DZIŚ CZTERY ZABAWNE SKECZE KABARETOWE PARANIENORMALNI I MICHAŁ CZARNECKI ORAZ MIKOŁAJ CIEŚLAK
KABARET PARANIENORMALNI
PRODUCENT WASZCZYKOŃSKI
- STASIU, PRZYPOMNIJ MI PROSZĘ JA CIEBIE, DLACZEGO MNIE ŚCIĄGNĄŁEŚ DO TEGO PROGRAMU?
- ŻEBY OCIEPLIĆ PANA WIZERUNEK, SZEFIE
(...)
0:25 - A CO MY TAM KRĘCIMY, PRZYPOMNIJ MI?
- "SIŁACZKĘ" STEFANA ŻEROMSKIEGO, HISTORIĘ STEFANI BOZOWSKIEJ
- CZYLI CZYJA JEST TA HISTORIA?
- HISTORIA STEFANI BOZOWSKIEJ, STEFANA ŻEROMSKIEGO.
- STASIU, ZAPYTAM CIĘ JESZCZE RAZ, ALE JUŻ OSTATNI, CZYJA JEST TA HISTORIA? 🤭
- SIŁACZKI
- SIŁACZKA, STEFANIA I STEFAN, CO TO JEST? JAKIŚ TRÓJKĄT EROTYCZNY 🥴
3:35 - PANOWIE SĄ JUŻ GOTOWI?
- JA JESTEM ZAWSZE GOTOWY, A STASZEK NIGDY NIE BĘDZIE, TAKŻE ZACZYNAJMY 😄
4:10 - STASZKA AKURAT PRZEDSTAWIAĆ NIE TRZEBA, PONIEWAŻ NIKT GO NIE ZNA. W FILMIE "ŻYCIE" POJAWIA SIĘ W NAPISACH KOŃCOWYCH JAKO "I INNI" - NA TEJ ZASADZIE 🤣 (...) MOMENCIK, MUSZĘ COŚ ZDIAMENTOWAĆ, PONIEWAŻ JA JESTEM CZŁOWIEKIEM ZAMOŻNYM, W ZWIĄZKU Z TYM JA NIE PRACUJĘ, MAM OD TEGO LUDZI KTÓRYM PŁACĘ ZA ICH PRACĘ, A I TEŻ NIE ZAWSZE - PRAWDA STASZEK
CASTING
0:30 - MUSIMY SIĘ UZUPEŁNIAĆ, ROZUMIESZ MNIE - JA MÓWIĘ TY MILCZYSZ!
1:40 - O, A CO TO ZA GRUBAS? 😆
3:10 - WZRUSZA MNIE GRUBASEK, ZAPISZ GO DO FILMU 😂
KRĘCIMY KRZYŻAKÓW
0:15 - STOP KAMERA. JURAND ILE RAZY MAM POWTARZAĆ - NIE PATRZEĆ SIĘ W KAMERĘ, NIE PATRZEĆ SIĘ W KAMERĘ!
- O, TO JEST WŁAŚNIE TA SCENA, W KTÓREJ POJAWIA SIĘ SMOK 😭🤣 MOJA KOSMETYCZNA ZMIANA W SCENARIUSZU
- ALE W KRZYŻAKACH SIENKIEWICZA NIE MA MOWY O SMOKU
- TAK MYŚLAŁEM ŻE TAK BĘDZIESZ GŁUPIO GADAŁ 😄 PROSZĘ BARDZO, JEST KSIĄŻKA PROSZĘ MI POKAZAĆ FRAGMENT, W KTÓRYM SIENKIEWICZ NAPISAŁ ŻE NIE MA SMOKA 🤓
CIEŚLAK I CZARNECKI
WÓJT
0:45 - WCZORAJ ŻEŚMY KRĘCILI "BĄCZKI" NOWĄ BEEMĄ PROBOSZCZA. TYLKO TRZEBA BYŁO PRZERWAĆ, BO PROBOSZCZ POWIEDZIAŁ ŻE OD TEGO KRĘCENIA TO PRZYJDZIE NA BUDDYZM 🤣 MÓWI ZATRZYMAJ SIĘ BO MI KARMA WRACA 🤭
2:05 - SZWAGIER, BĘDZIESZ DOBRYM WÓJTEM. DLA OSOBY KTÓRA SYPIA Z MOJĄ SIOSTRĄ, MOIM ZDANIEM NIE MA RZECZY NIEMOŻLIWYCH 😄 (...) JEST TO NASZ WSPÓLNY SUKCES, PONIEWAŻ JAK WIESZ OD POCZĄTKU CIĘ WSPIERAŁEM
- JAK TY MNIE WSPIERAŁEŚ, PRZECIEŻ STARTOWAŁEŚ JAKO MÓJ KONKURENT?!
- WŁAŚNIE, TAK CIĘ WSPIERAŁEM, W KONTRAŚCIE DO MNIE WYGLĄDAŁEŚ JAK RÓŻA NA KOMPOŚCIE. LUDZIE PORÓWNYWALI NASZE KANDYDATURY I WIDZIELI PIJAKA, ŁAPOWNIKA, ZŁODZIEJA I WOLELI JEGO NIŻ MNIE 🤣
3:45 - TERAZ JESTEŚ TAKI NASZ WIOSKOWY TRUMP (...) A JAKIE MIAŁEŚ HASŁO WYBORCZE - POWIEDZ?
- MAKE STAROŹREBY GREAT AGAIN 🤭 A TY JAKIE MIAŁEŚ?
- JUŻ ZAPOMNIAŁEM. KRÓTKIE I CHWYTLIWE - "MOŻE GNÓJ ALE SWÓJ" 😊
5:45 - CHCIAŁBYM OTWORZYĆ WARSZTAT SZEWSKI. W ZWIĄZKU Z TYM POTRZEBUJĘ OD CIEBIE KONCESJĘ NA ALKOHOL 🍻
- BĘDZIESZ SPRZEDAWAŁ ALKOHOL W ZAKŁADZIE SZEWSKIM?
- A CO MAM BUTY NAPRAWIAĆ, PRZECIEŻ NIE UMIEM. TO BY BYŁO NIEUCZCIWE 😙
6:30 - JESZCZE NIESPEŁNA ROK TEMU PIJANY W SZTOK I CAŁKIEM GOŁY BIEGAŁEŚ KOŁO INTERNATU ŻEŃSKIEGO I KRZYCZAŁEŚ ŻE JESTEŚ "CZŁOWIEKIEM PUKAWKĄ". A FILMIK ZOSTAŁ
- NAGRAŁEŚ TO ŚWINIO!
- SAM KAZAŁEŚ, MÓWIŁEŚ NAGRYWAJ, NAGRYWAJ, DLA WNUKÓW, ŻEBY WIEDZIAŁY ŻE DZIADZIUŚ MIAŁ FANTAZJĘ 🤣
8:05 - CO TO JEST KASYNO I AGENCJA TOWARZYSKA, ZWYKŁY BURDEL?!
- TAK JEST SZWAGIER, ZROBIMY W STAROŹREBACH POLSKIE LAS VEGAS 🤭
9:25 - SZWAGIER, SZWAGIER, SZWAGIER NIE PANIKUJ. JAKO TWÓJ ŚWIEŻO UPIECZONY DORADCA POWIEM CI TAK: JAK SIĘ PCHASZ NA ŚWIECZNIK, TO NAJPIERW SPRAWDŹ KTO TRZYMAM ZAPAŁKI 😂
KONTYNENT AMERYKAŃSKI HISTORIA POLITYCZNA ok. 25 000 r. p.n.e. - 12 500 r. p.n.e. Cz. III
CZICZIMEKOWIE
i KOLONIE DOLINY MISSISIPI
Cziczimekowie byli ludem pochodzącym z Atlantydy, potomkami Czerwonoskórych mieszkańców I Imperium Atlantydy. Po roku 50 712 p.n.e. i II rebelii "Synów Beliala" uciekli z Wyspy, wybierając kierunek zachodni (a nie wschodni, jak na przykład król Axtell). Dotarli na kontynent amerykański i osiedlili się na terenach Doliny Missisipi i dzisiejszych Wielkich Równin. Czerwonoskórych uciekinierów z Atlantydy (którzy przyjęli ogólną nazwę - Cziczimeków) było tak wielu, że zaczęli się oni dzielić na poszczególne ludy i plemiona, oraz zasiedlać znaczny rejon Ameryki Północnej. Najbardziej zasiedlony był cały pas rzeki Missisipi, rejon dzisiejszego parku Yellowstone, cały stan Oregon, dopływy rzeki Missouri, a także dzisiejsze Ohio aż do jeziora Michigan. Poza tym dalej zasiedlone były dzisiejsze stany: Minnesota, Dakota, Iowa i Indiana. Channelingi mówią wręcz o gęstym zaludnieniu tych ziem. Główny ośrodek polityczny Cziczimeków (jeszcze sprzed podziału), mieścił się w rejonie rzek Ohio i Missisipi. Ten pierwszy (bardzo długi) okres zasiedlania Ameryki Północnej przez Cziczimeków (ok. 50 700 r. p.n.e. - ok. 700 r. n.e.), charakteryzował się powstaniem megalitycznych ośrodków kultowych (i tworzonych wokół nich ośrodków miejskich, o których jednak zarówno channelingi jak i inne źródła milczą zupełnie), a z których najsłynniejszy jest kopiec Cahokia (wzorowany zapewne na Wielkiej Piramidzie z Atlantydy czy z MU), o wysokości ok. 2900 m. n.p.m. Kopiec Cahokia jest więc znacznie większy niż Wielka Piramida w Gizie.
Podobnych kopców wybudowano na całym terenie rzeki Missisipi, jej dopływów i rejonu jeziora Michigan (przez te całe 50 000 lat cziczimeckiej tam obecności) - setki tysięcy (w samym stanie Ohio, naliczono ponad 10 000 kopców). Na wielu kopcach (jak choćby w Marietta w stanie Ohio) widoczny jest symbol ... krzyża. Nie powinno to dziwić, gdyż jak już wcześniej pisałem, kapłani I Imperium Atlantydy (oraz późniejsi wyznawcy "Jednego Prawa", czy religii ozyryjskiej) stosowali ten symbol (jako jeden z wielu ważniejszych symboli), jako formę powitania wiernych w świątyniach, oraz jako symbol zgody. Są też i inne symbole (pochodzące również z Atlantydy), jak trójząb (symbol wyspy Poseidii, a potem, już w Helladzie, symbol jednego z Ionów - z I Buntu, potem, po wiekach zapomnianego i zamienionego w boga - Posejdona). Jest tam też jeszcze jeden ciekawy symbol (który notabene występuje również i na tolteckich świątyniach z Teotihuacanu czy Choluli, choć przecież chodzi tutaj o dwa odrębne "plemiona", przybyłe z dwóch różnych kontynentów), mianowicie występują tam symbole zwierząt (przede wszystkim ryb i ptaków), zwróconych tyłem do czegoś, co można uznać za ukwieconą ziemię. Te właśnie symbole często powtarzają się zarówno wśród Tolteków jak i Cziczimeków. Dlaczego? Zapewne jest w nich zawarta opowieść o przeszłości obu Czerwonoskórych plemion, które musiały opuścić swe wyspy (stąd wizerunki zwierząt odwrócone tyłem do ukwieconej ziemi), uciekając przed czymś, lub kimś w pośpiechu (symbole ryb świadczą o ucieczce z wysp drogą morską, zaś symbole ptaków drogą powietrzną). Symbole te opisał James Churchward.
Wszelkie dokładniejsze wiadomości na temat kultury Cziczimeków przez te 50 000 lat... prawie nie istnieją (channelingi bliżej zajmują się tymi kulturami już po rozpadzie, a szczególnie po podboju przez nich tolteckiego Teotihuacanu i narodzinach historycznych cywilizacji, wyrosłych właśnie z kultury Cziczizmeków). Szczególnie ciekawa jest implementacja tradycji religijnej (już wówczas bardzo wykoślawionej) Quetzalcoatla wśród zwycięskich Cziczimeków z północy (a szczególnie wśród jednej grupy plemiennej wchodzącej w ich skład - Mechikanów/Azteków), ale ten temat należy napisać w innej części, gdyż mówił będzie o wydarzeniach dziejących się długo po Wielkim Potopie, Wojnach Piramidowych, Aferze Babel, "Boskiej Dynastii Egiptu", oddaniu władzy nad światem w ręce pierwszych ludzi z rodu Adama z Edenu i powstaniu pierwszych historycznych cywilizacji (jak np.: sumeryjskiej, czy akadyjskiego Imperium Sargona Wielkiego, który panował w latach 2334 - 2279 r. p.n.e.).
KARASOWIE
PÓŁNOCNA KOLONIZACJA
AMERYKI POŁUDNIOWEJ
WŁADCZYNI IMPERIUM KARASÓW
KRÓLOWA MOO
(16 000 r. p.n.e.)
Karasowie, twórcy cywilizacji południowoamerykańskich, przybyli na ten kontynent ok. 25 000 r. p.n.e., czyli już po zagładzie Imperium MU. Przed tą datą nie ma praktycznie żadnych śladów ludzkiej bytności w Ameryce Południowej (może poza wielką migracją ludności z Imperium Ujghur ok. 27 000 r. p.n.e., zmierzających w kierunku Atlantydy, która nie ominęła też i tego kontynentu). Przez pierwsze 5000 lat Karasowie nie wytworzyli żadnych wielkich cywilizacji. Przez ten czas zdołali jednak podzielić się na wiele mniejszych plemion i zasiedlić północną część południowoamerykańskiego kontynentu. Budowano oczywiście miasta, ale nie były one ani imponujące, ani też nazbyt ludne, gdyż nie zachowały się nawet ich nazwy. Pierwsze millenia po katastrofie MU żyła ludność Karasów pamięcią tamtego strasznego wydarzenia i budowaniu wspólnoty. Ludzie opowiadali sobie relacje z tragedii Wyspy/Matki, które z czasem zaczęły stanowić element mitologii plemion południowoamerykańskich. Te relacje (przekazywane z pokolenia na pokolenie) zostały w XVI wieku spisane w księdze "POPOL VUH" (czyli "Księdze Wspólnoty"). Jest tam relacja zagłady kontynentu Lamar i upadku Cesarstwa MU, oto ona:
"Wola Huracana, który jest panem nieba, wzburzyła fale i przyszedł potop na głowy stworzenia. Zostali oni pochłonięci, oblicze ziemi ściemniło się, a ciężki ciemny deszcz zaczął padać. Usłyszeli nad głową wielki szum jak przy pożarze (o "wielkim szumie", który mieli słyszeć mieszkańcy Imperium MU tuż przed katastrofą, pisałem już wcześniej. Temat "wielkiego szumu" pojawia się we wszystkich kulturach indiańskich wyrosłych z kontynentu Lamar. Natomiast ów "szum" spowodowany był zrzuceniem na Wyspę asteroidy, oraz części zniszczonego księżyca z naszego Układu Słonecznego), a potem widziano ludzi biegnących, popychających jedni drugich, ogarniętych przerażeniem. Drapali się na dachy domów, ale gmachy waliły się w gruzy. Umykali do schronów kutych w skale i ziemi, ale jaskinie te zamykały się nad nimi i grzebały ich w sobie. Wspinali się na drzewa, ale drzewa strząsały ich z siebie. Woda i ogień złączył się w ogólnym zniszczeniu". Oto relacja katastrofy Wyspy/Matki spisana w latach 50-tych XVI wieku, już po upadku Imperium Inków.
Prawdziwa historia plemienia Karasów, zaczyna się dopiero ok. 20 000 r. p.n.e. Wówczas to powstaje na terenach Doliny Amazonki potężne imperium, zwane Karyjskim. Należy też dodać, że wówczas ani dolina Amazonki, ani sama rzeka jeszcze nie istniały. Istniało natomiast ogromne morze w centralnej części Ameryki Południowej, dookoła otoczone lądem stałym (góry Andy musiały jednak już wówczas istnieć, chociaż przekaz channelingowy mówi, iż kontynent miał w większości strukturę nizinną). W czasach istnienia Imperium Karyjskiego (ok. 20 000 r. p.n.e. - ok. 12 500 r. p.n.e.) pobudowano dwa wielkie kanały, umożliwiające morską żeglugę przez cały południowoamerykański kontynent (z Azji i Oceanu Spokojnego do Atlantydy). Tam, gdzie dziś istnieje Dolina Amazonki, w ukwieconych terenach południa, tuż nad brzegami owego "amazońskiego morza", powstało potężne miasto-państwo, stolica całego Imperium, dorównujące swym pięknem i wspaniałością zarówno zniszczonej Savanasie jak i Atlantydzie. Miasto nosiło nazwę - MANOA.
USTRÓJ i HISTORIA
POLITYCZNA IMPERIUM
20 000 r. p.n.e. - 16 000 r. p.n.e.
MANOA
STOLICA IMPERIUM KARASÓW
Ustrojem politycznym Imperium Karyjskiego była oczywiście monarchia. Władcy nosili dziedziczny
tytuł: "AYAR" (co znaczyło "Ten, który nas prowadzi"). Założycielem państwa i budowniczym monumentalnej stolicy imperium - Manoi, był niejaki - MANCO-TOPA, który piastował wcześniej jedną z funkcji kapłańskich (niższego rzędu), natomiast wywodził się z rodziny, której tradycje kapłańskie sięgały jeszcze czasów Imperium MU (jego przodkowie ponoć mieli należeć do elitarnego Kolegium Naacalskiego w Savanasie, grupującego najwyższych kapłanów i kapłanki z Wyspy/Matki). On to ok. 20 000 r. p.n.e. zjednoczył szczepy Karasów znad "morza amazonki" i założył pierwsze potężne imperium na tych terenach. On też rozpoczął budowę Manoi. Pierwszy "Ayar" był wielkim budowniczym i prawodawcą (przywrócił np. równość kobiet i mężczyzn w kwestiach politycznych i religijnych), jego syn i następca Chaki (czy też Ayar-Chaki), rozbudował i upiększył stolicę, natomiast jego syn - Aucca, ok. 17 000 r. p.n.e. podbił i podporządkował swej władzy całą północno-wschodnią część Ameryki Południowej, oraz część terenów za wielkim "morzem amazonki". Miał też dwóch synów - starszego Pirhua-Manca (zwanego również PIREM), oraz młodszego - Uyussa. Po śmierci ojca, wybuchła w królestwie wojna o tron pomiędzy braćmi.
Początkowo przewagę zdobył starszy z braci, który zajął stolicę, lecz nie udało mu się jej obronić i w bitwie pod miastem, poniósł całkowitą klęskę. Młodszy brat zwyciężył w tej wojnie i został nowym władcą Imperium, starszy zaś - Pir, musiał (wraz ze swymi zwolennikami i rodziną) uciekać z kraju. Zajęli okręty stojące w porcie w Manoi i załadowawszy na nie swój dobytek, pożeglowali w kierunku wielkich lasów zachodu. Po dotarciu do południowych granic "Morza Amazonki", już pieszo wędrowali kilkanaście lat, aż dotarli w rejon jeziora Titicaca i tam się osiedlili. Nadal określali się mianem Karasów i stali się elitą panującą nad lokalnymi plemionami Ajmarów. Z czasem jednak swych władców Ajmarowie zaczęli nazywać nie Karasami, a Keczuanami. Keczuanie (w sposób pokojowy) zjednoczyli wszystkie plemiona Ajmarów na wzór Imperium Karyjskiego z północy, tworząc tam pierwsze potężne Imperium, zwane - Tiwanaco. Z rodu Pira, z dynastii panującej w Tiwanaco wokół jeziora Titicaca (po wielu tysiącach lat), narodzi się założyciel historycznego Imperium Inków - MANCO CAPAC (ale o tym w innym temacie).
A tymczasem Imperium Karyjskie weszło w swój złoty wiek rozwoju. Po śmierci Ayar-Uyussa na tron wstąpiła jego jedyna córka - królowa Moo (ok. 16 000 r. p.n.e.). Jej panowanie to najwspanialszy okres w dziejach Imperium, które rozpoczęło akcję kolonizacyjną wschodnich wybrzeży Ameryki Południowej i Środkowej (dzisiejszy obszar Morza Karaibskiego), m.in.: podbijając i niszcząc królestwo Mayax (zasiedlone przez Czerwonoskórych kolonistów zbiegłych z Atlantydy po zdobyciu władzy przez "Synów Beliala"). Więcej informacji na temat Imperium Karyjskiego, samych Karasów i rządów królowej Moo - niestety brak, jednak po jej panowaniu Imperium już nie będzie się rozszerzać, a katastrofa, która spotka Atlantydę ok. 12 500 r. p.n.e., pogrąży też i tę indiańską cywilizację.
AJMAROWIE
ZACHODNIA KOLONIZACJA
AMERYKI POŁUDNIOWEJ
Ajmarowie (przed przybyciem Karasów), nie stworzyli jednego, zjednoczonego państwa. Dzielili się na kilka, czy nawet kilkanaście mniejszych plemion, które jednak ze sobą nie wojowały i utrzymywały dość ożywione kontakty polityczno-handlowe, nie zamierzali jednak jednoczyć się w większą całość. Społeczeństwo Czerwonoskórych Ajmarów pochodziło oczywiście z zatopionej Wyspy/Matki MU i w sposób o wiele większy przejęło dawne tradycje i umiejętności. Karasowie pod wodzą Pira, którzy przybyli tu z północy (ok. 16 000 r. p.n.e.), byli zaskoczeni zarówno poziomem życia, jak i nowinkami technologicznymi Ajmarów, znacznie wyprzedzającymi to, co oni sami posiadali w swym królestwie. Ajmarowie budowali miasta, które oświetlali energią elektryczną (Karasowie najprawdopodobniej zatracili pamięć o tych wynalazkach z Wyspy/Matki, gdyż według przekazów, byli tym mocno zdziwieni). Ajmarowie posiadali też dużą wiedzę duchową i żyli w zgodzie z naturą. Słabością Ajmarów była ich niechęć do zjednoczenia się w jeden wspólny naród, który mógłby na przykład poważnie zagrozić potędze Imperium Karyjskiego.
USTRÓJ POLITYCZNY
i POWSTANIE IMPERIUM TIWANACO
TIWANACO/TIAHUANACO
Pierwsze Imperium powstało na ziemiach zasiedlonych przez Ajmarów, dopiero ok. 16 000 r. p.n.e., czyli dopiero z chwilą przybycia Karasów z północy. Było to tzw.: Imperium Tiwanaco, choć do historii przeszło pod inną nazwą, zaczerpniętą z języka przybyszy (języki z MU czy Atlantydy były jednakie, lecz pod wpływem późniejszych kolonizacji i łączeń, wiele określeń zaczęło brzmieć inaczej wśród ludów Atlantydy i kontynentu Lamar, choć język nadal był ten sam. Podobnie było po zagładzie MU i ucieczce poszczególnych grup mieszkańców Wyspy. Mimo że pochodzili z tego samego członu etniczno-językowego, ich język zaczął różnić od siebie poszczególne plemiona, choć w stopniu niewielkim - prawdopodobnie takim, jaki różnił np. plemiona zachodniosłowiańskie od wschodniosłowiańskich). Tak więc oficjalnym językiem Ajmarów stał się język Karasów, który zwano Keczua (stąd też późniejsza nazwa całej elity rządzącej, panującej nad Ajmarami). W języku Keczua zaś stolica Tiwanaco zwała się Tiahuanaco i pod tą też nazwą figuruje po dziś dzień na kartach historii.
Przed przybyciem Karasów, Ajmarowie rządzili się poprzez wybieralne organa rządców. Rządcy (jest to moje określenie, gdyż nie ma oryginalnej nawy na nazwanie ich przywódców), byli wybierani na okres kilku lat (z możliwością odwołania, jeśli rządzili niegodnie, bądź ich działania godziły w interesy ludu danego miasta-państwa). Z chwilą przybycia Karasów, księcia Pira wybrano kolejnym rządcą, lecz on zdołał ich przekonać do wprowadzenia monarchii dziedzicznej na kształt Imperium Karyjskiego. Tak też uczyniono i najpierw Pir, a potem jego potomkowie władali potężnym miastem-państwem (które to uczyniono stolicą całego Imperium Ajmarów) - Tiahuanaco. Przeniesiono też wiele innych wzorców z północy (głównie tyczących się ustroju społeczno-politycznego, organizacji administracyjnej i obrony militarnej kraju). Implementowano zaś inne wzorce lokalne (które pod pewnymi względami stały na o wiele wyższym poziomie niż w państwie Karasów). Tak oto powstało społeczeństwo Ajmarów (z których później narodzi się lud Inków), rządzone przez elitę polityczną Karasów (która potem stanie się również elitą Imperium inkaskiego, a ich władcy przyjmą tytuł: "Sapa Inka" (co oznacza: "Jedyny Pan Dwóch Ludów").
PS: W kolejnej części zaprezentuję drugą ostatnią wojnę Atlantów z Imperium Ujghur, upadek tego Imperium i wielką wędrówkę Ludów (które później zamienią się w szczepy słowiańskie, celtyckie, nordyckie, a także romańskie) z ich "KOLEBKI". Postaram się także zabrać nas w podróż do zamieszkałego przez Czarnoskórą ludność Iranu i zniewolenie przez nich Białej ludności Ujghurów, szukających własnego miejsca po upadku Kolebki.
CZYLI JAK WŁADCY MUCHOMORZA DOTARLI DO NOWEGO ŚWIATA
RAGNAR LODBROK
Cz. I
Kim był sławny Ragnar Lodbrok? Chciałbym dziś odpowiedzieć na to pytanie, ale z góry zaznaczam że jedynie pobieżnie korzystam z sag, gdyż czerpane z nich wiadomości co do wczesnej historii Duńczyków są bardzo mało wiarygodne, a sagi mówią właśnie że Ragnar Lodbrok był jednym z królów Danii. Postaram się to uporządkować tak, jak ja to widzę (jeśli ktoś ma lepszy pomysł, proszę bardzo, każdy ma prawo do swojej interpretacji), a jednocześnie uporządkować okres jego życia chronologicznie, co do wydarzeń dziejących się w innych częściach Europy (głównie chodzi o Europę chrześcijańską). Oczywiście w dalszym ciągu opieram się na sagach, aczkolwiek moja interpretacja nie będzie dosłowną interpretacją wyniesioną z sag, a raczej pewnym rozumowym podejściem do nich i tak właśnie zamierzam postąpić. Zatem przejdźmy do osoby sławnego Ragnara Lodbroka. Oczywiście nieznana jest data jego narodzin, wiadomo tylko (chociaż to imię zmienia się w zależności od opowieści - czy to szwedzkiej, czy duńskiej czy choćby norweskiej) że ojcem Ragnara Lodbroka był niejaki Hemming - postać która ociera się o mroki niewiedzy, zupełnie nieznany człowiek, któremu jednak udało się przez krótki czas zdobyć władzę króla Duńczyków (panował w latach 810-812), a wcześniej był potężnym jarlem Zelandii. Nieznane jest również imię jego ojca (choć według niektórych legendarnych opowieści ludów Skandynawii, miał on być synem brata króla Duńczyków - Gotfryda, panującego ok. 800-810 r.). Nie wiadomo czy jest to prawda, załóżmy jednak że tak. Ragnar był młodym chłopakiem w chwili śmierci ojca w roku 812. Wówczas wybuchła w Danii wojna domowa pomiędzy dwoma pretendentami do władzy, jednym z nich był wnuk Gotfryda Łowcy (jest to ta sama linia królewska norweskich i szwedzkich Ynglingów o której pisałem we wcześniejszych częściach tej serii) Zygfryd II oraz wnuk poprzedniego króla Duńczyków (przed Gotfrydem) - Haralda (który objął tron duński po śmierci Zygfryda z Nortmanii ojca Gotfryda Łowcy) - Anulo. W wyniku tej wojny doszło do bitwy pod Bravallą (nazwa miejsca bitwy wydaje się być jednak bardziej mityczna niż historyczna, natomiast sama bitwa zapewne miała gdzieś miejsce) w roku 812. W jej wyniku... zginęli obaj pretendenci do tronu - Zygfryd II i Anulo, ale to wojska Anulo zwyciężyły i kolejnymi władcami Duńczyków zostali jego dwaj bracia - Harald II i Reginfryd. Panowali razem bardzo krótko, bowiem zaledwie przez rok, ale w tym czasie doszło do kilku ciekawych wydarzeń. Po pierwsze, zaraz po objęciu władzy obaj bracia wyruszyli przeciwko Brytom i złupili (prawdopodobnie - bo to nie jest wyjaśnione) wybrzeża Królestwa Nortumbrii (północno-wschodnia Anglia), po czym napadli na królestwo Vestfold (tam, gdzie władcą został kilka lat później Halfdan Czarny - ojciec Haralda Pięknowłosego), ale tutaj doznali porażki. To zaś spowodowało że rzucił im wyzwanie syn Gotfryda Łowcy - Horik i na czele zbuntowanych duńskich możnych wygnał ich z kraju (813 r.). Ci uciekli do Szwecji (Skania), gdzie uzyskali pomoc lokalnych jarlów i w roku 814 próbowali odzyskać Królestwo Danii - bezskutecznie jednak (w wyniku tej wyprawy zginął starszy z braci Reginfryd).
Ale co się w tym czasie działo z samym Ragnarem Lodbrokiem? Po śmierci swego ojca Hemminga (niektóre opowieści mówią że uciekł do kraju Franków) zgromadzenie Zelandii (thing) wybrało go (pomimo młodego wieku) na swego jarla, ale z chwilą gdy wybuchła wojna pomiędzy Zygfrydem II i Anulo, wysłano go do Szwecji, aby nie narażać na ewentualne niebezpieczeństwo (a także aby tam zdobył potrzebną mu naukę do sprawowania funkcji jarla). Królestwem Szwecji (oczywiście ograniczonym do terenów leżących co najwyżej na południe od rzeki Indal, a wydaje się prawdopodobne że właściwa władza królów Szwecji sięgała wówczas jedynie do Dalarny nad brzegiem rzeki Dai) władał wówczas niejaki Frodo. Okazało się że Frodo zniewolił wiele duńskich kobiet z rodu króla Zygfryda II (szczególnie po jego klęsce w wojnie domowej z Anulo), które zamknął w burdelu i zamienił w prostytutki. Wiele z nich skarżyło się Ragnarowi na swój los, a ten ostatecznie przygotował plan ich uwolnienia. Najpierw osobiście zabił króla Froda, potem zaś wyprowadził owe kobiety na okręt (były one przebrane w męskie stroje i udawały mężczyzn, co oznacza że musiały ściąć włosy) i wraz z nimi powrócił (po kilku miesiącach spędzonych w Szwecji) do Danii (Zelandii). Wśród tych kobiet znajdowała się krewna Zygfryda II, dziewczyna o imieniu Lagerta. Była to tarczowniczka która lubowała się w walce na miecze. Nosiła długi, spleciony warkocz jasnych włosów, którym ponoć wymachiwała niczym bronią. Ragnar miał zapałać do niej uczuciem miłości (albo żądzy) ale ona wcale nie była mu wdzięczna za uwolnienie i nie pozwoliła zbliżyć się do siebie. Uważała się też za lepszą od Ragnara, gdyż wywodzącą się bezpośrednio z rodu Ynglingów (zapewne boczna linia). Gdy tylko dotarli do Danii, ona podążyła do swej rodzinnej ziemi - Gaulardale (w Jutlandii), a Ragnar tak się w niej zakochał, że słał do niej posłów z propozycją ponownego spotkania. Ona nie mówiła nie, a wręcz twierdziła że również pragnie go zobaczyć i nawet wyznaczono termin spotkania (miało do niego dojść na jej ziemi w Gaulardale), ale rezolutna dziewczyna przed swym domem postawiła psa i udomowionego niedźwiedzia, którzy mieli bronić wejścia. Gdy Ragnar przybył do Gaulardale i chciał zajść do jej domu, szybko zauważył że wejścia pilnują dzikie zwierzęta i nie ma jak się tam przekraść. Na jego zawołania Lagerta nie odpowiadała i wreszcie postanowił zaryzykować i sforsować drzwi jej domu. Niedźwiedzia zabił włócznią, psu zaś skręcił kark, aczkolwiek mocno przy tym ucierpiał. Wyważył jednak drzwi jej domostwa i porwał ją stamtąd na swój okręt (Lagerta wówczas już nie stawiała oporu), a po powrocie na swoją ziemię wziął z nią ślub. Wkrótce na świat przyszła ich pierwsza córka, potem druga.
Rok 814 przyniósł wyprawę po koronę Danii Haralda II i jego brata Reginfryda, Ragnar Lodbrok wziął udział w obronie Danii u boku króla Horika I. Dysponował 30 statkami (drakkarami), które obsadził swymi ludźmi i popłynął przeciwko Skanom (wspierającym wypędzonych braci). Wraz z flotą króla Horika, pokonał Haralda i Reginfryda (ten drugi - jak wyżej wspomniałem - zginął w tej bitwie). Wiosną roku następnego (815) ruszyła przeciwko Zelandii wyprawa Jutlandczyków (z tej właśnie ziemi pochodziła żona Ragnara - Lagerta) z plemienia Hallandów. Był to czas, gdy Lagerta była już w ciąży, z której narodzi się druga córka. Udało się Ragnarowi pokonać ich atak i potem toczył z nimi jeszcze trzykrotnie wojny. Wszystkie wygrał i (w czwartej wojnie) zajął fiord Liim - który należał do plemienia Hallandów. W tym czasie Lagerta urodziła nie tylko drugą córkę, ale również syna o imieniu Fridleif. Tymczasem król Horik - syn Gotfryda Łowcy, który objął władzę nad Danią w roku 813, panował jednocześnie ze swymi trzema braćmi o nieznanych imionach, ale Harald II nie zaprzestał starań o tron Danii. W roku 819 wszedł on w sojusz z królem Horikiem i jednym z jego braci, przeciwko dwóm pozostałym braciom Horika. Tamci zostali wygnani, a Harald II panował teraz jako jeden z trzech królów Danii (wraz z Horikiem I i jego bratem). W tym czasie zaś Ragnar toczył walki z Jutlandczykami. Jednocześnie związek Ragnara z Lagertą kwitł, ale pewnego razu na Zelandię dotarła wiadomość od władcy Szwedów - króla Harodda, który szukał śmiałków którzy uwolniliby jego kraj od plagi węży i żmij, które się tam rozpleniły. Ragnar postanowił że podejmie się tego wyzwania. Plaga żmij w królestwie Harodda miała zaś dosyć ciekawy początek, gdyż kilka owych żmij pierwotnie przywiózł ze sobą z polowania sam król Harodd, a następnie ofiarował je swej córce Torze, aby się nimi zajmowała. Ta podeszła do tego zadania niezwykle poważnie i w krótkim czasie liczba węży się pomnożyła (Tora sprowadzała dla nich nawet woły, aby miały co jeść). Doszło do tego że ów eksperyment wymknął się spod kontroli, węży i żmij było coraz więcej i zaczęły atakować ludzi. Król Harodd nie był w stanie poradzić sobie sam z tym problemem, dlatego też wysłał apel do śmiałków, którzy gotowi byliby uwolnić go od tego niebezpieczeństwa. Jednym z tych, którzy nań odpowiedzieli, był właśnie Ragnar Lodbrok. Wyprawiając się do Szwecji włożył na siebie wełnianą sukmanę, ręce i nogi zabezpieczył wełnianymi naramiennikami i nagolennikami. Następnie pożegnał się z Lagertą i dziećmi, wymógł na swych poddanych przysięgę, iż ci będą wierni jego synowi Fridleifowi (gdyby oczywiście coś mu się stało), po czym z grupą wybranych ochotników wyruszył do Szwecji. Ponieważ była to pora zimowa, nim jeszcze dotarł na dwór króla Harodda, zanurzył całe swe ciało (wraz z wełnianymi dodatkami które nosił) w jeziorze, a następnie skierował się przeciwko dwóm największym wężom, jakie wyrosły w królestwie Harodda. Uniknął ich jadu dzięki wełnianym dodatkom jakie na siebie włożył, a następnie mieczem i włócznią przebił oba węże i odciął im głowy, które następnie cisnął pod nogi króla Harodda. Ten, zadowolony że pozbył się najgroźniejszego niebezpieczeństwa, obiecał oczywiście Ragnarowi nagrodę, którą miała być ręka jego córki Tory. Zaprosił wszystkich towarzyszy Ragnara na ucztę, a następnie oddał mu swoją córkę za żonę. Jeszcze tej samej nocy przed wypłynięciem do domu, Ragnar "skonsumował" małżeństwo z Torą.
Można sobie oczywiście wyobrazić jakie było zdziwienie Lagerty, gdy Ragnar przywiózł ze Szwecji... nową żonę. Początkowo Ragnar stwierdził, że jako jarlowi przysługuje mu prawo do posiadania nie jednej, a dwóch żon, ale Lagerta uczyniła mu tak wielką awanturę, że ten szybko zrezygnował z tego pomysłu. Wyrzucił jej też, że to ona pragnęła jego śmierci, gdyż zmusiła go do walki z niedźwiedziem i psem, co spowodowało że miał z tego powodu jakąś bliznę i o mało nie przypłacił tego własnym życiem. Dodał też, że jeśli nie podoba jej się rola drugiej żony, to powinna opuścić jego ziemie. Lagertha była zdezorientowana takim postępowaniem Ragnara, ale ponieważ wywodziła się z rodu Ynglingów i przepełniała ją duma oraz uważała to za hańbiące, aby dzieliła małżeńskie łoże z drugą kobietą, uczyniła tak, jak jej polecił, opuściła Zelandię i wróciła do swego kraju wraz z córkami i synem Fridleifem (ok. 817 r.). Teraz nową żoną Ragnara została Tora, która wkrótce potem powiła mu syna Radbarda, a następnie drugiego syna Dunwalda. Tak oto mijały lata, a Tora co roku rodziła kolejnych synów: Siwarda, Bjorna, Agwara i Iwara. Tymczasem król Horik ponownie wygnał Haralda II (827 r.), a próba tego ostatniego odzyskania tronu Danii zakończyła się niepowodzeniem (828 r.) i prawdopodobnie w niedługim czasie śmiercią Haralda (gdyż po tym okresie nie ma o nim już żadnych wzmianek). Sytuacja w Danii zaczęła się stabilizować, ale władza samego Ragnara wcale nie była taka stabilna i bezpieczna. W roku 828 (czyli w roku ataku Haralda II na Danię) Jutowie porozumieli się ze Skanami (na których czele stanął Harald) i wyprawili się przeciwko ziemiom jarla Ragnara. Co ciekawe w rodzinnej ziemi Lagerty - Gaulardale zdobyła ona pozycję lokalnego wodza (choć w źródłach nie ma słowa o tym, aby kobieta mogła zostać jarlem, to z pewnością zdobyła sobie rolę autorytetu, o czym za chwilę. Również w serialu "Wikingowie" jest właśnie odniesienie do Lagerty jako do jarla). Minęło prawie dziesięć lat od czasu gdy opuściła ona Zelandię i ziemie swego męża, teraz zaś - gdy został on bezpośrednio zagrożony atakiem Jutów i Skanów - to właśnie Lagerta zorganizowała koalicję 120 okrętów na pomoc człowiekowi, który ją niegdyś oddalił. Ragnar zaś przygotował do walki wszystkich mężczyzn którzy mogli tylko unieść miecz (zarówno starców jak i młodych chłopców) do bitwy ze Skanami (tam również walczyli jego synowie, w tym najmłodszy z nich 6-letni Iwar, który mimo młodego wieku wykazał się wielką odwagą). Bitwa z przeważającymi siłami Skanów o mały włos nie zakończyła się klęską Ragnara (szczególnie gdy ranny został jego syn Siward i padł wśród reszty zabitych - choć sam nie zginął, ale widząc to wojownicy Ragnara zaczęli się cofać). Ragnar - walcząc u boku swych wojów - zachęcał ich jednocześnie do wytrwania i dalszej walki, ale bitwa zaczęła przybierać zły obrót. Do chwili, kiedy na wybrzeże gdzie toczyła się walka, przybiły okręty (głównie były to okręty z ziem Norwegii - choć nie tylko) przyprowadzone przez Lagertę (sama Lagerta z mieczem w ręku uczestniczyła w tej bitwie), pozycja Ragnara i jego wojowników była bardzo zła. Ostatecznie jednak (dzięki wsparciu okrętów przeprowadzonych przez Lagertę) bitwa ta zakończyła się pogromem wojsk Haralda II oraz całkowitym zwycięstwem Ragnara i Lagerty.
Należy też od razu dodać że przez tę ponad dekadę (od chwili gdy Ragnar wypędził Lagertę z Zelandii), w swoim kraju wyszła ona ponownie za mąż za innego mężczyznę (o nieznanym imieniu). Teraz jednak, gdy dawni małżonkowie ponownie się spotkali, ich miłość znów odżyła, tym bardziej że to właśnie Lagerta ocaliła życie zarówno samemu Ragnarowi jak i jego synom spłodzonym z innej kobiety. Problem był jedynie z Siwardem, którego ogromna rana na ciele stwarzała zagrożenie dla jego życia, zaś lekarze nie byli w stanie nic poradzić aby dopomóc chłopcu. Gdy już Ragnar i Tora pogodzili się z jego prawdopodobną śmiercią, nagle zjawił się człowiek o imieniu Rostar, który stwierdził że potrafi wyleczyć ranę Siwarda. Nie było wiadomo skąd pochodził, ani dokąd podążał, zbliżył się tylko do łoża chłopca i powiedział mu że wyleczy go, jeśli ten obieca mu ofiarować dusze wszystkich, których od tej pory zabije w swym życiu. Siward się zgodził i Rostar naniósł na jego ciele jakąś mieszaninę która złagodziła ból, a wkrótce potem rana zaczęła się zabliźniać. Ponieważ Siward był ranny również na twarzy, Rostar naniósł ową mieszaninę i tam, a po zabliźnieniu zaczęła ona przypominać kształt węża. Od tej pory Siward otrzymał przydomek Wężowe Oko i będzie jednym z najbrutalniejszych i najbardziej okrutnych synów Ragnara. Lagerta zaś musiała powrócić do swego kraju i do męża, ale tęskniła za Ragnarem i to tak bardzo, że postanowiła zamordować swego męża. Uczyniła to nocą, gdy ten spał, wzięła do ręki grot włóczni (który ukryła w swej sukni), a następnie poderżnęła małżonkowi gardło. Szybko też przejęła po nim władzę w plemieniu (czyli jednak kobiety mogły zostać jarlami), ale wciąż tęskniła do Ragnara, tylko że na przeszkodzie stała jej Tora, gdyż nie zamierzała się nim dzielić z żadną inną kobietą. Nie jest wyjaśnione jak to się stało (i czy rzeczywiście sama Lagerta brała w tym udział), w każdym razie wkrótce potem Tora zapadła na dziwną chorobę, która zniszczyła jej urodę i zdrowie, a zanim umarła - bardzo cierpiała. Ragnar nie wiedział jak może złagodzić ból żony, aby więc zapomnieć o tych kłopotach, postanowił zająć się ćwiczeniami bojowymi, oraz polecił aby w każdej rodzinie ofiarowano do służby na okrętach najbardziej leniwe jednostki, czy to synów, czy też niewolników - aby walką i poświęceniem zmazali hańbę swych rodzin. Gdy Tora zmarła, Ragnar postanowił wyprawić się do Brytanii (zapewne aby w walce utopić ból po stracie małżonki). Wcześniej jednak zamierzał odwiedzić Gaulardale - kraj którym władała jego pierwsza małżonka Lagerta, i tak też się stało...
CZYLI MIĘDZYNARODOWE REAKCJE NA ZAMACH STANU JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO W POLSCE z 12 MAJA 1926 i PÓŹNIEJSZE RZĄDY OBOZU SANACYJNEGO
REAKCJA ZWIĄZKU SOWIECKIEGO
NA ZAMACH MAJOWY W POLSCE
Cz. I
Choć sowiecka agentura w Polsce (w postaci Komunistycznej Partii Polski) jeszcze 20 kwietnia 1926 r. twierdziła (ustami Juliana Leszczyńskiego-Leńskiego) iż: "Jednolity front przeciwko obszarniczo-kapitalistycznej reakcji i demaskowanie Piłsudskiego - oto nasza taktyka", to jednak już 12 maja (czyli pierwszego dnia zamachu majowego), wydała komunikat (w formie ulotek) w którym znalazły się słowa: "Najbliższe godziny mogą nam przynieść walkę zbrojną pomiędzy rządem Chjeno-Piasta (od połączenia Chadecji z PSL "Piastem"), za którym idą faszyści i najwięksi wrogowie ludu pracującego a żołnierzami zbuntowanymi przeciwko uciskowi, idącymi z obozem Piłsudskiego. Wiedzcie robotnicy, że nasze cele idą dalej niż cele piłsudczyków, ale w walce tej miejsce rewolucyjnych robotników jest przeciw rządowi Chjeno-Piasta i przeciw faszystom". Tak więc polscy komuniści (za zgodą Moskwy) oficjalnie wsparli Marszałka Piłsudskiego, licząc na to, że w kraju rozpęta się wojna domowa co doprowadzi do interwencji sowieckiej i umożliwi im przejęcie władzy w Polsce. Wielu polskich komunistów uważało że te walki przypominają wybuch rewolucji lutowej 1917 r. w Rosji i rządy Kiereńskiego które obaliły carat, a potem Kiereński został obalony przez bolszewików podczas rewolucji październikowej. 13 maja 1926 r. w napisanych przez Adolfa Warszawskiego-Warskiego odezwach KC KPP wzywano robotników do masowego udziału w walkach po stronie Marszałka i do strajku powszechnego w całym kraju, jednak te nawoływania spotykały się z ostentacyjną obojętnością robotników, którzy nie zamierzali walczyć pod komunistycznym sztandarem. Zdarzały się też sytuacje, że w czasie walk w Warszawie członkowie Komunistycznej Partii Polski zgłaszali się do oddziałów Marszałka idących od strony Pragi, z prośbą o wydanie broni i przyłączenie się do walki. Nigdzie jednak broń nie została im wydana. 14 maja komuniści zorganizowali wiec na placu Bankowym w Warszawie (na terenie kontrolowanym już przez wojska Marszałka Piłsudskiego). Demonstracja ta jednak szybko została rozpędzona przez policję, bowiem ani Piłsudski, ani też nikt z Jego otoczenia nie zamierzał pozwalać na przeprowadzanie komunistycznych wieców w Warszawie, doskonale zdając sobie sprawę komu realnie służą polscy komuniści.
Natomiast 15 maja polski attaché wojskowy w Moskwie, major Tadeusz Kobylański raportował do Sztabu Generalnego, że "nastrój sfer rządowych jest spokojny i wyczekujący". Natomiast prasa sowiecka (zgodnie z przekazem idącym ze sfer rządu państwa sowieckiego i Kominternu), przybrała co prawda neutralny wydźwięk, ale z pewną dozą sympatii wobec Marszałka Piłsudskiego, pisząc, że po zdobyciu władzy będzie On musiał uporządkować stosunki z sąsiadami, szczególnie zaś ze Związkiem Sowieckim i przestać "szykować wojnę przeciwko nam" z państwami bałtyckimi. Jednak przez pierwsze trzy dni (od 13 do 16 maja) sowiecka agencja informacyjna TASS nie przesyłała komunikatów na temat wydarzeń mających miejsce w Warszawie i pojawiły się one dopiero po 16 maja, zresztą - co zauważył major Kobylański - cechowały się one dosyć dużą dozą obiektywizmu. Reakcje kręgów rządowych Związku Sowieckiego były raczej spokojne i wyczekujące. Oczekiwano że rządy "silnej ręki" wprowadzone przez Piłsudskiego, są na rękę Rosji, gdyż od takich rządów społeczeństwo wymaga przede wszystkim efektywności, a liczono (nie wiem skąd brano takie przeświadczenie) że Piłsudski temu zadaniu nie podoła, a to doprowadzi do masowych protestów i ułatwi przejęcie władzy przez komunistów w Polsce. Mało tego, sądzono że sam zamach doprowadzi do upadku morale w Wojsku Polskim i wewnętrznego rozkładu armii ("Krasnaja Zwiezda" - oficjalny organ Rewolucyjnej Rady Wojennej Związku Sowieckiego w swoim artykule z 1 czerwca 1926 r. oficjalnie twierdziła że Wojsko Polskie utraciło już zdolność bojową i nawet odsunięcie Piłsudskiego nie zmieni tego upadku). 15 maja doszło do spotkania polskiego posła w Moskwie Stanisława Kętrzyńskiego z członkiem Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych Związku Sowieckiego - Borisem Stomoniakowem, na którym Kętrzyński stwierdził, iż Polska polityka w stosunku do ZSRS nie ulegnie zmianie, natomiast Stomoniakow zaprzeczał jakoby Związek Sowiecki ogłosił tajną mobilizację i przygotowywał się do interwencji w Polsce po stronie premiera Witosa. Do kolejnego takiego spotkania doszło trzy dni później - 18 maja.
Już 16 maja Komisja Polska przy Komitecie Wykonawczym Kominternu oceniła, że Komunistyczna Partia Polski popełniła błąd popierając przewrót Piłsudskiego. Okazało się bowiem że nadzieje Moskwy na wybuch wojny domowej w Polsce zniknęły jak sen złoty, Sejm nie został rozwiązany, konstytucja pozostała (2 sierpnia 1926 r. uchwalono jedynie ustawę nowelizującą konstytucję z 1921 r. wzmacniającą m.in. władzę prezydenta, który uzyskiwał prawo przedterminowego rozwiązywania Sejmu i Senatu, wydawania rozporządzeń z mocą ustawy w czasie przerw między sesjami parlamentu, a także w normalnych warunkach na podstawie pełnomocnictw sejmowych), a poza tym Piłsudski odmówił przyjęcia zarówno godności prezydenta jak i premiera, tak więc nadzieja na dyktaturę wojskową w Polsce oddalała się, a to rodziło zaniepokojenie i konsternację po stronie sowieckiej. Efektem tego była chociażby rozmowa, jaką przeprowadził w Berlinie (21 lub 22 maja) pracownik polskiego poselstwa w Niemczech - Elmer, z przedstawicielem sowieckiej ambasady. Pisał on następnie iż Sowieci wykazują coraz większe obawy, gdyż dla nich: "cały zamach Piłsudskiego jest tajemniczy i niezrozumiały. Ponieważ nie widać żadnych poważnych skutków tego zamachu, ani cele Marszałka Piłsudskiego nie zostały ujawnione, więc (...) muszą być jakieś głębsze przyczyny polityczne akcji Piłsudskiego". Oczywiście poddawano coraz większej krytyce dotychczasowe władze i kierunek obrany przez KPP w stosunku do zamachu majowego, więc przedstawiciele polskich komunistów zaczęli się bronić. W dniach 22-26 maja zorganizowano w Wolnym Mieście Gdańsku plenum Komitetu Centralnego KPP, na którym uchwalono rezolucję, że linia partii przyjęta w czasie walk zbrojnych pomiędzy "piłsudczyzną" a wojskami rządowymi "była na ogół słuszna". Mało tego, Adolf Warszawski-Warski stwierdził że co prawda posłowie komunistyczni nadal będą krytykować Piłsudskiego, ale jeśli będzie On kandydował na urząd prezydenta, to komuniści polscy go poprą. Gdy jednak Piłsudski odmówił swej kandydatury i 1 czerwca poparł prof. Ignacego Mościckiego, komuniści demonstracyjnie zagłosowali przeciwko tej kandydaturze. Nie był to jednak koniec "błędu majowego" w Komunistycznej Partii Polski. Oto bowiem już 8 czerwca 1926 r. szef partii bolszewickiej (i włodarz państwa sowieckiego) Józef Stalin wygłosił przemówienie, na którym jednoznacznie skrytykował dotychczasowych przywódców KPP za poparcie Piłsudskiego i samego przewrotu. To spowodowało że tzw. "prawicowcy" w "polskiej" partii komunistycznej z Adolfem Warskim i Marią Koszutską stracili zaufanie Moskwy, a zyskała je ponownie grupa "lewicowców" pod przewodnictwem Juliana Leszczyńskiego-Leńskiego.
Bardzo szybko, bo już dnia następnego (9 czerwca) rozpoczęło się w Gdańsku posiedzenie Komitetu Centralnego KPP, na którym (zgodnie z decyzjami Stalina) poddano całkowitej krytyce dotychczasową linię partii w dniach przewrotu majowego. Na zakończenie obrad 12 czerwca wydano uchwałę, w której po raz pierwszy znalazło się określenie "błąd majowy", zaś postawę partii w tym czasie uznano za "fałszywą i błędną". Pomajowe rządy Piłsudskiego nazwano "dyktaturą faszystowską" i "kapitalistyczno-obszarniczą", mającą zaborcze plany w stosunku do Związku Sowieckiego. Potem, przez kolejne miesiące i lata trwała walka w łonie Komunistycznej Partii Polski "prawicowców" z "lewicowcami" (czy też frakcji większościowej i mniejszościowej) na temat stosunku do wydarzeń majowych roku 1926. Stalin jednak, pomimo krytyki KPP, był przekonany że wydarzenia w Polsce ostatecznie wyjdą na korzyść Związkowi Sowieckiemu, nie zgadzał się jednak z tą linią Nikołaj Bucharin, który 11 czerwca w Leningradzie mówił: "Piłsudski nie jest prostaczkiem za jakiego go niekiedy uważają, który jakoby prawie niczego nie rozumie (...) ja sądzę że jest niegłupi. Oczywiście twierdził, że nie uda mu się zrealizować swoich celów, gdyż na ich przeszkodzie staną trzy kwestie: robotnicza, agrarna i narodowościowa. Twierdził, że ustępstwa wobec robotników naraziłyby Piłsudskiego na konflikt z wielką finansjerą, parcelacja majątków ziemskich naraziłaby go na konflikt z obszarnikami, z których wywodzić miał się korpus oficerski, natomiast problem narodowościowy (czyli w rozumieniu Bucharina "samookreślenie Ukraińców i Białorusinów") sprowadziłaby na Piłsudskiego krytykę: "polskich szowinistów i faszystów (...) dziś źródła moralnego istnienia grupy Piłsudskiego". Tak więc już z końcem maja i początkiem czerwca 1926 r. zaczęła się zmiana narracji sowieckiej (widoczna szczególnie na przykładzie tamtejszej prasy), w której Piłsudskiego poddawano permanentnej krytyce. Naprawdę bowiem w Moskwie zakładano, że zamach majowy może powtórzyć wydarzenia rewolucji lutowej, i po krótkotrwałych rządach Piłsudskiego nastaną rządy komunistyczne. Gdy jednak do kierownictwa sowieckiego zaczęło docierać że nic takiego nie będzie miało miejsca, zaczęto zmieniać taktykę i z pozycji wyczekującej rozpoczęto permanentny propagandowy atak na Marszałka i Polskę pomajową.
Karol Radek (zaufany człowiek nieżyjącego wówczas Lenina i zwolennik Trockiego oraz tzw. grupy lewicowej w partii bolszewickiej) twierdził iż Piłsudski jest: "ostatnim mohikanem romantyzmu" i że nie jest On zdolny ani do wprowadzenia rządów silnej ręki, ani też do zaprowadzenia porządku w kraju. Twierdził też że Marszałek nie wie co dalej ma czynić, a sam zamach nazywał "żartem historii". Oczywiście w samym Związku Sowieckim nie działo się wówczas dobrze (20 lipca 1926 r. zmarł dotychczasowy szef policji politycznej OGPU - Feliks Dzierżyński {któremu Stalin bez wątpienia pomógł w opuszczeniu tego świata, choć potem był jednym z tych, którzy osobiście nieśli jego trumnę}. Ta śmierć spowodowała że wielu towarzyszy rozwiązały się języki i liczyli oni na większą demokratyzację oraz liberalizację stosunków panujących w partii bolszewickiej, co oczywiście groziło frakcyjnością. Dlatego też już w sierpniu Stalin podjął energiczną walkę ze stronnictwem Trockiego i pierwszą jego ofiarą był Grigorij Zinowiew, który w tym właśnie czasie został usunięty z partii {na razie tylko usunięty, potem zostanie aresztowany, torturowany i w publicznym procesie zmuszony do pokajania się i przyznania do działalności agenturalnej. O to bowiem chodziło Stalinowi, nie tylko o pozbycie się swoich przeciwników politycznych, ale również o ich upokorzenie). Stalin nie miał jeszcze pełni władzy w swych rękach, a poza tym gospodarka sowiecka coraz częściej zaczęła szwankować i w takich warunkach najlepszym była "ucieczka do przodu" i wyszukanie zewnętrznego wroga, który przykryłby problemy wewnętrzne. Takim wrogiem doskonale okazała się Polska, ale nie tylko, gdyż w tym właśnie czasie doszło do poważnego konfliktu na linii Londyn-Moskwa, które ostatecznie (w 1927 r. ) doprowadziło do zerwania przez Wielką Brytanię stosunków dyplomatycznych ze Związkiem Sowieckim. Konflikt z Anglią i z Polską był wówczas bardzo na rękę Stalinowi, gdyż pomagał mu odwrócić uwagę od problemów które musiał rozwiązać, aby uzyskać pełnię władzy absolutnej i aby podporządkować sobie cały partyjny i państwowy aparat w kraju. Warto jednak słów parę powiedzieć również na temat powodów owego konfliktu sowiecko-brytyjskiego.
Gabinet Dawida Lioyda George'a już od 1919 r. prowadził na wpół tajne, na wpół jawne rozmowy z bolszewikami na temat nawiązania stosunków handlowych pomiędzy komunistyczną Rosją a Wielką Brytanią (z tego powodu walcząca z bolszewikami Polska była dla Brytyjczyków jedynie przeszkodą). Stosunki takie nawiązano oficjalnie dopiero w 1921 r., natomiast stosunki dyplomatyczne nawiązane zostały dopiero w sierpniu 1924 r. przez lewicowy rząd Ramsaya McDonalda. Od początku jednak nie spotkały się one z szeroką akceptacją brytyjskiej opinii publicznej i poddawane były sporej krytyce (w prasie brytyjskiej np. żądano zerwania stosunków z Sowietami). Szczyt niechęci Brytyjczyków do Związku Sowieckiego przypadł na październik 1924 r. gdy w konserwatywnym "Daily Mail" (na cztery dni przed wyborami parlamentarnymi) opublikowany został tzw.: "List Zinowiewa". Była to fałszywka, spreparowana przez polski wywiad, aczkolwiek doprowadziła Brytyjczyków do prawdziwej antysowieckiej furii. List ten oficjalnie był napisany przez przewodniczącego Kominternu Grigorija Zinowiewa a skierowany do przywódcy brytyjskich komunistów - Arthura MacMannusa. W liście tym "Zinowiew" zalecał MacMannusowi rozpoczęcie zmasowanej agitacji politycznej, włącznie z podjęciem akcji zbrojnej przez komunistów brytyjskich w Wielkiej Brytanii. Zawarte w tym liście instrukcje otwarcie naruszały brytyjsko-sowiecki układ handlowy z 1921 r., a to spowodowało prawdziwą rewolucję na brytyjskiej scenie politycznej, która totalnie zmiotła dotychczasowy lewicowy (laburzystowski) rząd premiera McDonalda (cieszący się dotąd sporym poparciem i mający szanse na zwycięstwo wyborcze), który doprowadził do nawiązania stosunków dyplomatycznych ze Związkiem Sowieckim. 29 października 1924 r. wybory wygrała Partia Konserwatywna Stanleya Baldwina, choć on sam nie znał się (jak przyznawał osobiście) na polityce zagranicznej, to jednak sprzeciwił się zerwaniu stosunków dyplomatycznych z Moskwą. Oddał też Foreign Office w ręce sir Austina Chamberlain'a (bowiem od czasów rządów Lioyda George'a - 1916-1922 - Ministerstwo Spraw Zagranicznych było kontrolowane przez samego premiera, teraz zaś miało się to zmienić). Chamberlain opracował jednak politykę ignorowania Związku Sowieckiego i uznał ją za jak najbardziej właściwą (choć pierwotnie pomysł ten wysunął William Peters - sekretarz do spraw handlowych brytyjskiego poselstwa w Moskwie). Chamberlain podczas spotkania w Genewie z gen. Johanem Laidonerem (twórcą estońskiej niepodległości i byłym przedstawicielem Estonii przy Lidze Narodów, który w grudniu 1924 r. stłumił kolejną próbę wybuchu komunistycznej rewolucji w Tallinie) w lipcu 1925 r. Laidoner powiedział mu (w przerwie obrad Ligii Narodów, przy lampce francuskiego wina) mając na myśli Sowietów: "Gdy skarżymy się na ich działania, utwierdzają się w przekonaniu, że bardzo nas obchodzą, co sprawia im satysfakcję. Natomiast gdy ich ignorujemy, niepokoją się, że się ich nie boimy, iż możemy się bez nich obyć, i stać nas na to, aby się nimi zupełnie nie przejmować". Radę tę Baldwin wziął sobie głęboko do serca i tak właśnie postanowił działać w swej polityce zagranicznej.
Politykę tę nazwał Baldwin "Policy of doing nothing" ("nie robienia niczego"), a w sytuacji powstałej po opublikowaniu "Listu Zinowiewa", już nawet liberałowie i laburzyści (którzy doprowadzili do zawarcia stosunków ze Związkiem Sowieckim) nawoływali do jego redefinicji. Gdy zaś 1 maja 1926 r wybuchł strajk powszechny 800 000 brytyjskich górników (co ostatecznie pozwoliło wypromować polski węgiel w takich krajach jak Szwecja czy Norwegia, a to ostatecznie doprowadziło do zwycięstwa w prowadzonej od 1925 r. wojnie handlowej z Niemcami, o której pisałem w poprzedniej części), a 4 maja dosłownie sparaliżowany został Londyn, gdy stanęło metro i komunikacja miejska, wielu sądziło że było to powodem zalecanego przez Zinowiewa buntu komunistów brytyjskich. Ponieważ w kolejnych dniach (dzięki łamistrajkom) jedynie częściowo przywrócono normalne funkcjonowanie miasta, a poza tym strajk górników wciąż się potęgował, już 9 maja premier Baldwin wprowadził w Wielkiej Brytanii stan wojenny, a wojsko wyszło na ulice miast (szczególnie Londynu). Związek Sowiecki zaangażował się aktywnie poprzez swoje struktury (głównie Komintern i podległą mu Komunistyczną Partię Wielkiej Brytanii) w strajk górników brytyjskich, mając nadzieję na destabilizację państwa brytyjskiego i przejęcie władzy w wyniku anarchii politycznej przez komunistów. To wszystko jeszcze bardziej pogorszyło stosunki brytyjsko-sowieckie, a gdy w grudniu 1926 r. Sowieci naruszyli brytyjską korespondencję dyplomatyczną, sir Robert Hodgson - brytyjski chargé d'affairs w Moskwie, otrzymał polecenie zniszczenia części archiwów i przygotowanie się do spalenia szyfrów na wypadek zerwania stosunków dyplomatycznych. Jednocześnie dyrektor Departamentu Północnego w Ministerstwie Spraw Zagranicznych - John Duncan Gregory opracował (10 grudnia 1926 r.) memorandum, w którym otwarcie stwierdzał że Rosjanie to ludy Wschodu, gdzie liczy się tylko siła i tylko siłę szanują, dlatego też dotychczasowa polityka "nie robienia niczego" w stosunkach z Sowietami nie jest na dłuższą metę właściwa. Twierdził też że zerwanie stosunków z Moskwą byłoby korzystne tylko wówczas, gdyby wiązało się z zadaniem Sowietom decydującego ciosu, co w tamtych warunkach było niemożliwe. Podsumowując, Duncan uważał że Wielka Brytania jest skazana na współistnienie ze Związkiem Sowieckim, niezależnie od tego czy będzie z nim utrzymywać stosunki dyplomatyczne, czy też nie. Tak więc Duncan odradzał zerwanie stosunków z Moskwą, gdyż nie wyrządziło by to żadnych większych szkód Sowietom, natomiast wiązałoby ręce brytyjskiej dyplomacji, która od tej pory musiałaby polegać na pośrednikach w kontaktach z bolszewikami, a także nie było pewności jak na to zareagują inne państwa europejskie.
WIZYTA GEORGA BERNARDA SHAW W MOSKWIE U JÓZEFA STALINA (WRAZ Z ICH JEGO PRZYJACIÓŁMI LORDEM I LADY ASTOR) W ROKU 1931
(Bernard Shaw był apologetą komunizmu i jednym z tych zachodnich przygłupów obdarzonych talentem literackim, którzy ślepo wierzyli w marksizm oraz w Związek Sowiecki, jako urzeczywistnienie idei komunizmu. Należy też dodać że Shaw był szalenie popularny w Wielkiej Brytanii a jego dzieła sprzedawały się jak ciepłe bułeczki i dzięki temu zbił olbrzymi majątek, jednocześnie non stop krytykował Anglików, twierdząc nawet że Anglicy nie są ludźmi inteligentnymi i że nie potrafią planować. Warto też dodać że Shaw był z pochodzenia Irlandczykiem i jego nienawiść - bo tak należy to określić - do Anglii wzięła się zapewne z przyczyn historyczno-politycznych)
(Najbardziej podoba mi się scena, w której Shaw mówi: "Marks zrobił ze mnie człowieka, natchnął mnie wiarą, a wiara była podnietą do rebelii i buntu", a Stalin na to: "Taaa", oraz odpowiedź Stalina: "Nie mamy wpływu na pogodę, ale pracujemy nad tym")
Ostatecznie jednak, po długich rozważaniach na ten temat, 18 lutego 1927 r. na posiedzeniu rządu Jego Królewskiej Mości podjęto decyzję o wystosowaniu wobec Sowietów ostrej noty dyplomatycznej, jako protestu wobec sowieckiej aktywności propagandowej przeciwko porządkowi publicznemu w Wielkiej Brytanii. Taka nota została wręczona 23 lutego przez Chamberlain'a Arkadiuszowi Rozenholcowi, sowieckiemu chargé d'affairs w Londynie, w którym oficjalnie grożono zerwaniem stosunków dyplomatycznych ze Związkiem Sowieckim. 3 marca 1927 r. rozpoczęła się w Izbie Gmin debata na temat stosunków brytyjsko-sowieckich, w której wzięli udział wszyscy brytyjscy architekci polityki nawiązania stosunków z sowiecką Rosją od 1917 r. Politycy liberalni (tacy jak Archibald Sinclair) przekonywali, że nie ma sensu zrywać stosunków dyplomatycznych, gdyż podstawą polityki brytyjskiej wobec Rosji sowieckiej jest "pokój i handel" i że na tym powinien skupiać się rząd Jego Królewskiej Mości, przekonując jednocześnie że chociaż Stany Zjednoczone nie zawarły jeszcze stosunków dyplomatycznych z Sowietami, to i tak ich bilans handlowy z tym krajem jest znacznie lepszy niż brytyjski. Ostrym krytykiem polityki zerwania stosunków z Moskwą był David Lloyd George, ten, który był gotów utopić Polskę żeby tylko zawrzeć sojusz z Moskwą jeszcze w 1920 r. Ostatecznie po przechwyceniu tzw. drugiego "Listu Zinowiewa" w marcu 1927 r. rząd Baldwina podjął decyzję o przeprowadzeniu przeszukania w biurach Arcosu (sowieckiego przedstawicielstwa handlowego w Wielkiej Brytanii). Ostatecznie też 24 maja Wielka Brytania na dwa lata zerwała stosunki dyplomatyczne ze Związkiem Sowieckim. Nim jednak do tego doszło, Stalin w swej propagandzie twierdził iż Wielka Brytania jest głównym twórcą antysowieckiej polityki w Europie, a jej najwierniejszym wykonawcą jest właśnie Polska, szczególnie teraz, pod rządami Marszałka Piłsudskiego.
NIM JESZCZE NAD KONSTANTYNOPOLEM ZAŁOPOTAŁ ZIELONY SZTANDAR MAHOMETA
I
JAK AZJATKA Z AFRYKANEREM
(CZYLI PIERWSZA "BIZANTYJKA"
NA RZYMSKIM PALATYNIE)
Cz. VII
"FORTUNA REDUX"
I oto stała się rzecz niesłychana. Daleka prowincja, która zasiedlona barbarzyńskimi ludami, została włączona w skład Imperium Rzymskiego zaledwie sto pięćdziesiąt lat wcześniej, teraz nie tylko dała Rzymowi kolejnego imperatora, ale wręcz to właśnie stamtąd wyszła inwazja na resztę kontynentu. Oczywiście chodzi o Brytanię, odległą prowincję, która uważana dotąd była za jedną z najmniej ważnych i wciąż jeszcze w pełni nie zromanizowanych ziem Imperium. Teraz wszak to tam właśnie objawił się cesarz, który rzucił wyzwanie Septymiuszowi Sewerowi - temu, który niedawno pokonał Pescenniusza Nigra - władcę rzymskiego Wschodu. Trzy legiony które stacjonowały w Brytanii (wsparte kontyngentami uzupełniającymi), po stu pięćdziesięciu trzech latach przeprawiły się przez Kanał La Manche i dokonały odwróconej inwazji. Desant przeprowadzono z miejscowości Duorne (dziś: Dover) i wylądowano po drugiej stronie Kanału w miejscowości Gesoriacum (dziś: Boulogne-sur-Mer). Bardzo szybko opanowano całą Germanię Dolną (Germania Inferior) i jedynie miasto Augusta Treverorum (dziś: Trewir) zamknęło swe bramy przed wojskami Klodiusza Albina. Mieszkańcy Galii raczej pozytywnie odbierali Albina i nie próbowali w jakikolwiek sposób przeszkadzać w jego marszu ku Italii, ale Armia Renu dochowała jednak wierności Sewerowi, co było znaczną przeszkodą w skutecznym opanowaniu całej Galii. Gdy więc siły Albina oblegały Trewir, ten, z pozostałą armią zdążał na południe, ku najludniejszemu i najzamożniejszemu miastu w Galii - Lugdunum (dziś: Lyon). Była to najprawdziwsza stolica całej rzymskiej Galii, w której obradował swoisty galijski "parlament" - Zgromadzenie Trzech Galii. W tym mieście były już trzy akwedukty, amfiteatr (wzorowany na rzymskim Koloseum), wspaniały odeon (teatr miejski) oraz system kanałów odprowadzający brudną wodę z miejskich term (i domostw zamożnych Galo-Rzymian) do rynsztoków. Miasto jednak nie miało służby porządkowej (jedynie straż ogniową, formowaną przez osoby prywatne i wynajmowaną miastu za odpowiednie pieniądze. A pożary wybuchały wówczas dość często, o czym świadczy epitafium ku pamięci pewnego mieszkańca Lugdunum, który: "Wpół nagi wydostał się z pożaru, ale mniej ceniąc własne bezpieczeństwo, usiłuje wydrzeć coś płomieniom: zmiażdżony przez walącą się ścianę, oddaje ducha naturze, a ciało jego temu, z czego powstało, początkom"), zaś nocą spowite było w mroku, przesłanianym jedynie blaskami pochodni tych, którzy decydowali się na nocne wycieczki po mieście.
Mimo tego miasta rzymskiej Galii były raczej dość ładne i często znajdowały nawet swych apologetów, którzy wychwalali je w wierszach i pieśniach, jak choćby o Narbo (dziś: Narbona) pisał Sidonius Apollinaris: "Pozdrowiona bądź, Narbo o zbawiennym klimacie (...) pozdrowione niech będą twoje mury, mieszkańcy, sklepy, bramy i portyki, forum, teatr, twoje przybytki i świątynie bogate, twój pieniądz, twoje termy, łuki triumfalne, spichrze publiczne, rynki, łąki, studnie, wyspy, saliny i stawy, twój handel, most i głębokie morze (...) Dumna pośród warowni na wpół zrujnowanych, pysznisz się jeszcze zaszczytnymi śladami dawnych wojen, ukazujesz swe mury wyszczerbione uderzeniami taranów, bogatsza jesteś dzięki tym chlubnym szczątkom" (Apollinaris pisał swoją "Pochwałę Narbo" w V wieku, czyli w okresie gdy po Galii, Hiszpanii, Italii, i innych ziemiach tak sławnego niegdyś Imperium Romanum, teraz przemieszczały się armie najeźdźców z Północy, stąd właśnie wzmianka o "warowniach na wpół zrujnowanych" i "wyszczerbionych murach"). Zaś dwa wieki wcześniej o swym rodzinnym Bordeaux (Burdigali) tak pisał Auzoniusz: "Niebo tam jest łagodne, ziemia dobra i urodzajna dzięki deszczom, wiosna długa, zima cieplejsza dzięki powrotom słońca, rzeki mają tam bieg porywisty, który, trzymając się zasadzonych winną latoroślą pagórków, naśladuje wiry morskie. Mury obronne w kształcie kwadratu wyrastają wieżami tak wysokimi, że wierzchołki toną w chmurach. Wewnątrz podziwiać można ulice umiejętnie wytyczone, domy w równych szeregach, obszerne place godne swego rozgłosu, bramy otwierające się wprost na skrzyżowania dróg (...) Czy mam wspominać fontannę wyłożoną partyjskim marmurem? (...) Ileż wody w jej głębokościach (...) Pozdrowiona bądź, fontanno o nieznanym źródle, święta, dobroczynna, niewyczerpana, przejrzysta, zielona, głęboka, szumiąca, czysta i cienista! Pozdrowiona bądź, ty opiekuńcza bogini miasta, ty, której jeden łyk leczy chorobę, ty, którą Celtowie nazywają Divona, Boska!" Auzoniusz zapewne odnosi się tutaj do kultu bogini Higiei (od której pochodzi też słowo "higiena"), córki Eskulapa, której kult był bardzo rozpowszechniony w rzymskiej Galii (szczególnie na południu), a którą przedstawiano jako stojącą kobietę, trzymającą w ręku węża. Ona, jej boski ojciec i towarzyszący tej parze mały geniusz - Telesfor (który odpowiadał za szczęśliwy przebieg rekonwalescencji), byli jedną z częstych w Galii bóstw opiekuńczych, z którymi rywalizował jeszcze niejaki Borvo (bożek ochronny od którego wzięła się nazwa kraju, a następnie francuskiej dynastii Burbonów), tryskający ciepłym, kojącym źródłem - Grannus zwany "dobroczyńcą ludzi", oraz Tutiorix - "król uzdrowiciel" z terenów północnych (nadreńskich). Mimo to uniwersalnym bogiem uzdrowicielem i tak pozostawał Apollon.
LUGDUNUM (LYON)
(Należy zwrócić uwagę na fakt, że rzymskie miasta prowincjonalne w większości nie posiadały murów obronnych, gdyż nie były im one do niczego potrzebne. Stały się jednak koniecznością już od połowy wieku IV a szczególnie w wieku V)
ODEON (TEATR) W LUGDUNUM
Tak więc Klodiusz Albin wkroczył do Lugdunum i ustanowił w tym mieście swą kwaterę główną, oraz rozpoczął bicie monety z własnym wizerunkiem jako imperatora. A tymczasem Septymiusz Sewer szybko przerzucił swe główne siły ze Wschodu ku Galii, nie zważając przy tym na żadne trudy i niedogodności (podczas ciężkich przepraw przez zaśnieżone góry Taurus dawał przykład wytrwałości i odporności, idąc specjalnie podczas zawiei śnieżnych z odsłoniętą głową. Wymagał też od żołnierzy determinacji w pokonywaniu przeszkód i nie zezwalał na żadne dłuższe przerwy w marszu). Na wiosnę 196 r. legiony Sewera dotarły więc do Mezji, gdzie w obozie wojskowym w Viminacjum (na wschód od dzisiejszego Belgradu, wówczas nosił on nazwę - Singidunum) - 6 kwietnia - cesarz mianował cezarem swego najstarszego syna - ośmioletniego Marka Antoninusa Bassianusa, zwanego potem Karakallą). To wyniesienie było jawną deklaracją polityczną że oto august - jakim był Septymiusz Sewer, mianuje swym następcą i współrządcą swego syna, nadając mu tytuł cezara, a tym samym zakłada nową (a raczej kontynuuje starą, wywodzącą się od Marka Aureliusza z rodu Antoninów - jak brzmiała oficjalna propaganda) dynastię. Następnie jego wojska przeszły przez Panonię, Norikum i Recję i wkroczyły do północnej Italii. Tutaj cesarz (wraz z żoną i dziećmi) wyruszył na południe - do Rzymu, zaś swym wojskom polecił obsadzić alpejskie przejścia, czego niestety nie uczynił wcześniej Klodiusz Albin. W Rzymie natychmiast powitano Sewera z najwyższą czcią przynależną władcy. Senat polecił też wybić monety o napisach: "Adventui Aug(usti) felicissimo" ("Powrócił najwyższy August") oraz "Fortuna Redux" ("Przywrócona Pomyślność"). Sewer przybył do Rzymu aby dopilnować wprowadzenia w życie przez Senat co najmniej dwóch ustaw: uznania Klodiusza Albina wrogiem ludu rzymskiego, oraz własnej adopcji do szlachetnego rodu Antoninów (ta sztuczna "samoadopcja" była potem przedmiotem bardzo wyważonych, ale jednak żartów ze strony niektórych nobilów. Jeden z senatorów, z wyraźną kpiną w głosie miał się bowiem wyrazić o tym akcie w następujący sposób: "Jak to dobrze, że cesarz znalazł sobie wreszcie ojca". Wielu potem miało pożałować tych słów).
Niestety, nie wszystkim było jednak do śmiechu, bowiem "adopcja" Sewera do rodu Marka Aureliusza niosła za sobą również i inną poważną przeszkodę, która musiała zostać naprawiona. Otóż synem Aureliusza był powszechnie znienawidzony Kommodus, który pamiętany był głównie ze swych występów w roli Herkulesa na arenie Koloseum, oraz swej niekompetencji i zbrodniach, jakich się dopuszczał. Stąd też, gdy został zamordowany, wielu odetchnęło z ulgą. Ale teraz ten zbrodniarz nie mógł przecież być "bratem" panującego cesarza, bo to by kładło się cieniem na jego rządach. Przeto należało nie tylko zrehabilitować Kommodusa, ale również zaliczyć go w poczet bogów. I tak też się stało - Lucjusz Eliusz Aureliusz Kommodus został deifikowany jako "Divus Commodus", oraz została wyznaczona świątynia i wybrani kapłani, mający zajmować się jego kultem. Tak oto Septymiusz Sewer gładko przeszedł z roli "mściciela Pertynaksa" (który objął przecież władzę po zamordowaniu Kommodusa) do roli "brata Boskiego Kommodusa" - a wszystko dla zainstalowania i zatwierdzenia u władzy swojej rodziny. Gdy już dokonał tych dynastycznych "ablucji" ponownie wyruszył na orężne spotkanie z Albinem. Wkrótce potem jego legiony przekroczyły Alpy i doliną Rodanu pomaszerowały ku Lugdunum. Do pierwszego starcia pomiędzy siłami tych "dwóch cesarzy", doszło pod miejscowością Tinturtium (dziś: Tournus) nad Ararem (dziś: Saoną). Albin poniósł w tym starciu klęskę i został zmuszony do pospiesznego wycofania się ku Lugdunum. Właśnie pod tym miastem, dnia 19 lutego 197 r. doszło do ostatecznego starcia. Według historyka Kasjusza Diona, siły obu armii były wyrównane i liczyły równo po 150 tys. żołnierzy (co wydaje się jednak liczbą znacznie przesadzoną i w dużej mierze nieprawdziwą). W każdym razie Klodiusz Albin dysponował siłami trzech legionów (ok. 30 000 żołnierzy), wspartych posiłkami zmobilizowanych kontyngentów galijskich, oraz wsparciem (zapewne niewielkim, jako że stacjonował tam tylko jeden legion) ze strony namiestnika prowincji Hiszpanii Tarrakońskiej - który, jako jedyny opowiedział się w tej wojnie po stronie Albina. Myślę więc że siły Klodiusza Albina nie przekraczały 50-60 000 żołnierzy. Natomiast Septymiusz Sewer prowadził armię legionów naddunajskich i wschodnich (uzupełnioną zaciągiem w Dacji), liczącą zapewne jakieś 90-100 000 żołnierzy.
Do bitwy stanęły ludy Imperium, które można spokojnie podzielić na dwie części. Po stronie Klodiusza Albina walczył rzymski Zachód (Brytania, Galia, Hiszpania - ogólnie rzecz biorąc: Gallowie), zaś po stronie Septymiusza Sewera rzymski Wschód (Syria, Kapadocja, Mezja, Dacja, Panonia - ogólnie rzecz biorąc: Syryjczycy, Dakowie, Ilirowie). Kto okaże się lepszy, kto silniejszy, kto sprytniejszy? Stawką bowiem była nie tylko władza dla jednego z owych imperatorów, ale także los pokonanych żołnierzy i przyszłość krain, które wpadłyby w ręce wroga. Gdy więc doszło już do bitwy, siły Sewera zaczęły przeważać na swym prawym skrzydle i wojska Albina poczęły tam ustępować im pola. Natomiast na lewym skrzydle sewerian postępował śmiały atak albinianów, który o mało nie doprowadził do śmierci samego Septymiusza Sewera (zabity został pod nim koń i zapewne by tam zginął, gdyby nie odsiecz jaka wkrótce nadeszła). Z flanki uderzyła bowiem na siły Albina jazda jednego z najlepszych wodzów Septymiusza Sewera - Letusa, która przeważyła o wyniku tej bitwy. Zwycięstwo wojsk Sewera było całkowite. Klodiusz Albin zginął podczas panicznej ucieczki, a jego ciało (wcześniej rzucone psom na pożarcie) zostało pozbawione głowy (którą wysłano do Rzymu i wbito na pal na Forum Romanum - aby pochwalić się zwycięstwem), a następnie (wraz z jego zamordowaną na polecenie Sewera - żoną i dziećmi) wrzucone do Rodanu. Zamożne miasto Lugdunum bardzo liczyło na cesarską łaskę, bowiem Septymiusz Sewer był przecież namiestnikiem Galii Lugduńskiej (największej z trzech Galii) w latach 185-188 i zapisał się w pamięci mieszkańców jako dobry i sprawiedliwy administrator. Niestety, przeliczyli się. Sewer pozwolił żołnierzom (podobnie jak wcześniej Antiochię i Bizantion) doszczętnie złupić dzisiejszy Lyon - a miasto to nigdy już nie odzyskało swej dawnej świetności. Oczywiście zakazano zebrań lokalnego galijskiego "parlamentu" w sanktuarium pod wezwaniem "Trzech Galii" (taki tytuł nosiła bogini, która mogła być jedynie jedną z lokalnych personifikacji bogini Romy - uosabiającej Rzym). Następnie dokonał Sewer kadrowych i administracyjnych zmian, obsadzając wszystkie stanowiska swymi ludźmi (w Hiszpanii Tarrakońskiej tamtejszy namiestnik również stracił nie tylko urząd, ale i życie za swe wcześniejsze opowiedzenie się po stronie Albina), zaś prowincję Brytanię podzielił (podobnie jak wcześniej Syrię) na dwie, niezależne od siebie części.
W czerwcu 197 r. Septymiusz Sewer był już z powrotem w Rzymie, gdzie radośnie witany przez lud gałązkami oliwnymi, odbył wspaniały wjazd do miasta (oczywiście nie był to wjazd triumfalny, gdyż taki mógł się dokonać jedynie po zwycięstwie nad wrogiem zewnętrznym, ale w tamtych czasach przy niesamowitym przepychu i pochlebstwach ze strony senatorów oraz publicznie manifestowanej przez lud radości z powrotu władcy - niewiele się od niego różnił). Teraz był już jedynym i niepodzielnym panem Imperium i mógł spokojnie zakładać dynastię (oczywiście cały czas odwoływał się do związków z dynastią Antoninów, aby podkreślić swoje wyniesienie, nawiązać do bezpiecznych i spokojnych czasów "dobrych cesarzy" i przede wszystkim aby ukryć fakt, iż on i jego rodzina są po prostu parweniuszami). Podczas swej pierwszej po ostatecznym zwycięstwie, publicznej mowy do ludu - przedstawił dokładny program przyszłych rządów. Oto bowiem mocno krytykował takich polityków i władców w historii, jak Gnejusz Pompejusz, Juliusz Cezar, Oktawian August czy Trajan, zaś wychwalał i wynosił pod niebiosa takich władców jak Gajusz Mariusz, Korneliusz Sulla, Tyberiusz, Kaligula, Neron, Domicjan czy Kommodus - gdyż, jak twierdził, to właśnie oni swą bezwzględną polityką zapewnili sobie bezpieczne rządy, zaś tamci, tzw.: "miłosierni" wobec przeciwników politycznych władcy - sami zgotowali sobie zgubę. Mówił o swym podstępnie zamordowanym przez spiskowców "bracie" Kommodusie, czym tylko wywołał nagonkę na wszystkich żyjących jeszcze uczestników tamtego spisku (Narcyz - który tamtej grudniowej nocy 192 r. - udusił Kommodusa, został wytropiony i rzucony w Koloseum lwom na pożarcie), wkrótce też rozpoczęła się znacznie większa nagonka na senatorów (którzy w ogromnej większości należeli do wrogów tamtego władcy i często ciskali w niego najobrzydliwszymi obelgami wraz z objęciem władzy przez Pertynaksa). Wszyscy oni byli teraz pierwszymi, których miała zmielić nowa władza. Łącznie oskarżono o potajemne spiskowanie z Albinem (oraz niechęć do Kommodusa) ponad pięćdziesięciu senatorów (wśród nich był również niejaki Juliusz Solon - który stał się autorem senackiej ustawy... zabraniającej cesarzowi skazywania nobilów na śmierć bez zgody Senatu). Skazano ich na śmierć i skonfiskowano im majętności, które oczywiście zostały zajęte przez państwo (czyli de facto stały się własnością Sewera).
Swoją drogą należy tutaj dodać że wydarzenia, dziejące się w Imperium Rzymskim w latach 193-197, które historiografia niestety traktuje nieco po macoszemu (w sposób iście kronikarski - od bitwy do bitwy), były prawdziwym końcem świata dla wielu żyjących w tamtym czasie ludzi. To nastała bowiem dla nich prawdziwa apokalipsa i historyczne zwoje oraz książki w żaden sposób nie są w stanie oddać grozy tamtych dni. Bezpieczny i stabilny świat w przeciągu kilku miesięcy (a często tygodni lub nawet dni) został bezpowrotnie pogrzebany. Zginęły dziesiątki (może nawet setki) tysięcy ludzi, kompletnie zniszczono trzy wielkie i ludne miasta, nie mówiąc już o mniejszych miastach i tysiącach spalonych wsi. Nawet najstarsi mieszkańcy wschodnich i zachodnich krain Imperium nie pamiętali, aby ich dziadowie doświadczyli kiedykolwiek czegoś podobnego. I rzeczywiście, wojna domowa z lat 193-197 była apokalipsą na skalę ogólnoeuropejską i może zostać uznana za taki właśnie konflikt. Po raz ostatni bowiem doszło do wojny na taką skalę w czasach walk o władzę najpierw Cezara z Pompejuszem, a następnie Oktawiana z Markiem Antoniuszem (czyli w latach 49-30 r. p.n.e.). Upłynęło więc już ponad dwieście dwadzieścia lat od zakończenia ostatnich walk. Przez ten czas ziemie zarówno Orientu jak i Galii, Brytanii, terenów Małej Azji czy Bałkanów rozwijały się dynamicznie w sposób nieprzerwany. Nawet wojna domowa roku 69 nie mogła być w żaden sposób porównywalna do hekatomby ostatnich lat II wieku, gdyż po pierwsze była krótkotrwała, a po drugie ograniczała się jedynie do ziem północnej Italii. Nic więc dziwnego że czas, jaki nastał po zainstalowaniu u władzy dynastii Sewerów, gruntownie odmienił całe rzymskie społeczeństwo, które wkraczało teraz w okres niestabilności politycznej i coraz śmielszych ataków barbarzyńskich plemion z Północy. Należałoby więc w tym momencie powtórzyć za Zygmuntem Krasińskim w jego "Irydionie", iż oto: "Kres już się ma starożytnemu światu - wszystko co w nim żyło psuje się, rozprzęga i szaleje - bogi i ludzie szaleją". A tymczasem wzrok zwycięskiego cesarza skierował się teraz ponownie na Wschód, gdzie księstwo Osroene (prowincja północnej Mezopotamii, która wówczas rządzona była przez oddzielnych władców) ogłosiło swą niezależność od Rzymu i uzyskało w tym wsparcie króla Partów - Wologazesa V. Nowa wojna znów miała objawić się na horyzoncie dziejów i ponownie zmusić wymęczoną ludność Imperium do jeszcze jednej aktywności i kolejnych wyrzeczeń.
TO WŁAŚNIE ZA SEWERA NASTĄPIŁY ZMIANY, KTÓRE POGRZEBAŁY DAWNY SPOKOJNY I BEZTROSKI ŚWIAT ANTONINÓW...
A NA JEGO GRUZACH NASTAŁ CZAS CZĘSTYCH UZURPACJI, ZMIAN WŁADZY, WOJEN DOMOWYCH I ATAKÓW BARBARZYŃCÓW Z PÓŁNOCY