WYŚWIETLENIA

27 lutego 2026

KOBIETA JEST UKORONOWANIEM STWORZENIA - Cz. V

CZYLI KIEDY I GDZIE W HISTORII
ISTNIAŁ MATRIARCHAT?





II
KRETA
KAPŁANKI BOSKIEJ EJLEJTYJI
(ok. 3000 r. p.n.e. - ok. 1450 r. p.n.e.




Grecka wyspa Kreta jest najlepszym przykładem zaistnienia państwowo-kultowej formy matriarchatu. Jest on o tyle ewidentny, iż na Krecie nie występują kapłani (a przynajmniej nie ma żadnych informacji na ten temat), lecz tylko i wyłącznie kapłanki. Co prawda Kreteńczycy oddają cześć takim bogom jak Zeus, Apollo czy Posejdon, ale są to informacje późniejsze, z czasów albo klasycznych, albo też czasów po-minojskich (choć najprawdopodobniej kult owych bogów był uprawiany na wyspie przez migrujących z kontynentu Jonów i Achajów jeszcze w czasach minojskich), w każdym razie bogowie ci nie są pierwotnymi bóstwami Krety i jej azjanickich mieszkańców. Kreta, przed jej zajęciem przez aryjskich przybyszy z Północy, była centrum religijnego kultu Wielkiej Bogini (lub Wielkiej Macierzy). Bogini ta mogła mieć kilka imion i mogła też patronować wielu różnym aspektom życia ludzkiego, ale fakt pozostaje faktem, że to właśnie kobiece bóstwo było na Krecie dominujące, oraz że jedynie kobiety mogły pełnić funkcję kapłanek. Nosiły one nazwę "Potnia Theron" ("Panie Dzikiej Zwierzyny"), a swoje kulty odprawiały w świętych grotach, oraz na szczytach gór. Bez wątpienia ów matriarchalny kult religijny związany był z płodnością, gdyż figurki Wielkiej Bogini (która nosiła różne imiona, ale najbardziej znana jest pod imieniem Ejlejtyji - która była właśnie boginią płodności i której cześć oddawano w grocie Amnisos koło Knossos), przedstawiają ją na w półnagą, z odsłoniętymi piersiami.




Kapłanki, czyli "Panie Dzikiej Zwierzyny", miały niezwykle silną pozycję w państwie, gdyż jedynie one mogły oddawać cześć bogini Ejlejtyji w grotach i labiryntach skalnych (znaczenie labiryntów odgrywało dużą rolę w kultach kreteńskich, gdyż miało to jakiś związek z inicjacją seksualną. Mit o Tezeuszu, Ariadnie oraz labiryncie i Minotaurze w jakiś sposób się z tym wiąże, choć on sam powstał znacznie później, gdy kultura minojska przestała już istnieć). Do najsławniejszych grot świątynnych należały: właśnie Amnisos - grota położona na górze Dikte (która w czasach późniejszych służyła jako miejsce kultu Zeusa, który wedle mitu miał się tam narodzić), oraz Ampeluzja koło Gortyny. Miejscem świętym było również niewielkie sanktuarium położone na górze Juktas. Kapłanki nosiły specyficzne stroje, które całkowicie odsłaniały ich piersi (najpewniej było to związane z kultem płodności), oraz chodziły w długich, falbaniastych spódnicach do stóp. Jednak nagość była czymś naturalnym, jako że istnieją opisy kultów jakie miały odprawiać kapłanki - należą do nich dziwne, ekstatyczne zwyczaje jakie wykonywały kapłanki, będąc całkowicie nagie, pocierały swoje ciała (piersi, brzuch) o drzewa, lub o skały (nie wiadomo dokładnie co to miało znaczyć, ale musiało mieć jakiś związek z kultem płodności lub kultem natury, który był też bardzo silny na Krecie). W zasadzie każdy aspekt przyrody (zima, wiosna, lato, jesień), związany był z aspektem żałobnym (lamenty), orgiastycznym lub ekstatycznym. Dużą rolę w kulcie religijnym bogini Ejlejtyji pełnił taniec. Mocną pozycję w tym kulcie pełnił byk, będący zapewne świętym zwierzęciem bogini (notabene, o ile w tym typowo kobiecym kulcie byk oraz róg byka - który kapłanka trzymała w dłoni podczas składania ofiar - stanowił silny element religijny związany z Wielką Macierzą, o tyle, np. w mitraizmie - typowo męskiej religii - byk stanowi symbol zła wszelakiego, którego zabija zbawca ludzkości - boski Mitra).




Innym symbolem, bardzo przypominającym byka (czy też jego rogi), był obusieczny topór kultowy, który używany był podczas misteriów religijnych (często leżał on obok nagiej bogini). Nie jest wiadome do jakich celów mógł być używany, w każdym razie w okresie o którym piszę, nie praktykowano już mordów rytualnych (przynajmniej na Krecie nic na ten temat nie wiadomo), które były bardzo popularne w kulcie Wielkiej Bogini w Azji Mniejszej mniej więcej do ok. 3000 r. p.n.e. Praktyka ta wyglądała następująco, kapłanka składała w ofierze bogini wybranego wcześniej, młodego mężczyznę, który następnie grzebany był w ziemi w pozycji embrionalnej, co miało sugerować niekończący się związek życia i śmierci, który powstaje za wolą bogini z matczynego łona. Na Krecie tego typu praktyki (szczególnie po 2000 r. p.n.e.) nie były już kontynuowane. Należy też tutaj od razu dodać (o czym wspomniałem na początku) że w matriarchalnych kultach kreteńskich nie występują żadni męscy bogowie. Owszem, w otoczeniu bogini znajduje się czasem pewien młody, uzbrojony mężczyzna, ale nie jest to bóg któremu oddawano cześć, a raczej jej kochanek lub akolita. O ile jednak kult religijny Wielkiej Bogini należał na Krecie jedynie do obowiązków kobiet-kapłanek, o tyle najwyższym kapłanem jej kultu w państwie był z reguły sam król. Pałace królewskie w Knossos, Fajstos i Zakros, posiadają miejsca kultowe, gdzie król i jego małżonka mogli oddawać cześć bogini, król bowiem pełnił swoją władzę z nadania bogini, o czym świadczyły gryfony, otaczające tron królewski w Knossos, będące symbolem rytualnej władzy bogini.




Bardzo silny był kult zmarłych (związany z cyklem narodzin i śmierci, czyli cyklem płodności). Składano ich do komór grobowych wykutych w skale lub w ziemi (w zależności od pozycji zmarłego), gdzie żywi mogli odwiedzać zmarłych, odbywając podczas świąt libacje na ich cześć. Nad wszystkim sprawowała pieczę oczywiście Bogini Matka, której personifikacje były w owej grocie umieszczane. Był również specjalny rytuał kultowy, mający zapewnić zmarłemu szczęśliwą egzystencję w zaświatach, który nosił nazwę - thiasoi. Ów rytuał i jego nazwa znana jest chociażby stąd, iż przetrwała w pewnych tajnych misteriach z czasów późniejszych, ale praktyki te są również przedstawione w komorach grobowych królów kreteńskich. Rytuał ów polegał na złożeniu przez kapłankę (często musiało być ich więcej niż jedna) ofiary bogini z byka, którego krew miała spłynąć do krateru, prowadzącego do urny ofiarnej. Po dopełnieniu owej ceremonii, składano na ołtarzu jeszcze dwa cielaki (prawdopodobnie, choć nie jest to pewne), po czym przystępowano do libacji za szczęśliwe przejście zmarłego do krainy zmarłych. Wszystkie te kulty, rytuały i misteria odprawiane były właśnie przez kapłanki, była to więc kolejna, typowo matriarchalna funkcja w dziejach (co ciekawe, jej odpowiednikiem byli wśród Celtów tzw.: druidzi, społeczność kapłańska złożona z samych mężczyzn {choć kobiety tam również pełniły pewne role, były chociażby pierwszymi,z którymi młodzieńcy {z możnych rodów} celtyccy - wychowywani przez druidów - mieli stosunki seksualne, to również kobiety do pewnego wieku owych młodzieńców uczyły posługiwania się bronią - głównie łukiem. Takie szkolenie przeszedł w swych młodych latach chociażby sławny Wercyngetoryks, który następnie w 52 r. p.n.e. wywołał w Galii wielkie  anty-rzymskie powstanie, ostatecznie stłumione przez Juliusza Cezara pod Alezją, ale zwycięstwo odniesione przez Galów pod Gergowią było ich dumą i przetrwało w pamięci tego ludu przez kilka późniejszych pokoleń - również w czasach rzymskich}. Takich przypadków wyjątkowości każdej z płci, było jeszcze kilka - jak choćby mityczne plemię - czy plemiona Amazonek, kobiet-wojowniczek i typowo męskie bractwo wojskowe, ściśle unitarne i złożone z samych "samców" - Kozacy z Siczy na wyspie Chortyca, do której wejść nie było tak łatwo i która zamieszkana była tylko przez mężczyzn).




Kultura kreteńska dominowała w całym basenie Morza Egejskiego, szczególnie w latach 1700 r. p.n.e. - 1450 r. p.n.e., a kreteńskie zwyczaje religijne (te, związane z kultem Wielkiej Bogini), znajdowano również na wyspach: Tera, Melos, Rodos, Karpatos, Kytera, Keos czy w Milecie, a najsławniejszymi koloniami kreteńskimi były te, założone na wyspach: Kytera - Kastri, oraz Tera - Akrotiri. Istniała również zbrojna warownia kreteńska na Melos - Fylakopi. Wszystkie te miasta oraz twierdze zostały zdobyte i spalone do 1450 r. p.n.e. przez przybyłych z północy najeźdźców, zwanych Achajami. Był to aryjski, indoeuropejski (a jeśli tak, to słowiański, choć bardziej prawdopodobne wydaje się że Achajowie byli spokrewnieni z Celtami), gdyż przywędrowali oni znad naddunajskiego rejonu karpackiej Słowiańszczyzny (która notabene w tym czasie zasiedlona była właśnie przez Celtów) lud, który przyniósł na Wyspę swoje kulty i zwyczaje. Podbój Krety przez Achajów zapewne nie dokonał się w sposób gwałtownej, jednorazowej inwazji, lecz był procesem rozciągniętym na dziesięciolecia. Pierwszym błędem Kreteńczyków było pozwolić osiedlić się na swojej wyspie achajskim przybyszom (to samo stało się obecnie z Europą Zachodnią, Północną i Południową a teraz Bruksela pragnie aby to samo stało się z naszym regionem Europy Środkowej), którzy reprezentowali zupełnie inną kulturę i wyznawali inną religię (choć wiele kultów kreteńskich zostało potem przyswojonych przez Achajów i przetrwało do czasów Grecji klasycznej). To oni wprowadzili kulty męskich bogów - Zeusa, Posejdona czy Dionizosa. To oni też (zapewne w wyniku jakichś wewnętrznych buntów i powstań) ostatecznie przejęli władzę nad wyspą, na której początkowo byli jedynie gośćmi (ich liczba zwiększała się jednak w wyniku kolejnych migracji z kontynentu greckiego).


ACHAJOWIE



Gdy już stali się panami Krety i spalili pałace w Knossos, Fajstos, Zakros, oraz mniejsze miasta - Chania, Hagia Triada, Myrtos czy Palaikastro, zabronili ostatecznie odprawiania kultu Wielkiej Bogini (której część "uprawnień" przejęły takie boginie jak Atena, Demeter czy Hera). Funkcja kapłanek została rozwiązana a święte groty popadły w zapomnienie. W nowo odbudowywanych miastach stawiano już świątynie klasycznym bóstwom greckim i tam się do nich modlono. Matriarchalny kult poszedł w zapomnienie (był jeszcze praktykowany w Azji Mniejszej) i odrodzi się dopiero (choć w zupełnie innej formie) za czasów Imperium Rzymskiego w kulcie bogini Kybele. 


CDN.

26 lutego 2026

MEMORIAM - Cz. XIV

TAK PRZEMIJA

SŁAWA ŚWIATA





KRES ŚWIATA 
KTÓRY NIE CHCIAŁ NADEJŚĆ




Gdy w listopadzie 82 r. p.n.e. Lucjusz Korneliusz Sulla ocalił Rzym przed Samnitami w bitwie przy Bramie Kollińskiej, nie było odeń bardziej popularnego polityka, który cieszyłby się równą mu sławą i poważaniem. Ludzie porównywali go do jego dawnego przodka - Korneliusza Rufinusa - który także przed laty rozbił Samnitów zagrażających miastu (miało to miejsce w 333 r. p.n.e., gdy na Wschodzie Aleksander Wielki gromił Persów pod Issos). Wznoszono więc modły na jego cześć i polecano bogom jego opiekę. Lud jednak nie wiedział że ten wybawca, którego wyczekiwano z takim niepokojem, zamieni się w kata i tym samym pogrzebie własną sławę nim jeszcze zdążyła ona na dobre zabłysnąć. Mord na wziętych do niewoli jeńcach samnickich (którym wcześniej Sulla obiecał darowanie życia w zamian za przejście na jego stronę) budził grozę, ale była to dopiero zapowiedź tego, co już wkrótce miało się wydarzyć. Tymczasem powtarzano powszechnie słowa: Sulla Felix (Sulla Szczęśliwy) i wywodzono iż przydomek ten, który po grecku brzmiał Syllas, wywodzi się bezpośrednio od imienia prarodzicielki ludu rzymskiego - Sybilli, a Sulla w ten sposób jest nowym założycielem Rzymu. Stał się niekoronowanym władcą miasta, a mając na swe rozkazy - wierne sobie i ufające w jego szczęśliwą gwiazdę - legiony, był w stanie przeprowadzić każdą ustawę zmieniającą ustrój państwa. Dwóch Korneliuszy zamieniło się miejscami (Lucjusz Korneliusz Cynna - przywódca popularów po śmierci Gajusza Mariusza i konsul w latach 87-84 p.n.e., oraz Lucjusz Korneliusz Sulla, który władzę zdobył mieczem), dwóch też musnęło swe skronie królewską koroną (stulecie wcześniej podobną popularnością cieszył się w Rzymie Publiusz Korneliusz Scypion, który po zwycięstwie nad Hannibalem, zdobył pozycję, jakiej nie miał przed nim żaden z rzymskich wodzów i polityków), zastanawiano się też czy, skoro było już dwóch Korneliuszy, to czy będzie i trzeci. Nie wiedziano jeszcze wtedy że trzeci wybraniec Fortuny, który również "otrze" się o koronę królewską, miał wówczas zaledwie lat 18 i drżał o własne życie, jako że był spowinowacony z rodem Mariusza oraz Cynny. Zwał się Gajusz Juliusz Cezar.

Gajusz Mariusz Młodszy (syn Mariusza Wielkiego) stał jeszcze w Preneste oblegany przez Lukrecjusza Ofellę, Marek Perpenna opanował Sycylię (gdzie dołączył do niego zbiegły z Rzymu konsul Gnejusz Papiriusz Karbon), niepewna była sytuacja w Hiszpanii, dokąd udał się (powracający z "Wysp Szczęśliwych" czyli  dzisiejszych Wysp Kanaryjskich) z białą łanią cerynejską, niczym z gaju Hesperyd - Kwintus Sertoriusz, gdy wciąż dzielnie broniła się Volaterrea, wówczas w Rzymie miały miejsce przerażające sceny. Rozbuchane żołdactwo, na polecenie swego wodza mordowało wszystkich podejrzanych o jakiekolwiek związki z poprzednim stronnictwem popularów, z tym że, jak zawsze w takich sytuacjach, znalazło się wielu, którzy zamierzali wykorzystać okazję do nabicia sobie kabzy. Oskarżano więc ludzi o najdrobniejsze przewinienia z przeszłości, które mogły w jakikolwiek sposób zaszkodzić Sulli, a gdy i takowych brakło, oskarżano o zaniechania. Mordowano przede wszystkim ekwitów i nobilitas (w takiej właśnie kolejności - czyli klasę średnią - rycerską - która wspierała stronnictwo ludowe i była przeciwna rządom konserwatywno-zachowawczych optymatów, oraz niechętnych Sulli senatorów). Ponieważ jednak ataki te były bardzo wybiórcze, a do tego na znacznie większą skalę niż mordy polityczne z lat poprzednich, przeto lud żył w ciągłym strachu i niepewności o przyszłość. Kto miał jakiś większy majątek, wolał się nie wychylać i nie kandydować do żadnego urzędu, aby tylko zdołać jakoś przetrwać niezauważonym. Niektórzy nie byli w stanie wytrzymać tej niepewności, a ich wyrazicielem stał się niejaki Gajusz Metellus, który wprost, podczas posiedzenia Senatu zadał Sulli pytanie: "Nie żądamy od ciebie uwolnienia od kar tych, na których wydałeś wyrok śmierci, lecz uwolnienia od strachu tych, których masz zamiar oszczędzić" i dopytywał się ilu jeszcze i kogo konkretnie zamierza Sulla ukarać śmiercią. Sulla odrzekł mu że nie wie jeszcze kogo zamierza zabić i wówczas pewien Fufidiusz rzekł by spisał wyraźnie tych, których zamierza pozbawić życia, aby uwolnić całą resztę od strachu.




Pomysł ten bardzo spodobał się Sulli i wkrótce na Forum Romanum stanęła pierwsza z niesławnych późniejszych list proskrypcyjnych, na których były wymienione nazwiska skazanych na śmierć i konfiskatę mienia. Pierwsza lista obejmowała jedynie 80 nazwisk (a na pierwszych miejscach umieszczono nieżyjących już Gajusza Mariusza i Lucjusza Korneliusza Cynnę), kolejna już 200, a następna 300. Tak właśnie rozpoczęły się pierwsze wielkie spisane proskrypcje (drugie będą miały miejsce czterdzieści lat później, gdy Marek Antoniusz i Gajusz Oktawiusz Cezar zapragną pozbyć się z Rzymu swych przeciwników politycznych, wśród nich wielu stronników Brutusa i Kasjusza - morderców Cezara). Co ciekawe, pierwsze trzy listy skazanych na śmierć, to - jak miał się wyrazić Sulla w swej mowie przed Senatem - listy spisane na szybko z pamięci i obejmujące jedynie te osoby, które mógł sobie przypomnieć. Sulla ogłosił też, że ktokolwiek wyda lub zabije osobę umieszczoną na liście, otrzyma nagrodę (nawet niewolnicy mieli obowiązek mordować swoich panów, jeśli ci byli objęci proskrypcjami), zaś ten, kto udzieli schronienia skazanemu, podzieli jego los. Doszło do tego, że Sulla wyznaczył publiczne nagrody za morderstwo lub wskazanie ukrywającego się zbiega, i tak żony za zabicie swych mężów otrzymywały po dwa talenty (suma wówczas dość duża, odpowiadająca dziś kwocie ok. 120 000 złotych lub ok. 40 000 dolarów), tyle samo płacono za zabicie syna przez ojca lub na odwrót. Niewolnicy otrzymywali zaś wolność i 1/4 tej kwoty. Dochodziło więc do dantejskich scen, podczas których żony nie wpuszczały do domów swych mężów, gdy ci widnieli na listach, obawiając się że jeśli to uczynią, cała rodzina (dzieci też) zostanie zabita, a majątek skonfiskowany (zresztą majatek i tak był konfiskowany, gdyż Sulla wprowadził ustawę odbierającą żonie i dzieciom proskrybowanego możliwość dziedziczenia). Szanowani nobilowie lub majętni ekwici, aby ratować życie chronili się w najbardziej odrażających miejscach, jak choćby w latrynach - gdzie broczyli po szyję w łajnie - lub uciekali na wieś. Lecz i tam nie było dla nich bezpiecznie, bowiem wszędzie grasowali siepacze Sulli, żądni łatwego zarobku. Łącznie listy proskrypcyjne objęły 2600 nazwisk, z czego ponad 300 senatorów, a w tym gronie 16 byłych konsulów.


PRAWIE 40 LAT PÓŹNIEJ
27 LISTOPADA 43 r. p.n.e.
PO UCHWALENIU PRZEZ SENAT USTAWY "LEX TITA", TEJ SAMEJ NOCY OGŁOSZONO PIERWSZE LISTY PROSKRYPCYJNE NA FORUM ROMANUM,
GDY KILKA DNI WCZEŚNIEJ GAJUSZ JULIUSZ CEZAR (OKTAWIAN) I MAREK ANTONIUSZ SPOTKALI SIĘ NA WYSPIE NA RZECE LAVINIUS W POBLIŻU BOLONII I UZGODNILI LISTĘ POTENCJALNYCH SWOICH WROGÓW KTÓRYCH NALEŻY SIĘ POZBYĆ



Sulla bardzo wzbogacił się na tych proskrypcjach, ale wydaje się że aspekt finansowy był dla niego drugorzędny, a bardziej liczyła się od lat tłumiona chęć zemsty za wcześniej doznane krzywdy. Jego małżonka - Cecylia Metella stała się zaś właścicielką kilkudziesięciu kamienic w Rzymie, a wyzwoleniec Sulli - Chrysogonus zbił ogromny majątek (zarówno na proskrybowanych, jak i na tych, którzy pragnęli przekupić go by wystarał się o nieumieszczanie ich nazwisk na listach proskrypcyjnych). Podobnie inni - gotowy do popełnienia każdej zbrodni zdeklarowany arystokrata - Lucjusz Sergiusz Katylina i Marek Licyniusz Krassus (który ponoć w Bruttium skazywał na śmierć tylko tych, którzy mieli duży majątek - aby go dla siebie skonfiskować. Gdy Sulla się o tym dowiedział, ponoć nic nie rzekł, ale odtąd odsunął Krassusa od wykonywania zadań publicznych). Zresztą nie tylko skala dokonywanych zbrodni była porażająca, ale również ich wykonanie. Nie było litości dla nikogo i co prawda jeśli spotkało się zwykłych żołnierzy, żądnych jedynie zarobku, można było jeszcze spróbować ich przekupić by darowali życie, a jeśli to nie pomogło, raczej sprawę załatwiali szybko i nieszczęśnik długo nie cierpiał. Gorzej, jeśli wpadło się w łapy takich typów jak Katylina - wtedy już nie było nawet nadziei na szybką i bezbolesną śmierć. Przykład Gajusza Mariusza Gratidianusa (adoptowanego syna Mariusza Wielkiego i brata Mariusza Młodszego, który przebywał w Preneste) jest tu wyjątkowo dobitny. Katylina długo go męczył nim ostatecznie pozbawił życia (najpierw połamał mu kości rąk i nóg, potem wyrwał ramiona ze stawów, następnie obciął uszy, potem nos, na końcu wyłupał mu oczy i tak pozostawił. Mariusz Gratidianus ostatecznie w wielkim bólu wykrwawił się na śmierć). Wkrótce zginął też Gajusz Mariusz Młodszy, gdy zamknięte w Preneste przez Lukrecjusza Ofellę (który notabene wkrótce potem także padł ofiarą Sulli, gdy zaczął domagać się od niego konsulatu za zdobycie Preneste, Sulla nakazał jednemu z centurionów zabić go publicznie na Forum, a sam usiadł na schodach Świątyni Dioskurów i przypatrywał się owej zbrodni), wygłodzone wojsko Mariusza musiało skapitulować (początek 81 r. p.n.e.). Ten, wraz z przyjacielem Pontiuszem Telesynusem i swoim niewolnikiem, próbował zbiec podziemnym przejściem, lecz w pogoń za nimi ruszyli żołnierze Lukrecjusza. Ci, widząc że nie zdołają uciec, postanowili popełnić wzajemne samobójstwo, przy czym najpierw Mariusz zabił Telesynusa, a następnie wyzwolił swego niewolnika i kazał mu, by ten przebił go mieczem. Tak zginął syn wielkiego wodza, zwycięzcy barbarzyńców spod Aquae Sextiae i Pól Raudyjskich (102 i 101 r. p.n.e.), Gajusza Mariusza Wielkiego.




Proskrypcje trwały długo, jeszcze przez większą część następnego roku i zakończyły się dopiero gdzieś tak na Saturnalia (grudzień 81 r. p.n.e.). W tych dniach bogowie odwrócili się od Rzymu i choć publicznie oczekiwano końca świata i wyczekiwano jego nadejścia w tych pełnych strachu dniach, ten jednak nie zamierzał nadejść. Proskrypcje uwolniły tkwiące głęboko w ludziach demony, a żądza zysku stała nie tylko ponad człowieczeństwem, ale i szacunkiem i bojaźnią boską. Krwią pomordowanych splamione zostały bowiem również świątynie, gdzie uciekano z nadzieją, że u stóp ołtarzy czeka wybawienie. Nie było litości dla nikogo. Tych, których nie dało się siłą wyprowadzić ze świątyni, mordowano na miejscu, ochlapując krwią ołtarze i posągi bogów. Takiego świętokradztwa miasto nasze długo nie pamiętało i warto tutaj rzec, ku ułagodzeniu bogów i spokojności pomordowanych: "Cześć pokrewieństwu miłemu następne oddają Karystie, krewnych ochoczy tłum wspólny gromadzi tu Lar. Chętnie od smutnych grobowców, od tych, których nie ma już z nami, oczy zwracamy ku tym, których oszczędził ich los. Krwi stopnie ogarnia nasz wzrok. Miłość niech łączy nas tu! Niech oddali się matka okrutna, niech nie przychodzi też brat taki, co bratu jest wróg, świekra, co gnębi synową, lub syn, co z zazdrością oblicza, czy nie za długo już ojciec żył. Wy zaś bogom rodowym kadzidła palcie życzliwi. Wino niech trzyma dłoń - wszakże modlitwy to czas: Cześć Wam! Tobie też cześć, Sullo, ty Ojcze Ojczyzny!" (użyłem tutaj fragmentów z "Metamorfoz" Owidiusza i włożyłem je w pamiętniki głównego bohatera, przy czym oryginalne słowo "Cezar" zmieniłem na "Sulla"). Dopuszczano się zresztą zbrodni nie tylko w Rzymie, ale i w innych miastach Italii oraz na wsiach i wszędzie tam, gdzie dotarli siepacze Korneliusza Sulli. Najbardziej mogli się obawiać jawni (i niejawni) przeciwnicy optymatów, a następnie ci wszyscy, którzy dysponowali pokaźnym majątkiem i aspirowali do jakichkolwiek funkcji publicznych. Powodem wykonania wyroku śmierci mógł być na przykład duży ogród, lub posiadanie łazienki kąpielowej, lub bogaty dom z mnóstwem niewolników. Tak właśnie zginął Kwintus Aureliusz, który wypatrzywszy swoje nazwisko na liście proskrypcyjnej, odrzekł: "Niestety, gubi mnie posiadłość, którą mam w Albanum", po czym nie uszedł nawet dziesięciu kroków, gdy zabił go ktoś idący z tyłu.




A tymczasem Sulla mianował się dyktatorem. Aby jednak wszystko odbyło się zgodnie z prawem, zmusił senatora-seniora Lucjusza Waleriusza Flakkusa (który sprawował konsulat wraz z Mariuszem w 100 r. p.n.e.), by to on przeprowadził na Zgromadzeniu Ludowym ustawę, przywracającą urząd dyktatora. Coś niesłychanego, mianował się sam i to na czas nieokreślony. Dotąd bowiem dyktatorów wybierano w chwilach szczególnie niebezpiecznych dla Rzeczypospolitej, gdy wróg zagrażał państwu i potrzeba było zawiesić instytucje republikańskie (często niewystarczające do prowadzenia skutecznej i długotrwałej wojny) na jakiś czas. Dyktator mógł sprawować swoją władzę jedynie przez połowę roku, po czym władza ta automatycznie wygasała. Sulla zaś mianował się po raz pierwszy w naszych dziejach dyktatorem bez ściśle określonego terminu wygaśnięcia jego władzy. Poza tym Rzym nie widział dyktatora przez ostatnie 120 lat (po raz ostatni dyktatorem został obwołany Gajusz Serwiliusz Geminus w 202 r. p.n.e., tuż przy końcu wojny z Hannibalem). Ale nie to było również nowością, Sulla bowiem występował z dwudziestoma czterema liktorami u boku (czego, choć prawo na to przyzwalało, nikt wcześniej nie praktykował). Przeprowadził też wiele zmian, które realnie zlikwidowały ustrój grakchański (obowiązujący z pewnymi modyfikacjami od 123 r. p.n.e.) i wprowadzający ustrój senatorski (obowiązujący wcześniej), choć zwany odtąd ustrojem sullańskim. Po odbyciu triumfu (w styczniu 81 r. p.n.e. za zwycięstwo w wojnie z Mitrydatesem z Pontu), przeprowadził swe pierwsze ustawy (które zebrały się w tzw.: "konstytucję sullańską"), czyniące najwyższym organem władzy w Rzymie - Senat (jego skład został - przez wprowadzenie nowych ludzi, wiernych i zależnych od Sulli - znacznie rozszerzony do 600 osób). Godność senatora stawała się faktycznie godnością dożywotnią. Prerogatywy stanu nobilitas znacznie wzrosły, kosztem ekwitów i ludu. Było to szczególnie widoczne w sądownictwie, gdzie ekwici zostali pozbawieni jakiegokolwiek wpływu na obsadę sądów, a odtąd stałe komisje sądownicze (powoływane przez Senat) składały się z samych tylko senatorów. Swe prerogatywy na rzecz Senatu utracili też konsulowie (był to urząd odpowiadający mniej więcej funkcji prezydenta) i pretorzy (zajmujący się sądownictwem), choć liczba magistratur wzrosła (pretorów z 6 do 8, a kwestorów z 8 do 20). 




Najmocniej jednak uderzył Sulla w lud. Sam co prawda wywodził się ze starego, patrycjuszowskiego rodu, ale od pokoleń żaden z jego przodków nie sprawował konsulatu (ostatnim był właśnie ów przytoczony na początku Rufinus, który pomimo bohaterstwa w walce z Samnitami, został i tak zdjęty z urzędu przed upływem kadencji za... wyłudzenie), a ojciec Sulli był tak ubogi, że rodzina wręcz przymierała głodem. Tak naprawdę w rodzie Sulli to właśnie kobiety ratowały sytuację, gdyż to dzięki majątkowi jego macochy (drugiej żony ojca), mógł się nieco odbić od dna. Potem, a był ponoć niezwykle przystojny za młodu (choć twarz jego pokrywała czerwona wysypka, stąd czasem mówiono iż jego twarz jest niczym: "Morwa mąką posypana"), wdał się w romans z nobliwą damą o imieniu Nikopolis, która zapisała mu następnie cały swój majątek. Ale dopiero małżeństwo ze szlachetną Cecylią Metellą otworzyło mu drogę do wysokich sfer rzymskiego świata. Tam właśnie zbliżył się do stronnictwa zachowawczego i przeciwnego rewolucyjnym reformom ustrojowym braci Grakchów (Tyberiusza w 133 r. p.n.e. i ostatecznie Gajusza w latach 123-121 p.n.e.). Uważał że to Senat - jako miejsce rady arystokracji, nobilitowanej do rządów za sprawą swych czynów i przodków - jest najwyższą instytucją władzy w państwie, a szczególne zagrożenie upatrywał w Trybunacie Ludowym - powołanym do ochrony praw ludu i ekwitach - którym Gajusz Grakchus oddał sądy i tym samym przekazał dużą władzę nad nobilitas (co powodowało że odtąd ich najróżniejsze, często niezgodne z prawem kombinacje, nie były zamiatane pod dywan). Tak więc po odebraniu sądownictwa ekwitom, jako kolejni zostali zaatakowani trybuni ludowi. Sulla odnowił bowiem "patrum auctoritas" ("autorytet przodków") przez co odebrał trybunom możliwość przedkładania ustaw na Komicjach Trybusowych (Zgromadzeniu Ludowym), bez wcześniejszej akceptacji ze strony Senatu. Trybuni nie mogli też odtąd przedkładać na Zgromadzeniach żadnych spraw karnych, zlikwidował prawo weta trybunów w sprawach kryminalnych (i poważnie ograniczył w kwestiach politycznych). Ostatecznie uczynił z Trybunatu swoistą wydmuszkę, która przestawała być jakąkolwiek ochroną praw ludu, a jednocześnie każdemu kolejnemu trybunowi ograniczała dalszą karierę polityczną, poprzez zakaz sprawowania dalszych urzędów (w tym konsulatu i pretury), jeśli ktokolwiek wcześniej sprawował Trybunat Ludowy. To powodowało że wielu ambitnych ludzi po prostu omijało tę instytucję szerokim łukiem, a oto właśnie Sulli chodziło.




Kolejny atak wyprowadzony został na Komicje. Odtąd to nie trybunowie ludowi ani nawet trybunowie plebejscy decydowali jakie ustawy mają zostać skierowane pod głosowanie na Zgromadzeniu, ale decydował o tym bezpośrednio Senat. Tak więc to wola Senatu miała odtąd określać co należy, a co nie należy przedstawić ludowi pod głosowanie i jeśli jakaś ustawa nie została tam skierowana, a została przegłosowana w Senacie, automatycznie wchodziła w życie. Uderzenie w Trybunat i Komicje to jedno, ale Sulla poważył się na krok niesłychany (którego w późniejszych czasach nie ośmielili się uczynić cesarze, obawiając się powszechnego gniewu ludu), otóż zniósł darmowe rozdawnictwo zboża dla plebsu, co spowodowało znaczne pogorszenie pozycji materialnej najuboższych mieszkańców miasta. Nie doszło jednak do żadnych buntów ani protestów z ich strony (może dlatego że Sulla wciąż trzymał w Rzymie wierne mu oddziały, a poza tym z niewolników, którzy pozostali po swych zamordowanych właścicielach, sformował przyboczny oddział liczący 10 000 ludzi - których wyzwolił i nadał im prawa obywatelskie). Sulla bardzo dbał też o własnych żołnierzy i weteranów, oddając im olbrzymie, skonfiskowane ziemie w Italii. Na przykład miasta w Etrurii, Umbrii i w Picenum ukarał niezwykle dotkliwym okrojeniem posiadłości ziemskich, czym obdarował 120 000 swoich żołnierzy i utworzył 10 nowych kolonii. Te miasta i tak miały szczęście w porównaniu z tymi, które udzieliły schronienia zbiegłym mariańczykom lub innym popularom, albo w których ci się jeszcze bronili. Na przykład w zdobytym Preneste, gdy Sulla przybył na miejsce, początkowo skrupulatnie sprawdzał kto konkretnie wspierał Mariusza i jego żołnierzy - skazując tych tylko na śmierć - ale szybko się tym znudził i twierdząc że nie ma na to czasu, zebrać nakazał wszystkich mieszkańców (ok. 12 000) na placu miejskim i tam polecił wszystkich wymordować, bez względu na płeć czy wiek (życie darował tylko jednemu mieszkańcowi, w którego domu niegdyś Sulla przebywał i ten był mu bardzo życzliwy, ale ów wybraniec odmówił, twierdząc że nie mógłby żyć ze świadomością że zawdzięcza życie mordercy jego miasta i dołączył do reszty).




W ogóle Sulla podchodził do wielu kwestii w kategoriach osobistych stosunków do jego osoby w przeszłości. Mścił się na tych, których uważał za swych jawnych lub niejawnych wrogów i jednocześnie wywyższał tych, których miał za przyjaciół. Zresztą nie tylko, czasem wystarczyło że Sulli spodobała się jakaś dziewczyna - często niskiego pochodzenia, lub wręcz niewolnica - i zaprosiwszy ją do siebie, nadawał jej albo wolność, albo też obdarowywał jakąś skonfiskowaną wcześniej posiadłością ziemską. Tak samo czynił w stosunku do aktorów czy pieśniarzy. Mało tego, decydował kto ma się z kim ożenić i kto z kim ma się rozwieść. Na przykład, ceniąc talent młodego Gnejusza Pompejusza, który już wówczas wyrobił sobie przydomek Wielki (a ponieważ na sławę wojenną konkurował z nim Marek Licyniusz Krassus - a ten często nie akceptował, lub zgoła wyśmiewał talent Pompejusza i pewnego razu się zdarzyło, że gdy poinformowano go iż "przybył Pompejusz Wielki", on na to odrzekł: "Jaki tam znów wielki". Ostatecznie jednak Krassus przegrał pojedynek z Pompejuszem na sławę wojenną i nawet zwycięstwo nad Spartakusem w 71 r. p.n.e., które było jego udziałem, musiał dzielić z Pompejuszem, który wówczas przybył z Hiszpanii i połączył swoje siły z armią Krassusa - ostatecznie tłumiąc ten wielki niewolniczy bunt. Odbił to sobie sławą swoistego filantropa i budowniczego Rzymu - wiele budynków powstało w mieście dzięki zatrudnionym i finansowanym przez niego architektom oraz robotnikom. Doszło też do ciekawej sytuacji, że sława Pompejusza błyszczała w Rzymie niezwykle silnie tylko wówczas, gdy ten był daleko od miasta i tam odnosił swoje zwycięstwa, natomiast gdy tylko powracał do Rzymu, szybko jego gwiazda ulegała sławie Krassusa), pragnął spowinowacić go ze swoim rodem i postanowił dać mu za żonę Emilię - córkę swej żony Cecylii Metelli (z jej pierwszego małżeństwa z Markiem Emiliuszem Skaurusem - jednym z najwybitniejszych i najmądrzejszych polityków swoich czasów). Pompejuszowi jednak trudno było rozstać się z jego pierwszą żoną - Antystią (córką pretora Antystiusza, który zginął na polecenie Sulli w czasie proskrypcji), którą prawdziwie kochał, a poza tym Emilia była już w ciąży ze swym pierwszym mężem - Maniuszem Acyliuszem Glabrionem, z którym także nakazano jej się rozwieść. Pompejusz miał więc teraz poświęcić swoją małżonkę, jednocześnie zdradzając ją po raz drugi (po raz pierwszy wówczas, gdy nie uczynił nic aby ocalić Antystiusza), po to tylko aby poślubić brzmienną byłą mężatkę. Ale pragmatyzm wziął górę nad sercem i ostatecznie Gnejusz Pompejusz rozwiódł się z Antystią (ponoć jej matka popełniła wówczas samobójstwo) i poślubił Emilię (82 r. p.n.e.). Niestety młoda dziewczyna (nie miała chyba nawet 18 lat), zapewne pod wpływem stresu związanego z rozwodem i ponownym małżeństwem - poroniła ciażę i sama przy niej zmarła jeszcze w tym samym roku (lub na początku 81 p.n.e.).




Podobną propozycję złożył Sulla młodemu nobilowi, który rzucił mu się w oczy, gdy w wieku zaledwie 18 lat postanowił starać się o urząd kapłana Flamen Dialis (był to kapłan Jowisza, który musiał być całkowicie oddany służbie bogu, a wszelkie inne urzędy były mu w tym czasie zakazane. Mieszkał na Palatynie w "Domu Kapłańskim" - który również był uważany za świętość, a gdy przestępca zdołał schronić się w jego murach, winy jego musiały zostać wybaczone a kajdany wyrzucowne na ulicę. Kapłan Flamen Dialis mógł też zasiadać w Senacie i miał prawo do noszenia togi z purpurowym brzegiem, podobnie jak reszta senatorów, z tym że toga ta musiała być utkana osobiście przez żonę kapłana. Zresztą gdy wychodził do miasta, musiał ubierać nie tylko swoją togę, ale i wkładać na głowę dość krępujący i raczej śmieszny kapelusz o ostrych brzegach, oraz dzierżyć w dłoniach różdżkę oliwną z wełnianą nitką na szczycie. Nie mógł też spędzić ani jednej nocy poza domem i musiał w nim ciągle sypiać. Nie mógł dopuścić się żadnej nikczemoności, ani też dotykać rzeczy nieczystych - takich jak zwłoki, trumny, krew etc. Poza tym nie mógł tknąć konia, psa czy kozy - które to zwierzęta również Rzymianie uważali za nieczyste. Był chodzącą doskonałością i gdy tylko pojawiał się na mieście poprzedzany przez liktorów - którzy oznajmiali ludowi jego pojawienie się - ludzie musieli przerwać swoje obowiązki i pochylić głowy na znak czci. Dla kapłana Jowisza każdy dzień był świętem, nie tylko Idy - podczas których odprawiał publiczne modły. W modłach pomagała mu cała jego rodzina, czyli żona - flaminika i dzieci - a jeśli ich nie posiadał, mógł wybrać sobie dzieci do posług z rodziny, w której obaj rodzice żyli. Owi "camilli et camillae" - chłopcy i dziewczęta - pięknie wystrojeni w śnieżnobiałe togi, pomagali kapłanowi przy pełnieniu obrzędów. Potem zostali oni przejęci przez chrześcijan i dziś w Kościele są nimi ministranci). Ów młody człowiek, który starał się o urząd kapłana Flamen Dialis, zwał się Gajusz Juliusz Cezar i pochodził z możnego, starożytnego rodu Juliuszy - wywodzącego się od Julusa, syna Eneasza, który to po zniszczeniu Troi - pramatki naszej ziemi - przybył z synem swym i ojcem Anchizesem do Italii, gdzie przeniósł stare tradycje na nową ziemię. Cezar jednak nie uzyskał tej godności (choć wcześniej na ten urząd mianował go jeszcze za swego życia w 84 r. p.n.e. Korneliusz Cynna, lecz Cezar był wówczas za młody by go objąć, mimo to do końca życia twierdził że był kapłanem Jowisza.). Cezar był również kapłanem bogini Westy-Rodzicielki i ponoć, gdy mordercy zakończyli swe krwawe dzieło w Idy Marcowe owego tragicznego roku i Cezar padł martwy na środku Senatu w sali Teatru Pompejusza (gdzie wówczas obradował Senat), odezwać miał się wówczas donośny głos bogini Westy, nawołujący do pomsty na mordercach: "Był moim on kapłanem. We mnie wymierzony był rąk świętokradczych ów cios".


W TYM FRAGMENCIE SERIALU "RZYM" GAJUSZ JULIUSZ CEZAR MIANUJE NA FUNKCJĘ PONTYFIKA SWEGO STRYJECZNEGO WNUKA (A NASTĘPNIE ADOPTOWANEGO SYNA) GAJUSZA OKTAWIUSZA (PÓŹNIEJSZEGO AUGUSTA), TWIERDZĄC ŻE ON SAM RÓWNIEŻ W MŁODYM WIEKU OBJĄŁ FUNKCJĘ KAPŁANA JOWISZA



Sulla już wówczas zamyślał o jego straceniu, a na głosy swych przyjaciół (mówiące iż nie ma podstaw do karania śmiercią tak młodego człowieka) odrzekł im że chyba postradali rozum, jeśli nie dostrzegają w tym młodzieńcu "wielu Mariuszów". Cezar rzeczywiście był mocno spowinowacony z rodem Gajusza Mariusza, jego ciotka była żoną Mariusza Wielkiego i matką Mariusza Młodszego, przez co Cezar był kuzynem zarówno jego, jak i jego tragicznie zamordowanego, przyrodniego brata Mariusza Gratidianusa - a już sam ten fakt kwalifikował go na listy proskrypcyjne. Sulla postanowił jednak dać młodzieńcowi szansę i zaproponował mu, że jeśli rozwiedzie się ze swą żoną Kornelią (to jednak automatycznie zamknęłoby mu drogę do urzędu Flamen Dialis, jako że ów kapłan nie mógł być rozwodnikiem, ani też nie mógł poślubić rozwódki lub wdowy), wówczas nie ma się czego z jego strony obawiać. Cezar jednak prawdziwie kochał swą żonę i nie był gotowy poświęcić jej, tak jak wcześniej uczynił to Pompejusz z Antystią. Zebrał się na dużą odwagę i odmówił dyktatorowi. Gdy więc wkrótce potem majątek Kornelii został skonfiskowany i pojawiła się wiadomość (nieprawdziwa jak się okazało) że nazwisko Cezara zostało umieszczone na nowej liście proskrypcyjnej, wówczas Cezar - zdając sobie sprawę że w mieście czeka go jedynie śmierć - postanowił zbiec i schronić się na wsi, a konkretnie w Górach Sabińskich. Tam też uzyskał schronienie u miejscowego chłopa (który zgodził się go przetrzymać za określoną kwotę). A tymczasem Pompejusz otrzymał nowe zadania i rozkaz odzyskania Sycylii, tak jak wcześniej już (na początku 82 r. p.n.e.) odzyskana została Sardynia, a z Hiszpanii legat Sulli - Gajusz Anniusz wypędził mariańczyka - Kwintusa Sertoriusza. Ale poza tym wciąż broniła się dzielna Voltaerra i to broniła się wspaniale (pomna zagłady Preneste, skapitulowała dopiero wówczas, gdy żołnierzom zabrakło już zapasów wody i jedzenia w 79 r. p.n.e. czyli po trzech latach nieustannej walki).




CDN.

25 lutego 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XVIII

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XV



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XV






PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE:
SŁOWIANIE
(CYWILIZACJA FILISTYŃSKA)
(ok. 1200 r. p.n.e. - 925 r. p.n.e.)
Cz. III



FILISTEA
CZASY EKSPANSJI
(ok. 1100 - 925 r. p.n.e.)
Cz. II 



W dalszej historii najwięcej problemów sprawia kwestia chronologii i datowania, gdyż w opisie wielu zdarzeń się to po prostu zaciera. Mimo to, opierając się na własnej wiedzy historycznej, podjąłem się próby chronologicznego zaszeregowania owych zdarzeń, gdyż historia Filistynów nierozerwalnie związana jest z historią Habiru - Hebrajczyków (czyli tzw.: "Ludu Wybranego"), a szczególnie pomocne jest to w ustaleniu choćby przybliżonej chronologii zdarzeń. I tak, jeśli przyjmiemy że lud zwany Habiru (Apiru - ewentualnie Szosu) znalazł się w Egipcie ok. 1360 r. p.n.e., za rządów faraona Nebmaatre Amenhotepa III i że zniewoleni zostali (jako "obcy") ok. 1330 r. p.n.e. w czasach tzw.: "odnowy religijnej" (związanej z triumfem kapłanów Amona-Re i walką z wszelkimi obcymi wpływami religijnymi w Egipcie, po klęsce religijnej rewolucji Echnatona który wprowadził solarny monoteizm), to wyjście Izraelitów z Egiptu pod przewodnictwem Mojżesza należy (według mnie) datować na rok 1210 p.n.e. (w 1207 r. p.n.e. powstała owa słynna inskrypcja faraona Merenptaha, która wymienia Izrael jako lud pokonany przez Egipcjan wraz z innymi kananejskimi państewkami, a to oznacza że musieli już wówczas opuścić Egipt). Jak już wcześniej pisałem, sądzę że były co najmniej trzy duże wyjścia Izraelitów z Egiptu, począwszy od ok. 1280 r. p.n.e., ale to główne, które zapisało się w Starym Testamencie zapewne datować należy właśnie na ok. 1210 r. p.n.e. Do tego należy doliczyć jakieś czterdzieści lat "błąkania się" po Synaju, a następnie (po wejściu do Kaananu) zasiedlenie tylko tych ziem, które były Habiru/Izraelitom oddane w ramach obopólnych sojuszy z kananejskimi miastami (niektóre z nich były wyludnione walkami z "Ludami Morza" i wewnętrznymi niepokojami społecznymi o czym pisałem w poprzednich częściach). Napływ nowej, bliskiej rasowo ludności, mógł być korzystny dla tamtejszych władców, gdyż dawał im możliwość ponownej odbudowy dawnego znaczenia własnych miast-państw, dlatego też biblijne opowieści o zdobywaniu Kanaanu przez Izraelitów za czasów Jozuego i epoce sędziów - należy traktować jako piękne bajki (Izraelici byli wewnętrznie tak niejednorodni i skłóceni, że nie ma mowy o tym, aby byli zdolni do jakiejkolwiek większej akcji militarnej, mogącej wówczas zagrozić władztwu kananejskich królestw). Podobnie między bajki należy włożyć istnienie w pierwszych dekadach po wejściu do Kanaanu, wspólnego centrum religijnego całego ludu Izraela w Sychem (Szilo?), chociaż zapewne istniało coś podobnego dla plemion południowych w oazie Kadesz-Barnea na Pustyni Negew. Wszelkie opisy walk z czasów Jozuego i jego następców nie mogą odpowiadać faktom historycznym, szczególnie gdy jest tam mowa np. o podbojach miast filistyńskich i to nie tych prowincjonalnych, ale tych z samego centrum, z Kraju Nadmorskiego.


"Tak podbił Jozue całą tę ziemię: góry i krainę południową, nizinę i zbocza gór oraz wszystkich ich królów, nikogo nie zostawiając przy życiu, a wszystko, co żyło, wytracając jako obłożone klątwą, jak nakazał Pan, Bóg Izraela. Jozue wytracił ich od Kadesz-Barnea aż do Gazy oraz całą ziemię Goszen aż do Gibeonu. Wszystkich tych królów wytracił i ziemię ich podbił Jozue za jednym zamachem, gdyż Pan, Bóg Izraela, walczył za Izraela
(Joz. 10,40-41)   
 

To tylko jeden z przykładów jak Stary Testament (a szczególnie Księga Jozuego) opowiada o zdobyczach ludu Izraela w Kanaanie. Jednak nic historycznie (i archeologicznie) nie wskazuje, aby miasta filistyńskie w owym czasie w jakikolwiek sposób ucierpiały, wręcz przeciwnie odnotowuje się ich nieustanny rozwój (będący zagrożeniem - zarówno militarnym jak i kulturowym - dla istnienia Izraelitów jako narodu) aż do 925 r. p.n.e. i inwazji faraona Szeszonka I z XXII (libijskiej) Dynastii Egiptu. Należy więc stwierdzić że Księga Jozuego (gdyż już np. w Księdze Sędziów opisy wydarzeń są bardziej realistyczne i mniej hurra-propagandowe, pokazujące przede wszystkim zwykłe życie Izraelitów i ich nieustanne zmagania z okolicznymi wrogami, w tym głównie z Filistynami; chociaż w Księdze Sędziów też nie brakuje bajkowych i nierealnych opisów) była pisana jako baza, dająca Żydom pretekst do opanowania sąsiednich ziem w czasach rządów dynastii Hasmoneuszy, a szczególnie w I wieku p.n.e. za rządów Aleksandra Jannaja, królowej Salome czy Hyrkana II (jeszcze przed rzymską inwazją na Palestynę i zajęciem Jerozolimy przez Pompejusza Wielkiego w 63 r. p.n.e.). I rzeczywiście, w tamtych czasach obszar Królestwa Izraela nie tylko pokrywał się ze zdobyczami Jozuego, ale wykraczał znacznie dalej poza nie. W każdym razie ci, którzy spisywali Księgę Jozuego (i pozostałe Księgi Starego Testamentu) dali królom Hasmoneuszom doskonałe wytłumaczenie ich podbojów, w końcu Izrael po prostu odzyskiwał te tereny, które ponad tysiąc lat wcześniej zdobył Jozue i jego następcy, stąd bez wątpienia przykłady tek heroicznych walk o podbój Kanaanu, które z historyczną rzeczywistością nie miały nic (albo niewiele) wspólnego (notabene dzisiaj Izrael również pragnie odtworzyć ziemię obiecaną z przekazów biblijnych, próbując stworzyć coś, co według ich mniemania dał im Jahwe, czyli ziemię tzw: "Wielkiego Izraela" łączące w sobie zarówno obszar Gazy, całą Jordanię, większość Syrii, Iraku, Arabii Saudyjskiej i Egiptu).




To wyjaśniwszy, można przejść dalej. Uznając więc że wejście Hebrajczyków do Kanaanu miało miejsce ok. 1170 r. p.n.e. to do pierwszego konfliktu Filistynów i ludu Habiru (prowadzonego przez sędziego Szamgara) dojść musiało ok. 1150 r. p.n.e., zaś kolejny bunt sześciu plemion Izraela pod przywództwem sędzi Debory i Baraka, musiał mieć miejsce w kolejnym pokoleniu, czyli ok. 1120 r. p.n.e. (z tym zastrzeżeniem, że sędziowie wymienieni w Starym Testamencie nie władali wszystkimi plemionami, a jedynie jednym lub kilkoma z nich i z pewnością każde plemię Izraela miało swojego odrębnego sędziego). Tak to umiejscowiłem chronologicznie, ponieważ ok. 1050 r. p.n.e. miało miejsce uprowadzenie przez Filistynów Arki Przymierza z Sychem, a było to za czasów ostatniego sędziego, czyli Samuela (Szemuela), co spowodowało iż rządy poszczególnych sędziów okazały się nieskuteczne i plemiona Izraela postanowiły obrać sobie pierwszego króla (ok. 1042 r. p.n.e.) w osobie Saula (celem było odzyskanie Arki Przymierza). Dlatego też okres rządów sędziego Samsona - o którym zamierzam napisać - należy umieścić w przedziale lat 1120-1050 p.n.e. Zresztą sprawa z Samsonem nie jest wcale prosta, gdyż jego postać znów wydaje się być wymyślona. Tak, nie ma pewności czy rzeczywiście istniał taki sędzia jak Samson i czy jego osoba nie została po prostu skopiowana przez późniejszych żydowskich autorów Starego Testamentu z wcześniejszych legend i opowiadań... filistyńskich. Należy bowiem stwierdzić, że opowieść o Samsonie ma miejsce albo na terenach należących do Filistei, albo też na ziemiach Danitów (Samson miał być właśnie Danitą). Natomiast lud Danuna był jednym z tych, które przybyły do Kanaanu wraz z inwazją "Ludów Morza" ok. 1200 r. p.n.e. i choć oficjalnie nie wchodził w skład Filistei, to jednak był albo zależny, albo też bardzo bliski kulturowo władcom Kraju Nadmorskiego. Dziś oczywiście nie da się tego stuprocentowo udowodnić, ale Samson wydaje się być ludowym bohaterem nie Izraela, a właśnie Filistynów/Kananejczyków, który przez późniejszych dziejopisów został implementowany jako bohater i wybawca ludu Izraela. Wiele faktów z jego życia wskazuje na to, że bliżej mu było do Filistynów niż do Żydów (nie będę ich tutaj wymieniał, gdyż nie ma sensu teraz zastanawiać się czy Samson był bohaterem tej, czy innej grupy narodowościowej), ale pomińmy to i idźmy dalej.

Najpierw należy wyjaśnić kolejną niezgodność, która pojawia się w Starym Testamencie, a mianowicie to, że po rządach Debory i Baraka, Izraelici na 7 lat mieli popaść w niewolę Medianitów (co też świadczy o tym, iż powstanie Debory wcale nie zakończyło się takim zwycięstwem, jak zostało to opisane), a potem władzę miał sprawować sędzia Gedeon (od 1357-1317 r. p.n.e.) i sędzia Abimael (1317-1314 p.n.e.). Oczywiście ową oficjalną chronologię należy odrzucić, gdyż jest zupełnie niewiarygodna. Warto jednak skupić się nad wydarzeniami, które poprzedzały czasy sędziego Samsona (i które w jakiś sposób mogły tłumaczyć jego żydowskie jednak pochodzenie). Jeśli krótki okres niezależności sześciu plemion Izraela po śmierci Debory i Baraka dobiegł końca, to stało się to za sprawą owych Medianitów, a zatem warto sobie powiedzieć kim był ten lud i jakie miał on związki z Filistynami? Otóż Medianici zamieszkiwali kraj na południe od Edomu i za linią dawnych egipskich fortec granicznych z czasów XVIII i XIX Dynastii, leżących na wschód od doliny Araba (za Synajem). Ich siedziby znajdowały się po wschodniej części Zatoki Akaba (część Morza Czerwonego), naprzeciw Synaju. Medianici nie byli spokrewnieni z Filistynami, gdyż ich związki sytuują ich raczej po stronie pierwotnych Kananejczyków (według Biblii wywodzili się oni od Mediana - jednego z synów Abrahama, czyli mieli bliskie związki z Hebrajczykami. np. Medianitą był teść Mojżesza, kapłan Jetra, u którego Mojżesz pasł owce po swej ucieczce z Egiptu). Ich bliskimi sojusznikami byli: Amalekici, Sydończycy i Maonici (szczególnie ci pierwsi przybywali i osiedlali się również w Medianie). Zatem bez wątpienia Medianici nie byli zależni od Filistynów, a ich "podbój" ziem należących do plemion Izraela nie był tym, czym się wydaje, a raczej polegał po prostu na nieustannych corocznych najazdach ziem Izraelitów (według Biblii najazdy te trwały siedem lat), organizowanych zawsze w pełni lata. Ich najazdy spowodowały że Izraelici (uciśnieni głodem) opuścili doliny i przenieśli się na wzgórza i w góry wokół Morza Araby (Morza Słonego).




W późniejszych latach Izraelici coraz częściej wtapiali się w ówczesny krajobraz polityczno-kulturowy Kanaanu. Podstawą religii mojżeszowej, było przymierze z Jahwe (Arkę Przymierza miano umieścić w sanktuarium w Sychem, gdzie - przynajmniej oficjalnie - miały się zbierać wszystkie plemiona Izraela aby odnawiać przymierze, jednak o ile istnienie ośrodka kultowego w Sychem jest prawdopodobne, o tyle zjeżdżanie tam przedstawicieli wszystkich 12 plemion jest ponownym wymysłem późniejszych biblijnych dziejopisów), obowiązek obrzezania niemowląt płci męskiej (praktyka obrzezania była znana na Wschodzie już od III tysiąclecia p.n.e., choć w większości przypadków dotyczyła dorosłych mężczyzn lub chłopców i dopiero Żydzi wprowadzili obowiązek obrzezania niemowląt), aby podkreślić ścisły związek ich ludu z bogiem Jahwe. Była też koncepcja "Ludu Wybranego" (swoją drogą ciekawe kim była istota, która na pytanie Mojżesza jakie jest jego imię, odrzekła: "Ehyeh aser ehyeh" - czyli "Jestem, który jestem". Czy mogła być to istota pochodzenia TJehooba? Trudno powiedzieć, choć ja sądzę że raczej były to zupełnie inne istoty, aczkolwiek kiedyś słyszałem o pewnym zdarzeniu, w którym żydowski kapłan {żyjący już w XX wieku}, stwierdził że wszyscy "goje" źle wymawiają imię Boga Jahwe i że ono tak nie brzmi. Michael Desmarqet - który w latach 80-tych został uprowadzony - choć stało się to za jego zgodą - przez przedstawicieli ludu TJehooba, wymówił właśnie tę nazwę na określenie boga Jahwe, czym wzbudził ogromne zdziwienie owego kapłana, okazało się to bowiem poprawną nazwą), oraz obowiązku oddawania czci tylko temu bogu, tak, jakby zazdrośnie strzegł swojej boskości i domagał się całkowitej wierności swoich wyznawców - tu podobnie rzecz się ma do istotnej kwestii jaką jest tzw.: "Boża sprawiedliwość". Często bowiem słyszę głosy ludzi, którzy widząc zło tego świata, widząc gwałty i śmierć niewinnych - wielu ludzi twierdzi że albo "Boga nie ma wcale", albo też nie jest tak miłosierny jak się o Nim mówi, gdyż pozwala na śmierć i cierpienie ludzi dobrych i niewinnych, którzy szybko odchodzą z tego świata, zaś przestępcy, zbrodniarze i niegodziwcy często żyją długie lata i uchodzą bez kary za swoje winy. Odrzucając emocje - które są najgorszym w tym przypadku doradcą, należy na chłodno się zastanowić... po co właściwie Bóg miałby pragnąć szybkiej śmierci niegodziwców, zbrodniarzy i ludzi po prostu złych? Po co? W jakim celu? 

My, ludzie posługujemy się myśleniem takim, które jest naturalne dla nas, gdyż po prostu pragniemy sprawiedliwości i chcielibyśmy aby ta sprawiedliwość i kara dla winnych nastąpiła szybko - co jest zrozumiałe, gdyż nasze życie trwa bardzo krótko, a młodość i zdrowie szybko przemijają. Pytanie tylko czy Bóg chce tego samego, będąc nieograniczony czasem, przestrzenią, a także wszystkim tym, o czym my pojęcia nie mamy. Po co więc miałby krwawo mścić się na zbrodniarzach, skoro i tak oni nigdzie nie uciekną i gdy przyjdzie ich czas, poznają czego w życiu dokonali. Pośpiech w tym przypadku nie ma sensu, gdyż czas dla Boga nie istnieje, natomiast zostawiając tym niegodziwcom długie życie, zostawia się im również czas na zmianę, zmianę ich życia, żal i zadośćuczynienie za popełnione przestępstwa. Wielu z tego nie korzysta, ale każdy ma czas naprawić swoje winy, gdyż Bóg nie jest od karania nas - w końcu my jesteśmy Jego częścią - ale okoliczności życia czasem sprawiają, że zachowujemy się tak, a nie inaczej - i po to jest czas na naukę i naprawę tego co w naszym życiu poszło nie tak. Pięknie opisał to już w końcu I wieku naszej ery Plutarch w swym dziele: "O odwlekaniu kary przez Bogów". I tak samo jak Bóg nie jest od karania nas za grzechy, nie wymaga również bezwzględnego posłuszeństwa i oddania. Nie musimy więc składać Bogu ofiar, nie musimy oddawać Mu specjalnej czci - nie ma to bowiem żadnego znaczenia, musimy tylko nauczyć się żyć w świecie, które nie jest dla nas odpowiednie i często sprowadza nas na złą ścieżkę. Ale jeśli uświadomimy sobie że życie jest tylko krótką lecz niezbędną chwilką przeznaczoną na naukę i że nigdy nie jesteśmy sami, choćby się wszyscy od nas odwrócili - to wtedy naprawdę zbliżymy się do Boga i zrozumiemy że świat ten ma sens, choćby wokół nas było mnóstwo zła i cierpienia a my sami bylibyśmy głęboko rozczarowani naszym życiem. Bóg nie wymaga ani uwielbienia, ani też nie karze nas za nasze grzechy. Każdy z nas ma swoją drogę i swój czas na naprawę życia, a jeśli z tego nie skorzysta - trudno, tak czy owak przyjdzie czas na naprawę naszego życia, w tym, lub kolejnym danym nam czasie. Bóg więc nie musi nas ani mordować ani też wymuszać bezwzględnego posłuszeństwa. Człowiek ma Wolną Wolę dzięki której kształtuje swój los, choć to też nie znaczy że Bóg się nami nie interesuje. Wręcz przeciwnie, każdy ma bowiem swój "telefon" który może użyć z prośbą o wsparcie w życiu. Wierzcie mi albo nie, ale jeśli o mnie chodzi, taki telefon nigdy jeszcze nie pozostał bez odpowiedzi (chociaż czasem popadam w pewną pychę i wydaje mi się że to wszystko co mi się w życiu układa i co mi się udaje, to ja sam prowokuję, wcześniej układając w głowie pewne zdarzenia które mają zaistnieć. Jeśli nawet to jest prawda, to też należy pamiętać że my wszyscy jesteśmy częścią Boga i nic co dzieje się w naszym życiu - choćby wyszło z naszych myśli działań - nie jest oddzielone od Boga, a wręcz przeciwne zawsze jest Jego częścią).




Hebrajczycy jednak w tym czasie ulegali silnej kulturze kananejsko-filistyńskiej, która wówczas była kulturą panującą (stąd tak mocne podkreślanie inności Żydów: silny monoteizm - "Nie będziesz miał obcych bogów obok mnie", obrzezanie chłopców i zakaz kultu idoli). Sędziowie i kapłani - będący przywódcami plemion Izraela, doskonale bowiem wiedzieli że jeśli pozwoli się ludziom na wyznawanie innych kultów i mieszane małżeństwa, to zbieranina pasterzy która pod przywództwem Mojżesza wyszła z Egiptu, może się po prostu rozpłynąć w kananejskim kotle, dlatego też walka z fałszywymi bogami (druga sprawa że byli to bogowie okrutni, domagający się ofiar i uwielbienia, czyli realnie niczym nie różnili się od Jahwe. W ogóle uważam że przed przyjściem na świat Jezusa Chrystusa cały religijny politeizm poświęcony był... szatanowi pod wieloma jego postaciami, lub też istotom pochodzącym z obcych światów, tutaj zaś widzących doskonałe pole do zagospodarowania wśród prymitywnych ludzkich istot, nie znających ani swej pozaziemskiej przeszłości, ani też swej duchowej wartości. Stąd też chrześcijaństwo było prawdziwym wyłomem w dziejach ludzkiej duchowości i pokrzyżowało plany wielu wyznawcom "prawdziwej religii" która triumfowała tutaj od wieków - czyli kultów szatana - pod różnymi jego postaciami), rozpoczęła się już po opuszczeniu Synaju, w Baal Peor - mieście Moabitów, gdzie tamtejsze kobiety namawiały wielu Hebrajczyków do wzięcia udziału w święcie ku czci ich bogów. 




Utrzymanie jedności religijnej było więc ważne z punktu widzenia przetrwania społeczności, tym bardziej że Kanaanejczycy również mieli swego wielkiego boga imieniem El - "Stwórcę wszelkich stworzeń" ("bny bnwt"), różnica jednak polegała na tym, że prócz niego był jeszcze cały panteon różnych innych bogów i bogiń. Zresztą El nie było imieniem boga, a nazwą własną, znaczyło po prostu tyle co "Bóg", zatem można powiedzieć że El również nie posiadał swego imienia, podobnie jak Jahwe. El był przedstawiany jako "boski byk" - potężny w swej sile, którego nie mogą dosięgnąć żadne złe moce. Bóg wszechmocny, mądry, łaskawy i miłosierny (któremu jednak należało składać krwawe ofiary). Synem Ela był bóg piorunów i gór - Baal Potężny - "Najpotężniejszy Książę, Pan Niebios, Jeździec Chmur". Jego imię również było nazwą własną i oznaczało po prostu "Pana". Podobnie jak jego ojciec - mający swe najważniejsze świątynie w Hebronie, w Mamre, w Betel, w Beer-Szewie, w Kadesz-Barnea (razem z Jahwe) i w Jebuz (dawnej nazwie Jerozolimy), tak Baal swą największą świątynię miał w Chacor. Małżonką Ela była bogini Aszera (Aszirat, Asztarte) patronka płodności, przedstawiana najczęściej w postaci drzewa i stąd zwana "Prostą". Była matką siedemdziesięciu synów, ale jeśli ktoś uważał iż była to dobroduszna bogini odradzającej się roślinności i płodności kobiet, ten byłby w błędzie, gdyż Aszera była również krwawą boginią wojny, domagającą się nieustannych ofiar (również ofiar z ludzi, choć te praktyki zostały z czasem zaprzestane i składano jej jedynie ofiary zwierzęce). Główną świątynię miała w Taanach w okolicy Megiddo. Jej córką zaś, a siostrą i kochanką Baala, była bogini Anat - "Strażniczka sprawiedliwości i praw". Była to bogini miłości i płodności, opiekunka kobiet (w jej świątyniach istniały specjalne gildie kapłańskie kobiet i chłopców - które oddawały się wiernym podczas składania przez nich ofiar). W świątyniach w Tircie i Sychem odnaleziono szkielety niemowląt składane tej bogini w ofierze (taka starożytna forma późnej aborcji?). Byli też i inni bogowie (jak bóg słońca - Szamasz, bóg księżyca - Jarich czy bóg śmierci - Mot), nie ma jednak sensu ich wszystkich wymieniać. Ważne aby stwierdzić iż były to kulty na tyle oryginalne, że przyciągały do siebie lud Izraela, za co Jahwe miał sprowadzić na nich karę w postaci zniewolenia przez Filistynów.




I tak się właśnie stało ok. 1100 r. p.n.e. 12 plemion zostało całkowicie uzależnionych od władców Kraju Nadmorskiego (Filistei), których kolonizacja objęła wówczas również kraj zwany Szefelą (były to żyzne tereny pasterskie między Krajem Nadmorskim a ziemiami Symeona, Benjamina i Judy). I tutaj właśnie pojawia się postać zwana Samsonem, o której to więcej opowiem w kolejnej części.


CDN.

23 lutego 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. XXXVII

WSZECHŚWIAT
PO ZAKOŃCZENIU
III WOJNY Z GADAMI
Cz. I


W tym miejscu chciałbym na moment zmienić temat. Nim przejdę do opisu kształtowania i rozwoju cywilizacji I (i II) Imperium Atlantydy, Cesarstwa Uighur, Imperium Yu, Imperium Doliny Indusu, Cesarstwa Nagów, Królestwa Maratta, Imperium Ramy, czy wojen, toczonych o zdominowanie Ziemi (jak choćby pomiędzy Atlantydą a MU, dwóch "wojen piramidowych" toczonych w rejonie Mezopotamii, Egiptu i Indii, opanowania Indii przez Ariów, wojen toczonych przez agresywne II Imperium Atlantydy i innych konfliktów zbrojnych). Nim opiszę "Aferę Babel", której echa przetrwały w Biblii, "Wielki Potop", który pochłonął dawne cywilizacje, a także odbudowę ludzkiej cywilizacji po Potopie, powstanie i rozwój cywilizacji Ubaid (przed-sumeryjskiej), narodziny Sumeru oraz... przekazanie przez "bogów" władzy nad Ziemią w ręce ludzi (potomków Adama i Ewy) ok. 3 700 r. p.n.e. Teraz jednak pragnę na moment pozostawić Ziemię (oraz rodzące się i upadające tutaj cywilizacje), a opisać wydarzenia, mające miejsce na innych galaktykach i w innych rejonach Wszechświata. 

Część z nich już wcześniej opisałem - jak cywilizację Felinian, Karian, Reptilian (do nich jeszcze powrócę). Przedstawiłem zmiany, jakie zaszły w społeczeństwach Lirian i Plejadian, opisałem cywilizację TJehooba, Malony, Bakaratini i Aremo. Nadal jednak nie zaprezentowałem jeszcze cywilizacji Andromedan, która (wraz z Plejadami) pełni obecnie dominującą rolę w Radzie Federacji Galaktycznej. Nie opisałem i innych "ludzkich" (i "nieludzkich"), cywilizacji, jak choćby Rigelian czy Procjan, zmian jakie zaszły w gadzim społeczeństwie Oriona, Syrian, Arkturian czy Centaurian. Wszystko to, zamierzam właśnie teraz przedstawić (by już potem do tego nie wracać), nim przejdę do kontynuowania tematu o ziemskich cywilizacjach.

Zatem pierwszą pozaziemską cywilizacją, jaką teraz zaprezentuję, będzie:



CYWILIZACJA ANDROMEDY


GALAKTYKA ANDROMEDY



Jedną z najpotężniejszych ras ludzkich we Wszechświecie są właśnie Andromedanie. W przeciwieństwie do Plejadian czy TJehooba, Andromedanie prawie w ogóle nie interesują się naszym losem. Owszem, ich okręty przybywały w zamierzchłej przeszłości na Ziemię a nawet zakładano tutaj bazy, lecz niewiele z tego wyniknęło i wkład Andromedan w powstanie biblijnego Adama z Edenu - był... żaden. Dlatego też ich stosunek do nas jest tak obojętny (nie życzą nam źle, ale też prawie w ogóle ich nie interesujemy). Stanowią jedną z najpotężniejszych sił w Radzie Federacji Galaktycznej, a ich potęga jest prawdopodobnie większa od potęgi Federacji Plejad. Panuje tam ustrój zbliżony do republikańskiego (brak dokładniejszych danych na ten temat), lecz cała galaktyka Andromedy zjednoczona jest w Federacji Andromedy, która grupuje aż 139 systemów gwiezdnych. Monarchia (a raczej tyrania - o czym mowa w channelingach) została u nich obalona jakieś 357 lat temu (licząc od ostatniego przekazu z 2005 r.). Stanowią siłę, która zapewnia bezpieczeństwo i ład w dużej części Wszechświata. Informacje o Andromedanach są bardzo skąpe, nie można więc o nich i o ich cywilizacji napisać zbyt wiele.

Posługują się oni językiem "Paa -Tal" (tak też nazywa się główna planeta w ich galaktyce i jednocześnie siedziba Rady Federacji Andromedy). Oczywiście używają do komunikacji z innymi rasami międzygwiezdnego języka KOSAN, lub też komunikują się za pomocą myśli (a myśl nie ma barier językowych). Na Paa-Tal rok liczy 365 dni. Andromedanie przybyli do swojej galaktyki (podobnie jak Plejadianie) po zakończeniu II Wojny z Gadami. Nie znana jest dokładna historia tej galaktyki po jej zasiedleniu przez kolonistów z Liry, lecz mowa jest o tzw.: "Wojnach Egzekucyjnych", które wybuchły na Paa- Tal ok. 65 000 000 lat temu. Mieszkańcy planety podzielili się na 21 wielkich ośrodków politycznych, które toczyły ze sobą wojny o dominację nad tym światem. Nie było zdecydowanego zwycięzcy, a poszczególne państwa raz zwyciężały, raz ponosiły klęski, aż nadeszła "Wielka Plaga", która zdziesiątkowała ludność planety (ok. 60 000 000 lat temu). Potem nastały czasy pokoju i rozpoczęła się wielka andromedańska kolonizacja. Trwała ona do czasu wybuchu III Wielkiej Wojny Galaktycznej i ataku Reptilian na Andromedę. Wcześniej doszło jeszcze do wojny pomiędzy Andromedą a galaktyką Triangulum o kontrolę nad jednym spornym rejonem - zakończyła się ona zniszczeniem jednego z księżyców Triangulum przez siły Andromedan. Atak Gadów spowodował jednak zaprzestanie tamtych walk i wspólną obronę przed napastnikami, która zakończyła się zniszczeniem inwazyjnej floty reptiliańskiej, co spowodowało kontrofensywę Federacji Galaktycznej i zapewniło Ludzkości zwycięstwo w tym konflikcie.

Od tej chwili Andromedanie stali się jedną z największych i najpotężniejszych ludzkich ras we Wszechświecie. Nie zaprzestali jednak dalszej kolonizacji, oraz... wyścigu o palmę pierwszeństwa w Radzie Federacji z Plejadianami. Andromedanie dokonują też czasem porwań niektórych ludzi z naszej planety, oraz odpowiadają za większość tzw.: "zbożowych kręgów" na ziemskich polach. Los ludzkości niewiele ich obchodzi, a ponieważ zdają sobie sprawę z faktu, że potomkowie ADAPY (biblijnego Adama) posiadają w dużej większości geny plejadiańskie - tym łatwiej przychodzi im porywanie ludzi i przeprowadzanie na nich (bezbolesnych) eksperymentów. Bardzo cenią sobie edukację i już od najmłodszych lat uczą dzieci w specjalnie do tego celu przystosowanych szkołach.



RIGEL czyli... MIDGARD




Nic jeszcze nie pisałem o Rigelianach, a byłaby to niepowetowana strata. Strata, gdyż po pierwsze - jest to lud, który bardzo długo zmagał się z potęgą Imperium Anchara, a po drugie niektórzy z ich przywódców przeszli do naszych legend i są znani na Ziemi jako... nordyccy bogowie ASGARDU, tacy jak - ODYN, THOR, FREJA czy LOKI. Dziś dawny Rigel już nie istnieje, został zdobyty przez Gady w III Wielkiej Wojnie Galaktycznej i po dziś dzień jest okupowany. Rigelianie przetrwali jednak na innej planecie, o której opowiem poniżej. Teraz chciałbym opisać historię i cywilizację dawnego Imperium Rigeliańskiego. Rigelianie są oczywiście (jak wiele im podobnych) kolonistami z systemu gwiezdnego Liry. Po zakończeniu II Wojny z Gadami, osiedlili się w galaktyce Oriona na jedynej planecie wolnej od Reptilian, którą potem nazwali - RIGEL. Od tej chwili zaczęła się ich nieustanna walka o przeżycie z Gadoidami, którzy nie godzili się na istnienie ludzkiej placówki w galaktyce całkowicie przez nich opanowanej. Rigelianie przypominają z wyglądu klasycznych Aryjczyków (zresztą jak większość ludzkich kolonistów z systemu Liry, a w szczególności z dawnej kolebki Ludzkości - planety Avyon). Są więc wysocy, jasnowłosi (włosy sięgają im niekiedy nawet do ramion), doskonale zbudowani i umięśnieni. Oczy mają koloru błękitnego lub szmaragdowego. Ich skóra jest jasnobiała, a oni sami są dość piękną rasą.

Po zakończeniu II Wielkiej Wojny Galaktycznej (a raczej po zawieszeniu działań wojennych), część ludzkich kolonistów z systemu gwiezdnego Liry postanowiła osiedlić się w samym centrum Imperium Anchara - w galaktyce Oriona. Nie wiadomo czym się kierowali, wybierając takie miejsce pod przyszłą kolonizację. Być może sądzili, że uda im się tym samym szachować Reptilian i ograniczyć ich kolonizację. Przez cały ten okres, jaki upłynął pomiędzy jedną a drugą wojną galaktyczną (ok. 250 milionów lat), trwała wzajemna konfrontacja pomiędzy Imperium Oriona (Bellatrix - zastępcza nazwa Sojusz Anchara), a rosnącym w siłę Imperium Rigeliańskim (zwłaszcza po zniszczeniu w trakcie II Wojny Galaktycznej kolebki Gadów - planety Aln). Rigelianie bowiem rozpoczęli zakrojoną na wielką skalę kolonizację Wszechświata, zasiedlając wiele planet i nowych galaktyk. W taki też oto sposób zajęto planetę Procjon (która dziś jest jedynym światem, na którym przetrwała dawna rigeliańska cywilizacja). Gady, zdając sobie doskonale sprawę z niebezpieczeństwa dalszej ludzkiej kolonizacji w ich galaktyce, postanowili maksymalnie osłabić Rigelian, podsycając pomiędzy nimi wzajemne waśnie i niezgodę. Społeczeństwo Rigelian podzieliło się na dwa zwalczające się wzajemnie obozy, które wkrótce doprowadziły do wyniszczającej wojny domowej, trwającej 300 lat. Część mieszkańców planety uciekła wówczas do innych, wcześniej założonych kolonii, a szczególnie na planetę Procjon. Zdążyli jeszcze przed katastrofą, gdyż ci którzy pozostali, doprowadzili planetę, siebie samych i swe potomstwo do całkowitego upadku.

Wojna trwała 300 lat. Ostatnim jej akordem była wzajemna nuklearna zagłada, co spowodowało takie zniszczenia i degradację środowiska naturalnego, że planeta zamieniła się w dymiące i pełne zgliszczy pustkowie. Niebo zostało przesłonięte gęstą ilością dymu, pary wodnej i chmur, całkowicie uniemożliwiając jakiekolwiek próby dotarcia tam promieni słonecznych, co oznaczało że na Rigel zapadły całkowite ciemności, przesłaniane jedynie wciąż płonącymi niedopałkami, lub erupcjami wulkanów. Ci, którzy przeżyli, musieli zejść do podziemnych schronów próbując przetrwać, lecz nie mieli szczęścia. Wkrótce na planecie zjawiły się Gady, które szybko odnalazły podziemne kryjówki dawnych Rigelian. Wszystkich zamieniono w niewolników. Zaczęto też eksperymentować z ich genami, próbując uniemożliwić im dalsze rozmnażanie - i to powiodło się Reptilianom. Stworzyli nową rasę rigeliańskich hybryd, w ogromnej większości pozbawionych możliwości rozmnażania się. Jedynie wybrani przez Reptilian niewolnicy mogli się dalej rozmnażać, ale zawsze pod czujnym okiem Gadów i przy zachowaniu odpowiednich proporcji. Chodziło o to, by gatunek ludzkich niewolników nie wymarł, lecz trwał tak długo, jak życzyć sobie tego będą ich nowi władcy. Dziś Rigelianie - którzy przetrwali na planecie, są pod całkowitą kontrolą Gadów i są przez nich wykorzystywani do bardzo rożnych praktyk. Są niewolnikami, lecz niektórych (za wierną służbę) nagradza się nawet wolnością i wykorzystuje do pośrednictwa w sprawach dyplomacji międzygwiezdnej z Federacją Galaktyczną. .





PROCJON - czyli
bramy ASGARDU




Ci, którym udało się uciec z ich rodzinnego świata, osiedlili się na różnych planetach i w innych systemach galaktycznych, jednak cywilizacja rigeliańska przetrwała jedynie na planecie Procjon (na pozostałych Rigelianie szybko się asymilowali do "miejscowych" zwyczajów). To właśnie z tej planety pochodzili koloniści, którzy przeszli do legend ludów Skandynawii pod nazwą bogów Asgardu. To stamtąd pochodził ODYN, THOR, BALDUR, FREJA czy LOKI, cała ta dynastia AZÓW, to byli gwiezdni podróżnicy z planety Procjon. Mimo że ta planeta leży daleko od granic galaktyki Oriona, Reptilianie postanowili zniszczyć wszystko, co przetrwało z dawnej cywilizacji rigeliańskiej. Postanowili jednak do tego wykorzystać... swych niewolników. Rigelianie (teraz jako ambasadorowie Reptilian), zaczęli więc przybywać na Procjon, pragnąc zawiązać ściślejsze związki z ich pobratymcami. Wkrótce zaczęto przysyłać też specjalistów z różnych dziedzin z Rigel i tworzyć programy wzajemnej współpracy. Wszystko to było skrupulatnie zaplanowane i miało w konsekwencji doprowadzić do całkowitego podporządkowania nowej planety reptiliańskim wpływom. Wkrótce Rigelian było na Procjonie tak wielu, że zaczęli przenikać do tamtejszych władz, lub też zaczęli wykorzystywać techniki manipulacji hipnotycznej, całkowicie podporządkowując sobie najważniejszych przywódców planety. Właśnie o to chodziło Gadom.


 "ERA ODYNA"
PARTYZANTKA na PROCJONIE.
WOJNA Z GADOIDAMI i RIGELIANAMI



Zdobywszy wpływ na przywódców planety Procjon, Rigelianie bardzo szybko podporządkowali sobie całą planetę, aż wkrótce na Procjonie wylądowały pierwsze reptiliańskie gwiazdoloty, które przybyły tutaj... zaproszone przez samych przywódców planety. Część Procjan - widząc co się dzieje - poprosiła o interwencję Federację Galaktyczną. Ci jednak mieli związane ręce - oficjalnie bowiem Gady nie dokonały agresji zbrojnej na planetę, po prostu zajęły ją na "prośbę" jej mieszkańców (a raczej przywódców), lecz nie był to powód do wypowiedzenia im wojny. Procjanie postanowili więc działać inaczej. Zorganizowano podziemną partyzantkę zbrojną, która podjęła walkę z najeźdźcami (jednej z takich grup partyzanckich przewodził - ODYN). Rozpętała się wojna domowa, która toczona była ze zmiennym szczęściem (chociażby początkowa klęska "Grupy Odyna" spowodowała, iż w ucieczce przed Gadami przybył on wraz ze swą rodziną i podkomendnymi aż na Ziemię. Tam utworzył krótkotrwałe królestwo - podporządkowując sobie lokalnych władców z rodu ADAMA i został przez nich uznany za boga, przygotowując się na powrotu do... ASGARDU czyli na Procjon. Nim jednak powrócił, zdołał zgromadzić wokół siebie całą rozproszoną procjanską partyzantkę i stanął na jej czele. Zdołał też uzyskać (ciche) wsparcie od Federacji Galaktycznej. Tak wzmocniony przybył ponownie na Procjon, gdzie w kilku bitwach rozbił siły Sojuszu Anchara i wspierających ich Rigelian. Odzyskał planetę i wyzwolił ją z jarzma reptiliańskiej niewoli.


"I inny znak się ukazał na niebie: Oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów - a na głowach jego siedem diademów (...) 

 I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem.

 I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł (...) I został strącony wielki Smok,
 
Wąż starodawny (...) A oni zwyciężyli (...) dzięki słowu swojego świadectwa i nie umiłowali dusz swych - aż do śmierci". 

Apokalipsa św. Jana (12, 3-11)

 


Odyn stał się pierwszym władcą zjednoczonego Procjona i założycielem dynastii Azów. Następcą Odyna został jego pierworodny syn - THOR. Dziś Procjanie stoją w awangardzie wspierania na Ziemi uniwersalnych praw człowieka, oraz są szczególnie uczuleni na wszelkie próby tajnego zdobycia władzy i kontroli nad Ziemianami.




CDN.

ZAPRZAŃSTWO JAKICH MAŁO! - Cz. VII

CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI POWSTANIE i WOJNA Cz. VII WŁADYSŁAW IV W MŁODOŚCI  Poselstwo na którego czele st...