WYŚWIETLENIA

22 lipca 2026

"PIERWSZE" ODKRYCIE AMERYKI - Cz. XIII

CZYLI JAK WŁADCY MUCHOMORZA
DOTARLI DO NOWEGO ŚWIATA





RAGNAR LODBROK 
Cz. I




 Kim był sławny Ragnar Lodbrok? Chciałbym dziś odpowiedzieć na to pytanie, ale z góry zaznaczam że jedynie pobieżnie korzystam z sag, gdyż czerpane z nich wiadomości co do wczesnej historii Duńczyków są bardzo mało wiarygodne, a sagi mówią właśnie że Ragnar Lodbrok był jednym z królów Danii. Postaram się to uporządkować tak, jak ja to widzę (jeśli ktoś ma lepszy pomysł, proszę bardzo, każdy ma prawo do swojej interpretacji), a jednocześnie uporządkować okres jego życia chronologicznie, co do wydarzeń dziejących się w innych częściach Europy (głównie chodzi o Europę chrześcijańską). Oczywiście w dalszym ciągu opieram się na sagach, aczkolwiek moja interpretacja nie będzie dosłowną interpretacją wyniesioną z sag, a raczej pewnym rozumowym podejściem do nich i tak właśnie zamierzam postąpić. Zatem przejdźmy do osoby sławnego Ragnara Lodbroka. Oczywiście nieznana jest data jego narodzin, wiadomo tylko (chociaż to imię zmienia się w zależności od opowieści - czy to szwedzkiej, czy duńskiej czy choćby norweskiej) że ojcem Ragnara Lodbroka był niejaki Hemming - postać która ociera się o mroki niewiedzy, zupełnie nieznany człowiek, któremu jednak udało się przez krótki czas zdobyć władzę króla Duńczyków (panował w latach 810-812), a wcześniej był potężnym jarlem Zelandii. Nieznane jest również imię jego ojca (choć według niektórych legendarnych opowieści ludów Skandynawii, miał on być synem brata króla Duńczyków - Gotfryda, panującego ok. 800-810 r.). Nie wiadomo czy jest to prawda, załóżmy jednak że tak. Ragnar był młodym chłopakiem w chwili śmierci ojca w roku 812. Wówczas wybuchła w Danii wojna domowa pomiędzy dwoma pretendentami do władzy, jednym z nich był wnuk Gotfryda Łowcy (jest to ta sama linia królewska norweskich i szwedzkich Ynglingów o której pisałem we wcześniejszych częściach tej serii) Zygfryd II oraz wnuk poprzedniego króla Duńczyków (przed Gotfrydem) - Haralda (który objął tron duński po śmierci Zygfryda z Nortmanii ojca Gotfryda Łowcy) - Anulo. W wyniku tej wojny doszło do bitwy pod Bravallą (nazwa miejsca bitwy wydaje się być jednak bardziej mityczna niż historyczna, natomiast sama bitwa zapewne miała gdzieś miejsce) w roku 812. W jej wyniku... zginęli obaj pretendenci do tronu - Zygfryd II i Anulo, ale to wojska Anulo zwyciężyły i kolejnymi władcami Duńczyków zostali jego dwaj bracia - Harald II i Reginfryd. Panowali razem bardzo krótko, bowiem zaledwie przez rok, ale w tym czasie doszło do kilku ciekawych wydarzeń. Po pierwsze, zaraz po objęciu władzy obaj bracia wyruszyli przeciwko Brytom i złupili (prawdopodobnie - bo to nie jest wyjaśnione) wybrzeża Królestwa Nortumbrii (północno-wschodnia Anglia), po czym napadli na królestwo Vestfold (tam, gdzie władcą został kilka lat później Halfdan Czarny - ojciec Haralda Pięknowłosego), ale tutaj doznali porażki. To zaś spowodowało że rzucił im wyzwanie syn Gotfryda Łowcy - Horik i na czele zbuntowanych duńskich możnych wygnał ich z kraju (813 r.). Ci uciekli do Szwecji (Skania), gdzie uzyskali pomoc lokalnych jarlów i w roku 814 próbowali odzyskać Królestwo Danii - bezskutecznie jednak (w wyniku tej wyprawy zginął starszy z braci Reginfryd).




Ale co się w tym czasie działo z samym Ragnarem Lodbrokiem? Po śmierci swego ojca Hemminga (niektóre opowieści mówią że uciekł do kraju Franków) zgromadzenie Zelandii (thing) wybrało go (pomimo młodego wieku) na swego jarla, ale z chwilą gdy wybuchła wojna pomiędzy Zygfrydem II i Anulo, wysłano go do Szwecji, aby nie narażać na ewentualne niebezpieczeństwo (a także aby tam zdobył potrzebną mu naukę do sprawowania funkcji jarla). Królestwem Szwecji (oczywiście ograniczonym do terenów leżących co najwyżej na południe od rzeki Indal, a wydaje się prawdopodobne że właściwa władza królów Szwecji sięgała wówczas jedynie do Dalarny nad brzegiem rzeki Dai) władał wówczas niejaki Frodo. Okazało się że Frodo zniewolił wiele duńskich kobiet z rodu króla Zygfryda II (szczególnie po jego klęsce w wojnie domowej z Anulo), które zamknął w burdelu i zamienił w prostytutki. Wiele z nich skarżyło się Ragnarowi na swój los, a ten ostatecznie przygotował plan ich uwolnienia. Najpierw osobiście zabił króla Froda, potem zaś wyprowadził owe kobiety na okręt (były one przebrane w męskie stroje i udawały mężczyzn, co oznacza że musiały ściąć włosy) i wraz z nimi powrócił (po kilku miesiącach spędzonych w Szwecji) do Danii (Zelandii). Wśród tych kobiet znajdowała się krewna Zygfryda II, dziewczyna o imieniu Lagerta. Była to tarczowniczka która lubowała się w walce na miecze. Nosiła długi, spleciony warkocz jasnych włosów, którym ponoć wymachiwała niczym bronią. Ragnar miał zapałać do niej uczuciem miłości (albo żądzy) ale ona wcale nie była mu wdzięczna za uwolnienie i nie pozwoliła zbliżyć się do siebie. Uważała się też za lepszą od Ragnara, gdyż wywodzącą się bezpośrednio z rodu Ynglingów (zapewne boczna linia). Gdy tylko dotarli do Danii, ona podążyła do swej rodzinnej ziemi - Gaulardale (w Jutlandii), a Ragnar tak się w niej zakochał, że słał do niej posłów z propozycją ponownego spotkania. Ona nie mówiła nie, a wręcz twierdziła że również pragnie go zobaczyć i nawet wyznaczono termin spotkania (miało do niego dojść na jej ziemi w Gaulardale), ale rezolutna dziewczyna przed swym domem postawiła psa i udomowionego niedźwiedzia, którzy mieli bronić wejścia. Gdy Ragnar przybył do Gaulardale i chciał zajść do jej domu, szybko zauważył że wejścia pilnują dzikie zwierzęta i nie ma jak się tam przekraść. Na jego zawołania Lagerta nie odpowiadała i wreszcie postanowił zaryzykować i sforsować drzwi jej domu. Niedźwiedzia zabił włócznią, psu zaś skręcił kark, aczkolwiek mocno przy tym ucierpiał. Wyważył jednak drzwi jej domostwa i porwał ją stamtąd na swój okręt (Lagerta wówczas już nie stawiała oporu), a po powrocie na swoją ziemię wziął z nią ślub. Wkrótce na świat przyszła ich pierwsza córka, potem druga.




Rok 814 przyniósł wyprawę po koronę Danii Haralda II i jego brata Reginfryda, Ragnar Lodbrok wziął udział w obronie Danii u boku króla Horika I. Dysponował 30 statkami (drakkarami), które obsadził swymi ludźmi i popłynął przeciwko Skanom (wspierającym wypędzonych braci). Wraz z flotą króla Horika, pokonał Haralda i Reginfryda (ten drugi - jak wyżej wspomniałem - zginął w tej bitwie). Wiosną roku następnego (815) ruszyła przeciwko Zelandii wyprawa Jutlandczyków (z tej właśnie ziemi pochodziła żona Ragnara - Lagerta) z plemienia Hallandów. Był to czas, gdy Lagerta była już w ciąży, z której narodzi się druga córka. Udało się Ragnarowi pokonać ich atak i potem toczył z nimi jeszcze trzykrotnie wojny. Wszystkie wygrał i (w czwartej wojnie) zajął fiord Liim - który należał do plemienia Hallandów. W tym czasie Lagerta urodziła nie tylko drugą córkę, ale również syna o imieniu Fridleif. Tymczasem król Horik - syn Gotfryda Łowcy, który objął władzę nad Danią w roku 813, panował jednocześnie ze swymi trzema braćmi o nieznanych imionach, ale Harald II nie zaprzestał starań o tron Danii. W roku 819 wszedł on w sojusz z królem Horikiem i jednym z jego braci, przeciwko dwóm pozostałym braciom Horika. Tamci zostali wygnani, a Harald II panował teraz jako jeden z trzech królów Danii (wraz z Horikiem I i jego bratem). W tym czasie zaś Ragnar toczył walki z Jutlandczykami. Jednocześnie związek Ragnara z Lagertą kwitł, ale pewnego razu na Zelandię dotarła wiadomość od władcy Szwedów - króla Harodda, który szukał śmiałków którzy uwolniliby jego kraj od plagi węży i żmij, które się tam rozpleniły. Ragnar postanowił że podejmie się tego wyzwania. Plaga żmij w królestwie Harodda miała zaś dosyć ciekawy początek, gdyż kilka owych żmij pierwotnie przywiózł ze sobą z polowania sam król Harodd, a następnie ofiarował je swej córce Torze, aby się nimi zajmowała. Ta podeszła do tego zadania niezwykle poważnie i w krótkim czasie liczba węży się pomnożyła (Tora sprowadzała dla nich nawet woły, aby miały co jeść). Doszło do tego że ów eksperyment wymknął się spod kontroli, węży i żmij było coraz więcej i zaczęły atakować ludzi. Król Harodd nie był w stanie poradzić sobie sam z tym problemem, dlatego też wysłał apel do śmiałków, którzy gotowi byliby uwolnić go od tego niebezpieczeństwa. Jednym z tych, którzy nań odpowiedzieli, był właśnie Ragnar Lodbrok. Wyprawiając się do Szwecji włożył na siebie wełnianą sukmanę, ręce i nogi zabezpieczył wełnianymi naramiennikami i nagolennikami. Następnie pożegnał się z Lagertą i dziećmi, wymógł na swych poddanych przysięgę, iż ci będą wierni jego synowi Fridleifowi (gdyby oczywiście coś mu się stało), po czym z grupą wybranych ochotników wyruszył do Szwecji. Ponieważ była to pora zimowa, nim jeszcze dotarł na dwór króla Harodda, zanurzył całe swe ciało (wraz z wełnianymi dodatkami które nosił) w jeziorze, a następnie skierował się przeciwko dwóm największym wężom, jakie wyrosły w królestwie Harodda. Uniknął ich jadu dzięki wełnianym dodatkom jakie na siebie włożył, a następnie mieczem i włócznią przebił oba węże i odciął im głowy, które następnie cisnął pod nogi króla Harodda. Ten, zadowolony że pozbył się najgroźniejszego niebezpieczeństwa, obiecał oczywiście Ragnarowi nagrodę, którą miała być ręka jego córki Tory. Zaprosił wszystkich towarzyszy Ragnara na ucztę, a następnie oddał mu swoją córkę za żonę. Jeszcze tej samej nocy przed wypłynięciem do domu, Ragnar "skonsumował" małżeństwo z Torą.




Można sobie oczywiście wyobrazić jakie było zdziwienie Lagerty, gdy Ragnar przywiózł ze Szwecji... nową żonę. Początkowo Ragnar stwierdził, że jako jarlowi przysługuje mu prawo do posiadania nie jednej, a dwóch żon, ale Lagerta uczyniła mu tak wielką awanturę, że ten szybko zrezygnował z tego pomysłu. Wyrzucił jej też, że to ona pragnęła jego śmierci, gdyż zmusiła go do walki z niedźwiedziem i psem, co spowodowało że miał z tego powodu jakąś bliznę i o mało nie przypłacił tego własnym życiem. Dodał też, że jeśli nie podoba jej się rola drugiej żony, to powinna opuścić jego ziemie. Lagertha była zdezorientowana takim postępowaniem Ragnara, ale ponieważ wywodziła się z rodu Ynglingów i przepełniała ją duma oraz uważała to za hańbiące, aby dzieliła małżeńskie łoże z drugą kobietą, uczyniła tak, jak jej polecił, opuściła Zelandię i wróciła do swego kraju wraz z córkami i synem Fridleifem (ok. 817 r.). Teraz nową żoną Ragnara została Tora, która wkrótce potem powiła mu syna Radbarda, a następnie drugiego syna Dunwalda. Tak oto mijały lata, a Tora co roku rodziła kolejnych synów: Siwarda, Bjorna, Agwara i Iwara. Tymczasem król Horik ponownie wygnał Haralda II (827 r.), a próba tego ostatniego odzyskania tronu Danii zakończyła się niepowodzeniem (828 r.) i prawdopodobnie w niedługim czasie śmiercią Haralda (gdyż po tym okresie nie ma o nim już żadnych wzmianek). Sytuacja w Danii zaczęła się stabilizować, ale władza samego Ragnara wcale nie była taka stabilna i bezpieczna. W roku 828 (czyli w roku ataku Haralda II na Danię) Jutowie porozumieli się ze Skanami (na których czele stanął Harald) i wyprawili się przeciwko ziemiom jarla Ragnara. Co ciekawe w rodzinnej ziemi Lagerty - Gaulardale zdobyła ona pozycję lokalnego wodza (choć w źródłach nie ma słowa o tym, aby kobieta mogła zostać jarlem, to z pewnością zdobyła sobie rolę autorytetu, o czym za chwilę. Również w serialu "Wikingowie" jest właśnie odniesienie do Lagerty jako do jarla). Minęło prawie dziesięć lat od czasu gdy opuściła ona Zelandię i ziemie swego męża, teraz zaś - gdy został on bezpośrednio zagrożony atakiem Jutów i Skanów - to właśnie Lagerta zorganizowała koalicję 120 okrętów na pomoc człowiekowi, który ją niegdyś oddalił. Ragnar zaś przygotował do walki wszystkich mężczyzn którzy mogli tylko unieść miecz (zarówno starców jak i młodych chłopców) do bitwy ze Skanami (tam również walczyli jego synowie, w tym najmłodszy z nich 6-letni Iwar, który mimo młodego wieku wykazał się wielką odwagą). Bitwa z przeważającymi siłami Skanów o mały włos nie zakończyła się klęską Ragnara (szczególnie gdy ranny został jego syn Siward i padł wśród reszty zabitych - choć sam nie zginął, ale widząc to wojownicy Ragnara zaczęli się cofać). Ragnar - walcząc u boku swych wojów - zachęcał ich jednocześnie do wytrwania i dalszej walki, ale bitwa zaczęła przybierać zły obrót. Do chwili, kiedy na wybrzeże gdzie toczyła się walka, przybiły okręty (głównie były to okręty z ziem Norwegii - choć nie tylko) przyprowadzone przez Lagertę (sama Lagerta z mieczem w ręku uczestniczyła w tej bitwie), pozycja Ragnara i jego wojowników była bardzo zła. Ostatecznie jednak (dzięki wsparciu okrętów przeprowadzonych przez Lagertę) bitwa ta zakończyła się pogromem wojsk Haralda II oraz całkowitym zwycięstwem Ragnara i Lagerty.




Należy też od razu dodać że przez tę ponad dekadę (od chwili gdy Ragnar wypędził Lagertę z Zelandii), w swoim kraju wyszła ona ponownie za mąż za innego mężczyznę (o nieznanym imieniu). Teraz jednak, gdy dawni małżonkowie ponownie się spotkali, ich miłość znów odżyła, tym bardziej że to właśnie Lagerta ocaliła życie zarówno samemu Ragnarowi jak i jego synom spłodzonym z innej kobiety. Problem był jedynie z Siwardem, którego ogromna rana na ciele stwarzała zagrożenie dla jego życia, zaś lekarze nie byli w stanie nic poradzić aby dopomóc chłopcu. Gdy już Ragnar i Tora pogodzili się z jego prawdopodobną śmiercią, nagle zjawił się człowiek o imieniu Rostar, który stwierdził że potrafi wyleczyć ranę Siwarda. Nie było wiadomo skąd pochodził, ani dokąd podążał, zbliżył się tylko do łoża chłopca i powiedział mu że wyleczy go, jeśli ten obieca mu ofiarować dusze wszystkich, których od tej pory zabije w swym życiu. Siward się zgodził i Rostar naniósł na jego ciele jakąś mieszaninę która złagodziła ból, a wkrótce potem rana zaczęła się zabliźniać. Ponieważ Siward był ranny również na twarzy, Rostar naniósł ową mieszaninę i tam, a po zabliźnieniu zaczęła ona przypominać kształt węża. Od tej pory Siward otrzymał przydomek Wężowe Oko i będzie jednym z najbrutalniejszych i najbardziej okrutnych synów Ragnara. Lagerta zaś musiała powrócić do swego kraju i do męża, ale tęskniła za Ragnarem i to tak bardzo, że postanowiła zamordować swego męża. Uczyniła to nocą, gdy ten spał, wzięła do ręki grot włóczni (który ukryła w swej sukni), a następnie poderżnęła małżonkowi gardło. Szybko też przejęła po nim władzę w plemieniu (czyli jednak kobiety mogły zostać jarlami), ale wciąż tęskniła do Ragnara, tylko że na przeszkodzie stała jej Tora, gdyż nie zamierzała się nim dzielić z żadną inną kobietą. Nie jest wyjaśnione jak to się stało (i czy rzeczywiście sama Lagerta brała w tym udział), w każdym razie wkrótce potem Tora zapadła na dziwną chorobę, która zniszczyła jej urodę i zdrowie, a zanim umarła - bardzo cierpiała. Ragnar nie wiedział jak może złagodzić ból żony, aby więc zapomnieć o tych kłopotach, postanowił zająć się ćwiczeniami bojowymi, oraz polecił aby w każdej rodzinie ofiarowano do służby na okrętach najbardziej leniwe jednostki, czy to synów, czy też niewolników - aby walką i poświęceniem zmazali hańbę swych rodzin. Gdy Tora zmarła, Ragnar postanowił wyprawić się do Brytanii (zapewne aby w walce utopić ból po stracie małżonki). Wcześniej jednak zamierzał odwiedzić Gaulardale - kraj którym władała jego pierwsza małżonka Lagerta, i tak też się stało...
 



CDN.

21 lipca 2026

REWOLUCJA BEZ ŻADNYCH REWOLUCYJNYCH KONSEKWENCJI! - Cz. VI

CZYLI MIĘDZYNARODOWE REAKCJE NA ZAMACH STANU JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO W POLSCE z 12 MAJA 1926 i PÓŹNIEJSZE RZĄDY OBOZU SANACYJNEGO





REAKCJA ZWIĄZKU SOWIECKIEGO 
NA ZAMACH MAJOWY W POLSCE
Cz. I




 Choć sowiecka agentura w Polsce (w postaci Komunistycznej Partii Polski) jeszcze 20 kwietnia 1926 r. twierdziła (ustami Juliana Leszczyńskiego-Leńskiego) iż: "Jednolity front przeciwko obszarniczo-kapitalistycznej reakcji i demaskowanie Piłsudskiego - oto nasza taktyka", to jednak już 12 maja (czyli pierwszego dnia zamachu majowego), wydała komunikat (w formie ulotek) w którym znalazły się słowa: "Najbliższe godziny mogą nam przynieść walkę zbrojną pomiędzy rządem Chjeno-Piasta (od połączenia Chadecji z PSL "Piastem"), za którym idą faszyści i najwięksi wrogowie ludu pracującego a żołnierzami zbuntowanymi przeciwko uciskowi, idącymi z obozem Piłsudskiego. Wiedzcie robotnicy, że nasze cele idą dalej niż cele piłsudczyków, ale w walce tej miejsce rewolucyjnych robotników jest przeciw rządowi Chjeno-Piasta i przeciw faszystom". Tak więc polscy komuniści (za zgodą Moskwy) oficjalnie wsparli Marszałka Piłsudskiego, licząc na to, że w kraju rozpęta się wojna domowa co doprowadzi do interwencji sowieckiej i umożliwi im przejęcie władzy w Polsce. Wielu polskich komunistów uważało że te walki przypominają wybuch rewolucji lutowej 1917 r. w Rosji i rządy Kiereńskiego które obaliły carat, a potem Kiereński został obalony przez bolszewików podczas rewolucji październikowej. 13 maja 1926 r. w napisanych przez Adolfa Warszawskiego-Warskiego odezwach KC KPP wzywano robotników do masowego udziału w walkach po stronie Marszałka i do strajku powszechnego w całym kraju, jednak te nawoływania spotykały się z ostentacyjną obojętnością robotników, którzy nie zamierzali walczyć pod komunistycznym sztandarem. Zdarzały się też sytuacje, że w czasie walk w Warszawie członkowie Komunistycznej Partii Polski zgłaszali się do oddziałów Marszałka idących od strony Pragi, z prośbą o wydanie broni i przyłączenie się do walki. Nigdzie jednak broń nie została im wydana. 14 maja komuniści zorganizowali wiec na placu Bankowym w Warszawie (na terenie kontrolowanym już przez wojska Marszałka Piłsudskiego). Demonstracja ta jednak szybko została rozpędzona przez policję, bowiem ani Piłsudski, ani też nikt z Jego otoczenia nie zamierzał pozwalać na przeprowadzanie komunistycznych wieców w Warszawie, doskonale zdając sobie sprawę komu realnie służą polscy komuniści. 

Natomiast 15 maja polski attaché wojskowy w Moskwie, major Tadeusz Kobylański raportował do Sztabu Generalnego, że "nastrój sfer rządowych jest spokojny i wyczekujący". Natomiast prasa sowiecka (zgodnie z przekazem idącym ze sfer rządu państwa sowieckiego i Kominternu), przybrała co prawda neutralny wydźwięk, ale z pewną dozą sympatii wobec Marszałka Piłsudskiego, pisząc, że po zdobyciu władzy będzie On musiał uporządkować stosunki z sąsiadami, szczególnie zaś ze Związkiem Sowieckim i przestać "szykować wojnę przeciwko nam" z państwami bałtyckimi. Jednak przez pierwsze trzy dni (od 13 do 16 maja) sowiecka agencja informacyjna TASS nie przesyłała komunikatów na temat wydarzeń mających miejsce w Warszawie i pojawiły się one dopiero po 16 maja, zresztą - co zauważył major Kobylański - cechowały się one dosyć dużą dozą obiektywizmu. Reakcje kręgów rządowych Związku Sowieckiego były raczej spokojne i wyczekujące. Oczekiwano że rządy "silnej ręki" wprowadzone przez Piłsudskiego, są na rękę Rosji, gdyż od takich rządów społeczeństwo wymaga przede wszystkim efektywności, a liczono (nie wiem skąd brano takie przeświadczenie) że Piłsudski temu zadaniu nie podoła, a to doprowadzi do masowych protestów i ułatwi przejęcie władzy przez komunistów w Polsce. Mało tego, sądzono że sam zamach doprowadzi do upadku morale w Wojsku Polskim i wewnętrznego rozkładu armii ("Krasnaja Zwiezda" - oficjalny organ Rewolucyjnej Rady Wojennej Związku Sowieckiego w swoim artykule z 1 czerwca 1926 r. oficjalnie twierdziła że Wojsko Polskie utraciło już zdolność bojową i nawet odsunięcie Piłsudskiego nie zmieni tego upadku). 15 maja doszło do spotkania polskiego posła w Moskwie Stanisława Kętrzyńskiego z członkiem Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych Związku Sowieckiego - Borisem Stomoniakowem, na którym Kętrzyński stwierdził, iż Polska polityka w stosunku do ZSRS nie ulegnie zmianie, natomiast Stomoniakow zaprzeczał jakoby Związek Sowiecki ogłosił tajną mobilizację i przygotowywał się do interwencji w Polsce po stronie premiera Witosa. Do kolejnego takiego spotkania doszło trzy dni później - 18 maja.




Już 16 maja Komisja Polska przy Komitecie Wykonawczym Kominternu oceniła, że Komunistyczna Partia Polski popełniła błąd popierając przewrót Piłsudskiego. Okazało się bowiem że nadzieje Moskwy na wybuch wojny domowej w Polsce zniknęły jak sen złoty, Sejm nie został rozwiązany, konstytucja pozostała (2 sierpnia 1926 r. uchwalono jedynie ustawę nowelizującą konstytucję z 1921 r. wzmacniającą m.in. władzę prezydenta, który uzyskiwał prawo przedterminowego rozwiązywania Sejmu i Senatu, wydawania rozporządzeń z mocą ustawy w czasie przerw między sesjami parlamentu, a także w normalnych warunkach na podstawie pełnomocnictw sejmowych), a poza tym Piłsudski odmówił przyjęcia zarówno godności prezydenta jak i premiera, tak więc nadzieja na dyktaturę wojskową w Polsce oddalała się, a to rodziło zaniepokojenie i konsternację po stronie sowieckiej. Efektem tego była chociażby rozmowa, jaką przeprowadził w Berlinie (21 lub 22 maja) pracownik polskiego poselstwa w Niemczech - Elmer, z przedstawicielem sowieckiej ambasady. Pisał on następnie iż Sowieci wykazują coraz większe obawy, gdyż dla nich: "cały zamach Piłsudskiego jest tajemniczy i niezrozumiały. Ponieważ nie widać żadnych poważnych skutków tego zamachu, ani cele Marszałka Piłsudskiego nie zostały ujawnione, więc (...) muszą być jakieś głębsze przyczyny polityczne akcji Piłsudskiego". Oczywiście poddawano coraz większej krytyce dotychczasowe władze i kierunek obrany przez KPP w stosunku do zamachu majowego, więc przedstawiciele polskich komunistów zaczęli się bronić. W dniach 22-26 maja zorganizowano w Wolnym Mieście Gdańsku plenum Komitetu Centralnego KPP, na którym uchwalono rezolucję, że linia partii przyjęta w czasie walk zbrojnych pomiędzy "piłsudczyzną" a wojskami rządowymi "była na ogół słuszna". Mało tego, Adolf Warszawski-Warski stwierdził że co prawda posłowie komunistyczni nadal będą krytykować Piłsudskiego, ale jeśli będzie On kandydował na urząd prezydenta, to komuniści polscy go poprą. Gdy jednak Piłsudski odmówił swej kandydatury i 1 czerwca poparł prof. Ignacego Mościckiego, komuniści demonstracyjnie zagłosowali przeciwko tej kandydaturze. Nie był to jednak koniec "błędu majowego" w Komunistycznej Partii Polski. Oto bowiem już 8 czerwca 1926 r. szef partii bolszewickiej (i włodarz państwa sowieckiego) Józef Stalin wygłosił przemówienie, na którym jednoznacznie skrytykował dotychczasowych przywódców KPP za poparcie Piłsudskiego i samego przewrotu. To spowodowało że tzw. "prawicowcy" w "polskiej" partii komunistycznej z Adolfem Warskim i Marią Koszutską stracili zaufanie Moskwy, a zyskała je ponownie grupa "lewicowców" pod przewodnictwem Juliana Leszczyńskiego-Leńskiego.




Bardzo szybko, bo już dnia następnego (9 czerwca) rozpoczęło się w Gdańsku posiedzenie Komitetu Centralnego KPP, na którym (zgodnie z decyzjami Stalina) poddano całkowitej krytyce dotychczasową linię partii w dniach przewrotu majowego. Na zakończenie obrad 12 czerwca wydano uchwałę, w której po raz pierwszy znalazło się określenie "błąd majowy", zaś postawę partii w tym czasie uznano za "fałszywą i błędną". Pomajowe rządy Piłsudskiego nazwano "dyktaturą faszystowską" i "kapitalistyczno-obszarniczą", mającą zaborcze plany w stosunku do Związku Sowieckiego. Potem, przez kolejne miesiące i lata trwała walka w łonie Komunistycznej Partii Polski "prawicowców" z "lewicowcami" (czy też frakcji większościowej i mniejszościowej) na temat stosunku do wydarzeń majowych roku 1926. Stalin jednak, pomimo krytyki KPP, był przekonany że wydarzenia w Polsce ostatecznie wyjdą na korzyść Związkowi Sowieckiemu, nie zgadzał się jednak z tą linią Nikołaj Bucharin, który 11 czerwca w Leningradzie mówił: "Piłsudski nie jest prostaczkiem za jakiego go niekiedy uważają, który jakoby prawie niczego nie rozumie (...) ja sądzę że jest niegłupi. Oczywiście twierdził, że nie uda mu się zrealizować swoich celów, gdyż na ich przeszkodzie staną trzy kwestie: robotnicza, agrarna i narodowościowa. Twierdził, że ustępstwa wobec robotników naraziłyby Piłsudskiego na konflikt z wielką finansjerą, parcelacja majątków ziemskich naraziłaby go na konflikt z obszarnikami, z których wywodzić miał się korpus oficerski, natomiast problem narodowościowy (czyli w rozumieniu Bucharina "samookreślenie Ukraińców i Białorusinów") sprowadziłaby na Piłsudskiego krytykę: "polskich szowinistów i faszystów (...) dziś źródła moralnego istnienia grupy Piłsudskiego". Tak więc już z końcem maja i początkiem czerwca 1926 r. zaczęła się zmiana narracji sowieckiej (widoczna szczególnie na przykładzie tamtejszej prasy), w której Piłsudskiego poddawano permanentnej krytyce. Naprawdę bowiem w Moskwie zakładano, że zamach majowy może powtórzyć wydarzenia rewolucji lutowej, i po krótkotrwałych rządach Piłsudskiego nastaną rządy komunistyczne. Gdy jednak do kierownictwa sowieckiego zaczęło docierać że nic takiego nie będzie miało miejsca, zaczęto zmieniać taktykę i z pozycji wyczekującej rozpoczęto permanentny propagandowy atak na Marszałka i Polskę pomajową.




Karol Radek (zaufany człowiek nieżyjącego wówczas Lenina i zwolennik Trockiego oraz tzw. grupy lewicowej w partii bolszewickiej) twierdził iż Piłsudski jest: "ostatnim mohikanem romantyzmu" i że nie jest On zdolny ani do wprowadzenia rządów silnej ręki, ani też do zaprowadzenia porządku w kraju. Twierdził też że Marszałek nie wie co dalej ma czynić, a sam zamach nazywał "żartem historii". Oczywiście w samym Związku Sowieckim nie działo się wówczas dobrze (20 lipca 1926 r. zmarł dotychczasowy szef policji politycznej OGPU - Feliks Dzierżyński {któremu Stalin bez wątpienia pomógł w opuszczeniu tego świata, choć potem był jednym z tych, którzy osobiście nieśli jego trumnę}. Ta śmierć spowodowała że wielu towarzyszy rozwiązały się języki i liczyli oni na większą demokratyzację oraz liberalizację stosunków panujących w partii bolszewickiej, co oczywiście groziło frakcyjnością. Dlatego też już w sierpniu Stalin podjął energiczną walkę ze stronnictwem Trockiego i pierwszą jego ofiarą był Grigorij Zinowiew, który w tym właśnie czasie został usunięty z partii {na razie tylko usunięty, potem zostanie aresztowany, torturowany i w publicznym procesie zmuszony do pokajania się i przyznania do działalności agenturalnej. O to bowiem chodziło Stalinowi, nie tylko o pozbycie się swoich przeciwników politycznych, ale również o ich upokorzenie). Stalin nie miał jeszcze pełni władzy w swych rękach, a poza tym gospodarka sowiecka coraz częściej zaczęła szwankować i w takich warunkach najlepszym była "ucieczka do przodu" i wyszukanie zewnętrznego wroga, który przykryłby problemy wewnętrzne. Takim wrogiem doskonale okazała się Polska, ale nie tylko, gdyż w tym właśnie czasie doszło do poważnego konfliktu na linii Londyn-Moskwa, które ostatecznie (w 1927 r. ) doprowadziło do zerwania przez Wielką Brytanię stosunków dyplomatycznych ze Związkiem Sowieckim. Konflikt z Anglią i z Polską był wówczas bardzo na rękę Stalinowi, gdyż pomagał mu odwrócić uwagę od problemów które musiał rozwiązać, aby uzyskać pełnię władzy absolutnej i aby podporządkować sobie cały partyjny i państwowy aparat w kraju. Warto jednak słów parę powiedzieć również na temat powodów owego konfliktu sowiecko-brytyjskiego.




Gabinet Dawida Lioyda George'a już od 1919 r. prowadził na wpół tajne, na wpół jawne rozmowy z bolszewikami na temat nawiązania stosunków handlowych pomiędzy komunistyczną Rosją a Wielką Brytanią (z tego powodu walcząca z bolszewikami Polska była dla Brytyjczyków jedynie przeszkodą). Stosunki takie nawiązano oficjalnie dopiero w 1921 r., natomiast stosunki dyplomatyczne nawiązane zostały dopiero w sierpniu 1924 r. przez lewicowy rząd Ramsaya McDonalda. Od początku jednak nie spotkały się one z szeroką akceptacją brytyjskiej opinii publicznej i poddawane były sporej krytyce (w prasie brytyjskiej np. żądano zerwania stosunków z Sowietami). Szczyt niechęci Brytyjczyków do Związku Sowieckiego przypadł na październik 1924 r. gdy w konserwatywnym "Daily Mail" (na cztery dni przed wyborami parlamentarnymi) opublikowany został tzw.: "List Zinowiewa". Była to fałszywka, spreparowana przez polski wywiad, aczkolwiek doprowadziła Brytyjczyków do prawdziwej antysowieckiej furii. List ten oficjalnie był napisany przez przewodniczącego Kominternu Grigorija Zinowiewa a skierowany do przywódcy brytyjskich komunistów - Arthura MacMannusa. W liście tym "Zinowiew" zalecał MacMannusowi rozpoczęcie zmasowanej agitacji politycznej, włącznie z podjęciem akcji zbrojnej przez komunistów brytyjskich w Wielkiej Brytanii. Zawarte w tym liście instrukcje otwarcie naruszały brytyjsko-sowiecki układ handlowy z 1921 r., a to spowodowało prawdziwą rewolucję na brytyjskiej scenie politycznej, która totalnie zmiotła dotychczasowy lewicowy (laburzystowski) rząd premiera McDonalda (cieszący się dotąd sporym poparciem i mający szanse na zwycięstwo wyborcze), który doprowadził do nawiązania stosunków dyplomatycznych ze Związkiem Sowieckim. 29 października 1924 r. wybory wygrała Partia Konserwatywna Stanleya Baldwina, choć on sam nie znał się (jak przyznawał osobiście) na polityce zagranicznej, to jednak sprzeciwił się zerwaniu stosunków dyplomatycznych z Moskwą. Oddał też Foreign Office w ręce sir Austina Chamberlain'a (bowiem od czasów rządów Lioyda George'a - 1916-1922 - Ministerstwo Spraw Zagranicznych było kontrolowane przez samego premiera, teraz zaś miało się to zmienić). Chamberlain opracował jednak politykę ignorowania Związku Sowieckiego i uznał ją za jak najbardziej właściwą (choć pierwotnie pomysł ten wysunął William Peters - sekretarz do spraw handlowych brytyjskiego poselstwa w Moskwie). Chamberlain podczas spotkania w Genewie z gen. Johanem Laidonerem (twórcą estońskiej niepodległości i byłym przedstawicielem Estonii przy Lidze Narodów, który w grudniu 1924 r. stłumił kolejną próbę wybuchu komunistycznej rewolucji w Tallinie) w lipcu 1925 r. Laidoner powiedział mu (w przerwie obrad Ligii Narodów, przy lampce francuskiego wina) mając na myśli Sowietów: "Gdy skarżymy się na ich działania, utwierdzają się w przekonaniu, że bardzo nas obchodzą, co sprawia im satysfakcję. Natomiast gdy ich ignorujemy, niepokoją się, że się ich nie boimy, iż możemy się bez nich obyć, i stać nas na to, aby się nimi zupełnie nie przejmować". Radę tę Baldwin wziął sobie głęboko do serca i tak właśnie postanowił działać w swej polityce zagranicznej.




Politykę tę nazwał Baldwin "Policy of doing nothing" ("nie robienia niczego"), a w sytuacji powstałej po opublikowaniu "Listu Zinowiewa", już nawet liberałowie i laburzyści (którzy doprowadzili do zawarcia stosunków ze Związkiem Sowieckim) nawoływali do jego redefinicji. Gdy zaś 1 maja 1926 r wybuchł strajk powszechny 800 000 brytyjskich górników (co ostatecznie pozwoliło wypromować polski węgiel w takich krajach jak Szwecja czy Norwegia, a to ostatecznie doprowadziło do zwycięstwa w prowadzonej od 1925 r. wojnie handlowej z Niemcami, o której pisałem w poprzedniej części), a 4 maja dosłownie sparaliżowany został Londyn, gdy stanęło metro i komunikacja miejska, wielu sądziło że było to powodem zalecanego przez Zinowiewa buntu komunistów brytyjskich. Ponieważ w kolejnych dniach (dzięki łamistrajkom) jedynie częściowo przywrócono normalne funkcjonowanie miasta, a poza tym strajk górników wciąż się potęgował, już 9 maja premier Baldwin wprowadził w Wielkiej Brytanii stan wojenny, a wojsko wyszło na ulice miast (szczególnie Londynu). Związek Sowiecki zaangażował się aktywnie poprzez swoje struktury (głównie Komintern i podległą mu Komunistyczną Partię Wielkiej Brytanii) w strajk górników brytyjskich, mając nadzieję na destabilizację państwa brytyjskiego i przejęcie władzy w wyniku anarchii politycznej przez komunistów. To wszystko jeszcze bardziej pogorszyło stosunki brytyjsko-sowieckie, a gdy w grudniu 1926 r. Sowieci naruszyli brytyjską korespondencję dyplomatyczną, sir Robert Hodgson - brytyjski chargé d'affairs w Moskwie, otrzymał polecenie zniszczenia części archiwów i przygotowanie się do spalenia szyfrów na wypadek zerwania stosunków dyplomatycznych. Jednocześnie dyrektor Departamentu Północnego w Ministerstwie Spraw Zagranicznych - John Duncan Gregory opracował (10 grudnia 1926 r.) memorandum, w którym otwarcie stwierdzał że Rosjanie to ludy Wschodu, gdzie liczy się tylko siła i tylko siłę szanują, dlatego też dotychczasowa polityka "nie robienia niczego" w stosunkach z Sowietami nie jest na dłuższą metę właściwa. Twierdził też że zerwanie stosunków z Moskwą byłoby korzystne tylko wówczas, gdyby wiązało się z zadaniem Sowietom decydującego ciosu, co w tamtych warunkach było niemożliwe. Podsumowując, Duncan uważał że Wielka Brytania jest skazana na współistnienie ze Związkiem Sowieckim, niezależnie od tego czy będzie z nim utrzymywać stosunki dyplomatyczne, czy też nie. Tak więc Duncan odradzał zerwanie stosunków z Moskwą, gdyż nie wyrządziło by to żadnych większych szkód Sowietom, natomiast wiązałoby ręce brytyjskiej dyplomacji, która od tej pory musiałaby polegać na pośrednikach w kontaktach z bolszewikami, a także nie było pewności jak na to zareagują inne państwa europejskie.


WIZYTA GEORGA BERNARDA SHAW W MOSKWIE U JÓZEFA STALINA (WRAZ Z ICH JEGO PRZYJACIÓŁMI LORDEM I LADY ASTOR) W ROKU 1931 
(Bernard Shaw był apologetą komunizmu i jednym z tych zachodnich przygłupów obdarzonych talentem literackim, którzy ślepo wierzyli w marksizm oraz w Związek Sowiecki, jako urzeczywistnienie idei komunizmu. Należy też dodać że Shaw był szalenie popularny w Wielkiej Brytanii a jego dzieła sprzedawały się jak ciepłe bułeczki i dzięki temu zbił olbrzymi majątek, jednocześnie non stop krytykował Anglików, twierdząc nawet że Anglicy nie są ludźmi inteligentnymi i że nie potrafią planować. Warto też dodać że Shaw był z pochodzenia Irlandczykiem i jego nienawiść - bo tak należy to określić - do Anglii wzięła się zapewne z przyczyn historyczno-politycznych)

(Najbardziej podoba mi się scena, w której Shaw mówi: "Marks zrobił ze mnie człowieka, natchnął mnie wiarą, a wiara była podnietą do rebelii i buntu", a Stalin na to: "Taaa", oraz odpowiedź Stalina: "Nie mamy wpływu na pogodę, ale pracujemy nad tym")



Ostatecznie jednak, po długich rozważaniach na ten temat, 18 lutego 1927 r. na posiedzeniu rządu Jego Królewskiej Mości podjęto decyzję o wystosowaniu wobec Sowietów ostrej noty dyplomatycznej, jako protestu wobec sowieckiej aktywności propagandowej przeciwko porządkowi publicznemu w Wielkiej Brytanii. Taka nota została wręczona 23 lutego przez Chamberlain'a Arkadiuszowi Rozenholcowi, sowieckiemu chargé d'affairs w Londynie, w którym oficjalnie grożono zerwaniem stosunków dyplomatycznych ze Związkiem Sowieckim. 3 marca 1927 r. rozpoczęła się w Izbie Gmin debata na temat stosunków brytyjsko-sowieckich, w której wzięli udział wszyscy brytyjscy architekci polityki nawiązania stosunków z sowiecką Rosją od 1917 r. Politycy liberalni (tacy jak Archibald Sinclair) przekonywali, że nie ma sensu zrywać stosunków dyplomatycznych, gdyż podstawą polityki brytyjskiej wobec Rosji sowieckiej jest "pokój i handel" i że na tym powinien skupiać się rząd Jego Królewskiej Mości, przekonując jednocześnie że chociaż Stany Zjednoczone nie zawarły jeszcze stosunków dyplomatycznych z Sowietami, to i tak ich bilans handlowy z tym krajem jest znacznie lepszy niż brytyjski. Ostrym krytykiem polityki zerwania stosunków z Moskwą był David Lloyd George, ten, który był gotów utopić Polskę żeby tylko zawrzeć sojusz z Moskwą jeszcze w 1920 r. Ostatecznie po przechwyceniu tzw. drugiego "Listu Zinowiewa" w marcu 1927 r. rząd Baldwina podjął decyzję o przeprowadzeniu przeszukania w biurach Arcosu (sowieckiego przedstawicielstwa handlowego w Wielkiej Brytanii). Ostatecznie też 24 maja Wielka Brytania na dwa lata zerwała stosunki dyplomatyczne ze Związkiem Sowieckim. Nim jednak do tego doszło, Stalin w swej propagandzie twierdził iż Wielka Brytania jest głównym twórcą antysowieckiej polityki w Europie, a jej najwierniejszym wykonawcą jest właśnie Polska, szczególnie teraz, pod rządami Marszałka Piłsudskiego. 




CDN.

20 lipca 2026

WINO, KOBIETY I... TRON WE KRWI - CZYLI PONURY CIEŃ BIZANCJUM - Cz. VIII

NIM JESZCZE 
NAD KONSTANTYNOPOLEM
ZAŁOPOTAŁ ZIELONY
SZTANDAR MAHOMETA





I
JAK AZJATKA Z AFRYKANEREM
(CZYLI PIERWSZA "BIZANTYJKA"
NA RZYMSKIM PALATYNIE)
Cz. VII






"FORTUNA REDUX"



I oto stała się rzecz niesłychana. Daleka prowincja, która zasiedlona barbarzyńskimi ludami, została włączona w skład Imperium Rzymskiego zaledwie sto pięćdziesiąt lat wcześniej, teraz nie tylko dała Rzymowi kolejnego imperatora, ale wręcz to właśnie stamtąd wyszła inwazja na resztę kontynentu. Oczywiście chodzi o Brytanię, odległą prowincję, która uważana dotąd była za jedną z najmniej ważnych i wciąż jeszcze w pełni nie zromanizowanych ziem Imperium. Teraz wszak to tam właśnie objawił się cesarz, który rzucił wyzwanie Septymiuszowi Sewerowi - temu, który niedawno pokonał Pescenniusza Nigra - władcę rzymskiego Wschodu. Trzy legiony które stacjonowały w Brytanii (wsparte kontyngentami uzupełniającymi), po stu pięćdziesięciu trzech latach przeprawiły się przez Kanał La Manche i dokonały odwróconej inwazji. Desant przeprowadzono z miejscowości Duorne (dziś: Dover) i wylądowano po drugiej stronie Kanału w miejscowości Gesoriacum (dziś: Boulogne-sur-Mer). Bardzo szybko opanowano całą Germanię Dolną (Germania Inferior) i jedynie miasto Augusta Treverorum (dziś: Trewir) zamknęło swe bramy przed wojskami Klodiusza Albina. Mieszkańcy Galii raczej pozytywnie odbierali Albina i nie próbowali w jakikolwiek sposób przeszkadzać w jego marszu ku Italii, ale Armia Renu dochowała jednak wierności Sewerowi, co było znaczną przeszkodą w skutecznym opanowaniu całej Galii. Gdy więc siły Albina oblegały Trewir, ten, z pozostałą armią zdążał na południe, ku najludniejszemu i najzamożniejszemu miastu w Galii - Lugdunum (dziś: Lyon). Była to najprawdziwsza stolica całej rzymskiej Galii, w której obradował swoisty galijski "parlament" - Zgromadzenie Trzech Galii. W tym mieście były już trzy akwedukty, amfiteatr (wzorowany na rzymskim Koloseum), wspaniały odeon (teatr miejski) oraz system kanałów odprowadzający brudną wodę z miejskich term (i domostw zamożnych Galo-Rzymian) do rynsztoków. Miasto jednak nie miało służby porządkowej (jedynie straż ogniową, formowaną przez osoby prywatne i wynajmowaną miastu za odpowiednie pieniądze. A pożary wybuchały wówczas dość często, o czym świadczy epitafium ku pamięci pewnego mieszkańca Lugdunum, który: "Wpół nagi wydostał się z pożaru, ale mniej ceniąc własne bezpieczeństwo, usiłuje wydrzeć coś płomieniom: zmiażdżony przez walącą się ścianę, oddaje ducha naturze, a ciało jego temu, z czego powstało, początkom"), zaś nocą spowite było w mroku, przesłanianym jedynie blaskami pochodni tych, którzy decydowali się na nocne wycieczki po mieście.






Mimo tego miasta rzymskiej Galii były raczej dość ładne i często znajdowały nawet swych apologetów, którzy wychwalali je w wierszach i pieśniach, jak choćby o Narbo (dziś: Narbona) pisał Sidonius Apollinaris: "Pozdrowiona bądź, Narbo o zbawiennym klimacie (...) pozdrowione niech będą twoje mury, mieszkańcy, sklepy, bramy i portyki, forum, teatr, twoje przybytki i świątynie bogate, twój pieniądz, twoje termy, łuki triumfalne, spichrze publiczne, rynki, łąki, studnie, wyspy, saliny i stawy, twój handel, most i głębokie morze (...) Dumna pośród warowni na wpół zrujnowanych, pysznisz się jeszcze zaszczytnymi śladami dawnych wojen, ukazujesz swe mury wyszczerbione uderzeniami taranów, bogatsza jesteś dzięki tym chlubnym szczątkom" (Apollinaris pisał swoją "Pochwałę Narbo" w V wieku, czyli w okresie gdy po Galii, Hiszpanii, Italii, i innych ziemiach tak sławnego niegdyś Imperium Romanum, teraz przemieszczały się armie najeźdźców z Północy, stąd właśnie wzmianka o "warowniach na wpół zrujnowanych" i "wyszczerbionych murach"). Zaś dwa wieki wcześniej o swym rodzinnym Bordeaux (Burdigali) tak pisał Auzoniusz: "Niebo tam jest łagodne, ziemia dobra i urodzajna dzięki deszczom, wiosna długa, zima cieplejsza dzięki powrotom słońca, rzeki mają tam bieg porywisty, który, trzymając się zasadzonych winną latoroślą pagórków, naśladuje wiry morskie. Mury obronne w kształcie kwadratu wyrastają wieżami tak wysokimi, że wierzchołki toną w chmurach. Wewnątrz podziwiać można ulice umiejętnie wytyczone, domy w równych szeregach, obszerne place godne swego rozgłosu, bramy otwierające się wprost na skrzyżowania dróg (...) Czy mam wspominać fontannę wyłożoną partyjskim marmurem? (...) Ileż wody w jej głębokościach (...) Pozdrowiona bądź, fontanno o nieznanym źródle, święta, dobroczynna, niewyczerpana, przejrzysta, zielona, głęboka, szumiąca, czysta i cienista! Pozdrowiona bądź, ty opiekuńcza bogini miasta, ty, której jeden łyk leczy chorobę, ty, którą Celtowie nazywają Divona, Boska!" Auzoniusz zapewne odnosi się tutaj do kultu bogini Higiei (od której pochodzi też słowo "higiena"), córki Eskulapa, której kult był bardzo rozpowszechniony w rzymskiej Galii (szczególnie na południu), a którą przedstawiano jako stojącą kobietę, trzymającą w ręku węża. Ona, jej boski ojciec i towarzyszący tej parze mały geniusz - Telesfor (który odpowiadał za szczęśliwy przebieg rekonwalescencji), byli jedną z częstych w Galii bóstw opiekuńczych, z którymi rywalizował jeszcze niejaki Borvo (bożek ochronny od którego wzięła się nazwa kraju, a następnie francuskiej dynastii Burbonów), tryskający ciepłym, kojącym źródłem - Grannus zwany "dobroczyńcą ludzi", oraz Tutiorix - "król uzdrowiciel" z terenów północnych (nadreńskich). Mimo to uniwersalnym bogiem uzdrowicielem i tak pozostawał Apollon.


LUGDUNUM (LYON)
(Należy zwrócić uwagę na fakt, że rzymskie miasta prowincjonalne w większości nie posiadały murów obronnych, gdyż nie były im one do niczego potrzebne. Stały się jednak koniecznością już od połowy wieku IV a szczególnie w wieku V)



ODEON (TEATR) W LUGDUNUM



Tak więc Klodiusz Albin wkroczył do Lugdunum i ustanowił w tym mieście swą kwaterę główną, oraz rozpoczął bicie monety z własnym wizerunkiem jako imperatora. A tymczasem Septymiusz Sewer szybko przerzucił swe główne siły ze Wschodu ku Galii, nie zważając przy tym na żadne trudy i niedogodności (podczas ciężkich przepraw przez zaśnieżone góry Taurus dawał przykład wytrwałości i odporności, idąc specjalnie podczas zawiei śnieżnych z odsłoniętą głową. Wymagał też od żołnierzy determinacji w pokonywaniu przeszkód i nie zezwalał na żadne dłuższe przerwy w marszu). Na wiosnę 196 r. legiony Sewera dotarły więc do Mezji, gdzie w obozie wojskowym w Viminacjum (na wschód od dzisiejszego Belgradu, wówczas nosił on nazwę - Singidunum) - 6 kwietnia - cesarz mianował cezarem swego najstarszego syna - ośmioletniego Marka Antoninusa Bassianusa, zwanego potem Karakallą). To wyniesienie było jawną deklaracją polityczną że oto august - jakim był Septymiusz Sewer, mianuje swym następcą i współrządcą swego syna, nadając mu tytuł cezara, a tym samym zakłada nową (a raczej kontynuuje starą, wywodzącą się od Marka Aureliusza z rodu Antoninów - jak brzmiała oficjalna propaganda) dynastię. Następnie jego wojska przeszły przez Panonię, Norikum i Recję i wkroczyły do północnej Italii. Tutaj cesarz (wraz z żoną i dziećmi) wyruszył na południe - do Rzymu, zaś swym wojskom polecił obsadzić alpejskie przejścia, czego niestety nie uczynił wcześniej Klodiusz Albin. W Rzymie natychmiast powitano Sewera z najwyższą czcią przynależną władcy. Senat polecił też wybić monety o napisach: "Adventui Aug(usti) felicissimo" ("Powrócił najwyższy August") oraz "Fortuna Redux" ("Przywrócona Pomyślność"). Sewer przybył do Rzymu aby dopilnować wprowadzenia w życie przez Senat co najmniej dwóch ustaw: uznania Klodiusza Albina wrogiem ludu rzymskiego, oraz własnej adopcji do szlachetnego rodu Antoninów (ta sztuczna "samoadopcja" była potem przedmiotem bardzo wyważonych, ale jednak żartów ze strony niektórych nobilów. Jeden z senatorów, z wyraźną kpiną w głosie miał się bowiem wyrazić o tym akcie w następujący sposób: "Jak to dobrze, że cesarz znalazł sobie wreszcie ojca". Wielu potem miało pożałować tych słów). 




Niestety, nie wszystkim było jednak do śmiechu, bowiem "adopcja" Sewera do rodu Marka Aureliusza niosła za sobą również i inną poważną przeszkodę, która musiała zostać naprawiona. Otóż synem Aureliusza był powszechnie znienawidzony Kommodus, który pamiętany był głównie ze swych występów w roli Herkulesa na arenie Koloseum, oraz swej niekompetencji i zbrodniach, jakich się dopuszczał. Stąd też, gdy został zamordowany, wielu odetchnęło z ulgą. Ale teraz ten zbrodniarz nie mógł przecież być "bratem" panującego cesarza, bo to by kładło się cieniem na jego rządach. Przeto należało nie tylko zrehabilitować Kommodusa, ale również zaliczyć go w poczet bogów. I tak też się stało - Lucjusz Eliusz Aureliusz Kommodus został deifikowany jako "Divus Commodus", oraz została wyznaczona świątynia i wybrani kapłani, mający zajmować się jego kultem. Tak oto Septymiusz Sewer gładko przeszedł z roli "mściciela Pertynaksa" (który objął przecież władzę po zamordowaniu Kommodusa) do roli "brata Boskiego Kommodusa" - a wszystko dla zainstalowania i zatwierdzenia u władzy swojej rodziny. Gdy już dokonał tych dynastycznych "ablucji" ponownie wyruszył na orężne spotkanie z Albinem. Wkrótce potem jego legiony przekroczyły Alpy i doliną Rodanu pomaszerowały ku Lugdunum. Do pierwszego starcia pomiędzy siłami tych "dwóch cesarzy", doszło pod miejscowością Tinturtium (dziś: Tournus) nad Ararem (dziś: Saoną). Albin poniósł w tym starciu klęskę i został zmuszony do pospiesznego wycofania się ku Lugdunum. Właśnie pod tym miastem, dnia 19 lutego 197 r. doszło do ostatecznego starcia. Według historyka Kasjusza Diona, siły obu armii były wyrównane i liczyły równo po 150 tys. żołnierzy (co wydaje się jednak liczbą znacznie przesadzoną i w dużej mierze nieprawdziwą). W każdym razie Klodiusz Albin dysponował siłami trzech legionów (ok. 30 000 żołnierzy), wspartych posiłkami zmobilizowanych kontyngentów galijskich, oraz wsparciem (zapewne niewielkim, jako że stacjonował tam tylko jeden legion) ze strony namiestnika prowincji Hiszpanii Tarrakońskiej - który, jako jedyny opowiedział się w tej wojnie po stronie Albina. Myślę więc że siły Klodiusza Albina nie przekraczały 50-60 000 żołnierzy. Natomiast Septymiusz Sewer prowadził armię legionów naddunajskich i wschodnich (uzupełnioną zaciągiem w Dacji), liczącą zapewne jakieś 90-100 000 żołnierzy.




 Do bitwy stanęły ludy Imperium, które można spokojnie podzielić na dwie części. Po stronie Klodiusza Albina walczył rzymski Zachód (Brytania, Galia, Hiszpania - ogólnie rzecz biorąc: Gallowie), zaś po stronie Septymiusza Sewera rzymski Wschód (Syria, Kapadocja, Mezja, Dacja, Panonia - ogólnie rzecz biorąc: Syryjczycy, Dakowie, Ilirowie). Kto okaże się lepszy, kto silniejszy, kto sprytniejszy? Stawką bowiem była nie tylko władza dla jednego z owych imperatorów, ale także los pokonanych żołnierzy i przyszłość krain, które wpadłyby w ręce wroga. Gdy więc doszło już do bitwy, siły Sewera zaczęły przeważać na swym prawym skrzydle i wojska Albina poczęły tam ustępować im pola. Natomiast na lewym skrzydle sewerian postępował śmiały atak albinianów, który o mało nie doprowadził do śmierci samego Septymiusza Sewera (zabity został pod nim koń i zapewne by tam zginął, gdyby nie odsiecz jaka wkrótce nadeszła). Z flanki uderzyła bowiem na siły Albina jazda jednego z najlepszych wodzów Septymiusza Sewera - Letusa, która przeważyła o wyniku tej bitwy. Zwycięstwo wojsk Sewera było całkowite. Klodiusz Albin zginął podczas panicznej ucieczki, a jego ciało (wcześniej rzucone psom na pożarcie) zostało pozbawione głowy (którą wysłano do Rzymu i wbito na pal na Forum Romanum - aby pochwalić się zwycięstwem), a następnie (wraz z jego zamordowaną na polecenie Sewera - żoną i dziećmi) wrzucone do Rodanu. Zamożne miasto Lugdunum bardzo liczyło na cesarską łaskę, bowiem Septymiusz Sewer był przecież namiestnikiem Galii Lugduńskiej (największej z trzech Galii) w latach 185-188 i zapisał się w pamięci mieszkańców jako dobry i sprawiedliwy administrator. Niestety, przeliczyli się. Sewer pozwolił żołnierzom (podobnie jak wcześniej Antiochię i Bizantion) doszczętnie złupić dzisiejszy Lyon - a miasto to nigdy już nie odzyskało swej dawnej świetności. Oczywiście zakazano zebrań lokalnego galijskiego "parlamentu" w sanktuarium pod wezwaniem "Trzech Galii" (taki tytuł nosiła bogini, która mogła być jedynie jedną z lokalnych personifikacji bogini Romy - uosabiającej Rzym). Następnie dokonał Sewer kadrowych i administracyjnych zmian, obsadzając wszystkie stanowiska swymi ludźmi (w Hiszpanii Tarrakońskiej tamtejszy namiestnik również stracił nie tylko urząd, ale i życie za swe wcześniejsze opowiedzenie się po stronie Albina), zaś prowincję Brytanię podzielił (podobnie jak wcześniej Syrię) na dwie, niezależne od siebie części.






W czerwcu 197 r. Septymiusz Sewer był już z powrotem w Rzymie, gdzie radośnie witany przez lud gałązkami oliwnymi, odbył wspaniały wjazd do miasta (oczywiście nie był to wjazd triumfalny, gdyż taki mógł się dokonać jedynie po zwycięstwie nad wrogiem zewnętrznym, ale w tamtych czasach przy niesamowitym przepychu i pochlebstwach ze strony senatorów oraz publicznie manifestowanej przez lud radości z powrotu władcy - niewiele się od niego różnił). Teraz był już jedynym i niepodzielnym panem Imperium i mógł spokojnie zakładać dynastię (oczywiście cały czas odwoływał się do związków z dynastią Antoninów, aby podkreślić swoje wyniesienie, nawiązać do bezpiecznych i spokojnych czasów "dobrych cesarzy" i przede wszystkim aby ukryć fakt, iż on i jego rodzina są po prostu parweniuszami). Podczas swej pierwszej po ostatecznym zwycięstwie, publicznej mowy do ludu - przedstawił dokładny program przyszłych rządów. Oto bowiem mocno krytykował takich polityków i władców w historii, jak Gnejusz Pompejusz, Juliusz Cezar, Oktawian August czy Trajan, zaś wychwalał i wynosił pod niebiosa takich władców jak Gajusz Mariusz, Korneliusz Sulla, Tyberiusz, Kaligula, Neron, Domicjan czy Kommodus - gdyż, jak twierdził, to właśnie oni swą bezwzględną polityką zapewnili sobie bezpieczne rządy, zaś tamci, tzw.: "miłosierni" wobec przeciwników politycznych władcy - sami zgotowali sobie zgubę. Mówił o swym podstępnie zamordowanym przez spiskowców "bracie" Kommodusie, czym tylko wywołał nagonkę na wszystkich żyjących jeszcze uczestników tamtego spisku (Narcyz - który tamtej grudniowej nocy 192 r. - udusił Kommodusa, został wytropiony i rzucony w Koloseum lwom na pożarcie), wkrótce też rozpoczęła się znacznie większa nagonka na senatorów (którzy w ogromnej większości należeli do wrogów tamtego władcy i często ciskali w niego najobrzydliwszymi obelgami wraz z objęciem władzy przez Pertynaksa). Wszyscy oni byli teraz pierwszymi, których miała zmielić nowa władza. Łącznie oskarżono o potajemne spiskowanie z Albinem (oraz niechęć do Kommodusa) ponad pięćdziesięciu senatorów (wśród nich był również niejaki Juliusz Solon - który stał się autorem senackiej ustawy... zabraniającej cesarzowi skazywania nobilów na śmierć bez zgody Senatu). Skazano ich na śmierć i skonfiskowano im majętności, które oczywiście zostały zajęte przez państwo (czyli de facto stały się własnością Sewera).




Swoją drogą należy tutaj dodać że wydarzenia, dziejące się w Imperium Rzymskim w latach 193-197, które historiografia niestety traktuje nieco po macoszemu (w sposób iście kronikarski - od bitwy do bitwy), były prawdziwym końcem świata dla wielu żyjących w tamtym czasie ludzi. To nastała bowiem dla nich prawdziwa apokalipsa i historyczne zwoje oraz książki w żaden sposób nie są w stanie oddać grozy tamtych dni. Bezpieczny i stabilny świat w przeciągu kilku miesięcy (a często tygodni lub nawet dni) został bezpowrotnie pogrzebany. Zginęły dziesiątki (może nawet setki) tysięcy ludzi, kompletnie zniszczono trzy wielkie i ludne miasta, nie mówiąc już o mniejszych miastach i tysiącach spalonych wsi. Nawet najstarsi mieszkańcy wschodnich i zachodnich krain Imperium nie pamiętali, aby ich dziadowie doświadczyli kiedykolwiek czegoś podobnego. I rzeczywiście, wojna domowa z lat 193-197 była apokalipsą na skalę ogólnoeuropejską i może zostać uznana za taki właśnie konflikt. Po raz ostatni bowiem doszło do wojny na taką skalę w czasach walk o władzę najpierw Cezara z Pompejuszem, a następnie Oktawiana z Markiem Antoniuszem (czyli w latach 49-30 r. p.n.e.). Upłynęło więc już ponad dwieście dwadzieścia lat od zakończenia ostatnich walk. Przez ten czas ziemie zarówno Orientu jak i Galii, Brytanii, terenów Małej Azji czy Bałkanów rozwijały się dynamicznie w sposób nieprzerwany. Nawet wojna domowa roku 69 nie mogła być w żaden sposób porównywalna do hekatomby ostatnich lat II wieku, gdyż po pierwsze była krótkotrwała, a po drugie ograniczała się jedynie do ziem północnej Italii. Nic więc dziwnego że czas, jaki nastał po zainstalowaniu u władzy dynastii Sewerów, gruntownie odmienił całe rzymskie społeczeństwo, które wkraczało teraz w okres niestabilności politycznej i coraz śmielszych ataków barbarzyńskich plemion z Północy. Należałoby więc w tym momencie powtórzyć za Zygmuntem Krasińskim w jego "Irydionie", iż oto: "Kres już się ma starożytnemu światu - wszystko co w nim żyło psuje się, rozprzęga i szaleje - bogi i ludzie szaleją". A tymczasem wzrok zwycięskiego cesarza skierował się teraz ponownie na Wschód, gdzie księstwo Osroene (prowincja północnej Mezopotamii, która wówczas rządzona była przez oddzielnych władców) ogłosiło swą niezależność od Rzymu i uzyskało w tym wsparcie króla Partów - Wologazesa V. Nowa wojna znów miała objawić się na horyzoncie dziejów i ponownie zmusić wymęczoną ludność Imperium do jeszcze jednej aktywności i kolejnych wyrzeczeń.


TO WŁAŚNIE ZA SEWERA NASTĄPIŁY ZMIANY, KTÓRE POGRZEBAŁY DAWNY SPOKOJNY I BEZTROSKI ŚWIAT ANTONINÓW... 



A NA JEGO GRUZACH NASTAŁ CZAS CZĘSTYCH UZURPACJI, ZMIAN WŁADZY, WOJEN DOMOWYCH I ATAKÓW BARBARZYŃCÓW Z PÓŁNOCY



CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIV

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XXXI



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XXXI



PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE
SŁOWIANIE
(POLITYCZNY UPADEK FILISTEI - DOMINACJA IZRAELA I JUDY)
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. IX






FILISTEA
CZASY UPADKU
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. IX



RECHABICI
(841 - 753 r. p.n.e.)
Cz. II





 Nowy król Izraela Jehu, pomimo złożenia hołdu władcy Asyrii - Salmanasarowi III i tym samym ocaleniu swego królestwa od najazdu Asyryjczyków, wcale nie miał łatwej pozycji politycznej a jego kraj był wyniszczony i to zarówno zamachem z 841 r. p.n.e. na czele którego stanął (a w którym to obalona została dynastia Omrydów), jak również dotychczasowymi walkami zarówno z Asyryjczykami i wcześniej również z Aramejczykami z Damaszku. Od czasów królów Omriego z Izraela i Asy z Judy (czyli gdzieś od połowy lat 70-tych IX wieku p.n.e.) pomiędzy tymi oboma królestwami utrzymywał się stan wzajemnego pokoju (sformalizowany przez ich następców, czyli Achaba z Izraela i Jozafata z Judei). Przetrwał on ponad 30 lat właśnie do owego 841 r. p.n.e. W tym bowiem roku, po upadku dynastii Omrydów w Królestwie Północnym, władzę objął Jehu - czyli dotychczasowy wódz armii Północy, natomiast po zamordowaniu króla Judy - Ochozjasza (który przebywał w czasie zamachu w Izraelu i zginął przez przypadek, albo też... miał zginąć), pełnię władzy w imieniu swego dwuletniego wnuka Joasza objęła matka Ochozjasza i żona króla Jozafata - Atalia, która była jednocześnie córką Achaba z Izraela i siostrą zamordowanego przez Jehu Jorama. I choć na pierwszy rzut oka można pogubić się w tym galimatiasie wzajemnych powiązań dynastycznych, to jednak od razu rzuca się w oczy jeden podstawowy fakt. Królestwo Północne i Południowe znów popadło we wzajemny konflikt, ponieważ Atalia była członkinią rodu Omrydów (i jej syn został zamordowany na Północy), miała wszelkie powody aby zerwać stosunki z Jehu, którego uważała za mordercę swojej rodziny, buntownika i uzurpatora.

Poza tym z ową zmianą na tronach Północy i Południa, nastąpiła również zmiana ideologiczno-religijna. Królestwo Północne za Omrydów było bowiem oficjalnie królestwem jahwistycznym, ale tak naprawdę nie tylko tolerowano, ale wręcz powszechnie wyznawano pogańskie kulty kananejskie, co bardzo nie podobało się prorokom: Eliaszowi i Elizeuszowi, którzy ostatecznie doprowadzili do przewrotu na Północy (pisałem w poprzedniej części że za buntem Jehu stała sekta Rechabitów, wspierana przez Elizeusza). Królestwo Południowe też nie zawsze było tak bardzo zdeterminowane religią mojżeszową, bowiem jeszcze Salomon (a zapewne i Dawid) wyznawali kulty kananejskie, prócz oczywiście oficjalnej wiary w boga Jahwe. Tę politykę religijną kontynuował syn i następca Salomona - Roboam (zwany też niekiedy Rehoboamem), oraz jego syn Abijjam. Tolerowali oni w swym królestwie zarówno prostytucję świątynną (zarówno żeńską jak i męską) która była naturalna wśród kultów kananejskich, jak również zezwalali na budowę świątyń kananejskich bogów. Tę politykę tolerancji religijnej zmienił dopiero syn i następca Abijjama - król Asa (wstąpił na tron ok. 910 r. p.n.e.). Kazał on spalić wszystkie wizerunki bożków w swoim królestwie, wypędził też ze świątyń ludzi trudniących się nierządem (głównie mężczyzn), a swą babkę Maachę (która była Kananejką i wyznawczynią kultu bogini Asztoret) pozbawił tytułu gewiry (królowej matki) i wypędził z Jerozolimy do jednego z podrzędnych miast Judy. To właśnie za Asy następuje na Południu radykalny wzrost wpływów jahwistycznych. Tę politykę swego ojca kontynuował Jozafat (objął władzę ok. 871 r. p.n.e.), choć nie był on w tym konsekwentny i naraził się na krytykę kapłanów Świątyni Jerozolimskiej za swe małżeństwo z Atalią, członkinią rodu Omrydów z Północnego Królestwa (wówczas poddawanego tak ostrej krytyce na Południu za ciągłe uleganie kultom kananejskim). Joram (847-841 p.n.e.) i Ochozjasz (841 r. p.n.e.) pozostawali pod dużym wpływem matki w polityce religijnej, lecz dopiero z chwilą kiedy objęła ona bezpośrednie rządy (najpierw jako regentka w imieniu młodziutkiego Joasza - syna Ochozjasza, a potem już bezpośrednio jako królowa), zaczęła zmieniać dotychczasową politykę religijną.




Nakazała ponowne otwarcie pogańskich świątyń ku czci Baala i Asztoret, a także innych bóstw. Sprowadziła do Judy wielu Fenicjan, z których uczyniła swych dworzan i przyjaciół, oddając im na siedzibę (i zapewne jako twierdzę) miasto Silwan (gdzie w XX wieku znaleziono fenickie grobowce). Nastąpiło więc teraz całkowite odwrócenie akcentów, na Północy zatriumfował jahwizm, wspierany przez Rechabitów i proroka Elizeusza; na Południu zaś doszło do recydywy pogańskiej, którą popierała królowa Atalia. Widząc zaś w Jehu wroga i mordercę swej rodziny, zawarła sojusz z królem Hazaelem z Damaszku i sprowokowała go do najazdu na Izrael. Hazael bowiem, uwolniony od niebezpieczeństwa asyryjskiego (król Salmanasar III w latach 840-833 p.n.e. skierował swą ekspansję ku królestwom północno-zachodnim Tabal i Kue (Cylicja), zamieniając je w kraje od siebie uzależnione), był w stanie zorganizować taki atak na Królestwo Izraela, do którego doszło ok. 837 r. p.n.e. Osłabiony Izrael nie był w stanie sprostać temu najazdowi i w wyniku tej agresji utracił wszystkie swe posiadłości zajordańskie. W tym też czasie zbuntował się król Moabu - Mesza, który ostatecznie zrzucił zależność lenną od Izraela. Jehu nie był w stanie sprostać tym wszystkim problemom, a jego władza na Północy również wymykała mu się z rąk. Wydawało się więc że Atalia zatriumfuje i doprowadzi wreszcie do obalenia jego władzy, a być może (jako pierwsza kobieta) zasiądzie na obu tronach. Ale wówczas z pomocą królowi Jehu przyszedł prorok Elizeusz, a także członkowie sekty Rechabitów, którzy zorganizowali pielgrzymkę do Jerozolimy. Pojawienie się proroka w dawnym grodzie Jebuzytów - teraz opanowanym przez Judejczyków - wzbudziło ogólną sensację i doprowadziło do tego, że tłumy Żydów wyległy na ulice. Jednak głównym celem pielgrzymki Elizeusza do Jerozolimy było udzielenie wsparcia kapłanowi Świątyni - Jechojadowi (zapewne było to także wsparcie finansowe, płynące z Północy), aby zmobilizować go do podjęcia zdecydowanych działań wymierzonych w Atalię i jej zwolenników.


JEROZOLIMA W CZASACH CHRYSTUSA 
(W OKRESIE PODZIELONEGO KRÓLESTWA W IX I VIII wieku p.n.e. MIASTO TO NA ZACHODZIE LEDWIE ZABUDOWANIAMI POKRYWAŁO DOLINĘ TYROPEONU)



Jechojada już od dawna miał na pieńku z Atalią. Ostro bowiem krytykował jej politykę religijną i powrót do kultów kananejskich. Ona zaś dążyła do usunięcia go ze Świątyni i jedyne co ją powstrzymywało, to niepewność co do zachowania mieszkańców Jerozolimy, którzy mogliby wystąpić w obronie arcykapłana. Mając teraz wsparcie Elizeusza i króla Jehu z Północy, Jechojada zorganizował zamach na życie królowej, do którego doszło przy Bramie Końskiej, tuż przy wejściu do pałacu królewskiego. Królowa Atalia (niesiona w lektyce) została zaatakowana przez zamachowca i zasztyletowana (836 r. p.n.e.) a Jechojada szybko opanował pałac i władzę w całym mieście. Teraz doszło do pogromów. Najpierw zamordowano kananejskiego kapłana Mattana, a świątynię Baala zrównano z ziemią. Następnie przystąpiono do mordów innych kapłanów kananejskich bóstw, niszczenia bożków i świątyń. Zaczęto również rozprawiać się z fenickimi dworzanami Atalii, którzy musieli ratować się ucieczką. Gdy już nasycono się wystarczająco krwią pogan, Jechojada namaścił na króla siedmioletniego Joasza, syna Ochozjasza i wnuka Atalii, przejmując pełnię regencji i opieki nad młodym królem. Od tej pory arcykapłan dbał o odpowiednie wychowanie Joasza i starał się wyrobić w nim wręcz fanatyczną nienawiść do kultu kananejskich bożków, co mu się w konsekwencji ostatecznie nie udało. W ten oto sposób prorok Elizeusz (który na kartach Biblii uchodzi wręcz za świętego) ponownie doprowadził do pogromu i ponownie jego ręce (a przede wszystkim jego sumienie) obarczone zostało krwią wielu niewinnych ludzi. Ale któż się tym przejmował, liczyło się bowiem tylko to, która religia obejmie dominację i wszystko było podporządkowane tej walce. Jeszcze do niedawna król Jehu był w poważnych tarapatach, musząc zmagać się zarówno z inwazją Aramejczyków z północy, jak i knowaniami Atalii, ale teraz karta się odwróciła i to on zaczął zyskiwać przewagę (w ogromnej mierze dzięki ogromnemu wsparciu Elizeusza i Rechabitów, co przede wszystkim należy podkreślić). Obalił bowiem Atalię, a na tron Judy wprowadził małoletniego chłopca, będącego pod całkowitą władzą arcykapłana Świątyni, który to był na jego żołdzie. Teraz przyszła kolej na rozprawę z królem Aramu - Hazaelem.




Tak się akurat szczęśliwie dla króla Jehu złożyło, że ok. 834 r. p.n.e. władca Asyrii Salmanasar III zakończył podboje północno-zachodnich królestw (plemiona leżące w pasie tak zwanego Kraju Nadmorskiego, leżące nad Morzem Gorzkim czyli dzisiejszą Zatoką Perską (- Bit-Dakkuri, Bit-Amukani i Bit-Jakini - podporządkował jeszcze na początku lat 40-tych IX wieku p.n.e.). Miał więc teraz wolną rękę i mógł ponownie wyprawić się przeciwko swemu odwiecznemu rywalowi - Damaszkowi, który to od początku swego panowania pragnął zdobyć. Wyprawa ta ruszyła ok. 833 lub 832 r. p.n.e. i choć Hazaela ponownie ocaliły grube mury Damaszku - których Asyryjczycy nie byli w stanie skruszyć, to jednak znów poniósł on klęskę militarną i musiał się opłacić zarówno złotem jak i niewolnikami oraz utratą ziemi, co zmniejszyło obszar jego Królestwa. Jehu więc triumfował, jego najpoważniejszy wróg na północy został osłabiony i nie był już w stanie atakować granic Izraela. Jehu uznał się też lennikiem króla Salmanasara, bowiem zdawał sobie sprawę, że potęga Asyrii jest zbyt wielka aby z nią walczyć, lepiej więc się podporządkować i czerpać korzyści, jakie daje osłabianie wrogów Izraela, którzy występują przeciwko Asyryjczykom i którzy wcześniej czy później muszą zginać karki - nawet jeśli ostatecznie nie są do końca pokonani. Pod koniec lat 30-tych IX wieku p.n.e. król Salmanasar - wojownik biorący udział w tylu kampaniach (którego panowanie rozpoczęło się ok. 858 r. p.n.e.) uczynił ze swego królestwa prawdziwe mocarstwo. Asyria kontrolowała wówczas Syrię i wszystkie drogi handlowe wiodące do Azji Mniejszej. Miała całkowity monopol na produkcję i sprzedaż żelaza, najbardziej wówczas dochodowego kruszcu wojennego (który był znany na Bliskim Wschodzie od ponad 500 lat). Asyria kontrolowała również sprzedaż drewna libańskiego (szczególnie pożądanego w Egipcie) i położyła rękę na kopalniach srebra w górach Ammanu. Z krajów Lewantu i z Azji Mniejszej przywożono do Asyrii mnóstwo rzemieślników, którzy mieli odtąd upiększać tamtejsze miasta - szczególnie Kalchu (potem zaś Niniwę), które to miasto być może nie było najludniejszym ówczesnym miastem świata, ale zapewne jednym z bogatszych. Za Salmanasara zbudowano nowe mury Assur, zamieniając to miasto realnie w twierdzę nie do zdobycia. Starzejący się król osiadł teraz w Kalchu, wśród luksusów swej stolicy, oczekując na zbliżającą się trzydziestą rocznicę swego panowania.






Była to data symboliczna dla Asyryjczyków. Z reguły bowiem uważano że królowie panowali do trzydziestu lat, gdyż - jak sądzono - na tyle właśnie starczało im energii (zarówno umysłowej, fizycznej jak i witalnej) aby przewodzić swemu państwu i służyć bogu Assurowi. Asyryjski król był bowiem królem wojownikiem, musiał doskonale strzelać z łuku, posługiwać się włócznią, tarczą i mieczem, jeździć rydwanem i jednocześnie strzelać z łuku (zarówno do zwierząt podczas częstych polowań, np. na lwy lub inne drapieżne zwierzęta) czy też w czasie wypraw wojennych. Ale nie tylko sprawność fizyczna była ważna aby utrzymać władzę, liczyła się również sprawność witalna, moc męska, czyli to, ile kobiet król był w stanie posiąść i zapłodnić. Harem królewski pełen był wciąż nowych dziewcząt, gdyż król musiał wykazać się sprawnością, a dworzanie musieli mieć pewność że król nie zestarzał się na tyle, że przestał być zdolny do sprawnego wykonywania swoich obowiązków jako wykonawcy woli Assura. Dlatego też za dnia król pokazywał się z mieczem i łukiem w ręku i uczestniczył w polowaniach lub też w konkursach sprawnościowych, co noc zaś do jego alkowy podsyłano nową dziewczynę z haremu, która miała za zadanie dać królowi szczęście lub ewentualnie "ogrzać go" w nocy, ale wszystko było nastawione na to, aby nieustannie poddawać asyryjskiego monarchę próbom wytrzymałości. Musiał bowiem być we wszystkim najlepszy, zarówno w walce jak i w sprostaniu nocnym igraszkom, dlatego też odesłanie dziewczyny ze swej alkowy mogło być uznane za początek męskiej niemocy i spowodować bunt, a co za tym idzie  obalenie władcy (do którego to w Asyrii dochodziło dosyć... często). Tak więc, jeśli król nie chciał wyjść na niedołężnego starca, musiał przynajmniej udawać że noc w noc jest w stanie wychędożyć każdą podsyłaną mu niewiastę. Teraz, po zakończeniu kampanii damasceńskiej Salmanasar III osiadł w Kalchu, gdzie otoczony zbytkiem, za dnia musiał wciąż wykazywać sprawność fizyczną, nocą zaś w swej alkowie moc męską (każdy przypadek odesłania dziewczyny od swego łoża, był skrupulatnie odnotowywany przez kapłanów Assura, bóg bowiem wymagał całkowitej sprawności od swego ziemskiego pełnomocnika, za jakiego uchodził asyryjski władca). Wydaje się jednak że Salmanasar nie miał z tym kłopotów, jako że w trzydziestą pierwszą rocznicę swego panowania ok. 827 r. p.n.e. uczestniczył w obchodach odnowienia swej władzy królewskiej na kolejne lata, a rzadko który monarcha asyryjski brał w tym udział (w Egipcie również istniało coś takiego jak odnowienie władzy faraona po 30 latach jego panowania, było to tzw. podniesienie słupa Dżed - symbolizującego męską siłę i witalność - już o tym pisałem. W Babilonie zaś tamtejsi królowie co roku odnawiali swą władzę w świątyni Esangila u stóp boga Marduka, chwytając go za prawą dłoń).


WŁADCA BABILONU ROZPOCZYNA NOWY ROK SWEGO PANOWANIA W ESANGILI, STOJĄC U STÓP BOGA MARDUKA



KRÓL ASYRII W CZASIE
POLOWANIA NA LWY



Po zakończeniu uroczystości 31 rocznicy odnowienia jego panowania, król Salmanasar III - zapewne nie czując się już na siłach aby osobiście dowodzić armią w polu - powierzył dowództwo wybranemu przez siebie człowiekowi o imieniu Dajanaszur - który wsławił się wcześniej męstwem i odwagą w czasie bitew, mianując go tartanem (marszałkiem polnym) armii asyryjskiej z pominięciem swego pierworodnego syna i następcy tronu, księcia Aszurdaninapla. Książę poczuł się urażony tą zniewagą i począł rozgłaszać wieści, że król utracił poparcie Assura, gdyż nie jest już w stanie dalej spełniać swych obowiązków i to zarówno na polu bitwy jak i w alkowie. Wieści te padły na podatny grunt i bardzo szybko wybuchło wielkie powstanie, które objęło swym zasięgiem aż 27 miast rdzennej Asyrii (826 r. p.n.e.). Należy jednak pamiętać że kwestie religijne były najmniej istotne w tym wszystkim, przede wszystkim liczyła się walka ekonomiczna, a książę Aszurdaninapla stanął po stronie drobnych kupców i rzemieślników, którym obiecał równy podział łupów zdobytych na podbitych ludach, których to gros trafiał do wielkich bogaczy, wielmożów dworskich i kapłanów Assura oraz innych bogów. Zapowiedział więc że jeśli lud go poprze, on sprawi że wszyscy dostaną sprawiedliwy podział łupów wojennych. Buntownicy szybko opanowali najważniejsze miasta: Aszur, Arbalu i Niniwę, a Salmanasar utrzymał się jedynie w swym królewskim Kalchu. Po tak jawnej zdradzie najstarszego syna, na swego następcę wybrał teraz Salmanasar młodszego potomka Szamszi-Adada i jemu powierzył dowództwo nad armią, która miała obalić i ukarać zbuntowanego Aszurdaninapla, to jednak okazało się niemożliwe. W roku w którym Salmanasar III ostatecznie zamknął oczy i przeszedł do wieczności (824 r. p.n.e.) powstanie nie tylko nie zostało stłumione, ale wręcz się rozszerzyło, a zwycięstwo Szamszi-Adada było mało prawdopodobne, gdyż następca Salmanasara ponosił klęski militarne. Tymczasem w Babilonie panował (od ok. 852/51 r. p.n.e.) Marduk-balassu-ikb, w którym to Szamszi-Adad V zyskał sprzymierzeńca w walce ze swym bratem. Ale oczywiście nic za darmo i tak jak trzydzieści lat wcześniej Marduk-zakir-szumi zyskał wsparcie Salmanasara w walce ze swym bratem Marduk-belu-satim w zamian za uznanie podległości Babilonu wobec Asyrii, tak teraz na odwrót, nie tylko Babilon miał być całkowicie suwerenny, ale Asyria miała być uznana za podległą Babilonowi. Szamszi-Adad V nie miał innego wyjścia jak tylko zgodzić się na takie warunki, bo tylko wówczas mógł uzyskać wsparcie Babilończyków i ostatecznie pokonać swego brata, do czego doszło ostatecznie w 820 r. p.n.e. Aszurnasirpal został ukarany śmiercią, a na tronie w Kalchu oficjalnie już zasiadł Szamszi-Adad V, u którego boku znajdowała się jego małżonka... Sammuramat (Grecy nazwali ją Semiramidą), a była ona bez wątpienia najsławniejszą królową w dziejach Mezopotamii.




A tymczasem w Jerozolimie król Joasz (który osiągnął już wiek męski), zaczął przejawiać buntowniczy stosunek wobec wciąż próbującego nim manipulować i kontrolować go arcykapłana Jechojady. Wreszcie doszło między nimi do otwartego konfliktu.


CDN.

ZAPRZAŃSTWO JAKICH MAŁO! - Cz. VII

CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI POWSTANIE i WOJNA Cz. VII WŁADYSŁAW IV W MŁODOŚCI  Poselstwo na którego czele st...