WYŚWIETLENIA

06 marca 2026

DOMINATORKI - Cz. VIII

CZYLI RZECZ O ZNANYCH
I NIEZNANYCH KOBIETACH W HISTORII,
KTÓRE POTRAFIŁY 
RÓŻNYMI SPOSOBAMI OWINĄĆ SOBIE
MĘŻCZYZN WOKÓŁ PALCA





DOMINATORKI STAROŻYTNEGO EGIPTU
Cz. VIII






TEJE
KRÓLOWA-LWICA 
Cz. I


Pomiędzy śmiercią królowej Hatszepsut (ok. 1458 r. p.n.e.) a narodzinami Wielkiej Małżonki Królewskiej Teje (ok. 1400 r. p.n.e.), upłynęło prawie sześćdziesiąt lat. Był to czas w historii starożytnego Egiptu obfitujący w bogate doświadczenia. To właśnie wówczas realnie ukształtowało się i umocniło egipskie Imperium, którego twórcą był faraon Mencheperre Totmes III. To on, poczynając od (ok.) 1457 r. p.n.e. rozpoczął wielkie kampanie zdobywcze i to zarówno w Syro-Palestynie jak i w Nubii. Panowanie Hatszepsut opierało się bowiem na utrzymaniu pokojowej koegzystencji, połączonej z oficjalnym uznaniem egipskiej kontroli nad Syro-Palestyną (która to jednak została sprowadzona jedynie do sfery symbolicznej), a przez te dwadzieścia lat jej rządów większość lokalnych władców skutecznie zdążyło się usamodzielnić. Poza tym pojawienie się w tym czasie w Syrii wojowniczych Hurytów, całkowicie zmieniło sytuację na niekorzyść Egiptu. Na czele buntu przeciw egipskiej dominacji stanął władca miasta Kadesz - leżącego nad rzeką Orontes - do którego dołączyli inni książęta Syrii i Palestyny (zachęcani dodatkowo suto sypanym im przez Mitannijczyków złotem). W czasie pierwszej kampanii wojennej Totmes III zajął nadbrzeżne miasta Gazę i Jaffę, a następnie w bitwie pod Megiddo rozgromił koalicję syro-palestyńskich książąt, co spowodowało ponowne podporządkowanie Egiptowi kraju Retenu (w Palestynie). Władca Kadesz zdołał zbiec z pola bitwy, lecz utracił w walce większość swych wojowników i nie był już tak skory do osobistego uczestnictwa w wojnie z Egiptem. W latach 1456-1451 p.n.e. Totmes III przeprowadził cztery kolejne kampanie wojenne, tym razem wymierzone przeciwko królestwu Dżahy (trzy pierwsze niczego nie osiągnęły, dopiero czwarta, ta z ok. 1452/1451 r. p.n.e. zakończyła się bezwzględną pacyfikacją i podbojem kraju Dżahy). Faraon (prócz bogatych łupów) uprowadził także synów władcy tej krainy, aby wychować ich na swym dworze na wiernych i lojalnych poddanych Egiptu.






VI kampania wojenna "Napoleona Egiptu" (taki przydomek nadali Totmesowi III historycy), skierowana była przeciwko głównemu prowodyrowi wszelkich antyegipskich koalicji - królestwu Kadesz. Faraon spadł na to miasto, niczym sokół na swą ofiarę (jak twierdzą hieroglify ze świątyni grobowej tego władcy w Dolinie Królów) i zdobył je, zgarniając ogromne łupy (oraz oczywiście synów pokonanego władcy Kadesz). Kampania ta została przeprowadzona ok. 1450 r. p.n.e. W tym samym czasie Totmes zorganizował również wyprawę wojenną do Nubii, gdzie dotarł do IV katarakty Nilu (a konkretnie do dzisiejszej miejscowości al-Barkas), gdzie też nakazał postawić stelę graniczną. VII kampania wojenna do Syrii miała miejsce ok. 1449/1448 r. p.n.e. i skierowana została ku Fenicji. Faraon zajął wówczas główne miasta i porty tego kraju (Tyr, Byblos, Sydon, Akkę, Sareptę i Dor), gdzie utworzył morskie bazy wypadowe dla swej floty (Totmes III był pierwszym władcą w dziejach Egiptu, który realnie doceniał siłę floty wojennej i dążył do jej rozbudowy). 






VIII kampania była bez wątpienia największą ze wszystkich dotychczasowych. Rozpoczęła się ok. 1447/1446 r. p.n.e. a jej celem stało się potężne królestwo Mitanni, którego złoto finansowało wszystkie dotychczasowe antyegipskie bunty i powstania w Azji Zachodniej. Teraz jednak faraon - który skończył 39 rok życia - stanął u granic państwa, którego podbój otworzyłby mu drogę w głąb Azji i wówczas mógłby poczuć się kontynuatorem dzieła sławnego Senusreta III z XII Dynastii, który panował czterysta lat wcześniej i według legendy podbił całą daleką Azję (w rzeczywistości faraon Chacheperre Senusret III - zwany również po grecku Sesostrisem - nigdy nie dotarł tak daleko i co najwyżej stanął nad Eufratem, jednak w czasach w których żył, jego podboje sprawiały wrażenie olśniewających i przetrwały w literaturze egipskiej tego okresu jako niezwykłe, zaś legendy które przy tym narosły, mówiły że ów władca dotarł aż na "kres świata"). Pod miastem Chaleb (Aleppo) zastąpiła mu drogę armia Hurytów, prowadzona przez następcę mitannijskiego tronu, syna króla Parszatara I. Doszło do wielkiej bitwy (podobnej do tej spod Megiddo sprzed dziesięciu lat) która zakończyła się wielkim zwycięstwem armii Totmesa (w czasie tej bitwy poległ ów mitannijski książę). Teraz droga w głąb państwa Mitanni stała otworem, lecz gdy faraon podszedł pod twierdzę Karkemisz, spotkała go niespodzianka, gdyż tam oczekiwał go już sam król Parszatar z nową armią. Pod Karkemisz Totmes III starł z powierzchni ziemi całą potęgę mitannijskiego państwa (uderzenie egipskich rydwanów wojennych na odsłonięte pułki huryckiej piechoty przeważyło szalę zwycięstwa) i bez wątpienia zasłużył sobie na miano "Napoleona Egiptu". Mitannijski król ratował się ucieczką przez Eufrat, a Totmes w pogoni za nim nakazał swej armii przeprawić się na tratwach na drugi brzeg i kontynuował atak. Doszedł jednak tylko do twierdz Charran i Churri - które zdobył, na tym jednak już poprzestał (być może obawiał się zbytniego oddalenia od Egiptu i rozciągnięcia linii walk na obcym terenie). Po złożeniu mu bogatych danin i podarunków, oraz oficjalnej przysięgi królewskiej że Mitanni nie będzie więcej popierać wrogów Egiptu, faraon zrezygnował z ataku na stolicę tego kraju - Waszszuganni. Ponownie przeprawił się przez Eufrat (gdzie postawił własną stelę graniczną i odnowił stelę swego dziada Totmesa I) po czym z ogromnymi łupami powrócił nad Nil.






Podbój tych terenów dostarczył Egiptowi wiele ogromnych bogactw i ponownie uzależnił lokalne ludy, dając im nauczkę że bunt oznacza zagładę. Teraz znów corocznie spływały do królewskich Teb daniny składane zarówno przez podbite ludy, jak i te, które chciały utrzymać przyjaźń z Egiptem (podarki przysyłano z Babilonii, Asyrii, kraju Hatti i Mitanni ale także z Krety, Cypru i Rodos, które dosłownie prześcigały się w wysyłaniu Totmesowi wspaniałych darów - aby tylko zyskać jego przychylność). W latach 1445-1441 p.n.e. corocznie wyprawiał się Totmes do Syrii i Palestyny, by podkreślić stałą egipską obecność na tych ziemiach (łączył te kampanie z podróżami inspekcyjnymi po swym Imperium, dlatego też bardzo rzadko przebywał w Tebach, pozostawiając rządy właściwie w ręku arcykapłanów Amona-Re, a konkretnie w rękach Wielkiego Kapłana Mencheperreseneba, który zastąpił arcykapłana Hapuseneba - stronnika Hatszepsut. Totmes III po swym wstąpieniu na tron - ok. 1458 r. p.n.e. - mścił się na wszystkich zwolennikach jego ciotki, dlatego też Hapuseneb - który niegdyś koronował Hatszepsut na faraona - musiał za to zapłacić i został pozbawiony swego stanowiska. Notabene Hapuseneb był pierwszym wielkim arcykapłanem Amona-Re, którego pozycja i majętności stały się ogromne i nigdy wcześniej nie spotykane. Można zatem przyjąć że to właśnie królowa Hatszepsut stworzyła klasyczną egipską kastę kapłańską). Ok. 1445 r. p.n.e. "Boski Ojciec" Mencheperreseneb zmarł, zaś jego następcą został mianowany niejaki Mery (w tym czasie władza arcykapłanów Amona była już tak wielka, że przypominała współczesną pozycję szefów ponadnarodowych korporacji, których kapitał częstokroć jest większy od budżetu wielu współczesnych państw świata). Zajęty sprawami wewnętrznymi państwa i dokonujący corocznych, wielkich inspekcji faraon Totmes III nie zauważył, gdy syn i następca władcy Mitanni - Szauszatara, uważający że nie wiąże go ojcowska przysięga wobec Egiptu, począł formować kolejną antyegipską koalicję syro-palestyńskich książąt. Gdy Totmes się o tym dowiedział, natychmiast przystąpił do projektowania kolejnej, już XIV wyprawy wojennej do Syrii. Doszło do niej w czterdziestym roku panowania władcy (ok. 1440 r. p.n.e. - licząc od chwili jego oficjalnego wstąpienia na tron ok. 1479 r. p.n.e. w wieku 6 lat). Totmes zdobył twierdzę Tunip i ponownie miasto Kadesz, zmuszając buntowników do uległości.


MENCHEPERRE TOTMES III



W latach 1439-1437 p.n.e. przeprowadził Totmes jeszcze trzy kampanie do Syrii, ostatecznie uśmierzając wszelkie bunty i utwierdzając egipskie panowanie na rzece Eufrat. Łącznie "Napoleon Egiptu" przedsięwziął aż 17 wypraw wojennych do Azji - czego przed nim nie dokonał żaden inny faraon - i stworzył potężne Imperium, które marzyło się już jego dziadowi. W pięćdziesiątym roku swego panowania (ok. 1430/1429 p.n.e.) poprowadził jeszcze drugą kampanię wojenną do Nubii, gdzie dotarł aż do V katarakty Nilu i podbił Kuszytów, a także narzucił swą zwierzchność krajowi Punt (dokąd czterdzieści lat wcześniej wyprawę handlową zorganizowała Hatszepsut). W tej wyprawie wziął udział jego 15-letni syn i następca Amenhotep. Trzy lata później faraon uczynił syna współrządcą i ofiarował mu własny harem (czym Amenhotep zdążył pochwalić się na zachowanej do dziś steli). Ok. 1425 r. p.n.e. Totmes III zakończył swój żywot i 20-letni Aacheperure Amenhotep II objął pełnię władzy w kraju. Był to władca odznaczający się dużą siłą fizyczną (ponoć nikt nie był w stanie naciągnąć cięciwy jego łuku). Jego matka - Meryetre, która była nałożnicą faraona, stała się matką następcy tronu, gdy ok. 1445 r. p.n.e. zmarł (w wieku ok. 17 lat) pierworodny syn Totmesa III, książę Amenemhat, (zrodzony z innej nałożnicy o imieniu Satiah). Rozpacz z powodu śmierci jednego syna, przeplatała wówczas radość z narodzin kolejnego, a był nim właśnie Amenhotep - ów barczysty młodzieniec, który odziedziczył wiele z charakteru swego ojca. Zaraz po jego wstąpieniu na tron (i odczekaniu 70 dni żałoby, przeznaczonych na balsamowanie i złożenie do grobu ciała Totmesa III) wybuchł w Syrii bunt tamtejszych książąt, którzy uznali że młody i niedoświadczony faraon nie będzie zdolny do podejmowania szybkich decyzji i dowodzenia armią w polu tak, jak to czynił jego ojciec. Jednak zebranie armii nie zajęło Amenhotepowi dużo czasu i ok. 1425/1424 r. p.n.e.) wyruszył on zbrojnie na buntowników. Zdobył i spalił wielkie miasto w ziemi Kanaan: Szemesz-Edom, po czym doszedł do rzeki Orontes, gdzie zebrała się koalicyjna armia syryjskich książąt. Bitwa zakończyła się zwycięstwem Egipcjan, po czym faraon opanował miasta: Nyy i Ugarit leżące nad Morzem Śródziemnym. W drodze powrotnej do Egiptu zniszczył jeszcze kilka innych zbuntowanych miast i przywrócił egipskie panowanie na Północy (walki te odznaczały się niezwykłą gwałtownością, a pokonani byli często mordowani tuż po bitwie. Amenhotep może nie był tak genialnym wodzem jak jego ojciec, ale z pewnością przewyższał go zarówno siłą fizyczną, jak i... okrucieństwem).


AACHEPERURE AMENHOTEP II



Ok. 1420 r. p.n.e. wybuchło w Syrii kolejne, znacznie większe niż poprzednio antyegipskie powstanie, co zmusiło Amenhotepa do ponownej wyprawy nad Orontes. Zdobył tam zbuntowane miasta: Ipek i Mapasiu oraz spustoszył tereny plemienia Chatyczana w Samarii. Jako jeńców przywiózł do Egiptu siedmiu syryjskich książąt, a następnie sześciu z nich osobiście... złożył w ofierze Amonowi-Re w królewskich Tebach, siódmego zaś polecił przewieźć Nilem do Napaty (głównego miasta Nubii) i tam również polecił stracić, a ciało powiesić na murach - by tym samym pokazać Kuszytom co ich czeka w przypadku buntu (i rzeczywiście, nie zbuntowali się). Okrucieństwo jakiego jednak dopuszczał się faraon, mobilizowało Syryjczyków do kolejnych buntów i w 9 roku jego panowania (ok. 1418/1417 r. p.n.e.) wybuchło kolejne powstanie (mocno zraszane złotem Szauszatary z Nahariny - jak Egipcjanie nazywali Królestwo Mitanni). Amenhotep ruszył w bój i zdobył kolejno miasta: Gazę, Kumidi i Simarę, jednak nie udało mu się opanować Katny, Nyy i Tunip, co spowodowało że po raz pierwszy musiał zawrzeć (nieoficjalny) układ z władcą Mitanni i cofnąć się znad Eufratu. Była to pierwsza porażka Egiptu na tych ziemiach od dziesięcioleci, dlatego też dodała pewności siebie lokalnym książętom, choć układ zawarty z Mitanni zabraniał tamtejszym władcom podburzać zależne od Egiptu księstwa do buntu, a w zamian Egipt godził się wycofać znad Eufratu i oddać Mitanni miasta: Karkemisz oraz Chaleb. Szauszatara zmarł ok. 1410 r. p.n.e. a jego syn Artatama I i wnuk Szuttarna II, respektowali zasady zawartego wcześniej układu (notabene nie był to układ spisany, gdyż nie ma na ten temat żadnej wzmianki, zapewne była to więc "dżentelmeńska" umowa pomiędzy władcami). Do końca życia Amenhotepa II panował niczym niezmącony pokój, a kraj bogacił się na zdobytych wcześniej łupach i corocznie spływających daninach. Amenhotep zmarł ok. 1397 r. p.n.e. po prawie trzydziestu latach swego panowania. Gdy więc zabalsamowane ciało "Potężnego Byka" składano do komory grobowej w jego świątyni w Dolinie Królów, do władzy już przymierzał się syn i następca tego władcy - Mencheperure Totmes IV.


GRANICE EGIPTU Z CZASÓW AMENHOTEPA II (od ok. 1417 r. p.n.e.) i JEGO NASTĘPCÓW



Totmes IV był synem haremowej nałożnicy swego ojca - Tii. Na początku panowania stanął przed dwiema, niezwykle ważnymi sprawami, które musiał czym prędzej rozwiązać. Po pierwsze: w wieku ok. 90 lat zmarł dotychczasowy arcykapłan Świątyni Amona-Re w Tebach - Mery. Przez prawie pięćdziesiąt lat pełnił on swą funkcję, pomnażając ogromne bogactwo (do Świątyni Amona-Re w Zębach należały już wówczas nieprzebrane ilości stad bydła, kóz, świń, koni, dwa duże okręty nilowe i kilka mniejszych barek procesyjnych oraz tysiące niewolników). Następcą arcykapłana Merego, faraon Totmes IV mianował teraz 60-letniego kapłana niższego rzędu - który dotąd wyrabiał sandały w Świątyni Amona-Re w Karnaku (Świątynia bez wątpienia była największym pracodawcą - i to zarówno w mieście jak i na wsi - dającym chleb setkom a nawet tysiącom "podwykonawców", choć nadmiar niewolników w niektórych okresach nieco zmniejszał popyt na pracę ludzi wolnych, to jednak i tak kler świątynny był najlepszym i najbardziej przez wszystkich pożądanym pracodawcą) o imieniu Amenemhat. Wybór władcy spowodowany był zapewne tym, że Amenemhat - jako człowiek pochodzący z ludu - nie miał większych ambicji politycznych i nie próbował narzucać młodemu faraonowi własnych opinii, a poświęcał się w całości sprawom religijnym i służbie bogu. Całkowicie też podporządkował się Totmesowi, jako swemu suwerenowi i protektorowi. Drugą kwestią, przed jaką stanął młody monarcha, był... kolejny bunt w Syrii (to już należało do swoistej tradycji że z każdą zmianą władzy w Egipcie, automatycznie buntowali się lokalni książęta w Syro-Palestynie, a czasem również i w Nubii, bowiem następował swoisty reset i to zarówno w polityce - każdy Nowy władca mógł był młodszy i mniej doświadczony niż jego poprzednik - jak i w mentalności ludzi tamtego czasu - śmierć faraona, czyli czas chaosu z którego można coś wykroić dla siebie). Jednak tym razem nie uzyskali oni wsparcia Mitanni, które już tradycyjnie (niczym George Soros wszelkiego rodzaju NGO-sy) finansowało anty-egipskie ruchawki. Dlatego też gdy tylko faraon przekroczył z wojskiem Synaj, natychmiast wszyscy buntownicy złożyli broń i ponownie podporządkowali się nowemu władcy, wysyłając Totmesowi bogate dary w ramach "zgody". 


MENCHEPERURE TOTMES IV



Totmes IV panował krótko (jeśli weźmiemy pod uwagę lata rządów jego poprzedników), bowiem zaledwie dziewięć lat. Przez ten czas zdążył jednak nawiązać przyjazne kontakty z Mitanni (ponoć aż siedmiokrotnie starał się o rękę córki króla Mitanni - Artatamy I i wreszcie za ostatnim razem dopiął swego). Efektem zawartego przymierza było małżeństwo Totmesa z księżniczką Mutemweią. Już samo przybycie jej w orszaku na królewski dwór do Teb, wzbudziło spore zamieszanie, ale skoro arcykapłan nie zaprotestował wobec tego małżeństwa (Mutemweia przywiozła bowiem wraz ze sobą nie tylko swych rodaków - jako otoczenie jej królewskiej osoby, ale przede wszystkim swoich huryckich bogów solarnych), inni więc też siedzieli cicho. Księżniczka przybyła wraz ze swym orszakiem, odziana cała w białą suknię, tak, iż nawet jej głowa owinięta była białym woalem, przez co nie można było poznać jej urody. Owa Mitannijka mówiła niezrozumiałym dla Egipcjan językiem, a ludzie z jej orszaku ubierali się inaczej niż przywykli do tego Egipcjanie. Ślub się odbył a ten związek został uznany przez arcykapłana (który ponoć radził królowi by, podobnie jak jego przodkowie, wziął sobie do łoża damę z haremu z którą spłodzi następcę, gdyż ślub z heretyczką wyznającą wiarę w innych bogów, może być źle odebrany przez lud. Totmes jednak uparł się i ponoć zagroził że jeśli ślub się nie odbędzie, to wówczas odwoła arcykapłana z jego urzędu). Faraon miał zadbać by Mutemweia poznała egipskich bogów i przyjęła wiarę męża, jednak owa konwersja postępowała obustronnie (Totmes również zaakceptował bogów Mitanni, szczególnie wiarę w bóstwo słoneczne). Wkrótce potem Mitannijka zaszła w ciążę i urodziła syna, następcę egipskiego tronu - księcia Amenhotepa. To on właśnie poślubi bohaterkę naszego opowiadania - Teje i razem już wkrótce przejmą władzę w kraju nad Nilem.


PS: Totmes IV był również tym władcą, któremu (jeszcze przed wstąpieniem na tron) ukazał się we śnie Wielki Sfinks, zakopany w Gizie przez piaski pustyni. Gdy więc został władcą, odnalazł i odkopał Sfinksa, który stoi tam po dziś dzień




CDN.

05 marca 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. XXXIX

FEDERACJA GALAKTYCZNA
CZYLI
"STRAŻ WSZECHŚWIATA"
PLANETY - RADY - FRAKCJE 
 Cz. I





Postanowiłem zrezygnować ze szczegółowego przedstawiania kolejnych światów, ras i galaktyk, gdyż większość najważniejszych już opisałem, a te, o których jeszcze nie napisałem - zamierzam "zmieścić" w temacie tyczącym się bezpośrednio Federacji Galaktycznej. Dlaczego tak? Ponieważ nie dysponuję już zbyt wieloma informacjami (pochodzącymi z channelingów) o tych światach, natomiast te, które posiadam... są nieliczne, wręcz szczątkowe. Nie ma więc sensu tworzyć dla ich opisu oddzielnych części i można je przedstawić w jednym, większym temacie - np. właśnie dotyczącym Federacji Galaktycznej jako największej i najpotężniejszej organizacji we Wszechświecie.

 Nim jednak zacznę swój opis, pozwolę sobie na chwilkę zastanowienia do której z frakcji w Radzie Federacji (które szczegółowo opiszę) dołączymy My - Ziemianie (a będziemy mieli do wyboru dwie, może trzy frakcje w Radzie), gdy osiągniemy już odpowiedni stopień rozwoju tak technologicznego jak i duchowego, oraz gdy uświadomimy sobie że nasze geny nie pochodzą z Ziemi, a my stanowimy część większej całości międzygalaktycznych istot, zjednoczonych we wspólnej rodzinie ludów - zwanej Federacją Galaktyczną.


Federacja Galaktyczna jest najpotężniejszą organizacją "polityczno-militarną" w całym Wszechświecie. Jest również w ponad 95% (channelingi mówią o 96%) zdominowana przez Galaktyczną Ludzkość, lub też istoty humanoidalne, swym wyglądem zbliżone do ludzkiego. Nazywana jest "Strażą Wszechświata", gdyż nie ma drugiej, podobnej jej ani zasięgiem, ani potęgą, ani też możliwościami oddziaływania - organizacji międzygalaktycznej. Do klęski Reptilian w III Wielkiej Wojnie Galaktycznej - mógł się z nią równać jedynie Sojusz Anchara, lecz obecnie ta "gadzia" organizacja już nie istnieje. Za to teraz istnieją dwie duże reptiliańskie "rady". Pierwszą i najpotężniejszą jest Rada Tubanu na Tyfonie (w galaktyce Alpha Draconis), a drugą Związek Oriona. Organizacje te (wzajemnie się zwalczające), nie są jednak w stanie zagrozić potędze Federacji w konflikcie militarnym, jednak mogą osłabiać ją w inny sposób. Mianowicie Federacja Galaktyczna jest niezwyciężona, ale... tylko jako monolit, jako jedność. Tę jedność niestety bardzo rzadko udaje się wypracować, gdyż w samej Radzie (mieszczącej się na planecie Toleka w galaktyce Syriusza A) istnieje kilka potężnych, oraz kilkadziesiąt pomniejszych frakcji. Te frakcje bardzo często mają wykluczające się wzajemnie interesy, co łatwo mogą wykorzystywać Reptilianie by osłabiać i rozgrywać względem siebie całą Wspólnotę. Tak więc Federacja Galaktyczna jest silna i jednocześnie słaba swą wielością.



Teraz zaprezentuję poszczególne frakcje i planety, wchodzące w ich skład:



RADA 
ANDROMEDY




Jest to jedna z najpotężniejszych frakcji w Radzie Federacji Galaktycznej, składa się aż ze 133 systemów planetarnych. Siedzibą Rady Andromedy jest planeta Paa-Tal, stolica całej galaktyki noszącej tę nazwę. Jest tak potężna, że inne, pomniejsze frakcje w Radzie Federacji są jej podporządkowane (i przez nią chronione). A są to: Rada Arktura, Rada Antares, Sojusz Procjona, Federacja Wegi, Sojusz Capelli, Rada Polaris, Rada Syriusza (A), Związek Deneb, Sojusz Tau Ceti, Rada Alheny, oraz planety będące bezpośrednio pod ochroną Andromedy - Legola i znajdująca się w systemie Oriona, a zasiedlona przez Galaktyczną Ludzkość - planeta Etorth. Jest też jedna planeta, która nie posiada prawa głosu w Radzie Andromedy, gdyż nie należy do niej sensu stricte, lecz ma charakter (można by to tak nazwać) "obserwatora". Jest to planeta Mirach.

Co prawda Andromedanie mało interesują się losem Ziemi i jej mieszkańców, mimo to jednak (pod wpływem innych członków swej organizacji, jak choćby Syrian, czy Arkturian) otwierają przed nami możliwość dołączenia do ich sojuszu i potężnej frakcji w Radzie Federacji Galaktycznej (oczywiście, gdy osiągniemy już odpowiedni poziom samorozwoju, bo jak na razie wciąż jesteśmy na poziomie rozwoju kilkuletniego dziecka, którego np. trzeba pilnować żeby "nie włożył palców do gniazdka", innymi słowy - żeby nie rozpętał nuklearnej zagłady na planecie, na której żyje). Alex Collier, który w latach 90-tych kontaktował się zarówno z Andromedanami jak i Plejadianami (poprzez channelingi), twierdzi że organizacja ta (on nazywa ich Ashtar), jest przez Plejadian uważana za gwiezdnych piratów, którzy "wchodzą im w paradę" m.in.: również i w naszym Układzie Słonecznym, który to Plejadianie uważają za swoje "podwórko". Według Colliera, Andromedanie liczą że to sami Ziemianie poproszą o możliwość członkostwa w ich organizacji. Twierdzą również (w dużej mierze zgodnie z prawdą), że Plejadianie nie ochronią Ziemian przed żadnym niebezpieczeństwem, gdyż... zabrania im tego prawo Wszechświata, które jest wytycznym prawa Federacji Galaktycznej. "Nauczcie się sami dbać i chronić swój świat, gdyż... nie będzie Zbawiciela z Nieba" - mówi Collier, który jedynie powtarza słowa Andromedan, zaczerpnięte z channelingów. Innymi słowy Andromedanie twierdzą, że to Plejadianie wprowadzają Ludzi na Ziemi w błąd, przekazując im puste zapewnienia o pomocy i ochronie, które godzą w prawo Wszechświata, a tym samym nie mogą zaistnieć (chociaż to Prawo Wszechświata kilkukrotnie było łamane przez potężne frakcje, jak choćby TJehooba - którzy {wraz z Plejadianami} wysłali na Ziemię misję "Syna Człowieczego", wcześniej zaś stworzyli religię judaistyczną, czy Syrian którzy {głównie - bo byli tam obecnie również Plejadianie} doprowadzili do zagłady Atlantydy na Ziemi).



KONFEDERACJA
ARKTURA




Konfederacja Arktura jest jedną ze składowych części Rady Andromedan w Federacji Galaktycznej. Jest to jedna z tych ras, która nie uczestniczy w politycznych rozgrywkach i militarnych konfliktach we Wszechświecie, z tego względu jest niezwykle ceniona i wykorzystywana jako ewentualny pośrednik w sporze. Jest to stara i mądra rasa, choć nie wywodząca się bezpośrednio z Liry. Posiadają ogromne wpływy w Radzie Federacji i są cenieni jako doskonali fachowcy, zarówno pod względem technologicznym, jak (a może przede wszystkim) duchowym. 

Ich wygląd różni się nieco od wyglądu Lirian, Plejadian, Andromedan czy TJehooba. Ich głowa jest bardziej wydłużona, pozbawiona owłosienia i posiadająca po bokach dwie wypustki, tkwiące tam niczym rogi. Nie są to jednak rogi, a... uszy, które u nich umiejscowione są prawie na czubku głowy. Za to nos i oczy podobne do ziemskich. Posługują się językiem, którego tonacja zbliżona jest do chińskiego czy wietnamskiego. Ich głównym światem i siedzibą ich Konfederacji - jest planeta - PITOLLA.




Arkturianie są bardzo aktywni na Ziemi. To oni (do spółki z Andromedanami) stoją za większością "zbożowych kręgów" na ziemskich polach. Po co to robią? Z różnych względów - np. pragnąc ostrzec ludzkość przed jakimś poważnym zagrożeniem, albo by podnieść ziemskie wibracje, łagodząc i dążąc do rozładowania ziemskich napięć. Arkturianie są jedną z tych międzygalaktycznych ras, które pragną przygotować ludzkość na Ziemi do pierwszego kontaktu z przedstawicielami Federacji Galaktycznej i uświadomić nas (w sposób jak najłagodniejszy) o naszej roli, pochodzeniu i przyszłości. Do tego (m.in.) służą właśnie "zbożowe kręgi".



CYWILIZACJA
 TAU-CETI




Tau-Cetanie są z kolei obrońcami ludzi przed tzw.: "Szarakami". "Greys" są bowiem hybrydalną rasą niewolniczą, stworzoną przez Reptilian po to tylko, by zdobywali jak najwięcej informacji o Ziemianach (do tego służą również niektóre z uprowadzeń ludzi przez UFO). Tau-Cetanie mają prawdziwego "bzika" na punkcie Szaraków. Tropią ich wszędzie gdzie mogą i uniemożliwiają porwania (nie zawsze im się to jednak udaje). Tau-Cetianie mają skórę białą jak śnieg. Nie zawsze jednak byli tak wspaniałomyślni i wielkoduszni jak dziś - niegdyś należeli do bardzo wojowniczej rasy. Brali udział w wojnach z Gadami, a pomiędzy nimi napadali na inne światy, zasiedlone przez Galaktyczną Ludzkość. Tau-Cetanie niejednokrotnie w przeszłości napadali i mordowali bezbronne światy, uprowadzając ich potomstwo w niewolę. Dziś ich wola walki została zneutralizowana, poprzez przynależność do Federacji Galaktycznej, a szczególnie do Rady Andromedy. Odtąd ich wysiłek, skupił się na poszukiwaniu i przeganianiu (lub likwidacji) okrętów "Szaraków".


REPTILIANIN
("Rasa Panów" która kieruje Szarakami)




To tyle informacji jakie posiadam na temat światów zjednoczonych w Radzie Andromedy. 

W kolejnym temacie zaprezentuję jej konkurenta w Federacji Galaktycznej:

Radę Plejad





CDN.

04 marca 2026

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. IX

CZYLI JAK TO KRÓL
RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV
PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE
CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO
W KONSTANTYNOPOLU





1645 r.
IMPERIUM OSMAŃSKIE
Cz. V




Z początkiem 1635 r. sułtan Murad IV przygotowywał się do wojny z Persją o odzyskanie Bagdadu, w tym celu gromadził więc silną armię. Wysłał też "zaproszenie" do udziału w wojnie dla chana tatarskiego Dżanibek Gireja, który jednak sułtanowi Muradowi... odmówił. Oczywiście nie bezpośrednio, ale zasłaniał się swą niedołężnością i podeszłym wiekiem (miał już 67 lat). Odmowa udziału w kampanii przeciw Persji została jednak potraktowana przez Murada jako osobisty policzek wymierzony jego władzy przez jednego z lenników. Stwierdził więc że jeśli Dżanibek Girej jest tak stary i niedołężny, to nie powinien władać państwem i musi ustąpić miejsca młodszym - na słowach nie poprzestał. Zorganizował zamach stanu, który w kwietniu 1635 r. obalił starego chana i w jego miejsce wprowadził młodszego Inajet Gireja, syna jednego z twórców potęgi Chanatu Krymskiego - Gazi II Gireja (który panował w latach 1588-1596 i 1597-1607). Od razu też zażądał od niego udziału w wojnie przeciwko Persji - ale z tym był mały problem. W Chanacie bowiem znów ujawnił się Kantymir, który zebrał swych zwolenników i rozpoczął powstanie przeciwko rządom Inajet Gireja, przez co ten nie mógł wypełnić swych zobowiązań póki w jego kraju trwał bunt, zresztą potrzebował też pieniędzy na dalszą walkę. Wysłał więc poselstwo do Rzeczpospolitej, prosząc o wsparcie finansowe, a jako pretekstu używając argumentu że Tatarzy w roku ubiegłym mocno szarpali Moskwę (spustoszyli Orzeł, Kursk i Mceńsk). Król i szlachta Rzeczypospolitej nie mieli jednak teraz głowy do "sprawy tatarskiej", jako że na sejmie (styczeń-marzec 1635 r.) postanowiono (m.in.:) zająć się kwestią kozacką i ukrócić ich samowolę. 

W wielką bowiem moc urośli Kozacy zaporoscy (w samych dobrach hetmana Koniecpolskiego na Ukrainie było już ponad tysiąc kozackich wsi), przyciągani na te tereny wizją albo łatwego wzbogacenia się na handlu rybami, miodem, zbożem lub futrami, albo też na odbijaniu tatarskich łupów. Rosła ludność polskiej Ukrainy i tak ok. 1635 r. było już 80 000 Kozaków którzy mogli w błyskawicznym tempie wystawić siły do boju. Okoliczni panowie polscy nęcili jeszcze najróżniejszych zbiegów i łotrów z całego kraju, ofiarowując im bezpieczeństwo i łatwy zarobek w swych dobrach. Rosła Ukraina, wyswobodzona polskim orężem, teraz upiększana polskim pługiem i ludem (który jednak częściej przyjmował prawosławie). Ale Kozakom mało było urodzajności ziemi, możliwości handlu i wojennej sławy, zdobytej w wypadach przeciwko Tatarom. Chcieli możliwości "kozakowania", czyli wypraw wojennych na Turczyna i Tatara, pirackich rajdów po Morzu Czarnym, palenia tureckich miast i miasteczek, oraz nowych z tego łupów. Gdy w marcu 1635 r. do Warszawy na Sejm (pod laską Jerzego Ossolińskiego) przybyła delegacja Kozaków, domagając się możliwości "kozakowania" i większych praw dla ludności ruskiej, potraktowano ją wyjątkowo oschle. Posłów kozackich nie dopuszczono przed oblicze króla i zakomunikowano im wręcz iż są oni dla Rzeczpospolitej: "jak paznokcie do przycięcia" (jak śpiewał Kaczmarski w "Kniazia Jaremy nawróceniu": "Krew dla ciebie, nie zaszczyty, wzgarda dla ruskiego księcia - my, dla Rzeczypospolitej, jak paznokcie do przycięcia"). Takie potraktowanie posłów, jak również odmowa przyznania Kozakom większych praw, doprowadziło że już w sierpniu tego roku wybuchło na Ukrainie powstanie kozackie pod przewodem atamana Kozaków zaporoskich - Iwana Sulimy.




Kozacy mieli za złe również że wielu polskich panów poczęło ich uważać (bez względu czy byli "rejestrowi" - czyli wpisani do rejestru wojskowego - dającego pewne przywileje, czy też nie) za chłopów, a oni za chłopów się nie uważali. Co jakiś czas dochodziło również na Ukrainie do małżeństw pomiędzy Kozakami a polskimi szlachciankami (takie mezalianse zdarzały się dość często, a niekiedy było to widać w publicznych zachowaniach, np. jedna szlachcianka która wyszła za chłopa, publicznie pokazywała swoją wyższość, choćby przez to, iż sama jechała konno, albo powoziła konnym wozem, a swemu małżonkowi kazała... za sobą biec). Bunt Sulimy zapoczątkował jego atak na nieukończoną, zaporoską twierdzę w Kudaku (na Porohach). Wymordował załogę a dowódcę twierdzy, Francuza - Mariona, kazał wbić na pal. We wrześniu bunt rozszerzył się na Perejesław (gdzie powstali Pawluk i Skindan, gromadząc wokół siebie nierejestrowych mołojców i mordując urzędników królewskich - Sawę Kunowicza i Onuszkiewicza). Przyłączyli się kolejni przywódcy kozaccy - Murko, Nosek, Horościel i Pierog, ale już w październiku powstanie upadło. Powodem tego stanu rzeczy była wieść, że na Ukrainę zmierza z ciężkozbrojnymi hetman Koniecpolski, co spowodowało że przerażeni Kozacy sami uwięzili Iwana Sulimę i wydali go Polakom w zamian za przebaczenie win. Sulima został publicznie stracony w Warszawie 12 grudnia 1635 r. W tym mniej więcej czasie do Warszawy przybył poseł chana krymskiego, prosząc o wsparcie finansowe dla swojego pana. Z tego co mówią o tym spotkaniu kroniki, upłynęło ono w dość przyjaznej atmosferze, a na pożegnanie posła (30 października 1635 r.) wyprawiono bankiet i obiecano mu wsparcie (z początkiem 1636 r. na Krym z pieniędzmi wyjechał polski poseł Krzysztof Dzierżek). 




A tymczasem w czerwcu 1635 r. sułtan Murad IV wyruszył na wojnę z Persją. Jego celem był jednak nie Bagdad, ale Erywań, którego bronił Emir Gune. Po miesiącu oblężenia i ostrzeliwania zamku erywańskiego i murów miasta z dział, sułtan obiecał wszystkim obrońcom przebaczenie, jeśli tylko złożą broń. 8 sierpnia twierdza Erywań skapitulowała a sułtan dotrzymał danego słowa (Emir Gune został przez niego mianowany walim Aleppo). Teraz planował ruszyć do Tebryzu, ale wcześniej postanowił załatwić jedną sprawę, która od dłuższego czasu spędzała mu sen z powiek. A mianowicie wysłał do Konstantynopola dwóch posłów, jeden miał zawiadomić dwór i stolicę o zwycięstwie sułtana, a drugi wiózł... rozkaz zamordowania jego braci - Bajazyda i Sulejmana, który miał zostać przyćmiony euforią wielkiego zwycięstwa (wszelkie niekorzystne decyzje polityczne większość władców i despotów dokonywała w euforii jakiegoś innego sukcesu, a dowodem tego niech będzie fakt, iż marksistowskie plany stworzenia totalitarnej Unii Europejskiej też były wprowadzane w życie na falach euforii - pierwszej po upadku komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1989-1990, gdy w 1992 r. uchwalono tzw.: Traktat z Maastricht, wprowadzający w ramach luźnej federacji Wspólnot Europejskich, jedną Wspólnotę Europejską {wszedł w życie po ratyfikacji w 1993 r.}, po raz drugi na fali euforii podczas pierwszego wielkiego rozszerzenia Wspólnoty na Wschód w 2004 r., gdy opracowano "Konstytucję dla Europy", która przepadła w referendach we Francji i w Holandii w 2005 r. ku ogólnemu rozgoryczeniu marksistów (trockistów). Ale wiadomo, rewolucja musi trwać dalej, dlatego też w 2007 r. opracowano "mini-konstytucję" - która była po prostu przepisaniem tej pierwszej i jedynie usunięciem najbardziej jaskrawych, choć mało znaczących sformułowań, została ratyfikowana w 2009 r. i od tego dopiero czasu można mówić o powstaniu Unii Europejskiej. Tak więc zawsze wszelkie niepopularne projekty, wprowadza się pod osłoną wszelakich "sukcesów").




Książęta Bajazyd i Sulejman zostali zamordowani na rozkaz sułtana jeszcze w sierpniu 1635 r. Nie były to dzieci Kosem, więc nie wywarło to na niej większego wrażenia, tym bardziej że teraz to tylko jej synowie mieli otwartą drogę do tronu. Bez wątpienia jednak musiała się obawiać czy w przyszłości sułtan nie skaże na śmierć również i swych braci rodzonych - Kasima i Ibrahima. A tymczasem we wrześniu padł Tebryz (który został zniszczony przez osmańską armię). Dalsze postępy wojenne zaprzepaściła choroba sułtana, która przykuła go do łoża (potworne bóle podagryczne trapiły go przez całe dwa tygodnie). Z początkiem 1636 r. armia perska odzyskała Erywań, co w zasadzie niwelowało jakiekolwiek osmańskie sukcesy poprzedniego roku. W grudniu 1635 r. Murad IV powrócił do Konstantynopola, gdzie był witany jako triumfator i mógł ujrzeć swego syna - spłodzonego z Semsisah Kadin (gruzińską księżniczką z rodu Mingrelya, która trafiła do haremu z początkiem 1634 r. jako 15-letnia dziewczyna). Synowi dał na imię - Alladyn (żył on tylko niecałe dwa lata). Rok 1636 upłynął dość spokojnie, w każdym razie wciąż trwały wielkie przygotowania na wyprawę bagdadzką, która jeszcze nie doszła do skutku. Sułtan jednak nudził się w stolicy niemiłosiernie i jeśli nie znajdowano go na placu do ćwiczeń strzelniczych, gdzie zarówno strzelał z broni palnej, jak i ciskał włócznią (dzirytem) do tarczy, to snuł się po ulicach miasta w otoczeniu spahisów, wjeżdżał konno w tłum ludzi na placach, doprowadzając do ich rozejścia się, całe zaś noce spędzał na hulankach w haremie, lub po prostu skazywał na śmierć swych urzędników i wielmożów za najdrobniejsze przewinienia (nie tylko zresztą ich, skazał również na śmierć przez wbicie na pal tłumacza francuskiego posła, który niezbyt nisko skłonił się podczas jego powitania - a ceremoniał dworu osmańskiego mówił, że poseł musi dotknąć twarzą ziemi na powitanie sułtana. Poseł więc został odprawiony z dworu osmańskiego dosłownie w samym kaftanie, nie pozwolono mu zabrać żadnej innej rzeczy i siłą wsadzono na statek, a jego tłumacza wbito na pal). Sułtan prowadził bardzo niezdrowy tryb życia, balował do późna w nocy, pijąc dużo wina i zajadając się tłustymi i słonymi potrawami, które ze względu na stan jego zdrowia (jeszcze nie wiedział że ma marskość wątroby) nie były wskazane.




A tymczasem z początkiem 1637 r. Kozacy zdobyli twierdzę Azow nad Donem, paląc miasto i mordując wszystkich mężczyzn, kobiety i dzieci uprowadzając zaś w niewolę. Zajęli też zamek w Kaffie, gdzie przez całą zimę 1637 r. spędzali czas aż do chwili gdy do Kaffy został wysłany serdar Muhammed Pasza - wówczas opuścili to nadmorskie miasto na Krymie, paląc za sobą zamek. Wcześniej jeszcze, 9 marca 1637 r. wsparli w bitwie pod Akermanem, chana krymskiego - Inajeta, przeciwko siłom beja Kantemira, który został pokonany i musiał się ratować ucieczką do Turcji. W ten sposób wojna domowa w państwie krymskim została ostatecznie rozstrzygnięta na korzyść chana Inajeta, ale bracia Kantemira - operujący w Dobrudży, zwrócili się z prośbą o pomoc do Rzeczpospolitej, obiecując uznanie protekcji króla Władysława IV. Tymczasem również Inajet zamierzał zwrócić się o pomoc do Polski, ściągając do siebie Kozaków zaporoskich pod wodzą Pawła Pawluka. Nim ci jednak przybyli, Pawluk rozpoczął kolejne powstanie przeciw Polsce na Ukrainie (12 sierpnia 1637 r. wydał odezwę wzywającą do buntu Kozaków w Kryłowie). Znów Ukraina zapłonęła ogniem. Mordowano księży katolickich i Żydów. Strażnik bracławski (syn wojewody bracławskiego - Jakuba Potockiego) Mikołaj Potocki, ruszył na Ukrainę z armią liczącą 4000 żołnierzy, odpowiadając na uniwersał, wydany przez hetmana Koniecpolskiego w Barze (4 września), wzywający do tępienia rebeliantów. 16 grudnia 1637 r. doszło do ostatecznego starcia pod Kumejkami, gdzie w taborze zamknęło się 21 000 Kozaków. Potocki rozerwał tabor - tracąc ok. 100 żołnierzy (Kozaków zaś poległo ok. 6000, część uciekła). 18 grudnia Potocki zdobył i spalił Czerkasy, stolicę kozactwa, reszta z nich zaś uciekła nad Dniepr, pod Borowicę. Tam szarpał ich porucznik Żółtowski ze swoim oddziałem i ostatecznie zmusił do złożenia broni. Wielu chciało teraz położyć kres kozakowaniu, ostatecznie rozwiązać Sicz, zamienić Kozaków w chłopów, ale inni radzili aby opanować gorące głowy i przywiązać ich do wspólnej Ojczyzny, przyciągnąć do Unii (w 1596 r. w Brześciu Litewskim dokonano realnego zjednoczenia dwóch odrębnych nurtów tej samej religii - katolicyzmu i prawosławia, tworząc Kościół Unicki, zwany również Grekokatolickim. Była to pierwsza, w miarę skuteczna próba zjednoczenia obu tych religii, pozostających we wrogich sobie relacjach od Wielkiej Schizmy 1054 r.).




Sejm 1638 r. (marzec-maj) ograniczył rejestr z 8000 do 6000 Kozaków, przy czym najwyższe w nim stopnie mieli piastować polscy szlachcice (pomniejsze funkcje wyznaczono dla wiernych Rzeczypospolitej atamanów). Całą resztę Kozaków zamieniono w chłopów. Zabroniono im mieszkać w miastach i chodzić na Zaporoże. Tak spacyfikowani Kozacy raz jeszcze się zbuntują w marcu 1638 r. pod przywództwem Jakuba Ostranicy i Dymitra Huni, ale niczego nie wskórają (zastaną rozbici pod Żłoninem - czerwiec, oraz nad rzeką Starzec i pod Krzemieńczukiem - sierpień), co zaowocuje likwidacją samorządu wojskowego Kozaków w grudniu 1638 r., choć dano im również możliwość wyboru własnego atamana, co było dużym ustępstwem na rzecz kozaczyzny. Tak więc chan Inajet, który zawierzył kozackiemu wsparciu, musiał sobie mocno pluć w brodę, jako że oficjalnie sprzeciwił się sułtanowi, odmawiając mu wsparcia w wojnie z Persją. Teraz, gdy stało się jasne że Kozacy nie przybędą z odsieczą, osobiście wybrał się do Konstantynopola, chcąc błagać o przebaczenie Murada IV za swoje zachowanie. Nie udało mu się to. Rozgniewany sułtan kazał wtrącić Inajeta do lochu, gdzie wkrótce potem został uduszony (był to jednocześnie pierwszy i jedyny w historii przypadek zamordowania chana tatarskiego przez Turków). Miało to miejsce w czerwcu lub lipcu 1637 r. Nowym zaś chanem został mianowany Bahadur (czerwiec 1637 r.) Co ciekawe, niepomny losów poprzednika, Bahadur również nawiązał kontakty z polskim dworem, prosząc o wsparcie w celu zrzucenia tureckiej zwierzchności i obiecując oddanie Polsce Mołdawii, Wołoszczyzny i Siedmiogrodu (czyli dzisiejszych Węgier i Rumunii). W tym celu w drugiej połowie 1637 r. do Bakczysaraju przybył polski poseł od króla Władysława IV, który jednak (w wyniku niechęci szlachty polskiej do wojny z Imperium Osmańskim) niczego nie zdziałał. Widząc że niczego nie wskóra, z początkiem 1638 r. chan Bahadur obiecał sułtanowi Muradowi IV swą pomoc w wojnie z Persją. Sułtan przygotowywał się do niej niezwykle starannie, a głównym celem kampanii miało być ponowne odzyskanie utraconego czternaście lat wcześniej Bagdadu.




 CDN.

03 marca 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XIX

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XVI



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XVI






PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE:
SŁOWIANIE
(CYWILIZACJA FILISTYŃSKA)
(ok. 1200 r. p.n.e. - 925 r. p.n.e.)
Cz. IV



FILISTEA
CZASY EKSPANSJI
(ok. 1100 - 925 r. p.n.e.)
Cz. III



Ok. 1100 r. p.n.e. (bo o tym właśnie okresie będzie teraz mowa) plemiona ludu Habiru w Palestynie przeżywały czasy demograficznego upadku i osłabienia, a kontrola miast-państw Kraju Nadmorskiego nie tylko nad regionem Szafeli (w dużej mierze kulturowo tożsamego z Filisteą), ale również nad ziemiami środkowej Palestyny (czyli pogranicza) była całkowita i niezaprzeczalna. Już sam fakt że kluczowe postacie kultury hebrajskiej, takie jak: Debora, Lappidot czy Samson nosili imiona filistyńskie i jeśli nie byli przedstawicielami tego ludu, a (jak głosi Księga Sędziów) bohaterami plemion Izraela, to sam fakt noszenia przez nich imion niehebrajskich jest niezwykle wymowny i pokazuje że jako lokalne elity, aspirowali oni do kultury wyższej, kultury dominującej, którą wówczas reprezentowała właśnie cywilizacja filistyńska. Zresztą owa wymieniona przeze mnie trójka nie jest wcale żadnym wyjątkiem od reguły, a wręcz trendem, który utrzymywał się praktycznie od początku wkroczenia ludu Habiru do Kanaanu. Późniejsi władcy (jak Saul, Dawid, Salomon i Absalom) byli również albo poddanymi Filistynów, albo też przedstawicielami lokalnych elit które co prawda wybijały się na polityczno-religijną niezależność, ale kulturowo tkwiły w centrum cywilizacyjnym Filistei (Saul pochodził z filistyńskiego Gibeonu, Dawid był poddanym Filistynów z Gat, a Salomon i Absalom są imionami pochodzącymi z kręgu tradycji filistyńskiej, nie zaś hebrajskiej). Można więc z pełnym przekonaniem założyć, że aż do upadku pierwszej Filistei, spowodowanej najazdem wojsk egipskich faraona Szeszonka I (w roku 925 p.n.e.), dominacja Kraju Nadmorskiego rozciągała się na cały Kanaan i dosięgała ziem syryjskich, a nawet dochodziła do granic Jamhadu (północna Syria nad granicą z Cylicją z takimi miastami jak Ugarit, Karkemisz, Aleppo, Ebla). Dopiero ten upadek Filistei pozwolił Izraelitom wybić się na niepodległość, a nawet doprowadzić do powstania lokalnego izraelo-judzkiego mocarstwa w Kanaanie. Ten okres trwał do 701 r. p.n.e. gdy ziemie Palestyny najechali Asyryjczycy (w roku 722 p.n.e. król Salmanasar V podbił Izrael a ludność deportował do Asyrii, zaś w 701 r. p.n.e. Sannacheryb zdobył Lakisz i uczynił z Judy - której to głównym miastem była Jerozolima - kraj sobie zależny). Stworzyło to dla Filistynów okazję do ponownego odrodzenia politycznego pod dominacją asyryjską i ten drugi okres lokalnej potęgi Filistei był znacznie bardziej dotkliwy dla Izraelitów, niż okres wcześniejszy (1170-925 p.n.e.). Gdy więc w latach 612-605 r. p.n.e. Palestynę i Syrię najechał faraon Nechon II, a następnie region ten popadł w zależność od władcy Babilonii - Nabuchodonozora II, Izraelici wzięli krwawą pomstę na Filistynach i to właśnie wtedy zrodziła się owa nienawiść, która została uwieczniona na kartach Starego Testamentu. Filistea odrodziła się raz jeszcze w czasie dominacji perskiej po roku 525 p.n.e. i jej przewodnictwo trwało do czasu wkroczenia do Kanaanu wojsk Aleksandra Wielkiego. My jednak skupmy się na tym pierwszym okresie filistyńskiej dominacji, gdy elity ludu Habiru bezdyskusyjnie przyjmowały kulturę (a czasem religię) Filistei.




Postać sędziego Samsona (o którym teraz chciałbym napisać) jest bardzo niejednoznaczna i pokazuje jakoby na siłę próbowano połączyć jego osobę z dziejami Izraela i włączyć go w obręb całej późniejszej religijnej kultury Hebrajczyków. A przecież jego dzieje, opisane w Księdze Sędziów Starego Testamentu zaledwie dotykają problematyki żydowskiej, zaś wydarzenia - składające się na dzieje życia sędziego Samsona - są jak najdalsze od wszystkiego, do czego dążył lud Hebrajczyków po wyjściu z niewoli egipskiej. Tak naprawdę bowiem - jeśli wczytamy się w informacje jakie zawarte są w Starym Testamencie o Samsonie - to główne jego cele nie mają nic wspólnego z wyzwoleniem ludu Izraela, a są jedynie walką o utrzymanie swej własnej więzi z Bogiem, połączonego z knowaniami filistyńskich kobiet z którymi się spotykał (głównie zaś Dalili). Nie ma tam nic o potrzebie wyrwania Hebrajczyków z niewoli i nawet owa zemsta oślepionego Samsona na Filistynach (dokonana w pałacu królewskim w Gazie), jest jakoby jego prywatną zemstą, a nie działaniem patriotycznym w imię walki o wolność swego ludu. Tym bardziej że opowieść o Samsonie dzieje się albo bezpośrednio na ziemiach Filistei (a przecież jest on do Filistynów usposobiony początkowo bardzo przyjaźnie, a szczególnie upodobał sobie filistyńskie kobiety jako swe kochanki), lub też na ziemiach plemienia Dan. Nie ma tam nic o potrzebie walki o niepodległość i wyzwolenie się spod władzy serenów z Kraju Nadmorskiego (słowo "seren" w języku filistyńskim oznaczało władcę, co też pokazuje jak blisko język ten był powiązany z językiem lechickim - współczesnym odpowiednikiem słowa z "seren" może być w języku polskim słowo "suweren"). Jest jeszcze jeden fakt, który odróżnia Samsona od Hebrajczyków, a mianowicie jego upodobanie do zapuszczenia długich włosów, w których miała tkwić boska siła. Ten przekaz nie ma zupełnie nic wspólnego z tradycją jahwistyczną, a raczej nawiązuje do solarnego kultu boga Szamasza - którego kapłani również nosili długie włosy, będące symbolem siły słońca, tym bardziej że kult boga Szamasza mieścił się w granicach ziem plemienia Dan (z którego to wywodził się Samson), czyli w Bet-Szemesz. O tym jak bardzo Izraelici czerpali z kultury filistyńskiej niech świadczy fakt, że podobnym zgromadzeniem religijnym (na kształt solarnego zakonu z Bet-Szemesz) byli nazarejczycy, którzy również zapuszczali długie włosy, w których upatrywali twórczej mocy Jahwe i takim właśnie nazarejczykiem miał być sędzia Samson. Wyznał on Dalili (kobiecie którą poznał w Timnie - mieście również wchodzącym w skład plemienia Dan) iż jego boska siła pochodzi z długości jego włosów: "Brzytwa nie przeszła jeszcze po mojej głowie, gdyż jestem nazarejczykiem bożym od mego urodzenia; jeśli by mnie ogolono, opuściłaby mnie moja siła i osłabłbym, i stałbym się jak każdy inny człowiek" (Sdz. 16-17). Nazarejczycy bowiem musieli przestrzegać rygorystycznych praw, które zabraniały im spożywania alkoholu, strzyżenia włosów i utrzymania rytualnej czystości, co dotyczyło głownie zakazu jakiegokolwiek kontaktu z ciałami zmarłych (nie wiadomo czy to samo można też powiedzieć o kapłanach z Bet-Szemesz, ale biorąc pod uwagę fakt że religijne praktyki Hebrajczyków były w tym okresie praktycznie w całości kopią praktyk filistyńskich - w 90 proc., pozostałe 10 proc. to praktyki wyniesione z religii egipskiej, z którą lud Habiru zżył się w czasie swej długoletniej niewoli nad Nilem - należy założyć że zakon kapłanów boga Szamasza miał bardzo podobne wymogi).
 

POSTAĆ ZŁOTEGO CIELCA, JAKIEGO POSTAWILI SOBIE HEBRAJCZYCY PO TYM, JAK MOJŻESZ UDAŁ SIĘ NA SPOTKANIE Z BOGIEM I NIE WRACAŁ PRZEZ DŁUŻSZY CZAS, JEST NICZYM INNYM, JAK WŁAŚNIE PRZEJĘTYM Z TRADYCJI EGIPSKIEJ KULTEM BYKA APISA



Ważne jest również to, że sędzia Samson pochodził z plemienia Dan (Danuna - Dnynw), a plemię to - jak wspomniałem w poprzedniej części - przybyło do Kanaanu wraz z Filistynami (Peleset) i choć potem nie zajęło ziem nadmorskich, to jednak kultura Danitów była w zasadzie tożsama z kulturą Filistynów i gdyby nie fakt że lud ten (dopiero ok. IX wieku p.n.e.) zaczął się powoli hebraizować, nie sposób byłoby oddzielić jednych od drugich najeźdźców spod znaku Ludów Morza. Po za tym lud Danuna nie mógł być pierwotnie ani hebrajski ani autochtoniczny - kananejski (chociaż w tym okresie, czyli już od ok. 1100 r. p.n.e. ludność kananejska i filistyńska tak się zjednoczyła, że nie sposób było dojrzeć ich odrębności), a to choćby z tego powodu, iż kult boga Szamasza - którego wyznawali Danici, był solarnym kultem typowo indoeuropejskim (a przybysze ci zapewne pierwotnie wyemigrowali z rejonu Karpat, z ziem wówczas zajętych przez Słowian). Plemię to uległo stopniowej hebraizacji po spustoszeniu Kanaanu przez wojska faraona Szeszonka I w 925 r. p.n.e. i stąd właśnie zrodziła się postać sędziego Samsona, która pierwotnie zupełnie nie pasuje do plemion Izraela, ale po kulturowej implementacji lokalnych wierzeń i mitów ludu Danuna, wytworzyła się w tradycji hebrajskiej postać mocarnego sędziego Samsona o długich włosach, zdradzonego przez podstępną Filistynkę o imieniu Dalila. Biorąc pod uwagę ów fakt, wszystko układa się w spójną całość i tym sposobem można wyjaśnić pojawiające się nieścisłości co do zwyczajów, jakim ulegał Samson, a które nie były praktykowane przez ludy wyznające religię mojżeszową. Plemię Danuna w późniejszym okresie wyemigrowało na północ, na tereny leżące za jeziorem Merom, bezpośrednio nad rzeką Litą nieopodal Gór Libańskich, gdzie założono miasto o takiej samej nazwie - Dan. Dokładnie jednak nie wiadomo kiedy nastąpił ów eksodus i czy objął całe plemię, czy też nastąpił podział i cześć przedstawicieli tego ludu opuściła stare osady i szukała nowego szczęścia na Północy - wiadomo tylko że migracja ta nastąpiła już po śmierci sędziego Samsona. Bezspornym pozostaje jednak fakt, że plemię Danuna zajęło ziemie graniczące z Fenicją, a konkretnie leżące w linii prostej na wschód od Tyru i na drodze wiodącej bezpośrednio z Tyru do Damaszku.





Warto też powiedzieć słów parę o miastach, które były wymienione w opowieści o Samsonie i które wchodziły w skład ziem ludu Danuna, a były to:


TIMNA
      
 Miasto w którym Samson poznał i zakochał się w Dalili - filistyńskiej kobiecie zamieszkałej w dolinie Sorek. Było to miasto całkowicie filistyńskie i nawet w późniejszych czasach, gdy Izrael i Juda przejęły już polityczną dominację w Kanaanie, miasto to było zupełnie obce dla Żydów (co zresztą zostało wspomniane w Księdze Rodzaju). Władcy Timny byli mocno związani z królami Ekronu i były to związki zarówno gospodarcze, polityczne jak i matrymonialne (serenowie Ekronu wydawali swe córki za synów serenów Timny i na odwrót), zresztą oba miasta-państwa leżały w niedalekiej od siebie odległości. W tym okresie było to jeszcze silne i bogate miasto.  
 
 
 BET-SZEMESZ
  
 Kultowe miasto solarnego boga Szamasza (Szemesza?), którego kapłani nosili długie włosy - jako symbol boskiej władzy swego idola. Było to miasto graniczne, leżące nieopodal plemion Symeona i Judy. Zostało ono zdobyte przez Izraelitów jeszcze przed 1050 r. p.n.e., jako że tam właśnie umieszczono Arkę Przymierza zwróconą przez Filistynów. Tam też znajdował się tzw.: "Kamień Jozuego" ustawiony na polu pod Bet-Szemesz na pamiątkę zdobycia tego miasta przez Hebrajczyków.  


GEZER

 Wojownicze miasto Danitów które wielokrotnie toczyło walki z przygranicznym plemieniem Efraima, najeżdżając ziemie Hebrajczyków z tego plemienia i je pustosząc. Zostało ono zdobyte i spalone przez Egipcjan w 925 r. p.n.e. a ludność uprowadzona w niewolę. Po tym czasie dawny Gezer został odbudowany już jako miasto żydowskie i wszedł w skład Królestwa Izraela.  


ESZTAOL

Najważniejsze miasto plemienia Danuna na początku ich osadnictwa w Kanaanie. Potem jednak, w epoce ekspansji utraciło swe znaczenie, a po najeździe egipskim weszło w skład Królestwa Judy. Esztaol znane jest właśnie z opowieści o Samsonie. 




EKRON

Najpotężniejsze miasto-państwo zasiedlone przez Danitów. O tym mieście pisałem już w poprzednich częściach, teraz tylko dodam że w epoce ekspansji znacznie się ono rozbudowało i umocniło nową linią murów miejskich. Serenowie Ekronu posiadali dość dużą armię, która ok. 1050 r. p.n.e. w okolicy Mizpy zadała druzgocącą klęskę wojskom plemion Beniamina i Judy (bitwa pod Ebenezer) w wyniku czego Arka Przymierza dostała się w ręce władców Ekronu. Ten fakt oznaczał że Danici z Ekronu stali się szczególnie znienawidzeni przez Izraelitów, a fakt, iż w Ekronie znajdowała się świątynia tamtejszego głównego bóstwa - Baal-Zebuba, sprawiło że w tradycji jahwistycznej imię tego boga zostało utożsamione z szatanem, i tak odtąd Belzebub - Władca Much, stał się symbolem wszelkiego zła i konkurentem Jahwe do panowania nad światem. 






A o tym, jak dalej potoczyły się losy Arki Przymierza (i czym ona była naprawdę) oraz dzieje miast Filistei począwszy od roku 1050 p.n.e. aż do nieszczęsnej inwazji egipskiej z 925 r. p.n.e. i wstąpienia na tron Izraela Saula - opowiem w następnej części


CDN.

02 marca 2026

UMIERAMY I CO DALEJ? - czyli co się z nami dzieje po śmierci? - Cz. XI

DUSZE "ZWIERZĘCE"




Czy zwierzęta mogą posiadać duszę? To pytanie od wieków "trapiło" najróżniejsze światowe religie - od wierzeń ludów starożytnych po czasy nam współczesne. W mitologiach wszystkich religii ludzkich aż roi się od najróżniejszych zwierząt (zarówno groźnych bestii, jak i tych łagodnych jak baranki). Egipscy bogowie, choć mieli ludzkie ciała, to jednak twarze były (w większości) zwierzęce. Bogowie Olimpijscy zawsze posiadali jakieś zwierzę, które symbolizowało boskość danego Olimpijczyka (np. Zeus miał orła, symbolem jego małżonki Hery - był paw, Posejdona - delfin oraz koń, Afrodyty - jaskółka, gołąb i baran, Aresa - pies oraz sęp, Ateny - sowa a Artemidy - łania lub jeleń, itd.). Rzymski pisarz i filozof - Salustios, żyjący w IV wieku naszej ery, w swym dziele: "O Bogach i świecie" w rozdziale XX pisze tak: "Jeśli wędrówka dusz ma miejsce w przypadku istoty rozumnej, po prostu staje się ona duszą ciała. Ale jeśli dusza wstępuje w nierozumne zwierzę, podąża za ciałem na zewnątrz, tak jak duchy opiekuńcze podążają za człowiekiem. Gdyż nie może być nigdy rozumnej duszy w nieracjonalnej istocie. Wędrówka dusz może być dowiedziona z wrodzonych cierpień osób. Gdyż dlaczego niektórzy rodzą się ślepi, inni sparaliżowani, inni z pewnymi schorzeniami samej duszy? Znowu, naturalną powinnością dusz jest wykonywać swą pracę w ciele, czy przypuszczamy, że kiedy raz opuszczą ciało, spędzać będą całą wieczność w bezczynności?".

Natomiast Platon w swym dialogu "Państwo", w X księdze, zatytułowanej: "Opowieść ERA", pisze tak: "...Powiada więc, że widział duszę niegdyś Orfeusza, jak wybierała żywot łabędzia przez odrazę do płci żeńskiej. Orfeusz poniósł śmierć z ręki kobiet, więc nie chciał przychodzić na świat przez ciało kobiety. I widział duszę Tamyrasa, jak wybiera żywot słowika. A widział też łabędzia, który dla odmiany postanowił wybrać życie człowieka, a inne muzykalne zwierzęta tak samo. Dwudziesta z rzędu dusza obrała życie lwa. A ta była Ajaksa, syna Telamona. Nie chciała się stawać człowiekiem, pamiętała ten sąd, który rozstrzygał o zbroi. A po niej dusza Agememnona. Ona też z odrazy do rodzaju ludzkiego i przez przebyte cierpienia wolała się w orła przemienić. Gdzieś pośrodku losowała dusza Atalanty. Zobaczyła zaszczytne odznaki atlety i nie umiała przejść mimo - wzięła swój los. A potem widział duszę Epeijosa, syna Panopeusa, jak weszła w naturę kobiety o zdolnościach do techniki. A dalej, pośród ostatnich, zobaczył duszę tego błazna Tersytesa, jak wstępuje w ciało małpy (...) Dusze wielu zwierząt przechodziły w ludzi i przechodziły jedne zwierzęta w drugie. Niesprawiedliwe dusze wstępowały w zwierzęta dzikie, a sprawiedliwe przemieniały się w zwierzęta łagodne - odbywały się wszelkie możliwe przemiany". Czyli Platon (oraz Salustios) sugerował że ludzkie dusze nie tylko mogą wstępować w ciała zwierząt i odradzać się pod ich postaciami, ale (co szczególnie ważne) oficjalnie pisał on tu o inkarnacji duszy, która dla niego (wierzącego przecież w tradycyjny panteon greckich bogów) i jemu współczesnych - najprawdopodobniej nie była wcale niedorzeczna.

Chrześcijaństwo miało co do tej kwestii stosunek (powiedzmy sobie)... bardzo różny. W Księdze Rodzaju jest napisane: "A wreszcie rzekł Bóg: "Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam" (...) Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: "Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną, abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi" (1,26.28). Innymi więc słowy Bóg powierzył człowiekowi panowanie nad całym światem i wszystkim co się na nim urodzi i żyje (także oczywiście zwierzętami), ale czy zwierzęta według chrześcijan mogą mieć duszę i pójść do Nieba? Św. Tomasz z Akwinu twierdził że jest to niemożliwe i pisał tak: "Przede wszystkim została stworzona mądrość. To Pan ją stworzył i wylał na wszystkie swe dzieła, na wszystkie stworzenia (...) Lecz zwierzęta nie mają rozumu". Skoro nie mają rozumu, nie są inteligentne, a to znaczy że owa "Mądrość" zesłana przez Pana, dotyczy jedynie istot ludzkich. Co ciekawe (i co należy tutaj dodać gwoli sprawiedliwości), na łożu śmierci (św. Tomasz z Akwinu zmarł w 1274 r.) prosił by nie publikowano jego przemyśleń, gdyż... wycofuje się z niektórych z nich (nie powiedział jednak z jakich). Św. Paweł pisał o jedności świata ludzi i przyrody, zaś św. Franciszek z Asyżu mówił że cały świat został stworzony dla adoracji Boga i nikt bardziej od Niego w chrześcijaństwie nie przywiązywał większej wagi do znaczenia zwierząt w boskim planie stwórczym (św. Franciszek na obrazach często jest otoczony najróżniejszymi zwierzątkami).

Dziś chrześcijaństwo stoi na stanowisku że zwierzęta duszę jednak posiadają, ale jest to dusza sensytywna (zmysłowa). Różni się ona od ludzkiej duszy tym, że... nie jest nieśmiertelna i umiera wraz ze śmiercią zwierzęcia. To samo twierdzą muzułmanie oraz wyznawcy judaizmu. A co na ten temat mówią hipnoterapeuci? Jeden z nich, na konferencji zorganizowanej w Nowym Jorku, na pytanie kobiety o to czy "koty mają duszę?" odpowiedział żartem: "Nie wiem, nigdy nie poddałem hipnozie żadnego kota?". Jednak ta odpowiedź nie zadowoliła owej pani (która notabene była właścicielką czterech kotów) i domagała się szerszych informacji. Ów hipnoterapeuta stwierdził więc, że niektórzy jego pacjenci widują w "Świecie Dusz" dusze zwierzęce. Według przekazów hipnotycznych, okazuje się że dusze ludzkie i dusze zwierzęce nie są jednym i tym samym, a to oznacza że... transmigracja nie istnieje. Dusze bowiem nie rozwijają się w sposób pionowy z dołu do góry, lecz w sposób poziomy - do przodu. Dusze zwierzęce po śmierci ich ciał... idą w "Zaświatach", do miejsca specjalnie dla nich przeznaczonego, do którego też nie przybywają dusze ludzkie. Nie oznacza to jednak że po śmierci nie możemy spotkać naszych ukochanych pupili, okazuje się że jeśli tego zapragniemy, możemy je przywołać. Odbywa się to następująco - jeśli chcemy spotkać ulubionego zwierzaka, ludzka dusza wysyła komunikat (Myśl) do... Opiekuna zwierzęcych dusz, z prośbą o przyprowadzenie do nas naszego pupila.




Zgodnie z przekazami - okazuje się że zwierzęta posiadają nieśmiertelną duszę, lecz znacznie rożni się ona od tej naszej "ludzkiej". Jedną z głównych różnic między ludzkimi a zwierzęcymi duszami, jest ilość posiadanej przez nie energii. Dusze zwierzęce posiadają niewielką ich ilość i do tego (wedle przekazów) mniejszych rozmiarów. Ale główną różnicą jest brak jaźni, którą posiadają ludzkie dusze. Powoduje to że zwierzęce dusze nie są owładnięte indywidualnymi problemami, co też oznacza że akceptują każde swoje środowisko i nie walczą z tym (jak często czynią ludzkie dusze), a po prostu wtapiają się w swoje otoczenie. Hipnoterapeuta zadał pytanie poddanej hipnozie kobiecie: "Czy myślisz że dusze zwierzęce także przebywają w grupach, takich jak Twoja własna w "Świecie Dusz?", odpowiedź brzmiała: "Nie wiem tego, nie chodzę tam, zresztą on (piesek pacjentki) mnie do siebie nie wzywa. Jedyne co wiem, to to, iż każda forma życia ma swój określony układ energii, a ta energia jest tworzona dla tych określonych form fizycznych i mentalnych" - "Chcesz przez to powiedzieć, że dusze zwierzęce nie mogą transmigrować do wyższych, np. ludzkich form - czy tak?" - "Tak, podobnie zresztą jak ludzkie dusze nie mogą cofnąć się w swym rozwoju i wcielić w jakieś zwierzęce ciało, gdyż ta energia nie może przekroczyć granicy oddzielającej ją od innej formy fizycznej". "Dlaczego tak jest?" - dopytuje hipnoterapeuta, "Nie wiem, nie ja to wymyśliłam, po prostu nie należy mieszać ze sobą różnych rodzajów energii dusz".




Według przekazu owej kobiety, dusze zwierzęce w "Świecie Dusz" zostają przydzielane do określonych (gatunkowo) grup. Tak więc psy trzymają się w "Zaświatach" razem, podobnie jak konie, ptaki (np. orły, wrony, słowiki itd.). Mentalnie przywołać do siebie możemy tylko te zwierzęta, które kiedyś (w naszych fizycznych wcieleniach) były nam drogie, lub w których towarzystwie miło spędzaliśmy czas, oraz takie, które łatwo zaakceptują środowisko, które sami stworzyliśmy (o tym co dusze tworzą w swym wolnym czasie i jak go spędzają w swoich prywatnych miejscach - pisałem w jednym z poprzednich tematów). Oznacza to że nie możemy np. przywołać do siebie duszy wilka z lasu, którego niegdyś (za życia) spotkaliśmy na swej drodze i zaprosić go do stworzonego przez nas ogrodu i naszego domku. Dlaczego nie? Dlatego że takie środowisko jest mu zupełnie obce (także jako duszy). Ale już moglibyśmy przywołać do siebie ukochanego pieska, z którym żyliśmy w podobnym domku, gdyż jest to dla jego duszy czymś naturalnym. Obopólna fizyczna miłość człowieka i zwierzęcia lub wzajemny szacunek - są wielką wartością w "Świecie Dusz" i takie kontakty są bardzo częste. Przywołani przez nas nasi ulubieńcy, z którymi pragniemy spędzić miłe chwile w stworzonym przez nas w "Zaświatach" otoczeniu (czy jest to domek w górach, szałas pod palmami, czy też miasteczko w którym kiedyś spędziliśmy szczęśliwe chwile), natychmiast po przyprowadzeniu ich przez owego Opiekuna - rozpoznają nas i będą się z nami bawić tak długo, aż tego zapragniemy, a potem powrócą do swego miejsca w "Świecie Dusz".




Zwierzęce dusze wnoszą do naszego rozwoju bardzo duży wkład pozytywnego spojrzenia na czekające na nas kolejne zadania, nie jest jednak tak, że jedynie my na tym zyskujemy. To działa w dwie strony, dusze zwierzęce także korzystają na częstych spotkaniach z nami w "Świecie Dusz". Oczywiście istnieją również ludzkie dusze, które nie przepadają za spędzaniem czasu w otoczeniu swych dawnych zwierzęcych przyjaciół, lecz jak wyraził się o nich pewien mężczyzna poddany hipnozie: "To ich strata". Na koniec jednak pragnę wyrazić moje osobiste zdanie na ten temat. Jeśli chodzi o kwestię transmigracji, to uważam że podobnie jak w przypadku dzielenia duszy po śmierci (dusza może przebywać jednocześnie w kilku a niekiedy nawet kilkunastu miejscach naraz, oczywiście to wszystko zależy od stopnia doświadczenia duszy i umiejętności operowania energią. Jest też tak, że niekiedy dusza inkarnuje w dwóch lub kilku wcieleniach jednocześnie, ale tę sztukę potrafią jedynie dusze stare, doświadczone), tak również w kwestii transmigracji możliwe jest zejście w dół, do poziomu duszy zwierzęcej, choć wydaje mi się że takie przypadki są bardzo, ale to bardzo rzadkie. Nie wiem co może być z tym związane, wydaje mi się jednak że może to być część naszej nauki (jeśli np. za życia krzywdziłeś zwierzęta i byłeś dla nich okrutny, może się okazać że w jednym z kolejnych żyć, wybierzesz sobie właśnie życie w ciele zwierzęcia - aby doświadczyć tego co wcześniej dałeś innym). Oczywiście łączy się to zapewne z ubytkiem energetycznym, ale nic więcej na ten temat powiedzieć nie mogę. Do zwierząt jeszcze powrócę, gdy opowiem co się z nimi dzieje w chwili śmierci.



POZWOLĘ SOBIE TUTAJ WRZUCIĆ ROLKI Z PODCASTU 
"ALBERT Z LASU"










CDN.
 

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...