AUSROTTEN!
AKT I
"NIEMIECKA POLSKA"
(1916 - 1918)
Cz. II
EPOKA BISMARCKA
(1862 - 1890)
Cz. I
"POLAK TO NAJGORSZA, NAJBARDZIEJ GODNA POGARDY, NAJPODLEJSZA (...), NAJGŁUPSZA, NAJBARDZIEJ PLUGAWA, NAJPODSTĘPNIEJSZA I NAJTCHÓRZLIWSZA KREATURA POŚRÓD WSZYSTKICH MAŁP, KTÓRE KIEDYKOLWIEK BYTOWAŁY W LASACH AMERYKI I KRÓLESTWA KONGO"
NIEMIECKI APOKRYF Z ROKU 1779
NIEZNANEGO AUTORSTWA
(Stefan Żeromski w powieści "Wiatr od morza" - z pewnością błędnie - przepisał jego autorstwo królowi Prus Fryderykowi II Parszywemu Wielkiemu)
Stosunki Polaków i Niemców począwszy od średniowiecza nie były łatwe. Od pierwszej (udokumentowanej w źródłach) wojnie władcy Lechitów - Mieszka I z ciotecznym bratem cesarza rzymskiego Ottona I Wielkiego - Wichmanem w 963 r. Trwały cykliczne wojny i najazdy. Oczywiście nie brakowało też bliskich kontaktów Monarchii Piastowskiej/Lechickiej Cesarstwem Rzymsko-Niemieckim w formie koligacji małżeńskich czy związków o charakterze polityczno-wojskowym. Podczas zjazdu gnieźnieńskiego w 1000 r. cesarz Otton III uznał Bolesława I Chrobrego za równego sobie (co było niespotykane w tamtych czasach), symbolicznie koronując go swoją własną koroną ściągniętą z głowy. Po tym wydarzeniu zainteresowanie oboma krajami znacznie wzrosło wśród rycerstwa i duchowieństwa obu Narodów (rycerze polscy zaciągali się na służbę u niemieckich panujących książąt, natomiast polscy władcy przyjmowali do siebie na służbę niemieckich rycerzy, zaś duchowieństwo niemieckie licznie napływało na polskie ziemie, zasiedlając biskupstwa i diecezje). Rozbicie Monarchii Piastowskiej na poszczególne dzielnice w roku 1138 (a szczególnie po śmierci Mieszka III Starego w 1202 r.) ułatwiło niemiecką kolonizację (szczególnie) zachodnich regionów państwa polskiego, a polscy książęta piastowscy (książęta dzielnicowi, np. na Śląsku czy Pomorzu) germanizowali się w dość szybkim tempie (np. książę wrocławski Henryk Probus, który bardzo słabo mówił po polsku, używając głównie języka niemieckiego). Niemiecka kolonizacja miast polskich już na początku XIV stulecia stała się dużym problemem (po buncie mieszczan krakowskich pod wodzą wójta Alberta i biskupa Jana Muskatę - obaj byli po pochodzenia niemieckiego - przeciwko władzy księcia Władysława Łokietka w Krakowie w roku 1311, ten post tłumieniu buntu (kwiecień 1312) okrutnie ukarał niemieckich mieszczan Krakowa (którym marzył się niemiecki władca, król Czech Jan Luksemburski), karząc wszystkim powtarzać słowa: "Soczewica, koło miele młyn". To nie potrafił poprawnie tego wypowiedzieć, ten szedł na szafot jako Niemiec (niemieccy rajcy miasta już wcześniej wisieli na szubienicach).
Ostatecznie po roku 1410 i wielkiej bitwie pod Grunwaldem z zakonem niemieckich rycerzy (Krzyżaków) powoli stosunki polsko-niemieckie zaczęły się normalizować (polska granica zachodnia już od końca wieku XIV była najspokojniejszą ze wszystkich granic Królestwa Polskiego). Mimo to niemieckie przekazy na temat ziem polskich były skrajnie niedoszacowane, a często najeżone stereotypami i mało wiarygodnymi informacjami (np. w wydanej w roku 1493 w Norymberdze przez Hartmanna Schedla "Księdze Kronik" {"Buch der Chroniken"} streszczającej historię Europy, strony poświęcone Polsce {zatytułowane: "W pobliżu Europy: Sarmacja, zwana Polską"} były raczej zbiorem negatywnych uwag o lesistych połaciach, pełnych dzikiego zwierza, rozległych pustkowiach, gdzie panuje "ostre powietrze" i "wielkie zimno", o "niezbyt pięknych miastach" i zabudowaniach drewnianych domów polepionych gliną. Jedyne pozytywne uwagi autora dotyczą samego stołecznego Miasta Kraków. W wieku XVI i XVII informacje o Polsce jakie powstawały wśród autorów niemieckich, były po części negatywne, po części... pozytywne. (🥴) Co się tyczy negatywów to twierdzono że lud polski jest nieokrzesany i przynależny ludom azjatyckim a nie europejskim, że Królestwo Polskie to peryferia Europy, a w zasadzie to już Azja, że kraj jest źle gospodarowany a ludność butna i mało cywilizowana. Co się tyczy pozytywów to twierdzono iż Polacy są niezwykle gościnnym narodem, gdzie można znaleźć schronienie bez względu na wyznawaną wiarę czy poglądy, że polska szlachta jest jedną z najbarwniejszych - jeśli w ogóle nie najbarwniejszą - w całej Europie, a ustrój Polski (zgodnie z twierdzeniami francuskiego prawnika Jeana Bodina) jest jednym z lepszych jaki panuje w Europie, a na pewno jest najbardziej wolny ze wszystkich, zapewniający obywatelom pełną wolność wyznania, mowy i przekonań.
Pięknie zostało to odwzorowane na dworze księcia Fryderyka wirtemberskiego w Tybindze, gdzie w początkach XVII wieku organizował on na tamtejszym uniwersytecie, popisy krasomówcze poszczególnych nacji (studenci dzielili się na dwie strony i jedna wygłaszała nagany, a druga pochwały danych nacji). Mowę oskarżycielską przeciwko Polakom wygłosił tam Akacjusz Akseliusz de Gaexholm, a laudację zaprezentował Maksymilian de Mosch. Ten pierwszy twierdził że klimat Polski jest surowy i porównywalny tylko z prostactwem jej mieszkańców, Polska jest krajem biednym, pozbawionym bogactw i obfitości a jedynie pełnym ubóstwa, Polacy zaś nie mają w sobie ani krzty elegancji i szyku, religia chrześcijańska zaś została w Polsce zeszpecona "okropnościami zabobonów", prosty lud żyje w pohańbieniu i śmiertelnym lęku przed swymi panami, szlachta polska zaś mocna jest jedynie w słowach, zaś brakuje jej cnót i że Polacy celowo wybierają sobie na królów ludzi obcego pochodzenia, gdyż nikt godny sprawowania władzy tam się nie rodzi. De Mosch zaś sławił ogładę, gościnność i wykształcenie Polaków, a przede wszystkim polskiej szlachty, twierdząc że znajomość języków obcych jest tam powszechna, poza tym Polska posiada liczne bogactwa naturalne które warte są podkreślenia, lud to jest waleczny i pobożny, szlachta niezwykle zgodna (?), twierdził dalej: "Polacy bowiem oprócz owego splendoru płynącego z ich ogłady, wiedzy, pobożności, ponad inne narody są dzielni i z natury nieugięci tak, że niełatwo podają się rozkazom i nie ogarnia ich przerażenie pod wpływem niebezpieczeństwa. Śmierć chwalebną uważają za znamię nieśmiertelności, życie ocalone przez haniebny występek uważają za gorsze od jakiejkolwiek śmierci. Przed niczym się nie wzdrygają, by uniknąć hańby; niczego nie zrobią, by uniknąć śmierci".
Negatywne opinie o Polsce zaczęły pojawiać się coraz częściej z końcem wieku XVII a szczególnie z początkiem XVIII. Wówczas na opisanie polskiego ustroju zaczęto używać takich pojęć jak: "Anarchie", "polnische Freiheit" ("polska wolność" oczywiście w sensie ironicznym), "zerrissener Reichstag" ("zerwany Sejm") czy "Verwirrung" ("zamęt"). Im bardziej Polska politycznie i militarnie upadała i słabła na arenie międzynarodowej w wieku XVIII, tym bardziej w niemieckiej publicystyce pojawiał się wizerunek Polaka jako tępego, podgolonego szlachcica przy szabli, w długim stroju (co uważano za element wschodni, a nawet azjatycki) i coraz częściej przytaczano dawne powiedzenie, jeszcze z końca XVI wieku, które brzmiało: "Od Włochów dzielą nas Alpy, od Francuzów - rzeki, od Anglików - morze, od Polaków - tylko nienawiść" (notabene w Polsce też istniało podobne powiedzenie, które brzmiało: "Jak światem, Niemiec nie będzie Polakowi bratem", albo "Jak nie będzie z zimy lata, tak nie będzie z Niemca brata", czy: "Pierwej połkniesz promień słońca, nim z Niemcami dojdziesz końca"). Oczywiście oprócz tych negatywnych skojarzeń, były również i rzeczy pozytywne, jak choćby wzajemne przenikanie się słów zarówno niemieckich do języka polskiego jak i polskich do niemieckiego, oraz liczniejsze wizyty Niemców w Rzeczpospolitej w czasach rządów saskich Wettynów (1697 - 1763). Liczni Niemcy, którzy odwiedzali wówczas Polskę i Litwę, podkreślali przede wszystkim elegancję dworu monarszego i magnackich pałaców, dorobek kulturalny i naukowy wielu twórców polskiego baroku, a także... sprawność komunikacji pocztowej. Niestety, ci którzy mieli nieprzyjemność gościć w polskich zajazdach, podkreślali brud oraz katastrofalny stan traktów i mostów (rzeczywiście to akurat było u nas na dość niskim poziomie, ale trzeba pamiętać że Niemcy mieli niezłego fioła pod tym względem i często krytykowali również wiele krajów Europy Zachodniej właśnie pod względem dróg, mostów jak i czystości w zajazdach). Ostatecznie w drugiej połowie XVIII wieku pojawiło się w niemieckiej publicystyce określenie, które zrobi ogromną karierę w wieku XIX i na początku wieku XX, a mianowicie: "polnische Wirtschaft" ("polskie gospodarowanie"), jako synonim permanentnego zaniedbania i nieporządku.
W roku 1784 pisał o tym (do swojego wydawcy) zaraz po przyjeździe do Wilna, niemiecki przyrodnik i podróżnik Georg Forster, który w latach 1784-1787 piastował godność profesora na Uniwersytecie Wileńskim. Oto co (m.in.) znalazło się w jego liście: "Na temat polskiego gospodarowania, o nieopisanym brudzie, lenistwie, opilstwie i niedołęstwie całej służby (...), o bezczelności rzemieślników i ich wymykającej się wszelkiemu opisowi fuszerce (jak to bowiem mówił pan Wiesio z Blok Ekipy: "u siebie rób jak u siebie, a u obcego na odpierdol" 🤭), w końcu o kontentowaniu się Polaków własną kupą gnoju, a także ich przywiązaniu do ojczystych obyczajów, nie chcę nic więcej pisać, aby nie przedłużać tego listu (...) Polacy są świniami z natury, zarówno panowie, jak i słudzy. Wszyscy ubierają się źle, w szczególności zaś niewiasty; stroją się, ale wszystko to leży na nich jak złoty łańcuszek na świni". Listy Forstera ukazały się drukiem dopiero w jakieś 30 lat po jego śmierci, w roku 1829 w Lipsku wydano dwutomowe wydanie korespondencji Forstera (wznowione w 1843, a następnie - w czterotomowej edycji - w latach 1958-1989). Nie wszyscy jednak Niemcy mieli takie zdanie o Polsce i Polakach, np. znany niemiecki przyrodnik i geograf Aleksander von Humboldt (notabene przyjaciel Forstera), miał o Polakach bardzo pozytywne opinie, a w 1829 r. otrzymał nawet godność honorowego członka Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Warszawie.
Okres upadku Polski i zaborów, to również czas w którym Prusacy próbowali jakoś wytłumaczyć upadek państwa polskiego ręka w rękę z Rosją Katarzyny II Perfidnej Wielkiej. Twierdzono więc że Polacy sami byli sobie winni, a Prusy usunęły tylko bałagan, wytworzony przez Polaków i ich "chorą państwowość", oraz że zaprowadzono misję cywilizacyjną na Wschodzie (w pierwszej połowie XIX wieku pojawia się określenie "Drang nach Osten"). W roku 1813 Ernst Moritz Arndt twierdził w swoim artykule, iż: "Polacy, (...) którzy nigdy nie umieli robić dobrego użytku z wolności, niechętnie tolerują służenie innym. To zadziwiający naród, lekkomyślność wypiera w nim powagę, a chwiejność góruje nad wolnością" (osobiście muszę stwierdzić że Naród Polski jest o tyle dziwnym narodem, że przez długi czas pozwala sobie wchodzić na głowę. Pozwala sobie robić dosłownie wszystko, nawet opluwać się i przyjmuje to ze spokojem oraz cierpliwością jako coś naturalnego. Ale niech nikogo nie zmyli ta dziwna uległość, która dla wielu może być tożsama ze słabością. Otóż nie jest to słabość. Ta dziwna cierpliwość jest raczej wyczekiwaniem poprawy u tego, który robi te wszystkie rzeczy, który publicznie nas szkaluje lub pluje nam w twarz. Gdy jednak zauważymy że (jak to mówił Ferdek Kiepski) "pałka się przegła" to wówczas zmieniamy się nie do poznania. Wtedy idziemy po trupach i nic już nas nie powstrzyma, dosłownie nic, Bogusław Linda kiedyś nazwał to zachowanie: "Achtung! Wkurwieni Polacy" i z czymś takim mamy do czynienia właśnie teraz, w sytuacji gdy Ukraińcy - za tą całą pomoc jaką myśmy im dali i za to, że do dzisiaj utrzymujemy dwa kraje, a nawet dwa narody, za to dostaliśmy splunięcie w twarz na ofiary Wołynia {które do dzisiaj są niepochowane, od ponad 80 lat leżą w szczerym polu, bo Ukraina nie godzi się na ekshumacje, a głównie są to kości małych dzieci, dziewczynek z warkoczykami i małych chłopców. Bowiem bestialstwo ukraińskich nazistów było nieprawdopodobne i prawdopodobnie nieporównywalne z niczym innym} poprzez nazwanie jednego z oddziałów ukraińskich tytułem "bohaterów upa". Tutaj właśnie Ukraińcy odbili się od ściany, po raz pierwszy zauważyli że jak wkurwią Polaków to już nic im nie pomoże i to oni muszą ustąpić, bo będzie jeszcze gorzej, a już prawie cały świat dowiedział się o ukraińskim ludobójstwie na Polakach i Żydach na Wołyniu i Polesiu).
Wybuch Powstania Listopadowego w roku 1830 i jego klęska z końcem roku 1831 ("Polegaliśmy na szlachetności i mądrości gabinetów. Ufając im, nie zużytkowaliśmy wszystkich sił, jakiemi rozporządzaliśmy. Mogliśmy nieprzyjacielowi zadać cios, który niewątpliwie byłby stanowczym; zdawało się nam, że lepiej było zwlekać" - jak jeszcze z końcem 1831 r. pisał do generała Lafayeta książę Adam Czartoryski, który potwierdzał że rzeczywiście Polskie Wojsko - jedno z najlepszych w ówczesnej Europie - biło rosyjską Armię we wszystkich bitwach, ale było o tyle słabym, że nasi przywódcy nie wierzyli w powodzenie owego Powstania; innymi słowy, dążyli do jego jak najszybszego zakończenia, bo nie mieściło im się w głowie że mała Polska może pokonać wielką Rosję, chociaż widzieli to na własne oczy. Przegraliśmy nie na polu bitwy, ale właśnie w gabinetach polityków i wojskowych. A przecież nawet wielki książę Konstanty Romanow, brat cara Mikołaja I, przedostawszy się już na rosyjską stronę, radował się gdy tylko dostawał wieści o kolejnych zwycięstwach Polaków, mówiąc do zdumionych Rosjan: "Moi Polacy biją waszych ruskich"), a co za tym idzie Wielka Emigracja zarówno żołnierzy biorących udział w Powstaniu, jak i polityków, ludzi nauki i artystów do państwa Europy Zachodniej (w tym do Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych) wywołała ogromny i niespotykany wcześniej wyraz sympatii do Polaków wśród Niemców. Pojawiło się wówczas coś, co sami Niemcy określili mianem "Polenbegeisterung" ("entuzjazm dla Polski"). Żołnierze i emigranci którzy przybywali do Niemiec (jak i innych krajów Europy oraz USA), spotykali się z ogromną życzliwością, goszczono ich w domach, częstowano smakołykami, powstawały nawet pieśni o Polsce które sławiły szlachetną gotowość do poświęceń, umiłowanie ojczyzny i wolności, jakie cechowały polskich emigrantów (choć zdarzały się też przypadki że ten entuzjazm dla Polski był powierzchowny, a niekiedy też podszyty sarkazmem i ironią, ale mimo wszystko Niemcy również bardzo pozytywnie przyjęli napływ polskich emigrantów do swoich krajów, jako symbolu wolności przeciwko panującym wówczas rządom ancient regime).
Już w 1832 r. podczas wielkiej demonstracji jaka miała miejsce na zamku Hambach w Palatynacie, gdzie niemieccy demokraci i liberałowie pod trójkolorową flagą czarno-czerwono-złotą, nawoływali do zjednoczenia wszystkich krajów Rzeszy. Tam właśnie licznie zjawili się Polacy ze swoimi biało-czerwonymi sztandarami, a wielu niemieckich patriotów opowiadało się za ponownym odrodzeniem Polski (np. adwokat Johann Wirth stwierdził wówczas: "Tylko Niemcy są w stanie przyczynić się do odzyskania przez Polskę niepodległości. Nasz naród jest pod względem prawnym, jak i moralnym zobligowany do odpokutowania za ciężki grzech zniszczenia Polski. Nasz naród musi wreszcie przyjąć do wiadomości, że przywrócenie niepodległości Polski jest jego najpilniejszym, podstawowym zadaniem i leży w jego własnym interesie"). W tym czasie w Polsce (a raczej w tym kadłubowym czymś, co pozostało po Polsce pod zaborem rosyjskim) car Mikołaj I wprowadził tzw: "Statut Organiczny Królestwa Polskiego", likwidując przyjętą w 1815 r. Konstytucję. Teoretycznie Statut Organiczny miał zagwarantować odrębność Królestwa od Cesarstwa Rosyjskiego, w praktyce jednak nie był przestrzegany a rosyjski zaborca dążył do całkowitej unifikacji podbitych ziem polskich z resztą Rosji. Nałożono na kraj kontrybucję w wysokości 22 milionów rubli, a poza tym ludność musiała utrzymywać kilka rosyjskich fortec i ponad 100 000 armię okupacyjną w kraju. Wprowadzono ogromne cła na towary polskie które miały trafić na rynek rosyjski i w krótkim czasie kwitnący gospodarczo kraj został zupełnie zrujnowany. Jak w 1913 r pisał Jan Grabiec ("Cieniom tych, co przed pół wiekiem w boju z ręki kata lub w męce wygnania zginęli, oraz tym, co wśród cierpień i niedoli sztandarowi z lat dawnych wierni pozostali" - na pamiątkę Powstańców Styczniowych roku 1863. Grabiec nie wiedział, bo wiedzieć nie mógł, że już za 5 lat Polska odrodzona pojawi się znów na mapie świata): "Nędza zapanowała okropna (...). Mnóstwo obywateli różnego stanu i wieku (...), wywożono moskiewskim obyczajem w nocy i ukradkiem, nie wiadomo za co, dokąd i w jakim celu (...). Żołdactwo cara rozlało się po kraju jak szarańcza (...). Z obawy nowego powstania odebrano chłopom narzędzia gospodarcze, tak, że na trzy chaty zostawiono jedną tylko siekierę (...). Wiele urzędów obsadzono najpodlejszymi szpiegami i kryminalistami (...). Jednym z największych i najbardziej dla nas szkodliwym ciosem był niesłychany upadek ducha wśród warstw przodujących narodu (...), wściekłość bezsilna ogarniała ogół ocalonych z pogromu tułaczy, rozpacz szarpała bardziej wrażliwych". Prezes Rządu Narodowego Bonawentura Niemojowski tak pisał w tych dniach zgryzoty i upadku nadziei: "O Boże! Boże litościwy! czy nie dasz się przebłagać modlitwom naszym i nie dopuścisz, abyśmy za krzywdy nasze pomścili? Jeżeli taka jest wola Twoja, jeżeli z niezmiennych wyroków Twoich nie miałby się odrodzić naród, najnieszczęśliwszy pod słońcem Twoim (...). O Boże! spuść wieczną pomrokę na oczy moje, spuść potok, spuść ogień na całą kulę ziemską..."
POŻEGNANIE POLAKÓW Z OJCZYZNĄ
(Litografia, ok. 1840 r.)
Polska została wówczas zmiażdżona i to do tego stopnia, że pozostała głuchą na wezwania Wiosny Ludów roku 1848. "Rewolucja ogarnęła Lwów i Kraków, na odgłos burzy berlińskiej odezwał się Poznań (...). Lecz lud Polski milczał w jarzmie ciężkim. Imię Polski było na ustach mas ludowych całego Zachodu. W Berlinie wyzwolono z więzienia Ludwika Mierosławskiego, Karola Libelta i Władysława Niegolewskiego i cały szereg osób, skazanych na śmierć za przygotowywanie powstania w 1846 r. (...) W Paryżu 15 maja setki tysięcy ludu ciągnęło ulicami wołając "Niech żyje Polska!" i ledwie siła zbrojna ocaliła rząd republiki przed gniewem ludowym, za to, że zwlekał z wojną o Polskę (...). Na wszystkich niemal barykadach zachodu brzmiała polska komenda - jenerałowie polscy dowodzili armiami rewolucyjnemi. Jen. Chrzanowski objął dowództwo we Włoszech, Dembiński i Bem
byli naczelnymi wodzami na Węgrzech, Mierosławski prowadził do boju rewolucjonistów badeńskich i neapolitańskich. Legion polski walczył na Węgrzech. Adam Mickiewicz tworzył legion, mający nieść wolność i odrodzenie moralne całej ludzkości. Słowem, imię polskie szeroko w ogniu rewolucyjnem brzmiało wszędzie, tylko nie u siebie w domu (...). Milczało w ciężkich okowach Królestwo Polskie, gdzie ucisk narodowy
dochodził do ostateczności" - jak pisał Grabiec. A właśnie wówczas, gdy w marcu 1848 r. tłumy Berlińczyków owacyjnie witały uwolnionego z więzienia Ludwika Mierosławskiego, właśnie wówczas pewne pro-polskie nastroje znane z lat wcześniejszych w Niemczech zaczęły się powoli ale konsekwentnie i diametralnie zmieniać.
PRZEMARSZ POLAKÓW PRZEZ LIPSK
(Litografia, ok. 1832 r.)
CDN.

















.png)






