WYŚWIETLENIA

01 marca 2026

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. II

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. II




Klęska bolszewików w wojnie z Polską w roku 1920 spowodowana była głównie faktem, że nie docenili oni determinacji i patriotyzmu polskiego ludu. Ich hasła propagandowe kierowane do Polaków były tak tępe, a jednocześnie tak źle przygotowane i napisane, że w wielu przypadkach nie dało się nawet tego sensownie rozczytać, nie mówiąc już o zrozumieniu. Poza tym bolszewicy popełnili błąd w stosunku do chłopstwa (tutaj również uwidoczniła się ich ideologiczna niechęć do chłopów), gdyż nie wyszli z zapowiedzią oddania ziemi chłopom (tak jak to zrobili chociażby w Rosji na początku rewolucji październikowej, by potem oczywiście tym chłopom, którzy sądzili że otrzymali teraz ziemię na własność - tę ziemię odebrać w imię typowo komunistycznej idei "Nie będziesz miał niczego i będziesz szczęśliwy" - chyba skądś to dziś znamy, nieprawdaż?!). Mówił o tym w 1923 r. podczas II Zjazdu Komunistycznej Partii Robotniczej Polski w Moskwie przewodniczący Kominternu - Grigorij Zinowiew, którego referat został odczytany podczas tego zjazdu i w którym stwierdzał on m.in.: "Nie kryję przed Wami, towarzysze, że w czasie wojny rosyjsko-polskiej - według oceny naszego Komitetu Centralnego, według oceny tow. Lenina i Egzekutywy Kominternu - popełniliśmy błąd polityczny w stosunku do chłopów. Nie umieliśmy skorzystać z krótkiego okresu po to, aby kwestię konfiskaty dóbr obszarniczych postawić w sposób rewolucyjny. Złożyliśmy wówczas hojną daninę doktrynerstwu marksistowskiemu. Kłopotaliśmy się o to, aby wielkie majątki nie zostały rozgrabione, nie rozumiejąc, że zadanie chwili polegało na tym, aby rozpalić nienawiść klasową, wojnę chłopską przeciwko obszarnikom". Wojna była już jednak skończona, 18 października 1920 r. weszło w życie zawieszenie broni (podpisane 12 października), a w stolicy Łotwy - Rydze trwały polsko-sowieckie rozmowy, mające doprowadzić do podpisania traktatu pokojowego pomiędzy oboma krajami. Wojsko Polskie wygrało tę wojnę dzięki dwóm wielkim, zwycięskim bitwom. Niestety, zabrakło trzeciej wielkiej bitwy o Ukrainę, aby stworzyć na wschodzie państwo ukraińskie będące dla nas swoistym buforem, oddzielającym nas od czerwonej teraz Moskowii. Naczelnik Państwa - Józef Piłsudski dążył do tego właśnie celu, w którym powstanie niepodległych państw Ukrainy i Białorusi (sprzymierzonych militarnie i politycznie z Polską) miało być właśnie takim gwarantem bezpieczeństwa ze Wschodu, tak jak w czasach Wielkiej Rzeczypospolitej polscy hetmani traktowali ukraińskie stepy jako pole oddzielające zastępy tatarskie, tureckie czy moskiewskie od ziem koronnych i litewskich. Tego dokonać się już nie udało, co potem zaowocowało we wrześniu 1939 r. katastrofą militarną, gdy Polska wzięta została w dwa ognie.




7 listopada 1920 r. połączyły się na Górnym Śląsku odłamy byłej Polskiej Partii Socjalistycznej zaboru pruskiego i Socialdemokratycznej Partii Niemiec tworząc Komunistyczną Partię Górnego Śląska, która od początków swych miała w programie zwalczanie dążeń do przyłączenia Śląska do Polski. 12 grudnia odbył się I Zjazd tej nowej partii, który postanowił o bojkocie mającego się odbyć plebiscytu w sprawie przynależności tych ziem do Polski, w zamian za to ów zjazd opowiadał się za stworzeniem Górnośląskiej Republiki Rad (podobnie dzisiaj na Śląsku wszelkiego typu ruchy ślązakowskie dążą do autonomii Śląska, zapominając o tym że lud śląski jest ludem polskim {lechicki}, a Ślązacy nie po to chwycili za broń w trzech powstaniach śląskich, aby teraz jakieś pro-niemieckie czopki próbowały wzniecać tam ferment. Sam mam niemieckie korzenie i dobrze znam niemiecką mentalność). Na Górnym Śląsku 16 sierpnia 1919 r. wybuchło I Powstanie Śląskie ludności polskiej, która nie godziła się na pozostawanie w granicach państwa niemieckiego. Powstanie to trwało do 24 sierpnia i zakończyło się porażką, gdyż słabo uzbrojone (niewystarczająca liczba broni i amunicji) śląskie oddziały Polskiej Organizacji Wojskowej pod dowództwem porucznika Alfonsa Zgrzebnioka, nie były w stanie uporać się z XXXII Brygadą Reichswehry, wspieraną przez inne niemieckie oddziały. Po zakończeniu tego Powstania na Śląsku wybuchła fala antypolskich represji, w wyniku której 22 tys. Ślązaków musiało schronić się do Polski. II Powstanie Śląskie wybuchło w nocy z 19 na 20 sierpnia 1920 r. (wówczas gdy nad Wisłą toczyły się najkrwawsze boje z Armią Czerwoną). Powstanie sprowokowali Niemcy, do których dotarły informacje o zdobyciu przez bolszewików Warszawy i chcieli terrorem zmusić ludność polską na Śląsku do ucieczki z ziem objętych plebiscytem. Walki trwały do 25 sierpnia i zakończyły się (można powiedzieć) remisem, w wyniku którego na Śląsku miała powstać wspólna polsko-niemiecka policja plebiscytowa. Teraz obie strony przygotowywały się do wyznaczonego na 20 marca 1921 r. plebiscytu, który miał zadecydować o przyszłości ziem Górnego Śląska. Oczywiście zarówno Komunistyczna Partia Górnego Śląska jak i Komunistyczna Partia Robotnicza Polski opowiadały się od początku swego istnienia za pozostawieniem tej ziemi w granicach Niemiec i walką z "polskim imperializmem" (swoją drogą jak obie te niby internacjonalistyczne partie były zgodne z niemiecką rację stanu 🤔).




Mimo porażki Armii Czerwonej i klęski bolszewickiej Rosji w wojnie z Polską, rozwój KPRP postępował, znacznie bowiem zwiększyła ona swą liczebność a to głównie dlatego, że przyłączali się do niej członkowie innych formacji socjalistycznych, szczególnie zaś wstępowało tam mnóstwo Żydów. W lutym 1921 r. w Warszawie odbyła się druga Konferencja Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, na której przyjęto 21 warunków członkostwa w Kominternie, oraz zobowiązano się do całkowitego wypełnienia uchwał Kominternu (mówcie co chcecie, ale mnie się to od razu kojarzy z dyrektywami które płyną obecnie z Brukseli). Do Komitetu Centralnego Partii wybrano Adolfa Warskiego-Warszawskiego, Franciszka Grzelszczaka, Franciszka Fiedlera, Henryka Lauera, Stefana Królikowskiego, Szczepana Rybackiego i Adama Landy. Mimo jednak zwiększenia składu liczebnego tej partii, począwszy od sierpnia 1920 r., komuniści (szczególnie w Europie) ponosili nieustannie porażki. W marcu 1921 r. Niemiecka Partia Komunistyczna wezwała robotników do puczu przeciwko Republice Weimarskiej. Pucz ten okazał się totalną klapą, gdy na wezwanie komunistów do buntu stanęło niespełna 5% robotników i to tylko w niektórych regionach Niemiec (Turyngia, Mansfeld). W latach 1919-1920 w wielu krajach Europy (w Niemczech, we Włoszech, we Francji, w Czechosłowacji, w Szwecji, w Norwegii) widać było masowy odpływ socjalistów do partii komunistycznych, ale ruch ten został zahamowany ok. roku 1921 i i od 1924 przyjął odwrotny kierunek. Wielu dotychczasowych polityków socjalistycznych, potem komunistycznych, ponownie wracała do partii socjalistycznych, a niektórzy (jak Adolf Hoffman w Niemczech) stali się nazistami (zresztą sam Goebbels twierdził, że on woli zasilać szeregi partii nazistowskiej byłymi komunistami i socjalistami, niż konserwatystami czy demokratami, gdyż z tymi pierwszymi znacznie łatwiej idzie mu się dogadać, bo rozumowują na tych samych falach i posługują się podobnymi pojęciami, tylko wektory mają zwrócone w przeciwnym kierunku - ale wektory zawsze można odwrócić).

Również w Rosji sowieckiej komunizm przeżywał trudne chwile. W dniach 8-16 marca 1921 r. w Moskwie odbył się X Zjazd Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików), na którym Lenin w sytuacji totalnej katastrofy ekonomicznej państwa, związanej zarówno z I Wojną Światową jak i rewolucją bolszewicką (w niektórych regionach Rosji bieda była tak wielka, że dochodziło tam do przypadków kanibalizmu), sformułował projekt tzw. Nowej Ekonomicznej Polityki (NEP), która dopuszczała w systemie komunistycznym - jaki zapanował w Rosji, istnienie prywatnej własności i prywatnych środków produkcji, oraz umożliwienia handlu kapitałowego (kontrolowanego co prawda przez państwo) ale na prywatnych (kapitalistycznych) zasadach (trochę tak jak po śmierci Mao Zedonga w Chinach kraj ten zaczął wprowadzać do gospodarki elementy kapitalistyczne, a potem głupi zachodni biznesmeni przenosili swoje fabryki do Chin - bo tam była tania siła robocza, co ostatecznie zaowocowało kradzieżą technologii i stworzeniem chińskiej ekonomicznej potęgi, która obecnie zagraża dolarowej dominacji Stanów Zjednoczonych. Problem tylko polegał na tym, że w komunistycznej Rosji w kilka lat po śmierci Lenina szybko tę politykę zniesiono, wprowadzając kolektywizację, centralne planowanie i system nakazowo-rozdzielczy, które to bardzo szybko doprowadzały do ekonomicznej niewydolności państwa). Ten "neokapitalizm państwowy" (jak nazywał go Lenin) doprowadził do polepszenia się sytuacji ekonomicznej kraju i jego mieszkańców i był swoistą życiodajną kroplówką, ratującą ówczesną Rosję. Wielu jednak szeregowych członków partii bolszewickiej było przeciwnych NEP-owi, twierdząc że jest to powrót do zasad gospodarki kapitalistycznej, czyli wywrócenie wszystkiego, o co walczyli bolszewicy przez te wszystkie lata. W prasie sowieckiej ukazywały się karykatury nowych kapitalistów, czyli "nepmanów" (jak ich pogardliwie nazywano), pokazując ich w sposób karykaturalny lub śmieszny, a jednocześnie ukazując jakiego majątku dorobili się na krzywdzie robotników (ale już nie chłopów - co bardzo ważne, bo chłopi to w większości też byli wyzyskiwacze nepmani - szczególnie gdy podbijali ceny sprzedawanych przez siebie towarów). Pokazywano jak operują złotem i dolarami lub frankami, jak stroją swoje żony w futra i jak ubierają się w garnitury, niczym zachodni kapitaliści. Nowa Ekonomiczna Polityka w Rosji funkcjonowała do końca 1929 r. i skutkowała znacznym wzrostem życia w tym zniszczonym przez rewolucję kraju (oczywiście nie wszyscy na tym zyskiwali po równo, stąd tak silna była niechęć do nepmanów), gdy Stalin wprowadził swoją kolektywną gospodarkę (skutkującą m.in. Wielkim Głodem na Ukrainie w latach 1932-1933). Ale NEP spowodował również, że w latach 20-tych komunizm był w miarę znośny (O ile w ogóle taki system mógł być dobry do życia). Nie walczono tak silnie z religią (szczególnie w latach 1924-1928 dało się zauważyć pewne złagodzenie w stosunku do Cerkwi). Nie prześladowano też ludzi, którzy mogli odbudować gospodarkę kraju (czyli naukowców, inżynierów, nauczycieli), tak jak to było w czasie rewolucji i w czasach "komunizmu wojennego" z lat 1918-1921 (gdzie CZEKA pod wodzą Feliksa Dzierżyńskiego, mordowała przede wszystkim ludzi uczonych, a nie tylko tych, którzy coś posiadali. Straty wśród Rosjan mających jakąkolwiek wiedzę o gospodarce, technice, nauce etc. etc., były kolosalne, a w Rydze Dzierżyński chwalił się swemu przyjacielowi z lat szkolnych - który był w składzie polskiej delegacji pokojowej - Leonowi Wasilewskiemu - bliskiemu współpracownikowi Józefa Piłsudskiego: "Ja nie zabijam ludzi, ja zabijam ruskich!". Należy też pamiętać, że w czasach szkolnych młody Feliks Dzierżyński wymierzył policzek swemu rosyjskiemu nauczycielowi, który kazał mu mówić po rosyjsku zamiast po polsku).


"KRWAWY FELEK" w 1901 r.



Trzeba też powiedzieć o jednej ważnej rzeczy która nastąpiła wówczas (w latach 20-tych XX wieku) w Rosji sowieckiej, a mianowicie o swoistym... rozpasaniu seksualnym. Seks był bowiem wszędzie, również (a może przede wszystkim) seks homoseksualny. Organizowano nagie marsze, w czasie których golasy (mężczyźni i kobiety) wchodzili np. do tramwajów, czy chodzili ulicami i traktowano to jako formę "wyzwalania się z burżuazyjnych więzów kulturowych" (czyli to, co dzisiaj mamy - szczególnie na Zachodzie, to jest nic innego jak powrót do tamtego bolszewickiego komunizmu, bo przecież już Marks pisał o wyzwalaniu się człowieka z jego wiązów tradycji, kultury, religii itd. czyli tworzenie całkowicie podatnego na wszelkie podsyłane mu bodźce - czy to seksualne czy ideologiczno-propagandowe - człowieka, całkowicie wyalienowanego z kultury, tradycji, rodziny, więzów krwi, narodowości - czyli takiego człowieka bez przyszłości, bowiem drewno bez korzeni nadaje się tylko na opał). Oczywiście dochodziło do tego, że ludzie zamiast pracować i budować dobrobyt kraju i swój własny, woleli zajmować się seksem, woleli paradować nago po ulicach, albo uprawiać seks homoseksualny, twierdząc, że wyzwalają się tym samym z więzów (patriarchalnego) kapitalistycznego, burżuazyjnego społeczeństwa. Dopiero gdy rosyjski przemysł siadł na łeb na szyję, a Stalin - budując Imperium - potrzebował przede wszystkim niewolników do pracy, a nie "wyzwolonych" homo czy heteroseksualistów, myślących głównie o dupie maryniej - i gdy całe to towarzystwo wziął w karby, część mordując, część wysyłając do obozów na wschodzie, gdzie jedyne o czym mogli myśleć, to jak przeżyć kolejny dzień o kromce chleba, cały czas pracując ponad własne siły i umierając albo w błocie albo w śniegu albo też głęboko pod ziemią, to skończył się "komunizm seksualny" i zaczął ten tradycyjny komunizm jaki znamy z historii. Teraz już nie było ważne z iloma partnerami spałeś i w jakich konfiguracjach, ale jakie normy wyrobiłeś. Robotnicy i chłopi zaczęli teraz ze sobą rywalizować o wyrobienie odpowiednich norm, jakie musieli dostarczyć państwu (oczywiście wszystko to było kosztem zdrowia i życia tych ludzi, zresztą większość była do tego przymuszana, bo powiedzmy sobie szczerze - w Związku Sowieckim za Stalina robotnik czy chłop nie był nikim innym, jak tylko zwykłym niewolnikiem państwowym, nawet nie słabo zarabiającym pracownikiem jak w czasach carskich, a zwykłym rabem, bez prawa głosu i prawa do życia - jeśli się zbuntował, czy choćby zaprotestował). To tylko gwoli takiej ciekawostki.




18 marca 1921 r. w Rydze podpisany został traktat pokojowy pomiędzy Polską a sowiecką Rosją. Dziś mówimy że wojna z bolszewikami została wygrana, ale we mnie osobiście pozostaje takie przekonanie, że jednak nie do końca. Zabrakło bowiem jeszcze tej jednej, kluczowej bitwy o Ukrainę. Oczywiście było pewne że jeżeli do niej by doszło, to doszłoby właśnie w roku 1921 - zapewne na wiosnę - i nawet jeśli założymy że Wojsko Polskie do tego czasu by się jeszcze bardziej rozbudowało, a siła ukraińskiej armii Semena Petlury też by wzrosła, to przecież trzeba by jednocześnie założyć, że bolszewicy zorganizowaliby w Rosji akcję walki przeciwko "polskim zachwatczykom" i zapewne zmobilizowaliby też pokaźne siły, bo Ukrainy by nie odpuścili i nie mogliby z niej zrezygnować (tak jak nie mógł z niej zrezygnować car Aleksander I w 1812 r. i tylko upór Napoleona Wielkiego dalszego marszu na Moskwę spowodował, że w tymże roku Rosja nie poniosła ostatecznej klęski, a to Napoleon musiał się stamtąd wycofać. Bo gdyby - idąc za radą księcia Józefa Poniatowskiego - "odciąć" Ukrainę od Rosji i czekać na przyjście tutaj Moskali - którzy przecież nie mogli tej ziemi odpuścić i z pewnością by uderzyli, bo Rosja bez Ukrainy nie jest już mocarstwem, nie jest Imperium - to wówczas potężne odbudowane Wojsko Polskie (zasilone poborem z ziem ukrainnych, czyli dawnych ziem Rzeczypospolitej) oraz wielka Armia Francuska z pewnością rozbiłaby w proch wojsko carskie i wojna byłaby wygrana bez potrzeby zajmowania Moskwy, która do niczego nie była wówczas Francuzom potrzebna. No cóż ale jak to mówił sam Napoleon: "To coś gorszego niż klęska, to błąd!"). Społeczeństwo polskie było już jednak zbyt zmęczone przedłużającą się Wojną (i wcześniejszą jeszcze I Wojną Światową) w wyniku którego zostało mocno zubożone, a ziemie polskie zostały rozgrabione do maksimum przez okupujące je armie, przemierzające te tereny od 1914 r. Nic więc dziwnego że wypatrowano pokoju niczym tlenu potrzebnego do życia, ale to, co udało się osiągnąć w wyniku wojny z bolszewikami w roku 1920 to było za mało żeby przetrwać i starczyło tylko na 20 lat wolności. Ten jeszcze jeden ogromny, ale jakże potrzebny wysiłek, dałby nam trwanie na dekady, gdyż należy pamiętać że Hitler bez wsparcia Stalina nigdy nie uderzyłby na Polskę i to też trzeba sobie uświadomić)
 



Rozmowy w Rydze rozpoczęły się 21 września 1920 r. (czyli jeszcze przed Bitwą Niemeńską). Polska strona miała przy sobie bardzo silne karty negocjacyjne, podbudowane zwycięstwami na froncie, jednak wśród jej reprezentantów (głównie z opcji narodowej, socjalistycznej i ludowej) nie było wielu zwolenników koncepcji federacyjnej Marszałka Józefa Piłsudskiego, czyli istnienie państw Ukrainy i Białorusi jako buforów oddzielających nas od Moskowii było dla nich nieistotne, a granice powinny być jedynie tak daleko postawione na Wschodzie, żeby obejmowały żywioł polski i ukraiński lub białoruski zdolny do polonizacji. Totalna głupota a wręcz sabotaż. Jakim bowiem prawem mielibyśmy odmawiać czy to Ukraińcom czy Białorusinom czy Litwinom mówić w ich własnym języku jeśli tego zapragną? jakim prawem mielibyśmy ich polonizować na siłę? Tego nigdy nie było w historii Rzeczpospolitej, bo jeżeli dochodziło do polonizacji (a dochodziło), to była to zawsze polonizacja dobrowolna, wolny wybór mieszkających na tych ziemiach ludów, (często napływowych, jak np. Niemcy w Krakowie, czy Poznaniu, który bardzo szybko się polonizowali przyjmując polskie nazwiska i jedyne co trzymało ich jeszcze z tradycją niemiecką, to była religia - najczęściej kalwinizm lub luteranizm. Zresztą my mieliśmy swoje negatywne doświadczenia z germanizacją i rusyfikacją w czasie zaborów, kiedy zabraniano nam mówić po polsku nie tylko w urzędzie czy w szkole, ale również na ulicy. I co, teraz grupka zidiociałych politykierów, którzy mieli swoje chore wizje polonizacji, chciałaby tamte ludy zmusić do przyjęcia polskiej tradycji i polskiego języka na siłę? Ale tak właśnie było i wyznaczając granicę opierali się oni głównie na możliwościach spolonizowania tamtych ludów, dlatego też zbyt rozległe polskie granice na Wschodzie były dla nich nie do przyjęcia, ponieważ obawiali się że wówczas tamtego żywiołu nie uda się okiełznać, a stworzenie niepodległych państw Ukrainy i Białorusi w ogóle nie wchodziło w ich przypadku w rachubę (podobnie jak dzisiaj różnym politykerom z partii rządzącej wydaje się, że takie inwestycje jak Centralny Port Komunikacyjny, czy rozbudowa Portu Kontenerowego w Świnoujściu jest nam niepotrzebna. Zróbmy tam sobie może park krajobrazowy i śpiewajmy kumbaya, w nieświadomości i głupocie oczekując kolejnego września 1939).


RUSYFIKACJA POD ZABORAMI



 Tak więc, gdy stojąca pod ścianą delegacja sowiecka była gotowa w zamian za Ukrainę oddać nam praktycznie całą Białoruś aż do bramy smoleńskiej, to delegacja pod przewodnictwem pana Stanisława Grabskiego odmówiła, godząc się na znacznie mniejsze granice Polski na Wschodzie (istnieje też teoria, że sowieci tak naprawdę nie chcieli oddać nam tych terenów a to był zwykły blef lub nawet że takie zdanie w ogóle nie padło. No cóż historia to d***** którą każdy ciągnie w swoją stronę). Marszałek powiedział potem, że za cały ten traktat komuś w Polsce należałoby rozbić głupi łeb i że w tych granicach Polska nie przetrwa nawet jednego pokolenia. Bez komentarza.






17 marca 1921 roku sejm Rzeczypospolitej uchwalił Konstytucję nowo odrodzonego państwa. Polska w jej zapisach miała być Rzeczpospolitą, a władza zwierzchnia należała do narodu. Prezydent - reprezentujący władzę wykonawczą - wybierany był przez Zgromadzenie Narodowe (czyli połączone izby Sejmu i Senatu) na 7-letnią kadencję. Mianował rząd - który politycznie odpowiedzialny był przed Sejmem i był zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, oraz posiadał inicjatywę ustawodawczą. Parlament - w wyniku którego tworzył się rząd - wybierany był w pięcioprzymiotnikowych wyborach na pięcioletnią kadencję i posiadał kontrolę nad władzą wykonawczą. Prezydent mianował również sędziów, którzy w pełnieniu swej funkcji byli w pełni niezależni i podlegali jedynie ustawom tworzonym w Parlamencie. Konstytucja ta pozostawiała wiele do życzenia. W tamtym jednak czasie była spełnieniem marzeń milionów Polaków, wyczekujących Niepodległości, Wolności i Sprawiedliwości w nowej Polsce od pokoleń cierpiących w niewoli zaborów. Teraz wszystko miało być inne, lepsze, sprawiedliwsze, czystsze... Tak, marzenia swoje, a życie swoje i zawsze takie będą Rzeczypospolite, jakie my sami będziemy umieli je stworzyć. Ale Polska była wolna, wreszcie Wolna i Niepodległa, zdolna samodzielnie decydować o swoim losie. To było niesamowite że wreszcie po tylu dekadach, po 123 latach niewoli i 150 latach od czasu pierwszego rozbioru udało się odrodzić tę umęczoną i rozdartą kajdanami Ojczyznę, pokiereszowaną, poprzecinaną ale wreszcie niczym Feniks Zmartwychwstałą. I to było bogactwo na którym można było budować (może trochę nie w temacie ale przypomniał mi się komentarz Skippera z "Pingwinów z Madagaskaru", który stwierdził: "Spójrzcie na Rico, od razu widać że chłopak ma nierówno pod sufitem i to już jest coś, na czym można budować" 🤭😂), to była czysta karta którą można było zapisać i tak się właśnie działo. Ale wielu - w tym oczywiście przede wszystkim komunistom polskim - to państwo się nie podobało. Oni pragnęli państwa sowieckiego, państwa podległego Moskwie i całkowicie od niej zależnego (nawet jeśli osobiście komuniści polscy wierzyli że uda im się zachować jakąś tam niezależność, to wcześniejsze zależności były przez nich całkowicie akceptowane). Czyli powrót do tego co było pod zaborami, z tym tylko że teraz pozwolonoby polskim rabom na łudę niezależności. Dlatego też w moim przekonaniu były to szczury, które bezwzględnie należało zwalczyć, gdyż godziły one w bezpieczeństwo odrodzonego kraju i w marzenia milionów Polaków którzy żyli zarówno w tamtym czasie jak i tych, którzy nie doczekali Niepodległości. Tak więc o działaniach zarówno Policji jak i Wojska przeciwko tej ekspozyturze Moskwy w Polsce opowiem w kolejnych częściach.




CDN.


Po zakończeniu II Wojny Światowej i nastaniu sowieckiej okupacji Polski (oraz dużej części Europy), te szczury wróciły i teraz zajmowały różnego rodzaju funkcje w wojsku, administracji, polityce a przede wszystkim w partii, jednocześnie krwawo mordując i na każdym polu zwalczając wszystkich tych, którzy ośmieliby się mieć inne zdanie:
















CZEŚĆ PAMIĘCI
ŻOŁNIERZOM NIEZŁOMNYM

NASZ DOM, NASZ KRAJ!

JEŚLI ZAPOMNĘ O NICH, 
TO TY BOŻE ZAPOMNIJ O MNIE!





1 MARCA
NARODOWY DZIEŃ PAMIĘCI ŻOŁNIERZY
NIEZŁOMNYCH/WYKLĘTYCH




Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Niezłomnych (zwanych też Wyklętymi), to święto młode, wprowadzone dopiero 15 lutego 2011 r., bo wcześniej nie było po temu "atmosfery politycznej". Przez ponad dwadzieścia lat tzw.: "Wolnej Polski" po 1989 r. nie było "atmosfery politycznej" aby upamiętnić bohaterów walczących o wolność, suwerenność i niepodległość naszej Ojczyzny (tak, o niepodległość również, gdyż co prawda Polska "pojałtańska" była quasi-niepodległym bytem w rozumieniu prawa międzynarodowego, to jednak istniały pewne próby podważenia tego stanu rzeczy, jak choćby powojenne apele pierwszomajowe o... włączenie Polski jako kolejnej republiki sowieckiej do ZSRS). To pokazuje dobitnie jaką Polskę zbudowali nam owi "opozycjoniści" z PRL-u, bardzo często sami wywodzący się z rodzin komunistycznych. Katastrofa i cierpienie narodu - jakie spadło na Polskę w 1939 r. trwało (w mniejszym lub większym natężeniu) przez pięćdziesiąt lat, a potem nastała epoka kłamstwa i nihilizmu "transformacyjnego", która również nie sprzyjała oddaniu czci bohaterom. Te wszystkie głosy: "Myślmy o przyszłości, nie o przeszłości", "Wybierzmy przyszłość" - skutecznie zaciemniały Polakom pole widzenia, a ponieważ po okresie komunistycznej nędzy (wyłączając jedynie lata 70-te, czasy Edwarda Gierka), każdy w kraju chciał się dorobić i żyć "jak na Zachodzie", dlatego też takie hasła padały na podatny grunt. Jednak nie da się skutecznie budować społecznego dobrobytu i nie można myśleć o świetlanej przyszłości kraju, narodu i społeczeństwa, jeśli zapomina się o własnej przeszłości. Jeśli burzy się (jak np. w USA czy Wielkiej Brytanii) pomniki twórców państwa, to na czym chcemy budować przyszłość? I pytanie podstawowe - jaką tę przyszłość chcemy zbudować, skoro odrzucamy przeszłość? 

A Żołnierze Niezłomni byli przecież tacy jak my dzisiaj (oczywiście nie było Netflixów ogłupiających młodzież, feminizmów czyniących z kobiet prawdziwe ludzkie "szmaty" - a jest to stwierdzenie jakim one same się posługują, ekologizmów - sprowadzających człowieka do roli zwierzęcia - czyli bezmyślnej, hodowlanej małpki lub świnki, nie było propagandy gender - wymuszającej wchodzenie przebranych za kobiety mężczyzn do damskich ubikacji lub naszpikowanych testosteronem "kobiet" z dyndającą między nogami "sikawką", mordujących żeński sport). To byli tacy sami młodzi ludzie, jak my dzisiaj. Tak samo chcieli żyć, umawiać na randki, uczyć się, pracować, a ponieważ nie mogli zaakceptować nie tyle samego zniewolenia własnego kraju, ale podłego, wsiąkającego w społeczne tkanki - kłamstwa, przyzwolenia na zbrodnię i wszechobecnej nienawiści (głównie wymierzonej w Kościół Katolicki i wszelkie postawy wolnościowe). Ludziom o duszy nie-niewolniczej życie w takim kraju, w społeczeństwie odgórnie ogłupianym, podporządkowanym i fizycznie eksterminowanym - było nie pod pomyślenia. Dlatego właśnie skazano ich nie tylko na śmierć fizyczną, ale przede wszystkim na śmierć społeczną, moralną, duchową. Naród miał o Nich zapomnieć, miał wyrzec się wszystkiego, co sobą reprezentowali i o co walczyli. Należało sprowadzić ich do ról animalnych, odczłowieczyć, przypiąć nierozerwalną łatkę "faszysty", "bandyty", "burżuja" czy "kułaka" i walczyć z nimi wszelkimi możliwymi sposobami. To dlatego mordowani w okrutny sposób, wcześniej doświadczywszy nieprawdopodobnych wręcz tortur (wyrywanie paznokci, łamanie żeber, wyrywanie palców ze stawów, wydłubywanie oczu, łamanie kości rąk i nóg i bicie, nieustanne bicie), byli potem wrzucani do zbiorowych dołów śmierci i przysypywani ziemią - często w pobliżu wysypisk śmieci. Nie pozwolono im nawet na godny człowieka pochówek, tylko wrzucano ich niczym jakieś kreatury - bo nawet zwierząt tak się nie chowa - do zbiorowych mogił i zakopywano w tajemnicy, aby ludzka pamięć nigdy już ich nie odnalazła. Chcieli ich zabić duchowo i w najlepszym przypadku sprowadzić do roli "faszystów" i "bandytów" o których nie warto nawet wspominać. 
 

 PRZYZNAM SIĘ SZCZERZE, ŻE GDYBYM WTEDY ŻYŁ, BYŁBYM JEDNYM Z TYCH TYSIĘCY BEZIMIENNYCH OFIAR, ZAKOPANYCH W ZBIOROWYCH MOGIŁACH GDZIEŚ PRZY WYSYPISKACH ŚMIECI. MOŻE, GDYBYM MIAŁ DZIECI, TO MYŚLAŁBYM INACZEJ, ALE WTEDY STAJE MI PRZED OCZAMI LIST, JAKI NAPISAŁ, SIEDZĄCY W CELI ŚMIERCI PODPUŁKOWNIK WOJSKA POLSKIEGO ŁUKASZ CIEPLIŃSKI, ZAMORDOWANY 1 MARCA 1951 r. LIST TEN NAPISAŁ DO SWEGO SYNA, A BRZMIAŁ ON TAK:
 
"ANDRZEJKU! WYMODLONY, WYMARZONY I KOCHANY MÓJ SYNKU. PISZĘ DO CIEBIE PO RAZ PIERWSZY I OSTATNI. W TYCH DNIACH BOWIEM MAM BYĆ ZAMORDOWANY. CHCIAŁEM BYĆ TOBIE OJCEM I PRZYJACIELEM. BAWIĆ SIĘ Z TOBĄ I SŁUŻYĆ RADĄ I DOŚWIADCZENIEM W KSZTAŁTOWANIU TWEGO UMYSŁU I CHARAKTERU. NIESTETY OKRUTNY LOS ZABIERA MNIE PRZEDWCZEŚNIE, A CIEBIE ZOSTAWIA SIEROTĄ. DLATEGO PISZĘ I PŁACZĘ. JA ODCHODZĘ - TY ZOSTAJESZ, BY W CZYN WPROWADZAĆ IDEE OJCA. (...) ODBIORĄ MI TYLKO ŻYCIE. A TO NIE NAJWAŻNIEJSZE. CIESZĘ SIĘ, ŻE BĘDĘ ZAMORDOWANY JAKO KATOLIK ZA WIARĘ ŚWIĘTĄ, JAKO POLAK Z POLSKĘ NIEPODLEGŁĄ I SZCZĘŚLIWĄ. JAKO CZŁOWIEK ZA PRAWDĘ I SPRAWIEDLIWOŚĆ.WIERZĘ DZIŚ BARDZIEJ NIŻ KIEDYKOLWIEK, ŻE IDEA CHRYSTUSOWA ZWYCIĘŻY I POLSKA NIEPODLEGŁOŚĆ ODZYSKA, A POHAŃBIONA GODNOŚĆ LUDZKA ZOSTANIE PRZYWRÓCONA. TO MOJA WIARA I MOJE WIELKIE SZCZĘŚCIE. (...) ŻEGNAJ MÓJ UKOCHANY. CAŁUJĘ I DO SERCA TULĘ. (...) OJCIEC"




A oni przecież mieli własne rodziny, żony, dzieci - chcieli żyć jak ludzie, jak my! Ale nie było im to dane, stali się bowiem zwierzyną łowną - i to wbrew sobie samym, gdyż ich walka była od początku skazana na klęskę (oni nie mogli tego wygrać i większość z nich dobrze o tym wiedziała, zaś jedynym "pozytywnym" finałem ich walki mogła być tylko śmierć na polu bitwy, bowiem gdy dostawali się do niewoli, przechodzili przez piekło tortur, tak, że w wieku 20, 30 lat wyglądali jak starcy, nie mogący poruszać się o własnych siłach, z powybijanymi zębami, połamanymi żebrami i... posiwiałą z nadmiaru bólu głową). A przecież oni nie byli szaleńcami którzy godzili się na śmierć, zdając sobie sprawę że tym samym odbierają sobie szansę na życie, na miłość, na młodość, i jednocześnie pogrążają własne dzieci, gdyż jako: "potomkowie bandyty" nie miały one możliwości chodzić do szkoły (a jeśli chodziły to były upokarzane przez nauczycieli i często uczniów), nie miały szans na żadną dobrą pracę i były uznane za "społecznych wyrzutków". W szkołach musiały pisać kłamliwe elaboraty na zadane pytania typu: "Co towarzysz Stalin zrobił dla polskich kobiet?". Co zrobił - w najlepszym razie mordował im mężów a ich samych skazał na los tułaczych wdów, w najgorszym same trafiały do tworzonych na ziemiach polskich przez Sowietów obozów koncentracyjnych, gdzie był bite, męczone, gwałcone i mordowane. Któż więc pozostający przy zdrowych zmysłach chciałby takiej przyszłości dla siebie i swojej rodziny? I nie chcieli tego również Żołnierze Wyklęci, ale... nie mieli wyjścia. Dla nich nie było odwrotu, gdyż ujawnienie się i złożenie broni nic nie dawało, a wręcz przeciwnie - było jeszcze gorszym wyborem, gdyż właśnie wówczas byli oni aresztowani i przesłuchiwani. Przesłuchania trwały godzinami, dniami, tygodniami, podczas których używano na nich całą paletę najwymyślniejszych tortur. Bicie nie było najgorsze, najgorszy był fakt, że tego samego doświadczy żona, a dzieci zostaną odebrane i umieszczone w sierocińcu jako "potomkowie bandytów" poddani przymusowej reedukacji.




A do krwawego rozprawiania się z "bandytami" nawoływali wówczas sławni ludzie kultury i sztuki, pisarze, literaci, prezenterzy radiowi (czyli ówcześni celebryci), jak np. pisarka i pedagog - Janina Broniewska vel. Kunig (żona Władysława Broniewskiego), która na łamach "Rzeczpospolitej" w 1944 r. otwarcie propagowała masowe mordy "niepokornych", pisząc: "Aby wypalić zgangrenowane tkanki w zdrowym, żywym organizmie narodu, trzeba środków nie psychologicznych, a czysto fizycznych. Ci bowiem przestępcy nie mają w ogóle psychiki - są gorsi od zwierząt: zdeprawowało ich do cna przebywanie wewnątrz hitlerowskiego zwierzyńca, gdzie wspólnie szarpali ociekające krwią ofiary". A choćby "Orzeł Biały" (nr. 158/1945) pisał tak, ręką swego redaktora: "Reakcja podniosła łeb. Demokracja jej ten łeb ukręci. Nie po to żołnierz przelewał krew, aby teraz bruździły faszystowskie szakale (...) NSZ-owskie watahy zginą pod naszymi ciosami, jak zginął krzyżacki gad. Podpalacze, gwałciciele i grabieżce nie będą plugawić świętej ziemi". I zaczęły się prześladowania, polowania i tortury jakich nie stosowali nawet niemieccy zbrodniarze. Mordowano ludzi za choćby podejrzenie udzielenia pomocy "bandytom", jak w przypadku Aleksandra Iwanickiego ze wsi Zawieprzyce, który co prawda przeżył obławę w maju 1947 r. ale zamordowana została jego żona. Oto co po latach zeznał: "Dowódca obławy przyskoczył do mnie z pistoletem i przystawił mi lufę do głowy. Wiedziałem, że wystrzeli, widziałem to w jego oczach. Krzyknąłem: Panie! Nie strzelaj pan! Ja dużo wiem! To uratowało mi życie. Ale za cenę życia żony. Stała parę kroków za mną, z rocznym dzieckiem na ręce. Doskoczył do niej, w biegu strzelił jej w głowę. Upadła z tym dzieckiem na ręce. Umierała tylko chwilę, dziecko taplało się w jej krwi. Ja zostałem nieludzko skatowany". Inny przypadek, w osadzie rybackiej Wadąg pod Olsztynem miejscowy oddział NKWD uznał że mieszkańcy przekazali im zbyt małą liczbę ryb. W akcie zemsty zamordowano Stanisława i Stefanię Trąbalów oraz ich 10-letniego syna. Przed śmiercią cała rodzina była nieludzko torturowana (dziecku odrąbano ręce, a rodzicom rozpruto brzuchy). Miało to miejsce w sierpniu 1945 r. 2 maja 1946 r. Urząd Bezpieczeństwa przeprowadził pacyfikację wsi Wąwolnica - żywcem spalono dwóch mężczyzn, innych okrutnie poraniono ogniem. Łącznie spalono 101 domów, 106 stodół, 121 obór, 120 chlewów. Takie "akcje oczyszczające" (jak je nazywano w partyjnej i ubeckiej nowomowie) przeprowadzane były na terenie całej "pojałtańskiej" Polski.




Mimo to okazało się że "towarzysze radzieccy" nie są wcale zadowoleni z wyników tych "operacji". Podczas wizyty I sekretarza Polskiej Partii Robotniczej - Władysława Gomułki w Moskwie w czerwcu 1945 r. szef Wydziału Informacji Międzynarodowej KC WKP(b) - Georgij Dymitrow, zapytał Gomułki: "Wy jesteście przeciw przymusowemu wprowadzaniu kołchozów. A jak ktoś zechce?", na co ten odparł: "U nas (...) są takie miejscowości, gdzie nasze organizacje partyjne są bardzo silnie sterroryzowane", a Dymitrow na to: "To znaczy, że nie daliście im mocno po mordzie. Jesteście przecież partią rządzącą (...) Trzeba czyścić (...) Trzeba walczyć z reakcją", Gomułka odparł: "Walczyliśmy z reakcją w czasie okupacji i walczymy z nią bezlitośnie teraz (...) Na obóz koncentracyjny, na szerokie aresztowania wśród ludności nie poszliśmy", a Dymitrow: "To racja, bez obozu koncentracyjnego nie obędzie się!". A oto kilka jeszcze relacji z "przesłuchań" stosowanych w ramach owego "czyszczenia". Raport podziemia antykomunistycznego podawał jeszcze w maju 1945 r.: "W białostockim więzieniu NKWD wraz z przedstawicielami Urzędu Bezpieczeństwa stosuje się niesłychanie bestialskie badania aresztowanych żołnierzy Armii Krajowej. Tortury przewyższają okrucieństwo gestapowców. Na przykład badanemu wyciąga się szczypcami język i od spodu przypala się ogniem benzyny. Badany przeważnie umiera na zakażenie". Albo raport zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość" z lutego 1946 r.: "Sale i piwnice Urzędu Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej w Kraśniku są przepełnione, wszystkim stawia się zarzut posiadania broni (...) Aresztowanego kładą na ławie, na nim siada dwóch z UB lub bolszewików, jeden siada na głowie, drugi na plecach, trzeci bije laską w pięty. Przeciętna ilość razów w pięty wynosi tysiąc. Po takim badaniu (...) nie może chodzić ani stać, bo ma kości w piętach rozbite. (...) Aresztowani w Puławach znajdują się w straszliwych warunkach. (...) Metody badań bardzo okrutne, jak gniecenie rąk w prasie lub między drzwiami, bicie gumami w gołe stopy (...) okręcanie rąk przewodnikiem elektrycznym i puszczanie prądu wysokiego napięcia dotąd, aż badanemu zacznie płynąć krew z ust i nosa".

A oto relacja Janiny Matusiak, aresztowanej przez Urząd Bezpieczeństwa w październiku 1950 r. za pomoc udzieloną podziemiu antykomunistycznemu i przewiezioną na przesłuchanie do Suwałk: "Byłam bita w nieludzki sposób przez trzech funkcjonariuszy - oficerów, bito mnie przez całą noc na zmianę, kiedy zobaczyli, że ciało moje jest na pośladkach pocięte, to wówczas kładli namoczoną szmatę na ciało i bili nadal (...) trwało to całą noc (...) przychodził lekarz i obcinał postrzępione ciało ze skórą, ciało było jak galareta i samo odpadało (...) byłam w trzecim miesiącu ciąży, o czym wiedzieli funkcjonariusze UB, którzy mnie bili, i jeszcze mówili, że lepiej będzie, jak poronisz, niż ma się urodzić bandyta (...) dziecko po urodzeniu było słabe i według lekarzy miało braki kości na plecach, co zresztą było widać gołym okiem, i nie wydawało odgłosu niemowlęcia i mimo opieki lekarskiej dziecko zmarło po dwóch tygodniach". Początkowo można było mieć nadzieję że po zakończeniu wojny prześladowania oraz terror się skończą i jak jak pisał Antoni Heda "Szary" dowódca Armii Krajowej na Kielecczyźnie: "Do momentu aresztowania komendanta Okulickiego, czyli do marca 1945 r., nie prowadziliśmy właściwie żadnych akcji przeciwko "czerwonym". Wyjątkiem były sprawy szpicli. Teraz już nie było wątpliwości, że nie możemy pozostać obojętni wobec rozgrywających się wypadków (...) W miesiącach kwiecień - maj zapełniły się więzienia (...) Polując na mnie - UB aresztowało 8 maja moich trzech braci (...) oraz dwóch szwagrów. Przeszli okropne tortury - niejako za mnie. Braci Stanisława i Jana oraz szwagra Stanisława zamordowano w ciągu kilku tygodni. (...) Na taką serię okrucieństw trzeba było zareagować tak, jak to czyniłem za okupacji niemieckiej: rozbijaniem więzień i uwalnianiem aresztowanych i skazanych". Zresztą nie było innego wyjścia, a sami komuniści mówili otwarcie: "Nikt z wami pieścił się nie będzie, za najlżejsze przewinienie będziemy karać tak, że portki będą z was spadać same, zęby wylecą i przeklniecie godzinę, w której żeście się urodzili. Pamiętajcie, że jesteście zbrodniarzami i tak też będziecie traktowani. Polsce Ludowej nie jesteście potrzebni. Nie będziemy was oszczędzać". Nic dziwnego że rodziła się nienawiść, a z nią chęć pomszczenia zbrodni i ukarania sprawców, jak mówił Józef Kolasa "Powicher" z oddziału porucznika "Ognia" (Józefa Kurasia) z Podhala: "Przez miesiąc ich znienawidziłem. Raz na zawsze. Zobaczyłem, co to za ludzie. Bili mnie, kopali, poniżali, poniewierali (...) Zapalone papierosy do nosa mi pchali. Tak Polacy Polakom robili".

 


I zrodził się nowy, antykomunistyczny a tak naprawdę wolnościowy ruch konspiracyjny - zwany też niekiedy Drugą Konspiracją (w odróżnieniu od tej z czasów wojny i niemieckiej okupacji). Powstało wiele małych organizacji (doliczono się ok. 1000), często o zasięgu zaledwie lokalnym, skupiających głównie młodzież, choć istniało też kilka większych organizacji, jak choćby Wielkopolska Samodzielna Grupa Ochotnicza "Warta" podpułkownika Andrzeja Rzewuskiego "Przemysława" (jego rejon działania to głównie Wielkopolska, lecz już na jesieni 1945 r. organizacja ta, wbrew dowódcy, została zmuszona przez władze WiN-u do samorozwiązania), Konspiracyjne Wojsko Polskie kapitana Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca" (rejon działania centralna i zachodnia Polska, ostatnie oddziały KWP zostały rozbite dopiero w 1954 r.), Armia Krajowa Obywatelska podpułkownika Władysława Liniarskiego "Mścisława" (rejon działania północne Kresy Wschodnie, głównie Wileńszczyzna i Białostocczyzna. To właśnie AKO podporządkowała się sławna 5 Wileńska Brygada Armii Krajowej majora Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki", w skład której wchodziła chociażby sanitariuszka Danuta Siedzikówna "Inka" zamordowana przez Urząd Bezpieczeństwa w sierpniu 1946 r., nie miała wówczas nawet 18 lat. Przed śmiercią wypowiedziała swe słynne słowa: "Powiedzcie babci, że zachowałam się jak trzeba". Nigdy nie powstała jedna scentralizowana antykomunistyczna organizacja (podobnie zresztą jak nie istniała taka podczas wojny, Armia Krajowa była co prawda największą i najliczniejszą organizacją konspiracyjną w kraju, ale przecież wcale nie jedyną). Uniemożliwiły to również ogłaszane co jakiś czas przez władze komunistyczne amnestie. Duża część walczących w konspiracji z nowym, tym razem komunistycznym najeźdźcą - zaufała im i ujawniła się. Większość z nich skończyła potem zamordowana w katowniach UB i Informacji Wojskowej (dlatego też major Hieronim Dekutowski "Zapora", na propozycję amnesti i ujawnienia się żołnierzy podziemia niepodległościowego, odparł: "Amnestia to jest dla złodziei, a my to jesteśmy Wojsko Polskie". Podobnie zareagował major Zygmunt Szendzielarz "Łupaszko" który na propozycje spotkania się z ministrem bezpieczeństwa publicznego - Stanisławem Radkiewiczem i omówienia warunków złożenia broni, odrzekł: "Panie ministrze, możemy się spotkać pod jednym warunkiem - kiedy pan będzie wisiał na sośnie, to ja pod nią przyjdę").




Niestety, walka Niezłomnych z zalewającą kraj komunistyczną nawałą była nierówna i z góry skazana na klęskę (to nie zbrodniarza Radkiewicza powieszono, a zamordowano właśnie Łupaszkę). Kraj był zmęczony pięcioletnią wojną i krwawą okupacją, totalnie zniszczony i ograbiony, Warszawa leżała w gruzach, ludzie byli już zmęczeni dalszą walką i każdy chciał wreszcie zaznać radości z zakończenia wojny, takiej samej radości jak na Zachodzie Europy, jak w USA. Jednak dla dla nas wojna się nie skończyła, a jednego, brunatnego bandytę zastąpił drugi czerwony bandyta. Nikt też na Zachodzie nie przyszedł z pomocą tym walczącym samotnie i samotnie umierającym za wolność ludziom. Każdy się cieszył z pokonania Hitlera, zapominając że wojnę wywołały dwa zbrodnicze totalitaryzmy, a totalitaryzm sowiecki był znacznie gorszy od nazistowskiego i właśnie święcił triumf.




 Za naszą krew za walkę z Hitlerem od pierwszego dnia wojny, za odwagę i bohaterstwo polskiego żołnierza, za Bitwę o Anglię, za walkę w obronie Francji, za wyzwolenie Belgii i Holandii, za zatopienie "Bismarcka", za złamanie szyfrów Enigmy, za zdobycie planów i miejsc stacjonowania śmiercionośnych niemieckich broni V-1 i V-2 (które wywiad Armii Krajowej przesłał do Londynu), za bitwę o Monte Cassino, której to twierdzy nie potrafili zdobyć ani Kanadyjczycy, ani Brytyjczycy, ani Francuzi ani Amerykanie, zdobyli ją dopiero Polacy z 2 Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa (a konkretnie z 5 Kresowej Dywizji Piechoty w skład której wchodził sławny miś "Wojtek", który wnosił na szczyt wzgórza amunicję dla żołnierzy - notabene nie był to pierwszy żołnierz-niedźwiedź w Wojsku Polskim, gdyż w latach 1918-1919 służyła też niedźwiedzica polarna o imieniu Basia, a ponieważ pochodziła z Murmańska w Rosji, zwano ją "Baśką Murmańską". W czasie defilady w Warszawie w 1919 r. przeszła na dwóch łapach i zasalutowała przed Józefem Piłsudskim wzbudzając powszechne zainteresowanie). 




Za to wszystko po wojnie sprzedano nas Sowietom, Stalinowi, na zniewolenie i na śmierć. Dlatego pamięć o Żołnierzach Niezłomnych trwać musi i żyć w narodzie - jeśli ten chce jeszcze narodem być, a nie jakąś papką nie znającą swoich korzeni i nie wiedzącą dokąd zmierza przez wichry czasu ku przyszłości. Jak pisał bowiem Stefan Korboński (członek władz przedwojennego Polskiego Stronnictwa Ludowego):
 

"Po niezliczonych polskich lasach błąkają się niedobitki zbrojnych oddziałów, z orłami na czapkach, z ryngrafami na piersiach, nie pogodzone z przegraną, walczące z zaciętymi zębami o głodzie i chłodzie już tylko dla honoru, dla protestu, bez nadziei na zwycięstwo, same i opuszczone"
 
 
Warto też przypomnieć o co walczyli Niezłomni. Oto słowa Władysława Łukasika, dowódcy 6 Brygady Wileńskiej:
 
 
"Nie obchodzą nas partie, te czy owe programy. My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski - polskiej! (...) Tak jak walczyliśmy w lasach Wileńszczyzny czy na gruzach kochanej stolicy - Warszawy - z Niemcami, by świętej Ojczyźnie zerwać pęta niewoli, tak dziś do ostatniego legniemy, by wyrzucić precz z naszej Ojczyzny Sowietów. Święcie będziemy stać na straży wolności i suwerenności Polski i nie wyjdziemy dotąd z lasu, dopóki choć jeden Sowiet będzie deptał polską ziemię"  
 



Ostatni Żołnierz Miezłomny - Józef Franczak ps: "Lalek", zamordowany został w październiku 1963 r. Osiemnaście lat po zakończeniu II Wojny Światowej.


OSTATNI NABÓJ - ZOSTAŁEM TU SAM



W tym samym czasie na Zachodzie ludzie ekscytowali się geniuszem muzycznym Elvisa Presleya, Bitlesów, The Rolling Stones, Mari Laforêt czy Juliette Gréco, a u nas (i w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej) lała się krew.





"Mówi się że nadzieja umiera ostatnia, ale co zrobić gdy ona już dawno umarła, a my wciąż żyjemy!?"




28 lutego 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. XXXVIII

WSZECHŚWIAT
PO ZAKOŃCZENIU
III WOJNY Z GADAMI
Cz. II


SOJUSZ CENTAUROSA
CZYLI 
CYWILIZACJA 
ALPHA CENTAURI




Jedną z ciekawszych (i bardzo nam przyjaznych) ras ludzkich we Wszechświecie, są właśnie Centaurianie. Wiadomości na ich temat są jednak równie skąpe (a nawet bardziej), co w przypadku Andromedan. Jest to rasa która (podobnie jak Lirianie, Weganie, Plejadianie, dawni Rigelianie, Procjanie i Malonianie) jest najbardziej z wyglądu zbliżona do Ziemian. Ich pierwotnym światem była konstelacja Liry, a najbliżej spokrewnieni są z Rigelianami i Procjanami (których opisałem w poprzedniej części). Jest to rasa usposobiona nad wyraz pokojowo, która wyrzekła się wszelkiej formy przemocy i konfrontacji zbrojnej. Ich SOJUSZ CENTAUROSA (grupujący kilkadziesiąt planet tego układu), który co prawda wchodzi w skład Federacji Galaktycznej, utrzymuje jednocześnie ożywione stosunki z niektórymi rasami Reptilian (niewielka część Gadoidów osiedliła się nawet w ich galaktyce). Najważniejszą planetą (i jednocześnie stolicą) w układzie słonecznym Alpha Centauri, jest - HADAR. Centaurianie składają się z rasy białej. Ich system rządów przypomina luźną teokrację, opartą na szacunku i zrównoważonym rozwoju. Na planetach w systemie Alpha Centauri (głównie na Hadar) jest bardzo wiele sanktuariów, które pełnią rolę zarówno religijno-duchową jak i polityczno-społeczną.

Założycielem tego społeczeństwa był Lirianin o imieniu - AKON, a stało się to już po zakończeniu III Wielkiej Wojny Galaktycznej (ok. 1 100 000 lat temu), w ramach (zleconej przez Federację) tzw.: III Wielkiej Kolonizacji Wszechświata. Centaurianie często odwiedzają naszą planetę i wspierają wszelkie ruchy pacyfistyczne, promowanie wolności i praw człowieka na Ziemi. Nie posiadam żadnych bardziej rozbudowanych informacji na temat tej galaktycznej ludzkiej rasy, poza tym co już opisałem.



CYWILIZACJA 
SYRIUSZA




Galaktyka Syriusza (zwana przez starożytnych Egipcjan "Psią Gwiazdą"), jest systemem trynitarnym, co oznacza że składa się z trzech niezależnych od siebie gwiazd, posiadających bardzo blisko swe orbity. Jest to Syriusz A, B i C. O cywilizacji Syriusza, katastrofie Syriusza B i ewakuacji ludzkości z tamtej galaktyki w inne rejony Wszechświata (głównie do systemu gwiezdnego Plejad) m.in.: przez krążownik floty liriańskiej: Pelegai, pisałem już w poprzednich częściach tej serii. Nie wyczerpałem jednak tego tematu, a kilka nowych informacji pojawiło się już po zakończeniu opowieści o galaktyce Syriusza. Ciekawostką jest chociażby to, że planeta Nibiru została przekształcona w bojową jednostkę Federacji Galaktycznej właśnie w systemie Syriusza, gdyż wcześniej była to jedna z okolicznych (bezludnych) planet, krążących wokół gwiazdy Syriusza C. Syriusz B został zniszczony przez Reptilian w wyniku I Wielkiej Wojny Galaktycznej (ok. 750 000 000 lat temu), co spowodowało zmianę orbity wielu planet tego systemu, a niektóre (jak chociażby Tiamat - planeta z której narodziła się Ziemia), wyrzucone zostały w przestrzeń kosmiczną. Życie przetrwało więc jedynie w systemie Syriusza A (Syriusz C eksplodował jeszcze wcześniej ok. 4 500 000 000 lat temu), zmieniając się w supernową. 

Jak wyglądają mieszkańcy Syriusza (A), jakiego języka używają, do kogo są najbardziej podobni. Nim odpowiem na te pytania, pragnę zauważyć że obecnie system gwiezdny Syriusza (A) jest stolicą całej Federacji Galaktycznej, gdyż mieści się tam (przeniesiona po zniszczeniu liriańskiego Avyonu), najwyższa Rada Federacji. Syrianie są rasą bardzo przyjazną Ziemianom (szczególnie linii rodowej Adama i Ewy). Posługują się językiem Katayy, a siebie samych nazywają - SA.AM.I. Są oni jednocześnie (prócz może Plejadian, Andromedan i Procjan) rasą najbardziej wrogo nastawioną do Reptilian. Syrianie są rasą białą, tzw.: "aryjską". Mężczyźni i kobiety mają najczęściej włosy koloru "złotego" (jasnego), ciemnego lub czerwonego i są dobrze zbudowani. Robert Morning (który ponoć miał z nimi kontakt), opisuje Syrian jako: "Wysokich, dobrze zbudowanych mężczyzn o szerokich piersiach, dużych i potężnych pośladkach, silnych udach i grubych łydkach", kobiety zaś miały duże piersi. Mają grube i silne nadgarstki i ręce (choć o wiele krótsze palce niż np. Gadoidy). Mają szerokie nosy, duże czoła i małe uszy. Lubują się też (zarówno kobiety jak i mężczyźni) w posiadaniu długich i bujnych włosów. Mężczyźni dodatkowo noszą brody. Są wysocy, szybcy i niezwykle wytrzymali na zmienne warunki atmosferyczne. Z tego co opisuje Robert Morning, przypominają... krasnoludów, z tym tylko że w przeciwieństwie do tamtych - są o wiele wyżsi. To co opisuje Morning częściowo pokrywa się z niektórymi sumeryjskimi tabliczkami, które przedstawiają wysokich przedstawicieli "Psiej Gwiazdy" o gęstych brodach i bujnych włosach.


GIMLI - Z "WŁADCY PIERŚCIENI"
WEDŁUG ROBERTA MORNINGA KLASYCZNY PRZYKŁAD MĘŻCZYZNY 
Z SYSTEMU GWIEZDNEGO SYRIUSZA (A)



Syrianie od maleńkości przysposabiani są do walki i obrony przed niespodziewanym atakiem (w czasie III Wojny Galaktycznej zostali zaskoczeni niespodziewanym atakiem Gadów i nie udało im się obronić suwerenności ich świata. Musieli podjąć - podobnie jak potem opisywani przeze mnie wcześniej Procjanie - walkę partyzancką, do czasu aż Plejadianie, Andromedanie i inne galaktyczne ludy nie uwolniły ich z reptiliańskiej okupacji. Do dziś jest to dla nich powód do hańby). Do walki szkoleni są zarówno mężczyźni jak i kobiety. Mężczyzna, aby zdobyć kobietę, musi najpierw pokonać ją w walce. Jeśli mu się to uda, kobieta musi mu ulec. W ten sposób mężczyźni mogą posiadać całe haremy zapełnione pokonanymi przez siebie w walce kobietami. Jeśli mu się to jednak nie uda - okrywa się hańbą i aby ją zmyć, musi wykazać się męstwem w innej walce. Śmierć na polu walki jest dla nich powodem do chwały i dumy (pomimo tego wyznają wiarę w reinkarnację duszy). Syrianie wielokrotnie odwiedzali Ziemię i "zaszczepiali" nam swoje tradycje, kulturę, zwyczaje i religię. Syrianie nie pochodzą bezpośrednio z Liry. Ich początki wiążą się raczej z Wegą (Weganie to też dawni koloniści z Liry, którzy zbuntowali się przeciw władzy swej "Macierzy" i podjęli z nią krótkotrwałą walkę, którą opisałem w jednym z wcześniejszych tematów tego cyklu. Zjednoczył te ludy dopiero król Liry Pelagon i od tego czasu panuje pomiędzy nimi przyjaźń. Wspierają się również w samej Radzie Federacji Galaktycznej).

Ustrojem politycznym Syrian jest monarchia. Władza (z małymi wyjątkami) dziedziczona jest jedynie w linii męskiej. Syrianie w codziennych kontaktach używają między sobą określeń: "Bracie" - "Siostro", jako przykład jedności ich społeczeństwa. Gdy ok. 500 000 lat temu Imperium Oriona po raz pierwszy od zakończenia III Wielkiej Wojny Galaktycznej (czyli od ok. 1 240 000 lat temu), zaatakowało trzy planety w systemie gwiezdnym Liry (zabijając 50 milionów mężczyzn i kobiet z tych światów a kolejne kilkadziesiąt milionów uprowadzając w niewolę), Rada Federacji z Syriusza (A) radziła nad możliwością wypowiedzenia Gadom wojny. Za wojną opiniowali Plejadianie, Andromedanie i Syrianie, lecz niezgoda wśród samych członków tej koalicji (głównie na linii Plajady-Andromeda), podsycane zresztą przez samych Reptilian, uniemożliwiły podjecie kroków militarnych. Wymuszono jednak na Orionidach opuszczenie zajętych planet i uwolnienie wziętych do niewoli Lirian (którzy następnie osiedlili się w Plejadach i w galaktyce Andromedy).




Ok. 250 000 lat temu Orionidzi (mający całkowite wsparcie Gadów z Alpha Draconis), opanowali (w sposób pokojowy, który opisałem w poprzedniej części) planetę Rigel, tworząc z Rigelian swych niewolników. Sto tysięcy lat później Gady z Oriona zdobyły Procjon (ok. 150 000 r. p.n.e.), zmuszając wielu tamtejszych mieszkańców do ucieczki z planety (w tym m.in.: ród Odyna). I wówczas także w Radzie Federacji to właśnie Syrianie najbardziej optowali za rozpoczęciem wojny w obronie Procjona. Federacja nie mogła jednak podjąć kroków wojennych, gdyż na Procjon "zaprosili" Orionidów (kontrolowani przez nich) przywódcy tej planety. Lecz dzięki właśnie Plejadianom i Syrianom, Federacja udzieliła nieoficjalnego wsparcia Odynowi, który potem wyzwolił planetę. Po klęsce Gadów i wyparciu ich z Procjona, w całej galaktyce Oriona doszło do buntu i poważnych zmian politycznych. Dinoidy z Oriona zrzuciły zależność od Reptoidów z Alpha Draconis, co spowodowało wybuch wojny domowej pomiędzy tymi dwiema gadzimi rasami. W ten konflikt wmieszali się zarówno Plejadianie jak i Syrianie, dążąc do jak największego osłabienia zarówno Orionidów jak i Drakonów.

Teraz jeszcze chciałbym się skupić na czymś innym. Mianowicie w poprzednich częściach na temat Plejadian napisałem, że rasa ta (szczególnie nam bliska) jednocześnie nas chroni przed zagrożeniami, jakie mogłyby nas spotkać z głębi kosmosu (jesteśmy bowiem jeszcze na poziomie rozwoju małych 6-7-letnich dzieci i nie potrafilibyśmy ani skutecznie się sami obronić, ani też... nawet pojąć zagrożenia, jakie tam, w głębi Wszechświata na nas czyha). Powtórzę tu przekaz Plejadian z lipca-października 1975 r.:


"Musicie zrozumieć, że jest wiele ras we Wszechświecie, które tylko czekają by Was zniszczyć!

Te istoty są równie barbarzyńskie i okrutne jak Wy.

Zniszczyły już wiele światów - ich ludność uprowadziły w niewolę.

Teraz zapragnęli zdobyć Wasz świat.

Możemy Was chronić tylko tak długo, póki trzymacie się swojej Galaktyki.

Jeśli ją przekroczycie - musicie przygotować się na to, co Was tam czeka

Musicie być gotowi do walki - inaczej zginiecie!"


Wówczas w moim tekście opisałem jedynie Plejadian, którzy (z racji pochodzenia) mają do nas wyjątkową "słabość". W wyżej przytoczonym przekazie mowa jest o "barbarzyńskich" i "okrutnych" rasach, takich jak my. Czy odnosi się to do Reptilan? Wydaje się że właśnie przede wszystkim do nich, gdyż zarówno Drakonianie jak i Orionidzi nie zrezygnowali nigdy z podporządkowania sobie naszej planety (ten konflikt o Ziemię pomiędzy Galaktyczną Ludzkością a Gadoidami trwa od co najmniej czasów dinozaurów). Dlatego też Federacja Galaktyczna (pod przewodnictwem Plejadian) otoczyła Ziemię "blokadą", założoną gdzieś w rejonie orbity Neptuna. Tej blokady nie mogą przekroczyć ani Reptilianie (nie dotyczy to oczywiście pojedynczych przypadków reptiliańskiej obecności na Ziemi, do których wciąż dochodzi, a poza tym musimy pamiętać że my tutaj mamy naszych "rodzimych", ziemskich Reptilian, którzy co prawda nie są nam oficjalnie wrodzy, ale Ziemię uważają za swój świat, a nas - niestety zgodnie z prawdą - za przybyszy a nawet okupantów. Mimo to chcą po prostu przetrwać, chociaż wiele ich podziemnych miast już zostało zniszczonych przez ludzkie rządy, głównie USA), ani jakakolwiek inna, nieprzyjazna nam rasa galaktyczna (jak choćby nie opisane jeszcze przeze mnie - Insektoidy, chociaż tam też jest różny stosunek do nas, Ziemian. Najbardziej przyjaźni nam są Modliszkowcy - którzy z wyglądu są odrażający {chociaż my dla nich też jesteśmy brzydalami} i wydawałoby się że realnie stanowią dla nas zagrożenie. Tak jednak nie jest, a największym zagrożeniem są Larwy, ale o tym jeszcze opowiem). Założenie jest następujące, póki Ludzkość na Ziemi nie dojdzie do poziomu, który umożliwi nam podróże międzygwiezdne, ta "blokada" będzie utrzymywana. Potem zniknie, a my będziemy wówczas musieli przygotować się na najgorsze, łącznie z inwazją Reptilian, Insektoidów, czy innych wrogich nam galaktycznych ras.

 

CYWILIZACJA 
CAPELLA




Planeta CAPELLA ma tak przedziwną strukturę geologiczno-atmosferyczną, że pierwsi koloniści z Liry którzy się tutaj osiedlili (jeszcze przed wybuchem I Wielkiej Wojny Galaktycznej) z biegiem lat zaczęli powoli zmieniać kolor swej skóry. Lira jest kolebką Galaktycznej Ludzkości (w tym poprzez geny - także rasy Adama i Ewy). Skóra Lirian zaś jest koloru białego. Pierwsi osiedleńcy którzy przybyli na Capellę, byli więc Białymi Lirianami. Po pewnym czasie jednak ich skóra zaczęła przybierać zupełnie inny odcień - stawiali się... bardziej błękitni (a raczej błękitno-biali). Takie zmiany występowały zawsze tam, gdzie struktura planety (szczególnie posiadanie lub brak osłony firmamentu wodnego - nawet w jego szczątkowej formie) powodowała zmiany koloru skóry danych mieszkańców. I tak Weganie (pierwsi koloniści z Liry) po zasiedleniu Wegi, zaczęli zmieniać kolor swej skóry na ciemniejszy (nie był to jednak kolor czarny, raczej "ciemno-biały"). Podobnie mieszkańcy Capelli zaczęli zmieniać kolor skóry i potomkowie pierwszych kolonistów, a już szczególnie potomkowie potomków tamtych - byli już błękitno-białego koloru skóry. 

Pierwsi koloniści z Liry po zasiedleniu Capelli, w przeciągu kilku następnych pokoleń cofnęli się w swym naturalnym rozwoju i wrócili do czasów pierwotnych (nieustanna ewolucja i nieustanna dewolucja jest naturalną formą rozwoju i zastoju wszystkich cywilizacji we Wszechświecie). Zapomniano o liriańskiej technice i myśli naukowej, zapomniano o Federacji Liriańskiej i całkowicie odizolowano się od związków z innymi światami, rasami i galaktykami. Lirianie z Capelli nadali sobie nową nazwę - NEKH i podzielili się na kilkadziesiąt plemion, wzajemnie walczących o przywództwo nad planetą. Rozpoczęła się era wojen zdobywczych. Z czasem z plemion wytworzyły się pierwsze państwa, potem zaś powstały pierwsze imperia . Jedne państwa upadały, inne wzrastały, tworząc swoje dominia. Wreszcie istniejące mocarstwa doszły ze sobą do porozumienia i zamiast walczyć, postanowiły się zjednoczyć. Powstało jedno superpaństwo, z jedną flagą i jedną armią (choć dawne państwa utrzymały status samowładnych jednostek lokalnych). Wraz z rozwojem politycznym i zjednoczeniem planety, szedł rozwój społeczny i technologiczny. Capellanie zaczęli ponownie odkrywać Wszechświat, rozpoczynając "pierwsze" podróże międzygwiezdne i zawiązując "pierwsze" kontakty z mieszkańcami innych światów. Ustrojem politycznym na Capelli - pozostała jednak monarchia, która objęła teraz swym zasięgiem całą planetę, a król, stał się panem i władcą wszystkich mieszkańców tego świata.




Nim jeszcze wybuchła I Wielka Wojna Galaktyczna, Capellanie na nowo odkrywali uroki podróży gwiezdnych, odkrywając inne światy i kolonizując je (przede wszystkim te jeszcze nie zasiedlone). Te zaś światy, które były już zasiedlone, starali się pozyskać umowami handlowymi i przyjaznymi gestami, jednocześnie instalując tam swoje bazy. Z czasem okazało się, że Capellanie, służący na owych planetach jako ich "ochrona", bardzo szybko przemienili się w okupantów. Szczególnie gdy niezadowolone społeczeństwa rozpoczynały pierwsze bunty przeciwko istnieniu obcych baz wojskowych. Bunty te z reguły były krwawo tłumione, a lokalne władze w coraz większy sposób uzależniane od władcy Capelli. Ale wówczas doszło do katastrofy. Niespodziewane ataki Gadów i wybuch I Wojny Galaktycznej spowodował pierwsze klęski i ucieczkę Capellan z zajmowanych wcześniej światów. Odtąd capellańskie rządy (choć uciążliwe i wymagające pewnych określonych danin od lokalnych społeczeństw) ustąpiły miejsca reptiliańskiemu najazdowi i brutalnej okupacji tych terenów. W wyniku wojny capellańskie Imperium, utraciło wszystkie kontrolowane przez siebie światy, a sama Capella została zagrożona reptiliańskim najazdem i jedynie zakończenie wojny uratowało Capellan od losu, jakim niegdyś obdarzali innych.

I Wielka Wojna Galaktyczna była dla mieszkańców tego świata prawdziwym wstrząsem. Zginęła ponad połowa całej męskiej populacji planety (w walkach toczonych przez Federację Liriańską z Imperium Anchara), a pozycja króla uległa znacznemu osłabieniu. Postanowiono więc dokonać rewolucyjnego kroku. Mianowicie dopuszczono do udziału w armii capellańskie kobiety, które dotąd tego prawa nie posiadały. Sam król (z powodu poważnego ubytku mężczyzn), otoczył się ochroną złożoną z samych kobiet. Po zakończeniu walk, w czasie gdy rodziła się Federacja Galaktyczna i rozpoczynano Wielką Kolonizację Wszechświata, Capellanie postanowili odzyskać utracone kolonie. Rozpoczęto więc wojny zdobywcze i odbudowę dawnego Imperium i wkrótce opanowali prawie cały IX sektor Galaktyki. Wreszcie Federacja Galaktyczna, zaniepokojona zbrojnymi zapędami Capellan - nakazała im zaprzestanie dalszych podbojów. Władcy planety nie zamierzali ryzykować interwencji zbrojnej zjednoczonej Federacji i przystali na warunki ultimatum. Mimo wszystko osiągnęli swój cel - nie tylko odbudowali dawne Imperium, lecz znacznie je rozszerzyli. Gdy wybuchła II Wielka Wojna z Gadami, Capellanie byli jednym z kluczowych członków Federacji, zaangażowanym w walki z Reptilianami (głównie chodziło im o ochronę swych kolonii i ich utrzymanie). Choć na początku wojny ponieśli kilka klęsk, to jednak utrzymali swą władzę nad wieloma koloniami.




Pomimo zawarcia "Zbrojnego Pokoju" pomiędzy Federacją a Sojuszem Anchara i utrzymaniu stabilności Imperium, Capellanie ponieśli bardzo dotkliwe straty. Zmieniła się również struktura społeczna tego świata. Ponieważ to głownie mężczyźni walczyli i ginęli na frontach II Wielkiej Wojny Galaktycznej (kobiety, choć otrzymały prawo służby wojskowej, nie były kierowane do bezpośrednich walk), ich ubytek okazał się największy. W tym też czasie (zaraz po zakończeniu II Wojny Galaktycznej) doszło na Capelli do zamachu stanu. Kobiety, które pełniły straż osobistej ochrony władcy planety, zamordowały ostatniego króla (najprawdopodobniej z inspiracji jego żony) i ogłosiły jego małżonkę - królową. Nim jednak to nastąpiło, królowa wytoczyła proces dawnym stronnikom jej męża i oskarżyła ich o zabójstwo. Wszystkich skazano na śmierć. Władza kobiety na tronie Capelli była jednak precedensem, nigdy wcześniej bowiem żadna kobieta nie posiadała takiej władzy, dlatego też - aby uspokoić społeczeństwo - żona zamordowanego króla ogłosiła że zasiada na tronie jedynie tymczasowo, do czasu wyboru nowego - męskiego monarchy. Wkrótce jednak okazało się że potencjalni kandydaci do tytułu, bardzo szybko, w niewyjaśniony sposób tracili życie. Z czasem mieszkańcy planety zaakceptowali władzę pierwszej królowej.

Na tym jednak nie poprzestano. Bardzo szybko mężczyźni zaczęli tracić władzę, również w podbitych koloniach Imperium Capelliańskiego, a zastępowały ich, mianowane przez królową - Administratorki. Szybko też zmieniono prawo, dając pierwszeństwo do korony i władzy nad Imperium - córkom a nie synom buntowniczej monarchini. Dokonana została zmiana społeczna, polegająca na zdobyciu władzy politycznej przez kobiety (mężczyźni jednak nadal tworzyli trzon armii Imperium, z tym tylko że odtąd dowodziły nimi kobiety). Zmieniono nawet nazwę społeczeństwa z NEKH na NEKH-T, gdzie końcówka "T" była żeńskim przyrostkiem. Doszło co prawda do lokalnych buntów na kontrolowanych przez Cepellian planetach, ożywionych nadzieją odzyskania niepodległości w przypadku utraty władzy przez królów, lecz wszystkie te bunty były bardzo szybko tłumione przez armię. Zresztą po zamachu stanu Capellanie wycofali się ze struktur Federacji Galaktycznej i nawiązali ściślejsze - przyjazne kontakty z Imperium Oriona (Gady). Wkrótce pierwsze Gadoidy zaczęły przybywać na Capellę i zawiązano współpracę polityczną i handlową. Szybko jednak okazało się, że Orionidom chodzi o coś zupełnie innego. Gdy więc wysłali (ok. 1 320 000 lat temu) trzy wielkie meteoryty które zniszczyły ziemską cywilizację Hyperborei, wenusiańską cywilizację Noborin i cywilizację marsjańską, rozpoczynając nową - III Wielką Wojnę Galaktyczną, bardzo szybko opanowali i rozbroili "kobiecą" straż królowej, dokonując zbrojnego desantu na Capellę. Królowa utraciła swą władzę a rozpoczęła się pierwsza w historii - okupacja planety przez Reptilian.


OPANOWANIE CAPELLI PRZEZ GADY
REPTILIAŃSKA OKUPACJA PLANETY i...
WYZWOLENIE JEJ PO SYRIAŃSKIEJ OFENSYWIE




Po zamachu stanu i przejęciu władzy na Capelli przez kobiety i po stłumieniu lokalnych buntów podbitej ludności na planetach opanowanych przez Capellańskie Imperium - nastały czasy pokoju. Postanowiono odtąd zaniechać zbrojnych konfliktów militarnych, a skupić się na zawiązywaniu lokalnych sojuszy politycznych i przede wszystkim handlowych z innymi planetami, galaktykami, czy nawet rasami. Jedną z takich ras, która bardzo chętnie przystała na propozycję wzajemnego sojuszu - byli Reptilianie z systemu Oriona. Rozpoczęła się wzajemna "przyjacielska" wymiana technologiczna, przy czym coraz więcej Reptilian osiedlało się na Capelli i zyskiwało nawet jej obywatelstwo. Wszystko szło bardzo dobrze, sojusz rozkwitał a dwie rasy (Ludzka i Gadzia) zdawały się jednoczyć i pracować dla wspólnego dobra. Zbliżyła ich jeszcze wzajemna filozofia, która zarówno na Capelli jak i w dużej mierze na Orionie - oddawała pierwszeństwo władzy w ręce królowych, a nie królów (w przeciwieństwie np. do tworzącego główny trzon Ligi Anchara - Imperium Alpha Draconis, gdzie to męskie a nie żeńskie cechy dominowały w społeczeństwie). Orionidzi (o których jeszcze napiszę w kolejnych częściach), wywodzili się bowiem z trochę innego gatunku, niźli Drakoni i inne Gadoidy. O ile bowiem tamci (głównie Reptoidy, ale także duże cześć Dinoidów) stworzeni zostali przez Karian z istot zamieszkujących bagna, pieczary i mokradła na planecie ALN, o tyle Orionidzi powstali z istot latających, podobnych do os, szerszeni i pszczół. A tam bardzo silna była pozycja Królowej/Matki, a nie króla (cywilizacja skupiona wokół ula). Przez to geny Orionidów (choć oni sami byli stuprocentowymi Gadoidami) były zbliżone również do genów Insektoidów (choć nie byli nimi sensu stricte).

Orionidzi sprzymierzyli się więc z nowymi (żeńskimi) władzami Capelli i rozpoczęto eksperyment wspólnego życia. Z czasem (za radą Reptilian z Oriona) królowa Capelli wycofała się z sojuszu w Federacji Galaktycznej i coraz silniejszymi więzami łączyła swoją planetę z Ligą Anchara. Jednak przyłączenie się Capellan do tego sojuszu było nie do przyjęcia dla wielu poddanych, dlatego też (pomimo ponaglań Orionidów) królowa ogłosiła neutralność swojej planety i wszystkich światów będących pod jej panowaniem. Próba przeciągnięcia Capellan na swoją stronę nie powiodła się Gadoidom, postanowiono więc dokonać desantu na planetę i zając ją zbrojnie. Nie wszystkim Reptilianom spodobał się ten pomysł. Niektórzy (o czym pisałem w poprzednich tematach, mówiących o genezie III Wielkiej Wojny Galaktycznej) byli zdania że z Galaktyczną Ludzkością należy odtąd żyć w zgodzie. Takiego też zdania była część Orionidów (szczególnie ci, którzy zamieszkali na Capelli). Jednak większość w Radzie Ligii Anchara należała do Drakonów, którzy podporządkowali swej woli inne grupy Reptilian. Tak rozpoczynała się III Wielka Wojna Galaktyczna.




Po dokonaniu ataków na Ziemię, Marsa i Wenus oraz zagładzie istniejących tam ludzkich cywilizacji, potężna flota desantowa z Alpha Draconis, wspierana przez jednostki z Oriona, pojawiła się na orbicie planety Capella. Królowa, jej dwór, wojsko i mieszkańcy tego świata zostali całkowicie zaskoczeni niespodziewanym atakiem Gadoidów, którzy uderzyli w południowo-zachodnią część planety, dokonując w tym miejscu zbrojnego desantu. Siła ataku była tak ogromna, że Capellanie nie mieli najmniejszych szans obrony i gdy tylko pojawiali się najeźdźcy, natychmiast rzucano się do ucieczki, nie podejmując nawet próby oporu. Wszyscy uciekali w stronę stolicy: PESH-METEN, gdzie próbowano jeszcze zorganizować jakiś chaotyczny opór wokół miasta i królewskiego pałacu. Sytuacja mieszkańców planety była wręcz tragiczna - zostali osamotnieni w beznadziejnej walce, co było konsekwencją wycofania się ze struktur Federacji Galaktycznej. Królowa liczyła jeszcze na misję dyplomatyczną, którą wysłała do Reptilian okrążających jej planetę, gwarantując podporządkowanie się ich władzy, oddanie wszystkich capellańskich kolonii, oraz wprowadzenie planety do Sojuszu Anchara. Gadoidy nie zamierzały już jednak z nikim rozmawiać, delegaci zostali unicestwieni. Wkrótce padło Pesh-Meten i pałac królewski. Reptilianie zamordowali kilkaset milionów mieszkańców z królową i całym jej dworem włącznie. Ci z Capellan, którzy przeżyli, stali się niewolnikami i mieli odtąd służyć nowym gadzim panom, odtąd zwanym (na Capelli) KHANUS.

Channelingi niewiele mówią na temat samej okupacji, w każdym razie od chwili ataku to Reptilianie (a konkretnie głównie Drakonidzi) przejęli niepodzielne rządy nad planetą. Cała Ludzkość została zamieniona w niewolników. Stan taki trwał kilka tysięcy lat, gdy nastąpiła wielka kontrofensywa Federacji Galaktycznej. Z pomocą zniewolonym Capellanom przyszli Syrianie z Syriusza (A), choć nie nastąpiło to od razu. Początkowo nad planetą pojawiały się niewielkie jednostki bojowe Federacji, które toczyły pierwsze, niewielkie starcia z okrętami floty Anchara, po których się wycofywali. Jednak te pierwsze potyczki spowodowały powstanie ośrodków buntu na samej planecie. Powstała organizacja podziemna, która dokonywała ataków na poszczególnych Reptilian i przygotowywała mieszkańców do walki o wolność. Ludzcy buntownicy z Capelli byli jednak w większości osamotnieni w swej walce, gdyż większość mieszkańców planety była przerażona konsekwencjami, jakie może przynieść nieudane powstanie (a wszystko na to wskazywało, przy ogromnej sile jaką Gadoidy dysponowały na planecie). Mimo to grupy zapaleńców, oczekiwały dnia, gdy przyjdzie zrzucić kajdany i odzyskać dawny świat. 


BITWA GWIEZDNA I DESANT SYRIAN NA CAPELLĘ



 PIERWSZY ATAK


I wreszcie taki dzień nadszedł, gdy Syrianie uderzyli na Capellę z ogromną siłą ("Syrianie nie zawahali - atakowali z pełną siłą" - jak zapisane to jest w channelingach). Walka była niezwykle krwawa, Gadoidy nie spodziewały się takiego ataku, a już w ogóle nie brali pod uwagę możliwości desantu ze strony Federacji, gdyż planetę stale ochraniała flota zwana "Strażą Oriona". Atak jednak był tak silny, że zmuszał Reptilian do ciągłego odwrotu. Reptilianie (a szczególnie ich przywódcy) nie mogli uwierzyć, że zostali tak szybko pokonani. Reptiliański król Capelli zdecydował jednak nie poddawać się i walczyć do samego końca, lecz Gadoidy przegrywały na całym froncie walki - ostatnią, niezdobytą twierdzą została potężnie umocniona przez Drakonidów stolica planety Pesh-Meten.


DRUGI ATAK


W czasie desantu Syrian na Capellę uaktywnili się miejscowi ludzcy buntownicy, którzy teraz chwycili za broń i rozpoczęli walkę wyzwoleńczą o swoją planetę. Szczególnie aktywni stali się capellańscy rebelianci podczas drugiego ataku Syrian, który miał miejsce na umocnione stanowiska wokół Pesh-Meten. W czasie drugiego ataku doszło również do ostatniej bitwy gwiezdnej o Capellę z wysłaną z Oriona flotą wojenną Reptilian. Gady próbowały jeszcze się ratować, nakierowując wybrane asteroidy na pozycje floty Federacji Galaktycznej, jednak na niewiele im się to zdało - ich klęska była zupełna. Mimo to Reptilianie wokół Pesh-Meten walczyli z wielką determinacją, zdając sobie sprawę że konsekwencją klęski (lub kapitulacji) jest śmierć. Aby ratować swych współplemieńców, Rada Oriona wystosowała prośbę o zakończenie walk i zapewniła oddanie planety, w zamian za możliwość ewakuacji Reptilian z Capelli na planety Oriona (Alnitak, Alnilam i Mintaka - z której to pochodził sam gadzi król Capelli). Syrianie oczywiście propozycję odrzucili i z pomocą zbuntowanych mieszkańców Capelli kontynuowali atak na pas umocnień wokół stolicy. Reptilianie nie mieli najmniejszych szans - wszyscy oni zostali zabici (w walce, lub potem, podczas pogromów na planecie), a cała planeta (pomimo ogromnych zniszczeń) została całkowicie wyzwolona.




Po zakończeniu walk przywrócono monarchię na Capelli oraz stare prawa (sprzed zamachu stanu królowej), jednak nie zezwolono już Capellanom na utrzymanie i odbudowę dawnego Imperium kolonialnego. Capella powróciła także w szeregi Federacji Galaktycznej. Tak oto brodaci Syrianie z Syriusza (A) wyzwolili tę planetę (jest to jedyny bodajże przykład, pochodzący z channeligów, który mówi o bezpośrednim zaangażowaniu się samych Syrian w walkę wyzwoleńczą podczas III Wojny Galaktycznej).


CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...