna była bogiem zamkniętym w swym żeńskim ciele, a druga (podczas publicznych uroczystości) jej żeńskim odpowiednikiem jako królewskiej żony. Jedna ubierała się po męsku, przywdziewała sztuczną brodę i obwiązywała się w talii pasami (aby nie było widać kobiecych piersi), druga zaś ubierała się jak żona króla. I tylko Totmes był konsekwentnie pozbawiany władzy i usuwany z dworu, żyjąc w dalekim Memfis pod ścisłym okiem wybranych przez królową dostojników i nauczycieli. Tam też uczył się zarówno dziejów dawnych władców, trudnej sztuki pisania i czytania hieroglifów, rachunków, jak i powożenia rydwanem oraz strzelania z łuku. I bardzo powoli, acz konsekwentnie zaczął w nim wzbierać gniew, gdy dowiadywał się że nigdy wcześniej żadna inna kobieta nie panowała razem z królem, nie kontrolowała jego życia i nie wyganiała go z dworu. Powoli zaczął sobie uświadamiać, że taka sytuacja, jaka go spotkała, jest ewenementem nie mającym wcześniej żadnego precedensu. Tym bardziej budziła gniew w tym młodym człowieku świadomość, że realnie został pozbawiony władzy i zepchnięty na prowincję, zaś kobieta która za tym wszystkim stoi jest uzurpatorką. Ten wzbierający gniew wreszcie doprowadził do zamachu stanu i obalenia Hatszepsut, ale stało się tak dopiero w jakieś piętnaście lat później (ok. 1458 r. p.n.e.). A tymczasem obie panie - matka i córka - wpadły na genialny pomysł odnalezienia zapomnianej już wówczas drogi do kraju Punt, mitycznej krainy zamieszkałej przez czarny jak heban lud, do której ostatni raz wyprawiono się prawie 500 lat wcześniej, a która to ziemia obfitowała w wiele cennych i pożądanych w Egipcie produktów. Postanowiły więc odrodzić ten handel i wysłać pionierską ekspedycję na Południe (ok. 1470 r. p.n.e.), aby tym samym utrwalić w świadomości swych poddanych i potomnych pamięć o kobiecie-faraonie, która dokonała niemożliwego.





RETROSPEKCJA I FUTUROSPEKCJA
KRÓLOWEJ HATSZEPSUT




Ta ambitna kobieta, objęła władzę nad Egiptem w wieku ok. 30 lat (początkowo pełniąc rolę regentki, a potem już oficjalnej władczyni - czy też raczej władcy, bowiem Starożytni Egipcjanie nie znali słowa: "królowa" - nie występowało ono w ich języku, zaś w odniesieniu do żon faraonów używano albo sformułowania: "Wielka Małżonka Królewska", albo "Boska Małżonka Amona", albo po prostu... Żona Króla, lub Matka Króla). Było to najprawdopodobniej w 1479 r. p.n.e. W młodym wieku (prawdopodobnie 15 lub 16 lat) została poślubiona swemu bratu i kolejnemu władcy Egiptu, faraonowi Acheperenre Totmesowi II (Egipcjanie nie używali także liczebnego datowania swych poszczególnych władców, rozróżniając ich jedynie po pierwszym imieniu, jakie każdy z nich miał nadawane tylko dla siebie i nieużywane już przez następców). Hatszepsut od urodzenia miała wyższą pozycję od brata, a to z tego powodu że jej rodzicami byli: faraon Acheperkare Totmes I i królowa Ahmose, natomiast Totmes II zrodzony został z haremowej nałożnicy jego ojca - Mutneferet. Jednak jako chłopiec, miał oczywiście pierwszeństwo do tronu i władzy, z tym że musiał poślubić swą przyrodnią siostrę (aby umocnić swoje prawa do korony). Totmes II nie był dobrym mężem dla młodej kobiety, co prawda traktował ją z szacunkiem i respektował wszelkie należne jej prawa jako córze królewskiej dynastii, jednak niewiele czasu przebywał w jej komnatach. Zresztą był bardzo chorowity i częściej to ona przesiadywała przy jego łożu, niż spędzała tam z nim noce. Spłodził z Hatszepsut tylko dwie córki - Meritre - która zmarła w niemowlęctwie i księżniczkę Neferure (urodzoną ok. 1490 r. p.n.e.), nie miała zaś synów, głównej podpory każdej dynastii.

Hatszepsut nie tylko cieszyła się znacznie lepszym zdrowiem od swego królewskiego brata/męża, ale również była od niego lepiej wykształcona. Totmes II od dziecka był bowiem chorowity, dlatego też jego ojciec nie wierzył, że syn dożyje wieku męskiego, z tego powodu jego edukacja była bardzo zaniedbana. Znacznie lepiej wykształceni byli jego dwaj przyrodni bracia - Amenmose i Wadjmose, także zrodzeni z haremowych niewolnic. Szczególnie Amenmose był oczkiem w głowie Totmesa I, który szykował go na swego następcę. Niestety, owi dwaj bracia, cieszący się znacznie lepszym zdrowiem od chorowitego Totmesa II, zmarli w wieku młodzieńczym, jeszcze przed śmiercią ich ojca. Pozostał więc tylko Totmes II, który musiał poślubić księżniczkę Hatszepsut, a z tego związku spodziewano się narodzin kolejnego syna (lub synów), dalszej nadziei dynastii Totmesydów. Przeżyła jedynie księżniczka Neferure i chłopiec, zrodzony z haremowej niewolnicy imieniem Izis, przyszły następca tronu Mencheperre Totmes III. Chłopiec w chwili śmierci ojca miał ok. 6 lat. Tak więc kraj pozostałby bez następcy (chłopiec był zbyt młody by objąć władzę, dodatkowo zrodzony był z niepełnej królewskiej krwi, co również podważało jego prawa), a przyszłość dynastii Totmesydów, zakończyłaby się po drugim jej przedstawicielu. I wówczas to do działania przystąpiła ambitna Hatszepsut, zdając sobie sprawę, że jako "Boska Małżonka Amona" posiada wielką władzę religijną i polityczną. Z chwilą śmierci swego brata, przestała być już "małżonką króla", pozostała więc jej jedynie funkcja kapłańska, którą zamierzała wykorzystać w walce o władzę. 

W tym celu (jeszcze gdy Totmes II konał w swym łożu) udała się do świątyni Amona-Re, Ipet-sut w Karnaku, gdzie wzięła udział w procesie "przebudzenia boga ze snu", podczas którego miała na nią spłynąć jego łaska i wizja. Niewiele osób wie (gdyż niewielu w ogóle mogło wejść do "Świętego Świętych", czyli specjalnego pomieszczenia w Świątyni, gdzie przechowywany był posąg boga - uczynić to mogli jedynie sam faraon, arcykapłan Amona-Re i oczywiście "Boska Małżonka Amona"), jak wyglądał proces samego "przebudzenia" boga. Otóż miał on czysto  seksualny podtekst, w wyniku którego "Boska Małżonka"... nadziewała się na sterczącego fallusa owego boga, doznając przy tym spazmów (w całym pomieszczeniu roztaczał się zapach kadzidła i ziół), które miały świadczyć o łasce, jaką obdarza ją w danej chwili bóg. Tak też było i z Hatszepsut. Amon-Re był bogiem stwórcą, panem wszechrzeczy, najpotężniejszym z bogów, jego objawienia były niepodważalne, dlatego też nikt nie ośmielił się sprzeciwić, gdy Hatszepsut opuściwszy święte miejsce, przemówiła do kapłanów i zgromadzonych w Świątyni ludzi, deklarując im że sam bóg postanowił uczynić z niej swe narzędzie, które ma ocalić Egipt po spodziewanej śmierci dotychczasowego władcy. Tak właśnie miała powiedzieć: że jest narzędziem w rękach boga Amona, który kieruje jej ruchami, aby ocalić kraj.




Tak więc kobieta po raz kolejny w historii Egiptu miała uzyskać wielki wpływ na politykę państwa (pierwszą była królowa Neferusobek, panująca ok. czterech lat na początku XVIII wieku p.n.e., czyli jakieś 300 lat przed Hatszepsut), tym bardziej że dynastia z której wywodziła się Hatszepsut, nie pochodziła od dawnych królów. A wręcz przeciwnie, jeszce ojciec Hatszepsut - Totmes I (zwany pierwotnie Dżehutimesem), był jednym z oficerów na królewskim dworze faraona Amenhotepa I (ostatniego przedstawiciela dynastii Ahmosydów). Nie wiadomo czego dokonał (nie ma opisów żadnych jego zwycięstw z okresu przed wstąpieniem na tron), więc trudno stwierdzić w jaki sposób został wybrany na następcę Amenhotepa I (który był impotentem, co przyprawiało o rozpacz jego matkę, dostojną Ahmose-Nefetrari, która dostarczała mu specjalnie wybrane niewolnice do łoża, w nadziei spłodzenia męskiego potomka, oraz wynajdowała najróżniejszych lekarzy, którzy mieli pomóc królowi w pozbyciu się owej "niedogodności". Wszystko to okazało się daremne, król miał tylko jedną córkę - księżniczkę Ahmose, która oczywiście mogła objąć władzę jako regentka, ale nie jako faraon. Potrzebowano chłopca, który przedłużyłby trwanie dynastii, a skoro to okazało się niemożliwe, potrzebny stał się odpowiedni mężczyzna, który - poślubiony Ahmose, zapewniłby ciągłość rodu przynajmniej w linii żeńskiej). Ahmose-Nefertari ponoć osobiście oglądała kandydatów do ręki (i łoża) swej wnuczki i zapewne Dżehutimes miał się czym pochwalić, skoro to właśnie on został wybrany mężem Ahmose i kolejnym władcą (jednocześnie założycielem nowej dynastii). Po śmierci Amenhotepa I ok. 1506 r. p.n.e. wstąpił on na egipski tron, przyjmując nowe imię koronne - Acheperkare Totmes I. W tym czasie musiał być żonaty z Ahmose już od kilku lat, bowiem Hatszepsut w chwili koronacji ojca miała ok. roku. Teraz, ta "żołnierska dynastia" była ponownie zagrożona brakiem pełnoprawnego, męskiego potomstwa.

Natomiast brak władcy oznaczał chaos w kraju i rozprzężenie społeczne, a co za tym idzie zamieszki, bunty, walki i rozlew krwi. Król był potrzebny, wręcz niezbędny, bowiem jego brak oznaczał (w świadomości Egipcjan) chaos w całym Wszechświecie i niespotykane klęski, jakie niechybnie spadłyby na kraj. Gwarant ładu i spokoju, poskromiciel chaosu i reprezentant boskiej sprawiedliwości, był wyczekiwany przez cały kraj w tych niepewnych tygodniach śmiertelnej choroby Totmesa II roku 1479 p.n.e. Już dawno (od co najmniej 300 lat) w Egipcie żaden władca nie odprawił święta Dżed, poświęconego bogu Ozyrysowi (święto to odprawiano po raz pierwszy w trzydziestym roku panowania władcy, następnie po raz drugi dekadę potem, a kolejne to już co dwa lata lub nawet co roku). Święto to było symbolem odrodzenia mocy witalnej władcy, symbolizowanym podniesieniem wielkiego słupa (podobnego do fallusa) przez króla, jako odnowienie jego władzy i gwarant dobrobytu dla kraju. Totmes I był energicznym władcą, co potem odziedziczyła jego córka. Organizował wielkie wyprawy wojenne: do Nubii (dotarł z podbojami do III katarakty Nilu, zdobył największą nubijską twierdzę - Semnę, oraz nakazał wznieść egipską twierdzę w tym podbitym kraju - Tombos i odbudował dawną twierdzę w Buhen, przy II katarakcie Nilu - zbudowaną prawie tysiąc lat wcześniej, za Starego Państwa), do Kanaanu, Syrii i Fenicji (podbój kraju Retenu, opanowanie całej Syrii i dojście do Eufratu, gdzie postawił swoje stele graniczne u wrót do królestwa Nahariny, jak w starożytnym Egipcie mawiano o królestwie Mitanni), po za tym organizował liczne inspekcje wojskowe i objazdy swego kraju (głównie łodzią po Nilu), zaś władzę nad jego pałacem i haremem, sprawowała matka - Senseneb (oczywiście nie wywodząca się - jak reszta rodziny - z królewskiej dynastii). Totmes miał też dość duży erotyczny temperament i sypiał z wieloma kobietami ze swego haremu.




Władał Egiptem przez 13 lat (do 1493 r. p.n.e.) pozostawiwszy kraj silny i bezpieczny od zewnętrznych zagrożeń. Panowanie jego syna - Totmesa II było równie długie i trwało ok. 13 lat (do 1479 r. p.n.e.). Czyli po upływie 25 lat od wstąpienia na tron pierwszego przedstawiciela dynastii Totmesydów, dalszy jej los był pod wielkim znakiem zapytania, bowiem nieślubny syn Totmesa II był jeszcze dzieckiem - ktoś więc musiał objąć regencję. A kto miał ją objąć, matka młodego Totmesa (III) - Izis? Przecież ona była, jak to się mówiło na dworze: "Piękną Królewską Ozdobą" i niczym więcej; nie miała praw nawet w połowie takich, jakie posiadała oficjalna małżonka. Zresztą była najprawdopodobniej niewolnicą, nie mogła więc sprawować regencji. Pozostawała jedynie Hatszepsut, która sama miała już córkę, dziesięcioletnią Neferure, ale problem polegał na tym, że kobieta nie mogła sprawować władzy królewskiej inaczej, niż będąc regentką młodocianego króla (jak już wyżej wspominałem, Egipcjanie nie znali nawet słowa "królowa" co powodowało że kobieta, która pragnęłaby objąć tron dla siebie, musiała panować jako król, w pełnym tego słowa znaczeniu - ze sztuczną brodą i ciężkimi koronami Górnego i Dolnego Egiptu). Jednak w tych dniach, gdy król Totmes II umierał w swym pałacu w Tebach (w Tebach były co najmniej dwa królewskie pałace, jeden w Karnaku o nazwie "Jestem niedaleko Wielkiego Pana Amona" i w Luksorze główny pałac królewski), nikt nie odważył się (szczególnie po wizycie w świątyni Ipet-sut i objawieniu jakiego miała doznać od boga) zakwestionować praw Hatszepsut do regencji nad małoletnim księciem Totmesem, który objąć miał tron jako Mencheperre Totmes III.




Nie jest wiadome czy już w tym okresie Hatszepsut zawarła bliższą (bez wątpienia erotyczną) znajomość z niejakim Senenmutem, zarządcą pałacu królewskiego, oraz kontrolerem królewskiego skarbu. Był to człowiek niskiego pochodzenia, dorastał na prowincji, w biedzie, jako syn podrzędnego urzędnika w miejscowości Hermontis. Nie wiadomo w jaki sposób trafił na królewski dwór do Teb, ale można przypuszczać, że musiał wykazywać się wieloma walorami (zarówno umysłowymi jak i być może również... erotycznymi), w każdym razie stanowisko zarządcy pałacu królewskiego (prawdopodobnie w Luksorze), powierzyła mu jeszcze matka Hatszepsut - królowa Ahmose. Bardzo szybko nawiązał również znajomość z samą Hatszepsut, która właśnie około owego roku 1479 p.n.e. powierzyła mu... opiekę nad własną córką - Neferure, jako: "mena nesut" ("męska pierś dla króla"). Tak zaczął się bardzo szybki awans społeczny tego człowieka i zapewne burzliwy romans z królową, który trwał przez kilkanaście lat. Z czasem Hatszepsut zaczęła myśleć w jaki sposób na stałe odsunąć od władzy, przebywającego dotąd w pewnym odosobnieniu (do którego go wysłała) Totmesa III, który z roku na rok stawał się mężczyzną, a liczni informatorzy królowej dostarczali jej wieści o jego postępach w nauce, łucznictwie, powożeniu rydwanem i posługiwaniu się mieczem. Hatszepsut pragnęła, aby po niej na tron wstąpiła jej córka - Neferure, jako kolejny król i być może nawet planowała jakąś akcję związaną z odebraniem Totmesowi III życia. Nie udało jej się to, ponieważ młody król, mając ogromne poparcie w armii, wywołał bunt (a raczej pucz dworski), wymierzony przeciwko swej ciotce i w początkach 1458 r. p.n.e. w wieku ok. 27 lat, obalił ją (prawdopodobnie została wówczas zamordowana) po ponad dwudziestu latach jej bezpośrednich rządów nad krajem, a następnie odnowił mocarstwową pozycję Egiptu w Syrii, Nubii, a nawet najechał bezpośrednio Naharinę/Mitanni - po raz pierwszy w historii i doszedł nawet do Waszszugani, stolicy tego kraju). Nim jednak to nastąpiło, Hatszepsut w przemyślny sposób odsunęła chłopca od władzy i przeniosła go na prowincję, do dobrze strzeżonego miejsca, gdzie pozostawał z dala od stolicy.




CDN.

11 grudnia 2025

MEMORIAM - Cz. XII

ZEMSTA JEST ROZKOSZĄ BOGÓW








"ZŁOTO I PRAWOŚĆ SĄ JAK DWA CIĘŻARY 
POŁOŻONE NA SZALACH WAGI"

PLATON



Po zawarciu pokoju z władcą Pontu - Mitrydatesem VI w Dardanos (85 r. p.n.e.) Lucjusz Korneliusz Sulla urządził sobie kilkunastomiesięczne wakacje, które początkowo spędzał w Atenach, a następnie w miejscowości zwanej Ajdepsos, gdzie leczył podagrę. Z Aten zabrał sławną wówczas bibliotekę Apellikona z Teos (potem zostanie ona przewieziona do Rzymu, co spowoduje pierwsze zapoznanie się Rzymian z twórczością Arystotelesa i Teofrasta, wcześniej tam zupełnie nieznanych). W Ajdepsos zaś spędzał czas Sulla na przyglądaniu się scenicznym występom aktorskim, oraz braniu ciepłych kąpieli i kurowaniu swych zdrętwiałych nóg. Tymczasem w Italii niepodzielnie władał Gnejusz Papiriusz Karbon - przywódca stronnictwa popularów, który również gromadził siły, spodziewając się nieuchronnego starcia z Sullą. Po porażce, jaką w prowincji Afryka zadał Kwintusowi Metellusowi Piusowi pretor Gajusz Fabiusz, uciekł stamtąd z niewielkim oddziałem do obozu Sulli - Marek Licyniusz Krassus (którego ojciec i brat zostali zamordowani z polecenia Lucjusza Korneliusza Cynny - poprzednika Karbona). Sulla otaczał się młodymi, zdolnymi ludźmi, którzy za kilka lat będą decydowali o polityce Rzymu (Lukullus, Krassus, Pompejusz), Krassus przejdzie do historii jako pogromca zbuntowanych niewolników spod znaku gladiatora Spartakusa, ale stanie się to dopiero za kolejną dekadę, teraz zaś, 30-letni Krassus dołączył do Sulli i wraz z jego legionami przeprawił się przed Adriatyk do Italii. Przerzut armii z Grecji, umożliwiła flota Lucjusza Licyniusza Lukullusa, choć akurat on sam otrzymał zadanie pozostania w Helladzie i dopilnowania wprowadzenia w życie pokoju z Dardanos, a było jeszcze kilka naglących kwestii które należało niezwłocznie rozwiązać (jak choćby sprawa miasta Mityleny na Lesbos, które wciąż nie poddało się się Rzymowi).

Sulla wylądował ze swą armią w porcie w Brundyzjum (wiosna 83 r. p.n.e.). Jednak nim jeszcze wylądowali na italskiej ziemi, Sulla wziął od swych żołnierzy solenną przysięgę, iż nie rozproszą się oni po miastach i nie przystąpią do rabunku, tak jakby to czynili w kraju podbitym (żołnierze byli ślepo oddani Sulli, gdyż to właśnie dzięki niemu zdobyli ogromne bogactwa na wojnie z Mitrydatesem pontyjskim, a teraz, gdyby udało się jeszcze poskromić popularów w Rzymie, staliby się bogatsi również o znaczne posiadłości ziemskie w Italii). Przysięgli więc że Italii nie wyrządzą żadnej krzywdy. Po wylądowaniu, szybkim marszem wojska Sulli przemaszerowały do Tarentu drogą Via Appia, która przez Venusię, Beneventum, Kapuę i Tarracinę wiodła bezpośrednio do Rzymu. Tymczasem w Picenum, w swych posiadłościach ziemskich, bawił młody Gnejusz Pompejusz, który niedawno ożenił się z córką trybuna ludowego (z 88 r. p.n.e.) i pretora - Antystiusza - Antystią. Młoda para wyjechawszy do majątku Pompejusza w kraju Picenów, spędzała tam przyjemnie czas, odwiedzając lokalne miasta (Asculum, Firmium, Hadrię), gdzie żywa była jeszcze pamięć jego ojca - Gnejusza Pompejusza Strabona. Na wiadomość o przybyciu do Italii Sulli, Pompejusz zebrał wśród weteranów swego ojca nową armię w liczbie trzech legionów (wcześniej próbował ich zwerbować w imieniu Karbona niejaki Wediusz, ale nie powiodło mu się i próbę tę przypłacił życiem). Dołączył na ich czele do sił Sulli, by w wieku 23 lat stać się wodzem i otworzyć tym samym sobie drogę do wielkiej polityki. Tak oto w obozie Korneliusza Sulli znaleźli się dwaj późniejsi członkowie Pierwszego Triumwiratu - zaś trzeci z nich, najmłodszy, pozostawał w Rzymie, po drugiej stronie politycznej barykady. Warto teraz na moment zaprezentować ich sylwetki. To, jakimi byli ludźmi nim stali się politykami, wodzami i triumfatorami odciskającymi swe olbrzymie piętno na losach Miasta i całej Republiki.




Zacznijmy może od najstarszego z nich - Marka Licyniusza Krassusa. Przyszedł on na świat w roku konsulatu Gajusza Porcjusza Katona i Marka Acyliusza Balbusa (114 r. p.n.e.). W roku tym nieszczęsnym na lud Kwirytów (czyli Rzymian - określenie Kwiryci czasem pojawia się w źródłach literackich) spadła hańbiąca niegodziwość, która nastepnie skutkować będzie gniewem bogów i za lat kilka doprowadzi do najazdu barbarzyńców z Północy. Szaleństwo jakoweś ogarnęło "Święte Dziewice" bogini Westy, a Miasto nie widziało takiej zbrodni od stu lat. Już Eurypides (w swej "Audzie") pisał, że nieujarzmiona niewieścia natura może doprowadzić do nieszczęść wszelakich, a przyroda tak stworzyła kobietę iż jest ona podatna na wszelkie zmysłowe bodźce. Także Cyceron pisał iż: "Czystość natury wielu niewiast, cierpi za zmysłowość wszystkich kobiet", stąd należy chronić niewiasty przed nimi samymi, gdyż pozostawione bez kontroli prowokują jedynie katastrofy. Tak też się stało w tymże roku, w którym narodził się późniejszy triumwir - Marek Licyniusz Krassus. Oto niejaka Emilia, wywodząca się ze sławnego, patrycjuszowskiego rodu, kapłanka bogini Westy, uległa pewnemu mężczyźnie, niepomna zbrodni jakiej się dopuszcza. Ten, gdy już ją posiadł, chciał by spotykała się z nim częściej, ona jednak po pewnym czasie zapragnęła zakończyć tę znajomość i jakby nigdy nic wrócić do grona "Wiecznych Dziewic". Mężczyźnie to się nie spodobało, zaczął więc ją szantażować że jeśli mu odmówi kolejnych miłosnych uniesień, wyjawi iż go uwiodła i dopuściła się grzechu śmiertelnego wobec bogini i wobec obywateli. Westalka Emilia spotykała się więc z nim dalej, mimo ciążącej nad jej głową kary. Nie dość na tym, gdyż ów mężczyzna zapragnął również innych jej "sióstr" (w rozumieniu sióstr z jednego zakonu) i wciągnął w ten proceder kilku swoich kompanów, jej samej nakazując szantażem sprowadzenie innych kobiet. Emilia nie mając wyjścia, namówiła jeszcze dwie inne westalki - Licynię (notabene daleką ciotkę Marka Licyniusza Krassusa) i Marcję. One równie chętnie przystały do zbrodni, zakażając atrium bogini Westy swymi grzechami i zamieniając je w zwykły dom rozpusty.




Nie wiadomo jak długo trwałaby ta niegodziwość gdyby nie tragedia, jaka się wkrótce potem wydarzyła. Otóż dostojną westalkę o imieniu Helwia - zabił piorun, gdy ta jechała akurat konno za Miasto. Znaleziono ją leżącą przy trupie konia, z odsłoniętą głową, bez welonu i z... podkuloną suknią, spod której widać było nie tylko gołe nogi, ale i łono. Przerażenie ogarnęło Miasto, cóż to się mogło stać że dobra bogini ukarała tak okrutną śmiercią jedną ze swoich kapłanek. Zwrócono się czym prędzej do haruspików (wieszczów - przepowiadających przyszłość z trzewi ofiarnych zwierząt). Ci orzekli że martwy koń z rozerwanym rzędem oznacza rozpasanie stanu rycerskiego (ekwitów), zaś odsłonięte łono westalki - zbrodnię, jaką dopuścić musiały się jej siostry. Natychmiast wszczęto oficjalne śledztwo w tej sprawie a Pontifex Maximus (Najwyższy Kapłan - jako ich bezpośredni zwierzchnik) przeprowadzał ciągłe kontrole w domu Westy, każąc chłostą te westalki, które w jakiś sposób uchybiły swym obowiązkom wobec bogini (notabene - w tym czasie chłostą nie karano już nawet najuboższych obywateli, a westalki wciąż poddawane były tejże każe, wykonywanej oczywiście ręką samego Pontifexa). Niczego jednak nie znaleziono, lecz oto znalazł się niewolnik, który (zwabiony obietnicą wyzwolenia i nagród, jakie oferowano za wskazanie winnych) należał do jednego z mężczyzn, wywodzących się właśnie ze stanu rycerskiego - który wyjawił prawdę. Po nitce do kłębka złapano wszystkich winnych niegodziwości wyrządzonej bogini, a ponieważ Pontifexem był wówczas niejaki - Lucjusz Cecyliusz Metellus Dalmatikus (zatwardziały konserwatywny arystokrata) nikt z oskarżonych nie mógł mieć nawet cienia nadziei że uda mu się ocalić życie (przynajmniej teoretycznie).

Okazało się jednak że wyrok trybunału jakiemu on przewodził, nie był aż tak dotkliwy, jakby się można było spodziewać. Na śmierć skazano jedynie samą Emilię i tych mężczyzn, którzy korzystali z jej wdzięków, natomiast dwie pozostałe westalki - Licynia i Marcja zostały uniewinnione z oskarżenia o sprzeniewierzenie się bogini. Mężczyźni zostali skazani na karę chłosty (aż do śmierci), ale kara, jaką musiała przejść Emilia była niezwykle okrutna. Za to że "zhańbiła swą dziewiczość" została pogrzebana żywcem. Przy Bramie Kollińskiej znajduje się pas ziemi nazywany przez jednych "groblą", a przez innych "Polem Zbrodniczym" gdzie od wieków już chowano te ze "Świętych Dziewic", które złamały przysięgę złożoną bogini i dały się pozbawić cnoty. Sprowadzono tam ową Emilię (niesioną w całkowicie osłoniętej przed wzrokiem ludu lektyce). Czekał tam już na nią wykopany głęboki grób o dość sporych rozmiarach, zaś w środku znajdowało się posłane łóżko a przy nim zapalona lampka. Było tam też nieco jedzenia - chleb, woda, mleko, oliwa (był to oczywiście dar symboliczny, bowiem westalka nigdy nie miała możliwości z niego skorzystać). Gdy lektyka przybywa na miejsce, niewolnicy rozwiązywali rzemienie (uniemożliwiające ciekawskim zajrzenie do środka) i wyciągnęli leżącą cały czas kapłankę. Pontifex Maximus wzniósł ręce ku niebu i odmówił modlitwę, zaś lud w milczeniu po raz ostatni żegnał się z "Wieczną Dziewicą". Był to szalenie smutny moment. Gdy arcykapłan zakończył modły, wyciągnął rękę do westalki i pomógł jej podejść do drabiny, którą ta zejść miała do swojego grobu. Gdy tak się już stało, drabinę wyciągnięto na zewnątrz, a na westalkę aczęto sypać ziemię, tak aby ostatecznie zakryć i potem wyrównać to miejsce. Dziewczyna ginęła w strasznych męczarniach z braku powietrza. Potem co roku, w Dzień Zaduszny, przybywał Pontifex w to miejsce, aby złożyć ofiary za duszę "wiarołomnej córy" i odprawić mdły do bogów (Najwyższy Kaplan był uważany za ojca wszystkich westalek, stąd jako jedyny mógł wymierzać im sprawiedliwość i karać za przewinienia, oraz nagradzać za wszelkie dobrze wykonane prace i modlić się za ich dusze. Poza tym po ukończeniu 30-letniej posługi w świątyni Westy - do której to służby Pontifex wybierał dziewczęta w wieku od 6 do 10 lat - kobiety stawały się najbardziej pożądanymi kandydatkami do ożenku, a arcykapłan - jako ich duchowy ojciec - osobiście dawał im takiego kandydata na męża, który po pierwsze zapewniał im dostatnie życie a po drugie miał nieposzlakowaną opinię. Jeżeli taki małżonek źle traktował byłą "córę Pontifexa" i jeśli ona się na niego poskarżyła, mężczyzna musiał zostać ukarany. W każdym razie była westalka mogła też się z nim rozwieść, jeśli oczywiście miała ku temu powód).


BRAMA KOLLIŃSKA ZNAJDOWAŁA SIĘ NA PÓŁNOCY MIASTA, 
 PRZY WYJŚCIU Z KWIRYNAŁU



Świętokradztwo Emilii i jej skazanie na śmierć bynajmniej nie zakończyło całej sprawy. Oszczędzone westalki - Licynia i Marcja nie cieszyły się długo wolnością, gdyż powrócono do tego tematu w roku następnym (113 p.n.e.) za sprawą trybuna ludowego - Sekstusa Pudyceusza, który na Zgromadzeniu Ludowym przedstawił ustawę o zmianę struktury trybunału sędziowskiego, jaki miał orzekać w sprawach cudzołóstwa i wszelkich innych zbrodni popełnionych przez "Święte Dziewice". Proponował by trybunał kapłański zamienić w trybunał świecki, w którym miast Najwyższego Kapłana, orzekać będzie wcześniej wybrany (przez Zgromadzenie Ludowe) sędzia. Ustawa ta została gremialnie przyjęta przez lud na Zgromadzeniu a pierwszym sędzią został wybrany (znany ze swojej prawości, uczciwości, a przede wszystkim surowości w kwestiach moralnych) Lucjusz Kasjusz - który postulował aby roztoczyć nad westalkami jeszcze większą kontrolę niż dotychczas. Kobiety należy bowiem chronić przed nimi samymi - czyż nie tak postępowali nasi przodkowie? Gdy barbarzyńscy Galowie zajęli Rzym (387 r. p.n.e.), w mieście pozostało jedynie kilku starych senatorów, aby dać odpór barbarzyńcom w imię bogów, których ludność porzuciła uciekając w popłochu. Wtedy to również ojcowie nasi przewieźli westalki do etruskiego Caere, by ochronić ich dziewictwo i honor przed zbrukaniem. Wtedy potrafiono zadbać o kapłanki Westy, ale w czasach o których jest mowa, zaufanie do stanu senatorskiego znacznie podupadło. Lud widział nieprawości, przekupstwo i niegodziwość nobili. Widział sprzedajność wodzów, którzy opłacani przez wrogich Kwirytom królów, tak prowadzili wojny, aby ostatecznie toczyć je latami i przedłużać w nieskończoność. Widziano co się dzieje na posiedzeniach Senatu, na tę powszechną pustkę polityczną, która im bardziej przypominała wydmuszkę, tym z większą zapalczywością biła w przeciwną stronę. Popularzy oskarżali optymatów o wszelakie niegodziwości i na odwrót, a niekiedy mordowali się w bratobójczych walkach. O co? O lud? Żadne stronnictwo polityczne nie miało już dobra ludu na swych sztandarach, im tylko chodziło o władzę dla samej władzy. A lud to widział. Widział jak prostytuują się córy najlepszych rzymskich rodów, choć wiele z nich miało potem usta pełne napomnień o moralności i brało udział w publicznych modłach oraz ofiarach ku czci bogów, których wcześniej znieważyli.

 


Dlaczego Licynia i Marcja uniknęły losu Emilii - pytano wówczas powszechnie. Dlatego tylko, że obie wywodziły się z możnych, senatorskich rodów, a ich obrońcami byli Lucjusz Licyniusz Krassus (jeden z najsławniejszych mówców swoich czasów) i Marcjusz Filip - szczycący się rodem o korzeniach królewskich. Emilii - również pochodzącej z możnego rodu, nie dało się już uratować bo sprawa była nazbyt oczywista, ale pozostałe kobiety uniewinniono, mimo że również i one brały udział w akcie cudzołóstwa. Nic dziwnego że ustawa trybuna Pudyceusza spotkała się z tak dużą aprobatą ludu rzymskiego. W końcu trybuni ludowi występować mają w obronie ludu, a gdyby takiego świętokradztwa dopuściła się kobieta z ludu (droga do zakonu "Świętych Dziewic" otwarta była bowiem dla wszystkich dziewczynek, bez względu na ich pochodzenie społeczne czy majątek), niechybnie spotkała by ją taka sama kara śmierci, której doznała Emilia. Dlaczego więc tamte kobiety uniewinniono? Nowy trybunał sądowy pod przewodnictwem Lucjusza Kasjusza wznowił proces i ponownie wezwano obie kobiety, by dokładnie opowiedziały w jaki sposób znieważyły boginię (innymi słowy - ile razy i w jaki sposób oddawały się cieleśnie mężczyznom). Licynia i Marcja raz jeszcze musiały przejść przez poniżające przesłuchania, z tym że teraz nikt nie traktował ich ulgowo. Grozy upokorzenia dodawał fakt, że o ile trybunał kapłański odbywał się w świątyni, poza oczyma ciekawskich, o tyle obecny, świecki trybunał Pudyceusza był otwarty dla wszystkich, przeto każdy mógł się przysłuchiwać w jaki sposób obie westalki obraziły boginię. W tych warunkach nawet płacz i wszelkie przysięgi niewiele znaczyły, gdy lud domagał się ukarania cudzołóstwa - jako zbrodni popełnionej przeciwko bogom. Najlepsi obrońcy niewiele mogli tu wskórać a wyrok mógł być tylko jeden - śmierć przez zakopanie żywcem. Tak oto w rok po swej zakonnej siostrze Emilii z woli ludu rzymskiego zgładzono również Licynię i Marcję, obie kobiety które myślały że uda im się uniknąć kary.

Cudzołóstwo westalek i pogrzebanie ich żywcem zawsze znamionowało jakoweś klęski - jakąś karę nałożoną przez bogów na Miasto za nikczemność jednostek. Ileż to już było w przeszłości takowych przypadków, gdy Pole Zbrodnicze pochłaniało kapłanki Westy. Pierwszą bodajże - jeszcze za rządów króla Tarkwiniusza Starego (panował ok. 617-578 r. p.n.e.) - która doświadczyła takiej śmierci, była westalka o imieniu Pinaria. Kolejną (wedle tego, co udało mi się zliczyć) westalka Opimia, która (w roku 485 p.n.e.) oddając się cieleśnie mężczyźnie, pełniła jednocześnie posługi kapłańskie przy Wiecznym Ogniu Westy, kalając tym samym zarówno "Święty Płomień" jak i cały przybytek. Po tym jak morowa zaraza (dżuma) dosięgnęła kobiety (szczególnie te ciężarne), wykryto kolejne świętokradztwo z zakonie "Świętych Dziewic" i niejaka Orbinia dołączyła do niechlubnego grona zakopanych za życia niewiast na Polu Zbrodniczym (472 r. p.n.e.). W czasie, gdy na wschodzie Aleksander Wielki wyruszał na podbój Persji, za konsulatu Spuriusza Postumiusza Albinusa i Tytusa Weturiusza Kalwinusa (334 r. p.n.e.) podejrzenie na siebie ściągnęła niejaka - Minucja, która będąc westalką miała nad wyraz duże upodobanie do pięknych strojów i klejnotów. Także i ona podążyła do dołu śmierci (i gdyby nie relacja Liwiusza, zniknęłaby też w mrokach dziejowej niepamięci). Dwa pokolenia później (273 r. p.n.e.) również pewna Sekstylia oskarżona została o cielesne obcowanie z mężczyzną i również ją pochłonęło Pole Zbrodnicze. Wojna z Pyrrusem z Epiru spowodowała upadek moralności wśród ludu Kwirytów czego nie uniknęły również i westalki. Niedługo po ukaraniu Sekstylii nowa wybuchła afera w domu Westy (264 r. p.n.e.), gdy okazało się że nad swą chucią także nie motrafiła zapanować westalka Kapparonia. Ta jednak, nie czekając końca procesu i wyroku skazującego na tak okrutną śmierć jaką było zakopanie żywcem w ziemi, wolała popełnić samobójstwo. Klęska kannejska, doznana w krwawej wojnie z Hannibalem (216 r. p.n.e.) również doprowadziła do wszczęcia śledztwa i wykrycia cudzołustwa dwóch "Świętych Dziewic" - Opimii i Floronii, przy czym ta pierwsza została stracona, a druga popełniła samobójstwo.



Sto lat był spokój, który zakłóciła właśnie sprawa Emilii, Licynii i Marcji. Była to też ostatnia taka zniewaga bogini Westy w naszych dziejach (rzeczywiście, potem już nie spotyka się przypadków karania westalek śmiercią za cudzołóstwo, choć istnieją informacje że nadal niektóre z nich spotykały się potajemnie z mężczyznami, jak choćby niejaka Licynia - kochanka Krassusa, o czym niżej). Ale przecież nie tylko kwestie cielesności były powodem ukarania westalek, równie ważny był aspekt ich wiary (w czasach późniejszych, gdy do tradycji przejdzie wystawianie posągów najsławniejszych westalek - dojdzie również do pewnego zdarzenia, które spowodowało zniszczenie imienia westalki z wystawionego jej posągu w świątynnym ogrodzie Westy. Zbrodnia musiała być spora, gdyż imię westalki zostało zatarte, prócz pierwszej i ostatniej litery "C....E". Jej posąg w ogrodzie świątynnym stanął w roku 364, już po śmierci cesarza Jowiana i na początku panowania braci: Walentyniana I i Walensa, niedługo po śmierci cesarza Juliana Apostaty - 363 r. - co wydaje mi się, jest ważne. Czasy w których żyła owa kapłanka Westy, były okresem tak zwanej zmasowanej reakcji chrześcijańskiej, gdyż po tajemniczej śmierci Juliana Apostaty - który próbował odnowić w społeczeństwie rzymskim na powrót kult dawnych bogów - atak, jaki nastapił na pogaństwo w połowie lat 60-tych IV wieku, był tak zmasowany, że niewielu zdolnych było mu się przeciwstawić. Prawdopodobnie owa westalka, której imię zniszczono - choć litery i wolne miejsca pasują akurat do imienia Klaudii [CLAUDIAE] - popełniła ten grzech, że... zmieniła religię i stała się chrześcijanką. Oczywiście nie ma tu stuprocentowej pewności, gdyż w źródłach nie zachowało się wyjaśnienie tego potępienia pamięci, ale istnieje silne przypuszczenie, przechodzące w pewność, że to właśnie zmiana wyznania była powodem utraty czci - jej posągu nie zniszczono tylko dlatego, że został on poświęcony bezpośrednio bogini, ale jej imię starto na proch, by pamięć po niej na wieki zaginęła. Należy tu też dodać że, szczególnie od IV wieku naszej ery, chrześcijaństwo zaczęło zdobywał ogromną popularność wśród Rzymian w całym Imperium, a najwiekszy atak chrześcijan szedł właśnie na instytucję westalek i kultu bogini Westy, gdyż była to najmocniejsza ostoja pogaństwa [podobnie dziś największy atak współczesnego pogaństwa - neomarksizmu, genderyzmu, feminizmu i tego całego lgbt - idzie na chrześcijaństwo a szczególnie na Kościół Katolicki, jako najsilniejszą ostoję Dawnego Świata, który należy zniszczyć, aby na jego gruzach zbudować Nowy Porządek Świata - świat totalnej inwigilacji i totalitarnych rządów] Św. Ambroży z Mediolanu - żyjący w latach ok. 340-397 - pisał [nie bez dozy satysfakcji] że poganom coraz trudniej przekonać wiernych do swoich kultów, a szczególnie problem mają ze skompletowaniem skałdu zakonu "Świętych Dziewic" Westy, gdyż współczesne dziewczęta i kobiety tam się nie garną, natomiast zapełniają masowo chrześcijańskie klasztory).


KRASSUS ZWYCIĘZCA SPARTAKUSA



Tak wiec Marek Licyniusz Krassus przyszedł na świat w roku wstydu i pohańbienia zakonu kapłanek bogini Westy. Ojcem jego był Publiusz Licyniusz Krassus - człowiek co prawda niskiego rodu, ale wielkiego ducha, konsul (roku 97 p.n.e.), cenzor (roku 89 p.n.e.), oraz triumfator nad hiszpańskim plemieniem Luzytan (z roku 93 p.n.e.), matka jego zaś nie jest znana. Młody Krassus wychowywał się w domu, w którym się nie przelewało i miał jeszcze do tego dwóch braci. Ten okres pozostał mu w pamięci i jak mawiano, prócz wielu zalet jakimi się odznaczał, tę jedną miał wadę, że bardzo pożądał bogactwa. Wdał się w romans ze starszą od siebie westalką o imieniu Licynia (wsześniej wymienione przypadki kobiet które oskarżono i uśmiercono za cudzołóstwo, były przypadkami udowodnionymi. Natomiast ile było takich które nigdy nie ujrzały światła dziennego, przez co nie pozostał po nich żaden ślad w historii? Sam fakt że mówi się o potajemnym romancie Krassusa z westalką jest w tej kwestii niezwykle wymowny). Co ciekawe, nie czynił tego jednak powodowany miłością czy pożądaniem a... chciwością, gdyż miała Licynia sporych rozmiarów majątek ziemski pod Miastem, na który miał chrapkę Krassus. Czarował więc ją, szepcząc piękne słówka o miłości i tak długo nachodził, aż kobieta oczarowana jego względami, przepisała na niego cały swój majatek. Gdy to uczyniła, zaloty się skończyły a Krassus - twierdząc że muszą przestać się spotykać ze względu na podejrzenia jakie wokół ich kontaktów narastają - przestał ją więcej odwiedzać (Krassus był przykładem biznesmena bez skrupułów, dążącego do raz obranego celu wręcz po trupach). Miał też jednak ciekawe pomysły i żyłkę pioniera, wiedział w co zainwestować aby zbić na tym spory majątek. Tak było choćby w czasie, gdy przyłączywszy się do wojsk Sulli, gdy ten zdobył Rzym, wiele budynków w mieście padło ofiarą ognia wywołanego przez rozzuchwalone żołdactwo. Krassus wpadł wówczas na ciekawy pomysł, otóż ze swoich niewolników utworzył pierwsze w Rzymie, stałe oddziały straży pożarnej, które (za odpowiednią opłatą) gasiły pożary w Mieście (częstokroć Krassus skupował poważnie zniszczone domy czynszowe, odnawiał je potem dzięki pomocy swoich niewolników-architektów i następnie wynajmował za odpowiednie pieniądze. Dzięki temu zbił ogromny majątek. Ponoć istniała taka plotka, jakoby ludzie Krassusa specjalnie podpalali budynki na których mu zależało i nie gasili płonącego domu dopóty, dopóki mieszkańcy nie sprzedali go Krassusowi po takich cenach jakie ten sobie zażyczył - dopiero potem przystępowali do gaszenia pożaru. Ale czy była to tylko plotka?).




Gnejusz Pompejusz - drugi wielki Triumwir, urodził się na dzień przed kalendami października (dokładnie 29 września 106 r. p.n.e., jako że wrzesień liczył w rzymskim kalendarzu 29 dni, zaś kalendy rozpoczynały się zawsze pierwszego każdego miesiąca), za konsulatu Kwintusa Serwiliusza Cepiona i Gajusza Atyliusza Serranusa. Ojciec jego - Gnejusz Pompejusz Strabon (Zezowaty) nie miał (w odróżnieniu od ojca Krassusa) dobrej opinii wśród samych Rzymian (choć wielbiły go oddziały sprzymierzeńców z Picenum, stąd jego syn miał potem łatwiejszą drogę w zwerbowaniu weteranów ojca z tych ziem). Za młodu Pompejusz towarzyszył ojcu podczas walk z popularami. Tam też wykrył spisek niejakiego Lucjusza Terencjusza, który namówiony przez Cynnę poprzysiągł zgładzić obu Pompejuszów - ojca i syna. Został jednak złapany w pułapkę i stracony (wcześniej ktoś bowiem zdradził Pompejuszowi co Terencjusz planuje uczynić i ten był już na to przygotowany). Gdy Pompejusz Strabon zginął rażony piorunem (87 r. p.n.e.) młody 19-letni Pompejusz Młodszy wycofał się na pewien czas w domowe pielesze (tym bardziej że został mu wytoczony proces o nadużycia finansowe ojca, lecz udało mu się udowodnić że za całą sprawę odpowiada niejaki Aleksander - wyzwoleniec Pompejusza Strabona, który miał pieczę nad księgami i przez jego ręce przechodziły wszelkie łupy oraz kosztowności). W tym też czasie zwolennicy Cynny zdemolowali mu dom. Pompejusz zakochał się następnie w kurtyzanie o imieniu Flora. Pompejusz miał ponoć przystojny wygląd i miły sposób bycia. Z Florą spędzał wiele wolnego czasu i ponoć raz doszło na tym tle do sporu z niejakim Geminiuszem (przyjacielem Pompejusza), który także chciał "stosunków z Florą". Ponieważ była ona kurtyzaną, jej czas był cenny i każdy chętny musiał zapłacić za jej towarzystwo, ale ponoć z Pompejuszem miała szczególny kontakt i zawsze rozstawała się z nim z żalem. Cóż, we Florze zakochał się także Pontifex Maximus - Lucjusz Cecyliusz Metellus Dalmatikus (notabene - ojciec Cecylii Metelli - żony Korneliusza Sulli), ten sam, który sądził westalki: Emilię, Licynię i Marcję (114 r. p.n.e.). Ponoć, gdy ozdobił (na własny koszt) świątynię Dioskurów (Kastora i Polluksa) umieścił w niej również portret Flory - jako bogini, wschodzącej Jutrzenki (oczywiście obraz nie zachował się do naszych czasów). Po rozstaniu z Florą, Pompejusz nawiązał krótki romans z żoną swego wyzwoleńca - Demetriosa (choć potem - pomimo jej niezwykłej urody - zerwał z nią, gdy zaczęto mu wytykać że sypia z mężatkami). Ostatecznie poślubił córkę pretora Antystiusza - Antystię (lecz potem nie uda mu się ochronić teścia przed śmiercią, gdy Sulla zacznie wprowadzać w Rzymie swoje krwawe rządy i mścić się na każdym, na którego choćby tylko padnie blady cień sympatii dla Mariusza, Cynny, Karbona i innych popularów). 




Do tego przeciwnego obozu należał zaś trzeci późniejszy Triumwir, ożeniony z córką Korneliusza Cynny - Kornelią, którą szczerze kochał i z którą odmówił rozwieść się nawet pod groźbą utraty życia (dyktator Sulla dał mu propozycję nie do odrzucenia - albo rozwiedzie się z Kornelią i wówczas może żyć w spokoju, albo też czeka go śmierć). Tym trzecim Triumwirem był oczywiście 17-letni wówczas potomek bogini Wenery - Gajusz Juliusz Cezar, ten, który następnie ocali Republikę (i zapoczątkuje nową formę rządów zwaną Cesarstwem, choć pierwszym princepsem stanie się dopiero jego stryjeczny wnuk - Gajusz Oktawiusz, zwany również Oktawinem Augustem). Ale o nim już w następnej części.


PIERWSZE SPOTKANIE POMPEJUSZA I CEZARA



TRIUMWIROWIE
(GNEJUSZ POMPEJUSZ WIELKI, MAREK LICYNIUSZ KRASSUS i GAJUSZ JULIUSZ CEZAR)



TRZYDZIEŚCI PIĘĆ LAT PÓŹNIEJ CI DWAJ PRZYJACIELE 
STANĘLI PRZECIWKO SOBIE W WALCE O WŁADZĘ NAD 
RZYMEM I CAŁYM IMPERIUM





CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...