WYŚWIETLENIA

11 stycznia 2026

KSIĄŻĘ - Cz. I

RZECZ O FRYDERYKU AUGUŚCIE I




Był on wnukiem elektora saskiego i króla Rzeczpospolitej Fryderyka Augusta II, panującego w latach 1733-1763 (na polskim tronie jako August III Sas), oraz prawnukiem Fryderyka Augusta I, również panującego w Rzeczpospolitej w latach 1697-1706 oraz 1709-1733 jako August II Mocny. Fryderyk Chrystian z dynastii saskich Wettynów - bo o nim to mowa - urodził się 23 grudnia 1750 r. jako syn następcy saskiego stolca - Fryderyka Chrystiana Leopolda i Marii Antonii Walpurgis, księżniczki bawarskiej. Dwaj jego koronowani przodkowie nie cieszyli się w Polsce zbyt dobrą pamięcią (August II słynął głównie ze swoich licznych kochanek, do których zaliczały się Zofia Eleonora Kessel, Aurora von Königsmarck, Anna Alojza d'Esterle czy Anna Konstancja Hoym - hrabina Cosel. Poza tym król August II miewał kochanki praktycznie w każdym miejscu do którego się udawał, a do ich grona należała również piękna Turczynka o imieniu Fatma, oraz hiszpańska margrabianka de Maznera. Oficjalna żona władcy - Krystyna Eberhardyna musiała pogodzić się z losem zdradzanej żony, a z niektórymi "przyjaciółkami" męża nawet sama się zaprzyjaźniła - szczególnie Aurora von Königsmarck dbała by August, mający z nią romans, jednocześnie nie zaniedbywał swej żony. Podobno na łożu śmierci obawiał się on, czy Bóg wybaczy mu te wszystkie romanse i czy przyjmie go do Nieba. August II znany był też ze swojej olbrzymiej siły i dlatego otrzymał przydomek "Mocny". Potrafił np. w ręku łamać podkowy, wyginać stal oraz samemu przesuwać ciężkie działa, których nie mogło ruszyć nawet kilku żołnierzy. Poza tym był przystojny, obyty w świecie, odważny, był koneserem sztuki. Lubił co prawda się popisywać, ale jednocześnie błyszczał galanterią i dobrymi manierami - swej żonie, którą nieustannie zdradzał, nigdy w niczym nie uchybił, nigdy jej nie obraził i zawsze spełniał jej kaprysy, a nie było to w rodzie Wettynów naturalne podejście do kobiet, tym bardziej że brat Augusta Mocnego - Jan Jerzy IV, swą małżonkę Eleonorę poniżał nieustannie). 




Jednak w historii Polski August II niczym wielkim się nie zasłużył, a wręcz przeciwnie, od jego to panowania rozpoczęła się epoka stopniowego upadku Wielkiej Rzeczypospolitej i choć król ten miał kilka ciekawych pomysłów politycznych, to jednak żadnych nie udało mu się zrealizować i ostatecznie pod koniec życia zamyślał nawet o rozbiorze Polski pomiędzy Prusy i Rosję. Poza tym to właśnie August II wciągnął Polskę w zupełnie niepotrzebny konflikt, zwany Wojną Północną, pomiędzy Rosją a Szwecją, która to w przeważającej części toczyła się na ziemiach polsko-litewskich, doprowadzając kraj do ogromnych zniszczeń, a ostatecznie nie przyniosła żadnych korzyści i uzależniła kraj najpierw od Szwecji, a potem od Rosji.
Natomiast jego syn - August III był już totalnym nieporozumieniem. Co prawda miał wielkie plany mające na celu zwiększenie liczby wojska i opanowanie Mołdawii oraz ponowne wprowadzenie Rzeczpospolitej do grona europejskich mocarstw, ale ostatecznie niczego nie osiągnął przez zbyt duży sprzeciw szlachty i magnaterii - nie chcącej zwiększenia liczby żołnierzy, widząc w tym instrument do walki króla z narodem i odebrania obywatelom ich wolności. To właśnie za Augusta III w ciągu trzydziestu lat jego panowania, nie doszedł do skutku prawie żaden Sejm. Wszystkie zostały zerwane przez posłów przed zakończeniem obrad, prócz jednego, co też dowodzi że Rzeczpospolita zmieniała się wówczas powoli w karykaturę państwa.






Mimo to, Fryderyk August od maleńkości był przygotowywany do objęcia polskiego tronu i stąd uczono go również języka polskiego. Konstytucja 3 Maja 1791 r. dawała mu następstwo po Stanisławie Auguście Poniatowskim (panującym w latach 1764-1795), jednak wcześniej doszło do trzech rozbiorów Polski (1772, 1793 i 1795) czego efektem było całkowite wymazanie kraju z mapy świata i podział ziem polskich pomiędzy trzech zaborców: Rosję, Prusy i Austrię. Fryderyk August nie miał łatwego dzieciństwa. Matka - Maria Antonia - zaniedbywała go i nie dbała za bardzo o jego przyszłość, jednak wielkoksiążęcy stolec objął już w wieku lat 13, po śmierci swego ojca - Fryderyka Krystiana I w grudniu 1763 r. Nie odznaczał się on niczym szczególnym i na pewno nie był królem-żołnierzem, ani też królem-wodzem, a po prostu miłym facetem, który pragnął spokojnie przeżyć swoje życie. Gdy w 1806 r. wybuchł konflikt prusko-francuski, książę-elektor stanął po stronie Prus. Lecz po dwóch symultanicznie zadanych przez Napoleona ciosach (pod Jeną i Auerstedt), pruska armia przestała istnieć i gdyby nie pomoc rosyjskiego sojusznika, Prusy (i pruski król) nie przetrwałyby. Po pokoju zawartym w Tylży (7 i 9 lipca 1807 r.), Napoleon mimo wszystko wyciągnął do Fryderyka Augusta swą dłoń i zaproponował mu objęcie władzy w powstałym właśnie (na mocy owego pokoju) Księstwie Warszawskim, któremu to 22 lipca 1807 r. w Dreźnie nadał Cesarz konstytucję. Wielu Polaków było niezadowolonych z faktu, iż powstało tylko kadłubowe Księstwo, zamiast odrodzonej Korony Polskiej, ale w Tylży nie udało się ugrać nic więcej. Zresztą Napoleon powiedział to do polskiej delegacji, która przybyła do Drezna i odebrała z Jego rąk konstytucję Księstwa Warszawskiego: "Wiem, że Polacy są niekontenci, iż jest tylko Księstwo Warszawskie, ale ja dla was, interesów Francji skompromitować nie mogłem" po czym dodał: "Nie martwcie się, to i tak jeszcze się połamie". Zaś o Fryderyku Auguście, jako nowym księciu warszawskim mówił: "Wiem, że to nie taki król, jakiego wam trzeba, to nie żołnierz, ale jego wybrali wasi sąsiedzi i wyście sami go wybrali na swym sejmie. (...) Jego rozwaga i umiarkowanie mogą zapewnić spokojność publiczną".


NAPOLEON WRĘCZAJĄCY KONSTYTUCJĘ KSIĘSTWA WARSZAWSKIEGO 
(22 Lipca 1807 r.)





Fryderyk August - już jako książę warszawski - po raz pierwszy przybył do swojego nowego kraju 21 listopada 1807 r., wzbudzając swym pojawieniem się powszechny zachwyt nowych poddanych. Ów książę co prawda nie odznaczał się wojowniczością, ale był inteligentnym i rozsądnym władcą, a także zdawał sobie sprawę, że jest tylko tymczasowym "zastępcą króla", który zostanie wybrany po odrodzeniu się dawnej Wielkiej Rzeczpospolitej, a to może nastąpić jedynie w konfrontacji z Cesarstwem Rosyjskim. Wiedział dobrze że w takim przypadku nie utrzyma się u władzy w Polsce i będzie musiał zwrócić tron temu, który zajmie jego miejsce. Do tej roli najbardziej predystynowany był sam Cesarz Napoleon Wielki, który obejmując tron odrodzonego Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, a jednocześnie dzierżąc w swych rękach tron Cesarstwa Francuskiego (i Królestwa Italii) stałby się najpotężniejszym monarchą w dziejach współczesnej Europy. Łącząc w swojej osobie dwa królestwa - Wschodu i Zachodu, zapewniłby swojej rodzinie przyszłość na długie dziesięciolecia a może nawet na wieki. Oczywiście inny niż Cesarz Napoleon kandydat do polskiego tronu także był możliwy, ale jedno pozostawało pewne i Fryderyk August dobrze o tym wiedział - to nie on objąłby ten odrodzony tron. Mimo to nie dawał po sobie poznać, że czuje się z tego powodu dyskryminowany, a wręcz przeciwnie. Polaków przekonywał do siebie nie tylko swą serdecznością, prawością, dobrocią, szczerością i sprawiedliwością, ale także tym, że do swych poddanych przemawiał po polsku. Choć przywiązany do sztywnej etykiety drezdeńskiego dworu, był również dobrym władcą konstytucyjnym. Na mocy konstytucji, książę otrzymywał pełnię władzy wykonawczej oraz inicjatywę ustawodawczą. Od niego zależał też rozbudowany aparat administracyjny Księstwa (złożony aż z 9000 urzędników w 2 milionowym wówczas kraju, a po przyłączeniu części zaboru austriackiego w 1809 r. ludność liczyła już 3 800 000, a i tak była to niewielka część ludności przedrozbiorowej Rzeczypospolitej). Władza ustawodawcza spoczęła w rękach dwuizbowego Sejmu (100-osobowej Izby Poselskiej i 18-osobowego Senatu - przy czym godność senatora była dożywotnia). Sejm miał być zwoływany przynajmniej co dwa lata (pierwszy sejm zebrał się w Warszawie - 9 marca 1808 r., po ponad piętnastu latach od zamknięcia ostatniego Sejmu Wielkiego - 29 maja 1792 r.), co nawiązywało do tradycji dawnej Rzeczpospolitej. Istniała również Rada Ministrów i Rada Stanu, która zajmowała się przygotowywaniem projektów ustaw i rozstrzyganiem sporów kompetencyjnych w łonie administracji Księstwa, a także kontrolowała rząd i administrację.




Fryderyk August bardzo polubił swoje nowe Księstwo. Często objeżdżał kraj i zachwycał się: "Tą ziemią naprawdę cudowną, na której wyrastają w mgnieniu oka żołnierze, a nawet twierdze". W kraju stacjonowała stała armia, o liczebności 30 000 żołnierzy, z możliwością jej powiększenia w czasie wojny co najmniej trzykrotnie (łącznie w Wielkiej Armii napoleońskiej służyło w 1812 r. podczas wyprawy na Moskwę, ok. 100 000 polskich żołnierzy). Z przybyciem nowego monarchy, Warszawa ponownie zatopiła się w licznych balach i rautach, czego dowód mamy choćby z listów Anny Nakwaskiej, pisanych do jej siostry i innych dam ówczesnej Warszawy. I tak 23 listopada 1807 r. pisała ona: "Wjazd Najjaśniejszego Pana był wspaniały. Siedział w karecie otwartej, ciągnionej ośmioma końmi. Poprzedzali i otaczali powóz: marszałek Davout, książę Józef, wszyscy jenerałowie i wyżsi oficerowie, a świetne ich mundury i pyszne konie czyniły ten orszak nader okazałym. Król wjeżdżał przez Krakowskie Przedmieście (...) Królowa siedziała z mężem w głębi, królewna na przedzie powozu. (...) Nie wiem doprawdy, jak znajdę dość czasu, żeby ci to wszystko opisać, gdyż jesteśmy w większym odmęcie, niż na pobytu cesarza". W innym zaś liście madame Nakwaska pisze tak: "Warszawa jest w tej chwili bardzo świetna, zabawy następują bez przerwy jedna po drugiej i wdzięczną powinnaś mi być, że dziś piszę do ciebie, bo jestem ogromnie znużona", a w jeszcze innym: "Muszę spiesznie ten list kończyć, bo mama daje dziś kawę proszoną, na której znajdować się będą wszystkie stare baby z całej Warszawy. Zjeżdżają się o 3-ej, aby się rozjechać o 7-ej, a ja, niestety, muszę być między nimi. Będzie to nieszczególna zabawa, ale wynagrodzę to sobie wieczorem pod Blachą i jutro u pani Stanisławowej Potockiej". "Bal u Witta był okazały i prześliczny. Tańczono od 10-tej do wpół do 8-ej z rana, a przez cały ten czas, rzec można, iż jeść nie przestawano, bo oprócz sutej wieczerzy, roznoszono bezustannie chłodniki i przysmaczki najwykwintniejsze. Pokój jadalny przystrojony był mnóstwem drzew pomarańczowych, owocami krytych (...) Przed kilkoma dniami pani A. ułożyła u siebie scenę mimiczną, uroczego powabu. Był to obraz wystawiający Lesbię, gdy straciła swojego wróbla. Niewolnice, chcąc ją rozerwać, wysilają się, ażeby zmysły jej bawić jedne śpiewem, inne tańcem. (...) Składały go najpiękniejsze kobiety z towarzystwa. (...) Wszystko to było zachwycające, ale ułożone dla zawrócenia głowy pewnemu oficerowi francuskiemu, który i bez tych scen uroczych aż nadto jest panią A. zajęty". Pani Nakwaska zapomniała tylko dodać sławne powiedzenie, powstałe w kilka dekad po upadku Napoleona, a brzmiało ono następująco: "Polskie kochanie we francuskim kepi, każda z was miała swego księcia Pepi".




Zaś w 1809 r. wybuchła wojna z Austrią, która to nigdy nie pogodziła się z klęską roku 1805 i zdecydowanie dążyła do rewanżu. Dodatkowo na przełomie 1808/1809 r. Wiedeń ogarnęła prawdziwa gorączka odwetu i nacjonalizmu, czego ewidentną konsekwencją było podjęcie nowej walki z "korsykańskim uzurpatorem". Dyplomacja austriacka starała się do tego konfliktu włączyć również i Prusy (upokorzone przez Napoleona w Tylży), oferując im w zamian za przystąpienie do wojny - ziemie Księstwa Warszawskiego (misja barona Wessenberga, a potem jeszcze specjalna misja pułkownika Steigentescha). W Prusach zaś, po klęsce roku 1806/1807 kilku ambitnych generałów (Scharnhorst, Gneisenau, Clausevitz, Boyen, Yorck) zaczęła wdrażać w życie reformy wojskowe, mające unowocześnić pruską armię, w której ciągle jeszcze unosił się duch Fryderyka Wielkiego. Zaczęły też powstawać rewanżystowskie organizacje i tajne związki polityczne, takie jak Tugendbund, mające podtrzymać antyfrancuskie nastroje wśród pruskiego społeczeństwa. Król Fryderyk Wilhelm III był jednak bardzo zachowawczy. Dobrze pamiętał tę przerażająco ciężką ucieczkę z Berlina do Królewca jesienią i zimą 1807 r., gdy zarówno on, jak i królowa Luiza z dziećmi (w tym z pierwszym cesarzem zjednoczonych Niemiec - Wilhelmem I, mającym wówczas zaledwie dziesięć lat) musieli oddzielnie i innymi drogami zmierzać do Królewca. Obawiał się, że w przypadku pochopnego wystąpienia przeciw Francji i kolejnej klęski, Prusy definitywnie przestaną istnieć, tym bardziej że w Tylży Napoleon mówiąc do cara Aleksandra I o Prusakach, określał ich mianem: "Podły naród, podłe wojsko, podły król" i był wówczas gotów je całkowicie zniszczyć. Dlatego też pruski monarcha wahał się i wolał poczekać kto w owej francusko-austriackiej wojnie wziąłby górę. Napoleon był wówczas zaangażowany w Hiszpanii (drogę do Madrytu otworzył Francuzom 1 Pułk Szwoleżerów Gwardii pod dowództwem pułkownika Jana Kozietulskiego, choć niekwestionowanym bohaterem tej bitwy był jednak rotmistrz Jan Dziewanowski). Bitwa trwała 8 minut (dosłownie) i choć wcześniej francuski oficer powiadomił Cesarza, że przebicie się przez wąwóz Samosierry jest - NIEMOŻLIWE! (gdyż walki tam trwały już od kilku tygodni i powodowały tylko większe ofiary wśród Francuzów, zaś nie przynosiły żadnych rezultatów) Napoleon wysłał pułk polskich szwoleżerów, którzy po krótkim starciu (choć niestety przy dość dużych stratach) otworzyli przejście w zaledwie osiem minut. Cesarz zdjął wówczas z głowy swój kapelusz, uniósł go do góry i krzyknął: "Vive la Pologne", a Francuzi po bitwie prosili szwoleżerów: "Na litość Boską, powiedz że byłem z wami!".
 



Fryderyk Wilhelm III starał się nie prowokować Francuzów i deklarując iż ma pokojowe intencje, zatwierdził spłatę kontrybucji wojennych (8 września 1808 r.), nałożonych na Prusy w sierpniu 1808 r. w wysokości 140 milionów franków, co spotkało się również z francuską odpowiedzią w postaci zakończenia okupacji Berlina w grudniu tego roku (pruski dwór królewski od czasu swej ucieczki, nadal przebywał bowiem w Królewcu). W rzeczywistości jednak nałożone sumy były tak wielkie, że król Prus liczył na to, że... w ogóle nie będzie musiał ich spłacać i że wystarczą tu jedynie gesty dobrej woli. Jednak naciskany przez austriackich wysłanników i "partię wojenną" Scharnhorsta, postanowił wybadać na co może liczyć w przypadku wejścia do antyfrancuskiej koalicji. Jedyną osobą która mogła mu zapewnić wsparcie w nadchodzącym konflikcie, był car Aleksander I (który już wcześniej ocalił Prusy przed całkowitym upadkiem w Tylży w 1807 r.). Królowa Luiza (która była oczarowana Aleksandrem i zapewne miała z nim krótki romans) pisywała do niego listy, uważając go za swojego i całych Prus "Zbawiciela", a listy te miały charakter wręcz religijnego oddania i niewzruszonej wiary w rosyjską pomoc. Tak więc, w grudniu 1808 r. król Fryderyk Wilhelm III udał się do Petersburga z zapytaniem, czy może rozpocząć wojnę z Francją i czy uzyska w tym rosyjską pomoc. Z początkiem lutego 1809 r. powrócił on do Prus całkiem pacyfistycznie nastawiony. Car nie był jeszcze gotowy do konfrontacji z Napoleonem (projektowana ofensywa miała się rozpocząć dopiero z końcem lata 1812 r. i nosiła nazwę "Wielikoje Dieło") i odradzał wchodzenie w jakikolwiek konflikt. Austriacy wciąż jednak naciskali, ale teraz (wiedząc że pomoc nie nadejdzie) Fryderyk Wilhelm nie zamierzał tonąć wraz z nimi. Dodatkowo gorącą zwolenniczką wojny była królowa Luiza, która popierała Austriaków i "partię wojenną" Scharnhorsta. Lecz król Prus postawił na swoim i gdy tylko ponownie w Królewcu zjawił się austriacki poseł - Wessenberg, nie wpuścił go nawet do miasta, każąc zamknąć wszystkie bramy.




Tuż przed wybuchem wojny roku 1809, siły walczących stron przedstawiały się następująco. Austria dysponowała na froncie niemieckim 180 000 żołnierzy pod dowództwem arcyksięcia Karola Ludwika Habsburga, na froncie włoskim stała armia arcyksięcia Jana Habsburga w sile 60 000 żołnierzy, zaś w Galicji stacjonowało 30 000 żołnierzy pod wodzą Ferdynanda Karola d'Este. Siły francuskie zaś liczyły żołnierzy: 100 000 stacjonowało we Francji, 75 000 we Włoszech, 110 000 w Niemczech (plus wojska sojuszniczych państewek niemieckich w łącznej sile ok. 90 000 żołnierzy). Dodatkowo w Księstwie Warszawskim stacjonowało wówczas ok. 32 000 żołnierzy polskich, a poza tym siły francuskie były głównie skupione na Hiszpanii, gdzie walczyło 325 000 żołnierzy, ale tych akurat nie można było użyć w konflikcie z Austrią. Wojna wybuchła 10 kwietnia 1809 r., choć na odcinku polskim atak nastąpił 15 kwietnia i tego to dnia armia arcyksięcia Ferdynanda d'Este przekroczyła Pilicę pod Nowym Miastem (nieopodal Warszawy). Obroną stolicy dowodził książę Józef Poniatowski (słynny książę Pepi). Dał się on poznać wcześniej głównie ze swoich licznych romansów, a nie z umiejętności dowódczych (choć już zwyciężył Rosjan w bitwie pod Zieleńcami w 1792 r.). Najsłynniejsze bale przed 1806 r. odbywały się w Warszawie właśnie w Pałacu pod Blachą, należącym do księcia Józefa Poniatowskiego. Królowała tam niepodzielnie jego kochanka - Henrietta de Vauban, która znana była również z tego, że miała bardzo wyszukane potrzeby kulinarne i pojawiała się na mieście w towarzystwie małego pieska. Całkowicie zdominowała ona Poniatowskiego, który - jak piszą świadkowie (np. Dembowski) - przestał być panem własnego domu. O wszystkim decydowała ona: kogo można zaprosić, a kogo nie, dokąd można się udać, a dokąd nie, co można zmienić, a co nie. Wielu świadków nie rozumiało tej dziwnej relacji, czyniącej Poniatowskiego realnie niewolnikiem pani de Vauban, ale jemu to odpowiadało (co ciekawe - pożyczał od niej pieniądze, które potem... ofiarowywał jej w prezencie 😄). W Pałacu pod Blachą zapanowała moda francuska na długo przed przybyciem tu Napoleona, gdyż madame de Vauban tolerowała jedynie taki język i zwyczaje, całkowicie eliminując język polski również wśród służby. Warszawa, po utracie przez Polskę niepodległości w 1795 r. stała się realnie na wpół wyludnionym, prowincjonalnym miastem, w którym niepodzielnie królowała Henrietta de Vauban, realnie terroryzując inne damy, które często musiały się stawiać w Pałacu pod Blachą na każde jej wezwanie (zwane eufemistycznie "zaproszeniem") a jeśli nie mogły (bo np. zachorowały), musiały się wytłumaczyć listownie.




Od chwili podpisania przez trzy mocarstwa rozbiorowe traktatu, wymazującego ostatecznie Polskę z mapy Europy (24 października 1795 r.) i zajęciu Warszawy przez Prusaków (9 stycznia 1796 r.), a cały kraj dzieląc na prowincje w miejsce zlikwidowanych województw (począwszy od 1772 r. były to na Pomorzu i na Warmii - Prusy Zachodnie, Warmię zaś przyłączono do Prus Wschodnich. Kujawy i północna część Wielkopolski stała się Okręgiem Nadnoteckim, pozostała część Wielkopolski - Prusami Południowymi, zaś Mazowsze, Podlasie i część ziem litewskich do Kowna otrzymała nazwę Nowych Prus Wschodnich). Urzędy obsadzano Niemcami, lub zniemczonymi Polakami wyznania ewangelickiego. Sprowadzono niemieckich kolonistów z zamiarem zniemczenia tych ziem, tak jak to się niegdyś udało na Pomorzu Zachodnim i na Dolnym Śląsku. Co ciekawe, w tych latach upadku i beznadziei, ogromna część polskiego społeczeństwa rzuciła się do wszelakich rozrywek, typu bale, przyjęcia, rauty i tak trwano w wesołości, próbując alkoholem zagłuszyć stan marazmu w jakim wszyscy się znaleźli. Były huczne kasyna publiczne, gdzie spotykały się prawie wszystkie stany społeczeństwa: magnaci, prowincjonalna szlachta, mieszczaństwo oraz nowi zarządcy tych ziem, czyli Prusacy. Ludność stolicy dawnego państwa, które granicami rozciągało się od wrót Moskwy do Śląska i od Estonii do Dunaju, spotykała się gromadnie na balach, aby grać w karty, pić do upadłego a po pijanemu wszczynać nocą burdy w mieście, wdając się również w bijatyki z pruskimi żandarmami. Ci, często arystokratyczni potomkowie hetmanów, senatorów, wojewodów i kasztelanów, teraz nocami zdzierali szyldy sklepowe, bili się między sobą i pod wpływem alkoholu atakowali przechodniów. Co ciekawe, zarządzający Warszawą pruski generał Koehler, był bardzo pobłażliwym człowiekiem i często gdy mu donoszono o rozbojach na mieście i pobiciu pruskich żandarmów - śmiał się z tego i nakazywał jedynie udzielić obwinionym napomnień. Tak bardzo tym swoim postępowaniem rozkochał w sobie Warszawiaków, że ci - już po odejściu Prusaków - chcieli nawet postawić mu pomnik. 




Młodzież bezprzykładnie się nudziła i nie widząc szans na odmianę swojego losu (a do tego dochodziło również porozbiorowe zadłużenie części majątków szlacheckich, po otwarciu w Prusach Południowych - czyli w Wielkopolsce i częściowo na Mazowszu - kas depozytowych, przez prezydenta prowincji - Jerzego Hoyma, a ponieważ pożyczki były udzielane na stosunkowo niski procent, przeto wielu było chętnych aby je brać pod hipotekę majątkową. Jednak gdy po pokoju w Campo Formio z 1797 r. ceny zboża dramatycznie poszły do góry, wielu nie było w stanie spłacić owych zobowiązań finansowych i część majątków została skonfiskowana przez państwo pruskie, a następnie wyprzedana niemieckim osadnikom. Ponieważ problem wywłaszczenia dotyczył ogromnej części posiadłości szlacheckich w zaborze pruskim (tylu było chętnych do brania szybkich kredytów pod hipotekę 😑), to już wkrótce większość z nich zostałaby odebrana Polakom i sprzedana Niemcom. I wówczas właśnie, dosłownie za pięć dwunasta Napoleon rozbił Prusaków pod Jeną i Auerstedt oraz skierował się na ziemie polskie, wydając odezwę do Polaków, która sprowadzała się do ogólnego hasła: "Niepodległość albo śmierć!". Nic dziwnego że młodzież - nie widząca wcześniej dla siebie żadnych perspektyw rozwoju i topiąca swoje żale w alkoholu, teraz tłumnie zgłaszała się na rozkaz Cesarza, by "bić Prusaków". Łącznie do walki zmobilizowało się ok. 40 000 młodych ludzi (choć było to za mało aby odtworzyć Polskę w granicach przedrozbiorowych, o czym miał potem rzec sam Napoleon, mówiąc: "Gdyby Polacy wystawili wówczas 100 000 żołnierzy, poszedłbym z nimi i na Wilno i na Kijów i nawet na Moskwę". Należy też dodać, że już będąc na Św. Helenie, Napoleon miał wyrzec takie oto słowa: "Wszystkie moje działania (podjęte po 1806 r.), miały za cel odbudowę Polski", gdyż, jak mawiał wcześniej: "Stara Francja opluła się i zhańbiła, przypatrując się z podłą bezczynnością zagładzie takiego królestwa, jak Polska. Polacy byli zawsze przyjaciółmi Francji i ja biorę na siebie obowiązek ich pomszczenia. Dopóki Polska nie zostanie odbudowana, nie będzie trwałego pokoju w Europie. Cierpliwości!" Nic dziwnego, że po Jego klęsce najpierw pod Lipskiem w 1813 r. a następnie pod Waterloo w 1815 r. pojawił się specyficzny wierszyk, który brzmiał następująco: "Głupi Napoleonie, gdybyś za Renem siedział, nigdy by się o tobie Hudson Lowe nie dowiedział". Gwoli przypomnienia - sir Hudson Lowe był brytyjskim gubernatorem wyspy Św. Heleny, na którą trafił Napoleon po swej ostatecznej klęsce).




W tym też czasie niewoli (gdy, jak pisała pani Nakwaska: "Królewski Zamek, pałace wielkich panów, dawniej urzędników koronnych i zamożnej szlachty zmieniły się w pustki i po większej części były na sprzedaż wystawiane. Sprzedawano je za bezcen. Smutny to był widok. Niedawno jeszcze gościnne i szeroko otwarte bramy pałacowych dziedzińców, które ledwie pomieścić mogły mnóstwo karet i koni dworskich, były teraz szczelnie zamknięte") książę Józef Poniatowski również wpadał w szał niekończących się zabaw (księżniczka Maria Radziwiłłówna pisała np. do pani Nakwaskiej o balach urządzanych przez Poniatowskiego: "Wczoraj bal a la Blacha był suty, oświetlony pysznie, bardzo ożywiony", albo: "Życzyłabym ci, abyś widziała naszą fetę", albo: "Bawimy się ciągle bardzo dobrze", albo: "Nasze herbaty nie ustają"). Jedyne co raziło gości Pałacu pod Blachą, to duma, wyniosłość i protekcjonalny ton wypowiedzi madame Henrietty de Vauban. Ale imprezy trwały dalej, a Poniatowski zgromadził wokół siebie prawdziwy klub "wesołej kompanii", której członkowie nosili specjalny mundur (zwany "mundurem Jabłonny"), czyli jasnozielony frak z żółtą podszewką, czarnym kołnierzem i złoconymi guzikami, a na to wszystko zakładali kamizelkę koloru słomkowego. Do grona tej wesołej kompani należeli: Cichocki, Hebdowski, Pokutyński, Miączyński, Nosarzewski, Kamieniecki, Friebes, Toliński, Bronikowski, Rautenstrauch, Kicki, Pruszak, Grotus, Hulewicz, Dzbański, Potoccy, Oborscy, Brzostowscy, Grabowscy, Dembowscy Matuszewicze i... kilku innych. Także skład był dosyć spory. 

Bale urządzano nie tylko w pałacach i po domach, ale również zabawiano się w teatrze. Podczas jednej z takich sztuk, wystawionych w Nowy Rok 1801, doszło do wielkiego skandalu, o którym mówiła potem cała pruska Warszawa. Otóż aktor, grający Ottona z Wittelsbachów w sztuce Josepha Mariusa Babo - Wojciech Bogusławski, postanowił dodać do tej niemieckiej tragedii nieco cech narodowych. A ponieważ był szczerym patriotą i głęboko wierzył że sformowane we Włoszech Legiony Henryka Dąbrowskiego u boku Francuzów ostatecznie rozbiją "białasów" (czyli Austriaków, a nazwa odnosi się do koloru austriackich mundurów, które były białe, Prusach natomiast nosili mundury granatowe, Brytyjczycy czerwone, Francuzi błękitne, Bawarczycy, podobnie jak Włosi jasnozielone a Rosjanie ciemnozielone), pozwolił sobie wówczas wypowiedzieć słowa napisanego przez siebie wiersza, którego cztery ostatnie zwrotki brzmiały następująco: "Ale ukójcie żal nad śmiercią moją, otrzyjcie łzami zalane powieki, bo i po śmierci jeszcze mnie się boją, jeszczem nie zginął na wieki. Powstanę! Oto w synów moich sercach widzę nadzieję przyszłej mojej chwały. Oni się pomszczą na mych mordercach i ród mój podniosą cały. Powstanę! Mury i zamki, i wieże jeszcze moimi zajaśnieją herby. Ród mój mych przodków przywdzieje odzieże i w sławie zagładzi szczerby. Powstanę! Mego przyszłego wyroku i Wy się cieszcie szczęśliwą odmianą - komu nadzieje spadły w starym roku, niechaj mu w nowym powstaną". Bogusławski za ten wiersz otrzymał od pruskich władz wilczy bilet i został natychmiast zwolniony z teatru, a nawet zastanawiano się czy go nie aresztować. Pozbawiony środków do życia, Bogusławski próbował się tłumaczyć tym, iż był to tylko dowcip, ale minister Prus Południowych - Voss nie dał się nabrać. Bogusławski wyjechał więc z Warszawy, w której to pojawiła się petycja w jego obronie, a ponieważ podpisało się wielu wpływowych ludzi (w tym kilku Prusaków), ostatecznie w październiku 1801 r. Wojciech Bogusławski wrócił do Teatru Wielkiego (podczas pierwszego występu po swym zwolnieniu - 6 października, publiczność przywitała go owacją na stojąco).

Tak jak książę Pepi zgromadził wokół siebie sporą "kompanię braci", tak również pani de Vauban zebrała przy sobie możne damy z arystokracji, które podzielały jej opinie o wyjątkowości francuskiej kultury i języka. W 1800 r. w Pałacu Radziwiłłowskim na Krakowskim Przedmieściu pani Henrietta de Vauban - i kilku innych Francuzów z jej otoczenia - utworzyła amatorski teatr, w którym grywano tylko po francusku i tylko francuskie sztuki, zaś aktorzy nie pobierali za swoją grę żadnych honorariów. Bilety też były darmowe, ale rozprowadzano je tylko wśród wybranych (co też potem doprowadziło do handlu tymi biletami, a ponieważ było to uważane za wyjątkowo nobilitujące wydarzenie, przeto płacono za nie znaczne sumy). Do babińca madame de Vauban należały: Anna z Tyszkiewiczów Potocka i jej matka Konstancja, Teresa z Poniatowskich Tyszkiewiczowa - siostra księcia Józefa, Anna z Sapiehów Potocka, księżna wirtemberska Maria Czartoryska ze swą matką Izabelą, Izabela z Grabowskich Sobolewska i panie: Maria Walewska (kochanka Cesarza Napoleona i matka Jego syna - Aleksandra), pani Grudzińska, pani Kicka (matka i córka), oraz pani Rautenstrauchowa. Wszystkie one zgodnie twierdziły, że ani język polski, ani niemiecki "nie są w stanie oddać tkliwego uczucia i słodkiego wyrażenia" sztuki i że można to uczynić jedynie w języku francuskim. Teatr pani de Vauban otrzymał nieoficjalną nazwę "theatre de societe", a różne damy pisywały do siebie, opowiadając jakie sztuki były tam grane. Ponieważ nie można już było zajmować się polityką w taki sposób, jak przed rozbiorami Polski, przeto zaczęły pojawiać się stronnictwa artystyczne w zastępstwie politycznych, i tak też największymi konkurentami "Blachy", Poniatowskiego i pani de Vauban, byli dawni posłowie Sejmu Wielkiego, spotykający się teraz w Pałacu Stanisława Małachowskiego przy Krakowskim Przedmieściu, na tzw.: "obiadach piątkowych" (które miały nawiązywać do sławnych "obiadów czwartkowych", wyprawianych przez ostatniego króla Polski - Stanisława Augusta Poniatowskiego w latach 1770-1777). Do tego grona należeli głównie Stanisław Małachowski, Stanisław Sołtyk oraz ród Sapiehów z Nowolipek, którzy w 1803 r. założyli tajne "Towarzystwo Przyjaciół Ojczyzny". Tak więc książę Józef Poniatowski nie należał przed rokiem 1806 do wybitnie patriotycznie nastawionych Polaków i raczej sprawiał wrażenie pogodzonego z faktem zagłady Polski człowieka (nie ma bowiem sensu opowiadać o wszystkich jego romansach, których miał mnóstwo, ale warto przytoczyć choćby kilka, jak np. związek z dwiema kobietami - o nieznanych imionach - które wzajemnie o sobie nie wiedziały, a gdy odkryły że książę Pepi zdradza każdą z nich, postanowiły... wspólnie uprawiać miłosny trójkąt. Lecz gdy pewnego razu, prawie nagie - przebrane jedynie w antyczne stroje greckich bogiń z obnażonymi piersiami, oczekiwały księcia w jego buduarze, ten wszedł tam trzymając w objęciach pewną aktorkę z teatru. Tego już było za wiele i obie damy, rozzłościwszy się mocno i potłukłszy lustro, w gniewie opuściły jego Pałac. A poza tym książę nie odmawiał żadnej kobiecie i do jego podbojów zaliczyć można zarówno księżne, hrabianki, jak i aktorki, mieszczki, pokojówki a nawet chłopki).




Wszystko to się skończyło z chwilą rozbicia Prus i zajęcia Berlina (27 października 1806 r., w niecałe dwa tygodnie po rozpoczęciu wojny) przez Napoleona, który przyzwał tam Jana Henryka Dąbrowskiego oraz Józefa Wybickiego (autora polskiego hymnu narodowego, zwanego: "Mazurkiem Dąbrowskiego", który hymnem państwowym stał się oficjalnie dopiero w 1927 r.). Opracowali oni odezwę do narodu polskiego, w której postulowano odrodzenie Polski u boku Napoleona Wielkiego. Odezwa ta, wydana została w Berlinie, dnia 3 listopada 1806 r. Rząd pruski na ziemiach polskich również wydał swój edykt po polsku, w którym nakazywał chwytać "tych złoczyńców we 24 godziny" a następnie zastrzelić na miejscu. Chodziło oczywiście o tych wszystkich, którzy garnęli się pod napoleońskie skrzydła i odtwarzali Wojsko Polskie. Jednak z pruską odezwą były duże problemy, ponieważ ukazała się ona w niewielkim nakładzie, gdyż żadna polska drukarnia nie chciała tego wydrukować i Prusacy musieli się zwrócić do Żydów. Państwo pruskie rozpadało się w oczach, król uciekał ile sił do Królewca, urzędnicy struchleli i nie wiedzieli co mają czynić, wojsko było rozbite, kraj umierał. Ale, jak to się mówi - z każdej śmierci powstaje nowe życie i tak właśnie było, na gruzach państwa pruskiego odradzała się Polska, która jeszcze dekadę temu była starta w proch i sądzono że tak już zostanie na wieki (bo tak miało być, imię Polski miało być wymazane po wsze czasy, o czym mówiła sama caryca Katarzyna II). Pierwsi na odezwę Dąbrowskiego i Wybickiego odpowiedzieli mieszkańcy ziemi sieradzkiej (13 listopada), a wkrótce potem zbuntowała się przeciwko Prusakom Warszawa (15 listopada). Poczciwy stary generał Koehler starał się łagodzić powszechne wzburzenie, wychodząc do protestujących i rozmawiając z nimi, ale widząc że jest to ruch masowy, narodowy, zaprzestał tych działań i polecił Józefowi Poniatowskiemu zorganizować milicję miejską dla zajęcia się bezpieczeństwem powszechnym. Szybko jednak stało się jasne, że Prusacy nie będą mogli utrzymać się w Warszawie i 26 listopada oddziały pruskie z generałem Koehlerem opuściły polską stolicę, a 28 listopada marszałek Murat jako pierwszy wkroczył do Warszawy, witany entuzjastycznie przez całą ludność. Generał Koehler nakazał też przed swym wymarszem rozstawić po ulicach oddział swych kirasjerów, którzy mieli strzec mienia mieszkańców przed ewentualnymi rabunkami, które mogły nastąpić przed wkroczeniem do miasta Francuzów (zobaczcie jaka wówczas była kultura - pomimo toczącej się wojny, niesamowite). Wdzięczni Warszawiacy zapowiedzieli że będą strzec jego rodziny (którą musiał zostawić w mieście, gdyż nie było szans na zabranie jej w warunkach rozpadającego się państwa i wojska), a potem nawet chciano postawić mu pomnik (o czym już wyżej wspomniałem).

Prusy zostały ocalone przez cara Aleksandra I w Tylży (którego - jak pisałem wyżej - królowa Luzia miała za Zbawiciela). Nie udało mu się tam przeszkodzić w odbudowie państwa polskiego, ale ochronił Prusy przed upadkiem i doprowadził do nadania nazwy nowemu państwu polskiemu określając je jako "Księstwo Warszawskie" a nie Królestwo Polskie (mimo to, za sam fakt zgody na powstanie odrodzonej kadłubowej Polski, zbierał Aleksander  krytykę ze strony jego dworaków, którzy otwarcie twierdzili że złamał tym samym testament swojej babki, która miała na zawsze wymazać Polskę z mapy świata, a Aleksander zgodził się na jej odrodzenie). Napoleon dążył do likwidacji Prus i odrodzenia Polski (nawet zaoferował polską koronę Aleksandrowi, ale ten ją odrzucił), car zaś przeciwnie, do ocalenia Prus i likwidacji Polski. Powstała więc kompromisowa propozycja utworzenia Księstwa Warszawskiego i utrzymania podporządkowanych Francji, słabych Prus. Po wkroczeniu Francuzów do Warszawy, książę Józef Poniatowski zaprzyjaźnił się z marszałkiem Joachimem Muratem, a ponieważ Jan Henryk Dąbrowski nie posiadał odpowiednich kontaktów w wyższych sferach warszawskich elit, przeto to właśnie książę Poniatowski został uznany za najodpowiedniejszego kandydata do roli naczelnego wodza formującej się właśnie Armii Polskiej i to pomimo faktu, że wcześniej służył przez jakiś czas w wojsku austriackim (1780-1789), a po zajęciu Warszawy przez Prusaków, należał do najbardziej "pogodzonych" z losem mieszkańców miasta. Napoleon nie za bardzo dowierzał więc Poniatowskiemu i zgodził się na tę nominację jedynie czasowo, na próbę (potem okazało się że próbę tę Poniatowski zdał wyśmienicie i zyskał takie zaufanie Cesarza, że ten w 1813 r. mianował go marszałkiem Francji).




CDN.

MISS EUROPY - 1930

KANDYDATKI NA KONKURS MISS EUROPY 1930


Konkurs ten odbył się (finałowa gala) 5 lutego 1930 roku w Paryżu. Była to już trzecia taka impreza na skalę europejską, począwszy od pierwszego konkursu Miss Europy z 1928 r. W konkursie uczestniczyło 19 dziewcząt, reprezentujących swoje kraje (reprezentantka Szwajcarii - wycofała się z konkursu).

Koronę najpiękniejszej Europejki, zdobyła 17-letnia Aliki Diplarakou, reprezentująca Grecję. Co ciekawe - koronę wicemiss Europy zdobyła Polka - pochodząca ze Lwowa, 22-letnia Zofia Batycka. 

Oto zdjęcia z tej imprezy, pokazujące wszystkie uczestniczki konkursu 
MISS EUROPA 1930





MISS IRLANDII

VERRA CURRAN





MISS BELGII

JENNY VANPARAYS





MISS WĘGIER

MARIA PAPST





MISS AUSTRII

INGEBORG von GRINBERGER





MISS HOLANDII

RIE VAN der REST







MISS NIEMIEC

DORIT NITYKOWSKI







MISS BUŁGARII

KONIKA TCHOBANOVA







MISS CZECHOSŁOWACJI

MILADA DOSTALOVA 





MISS WŁOCH

MAFALDA MORITTINO





MISS POLSKI

ZOFIA BATYCKA





MISS DANII

ESTER PETERSEN





MISS RUMUNII

ZOICA DONA







MISS ROSJI (nie ZSRS)

IRENE WENTZEL





MISS ANGLII

MARJORIE ROSS





MISS JUGOSŁAWII

STEPHANIE "CACA" DROBUJAK





MISS HISZPANII

ELENA PLA MOMPÓ





MISS TURCJI

MUBEDJEL NAMIK





MISS FRANCJI

YVETTE LABROUSSE





MISS GRECJI

ALIKI (ALICE) DIPLARAKOU




MISS EUROPY 1930
 (GRECJA)







WICEMISS EUROPY 1930 
(POLSKA)







MISS ROSJI, AUSTRII i HOLANDII


 

10 stycznia 2026

O RETY - KABARETY! - Cz. III

 NOWY HUMOR


DZIŚ ZAPRASZAM NA:



KABARET MŁODYCH PANÓW
 
  
"TRUP W RESTAURACJI"
 
 
0:45 - "WIDZĘ ŻE KOLEGA ZALICZYŁ ZGON"
 
"W RZECZY SAMEJ. ALE PAŃSTWA STOLIK JEST ODDALONY WYSTARCZAJĄCO I MYŚLĘ ŻE NIE POWINNO TO PRZESZKADZAĆ"
 
"A NIE LEPIEJ BYŁOBY GO WYPROWADZIĆ? ON TROCHĘ ODSTRASZA KLIENTÓW"
 
"NIE MO"ŻEMY BO CZEKAMY NA PROKURATORA" 😂
 
 1:30 - "NIECH PAN PODA COŚ NA USPOKOJENIE!"

1:45 - "CZYLI NA POCZĄTEK COŚ DO PICIA, TAK?"

1:55 - "JAK PAN TO SOBIE WYOBRAŻA... TAM PRZECIEŻ LEŻY TRUP!"

"TAK, JUŻ O TYM WSPOMINAŁEM, MAMY TEGO ŚWIADOMOŚĆ" 😄

2:00 - "A TAM SIEDZI POLICJA, DLACZEGO ONI NIC NIE ROBIĄ?"

"BO TERAZ JEDZĄ" 😅
 
3:35 - "PRZEPRASZAM, A DLACZEGO TUTAJ WSZYSCY SIĘ SCHYLAJĄ I NAM PAN TEŻ KAZAŁ SIĘ SCHYLAĆ JAK WCHODZILIŚMY?"
 
"PONIEWAŻ MY JESZCZE NIE WIEMY, CZY ZAMACHOWIEC SKOŃCZYŁ STRZELAĆ" 😀
 
4:15 - "ZDROWIE DENATA" 😃
 
4:35 - "A GDZIE ON POSZEDŁ?"
 
"PROKURATOR POSZEDŁ ZJEŚĆ DO POKOJU"
 
"ALE ZAPOMNIAŁ STWIERDZIĆ ZGON!"
 
"JA MYŚLĘ ŻE TO JUŻ AKURAT MAMY STWIERDZONE" 😅
 
6:55 - "LUDZIE, OPAMIĘTAJCIE SIĘ, PRZECIEŻ TU JEST TRUP. A JAK JEST TRUP, TO SIĘ RESTAURACJĘ ZAMYKA"
 
"PÓŁ ROKU MIAŁEM ZAMKNIĘTE, TERAZ JESZCZE CZWARTĄ FALĘ MI ZAPOWIEDZIELI I NIE BĘDĘ PRZEZ BYLE PIERDOŁĘ LOKALU ZAMYKAŁ" 👍






ORAZ NA ŚWIETNY SKECZ z 2016



KABARET ANI MRU MRU
 
  
"PLAN"
 
 
0:40 - "NIE WIEM GDZIE SIĘ U CIEBIE WODĘ SPUSZCZA, TO SE TAM PRZY OKAZJI SPUŚCISZ"
 
"ALE JA NIE MAM W DOMU TOALETY" 😅
 
 2:00 - "NASZ OBIEKT KOŃCZY ZAJĘCIA NA SIŁOWNI ok. 18:30, WSIADA DO SAMOCHODU I JEDZIE W STRONĘ DOMU. CO SIĘ DZIEJE DALEJ?"

2:12 - "JA SPRAWDZAM CZY WSZYSCY SĄ W DOMU... PRZEJEŻDŻAM PRZED DOMEM TRZY RAZY, ZA KAŻDYM RAZEM W INNEJ PERUCE ŻEBY MNIE NIE ROZPOZNALI"

"ŹLE, MUSISZ PRZEJECHAĆ PRZED DOMEM CZTERY RAZY, BO NIE WRÓCISZ NA SWOJE MIEJSCE"
 
"OTÓŻ WRÓCĘ NA SWOJE MIEJSCE, GDYŻ POSIADAM ROWER" 😂
 
3:18 - "W JAKI SPOSÓB PRZECHWYTUJESZ KURIERA?"
 
"KURIER WYRUSZA Z BAZY O godz. 18:40. O 18:50 DOJEŻDŻA DO PRZEJAZDU KOLEJOWEGO - TAM GO PRZECHWYCĘ, TAM MUSI SIĘ ZATRZYMAĆ, BO DOKŁADNIE O TEJ PORZE PRZELATUJE TOWAROWY Z OTMUCHOWA"
 
"MASZ JAKIŚ PLAN "B", JAKBY SIĘ TOWAROWY Z OTMUCHOWA SPÓŹNIŁ?"
 
"TO NIE MA ZNACZENIA"
 
"JAK NIE MA ZNACZENIA, PRZECIEŻ JAK SIĘ POCIĄG SPÓŹNI, TO ON PRZEZ TEN PRZEJAZD PRZEJEDZIE"
 
"NIE PRZEJEDZIE. JA TEN PRZEJAZD OBSERWOWAŁEM OD KILKU DNI I ZAUWAŻYŁEM TAM BARDZO CIEKAWĄ RZECZ - TE SZLABANY, ONE ZAMYKAJĄ SIĘ ZNACZNIE WCZEŚNIEJ, ZANIM W OGÓLE POJAWI SIĘ POCIĄG. NIE PRZEJEDZIE!" 😎
 
4:30 - "IDĘ TRENOWAĆ PRZEJAZDY"
 
"ZWARIOWAŁEŚ? DZISIAJ BĘDZIESZ TRENOWAŁ PRZEJAZDY? PRZECIEŻ CIĘ ROZPOZNAJĄ"

"DZISIAJ MOGĄ MNIE ROZPOZNAĆ, WAŻNE ŻEBY MNIE JUTRO NIE ROZPOZNALI" 😄
 
4:55 - "DZIŚ W NOCY ZMIENIA SIĘ CZAS Z ZIMOWEGO NA LETNI, WIĘC ZAPAMIĘTAJCIE SOBIE, ŻE DZIŚ W NOCY WSZYSCY ŚPIMY GODZINĘ KRÓCEJ"
 
5:05 - "KRÓCEJ, KRÓCEJ - BO CZAS SIĘ COFA" 😂
 
6:05 - "PANOWIE, JA MUSZĘ WIEDZIEĆ KTÓRA JUTRO BĘDZIE GODZINA o 18:50"
 
"WIĘC CIĘ TERAZ POINFORMUJĘ, ŻE JUTRO o 18:50, BĘDZIE DOKŁADNIE 18:50. TYLKO O TRZECIEJ BĘDZIE DRUGA" 😉

8:00 - "A MIAŁEM WCZEŚNIEJ ZAPYTAĆ, TYLKO MI WYLECIAŁO - A JAK TEN PODKOP?"

"OK. KOPIE SIĘ"

8:40 - "DOBRA, SZCZERZE - ILE BRAKUJE?"
 
"2-3 METRY"
 
8:55 - "NIE ZDĄŻYSZ!"
 
"ZDĄŻĘ! DAM RADĘ, MAM ROWER!"
 
"A MÓGŁBYŚ MI WYJAŚNIĆ, CO MA ROWER DO PODKOPU?"
 
9:15 - "SŁYSZAŁEŚ BARANA? OTÓŻ DROGI KOLEGO, JAK MI NIE BĘDZIE SZŁO, TO WSIĄDĘ NA ROWER I POJADĘ PO SZPADEL" 😂
 
10:15 - 19:06 JA WYŁANCZAM PRĄD"
 
"WYŁĄCZAM, ILE RAZY MAM POWTARZAĆ"
 
"JA WIDZĘ ŻE SĄ NERWY, 😅 ALE USTALMY KTO WYŁANCZA PIEPRZONY PRĄD, BO NAM SIĘ CAŁA AKCJA POSYPIE.
 
(...) 11:45 - KIEDY ZAPALA SIĘ ŚWIATŁO, JA JUŻ SIEDZĘ W SALONIE I JAK GDYBY NIC MÓWIĘ: "BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE W TYM ROKU ZDECYDOWAŁ SIĘ PAN PRZYJĄĆ KSIĘDZA PO KOLĘDZIE" 😇




CDN.

NIEWOLNICY DO ZADAŃ SPECJALNYCH - Cz. V

CZYLI JAKIE BYŁY NAJWIĘKSZE
OŚRODKI HANDLU NIEWOLNIKAMI W
STAROŻYTNOŚCI I W ŚREDNIOWIECZU,
ORAZ SKĄD I Z JAKICH 
WARSTW SPOŁECZNYCH NAJCZĘŚCIEJ
POCHODZILI KANDYDACI 
NA NIEWOLNIKÓW





ANTYCZNA GRECJA 
I ŚWIAT HELLENISTYCZNY
(V wiek p.n.e. - II w. p.n.e.)
Cz. V



ALEKSANDRIA
STOLICA ŚWIATA 
(NIEWOLNICZEGO) ZAMIESZKAŁEGO
(III - I wiek p.n.e.)
Cz. I




Nowe niewolnicze centrum hellenistycznego świata, które odebrało Rodos palmę pierwszeństwa w handlu "żywym towarem", zostało założone przez Aleksandra Wielkiego (podczas jego podróży do Oazy Siwa) 7 kwietnia 331 r. p.n.e. i od tego właśnie czasu liczono początki Aleksandrii. Miasto było ponoć dziełem Dejnokratesa z Rodos (autora planów zamienienia góry Athos w monumentalny pomnik ku czci Aleksandra Macedońskiego, niezrealizowany ze względu na jego sprzeciw) i rozłożone na przesmyku niczym chlamida (płaszcz wojskowy) pomiędzy Jeziorem Mareotis a Morzem Śródziemnym - bardzo szybko stało się prawdziwym centrum zamieszkałego greckiego świata. Miasto było ogromne (w I wieku p.n.e. czyli w czasach rządów Kleopatry VII, liczyło ponad 500 000 mieszkańców, choć wydaje się że ta liczba jest znacznie zaniżona, jako że samych obywateli w tym czasie było 300 000, do tego należy doliczyć kobiety - które obywatelami nie były, jak również Egipcjan, Żydów i tych spośród Greków, którzy również obywatelami miasta nie byli, choć tutaj zamieszkiwali. Oczywiście odrębną kwestią jest liczba niewolników. Tak więc można przyjąć że ludność Aleksandrii w drugiej połowie I wieku p.n.e. liczyła nie 500 000 a pomiędzy 700 000 i 800 000 mieszkańców - co pokazuje że było to bez wątpienia najludniejsze miasto śródziemnomorskiego świata). Nas w tym temacie interesuje jednak pewne szczególne miejsce, które wypromowało Aleksandrię jako hellenistyczne centrum handlu niewolnikami. Tym miejscem była Agora nadmorska (bowiem istniała również i druga Agora, tzw.: miejska). Podobnie jak rodyjska Dejgma, aleksandryjska Agora nadmorska rozlokowana była pomiędzy dwoma portami morskimi: Portem Wielkim i Eunostosem (między jednym a drugim portem można było przepłynąć przez dwa przejścia pozostawione w wielkim molu - wiodącym z miasta na wyspę Faros - zwanym Heptastadion - widocznym na zdjęciu powyżej). Agora nadmorska ulokowana była zaś przy samym Heptastadionie, czyli na skrzyżowaniu obu portów, drodze do Faros i ku dzielnicy Rakotis.

Były tam ulokowane zarówno potężne doki i magazyny portowe z jednej strony, jak również kolumnady i portyki, pełniące rolę sklepów handlowych. Tam właśnie (między innymi) sprzedawano niewolników. Agora nadmorska była prawdziwym centrum nie tylko samego miasta, ale dużej części greckiego świata, jako że to właśnie w niej kumulowały się szlaki handlowe wiodące z Afryki wschodniej, Arabii, rejonów Morza Czerwonego, Syrii, Indii, a także Kartaginy, miast Italii, Galii, Hiszpanii, oczywiście Grecji aż do Słupów Heraklesa (czyli do Cieśniny Gibraltarskiej). Można sobie wyobrazić ogrom kupców zdążających do Aleksandrii i wystawiających swoje towary na Agorze nadmorskiej. Egipt bowiem słynął z doskonałego zboża i pszenicy (Rzymianie zaopatrywali się w zboże tylko w Aleksandrii lub w Kartaginie, całkowicie zaś pomijając rozwój własnego rolnictwa, które z czasem całkowicie podupadło - tak jak dziś Unia Europejska próbuje nas zmusić do przyjęcia umowy z krajami Mercosur, ale różnica jest ewidentna - Rzym w starożytności kontrolował zarówno Egipt jak i Afrykę Północną skąd sprowadzał znacznie lepsze jakościowo zboże niż to italskie, natomiast nas się zmusza do zniszczenia rodzimych gospodarstw rolnych, żeby sprowadzać "paszę dla ludzi" produkowaną przez międzynarodowe megaholdingi z Ameryki Południowej), luksusowych pachnideł, dobrych lekarstw, kunsztownej biżuterii, ozdobnych tkanin, cienkiego płótna (byssosa), oraz oczywiście szkła. Natomiast chętnie kupowano w Egipcie drewno - niezbędne do budowy okrętów lub upiększania domostw (którego w Egipcie nie było), złoto, srebro, miedź, cynę, wino, oliwę, perły, drogie kamienie, kość słoniową, jedwab, przyprawy, sery oraz oczywiście... niewolników. Nimi właśnie teraz się zajmiemy. Zachowało się kilka tekstów z epoki Egiptu Ptolemeuszy, które bezpośrednio mówią o kupnie, sprzedaży bądź dziedziczeniu niewolników. Niewolnicy zjawiali się w Egipcie jako jeńcy wojenni, ludzie porwani przez piratów, pochodzący z darowizn i dziedziczenia testamentowego, urodzenia się niewolnikiem oraz tych, którzy popadli w niewolę za długi (na mocy wyroku sądowego lub umowy prywatnej).




Pewien dokument z III wieku p.n.e. (konkretnie z lat 238-237 p.n.e.), sporządzony w mieście Krokodylopolis przez niejakiego Herakleidasa z Cyreny (papirus CPJ 126), jest właśnie dokumentem testamentowym, w którym ów Herakleidas wyznacza kto z rodziny po nim (co i kogo) odziedziczy. Otóż jest tam zapisane po grecku: "Jeśli i mnie pisany jest los śmiertelnych, pozostawię wszystko co posiadam mojej żonie Eirene, córce Asklepiadesa z Cyreny, oraz Demo, córce, którą mam z Eirene; wliczając w to niewolników, kobiety Partenion i Myrinę, mężczyzn (tekst uszkodzony)... a także Apolloniosa, dłużnika mieszkającego tutaj, zwanego po syryjsku również Jonatas, który jest mi winien 150 drachm w srebrze, co zapisane jest w umowie znajdującej się w archiwum państwowym. Nikomu innemu niczego nie pozostawiam". Czyli świadczy to iż ów Apollonios/Jonatas, będąc człowiekiem wolnym, trafił w czasową niewolę, póki nie zwróci długu który na nim ciążył. Inny, lecz bardzo podobny przypadek z roku 245 p.n.e. Pewna kobieta o imieniu Simon, pożyczyła od niejakiego Nikonesa pewną sumę. Gdy okazało się że kobieta nie jest w stanie spłacić 6 % miesięcznych odsetek, Nikones złożył wizytę w jej domu (pod nieobecność jej męża) i zagroził że jeśli kobieta nie spłaci wierzytelności, on zgłosi sprawę do sądu. A więzienia Egiptu Ptolemeuszy przepełnione były niewypłacalnymi dłużnikami. Zresztą więzienie ptolemejskie było dość specyficznym miejscem, w którym więzień musiał... sam się utrzymać (jeśli nie miał pieniędzy i nikt z rodziny mu nie pomógł, to w lochach najczęściej umierał z głodu). Nikones kazał więc kobiecie i jej synowi pójść za sobą, po czym umieścił ich na wozie i wywiózł do innego miasta, gdzie uznał się ich właścicielem do czasu zwrotu pożyczki. Uwięził też oboje i traktował jak niewolników. Po jakimś czasie Simon udało się uciec i wrócić do męża, któremu wszystko opowiedziała. Ten zgłosił sprawę do sądu o bezprawne zatrzymanie jego żony - wolnej kobiety i o lichwiarskie odsetki, jakie Nikones kazał sobie płacić. Jaki ta sprawa miała finał - niestety nie wiadomo. Wiadomo jedynie że Simon bardzo obawiała się sprawy przed sądem (sąd mógł bowiem zdegradować ją do roli niewolnicy na mocy prawa - choć nie była to niewola pełna a ludzie którzy zostali zniewoleni za długi, nie byli wliczani bezpośrednio do grona niewolników - natomiast oskarżenie jej męża odnosiło się jedynie do kwestii bezprawnego uwięzienia i zniewolenia kobiety, bez wyroku sądowego).




Inny przypadek z II wieku p.n.e. Oto ze świątyni boga Serapisa w Memfis ucieka młoda dziewczyna o imieniu Heraklea (nie jest wyjaśnione czy jest to niewolnica, czy też dziewczyna służąca jako pomocnica kapłanów, być może oddana do świątyni przez rodziców aby ocalić jej życie - często przekazanie dziecka do świątyni, gdzie w zamian za wierną służbę miało zapewniony stały wikt, ratowało temu dziecku życie, w sytuacji gdy rodzinę nie stać było na jego utrzymanie i wyżywienie). Błąka się ona po uliczkach Memfis, aż wreszcie przygarnia ją do siebie niejaki Ptolemeusz. Sam będąc bezdzietnym, traktuje młodą Herakleę jak własną córkę. Jednak niejaki Zolios - pełniący funkcję kapłana mniejszego rzędu (raczej urzędnika świątynnego) w świątyni Serapisa (z której dziewczyna zbiegła), otrzymuje pieniądze od jakiegoś żołnierza, który chce sobie zakupić młodą niewolnicę świątynną i jego wybór pada właśnie na Herakleę. Tak więc Zolios nakazuje Ptolemeuszowi zwrócić dziewczynę do świątyni. W tym dokumencie mowa jest też o tym iż Ptolemeusz zwraca się z prośbą do króla o ofiarowanie mu dziewczyny, gdyż pragnie ją adoptować (jaka była decyzja króla Ptolemeusza III Euergetesa {Dobroczyńcy} lub jego administracji? Tego ponownie niestety nie wiadomo). W jeszcze innym dokumencie (papirus PSI 549 z lat 42-41 r. p.n.e.) pewna wolna kobieta, oddaje się w niewolę na... 99 lat swemu wierzycielowi, wraz ze wszystkimi swymi dobrami i tymi które "uzyska w przyszłości". Jest to dość ciekawy dokument, gdyż zgodnie z królewskim aktem z 260 r. p.n.e. (PER 24552), co jakiś czas potem odnawianym, który zakładał iż: "W przyszłości nikomu nie będzie wolno, pod jakimkolwiek pretekstem, kupować lub przyjmować w zastaw wolnych ludzi z tego kraju, za wyjątkiem tych, których zastawy dłużne zostaną przez zarządcę Syrii i Fenicji poddane wykonaniu" - czyli innymi słowy ani Egipcjanin ani Grek nie mogą sami oddać się w niewolę (pod karą grzywny wynoszącą 300 drachm), a jedynie ludzie pochodzący z terenów podbitych, których odpowiedni urzędnik dopuści na rynek. Jak było zatem widać, zakaz ten nie był respektowany w całości i wynajdywano w nim wiele luk, aby tylko móc zniewolić niewypłacalnego dłużnika (to prawo było potem nieco zmienione, jest to jednak kwestia nazbyt zawiła, abym się nią teraz zajmował).

To prawda że na początku greckiej kolonizacji Egiptu, dała się odczuć ogromna dysproporcja pomiędzy mężczyznami a kobietami - a mówiąc prosto, macedońscy i greccy żołnierze Aleksandra po prostu nie mieli greckich kobiet. Związki z Egipcjankami są w tym okresie bardzo sporadyczne (a jeśli takie w ogóle bywały, to ograniczały się do przygodnych spotkań, nie zaś do związków trwałych czy małżeństw). Tym bardziej że sam Aleksander bardzo dbał o rozgraniczenie tych dwóch światów: egipskiego i greckiego (zabronił chociażby swoim żołnierzom wstępu do egipskich sanktuariów, aby nie prowokować niepotrzebnych konfliktów). Znacznie częściej mamy wówczas do czynienia ze związkami żołnierzy czy kolonistów greckich z niewolnicami, które to porodziły im dzieci (niejaki Menippos - grecki kolonista, w swym testamencie zwraca wolność niewolnicy o imieniu Meleinis i synowi którego z nią ma - pod warunkiem wszakże że "nie opuszczą mnie po śmierci", czyli będą doglądać jego grobu i składać ofiary bogom za jego duszę w Zaświatach). Wyzwalanie niewolników było częste w Egipcie ptolemejskim, ale było również z reguły obostrzone pewnymi warunkami (takimi choćby jak wyżej wspomniany), które sprowadzały się do trwania byłego niewolnika czy niewolnicy w rodzinie, która zwraca im wolność, z reguły aż do śmierci wyzwolonego niewolnika. Na przykład testament z II wieku p.n.e. (P.Petrie 8 III), mówi o zwróceniu wolności sześciu niewolnikom przez zamożną grecką damę, pod warunkiem wszakże iż nie opuszczą oni jej córki. Niewolników nie tylko przekazywano sobie w spadku (wyzwolenie i obostrzenie tego aktu wyżej wymienionymi warunkami, również było tego typu praktyką spadkową), lecz także ofiarowywano w posagu ślubnym. W kontrakcie ślubnym z II wieku p.n.e. (P.Giss. 2), pewna panna młoda wnosi wiano w postaci niewolnicy z noworodkiem. Jak już w poprzedniej części wspomniałem, w greckich domach Egiptu Ptolemeuszy żyły trzy a nawet cztery pokolenia niewolników, co oznacza że tamtejsi Grecy wspierali rozrodczość swoich niewolników (choć są pewne nieoficjalne rady, aby wspierać tylko rozrodczość dobrych i wiernych niewolników, nie zaś wszystkich przebywających w danym domu).




Rozrodczość wśród niewolników była nawet wspierana przez państwo, o czym mówi zakaz sprzedawania za granicę dzieci, zrodzonych z niewolników egipskich (choćby takich, którzy nie byli w stanie spłacić swego długu). Egipcjanie mieli pozostać w Egipcie - przynajmniej oficjalnie. Wiadomo jednak że zakaz ten był notorycznie łamany a niewolnicy egipscy trafiali się w całym hellenistycznym świecie (szczególnie w Syrii, Grecji, na Sycylii i w Italii). Niejaki Zenon, syn Agreofontosa, żyjący w III wieku p.n.e. - w którego archiwum zachowały się informacje na temat owego zakazu ptolemejskich władców wywozu egipskich niewolników za granicę - sam przyznaje (papirus P.Cair.Zen. 59003 z 259 r. p.n.e.) że zakupił egipską niewolnicę, jako plenipotent Apolloniosa z Birta Ammanitis (w Palestynie), od niejakiego Nikanora, syna Ksenoklesa z Knidos, pozostającego na służbie Toubiasa - za kwotę 50 drachm. Po czym wywiózł dziewczynkę o imieniu Sfragis (miała wówczas 7 lat) z Egiptu. Nie wiadomo jednak czy Zenon złamał ptolemejskie prawo, jako że nie jest wyjaśnione pochodzenie dziewczynki, co oznacza że wcale nie musiała ona być Egipcjanką (istnieje sugestia że pochodziła albo z Fenicji, albo z Babilonii). Z innego dokumentu z tej epoki, będącego listem niejakiego Filotasa do Zenona (258 r. p.n.e.), możemy się dowiedzieć zarówno o mnogości niewolników pochodzących z Syrii na rynku w Aleksandrii, jak i o podatku, jaki musiano zapłacić za sprowadzanych do Egiptu niewolników, pochodzących z innych krain. Natomiast w innym liście (z 257 r. p.n.e.) również wysłanym do Zenona (który zajmował się sprowadzaniem niewolników do Aleksandrii i ich sprzedażą, choć oczywiście nie bezpośrednio - wymienieni są bowiem trzej ludzie Zenona, którzy się tym głównie zajmowali - Filotas, Krotos i Apollofanes. Do ich zadań należało opłacenie i zorganizowanie transportu niewolników do Aleksandrii - lub ewentualnie do innego miasta Egiptu - a także pilnowanie aby niewolnicy ci nie zbiegli - jak stało się to chociażby w Gazie w 258 r. p.n.e., co spowodowało duże straty finansowe poniesienie przez Zenona), zostaje on poinformowany iż niejaki Menekles z Tyru, przywiózł towary i niewolników z Gazy do Tyru. Nie poinformował o tym jednak urzędników i nie otrzymał pozwolenia na ich eksport do Egiptu, przez co cały "towar" został mu skonfiskowany.  

    

       
Palestyna i Syria były istnym rajem łowców niewolników i kupców, którzy potem sprzedawali uprowadzonych tam ludzi na rynki Egiptu - głównie zaś do Aleksandrii, gdzie na Agorze nadmorskiej trwały prawdziwe licytacje. Najlepszym towarem eksportowym Syrii i Palestyny byli właśnie niewolnicy, a szczególnie kobiety, które stamtąd sprowadzano do Egiptu w sposób masowy. Ceny były przystępne (od 100-400 drachm za kobietę, w zależności od jej urody i wieku). Już dawni Egipcjanie uważali Syryjki czy Żydówki za znacznie lepsze nałożnice i wierniejsze żony od egipskich kobiet. Syryjka (czy Żydówka) były uosobieniem uległości i posłuszeństwa mężowskiej woli, co znacznie bardziej podobało się egipskim mężom niż Egipcjanki, które często odpychały ich swym protekcjonalizmem, bezpośredniością a również i obyczajowym wyzwoleniem. Egipcjanki już od najdawniejszych czasów są przedstawiane w egipskich tekstach jak "napalone lafiryndy" (przykład tego mamy chociażby w Starym Testamencie, gdzie żona Putyfara próbuje uwieść Józefa), szukające tylko sposobu aby zdradzić swego męża z jego niewolnikiem lub sługą. Natomiast Syryjki były przedstawiane jako wierne i oddane żony, często oddane do granic absurdu (w egipskim utworze: "Książę zaklęty" jest właśnie przedstawiona syryjska księżniczka, która czyni dosłownie wszystko aby jej ukochany - egipski książę był z niej zadowolony - nie tylko jako kobiety, ale przede wszystkim jako bratniej duszy z którą chce spędzić życie). Podobnie rzecz miała się w przypadku Żydówek i między bajki można włożyć stwierdzenia (jakie chociażby w filmie: "Faraon" Żydówka Sara wypowiada, nie wiedząc iż rozmawia z Ramzesem - następcą egipskiego tronu i jego przyjacielem - Tutmozisem, ciekawy dialog: "Kto ty jesteś?" "Sara - córka rządcy folwarku". "Żydówka!", "Myślisz że Żydówki są mniej słodkie od Egipcjanek? Miałem trzy Żydówki kochankami", "Kłamiesz! Żydówka nigdy nie będzie niczyją kochanką". "Nawet kochanką pisarza u takiego pana który nosi wachlarz nad nomarchą memfickim?" "Nawet!", "Nawet tego, który wachlarz nosi?" "Nawet!", "Więc nie zostałaby może kochanką samego nomarchy?", "Kto wy jesteście? Czego chcecie?". "Odpowiedz mi lepiej czy ci się podobam?", "Gdyby z twarzy nie patrzyła ci dobroć, pomyślałabym że jesteś libijskim najemnikiem albo bandytą", "Jeszcze nim nie jest, ale kiedyś stać się może największym bandytą jakiego ziemia nosiła". "A gdybym ja był tak wielki, jak pan do którego ty należysz?", "Ty możesz być", "A gdybym ja był nomarchą Memfis?", "Ty możesz być nawet i tak wielkim", "A gdybym był następcą tronu?", "O Jahwe!", "Wezmę cię do mojego domu") iż Żydówki nie oddałyby się nikomu spośród swojego plemienia, bo nie pozwala im na to religia. Egipskie źródła często (choć rzadziej niż Syryjki) ukazują Żydówki jako słodkie kochanki wielkich Egipcjan.






Przykłady żydowskich niewolnic w Egipcie Ptolemeuszy też nie są bynajmniej rzadkie. Papirus P.Cair.Zen. 59355 - informuje o rozliczeniu, jakiego dokonuje niejaki piekarz Filon, który ma dług u Zenona i przekazuje mu dwie niewolnice - matkę (A... - imię zatarte, choć pewnie tożsama jest z niewolnicą Anas, która pracowała u Filona w zakładzie o czym ten informuje) i córkę (Izydorę). Jest tam wymieniona również niejaka Ioana (Ιωάνα) która należy do Zenona i zajmuje się zbieraniem oleju do lamp. Na aleksandryjskiej Agorze nadmorskiej sprzedawano niewolników z różnych zakątków śródziemnomorskiego świata (choć oczywiście nie w takich ilościach jak w czasach rzymskich, a Aleksandria rzymska będzie przedstawiona przeze mnie jako kolejny niewolniczy rynek w następnych częściach, bowiem Egipt rzymski nieco się różnił od greckiego i dotyczy to również handlu niewolnikami). Są tam więc niewolnicy z Karii, Tracji, Frygii, Nubii, Syrii, Lidii, Paflagonii, Palestyny, Babilonii. O tym do jakich prac przeznaczano ich w Egipcie opowiem w kolejnej części, teraz jednak chciałbym jeszcze wrócić na ową aleksandryjską Agorę nadmorską i opisać (mniej więcej z istniejących źródeł) jej wygląd w okresie świetności Egiptu Ptolemeuszy, czyli w III wieku p.n.e. (ok. 270 r. p.n.e.). Otóż poza dokami i magazynami rozlokowanymi od strony portów, istniały portyki z kolumnadami (w formie litery "L"), które pełniły rolę sklepów, czy też raczej centrów handlowych Aleksandrii. Na Agorze (a raczej na przylegającym do niej cyplu) stała również świątynia Posejdona. Na Agorze ulokowana była też fontanna (jakich było nieco w całej Aleksandrii), dająca kupującym orzeźwienie w gorące handlowe dni. Kupcy nie musieli rozkładać kramów na rynku, gdyż do tego służyły budynki portyków wokół samej Agory (oczywiście możliwość wystawienia towarów na rynku podlegała opłacie podatkowej nie przekraczającej wszakże 50 drachm - a prawdopodobnie były to znacznie mniejsze kwoty, jak choćby podatek za sprowadzonego niewolnika w wysokości 20 drachm). Samo miasto jak i oczywiście Agora (jedna i druga) były dobrze oświetlone nocą (poprzez umieszczenie latarni zasilanych oliwą wokół rynku i na ulicach miasta), zaś świątynie dodatkowo były iluminowane (podobnie jak i bramy miasta) i ozdobione kwiatami. Sprawiało to niesamowite wrażenie i pozwalało mieszkańcom Aleksandrii prowadzić również i nocne życie. 




Ulice były proste, przestronne (a łagodny wiatr znad Jeziora Maeoris powodował że w mieście nie odczuwało się wielkich upałów) i oświetlone. Świątynie pięknie udekorowane i iluminowane półkolistymi lampkami na oliwę. Sieć kanałów pozwała mieszkańcom Aleksandrii cieszyć się również czystością i swobodą wśród przestronnych gajów cyprysowych (gdzie Aleksandryjczycy spędzali wolny czas). Równać się z nią nie mogło żadne inne polis w hellenistycznym świecie, ani tym bardziej spoza tego świata. Taki Rzym w tymże III wieku p.n.e. był jeszcze w ogromnej większości miastem o zabudowie drewnianej (pierwszy kamienny most postawiono w Rzymie na przełomie 166/165 r. p.n.e. czyli dopiero w II wieku p.n.e.). Oczywiście budynki (czynszowe i prywatne) stawiano już wówczas w większości murowane, ale były one z reguły niewielkie i ciasne (często bardzo ciasne, niezdolne do pomieszczenia sporej rodziny). Poza tym samo miasto było po prostu ciasną klatką z wąskimi i niebezpiecznymi uliczkami, które nocą pogrążało się w kompletnych ciemnościach. Trzeba tutaj dodać, że gdy w 46 r. p.n.e. Kleopatra VII odwiedziła Rzym, ten Rzym o którym od młodości słyszała od swego ojca o jego sile i potędze i o tym iż może zniszczyć jej królestwo, dlatego też długo się go obawiała - teraz, będąc tam osobiście uznała, że ten sam Rzym jest jakimś... nieporozumieniem. Mały, brudny, nieoświetlony, zasiedlony kłębiącą się dokoła ludnością, która nie jest w stanie zrozumieć cywilizowanej mowy (greckiej). Miasto w którym kobiety: "miały takie prawa jak niemowlęta lub kury" (a są to słowa jakie miała wypowiedzieć sama królowa Kleopatra), nie przypadło jej ono do gustu. Wyrażała się z pogardą o Rzymie, którego dotąd uczono jej się obawiać, gdzie: "bezpański pies może tu przywlec skądś ludzką rękę a wół potrafi wtargnąć do jadalni" i praktycznie nie opuszczała otoczonego cyprysami pałacu Cezara na wzgórzu Janikulum, zasłaniających nieprzyjemny widok na to barbarzyńskie miasto. Gdy niewolnicy nieśli ją w lektyce, zawsze miała zasłonięte firany, aby nie spoglądać dokoła. Zapachy, dźwięki i widoki sprawiały, że szybko zatęskniła za swoją Aleksandrią. Ale to temat na zupełnie inną opowieść. 






CDN.

ZAPRZAŃSTWO JAKICH MAŁO! - Cz. VII

CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI POWSTANIE i WOJNA Cz. VII WŁADYSŁAW IV W MŁODOŚCI  Poselstwo na którego czele st...