WYŚWIETLENIA

29 maja 2026

"SĄSIEDZI"

MORDY WOŁYŃSKIE 
OCZAMI ŚWIADKÓW


STEPAN BANDERA




 Z okazji faktu iż prezydent Rzeczypospolitej Karol Nawrocki wszczął procedurę odebrania orderu Orła Białego ukraińskiemu fircykowi - który już jawnie deklaruje się banderowcem - czyli Wołodymyrowi Żełenskiemu, postanowiłem przypomnieć Czytelnikom tego bloga co też nasi nazistowscy bracia z Ukrainy wyprawiali na polskich Kresach Wschodnich w czasie II Wojny Światowej. Przyznać się też muszę - również przed samym sobą, gdyż dla mnie samego jest to w dużej mierze zaskakujące - jak bardzo zmieniła się moja postawa w stosunku do Ukrainy od początku tego konfliktu, który tam trwa czyli od lutego 2022 r. Pamiętam że był taki okres, że chciałem nawet wyjechać na Ukrainę i zaciągnąć się do oddziałów sojuszniczych walczących z moskiewskim najazdem. Potem mi przeszło szczególnie gdy zauważyłem jaki jest prawdziwe stosunek u zarówno ukraińskich władz jak i w dużej mierze ukraińskich obywateli (nie wszystkich i to pragnę podkreślić, a oto DOWÓD) do nas Polaków i do Polski. Początkowo nie chciałem w to uwierzyć, wypierałem to ze swojej świadomości, starając się znaleźć jakieś pozytywne aspekty wzajemnej współpracy i tego, jak bardzo Polacy pomogli Ukrainie w tej wojnie, i nie chodzi już tylko o fakt, że przyjęliśmy do siebie ponad 3 miliony ukraińskich uchodźców, i to nie do obozów dla uchodźców czy imigrantów, ale do własnych domów. Daliśmy im domy, daliśmy im darmową opiekę medyczną, daliśmy im wyrównanie na dziecko (tak zwane 500 a teraz 800+), chyba nie ma takiej rzeczy której Ukraińcy w Polsce po roku 2022 by nie dostali, i to za darmo.






Do dzisiaj Polska (w ogromnej większości bo nie tylko) finansuje starlinki Elona Muska które posiada Ukraina, mało tego realnie z Polski budżet utrzymuje nie tylko dwa narody, ale tak naprawdę dwa państwa, a przecież to tak naprawdę i tak nie jest najważniejsze. Bez Polski bowiem - nie chodzi już tylko o pomoc materialną czy humanitarną, ale w ogóle bez Polski Ukraina nie istnieje! Wystarczy zamknąć lotnisko w Jasionce i już Ukraińcy mają problem i to duży problem. Gdyby zaś Polska w tym konflikcie była choćby tylko neutralna, Ukraina nie przetrwałaby nawet miesiąca a Moskale byliby już dawno w Kijowie. Przez Polskę bowiem przebiega życiodajna droga dla Ukrainy, to jest wręcz kroplówka, dzięki której to państwo jeszcze istnieje, gdyż żadna inna trasa jest niemożliwa aby dostarczyć jakąkolwiek pomoc dla Ukrainy, ŻADNA INNA!

I tutaj dochodzimy do sedna całej sprawy, gdyż odradzający się coraz szybciej na Ukrainie banderyzm (jeszcze w czasie Majdanu kijowskiego w 2004 banderowskie czerwono-czarne szmaty nigdzie tam nie powiewały, w 2014 zaczęło się to zmieniać choć jeszcze było to na niewielkim poziomie, natomiast od 2022 mamy wręcz wysyp ukraińskiego nazizmu, wysyp swastyk które na swych ciałach tatuują sobie ukraińscy żołnierze, wysyp odniesień do ukraińskich formacji SS walczących po stronie Niemiec w czasie II Wojny Światowej (z tymi zagranicznymi formacjami SS to też jest ciekawa sprawa, bowiem uczestniczyły w niej przedstawiciele Narodów prawie całej Europy, w tym również Rosjanie. Jedynie dwa narody nie wzięły udziału w tych zbrodniczych formacjach. Pierwszym to są Anglicy - z wiadomych powodów, gdyż Wielka Brytania nie została zajęta przez III Rzeszę, a drugim narodem są oczywiście Polacy, którzy jako jedyni spośród okupowanych przez Niemców krajów, nie wystawili swojej formacji SS) i innych tego typu zbrodniczych, całkowicie nieakceptowanych dla żadnego Polaka praktyk. Banderyzm to jest bowiem czysty nazizm! Powiem więcej, to jest gorzej niż nazizm niemiecki, gdyż hitlerowcy mordowali w miarę jeszcze w jakiś humanitarny sposób (jeżeli w ogóle można to tak nazwać), te zaś bydlaki zabijali dla samej żądzy mordu. To była potworna dzicz ukraińska, mało tego, ta dzicz nie była w stanie realnie sprostać normalnym oddziałom wojskowym i swój banderowski "bohateryzm" (Żeleński w końcu nadał jednej z jednostek walczących teraz na Wschodzie imię "bohaterów UPA" - czyli Ukraińskiej Powstańczej Armii - banderowców/nazistów) prezentowała tylko w starciu z nieuzbrojoną ludnością cywilną polskich Kresów Wschodnich (głównie Wołynia), a w większości były to kobiety i dzieci, mnóstwo dzieci. Polacy z Armii krajowej którzy podejmowali walki z Ukraińcami zarówno na Wschodzie jak i podczas Powstania Warszawskiego, mówili zgodnie, Ukraińcy gdy tylko konfrontowali się z regularnym wojskiem, szybko porzucali walkę, rzucając się do ucieczki i tak mówili zarówno żołnierze zgrupowania "Motyl" w czasie Powstania Warszawskiego (którzy w większości pochodzili właśnie z terenów wschodnich), jak i te oddziały Armii Krajowej które na Wołyniu rozbijały ukraińskie bandy upa.

Ukraiński nazizm obecnie odradza się na Ukrainie i tak być nie może! Ukraina banderowska nie jest bowiem Polsce do niczego potrzebna! To jest nawet nie przeciwnik, to jest po prostu wróg, podobnie jak byłoby to w sytuacji gdyby Ukrainę zajęli Moskale. Jeśli Ukraińcy nie mają pozytywnych wzorów w swej historii (chociażby w osobie Semena Petlury, ale nie tylko, skoro nawet ja znalazłem kilka naprawdę pozytywnych przykładów w historii Ukrainy to co, Ukraińcy nie mogą znaleźć?) jeśli nie potrafią ich znaleźć w swoich dziejach to może niech przestaną być narodem i wrócę do swojej kozackiej czerni, którą należałoby po prostu rozproszyć kijami!

Co zaś się tyczy głównego ideologa ukraińskiego nazizmu, czyli Stepana Bandery, to należy również przypomnieć,  w jakich ten miłośnik małych chłopców warunkach przebywał w niemieckim obozie koncentracyjnym Sachsenhausen (gdzie trafił w lipcu 1941 r. i przebywał tam do września roku 1944). Otóż Bandera przebywał w pojedynczej celi w której na ścianach wisiały obrazki, miał możliwość pisania (dostarczano mu papier i przybory do pisania), specjalnie dla niego kucharz gotował oddzielne dania, mógł swobodnie spacerować, mógł przyjmować gości, żył doprawdy  w luksusowych warunkach (jeśli można tak nazwać przebywanie w niemieckich obozach koncentracyjnych). Więc niech się Ukraińcy nie posiłkują faktem, że ten ideologiczny zbrodniarz, który realnie przecież też nikogo nie zabił (podobnie jak nikogo osobiście nie zabił Hitler, Goering, Goebbels czy Himmler - który notabene bał się nawet widoku krwi) w tym czasie siedział w obozie koncentracyjnym, nie, on był na wakacjach w czasie gdy jego bojowcy wprowadzali w życie morderczy plan wymordowania wszystkich Polaków, Żydów i wielu innych którzy przebywali na polskich Kresach Wschodnich, żeby zostawić te ziemie dla... Ukrainy.

Cóż więc jeszcze można dodać do tego?  Może warto by sobie w ogóle zadać pytanie dlaczego doszło do tych strasznych mordów, do tych nieludzkich rzezi? I naprawdę brak jest na to logicznej odpowiedzi, tym bardziej że Ukraińcy mordowali również samych Ukraińców którzy byli w związkach z Polakami (albo im samym kazali mordować własną żonę lub własnego męża, nie mówiąc już o dzieciach). To był jawny morderczy nazizm w swej strasznej odczłowieczonej postaci i brak na to jakichkolwiek logicznych argumentów. Można przecież też zadać sobie inne pytanie, a dlaczego doszło do Holokaustu Żydów na ziemiach polskich? I tutaj również pozwolę sobie na małą refleksję. Prof. Witold Kieżun, żołnierz Armii Krajowej, uczestnik Powstania Warszawskiego, dwukrotnie odznaczony (Krzyżem Walecznych i Orderem Virtuti Militari), bohater który w czasie walk o Warszawę sam jeden wziął do niewoli 14-osobowy oddział Niemców (zdobywając tym samym 14 karabinów oraz 2000 sztuk amunicji), po latach, na jednym z wykładów w Kanadzie, został zaczepiony przez pewnego Amerykanina i zapytany dlaczego w Polsce w czasie II Wojny Światowej zostały zbudowane obozy zagłady dla Żydów, bowiem jak ów człowiek konkludował, w żadnym innym kraju by się na to nie zgodzono, dlaczego stało się to w Polsce i dlaczego Polacy wyrazili na to zgodę? Tak, takie właśnie pytanie padło, które według mnie owego mężczyznę dyskwalifikuje z jakiejkolwiek dalszej rozmowy czy jakiejkolwiek polemiki - ten człowiek bowiem już nie zasługuje nawet na to, aby mu podać rękę, a co dopiero odpowiadać. A dlaczego nie zasługuje? Na to pytanie odpowiedział dobitnie przedwojenny polski Żyd - Sławomir Libowicz, który przysłuchiwał się rozmowie Witolda Kieżuna z owym mężczyzną. Podbiegł do niego, wyrwał Witoldowi z rąk mikrofon i powiedział: "Ja tu się zwracam do szefa naszej konferencji, żeby tego Amerykanina natychmiast wyrzucić, ponieważ on nie ma zielonego pojęcia o teorii organizacji i on skompromitował się w taki sposób, że już nie można z nim dalej dyskutować. Ja jestem polskim Żydem, nas w Polsce było 3 200 000, a Żydów w Niemczech było 150 000, a we Francji 120 000, trzeba być idiotą, aby nie rozumieć że obozy stawia się tam, gdzie jest najwięcej Żydów, a nie wozi się ich do innych krajów". 


WITOLD KIEŻUN PODCZAS POWSTANIA WARSZAWSKIEGO 
(23 sierpnia 1944)
{Zdjęcie pokolorowane}



WYPOWIEDŹ ARCHIWALNA 
WITOLD KIEŻUN zmarł w czerwcu 2021 r. w wieku 99 lat)

"NIE POWINNIŚMY OPŁAKIWAĆ ZMARŁYCH, POWINNIŚMY RACZEJ DZIĘKOWAĆ BOGU ŻE TACY LUDZIE KIEDYKOLWIEK ŻYLI"

GEORGE S. PATTON



Już Otto von Bismarck mówił (na Sejmie Pruskim w 1847 r.): "Gdyby Żydom dano możliwość emigrowania z Poznańskiego w głąb Niemiec, nie skorzystaliby z niej masowo, gdyż beztroska polskiego charakteru w odniesieniu do spraw tego świata uczyniła z Polski eldorado dla Żydów". Konkretnie - dlaczego więc doszło do Holokaustu, obozów koncentracyjnych na ziemiach polskich i Rzezi Wołyńskiej? Odpowiedź jest wręcz banalnie prosta - dlatego że... zabrakło polskiej władzy, nie było państwa polskiego i Niemcy, Ukraińcy, Rosjanie robili co chcieli - mordowali, palili, gwałcili, dokonywali nieludzkich eksperymentów, wysiedlali, niszczyli, bo mogli - Polski, z jej wielowiekową tradycją tolerancji i współpracy najróżniejszych ludów już wówczas nie było - zniszczyli ją te totalitarne, zbrodnicze sukinsyny, aby dać upust swej żądzy mordu. Tak więc podsumowując ten temat - gdyby 1 września - Niemcy, a 17 września - Sowieci (Rosjanie) nie weszli do Polski, nigdy by na tych ziemiach nie powstały żadne obozy koncentracyjne, obozy zagłady, nie doszłoby do mordów niewinnych ludzi i potwornych zupełnie odhumanizowanych rzezi. To właśnie Polska spajała te ludy - gdy Jej zabrakło, gdy zabrakło państwa - niemieckie, ukraińskie i rosyjskie demony w ludzkich skórach z ich idiotycznymi ideologiami - nazizmem, komunizmem, nacjonalizmem banderowskim, połączonymi (jak w przypadku Ukraińców) również z religią prawosławną, dały upust swym morderczym instynktom.


A oto niektóre przykłady jakie stosowali zbrodniarze banderowscy na bezbronnej ludności Wołynia i Galicji wschodniej (były takie wioski, gdzie każdego mieszkańca zabijano w zupełnie inny sposób):


1. Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki głowy.

2. Zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie).

3. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy.

4. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czoło.

5. Wyrzynanie na czole "orła".

6. Wbijanie bagnetu w skroń głowy.

7. Wyłupywanie jednego oka.

8. Wyłupywanie obu oczu.

9. Obcinanie nosa.

10. Obcinanie jednego ucha

11. Obrzynanie obydwu uszu.

12. Przebijanie zaostrzonym grubym drutem ucha na wylot drugiego ucha.

13. Obrzynanie warg.

14. Obcinanie języka.

15. Pieczenie żywcem w piecu chlebowym.

16. Podrzynanie gardła i wyciąganie przez otwór języka na zewnątrz.

17. Podrzynanie gardła i wkładanie do otworu szmaty.

18. Wybijanie zębów.

19. Łamanie szczęki.

20. Rozrywanie ust od ucha do ucha.

21. Kneblowanie ust pakułami przy transporcie jeszcze żywych ofiar.

22. Podcinanie szyi nożem lub sierpem.

23. Zadawanie ciosu siekierą w szyję.

24. Pionowe rozrąbywanie siekierą głowy.

25. Skręcanie głowy do tyłu.

26. Robienie miazgi z głowy przez wkładanie głowy w ściski zaciskane śrubą.

27. Obcinanie głowy sierpem.

28. Obcinanie głowy kosą

(...)

65. Łamanie kości rąk w kilku miejscach tępym narzędziem.

66. Łamanie kości nóg w kilku miejscach tępym narzędziem .

67. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską, obłożonego z dwóch stron deskami.

68. Przecinanie tułowia na wpół specjalną piłą drewnianą.

69. Obcinanie piłą obu nóg.

70. Posypywanie związanych nóg rozżarzonym węglem.

71. Przebijanie gwoździami rąk do stołu, a stóp do podłogi.

72. Przybijanie w kościele na krzyżu rąk i nóg gwoździami.

73. Zadawanie ciosów siekierą w tył głowy, ofiarom ułożonym uprzednio twarzą do podłogi.

74. Zadawanie ciosów siekierą na całym tułowiu.

75. Rąbanie siekierą tułowia na części.

76. Łamanie na żywo kości nóg i rąk w tzw. kieracie.

77. Przybijanie nożem do stołu języczka małego dziecka, które później wisiało na nim.

78. Krajanie dziecka nożem na kawałki i rozrzucanie ich wokół.

79. Rozpruwanie brzuszka dzieciom.

80. Przybijanie bagnetem małego dziecka do stołu.

81. Wieszanie dziecka płci męskiej za genitalia na klamce drzwi.

82. Łamanie stawów nóg dziecka.

83. Łamanie stawów rąk dziecka.

84. Zaduszenie dziecka przez narzucenie na nie różnych szmat.

85. Wrzucanie do głębinowych studni małych dzieci żywcem.

86. Wrzucanie dziecka w płomienie ognia palącego się budynku.

87. Rozbijanie główki niemowlęcia przez wzięcie go za nóżki i uderzenie o ścianę lub piec.

88. Powieszenie za nogi zakonnika pod amboną w kościele.

89. Wbijanie dziecka na pal. 

90. Powieszenie na drzewiach kobiety do góry nogami i znęcanie się nad nią poprzez odcięcie piersi i języka, rozcięcie brzucha i wybieranie oczu oraz odcinanie nożami kawałków ciała.

91. Przybijanie gwoździami małego dziecka do drzwi.

92. Wieszanie na drzewie głową do góry.

93. Wieszanie na drzewie nogami do góry.

94. Wieszanie na drzewie nogami do góry i osmalanie głowy od dołu ogniem zapalonego pod głową ogniska.

95. Zrzucanie w dół ze skały.

96. Topienie w rzece.

97. Topienie poprzez wrzucenie do głębinowej studni.

98. Topienie w studni i narzucanie na ofiarę kamieni.

99. Zadźganie widłami, a potem pieczenie kawałków ciała na ognisku.

100. Wrzucenie dorosłego w płomienie ogniska na polanie leśnej, wokół którego ukraińskie dziewczęta śpiewały i tańczyły przy dźwiękach harmonii.

101. Wrzucanie do klozetowego szamba żywych ofiar oraz bicie żelaznym narzędziem po głowie i ciskanie ich w głąb tego szamba.

102. Podwieszanie pod pachy na drzewie w lesie i palenie pod ofiarą gałęzi i chrustu.

103. Wiązanie rąk drutem i zadawanie na całym ciele ran kutych.

104. Oskalpowanie - ściągnięcie skóry z głowy i twarzy - wraz z wybraniem oczu, obcięciem uszu, przecięciem krtani i wyciągnięciem przez nią języka.

105. Obcięcie genitaliów, wydłubanie oczu i skucie całego ciała cienkimi igłami.

106. Porąbanie ośmiomiesięcznego dziecka na cztery części.

107. Rozbieranie do naga, związywanie ofiary drutem kolczastym i wpychanie do przerębli pod lód rzeki.

108. Przybicie bagnetem do stołu kilkumiesięcznego dziecka i włożenie mu do ust kawałka niedojedzonego kiszonego ogórka.

109. Duszenie sznurem zakładanym na szyję i zabijanie ciosem noża w serce.

110. Wyrywanie księżom wyznania rzymsko-katolickiego pulsujących serc z piersi, a niekiedy prezentowanie ich widzom i odliczanie na zegarku czasu trwania agonii.

111. Duszenie drutem kolczastym.

112. Wypruwanie dzieciom wnętrzności i rozwieszanie jelit na ścianie w jakiś nieregularny sposób wraz z kartką wiszącą na gwoździu z napisem w ukraińskim języku: "Polska od morzu do morza!".

113. Przybijanie dzieci do ściany z rozkrzyżowanymi rękami.

114. Wyłamywanie dzieciom stawów rąk i nóg i przybicie martwego dziecka do stołu - na oczach dorosłych osób.

115. Pozbawienie życia dwudziestoma dwoma i więcej ciosami noża.

116. Przymocowanie tułowia do oparcia i rzucanie w nie nożami.

117. Wiązanie - skuwanie rąk drutem kolczastym.

118. Zadawanie śmiertelnych uderzeń łopatą.

119. Przybijanie rąk do progu mieszkania.

120. Przebijanie kołami dzieci na wylot.

121. Wleczenie ciała po ziemi za nogi związane sznurem.

122. Przybijanie małych dzieci dookoła grubego, przydrożnego drzewa, tworząc w ten sposób tzw. "wianuszki".


Niedobrze się robi gdy się to czyta, ale to nie jest scenariusz tortur do jakiegoś filmowego horroru, tylko rzeczywistość jakiej doświadczali Polacy, Żydzi, Ukraińcy i inne narody, które zasiedlały tereny Wołynia i Podola w 1943 i 1944 r. Wówczas to Ukraińcy dopuścili się tych strasznych, nieludzkich zbrodni.



A TERAZ ZAPRASZAM DO LEKTURY WSPOMNIEŃ OSÓB, KTÓRE MIAŁY NIESZCZĘŚCIE DOŚWIADCZYĆ TEGO PIEKŁA


JERZY KRASOWSKI

"W pierwszym zabudowaniu znaleźliśmy wstrząsający widok. Wbitego na ostry słup przy furtce kilkuletniego chłopca. Na parkanie był napis: "Litak Sikorskoho" ("Samolot Sikorskiego"). Przed progiem domu leżały trupy mężczyzn i dwóch kobiet okrutnie porąbanych siekierą"


 MARIANNA SOROKA

"Trójka moich dzieci: Stanisława, Janek i Leon, została zabita przez Ukraińców morderców. Ja zaś ze swoim najmłodszym synkiem na ręku wybiegłam ze stodoły. Biegłam, biegłam. Usłyszałam huk i w tym samym czasie okropny krzyk mojego dziecka Józia. Upadłam, trzymając dzieciaka na ręku. Poczułam ból w ramieniu lewej ręki. Krew sączyła się z rany. Kula dum-dum przeszyła mięsień i kość ramienia lewej ręki. Nie zdawałam sobie sprawy, czy mój syn Józio żyje, czy też nie. Byłam bardzo osłabiona z upływu krwi. Nie pamiętam, ile trwało to omdlenie. Wkrótce poczułam pragnienie, więc zaczęłam się czołgać. Na moje szczęście pojawił się cudem ocalały brat mojego męża Aleksander Soroka. On to przyniósł mi wody, którą ugasiłam pragnienie. Postanowiłam dowlec się do swojego domu, by tam umrzeć. Cóż mi pozostało. Ci, których kochałam najbardziej, odeszli na zawsze. Chciałam się z nimi połączyć tam, na drugim Świecie, u pana Boga..."


WINCENTY ROMANOWSKI

"W jednej z wiosek w pobliżu Deraźnego po pogromie znaleziono w chacie małe dziecko z wyprutymi wnętrznościami. Jelita były rozpięte na ścianie w jakiś nieregularny sposób, a na jednym z gwoździ wisiała kartka z napisem: "Polska od morza do morza


IRENA GAJOWCZYK

"Kilku banderowców podbiegło do mojej mamy i jeden z nich uderzył ją w głowę siekierą. Mama upadła i wypuściła z rąk brata Tadzia, a ja z przerażeniem krzyczałam. Mama czołgając się, przygarnęła do siebie płaczącego i zakrwawionego Tadzia, dała mu pierś. Po niedługiej chwili ponownie podbiegli banderowcy do mojej mamy i podcięli jej gardło. Jeszcze żyła, kiedy zdarli z niej szaty i poodcinali jej piersi. Mama i Tadzio bardzo się męczyli. Mama z bólu powyrywała sobie długie włosy z głowy, była strasznie zmieniona, bałam się jej. Pobiegłam do tatusia i widziałam, jak bardzo go bili. Widziałam, jak naszej sąsiadce, Wasylkowskiej, odrąbywali na pieńku głowę. Mój krzyk był tak przerażający, że jeden z banderowców podbiegł do mnie i z rozmachem wbił mi nóż troszeczkę poniżej gardła, a ja dalej krzyczałam i ze strachu nie mogłam się ruszyć z miejsca. Banderowcy krzyczeli po imieniu do ojca, a ojciec też po imieniu błagał Iwana, bo ciągle przychodził do naszego tatusia jako przyjaciel. Kiedy po raz drugi mnie ujrzeli, postanowili skończyć ze mną, raniąc prawą dłoń nożem i przebijając na wylot, a lewą rękę raniąc przed łokciem dwa razy. Upadłam. Jeden z banderowców chwycił mnie za skórę na plecach, tak jak się łapie kota, i tyle, ile miał skóry w garści, odciął nożem. Potem jeszcze dwa razy ugodził nożem w łopatki i wrzucił mnie w ogromny kopiec mrówek. Chyba straciłam przytomność i jak się ocknęłam, bardzo byłam obolała, a mrówki tak mnie pogryzły, że byłam bardzo spuchnięta. Odrąbana i leżąca obok głowa sąsiadki była cała pokryta mrówkami"


LEOKADIA SKOWROŃSKA

"W 1943 r. (miałam wówczas dziesięć lat) nasza wieś Aleksandrówka boleśnie doświadczyła kilku napadów rezunów ukraińskich wywodzących się z naszych i sąsiednich wiosek. Najtragiczniejszy z nich miał miejsce 15 lipca około godz. 9 wieczorem. Bandyci - uzbrojeni w widły, siekiery, maczugi, noże oraz broń palną, okrążyli naszą wioskę i zaczęli spędzać ludzi w jedno miejsce. Rozbiegliśmy się w różne strony. Gdy dobiegłam do pszenicznego zagonu, padł strzał i poczułam straszny ból w nodze. Karabinowa kula przeszła przez stopę. Porażona postrzałem upadłam i zaczęłam się czołgać przez zboże do najbliższej wysokiej miedzy, pod którą wygrzebałam jamę i w niej przeleżałam do świtu. Do poranka słychać było odgłosy strzelaniny i przerażające krzyki męczonych i mordowanych ludzi. Noga coraz gorzej bolała. Byłam bliska omdlenia. Po tygodniu, w niedzielę czy poniedziałek - nie pamiętam dokładnie - usłyszałam we wsi jakieś odgłosy. Po chwili rozpoznałam głos Ukrainki - Ulany Sidor, naszej sąsiadki, z którą rodzice moi dobrze żyli, a ja nawet nazywałam ją "ciocią". Głodna i obolała odważyłam się pójść do niej, ale nie mogłam stanąć na zranioną nogę, która mocno spuchła i bardzo mnie bolała. Z trudem doczołgałam się na pobliskie podwórze, na którym była owa "ciocia", i ze łzami w oczach zaczęłam ją prosić o kawałek chleba. Ona groźnie popatrzyła na mnie i z nienawiścią w oczach na cały głos wyrzuciła z siebie: "Ty polska mordo, jeszcze żyjesz?!". Następnie chwyciła za stojącą przy ścianie motykę. Ze strachu nie czułam bólu okaleczonej nogi, tylko poderwałam się i zaczęłam uciekać. Mściwa Ukrainka, goniąc za mną, zgubiła mój ślad. Chyba myślała, że uciekłam na drogę, a ja, klucząc między zabudowaniami, powróciłam do swojej kryjówki w zbożu pod miedzą. Noga bardzo spuchła i tak bolała, że nie mogłam się ruszyć. Pod opuchlizną w ogóle nie było widać stopy. Żywiłam się tylko ziarnami zboża i - stale się modląc tak, jak nauczyła mnie mama - coraz częściej myślałam o śmierci"


ZOFIA ARASZEWICZ

"Przy jednym z trupów kobiet siedziało dwoje małych dzieci, które rozpaczliwie wołały: "Mamo, mamo! Obudź się! Jesteśmy głodne! Chodź z nami do domu"


GRACJAN ADAMOWICZ

"Zauważył mnie jeden z banderowców i z bliska strzelił do mnie, ale chybił. Dalsze strzały też nie były celne, udało mi się uciec. Ojciec i brat również uciekali z domu. Brat został zastrzelony. Banderowiec na koniu dogonił ojca i zamordował go. Mama stała w sieni z małym dzieckiem na ręku. Banderowcy strzelali przez zamknięte drzwi. Jedna z kul trafiła dziecko w pierś i mamę w rękę. Mama wyskoczyła przez okno, położyła martwe dziecko na ziemi i wczołgała się w krzaki róży obok domu. Banderowcy po wyłamaniu drzwi splądrowali mieszkanie i podpalili zabudowania. Gdy dach się zawalił, zgliszcza opadły aż do róż, tak że mama została dotkliwie poparzona. Tak dopełniła się tragedia naszej rodziny"


ALFREDA MAGDZIAK

"Tata mówił do banderowca: "Panowie, co złego wam zrobiliśmy? Czego od nas chcecie?". Banderowiec uderzył ojca kolbą i obrzucił wyzwiskami. Chwilę później usłyszałam przeraźliwy bełkot naszego sąsiada - niemego. Ożenił się i miał normalne, ładne dzieci. Bili ich pałami, słyszałam głośne uderzenia. Chyba czymś kłuli, bo ofiary krzyczały przeraźliwie. Za chwilę zaczęli bić Irkę i Paulinkę. Coś im robili okrutnego, bo rozległ się pisk okrutny. Ojca zaczęli mordować chwilę później. Słyszałam jego głuchy krzyk, jęki, rzężenie i odgłosy uderzeń pośród pokrzykiwań i śmiechu. Zatkałam uszy. Po chwili spojrzałam przez szparę w płocie, zauważyłam kogoś leżącego, zakrwawionego. To na pewno był mężczyzna. Może ojciec? Szeptałam bez przerwy: "Boże ocal, zakryj przed ich wzrokiem. Matko Boska, ratuj". Krzyki ucichły. Słychać było tylko głosy Ukraińców - rozmawiali, śmiali się, kopali na podwórzu dół dla pomordowanych. W pewnej chwili powietrze przeszył przeraźliwy krzyk kobiety: "Jezus Maria, dziecko!". To był głos mojej starszej siostry. Miała półroczną córeczkę. Po krzyku rozległy się strzały i pisk dziecka. Potem już była cisza"


MICHAŁ WOJCZYSZYN

"Nad ranem znalazłem na podwórzu zwłoki mojego ojca. Leżał w pobliżu pnia służącego do rąbania drewna i miał poderżnięte gardło. Matkę znalazłem w mieszkaniu. Miała ślady kilku uderzeń młotkiem w głowę, a na gardle ranę kłutą bagnetem na wylot. Siostra Helena otrzymała głęboki cios siekierą w głowę, tak że morderca pozostawił w niej siekierę. Najmłodszy z braci, Edzio - lat 2 - leżał cały we krwi z roztrzaskaną główką i wbitym nożem w piersi. Obok leżał 16-letni brat Bronek. To jego głos, błagający o litość, słyszałem w nocy najdłużej. Kiedy go oglądałem, sprawiał wrażenie bryły zmasakrowanego mięsa. Nogi i ręce miał połamane. To nad nim mordercy znęcali się najdłużej


JADWIGA KRAJEWSKA

"Podczas "Gloria" padły pierwsze strzały do księdza Bolesława Szawłowskiego i do wiernych. W kościele byłam z siostrą. Jak usłyszałam, że mordercy chodzą po kościele i mówią: "O toj jeszcze żywyj", to szybko złapałam jakąś czapkę umoczoną w ciepłej, lepkiej krwi i potarłam nią twarz sobie i siostrze, udawałyśmy zabitych. Dym bardzo dusił, zatem ludzie usiłowali uciekać z kościoła. Ukraińcy krzyczeli: "Wychadi chto żywyj", a wychodzących zabijali w drzwiach. Usiłowano kościół wysadzić w powietrze, ale poczuliśmy tylko okropny wstrząs i wszystko ucichło"


ZYGMUNT MAGUZA

"Dziadek zawsze mnie uspokajał. Mówił: "Ja już starszy jestem, babcia też, a Weronika to 11-letnie dziecko. Więc nas chyba nie zabiją. Bo po co mieliby to robić?"... Na podłodze w kuchni leżał trup babci i porąbane zwłoki małej Weroniki. Dziadek leżał w pokoju. Wszystko było we krwi. Z relacji sąsiadów udało nam się odtworzyć przebieg bestialskiego mordu. Bandyci kazali dziadkowi położyć się na podłodze sypialni i tu go zatłukli. Ich córka wyskoczyła przez okno i zaczęła uciekać. Ukrainiec strzelił jej w nogę. Wtedy upadła. Ukrainiec podbiegł do niej i za nogę przyciągnął do domu dziadków. Rzucili ją na ciało babci, czyli jej mamy, i zarąbali siekierą. Ona strasznie krzyczała: "Nie zabijajcie!". Mordowali ich uderzeniami w plecy, rąbiąc na kawałki. Dziadkowi oprawca obuchem siekiery wbił dosłownie głowę do płuc. Kiedy obróciliśmy dziadka na plecy, by wynieść na podwórko, żeby pochować, i wziąłem go pod pachy, to mózg dziadka z krwią chlusnął mi na pierś. Było gorąco i krew nie zastygała. Coś jej jeszcze w dziadku zostało, mimo że cała podłoga w pokoju była nią zalana, a do ściany były przylepione kawałki kości i mózgu, które rozprysły się we wszystkie strony, gdy bandyta walił w głowę siekierą


HENRYK KLOC

"Zostało nas już tylko około 100 osób: kobiet, dzieci, starców. Do stojących przy drzwiach uzbrojonych morderców podeszła jedna z kobiet - matka trojga dzieci - i zwróciła się do nich z prośbą: "Patrzcie, została nas mała garstka, pozwólcie nam żyć. Spójrzcie na te dzieci, one są niewinne, ich oczy błagają o litość, miejcie więc litość dla nich". Wtedy jeden z oprawców powiedział - oczywiście po chachłacku - (w przybliżeniu): "Wy, Polacy. My was wszystkich wyrżniemy, a wasze domy spalimy. Nic po was nie zostanie". W odpowiedzi na te okrutne słowa ta kobieta rzuciła w twarz oprawcom przekleństwa: "Bądźcie przeklęci po wszystkie czasy. Niechaj krew naszych niewinnych dzieci spadnie na was, na wasze dzieci, wnuki i prawnuki". Mordercy zrezygnowali z mordowania pojedynczo każdej osoby z osobna i postanowili załatwić to zbiorowo. Do izb lekcyjnych, w których byliśmy zgromadzeni, zaczęto wrzucać granaty i strzelać z pistoletów maszynowych. Już pierwsze strzały i wybuchy granatów zabiły część osób, innych poraniły. Znaleźliśmy się jak gdyby w kręgu piekielnych czeluści: jęk rannych, płacz dzieci, rozdzierający krzyk matek, huk strzałów, wreszcie dym. Zbrodniarze spod znaku tryzuba podpalili budynek szkolny. W upalny sierpniowy dzień płonął jak pochodnia; ci jeszcze żywi znaleźli się w pułapce bez wyjścia skazani na śmierć w płomieniach. Nie sposób wyrazić słowami grozy tej sytuacji, język jest tu zbyt ubogi. Mnie śmierć jakoś omijała. Leżałem na podłodze rozpłaszczony do granic możliwości. Obok leżała sąsiadka Bohniaczka. Rozległ się kolejny huk. Granat ją rozszarpał. Jej krew i poszarpane ciało chlusnęło na mnie. Byłem w szoku, podczołgałem się do mojej siostry Ani. Potrąciłem ją. Już nie żyła. Kula u wylotu z czaszki wyrwała duży otwór. Otępiałem, straciłem poczucie rzeczywistości. Podniosłem głowę i ujrzałem leżącą i krwawiącą matkę. Jeszcze żyła. Jeszcze raz przytuliłem się do matki. Była przytomna, ofiarowała mnie Bogu i Najświętszej Marii Pannie, bo tylko cud boski mógł mnie wyprowadzić z tych piekielnych czeluści. Mama nie mogła się poruszać, granat rozszarpał jej stopy, krwawiła, spłonęła żywcem. Nie pamiętam, jak znalazłem się w drugiej izbie lekcyjnej. Na podłodze strzępy ludzkich ciał i dużo, bardzo dużo krwi. Nie miałem już nikogo z najbliższych. Zapragnąłem też umrzeć, zacząłem krztusić się dymem, pomyślałem: "Nałykam się dymu, uduszę i będzie koniec". Ale gdzie tam, zakrztusiłem się raz i drugi, i nic. A tymczasem zaczął płonąć strop budynku, zrobiło się ogromnie gorąco. Przeraziłem się tego ognia, lada chwila ten płonący strop mógł runąć na mnie. W ostatniej chwili wyskoczyłem przez okno. Rozległ się strzał, upadłem, poczułem silny ból, czoło zaczęło krwawić. Żar bijący od płonącego budynku zmuszał mnie do odczołgiwania się od niego. Leżałem w ogrodzie szkolnym pełnym trupów i rannych. Ciężko ranni błagali oprawców, by ich dobili. Ukraińcy z ogromną pasją pastwili się nad rannymi, kiedy na to patrzyłem, chciałem wstać i krzyczeć. Strach przykuł mnie do ziemi, bałem się już nie śmierci, lecz tych męczarni, jakie oni rannym zadawali. Byłem cały umazany krwią cudzą i własną. Trzykrotnie przewracali mnie i kopali, ale nie zorientowali się, że jeszcze żyję. Obok mnie leżała kobieta - Maria Jesionek, matka trojga dzieci, dwóch synów, jeden ośmio-, drugi pięcioletni i niemowlę ośmiomiesięczne. Ona też wyskoczyła z płonącego budynku wraz z dziećmi tuż przede mną. Morderca ugodził ją kulą, leżała martwa na swym uduszonym niemowlęciu. Jej ośmioletni syn został też zastrzelony, ten zaś pięcioletni siedział tuż przy martwej matce, szarpał ją i wołał: "Mamo, wstawaj! Chodźmy do domu". Płakał. Podbiegł do niego Ukrainiec, przyłożył lufę karabinu do głowy i strzelił. Dzieciak przewrócił się na plecy matki, a przywarłszy do jej pleców swoje plecy, wyciągnął ręce do góry jak w modlitwie"     


WŁADYSŁAW TOŁYSZ

"Widziałem zamordowanego swego kolegę, a jednocześnie wspaniałego ucznia. Nazywał się Prończuk. Gdy banderowcy zamordowali jego matkę, rzucił się jej na pomoc. Oprawcy odrąbali mu ręce i nogi, i położyli na taborecie. Umarł z upływu krwi"


ADAM KOWNACKI

"Na Wielkanoc do Hermanówki na rezurekcję poszło 20 chłopaków. Żaden z nich nie wrócił. Wszyscy zostali pomordowani i to w okrutny sposób. Najstarszy z nich miał tylko głowę przekręconą w drugą stronę. Młodszych Ukraińcy męczyli w bardziej wyrafinowany sposób. Mieli obcięte języki, genitalia, obdzierano ich ze skóry. Byliśmy tym wstrząśnięci"



UWAGA!
A NA ZAKOŃCZENIE DRASTYCZNE ZDJĘCIA POMORDOWANYCH MIESZKAŃCÓW POLSKICH KRESÓW WSCHODNICH
(Tylko dla ludzi o bardzo mocnych nerwach)











28 maja 2026

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. VIII

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. VIII



 Wiosna roku 1923, to był czas coraz intensywniej projektowanej nowej rewolucji i nowej wojny polsko-sowieckiej. Biuro Polityczne Komitetu Centralnego Partii bolszewickiej planowało w tym roku wybuch rewolucji komunistycznej w Niemczech, a co za tym idzie wsparcie tej rewolucji - czyli atak na Polskę. W tym celu potrzebna była Rosji sowieckiej destabilizacja (szczególnie) wschodnich regionów państwa polskiego. Organizowano więc specjalne grupy bojowe, które miały przenikać na terytorium Polski i prowadzić tam akcje dywersyjne. Do aktywniejszych z nich należały grupy dowodzone przez Stanisława Aleksiejewicza Waupszasowa (Wajpszaca) i Kiryła Prokifijewicza Orłowskiego. Celem tych akcji sabotażowych (a raczej terrorystycznych) miało być przygotowanie gruntu pod wystąpienia powstańcze, gdyż w planach Moskwy było wywołanie ogólnonarodowego powstania Białorusinów, Żydów, Litwinów i Ukraińców przeciwko państwu polskiemu. Cel minimum owych akcji zakładał ostatecznie przyłączenie wschodnich ziem Rzeczpospolitej do Związku Sowieckiego (czyli Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi), natomiast cel maksimum zakładał przeniesienie wystąpień rewolucyjnych na teren całej Polski i ostateczne wciągnięcie nas w orbitę wpływów sowieckich. Takie były założenia, teraz pozostawało tylko wprowadzić je w czyn.

Z początkiem maja "Ilustrowany Kurier Codzienny" donosił: "Rosya, Niemcy, Litwa i Czechy spiskują przeciwko Polsce (...) musimy zgodni i zjednoczeni stać z bronią u nogi". Wkrótce gazety zaczęły krzyczeć takimi oto nagłówkami: "Agenci komunistyczni w Krakowie", "Bandy znów uderzyły pod Lwowem", "Niemiecka prowokacja na Śląsku". W atmosferze tej niepewności i niestabilności (szczególnie na Wschodzie) zaczęły pojawiać się w Sejmie propozycje stworzenia siły, mającej zabezpieczyć wschodnie granice Rzeczpospolitej - choć na razie były one jeszcze w powijakach. Natomiast wielu posłów wygłaszało dosyć ostre przemowy sejmowe, jak choćby poseł ludowców - Jan Brodacki, który perorował: "Pienią się w bezsilnej złości Niemcy - wtórują im bolszewicy, Ukraińcy i Białorusini, chcą zagarnąć owe wyspy ziemi polskiej na wschodzie, a Polaków tam z dawien dawna osiadłych wygnać precz za Bug i za San. Żydzi podnieśli wrzask na cały świat, że Polacy śmią głośno oddychać i kichnąć się u siebie nie wstydzą. Różne krety i turkucie podjadki żyją na tej naszej polskiej grzędzie, mimo że mamy wolną i niepodległą Polskę, Polski nie przybywa, ale wciąż ubywa, zalewa ją fala obca, podmywa i podrywa brzegi". Poseł ksiądz Kazimierz Lutosławski wprowadził również pod obrady Sejmu projekt ustawy, wprowadzającej numerus clausus na wyższych uczelniach polskich, zakładający ograniczenie liczby studentów obcego pochodzenia (historia lubi się powtarzać 😉). Projekt ten został zaakceptowany i dobrze przyjęty w zachodnich regionach Polski, ale 21 kwietnia 1923 r. podczas komisji oświatowej odrzuciły go uczelnie Warszawy, Krakowa i Wilna. Twierdzono bowiem, że nadreprezentacja studentów (głównie) pochodzenia żydowskiego bierze się stąd, że Żydzi mają lepsze "materyalne uposażenie". Należy więc zorganizować pomoc dla dzieci robotników, chłopów i inteligencji pracującej, aby im umożliwić naukę na wyższych uczelniach, natomiast nie wprowadzać ograniczeń w liczbie studentów, bo to niczemu nie służy. Ksiądz Lutosławski nie był zadowolony z tego typu wyjaśnień i stwierdził że odrzucenie jego projektu ustawy przez wschodnie uczelnie, wzięło się właśnie z nadreprezentacji tam żywiołu niepolskiego.

Tego samego 21 kwietnia 1923 r. w godzinach wieczornych, ogromny huk zbudził mieszkańców kamienicy przy ulicy Studenckiej w Krakowie. Bomba wybuchła w bramie budynku należącego do profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego Władysława Natansona (pochodzenia żydowskiego). Tego naukowca specjalizującego się w optyce, teorii kinetycznej gazów i teorii elektronów oraz promieniowania, natomiast zupełnie nie interesowały go walki polityczne. W zasadzie można powiedzieć że nie popierał on żadnej ze stron politycznego sporu, skupiając się głównie na nauce. Bomba zaś zniszczyła elewację, cokół kamienny i potężne dębowe drzwi. Nikt co prawda nie zginął, ale wokół mnóstwo było szkła z powybijanych szyb z sąsiednich kamienic (gdyż wybuch bomby zniszczył szyby nawet w filii pobliskiego urzędu pocztowego). Natansona ocaliły drugie żelazne drzwi bramy, które znajdowały się w wewnętrznej sieni budynku. Zaalarmowany wybuchem (i mieszkający w sąsiedniej kamienicy) prezydent miasta Krakowa - Jan Kanty Fedorowicz, natychmiast pośpieszył z pomocą. Wcześniej zaś próbował powiadomić komendanta miejskiej policji, ale ten nie odbierał telefonu. W ogóle policja bardzo opieszale zbierała się do przybycia na miejsce zdarzenia (miejsca tego przez dłuższy czas pilnowało tylko dwóch stójkowych). Ostatecznie sprawcy nie odnaleziono, ale stworzyło to też okazję do snucia podejrzeń na temat przyczyn owego zamachu. W krakowskich kawiarniach (przy małej czarnej, albo czymś mocniejszym) opowiadano sobie różne niestworzone historie. Twierdzono że zamachu dokonali żydowscy faszyści, gdyż profesor Natanson miał popierać wprowadzenie numerus clausus. Inni twierdzili że to byli polscy faszyści, gdyż profesor nie popierał wprowadzenia numerus clausus (i jedni i drudzy mieli rację, gdyż prof. Władysław Natanson nigdy nie wypowiadał się w tym temacie, co znów dawało okazję do snucia najróżniejszych podejrzeń). Twierdzono też że celem miał być sam prezydent miasta, a zamachu dokonać mieli jego polityczni przeciwnicy (bomba była bowiem całkiem widoczna, zamachowiec nie pokusił się nawet o ukrycie jej lub owinięcie w cokolwiek). Twierdzono też że była to zemsta mieszkańców miasta, gdyż prezydent zamiast polewać ulicę wodą, to kazał je skraplać jakimś specyfikiem, który miał niezbyt przyjemną woń. Najróżniejszym spiskowym teoriom nie było końca (najbardziej zabawną teorią spiskową była ta, iż zamachu dokonali szklarze, bowiem w wyniku wybuchu mieli pełne ręce roboty). Wkrótce miało się okazać, że nie była to ostatnia bomba która wybuchła w grodzie Kraka. 

27 kwietnia Sejm uchwalił ustawę o Trybunale Stanu, powołując tę instytucję do polskiego porządku prawno-publicznego.

2 maja 1923 r. do Polski przybył marszałek Francji - Ferdynand Foch. Prasa oczywiście rozpisywała się jakiego to Polska ma sojusznika na Zachodzie, gdyż przyjazd tego bohatera Francji, jednego z symboli zwycięstwa Ententy w I Wojnie Światowej, był doniosłym wydarzeniem. Należy jednak pamiętać że Foch nie był zwolennikiem podpisanej 19 lutego 1921 r. w Paryżu polsko-francuskiej umowy sojuszniczej, która miała na celu udzielenie sobie wzajemnej pomocy w sytuacji agresji Niemiec na jedno z tych dwóch państw. Ferdynand Foch twierdził bowiem że pakt ów związuje ręce Francji i nie służy jej interesom, ale gdy sytuacja Francji zaczęła się pogarszać, gdy konflikt niemiecko-francuski potężniał w Zagłębiu Ruhry, sojusz ten mógł się przydać i dlatego rząd francuski zlecił Foch'owi misję wyjazdu do Polski w celu przestawienia polskich planów obronnych z Rosji sowieckiej na Niemcy. Foch spotkał się oczywiście z szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego Marszałkiem Józefem Piłsudskim i starał się go namówić na przyjęcie francuskiego planu obronnego z roku 1918, polegającego na wojnie pozycyjnej z Niemcami. Piłsudski stwierdził iż nie wierzy że Niemcy w ciągu kolejnych lat mogą stanowić realne zagrożenie dla Polski czy Francji, natomiast Rosja sowiecka takie zagrożenie bezwzględnie stwarza. Dodał również że francuski plan wojny pozycyjnej nie może być zastosowany na wielkich obszarach polskiego Wschodu, gdzie może być prowadzona jedynie wojna szybka, manewrowa. Ostatecznie więc uzgodniono jedynie podstawy na wypadek ewentualnej wojny z Niemcami i koordynacji wspólnych wysiłków wojennych. Poza tym Ferdynand Foch został też mianowany marszałkiem Polski i 4 maja wrócił do swojego kraju.

6 maja o godzinie 21:30 wybuchła w Krakowie druga bomba. Eksplozja nastąpiła na krakowskim Kazimierzu, w hotelu należącym do Abraham Majer Keller, na drugim piętrze, przed pokojem w którym wówczas nikt nie przebywał. Na pierwszym zaś piętrze znajdował się lokal wynajmowany przez socjalistyczny Bund - czyli organizację żydowską nawołującą do nie asymilowania się Żydów z polską kulturą i podkreślania na każdym kroku swej odrębności. Nie wiadomo dlaczego ktoś podłożył ładunek wybuchowy pod drzwi pokoju w którym nikt nie przebywał, a nie umieścił go na pierwszym piętrze, pod drzwiami lokalu zajmowanego przez członków Bundu. W każdym razie i w tym ataku nikt nie zginął, natomiast policja prowadząc śledztwo, zrobiła dokładną rewizję w owym hotelu i znaleziono tam najróżniejsze broszury komunistyczne, oraz inne treści o charakterze antypaństwowym. Kilka osób zostało aresztowanych.

17 maja podpisano w Warszawie porozumienie polityczne pomiędzy przedstawicielami Polskiego Stronnictwa Ludowego "Piast", Związku Ludowo-Narodowego i Chrześcijańskiej Demokracji, powołującego większość sejmową złożoną z partii prawicowych (rozmowy w tej sprawie toczyły się od lutego 1923 r. w pałacyku w Lanckoronie, stąd też pakt ów nazwano lanckorońskim). Pakt owych partii przewidywał iż samorząd powinien odzwierciedlać narodowy charakter kraju, a rząd tworzyć winni jedynie Polacy. Poza tym zakładano wzmocnienie polonizacji Kresów Wschodnich, zwiększenie roli Kościoła w państwie, wprowadzenie rozdziału liczby miejsc w szkolnictwie według stosunku ludności w państwie i przyśpieszenie parcelacji majątków rolnych.

Dwa dni wcześniej, bowiem 15 maja w Krakowie doszło do wybuchu trzeciej bomby. Tym razem celem ataku była redakcja "Nowego Dziennika" (polskojęzycznej gazety żydowskiej). Co prawda lokal został zdemolowany w wyniku wybuchu, ale i tym razem nikt nie zginął, gdyż pracownicy redakcji wyszli z budynku na kilka minut przed wybuchem owej bomby. Nie wiadomo co miały znaczyć owe ataki? Wygląda jednak na to, że temu, który ich dokonywał, nie zależało na ofiarach śmiertelnych, a jedynie na demonstracji lub zastraszeniu. W każdym razie wybuch trzeciej bomby w Krakowie mocno przeraził mieszkańców. 18 maja z Warszawy przybyło do Krakowa dwóch oficerów śledczych, którzy mieli wesprzeć miejscową policję w prowadzeniu dochodzenia w sprawie wykrycia sprawców owych ataków. Minister spraw wewnętrznych obiecał 3 miliony marek polskich za pomoc w ujęciu sprawców (potem podniósł tę kwotę do 5 milionów). Niewiele to jednak dało, choć aresztowano czterech działaczy Młodzieży Wszechpolskiej, ale z braku dowodów musiano ich wypuścić. Ostatecznie policja nie znalazła sprawcy owych wybuchów.

19 maja bomba wybuchła tym razem w Łodzi, w zakładzie wyrobów masarskich przy ulicy Głównej 26 (dziś aleja Józefa Piłsudskiego). Wybuch nastąpił również w nocy, po zamknięciu zakładu i również w tym przypadku nikt nie zginął - chociaż lokal został poważnie zniszczony. W tym przypadku także nie wiadomo co było celem zamachowców i jaki mieli w tym swój interes. Bez wątpienia jednak jak dotąd ofiar śmiertelnych nie było.

Ostatecznie zamachowcy uderzyli w samej Warszawie, gdzie 23 maja o 20:40 w lokalu "Kurjera Polskiego" i "Rzeczpospolitej" przy ul. Szpitalnej 12 wybuchła kolejna bomba. Po raz kolejny lokale zostały zniszczone, szyby w całym budynku i okolicznych domach wypadły, ale ofiar śmiertelnych ponownie nie było. Zastanawiano się dlaczego tym razem zamachowcy uderzyli w gazety, które reprezentowały prawicowo-narodowy światopogląd. Potem się okazało że była jeszcze jedna bomba, podłożona przy ul. Zgody 5, w lokalu "Gazety Warszawskiej" i "Głosu Porannego 2 grosze". Ta jednak nie wybuchła, gdyż skutecznie uniemożliwił to woźny, który odnalazł bombę w budynku i zgasił lont. Kilka dni później do redakcji popularnego IKC-a (czyli Ilustrowanego Kuriera Codziennego - bodajże największej i najpopularniejszej gazety w międzywojennej Polsce, której główna siedziba mieściła się w Krakowie w tamtejszym Pałacu Prasy, a założycielem owej gazety był Marian Dąbrowski który stworzył prawdziwe Imperium IKC-A - wychodziło pięć wydań dziennie w samym Krakowie, a także w 12 innych oddziałach w Polsce: Warszawa, Bydgoszcz, Toruń, Gdynia, Łódź, Lwów, Wilno, Poznań, Katowice, Sosnowiec, Zakopane i Nowy Sącz, były też oczywiście prenumeraty zagraniczne), tak więc do redakcji IKC-A dostarczono anonim o następującej treści: "Hukiem bomb chcemy obudzić ginące społeczeństwo nasze, które nie dostrzega strasznego żydostwa komunistycznego. Zaczynamy straszliwą obronę. W razie wrogiego przeciw nam wystąpienia i wyjścia poza kronikarskie przedstawienie sprawy, będziemy zmuszeni obrócić broń naszą przeciw wam". Dalej twierdzono że sprawcy owych zamachów nie są związani z żadną partią polityczną, ale popierają wprowadzenie numerus clausus na uczelniach wyższych i że jeśli ukażą się artykuły ich szkalujące, wówczas użyją swej broni przeciwko redakcjom (gdyż takie anonimy wysłane zostały nie tylko do IKC-A ale również do kilku innych gazet, w tym do konserwatywnego "Czasu", pps-owskiego "Naprzód", czy demokratycznej "Nowej Reformy". Gazety oczywiście w większości zignorowały owe ostrzeżenia i opublikowały treść anonimów na swoich łamach.


KRAKOWSKIE IMPERIUM
MARIANA DĄBROWSKIEGO 



Obawiano się jednak że za owymi atakami może kryć się agentura sowiecka lub niemiecka, która podszywa się pod zwolenników wprowadzenia numerus clausus. W owym 1923 r. dowódca Okręgu V Korpusu w Krakowie gen. Józef Czikiel stwierdził: "Państwo nasze jest obecnie zalane szpiegami, zwłaszcza niemieckimi i bolszewickimi. Państwa te wiadomości zdobyte o Polsce i naszej armii wzajemnie sobie komunikują". 

Rzeczywiście, Niemcy i Rosja sowiecka nawiązały kontakty na długo przed podpisaniem układu w Rapallo (16 kwietnia 1922 r.). Jeszcze w 1918 r. w Niemczech przebywał Karol Radek. Ten zrusyfikowany polski Żyd miał początkowo za zadanie wesprzeć rewolucję komunistyczną w Niemczech, a po jej upadku miał nawiązać kontakty z kołami wojskowymi Republiki Weimarskiej. Spotkał się nawet z gen. Seecktem - szefem sztabu Reichswehry, gdzie dyskutowano nad ewentualną współpracą tej formacji z Armią Czerwoną - oczywiście przeciwko Polsce. Co prawda Radek został aresztowany przez niemiecką policję w lutym 1919 r. ale jak sam pisał, stosunek niemieckich władz więzienia do jego osoby zmieniał się - od surowego do uprzejmego. Ostatecznie został zwolniony i mieszkał krótko w domu barona Eugena von Reibnitza, z którym snuł plany o podziale Polski. Od końca 1919 r. w Berlinie przebywał współpracownik Lwa Trockiego - Wiktor Kopp. Jako półoficjalny reprezentant rządu sowieckiego, nawiązywał kontakty z przedstawicielami niemieckiego biznesu zbrojeniowego, by zachęcić ich do produkcji broni w Rosji sowieckiej. Nawiązał też współpracę z radcą niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych - Ago von Maltzanem, z którym dywagował na temat: "możliwości skonstruowania wspólnej kombinacji zwalczania Polski". 7 kwietnia 1921 r. w swym raporcie do Trockiego Kopp informował iż lotnicze zakłady "Albatrosa" zamierzają produkować w Rosji samoloty, przedsiębiorstwo Bloehm-Voss okręty podwodne, a Krupp amunicję. Latem 1921 r. na prośbę Kopp'a do Rosji sowieckiej przybyła delegacja pod przewodnictwem majora dr. Oskara Rittera von Niedermayera (ps. "Neumann"), zaufanego człowieka gen. Seeckta. Miała ona zbadać warunki produkcji niemieckiej broni w Rosji, ale po wizycie w kolejnych zakładach i zapoznaniu się ze złym stanem oraz zacofaniem owych fabryk, stwierdzono że na razie jest to niemożliwe. W końcu września 1921 r. do Berlina wysłany został sekretarz do spraw handlu zagranicznego Leonid Krassin, który spotkał się z pułkownikiem Otto von Hasse w mieszkaniu majora Kurta von Schleichera przy Mathaeikirchstrasse. Powołano wówczas stowarzyszenie "Gefu" - organizację nadrzędną wobec wszystkich niemieckich przedsiębiorstw znajdujących się na terenie Rosji sowieckiej, które to miały doprowadzić do modernizacji sowieckich zakładów. 8 grudnia 1921 r. sowiecka delegacja spotkała się samym gen. Seeckt'em (ten był niechętny owemu spotkaniu, jako że zdawał sobie sprawę że jest obserwowany zarówno przez Francuzów jak i Brytyjczyków). Sowieci proponowali Niemcom sojusz i wspólne działania na zaplanowany na wiosnę 1922 r. atak na Polskę. Seeckt odmówił, twierdząc że taki atak wplątał by Niemcy w wojnę z Francją i Czechosłowacją. Ale już w kwietniu 1922 r. uzyskał on od rządu niemieckiego 150 mln. marek dla konsorcjum Junkersa na rozpoczęcie budowy samolotów w Rosji sowieckiej. Od dalszych etapach współpracy niemiecko-sowieckiej informował będę w kolejnych częściach tej serii. 

24 maja 1923 r. do Polski dotarł pierwszy transport rękopisów wywiezionych do Rosji po roku 1772 i pierwszym rozbiorze Rzeczpospolitej. Rosja sowiecka miała zwrócić te skarby polskiej kultury na mocy traktatu ryskiego, podpisanego w marcu 1921 r. po zakończeniu Wojny polsko-bolszewickiej.

A tymczasem 19 maja wspierani przez Francję secesjoniści nadreńscy, zamierzali proklamować autonomiczną Republikę Nadreńską w Trewirze (do owych secesjonistów należał również późniejszy kanclerz powojennych Niemiec - Konrad Adenauer). Jednak policja niemiecka udaremniła ową próbę. Była to dopiero pierwsza próba, kolejne nastąpią już wkrótce.

26 maja w Le Mans we Francji rusza pierwszy 25-godzinny wyścig samochodowy. Zwycięski wóz marki "Chanard et Walcker" osiąga szybkość 92 km/h i pokonuje 2209 km.




Tego dnia upada też rząd gen. Władysława Sikorskiego. Rząd gen. Sikorskiego został obalony podczas debaty nad budżetem, stosunkiem głosów 279 do 117. Prezydent Stanisław Wojciechowski dwa dni później (28 maja) powierzył misję stworzenia nowego rządu Wincentemu Witosowi. 11 dni wcześniej przewodniczący PSL "Piast" spotkał się w Lanckoronie (w rezydencji senatora Ludwika Hemmerlinga z "Piasta". Potem jednak wywiązał się ostry spór - szczególnie na łamach prasy - pomiędzy lewicą a prawicą właśnie o owego Hemmerlinga. Lewica zarzucała prawicy, że ta mając na sztandarach hasła antyżydowskie, jednocześnie dochodzi do władzy przy pomocy Żyda Hemmerlinga, który w czasie I Wojny Światowej będąc w USA miał prowadzić akcję na rzecz Niemiec) z przedstawicielami Związku Ludowo-Narodowego i Chrześcijańskiej Demokracji, który łącznie dawał im przewagę w Sejmie stosunkiem 239 na 444 głosy. Do obalenia rządu Sikorskiego przyłączyły się jednak jeszcze inne ugrupowania (w tym dwóch komunistów z KPRP którzy zawsze głosowali przeciwko stabilizacji w Polsce), ale w dniu w którym sformował się rząd Wincentego Witosa "pakt lanckoroński" osłabił się poprzez secesję 14 posłów z Janem Dąbskim na czele, którzy wystąpili z PSL "Piast" i utworzyli własne koło sejmowe PSL "Jedność Ludowa". Tak więc teraz przewaga sejmowa nowego rządu liczyła jedynie 225 posłów. W każdym razie 28 maja 1923 r. powstał niesławny potem rząd Chjeno-Piasta, którego reaktywacja w maju 1926 r. doprowadziła do sprzeciwu Marszałka Józefa Piłsudskiego i zamachu majowego.

Od razu też zarysował się konflikt nowego rządu z Marszałkiem, szczególnie gdy ministrem spraw wojskowych został gen. Stanisław Szeptycki. Piłsudski już 30 maja złożył dymisję ze stanowiska szefa Sztabu Generalnego (którą piastował od grudnia 1922 r.) i poprosił o zwolnienie go z wojska, po czym wyjechał do Sulejówka (do "Milusina") i na trzy lata wycofał się z życia politycznego i wojskowego kraju. Potem okaże się że od czerwca 1923 r. wywiad sowiecki planował zorganizowanie zamachu na Piłsudskiego, którego celem było oskarżenie o to Narodowej Demokracji. Bolszewiccy zamachowcy mieli być przebrani za członków organizacji prawicowych po to, aby doprowadzić do fermentu politycznego w Polsce, a nawet wybuchu wojny domowej, która ułatwiła by Armii Czerwonej interwencję oraz kolejny marsz na Zachód. Piłsudski zapewne obawiał się takiego scenariusza, gdyż zawsze sypiał z rewolwerem pod poduszką (te nawyki pozostały mu jeszcze z czasów konspiracji i walki z rosyjskim zaborcą w Polskiej Partii Socjalistycznej - Frakcji Rewolucyjnej). Ów już przygotowywany zamach nie doszedł ostatecznie do skutku, gdyż na najwyższym szczeblu w Moskwie zablokował go sam szef bezpieki - Feliks Dzierżyński ("Wspaniałym kumplem był dla nas Felek"). Należy tutaj też zaznaczyć że rodziny Dzierżyńskich i Piłsudskich znały się dobrze, a nawet były ze sobą w pewnym stopniu spokrewnione. Trzeba jednak powiedzieć jasno i otwarcie że jeżeli Sowieci (czy ktokolwiek inny) planowali zabić Marszałka, to w zasadzie nie mieliby z tym wiele trudności. Piłsudski bowiem praktycznie nie korzystał z ochrony. W późniejszym okresie, gdy był już szefem Głównego Inspektoratu Sił Zbrojnych, to często wychodził na miasto i chodził sobie swobodnie ulicami bez żadnej ochrony. Natomiast oczywiście ochronę miał, a żołnierz który miał Go chronić, musiał przede wszystkim dobrze się kamuflować, gdyż gdyby Piłsudski zobaczył że chodzi on za Nim, to by po prostu dostał - że tak powiem - opr. Jednocześnie Marszałek w kieszeni swego płaszcza zawsze miał odbezpieczony rewolwer, mimo to gdyby ktokolwiek chciał zorganizować akcję zamordowania Go, to nie miałby z tym większych kłopotów.




My tutaj mówimy o bolszewikach, Sowietach, ewentualnie "polskich" komunistach, lecz okazuje się że Piłsudski był również inwigilowany przez nowy rząd Wincentego Witosa. Gdy bowiem w 1924 r. ministrem spraw wojskowych został gen. Władysław Sikorski, ujawnił on, iż na jesieni 1923 r. II Oddział Sztabu Generalnego za czasów Stanisława Szeptyckiego rozpoczął inwigilację Jego osoby. Porucznik Stanisław Błoński, referent II Oddziału ujawnił, że jego szef - major Eugeniusz Pieczonka polecił mu w październiku 1923 r. inwigilować Marszałka Piłsudskiego. Poinformować o tym miał również kilku wyższych stopniem oficerów. Potem doszło do procesu, gdyż gen. Stanisław Haller wytoczył Błońskiemu sprawę sądową za złożenie fałszywego meldunku. 21 marca 1924 r. jako świadek zeznania składał sam Piłsudski i stwierdził: "Istotnie byłem inwigilowany, o ile to pojęcie inwigilacji oznacza obserwację mojej osoby, zarówno w Sulejówku, gdzie mieszkałem, jak też moje wprawne oko, które mam wyrobione z przeszłych doświadczeń, stwierdzało to i w innych miejscach". Piłsudski dodał również o podsłuchu jaki miał na telefonie: "Jedna stacja rembertowska, która była połączona z moim mieszkaniem, miała nakaz podsłuchiwania". Ostatecznie 19 listopada 1924 r. dochodzenie umorzono, gdy prokuratura wojskowa wycofała oskarżenie porucznika Błońskiego.


CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXIX

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XXVI



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XXVI



PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE
SŁOWIANIE
(POLITYCZNY UPADEK FILISTEI - DOMINACJA IZRAELA I JUDY)
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. IV



FILISTEA
CZASY UPADKU
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. IV



EGIPSKI ARMAGEDDON
(925 r. p.n.e.)
Cz. IV


BOSKA MAŁŻONKA AMONA-RE



Nowy "libijski" faraon z plemienia Meszwesz - Szeszonk I sprawował swą władzę z miasta Bubastis (poświęconego kociej bogini Bastet), ale jednocześnie zdawał sobie sprawę, że objęcie kluczowych stanowisk przez jego rodzinę byłoby niepełne, gdyby ograniczył się jedynie do męskich członków swego rodu. Dlatego też swoją córkę (nieznanego imienia) mianował Boską Małżonką Amona-Re (jak pisałem już we wcześniejszych częściach, kobietom znacznie łatwiej było gromadzić w swoich rękach ziemie w Egipcie - która to, jak zresztą w każdym okresie historycznym, była podstawą władzy i siły danego rodu - jednocześnie Szeszonk kontynuował ten proces, który za XXXIII Dynastii już otwarcie doprowadzi do całkowitego sfeminizowania kultu boga Amona, tworząc niezależną strukturę Boskich Małżonek Amona-Re). Wzrost potęgi militarnej Egiptu szybko też został dostrzeżony, szczególnie przez książąt Syro-Palestyny, a co za tym idzie, zmienił się też ich stosunek do kraju faraonów. Jak już pisałem w poprzednich częściach, był taki okres w którym Egipcjan przestano się obawiać, a wysyłani tam posłowie i kupcy często byli zmuszani do przepłacania za tak bardzo potrzebne w Kraju nad Nilem drewno. Nic jednak nie jest wieczne i z chwilą objęcia władzy przez Szeszonka (a w zasadzie to już od czasów Pinedżema I i Psusennesa I), pozycja Egiptu zarówno na Wschodzie, jak i na Południu (w Nubii) znacznie wzrosła. Jednym z głównych tego przejawów było zawarcie umowy handlowej z Byblos - tradycyjnym egipskim emporium handlowym, leżącym w kraju Fenitów (dzisiejszy Liban). Byblos niegdyś (od czasów Totmesa III Wielkiego, czyli od połowy XV wieku p.n.e.) należał do Egiptu. Potem jednak (w czasach kryzysu egipskiej państwowości i rewolucji religijnej faraona Echnatona - czyli od połowy wieku XIV p.n.e.) Byblos odzyskało suwerenność, która jednak nie trwała długo (zaledwie cztery/pięć dekad), potem miasto znów wróciło pod kontrolę Egiptu i stan taki trwał w zasadzie do końca rządów Ramzesa III. Następnie zaś za Ramessydów z XX Dynastii ponownie Byblos wybił się na niepodległość i stan taki utrzymał się właśnie do czasów o których opowiadam. 


BYBLOS
(MIASTO BALAAT-GEBALA)



Czasy egipskie były jednak dość dobrze wspominane przez mieszkańców miasta, jako że pojawiła się silna potrzeba aby ponownie nawiązać dobre stosunki z krajem faraonów. I tak właśnie się stało wkrótce po wstąpieniu na tron Szeszonka I (ok. 943 r. p.n.e.), gdy w Byblos władał król Abibaal. Miasto zawarło więc traktat handlowy z Egiptem, który był nie tylko wyrazem odrodzenia egipskiego handlu na tych ziemiach, ale przede wszystkim jawnym dowodem na to, że Egipt ponownie odzyskuje swoje polityczne wpływy w regionie Syro-Palestyny, a Byblos jest tylko pierwszym ku temu przyczółkiem. Układ ten był bez wątpienia korzystny dla Egiptu, ale również musiał być korzystny dla samego Byblos, inaczej posąg Szeszonka nie zostałby umieszczony w największej świątyni miasta, poświęconej Balaat-Gebalowi. W jakiś czas potem nastąpiły jeszcze inne wydarzenia, które bardziej wzmocniły pozycję Egiptu w tym regionie. Ok. 930 r. p.n.e. w Jerozolimie zmarł Salomon - władca plemion Izraela. Nowym królem został syn zmarłego władcy - Roboam. Nie był to jednak ktoś, kto miałby siłę i determinację swego ojca i dziada, a co za tym idzie, nie był dobrze przyjęty przez dziesięć północnych plemion Izraela (panował jedynie nad dwoma - plemieniem Judy i Beniamina). Teraz do Sychem zjechali się przedstawiciele dziesięciu plemion północnych, którzy w ostrych słowach zaczęli domagać się zniesienia podatków i likwidacji obowiązku pracy przymusowej (wprowadzonej jeszcze w czasach Dawida). Roboam nie chciał nawet słyszeć o tych żądaniach i nakazał wszystkim plemionom podporządkować się jego władzy, a żeby zademonstrować że nie rzuca słów na wiatr, wysłał na północ swoje wojsko z zamiarem krwawego stłumienia jakiegokolwiek buntu. Ten jawnie nieprzyjacielski krok doprowadził do tego, że na kolejnym zjeździe w Sychem przedstawiciele dziesięciu plemion wypowiedzieli posłuszeństwo domowi Dawida, wybierając na króla przywódcę buntowników - Jeroboama, syna Nebata (ok. 927 r. p.n.e.).




Jeroboam wywodził się z plemienia Efraima i w ostatnich latach panowania Salomona został wyznaczony jako nadzorca do pilnowania robotników skierowanych do prac przymusowych. Zapewne jednak stanowisko to niezbyt mu odpowiadało, gdyż zbuntował się przeciwko władcy i aby uniknąć kary, uciekł do Egiptu. Na dworze Szeszonka w Bubastis zyskał wsparcie, ale egipski władca nie zamierzał jeszcze interweniować zbrojnie w Palestynie. Zniechęcony postawą Egipcjan (gdyż zapewne liczył że pomogą mu oni obalić Salomona albo już Roboama) wrócił do kraju i stał się jednym z najzagorzalszych przeciwników władzy królewskiej sprawowanej z Jerozolimy, a ostatecznie wybrany został w Sychem na nowego króla Izraela - poparło go w tym dziesięć plemion północnych. Izrael pod każdym względem był potężniejszy i bogatszy od Judy. Miał czterokrotnie więcej ludności, dostęp do morza i żyzne pola uprawne, a poza tym nie był zewsząd otoczony nieprzyjacielskimi krajami, jak to miało miejsce w przypadku Judy (której np. dostęp do morza blokowany był przez Filistynów, czyli Kraj Nadmorski). Utrata północnych ziem była więc potężnym ciosem dla Roboama i jego skarbu. Nowy król północy za swoją stolicę obrał Sychem, które to miasto znacznie rozbudował. Kazał też tam wznieść dla siebie pałac królewski (archeolodzy odkopali w tym miejscu pozostałości magazynu i dużej sali pałacowej - kazamaty - wzniesionej właśnie w drugiej połowie X wieku p.n.e). Sychem jednak było w dużej mierze wielkim placem budowy i od razu nie nadawało się na siedzibę władcy dziesięciu plemion Izraela. Jeroboam przeniósł się więc na północny-wschód, do Tircy (Tell el-Far'ah), miasta leżącego na płaskowyżu, zewsząd otoczonego górami (podejście do miasta możliwe było więc tylko z jednej strony, co znacznie ułatwiało obronę). Tirca nie była jednak częścią plemion Izraela, 
a zamieszkana była w większości przez lokalną ludność kananejską. Biorąc ten fakt pod uwagę jak również i to, że Jeroboam kierował się starodawną nauką jachwiczną, twierdzącą że prawo do władzy mają wszyscy ci, których przymioty charakteru i umysłu na to pozwalają (a nie tylko urodzenie), wiedział dobrze że jego kraj potrzebuje nowej tymczasowej stolicy, gdyż Tirca była za mało "hebrajska". Rozpoczął więc budowę (w tej samej okolicy) nowego miasta o nazwie Penuel - które miało być miastem żydowskim.




Co prawda Izrael dominował nad Judą w sensie militarnym i ekonomicznym, to jednak pod względem religijnym i kulturowym był zmuszony uznać pierwszeństwo Jerozolimy. Jeroboam postanowił jednak zerwać wszelkie kontakty z tym miastem, a to oznaczało również zakaz pielgrzymek do Świątyni Salomona w Jerozolimie. Nie było to łatwe zadanie, ponieważ Świątynia Salomona uważana była za miejsce pobytu samego Jahwe (gdzie przecież znajdowała się Arka Przymierza), dlatego też należało czym prędzej stworzyć swoisty substytut tamtej świątyni. Jeroboam nakazał więc wskrzesić dawne, przed-monarchiczne sanktuarium w Betel (o którym to pisałem w poprzednich częściach), ale żeby do tego przekonać własnych poddanych, należało przede wszystkim rozprawić się z wewnętrzną opozycją, która wciąż pozostawała wierna domowi Dawida. Zaczęło się więc wielkie prześladowanie i wypędzenia lewitów, na których to miejsce powołano nowych kapłanów, całkowicie wiernych Królestwu Północnemu. Nowością w tym wszystkim było również i to, że Jeroboam wyznaczał na stanowiska kapłańskie nie tylko ludzi wywodzących się z rodów kapłańskich czy możnych, ale przede wszystkim tych z ludu, którzy otrzymawszy takie stanowisko z rąk królewskich, byli mu bardziej przychylni, niż ci, którzy wierzyli iż i tak odziedziczyć mieli je ze względu na urodzenie. Poza tym oprócz sanktuarium w Betel na południu swego państwa, Jeroboam starał się stworzyć drugie sanktuarium, w kraju Danitów na północy (Danici - plemię spokrewnione z Filistynami - o których też już pisałem w poprzednich częściach, w tym czasie zdążyło się już zhebrajzować). Był to dalekowzroczny krok natury politycznej, gdyż Jeroboam - zdając sobie sprawę z rozpadu dawnego królestwa Izraela i czynników które do tego doprowadziły (przede wszystkim wywyższanie się Judyjczyków nad pozostałe plemiona), starał się uniknąć podobnego błędu w budowanym przez siebie kraju, a wiedząc o różnicach panujących pomiędzy plemieniem Efraima a chociażby Danitami (czy plemieniem Manassesa) nie chciał tworzyć jednego ośrodka kultowego, które byłoby zdominowane właśnie przez jego rodzime plemię. To było podstawą stworzenia sanktuarium u podnóża góry Hermon w kraju Danitów (w pobliżu jednego ze świętych źródeł Jordanu). Kapłani stamtąd twierdzili że pochodzą od samego Mojżesza, zaś kapłani z Betel, że pochodzą od Aarona - jego brata - co się wzajemnie uzupełniało i służyło nowej monarchii. I taki właśnie był cel Jeroboama.

Oczywiście - jak łatwo się domyśleć - kapłani Świątyni Jerozolimskiej nie uznawali obydwu ośrodków kultowych północy twierdząc, że są to pogańskie świątynie Kananejczyków (zapewne właśnie wtedy dopiero rys religijny wiary mojżeszowej nabrał wybitnie egoistycznego charakteru, przeciwstawiając się wszelkim innym obcym kultom). Powód tego stanu rzeczy był jednak bardzo przyziemny i można go łatwo nazwać. Po prostu Świątyni Jerozolimskiej odebrano dużą część dotychczasowych dochodów z pielgrzymek które się tutaj odbywały, a złoto i srebro zaczęło teraz płynąć zarówno do Betel, jak i do sanktuarium leżącego u stóp góry Hermon. To bez wątpienia musiało budzić frustrację kapłanów Świątyni Jerozolimskiej, a Jeroboam był odtąd na południu uważany za wyrzutka i odszczepieńca. Zniesmaczenie kapłanów budziły również złote cielce, które Jeroboam kazał wznieść przy świątyni w Betel i w kraju Danitów (jako symbol trwałej obecności Jahwe, tak jak gryfy Arki Przymierza również pełniły to samo zadanie dla ludzi o zbyt materialistycznym światopoglądzie religijnym, którzy potrzebowali zewnętrznych oznak obecności Boga). Dla Judejczyków były to bałwochwalcze pozostałości religii kananejskiej i tak właśnie zostały przedstawione (w Księdze Wyjścia mamy kilka ustępów mówiących o bożkach i złotych cielcach w Betel i w kraju Dan). Wzbierający na sile konflikt religijny pomiędzy Południem a Północną nagle został przerwany hekatombą, która nadeszła z zewnątrz. A była nią wielka inwazja faraona Szeszonka I na Filistę i Judę, podjęta w 925 r. p.n.e.


INWAZJA




Nie wiadomo co skłoniło faraona Szeszonka do inwazji na Palestynę właśnie w tym czasie, skoro kilka lat wcześniej odmówił tego samego Jeroboamowi. Wydaje się jednak że wyczekiwał on stosownej chwili i uznał że takowa właśnie teraz nadeszła. 


GAZA

 Z tym miastem mam problem. Bez wątpienia jest to pierwszy ośrodek filistyńskiego Pentapolis, jaki stanął na drodze armii Szeszonka idącej na Palestynę, ale doprawdy nie wiem czy miasto to zostało zdobyte przez Egipcjan, czy też im się poddało. Nie dysponuję bowiem żadnymi opracowaniami archeologicznymi, ani podobnymi badaniami, które mogłyby cokolwiek na ten temat powiedzieć (chociaż w Księdze Machabejskiej jest informacja, że Jonatan syn Dawida - zdobył Gazę, co można interpretować iż jest to późniejsza opowieść, stworzona ku pokrzepieniu serc, prezentująca wydarzenia nie z czasów Dawida czy Salomona - do których raczej dojść nie mogło z różnych względów, o których pisałem już w poprzednich częściach - ale właśnie z czasów inwazji Szeszonka I - 1 Mch 11,60-62) - dlatego też na tym w zasadzie zakończę informacją, że miasto to - jako pierwsze - zajął egipski władca podczas swej inwazji z 925 r. p.n.e.


ASZKELON

 Podobna sytuacja, jak ta wymieniona wyżej. Zupełnie brak jakichkolwiek informacji na temat Aszkelonu z tego okresu. Należy jednak uznać że Egipcjanie to miasto musieli zdobyć (lub musiało się im poddać), gdyż dalej poszli na Aszdod, a droga między Gazą a Aszdod wiedzie właśnie przez Aszkelon. Niestety jednak nie dysponuję żadnymi więcej informacjami na temat tego miasta.




ASZDOD

 Wielki ośrodek kulturowy Filistei, a jednocześnie pierwsze potwierdzone miasto, które zostało zdobyte przez Egipcjan pod wodzą Szeszonka I. Nie świadczą o tym jednak opisy historyczne, a archeologia, która w takich sprawach bywa niezawodna. W wyniku najnowszych badań okazało się, że miasto to przeżyło potworną zmianę swych dziejów i jeśli dotąd odnajdywano zabudowania miejskie w Aszdod w odległości 7 ha od centrum kultowego, to w drugiej połowie X wieku p.n.e liczba zabudowań spada zaledwie do 1 hektara. Czyli coś musiało się wydarzyć, coś gwałtownego i niespodziewanego - jak choćby właśnie inwazja Egipcjan. Miasto to jednak nie zostało całkowicie zniszczone, bo już w następnym wieku (w czasie pełnej politycznej dominacji Izraela) będzie ono odbudowane i wróci do poprzedniej świetności.


BAALAT 

 Filistyńska twierdza, leżąca na północ od Doliny Sefata i na zachód od Ekronu. Zdobyta przez Egipcjan.


EKRON

 Zdobyte i spalone! Badania archeologiczne potwierdzają znaczny spadek wielkości miasta z 24 hektarów w połowie X wieku p.n.e. do zaledwie czterech hektarów w IX wieku p.n.e. Należy jeszcze dodać, że przed inwazją Egipcjan, Ekron bez wątpienia był najpotężniejszym ośrodkiem militarnym i politycznym całej Filistei.


GEZER

 Bez najmniejszej wątpliwości zdobyte przez Egipcjan, o czym dowiadujemy się jeszcze w czasach panowania Salomona - co jest ewidentną nadinterpretacją lub pomieszaniem wydarzeń autorów w późniejszych wiekach spisujących Biblię (o czym zresztą pisałem już wcześniej). Warto jednak ten fragment przytoczyć, aby uzmysłowić sobie do czego wówczas doszło: "Faraon mianowicie, król egipski, wyruszył i zdobył Gezer spalił je ogniem, a Kananejczyków zamieszkujących to miasto wytracił" (1Krl 9-16). Już w tym momencie cała Filistea została zniszczona lub podporządkowana Egiptowi (oczywiście owa kontrola nie będzie stała, ponieważ Szeszonk zawróci do swego kraju, nie pozostawiając w Palestynie żadnych oddziałów wojskowych).


GAT

 Miasto ocalało, ponieważ Egipcjanie poszli trasą północną przez Baalat i Gezer, a nie południową przez Gat i Bet-Szemesz. Jedno z najważniejszych miast Szefeli, z końcem X wieku p.n.e. liczyło jakieś 16 hektarów, w połowie wieku następnego już 24 hektary, a pod koniec IX wieku p.n.e. aż 40 hektarów.


JEROZOLIMA

 Po opanowaniu Filistei, zwycięski faraon skierował się teraz przeciwko Judzie i jej największej twierdzy - Jerozolimie. Miasto nie zostało zdobyte tylko dlatego, że Roboam poddał się i wydał Egipcjanom wszystkie skarby zgromadzone w Świątyni Jerozolimskiej (poza Arką Przymierza), oraz całe srebro Salomona.


BET-CHORON

 Południowa twierdza należąca do królestwa Izraela, tuż nad granicą z Judą. Zdobyta została bez wątpienia podobnie jak Gezer, o czym informuje nas Księga Kronik (2 Krn 8,5) - z tym że znów jest tam problem z datowaniem i upadek tej twierdzy umiejscowiony jest w czasach Salomona. Oczywiście Egipcjanie nie mogli zdobyć Bet-Choron w czasach Salomona, bo musieliby przejść co najmniej przez kilka miast Filistei i Szefeli (nie mówiąc już o miastach Judy), dlatego jedyną możliwością jest umiejscowienie tego wydarzenia właśnie w czasach inwazji Szeszonka. Miasto Bet-Choron przed egipską inwazją należało do kapłanów lewitów z rodu Kehata, wrogich Jeroboamowi.


SYCHEM

 Istnieje przypuszczenie, że inwazja Szeszonka na Palestynę została podjęta pod wpływem ponownych działań dyplomatycznych Jeroboama, który tym samym chciał pogrążyć swego południowego przeciwnika z Judy. Jeśli to prawda, to Jeroboam się przeliczył, ponieważ po szybkiej i łatwej kampanii w Filistei i Judei, Egipcjanie wkroczyli w granice Izraela, a tam po krótkiej walce padło Sychem. Jeroboam zdążył uciec za Jordan do Beth-Szan, niewiele mu to jednak pomogło.


BETH-SZAN

 Izraelska twierdza zdobyta przez Egipcjan, gdzie do niewoli dostał się sam król Izraela - Jeroboam.


MEGIDDO 

 To miasto-twierdza ocalało tylko dlatego, że tutaj faraon Szeszonk zarządził odwrót (było to też najdalsze miejsce do którego dotarli Egipcjanie podczas tej kampanii). Tam też Jeroboam wykupił się z niewoli, składając Szeszonkowi hołd i uznając go za swego protektora (jednocześnie zapłacił mu tyle srebra, ile tamten zażądał, ściągając je ze wszystkich okolicznych miast i wiosek w swoim królestwie). Egipcjanie zawrócili ponieważ Szeszonk otrzymał informację o buncie jaki wybuchł w Egipcie pod jego nieobecność (w bunt ten zaangażowani byli kapłani Delty niechętni Libijczykom, których uważali za najeźdźców i barbarzyńców).


Kampania palestyńska zakończyła się dla Egiptu wielkim sukcesem. Zdobyto ogromne łupy (majątek zgromadzony wówczas przez Szeszonka, pozwoliłby jego potomkom utrzymać się bez konieczności pobierania dodatkowych danin od Egipcjan, co tylko świadczy o tym, że było to ogromne bogactwo). Na reliefie stworzonym w tym celu w świątyni Amona w Karnaku, przedstawiono 156 palestyńskich jeńców, z których każdy reprezentował jedno zdobyte miasto. Pozwoliło to też Szeszonkowi uruchomić ambitne projekty budowlane i ponownie otworzyć kamieniołomy w Gebel (924 r p.n.e.). W tym zaś czasie znacznie zmieniła się dotychczasowa panorama polityczna Palestyny, a dotychczasowi władcy stali się nagle... sługami swych lenników.


EGIPSKIE ŚWIĘTO ŚWIĄTYŃ



CDN.

26 maja 2026

ANTYCZNE OPOWIEŚCI - Cz. II

 ŻYCIE SOKRATESA





"NA HERĘ, TEODOTO, PIĘKNY TO MAJĄTEK! STADKO PRZYJACIÓŁ TO COŚ ZNACZNIE LEPSZEGO OD KRÓW, KÓZ LUB OWIEC"

Tymi to słowy Sokrates podsumował odpowiedź sławnej ateńskiej hetery - Teodoty, która na pytanie z czego żyje, odpowiedziała że z pomocy ludzi "przyjaźnie do niej ustosunkowanych", którzy po prostu mają gest i ofiarowują jej swoje pieniądze. Stwierdzenie Sokratesa było w pewnym sensie komiczne, gdyż Teodota znana była w Atenach ze swej profesji.






ŚWIAT DZIECIŃSTWA I MŁODOŚCI
SOKRATESA
Cz. I



Najsławniejszy filozof świata, swoisty "ojciec filozofii" (który jednak paradoksalnie nie pozostawił po sobie żadnych dzieł pisanych, a wszystko co o nim wiadomo, wiadomo od jego uczniów) - Sokrates, przyszedł na świat w 469 r. p.n.e. w Atenach. Jego ojciec - Sofroniskos był kamieniarzem i rzeźbiarzem (potem, gdy Sokrates ukończył już wiek męski, pomagał ojcu w pracy i wykonał nawet kilka mniej sławnych rzeźb), matka zaś - Fainarete, pracowała jako położna. Sofroniskos był znanym i szanowanym człowiekiem w swoim demie (gminie) Alopeke, dzięki swej pracy dorobił się też sporego majątku, który następnie odziedziczył Sokrates (majątek ten musiał być doprawdy imponujący, skoro pozwolił młodemu Sokratesowi do końca życia nie podejmować już żadnej pracy zarobkowej, w tym również kamieniarstwa, które Sokrates zarzucił zaraz po śmierci ojca. A przecież nie mając żadnych innych dochodów, był w stanie z pozostawionych mu środków utrzymać żonę i troje dzieci).

Sokrates urodził się i dorastał w czasach wojen grecko-perskich, oraz w okresie kształtowania się i umacniania potęgi Związku Morskiego na czele którego stały właśnie Ateny - rodzinne miasto i ojczyzna Sokratesa. Już bowiem w zaledwie trzy lata po jego narodzinach (ok. 466 r. p.n.e.) jeden z najzdolniejszych ateńskich strategów (a do tego ogromny bogacz) - Kimon (syn Miltiadesa - zwycięzcy Persów spod Maratonu z roku 490 p.n.e.) rozgromił lądowo morskie siły inwazyjne Persów u ujścia rzeki Eurymedont w południowej Azji Mniejszej. Był to doprawdy helleński majstersztyk operacyjno-strategiczny, gdy Grecy - po wysadzeniu morskiego desantu w Pamfilii - rozbili zarówno perską flotę inwazyjną (która miała przeprawić nową armię Króla Królów Kserksesa I do Grecji centralnej, w tym głównie do Attyki), jaki całą zgromadzoną tam armię perską (ponoć Kserkses na wieść o utracie tej armii poważnie się rozchorował i zmarł w kilka miesięcy później, w sierpniu 465 r. p.n.e.). W prawie piętnaście lat po zwycięskich dla Greków bitwach pod Platejami (479 r. p.n.e.) i Salaminą (480 r. p.n.e.), po zdobyciu i spaleniu Aten, perski władca, król Kserkses po raz drugi w czasie swego panowania postanowił podporządkować sobie buńczuczną Helladę. W Pamfilii (dzisiejsza południowo-zachodnia Turcja) zgromadził on ogromną armię i flotę, złożoną z 350 okrętów wojennych. Dowódcami tych sił Kserkses mianował dwóch wodzów Ariomandesa i Titraustesa, armią lądową dowodził zaś Ferendates. Kimon, na czele 300 okrętów Związku Morskiego (w tym 200 wystawionych przez Ateny) podpłynął do ujścia rzeki Eurymedont z zamiarem zaatakowania tych sił. Wodzowie perscy zwlekali jednak z przyjęciem bitwy, gdyż spodziewali się posiłków wysłanych z Cypru (80 okrętów). Kimon, zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa połączenia sił, uderzył na perskie okręty z całą swą mocą i dzięki lepszemu usprawnieniu ateńskich trier (dodano np. szersze pokładniki umożliwiające hoplitom przechodzenie z parapetu na parapet, a nie stanie w jednym miejscu, jak było to na okrętach typu fenickiego czy egipskiego, które używali Persowie, dodatkowo okręty greckie były szybsze i znacznie zwrotniejsze), odniósł zdecydowane zwycięstwo (Persowie nie rozwinęli nawet szyku wojennego, okręty zaczęły na siebie wpadać i kierowały się w stronę brzegu, gdzie topili lub przechwytywali je Grecy, większość jednak sama roztrzaskała się o skały, lub wpadła na mielizny). Grecy zdobyli i zatopili łącznie ponad 200 okrętów. Następnie dokonano desantu i rozpoczęła się bitwa lądowa. Persowie walczyli tu ofiarnie i z determinacją, ale w końcu musieli ustąpić pola helleńskim hoplitom, którzy zdobyli perski obóz. 


MAPA AZJI MNIEJSZEJ Z CZASÓW RZYMSKICH (I - II wiek), 
MIMO TO DOKŁADNIE POKAZUJE UMIEJSCOWIENIE ZARÓWNO PAMFILI JAK I SAMEJ RZEKI EUROMEDONT





Perska armia przestała istnieć, lecz Kimon musiał jeszcze uporać się z cypryjską eskadrą, wysłaną na pomoc tym pierwszym. Gdy tego dokonał, całkowicie zlikwidował zagrożenie Grecji płynące ze strony Persji. Kserkses był załamany, ponoć zgodził się na haniebny pokój (podyktowany mu przez Kimona), w którym deklarował że jego armia i flota będzie się trzymać z dala od Morza Egejskiego. Pokój Kimona (potwierdzony potem w spisie Kraterosa) uczynił z niego swoistego "Zbawcę Hellady" i "Nowego Heraklesa", stał się natychmiast najpopularniejszym i najbardziej wpływowym politykiem nie tylko w samych Atenach, ale i w całej Grecji. Gdy powrócił do miasta, przywiózł z wojny takie łupy, że dzięki nim odbudowano południowy mur Akropolu ateńskiego (zniszczony w czasie inwazji i spalenia Aten przez Persów w 480 r. p.n.e.). Ale na tym nie koniec. To właśnie z owych łupów wojennych, które Kimon przywiózł po zwycięstwie nad Eurymedontem, sfinansowano budowę Plant na Agorze (sławnego miejsca wypoczynku Ateńczyków), odnowiono brudny rynek Akademosa - na którym zawsze pełno było nieczystości (po powrocie Ateńczyków do miasta w 479 r. p.n.e. i ponownej jego odbudowie, rynek Akademosa był właśnie tym miejscem, gdzie składowano wszelki żwir, gruz i inne nieczystości z innych obszarów miasta), czyniąc z niego nawodniony gaj, z licznymi strumieniami, ocienionymi chodnikami i kwietnymi alejami - nowy plac Akademosa stanowił dumę miasta i w czasach Peryklesa tylko najstarsi mieszkańcy pamiętali jeszcze, że pierwotnie było tu wielkie wysypisko śmieci.


RYNEK AKADEMOSA (ZWANY RÓWNIEŻ GAJEM AKADEMOSA, W KTÓRYM PLATON ZAŁOŻYŁ SWOJĄ SŁAWNĄ AKADEMIĘ) MIEŚCIŁ SIĘ ZA MURAMI MIASTA W PÓŁNOCNO-ZACHODNIEJ JEGO CZĘŚCI
(Nazwa tego bloga również odnosi się do tego właśnie miejsca)



Nie było zatem w Atenach polityka równie popularnego co Kimon, oczywiście prócz... wielkiego Temistoklesa, pogromcy Persów spod Salaminy i odnowiciela ateńskich murów obronnych. Ci dwaj wielcy mężowie rozpoczęli trwającą kilka lat walkę polityczną o zdobycie władzy nad miastem i poparcia jego obywateli. Oczywiście konflikt ten nie odnosił się jedynie do kwestii osobowości jednego czy drugiego polityka, lecz miał znacznie poważniejsze oblicze. Mianowicie zwycięstwo Kimona lub Temistoklesa mogło zaważyć na ustroju politycznym, na jaki ostatecznie zdecydują się Ateńczycy. Temistokles stał bowiem na czele stronnictwa demokratycznego (i anty-spartańskiego), natomiast Kimon był zwolennikiem sojuszu z Lacedemonem wymierzonego w Persję. Dodatkowo opowiadał się za wprowadzeniem ustroju oligarchicznego (czyli rządów nielicznych, najmajętniejszych obywateli miasta, sam zresztą posiadał olbrzymi majątek, którym - co należy przyznać - ochoczo dzielił się z najuboższymi mieszkańcami Aten - szczególnie jego ogrody były miejscem publicznym i dostępnym dla wszystkich obywateli). 


KIMON



Najpierw Kimonowi udało się pozbyć z ateńskiej polityki Arystydesa Sprawiedliwego, który, choć początkowo wrogi Temistoklesowi (Arystydes był twórcą Związku Morskiego, do którego zawarcia doszło w Byzantion na przełomie 478/477 r. p.n.e. Słynął też - a może przede wszystkim - ze swojej niesamowitej uczciwości, przez co właśnie nadano mu przydomek "Sprawiedliwy"), potem wsparł go w walce z Kimonem, ale już w roku 477 p.n.e. ostatecznie Arystydes Sprawiedliwy wycofał się z życia politycznego Aten i skupił jedynie na sprawach Związku Morskiego. Teraz przyszła pora na ostatnie starcie tych dwóch wielkich osobowości o ostateczny kształt ateńskiej polityki w przyszłości. A zmagano się dosłownie we wszystkich dziedzinach, nawet takich jak... podejście do historii. A czego dotyczył spór? Ot, choćby prostego pytania, kiedy w Atenach dobiegła końca tyrania Pizystratydów (braci Hippiasza i Hipparcha - synów Pizystrata, którzy rządzili miastem po śmierci ojca w latach 527 - 510 p.n.e.). Temistokles opowiadał się za rokiem 514 p.n.e. gdy doszło do zamachu na życie obu braci, podczas którego stracił je młodszy i łagodniejszy z braci (mniej dążący do władzy) - Hipparch. Jego zabójcy Harmodios i Aristogejton (obaj zabici - Harmodios w dniu zamachu, zaś Aristogejton po torturach z ręki samego Hippiasza), byli dla Temistoklesa przykładem męstwa i cnót obywatelskich (poświecenia się dla dobra wolności i demokratycznych swobód - i już nieważne było to, że obaj zamachowcy nie uczynili tego dla wprowadzenia demokracji, lecz z pobudek osobistych - Hippiasz miał wykorzystać i upokorzyć siostrę Harmodiosa, a zresztą byli oni członkami arystokracji i jeśli już, to dążyli do przywrócenia oligarchatu - który nazywano "ustrojem przodków". Potem, w czasach demokracji i Peryklesa uczniowie w ateńskich szkołach na pamięć recytowali wiersz, jak to z nożem w ręku będą bronić demokracji, niczym... Harmodios i Aristogejton - zresztą obaj byli kochankami. No cóż, historia lubi płatać figle, szczególnie tym, którzy jej nie znają). 


"TYRANOBÓJCY"
(HARMODIOS i ARISTOGEJTON)



Dlatego też w 476 r. p.n.e. na Akropolu ustawiono nowe posągi obu zamachowców (stare w 480 r. p.n.e. zostały zabrane przez Persów i powrócą ponownie do Aten dopiero ok. 330/329 r. p.n.e.), sfinansowane przez Temistoklesa. Natomiast Kimon twierdził (i miał rację) że ostateczny upadek władzy Pizystratydów miał miejsce dopiero w 510 r. p.n.e. (oczywiście zrozumiałym jest, że Grecy nie liczyli lat w taki sposób jak my je liczymy współcześnie). Wówczas to (511 r. p.n.e.) ateński ród Alkmeonidów (a konkretnie Klejstenes, członek tego rodu) poprosił o pomoc w obaleniu tyranii - Lacedemończyków. W 510 r. p.n.e. król Sparty - Kleomenes I ruszył na Attykę z wielką armią i wsparty przez Alkmeonidów, zdobył Akropol (na którym bronił się Hippiasz). Hippiasz został wygnany i udał się do Persji. Potem raz jeszcze powrócił do Attyki na czele perskich wojsk Datysa i Artafarnesa w dwadzieścia lat później (490 r. p.n.e.) i wziął udział w bitwie pod Maratonem (po stronie Persów), w którym to starciu najprawdopodobniej stracił życie. Kimon opowiadał się za tą wersją, gdyż sam poślubił członkinię rodu Alkmeonidów - Izodykę (miał z nią syna Tessalosa). Poza tym Kimon odznaczał się pro-spartańskim usposobieniem nawet w życiu prywatnym (swego pierworodnego syna, którego miał z pierwszą żoną, nazwał - Lakedajmoniosem - "Spartańczykiem").

Innym polem wzajemnego konfliktu pomiędzy Kimonem a Temistoklesem, był spór o pierwszeństwo w szeregu dwóch najsłynniejszych bitew, w wyniku których Ateńczycy rozgromili Persów. Kimon twierdził że największą wiktorią ateńską była bitwa pod Maratonem (Ateńczykami dowodził w tej bitwie sławny Miltiades - ojciec Kimona), natomiast Temistokles utrzymywał że była to bitwa pod Salaminą, w wyniku której ateńska flota (oczywiście pod wodzą Temistoklesa) rozgromiła potężną flotę Persów. Konkurowano na jeszcze innych polach. Temistokles np. chwalił się że to dzięki niemu Ateny ponownie otoczone zostały solidnymi murami (po bitwie pod Platejami i wygnaniu Persów z Hellady w 479 r. p.n.e. Spartanie nie chcieli aby greckie miasta odbudowywały swoje mury obronne, twierdząc że w przypadku kolejnego zagrożenia ze strony Persji, Grecy z całej Hellady będą mogli schronić się na Peloponezie, do którego dostępu broni niewielki górski przesmyk zwany korynckim, tym samym podkreślając swoją dominację w całej Grecji. Temistokles jednak wprowadził Spartan w błąd, deklarując im że mury ateńskie nie pozostaną odbudowane - zgodnie z ich życzeniem, jednocześnie polecił współobywatelom szybką ich odbudowę i wzmocnienie. Gdy wszystko wyszło na jaw, Ateny posiadały już solidne umocnienia i tym samym rzuciły Sparcie rękawicę w konfrontacji o dominację nad całą Helladą. W ślad za Atenami poszły i inne greckie polis, odbudowując swoje własne mury obronne).


TEMISTOKLES 



Natomiast Kimon chełpił się, że to on sprowadził do miasta kości sławnego greckiego mitologicznego herosa - Tezeusza, gdy w 475 r. p.n.e. zdobył wyspę Skyros (na której to miały znajdować się pogrzebane kości herosa). "Tezeusza" (a raczej jakieś odgrzebane kości nieznanego nieszczęśnika) z wielką pompą sprowadzono wówczas do Aten i złożono w nowo wybudowanym przybytku świątynnym - Tezejonie (wzniesionym oczywiście z prywatnych funduszy Kimona). Rywalizowano też o to, który z owych polityków wzniósł więcej budowli użyteczności publicznej i który bardziej przypodobał się ludowi. Kimon zbudował nie tylko Tezejon i wspomniane już wcześniej Planty na Agorze oraz plac Akademosa, lecz również mury Akropolu, Stoa Poikile ("Malowany Portyk") na Agorze, który to pokryty został malowidłami przedstawiającymi największe bitwy w historii Aten i Grecji (były tam ukazane: zdobycie Troi, bitwa Tezeusza z Amazonkami, bitwa pod Ojnoe i bitwa pod Maratonem), poza tym Portyk służył również celom handlowym i był dogodnym schronieniem przed deszczem. Temistokles skromniej (zresztą nie dysponował takim majątkiem jak Kimon), prócz murów obronnych Aten, wzniósł świątynię Artemidy Arystobule ("Najlepszej Rady").

Tak więc lata 70-te V wieku p.n.e. upływały w Atenach w cieniu konfliktu Kimona i Temistoklesa. Początkowo (od 480/479 r. p.n.e.) górę miał Temistokles, gdyż Kimon (młodszy od niego o prawie 15 lat) w latach swej młodości (a szczególnie pomiędzy pierwszym - 490 r. p.n.e. a drugim - 480 r. p.n.e. najazdem Persów na Grecję) prowadził dość hulaszczy tryb życia. Miał wówczas dwadzieścia jeden lat i już przejawiał słabość do dwóch rzeczy - alkoholu i kobiet. Zresztą w jego domu (który odziedziczył po śmierci ojca w 489 r. p.n.e.) pełno było różnych kobiet, od niewolnic (Miltiades był członkiem wpływowego i majętnego rodu Filaidów, który brał swój początek od Fileusa, syna Ajaksa Wielkiego, który według Homera wziął udział w wyprawie przeciw Troi), po hetery i zwykłe nałożnice. Zresztą w tym czasie Kimon był też podejrzewany o kazirodczy związek ze swą młodszą siostrą - Elpiniką, słynną z urody, którą potem wydał za mąż za Kalliasa. Pierwszą stałą kochanką Kimona miała zaś zostać niejaka Asteria z Salaminy, potem była Mnestra, która stała się jego pierwszą żoną i wreszcie Izodyka, którą poślubił po rozstaniu z Mnestrą.




Pomimo tych swoich słabości, Kimon potrafił w chwilach zagrożenia odzyskiwać trzeźwość umysłu i gdy w 480 r. p.n.e. Temistokles wezwał Ateńczyków by porzucili swe miasto i schronili się na Salaminie, deklarując że główna bitwa tej wojny nie odbędzie się na lądzie, lecz na morzu, Kimon jako pierwszy w świątyni Ateny na Akropolu złożył swój pas i uprząż konny, deklarując Temistoklesowi swe wsparcie i tym samym pokazując że walka na lądzie nie ma sensu i należy się przesiąść na okręty. W tym czasie Kimon miał już 30 lat. Zresztą rok 480 p.n.e. jest początkiem wielkiej kariery Kimona, od tego bowiem czasu będzie już tylko zdobywać kolejne godności i zaszczyty. Kimon był doskonałym żołnierzem i dowódcą (odznaczył się po raz pierwszy w bitwie pod Salaminą). Mężny, wysoki o bujnych i gęstych włosach, imponował zarówno innym mężczyznom jak i przede wszystkim kobietom. 


MŁODY KIMON SKŁADA W ŚWIĄTYNI ATENY NA AKROPOLU SWÓJ PAS I UPRZĄŻ KONNY
(Tym samym przekonuje resztę Ateńczyków że walka na lądzie nie ma sensu i trzeba przenieść się na Salaminę) 
480 r. p.n.e.



Szybko zdobył poparcie samego Arystydesa Sprawiedliwego (Ateńczycy zwali go też "najbardziej honorowym człowiekiem w mieście") i razem występowali politycznie przeciwko Temistoklesowi. Kimon zaprzyjaźnił się też z głównodowodzącym połączonymi siłami greckich polis, spartańskim wodzem - Pauzaniaszem. Wkrótce potem jednak Pauzaniasz został oskarżony o potajemne knowania z Persami (miał jakoby poślubić perską księżniczkę), oraz ciążyła nad nim ujma, jakiej się dopuścił w zdobytym przez niego w 478 r. p.n.e. Byzantion (tam bowiem wymusił na rodzicach przysłanie mu w nocy jako nałożnicy, ich córki - Kleoniki. Dziewczyna przyszła do jego komnaty gdy akurat spał i pogaszone były wszystkie świece. Kierując się w stronę łoża, potknęła się o świecznik, który wylądował na podłodze. Pauzaniasz, nagle rozbudzony, myśląc że to zamachowiec dybiący na jego życie, dobył miecza i wbił go w ciało owej nieszczęsnej Kleoniki. Potem bardzo to przeżywał, nawet wywoływał ducha tej dziewczyny, chcąc się dowiedzieć jak może odkupić swój czyn. W każdym razie dalsze dzieje Pauzaniasza nie są zbyt radosne (ostatecznie został zamurowany żywcem w jednej ze świątyń ok. 470 r. p.n.e.).


GRECKA FALANGA POD TERMOPILAMI 
(480 r. p.n.e.)



Arystydes natomiast doprowadził (pod Byzantion, gdzie doszło do pierwszej "konferencji" greckich polis) na przełomie 478/477 r. p.n.e. do zjednoczenia wielu greckich mniejszych i większych miast-państw na obszarze Morza Egejskiego, tworząc tzw.: Związek Morski. Ów Związek Morski (zwany też Delijskim, gdyż na wyspie Delos znajdował się związkowy skarbiec, potem zaś w 454/453 r. p.n.e. przeniesiony został na stałe do Aten) stanie się następnie podstawą stworzenia ateńskiego mini-imperium na wschodnim obszarze Morza Śródziemnego. Tak więc około 477 r. p.n.e. trzech było w Atenach najpopularniejszych mężów - Temistokles, Arystydes i Kimon. Arystydes piastował stanowisko sekretarza Związku Morskiego, a poza tym słynął w całym mieście ze swojej uczciwości i ofiarności ojczyźnie (wygnany sądem skorupkowym na 10 lat banicji w 482 r. p.n.e., powrócił do zagrożonej ojczyzny w dwa lata później i wziął udział w bitwie pod Salaminą u boku swego dawniejszego przeciwnika politycznego - Temistoklesa), a poza tym przestała go interesować walka o władzę w mieście.

Dlatego też na placu politycznego boju pozostało już tylko dwóch wielkich przeciwników - Temistokles i Kimon. Temistokles ustępował Kimonowi wielkością i znaczeniem rodu, pochodził bowiem z demu Frear, a jego ojciec - Neokles nie był nikim znanym, ni majętnym. Po matce miał jeszcze gorsze pochodzenie, była ona bowiem Traczynką, czyli nie tylko że nie Atenką, ale nawet nie Greczynką, po prostu kobietą z ludu Traków - barbarzyńców, jak określali ich Grecy. Jednak od roku 482 p.n.e. a już szczególnie od 480 p.n.e. stał się Temistokles niewątpliwie najpopularniejszym politykiem w Atenach i w całej Helladzie. Miał wówczas prawie 45 lat i wreszcie dostąpił zaszczytów, których tak zazdrościł dziesięć lat wcześniej Miltiadesowi, po jego zwycięstwie po Maratonem (ponoć nie mógł wówczas jeść i spać, a zapytany o przyczynę tego stanu rzeczy, odparł: "Miltiades i jego sława". Bardzo denerwowała go wówczas popularność Miltiadesa wśród ludu i to, że był na ustach praktycznie wszystkich obywateli. 




Od zwycięstwa pod Salaminą, Temistokles też już tylko zyskiwał na popularności. Jak już wspominałem w 476 r. p.n.e. ustawił nowe posągi Harmodiosa i Aristogejtona na Akropolu. W tym samym roku, w sierpniu, wziął udział w Igrzyskach Olimpijskich, gdzie został powitany jak bohater i "Zbawca Hellady" poprzez owację na stojąco. W tym też roku poeta Frynich wystawił w teatrze ateńskim swoją sztukę: "Fenicjanki", w której to wychwalał pod niebiosa cnoty Temistoklesa. Szybko jednak Temistokles roztrwonił to swoje poparcie - szczególnie wśród Greków z innych polis - gdy na czele ateńskiej floty podpływał do miast związkowych (Związku Morskiego), domagając się... kasy na zakup nowych okrętów wojennych do dalszej wojny z Persją. Mieszkańcom wyspy Andros - którzy nie mieli z czego zapłacić corocznego datku na Związek - powiedział że wiedzie ze sobą dwie boginie: Radę i Siłę, na co przedstawiciel miasta Andros odpowiedział że u nich też mieszkają dwie boginie: Nędza i Niedostatek i to one zabraniają mieszkańcom miasta dawać mu pieniądze. Mieszkańcy Andros mieli dużo odwagi by odpowiedzieć w taki sposób, wiedziano bowiem co spotkało najpierw Sestos (opanowane przez Arystydesa jeszcze w 478 r. p.n.e.), a potem Eion, Skyros, Karystos i Naksos (które również nie chciały płacić). Eion zdobył Kimon w 476 r. p.n.e., podobnie zresztą jak i Skyros w 475 r. p.n.e. (skąd potem przywiózł do Aten odgrzebane "kości herosa Tezeusza"), jak i następnie Karystos (473 r. p.n.e.) oraz Naksos (gdzie na przełomie 473/472 r. p.n.e. wybuchło prawdziwe powstanie anty-ateńskie i anty-związkowe). Tak oto zwycięskie Ateny pod władzą tych dwóch mężów stanu - "Obrońców i Zbawców Hellady", traktowały inne greckie polis - niczym zależnych od siebie poddanych, a to był dopiero wstęp, swoje prawdziwe oblicze pokażą dumne Ateny dopiero w latach 50-tych, 40-tych i 30-tych V wieku, gdy zamienią pozostałe, wolne przecież polis, w część składową ateńskiego Imperium egejskiego.




Tak więc, nim Sokrates przyszedł na świat, ateńską politykę zdominowały te dwie wielkie osobowości.


CDN.

ZAPRZAŃSTWO JAKICH MAŁO! - Cz. VII

CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI POWSTANIE i WOJNA Cz. VII WŁADYSŁAW IV W MŁODOŚCI  Poselstwo na którego czele st...