WYŚWIETLENIA

02 sierpnia 2026

HENRYK VIII I JEGO ŻONY - Cz. XI

OD KATARZYNY ARAGOŃSKIEJ 
DO KATARZYNY PARR





KATARZYNA ARAGOŃSKA
(Czyli hiszpańskie noce) 
Cz. IX






DZIECIŃSTWO KRÓLOWEJ KATARZYNY
Cz. VIII


 Narodziny Katarzyny (Aragońskiej) - 16 grudnia 1485 r., piątego i ostatniego żywego dziecka Izabeli i Ferdynanda (łącznie zaś siódmego), oraz czwartej córki, skutkowały tym, że para królewska postanowiła podziękować Bogu za szczęśliwe narodziny zdrowej dziewczynki i wybrała się w podróż do Estramadury, by tam podziękować Matce Bożej z Guadalupe (wybrano się tam już po Nowym Roku 1486 r.). Tam też przygotowywano się do kolejnej fazy działań wojennych z Emiratem Grenady. W tym czasie już ponad sto muzułmańskich twierdz (głównie w zachodniej części Emiratu, aż po góry chroniące Malagę) zostało zdobytych przez Kastylijczyków. Największym sukcesem było zaś zdobycie (22 maja 1485 r.) po ostrzale miasta z dział i katapult - Rondy, która to twierdza była "bramą do Grenady". Emirat walił się więc w gruzy, a do tego - ku rozpaczy alimów i wielu innych muzułmanów - trwała wewnętrzna wojna pomiędzy emirem al-Zagalem/Muhammadem XII a jego bratankiem Boabdilem/Muhammadem XI. Ten drugi, wypuszczony z hiszpańskiej niewoli (do której trafił po bitwie pod Luceną w kwietniu 1483 r. i przebywał tam przez kilka kolejnych miesięcy), złożył oficjalną przysięgę że w zamian za wsparcie monarchów katolickich w uzyskaniu przez niego tronu Emiratu, podporządkuje się Izabeli i Ferdynandowi i będzie spełniał ich polityczną wolę. Teraz jednak Boabdil złamał daną przez siebie przysięgę (choć grał na dwa fronty, jednocześnie twierdząc listownie że nadal wspiera Izabelę, szukał jakiegoś porozumienia ze swoim wujem, a jednocześnie wciąż z nim walczył). Wtedy też, pewnego mroźnego styczniowego popołudnia 1486 r. zjawił się w Estramadurze pewien dziwny gość. Miał ze sobą papiery polecające od księcia Medinacelego, którego bardzo zainteresowała propozycja, jaką ów mężczyzna proponował. Tym mężczyzną był niejaki Cristóbal Colón (Jak nazywano go w Hiszpanii), czyli Krzysztof Kolumb. Królowa Izabela przyjęła go na audiencji w klasztorze, w którym wraz z mężem mieszkali w Estramadurze. Izabela zapewne kojarzyła Kolumba jako człowieka wspieranego przez księcia Medina-Sidonia podczas jej wizyty w Sewilli kilka lat wcześniej (o czym już pisałem), teraz jednak list polecający Medinacelego (Medina-Sidonia bowiem ostatecznie przestał wspierać Kolumba, który zapewne często namawiał go do zorganizowania wyprawy morskiej do Indii płynąc cały czas na Zachód, uznał zapewne to za niedorzeczność i coś niezwykle kosztownego, a jednocześnie nie gwarantującego żadnego sukcesu) w niej ciekawość. Książę opisywał bowiem że istnieje możliwość odnalezienia drogi morskiej do Indii (a tym samym uniknięcia tureckich blokad na Morzu Śródziemnym i Czerwonym) kierując się cały czas na Zachód. Twierdził że już sławny geograf starożytności - Grek Klaudiusz Ptolemeusz twierdził, że Ziemia jest kulą i jeśli będziemy konsekwentnie podążać w jednym kierunku, to wrócimy do punktu wyjścia z drugiej strony (co prawda również Ptolemeusz - ojciec teorii heliocentrycznej - twierdził że Ziemia stanowi centrum Wszechświata i wszystkie planety wraz ze Słońcem krążą wokół niej, dziś już nie tylko wiemy że tak nie jest, ale zdajemy sobie również sprawę - a przynajmniej zaczynamy - że Ziemia leży tak naprawdę na uboczu Wszechświata i jest wiele znacznie lepszych miejsc do życia od naszej planety {oczywiście jest też wiele znacznie gorszych, ale to już zupełnie inny temat}. Dopiero Mikołaj Kopernik w swym dziele wydanym w roku 1543 i zatytułowanym "O obrotach ciał niebieskich" udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że Ziemia jest kulą oraz że to ona i inne planety obracają się wokół Słońca).




W każdym razie propozycja owego nawigatora (jak wówczas nazywano Kolumba), przedstawiona królowej przez księcia Medinacelego, zapewne mocno ją zafrapowała. Ów mężczyzna - Cristóbal Colón miał wówczas prawie 35 lat (oficjalnie twierdzi się że Krzysztof Kolumb urodził się w roku 1451, wydaje mi się jednak że ta data jest błędna, a nawet że celowo została przesunięta o kilka lat do tyłu. Prawdopodobnie Kolumb urodził się w roku 1454. Zresztą nieścisłość stanowi nie tylko data jego narodzin, ale również imię i nazwisko które nie było jego i które oficjalnie zaczął używać dopiero od roku 1488 {notabene podobnie jak Lenin, który również tak się nie nazywał, ale gdy jeszcze na długo przed Rewolucją roku 1905 wpadł mu w ręce skradziony paszport osoby o nazwisku Włodzimierz Lenin - taki też postanowił przyjąć pseudonim który odtąd stał się jego imieniem i nazwiskiem}. To bowiem właśnie w roku 1488 w swej korespondencji z królem Portugalii Janem II z dynastii Aviz, Kolumb po raz pierwszy użył tego właśnie nazwiska i tak już pozostało, chociaż być może (nieoficjalnie) używał go również i wcześniej. Tak więc ów mężczyzna, który w te mroźne styczniowe popołudnie stanął przed majestatem królewskim Izabeli Kastylijskiej, miał być synem Henryka Alemco i jego żony seniory Annes, szlachcianki z Algarve. Pierwotnie więc nadano mu imię Sigismundo Henriques Alemco (Zygmunt Henryk Alemco). W wieku ok. 15 lat młody Zygmunt Henryk poślubił portugalską arystokratkę Filipę Montez, której rodzina należała do zakonu rycerskiego Ordem Santiago de Espada. Gdyby Kolumb był (jak chcą zwolennicy oficjalnej narracji) zwykłym plebejuszem pochodzącym z rodziny tkaczy, ojciec Filipy Montez nigdy nie zezwolił by na jego ślub ze swoją córką. Musiał więc Kolumb odznaczać się szlacheckim pochodzeniem). Mamy więc mnóstwo różnych znaków zapytania jeśli idzie o życiorys jednego człowieka, gdyż nie zgadza się nie tylko jego data narodzin, ale również miejsce urodzenia (Kolumb nie miał nic wspólnego z Włochami i Genuą - i to mówię otwarcie, wychowywał się bowiem w Portugalii, gdzie też poślubił portugalską szlachciankę sam też będąc szlachcicem, a nie zwykłym synem tkacza - jak próbuje nas informować oficjalna historiografia), oraz imię i nazwisko.

Śmieszą mnie zresztą te wszystkie współczesne filmy, które pokazują że pomiędzy dobrze urodzonymi arystokratami czy szlachcicami a chłopami czy nawet mieszczanami nie było w zasadzie żadnej różnicy i prócz pozycji oraz pieniędzy nic ich nie różniło (jak bowiem twierdził Al Bundy: "Od Kennedych różnią nas tylko ich pieniądze). Przykładem niech będzie tutaj "Robin Hood" Riddley'a Scott'a z 2010 r. z główną rolą Russela Crowe. Tam jest pokazane, że jakiś wieśniak (Crow) podszywa się pod szlachetnie urodzonego Robina Logstride i zaczyna żyć jego życiem - i wszystko jest ok. wygłasza nawet jakieś republikańskie przemowy, nawołujące ludzi do równości itd. itp. Piękna bajka, zupełnie nie mająca i nie mogąca mieć nic wspólnego z rzeczywistością. Gdyby bowiem realnie jakiś wieśniak podszył się pod szlachetnie urodzonego rycerza, to bardzo szybko... zostałby powieszony, gdyż wpadłby przy pierwszym spotkaniu. Taki rycerz bowiem musiał mieć kontakty, znajomych, przyjaciół i rodzinę którzy go znali - a nawet jeśli ich nie posiadał (co byłoby niemożliwe w średniowieczu), to oszusta szybko zdradziłyby maniery i zachowanie. Różnica pomiędzy szlachcicami a pospólstwem w średniowieczu była ogromna i była widoczna gołym okiem. Poza tym taki ktoś nie miałby pojęcia jak posługiwać się bronią (mieczem, tarczą lub oszczepem) i mógłby co najwyżej pchnąć kogoś nożem, a to i tak tylko wówczas, gdy tamten był nieprzygotowany na atak.




W 1485 r. Kolumb opuścił Portugalię i wyjechał do Kastylii (oficjalnie z powodu niechęci króla Portugalii w kwestii jego planów odnalezienia drogi do Indii płynąc cały czas na zachód. Realnie jednak jego cel był inny. Prawdopodobnie Kolumb zmienił imię i nazwisko po to, aby na kastylijskim dworze sprzedać bajeczkę, jakoby to król Portugalii był niewdzięczny, bo nie chciał sfinansować jego nowatorskich planów odkrycia lepszej i bezpieczniejszej drogi do Indii, niż opływając Afrykę). W Estramadurze królowej Izabeli Kastylijskiej i jej małżonkowi Ferdynandowi II Aragońskiemu przedstawił się jako Christophorus Colon, któremu król Portugalii - Jan II odmówił zorganizowania wprawy odkrywczej na Zachód w drodze do Indii. Już wówczas w Hiszpanii większość dworzan królowej Izabeli pukało się w czoło, mówiąc: "idiota, on chce płynąć na zachód, aby dotrzeć na wschód?". Nawet ci, którzy zakładali iż Ziemia może być kulista, nie wierzyli że płynięcie cały czas na Zachód, pomoże szybciej dotrzeć do Indii, niż opływając Afrykę (tym bardziej nie znano zagrożeń które tam mogą czyhać, a poza tym obawiano się że przez dłuższy czas nie będzie można dobić do żadnego brzegu aby uzupełnić prowiant i wodę, co może skończyć się tragicznie dla takiej wyprawy). Nic dziwnego że przez długie siedem lat Kolumb nie mógł dopiąć swego i przekonać władców Hiszpanii do swoich planów. Notabene, planów zapewne celowo wprowadzających w błąd, jako że sam z pewnością nie wierzył iż mógłby dotrzeć do Indii szybciej, niż opływając Afrykę, ale przecież nie oto chodziło. Spójrzmy zatem, Krzysztof Kolumb (a w zasadzie jeszcze Zygmunt Henryk Alemco) siedzi w Kastylii całe siedem lat, ciągle próbując przekonać do swego planu najwyższe władze (często bowiem pisał listy do królowej Izabeli, próbując namówić ją do sfinansowania jego planów podróży do Indii z kierunku zachodniego). Niepowodzenia wcale go nie zniechęcają i wciąż próbuje dopiąć swego (chociaż odmowa króla Portugalii spowodowała że od razu wyjechał do Kastylii) - ciekawe prawda?

Osobiście jednak uważam, że w rzeczywistości cel Kolumba był bardzo prosty - jako poddany króla Portugalii, miał on odwieść Hiszpanów od próby dotarcia do Indii opływając Afrykę, gdyż tego samego pragnie król Portugalii, który przed Hiszpanami chce dotrzeć do Indii, opływając Afrykę. Wysyła więc do Kastylii swojego człowieka - Christophorusa Colona, aby ten namówił królową Izabelę do sfinansowania durnej ekspedycji na Zachód, która nie tylko znacznie wydłuży całą podróż, ale prawdopodobnie będzie musiała zawrócić (gdy się np. okaże że dotarli na... "kres świata" - większość bowiem ludzi w tamtej epoce uważała że Ziemia jest płaska, a poza tym obawiano się potworów morskich, gigantów i innych niebezpieczeństw. Zresztą czy możemy się temu dziwić? Gdybyśmy dzisiaj odnaleźli jakąś inną planetę na której istniałoby życie i my również moglibyśmy tam przetrwać, z pewnością postępowalibyśmy dokładnie tak samo - z ostrożnością co do zasiedlających ją istot, które przecież nie wiadomo czy nie stanowiłyby dla nas niebezpieczeństwa. Był taki serial science fiction zapomniałem jego tytułu, gdzie ekipa astronautów odnalazła wrota prowadzące do innych światów, i każde drzwi prowadziły gdzie indziej. Pierwszy świat jaki ujrzeli był ponury, niebo było krwiście czerwone a świat pogrążony był jakby w bólu i cierpieniu, a wszędzie grasowały olbrzymie czaszki na pajęczych nogach, więc szybko go opuścili, uważając za niebezpieczny i niezdolny do życia. Inne światy były znacznie łagodniejsze i przyjemniejsze, na przykład bajkowa kraina skrzatów; problem tylko polegał na tym, że oprócz całej bajkowości dobre informacje się kończyły, gdyż owe skrzaty były krwiożercze i po prostu mordowały ludzi. Ostatecznie każda planeta którą odwiedzali, a która początkowo wydawała się spokojna, okazywała się niezdatna do życia i ostatecznie wyszło na to, że to ta pierwsza planeta była najlepsza ze wszystkich). Tak więc z pewnością (przynajmniej ja tak uważam) ekspedycja Kolumba do Hiszpanii była zwyczajnym działaniem pod fałszywą flagą i jawną dezinformacją, mającą doprowadzić Hiszpanów właśnie na "kres świata" (a taka podróż była niesłychanie kosztowana i gdyby się okazało że nie odnaleziono drogi do Indii i zawrócono z niczym, to byłaby totalna wtopa o zasięgu międzynarodowym). Tym bardziej że istnieją listy, w których Kolumb koresponduje z Janem II i ten nazywa go: "naszym specjalnym przyjacielem w Sewilli" (czy tak postępuje władca, którego poddany przeszedł na służbę obcego państwa?). 


PRZED ODKRYCIEM AMERYKI PORTUGALIA SKUPIŁA SIĘ NA ZDOBYCIU KOLONIALNYCH PRZYCZÓŁKÓW  W AFRYCE, A TAKŻE PLANOWAŁA SAMA OPŁYNĄĆ TEN KONTYNENT ABY DOTRZEĆ DO INDII



Siedem lat Kolumb starał się u królowej Izabeli i jej dworu o realizację utopijnego planu "zachodniego szlaku do Indii", siedem lat, aż wreszcie dopiął swego po euforii, jaka nastąpiła w Hiszpanii po kapitulacji i ostatecznym upadku Emiratu Grenady. Emirat przestał istnieć, muzułmanie po 781-latach obecności w Hiszpanii przestali być ludnością panującą (wkrótce zostaną na siłę zmuszeni do przyjęcia chrztu przez kardynała Francisco Jimenez de Cisneros w 1500 r.), emir po kapitulacji ucieknie do Maroka aby umrzeć w muzułmańskiej ziemi (dzisiaj ten proces zostaje odwrócony i następuje ponowna islamizacja nie tylko Hiszpanii, ale całego zachodniego kontynentu europejskiego, za co możemy podziękować Europejskiej lewicy i liberałom - których ja osobiście uważam za największych szkodników współczesnego świata) i na fali tej euforii wreszcie królowa Izabela zgodziła się sfinansować wyprawę Kolumba na Zachód. Jednak twórcy tego planu nie przewidzieli jednej małej, aczkolwiek kluczowej kwestii w całym tym iście szatańskim planie. A mianowicie nie przewidziano tego, że na drodze pomiędzy Europą a Indiami będzie leżał jeszcze jeden kontynent. Zresztą trudno się temu dziwić, skąd miano by to wiedzieć, kontakty pomiędzy ziemiami Ameryki a Europy zostały definitywnie zerwane po katastrofie, do której doszło ok. 12 500 r. p.n.e. a które znamy pod nazwą zatonięcia Atlantydy. Taka katastrofa spowodowała całkowite zerwanie pomiędzy wschodem a zachodem, i nawet ekspedycje Wikingów (które nie były liczne) do Ameryki nie spowodowały odrodzenia tej trasy, gdyż po pierwsze Wikingowie byli uważani za pogan po drugie byli nieliczni, po trzecie Europa miała to w dupie w nosie i wolała wówczas zajmować się swoimi własnymi sprawami.

Chciałbym jeszcze na moment zwrócić uwagę na pewien drobny aspekt, który często umyka nam wszystkim, bo też nie wiadomo czy jest prawdziwy, czy też nie. A chodzi mianowicie o to, czy ów sławny Krzysztof Kolumb mógł być synem (oficjalnie) poległego w bitwie z Turkami Osmańskimi pod Warną w 1444 r. króla Polski i Węgier Władysława III (I) Jagiellończyka? Czy to mogłoby być możliwe? Oczywiście współcześni historycy kwestionują tę możliwość, jednak nie uwzględniają oni bardzo wielu przesłanek które w jasny i otwarty sposób sugerują takie właśnie pokrewieństwo. Co prawda młody król - prowadząc swą szarżę na oddziały tureckie - został przez nich otoczony i... następnie wszelki ślad po nim zaginął. Rycerstwo, widząc że zabrakło króla, zaczęło się cofać a ów odwrót szybko zamienił się w paniczną ucieczkę, która przypieczętowała obraz klęski warneńskiej. Jednak na pobojowisku, wśród stosów poległych rycerzy nie odnaleziono ciała młodego - zaledwie przecież dwudziestoletniego - króla. Ciała nie odnaleźli ani Turcy (którzy skrupulatnie przetrząsnęli po bitwie całe pole walk), ani też dwaj rycerze polscy, wysłani pod Warnę przez królową-matkę Zofię Holszańską (Sonkę), którzy mieli albo przywieźć ciało poległego monarchy, albo też odnaleźć go żywego. Wrócili nie spełniwszy żadnego z tych poleceń. I przez to właśnie w Królestwie Polskim przez prawie trzy lata panowało bezkrólewie, gdyż oczekiwano że ów nieszczęsny król wreszcie się pojawi (a często zdarzało się tak, że zaginieni w bitwach powracali potem do swych domostw po kilku miesiącach, a nawet kilku latach, jak na przykład stało się z jednym z synów sławnego rycerza Zawiszy Czarnego z Garbowa - Jana, który również brał udział w bitwie pod Warną i także tam zaginął. Jego brat zginął w tej bitwie i rodzina sądziła że Jana spotkał ten sam los, jednak powrócił on do domu po dwóch latach tułaczki). Królowa Zofia nie dawała wiary w śmierć syna i wierzyła że w końcu powróci on do kraju. Co jakiś czas zresztą pojawiały się wieści że ktoś widział Władysława w Poznaniu, w Konstantynopolu, w Wenecji, w Albanii, na Wołoszczyźnie, w Siedmiogrodzie itd. Gdy informacje te docierały do kraju, w miastach bito w dzwony i urządzano iluminacje z okazji szczęśliwego powrotu króla. Ukazał się nawet łaciński epigramat mówiący o tym że: "Sprawiedliwy Władysław żyje" i że "króla znalezionego cudownie sprowadzić należy". Ostatecznie jednak pogodzono się w myślą o jego śmierci, czego jednym z przejawów był łaciński poemat, zatytułowany: "Opłakujcie mnie Niebiosa", a efektem tego stał się wybór kolejnego monarchy, którym został, koronowany 25 czerwca 1447 r. młodszy brat zaginionego króla - Kazimierz IV Jagiellończyk.




Może nasuwać się pytanie, dlaczego Władysław - jeśli rzeczywiście przeżył bitwę - nie pragnął powrotu do kraju i zdecydował się na życie na emigracji pod zmienionym nazwiskiem? Dlaczego nie chciał spotkać się ze swą matką, z którą po raz ostatni widział się w Czorsztynie 23 kwietnia 1440 r. gdy wyruszał na Węgry, przyjąć tam - ofiarowaną mu przez węgierską szlachtę - koronę św. Stefana? Pytanie to oczywiście pozostaje bez odpowiedzi, jednak według mnie decydującym powodem takiej decyzji był fakt ogromnego wstrząsu psychicznego, który już wcześniej determinował wiele działań młodego króla. Przejął on bowiem tron węgierski w wieku 16 lat i w tym czasie stał się już władcą trzech dużych, europejskich państw - Polski, Węgier i Litwy. Co prawda na Litwę wysłał w 1440 r. - jako swego namiestnika - młodszego brata Kazimierza (miał on wówczas prawie 13 lat), ale to on był zarówno królem Polski jak i wielkim księciem Litwy, a teraz również i dziedzicem korony Węgier. Jednak prawdziwym powodem - według mnie - emigracji Władysława po klęsce warneńskiej, były jego wyrzuty sumienia za popełnione przez siebie grzechy. Można by jednak zapytać, jakie to grzechy mógł popełnić młody człowiek w wieku zaledwie 20 lat? Otóż wiadomym jest że król Władysław nie przejawiał zainteresowania płcią piękną i bardzo nudził się w otoczeniu kobiet. Natomiast preferował towarzystwo mężczyzn - rycerzy, dworzan czy paziów. Stąd istnieje (graniczące z pewnością) przeświadczenie że król był homoseksualistą. Jednak należy też wiedzieć - o czym się już nie mówi - że on sam bardzo cierpiał z tego powodu i często się spowiadał oraz prosił o rozgrzeszenie za "ciężki grzech sodomii". Owe zainteresowanie Władysława krucjatami antytureckimi (turecki kronikarz Saad el-dim pisał iż: "Król w upojeniu na wojska sułtana pędził"), również było pewnego rodzaju terapią, mającą na celu uzyskanie rozgrzeszenia za swoją orientację seksualną. To, z jakim zapałem rzucał się na wroga (a przecież nim doszło do owej klęski pod Warną, król w roku 1443 r. poprowadził całkiem udaną kampanię antyturecką, zakończoną nawet wyzwoleniem Sofii i planem marszu na Adrianopol - ówczesną główną siedzibę sułtana), świadczy o żywej determinacji w walce z pozbyciem się tego, czego zapewne nie pragnął, a katastrofa, jaką była dla niego klęska warneńska, musiała zostawić poważne ślady w jego psychice. Być może król uznał że klęska była karą boską za jego grzech sodomii i aby zmyć z siebie dawne życie, postanowił nie wracać już do kraju i zdecydował się żyć odtąd jako człowiek prywatny pod zmienionym nazwiskiem i z czystą kartą. Wciąż był przecież młody, mógł sobie ułożyć życie, ale musiał ostatecznie zerwać wszelkie więzy łączące go z dawnym światem, również i z kochającą matką. I tak też zapewne (bowiem stuprocentowej pewności nie ma. Byłaby ona, gdyby porównano badanie DNA Jagiellonów z DNA rodziny Krzysztofa Kolumba, ale jak na razie polscy historycy się do tego nie palą) została zapoczątkowana niesamowita podróż Władysława po Europie (ponoć był nawet na Synaju w tamtejszym klasztorze św. Katarzyny, jako że to właśnie ją przyjął sobie za swoją patronkę), zakończoną ostatecznie małżeństwem z senhoriną Annes - wywodzącą się z zamożnej, portugalskiej rodziny z Algerve. Władysław - pod zmienionym nazwiskiem - osiadł w Portugalii, a następnie otrzymał do swej dyspozycji pałac Zarco na Maderze (ofiarowany mu przez króla Portugalii - Alfonsa V), gdzie zamieszkał wraz z żoną. Król Portugalii corocznie zaopatrywał go tam w żywność (przysyłając obładowane towarami okręty) oraz zapraszał na regularne spotkania na swym dworze w Lizbonie. Takich rzeczy nie robi się dla zwykłego przybysza z "obcych krain", nawet jeśli byłby on szlachcicem. 




Istnieje więc dosyć mocne przypuszczenie że to właśnie Władysław Jagiellończyk był ojcem Krzysztofa Kolumba, tym bardziej że w 1584 r. przedstawiciele rodów Fraguedo i Baretto przekazali królowi Hiszpanii i Portugalii - Filipowi II Habsburgowi specjalny dokument, określający historię początku szlachectwa ich rodów. W dokumencie tym było zapisane, że członkowie owych rodów wywodzą się bezpośrednio od człowieka o imieniu Henrique Alemco (Henryk Niemiec). Tam było również wyjaśnione kim właściwie był ów człowiek, który kazał nazywać się Henrykiem Niemcem. Miał to bowiem być król Polski, Węgier, Chorwacji - Władysław III z dynastii Jagiellonów. Dokument ten był bardzo ważnym dowodem szlachectwa wyżej wspomnianych rodów i ich królewskiego pochodzenia, które król Filip II uznał. Jak to jednak możliwe by władca państwa leżącego w Europie Środkowo-Wschodniej, stał się ojcem rodów pochodzących z... Portugalii, czyli kraju nie mającego praktycznie nic wspólnego z państwami którymi władał ich założyciel? Mało tego, w dokumencie z 1584 r. przedstawiciele rodów Fraguedo i Baretto twierdzą iż są także spokrewnieni z odkrywcą kontynentu amerykańskiego - Krzysztofem Kolumbem. Nie byli jednak bezpośrednimi potomkami Kolumba, a potomkami jego siostry - seniory Barbary Henriques Alemco. Tak więc istnieją przesłanki które mogą sugerować że to co oficjalnie wiemy na temat historii życia Krzysztofa Kolumba, jest fikcją, a prawda zapewne jest inna. Pamiętajmy też, jak mawiał John Barth: "Niektóre zmyślenia są o tyle cenniejsze od faktów, że są prawdziwe". Ale nie wyprzedzajmy owych faktów, gdyż plany Kolumba musiały zostać odłożone na później (jeśli w ogóle były wówczas brane pod uwagę), bowiem wciąż trwała wojna z Grenadą, a Ferdynand, w otoczeniu swych wodzów (kanclerza Luisa de Santángela i kardynała de Mendozy), przygotowywał nową, kampanię która ruszyła w maju 1486 r.





PS: WCZORAJ MINĘŁA 82 ROCZNICA WYBUCHU POWSTANIA WARSZAWSKIEGO - POWSTANIA UTOPIONEGO WE KRWI PRZEZ NIEMCÓW I SOWIETÓW, KTÓRZY STOJĄC PO DRUGIEJ STRONIE WISŁY, CZEKALI AŻ MIASTO (POZBAWIONE PRAKTYCZNIE BRONI I AMUNICJI) PADNIE







CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM
WIECZNA HAŃBA ZBRODNIARZOM WOJENNYM I KUNKTATOROM SPOD ZNAKU SWASTYKI ORAZ SIERPA I MŁOTA










CDN.

31 lipca 2026

ŚMIECH TO ZDROWIE - Cz. III

"ŻYCIE JEST ŚMIECHU WARTE, 
WIĘC SIĘ ŚMIEJĘ"
GAJUSZ PETRONIUSZ


TROCHĘ NIE POWIĄZANEGO ZE SOBĄ HUMORU



"I'M TOURIST FROM BELGIUM"
 
"BENDZIUM?" 😅
 
"I'M GOING TO THE HOTEL, WILL YOU HELP ME WITH MY SUITCASE?"

"MAM CIĘ ZŁAPAĆ ZA TWOJE SUTKI?" 😂




Z LODEM, CZY BEZ LODA? 😉




SMACZNY PALUSZEK?




OPTYMIŚCI NAJWIDOCZNIEJ MAJĄ LŻEJSZE ŻYCIE 😊



 
😂




KAŻDY PRAWDZIWY FACET MUSI Z CZASEM WYRZEŹBIĆ SOBIE MIĘSIEŃ... PIWNY 💪




TRZYMAM CIĘ AZOR, TRZYMAM CIĘ, TRZYMAM... 😅



 
😄




RÓŻNICE MIĘDZY MATKĄ A OJCEM




WSZYSTKIE PĄCZKI ZJEDZONE - TŁUSTY CZWARTEK ODWOŁANY 🍩




JAK JEŚĆ LODA PRZY KOLEGACH




ŻYCIE TO SĄ CHWILE, CHWILE...




PAMIĘTAJ - PATRZYSZ W LEWO, W PRAWO I POTEM JESZCZE RAZ W LEWO 😅




A NA ZAKOŃCZENIE JESZCZE 
"STACJA WARSZAWA"

(STARE, ALE WCIĄŻ ŚMIESZY)






GENIALNY AMERYKAŃSKI CZARNOSKÓRY KOMIK - 
ERICK BLAKE, 
DEMASKUJE OBŁUDĘ 
POPRAWNOŚCI POLITYCZNEJ


UNIA POLSKO-LITEWSKO-MOSKIEWSKA - Cz. V

DYMITRIADY
Cz. III





KRÓL i CAR


ZYGMUNT II AUGUST 
(TEJ ROLI JERZY ZELNIK)




PS: Postanowiłem zrezygnować z dalszego przedstawiania losów młodego księcia Zygmunta (syna króla Szwecji Jana III Wazy), gdyż do tego tematu powrócę w serii: "Jestem królem Waszym prawdziwym, nie malowanym", a nie ma większego sensu aby te tematy się dublowały. Teraz zaś przejdziemy do bezpośrednich przyczyn rozpoczęcia "Dymitriad" i planów powiązania (na zasadzie Unii) Rzeczypospolitej polsko-litewskiej z państwem carów moskiewskich



 Do pierwszej realnej próby powiązania ze sobą dwuczłonowego państwa zwanego Rzeczpospolitą z Carstwem Moskiewskim, doszło wkrótce po śmierci ostatniego przedstawiciela dynastii Jagiellonów - króla Zygmunta II Augusta. To właśnie wtedy na Sejmie elekcyjnym z roku 1573 posłowie jak i szlachta litewska zaproponowała kandydaturę cara Moskwy Iwana IV Groźnego, lub ewentualnie jego syna Fiodora. Było to oczywiście spowodowane chęcią zakończenia co jakiś czas odnawianego konfliktu ze wschodnim sąsiadem, tym bardziej że w tamtym czasie Litwa (czy też Wielkie Księstwo Litewskie) zmagała się z zarazą (objęła również ona część  ziem polskich), która osłabiała kraj, a poza tym liczono że w takiej trójczłonowej monarchii uda się Litwie - przy wsparciu Moskwy - ponownie odzyskać na Koronie utracone w 1569 r. ziemie Ukrainy i Wołynia. Car Iwan początkowo bardzo entuzjastycznie podszedł do tej propozycji litewskich posłów, ale potem stwierdził że na polski tron wyśle (jako kandydata) swego syna Fiodora (zapewne uznał że prawno-ustrojowa pozycja polskiego monarchy w Rzeczpospolitej polsko-litewskiej znacznie krępowałaby jego władzę), ale uzależniał od tego zgodę strony polsko-litewskiej na oddanie Moskwie Kijowa, Inflant i Kurlandii. Oczywiście żądania te były niedorzeczne i nikt nawet się nad nimi nie pochylał, królem zaś obrano francuskiego księcia Henryka d'Valois, który realnie był królem tylko przez 13 miesięcy i w czerwcu 1574 r. (po otrzymaniu wiadomości o śmierci swego brata, króla Francji - Karola IX) uciekł z Polski (choć obiecał że wróci) i po dotarciu do Francji koronował się na tamtejszego króla. Teoretycznie tron w Rzeczypospolitej nadal był obsadzony, gdyż Walezy nie zrzekł się polskiego tronu, ale ponieważ nie chciał wrócić do kraju a kolejne poselstwa były odprawiane z kwitkiem, postanowiono w Polsce wybrać nowego króla (notabene zauważmy jak bardzo historia potrafi zatoczyć koło. Gdy bowiem w 1573 r. polscy posłowie przyjechali do Paryża żeby zaproponować Henrykowi Walezemu tron Polski i Litwy, zdawało im się jakby dotarli do jakiegoś na wpół dzikiego kraju, gdzie katolicy i protestanci (hugenoci) nieustannie się mordują, gdzie nie ma ani bezpieczeństwa ani spokoju a kraj wewnętrznie jest rozdarty. Jakże to kontrastowało ze spokojem panującym w Rzeczpospolitej, jakże to kontrastowało z faktem, że tolerancja religijna była w Polsce czymś naturalnym (jak powietrze którym się oddycha), dlatego też patrzono na Francuzów jak na jakichś dzikusów, którzy sami nie potrafią doprowadzić do pokoju wewnętrznego, natomiast niszczą się wzajemnie z pobudek egoistycznych lub też ideologicznych - bowiem doktryny religijne można traktować jako formę ideologii. Natomiast w relacjach Francuzów polscy posłowie byli uważani za jakiś dziwnych i tajemniczych książąt z niezwykłego, na wpół bajkowego kraju, o czym świadczył ich ubiór - niezwykle barwny i bogaty - znajomość języków obcych, oraz kultura osobista. Nie na darmo kilka lat temu otwarcie mówiło się że to Polacy - a raczej Henryk Walezy który wrócił do Francji - nauczyli Francuzów jeść nożem i widelcem, a przede wszystkim dbać o czystość osobistą, gdyż na francuskich dworach i w zamkach możnowładców nie było wówczas czegoś takiego jak łazienka. Henryk Walezy ujrzał łazienkę dopiero w Krakowie i tak się nią zafascynował że postanowił coś takiego zainstalować w Pałacu królewskim w Paryżu. Dzisiaj zaś, gdy widzimy te wszystkie podziwy zagranicznych turystów z Zachodniej Europy a także i ze Stanów Zjednoczonych nad bezpieczeństwem i czystością polskich miast i polskich ulic, wydaje się jakby historia zatoczyła koło).


WIZYTA POLAKÓW W PARYŻU 
(1573)





W czasie elekcji roku 1575 car Iwan IV również zaproponował swoją kandydaturę, która nie miała ponownie żadnych szans na sukces. Jedynym pozytywnym aspektem tego kroku było czasowe wstrzymanie walk w Inflantach i utrzymanie pokoju polsko-litewsko-moskiewskiego. Wybór księcia siedmiogrodzkiego - Stefana Batorego doprowadził oficjalnie do wznowienia wojen z Moskwą i odzyskania wszystkich inflanckich twierdz oraz ugruntowania północnej granicy litewsko-moskiewskiej (aż do pierwszego rozbioru Rzeczypospolitej w 1772 r.) w rozejmie zawartym w Jamie Zapolskim w 1582 r. Po śmierci Batorego w czasie trzeciej elekcji w 1587 r. litewscy posłowie zaproponowali by na Sejmie elekcyjnym o tym kto zostanie nowym królem zadecydował ślepy los, czyli losowanie. Miano wybierać pomiędzy kandydatem szwedzkim, czyli królewiczem Zygmuntem (synem Jana III Wazy), kandydatem siedmiogrodzkim oraz moskiewskim (tym moskiewskim był car Fiodor I Iwanowicz). Jednak propozycję losowania króla jak w loterii odrzucono i ostatecznie wybrano na nowego polsko-litewskiego monarchę królewicza Zygmunta Wazę (po matce Katarzynie - wywodzącego się z dynastii Jagiellonów). Królewicz miał wówczas 21 lat i tak naprawdę nic nie wiedział o kraju rodzinnym swojej matki. Słyszał co prawda opowieści że Rzeczpospolita jest dwa razy większym krajem od Szwecji, że liczy sobie ok. 10 milionów mieszkańców (dwa razy więcej od ówczesnej Anglii), że szlachty jest tam mnogo (znacznie więcej niż w każdym innym kraju), że zamki tam są wspaniałe, że mówi się tam wieloma językami: po polsku, łacińsku, rusku, niemiecku, ormiańsku czy hebrajsku (notabene my dzisiaj zapominamy o tym, jak ogromną rolę w tamtym czasie stanowiła polszczyzna, język polski - bez którego znajomości nie można było realnie przemierzyć w celach handlowych ogromnych terenów pomiędzy Łabą na zachodzie, a Moskwą na wschodzie, pomiędzy Estonią na północy a Dunajem na południu. W języku polskim sporządzano dokumenty krążące pomiędzy dworem londyńskim a moskiewskim, pomiędzy paryskim a konstantynopolitańskim i pomiędzy Moskwą a Chinami. Dzisiaj wydaje nam się to nieprawdopodobne, ale język polski był językiem międzynarodowym, natomiast język niemiecki był uważany za język lokalny, język ograniczający się do krajów Rzeszy). Zapewne też młody szwedzki królewicz dowiadywał się od swojej matki o niezwykle kolorowym dworze krakowskim (podczas gdy na dworze szwedzkim panowała moda hiszpańska, gdzie głównie królowała czerń), o niezwykłej tolerancji polskiej szlachty i to zarówno w dziedzinie religijnej jak i intelektualnej (w końcu Mikołaj Kopernik to właśnie w Polsce w latach 30-tych i 40-tych XVI wieku zaczął twierdzić że Ziemia obraca się wokół Słońca, a nie jak dotąd sądzono - opierając się na heliocentrycznej teorii Ptolemeusza, iż to Słońce i inne planety krążą wokół Ziemi. W Szwecji nie można było tego powiedzieć publicznie aż do roku 1690, jeśli nie chciało się spłonąć na stosie za szerzenie herezji). To wszystko co młody królewicz szwedzki wiedział o Polsce, choć tak naprawdę nie znał nawet języka i gdy przyjechał do swego nowego Królestwa, nie został dobrze odebrany przez zarówno ogół szlachty jak i krakowskich mieszczan (a sam rzecznik jego wyniesienia na tron polski hetman i kanclerz wielki koronny Jan Zamoyski, wyraził się o nim dość lapidarnie, mówiąc: "Nieme diablę".


ZYGMUNT III WAZA



Przenieśmy się jednak teraz na Wschód, do Moskwy i sprawdźmy co też tam się dzieje po śmierci cara Iwana IV Groźnego. Jest to tyle ważne, że do dzisiaj budzi kontrowersje pochodzenie tzw: "łże-Dymitra" czy też Dymitra Samozwańca I. Nie ma oczywiście na to żadnych dowodów (te które były zapewne zostały zniszczone już na początku panowania Michała Romanowa i jego następców) ale istnieją poważne przesłanki że ów Dymitr Samozwaniec był w rzeczywistości ocalonym najmłodszym synem cara Iwana IV Groźnego (który miał oficjalnie zginąć w Ugliczu w maju 1591 r. gdy niefortunnie bawił się nożem, podrzucając go do góry i który miał mu się wbić w gardło). W tym temacie oczywiście przedstawię te wszystkie przesłanki przemawiające za carskim pochodzeniem Samozwańca, a także konsekwentne niszczenie wizerunku Dymitra przez Romanowów (w końcu gdyby okazało się że Dymitr nie był wcale żadnym mnichem ma o imieniu Grigorij Otriepiew, tylko prawdziwym synem Iwana Groźnego, prawo do tronu Romanowów byłoby uzurpacją, dlatego też należało usunąć wszelkie tego typu spisane knigi, które przemawiałyby za carskim pochodzeniem owego młodzieńca). Żeby jednak prześledzić Jak wyglądała ta sytuacja, i dlaczego Dymitr samozwaniec zdobył takie poparcie wśród wielu możnych zarówno polskich jak i moskiewskich, należy cofnąć się w czasie do młodzieńczych lat życia jego ojca (przyjmijmy że tak mogłoby być) Iwana Groźnego. Otóż z końcem 1546 roku w Moskwie odbył się pokaz panien, który miał wytypować kandydatkę na żonę dla młodego wielkiego księcia moskiewskiego (jeszcze nie cara, koronuje się on na pierwszego cara Moskwy dopiero kilka miesięcy później w roku 1547) Iwana IV, mającego wówczas lat 16. Oficjalny dokument nawołujący do wysłania bojarskich córek na konkurs piękności dla cara brzmiał następująco: "Ten, kto otrzyma niniejszy dokument, a ma w domu niezamężną córkę, winien natychmiast udać się z nią na przegląd do namiestnika w mieście. Pod żadnym pozorem nie wolno dziewcząt ukrywać. Kto zatai fakt posiadania córki i nie przywiezie jej do namiestnika, może spodziewać się mojego gniewu i srogiej kary. Dokument należy przed upływem godziny przesłać dalej". Ostatecznie wysłano ok. 1000 dziewcząt z których to nadobne małżonki bojarów wybrały kilkadziesiąt najładniejszych i niezbyt otyłych dziewcząt, które umieszczono w pałacyku przylegającym do Kremla, gdzie każdą z osobna odwiedzał młody wielki książę aby z nimi konwersować. W dniu wyboru każda z dziewcząt - pięknie uczesana i wystrojona - stawała przed obliczem monarchy siedzącego na tronie, musiała zbliżyć się do tronu, złożyć pokłon i czekać na dalszą decyzję wielkiego księcia. Ten miał zadecydować o wyborze swej małżonki, ofiarowując jej wyszywaną perłami chusteczkę. Wręczył ją dziewczynie o imieniu Anastazja Romanowa-Zacharina-Koszkina, którą już dawno sobie upodobał, a nawet można powiedzieć że zakochał się w niej po uszy i była to bodajże jedyna prawdziwa miłość w życiu tego niezwykle okrutnego moskiewskiego władcy.


MŁODY IWAN IV GROŹNY



Wzięli ślub dnia 3 lutego 1547 r. i było to niezwykle udane i zgodne małżeństwo. Młody car (Iwan koronował się nad cara 16 stycznia 1547 r. chociaż należy pamiętać że ten tytuł nie był uznawany w Rzeczypospolitej aż do roku 1667. Notabene poselstwo rosyjskie, które wysłane zostało do Rzeczpospolitej w roku 1650 - a o którym to pisałem w innym temacie - z żądaniem ukarania autorów książek, w których nie używano oficjalnej carskiej tytulatury władców Moskwy, nazywając ich tam "wielkimi kniaziami", miało również i swój drugi mniej oficjalny aspekt. W książkach tych bowiem udowadniano że Dymitr Samozwaniec miał prawo do tronu Moskwy, dlatego też posłowie ci domagali się zniszczenia owych książek oraz skazania na śmierć ich autorów - jak zakończyła się ta historia opowiem w temacie w którym ten wątek rozpocząłem), dla swej urodziwej młodej małżonki zrezygnował wszelkich innych uciech cielesnych (których się do tej pory oddawał pomiędzy jedną wizytą w monasterze a drugą wizytą w monasterze, innymi słowy z burdelu szedł się pomodlić, a potem znowu wracał do burdelu. Był bowiem niezwykle religijny, wręcz dewotyczny i często jak wracał z prowincji - gdzie spędzał letnie wakacje - do Moskwy, ubierał czapkę Monomacha, wdziewał strój pokutnika i boso szedł z biczem w dłoni - którym się okładał - do cerkwi żeby się pomodlić, a potrafił modlić się godzinami). Anastazja na młodego cara działała niezwykle uspokajająco, łagodziła jego wzburzony charakter i wielokrotnie pod wpływem swej małżonki car okazywał łaskę swym poddanym, których wcześniej zamierzał skazać na śmierć. Anastazja była bowiem nie tylko fizycznie atrakcyjna, ale również mądra i oczytana co w tamtym czasie było zjawiskiem tak rzadkim, jak znalezienie igły w stogu siana (bojarzy bowiem nie kształcili swoich córek, uważając że to nie ma najmniejszego sensu. Mało tego, często synów również nie kształcili i bywało tak, że zarówno bojarscy synowie, a często wysoko postawieni mnisi - nie potrafili czytać i pisać), Iwan był bowiem dobrze wykształcony. Wydaje się że Anastazja również potrafiła czytać i pisać i można było z nią porozmawiać nie tylko na tematy damsko-męskie. Doczekali się wspólnie sześciorga dzieci - trzech synów i trzech córek, przy czym Anastazja rodziła praktycznie co rok, dwa), ale ze wszystkich przeżyli tylko dwaj synowie Iwan i Fiodor (wszystkie inne dzieci umarły bardzo wcześnie, w wieku jednego lub półtora roku). W roku 1559 Anastazja poważnie zachorowała a medycy nie byli w stanie skutecznie jej wyleczyć. Choroba postępowała i gdy w lipcu 1560 r. w Moskwie zaczęły wybuchać pożary, car Iwan - w obawie o życie swej małżonki - wywiózł ją z miasta na prowincję, do Kołomienskoje, aby tam wróciła do zdrowia. Anastazja jednak zmarła tam 7 sierpnia 1560 r. w wieku zaledwie lat 28/29.




Iwan wręcz szalał z rozpaczy, to właśnie wtedy uznał bojarów za swoich wrogów i zaczął postępować z nimi w niezwykle okrutny sposób (na przykład porywał z domu bojarskie żony, po czym oddawał je w publicznych gwałtach swoim oprócznikom - wcześniej samemu je gwałcąc, a potem odsyłał mężowi z zakazem zbliżania się do żony, jako że ta miała już "przyjemność" z samym carem, więc żaden inny mężczyzna nie może się do niej zbliżyć. Inne przypadki były takie że kazał zabijać i wieszać żonę danego bojara np. nad stołem przy którym wspólnie jedli posiłki, z zakazem zdejmowania ciała dopóki nie zacznie on ognić). Nie wiadomo czy bojarzy mieli jakiś udział w śmierci Anastazji, w każdym razie sam car tak uważał i wydał na nich wyrok (współczesne badania ciała Anastazji wykazały znaczne ilości arszeniku, czyli można powiedzieć że była podtruwana- przez kogo? nie wiadomo, ale być może podejrzenia Iwana nie były całkiem bezpodstawne, w końcu bojarskie rody rywalizowały o to, która z ich córek urodzi następcę tronu). Po śmierci swojej umiłowanej małżonki car Iwan szybko szukał kolejnej żony, jako że miał tylko dwóch synów, a nie było pewności czy dożyją oni lat męskich, potrzebował więc kolejnych synów aby móc przedłużyć dynastię. Tylko kto ma być nową żoną cara, kogo wybrać? Może zorganizować kolejny pokaz panien? Taki myśli trafiły wówczas Iwana, ale ostatecznie uznał że lepsza dla niego będzie kandydatka z zagranicy, musiał się tylko przekonać która jest najładniejsza i najbardziej płodna. Ostatecznie jego wybór padł na dwie kandydatki, obie siostry Zygmunta II Augusta - Annę i Katarzynę Jagiellonki. Jeśli car kierował się urodą i płodnością, to trafił kulą w płot, jako że obie damy były już dość "stare" jak na tamte czasy, Anna liczyła sobie 37 lat, natomiast Katarzyna 34, poza tym Anna nie grzeszyła urodą. W każdym razie wysyłając w roku 1560 swego posła do Wilna, Iwan radził mu w liście: "Jadąc drogą do Wilna, zasięgaj języka o siostrach królewskich: ile mają lat, jakiego są wzrostu, jakiej budowy, jaki mają charakter i która z nich ładniejsza?". Był to czas, który mimo wszystko nie służył takim mariażom, jako że od 1558 r. Iwan IV prowadził wojnę w Inflantach z Zakonem Kawalerów Mieczowych, natomiast na ziemie inflanckie chrapkę mieli zarówno Szwecja, Dania jak i Rzeczpospolita. Wcześniej, bo jeszcze w roku 1554 car zmusił Zakon do podpisania niekorzystnego traktatu, na mocy którego przez kolejne 15 lat miał on nie wchodzić w żadne związki z Polską i Litwą, a wielki mistrz Zakonu przez dłuższy czas musiał wypełniać jego warunki (w 1556 r. uwięził nawet sprzyjającego Polsce arcybiskupa ryskiego Wilhelma Hohenzollerna). Pomiędzy Rzecząpospolitą a Moskwą w tamtym czasie panował pokój od roku 1537 (cyklicznie co 6 co 7 lat przedłużany, ostatni raz w roku 1556 na kolejne sześć lat). Plany przyłączenia Inflant do Rzeczpospolitej zostały dogadane z księciem pruskim Albrechtem Hohenzollernem już w roku 1552 gdy król Zygmunt II August udał się do Gdańska (gdzie na Krupiszkach i Braksztynach spotkał się z Albrechtem, tam miano uzgodnić że nowym księciem zsekularyzowanych Inflant zostanie jego kuzyn - dotychczasowy arcybiskup ryski Wilhelm Hohenzollern). Latem 1557 r. król Zygmunt August w obozie pod Oniksztami zgromadził 16 000 żołnierzy (w tym 5000 Polaków i 3000 Prusaków Albrechta Hohenzollerna, resztę stanowili Litwini). 19 sierpnia w obozie pod Pozwolem wypowiedziano wielkiemu mistrzowi Wilhelmowi Fürstenbergowi wojnę, ale nie trwała ona długo i nie wiązała się z żadnymi ofiarami. Już bowiem 14 września do Pozwola przybył Fürstenberg, który podpisał tam przymierze przeciwko Moskwie, zrywając tym samym układ z carem Iwanem. To nie mogło spodobać się krewkiemu Moskwicinowi.




W roku 1558 doszło do ataku na miasto i port w Narwie (leżącej w państwie Zakonu Kawalerów Mieczowych) przez mieszkańców sąsiedniego Iwanogrodu. A tak okazał się skuteczne i Narwa została zdobyta (car twierdził że mieszkańcy Iwanogrodu zrobili to, ponieważ ci z Narwy oszukiwali ich na handlu i dodatkowo upokarzali, wydaje się jednak bardziej prawdopodobne że ów atak był skoordynowanym uderzeniem moskiewskim, a nie przypadkowym napadem mieszkańców jednego grodu na drugi). Dzięki temu Moskwa zyskiwała wreszcie swój pierwszy port na Bałtyku (do tej pory bowiem posiadała jedynie skrawek ziem przy Newie - na którym w roku 1703 car Piotr I rozpocznie budowę Petersburga -  bez żadnego portu, a jedyny port jaki miała - Archangielsk na Morzu Białym, realnie pełnił swoją funkcję tylko przez cztery miesiące w roku, potem zamarzał. W takich warunkach rozwój skutecznego handlu był więc niemożliwy). Po upadku miasta bardzo szybko Rosjanie rozlali się po całych północno-wschodnich Inflantach, siejąc spustoszenie i panikę tamtejszej ludności (postępowali też niezwykle okrutnie, mordując zbiorowo wszystkich tych, którzy w jakikolwiek sposób stawili im opór a potem musieli się poddać). Było oczywiste że sam Zakon nie jest w stanie sprostać potędze moskiewskiej i bez wsparcia z zewnątrz upadnie. Arcybiskup ryski radził doprowadzić do pełniejszego sojuszu z Polską, czyli podporządkowania się królowi, do tego jednak trzeba było wybrać nowego wielkiego mistrza i tak też uczyniono, w 1559 r Wilhelma Fürstenberga zastąpił Gotthard Kettler. Ponieważ jednak pomiędzy Rzecząpospolitą a Moskwą panował pokój (przedłużony w 1556 roku o kolejne 6 lat), przeto nie można było oficjalnie wypowiedzieć wojny i ruszyć na Moskala nie łamiąc pokoju, ale postanowiono zastosować pewien myk, a mianowicie poradzono wielkiemu mistrzowi aby wpuścił do zamków polskie załogi i jeśli Moskale by je zaatakowali, to oznaczałoby że złamali pokój i Polska mogłaby wówczas wejść do wojny. 31 sierpnia 1559 r. Zakon Kawalerów Mieczowych oddał się oficjalnie pod opiekę polskiego króla, a ten zobowiązał się do przestrzegania dotychczasowych wolności i praw. Państwo zakonne jednak już się rozpadało, jeszcze bowiem w tym samym roku (1559) wyspy Dago i Ozylia a także zachodnia część Estonii została sprzedana Duńczykom, w tym czasie Moskale kontrolowali już nie tylko Narwę, ale również Dorpat i Felin a w roku 1560 zdobyli również Marienburg. Ostatecznie w 1561 r. północna część ziem Zakonu Kawalerów Mieczowych czyli Estonia, oddała się we władanie Szwedów, Dania zajęła Piltyń, Lipawa włączona została do Prus Książęcych (1560), a władza wielkiego mistrza odnosiła się jeszcze do pozostałych ziem rozdartego państwa. W każdym razie polskie załogi obsadziły kluczowe twierdze takie jak Dyneburg, Selburg, Lenward w rejonie Dźwiny idąc do Rygi, następnie twierdze na północy i na wschodzie państwa. Ostatecznie jesienią 1561 r. wielki mistrz Zakonu Gotthard Kettler w Wilnie zawarł układ z królem Zygmuntem Augustem, na mocy którego zakon sekularyzowano, Kettler otrzymał Kurlandię i Semigalię jako lenno dziedziczne (i z tych ziem złożył królowi hołd lenny), natomiast reszta kraju przeszła pod panowanie litewskie (a następnie stała się kondominium polsko-litewskim). W 1562 r wygasł pokój polsko-moskiewski i obie strony faktycznie znalazły się w stanie wojny.




W każdym razie w roku 1560, gdy poseł Iwana IV przybył do Wilna aby wybrać nową żonę dla cara, król Zygmunt August zamierzał ożenić go ze swą starszą siostrą Anną, ale ponieważ zdawał sobie sprawę że ona akurat nie jest zbyt urodziwa. Poseł moskiewski chciał aby w imieniu swego pana obejrzał obie królewny osobiście, ale Zygmunt August nie zamierzał prezentować swoich sióstr jak klacze na targu, dlatego też zorganizowano przedstawienie. Obie kobiety znajdowały się w jednej z komnat na zamku w Wilnie, gdzie obie przędły kądziel (miało to pokazać ich pokorę, uległość i kobiecość). Poseł mógł je ujrzeć przez dziurkę od klucza. Mimo tak niesprzyjających warunków udało mu się stwierdzić że bardziej urodziwa jest jednak Katarzyna i to właśnie o jej rękę poprosił w imieniu cara Iwana. Król jednak się na to nie zgodził, gdyż przede wszystkim chciał wydać za mąż starszą siostrę. Tak więc z mariaży nic nie wyszło, ale na osłodzenie łez król podarował carowi... dwa piękne konie. Ostatecznie Katarzyna w 1562 r. została żoną księcia Finlandii - Jana Wazy (późniejszego króla Szwecji), natomiast Anna do aż do 1573 r. pozostała panną, a następnie żoną najpierw Henryka Walezego, a potem Stefana Batorego. A tym czasem Iwan Groźny dalej szukał kandydatki na żonę.


CDN.

29 lipca 2026

ZAPRZAŃSTWO JAKICH MAŁO! - Cz. V

CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI





POWSTANIE i WOJNA
Cz. V


JAN II KAZIMIERZ WAZA



 Tymczasem gdy 24 września 1649 r. do Bakczysaraju przybył chan Islam III Girej, zaczął on od razu rozmyślać nad nową wojną - tym razem z Moskwą, gdyż pragnął odzyskać dawno utracone chanaty: kazański (1552) i astrachański (1556). Po tych dwóch kampaniach z lat 1648-1649 gdy Krym zaludnił się niezliczoną rzeszą wziętych w jasyr niewolników ukraińskich i polskich, gdy tamtejsi agowie (jak i zwykli Tatarzy) wzbogacili się na łupach zrabowanych z ziem koronnych, pozycja Chanatu znacznie wzrosła w ówczesnej Europie. Ugoda zborowiecka dawała chanowi rolę pośrednika w relacjach pomiędzy Rzeczpospolitą a Kozakami i planował on tę swoją nowo uzyskaną władzę wykorzystać. Kozacy zostali oczywiście zmuszeni do przyjścia z pomocą Tatarom w sytuacji planowanej przez nich wojny z Moskwą, ale chan zamierzał do tej wojny wciągnąć również Rzeczpospolitą, słał więc poselstwa na sejmy z propozycją wspólnej wojny "w lecie, w zimie, zawsze, kiedy będzie wola wasza, tylko na rezolucję waszą czekamy". Oczywiście szlachta nie planowała wojny z Moskwą i nawet nie myślała o niej (wcześniej toczyła bowiem długoletnią batalię z królem Władysławem IV, aby uniemożliwić mu wielką wojnę z Imperium Osmańskim i Chanatem Krymskim - o czym piszę w serii: "Władysław IV i plany wielkiej wojny z Imperium Osmańskim"). Zresztą większość i tak zdawała sobie sprawę że ugoda zborowiecka nie przetrwa długo i wkrótce trzeba będzie wznowić działania wojenne na Ukrainie przeciwko Chmielnickiemu i jego tatarskim sojusznikom, nie planowano więc żadnej wojny z Moskwą. Natomiast taką wojnę pragnęli rozpocząć członkowie sześciu najważniejszych rodów tatarskich, wchodzących w skład Dywanu. Szirini dominowali bowiem nie tylko na Krymie, ale również w Kazaniu i w księstwie kasimowskim (zależnym od Moskwy), Mangryci w Astrachaniu, Kazaniu i Bucharze, Argyni w Kasimowie, zaś Barynowie, Sedżeutowie i Kipczakowie mieli mniejsze związki poza Chanatem, aczkolwiek te powiązania były bardzo silne z dawną Złotą Ordą (wywodzącą się przecież jeszcze z czasów potomków Czyngis-chana). Tak więc rody Dywanu stawiały na wojnę z Moskwą, natomiast Chmielnicki przygotowywał się do kolejnej wojny z Rzecząpospolitą i starał się odwieźć Tatarów od wyprawy przeciw carowi (czym listownie chwalił się w listach do Aleksego).


AGA CHANATU KRYMSKIEGO



W październiku 1649 r. z Moskwy wyruszyło carskie poselstwo Gieorgija Nieronowa, które miało zapoznać się z wydarzeniami na Ukrainie po ostatniej wojnie, szczególnie zaś na temat sojuszu kozacko-tatarskiego skierowanego przeciwko Moskwie. Chmielnicki spotkał się z Nieronowem 2 grudnia w Czehryniu i podczas tej pięciodniowej wizyty ostatecznie obiecał mu że będzie odwodził chana od wyprawy na Moskwę, twierdził nawet że chan deklarował, iż pragnie przyjąć zwierzchnictwo cara, tylko na razie "Bóg mu na to nie pozwolił" i że Chmielnicki ma nadzieję iż w niedalekiej przyszłości wszystkie państwa, zarówno chrześcijańskie jak i bisurmańskie (jak to określił) znajdą się pod władzą moskiewskiego cara. Kłamał też że przygotowania chana do wyprawy wojennej nie są skierowane przeciwko Moskwie a... Turcji i że wkrótce dojdzie do takiej wyprawy wraz z Wołochami (Mołdawianami), Multanami (Wołochami - w Rzeczypospolitej bowiem na Mołdawian mówiono Wołochy, a na Wołochów Multany) i Tatarami białogrodzkimi. Opowiadał też że na Dnieprze pod Kudakiem gotowych do tej wyprawy ma już 300 łodzi, a zamierza zbudować kolejnych 200 aby Morzem Czarnym w wielkiej wyprawie chrześcijan popłynąć na Konstantynopol. Miało to wszystko uspokoić cara i uzyskać od niego jakieś wsparcie w zbliżającej się nieuchronnie konfrontacji z Rzeczpospolitą. Nieronow w drodze powrotnej do Moskwy (do której dotarł 9 stycznia 1650 r.) zasięgnął nieco języka i wyszło na to, że w wielu sprawach Chmielnicki po prostu go okłamał. Dowiedział się również że sojusz kozacko-tatarski znacznie osłabł po ostatniej kampanii i tylko w sytuacji gdyby to strona polska zerwała ugodę zborowiecką, sojusz ten ponownie by się odrodził. W każdym razie Chmielnicki zrobił na carskim pośle niedobre wrażenie, i to nie tylko tym, co mówił (a co potem zweryfikowano), ale przede wszystkim tym, że nie był w stanie długo wytrzymać bez alkoholu (co dziwiło nawet Moskala). Lecz apogeum tego dopiero nadejdzie (np. przed bitwą pod Beresteczkiem Chmielnicki będzie totalnie nieprzytomny i to do tego stopnia, że gdy przybędzie chan tatarski, nie będzie miał kto go powitać, a gdy chan ujrzał chorągwie polskie - które mu wcześniej Chmielnicki nakreślił jako nieliczne i wystraszone, ten miał stwierdzić: "Pijanymi oczami patrzał wasz Chmiel na Polaków; jeśli wytrzeźwiał teraz, to niech idzie przodem wybierać miód tym pszczołom. Zobaczymy czy mają żądła" - mieli, Beresteczko zakończy się ogromną klęską wojsk kozacko-tatarskich i jednym z najsławniejszych zwycięstw Rzeczypospolitej, które odbije się echem w ówczesnej Europie - ale o tym wkrótce).




A tymczasem 22 października 1649 r. w poniedziałek w Warszawie zebrał się Sejm, którego marszałkiem wybrano starostę wielkopolskiego Bogusława Leszczyńskiego. W czasie tego Sejmu szlachta pomstowała na to, co działo się w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy, a ucieczka tych, którzy mieli rozgromić Chmielnickiego pod Piławcami była uważana za totalną hańbę (nie chciano nawet tym wszystkim którzy uciekli spod Piławiec podawać ręki ani się kłaniać, ale z czasem uznano że nie ma co rozpamiętywać tego wszystkiego i polskim zwyczajem wszystko wróciło do normalności - panowie bracia - "brateńki"). Posłowie i senatorowie atakowali nawet kanclerza Ossolińskiego za zbyt dużą uległość wobec Kozaków i Tatarów, natomiast sam król Jan Kazimierz i jego postawa (szczególnie w czasie bitwy zborowieckiej) wyrastał na prawdziwego bohatera i obrońcę Rzeczypospolitej. Wydawało się jakoby smok, jakim była Rzeczpospolita powoli (bardzo powoli) budził się z długiego snu, w czasie którego był kopany i obijany przez śmiałków, którzy pragnęli pozbawić go głowy (wybaczcie że wtrącę tutaj żarcik z "rycerzy Doliny Rozdupy" 🥴, ale jest tam taka scena u Walaszka gdy jeden z tych trzech rycerzy mówi do reszty: "Panowie, nie chcę wszczynać paniki, ale księżniczka (którą mieli uwolnić) jest tylko jedna a nas trzech", na co drugi zapytuje: "A ile ma dziur" 🤭😉 - może trochę prostackie, ale mi się podoba). Ale do wielu możnych wciąż jeszcze nie docierała podstawowa zasada: że żeby cokolwiek osiągnąć, to trzeba najpierw włożyć w to sporo pracy i jeśli chcecie zwycięstwa, musicie najpierw uchwalić podatki na wojsko. Jednocześnie chwalono również bohaterską obronę Zbaraża, a także samego księcia Jeremiego Wiśniowieckiego. Przyjęto też wszystkie postanowienia ugody zborowskiej (27 listopada), deklarując z radością, że wypłacane "upominki" dla chana miały zostać w formie zapłaty za służbę pełnioną w imieniu Rzeczypospolitej, a nie za daninę (na takie sformułowanie zapewne by się nie zgodzono). 11 grudnia Chmielnicki wysłał również swoich posłów do Warszawy, ale gdy tylko tam dotarli, szlachta nie zgodziła się (zgodnie z warunkami ugody zborowieckiej) uznać metropolity kijowskiego za członka Senatu. Natomiast 14 grudnia na Sejm przybył ze swoim orszakiem książę Jeremi Wiśniowiecki, witany tutaj bardzo radośnie i ciepło. 16 grudnia zaś przybył zwycięzca spod Łojowa, hetman polny litewski - Janusz Radziwiłł. Kanclerz Ossoliński - zdając sobie sprawę że przybycie tych dwóch wodzów nieco obniża jego pozycję na Sejmie - starał się wykazać że bitwa zborowiecka w której brał udział, była drugim Chocimiem (1621) i znacznie ważniejsza była niż obrona Zbaraża, czy bitwa pod Łojowem, bo prowadzona "bez wodzów" i przy większej sile nieprzyjaciela. Ogólnie jednak jego przechwałki zrobiły bardzo złe wrażenie. Doszło do tego, że im dłużej starał się wykazać swoją odwagę w tamtej bitwie, tym więcej osób przestawało go słuchać. 21 grudnia hetman Radziwiłł teatralnym gestem rzucił pod stopy siedzącego na tronie Jana Kazimierza zdobyte pod Łojowem kozackie sztandary. Wkrótce potem doszło też do ostrego sporu (przy obecności monarchy - co było niedopuszczalne i karane) pomiędzy Wiśniowieckim a Ossolińskim na temat jakiegoś paszkwilu wymierzonego w ruskiego kniazia. Ostatecznie Ossoliński opuścił salę, a król przebaczył Wiśniowieckiemu spór i nawet obdarzył go buławą hetmańską (23 grudnia), którą miał dzierżyć do czasu, aż hetmani spod Korsunia nie zostaną uwolnieni.


JEREMI (JAREMA) WIŚNIOWIECKI 
(W TEJ ROLI ANDRZEJ SEWERYN W FILMIE: "OGNIEM I MIECZEM"
1999)



Na Sejmie tym uchwalono również powołanie nowej armii w sile 12 300 żołnierzy. Nie były to siły znaczne, tym bardziej w sytuacji wciąż trwającego powstania na Ukrainie i niepewnej sytuacji związanej z Chanatem, Moskwą, a być może również i Szwecją. Po przybyciu delegacji kozackiej (na początku stycznia 1650 r.) przyjęto również wręczony przez nich rejestr kozacki, w liczbie 40 471 spisanych nazwisk. Został on przyjęty. Ostatnie dni obrad sejmowych upłynęły na sprawie wynagrodzeń, odnośnie pozostawionych w trzech województwach ukraińskich majątków, należących głównie do Wiśniowieckich i Potockich (choć nie tylko). Ostatecznie 12 stycznia 1650 r. obrady dobiegły końca i posłowie rozjechali się do domów. Wydawało się że pokój przetrwa, że skoro wszystko udało się zgodnie rozwiązać, dalsza wojna nie jest konieczna, tym bardziej że Kozacy przysięgli na Sejmie "własnymi piersiami Rzeczypospolitą chronić". Wkrótce jednak miało się okazać że ów pokój jest nietrwały i ponownie musiał zabrzmieć szczęk oręża.




Gdy więc 12 stycznia 1650 r. zakończyły się obrady Sejmu warszawskiego, a szlachta rozjechała się do domów - po przyjęciu (większości) wynegocjowanych pod Zborowem warunków pokojowych - tumult na Ukrainie nie zmniejszył się, a wręcz przeciwnie, wszystko tam ponownie kipiało do nowego powstania przeciwko "polskim panom". Ogromne niezadowolenie chłopstwa ukraińskiego i czerni kozackiej (szczególnie zaś tych, którzy nie zostali ujęci w rejestrze) powodował - zapowiadany wcześniej - powrót szlachty i magnaterii do ich zniszczonych i rozgrabionych majątków. Na bracławszczyźnie doszło z tego powodu do buntu chłopskiego (których wsparł ze swymi Kozakami pułkownik bracławski Daniło Neczaj). Król Jan Kazimierz nakazał listownie Chmielnickiemu aby bunt ów uśmierzył, co ten ponoć uczynił, ale niezbyt chętnie, ani też niezbyt szybko. Na Zaporożu zaś pojawił się samozwańczy ataman kozacki o imieniu Hudali, który podważał władzę Chmielnickiego i nawoływał do dalszej "wojny z Lachami". W tych warunkach w marcu 1650 r. do Kijowa przybył tamtejszy wojewoda Adam Kisiel, który pragnął też poinformować Chmielnickiego o decyzjach Sejmu warszawskiego. Decyzje te oczywiście były już dawno znane Chmielnickiemu i jego otoczeniu i może dlatego Kisiel spotkał się tam z niezwykle chłodnym powitaniem (ponoć zastał Chmielnickiego w cerkwi, a ten ani nie powitał go, ani nawet nie wstał aby oddać mu pokłon). Kozakom warunki pokoju zborowskiego już dawno przestały się podobać, a ponieważ król dodatkowo nie spełnił warunków usunięcia unitów z województwa kijowskiego i szlachta miała wrócić na swoje dawne posiadłości, powodowało to ogromne niezadowolenie kozactwa. Chmielnicki nakazał też Kisielowi odesłać niemiecką dragonię, która przybyła do Kijowa aby go chronić, a gdy ten odmówił powstał tumult, który o mały włos zakończyłby się tragicznie i dopiero osobista interwencja Chmielnickiego zapobiegła rozlewowi krwi (i wielce prawdopodobnej śmierci Kisiela). Oficjalną wizytę na Zamku kijowskim Chmielnicki złożył Kisielowi dopiero czwartego dnia od jego przybycia do Kijowa i wówczas też powstrzymał czerń przed uwięzieniem, a być może również zabiciem wojewody (gdy wcześniej rozeszła się wieść, że Kisiel został pozbawiony swego stanowiska). Następnego dnia Chmielnicki dowiedział się o ujęciu i przewiezieniu do Czehrynia Hudaliego, który otwarcie rzucił mu wyzwanie co do władzy nad Kozakami. Poczuwszy się teraz mocniejszym, zażądał od Kisiela aby wojsko koronne i magnaci nie wkraczali na ziemię ukrainną, aby szlachta zaprzestała pobierania podatku podymnego i aby z chłopami postępowała odtąd "jak najskromniej".




W listach słanych do króla, Adam Kisiel pisał iż starszyzna kozacka jest jak najbardziej za utrzymaniem pokoju i dochowaniem wierności Rzeczypospolitej, a jedynie chłopstwo i czerń się buntuje; że niewielka część nie objętych rejestrem pragnie wrócić na dawne majątki w charakterze chłopów, ogromna zaś większość jest temu przeciwna; Kisiel pisał również że Chmielnicki kontaktuje się często z Siedmiogrodem, Mołdawią, Wołoszczyzną a nawet z Moskwą. Rzeczywiście Chmielnicki panicznie bał się osamotnienia, zdając sobie sprawę że bez tatarskiego sojusznika Kozacy - nawet wsparci przez liczne chłopstwo ukraińskie - nie będą w stanie sprostać wojskom koronnym i litewskim. Klęska w bitwie pod Łojowem i niemożność zdobycia Zbaraża nawet przy wsparciu Tatarów, bardzo silnie oddziaływała na jego mentalność. Dlatego też słał poselstwa do chana, do Siedmiogrodu, do Mołdawii, do Moskwy i do Konstantynopola, wszędzie deklarując sojusz i wiernopoddańczy stosunek w zamian za wsparcie w dalszej walce z Polakami. Poza tym w obozie Chmielnickiego znajdowało się wiele zacnych szlacheckich rodów ruskich, jak: Hulaniccy, Iskrzyccy, Wyhowscy czy Kochanowscy (ich dołączenie do Chmielnickiego często nie było kwestią wyboru, a raczej ocalenia życia, gdyż w czasie powstania szlachta miała tylko dwa wyjścia - ucieczka na zachód, albo dołączenie do Zaporożców Chmielnickiego i wiele rodów wybrało tę drugą opcję). Często byli oni potem zwolennikami dalszej wojny z Rzeczpospolitą, jako że utracili nadzieję iż mogą powrócić do grona braci szlacheckiej. Niepotrzebnie, gdyż we wszystkich uniwersałach i petycjach szlachta otwarcie domagała się aby ci: "którzy byli przy wojsku Jego Królewskiej Mości zaporoskim (...) ma okrywać amnestyja". Sam Adam Kisiel (Rusin z pochodzenia) był przez długi czas na Ukrainie uważany za "swego", szczególnie gdy na Sejmie 1641 r. wygłosił sławną mowę, zwracając się w niej do posłów polskich: "przodkowie nasi, Ruscy Sarmaci (...) nie do kraju, ale z krajem, nie do religii, ale z religią, nie do tytułów i honorów, ale z tytułami i honorami - tak przybyliśmy do tej wspólnej ojczyzny naszej". Teraz jednak Kisiel był kimś obcym, był jednym z Lachów, a przez to był na równi znienawidzony (pewnego razu, jeszcze w Kijowie, gdy Chmielnicki mocno sobie popił, nakazał wszystkich którzy przybyli z Kisielem i jego samego - powiesić. Życie ocalił im Wyhowski, wstrzymując do następnego dnia egzekucję, a gdy Chmielnicki nazajutrz wytrzeźwiał spytał się czy Kisiel żyje, a gdy odpowiedziano mu że jest "pod wartą", kazał warcie odstąpić, mówiąc: "Ja wczoraj z gniewu upiłem się i oszalałem").




W połowie stycznia 1650 r. z Moskwy wyruszyło też poselstwo (złożone ze 120 osób) do Warszawy, na którego czele stał namiestnik Niżnego Nowogrodu - Grigorij Puszkin, oraz jego brat Stiepan - namiestnik ałatarski. Zjawili się oni pod Warszawą w połowie marca, a pod murami stolicy powitał ich podczaszy litewski Kazimierz Tyszkiewicz i chorąży nadworny koronny Wojciech Wessel. 18 marca na audiencji przyjął ich król Jan Kazimierz, a dwa dni później rozpoczęły się pertraktacje, mające na celu przedłużenie pokoju polanowskiego z 1634 r. Strona moskiewska wyciągnęła jednak całą listę zarzutów, począwszy od złego tytułowania cara Aleksego (w Rzeczypospolitej bowiem nie uznawano carskiego tytułu władców Moskwy, chociaż w czasie pokoju polanowskiego oficjalnie zgodzono się stosować tę tytulaturę), poprzez pretensje do przeróżnych magnatów i wielmożów polskich, których ukarania (i to śmiercią) domagano się natychmiast, co wywołało oburzenie na Zamku Królewskim. Atmosferę tę rozluźniła nieco uczta, jaką wyprawił król dla przybyłych posłów (na której to notabene spili się oni tak bardzo, że na drugi dzień nie byli zdolni do kontynuowania rozmów). Domagano się również ukarania śmiercią księcia Jeremiego Wiśniowieckiego poprzez wbicie go na pal. Wyciągnięto też jakieś książki z roku 1643, 1648 i 1649 w których autorzy mieli obrażać cara Aleksego i jego ojca Michała i domagano się również ich ukarania (oczywiście śmiercią). Wreszcie stwierdzono że hetman kozacki, gdy "podbił ziemię królewską", upadł na twarz przed carem Aleksym prosząc go o opiekę, gdyż Kozacy "są jednej wiary z nami, a przez was są prześladowani". Twierdzili również że car na to nie przystał, pragnąc zachować pokój z Rzeczpospolitą, ale jeśli Polacy pragną rzeczywiście utrzymać pokój, powinni wynagrodzić im to poświęcenie, poprzez oddanie tych wszystkich miast, które w 1634 r. w Polanowie car Michał musiał oddać Polsce i Litwie. Wiadomość o poselstwie moskiewskim bardzo szybko rozeszła się po Warszawie, szczególnie zaś ludzie opowiadali sobie o niezmiernej bucie moskiewskich posłów, a gdy marszałek koronny Jerzy Lubomirski nakazał (zapewne za zgodą króla) zamknąć posłów w areszcie domowym ("aby otrzeźwieli"), spotkało się to powszechną aprobatą Warszawiaków. Taki krok mógł jednak doprowadzić do zerwania pokoju polanowskiego i nowej wojny z Moskwą, czego - nie mając ustabilizowanej sytuacji na Ukrainie - nikt w Rzeczpospolitej nie pragnął. Areszt domowy trwał zaledwie pół dnia (25 marca), a Ossoliński osobiście przybył do posłów, przepraszając ich za to i zapraszając na nową ucztę. Niewiele to jednak dało, gdyż moskiewscy posłowie wciąż domagali się wcześniej wymienionych warunków, dzięki którym zachowano by pokój. Nie pomagały kolejne uczty i wreszcie sami Polacy zaczęli rozmyślać nad zwołaniem Sejmu i wystawieniem armii na nową wojnę z Moskwą, jednak najpierw wysłano do Moskwy własne poselstwo, które miało uzyskać zgodę cara na "amnestionowanie" owych "zbrodniarzy", którzy w swych książkach stosowali niewłaściwą tytulaturę. Na czas ich powrotu posłowie moskiewscy mieli pozostać w Warszawie i więcej nie wracać do tego tematu. Jednocześnie król Jan Kazimierz wysłał posłów na Krym, do Bakczysaraju, z propozycją dla chana wspólnej wojny z Moskwą, a propozycja ta została tam bardzo radośnie przyjęta.




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...