WYŚWIETLENIA

28 września 2025

WYNALAZKI ANTYKU - Cz. I

CZYLI CO TAKIEGO WYNALEŹLI STAROŻYTNI GRECY I RZYMIANIE, O CZYM MY NIE MAMY POJĘCIA, A Z CZEGO KORZYSTAMY?





Termometr, centralne ogrzewanie, gramofon, to są wynalazki które bez wątpienia zaczęły upowszechniać się dopiero w drugiej połowie XIX wieku i w wieku XX, czyli raptem nie minęło nawet 200 lat od chwili, kiedy zaczęliśmy przechodzić ze społeczeństw przedindustrialnych, w zurbanizowane, nowoczesne społeczeństwa industrialne. Za wynalazcę radia oficjalnie przyjmuje się Włocha Guglielmo Marconiego - który rozpoczął prace nad przesyłaniem fal elektromagnetycznych w roku 1894, choć oficjalnie za datę wynalezienia radia uważa się rok 1901, czyli pierwsze skuteczne przesłanie wiadomości z Europy przez Atlantyk do Ameryki (ale za wynalazcę radia uważa się również Nikola Teslę, który w 1900 r. wynalazł cewkę wysokonapięciową, którą potem w swym radiu użył Marconi. Z tego powodu Tesla z Marconim wdał się w długoletni proces sądowy, który ostatecznie doprowadził Teslę do bankructwa). Wynalazcami hula hop byli dwaj Amerykanie Richard Knerr i Arthur "Spud" Melin, którzy rozpoczęli pracę jeszcze w swoim garażu, a ostatecznie hula hop pojawiło się w sprzedaży w roku 1958.


BONNIE MANCHESTER z HULA HOP 
(NEWPORT BEACH - KALIFORNIA)
1958



Jednak te i wiele innych współczesnych wynalazków nie jest wcale nowe i zapewne część Czytelników tego bloga (którzy z reguły są przyzwyczajeni do najróżniejszych nietypowych historii jakie tutaj się pojawiają) może zaskoczyć fakt, że istniały one już w starożytności, a ich wynalazcami byli antyczni Grecy. Dziś właśnie pragnę opowiedzieć o takich antycznych wynalazkach Greków i Rzymian, które po upadku cywilizacji grecko-rzymskiej - jaką było Imperium Romanum, zostały zapomniane i stan taki utrzymał się aż do czasów współczesnych. Nie tylko bowiem Egipcjanie (twórcy chociażby elektrycznego oświetlenia, dzięki któremu rozpraszali ciemności korytarzy wiodących do piramid i świątyń) czy Sumerowie i Babilończycy (niezrównani astronomowie) byli wielkimi odkrywcami, również i Grecy, a nawet Rzymianie (którzy żyli już w epoce, w której nie pamiętano odkryć dawnych czasów) też potrafili dołożyć swoją cegiełkę do tej palety wynalazków (to właśnie oni wymyślili chociażby centralne ogrzewanie). Bezwzględnie jednak osiągnięcia Greków na tym polu są nie do podważenia i o kilku ich wynalazkach pragnę opowiedzieć. Należy też pamiętać że śmiercionośne bronie jakie dziś znamy (takie jak choćby broń atomowa) nie są jedynie wytworem naszych czasów. To znaczy są, ale to że stworzyliśmy je po raz pierwszy w wieku XX, nie znaczy że wcześniej nie istniały. Na przykład w kilka lat po zakończeniu II Wojny Światowej i zrzuceniu bomb atomowych na Hiroszimę i Nagasaki, jeden ze studentów z Rochester University zadał dr. Oppenheimerowi (głównemu autorowi amerykańskiego programu nuklearnego) takie pytanie: "Czy bomba atomowa w Los Alamos
 była w ogóle tą pierwszą, 
a może były wcześniej przeprowadzone 
Jakieś utajnione testy", Odpowiedź doktora Roberta Oppenheimera, brzmiała:

"TAK, ONA BYŁA PIERWSZĄ ... 
W KAŻDYM RAZIE W TYM WIEKU!



I
MITOLOGICZNE WYNALAZKI HELLADY


Hellas (Ελλάς) tak właśnie starożytni Grecy nazywali swoją górzystą krainę, leżącą pomiędzy Morzem Egejskim a Jońskim. Jednak Achajowie, Jonowie i Gorowie (Dorowie) nie byli pierwszymi ludami które zamieszkiwały dzisiejszą Grecję. Żyli tam bowiem pierwotnie Pelazgowie, którzy stworzyli własną kulturę, przejętą potem w dużej mierze przez najeźdźców z Północy. System mitów też był autorstwa Pelazgów, choć bez wątpienia został on następnie rozbudowany przez Achajów i inne greckie ludy - przybyłe z ziem leżących pomiędzy Wisłą, Odrą a Łabą. Greckie mity opowiadają o przygodach bogów i herosów, ich walkach z cyklopami i olbrzymami, oraz innych niesamowitych i wręcz nieziemskich historiach. Ale co ciekawe, greckie mity są również kopalnią wiadomości na temat najróżniejszych wynalazków, i to wynalazków, które nie były autorstwem ani Achajów ani Pelazgów, lecz zostały wymyślone (lub też ofiarowane) przez "bogów olimpijskich", którzy - jak wierzyli Grecy - niegdyś kontaktowali się z ludźmi bezpośrednio, a nawet żyli wśród nich. Jakie zatem były to niesamowite "dary" bogów?



SŁUŻEBNE ROBOTY




Bóg Hefajstos (patron kowali), był bardzo brzydkim bogiem. Miał bowiem garb, krzywe nogi i porytą bliznami twarz. Jego matka Hera urodziła go (bez pomocy Zeusa), z wielkiego gniewu jaki czuła do męża, po tym, jak odkryła kolejny jego romans (czyli innymi słowy, urodziła dziecko pod wpływem furii / czyżby więc jakiś antyczny przykład partenogenezy, czyli dzieworudztwa - nie występujący jednak u ludzi, a co najwyżej u niektórych gatunków płazów). Według Greków to właśnie spowodowało, że Hefajstos był tak... niefotogeniczny (mówiąc łagodnie). Został jednak mężem najpiękniejszej bogini - Afrodyty (czyli wyrwał najlepszą laskę na Olimpie 🤭). Był on również doskonałym kowalem i twórcą najróżniejszych wynalazków które służyły ludziom (np. Tetyda - matka Achillesa poprosiła go o to, aby wykonał zbroję dla jej syna, dzięki której tamten mógłby uniknąć śmiertelnych strzał).

To właśnie Hefajstos skonstruował mechaniczne złote roboty, które wyglądały jak żywi ludzie (być może były to nawet androidy) i miały one służyć tym, których obdarował nimi Hefajstos. Homer opisuje w "Iliadzie" taki oto przykład: "Tam na ich króla czekały służebne niewolnice; w kształcie żywych niewolnic, ale wykutych w złocie; obdarzonych instynktem i świadomością, obdarzonych głosem. Z siłą i umiejętnościami zaczerpniętymi od niebiańskich nauczycieli. Ci posłusznie czekali u boku monarchy, wspierając jego kroki...". Czyli te roboty (czy też androidy) nie tylko że poruszały się jak ludzie, ale były obdarzone głosem, instynktem i świadomością człowieka (czyli prawdopodobnie użyta w nich była również sztuczna inteligencja). Takie roboty powstają dopiero od niedawna w naszych czasach i podobnie jak Grecy używali ich nie tylko do posług, ale również do wszelkich innych przyjemności, tak samo dziś tworzy się androidy również do... seksu (choć przyznam się szczerze, nie wiem jak komuś może się coś takiego podobać). W przekazach channelingowych są też pewne ciekawe wzmianki na temat sztucznej inteligencji i związanych z nią zagrożeń, o czym jeszcze opowiem i do czego wrócę.



TRON Z AUTOMATYCZNYMI KAJDANAMI



 
Według mitu, gdy Hera ujrzała zaraz po urodzeniu brzydotę Hefajstosa, cisnęła nim z Olimpu na ziemię. Dziecko jednak przeżyło, choć upadek doprowadził do połamania jego nóg, które potem źle się zrosły i Hefajstos całe życie kulał. Aby odwdzięczyć się swej matce za taki los, skonstruował dla niej złoty tron z niewidzialnymi kajdanami, które - gdy tylko Hera nań usiadła - natychmiast zacisnęły się na jej rękach, zmuszając ją do pozostania w pozycji siedzącej. Hefajstos delektował się takim widokiem matki, która próbowała wyrwać się z wiązów i dopiero prośby Dionizosa (boga winnej latorośli i radości płynącej z upojenia alkoholowego, ale również boga śmierci i nieszczęśliwych wypadków - kilkukrotnie bowiem próbował on popełnić samobójstwo) przekonały Hefajstosa do tego, aby uwolnił matkę, a jednocześnie Hera pozwoliła mu ponownie wrócić na Olimp. Czym było owe krzesło (czy też tron) z niewidzialnymi kajdanami? Ciekawe.



ANTYCZNE (LATAJĄCE) AUTO




Wracając do Homera: "Do wozu Hebe przymocowane były obrotowe, mosiężne koła ośmioramienne, które obracały się na żelaznej osi (w tym miejscu Homer opisuje "złotych chłopców", czyli roboty-androidy które zajmowały się wymianą opon, więc ten fragment pominę). Nawy były srebrne, zaokrąglone ze wszystkich stron. Wisiała deska rydwanu na złotych i srebrnych paskach, a wokół niej biegła podwójna poręcz. Drążek był cały ze srebra, na końcu złote jarzmo, z pięknymi złotymi opaskami na jarzmo. (...) Wtedy Junona ostro dotknęła latających rumaków. Natychmiast spontanicznie się otwierają, zgrzytając szorstko, niebiańskie portale. (...) By się rozsunąć, i następnie rozciągnąć zasłonę chmur" (w tym ostatnim zdaniu Homer po prostu opisuje wjazd Junony latającym autem do garażu, znajdującym się... na górze Olimp - stąd właśnie "otwierające się" i "zgrzytające szorstko niebiańskie portale"). Oczywiście twórcą owego latającego auta (zapewne nie jednego) był według mitów również Hefajstos.



TALOS 
METALOWY OLBRZYM - OBROŃCA KRETY




Twórcą Talosa - metalowego olbrzyma który miał za zadanie chronić mieszkańców Krety, był oczywiście także Hefajstos. Był to mechaniczny robot, który okrążał wyspę trzy razy dziennie w poszukiwaniu jakichkolwiek zagrożeń dla mieszkańców. Został zniszczony przez Argonautów z Jazonem na czele, poprzez otwarcie zaworu, przez który Talos stracił "krew" (czyli zapewne płyn hydrauliczny).



PANCERNA ZBROJA




Hefajstos był również autorem zbroi, która miała chronić Achillesa przed uderzeniami miecza i strzałami z łuku (zbroja była tylko formalną osłoną, gdyż wcześniej Tetyda - matka Achillesa, zaraz po urodzeniu zanurzyła go w wodach Styksu, przepływającego przez Krainę Umarłych - aby uodpornić go na wszelkie ciosy. Jedynym miejscem na ciele Achillesa które nie zostało zanurzone, to była jego pięta - za którą trzymała go matka. I akurat (no kto by się spodziewał, prawda 😉) ów heros zginął trafiony właśnie w ową piętę, strzałą wystrzeloną z łuku przez Parysa - syna króla Troi Priama.

Poza tym Hefajstos był autorem również podniebnego rydwanu boga Słońca - Heliosa, twórcą latających butów i skrzydlatego hełmu Hermesa, dzięki którym ten mógł pokonywać ogromne odległości w krótkim czasie i stać się posłańcem bogów, a także łuku Erosa (zwanego przez Rzymian Amorem), dzięki któremu wystrzeliwane przezeń strzały powodowały, iż wszyscy, którzy zostali nimi trafieni, zakochiwali się w pierwszej napotkanej osobie.



SKRZYDŁA DEDALA




Jednak bóg Hefajstos nie był jedynym wynalazcą w greckiej mitologii. Równie płodnym twórcą był bowiem Dedal z Aten, który jednak (jako pierwszy bodajże) nie był ani bogiem ani herosem, a zwykłym człowiekiem. Znany jest on oczywiście z tego, iż próbował opuścić wyspę Kretę (gdzie udał się na zaproszenie króla Minosa, po tym, jak musiał opuścić Ateny po dokonaniu mordu na swym siostrzeńcu Perdyksie - zwanym też czasem Talosem). Na Krecie król Minos powierzył Dedalowi budowę sławnego Labiryntu, w którym umieścił zrodzonego ze związku swej żony z bykiem - pół człowieka, pół byka - zwanego Minotaurem. Gdy prace dobiegały już końca, a Dedal liczył, że okres dziesięcioletniego wygnania minął i może wreszcie wrócić do swej ojczyzny, okazało się że Minos wciąż wymyślał najróżniejsze powody, aby tylko nie wypuścić Dedala z Krety. Nie widząc więc innego wyjścia, Dedal skonstruował specjalne skrzydła dla siebie i swego syna Ikara, które miały zabrać ich z powrotem do Aten.

Dedal w ogóle wywodził się z rodziny wynalazców, sam będąc wnukiem Hefajstosa. Jego ojciec Eupalamos również był wynalazcą, a siostrzyniec Perdykas (syn siostry Dedala Polikasty) w wieku 12 lat skonstruował piłę (początkowo znalazł kręgosłup ryby na piasku i przeciął nim patyk. Tym samym doszedł do wniosku że to może być bardzo przydatne i następnie skonstruował podobną piłę, ale już metalową. Potem Perdykas wynalazł koło garncarskie i kompas, a to spowodowało, że Dedal poczuł się zazdrosny osiągnięciami siostrzeńca i postanowił go zamordować. Gdy tak się stało, został wygnany z Aten, a jego siostra Polikasta popełniła samobójstwo. Ściągnięty na Kretę przez Minosa, został poproszony przez jego żonę Pazyfae o skonstruowanie byka z brązu, w którym królowa mogła się ukryć i skonsumować swoją miłość do byka (ta miłość była karą zesłaną przez Posejdona na Minosa, który obraził bogów i gdy ci zesłali mu pięknego białego byka jako ofiarę, król, zafascynowany jego pięknem, włączył go do swych stad. Wówczas Posejdon zesłał zauroczenie na Pazyfae, która zakochała się w byku i aby tę miłość skonsumować potrzebna była ta właśnie mechaniczna jałówka, w którą weszła królowa wypinając swoją sempiternę i w ten sposób byk miał zapłodnić Pazyfae, a z tego związku narodził się Minotaur).




Nim jeszcze Dedal przybył na Kretę, był również autorem wielu wynalazków, które w użyciu są po dziś dzień. Wynalazł bowiem olisbosy (sztuczne penisy), tokarkę i był autorem pierwszych posągów z rozłączonymi nogami. Niektórzy historycy twierdzą, że jeśli można by było przyporządkować okres życia Dedala do chronologii historycznej, to należałoby go umieścić na przełomie XI i X wieku p.n.e., czyli w okresie, w którym król Dawid w Izraelu zdobył Jerozolimę na Jebuzytach i uczynił z niej stolicę swego Królestwa (ok. 1000 r. p.n.e.). Ale oczywiście nie ma żadnej gwarancji że Dedal był postacią historyczną.

W każdym razie już na Krecie, gdy Minotaur został zamknięty w Labiryncie, to aby ukoić gniew bogów, co dziewięć lat składano mu w darze siedmiu młodych mężczyzn i siedem dziewcząt (co Minotaur z nimi robił pozostaje zagadką, gdyż biorąc pod uwagę że od góry był bykiem, to z pewnością był też wegetarianinem, a nie mięsożercą - ale nie wszystkie mity są logicznie spójne. Może więc wzorem swojej matki uprawiał z nimi - jak mawiał Marian Paździoch - "dziki, niczym nie skrępowany seks" 😂)




Ponieważ jednak Ateny przegrały wojnę z Kretą, zostały więc zobowiązane, aby co dziewięć lat przysyłać na wyspę 14 młodych osób. Aby ukrócić ten proceder, do grupy 14 osób (odbywało się to oczywiście poprzez losowanie i kto wylosował biały kamyk był bezpieczny, a kto czarny, ten płynął na Kretę do Minotaura - na "dziki, niczym nieskrępowany seks" 😂) włączył się syn króla Aten Egeusza - Tezeusz, który miał z ojcem układ, iż gdy polegnie i nie uda mu się zabić Minotaura, wówczas jego ludzie wywieszą na okręcie czarny żagiel, ale gdy wszystko zakończy się szczęśliwie, wówczas przypłynie pod białym żaglem. Po dotarciu na Kretę Tezeusz wpadł w oko Ariadnie, córce króla Minosa, która poprosiła Dedala aby ten skonstruował dla Tezeusza specjalną nić, dzięki której będzie mógł bezpiecznie wyjść z Labiryntu po zabiciu Minotaura. Tak też się stało, a następnie Ariadna zbiegła z Tezeuszem na jego okręt i zamierzała udać się z nim do Aten (ponoć uciec w ten sposób chciał również Dedal, ale jego zamiar został odkryty i król kazał go uwięzić wraz z synem Ikarem). Tezeusz zaś szybko znudził się Ariadną i porzucił ją, gdy cumowali na wyspie Naksos, a ona akurat zasnęła na plaży (ciekawy sposób na zerwanie 🤭). Wówczas cała załoga odpłynęła, pozostawiając ją tam samą. Oczywiście mit mówi iż Tezeusz postąpił tak, ponieważ tak właśnie kazał mu we śnie bóg Dionizos, który zamierzał poślubić Ariadnę. Tezeusz jednak był tak przybity utratą ukochanej (którą zapewne wciąż miłował, ale nie mógł sprzeciwić się woli boga) iż kazał na okręcie wywiesić czarny żagiel. Egeusz, wypatrując powrotu syna, ujrzał okręt z czarnym żaglem i rzucił się z klifu w morskie głębiny, ponosząc śmierć na miejscu. Nowym królem Aten został teraz Tezeusz, a morze w którym utonął Egeusz, zwało się odtąd... Egejskim.




Dedal z Ikarem wciąż jednak pozostawali na Krecie i było im tam coraz gorzej i coraz bardziej pragnęli wrócić do ojczystych Aten. Potajemnie stworzył więc Dedal skrzydła z ptasich piór, które zszył nićmi i skleił ze sobą woskiem. Sporządził dwie pary dla siebie i swego syna i w ten sposób postanowili opuścić niegościnną dla nich wówczas wyspę, lecąc jak ptaki po niebie. Oczywiście Dedal przestrzegł syna, aby ten nie latał zbyt wysoko, gdyż wówczas wosk się roztopi i skrzydła odpadną, a wtedy spadnie on w głębiny morza lub też rozbije się o skały. Owidiusz pięknie opisał ucieczkę owych mężczyzn, pisząc: "Jakiś rybak, być może bawiąc się drżącą wędką, jakiś pasterz oparty na lasce lub wieśniak pochylony nad trzonkiem pługa, zauważył ich, gdy przelatywali obok, i stanął ze zdumienia, wierząc, że te stworzenia, które potrafią latać w powietrzu, muszą być bogami". Ikar zapomniał jednak przestróg ojca i zafascynowany lotem wzbijał się coraz wyżej i wyżej, nie zauważając iż traci pióra. Gdy stracił je wszystkie, spadł i rozbił się o nadbrzeżne skały wyspy, która potem nazwana została Ikaros. 



ALFABET, SYSTEM MIAR I WAG ORAZ PIERWSZE MONETY


Ich wynalazcą miał być Palamedes, syn Naupiliusa z Argos. Był on greckim wojownikiem który uczestniczył w wojnie trojańskiej i tam właśnie wynalazł również grę w szachy (pessoi - grecki prekursor szachów). Palamedes zginął ostatecznie z ręki Odyseusza (po wcześniejszej intrydze, jaką uknuł Odyseusz w imię zemsty za to, że wcześniej Palamedes zdemaskował go na Itace, gdy ten udawał obłąkanego, starając się wymiksować z wojny trojańskiej).

To tyle jeśli chodzi o mitologię, teraz przejdziemy do historycznych wynalazków wymyślonych przez Greków.



"Wszystko, co można było wynaleźć, zostało wynalezione"

Charles H. Duell
Amerykański komisarz do spraw patentów 
(Uwaga wygłoszona w roku 1899)


CDN.

WIELKA WOJNA NA WSCHODZIE - Cz. VII

OSTATNIA WOJNA 
HELLEŃSKIEGO ŚWIATA





EGIPT PTOLEMEUSZY
(RETROSPEKCJA)
Cz. VII




 Po podpisaniu pokoju Antalkidasa (czyli pokoju Królewskiego) w 387/386 r. p.n.e. największe profity odniosła z tego Persja (która tak naprawdę Wojnę Koryncką a przede wszystkim ów pokój wygrała nie dzięki sile własnego oręża, tylko dzięki sile własnego złota). Drugim zwycięzcą był Lacedemon (czyli Sparta), aczkolwiek zdradzając małoazjatyckich Greków i oddając ich ponownie w "medyjską niewolę", stracił definitywnie zaufanie Helenów, a jego pozycja była już zupełnie inna niż wcześniej. Co prawda pokój Antalkidasa utwierdzał spartańską hegemonię w Grecji, ale w oczach Hellenów Sparta w dużej części stała się zdrajcą sprawy greckiej i "sługą Medów" - jak i niej mawiano. Dla Sparty jednak liczyło się głównie utrzymanie kontroli Hellady i podtrzymanie własnej hegemonii, która wydawała się nie tylko nie umniejszona po wojnie korynckiej, ale wręcz zwiększona. Nie bezpośrednią (jak pierwotnie pragnął Lizander, przez narzuconych w poszczególnych polis dekarchach), ale jednak sprawowano ją za pomocą narzuconych innym greckim miastom-państwom reżimów oligarchicznych. Te zaś polis, które nie chciały podporządkować się hegemonii Lacedemonu, były niszczone (jak Mantinea i Flint - o czym pisałem w poprzednich częściach). W niektórych zaś miastach Spartanie stacjonowali (albo tymczasowo - jak we Flincie po jego zdobyciu na okres pół roku w 379 r. p.n.e.), albo na czas nieokreślony (Tespie - 384 r. p.n.e., Plateje - 383 r. p.n.e.). Zdarzało się jednak w tym okresie (po roku 386 p.n.e.), że Spartanie występowali nie tylko jako hegemon, ale również jako sojusznik, a nawet... wybawca. Tak się stało, gdy w roku 385 p.n.e. potężne plemię Ilirów (z założonego na początku IV wieku p.n.e. przez lokalnego władcę -  Bardylisa I królestwa iliryjskiego plemienia Dardanów) wkroczyło do środkowego Epiru i w walnej bitwie rozbiło 15 000 epirockich wojowników z plemienia Molossów. Cały Epir stałby się wówczas łatwą zdobyczą Ilirów, gdyby na początku 384 r. p.n.e. Spartanie nie udzielili Epirotom militarnego wsparcia. Ilirowie z północy (z ziem dzisiejszej Serbii, Bośni i Chorwacji) uważani za barbarzyńców, byli prawdziwym postrachem Epirotów i Macedończyków, którzy żyli przed nimi w ciągłym strachu. W 383 r p.n.e. Ilirowie skierowali swój atak na Macedonię (zadając Macedończykom ciężką klęskę w bitwie), ale tamtejszy król Amyntas III (dziadek Aleksandra Wielkiego) nie wysłał prośby o pomoc do Lacedemonu, a co najwyżej do Larisy (głównego miasta Tesalii - rządzonej przez ród Aleuadów - ponoć spokrewniony z rodem Argeadów władających Macedonią, oba rody bowiem wywodziły swoje pochodzenie od Heraklesa) i z tym wsparciem Amyntas III wypędził Ilirów ze swego kraju (382 r. p.n.e.).


STAROŻYTNA MACEDONIA WRAZ Z CHALKIDYKĄ



Najbardziej wysuniętymi na wschodzie ziemiami Macedonii, były tereny należące do plemienia Mygdonów, których siedziby leżały na zachód od rzeki Strymon (będącej granicą pomiędzy Macedonią a Tracją), oraz na północ od góry Kissos i rzeki Aksios. Na południu bowiem, na Półwyspie Chalkidyckim znajdowały się kolonie greckie, z których największym i najsilniejszym był Olint. Chalkidyckie polis były w większości dawnymi koloniami (co zrozumiałe) innych miast z Grecji właściwej. Najwięcej zaś było tam kolonii założonych przez miasta Eubei - Chalkis i Eretrii, a także kolonie Koryntu i Achai. Chalkidyjczycy postrzegali Macedończyków (zresztą jak i inni Hellenowie) jako barbarzyńców i często z nimi konkurowali, ale (szczególnie w V wieku p.n.e.) ten ich wzajemny konflikt musiał ustąpić miejsca wzajemnej obawie przed wzrostem hegemonii Aten w regionie. Jednak po klęsce Ateńczyków w 404 r. p.n.e. w Wojnie Peloponeskiej, konflikt chalkidycko-macedoński ponownie wybuchł (nie ma jednak informacji na temat poszczególnych walk, zapewne więc było to coś na wzór konfliktu zimnowojennego). Gdy jednak Ilirowie po raz pierwszy w wielkiej inwazji napadli na Macedonię w 392 r. p.n.e. i zajęli sporą część kraju, wypędzając stamtąd Amyntasa III, ten, (uciekając do Tesalii) przekazał Olintowi sporne tereny. Gdy zaś (przy wsparciu Tesalów) w roku następnym odzyskał swoje królestwo, zawarł z Olintyjczykami pięćdziesięcioletni traktat obronny, wymierzony głównie przeciwko Ilirom, ale także wszelkim innym najeźdźcom. Traktat ten mówił również o tym, że strony układające się nie mogą zawrzeć separatystycznego pokoju z żadnym z najeźdźców, a także zawarto wówczas układ handlowy, mówiący o wzajemnym eksporcie smoły i drewna. Olint, jako najpotężniejsze miasto Chalkidiki ok. 430 r. p.n.e. założył Związek Chalkidycki, który obejmował prawie wszystkie tamtejsze polis, wszystkie prócz dwóch: Mende i Akantos (traktat z Amyntasem był również skierowany przeciwko nim). Gdy więc 383 r. p.n.e. Ilirowie ponownie najechali Macedonię, Amyntas (w zamian za pomoc Olintu - pomimo faktu, że ta pomoc miała być automatyczna w wypadku najazdu państwa trzeciego) przekazał owemu polis kolejne tereny ziemi plemienia Mygdonów. Gdy więc w roku następnym (z pomocą Larissy) odzyskał Macedonię, zwrócił się do Olintu z żądaniem oddania tych terenów, a jako powód podał fakt, iż Olintyjczycy złamali traktat, nie udzielając Macedończykom skutecznej pomocy. Olint jednak odmówił zwrotu tych ziem (z których już zaczął czerpać dochody). Amyntas jedna nie dawał jednak za wygraną i żądał kategorycznego zwrotu spornych terenów ziem Mygdonów. Olint odpowiedział zbrojnym najazdem na Macedonię (382 r p.n.e.), a ponieważ związek chalkidycki urósł w tym czasie do roli lokalnego hegemona, przed to był w stanie wystawić 8 000 hoplitów, 800 jeźdźców i znaczną liczbę trackich peltastów (niezwykle skutecznej lekkozbrojnej siły zawodowych żołnierzy, dzięki którym np. ateński strateg Ifikrates w 391 r. p.n.e. rozbił w bitwie całą spartańską morę 600 hoplitów - o czym już pisałem). Amyntas (który dopiero co odzyskał kraj), nie był w stanie oprzeć się sile Chalkidyjczyków, którzy w swej ofensywie podeszli aż do Pelli - stolicy Macedonii. Nie chcąc ponownie stracić królestwa, tym razem musiał zwrócić się z prośbą o pomoc i wsparcie do Lacedemonu.




Do Sparty wraz z poselstwem od króla Amyntasa, przybyło również poselstwo z greckich miast Akantos i Apollonia - również zagrożonych zwycięskim pochodem Olintyjczyków. Eforowie (5-osobowy rząd Sparty, wybierany na rok) opowiedzieli się z za wojną. Podobnie zapadła decyzja za wyprawą na radzie gerontów (30-osobowy spartański "parlament"), również obaj królowie Agesilaos II i Agesipolis I (pomimo różnic w podejściu do polityki międzynarodowej - ten pierwszy był kontynuatorem mocarstwowej polityki Lizandra, choć niegdyś się z nim nie zgadzał; ten drugi zaś optował za bardziej liberalną polityką względem sojuszników i innych polis Hellady) byli gotowi poprzeć  nową wyprawę. Zwołano więc Apellę (spartańskie Zgromadzenie Ludowe, na którym Spartanie głosowali nie za pomocą podniesionych rąk, czy też wrzucanych do pojemników ostrakonów, a za pomocą siły głosu. Po prostu to, co bardziej się spodobało, miało uzyskać większy aplauz zgromadzonych). Apella zagłosowała za udzieleniem pomocy Macedonii i greckim polis. Podobnie głosowanie przebiegało na radzie Związku Peloponeskiego (zwołanym również w Sparcie). Nie wszyscy jednak z członków Związku Peloponeskiego byli chętni do nowej wyprawy, ale ci, którzy nie chcieli wysłać tam swoich hoplitów, mieli zapłacić za opłacenie najemników (3 obole egineckie za hoplitę dziennie i 12 za jeźdźca). Wyprawa miała ruszyć wiosną w roku następnego (381 p.n.e.) po zebraniu (i opłaceniu) armii związkowej. W tym czasie król Amyntas III toczył ciężkie boje w obronie swej ziemi i stolicy (jego małżonka, królowa Eurydyka była w tym czasie w ciąży. Wysłał ją więc na zachód kraju, aby uniknęła niebezpieczeństwa wpadnięcia w niewolę. Tam też urodziła ona syna, który otrzyma na imię Filip. Będzie on przyszłym królem Filipem II Macedońskim, który zreformuje państwo i armię {tworząc sławną falangę macedońską z długimi włóczniami - sarissami} i jednocześnie ojcem Aleksandra Wielkiego). Armię która miała przyjść Macedończykom z odsieczą, podzielono na dwie części. Główną armią złożoną z 2000 hoplitów (głównie periojków, neodomadów i Skirytów pod dowództwem Eudamidasa. Drugą armię, liczącą 10 000 hoplitów, dowodził brat tamtego - Fojbidas. Wyprawa ruszyła wiosną 381 r. p.n.e.




W tym czasie w Tebach (bo przecież o tym głównie chciałem napisać) pro-spertańskie stronnictwo Leontiadesa ponownie (po prawie czterech latach rządów) utraciło władzę (382/381 r. p.n.e.), a do rządów znów wrócili demokraci Ismeniasa i Androklejdasa. Gdy więc armia pod wodzą Fojbidasa maszerowała na północ do Chalkidiki przez Beocję, oligarchowie Leontiadesa skontaktowali się z Fojbidasem i zaprosili go do Teb, aby zbrojnie obsadził Kadmeę (twierdzę tebańską) i pomógł im w odzyskaniu władzy. Tak też się stało, Fojbidasa zajął Kadmeę, a demokraci tebańscy (w liczbie 300) zbiegli do Aten. Zajęcie Kadmei obiło się głośnym echem w całej Helladzie i wywołało falę oburzenia, skierowaną przeciwko Lacedemończykom. Lontiades (przywódca oligarchów tebańskich) udał się więc do Sparty, aby wstawić się za Fojbidasem i przekonać eforów co do słuszności utrzymania spartańskiego garnizonu w Kadmei. Eforowie byli jednak mocno wzburzeni i twierdzili że Fojbidas złamał rozkazy. Nie po to bowiem został posłany, aby zajmować Teby, tylko po to, aby pomóc Macedończykom przeciw agresji Olintu. Zamierzano więc odwołać go z dowództwa i ukarać, ale w jego obronie wystąpił król Agesilaos II, twierdząc że co prawda Fojbidas złamał rozkaz i postąpił nierozsądnie, ale dodał od razu jaki jest tego efekt i co się bardziej Sparcie opłaca. Pytał więc: "Czy opłaca nam się utrzymać garnizon Kadmei, czy też nie?" i odpowiadał że jak najbardziej, bo służy to podkreśleniu dominacji Lacedemonu w środkowej Helladzie. Sprawa ta jednak była przedmiotem powszechnego oburzenia Greków, gdyż był to jawny akt politycznego chuligaństwa, ale ponieważ z politycznego punktu widzenia bardzo odpowiadał on polityce uprawianej wówczas przez Spartę, przeto eforowie uznali, że utrzymanie Kadmei będzie kontynuowane. Ponieważ jednak należało to odpowiednio "sprzedać" propagandowo, postanowiono więc odwrócić wektory i winnym całego zdarzenia uczynić nie Fojbidasa, czy nawet Leontiadesa, a właśnie Ismeniasa - przywódcę tebańskich demokratów, któremu nie udało się (tak jak na przykład Androklejdasowi) uciec do Aten. Oskarżono go więc o prorosyjskość pro-medyjskość i w tym celu do Teb wysłano trzech sędziów z Lacedemonu, którzy mieli to udowodnić. I udowodnili. Oskarżyli go o wysługiwanie się Persom (chociaż do wody były wybitnie wątpliwe) i skazano go na karę śmierci. Wyrok wykonano. Ponoć za skazaniem Ismeniasa na karę śmierci, stał król Sparty Agesilaos II, który polecił sędziom aby taki właśnie wydali werdykt, jeszcze przed ich wyjazdem do Teb. Była to zemsta Agesilaosa na Tebańczykach (a raczej na tebańskich demokratach), którzy 15 lat wcześniej udaremnili mu złożenie ofiary w Aulidzie, przed jego wyprawą do Persji (o czym pisałem w poprzedniej części). I nie miało tu żadnego znaczenia, że akurat Ismenias nie miał z tym nic wspólnego.


MIECZ DAMOKLESA 
Groźba nieustannego zamachu lub przewrotu, jaka czyha na rządzących




To, jak podstępnie udało się Spartanom odwrócić kota ogonem i oskarżyć o własne winy ich politycznych przeciwników z Teb, spowodowało, że w Lacedemonie zaczęto snuć wizję "Wielkiej Sparty", której pierwszym elementem będą  właśnie spartańskie Teby. Propagatorem tej mocarstwowej polityki był oczywiście król Agesilaos i jego zwolennicy, którzy już widzieli się w roli "zjednoczycieli" pod lacedemońskim władztwem całej Hellady (podobnie jak w V wieku p.n.e. w tej roli widzieli się Ateńczycy, a wielu historyków starożytności twierdziło, że gdyby Ateny opanowali Syrakuzy w czasie swej kampanii sycylijskiej z lat 415-413 p.n.e. {Nikiasz mógł to łatwo uczynić, Syrakuzy bowiem były całkowicie nieprzygotowane do obrony i pamiętam że już na studiach twierdziłem, jak łatwo Ateńczycy mogli zająć Syrakuzy, ale głupota Nikiasza przerosła najśmielsze oczekiwania i ostatecznie zakończyła się całkowitą klęską Ateńczyków, sprzedażą wziętych do niewoli ateńskich hoplitów jako niewolników oraz śmiercią Nikiasza i wysłanego mu na pomoc Demostenesa} to najprawdopodobniej wygraliby wojnę peloponeską, a wówczas podporządkowaliby sobie całą Helladę i jak pisał brytyjski historyk Edward Creasy: "Rzymianie nie wiedzieli i nie mogli wiedzieć, jak głęboko wielkość ich własnych potomków i los całego świata zachodniego były uwikłane w zniszczenie floty ateńskiej w porcie w Syrakuzach. Gdyby ta wielka wyprawa zakończyła się zwycięstwem, siły Grecji w następnym, pełnym wydarzeń stuleciu znalazłyby swoje pole do popisu nie mniej na Zachodzie, niż na Wschodzie; Grecja, a nie Rzym, mogłaby podbić Kartaginę; greka, a nie łacina, mogłaby być w dzisiejszych czasach głównym elementem języka Hiszpanii, Francji i Włoch; a prawa Aten, a nie Rzymu, mogłyby stanowić fundament prawa cywilizowanego świata". Teraz "attycyzować" Helladę na własną modłę chcieli Spartanie, zaś Tebańczycy Leontiadesa, jak cierpko zauważa Ksenofont: "wysługiwali się Lacedemończykom jeszcze bardziej, niż im nakazywano".




Ponieważ jednak armia Fojbidasa, zamiast zostać skierowana do Macedonii czy Chalkidyki, stacjonowała w tebańskiej Kadmei,przeto należało na północ posłać inną armię. Szybko ją zebrano i pod dowództwem Teleutiasa (przyrodniego brata króla Agesilaosa II) posłano jako główne wsparcie wysłanej wcześniej na północ armii Eudamidasa (która toczyła tam ciężkie boje z Olintyjczykami). Ten jednak, gdy dotarł do Macedonii, zginął w bitwie jeszcze latem 381 r. p.n.e. Sytuacja była więc nieciekawa, opierając się bowiem na chęci dominacji, dokonując bezprawnego, bandyckiego zajęcia Teb, jednocześnie Spartanie nie byli w stanie podołać sojuszniczym zobowiązaniom wobec Amyntasa Macedońskiego. Postanowiono tę sprawę ostatecznie zakończyć, jednocześnie oczyszczając dobre imię Lacedemonu z wszelkich plam. Zebrano więc kolejną armię (ogromnym wysiłkiem), na której czele stanął król Agesipolis I . Zgromadził on sporą armię, towarzyszył mu sztab 30 spartiatów, w tym wielu innych (jak pisze Ksenofont: "Spośród periojków towarzyszyło mu wielu zacnych ochotników, wielu cudzoziemców zwanych trophimoi, wielu synów Spartiatów z nieprawego łoża, młodzieńców pięknych i nieobcych temu, co w mieście tym za piękne uchodzi, wielu wreszcie wyruszyło z nim na wojnę ochotników z grodów sprzymierzonych, a zwłaszcza jeźdźców tesalskich, pragnących dać się poznać Agesipolisowi". Dowództwo powierzone temu właśnie królowi było jakoby wyłomem w dotychczasowej polityce, którą ustawiał wedle właściwie własnego widzimisię Agesilaos II. Ale miał on inne sprawy na głowie, jak choćby kwestię Flintu (o czym pisałem w poprzednich częściach), więc zapewne zgodził się na powierzenie dowództwa Agesipolisowi (dzięki tej wyprawie bowiem załatwiał kilka pieczeni na jednym ogniu: po pierwsze pozbywał się Agesipolisa ze Sparty - na czym mu zależało; po drugie zwycięstwo Agesipolisa byłoby potwierdzeniem dotychczasowej polityki Agesilaosa, a klęska i śmierć Agesipolisa również była mu na rękę, gdyż eliminowała konkurenta do władzy, i wynosiła do królewskiej godności jego małoletniego syna). Agesipolis - dowodząc kampanią - zmusił Olintyjczyków do wycofania się z Macedonii (380 r. p.n.e.) i obległ sam Olint. Nie dożył jednak niestety zdobycia miasta, gdyż rozchorował się i zmarł w trakcie oblężenia, a sam Olint wkrótce potem skapitulował (379 r. p.n.e.). Związek Chalkidycki został rozwiązany, a poszczególne jego miasta członkowskie zawarły teraz ze Spartą oddzielne układy, na mocy których miały posłusznie wspierać Lacedemon we wszystkich wojnach, które będzie toczył. Po tym zwycięstwie pozycja Sparty była tak silna, jak zaraz po roku 404 p.n.e., a być może nawet silniejsza. Związek Peloponeski został całkowicie zdominowany i praktycznie przestano pytać się go o zdanie podczas kolejnych konfliktów. Związek Chalkidycki i Związek Beocki zostały rozwiązane, Elida, Mantinea i Flius doprowadzone do ruiny, a garnizony spartańskie stacjonowały w Tebach, Tespiach, Heraklei i Platejach. Na morzu flota spartańska była równie potężna, co odradzająca się teraz flota ateńska. Poza tym Sparta miała realnych sojuszników (głównie tych którym udzieliła pomocy militarnej) czyli Macedonię, plemię Molossów z Epiru, i Tesalię. Na zachodzie zawarła sojusz z Syrakuzami, którymi wówczas władał tyran Dionizjusz I Wielki, a na wschodzie (dzięki pokoju Antalkidasa) miała "sztamę" z Persją, która tym samym potwierdzała jej dominację w Grecji kontynentalnej. Co mogło pójść nie tak?




Otóż hegemonia Sparty oparta była na bardzo wątłych podstawach, znacznie słabszych niż projektowana w V wieku p.n.e. hegemonia Aten nad Grecją. Co prawda w obu przypadkach ich władza opierała się na strachu, ale Sparta cieszyła się dużym szacunkiem Greków jeszcze w roku 404 p.n.e., jako wyzwolicielka Hellady spod "ateńskiego jarzma". Jednak już krótkie, kilkumiesięczne rządy narzuconych przez Lizandra dekarchów zaczęło podważać ten szacunek, a polityka Lacedemonu w kolejnych latach całkowicie go zniweczyła. "Obrończyni Hellady" stała się nowym ciemiężcą i do tego dogadanym z największym wrogiem Hellenów - Persją. Przyrzeczenia dane greckim polis zostały złamane, umowy zerwane, a rządy oligarchów - na jakich opierała się Sparta w Helladzie, były rządami mniejszości. Sam Związek Peloponeski też już nie gwarantował utrzymania spartańskiej hegemonii, gdyż poszczególne miasta coraz bardziej zaczęły się wypinać na spartańską politykę, odrzucając ją wprost, albo pośrednio. Lacedemon mógł więc liczyć jedynie na własne siły, a tych niestety ubywało (liczba spartiatów z każdą dekadą zmniejszała się o kilkadziesiąt osób). W tych warunkach utrzymanie tego, co zostało zdobyte do roku 379 p.n.e. graniczyło z cudem i rzeczywiście takowym było, a problem pojawił się już w tym samym roku, w którym Spartanie doprowadzili do upadku Flint i Olint.




CDN.
 

27 września 2025

SZALONY MONARCHA I JEGO EPOKA - Cz. I

CZYLI CZY KAROL VI 
I JEGO ROZPUSTNA MAŁŻONKA
PRZYWIEDLI FRANCJĘ 
NA SKRAJ UPADKU?





"KOGO BOGOWIE CHCĄ ZNISZCZYĆ, 
NAJPIERW DOPROWADZAJĄ GO DO OBŁĘDU"

EURYPIDES






POD OSŁONĄ NIEWIEŚCICH SUKIEN
Cz. I


Był słoneczny sierpniowy poranek 1392 r., gdy spory orszak króla Francji - Karola VI zmierzał ku Bretanii, z której to władcą - Janem V - miał francuski monarcha konflikt natury prawnej (Jan udzielił schronienia człowiekowi, który planował morderstwo jednego z jego osobistych doradców i przyjaciół - nobliwego Oliviera de Clisson, rycerza z Bretanii). Król był niespokojny tego dnia i zewsząd wypatrywał zdradzieckiego ataku na swoją osobę, a ów niepokój został w nim jeszcze wzmocniony przez odzianego w łachmany mężczyznę, który wyszedłszy z lasu i dopadłszy jego konia, rzekł: "Szlachetny królu! Nie jedź dalej, zostałeś zdradzony!". Ów mężczyzna został co prawda przegoniony przez królewską straż, ale i tak szedł za orszakiem, wołając z oddali aby król miał się na baczności i nikomu nie ufał. Karol wziął sobie do serca ostrzeżenia owego człowieka i począł zastanawiać się czy dobrze uczynił ruszając na tę wyprawę. W pewnym momencie dał się słyszeć głuchy odgłos opadającego żelaza, gdyż jeden z królewskich paziów przysnął i upuścił trzymaną w ręku lancę, która odbiła się od hełmu jadącego za nim rycerza, wydając dźwięk dobywającego się oręża. Król nie czekał długo, wyjął swój miecz i z okrzykiem: "Zdrajcy! Chcecie mnie wydać wrogom!", ruszył w stronę grupy rycerzy i piechurów, po czym kilku z nich zadał śmiertelne rany. Król był jak w amoku, zapewne położyłby trupem znacznie więcej swych żołnierzy, gdyby nie został zrzucony z konia i przyciśnięty do ziemi. Gdy tak się stało, monarcha stracił przytomność, po czym został przewieziony z powrotem do Luwru. Był to pierwszy przypadek szaleństwa, jakie doskwierało królowi Karolowi VI (który przez to właśnie otrzymał przydomek "Szalony") już do końca jego życia, a zmarł w trzydzieści lat później. Choroba potęgowała się na różne sposoby, raz np. monarcha nie poznawał ludzi ze swego otoczenia, nawet własnej małżonki, innym razem uznał że jest cały ze szkła i zabraniał komukolwiek zbliżać się do siebie, gdyż obawiał się że może się potłuc (nosił nawet specjalne stroje, które miały uniemożliwić "rozbicie go"). To jednak niewiele zajmowało jego małżonkę - królową Izabelę Bawarską, która w tym samym czasie gościła w swym łożu mnóstwo kochanków, z których to najsławniejszymi (oraz tymi, którym udało się przeżyć, bowiem zazdrosny Karol kazał wszystkich podejrzanych o przyprawianie mu rogów zaszywać w worki i wrzucać do Sekwany) byli: książę Ludwik Orleański (jeden z najprzystojniejszych możnych ówczesnej Francji) i książę Jan bez Strachu (całkowite przeciwieństwo tego pierwszego - niski, brzydki, ale za to zapewne dobry w łożu, gdyż równie często gościł w sypialni Izabeli). Szaleństwo króla, rozwiązłość jego małżonki (która stawiała wręcz pod znakiem zapytania przyszłość dynastii Walezjuszy i nawet syn królewskiej pary, przyszły król Karol VII - zaczął poważnie obawiać się o swoje pochodzenie, tym bardziej że pewnego razu jego własna matka wprost rzekła, iż Karol "jest bękartem". Pewność siebie i wiarę we własne pochodzenie oraz dziejową misję ocalenia Francji spod angielskiej okupacji przywróciła Karolowi VII dopiero pewna wiejska dziewczyna, która przeszła do historii pod imieniem - Joanny d'Arc), na to nałożyła się jeszcze wciąż trwająca wojna z Anglią (zwana stuletnią), Wielka Schizma Zachodnia (związana z wyborem dwóch konkurencyjnych wobec siebie papieży), oraz kryzys gospodarczy, który dotknął w tym czasie Europę Zachodnią, a w szczególności zaś zniszczoną toczącą się wojną - Francję. A zaczęło się tak:




Karol VI przyszedł na świat w grudniu roku 1368, gdy królem Francji był jego ojciec - Karol V, zwany "Mądrym". Ów monarcha przyniósł Francji nieco wytchnienia od toczących się nieprzerwanie (od 1337 r.) zmagań wojennych z Anglią, choć wątła budowa ciała i słabe zdrowie raczej nie dawały mu możliwości zdobycia wielkiej rycerskiej sławy (lub choćby wykazania się męstwem w boju, tak jak jego ojciec - Jan II, czy dziad - Filip VI). Karol V lubił spokój, samotność, zacisze Luwru lub uroki Vincennes, ale przede wszystkim kochał książki i całe godziny spędzał w swej bibliotece na zamku w paryskim Luwrze. Na tron wstąpił po śmierci swego ojca (który zmarł w Londynie, jako angielski więzień) w kwietniu 1364 r. w wieku 26 lat. Młody król postanowił że będzie panował w myśl filozofii Arystotelesa, jako władca sprawiedliwy. Doskonale zdawał sobie sprawę z ambicji swoich braci, książąt Burgundii, Nawarry czy Andegawenii, których starał się przeciągnąć na swoją stronę, wyposażając hojnie w ziemie, zamki i pensje. Wiedział bowiem dobrze że książęta, czy też panowie feudalni muszą wciąż pławić się w zbytku, który zastępowałby im myśli o samodzielności i działaniu na szkodę Korony (życie bowiem takiego wielkiego pana upływało głównie na beztrosce a jego celem była nieustanna radość, zabawa i oczywiście od czasu do czasu jakaś wyprawa wojenna, dla podkreślenia własnego męstwa i sławy swego rodu. Celem książąt, diuków i baronów były słowa, które w momencie śmierci wypowiedział władca Akwitanii - Wilhelm IX, zmarły w 1127 r., a brzmiały one: "W mym życiu zaznałem tylko radości i uciech", zaś mottem francuskich arystokratów były słowa z powieści "Flamenca": "Niechaj największą udręką będzie udręka w miłości"). Karol V dobrał sobie również odpowiednich doradców, do których należał (m.in.): Bertrand du Guscelin - znany rycerz i zawadiaka, któremu powierzył urząd konetabla (naczelnego wodza) Francji. Sama Francja wówczas to w dużej mierze było pojęcie względne, gdyż tak naprawdę poczucie narodu francuskiego ukształtowało się dopiero w połowie XVIII wieku, a szczególnie podczas Rewolucji Francuskiej, natomiast wcześniej istniało "bardzo wiele Francji", gdyż rozdrobnienie polityczne i językowe ziem francuskich - efekt ustroju feudalnego - był silny również w czasach Ludwika XIV czy Ludwika XV, a przejazd z jednej francuskiej prowincji do drugiej często wyglądał jak podróż do innego kraju (również pod względem językowym). Oczywiście nie znaczy to, że tożsamość narodowa powstała dopiero w końcu XVIII, lub też w wieku XIX, wręcz przeciwnie. Na przykład w Polsce pojęcie narodu było znane od wczesnego średniowiecza i jedynie potem częściowo modyfikowane, podobnie było w Anglii, a poza tym tożsamość narodowa znana była już starożytnym. Przecież Ateńczycy walczyli z Lacedemończykami nie jako Hellenowie, ale właśnie jako obywatele Attyki, Rzymianie zaś toczyli boje z Hannibalem jako potomkowie Romulusa i Remusa znad Tybru itd.




Pierwszym politycznym sukcesem Karola V było zneutralizowanie wpływów Karola Złego z Nawarry w księstwie Normandii (1364-1365) i zakończenie wojny domowej w Bretanii (1364). Kolejnym krokiem było uporanie się z bandami gaskońskich i angielskich rycerzy, którzy z najemników stali się teraz rabusiami, pustoszącymi drogi i napadającymi na poddanych króla Francji. Ideał rycerski był co prawda znany w ówczesnej Europie i promowany jako najwyższy model idealnego wojownika, obrońcy wiary Chrystusowej i pogromcy niewieścich serc. Niestety, ten ideał dotyczył jedynie arystokratów (a i wśród nich było wiele "czarnych owiec" niegodnych nigdy miana rycerza, jak choćby jeden z najsławniejszych rycerzy u boku Joanny d'Arc - Giles de Rais, który prywatnie był pedofilem i mordercą, porywającym do swego zamku, a następnie gwałcącym i torturującym aż do ich zgonu młodych chłopców. Przez to nadano mu potem przydomek "Diabeł", gdyż ponoć wyznawał kult szatana). Turnieje rycerskie był co prawda pięknym podkreśleniem rycerskiego ideału, jednak i one były zdominowane przez ludzi możnych. Zasady rycerskie były co prawda proste (bronić wiary, walczyć z kłamstwem i niesprawiedliwością, pomagać ubogim, bronić pokoju), to jednak bardzo niewielu przestrzegało ich dosłownie, choć bez wątpienia dla rycerzy bardzo ważny był honor i raz dane słowo (np. przysięga), co czasem prowadziło ich do zguby (jak choćby Antoniego z Burgundii, który przybył z wojskiem już po przegranej przez Francuzów bitwie pod Azincourt w 1415 r., lecz aby wypełnić dane królowi Francji słowo i zachować swój honor, uderzył na Anglików, poświęcając swe życie. Potem jego bratanek - Filip Dobry wyrażał żal, że nie mógł mu - ze względu na swój młody wiek - towarzyszyć w tej pięknej chwili rycerskiego obowiązku). Ci rycerze (głównie książęta i arystokraci) najczęściej marzyli o wielkiej sławie wojennej i miłości wybranki serca (często ta miłość była platoniczna, gdyż rycerz miłował swą wybrankę niczym "święty obraz", jednocześnie uważając, by niczym jej nie skalać, w tym również miłością cielesną - przynajmniej do chwili ożenku. Natomiast sam oddawał się przyjemnościom ciała z dziewkami w miastach lub na wsiach). Dlatego też turnieje rycerskie były najlepszą okazją do zademonstrowania swej siły i sprawności bojowej, a jednocześnie obrony honoru wybranki serca (wiele było takich pojedynków, teraz wspomnę jedynie o dwóch. Pierwszy odbył się podczas spotkania cesarza rzymskiego i króla Węgier - Zygmunta Luksemburskiego, oraz króla Polski i wielkiego księcia Litwy: Władysława II Jagiełły - w Budzie w 1412 r. Tam właśnie szczególnie wsławił się rycerz Zawisza Czarny, pokonując wielu wystawionych przeciw niemu przeciwników. Jeszcze raz i to na znacznie większą, europejską skalę, zwyciężył Zawisza turniej z 1415 r. w hiszpańskim mieście Perpignan, gdzie na oczach sproszonego tam rycerstwa z całej praktycznie Europy, pokonał dotychczasowego mistrza - Jana z Aragonii. Starcie tych dwóch sław było krótkie, gdyż Aragończyk padł po pierwszym uderzeniu kopi Zawiszy Czarnego, który od tej pory był uważany za jednego z najsławniejszych rycerzy Europy).






Jednak większa część rycerstwa to byli najemnicy, którzy solidnie opłacani - wynajmowali się do udziału w wojnach u feudalnych panów, a jeśli zabrakło wojaczki, często zamieniali się w zwykłych rabusiów. I co ciekawe - nie zawsze chodziło im o pieniądze, bowiem równie ważna (czasem nawet ważniejsza) była potrzeba "wyszalenia się" i ponownego powrotu do walki, sprawdzenia się w boju, oraz udowodnienia swej przewagi. Karol V jednak ostro tępił owe "kompanie" rabusiów, które grasowały po drogach, choć zamiast siły często stosował podstęp, starając się ich nie tle zwalczyć, co raczej ponownie wykorzystać do walk w swoim interesie. Tak więc du Guscelin zwerbował ich i... wysłał za Pireneje, do Kastylii, gdzie toczyła się wojna domowa i gdzie owi najemnicy dopomogli w uzyskaniu tamtejszej korony przez Henryka II Trastamara w 1369 r. co zaowocowało współpracą Kastylii i Francji przeciw Anglii (Kastylijczycy pomogli Francuzom budować flotę wojenną, która pozwoliła admirałowi Janowi z Vienne opanować Kanał La Manche), więc Karol V za jednym zamachem "upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu". Odzyskał również (w latach 1369-1375) większość ziem dotąd zajętych przez Anglików, jak: Akwitania, Gaskonia czy hrabstwo Armagnac i to w ogromnej większości bez użycia oręża (do nielicznych walk i napadów jednak dochodziło). Potem mawiano, iż ten król odzyskał więcej ziem siedząc w swych komnatach i czytając książki, niż jego ojciec i dziad z mieczem w dłoni na polu walki. Kraj był jednak zrujnowany wojną i rabunkami, poza tym w latach 1373 i 1380 wybuchały we Francji epidemie dżumy, w czasie których było tyle ofiar, że nie wiedziano jak grzebać zmarłych. Zaludnienie zmniejszyło się dramatycznie a wiele wiosek całkowicie wymarło (np. w 1417 r. trzej ostatni mieszkańcy pewnej parafii w Saintonage (San;tonei) przenieśli się do Bordeaux, zaś wieś Magny-les-Hameaux nieopodal Paryża pozostała bezludna od 1341 r. do... 1455 r. gdy osiedlili się tam "trzej ubodzy ludzie z Normandii". A takich przypadków było mnóstwo). Bieda również stała się powszechna i nie opuściła już Francji aż do... XIX wieku (porównanie francuskiego chłopa z XIII a z XV czy nawet XVII wieku, to było zupełne przeciwieństwo. W pierwszym przypadku panował duży dobrobyt, który zaczął się we Francji z końcem XI wieku i trwał nieprzerwanie aż do drugiej dekady XIV wieku i czasy te są nazywane "dobrobytem francuskiej wsi". Natomiast po epoce "Czarnej Śmierci" z lat 40-stych XIV wieku, wojen z Anglikami i Burgundami oraz walk wewnętrznych pomiędzy panami feudalnymi - francuski chłop cofnął się praktycznie do prymitywizmu. W 1465 r. gdy przez Francję przejeżdżał angielski prawnik - John Forescue, to nie mógł się nadziwić, że chłopi tutaj przypominają prawdziwych barbarzyńców, gdyż odziani są w łachmany, piją jedynie czystą wodę i jedzą chleb jęczmienny oraz owoce, a z mięsa jedynie flaki i łby zabijanych dla szlachty i mieszczan zwierząt). Zmieniały się też miasta, gdyż podgrodzia praktycznie zniknęły, a ludność przeniosła się za mury miast, odseparowując się od wsi (co w wiekach wcześniejszych było nie do pomyślenia, gdyż wieś żyła przy mieście, a bogate podgrodzia dawały okazję do wzajemnego wzbogacania się. Miasta teraz zamykały bramy przed chłopami, bowiem obawiały się rabusiów, lub też nie chciały kolejnych włóczęgów, oraz bały się zarazy, gdyż kto wie co ze sobą przyniósł taki przybysz. Powstały dwa światy - Francja miejska i wiejska, arystokratyczna i ta dla ludu, a dysproporcja ta rosła z biegiem kolejnych dziesięcioleci, aż swoją kulminację osiągnęła podczas Rewolucji Francuskiej). 

Warto też dodać że to, co było katastrofą dla Europy Zachodniej (czyli takich państw jak Francja, Italia, Hiszpania, kraje niemieckie, Szwajcaria), a także dla Europy Eschodniej (w tym obszarów Wielkiego Księstwa Moskiewskiego czy częściowo również Wielkiego Księstwa Litewskiego) czyli epidemii czarnej śmierci, stała się poniekąd błogosławieństwem dla... Polski. Nasz kraj bowiem jako jeden z nielicznych obszarów w Europie lat 40-tych XIV wieku, nie został dotknięty tą tragedią (były oczywiście jakieś nieliczne przypadki, ale nie przełożyło się to na tak dużą liczbę zgonów jak w innych krajach). Należy bowiem pamiętać że Czarna Śmierć to była tragedia dla całej Europy, ona spowodowała więcej strat ludnościowych niż niejedna wojna (nawet Wojna Stuletnia między Francją i Anglią nie poczyniła takich strat ludnościowych, jak te kilka lat owej zarazy 1346-1353). Dotychczas niezwykle dobrze prosperujące miasta czy to francuskie czy niemieckie czy włoskie czy hiszpańskie, nagle wyludniały się (niektóre całkowicie inne mniej). To właśnie wówczas zniknęły podgrodzia, będące tak naprawdę żywicielem dla miast w epoce wielkiej prosperity gospodarczej Zachodu, czyli w XII i XIII wieku. Ubytek ludności w poszczególnych państwach był tak duży, że wahał się pomiędzy 50 a 70%, co pokazuje skalę tej katastrofy. Wiele miast zamieniło się w wioski, które następnie całkowicie zniknęły. Ludzie zaś stracili zaufanie jeden do drugiego i woleli zamykać się we własnych miastach, za murami obronnymi, niż wpuszczać innych przybyszów, którzy na przykład przybyli w celach handlowych (a to znowu doprowadziło do upadku gospodarczego ogromnych obszarów Zachodniej Europy). Zupełnie inaczej było u nas. To bowiem właśnie wtedy w naszym kraju panował Kazimierz III Wielki, który z małego, rozbitego na dzielnice kraju, uczynił potęgę gospodarczą, a następnie militarną - czego efektem był Grunwald 1410. Nie byłoby tego zwycięstwa, gdyby nie Czarna Śmierć na Zachodzie, i ten niesamowity wówczas wzrost gospodarczy Królestwa Polskiego. To bowiem wyrównało szansę między Europą Środkową a Zachodem i stworzyło przed nami możliwość budowy prawdziwego Imperium Rzeczpospolitej Obojga Narodów (do tematu Czarnej Śmierci jeszcze powrócę).






Karol V był też człowiekiem, który bardzo sprawnie posługiwał się orężem propagandy, szczególnie w odniesieniu do papieży z Awinionu. Od 1305 r. wszyscy kolejni papieże rezydowali nie w Rzymie, ale w południowo-francuskim Awinionie, w którym żyło im się wygodnie i dostatnio i który od 1348 r. stał się własnością Państwa Kościelnego. Mimo bezpieczeństwa i dostatku jaki tam otaczał papieży, kardynałów i prałatów, poczęto zamyślać nad powrotem do Rzymu (według Petrarki już za Benedykta XII, pełniącego swój pontyfikat w latach 1334-1342: "Awinion stał się twierdzą udręki, ostoją ofiar gniewu Bożego, gniazdem rozpusty, bagnem moralnym świata, szkołą występku, świątynią herezji (...) kuźnią kłamstwa, potwornym więzieniem, kloaką pełną ekskrementów". Petrarka miał co prawda z Benedyktem swoje własne porachunki - jak choćby fakt, iż papież uczynił swą kochanką jego siostrę, którą, jak pisze Petrarka: "kupił za sporą sumę pieniędzy od jej drugiego brata, Bernarda, by spędzać z nią wolne chwile" - i pewnie nieco przesadzał, jednak z pewnością miał też sporo racji, jako że już za kolejnego papieża, Klemensa VI {1342-1352} - który chełpił się wręcz, iż nikt przed nim jeszcze nie wiedział: "jak być papieżem" - Awinion stał się prawdziwym: "Rynsztokiem, w którym gromadziły się wszelkie męty świata. Tam Boga traktuje się z pogardą, czci się jedynie pieniądze, a prawa Boga i człowieka są powszechnie gwałcone. Wszystko, co się tam znajduje, jest kłamstwem: powietrze, ziemia, domy, a nade wszystko alkowy". Ponoć Klemens już się w ogóle nie przejmował zachowaniem jakichkolwiek pozorów i spędzaniem czasu z jedną wybranką, ale utworzył w Awinionie prawdziwy harem, a jego dwór stał się: "Domem pełnym wina, kobiet, pieśni i kapłanów, którzy zachowywali się tak, jakby głosili chwałę nie Chrystusowi, ale świętowaniu i nieczystości". Papież kupił sobie też: "piękny, nowy szacowny burdel", a w dokumencie sprzedaży było zapisane, iż kupna dokonano: "W imieniu Naszego Pana Jezusa Chrystusa", powierzając jego prowadzenie swej ulubionej kochance - hrabinie Cecylii Turenne. W ślad za papieżem podążało także wielu kardynałów i prałatów, utrzymując swe liczne nałożnice). Plany powrotu do Rzymu ponoć miewał Benedykt XII, choć zostały one szybko zarzucone za czasów jego następcy - najbardziej francuskiego z papieży Awinionu - Klemensa VI. 

Do tych planów powrócił dopiero Urban V (1362-1370), który po objęciu pontyfikatu zmienił styl papieskiego życia, usuwając luksus z papieskich komnat, a sam - jako były profesor z Montpellier - wolał typowo zakonny tryb życia. Chciał wrócić do Rzymu, aby stamtąd nadzorować projektowaną właśnie wyprawą krzyżową przeciwko Turkom Osmańskim (w tej sprawie również zebrali się monarchowie Europy na krakowskiej uczcie u Wierzynka w 1364 r.). Ulegał też nawoływaniom św. Katarzyny ze Sieny, która błagała go, by powrócił do Italii i ponownie zajął miejsce na tronie św. Piotra. W grudniu 1366 r. ta młoda (zaledwie 19-letnia) niepiśmienna dziewczyna, przybyła na osiołku do Awinionu i od razu została dopuszczona przed oblicze papieża, któremu miała opowiedzieć swój sen, podczas którego nawiedził ją sam Jezus Chrystus i włożył obrączkę ślubną na jej palec. Rzekła również, że Chrystus pragnął, by Ojciec Święty wrócił do Rzymu i zajął tam należne mu miejsce jako przywódca chrześcijańskiej wspólnoty. I tak też się stało, z początkiem 1367 r. wyruszyła do Rzymu papieska świta, by w otoczeniu książąt Kościoła ponownie objąć we władanie tron św. Piotra na Lateranie. I tutaj już bezpośrednio zadziałał król Karol V, któremu nie w smak było opuszczenie Francji przez papieża i który postanowił temu przeciwdziałać (co prawda Awinion od 1348 r. należał do Państwa Kościelnego, ale był zaledwie enklawą zamkniętą w morzu francuskich posiadłości i zdaną - podobnie jak i sam papież - na łaskę i niełaskę francuskiego monarchy, który mógł liczyć na kontrolowanie poprzez papieża - całego świata chrześcijańskiego. Nie ulega bowiem wątpliwości, że to papież był zależny od króla, a nie król od papieża, a jednocześnie papież kontrolował pozostałych monarchów europejskich (Klemens VI szczycił się tym, że jeśli zechce, to uczyni biskupem "tyłek króla Anglii", pod warunkiem, jeśli ten wcześniej upadnie do jego stóp i go o to poprosi. Niezadowoleni z takiej chełpliwości papieża kapłani, pewnego razu przyprowadzili do papieskiego pałacu osła, na którego szyi wisiał napis: "Ja również pragnę zostać biskupem Ojcze Święty", co ponoć bardzo rozbawiło Klemensa). Karol V zorganizował więc "pożegnanie" papieża, ustawiając ludzi (opłaconych zapewne przez de la Riviere), którzy zaczęli skandować: "Diabelski papieżu, bezbożny Ojcze, dokąd wiedziesz swe owce", "Szatan cię prowadzi na zatracenie Urbanie", "Potępienie wieczne czeka wszystkich, którzy pójdą za tym szatańskim kapłanem", "Zawróć Urbanie, póki nie jest za późno" itd. Wkrótce okrzyki te podchwycili pozostali mieszkańcy Awinionu i w ten sposób lud miasta żegnał swego papieża. Tak też Karol V starał się przeszkodzić w wyprowadzce papiestwa z Awinionu.




Szybko jednak okazało się, że plan powrotu do Rzymu był mocno nieprzemyślany. Miasto było małe, brudne (liczyło wówczas zaledwie 30 000 mieszkańców). Pałac na Lateranie przypominał bardziej zwierzyniec, niż siedzibę następcy św. Piotra (było tam mnóstwo zwierząt, szczególnie nietoperzy i sów, ale także psów i kotów które uwiły tam sobie ciepłe schronienie, a poza tym pałac był w opłakanym stanie). Podobnie prałaci i kardynałowie mieli trudności ze znalezieniem jakiegoś "odpowiedniego" ich pozycji miejsca i tęsknili do uciech Awinionu. W tych warunkach wytrzymano w Rzymie zaledwie trzy lata i z początkiem 1370 r. papież Urban V zarządził powrót do Awinionu. Mimo apeli św. Katarzyny ze Sieny czy św. Brygidy Szwedzkiej (matki ośmiorga dzieci, która pod koniec życia wstąpiła do zakonu i prowadziła ascetyczny tryb życia), papież nie zdecydował się pozostać w Rzymie. Spotkało się to z wybuchem radości ze strony kardynałów, którzy ochoczo poczęli pakować się i szykować do powrotu na francuską ziemię. Wkrótce jednak, po przybyciu do Awinionu, papież Urban V zmarł w wieku 60 lat. Jego następcą został wybrany kardynał Piotr Roger z Limousin, który przyjął imię Grzegorza XI. 18 czerwca 1376 r. ponownie przybyła do Awinionu św. Katarzyna ze Sieny, która znów przekonywała papieża o powrocie do Rzymu, twierdząc że pobyt w Awinionie "z którego w nozdrza bije odór jak z piekieł" i zależność Ojca Świętego od króla Francji, godzi bezpośrednio w jego autorytet jako następcy św. Piotra. Ta niepiśmienna (w tym czasie ponoć nauczyła się już pisać, ale do końca życia miała ogromne trudności z właściwym składaniem liter i wolała dyktować innym swoje słowa) dziewka, poczynała sobie coraz śmielej. Podczas swego pobytu w Awinionie zasypywała papieża listami, a nawet odważyła się bezpośrednio pouczać Grzegorza XI, mówiąc doń: "Dalej, żywo, rusz się, Ojcze! Nie stój ciągle w miejscu! Rozpal w sobie ogień wielkiego pragnienia, oczekując wspomożenia Bożego i wyroków Opatrzności Bożej", innym znów razem twierdziła: "Mówię ci, że trzeba słuchać rad ludzi dobrych, a nie tych, którzy kochają tylko własne zaszczyty, urzędy i przyjemności (...) W imieniu Chrystusa Ukrzyżowanego proszę Waszą Świątobliwość o pośpiech. (...) wyjedź natychmiast". Ta ciągła jej presja (ponoć zasypywała papieża listami zarówno rano po przebudzeniu, jak i wieczorem, gdy szedł na spoczynek), spowodowała wreszcie podjęcie ponownej decyzji o powrocie do Rzymu. Teraz jednak papież postanowił wtajemniczyć w swój plan tylko kilkunastu kardynałów i najbliższe sobie osoby, po czym 13 września 1376 r. wyjechał z Awinionu statkiem na Rodanie, kierując się ku brzegom Italii.




Papież nie dotarł jednak do Rzymu, a zatrzymał się w Genui. Pomny bowiem doświadczeń Urbana V, wysłał swych ludzi, którzy mieli odpowiednio przygotować jego siedzibę na Lateranie. Kardynałom nie spodobała się ta ponowna przeprowadzka i zamierzali czym prędzej wracać do Awinionu. W październiku 1376 r. do Genui przybyła (jadąc na osiołku) św. Katarzyna ze Sieny, która utwierdziła papieża w jego postanowieniu i przekonała o kontynuowaniu dalszej podróży. 17 stycznia 1377 r. przy dźwięku dzwonów kościelnych, zapalonych pochodni i okrzyków radości mieszkańców Rzymu, Grzegorz XI wjechał w mury Wiecznego Miasta. Dla wielu książąt Kościoła powrót do Rzymu był sporą niedogodnością. Miasto to przypominało bardziej dużą wieś i było po prostu brudne (rzymskie praczki wywieszały swe pranie na ruinach rzymskich świątyń dawnego Forum Romanum aż do XIX wieku) i wielu słusznie uważało, że winną tej nieszczęsnej przeprowadzki jest właśnie św. Katarzyna ze Sieny. Postanowiono odpłacić jej pięknym za nadobne i gdy w roku następnym pojechała do Florencji, aby w imieniu papieża negocjować podporządkowanie miasta Ojcu Świętemu i tym samym zdjęcie papieskiego interdyktu (nałożonego na Florencję 31 marca 1376 r.), omal nie została zabita przez rozwścieczony tłum. Prawdopodobnie był on również podburzany przez niektórych kardynałów, którzy musieli opuścić swoje wygodne pałace w Awinionie i pożegnać swe nałożnice. W każdym razie tłum zaczął szarpać Katarzynę tak, iż prawie zdarł z niej całe odzienie, krzycząc że jest ona wyznawczynią szatana (jedna kobieta wbiła nawet swą szpilkę wyjętą z włosów w stopę Katarzyny, przez co ta długo nie mogła swobodnie chodzić). Wkrótce potem Grzegorz XI zmarł w marcu 1378 r. (w wieku 49 lat), po czym powstał prawdziwy pat z wyborem jego następcy. Otóż w Awinionie (u boku francuskiego monarchy) pozostało większość kardynałów, zaś ci, którzy dotarli do Rzymu (w liczbie 16), w większości też byli Francuzami, którzy chcieli wybrać kolejnego Francuza. Rzymianie jednak nie zamierzali na to się zgadzać i lud miasta otoczył pałac w Watykanie i groził wyłamaniem bram, gdyby kardynałowie nie wybrali Rzymianina. Ostatecznie elektorzy zgodzili się wybrać arcybiskupa Bari - Bartolomeo Prignano, który przyjął imię Urbana VI. Ten wybór nie spodobał się jednak Rzymianom, którzy wywołali zamieszki (8 kwietnia 1378 r.) trwające kilkanaście dni, a wielu kardynałów uciekło wówczas z miasta (również nowy papież), kierując się do Tivoli. Francuzi zaś skierowali się do Anagni, gdzie 20 września wybrano nowego papieża - kardynała Roberta z Genewy, który przyjął imię Klemensa VII.

Tak oto zrodziła się Wielka Schizma Zachodnia, która trwała do 1417 r., ale król Karol V uzyskał to, czego pragnął - czyli ponowny powrót papieży do Francji (w Rzymie zaś wyglądało to następująco: zwolennicy Klemensa opanowali Zamek św. Anioła - dawniejsze Mauzoleum cesarza Hadriana - zaś Urban VI zajął pałac przy kościele Matki Boskiej na Zatybrzu. Gdy w kwietniu 1379 r. Rzymianie zdobyli Zamek św. Anioła - niszcząc go prawie doszczętnie - i wymordowali wszystkich obrońców, Klemens VII opuścił Anagni i powrócił do Awinionu. W taki oto sposób, po zaledwie trzech latach nieobecności, ponownie następcy św. Piotra zjawili się na francuskiej ziemi, co niezwykle uradowało Karola V. Ten zmarł w sierpniu 1380 r. w wieku 42 lat, pozostawiając na tronie Francji swego małoletniego syna - Karola VI - bohatera naszej opowieści - który nie miał wówczas nawet lat 12.


RZYM w ŚREDNIOWIECZU
 


CDN.

26 września 2025

"PIERWSZE" ODKRYCIE AMERYKI - Cz. X

CZYLI JAK WŁADCY MUCHOMORZA
DOTARLI DO NOWEGO ŚWIATA





HALFDAN CZARNY
Cz. II




Halfdan dorastał w królestwie swego dziadka - Haralda w Agder (najbardziej na południe wysunięty rejon Norwegii) i wyrósł na silnego i krzepkiego mężczyznę. Miał też długie czarne włosy i z ich powodu zwany był Halfdanem Czarnym (Halfdanem Jasnowłosym będzie nazywany dopiero na starość, jak jego głowę pokryje siwizma). Ok. 827 r. gdy Halfdan skończył 18 lat jego dziadek zmarł, a on objął władzę jako kolejny król Agderu. W tym czasie w królestwie Vestfoldu (czyli na ziemiach zarządzanych bezpośrednio przez ród Ynglingów, do których należały tereny obejmujące takie miasta jak Oseberg czy Tonsberg) panował jeden z jego braci (synów króla Gotfryda Łowcy) - Olaf (gdyż Eryk - który pierwotnie objął władzę w Vestfoldzie, ostatecznie objął władzę nad duńskimi posiadłościami rodu Ynglingów). Halfdan udał się więc (po raz pierwszy od czasu, gdy musiał stamtąd uchodzić na ramionach swej matki Aasy, jeszcze jako roczne dziecię) do królestwa swego ojca, by spotkać brata i się z nim sprzymierzyć. Olaf początkowo nieufny wobec Halfdana, ostatecznie wpuścił go do grodu (wraz z jego załogą) gdy ten zapowiedział że przybywa w pokoju aby odwiedzić grób ojca i złożyć ofiarę Odynowi. Bracia uściskali się, gdyż tak naprawdę widzieli się po raz pierwszy w życiu, a następnie Olaf zgodził się podzielić część ojcowizny i oddać ją Halfdanowi (ten bowiem miał prawo również zarządzać przynajmniej połową królestwa swego ojca). Sojusz pomiędzy braćmi został wówczas zawarty i przetrwał przez kolejne lata. Jeszcze tej samej jesieni Halfdan udał się do Vingulmarku (królestwo leżące nieopodal Oslo, czyli współczesnej stolicy Norwegii, choć samo to miasto należało do innego królestwa zwanego Raumarike), którym to władał król Gandalf. Halfdan stwierdził, że jego ojciec Gotfryd niegdyś kontrolował połowę Vingulmarku i zażądał teraz od Gandalfa, aby jemu, jako potomkowi Gotfryda przekazał te ziemie. Gandalf oczywiście się na to nie zgodził, co doprowadziło do wojny pomiędzy Vingulmarkiem a Agderem (wspieranym przez Olafa z Vestfoldu). Dochodziło do wielu starć i bitew, które wygrywała to jedna to druga strona, ale nikt nie potrafił ostatecznie przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Ostatecznie po długich i bezowocnych walkach, Gandalf zgodził się podzielić Vingulmark - do czego też doszło. Tak oto Halfdan Czarny stał się ponownie najpotężniejszym władcą południowej Norwegii i jednym z największych wśród królestw nordyckich.




Natomiast Normanowie że Stavanger (zapewne było to królestwo Ryger) którzy dokonali zniszczenia brytańskiego klasztoru na wyspie Lindisfarne w królestwie Nortumbrii w 793 r., dokonywali też i innych rajdów dalekomorskich. Ci z Ryger w 795 r. dotarli na Szetlandy i Orkady. Powrócili na te wyspy w roku 802 (wówczas ekspansję przeprowadzali także i inni Normanowie, z królestw Horder, Sygner i oczywiście Hålogaland z południowo-zachodniej i środkowej Norwegii, a także z Danii). Wcześniej, bo ok. 796 r. Normanowie spalili klasztor Iona na Hebrydach, a między 810 a 830 rokiem siali terror i dewastację na wybrzeżach Szkocji, Irlandii, Walii i zachodniej Brytanii. W 827 r. (czyli w roku w którym Halfdan objął władzę nad Agderem) wyprawa Normanów/ Wikingów wylądowała w Hiszpanii, w królestwie Asturii (na południe od Santiago de Compostela), siejąc przerażenie wśród tamtejszej ludności. W roku 838 Wikingowie na 120 statkach pod wodzą Torgesa popłynęli do Irlandii i zdobyli miasto Dublin, rozpoczynając swą ekspansję w Irlandii. W tym czasie arcykrólem Zielonej Wyspy był niejaki Niall Caille wywodzący się z rodu Północnych Ui Néill (dynastia Ui Néill założona została w roku 445, a pierwszym królem Irlandii - a właściwie królem Tary - został Niall od Dziewięciu Zakładników, a dynastia ta panowała aż do roku 1186 i podboju Wyspy przez Anglików - ostatni arcykról Irlandii Ruaidri zmarł na wygnaniu w 1198 r.). Po zdobyciu Dublina Torges ogłosił się władcą Irlandii i w kolejnych latach kontynuował podbój Zielonej Wyspy, zdobywając takie grody jak Wexford i Waterford (na zajętych przez siebie terenach wznosił forty z głębokimi fosami). Ostatecznie zakochał się w córce kolejnego arcykróla Tary (następcy Niall Caille) Máech Sechnailla I (z rodu Południowych Ui Néill, który objął władzę w roku 846, a panował do 862) i zażądał aby ojciec przysłał ją do niego w towarzystwie 15 młodych dziewcząt. Torges obiecał spotkać się z nią w towarzystwie 15 szlachetnych Normanów na wyspie Loch Erne. Arcykról Máech Sechnaill zgodził się na to żądanie, ale zamiast 15 dziewcząt wysłał 15 swoich wojowników bez brody, przebranych za kobiety, którzy mieli ukryte sztylety za pasem. Gdy więc doszło do spotkania z Torgesem, zaatakowali oni jego i jego 15 towarzyszy, mordując ich na miejscu (Torges bowiem zgodził się przybyć na wyspę bez broni). Następnie arcykról Tary wdrożył w życie słowa Torgesa, któremu nieco wcześniej skarżył się, mówiąc iż jego kraj opanowały szkodliwe ptaki, które pozakładały gniazda i co ma w związku z tym uczynić. Torges - na własną zgubę (bo owe "ptaki" to w przenośni byli oczywiście Normanowie) odpowiedział: "zniszcz je wszystkie", co teraz, po zamordowaniu Torgesa (ok. 847 r.) Máel Sechnaill zaczął wdrażać w życie, ponownie odzyskując Dublin, jak i inne forty Wikingów w Irlandii. Tak oto pierwsza próba opanowania Irlandii przez Normanów nie powiodła się, ale wkrótce przybędą ponownie i to prowadzeni przez władcę z rodu Ynglingów.




A tymczasem król Agderu (i sporej części Vestfoldu oraz Vingulmarku) Halfdan Czarny - mając już jedną żonę, postanowił ożenić się po raz drugi (Normanowie mogli posiadać po kilka żon i dopiero po schrystianizowaniu królestw skandynawskich stało się to niemożliwe). W królestwie Ringerike (ziemie na których w X wieku powstanie miasto Oslo - dzisiejsza stolica Norwegii), panował król Sigurd Hjort. Miał on dwójkę dzieci - starszą córkę Ragnhildę i będącego jeszcze chłopcem syna, o imieniu Guttorm. Mimo iż król Sigurd był wysokim i postawnym mężczyzną, to jednak podczas polowania został zaatakowany przez człowieka, należącego do ugrupowania Berserkirów. Berserkirowie to byli nordyccy wojownicy, którzy nie tylko nosili hełmy z rogami byków, nie tylko malowali swe twarze na czarno, ale przed bitwą pobudzali się jakimiś napojem, który sprawiał że nie czuli bólu i byli niczym demony w walce (musiała to być jakaś forma narkotyku). Wielu z nich było uważanych wręcz za wilkołaki i sądzono, że bardzo trudno jest pokonać i zabić ich w walce. Tak więc człowiek należący do tego przedziwnego ugrupowania o imieniu Hake, wraz z innymi Berserkirami zaatakował króla Sigurda, gdy ten wybrał się na polowanie. Sigurd - będąc dobrze zbudowanym i silnym wojownikiem, walczył zaciekle, położył trupem dwunastu Berserkirów, a Hake'owi odciął dłoń. Ostatecznie jednak został zrzucony z konia i zabity. Hake następnie porwał dzieci Sigurda i planował poślubić Ragnhildę - uczyniłby to od razu, ale rana z odciętej dłoni nie pozwalała mu na to. Natomiast Halfdan, usłyszawszy o całej tej sytuacji, będąc w Hedemarku (południowo-wschodnia Norwegia), postanowił uwolnić dzieci Sigurda i pomieścić jego śmierć. Wysłał więc do miejsca gdzie przebywał Hake swego człowieka o imieniu Haarek Gand ze stoma uzbrojonymi ludźmi, którzy uwolnili Ragnhildę oraz jej brata Guttorma i spalili miejsce w którym Hake przetrzymywał owe rodzeństwo. Natomiast sam Hake (który zdążył zbiec), widząc teraz że Ragnhilda odrzuciła jego zaloty, popełnił samobójstwo rzucając się na swój miecz. Halfdan następnie zakochał się w Ragnhildzie i ją poślubił, a dzięki temu małżeństwu opanował również królestwo Ringerike.





ZA FIORDAMI I ZIEMIAMI JARLÓW 
Cz. VIII


W 841 r. Wiking o imieniu Hasting wpłynął w nurt Loary i dotarł pod mury Ambois, które zdobył i spalił, a ludność wymordował lub uprowadził w niewolę. Następnie dotarł do Tours które oblegał, ale miasta tego już nie udało mu się zdobyć (ponoć mieszkańcy wyciągnęli na mury relikwie patrona miasta, a gdy Hasting odpłynął, uznali że to dzięki owemu świętemu uniknęli losu mieszkańców Ambois). W tym czasie zjednoczona monarchia Karola Wielkiego rwała się już na części. Pierwszy cesarz Zachodu od upadku Zachodniego Imperium Rzymskiego w 476 r. czyli Karol zwany Wielkim, zmarł w styczniu 814 r. Jego następcą został syn o imieniu Ludwik, dotychczasowy książę Akwitanii. Zrodzonemu w grudniu 800 r. nowemu Cesarstwu Zachodniemu brakowało jednak trzeciego Karola (po Karolu Młocie i Karolu Wielkim). Co prawda syn Karola Wielkiego również nosił to imię i był jakby "wykapanym ojcem", ale nie dożył objęcia władzy i zmarło mu się w 810 r. jeszcze za życia ojca. Jego brat Pepin - równie energiczny i dobrze zapowiadający się książę, zmarł w 809 r. Pozostał więc tylko Ludwik, który bodajże najmniej nadawał się na objęcie tak odpowiedzialnego stanowiska, jakim była cesarka godność, w sytuacji gdy Cesarstwo to potrzebowało silnego człowieka, który mógłby mocą swego autorytetu i czynów jeszcze bardziej je umocnić. Ludwik się do tego nie nadawał. Urodzony w 778 r. (podczas wyprawy ojca do Hiszpanii i klęski tylnej straży Franków w wąwozie Roncesvalles oraz śmierci hrabiego Rolanda), był władcą gnuśnym i mało obrotnym (ponoć nigdy się nie uśmiechał, nawet podczas występów błaznów i kuglarzy). Ojciec wymusił wśród możnych jego akceptację na kolejnego cesarza na kilka miesięcy przed swą śmiercią w 813 r. symbolicznie koronując go swą koroną cesarską. Nie wiadomo czy sam Ludwik pragnął cesarskiej korony, gdyż zapewne dobrze mu było w Akwitanii, gdzie żył jak wielki pan, otoczony zbytkiem, a czas urozmaicał polowaniami oraz modłami. Był wiernym i dobrym mężem - to należy przyznać, w przeciwieństwie do ojca (który ciągle zmieniał żony i miał cały zastęp jawnych i niejawnych nałożnic) Ludwik żył niczym mnich, praktycznie w całkowitym celibacie. Prawdziwie też kochał swą poślubioną w 794 r. żonę Irmingardę, z którą miał trzech synów. Przenosząc się do Akwizgranu, Ludwik kazał już się nazywać: "Ludwikiem z nakazu Bożej Opatrzności, Cesarzem i Augustem". Przeprowadził też prawdziwą czystkę na dworze swego ojca (który do tej pory był barwny i kolorowy, a także pełen nierządnic i wszelkich tego typu uciech życia). Wypędził z Akwizgranu wszystkie prostytutki. Swoje siostry, które nosiły zbyt kolorowe suknie, kazał zamknąć w klasztorze. Od tej pory nie wolno już było śmiać się głośno na cesarskim dworze, nie wolno było paradować w kolorowych i nazbyt bogatych strojach, natomiast należało przede wszystkim skupiać się na codziennej modlitwie i umartwianiu duszy oraz ciała. Sam Ludwik otaczał się mnichami, a także przywrócił papieżowi swobodę działania (w podzięce papież Stefan IV oficjalnie koronował Ludwika w 816 r. w Reims na cesarza Zachodu, a gdy ten upadł mu do stóp, papież rzekł, iż oto ma przed oczami nowego króla Dawida. Notabene koronacja Ludwika w Reims była pierwszą w historii monarchii francuskiej koronacją królewską, którą kolejni władcy Francji kontynuowali w tym mieście).

W 817 r. cesarz Ludwik (zwany Pobożnym) oficjalnie uznał swego najstarszego syna - Lotara za następcę i polecał pozostałym synom, aby zaakceptowali jego wybór. Od tej pory młodsi synowie cesarza: Pepin zarządzał Akwitanią, a Ludwik Bawarią z tytułami królewskimi, natomiast Lotar jako współcesarz, miał być ich władcą senioralnym. Ten krok, który podjął Ludwik Pobożny, miał na celu utrzymanie jedności Cesarstwa Frankijskiego, które wówczas zajmowało znaczne połacie Europy (ziemie dzisiejszej Francji, większej części Niemiec, większej części Włoch i północno-wschodniej części Hiszpanii za Pirenejami. Barcelona zdobyta została jeszcze w 805 r. przez samego Ludwika i włączona do Imperium Karola Wielkiego). W 818 r. po śmierci swej ukochanej Irmingardy, Ludwik popadł w coraz większą dewocję. Na to nałożyła się wzajemna niechęć i rywalizacja jego synów, którzy bardzo niechętnie zaakceptowali przywództwo Lotara, jako najstarszego z braci. Frankoński zwyczaj bowiem nie znał zasady senioratu ani primugenitury, frankoński zwyczaj po prostu dzielił państwo (lub też majątek po ojcu) pomiędzy wszystkich synów. Dlatego też zarówno Pepin jak i Ludwik - synowie Ludwika Pobożnego uznali, że i oni mają pełne prawo do starań o cesarską koronę. Do tego doszedł jeszcze kaprys ich ojca, który po śmierci Irmingardy, nie mogąc znieść samotności jako mężczyzna, postanowił ponownie się ożenić. Jego wybór padł na Judytę - młodą, ładną dziewczynę - córkę hrabiego Welfa, posiadającego znaczne dobra ziemskie w Bawarii. Ślub był bardzo uroczysty (819 r.), a 40-letni cesarz odzyskał młodość w ramionach młodszej od niego co najmniej o połowę małżonki, która bardzo szybko zdobyła na niego znaczny wpływ. W czerwcu 823 r. z tego związku zrodził się kolejny, czwarty syn, który otrzymał imię po dziadku - Karolu Wielkim, a to spowodowało, że konflikt na linii młoda cesarzowa - synowie Ludwika z pierwszego małżeństwa, przybrał tylko na sile. Judyta już podczas swej ciąży wszem i wobec rozgłaszała że narodzi się syn i że będzie to następca tronu, a potem dumnie chodziła z nim po korytarzach Pałacu cesarskiego w Akwizgranie, pokazując wszystkim nowonarodzonego potomka Karola Wielkiego. Lotar, najstarszy syn Ludwika Pobożnego, na Wielkanoc tego samego 823 r. oficjalnie koronował się na cesarza Zachodu (koronacji dokonał papież Paschalis I), Był to z jego strony akt polityczny, potwierdzający wybór ojca z 817 r. który miał być niepodważalny, bez względu na to, ilu jeszcze synów się urodzi. Judyta - aby zawalczyć o przyszłość syna -  musiała zbudować teraz swoje własne stronnictwo na dworze i rzeczywiście, tego zadania się podjęła.




Natomiast Ludwik Pobożny w 826 r. w Ingelheim, zwołał zgromadzenie możnych i biskupów Cesarstwa. Przybył tam również niejaki Heriolt od Danauw - jak pisze kronikarz Thegan. W rzeczywistości ów "Heriolt" to był po prostu władca plemienia Dunów z Jutlandii - Harald. Król Harald miał przepłynąć do Ingelheim ze swego królestwa na stu okrętach z białymi żaglami (i z wizerunkami smoków na dziobach). Cesarz Ludwik zaproponował swemu gościowi, aby ten... przyjął chrześcijaństwo, na co Harald zgodził się, jako bodajże pierwszy Norman w dziejach Skandynawii. Do ceremonii chrztu doszło w klasztorze nieopodal Moguncji, a Ludwik podjął osobiście Haralda z wody (po zanurzeniu go tam przez kapłana). Po owej ceremonii oczywiście nowo ochrzczonym rozdawano białe, długie tuniki, ale nie sądzono że władca Dunów przybędzie z tak liczną świtą i nie dla wszystkich starczyło owych koszul. Gdy więc jednemu z Normanów wręczono koszulę zszytą naprędce z płótna workowego, ten odrzucił ją ze wzgardą, mówiąc: "Taka szmata nadaje się na świniarza, a nie na wojownika; gdybym się nie wstydził iść nago, to cisnąłbym wam pod nogi te szmaty wraz z waszym Chrystusem". To też pokazuje, że realnie chrzest, jaki wzięli Duńczycy, był dla nich co najwyżej swoistą ciekawostką lokalną i zapewne nie zrezygnowaliby oraz nie zamierzali porzucać swoich bogów. Cesarz Ludwik zupełnie poważnie traktował jednak ten akt, i nawet uzgodnił z Haraldem wysłanie mnicha do Danii, który zajmie się głoszeniem nowej wiary wśród Wikingów. Cesarski opat Walo zwrócił uwagę Ludwika na Ansgara - nauczyciela w szkole klasztornej w Corvey. Ansgar w młodym wieku jako kleryk zasłynął głównie z tego, że utrzymywał liczny harem swych kochanek. Ale z biegiem lat wydoroślał, skupił się na pracy misyjnej oraz edukacji (szczególnie edukacji dzieci), co spowodowało, że stał się jednym z najlepszych pedagogów w Saksonii. Stając się misjonarzem Duńczyków, wyruszył teraz z królem Haraldem do jego kraju. Ansgar, zwany też "Opatem Północy", "Włócznią Boga"i "Siłaczem Boga", zabrał ze sobą do Danii mnóstwo książek, sutann, skrzyni pełnych przyborów duchownych oraz namiotów. Przez kolejne lata podróżował po Jutlandii i Zelandii, nawracał i głosił Słowo Boże z bardzo dobrym skutkiem (głównie dlatego, że dla każdego nawróconego miał podarek). Nie zawsze jednak jego podróże były bezpieczne. Pewnego razu napadli go piraci i ograbili doszczętnie tak, że na boso musiał uciekać do Szwecji (a raczej do Skanii). W 831 r. Ansgar został pierwszym arcybiskupem nowo założonego miasta Hamburga (a raczej Hammaburga), wzniesionego na szerokich mokradłach między Alsterą a Bille.
 



Natomiast w 829 r. w Wormacji cesarska para, świętując szóste urodziny księcia Karola, postanawia ofiarować mu Alemanię (kolebkę rodu Welfów), Alzację, Recję i część Burgundii. Dodatkowo cesarz wysłał swego najstarszego syna Lotara do Italii, a wywyższył ulubieńca i stronnika swej małżonki - Bernarda z Tuluzy (który w 826 r. ocalił Barcelonę przed emirem Kordoby Abd al-Rahmanem II). On i jego wywodząca się z wielkiego austrazyjskiego rodu małżonka - Dhouda, wspierają cesarzową Judytę, ale owe wsparcie jest nazbyt rzucające się w oczy. Częsta obecność Bernarda w otoczeniu cesarzowej Judyty, skłania wielu dworzan do podejrzeń, iż jest on kimś więcej, niż tylko jej doradcą i stronnikiem (niektórzy nawet twierdzili że książę Karol jest wyraźnie podobny do Bernarda). Kronikarz Paschazy Radbert w swym anonimowym pamflecie rozsyłanym po dworze, twierdził wręcz otwarcie, iż: "Pałac cesarski zamienił się w dom publiczny", sugerując romans Judyty z Bernardem. Wszystko to oczywiście miało na celu zdyskredytowanie Judyty i jej syna, oraz odebranie mu prawa do dziedziczenia tronu. Cesarz Ludwik - zafascynowany jednak swą młodą małżonką, na jej prośbę nadał Bernardowi tytuł szambelana dworu. Wydawało się że rodzina cesarska - podobnie jak cały kraj - przeżywa okres szczęścia i pomyślności. Walafryd Strabon w swym "Panegiryku" nazywał cesarza Ludwika "Nowym Mojżeszem, twórcą złotego wieku", jego syna Lotara określał jako: "mężnego Jozuego", Ludwika jako "łagodnego Jonatana", Pepina jako "perłę w koronie", Judytę nazwał "nadobną Rachelą, prowadzącą za rękę Benjamina" (czyli najmłodszego księcia Karola). Ale owe peany szczęścia cesarskiej rodziny były tylko pozorami. Pod tą piękną kopułą toczyła się bowiem śmiertelna gra o władzę, gdzie nie było ani skrupułów, ani przebaczenia. 




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...