WYŚWIETLENIA

15 września 2026

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. XIV

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. XIV






 Istniejący od 22 stycznia 1924 r. lewicowy (laburżystowski) rząd Ramsay'a MacDonalda - 2 lutego nawiązał stosunki dyplomatyczne ze Związkiem Sowieckim. Krok ten nie był zbyt popularny na Wyspach (mimo dość intensywnej w roku 1920 współpracy brytyjsko-sowieckiej za rządów Lloyda George'a) i nawoływania o zerwanie tych stosunków zaczęły z czasem być coraz intensywniejsze wśród brytyjskiej opinii publicznej i polityków, ale w tamtym okresie nawiązanie stosunków dyplomatycznych z pierwszym komunistycznym państwem na świecie było uważane za działanie mogące pozytywnie wpłynąć na brytyjski handel i przemysł.

15 lutego rząd sowiecki, pragnąc powstrzymać galopującą inflację i przeciwdziałać zerwaniu połączeń na linii miasto-wieś (co spowodowane było wybuchem rewolucji bolszewickiej i Wojny Domowej w Rosji, a co do tego momentu nie zostało naprawione) wprowadza - obowiązujące od lipca 1922 r. (na równi z innymi "sowznakami" - również starymi carskimi rublami, przemianowanymi jedynie na sowieckie totemy płatnicze) tzw.: "czerwońce" jako jedyny, obowiązujący na terenie Związku Sowieckiego środek płatniczy (z czasem przywróci się również nazwę ruble). Pozwala to nieco zahamować inflację, ale problem tzw. "nożyc" (czyli rozchodzenia się wsi od miasta tak jak rozwierają się otwarte nożyce, co w sowieckiej terminologii było dosyć często używanym pojęciem) choć powoli zostaje usunięty, wciąż jeszcze trwa. Co prawda w 1924 r. partia bolszewicka wprowadza hasło "Frontem do wsi", a sojusz robotniczo-chłopski zostaje uznany za podstawę polityki państwa (dopiero od roku 1924, wcześniej chłopi byli uważani za taki sam element kontrrewolucyjny, jak arystokraci, kler prawosławny - nie tylko zresztą - oraz dawni oficerowie i policjanci carscy), to mimo wszystko zszywanie wsi z miastem wciąż idzie bardzo opornie. Bucharin co prawda wzywa chłopów w swych apelach: "Bogaćcie się, uprawiajcie swe pola i nie obawiajcie się restrykcji", ale cel tej akcji jest jasny, ponowne uruchomienie dostaw produktów żywnościowych do miast (wcześniej bowiem, zarówno w czasie rewolucji jak i po zakończeniu Wojny Domowej, chłopi zaprzestali produkcji rolnej w sowieckiej Rosji, gdyż władze bolszewickie odbierały im owoce ich pracy. Handel zamarł, a co za tym idzie nie było płacących podatki ani kupujących, gdyż chłopi niczego nie produkując, jednocześnie niczego też nie nabywali). Po wprowadzeniu Nowej Ekonomicznej Polityki na X Zjeździe WKP(b) w marcu 1921 r. od lipca tego roku zaczęto wprowadzać wolność gospodarczą rzemieślnikom i małym zakładom przemysłowym - ale wszystkie przedsiębiorstwa które zatrudniały 20 i więcej pracowników, pozostawały w rękach państwa. Zaprzestano też przymusowego ściągania zboża od chłopów, a obowiązek jego dostarczania zamieniono na podatek, który miał dać chłopom poczucie traktowania ich przez państwo sowieckie zgodnie prawem. Chłopi mogli zachować to, co udało im się uzyskać z uprawy ziemi, prowadzić wolny handel i zatrudniać pracowników najemnych. Co prawda rok 1924 nawiązywał jeszcze do najgorszych praktyk z czasów Wojny Domowej (tym bardziej że nieurodzaj jaki ogarnął rosyjską wieś w tymże roku był tak duży, że państwo musiało ponownie konfiskować produkty rolne i nawet Dzierżyński pisał że taka praktyka nie powoduje polepszenia się wizerunku Partii wśród mas chłopskich, a wręcz przeciwnie, partia znów uważana jest za najgorszego "szatana", gdyż odbiera chłopom wszystko to, co udało im się wytworzyć). Aby zasypać podziały na linii miasto-wieś organizowano wypady na wieś z akcją masowego czytania książek chłopom, a po rozpoczęciu leninowskiej elektryfikacji, zaczęto nawet chłopom w chatach montować żarówki, co też budziło ogromną ciekawość ale i niezadowolenie, jako że w elektryfikacji upatrywano "czarciego podstępu" i zdarzało się że niszczono nie tylko żarówki, ale również słupy wysokiego napięcia. Oczywiście to jeszcze była pieśń przyszłości, ale państwo sowieckie postawiło sobie dwa główne cele: "Komunizm to władza sowiecka i elektryfikacja". Poza tym rok 1924 w rosyjskich miastach był związany ze wzrostem bezrobocia i masowymi zwolnieniami setek niewykwalifikowanych pracowników (co powodowało strajki i nowe bunty robotnicze w miastach).




22 lutego 1924 r. w Magdeburgu założono social demokratyczne stowarzyszenie weteranów pod nazwą Reichsbanner Schwarz-Rot-Gold ("Czarno-Czerwono-Złoty Sztandar Rzeszy"). Inicjatywa wyszła od Otto Hörsinga i Karla Höltermanna, którzy wciągnęli do współpracy przedstawicieli SPD, DDP (Niemieckiej Partii Demokratycznej) i katolickiej Partii Centrum. Z założenia miała być to formacja apolityczna i bezpartyjna, grupująca weteranów I Wojny Światowej (jednak najczęściej o lewicowych przekonaniach politycznych). Była to też organizacja ściśle męska, kobiet tam nie dopuszczano (tym bardziej że kobiety w czasie I Wojny Światowej w wojsku nie służyły, więc nie mogły być też weteranami). Reichsbanner Schwarz-Rot-Gold miała stać na straży niemieckiej konstytucji (z 11 sierpnia 1919 r.) i Republiki Weimarskiej. Do końca lat 20-tych organizacja ta liczyła ponad 1,5 miliona członków i była bodajże największą organizacją w Niemczech Weimarskich, a jej najpoważniejszym przeciwnikiem był "Związek Żołnierzy Frontowych Stahlhelm" - organizacja o nieco bardziej prawicowej barwie politycznej. Po dojściu Hitlera do władzy, w marcu 1933 r. organizacja ta została rozwiązana.

26 lutego w Monachium rozpoczął się proces o zdradę członków i autorów puczu monachijskiego Hitlera (8-9 listopada 1923 r.). Zakończy się on wyrokiem skazującym - 1 kwietnia tego roku (do czego jeszcze wrócimy).

Dwa dni później (28 lutego) prezydent Rzeszy Friedrich Ebert znosi stan wyjątkowy, wprowadzony 26 września 1923 r. na terenie całego kraju, w związku z rewolucyjnymi wystąpieniami zarówno lewicowymi jak i prawicowymi, wybuchającymi na terenie różnych niemieckich krajów. Po wprowadzeniu 15 listopada 1923 r. do obiegu tzw.: marki rentowej (Rentenmark), sytuacja ekonomiczna kraju zaczyna się stabilizować. Dzięki zagranicznym pożyczkom produkcja przemysłowa i handlowa zaczęła bardzo szybko rosnąć, a w roku 1928 dochód narodowy w Niemczech stanowił 150 % dochodu narodowego z roku 1913. Prosperita lat 20-tych postępowała, aż do krachu finansowego na Wall Street w październiku 1929 r.




3 marca 1924 r. tureckie Zgromadzenie Narodowe oficjalnie znosi Kalifat i wydala z kraju wszystkich przedstawicieli dynastii Osmanów. Również zostają zamknięte wszystkie muzułmańskie szkoły religijne i sądy. Jest to już ostatni element tworzenia nowego tureckiego państwa, po zniesieniu Sułtanatu (1 listopada 1922) i ogłoszeniu republiki (29 października 1923 r.). Kraj pod rządami Atatürka Mustafy Kemala Paszy (prezydent Turcji od 29 października 1923 r. przewodniczący Wielkiego Zgromadzenia Narodowego od 24 kwietnia 1920 r. Prezydentem pozostanie aż do swej śmierci - 10 listopada 1938 r.) przechodzi niezwykle przyśpieszony kurs modernizacyjny (sam fakt że w Turcji wprowadzono wówczas alfabet łaciński - co spowodowało że Turcy musieli się mentalnie przestawić na naukę zupełnie nowych liter, pokazuje jak silna była to rewolucja i jak głęboko dotknęła wszystkie praktycznie przejawy dotychczasowego życia społeczno-politycznego). Tworzy się zupełnie nowy kraj i... zupełnie nowy naród. 

W marcu odbyło się plenum Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. Miało się ono zająć nową rolą partii po klęsce październikowo-listopadowej rewolucji niemieckiej i wydarzeń krakowskich (z 6 listopada 1923 r.). Dotychczasowe przywództwo partyjne 3W (Warski-Wera-Walecki) starało się tym samym jakoś wytłumaczyć przed Kominternem i Moskwą ze swoich działań. Owe plenum było jednak już ostatnim zjazdem pod tym kierownictwem. Sypano jednak głowy popiołem, deklarując że brak było w partii umiejętności manewrowania politycznego, za wzór niedościgniony stawiając oczywiście partię bolszewicką. Szukano też winnych spośród "lewicy partyjnej", twierdząc że nie trzeba było pisać listów, tylko bardziej mobilizować masy do walki i tego typu pierdolety komunistyczne bez większego znaczenia. W lipcu 1924 r. w KPRP zajdą zdecydowane zmiany i władzę przejmie dotychczasowo marginalizowana partyjna lewica.




13 marca 1924 r. prezydent Rzeszy Friedrich Ebert przedterminowo rozwiązuje Reichstag. Powodem tego jest krytyka nadzwyczajnych pełnomocnictw rządu Wilhelma Marxa. Marx (kanclerz Rzeszy od 30 listopada 1923 r. po upadku Wielkiej Koalicji Gustawa Stresemanna - który notabene aż do swej śmierci w październiku 1929 r. we wszystkich kolejnych rządach pozostanie realizatorem niemieckiej polityki zagranicznej - o wybitnie antypolskim ostrzu) przewodniczący Partii Centrum, dąży do wprowadzenia dosyć drastycznych finansowych, gospodarczych i społecznych reform, które nie podobają się opozycji (a które związane są właśnie ze zbiciem inflacji i wprowadzeniem nowej niemieckiej waluty - marki rentowej). Dąży więc do uniemożliwienia debaty w parlamencie na ten temat i tutaj prezydent Ebert idzie mu w sukurs, rozwiązując Reichstag i wyznaczając nowe wybory na początek maja 1924 r. 

16 marca w Krakowie odbywa się I Zjazd Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej "Życie" - czyli grupy komunizujących działaczy, którzy opuścili ZNMS (będący legalną przybudówką Związku Młodzieży Komunistycznej zakazanej w Polsce).

21 marca prokuratura podczas monachijskiego procesu Adolfa Hitlera żąda dla niego 8 lat więzienia za zdradę stanu. Wszyscy oskarżeni (wraz z Ludendorffem) nie przyznają się do winy i jedynie Hitler oficjalnie twierdzi że - tak - pragnął obalić rząd, gdyż jest on hańbą na powojennym obliczu Niemiec i jeśli sąd skarże go na śmierć, gotów jest zginąć za Niemcy. Zresztą Hitler cały proces wykorzystuje do agitacji politycznej, wygłaszając długie przemowy, które robią ogromne wrażenie nie tylko na zebranych widzach, ale również na samym sędzim. Popularność Hitlera znacznie wzrasta.




24 marca amerykańska Izba Reprezentantów zatwierdza pakiet pomocowy w wysokości 10 milionów dolarów na zakup żywności dla niemieckich kobiet i dzieci. Tym sposobem (jeszcze przed przyjęciem planu Dawesa) kasa wszelkich form pomocowych i pożyczkowych płynie do Niemiec zwartym strumieniem, pozwalając im nie tylko stanąć na nogi ale i rozwinąć produkcyjną ekspansję.

11 marca 1924 r wraz z listem do rektora Uniwersytetu Wileńskiego - Parczewskiego, Marszałek Józef Piłsudski wysyła mu przyznaną przez rząd rentę w wysokości 2 miliardów marek polskich (oczywiście kwoty sprzed dewaluacji marki i wprowadzenia złotówki). Piłsudski w tym liście pisze: "Stanowi to wypłacane mi teraz miesięcznie coś w rodzaju pensji za uprzednie moje prace w państwie; wobec tego, że nie mogę się pogodzić z myślą, bym taką pensję brał na swe potrzeby - oddaję ją na te czy inne cele publiczne, wybierając te, które z moją poprzednią pracą w państwie najsilniej były związane". Piłsudski od tej chwili żyje tylko z wykładów i z książek (a nie są to zbyt duże dochody, co powoduje że wraz z rodziną żyje bardzo skromnie). Zresztą w kręgu Jego najbliższych współpracowników (Sławek, Prystor) było to dosyć popularne, a pieniądze nie były tam uważane za coś innego niż tylko środek służący do realizacji pewnego celu, natomiast na pewno nie służący do bogacenia się, gdyż bogacenie się nie uważano za najważniejsze w życiu człowieka (oczywiście ten stan rzeczy można zrozumieć i ja go nawet pochwalam, bo i ja nie przywiązuję do pieniędzy zbyt wielkich względów, aczkolwiek należy sobie powiedzieć że bez pieniędzy realnie tracimy swoją wolność i to trzeba sobie uzmysłowić. Choć oczywiście możemy mówić że jesteśmy wolni nie mając pieniędzy i czuć się nawet wolnymi, to realnie niczego nie osiągniemy nie mając nic na tym świecie).

12 marca decyzją Ligi Narodów ustalono ostatecznie nasze granice z Czechosłowacją na Spiszu. Kacwin i Niedzica zostały co prawda przyznane Polsce, ale Jaworzyna z doliną Białej Wody - Czechosłowacji. Byli tacy, którzy tę decyzję w Polsce mocno przeżyli, utożsamiając ją jako krzywdzącą.

16 marca włoski poeta, żołnierz i bohater I Wojny Światowej - Gabriele d'Annunzio, otrzymuje od króla Wiktora Emmanuela III dziedziczny tytuł księcia Nevoso. d'Annunzio był człowiekiem który ciągle poszukiwał silnych wrażeń i to zarówno na polu bitwy jak i alkowie. Fizycznie ten człowiek nie wyglądał na supermana, a wręcz przeciwnie - niewysoki, niezbyt przystojny, ale drzemała w nim niespożyta energii do walki, wielokrotnie wykazywał się w trakcie I Wojny Światowej bohaterskimi czynami, osobiście zgłaszając się do trudnych akcji bojowych wymagających nie tylko dużej odwagi, ale również sporej inteligencji. Ciągle mu było mało, więc ciągle chciał więcej, w 1909 r. zrobił nawet kurs szybowcowy - zafascynowany lotnictwem. Ale jego bojowe wyczyny to jedno, inna kwestia to jego niezwykły talent literacki, zresztą był to też człowiek bezkrytyczny wobec siebie samego i niezwykle arogancki pod tym względem (zapytany kiedyś który z włoskich pisarzy i poetów był największy w dziejach, odparł: "Dante, Leopardi i i ja. Wszyscy pozostali to gitarzyści"). I rzeczywiście jego dzieła prawie zawsze okazywały się bestsellerami, chociaż niestety zarówno w naszym kraju jak i w Niemczech czy krajach skandynawskich, o Rosji nie wspominając - jego twórczość jest praktycznie nieznana. Ale ten miłośnik przygód kochał nie tylko wojaczkę i literaturę, przede wszystkim bowiem kochał kobiety, od których wręcz nie mógł się opędzić (a jak wspomniałem wyżej, nie był żadnym adonisem). Miał tyle kochanek, że zrobił sobie z nich odpowiedni katalog i każdą umieścił w tym katalogu pod odpowiednią literą i cyfrą. Był też miłośnikiem nieco bardziej swobodnych praktyk seksualnych, a mianowicie lubił sadyzm łóżkowy i często okrutnie bił swoje kochanki pejczem po pośladkach lub plecach w czasie zabaw erotycznych. Kobiety tak bardzo pragnęły jego towarzystwa, że często rywalizowały ze sobą która pierwsza wyląduje w jego alkowie (chociaż zdarzało się że sypiał też z kilkoma na raz). Gabriele d'Annunzio warty jest również odnotowania co do jednej ważnej rzeczy, a mianowicie to właśnie on upowszechnił rzymski salut, który później wykorzystywał Benito Mussolini w faszystowskich Włoszech a w nazistowskich Niemczech Adolf Hitler. d'Annunzio był bowiem rozmiłowany w antyku i potędze Imperium Rzymskiego, pragnął bowiem jego odrodzenia i odtworzenia, a z Włoch uczynienia centrum śródziemnomorza. W roku w którym król Wiktor Emanuel III nadał mu tytuł księcia Nevoso, d'Annunzio miał już 61 lat.






d'Annunzio był również tym, który dokonał zajęcia miasta Fiume nad północnym Adriatykiem (11 września 1919 r.) i utrzymał je przez krótki czas, nie godząc się z planami zwycięskich mocarstw (Włochy również chodziły do tego grona), pragnących pozbawić Włoch tego miasta. Ostatecznie rozwiązano problem Fiume dopiero 27 stycznia 1924 r. traktatem włosko-jugosłowiańskim, na mocy którego samo miasto zostało przyłączone do Włoch, ale okoliczne tereny pozostały w granicach Jugosławii. W tym czasie we Włoszech coraz większą rolę zaczęli odgrywać faszyści, w końcu Benito Mussolini od 31 października 1922 r. stał na czele faszystowskiego rządu Włoch, ale nie miał jeszcze pełnej władzy. Już 14 stycznia 1923 r. król Wiktor Emmanuel na wniosek Mussoliniego zalegalizował ochotniczą milicję faszystowską. Zaczynały się nowy czasy, w których duce będzie chciał kontrolować nawet to, co Włosi jedzą, gdyż w latach 20-tych (mniej więcej około 1925) wydał bowiem bezwzględną walkę... spaghetti - ulubionej potrawie Włochów, ale o tym opowiem w kolejnych częściach.




CDN.

13 września 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XVIII

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. XIV






POWRÓT DO MANISY
Cz. II



 A teraz znów na moment przenieśmy się na północ, do Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, gdyż właśnie wówczas, z początkiem roku 1447 wielki książę Kazimierz Jagiellończyk rozpoczął przygotowania do wyjazdu do Krakowa i odbycia własnej koronacji. Pomimo faktu że urodził się w Krakowie, w Polsce, język polski był jego pierwszym językiem, a także czuł się Polakiem, to będąc już władcą Litwy od siedmiu lat, związał się z tym krajem znacznie silniej i zanim wyjechał, musiał zabezpieczyć Litwę na wypadek nieprzewidzianych ataków z zewnątrz. W lipcu roku 1445 w bitwie pod Suzdalem poniósł klęskę i dostał się do niewoli Tatarów z Chanatu Kazańskiego wielki książę moskiewski Wasyl II. Moskiewski stolec objął wówczas jego konkurent polityczny, władca Uglicza - Dymitr Szemjaka. Wasyl jednak zebrał olbrzymią sumę na okup za siebie i już w październiku 1445 r. został przez Tatarów uwolniony, a następnie odzyskał Moskwę. W tym czasie 7000 oddział litewski urządził wypad w rejon Kaługi, zmuszając to miasto do zapłacenia okupu, jednocześnie był to ostatni epizod trwającej od 1442 r. wojny litewsko-moskiewskiej (chociaż pokój zawarty został dopiero w roku 1449). Jednak w lutym 1446 r. Wasyl został schwytany przez ludzi Dymitra Szemjaki w soborze sergiuszowskim (Ławra Trójcy Świętej) pod Moskwą, a następnie oskarżony o sprzyjanie Tatarom (zapytano się go: "Dlaczego tak kochasz Tatarów, że oddajesz im ruskie miasta na pożogę i zniszczenie, dlaczego tak cenisz pogan, że oddajesz im chrześcijańskiej ziemie?"). Następnie Wasyl został oślepiony z rozkazu Dymitra Szemjaki z zemsty za utratę jednego oka przez brata Dymitra - Wasyla Kosoja (notabene Kosoj sam sobie wyłupał oko, ale działo się to w trakcie walk z Wasylem II więc on został o to oskarżony), a następnie wysłany wraz z żoną do jednego z klasztorów, gdzie miał dokończyć żywota, zaś Dymitr Szemjaka w lutym 1446 r. został już oficjalnie wielkim księciem moskiewskim. Kazimierz Jagiellończyk uznał jednak ten właśnie moment za dogodny, aby wtrącić się w wewnętrzne sprawy Wielkiego Księstwa Moskiewskiego i zaoferował pomoc obalonemu Wasylowi II (na Litwie organizowano zaciągi dla owego kniazia). Zwolennicy Wasyla złożyli przysięgę obalonemu kniaziowi i w lutym 1447 r. przywrócili go na moskiewski stolec. To całkowicie zmieniło dotychczasową politykę Kazimierza względem Wasyla i tak już 20 lutego 1447 r w Wilnie przyjął on hołd lenny od władcy księst nowosilskiego i odojewskiego nad Oką - Fedora Lwowicza, który miał zabezpieczać granice Litwy przed ewentualnym atakiem Wasyla moskiewskiego. 




Kazimierz - jeszcze przed wyjazdem z Wilna - nadał też bojarom litewskim (2 maja 1447 r.) wszystkie przywileje szlachty polskiej, a przede wszystkim przywilej bezpieczeństwa osobistego, który gwarantował litewskim bojarom iż nie mogą zostać uwięzieni, ani też ich majątek nie może zostać skonfiskowany, dopóki wcześniej sądownie nie udowodni im się winy (prawo "Neminem Captivabimus..." wprowadzone zostało w Koronie Królestwa Polskiego już w roku 1425, ale weszło w życie dopiero w 1430, aczkolwiek po raz pierwszy skutecznie zostało zastosowane w roku 1427 w czasie oskarżenia królowej Sonki o cudzołóstwo. To właśnie wówczas Władysław II Jagiełło zwolnił przebywającego w lochu rycerza Hińczę z Rogowa - oskarżonego o intymne kontakty z królową - właśnie na mocy tego prawa, które tak naprawdę jeszcze wówczas nie weszło w życie, czyli była to królewska dobra wola aby ostatecznie oczyścić królową Sonkę i wszystkich którzy byli w to zaangażowani z zarzutów zdrady). Teraz tym samym prawem mogli cieszyć się bojarzy litewscy. Dodatkowo Kazimierz zniósł również odpowiedzialność zbiorową w sprawach karnych (z wyjątkiem zarzutu zdrady stanu), zwolnił poddanych bojarów z wszelkich opłat na rzecz wielkiego księcia (czyli siebie samego), a także zezwolił bojarom opuszczać Wielkie Księstwo czy to dla szukania sławy rycerskiej, czy też dla zdobywania wiedzy. Kazimierz bowiem pragnął pozostawić po sobie dobrą pamięć wśród Litwinów i uniemożliwić im podjęcie jakichkolwiek prób wyboru innego niż on władcy na wielkoksiążęcy stolec w Wilnie. Następnie Kazimierz Jagiellończyk opuścił Wilno i udał się na swą koronację do Krakowa.




Oczywiście przyjazd nowego króla musiał być odpowiednio przywitany, zatem królowa-matka Zofia (Sonka) Holszańska powitała syna w Sandomierzu, a w Nowym Mieście Korczynie (nieopodal Krakowa) spotkał się Kazimierz z biskupem krakowskim Zbigniewem Oleśnickim i wojewodą Janem Tęczyńskim. 23 czerwca 1447 r. Kazimierz uroczyście wjechał do Krakowa, witany wszędzie radosnymi okrzykami i wiwatami swych przyszłych poddanych (wcześniej jeszcze, przed bramami krakowskiego grodu spotkał się z prymasem Wincentem Kotem i innymi biskupami Korony, a także władzami Akademii Krakowskiej). Król najpierw udał się do Katedry Wawelskiej (którą następnie hojnie obdarował), gdzie modlił się wraz z poddanymi w intencji pomyślności swego panowania. Towarzyszyła mu tam matka, która ledwie co mogła ukryć radość z powodu powrotu syna do kraju i jego koronacji. Nad drugi dzień (24 czerwca) zjechali się do Krakowa książęta mazowieccy - Bolesław i Władysław, oraz czterech książąt śląskich. W orszaku króla z Litwy przybyli zaś stryj Kazimierza - Świdrygiełło, wujowie ze strony matki - Wasyl Krasny Drucki i Jurij Diemianowicz Holszański, a także krewny ojca - Wasyl Olelkowicz - książę kijowski. Sama koronacja królewska odbyła się 25 czerwca, a dokonał jej biskup gnieźnieński i prymas Polski - Wincenty Kot. Obecni byli także biskupi krakowski, włocławski, płocki i kamieniecki, a także arcybiskup Lwowa. W czasie tej koronacji po raz pierwszy pewne funkcje w otoczeniu monarchy pełnili także ludzie świeccy, jak choćby kasztelan krakowski który trzymał koronę na złotej tacy, wojewoda krakowski trzymał berło, wojewoda poznański królewskie jabłko, a wojewoda sandomierski Szczerbiec - miecz koronacyjny królów polskich (legenda głosi że jego wyszczerbienie wzięło się od uderzenia nim w Złotą Bramę kijowską przez króla - choć jeszcze nie koronowanego - Bolesława I Chrobrego w roku 1018, ale jest to tylko piękna legenda, tak naprawdę ów miecz powstał znacznie później). Ceremonia przebiegła wyśmienicie, aczkolwiek astrolodzy stwierdzili że koniunkcja planet jest niesprzyjająca i że koronacja odbyła się w "złym dniu", ale tego już nie można było cofnąć (😉). Kazimierz - nowy król Polski (w chwili koronacji miał 20 lat, jego matka zaś około 40) - spędzał teraz kolejne dni praktycznie jedynie w towarzystwie matki. Wspólnie wyjeżdżali na przejażdżki i na polowania i w ogóle spędzali w swoim towarzystwie mnóstwo czasu. Ale Kazimierz musiał wracać do Wilna, i tak też się stało w kilka tygodni po jego koronacji, ponownie opuścił matkę, Kraków i swoich polskich poddanych (Sonka powiedziała że wkrótce odwiedzi go w Wilnie, aczkolwiek nie lubiła tam jeździć - chociaż z pochodzenia była Litwinką. Być może głównym powodem tej niechęci był fakt, że w Wilnie trudno jej było utrzymać ogromny dwór jaki posiadała i jaki ze sobą wszędzie zabierała).


KRÓLOWA-MATKA 
ZOFIA (SONKA) HOLSZAŃSKA





A tymczasem (jak już wspominałem w poprzedniej części) w Dimotyce (czyli już po europejskiej stronie cieśnin dardanelskich) niewolnica imieniem Gulbahar (najprawdopodobniej była chrześcijanką z Albanii, a potem już jako niewolnica i konkubina następcy tronu Mehmeda Celebiego musiała przyjąć islam) w grudniu 1447 r. powiła syna, któremu następnie nadano imię Bajazyd (na cześć pradziada Mehmeda - Bajazyda I Błyskawicy). Skoro już zimą 1447 r. (czyli w roku po oddaniu władzy w ręce swego ojca Murada II) Mehmed Celebi przebywał po europejskiej stronie cieśnin, to znaczy że ojciec wydał mu taki rozkaz (sam z pewnością nie opuściłby Manisy, narażając się na gniew sułtana). Rzeczywiście, Murad przygotowywał się do kolejnej wyprawy (po rozbiciu Związku Peloponeskiego w latach 1446-47 i ponownemu podporządkowaniu sobie Attyki, Tebajdy, Lokrydy i oczywiście z samego Peloponezu - rządzonego przez Konstantyna Paleologa, o czym pisałem już w poprzedniej części), tym razem przeciwko Albanii, w której coraz większe postępy czynił Jerzy Kastriota z Amathii - dawny poddany a nawet osmański żołnierz, teraz zwany Skanderbegiem - przywódcą i ojcem wszystkich Albańczyków, który za punkt honoru postawił sobie wypędzenie Osmanów ze swych rodzinnych ziem). Prawdopodobnie obecność Mehmeda w Dimotyce była związana z transportem miedzi i cyny oraz ludwisarzy z Anatolii, których nakazał mu ściągnąć ojciec do spodziewanej kampanii albańskiej, ale zapewne już latem 1448 r. Mehmed Celebi ( wraz ze swoją ukochaną, matką jego syna) powrócił do Manisy. Ale w tym właśnie czasie pojawiło się inne niebezpieczeństwo - północne. Odżyły bowiem Węgry, które teraz pragnęły pomścić klęskę, zadaną im cztery lata wcześniej przez Osmanów pod Warną, i na tym właśnie musiał skupić się sułtan Murad.




Fryderyk III Habsburg, król Niemiec i książę Styrii, Karyntii i Karnioli w dalszym ciągu nie zezwalał na wyjazd 8-letniego wówczas Władysława Pogrobowca na Węgry, aby tam mógł wreszcie zasiąść na tronie (gdzie oczekiwano jego przybycia w coraz większą determinacją i niepokojem). Od Sejmu z roku 1446 pełna regencja w czasie nieobecności króla w kraju, została skupiona w rękach wielkiego magnata Jana Hunyady'ego, który już w roku 1447 zapewnił sobie prawo wyłącznego administrowania dochodami królewskimi i ściągania dochodów królewskich. Wszystko bowiem teraz było postawione w kierunku odtworzenia armii i pomszczenia klęski warneńskiej i rzeczywiście, uniezależniając się (a przede wszystkim finansowanie nowej armii) od kaprysów wielkich baronów, Hunyady stworzył potężną armię zaciężną, złożoną w ogromnej większości z Polaków, Czechów i Niemców, natomiast Węgrów było tam niewielu. Od kierowania tą armią odsunął również magnatów węgierskich, a ułatwiała mu to deklaracja złożona jeszcze na Sejmie roku 1446, iż sam ma dbać o finansowanie armii i obronę państwa. Oczywiście oprócz silnego wojska warto również mieć sojuszników, i o to też starał się Jan Hunyady, ale na tym polu nie odniósł większych sukcesów (Europa była zmęczona kolejnymi nawoływaniami do odepchnięcia zagrożenia osmańskiego, a także przerażona konsekwencjami, jakie chociażby przyniosła Warna). Jako swego sojusznika widział Hunyady despotasa Serbii Jerzego Brankovicia (ojca sułtanki Mary), tym bardziej że w tym właśnie czasie zaręczył on swego syna Władysława Hunyady'ego z wnuczką Brankovicia - Elżbietą, ale wsparcia nie uzyskał. Na jego apel o wspólną wyprawę krzyżową przeciw Osmanów, Branković odpowiedział już nie dysponuje odpowiednimi siłami, a jak sądzi również Hunyady nie dysponuje wojskiem zdolnym oprzeć się potędze Murada II, dlatego lepiej nie drażnić lwa, bo konsekwencje mogą być tragiczne (Branković obawiał się, że jeśli zerwie dobry układ jaki obecnie ma z Muradem, to ponownie utraci Serbię, a tego nie chciał; tym bardziej że był już stary i wolał stabilizację niż ciągłe ucieczki i szukanie nowych sojuszników oraz walki o odzyskanie dawnego władztwa. Po co walczyć, skoro można na stare lata grzać zreumatyzowane stopy przy kominku 🥴).




Signora również odrzuciła apel Hunyady'ego o przyłączenie się do krucjaty anty-osmańskiej. Wenecja niedawno przecież zawarła dobry układ polityczno-handlowy z Muradem (o czym pisałem w poprzednich częściach), po co więc miałaby teraz psuć sobie dogodną umowę handlową jakąś zawarła, tylko żeby znowu przelewać krew w niepewnej wojnie. Zdeterminowany Jan Hunyady pisał listy nawet do Alfonsa V - króla Aragonii, Sycylii i Neapolu (w tym ostatnim kraju panował jako Alfons I). Ten, chociaż wspierał finansowo i politycznie Skanderbega w Albanii, to jednak sam nie zamierzał angażować się w krucjatę anty-osmańską. Pozostał jeszcze autorytet papieża, a w marcu 1447 r. nowym papieżem (po śmierci z końcem lutego Eugeniusza IV) został wybrany na konklawe Toskańczyk - 50-letni Tomasso Parentucelli/Mikołaj V, który kapelusz kardynalski otrzymał zaledwie trzy miesiące przed swym wyborem na papieża. O ile Eugeniusz IV zamierzał przywrócić majestat papiestwa oraz jego potęgę (między innymi dlatego angażował się w wyprawę Władysława Jagiellończyka przeciwko Osmanom) o tyle Mikołaj V nie był człowiekiem miecza, a raczej humanistą rozmiłowanym w pięknie antyku i jego twórcach. Od walk w obronie wiary Chrystusowej, wolał zacisze własnych komnat, gdzie wertował dzieła Cycerona, Seneki czy Wergiliusza; A poza tym na własnym podwórku w samym Rzymie miał wiele innych problemów (jak choćby konflikt z królem Aragonii Alfonsem V, gdzie wojska neapolitańskie praktycznie stały pod Rzymem, a także problem wewnętrzny z niejakim Stefano Porcaro - republikaninem który nawoływał lud do wygnania papieży z Rzymu i odnowienia Republiki Rzymskiej). Papież więc również nie zamierzał przyjść z pomocą Hunyady'emu. Nowy papież oczywiście twierdził że jak najbardziej popiera szczytną misję wyprawy krzyżowej przeciwko niewiernym Osmanom i ogłasza dyspensę dla wszystkich, którzy wezmą w niej udział, a także Marcin V nadał Hunyady'emu tytułu księcia, ale poza tym nie było żadnego wsparcia, nawet finansowego. W swym gorzkim liście, jaki wówczas Hunyady napisał do papieża, twierdził że jeśli ma zasłużyć na miano księcia Stolicy Piotrowej, to musi uzyskać realne wsparcie w walce z niewiernymi, bo inaczej ów tytuł nic nie znaczy, odpowiedzi nie było.




Mimo to w połowie września 1448 r. Hunyady postanowił rozpocząć nową wojnę z Osmanami (z 8 września datowany jest jeszcze jego list do papieża Marcina V, gdy stał w Kovinie nad Dunajem naprzeciw Belgradu. Despotes Serbii Jerzy Branković już wcześniej ostrzegł sułtana Murada że do takiej inwazji dojdzie (wolał bowiem się ubezpieczyć i na wypadek gdyby - jak sądził - Turcy znów okazali się zwycięzcy, to jego czyn zostałby uznany przez sułtana za przyjacielski, a co za tym idzie, zdobyłby sobie względy Murada i utrzymał władzę). Wojsko Hunyady'ego (złożone głównie z Polaków, Czechów i Niemców w liczbie ponad 24 000 żołnierzy piechoty i jakiś 7000 jazdy) wkroczyło do Serbii, którą traktowano jak kraj nieprzyjacielski, przez co łupiono i palono wsie oraz miasteczka. Po drodze dołączyło jakieś 8000 zbrojnych, wysłanych przez hospodara Wołoszczyzny  -Władysława II. 17 października 1448 r. (po trzech tygodniach od wymarszu) rozłożył się Hunyady obozem na Kosowym Polu w Serbii, gdyż tam właśnie drogę zastąpił mu ze swą armią Murad II (Kosowe Pole zostało zapewne celowo wybrane przez Turków jako miejsce bitwy, gdyż w 1389 Turcy rozbili tam wojska serbskie, czyniąc z Serbii poddaną sobie ziemię). Teraz obie strony szykowały się do ostatecznej bitwy.


CDN.
 

12 września 2026

DEMETRIUSZ, PYRRUS, ARATOS... - Cz. VII

PRAWDZIWI "CELEBRYCI" 
EPOKI HELLENISTYCZNEJ





I
DEMETRIUSZ POLIORKETES
(337-283 r. p.n.e.)
Cz. VII




 W tym też czasie (318 r. p.n.e.) Ptolemeusz osobiście przypłynął na czele floty z Aleksandrii do portu Zefyrion w Cylicji, starając się nakłonić dowódców Srebrnych Tarcz do nie ulegania Eumenesowi. Słał do nich listy, prosząc aby nie dawali mu żadnych pieniędzy i aby nie powierzali mu królewskiego skarbca z Kyindy. Było na to już jednak trochę za późno i listy Ptolemeusza trafiały w próżnię. Wówczas do działania przystąpił Antygon, posyłając do dowódców Srebrnych Tarcz swego przyjaciela (prawdopodobnie był on satrapą Cylicji) - Filotasa, który miał przekonać (czytaj - przekupić) wodzów, aby wystąpili przeciwko Eumenesowi. Spotkał się on więc osobno najpierw z Antygenesem a następnie z Teutamosem, obiecując im ogromne pieniądze i jeszcze większe ziemie pod zarząd, jeśli tylko opuszczą Eumenesa i przyłączą się do Antygona. Antygenes okazał się jednak odporny na obietnice Filotasa, wymówił się też stwierdzeniem iż taka była wola królów, dlatego też poparł Eumenesa. Znacznie łatwiej Filotasowi poszło z Teutamosem, który za obietnice znacznych pieniędzy i własnej satrapii zgodził się opuścić Eumenesa. Jednak aby Srebrne Tarcze mogły zmienić stronę i przyłączyć się do Antygona, potrzebna była również zgoda drugiego dowódcy, czyli Antygenesa a Teutamos obiecał że przekona go do zmiany decyzji. Jednak gdy doszło do spotkania obu wodzów okazało się, że to raczej Antygenes przekonał do swoich racji Teutamosa niż na odwrót. Stwierdził bowiem że Antygon gdy urośnie w siłę, odbierze im ich prowincje i przekaże je swym przyjaciołom, natomiast Eumenes jako Grek niemający większego wpływu na armię macedońską nie odważy się tego uczynić i jeśli oni dochowają mu wierności, on nie tylko będzie traktował ich jak przyjaciół, ale jeszcze doda im nowe satrapie pod zarząd. To logiczne rozumowanie przekonało Teutamosa i znów okazało się że szczęście ciągle nie opuszcza Eumenesa - którego zaczęto nazywać "wybrańcem bogów".




Widząc że jego argumenty nie działają i obawiając się że może zostać aresztowany i wydany Eumenesowi, zaczął Filotas zwracać się do zwykłych żołnierzy z korpusu Srebrnych Tarcz, którym również obiecywał pieniądze za zdradę. Stwierdził też że ma przy sobie list napisany przez Antygona i że należy go odczytać przed frontem wojska. I tak też się stało (gdyż żołnierze wymusili jego odczytanie na swych dowódcach). W liście tym Antygon obiecywał wszystkim nagrody pieniężne w zamian za pochwycenie i zabicie Eumenesa, stwierdzał też, że jeśli rozkaz jego nie zostanie wykonany, przybędzie on ze swą armią i potraktuje Srebrne Tarcze jak swych nieprzyjaciół. Zapanowała więc konsternacja jak należy postąpić, przyjąć żądanie Antygona i wystąpić przeciwko woli królów, czy też pozostać im wiernym i narazić się na gniew Jednookiego? Rozważania te przerwało przybycie do obozu samego Eumenesa, któremu list ów okazano, a ten stwierdził że nie ma tutaj nad czym deliberować, tylko należy wykonać rozkaz królów i aresztować zdrajcę Filotasa. Tak też się stało a żołnierze Srebrnych Tarcz ponownie złożyli przysięgę na wierność Eumenesowi, co jeszcze bardziej umocniło jego pozycję i utwierdziło resztę w przekonaniu, że naprawdę jest on dzieckiem szczęścia. Następnie Eumenes polecił udać się do Fenicji aby tam przejąć władzę nad fenicką flotą i wysłać ją do Macedonii, ku wsparciu sił inwazyjnych Poliperchona, przygotowujących się do przeprawy do Azji Mniejszej w celu ukarania zdrajcy Antygona.


GREK EUMENES z KARDII MIAŁ RZECZYWIŚCIE W TYM CZASIE BARDZO DUŻO SZCZĘŚCIA, CO PRZYCIĄGAŁO DO NIEGO DAWNYCH ŻOŁNIERZY ALEKSANDRA WIELKIEGO
MOŻNA WIĘC GO NAZWAĆ "EUMENESEM SZCZĘŚLIWYM"



Tymczasem Poliperchon miał w Helladzie nieco problemów z Kassandrem - synem zmarłego w 319 r. p.n.e. regenta Antypatra (pomińmy jednak na razie ten konflikt i związane z nim działania wojenne, gdyż bezpośrednio nie dotykają one ani osoby Antygona, ani tym bardziej jego syna Demeteriusza Poliorketesa który jest przecież głównym bohaterem tej serii. Jednak pozwolę sobie powrócić do tych wydarzeń w kolejnych częściach, aby przedstawić pełny obraz ówczesnej rzeczywistości). Regent polecił flocie dowodzonej przez Klejtosa, aby strzegła cieśnin i uniemożliwiła ewentualną próbę przedostania się wojsk Antygona do Tracji i Macedonii. Klejtos przekonał do siebie miasta Propontydy i połączył się z wojskami satrapy Frygii Hellesponckiej - Arridajosa, zamkniętego przez Antygona w Kios (o którym pisałem w poprzedniej części), jego samego zaś (mowa o Arridajosie) - na polecenie Poliperchona - zamykając w lochu. Ku Propontydzie zdążał jednak Nikanor ze Stagiry (komendant macedońskiej załogi twierdzy Munichia w ateńskim porcie Pireus, mianowanym na to stanowisko właśnie przez Kassandra w 319 r. p.n.e. w miejsce Menyllosa) na czele macedońskiej floty, która liczyła ponad 100 okrętów. Pewny swego Nikanor dopadł okręty Klejtosa nieopodal greckiego Bizantion (czyli dzisiejszego Stambułu). Rozpętała się bitwa, która zakończyła klęską butnego Nikanora (318 r. p.n.e.), stracił on bowiem aż 17 okrętów zatopionych i prawie 40 zdobytych wraz z załogami przez siły Klejtosa. Antygon w tym czasie przebywał w rejonie Kyzikos i gdy tylko dowiedział się o klęsce, natychmiast przygotował pozostałe okręty którymi jeszcze dysponował, załadował na nich swoich łuczników i posłał je na morze. Tymczasem żołnierze Klejtosa po zwycięstwie zeszli na ląd aby odpocząć, niektórzy kąpali się w morzu, inni opalali na brzegu całkowicie nieprzygotowani do walki. Nagle zaczęły dosięgać ich strzały wypuszczane z okrętów wysłanych przez Antygona, co bardzo szybko doprowadziło do paniki. Żołnierze i marynarze Klejtosa teraz czym prędzej starali się dostać na okręty, ale nie było to łatwe, ponieważ obładowani byli zarówno zdobytymi w bitwie łupami, jak i jeńcami, których należało również umieścić na okrętach. To wszystko razem wzięte spowodowało, że nim żołnierze Klejtosa zdołali dostać się na okręty, to duża część z nich poległa od strzał łuczników Antygona. Las strzał wypuszczanych w ich kierunku i okoliczne plaże usiane trupami, wzbudziły jeszcze większą panikę. Wówczas Antygon wysłał drugą część okrętów załadowaną przez swych żołnierzy piechoty (do których wcześniej wygłosił płomienną mowę, mówiąc że wszystko zależy od nich, od ich męstwa, poświęcenia i bohaterstwa i jeśli wytrwają - zdobędą nieśmiertelną sławę). Okręty Antygona spadły znienacka na nieprzygotowaną do boju flotę Klejtosa, a żołnierze wykazując hart ducha, walczyli równie dzielnie na morzu jak na lądzie. Okręty Antygona wbijały się więc taranami w statki Klejtosa przepoławiając część okrętów, innym łamiąc wiosła, a jeszcze inne zdobywając w abordażu.






Ostatecznie w drugiej bitwie w rejonie Bizantion flota Klejtosa została w całości albo zatopiona albo zdobyta, a on sam zbiegł tylko na jednym okręcie i wylądowawszy w Tracji, wkrótce potem wpadł w ręce żołnierzy Lizymacha (władającego satrapią tracką osiłka - który lubił popisywać się swą siłą) i został przez nich zabity. Zwycięstwo Antygona było więc całkowite a Poliperchon stracił swą flotę i możliwość inwazji na Azję Mniejszą, jednocześnie Eumenes został odcięty od Macedonii i zdany na własne siły. Teraz Antygon postanowił rozprawić się już otwarcie z samym Eumenesem, czyli głównym przeciwnikiem jakiego miał w Azji. Eumenesowi nie udało się zaś opanować floty fenickiej i posłać ją jako wsparcie regentowi, dlatego też postanowił opuścić Fenicję (gdzie spodziewał się również ataku Ptolemeusza) i pomaszerować do Górnych Satrapi (w tym przypadku do Babilonii). Był to krok nieco brawurowy, żeby nie powiedzieć niebezpieczny, ponieważ tym samym Eumenes oddalał się jeszcze bardziej od wsparcia z Macedonii, jednocześnie będąc otoczonym przez wrogów: Antygona, Ptolemeusza oraz tych macedońskich satrapów, których spotkał na Wschodzie. Z drugiej jednak strony zapewne Eumenes nie czuł się jeszcze gotowy do bezpośredniej konfrontacji z Antygonem, a do tego musiałby być przygotowany, gdyby postanowił wrócić do Cylicji lub Kapadocji. Wierzył jednak w swą gwiazdę i wsparcie bogów a przede wszystkim w swój intelekt, który już nie raz ocalił mu życie (należy jednak tutaj dodać że Antygon, który był jego przeciwnikiem, był równie inteligentny, czego dowiodła choćby druga bitwa pod Bizantion). Przybycie Eumenesa do Babilonii nie spodobało się jednak tamtejszemu satrapie Seleukosowi (który objął władzę w tej prowincji w czasie nowego podziału Imperium Aleksandra zawartemu na zjeździe w Tripadejsos w 321 r. p.n.e.). Seleukos - późniejszy założyciel dynastii Seleucydów władającej ogromnymi terenami Azji (i będącej śmiertelnym konkurentem rodu egipskich Ptolemeuszy), nie zamierzał wpuszczać Eumenesa do swojej satrapi i gdy ten tylko się pojawił, przywitał go z wojskiem nad rzeką Tygrys. Zająwszy lepszą pozycję, zaatakował siły Eumenesa z zaskoczenia i zaczął zyskiwać przewagę. Dodatkowo jednak postanowił pomóc sobie w inny sposób, a mianowicie zerwał kanał nad Tygrysem, doprowadzając do zalania pól na których stała armia Eumenesa, co spowodowało że żołnierze ci broczyli prawie po szyję w wodzie.




Sytuacja zaczęła przybierać dla Eumenesa bardzo niekorzystny obrót, gdyż żołnierze - brocząc w wodzie - nie mogli odpierać ataków wroga i osłaniać się przed jego strzałami. Wydawało się więc że klęska wybrańcy bogów jest teraz pewna a jego gwiazda wreszcie zgaśnie. Nic bardziej mylnego, bowiem po raz kolejny okazało się że Eumenes rzeczywiście musiał mieć jakieś kontakty z siłą wyższą - albo po prostu był tak genialny. Wydostawszy się z wody na pewne wzniesienie, nakazał wycofać część wojska w celu stworzenia osłony z tarcz, części zaś polecił przekopać teren w taki sposób, aby wodę skierować w przeciwnym kierunku, na te pozycje, na których stało wojsko Seleukosa. Ponieważ jednak siły satrapy Babilonii stały na wzniesieniu, nie ucierpiały one zbytnio, ale ten manewr pozwolił armii Eumenesa wycofać się i uniknąć całkowitej klęski (druga połowa 318 r. p.n.e.). Wyprowadziwszy cało wojsko z tej katastrofalnej dla nich sytuacji, tym samym Eumenes jeszcze bardziej przywiązał do siebie zwykłych żołnierzy i wyrobił w nich tym silniejsze przekonanie o swej boskiej protekcji. Wycofał się teraz do Persydy, do tamtejszego satrapy Peukestasa (Podział Imperium Aleksandra z Tripadejsos - 321 r. p.n.e.), wiodąc ze sobą 15 000 żołnierzy piechoty i 3300 jazdy. Peukestas powitał go znacznie bardziej gościnnie niż Seleukos, a będąc w Suzie wysłał stamtąd Eumenes listy do innych satrapów, domagając się posiłków i pieniędzy (oczywiście w imieniu królów, a nawet samego władcy Aleksandra, który przecież oficjalnie ciągle dowodził jego armią, choć wielki król nie żył już od ponad pięciu lat). W Persydzie (u boku Peukestasa) spędził Eumenes zimę z 318 na 317 r. p.n.e. Na wiosnę zaś - wsparty posiłkami - zamierzał zadać ostateczny cios Antygonowi.




CDN.
 

10 września 2026

O ANTYPOLONIZMIE SŁÓW PARĘ - Cz. I

"HEIMKEHR" - "PIERWAJA KONNAJA" -
"LIŚCIE CZERWONE" - "NASZE MATKI,
NASI OJCOWIE" i inne...




W tej serii tematycznej chciałbym podjąć się tematu antypolonizmu rozumianego jako zjawisko ogólne, na przykładzie różnych jego odcieni i emanacji. Wydaje mi się że jest to temat jak najbardziej na czasie, chociaż często jest pomijany i dezawuowany, ale jak najbardziej jest żywy i wciąż silny. W tym temacie zamierzam przedstawić najróżniejsze przykłady antypolonizmu, zarówno wewnętrznego (krajowego) jak i zewnętrznego (międzynarodowego). Ponieważ jednak bezwzględnie uważam że praojcem współczesnego antypolonizmu w Polsce jest ów pan, którego widać na zdjęciu powyżej, przeto właśnie jego postanowiłem uczynić twarzą tej serii. Nie ma sensu zapewne przedłużać tego tematu i od razu przejść do rzeczy, warto jednak powiedzieć że tyle zła ile uczynił Adam Michnik polskiej debacie publicznej po roku 1989 i takiej skali nienawiści i niechęci do bądź co bądź własnego narodu.

Chociaż niekoniecznie, w końcu jego tatuś i mamusia służyli Związkowi Sowieckiemu i byli wiernymi jego niewolnikami, aczkolwiek tajemnicą poliszynela jest dlaczego Ozjasz Szechter - ojciec Michnika, nigdy w "Polsce Ludowej" nie zrobił większej kariery. Otóż w czasie jednego z aresztowań członków Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy (dokładnie już nie pamiętam, chyba w 1935 lub 1936 roku), do której to należał Szechter, wydał wówczas wszystkich swoich wspólników policji. Nie wiadomo czy się załamał psychicznie czy obawiał więzienia, w każdym razie bezwzględnie się że tak powiem "rozpruł". Oczywiście po wojnie, gdy już przyszła władza sowiecka/ludowa, deklarował że został do tego zmuszony siłą (czyli żeby bity w czasie przesłuchań, aby wydobyć na nim informacje o jego ukrywających się kompanach z KPZB). Urząd Bezpieczeństwa rozpoczął śledztwo w tej sprawie i okazało się że Szechter... kłamie. Nie było żadnego bicia, nie było przemocy fizycznej, on po prostu nie wytrzymał presji i się załamał, a następnie wydał wszystkich komunistycznych agentów Moskwy, których od niego żądała prokuratura i policja. To właśnie z tego powodu Szechter nigdy nie zrobił kariery w Polsce Ludowej, chociaż oczywiście włos mu z głowy nie spadł i żył sobie spokojnie ekskluzywnej dzielnicy w Alei Przyjaciół w Warszawie.

Jednak nie przedłużając przejdźmy do tematu:



"HEIMKEHR"




 Przykładem skrajnego wręcz antypolonizmu w ostatnich latach, był niemiecki serial wojenny pt.: "Nasze Matki, Nasi Ojcowie" ("Unsere Mütter, Unsere Väter"). Chciałbym bardzo móc opisać ten film w sposób zupełnie bezstronny, pokazać jak jego autorzy próbują manipulować problemem niemieckiej winy za II Wojnę Światową, jak starają się "podzielić" swą winą z innymi narodami (najchętniej oczywiście tymi środkowo i wschodnioeuropejskimi), oraz jak starają się wybielić Niemcy, czy raczej naród niemiecki, ukazując co prawda niemieckie zbrodnie, ale również pokazując że byli tzw.: "dobrzy Niemcy", którzy nie godzili się na mordy popełniane przez Gestapo i SS (Wehrmacht w tym filmie jest wręcz kryształowo biały, pierwsze sceny pokazują żołnierzy niemieckich jako delikatnych i dobrze wychowanych - choć lekko spanikowanych wojną - chłopaków, którym wcale nie chce się strzelać do Rosjan. Tymczasem w rzeczywistości Wehrmacht, był jedną z najbardziej zbrodniczych organizacji hitlerowskich Niemiec, to właśnie ci "delikatni wrażliwcy" mordowali z zimną krwią zarówno wziętych do niewoli żołnierzy polskich jak i sowieckich, a także ludność cywilną, w tym Żydów i ukrywających ich chłopów).


"OGARNIJ SIĘ! 
MUSIMY ZA WSZELKĄ CENĘ RATOWAĆ ŻYDÓW!" 🤭😀😂🤣😭


 
Ale naprawdę nie da się być zupełnie bezstronnym (choć próbowałem się ku temu zmusić). Nie da się, ponieważ jest to najzwyklejsza, budowana na nieznajomości historii i najprostszych ludzkich emocjach - propagandówka polityczna, której nie powstydziłby się Joseph Goebbels - minister propagandy III Rzeszy. Film ten jest prawie dokładnym odwzorowaniem innej propagandówki z czasów Goebbelsa, filmu "Heimkehr" ("Powrót do ojczyzny"), który trafił na ekrany niemieckich kin w październiku 1941 r. Nim przejdę do jego propagandowej kopii z 2013 r. i opowiem o "Unsere Mütter, Unsere Väter", kilka słów na temat "Powrotu do ojczyzny". "Heimkehr" widziałem w kinie tylko raz. Było to w Niemczech na zamkniętym pokazie z historykiem, który przed projekcją wyjaśniał że film jest stricte propagandowy i wybitnie antypolski, oraz w całości nieprawdziwy (takich słów nie użył, ale tak można było to odebrać). Teraz powiem kilka słów na temat historii jego powstania i pokrótce opiszę treść tego filmu. 

Zaczęło się właściwie od krótkiej notatki w dzienniku z 18 stycznia 1940 r. Pod tą datą szef ProMi (Ministerstwa Propagandy Rzeszy) Joseph Goebbels zanotował: "Himmler opowiada o przesiedleniu Niemców wołyńskich. Robią oni dobre wrażenie pod względem rasowym i mają nadzwyczaj dużo dzieci". Te kilka niewiele znaczących słów, stało się inspiracją dla nakręcenia wielkiego filmu wołyńskiego, mającego być gloryfikacją niemieckich kolonistów na wschodnich rubieżach Polski, oraz niemczyzny w ogóle. Wiadomo że Goebbels rozmawiał na temat przesiedlenia Niemców wołyńskich z Reichsführerem SS Heinrichem Himmlerem, który na przełomie grudnia 1939 i stycznia 1940 r. nadzorował ową akcję przesiedleńczą (przesiedlanie Niemców z "terenów dawnego państwa polskiego", następowało na podstawie umowy niemiecko-sowieckiej z 28 września 1939 r.). W akcji tej brał także udział Hanns Johst, który wrażenia z Polski opisał w książce: "Wołania Rzeszy, echo narodu. Podróż na Wschód w 1940 r." Publikację tę Goebbels zapewne także przeczytał.

Rozpoczęto więc zakrojone na szeroką skalę przygotowania, zatrudniono całą masę wybitnych fachowców i sławnych aktorów. Film miał w założeniu szefa ProMi "udokumentować" ciężkie położenie niemieckich osadników na Wschodzie Europy, oraz ich przywiązanie do niemieckiej ojczyzny, jak również ich niezachwianą wiarę w pomoc i opiekę Führera. Wzorowano się po części na wcześniejszych tego typu produkcjach, jak "Flüchtlinge" ("Uciekinierzy") z 1933 r. w reżyserii Gustawa Ucickyego, z udziałem popularnych wówczas aktorów - Hansa Albersa i Kathe von Nagy. Film opowiadał o ucieczce Niemców z terenów ZSRS, które stało się możliwe dzięki wzorowej wewnętrznej dyscyplinie tamtejszych członków NSDAP, dzięki którym niewinni Niemcy uciekli przed zbrodniczymi bolszewikami. Bardzo podobny w swym przekazie był film z 1935 r. w reżyserii Petera Hagena (a w zasadzie Williego Krausego, który używał pseudonimu "Peter Hagen"). Film pod wdzięcznym tytułem: "Friesennot" ("Niedola Fryzów") z udziałem Friedricha Kaysslera i Ilse Fürstenberg. Film opowiadał o napaści na niemiecką wieś na terenach Związku Sowieckiego, zaatakowanej przez bolszewickich podpalaczy. W filmie mieszkańcom udaje się uciec i przedostać do Persji. Ten film po ataku Niemiec na ZSRS otrzymał nowy tytuł: "Dorf im roten Sturm" ("Czerwony atak na wieś"). 






To właśnie te filmy miały posłużyć za wzór dla "Heimkehr". Reżyserem został twórca "Uciekinierów" - Gustaw Ucicky, autorem scenariusza pisarz Gerhard Menzel (był również autorem scenariusza "Niedoli Fryzów"). I rozpoczęły się zakrojone na ogromną skalę przygotowania do nakręcenia tego filmu. Jako ciekawostkę mogę zdradzić że przy kręceniu tego filmu uczestniczył w charakterze oficera łącznikowego Wehrmachtu, podporucznik Wilm Hosenfeld (znany nam z filmu "Pianista"), Niemiec który później uratuje życie polskiemu kompozytorowi Władysławowi Szpilmanowi. Długo poszukiwano miasteczka w którym można by było nakręcić filmowe sceny. Wreszcie 5 września 1940 r. w pobliżu wschodniopruskiej granicy międzywojennej Polski, znaleziono idealne miejsce. Było to miasteczko Chorzele niedaleko Przasnysza (wcześniej ekipa odwiedziła Mińsk Mazowiecki, Węgrów, Wyszków, Białą Mazowiecką, Brzeziny, Łódź, Kalisz, Poznań i Mrągowo). Zaś dawny gabinet ministra spraw zagranicznych Rzeczypospolitej Józefa Becka w warszawskim Pałacu Brühla, posłużył jako przykład dla scenografa - Waltera Röhriga, dla stworzenia podobnego gabinetu do filmu.

Zdjęcia rozpoczęto z początkiem października 1940 r. Na potrzeby zdjęć zbudowano makietę rynku miejskiego. Jedna z mieszkanek Chorzeli tak oto zapamiętała wizytę ekipy "Wien-Film" w owym miasteczku: "Osoba wysłana przez tak zwane prezydium przeszła się z dzwonkiem przez ulice zapowiadając wizytę artystów z Wiednia, zamierzających kręcić film. Ludność została zobowiązana do stawienia się określonego dnia na rynku (...) z koszykami pełnymi jajek i kurcząt, aby w ten sposób pokazać jak wygląda normalne życie w Chorzelach. (...) Niemcy wybudowali tam prowizoryczny budynek szkoły i zajazdu. Założyli też ogród ze sztucznymi drzewkami owocowymi. Chociaż wtedy była jesień, drzewka stały w kwiatach. W pobliżu dzisiejszego cmentarza wyrósł prowizoryczny most, który miał odgrywać rolę mostu granicznego. Po polskiej stronie mostu domy były zapuszczone i biedne, po niemieckiej piękne i okazałe (...) Polaków nakłoniono do wykonywania normalnych czynności, które zostały przerwane przez nagłe przybycie "polskich żołnierzy". Byli to niemieccy aktorzy w polskich mundurach."




Relacje między mieszkańcami miasteczka a przybyłymi filmowcami układały się raczej pozytywnie, a co najważniejsze, na czas trwania zdjęć przerwano w miasteczku łapanki i wywozy do obozów. Do zdjęć zostali zaangażowani prócz Polaków, także niektórzy Żydzi, choć zostali oni pokazani w filmie (zresztą podobnie jak Polacy) jako nieczuli na niemiecką niedolę, a nawet jako sprawcy gwałtów (jak w scenie w której Polacy wyrzucają wyposażenie niemieckiej szkoły na zewnątrz. Ławki, tablica, globus, a nawet klatka z żywym kanarkiem zostały ułożone w stos, który oblewa naftą młody Żyd, a podpalają jego polscy koledzy). Kadr filmu pokazuje następnie przyglądających się całemu wydarzeniu grupę mieszkańców miasteczka (wśród których są oczywiście zadowoleni brodaci Żydzi).

Wielu Żydów zostało zmuszonych do uczestnictwa w tym filmie. Jako zapłatę dostawali jedynie posiłek, ale i to było wówczas bardzo dużo (pracujący przy filmie Polak zeznał po latach, że pewnego dnia spotkał młodą Żydówkę grającą w jednej ze scen, która w swym fartuchu ukryła kilka kawałków węgla. Po skończonym dniu poszedł za nią i dotarł do niewielkiej chatki, prawie lepianki, w której żyła z mężem i czworgiem małych dzieci. Te kilka kawałków węgla miało posłużyć na ogrzanie rodziny. Gdy kobieta ujrzała mężczyznę, upadła przed nim na kolana, błagając by jej nie wydawał (za kradzież groziła bowiem śmierć dla całej rodziny). Polak dał kobiecie trochę chleba i kawałek kiełbasy, które miał schowane na późniejszy posiłek. Miał tylko tyle. Owym Polakiem był Robert Czerny, po wojnie polski reżyser.

Film przede wszystkim przedstawia polskie okrucieństwo wobec niemieckich mieszkańców miasteczka, ale również (choć dość rzadko) pokazane są "negatywne cechy żydostwa". Jak choćby scena, w której główna bohaterka - Maria Thomas (w tej roli austriacka aktorka, która po wojnie stwierdziła że "została zmuszona" do uczestnictwa w tym filmie - Paula Wessely), spotyka na rynku starego Żyda Salomonsona, który próbuje namówić ją do kupna paryskich koronek. Maria odmawia, mówiąc: "Nie Salomonson, przecież Pan wie że my nie kupujemy u Żydów", lecz Żyd nie ustaje, chwali przy tym "wielkość i uczciwość" narodu niemieckiego, Hitlera nazywa "genialnym człowiekiem", dodaje jednak z żalem, iż nie chce on niczego się dowiedzieć o "biednych Żydach". Maria odpowiada: "Napiszemy mu o tym Salomonsonie" i odchodzi, a Żyd zmienia ton i zaczyna przeklinać Niemców.

Jednak przedstawienie ludności żydowskiej w negatywnym świetle, było niczym w porównaniu z tym, jak pokazano Polaków. Wśród wielu postaci polskich mieszkańców, żołnierzy, policjantów, nie sposób znaleźć choćby jednej, obdarzonej pozytywnymi przymiotami. Pierwszą, szczególnie negatywną postacią, jest polski burmistrz miasteczka. Gdy Maria Thomas udaje się do niego, by upomnieć się o zwrot zarekwirowanej przez policję - niemieckiej szkoły, taka oto nawiązuje się między nimi konwersacja: 

(Bawiący się pejczem burmistrz): "Panno Thomas, Pani jest Polką, korzysta Pani z praw przysługujących polskiej obywatelce", (Maria): "Tak, na tej podstawie zostaliśmy okradzeni?", (Burmistrz): "Polska żywi Panią, posiada Pani polski paszport. Skąd więc twierdzenie że jest Pani Niemką?", (Maria): "Przecież mówię po niemiecku", (burmistrz z ironicznym uśmieszkiem): "Ja w tym momencie też. I co z tego?", (Maria): "Niemiecki jest moim językiem ojczystym. Nasi przodkowie, którzy tutaj przywędrowali, byli Niemcami. Wtedy ten kraj był rosyjski. Czy my, mam na myśli moich przodków, staliśmy się przez to Rosjanami? Nie sądzę, no bo jak?A przecież korzystali oni z praw obywateli Rosji, państwo to ich żywiło, mieli rosyjski paszport". (Burmistrz w gniewie uderza pejczem w stół): "Ten kraj był zawsze polski. Był jedynie przez pewien okres uciemiężony, ale te czasy minęły - absolutnie minęły. Na zawsze. Proszę to sobie uzmysłowić. Wszystko, co znajduje się w obrębie naszych granic, jest polskie. Nie ścierpimy żadnej irredenty. Żadnych zagrażających państwu doktryn o tak zwanej narodowości. Wiemy dokładnie o co tutaj chodzi. Po wydarzeniach w Czechosłowacji..." (następuje hałas na korytarzu. Burmistrz sięga po strzelbę, mówiąc): "Sprowadziła Pani pomoc, aby mnie zastraszyć. To bezczelność i głupota. Presja wywołuje represję". (Do gabinetu wdzierają się miejscowi Niemcy, którym Maria każe wyjść. Burmistrz mówi): "Sądzi Pani, Panno Thomas, że takie demonstracje pomogą w załatwieniu Pani problemu?" (Maria): "Ludzie mieli dobre, a nie złe intencje. Chcę tylko powiedzieć że zastrzegamy sobie dalsze kroki w naszej sprawie".


Prócz burmistrza (który ukazany zostaje jako zdradzający objawy choroby nerwowej), jest również pokazany woźny magistratu - Antek, jako przygłupi germanofob , bezduszny sekretarz wojewody łuckiego, cyniczny polski minister spraw zagranicznych (o wyglądzie Józefa Becka, pełniącego tę funkcję w latach 1932 - 1939), są brutalni polscy policjanci i żołnierze, a także w ogóle cały "polski motłoch" (czyli mieszkańcy miasteczka) nastawiony wybitnie antyniemiecko, o morderczych instynktach. Goebbels chciał, by ukazać Polaków w jak najgorszym świetle, jako ludzi u których okrucieństwo miało tkwić w samej ich naturze. Zresztą Polacy prócz swego okrucieństwa pokazani zostali również jako prawdziwe prymitywy, nieczułe na ludzką (oczywiście niemiecką) krzywdę, czego dobitnym przykładem jest scena, podczas której grupa "polskich wyrostków" strzela do przejeżdżającego bryczką dr. Thomasa (oczywiście Niemca, ojca Marii), co doprowadza go do utraty wzroku. Równie odpychającą sceną jest ukamienowanie Marthy Launhard, której grupa "polskich troglodytów" ściąga z szyi wisiorek w kształcie swastyki. Następnie zarzucenie sieci na przewożonych w odkrytej ciężarówce miejscowych Volksdeutschów, oraz próba ich wymordowania przez odhumanizowanych polskich żołnierzy w więziennej piwnicy, przy użyciu karabinu maszynowego.




W miejscowym kinie, również ukazany został przykład "polskiego zezwierzęcenia", gdy podczas projekcji filmowej słychać polski hymn, wszyscy widzowie powstają z miejsc i śpiewają Mazurka Dąbrowskiego. Jedynie Maria, jej narzeczony (dr. Mutius) i przypadkowo spotkany znajomy tej dwójki, miejscowy Niemiec (ubrany w mundur Wojska Polskiego w związku z zarządzoną mobilizacją) stoją w zupełnym milczeniu ze spuszczonymi głowami, co jedynie powoduje agresję wśród Polaków, którzy krzyczą aby: "wymordować te przeklęte niemieckie świnie". Wkrótce dochodzi do bójki która przemienia się w lincz, w wyniku którego ciężko ranny zostaje dr. Mutius. Marie błaga wszystkich (polskich policjantów, sekretarza wojewody i wreszcie sanitariuszy w polskim szpitalu), do udzielenia pomocy pobitemu Niemcowi... bezskutecznie. Marie, wraz z ciężko rannym dr. Mutiusem, zostaje wyrzucona ze szpitala. Na ulicy narzeczony Marie umiera przy widocznym zadowoleniu żydowskiej gawiedzi.  

Wreszcie wszystkich miejscowych Niemców (z Marie na czele) zamyka się w lochach polskiego więzienia, gdzie zrezygnowani oczekują na śmierć. Otuchy dodaje im właśnie Marie Thomas, która wygłasza wizjonerski monolog o niewzruszonej więzi z niemiecką ojczyzną. Marie mówi: "Bo przecież nie tylko żyjemy niemieckim życiem, ale również umieramy niemiecką śmiercią. I jako umarli pozostajemy Niemcami i stajemy się częścią Niemiec, niczym skiba ziemi pod zasiew ziarna dla wnuków, a z naszego serca wyrasta winna latorośl w stronę słońca". Dzięki tym słowom miejscowi Niemcy nabierają ekstatycznego uniesienia, które przerywa... pojawienie się samolotów z czarnymi krzyżami na skrzydłach, bombardujących Łuck. Przybywają też niemieckie czołgi, które rozwalają bramę miejscowego więzienia, podczas gdy polscy żołnierze i policjanci rzucają się do panicznej ucieczki. Niemcy zostają uratowani i nareszcie mogą... zjednoczyć się z Hitlerem. Zresztą Goebbels rozpływał się w pochwałach nad tym filmem, mówiąc: "Film jest wstrząsający i wzruszający zarazem. Stanowi wychowawczą lekcję dla całego narodu niemieckiego (...) A scena w piwnicy polskiego więzienia, jest według mnie w ogóle najlepsza ze wszystkich, jaką kiedykolwiek nakręcono".

"Heimkehr" był pokazywany z niezwykłą pompą we wszystkich niemieckich kinach i również promowany za granicą (we Włoszech oraz w okupowanej przez Niemców Holandii i Francji). Otrzymał też wiele nagród, z tytułem: "Filmu Narodu", przyznawanym przez szefa ProMi (czyli oczywiście Goebbelsa). Sam reżyser otrzymał osobiście od Goebbelsa - 115 tys. reichsmarek, oraz "pierścień honorowy niemieckiego filmu", pozostali aktorzy otrzymali dużo mniejsze sumy. Ale na tym nie koniec, Joseph Goebbels był tak zadowolony z tej swojej propagandówki, że zaprosił całą ekipę filmową do swej luksusowej rezydencji, położonej na półwyspie Schwanenwerder na jeziorze Wannsee. 

Na ziemiach polskich okupowanych przez Niemców, pierwszą projekcję tego filmu wyświetlono 26 października 1941 r. w Krakowie, w drugą rocznicę ustanowienia na ziemiach polskich Generalnego Gubernatorstwa. Podczas tej projekcji, była obecna cała ekipa filmowa, którą nazajutrz generalny gubernator Hans Frank zaprosił na Wawel. Jak reagowała na ten film ludność niemiecka? Dziś trudno jest opisać prawdziwe reakcje, gdyż obowiązywał przykaz entuzjastycznej akceptacji i pochwał, jednak w dzienniku Aleksandra Hohensteina (niemieckiego komisarza kilku gmin w okolicach Pabianic w latach 1940 - 1942) znalazły się dość ciekawe informacje nie tylko o samym filmie, lecz przede wszystkim o jego odbiorze, które Hohenstein ukazuje jako... dopiero czekające Niemców w przyszłości, za ich zbrodnie. Oto one (cytuję fragmenty): 


"To osobliwe siedzieć między Polakami i widzieć na ekranie wybuchy nienawiści tych samych Polaków, słyszeć ich pieśni bojowe. Przyjęliśmy ten film z mieszanymi uczuciami. Wydało mi się, że oto pokazano nasz przyszły los. Czy nie jest wielką niezręcznością dawać do obejrzenia nam, którzy muszą żyć w takiej samej strefie zagrożenia, tego rodzaju materiał? Oglądamy przecież ten "film" inaczej niż szukający rozrywki mieszkańcy Rzeszy, którzy egzystują z dala od zasięgu kul. Inaczej, bo większość spośród widzów - Niemców zagranicznych - odczuła to wszystko na własnej skórze. Jeszcze nie całkiem zabliźnione, często głębokie rany zostały znowu rozdarte (...) Być może w sposób niezamierzony, film ten zwrócił uwagę na poważne zagrożenie ich sytuacji życiowej. Nie nazywając rzeczy po imieniu, pokazano groźbę politycznej eksplozji w przyszłości. Powstania narodowe Polaków są całkowicie prawdopodobne, to wynika z polskiej historii (...) A może chciano za pomocą tego filmy, pobudzić w Kraju Warty nowe wybuchy nienawiści przeciwko Polakom? Byłoby to nieodpowiedzialne, gdyż każda presja ma swoje konsekwencje, również o charakterze moralnym. Od czasu kiedy tu urzęduję, zwalczam słowem i przykładem przejawy politycznej nienawiści, zabiegam o wzajemne zrozumienie grup etnicznych, o duszę każdego człowieka bez względu na jego pochodzenie narodowe. Czynię to świadomie wbrew stanowisku partii. To, co zbudowałem w ciągu miesięcy, ten film może zniszczyć w ciągu godzin. Widziałem na sali Polaków, mimo zakazu wstępu dla nich, a także tak zwanych Volksdeutschów, którzy są tak spolonizowani, że mogli w filmie zrozumieć jedynie polskie pieśni i zdania wypowiadane w tym języku. Jest dla mnie jasne, w którą stronę ci ludzie się zwrócą, jeśli staną przed alternatywą polityczno-narodową. Podobnie jak nie mam wątpliwości, że okoliczni Polacy będą już jutro rano znali treść tego filmu i zawarte w nim tendencje. Jeśli nie było zamiaru wzniecania za pomocą tego filmu uczuć nienawiści, to trzeba określić jego projekcję tu, w Kraju Warty, dla niewielkiej mniejszości niemieckiej, egzystującej pośród tak bardzo uciemiężonej ludności polskiej, mianem politycznej nieodpowiedzialności, która może przynieść gorzkie, krwawe owoce (...) Biada nam, jeśli mielibyśmy znowu przegrać światową wojnę".


Jednak wielu innych Niemców reagowało na ten film zupełnie inaczej, biorąc go za absolutną prawdę, żądając zaostrzenia kursu wobec ludności polskiej, a w Płocku po emisji filmu urządzono prawdziwy pogrom Polaków, zabijając kilkanaście osób.

W filmie tym wystąpili również polscy, przedwojenni aktorzy, których do obsady ściągał Igo Sym (syn Polaka i Austriaczki, po 1918 r. osiedlił się w Polsce, gdzie zdobył niesamowitą popularność jako aktor, amant i symbol seksu - był niezwykle przystojny. Po niemieckim ataku na Polskę, Sym zgłosił się do Straży Obywatelskiej i pomagał przy kopaniu rowów przeciwlotniczych. Jednak już po upadku stolicy i klęsce poniesionej w walce z niemieckim i sowieckim najeźdźcą, Sym bardzo szybko ujawnił się jako Volksdeutscher. Stał się z nadania niemieckich władz okupacyjnych - dyrektorem teatrów warszawskich, wyjątkowa szuja i konfident, wydawał w ręce Gestapo polskich aktorów podejrzewanych o kontakty z Podziemiem Niepodległościowym. Wreszcie wydany został na niego wyrok śmierci podziemnego Wojskowego Sądu Specjalnego. Wyrok został wykonany 7 marca 1941 r. w jego mieszkaniu, przez podporucznika Romana Rozmiłowskiego, będącego w towarzystwie jeszcze dwójki innych podoficerów w cywilu. Po jego śmierci Niemcy rozpętali w Warszawie krwawe represje, zabijając 21 osób - w tym dwóch profesorów Uniwersytetu Warszawskiego - w Palmirach. Igo Sym, co wyszło dopiero potem, był niemieckim agentem na długo przed wybuchem II Wojny Światowej).


IGO SYM



Polscy aktorzy byli zastraszani albo przekonywani do udziału w tym filmie pieniędzmi, choć gaże Polaków - w porównaniu z Niemcami - były niezwykle skromne, ale w czasie okupacyjnej rzeczywistości, gdy kostka masła czy kawałek kiełbasy dochodził do niebotycznych cen, przydać mogły się każde pieniądze. W każdym razie podaję listę polskich aktorów, którzy wystąpili w filmie "Heimkehr": Tadeusz Żeński (minister Beck), A. J. Horwath (sekretarz wojewody łuckiego), Józef Kondrat - wuj aktora Marka Kondrata (Antek - woźny magistratu), Michał Pluciński (policjant), Bogusław Samborski (burmistrz wołyńskiego miasteczka), Edward Wejsis (wartownik w polskim więzieniu), Juliusz Łuszczewski (agresywny Polak w kinie), Stefan Golczewski (strażnik polskiego więzienia bijący Niemców), Bolesław Dominiak (strażnik polskiego więzienia), Wanda Szczepańska (bileterka w kinie), Stefania Krokowska (agresywna Polka w kinie) i Hanna Chodakowska oraz Stefania Stoińska (kasjerki w kinie).

Polskie Państwo Podziemne już w końcu marca 1941 r. określiło udział aktorów polskich w tej hitlerowskiej propagandówce jako: "niepojętą wprost obrzydliwość", a w grudniu 1942 r. sąd podziemny nałożył karę infamii (pozbawienia czci) na Bogusława Samborskiego, Józefa Kondrata, Michała Plucińskiego i Hannę Chodakowską za: "czynny udział w nagrywaniu filmu niemieckiego (...) o treści propagandy antypolskiej, połączonej z lżeniem narodu i Państwa Polskiego". Nagana zaś została wymierzona: Pichelskiemu, Dominiakowi, Wesołowskiemu i Grolickiemu za współudział (uczestniczyli jako statyści). Józef Kondrat wyraził skruchę i pragnąc odpokutować swój udział w tym filmie, przyłączył się do oddziału partyzanckiego, Samborski uciekł do Wiednia, a po wojnie przez jakiś czas pozostał we Francji, a potem (najprawdopodobniej) wyjechał do Argentyny. Większość aktorów stanęła dopiero przed sądem już w Ludowej Polsce, po zakończeniu Wojny. Część z nich otrzymała wyroki do 12, 5 i 3 lat więzienia, na dożywocie (zaocznie) sąd skazał Samborskiego, większa część jednak aktorów występujących w tym filmie uniknęła więzienia, a niektórzy (jak choćby Michał Pluciński) wzięli udział w ekranizacji "Krzyżaków" z 1960 r. w reżyserii Aleksandra Forda - Pluciński notabene zagrał tam polskiego rycerza. 





"HEIMKEHR" - TA PROPAGANDÓWKA FILMOWA, OTWIERA LISTĘ ANTYPOLSKICH FILMÓW, KTÓRE ZAMIERZAM ZAPREZENTOWAĆ W KOLEJNYCH CZĘŚCIACH TEJ SERII




CDN.
 

ZAPRZAŃSTWO JAKICH MAŁO! - Cz. VII

CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI POWSTANIE i WOJNA Cz. VII WŁADYSŁAW IV W MŁODOŚCI  Poselstwo na którego czele st...