WYŚWIETLENIA

04 maja 2026

ZAPRZAŃSTWO JAKICH MAŁO! - Cz. I

CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI




Patrząc i analizując to, co obecnie dzieje się w naszym kraju (choć z pozoru wydaje się jakby nie działo się nic i o to chyba właśnie chodzi, szczególnie mam na myśli to, co wyprawia pół-Niemiec, który na nieszczęście pełni urząd premiera naszego kraju), pojawiła się u mnie pewna analogia współczesności do czasów historycznych, do czasów naszego państwa kiedy było ono realnie ubezwłasnowolnione wewnętrzną niemocą i którego wizerunek w tamtym czasie sięgnął dna, a w kraju wszystkim wydawało się że jest dobrze, że żyjemy w najcudowniejszym państwie, najwspanialszym z krajów świata i w ogóle jest super hiper fajnie. Nim wyjaśnię który dokładnie okres mam na myśli (a chciałem go maksymalnie skrócić, tak aby nie pokazywać ogólności, natomiast skupić się na szczegółach które są bardzo podobne do tego, co się obecnie dzieje), chciałbym zastanowić się przez moment nad jednym ciekawym aspektem naszej historii, który dla mnie jest trochę niezrozumiały, a mam tutaj na myśli początkowy okres szwedzkiego Potopu i to, co się w Rzeczypospolitej wówczas działo. Jaka totalna niemoc, niechęć i (trudno to nawet nazwać) szaleństwo ogarnęło Rzeczpospolitan (Polaków i Litwinów) którzy wręcz masowo oddawali się pod opiekę i przysięgali wierność Karolowi Gustawowi - królowi Szwecji. Aby nie tracić czasu przejdźmy zatem do owych rozważań, bo rzeczywiście wygląda to na jakąś zbiorową paranoję. 




Ale jednocześnie pragnę też dodać, że bardzo szybko Polacy i Litwini otrząsnęli się z tego marazmu (umysłowego zidiocenia) i dokonali czegoś, co na dobrą sprawę jest chyba niespotykane w dziejach świata. A mianowicie wygrali wojnę która już była przegrana! Mało tego przegrana przeciwko nam (naszym przodkom - bądźmy sprawiedliwi) wystąpiły aż cztery kraje: Królestwo Szwecji z silną i zdyscyplinowaną armią; Carstwo Rosji z potężną liczebnie a także zreformowaną na zachodni model armią; Księstwo Siedmiogrodu (Transylwanii), którego władca Jerzy II Rakoczy czuł się już panem rozgrywającym, a nawet w przyszłym królem gdy wkraczał w granicę Rzeczpospolitej, a potem, w krótkim czasie uciekał z naszego kraju jak zbity pies, praktycznie bez armii żeby tylko ocalić życie (Siedmiogrodzienie dostali taki wpier...l, i to dosłownie, że kolejne ich pokolenia bały się samego imienia Polaków; oraz Hetmanat kozacki (przez pewien czas Szwedom pomagali również Brandenburczycy, gdyż Prusacy z Prus Książęcych dążyli ku Polsce, nie ku Brandenburgii - którą uważali za "kraj chłopów". zresztą Berlin aż do początku XVIII wieku był w większości drewnianą wioską i nie mógł się równać Królewcowi). Te wszystkie cztery armie zostały rozbite, wygnane i uciekały z podkulonym ogonem w sytuacji, gdy wcześniej zajęły praktycznie cały kraj. Jest to według mnie coś niespotykanego w dziejach, bo porównać to można do sytuacji w której Niemcy i Sowieci w 1939 r. zajmują całą Polskę i jedynie obszar wokół Kut na skrawku Przedmościa Rumuńskiego jest jeszcze we władzy Naczelnego Wodza i stamtąd Wojsko Polskie przechodzi do ofensywy, rozbijając armie sowieckie i niemieckie i odzyskując cały kraj, coś niespotykanego i niewyobrażalnego, a jednak wówczas się udało. Mało się o tym mówi, ale dla mnie to jest coś niespotykanego i niewyobrażalnego, jak można ze swoistej tępoty umysłowej która zgotowała krajowi ogromną katastrofę, wyjść tak zwycięsko. 
Ale przejdźmy do tematu:



RZECZPOSPOLITA




W roku 1618 Rzeczpospolita liczyła ok. 11 milionów mieszkańców (5 milionów Polaków, 750 tysięcy Litwinów i ok. 5200 milionów Rusinów), a pod względem obszaru 990 000 km² (po ok. 495 000 km² na Koronę i Litwę) i to bez księstw lennych: Prus Książęcych oraz Kurlandii. Tak więc pod względem obszaru była drugim po Moskwie państwem w Europie (a tak naprawdę pierwszym, gdyż Moskwa wówczas nie była uważana za państwo europejskie lecz azjatyckie, a poza tym nie brano pod uwagę Imperium Osmańskiego które było państwem muzułmańskim, liczyły się bowiem tylko państwa chrześcijańskie), natomiast pod względem ludności była trzecim państwem w Europie (wraz z Moskwą), a za Francją (16 milionów mieszkańców) i krajami niemieckimi (14 milionów mieszkańców). Spośród tych 11 milionów mieszkańców, milion stanowiła szlachta - czyli obywatele. Żaden inny kraj w Europie czy na świecie nie mógł się pochwalić tak dużą liczbą możnych, a zjazdy sejmowe - na których uczestniczyli posłowie obcych państw - wprawiały ich w zdumienie liczbą przybyłych na obrady obywateli. Szlachta miała poczucie swojej wyjątkowości nie tylko w stosunku do pozostałych grup stanowych w kraju, ale również poza jego granicami. Powielano idę sarmatyzmu, czyli wyjątkowego plemienia Sarmatów, które miało w starożytności zająć ziemie pomiędzy Odrą a Bugiem (a potem Wilią i Dnieprem), podbić lokalne plemiona i uczynić z nich poddanych (czyli chłopów). Było to częściowe nawiązanie do pozycji spartiatów w starożytnym Lacedemonie, którzy również zniewolili lokalnych Achajów i uczynili z nich niewolników państwowych zwanych helotami. Oczywiście "sarmaci" (czyli polska szlachta) uważali się za wyjątkowych (było w tym więc nieco szowinizmu) i najlepszych spośród zarówno żyjących w kraju mieszczan czy chłopów, ale również spośród przedstawicieli innych państw (oczywiście był to wymysł, ale uczyniono z tego idę polityczno-narodową i mnóstwo szlachty w to uwierzyło). Uważali że żyją w najlepszym i najwspanialszym państwie na świecie i że podstawą ustroju politycznego tego państwa (zwanego Rzeczpospolitą) jest przede wszystkim wolność. Wolność była najważniejsza, ważniejsza niż wszystko inne. 


0:50 - "BATORY MNIEMAŁ ŻE SZLACHTA BĘDZIE MU TO MIAŁA ZA ZŁE. ZAPOMNIELI DAWNO, WYBACZYLI. TO JEST RZECZPOSPOLITA - NIE PRAWA WAŻNE, A WOLNOŚĆ, SWOBODA"



"MIAŁEM SZCZĘŚCIE URODZIĆ SIĘ SZLACHCICEM W POLSCE, NAJPOTĘŻNIEJSZYM PAŃSTWIE NA ŚWIECIE. (...) MY SARMACI JESTEŚMY NARODEM WYBRANYM. Z WYRAŹNEJ WOLI STWÓRCY POSIADAMY NAJWIĘKSZE SERCA, UMYSŁY I FALLUSY" 😉🥴



Oczywiście nie trzeba było być majętnym aby decydować o losach państwa, ale trzeba było być szlachcicem. Zdarzało się więc tak, że wielu obywateli przybywało na zjazdy sejmowe bez butów, bo nie stać ich było na obuwie, ale posiadali pierścień rodowy i mieli prawo głosować (nie były to liczne przypadki, ale się zdarzały). Szlachectwo oczywiście się dziedziczyło, a pierwotnie nadawał je król za zasługi (pasowanie na rycerzy i te sprawy z czasów średniowiecza), lecz od 1601 r. to już tylko Sejm przyznawał szlachectwo (król co prawda również mógł nobilitować poddanego, jeśli przyjął go do swego herbu). Zdarzały się jednak przypadki, że to sami magnaci lub szlachta próbowali nobilitować innych, ale decyzją Sejmu z roku 1633 takie praktyki zostały zakazane (co oczywiście nie znaczy że ukrócone, bo co jakiś czas pojawiały się nowe przypadki dopuszczenia do stanu szlacheckiego osób, którym później udowadniano niewłaściwą nobilitację). Panował też zakaz przyjmowania obcych tytułów (ale magnateria - szczególnie w drugiej połowie XVII czy w XVIII wieku niewiele sobie z tego robiła). Szlachta była zwolniona z podatków (z wyjątkiem dwóch groszy z łanu), zwolniona z obowiązku naprawy zamków i twierdz (z wyjątkiem tych przygranicznych, ale to i tak tylko na okres wojny). Musiała co prawda na wezwanie króla stawiać się w czasie wojny lub kampanii na pospolite ruszenie (czym nieustannie się chwalono: "Gardła nasze za Ojczyznę nadstawiamy"), ale w sytuacji gdy król chciał wyprowadzić szlachtę poza granice Rzeczypospolitej, to musiał jej zapłacić za każdy dzień 5 grzywien od kopii, a poza tym dobrze urodzeni mieli prawo do wykupu z niewoli (król musiał ich wykupić w przypadku gdyby wpadli w ręce Tatarów, Turków lub Moskali - oczywiście tylko pod warunkiem jeśli brali udział w walkach w ramach pospolitego ruszenia, a nie w sytuacji gdy Tatarzy najechali dany dworek i go złupili, a mieszkańców uprowadzili). Od 1430 r. (chociaż prawo to wprowadzone zostało 5 lat wcześniej, a po raz pierwszy użyte w 1427 r. ale oficjalnie obowiązywało dopiero od 1430) nie wolno było szlachcica uwięzić bez wyroku sądowego i po uprzednim "pokonaniu go prawem" - czyli udowodnieniu winy. Nie wolno też było królowi nakładać ceł na towary produkowane w dobrach szlacheckich. Oczywiście szlachcic miał prawo wybierać nie tylko króla, ale również kształtować prawo na sejmach i obsadzać sądy (czyli decydował o wszelkich władzach w Rzeczpospolitej).

20-letni okres przed szwedzkim Potopem, to był bodajże najpomyślniejszy czas w historii Rzeczpospolitej, ale jednocześnie najbardziej zabójczy dla ducha bojowego Rzeczpospolitan. Po zwycięskiej wojnie z Moskwą (1632-1634) gdzie król Władysław IV zmusił do kapitulacji pod Smoleńskiem całą armię Michaiła Szejna; po zmuszeniu Szwedów (w traktacie w Sztumskiej Wsi - 1635) do oddania okupowanych przez nich portów nadbałtyckich i po stłumieniu powstań kozackich (powstanie Żmajły - 1625, powstanie Fedorowicza - 1630, powstanie Sulimy - 1635, powstanie Pawluka i Skidana - 1637 i powstanie Ostranicy - 1638) ostatecznie zakończyło etap buntów kozackich na Ukrainie i Zaporożu. Rejestr kozacki ustalono na 6000 głów, a zgodnie z memoriałem hetmana wielkiego koronnego Stanisława Koniecpolskiego, w końcu kwietnia 1638 r. Sejm uchwalił konstytucję dla Ukrainy, w której nakazywał aby cała starszyzna kozacka składała się ze szlachty, a na jej czele miał stać komisarz królewski, podlegający bezpośrednio hetmanowi wielkiemu. Jedynie setnicy i atamani mogli być powoływani spośród Kozaków, ale: "dobrze nam i Rzeczpospolitej zasłużonych i ludzi rycerskich". Ci zaś spośród Kozaków, którzy nie zostali wpisani do rejestru, mieli zostać obróceni w chłopów. Poza tym zabroniono Kozakom mieszkać w miastach i kontaktować się z mieszczanami (warunki kozackiej kapitulacji z grudnia 1637 r. brzmiały następująco: "Poddajemy się pod miłosierdzie i wolę Jego Królewskiej Mości i wszystkiej Rzeczypospolitej, tudzież Jaśnie Wielmożnych Ich Mościów Panów hetmanów koronnych (...) w zupełnej wierze, cnocie i poddaństwie Rzeczypospolitej trwać na potomne czasy będziemy"). Od tego czasu zaczął się 10-letni pokój na Ukrainie, który zaowocował wzmożoną kolonizacją tej ziemi (a raczej jej polonizacją, bowiem nie tylko Polacy tam przybywali, również Litwini, ale przede wszystkim Rusini, którzy się całkowicie spolonizowali). Panował pokój i niesamowity dobrobyt (chociaż już wówczas pojawiły się pierwsze problemy w kwestii handlu zbożem, gdyż polskie zboże nie było już tak popularne w Europie jak w wieku XVI czy na początku XVII, ale wciąż sprzedawano je z zyskiem). Poszczególne ziemie rozwijały się i bogaciły, król planował stworzenie floty bałtyckiej, oraz wielką wyprawę przeciwko Turkom (o czym piszę w serii: "Władysław IV i plany wielkiej wojny z Imperium Osmańskim"), na co oczywiście za nic nie chciała zgodzić się szlachta, której było dobrze w trakcie pokoju i nie chciała tego stanu zmieniać, a zresztą w tej wojnie upatrywała planów wzmocnienia władzy królewskiej. 




Ostatecznie do tej wojny nie doszło, ale król (poprzez swych przedstawicieli i posłańców) mamił do niej Kozaczyznę, która była gotowa iść na "bisurmanów" przede wszystkim po to, aby zdobyć łupy i wywalczyć sobie rejestr oraz nowe prawa. Śmierć Władysława IV (20 maja 1648 r.) definitywnie pokrzyżowała te plany. Poza tym na Ukrainie objawił się dotychczasowy pisarz wojska zaporoskiego - Bohdan Jeremi Chmielnicki. Wiosną 1647 r. doznał on krzywdy z rąk Daniela Czaplińskiego - chorążego księcia Aleksandra Koniecpolskiego (syna hetmana wielkiego - Stanisława Koniecpolskiego), który najechał i spalił mu chutor Subotów, oraz porwał jego żonę. Chmielnicki początkowo szukał sprawiedliwości u króla Władysława, ale od niego uzyskał szablę i radę: "Jesteś żołnierzem, broń się!". W grudniu 1647 r. Chmielnicki uciekł na Sicz Zaporoską, gdzie podżegał do kolejnego buntu przeciwko Polakom ("królewientom"), a następnie wyjechał na Krym, aby uzyskać wsparcie Tatarów. Co prawda w styczniu 1648 r. bunt na Siczy nieco poplątał mu szyki, ale szybko przywrócił porządek, a w marcu chan - Islam Girej wysłał na Zaporoże Tuhaj-Beja i sojusz kozacko-tatarski doszedł do skutku.


"- WSZYSTKO DLATEGO ŻE CZAPLIŃSKI CHUTOR CI ZABRAŁ, ŻE CI ŻONĘ UWIÓDŁ (...)
- SPÓJRZ CO SIĘ DZIEJE NA UKRAINIE, KTO TUTAJ SZCZĘŚLIWY - KRÓLEWIĘTA I GARSTKA SZLACHTY. DLA NICH ZIEMIA, DLA NICH ZŁOTA WOLNOŚĆ, A RESZTA? BYDŁO! JAKIEJ WDZIĘCZNOŚCI DOZNAŁO WOJSKO ZAPOROSKIE ZA KREW W OBRONIE RZECZYPOSPOLITEJ PRZELANĄ, GDZIE PRZYWILEJE KOZACKIE? WOLNYCH KOZAKÓW W CHŁOPÓW CHCĄ ZMIENIĆ. CHCĘ WOJNY Z NIMI, NIE Z KRÓLEM, KRÓL TO JEST OJCIEC, A RZECZPOSPOLITA MATKA 
- I DLATEGO NA MATKĘ TATARÓW ŚCIĄGASZ? 
- MAMY IŚĆ NA PEWNĄ ŚMIERĆ, MA NAS CZEKAĆ LOS POPRZEDNICH POWSTAŃ? (...) Z RZECZPOSPOLITĄ WOJNY NIE CHCĘ, NIECH NAM PRAWA PRZYWRÓCĄ - TATARÓW ODPRAWIĘ"
 



POWSTANIE i WOJNA


4 maja 1648 r. czerń kozacka wymordowała swoją starszyznę (z poduszczenia Chmielnickiego). Mamiony zapewnieniami chana o pokoju z Rzeczpospolitą i listami od Chmielnickiego (w którym ten jedynie domagał się sprawiedliwości w swojej sprawie), hetman wielki koronny (od 1646 r. po śmierci Koniecpolskiego) Mikołaj Potocki ruszył prawym brzegiem Dniepru na Zaporoże z armią liczącą 6000 żołnierzy (głównie jazdy), w awangardzie wysyłając swego syna Stefana. Ten wpadł w pułapkę Kozaków i Tatarów nad Żółtymi Wodami i poniósł całkowitą klęskę (11-16 maja), wzięty do niewoli i odniósłszy śmiertelną ranę, wkrótce potem zmarł. Teraz pod Korsuniem Chmielnicki i Tuhaj-Bej dopadli jego ojca - hetmana Potockiego i zadali mu jeszcze większą klęskę (26 maja). Zginęło 500 polskich żołnierzy, a wielu dostało się do niewoli - w tym również obaj hetmani wielki i polny. Błędem hetmana Potockiego było przyjęcie bitwy natychmiast, tak jak radził hetman polny Marcin Kalinowski, a poza tym niechęć do połączenia swych sił z kniaziem Jeremim Wiśniowieckim - którego nie lubił. Ten sam hetman Potocki, który dziesięć lat wcześniej (w grudniu 1637 r.) pod Kumejkami rozbił Kozaków Pawluka i Skidana - wykazując się przy tym znaczną wiedzą wojskową - tym razem totalnie się zhańbił. Sądził bowiem że łatwo da sobie radę z Kozakami, traktując ich jako zwykłą czerń którą można przepędzić. To go zgubiło (poza tym - jak twierdzą niektóre źródła - w czasie bitwy "rozchorował się" (to taki eufemizm, tak naprawdę schlał się w sztok i był praktycznie nieprzytomny). Po bitwie przyszła też wieść o śmierci króla Władysława IV (20 maja 1648 r.), szykowała się więc nowa elekcja. A tymczasem po zwycięstwie Chmielnickiego pod Korsuniem chłopstwo ukraińskie chwyciło za broń, rabując dwory i mordując szlachtę. Wielkie powstanie wybuchło na całej Ukrainie, dochodząc swym zasięgiem aż do Prypeci.


"TUHAJ-BEJ ROZSIERDZIŁ SIĘ"



Po śmierci monarchy ustawały wszystkie urzędy, państwo praktycznie przestawało funkcjonować (jako interreks władzę w tym momencie obejmował prymas i można było pewne instytucje uruchomić na zasadach wyjątkowych poruczeń), dlatego też należało czym prędzej wybrać nowego króla, a nie było to łatwe w sytuacji szalejącego buntu ukraińskiego chłopstwa i jawnego już powstania Kozaczyzny wspieranej przez Tatarów. Do tego przecież mogła się włączyć Moskwa, a i Szwecja, a i sułtan i Bóg wie kto jeszcze. Rzeczpospolita stanęła na krawędzi upadku. Stronnictwo ugodowe wobec Kozaków reprezentował kanclerz wielki koronny - Jerzy Ossoliński, który wraz z wojewodą kijowskim Adamem Kisielem opracował program zakończenia powstania na zasadzie spełnienia żądań Chmielnickiego (domagał się on podniesienia rejestru do 12 000, wydzielenia autonomicznego państwa kozackiego z części województwa kijowskiego, aż do Białej Cerkwi, zapewnienia wpływów kleru prawosławnego na Litwie i Rusi, oraz zwrotu kilku cerkwi w niektórych miastach - w tym w Lublinie). Przeciwnikami pojednania byli książę Jeremi Wiśniowiecki (olbrzymi magnat kresowy, Rusin z pochodzenia z serca Polak), oraz Aleksander Koniecpolski. W czerwcu i lipcu 1648 r. Wiśniowiecki (wraz ze swymi własnymi pocztami zbrojnymi) rozpoczął kampanię przeciwko "hultajstwu" broniąc siedzib szlacheckich i okrutnie każąc wszelkie wybryki chłopstwa (chłopi byli wieszani lub też nabijani na pal). W tym czasie - 1 czerwca - chan Islam Girey był już pod Białą Cerkwią (na czele kilkudziesięciu tysięcy ordyńców), gdzie połączył się z Chmielnickim i Tuhaj-Bejem. Orda rozlała się po Wołyniu, Podolu i południowej Litwie, biorąc w jasyr, grabiąc i mordując. Przykłady okrucieństw popełnianych na szlachcie, księżach i Żydach przez Kozaków i Tatarów są niezwykle dojmujące i niewiele różnią się od tych, do których doszło w czasie rzezi Wołyńskiej w latach 1943-1944. Darujmy więc sobie przykłady tych okrucieństw (przy czym te okrucieństwa głównie dotyczyły Kozaków, Tatarzy bowiem co najwyżej gwałcili i brali w jasyr, nie dopuszczali się zaś aż takiego zbydlęcenia, jak na przykład gotowanie noworodków na rożnie i zmuszanie matek do zjadania ich ciał, albo wieszanie noworodków na piersiach matek).




W sytuacji tak niebezpiecznej dla kraju, zaczęło się sejmikowanie aby wybrać posłów na Sejm konwokacyjny do Warszawy. Większości sejmików w ogóle się nie śpieszyło, wręcz byli przeciwni jakiemukolwiek przyśpieszeniu terminu wyboru króla, twierdząc że jest to celowe działanie dworu z królową Ludwiką Marią na czele, dążące do przeforsowania własnego kandydata. Jedynie województwa najbliżej położone rebelii kozackiej (lubelskie, bełskie, ruskie, wołyńskie, brzesko-litewskie i... smoleńskie - chociaż było najbardziej oddalone od toczących się walk) były zgodne, że wybór bezwzględnie należy przyśpieszyć. Szlachta województwa lubelskiego i ziemi chełmińskiej twierdziła nawet że Sejm powinien obradować znacznie bliżej niż w Warszawie. Uważano że najlepszym miejscem byłyby Gliniany pod Lwowem, a argumentowano to tym iż: "Wygodzimy w tym i ruskim obywatelom braci naszej, którzy od tych niebezpieczeństw z domów swoich oddalić się nie mogą". Ostatecznie Sejm rozpoczął obrady w Warszawie (od 16 lipca 1648 r.). Kwestia kozacka była tam jedną z trzech nad którymi radzono (dwie inne to wybór króla i sprawy różnowierców). Ostatecznie zwyciężyło stronnictwo dążące do ugody, na którego czele stał kanclerz wielki koronny - Jerzy Ossoliński i wojewoda kijowski Adam Kisiel. Czynili oni wszystko aby dowództwa nad wojskiem - mającym uporać się ze zbuntowanymi Kozakami Chmielnickiego - w żadnym razie nie powierzyć kniaziowi Jeremiemu Wiśniowieckiemu, dlatego też dano przywództwo trzem ludziom: Dominikowi Zasławskiemu, Mikołajowi Ostrorogowi i Aleksandrowi Koniecpolskiemu (dając im do pomocy jeszcze 32 komisarzy wojennych). Wiśniowiecki ten wybór skomentował słowami podsumowującymi ową trójkę wodzów: "pierzyna, łacina i dziecina" (Zasławski - stary sybaryta który praktycznie nie opuszczał swych dóbr na Wołyniu otaczając się tam luksusem i praktycznie nie dobywając szabli, nie miał żadnego pojęcia o wojaczce; Ostroróg był zaś dobrym mówcą sejmowym, ale nic poza to, również żadnego doświadczenia wojskowego nie miał; natomiast Koniecpolski był najmłodszy z nich wszystkich i dlatego Wiśniowiecki nazwał go "dzieciną", choć posiadał największe spośród całej trójki doświadczenie wojskowe, to i tak było mu daleko do bojowej sławy jego ojca, hetmana wielkiego koronnego - Stanisława Koniecpolskiego). 




Wiśniowiecki tak naprawdę nie miał wyjścia i musiał dążyć do ostatecznej rozprawy z "hultajstwem" i kozactwem, gdyż po pierwsze utracił cały swój wielki majątek w województwie kijowskim (na Łubnach, leżących w połowie drogi pomiędzy Kijowem a Połtawą), a po drugie był znienawidzony przez Kozaków (w filmie "Ogniem i Mieczem" jest ukazana taka scena jak Kozacy piszą list do Wiśniowieckiego i namyślają się jakich użyć zwrotów, ostatecznie pada stwierdzenie "ty psi synu Jaremo". Chmielnicki stwierdza: "Dobre, ale my napiszemy tak: "Jaśnie oświecony książę wojewodo"). Inni zaś magnaci starali się porozumieć z Chmielnickim i ocalić swoje dobra (np. Potoccy, którzy co prawda utracili swój majątek w Tulczy w województwie bracławskim, gdzie rozpanoszyło się hultajstwo, ale nadal posiadali znaczne ziemie w województwie ruskim, w Podhajcach i w Buczaczu i chcieli je chronić. To samo Radziwiłłowie w Ołyce w województwie wołyńskim, czy w Nieświeży na Nowogródczyźnie). Wiśniowiecki zrozpaczony postanowieniami Sejmu, pisał do Adama Kisiela: "Jeżeli za zniesieniem wojska kwarcianego i pobraniem hetmanów do więzienia kontentacją (zaspokojeniem żądań) otrzyma Chmielnicki i przy dawnych wolnościach zostawać będzie z tym hultajstwem, ja w tej ojczyźnie wolę nie żyć; i nam lepsza rzecz umierać, aniżeliby pogaństwo i hultajstwo miało nam panować". Jego wojska atakowały mniejsze oddziały kozackie i rozbijały je (tak jak pod Niemirowem w czerwcu 1648). 


MARSZ WOJSK KSIĘCIA
JEREMIEGO WIŚNIOWIECKIEGO 
w 1648



Buntowników, Kozaków i wszystkich którzy się do nich przyłączyli karał Wiśniowiecki okrutnie wbijaniem na pal. Nie darował również szlachcie która przyłączała się do buntowników, albo znalazła się wśród nich nie jako jeńcy. Wiśniowiecki za cel główny postawił sobie zgniecenie rebelii, ale jego bytność na Ukrainie polegała głównie na atakowaniu mniejszych oddziałów kozackich oraz ochronie szlachty, księży i Żydów przed gwałtami i zbrodniami popełnianymi przez Kozaków (Kozacy np. zabierali żydowskie dzieci, kładli je na ziemi jeden na drugim i przejeżdżali po nich konno jak po moście - nazywali to właśnie "mostem"). 4 sierpnia Kozacy zdobyli twierdzę Bar na Podolu (założony jeszcze przez królową Bonę Sforzę ponad sto lat wcześniej), mordując w twierdzy wszystkich Żydów i niemiecką załogę najemną która broniła miasta. To uświadomiło szlachcie że niebezpieczeństwo jest coraz bliżej i nie są już bezpieczni nawet ci, którzy mieszkają na Wołyniu, na Podolu czy na Rusi Czerwonej. Natomiast 34-tysięczna armia dowodzona przez trzech niedoświadczonych wodzów, była już na Wołyniu i zbliżała się do granic Podola.




Trwał dalej potworny rabunek i mordy. Wszędzie gdzie Kozacy napotkali szlachtę, księży lub Żydów - wszystkich natychmiast zabijano (wraz z żonami i dziećmi). Żydzi, aby się ratować, przyjmowali wiarę chrześcijańską (ale gdy znaleźli się w bezpiecznym miejscu lub zostali przewiezieni na ziemie polskie, natychmiast wracali do starej wiary). Niektóre szlachcianki (po wymordowaniu ich mężów przez kozacką swołocz) aby same się ratować, zostawały żonami Kozaków (np. po zdobyciu Tulczyna, bronionego przez księcia Janusza Czetwertyńskiego, gdy dostał się on do kozackiej niewoli, musiał najpierw patrzeć na pohańbienie swojej żony i córek, a potem zabił go jego własny parobek z młyna. Żona zaś następnie wyszła za mąż za jednego z Kozaków, a co się tyczy córek nie wiadomo jaki był ich dalszy los). Maj, czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień - każdy kolejny miesiąc potęgował tylko liczbę ofiar i zbrodni, jaka zaczęła pochłaniać Ukrainę. W dniach 20-23 września doszło do bitwy pod Piławcami. Wcześniej, jeszcze w starciu pod Konstantynowem (14 września) do sił trzech dowódców dołączył Jeremi Wiśniowiecki. Tamta bitwa była jednak nierozstrzygnięta, natomiast pod Piławcami szlachta zebrała się jak na piknik. Wieziono ze sobą najrozmaitsze trunki, oraz oczywiście kobiety lekkich obyczajów (tylko dla niepoznaki ubrane w męskie stroje, natomiast nocami odbywały się prawdziwe orgie). Wszyscy liczyli że łatwo pokonają Chmielnickiego. Pierwsze starcia jednak nie przyniosły rozwiązania. 21 września dowództwo przejął Jeremi Wiśniowiecki, ale szlachta czyniła wszystko aby sabotować jego polecenia. Ostatecznie gdy 23 września gruchnęła wiadomość że zbliżają się Tatarzy, wśród szlachty wybuchła panika, kto żyw rzucił się do ucieczki. Wiśniowiecki próbował opanować panikę i skupić część oddziałów pod swoim dowództwem, ale nikt już go nie słuchał. W ręce Kozaków i Tatarów wpadł cały obóz, armaty, sztandary, srebra, wyborne trunki i wiele, wiele innych dóbr. Tak ci, którzy swe gardła za Ojczyznę mieli nadstawiać, dali przykład nieprawdopodobnego wręcz tchórzostwa.




Teraz powstanie kozackie rozlało się na Wołyń, Podole i Polesie. Wkrótce po bitwie pod Piławcami skapitulowała twierdza Kudak na Zaporożu (wzniesiona w 1635 r. z polecenia hetmana Koniecpolskiego). Pierwotnie obrońcy Kudaka spodziewali się że wkrótce nadejdzie odsiecz, która im dopomoże, ale klęska pod Piławcami uświadomiła im że to nie nastąpi i nie było sensu dłużej przelewać krwi. 1 października uzgodniono że Polska załoga opuści Kudak z bronią u pasa i przy rozwiniętych sztandarach. Poza tym twierdzę opuścić mogli wszyscy, którym udało się uciec z niewoli tatarskiej (do tego grona należał m.in. Stefan Czarniecki), jak również księża i Żydzi. Tak też się stało, ale w ciągu kilku kolejnych dni załoga Kudaku (która podzieliła się na trzy części) została po drodze napadnięta i albo zginęła albo dostała się do kozackiej niewoli. Teraz blady strach padł na takie twierdze jak Kamieniec Podolski czy Lwów. Miasto Lwów liczyło zaledwie 200 osobową załogę. Potem dołączyły jeszcze siły przybyłe spod Piławiec (ok. 3250 żołnierzy). Żołnierze ci jednak nie prezentowali wysokiego morale (błąkali się po ulicach i wyrzucali swoim dowódcom ucieczkę i tchórzostwo pod Piławcami, choć sami też nie wykazali się odwagą). Lwowianie, aby zmobilizować żołnierzy do walki, sami się opodatkowali, przeznaczając na żołd znaczne sumy (kościoły ofiarowywały swoje srebra, kupcy i rzemieślnicy rzucali złotówki i talary). 28 września dowódcą obrony Lwowa mianowano kniazia Jeremiego Wiśniowieckiego, ale ostatecznie okazało się że nic z tego nie wyszło. Pod wpływem plotek o liczbie zbliżających się do Lwowa Kozaków i Tatarów, dowódcy (z Wiśniowieckim na czele) 5 października opuścili Lwów wraz z wojskiem (zabierając przy tym wszystkie zebrane przez mieszkańców pieniądze), tym samym pozostawiając miasto całkowicie bezbronne, a obiecując jedynie mieszkańcom że wkrótce powrócą z odsieczą. Przerażenie ogarnęło mieszkańców. Nie było wiadomo co robić - poddać się i zdać na łaskę Chmielnickiego i Tuhaj-Beja, czy bronić się byle jak i byle czym? 6 października pod Lwów podeszły pierwsze czambuły kałgi Krym Gireja, a dwa dni później dotarły siły kozackie pod osobistym dowództwem Chmielnickiego. Łącznie siły te liczyły ok. 100 000 ludzi, czyli była to ogromna armia, a po drugiej stronie stało bezbronne miasto. Obroną miasta kierował teraz Krzysztof Arciszewski (wcześniej walczył on w wielu armiach, m.in. w szeregach wojska kardynała Richelieu podczas oblężenia hugenockiej twierdzy La Rochelle w 1629 r. Potem zaciągnął się na służbą holenderską i wyjechał do Brazylii, gdzie zaczął robić szybką karierę. Zasłynął tam zdobyciem dwóch twierdz: Itamarika i Arrayal podczas której został wzięty do niewoli, z tym tylko że portugalski dowódca twierdzy zapomniał odebrać mu buławę. Arciszewski ogłuszył tą buławą Portugalczyka i wrócił do swego obozu. Zaczął też reformować jazdę holenderską na wzór polski - coś na kształt husarii - na jej czele rozbił w pył oddział piechoty hiszpańskiej, uważany do tej pory za niepokonany {wydarzenie to zostało upamiętnione pomnikiem w Pernambuco. Notabene niewielu też wie że Kazimierz Pułaski - który brał udział w amerykańskiej Wojnie o Niepodległość, był twórcą amerykańskiej kawalerii, skonstruował ją właśnie na kształt polski} i stał się holenderskim bohaterem, na jego cześć wybito srebrny medal i w nagrodę otrzymał złoty łańcuch. Arciszewski interesował się też medycyną, w Amsterdamie wydał książkę o leczeniu podagry, a także był wynalazcą. Skonstruował bodajże pierwszy na świecie kostium płetwonurka, w którym to zszedł na dno Oceanu Atlantyckiego. W 1646 r. Arciszewski powrócił do Polski i wstąpił do armii).


KRZYSZTOF ARCISZEWSKI



Już 6 października Tatarzy przeprowadzili pierwszy szturm na miasto, zakończony porażką (w czasie tej walki zginął wówczas kuzyn Tuhaj-Beja). Kozacy, którzy przybyli dwa dni później, nie kwapili się zbytnio do atakowania Lwowa. Główny szturm podjęto 11 października, ale dzięki nieprawdopodobnej odwadze obrońców (którzy narażając własne życie zrzucali podstawione pod mury drabiny), szturm się nie powiódł. Chmielnicki przystał więc na negocjacje. Najpierw wysłał do obrońców list napisany po rusku, w którym żądał wydania Wiśniowieckiego i innych polskich wodzów, poddania się miasta, a żeby nie narazić ludności prawosławnej na grabież i gwałty, mieli oni schronić się w cerkwiach. Lwowianie na czele z burmistrzem miasta Marcinem Groswajerem (spolonizowanym Niemcem), odpisali że wyżej wymienionych wodzów nie ma w mieście i że nie poddadzą się, gdyż pragną dochować wierności Rzeczypospolitej (w czasach II Rzeczpospolitej dewiza Lwowa wpisana w jego herb brzmiała: "Semper fidelis" - "Zawsze wierny" Rzeczpospolitej). W drugim liście napisanym już po polsku, Chmielnicki pomstował na własne krzywdy, twierdził że wojsko zaporoskie zabezpieczało handel ze Wschodem z czego miasto żyło, oraz domagał się wydania Żydów, uznając ich za winnych wszystkich dotychczasowych nieszczęść. Mieszkańcy odmówili, twierdząc że Żydzi są takimi samymi mieszkańcami Rzeczypospolitej jak i oni i na równi ponoszą koszty obecnej obrony miasta. W trzecim liście Chmielnicki otwarcie już domagał się od miasta okupu w wysokości 200 000 czerwonych złotych, jako podarunku dla Tatarów, grożąc że w przeciwnym razie miasto zostanie zniszczone (w tym czasie Maksym Krywonos - mianowany przez Chmielnickiego pułkownikiem wojsk zaporoskich, zajął Wysoki Zamek, skąd obrońcy się wycofali). Mieszkańcy zgodzili się na negocjacje w czasie których Kozacy przechwalali się swym zwycięstwem pod Piławcami, pokazując obrońcom zdobytą buławę księcia Zasławskiego, wysadzaną turkusami i jaspisami. Twierdzili też że jeśli zechcą, to dojdą do Wisły, pobudują tam czajki i popłyną nimi do Gdańska, żeby tam dopaść Wiśniowieckiego i utopić go w morzu. Ostatecznie mieszkańcy zgodzili się zapłacić 570 000 zł okupu (w przeliczeniu na czerwone złote, które były warte 6 zł w srebrze, wynosiło to ok. 80 115 czerwonych złotych). Było to wybitnie mało, w porównaniu z tym czego żądali Kozacy i Tatarzy na początku, ale zadowolono się tą kwotą i 24 października najpierw Tuhaj-Bej odstąpił od miasta (na jego pożegnanie Chmielnicki wystrzelił z armat skierowanych w stronę Lwowa dwadzieścia razy), a następnie odszedł sam Chmielnicki (26 października). Tym sposobem Lwów został ocalony. Tatarzy natomiast pod Kamieńcem przekroczyli granicę Rzeczypospolitej z Mołdawią i dalej przez Oczaków wrócili na Krym (jak pisał kronikarz tatarski: "Uwieńczone zwycięstwem wojska muzułmańskie, zdrowe i bogate w łupy, zadowolone i wesołe, mając w swej władzy cały kraj giaurów, jedząc i pijąc odpoczywało i maszerowało od stacji do stacji i od postoju do postoju").


CHMIELNICKI POD LWOWEM 
OBRAZ JANA MATEJKI 
(NA DRUGIM PLANIE W BIAŁEJ SUKMANIE - TUHAJ-BEJ)



Powodów do zadowolenia nie mieli jednak posłowie, którzy przybyli 6 października na Sejm elekcyjny do Warszawy. Wszystko bowiem się sypało - tłuszcza kozacka i chłopstwo ukraińskie nie zostało powstrzymane, gwałty i mordy popełniane na szlachcie nadal nie pomszczone (i nie ukrócone), a jeszcze trzeba było szybko wybrać nowego króla (pomimo panującej niezgody wśród stronnictw sejmowych). Było dwóch najważniejszych kandydatów do korony, obaj byli młodszymi braćmi zmarłego niedawno króla Władysława IV, czyli: królewicz Jan Kazimierz (eks-jezuita) i królewicz Karol Ferdynand (biskup wrocławski i płocki). Ale szlachta nie była już przekonana co do Wazów, chociaż istniała niepisana tradycja że należy wybierać spośród członków panującej dynastii, istniała tym razem obawa, że szlachta tego zwyczaju już nie uszanuje. Tym bardziej że pojawił się też inny kandydat do korony, książę Siedmiogrodu - Jerzy II Rakoczy (który dosłownie kilka dni po rozpoczęciu obrad Sejmu objął władzę w Księstwie po śmierci swego ojca Jerzego I Rakoczego). Tę kandydaturę zgłosił hetman polny litewski - Janusz Radziwiłł (ponieważ Rakoczy był kalwinem - zarówno ojciec jak i syn - przeto spodziewano się poparcia innowierców, a poza tym Szwecji, Turcji, elektora pruskiego, księcia kurlandzkiego i oczywiście Chmielnickiego). Były też propozycje kandydatury cara Moskwy Aleksego I Romanowa (popierała go część szlachty litewskiej), księcia Leopolda Habsburga (późniejszego cesarza rzymskiego), oraz księcia neuburskiego (zapomniałem jego nazwiska, ale mniejsza o niego). Jednak te trzy ostatnie kandydatury nie zostały oficjalnie zgłoszone, tak więc nie startowały w rywalizacji o koronę. Po trwającej ponad miesiąc rywalizacji, odrzuceniu ostatecznie kandydatury Rakoczego i wycofaniu się Karola Ferdynanda (według relacji jemu współczesnych, ten biskup wrocławski był dosyć krewkim dżentelmenem. Częstokroć zdarzało mu się bowiem popadać w złość w wyniku której potrafił pobić nawet najbardziej wiernego i oddanego sługę) 14 listopada, ostatecznie 20 listopada prymas Polski - Maciej Łubieński ogłosił Jana Kazimierza nowym królem Polski i wielkim księciem Litwy, który miał od tej pory panować jako Jan II Kazimierz Waza. Tak więc Dynastia zapoczątkowana przez jego ojca - Zygmunta III Wazę w 1587 r. przetrwała (przynajmniej na razie).

Nowy król postawił sobie teraz za priorytet dwie sprawy. Po pierwsze zawarcie jak najprędzej ugody z Chmielnickim i zakończenie powstania na Ukrainie, a po drugie uzyskanie papieskiej dyspensy (do tej pory piastował bowiem stanowisko kardynała) i poślubienie wdowy po swym bracie, królowej Ludwiki Marii (z pochodzenia Francuzki). Chmielnicki natomiast, zadowolony z dotychczasowego przebiegu powstania (lawirował jak tylko mógł, sam nie wiedząc z którą stronę ma podążyć. Mamił sułtana, oferując mu Kamieniec Podolski w zamian za pomoc, słał listy do cara Aleksego ofiarowując mu Smoleńsk, a jednocześnie do nowego króla i do Senatu, deklarując wierność Rzeczypospolitej pod warunkiem przyznania Kozakom utraconych praw, powiększenia rejestru oraz stworzenia autonomicznego księstwa ruskiego na Ukrainie). Pod wieczór 31 grudnia 1648 r. Chmielnicki w uroczystym pochodzie wkroczył do Kijowa (witany tam przez metropolitę kijowskiego Sylwestra Kossowa niczym Mojżesz). Zaczął też tytułować się hetmanem "Wszystkich Rusi". Wcześniej, bo w listopadzie, Chmielnicki próbował zdobyć Zamość, którego obroną dowodził kasztelan elbląski - Ludwik Weyher. Jednak ponawiane ataki nie przynosiły rezultatów. Chmielnicki słał listy, grożąc i namawiając Wejhera do przejścia na jego stronę (co jak twierdził "przysłuży się Rzeczpospolitej" bo zakończy rozlew krwi). Ostatecznie miasto wykupiło się kwotą 20 000 zł (czyli znacznie taniej niż Lwów), a walki ustały po 17 dniach oblężenia 15 listopada. Tymczasem Chmielnicki, będąc już w Kijowie w styczniu 1649 r. wysłał poselstwo do Moskwy, w którym starał się wybadać ewentualne wsparcie cara dla powstania, deklarując że gdyby chciał, to mógłby zająć wszystkie twierdze Rzeczpospolitej aż do Smoleńska i oddać je carowi, a nie uczynił dotąd tego tylko dlatego, że nie uzyskał na to carskiej zgody. W każdym razie rok 1648 był rokiem potwornych klęsk Rzeczpospolitej. Nowy rok budził zaś nadzieję na zmianę tego położenia i na ostateczne stłumienie powstania Chmielnickiego.


CHMIELNICKI WKRACZA DO KIJOWA



CDN.

03 maja 2026

JUTRZENKA WOLNOŚCI

NIEŚMIERTELNA KONSTYTUCJA 3 MAJA




 Dziś przypada 235 rocznica uchwalenia pierwszej w Europie i drugiej na świecie (po USA) nowożytnej konstytucji, czyli Konstytucji 3 Maja 1791 r. Dzięki jej uchwaleniu na Sejmie Wielkim (trwającym od 1788 r.) udało się wreszcie zakończyć okres niewydolności politycznej i anarchizacji państwa, spowodowanej zarówno wewnętrznymi interesami magnaterii, krótkowzroczności "szlacheckiej braci" jak i zewnętrznymi wpływami europejskich mocarstw. Zniesione zostało zabójcze dla państwa liberum veto, uchwalone zostało stałe stutysięczne wojsko, wprowadzono dziedziczną monarchię - znosząc elekcję (która wcześniej świadczyła o fenomenie polskiej demokracji, jednak w XVIII wieku przy rosnącym absolutyzmie państw ościennych, stała się jednym z oznak słabości państwa), wprowadzono reformy administracyjne i skarbowe, przyjęto uchwałę o miastach wprowadzającą wolność mieszczan w miastach królewskich (odtąd szlachcic, który chciał zająć się intratnym handlem miejskim, mógł to uczynić a mieszczanin miał prawo nabyć posiadłość ziemską, co wcześniej było niemożliwe, mieszczanie też łatwo mogli zostać uszlachceni). Nie zniesiono co prawda pańszczyzny, ale chłopów brano odtąd w opiekę państwa (czyli Króla, Sejmu i Rządu). Wprowadzono w Konstytucji Majowej trójpodział władzy (władza ustawodawcza: czyli Sejm i Senat, władza wykonawcza: czyli Król i mianowana przez niego "Straż Praw" - innymi słowy rząd i władza sądownicza: złożona z niezawisłych Sądów) i zaczęto otwarcie głosić nienaruszalność praw obywatelskich i praw człowieka. Przede wszystkim zaś podkreślono zasadę niepodległości i suwerenności narodu i państwa.

Różne były międzynarodowe reakcje na uchwalenie Konstytucji polskiej. Radośnie powitali ją brytyjski publicysta i mówca - Edmund Burke, oraz Amerykanin - Thomas Payne, chwalili ją Francuzi Volney i Sieyes, gratulacje złożyli: papież - Pius VI, elektor Saksonii (który według Konstytucji miał być następcą króla Stanisława Augusta Poniatowskiego) - Fryderyk August III (późniejszy władca Księstwa Warszawskiego z lat 1807-1815), posłowie króla Szwecji Gustawa III (któremu wcześniej czyniono nadzieję i który do końca liczył że będzie następcą Poniatowskiego na polskim tronie). Konstytucję 3 Maja pozytywnie przyjął również cesarz rzymski, król Czech i Węgier - Leopold II Habsburg. Wrogo się do niej odnosili jednak zarówno król Prus Fryderyk Wilhelm III (który przerażony wizją 100-tysięcznej armii polskiej, pisał do swego posła w Warszawie - Lucchesiniego, aby ten uczynił wszystko co w jego mocy "by tego olbrzyma zadusić w kołysce", poza tym Prusakom nie podobało się wzmocnienie ruchu mieszczańskiego w Polsce, aby miasta polskie - szczególnie Warszawa, Kraków Poznań, Wilno a nawet Gdańsk nie stanowiły konkurencji dla miast i fabryk w Niemczech). Oczywiście naturalnie wroga nowej Konstytucji była również caryca Rosji - Katarzyna II, której Konstytucja odbierała dotychczasowy wpływ na kontrolowanie Rzeczpospolitej. Katarzyna pisała: "Polacy zakasowali wszystkie szaleństwa paryskiego Zgromadzenia Narodowego" i nazywając to co się stało 3 Maja "szałem warszawskim".

Konstytucja 3 Maja dała jednak Polsce taką jedność i rozbudziła taką świadomość narodową, że choć potem mocarstwa zaborcze (głównie Rosja i Prusy do których to ostatecznie dołączyła Austria) zniszczyły Polskę jako państwo, to jednak Narodu zniszczyć już nie zdołały i Naród ten po 123 latach niewoli (a w zasadzie 150 licząc od pierwszego rozbioru, czyli od 1772 r. do 1922 r. kiedy to ostatecznie ukształtowano granice odrodzonego państwa polskiego) siłą swych najlepszych synów i córek, ponownie potwierdził swe nigdy nie wygasłe prawo do Życia i Niepodległego istnienia wśród Narodów Świata. Zatem:






OSTATNIE OBCHODY 
ŚWIĘTA 3 MAJA 
W NIEPODLEGŁEJ 
II RZECZPOSPOLITEJ POLSKIEJ...





...I W TYM ROKU


 

02 maja 2026

DOMINATORKI - Cz. XI

CZYLI RZECZ O ZNANYCH
I NIEZNANYCH KOBIETACH W HISTORII,
KTÓRE POTRAFIŁY 
RÓŻNYMI SPOSOBAMI OWINĄĆ SOBIE
MĘŻCZYZN WOKÓŁ PALCA





DOMINATORKI STAROŻYTNEGO EGIPTU
Cz. XI






TEJE
KRÓLOWA-LWICA 
Cz. IV



 Oto dalsza relacja Nony, przytoczona przez brytyjską medium o pseudonimie Rosemary w roku 1931 (była nią nauczycielka o imieniu Ivy z miasta Blackpool w północno-zachodniej Anglii, która nagle wpadła w trans i zaczęła mówić dziwnym, niezrozumiałym językiem, który ostatecznie postanowiono nagrać na taśmę magnetofonową. Okazało się że jest to dawno wymarły dialekt staroegipski - jego prawdziwość potwierdził brytyjski historyk i archeolog - Howard Hulme). Nona (poprzez Rosemary) opowiadała m.in. o swoim życiu jako Telik-ha Ventiu w Świątyni Ipet Sut w Karnaku, gdzie pełniła obowiązki "panny świątynnej", a dokąd trafiła na życzenie swej protektorki i przyjaciółki królowej Teje. Jak twierdziła Nona/Rosemary - poranek w Świątyni zaczynał się pobudką od kapłana, który śpiewał pieśń ku czci boga, zwaną "Hymnem Porannym". Następnie dziewczęta musiały się ubrać i przystąpić do ceremonii oczyszczenia. Ceremonia ta dotyczyła nie tylko ich samych, ale wszystkich kapłanów Świątyni z samym arcykapłanem na czele. Co prawda dziewczętom (pannom świątynnym) nie wolno było wchodzić do "Świętego Świętych", czyli umieszczonego w głębi Świątyni sanktuarium, w którym było swoiste tabernakulum, skrywające samego boga (innymi słowy - posąg boga był zamykany na noc do specjalnego pomieszczenia, podobnego do szafy z otwieranymi przednimi drzwiami, stojącym na czymś, co mogłoby przypominać... sanie). Wejść do "Świętego Świętych" mógł jedynie arcykapłan (niekiedy w towarzystwie dwóch wyższego rzędu kapłanów) oraz sam faraon. Nikt inny, ani kapłani niższego rzędu, ani też panny świątynne nigdy nie mogły przekroczyć progu tego zakazanego pomieszczenia. 

Mimo to codziennie rano należało się oczyścić. Najpierw czynił to arcykapłan, wchodząc do "Świętego Jeziora", leżącego tuż przy samej Świątyni (poziom wody w tym jeziorze zmieniał się wraz z odpływami i przypływami Nilu, z których to wód był zaopatrywany), potem kolejni kapłani (oczywiście według hierarchii), a na samym końcu panny świątynne. Po kąpieli odbywała się ceremonia "Przyjęcia Boga", czyli wejścia do "Świętego Świętych". Tam kapłan/kapłani łamali pieczęć (co dzień nową), wyjmowali śruby zabezpieczające drzwi do tabernakulum i wyjmowali "boga" na zewnątrz. Po oczyszczeniu kapłanów, należało teraz dokładnie obmyć sam posąg, namaścić olejkami a całe pomieszczenie dodatkowo oczyścić kadzidłem. Następnie posąg był ubierany w piękne szaty (zawiązywane nad jego głową). Gdy posąg był już odpowiednio obmyty, wyperfumowany i ubrany, można było przystąpić do składania "bogu" ofiar. Był to jednocześnie posiłek "boga" oraz kapłana/kapłanów (a w rzeczywistości samego kapłana, który modląc się, spożywał przygotowane wcześniej dla bóstwa produkty. To, co nie zostało zjedzone przez kapłana, oddawano całej reszcie pomniejszych duchownych i panien świątynnych. Najważniejszymi dniami były święta poświęcone Amonowi-Re (oczywiście na dobrą sprawę każde poszczególne miasto w Egipcie mogło czcić swego lokalnego boga i z reguły święto bóstwa lokalnego było najważniejszym dniem w roku dla danej lokalnej społeczności, jednak szczególnie uroczyście świętowano w dwóch najważniejszych miastach Egiptu - w Memfis (Delta) i w Tebach (Górny Egipt). W Memfis najważniejszym świętem było to na cześć boga Apisa (symbolizowanego przez byka, którego wyprowadzano w uroczystej procesji na ulice). Byk miał swoją dokładną datę urodzin, które również obchodzono uroczyście. Był to specjalnie wybrany byk, który po odnalezieniu (musiał spełniać pewne określone cechy fizyczne) żył - on jego matka - od tej pory na koszt państwa do swej naturalnej śmierci (zabicie bowiem uosobienia samego boga byłoby świętokradztwem), opiekowano się nim i modlono się do niego. Po śmierci zaś, balsamowano go i grzebano w specjalnie dla niego wzniesionym grobowcu, a następnie rozpoczynano poszukiwania nowego byka, spełniającego określone "boskie" warunki. Natomiast najważniejszym bóstwem Teb był właśnie Amon, połączony z bogiem-stwórcą Re w swoisty duet Amona-Re.

Co ciekawe świąt w Starożytnym Egipcie było dość sporo, ale zdarzały się i takie, które nie były obchodzone nawet i przez kilka dziesięcioleci (a nawet kilka pokoleń). Do takich świąt należało choćby "Święto Dżed". Było ono poświęcone Ozyrysowi - czyli bogu życia, śmierci i... zmartwychwstania, a jego symbolem był leżący na ziemi wielki słup zwany Dżed. Każdy faraon, jeśli tylko zdołał osiągnąć trzydziesty rok swego panowania, urządzał Święto Dżed, które polegało na podniesieniu owego słupa (za linę) do góry. Jeśli tego dokonał (a starano się aby dokonał, czyli po prostu pomagano mu w tym, gdyż w przeciwnym razie jego rządy utraciłyby boskie poparcie, a to oznaczałoby konieczność jego usunięcia, co w historii Egiptu się nie zdarzyło), zyskiwał sobie (i krajowi) przychylność boga Ozyrysa i odbudowywał własną (oraz kraju) witalność (zresztą ów słup miał w pewnym sensie kształt falliczny i takowy symbolizował). Kolejne Święto Dżed organizowano już w dziesięć a czasem w pięć lat po pierwszym, następne zaś (jeśli tylko władca tego dożył) to nawet co dwa lata. Innymi słowy, jeśli po trzydziestu latach swego panowania faraon był zdolny "podnieść słup" (a musiał być zdolny, bo nie było innej opcji, jeśli sam władca nie chciał marnie skończyć), to oznaczało dalsze pomyślne czasy dla kraju.




Podczas jednej z takich uroczystości na cześć Amona-Re, Telik-ha Ventiu jako panna świątynna (nie było to jednak święto Dżed) miała okazję ponownie zobaczyć Amenhotepa III. Nie wiadomo dokładnie w jaki sposób rozpoczął się ich romans (bo o tym Nona/Rosemary nie mówi), natomiast ciekawe są te fragmenty, w których opowiada ona o tym, że w świątyniach używano także oświetlenia... elektrycznego: "Nasi mędrcy w Egipcie mieli wiedzę, która byłaby cenna i dzisiaj (...) Pojmowali elementy lepiej niż dzisiejsi naukowcy. Starożytni adepci używali elektryczności prosto z powietrza" - jak miała rzec Nona/Rosemary (prawdopodobnie chodzi o coś, co można by nazwać generatorem elektrycznym, ładowanym np. podczas wyładowań atmosferycznych, słyszałem już wcześniej o takich urządzeniach w Starożytnym Egipcie i powiem więcej, większość świątyń w Starożytnym Egipcie - a z pewnością te najważniejsze - oświetlane były energią elektryczną, a nie światłem pochodni. Wiedzę tę posiadali kapłani - a pochodziła ona zapewne jeszcze z pradawnych czasów, z okresu kiedy w kraju nad Nilem o nazwie aranka przebywali Czerwonoskórzy Atlanci, wygnani ze swej wyspy przez sektę "Synów Beliala". To właśnie wśród egipskich kapłanów przetrwała dawna wiedza "Jednego Prawa". To kapłani byli nie tylko astronomami i elektrykami, ale również lekarzami i tak naprawdę to oni rządzili Egiptem, o czym niejednokrotnie mógł się przekonać każdy kolejny faraon. To oni posiadali umiejętność pisma i to oni uczyli jego podstaw w egipskich szkołach, to wreszcie kapłani posiadali wiedzę na temat gwiazd a nawet kosmosu i oczywiście wiedzieli czym jest zaćmienie słońca i w ten sposób kontrolowali całą resztę poddanych. Dziś mamy to samo, tylko że dziś kapłani nazywają się naukowcami i mówią nam że "planeta się spali" jeśli nie będziemy wdrażać tych wszystkich klimatycznych bzdur, które służą tylko nabiciu kabzy określonym grupom cwaniaków. Gdzie jest Greta Thunberg - ikona klimatystów? Aaa przepraszam, Greta już jest na cenzurowanym, bo skrytykowała zbrodnie popełniane przez Izrael w Strefie Gazy i w Libanie. To właśnie pokazuje jak pewne kukiełki stawia nam się przed oczami, a potem je usuwa jakby nigdy nic, gdy tylko przestaną być potrzebne. Ale interesy, pieniądze i władza są niezmienne).




Według tego co dalej opowiada Nona, to właśnie Telik-ha Ventiu (jako pierwsza?) zaczęła przekonywać monarchę do wprowadzenia pewnych religijnych modyfikacji. Zaproponowała bowiem odejście od skomplikowanej i monotonnej procedury ofiarnej i zastąpienie jej znacznie prostszą formą bezpośredniego wielbienia Boga przez wszystkich kapłanów (mężczyzn i kobiety), nawet miała przygotować ułożoną przez siebie modlitwę ku czci boga. Władca prawdopodobnie zezwolił jej na te modyfikacje (dziś wiadomo że w czasach Amenhotepa III znacznie rozrósł się - szczególnie na królewskim dworze i w warstwach egipskiej elity - kult solarny Atona, który zaczął zdobywać zwolenników także wśród warstw niższych i stał się potem, za panowania syna i następcy Amenhotepa III - Nefercheprure Amenhotepa IV, zwanego następnie Echnatonem, głównym zagrożeniem dla starych kultów, gwiazda solarna Aton - się głównym religijnym konkurentem Amona-Re). Według tego co opowiada Nona, to właśnie Telik-ha Ventiu, zapomniana małżonka (król miał bowiem wkrótce ją poślubić) Amenhotepa III, była prekursorką tej nowej religii (dzisiaj oczywiście nie jesteśmy w stanie tego udowodnić, ani to potwierdzić, ani temu zaprzeczyć). Ale wiedziała ona że nowa wiara jest zupełnie obca ludowi i  kapłanom, którzy praktykowali skomplikowane praktyki religijne, jakie ona poznała, służąc w Świątyni Amona-Re (po ślubie z królem przestała pełnić tę funkcję i ponownie weszła do królewskiego haremu. Zapewne to właśnie wtedy jej protektorka i przyjaciółka wszechwładna królowa Teje stała się jej śmiertelnym wrogiem), mówi o tym słowami Nony/Rosemary: "Nowa religia nie urodziła się w Egipcie. To przyszło z ziemi dalej na wschód, a powstała w jednym z odludnych miejsc, gdzie gromadzą się razem gorliwe dusze. Niektórzy mówili nam, że Zbawiciel lub Mesjasz rozpoczął głoszenie tej wiary, ale świat nie był gotowy na tę wiedzę. Duchowa prawda nie może się zakorzenić, dopóki ludzie nie są gotowi by ją otrzymać".

Projekt nowej modlitwy i pewnego usprawnienia skostniałej formy egipskiej kultowości, narobił młodej dziewczynie sporo wrogów, głównie wśród kapłanów, z samym arcykapłanem Amona-Re na czele. Ale to nie wszystko. Z chwilą bowiem gdy Telik-ha Ventiu zyskała swą osobą zainteresowanie króla i trafiła do jego haremu jako jedna z małżonek, zrobiła sobie wroga w przychylnej jej dotąd - królowej Teje. Opowiedziała się ona bowiem po stronie kapłanów i za utrzymaniem dotychczasowej kultowości, jednocześnie wypowiadając bezwzględną walkę swej rywalce. Odtąd obie kobiety rozpoczęły szaleńczą konkurencję o łoże, serce, politykę i władzę nad Amenhotepem III i całym Egiptem. Według relacji Nony/Telik-ha Ventiu, faraon Amenhotep III był człowiekiem o spokojnej, ugodowej naturze (mówiła o nim: "Był znacznie piękniejszą duszą niż pokazują historyczne zapisy"), to jednak spowodowało, że został całkowicie zdominowany przez królową Teję (Nona/ Rosemary opisywała ją następująco: "Była bardziej mężczyzną niż kobietą (...) Kapłani bali się jej władzy nad faraonem, ponieważ miała na niego znaczący wpływ. On był zmęczonym człowiekiem i znajdował pocieszenie w tym, co mu mówiła"). Jednocześnie Nona wyraża się o Teje dość pozytywnie, twierdząc że królowa zaopiekowała się nią w pierwszym okresie, tuż po jej przybyciu do Egiptu ("Byłam młoda, ale ją kochałam. Była dla mnie taka dobra. Adoptowała mnie i oficjalnie uczyniła ze mnie swoje dziecko. W ten sposób stałam się naturalizowaną Egipcjanką. Jako królowa miała pewne prawa, których nawet faraon nie mógł znieść"), podkreśla jednak że jej stosunek zaczął się zmieniać i że była bardzo niebezpieczną kobietą, której lepiej było nie wchodzić w drogę ("Królowa była niebezpiecznym wrogiem. Była surową duszą i nie lubiła Egipcjan (...) miała silną, surową, daleką osobowość. Miała umysł bardziej podobny do mężczyzny niż do kobiety"). Dalej Nona twierdzi że królowa Teje była żądna władzy ("Królowa miała obsesję na punkcie pragnienia dominacji (...) dominująca kobieta o silnej fizycznej aurze, która sprawiała, że byłam przy niej zmęczona i pozbawiona wszelkiej siły"), lecz w kwestii religii należała do zwolenników tradycji i nie chciała oraz nie tolerowała żadnych syryjskich, mezopotamskich czy mitannijskich nowinek ("Bała się Nowej Religii. Nienawidziła niczego nowego i trzymała się starych rytuałów. Nawet na dworze nie miała nowych pomysłów"). 


AMENHOTEP III

(Rządy tego władcy {ok. 1388-1351 r. p.n.e.} to okres wewnętrznego spokoju, wielkiego dobrobytu - dzięki łupom i daninom nagromadzonym przez poprzednich faraonów - i wytchnienia od kolejnych buntów zarówno w Syro-Palestynie jak i w Nubii. Jednak wewnętrzny konflikt kapłanów Amona-Re i nowego kultu solarnego Atona doprowadzi państwo do wewnętrznego rozbicia i upadku jego międzynarodowej pozycji)



Nona oskarża również królową o doprowadzenie do załamania się państwa, jakie nastąpiło za czasów rządów jej syna - Nefercheperure Amenhotepa IV (Echnatona) i twierdzi że gdyby tylko udało się usunąć królową, historia Egiptu z pewnością potoczyłaby się zupełnie inaczej ("Nadal twierdzę, że gdyby moc królowej została usunięta i gdyby młody Ak-he-na-ton został otoczony zwolennikami, dalsza historia Egiptu byłaby inna, nie sądzę też by imperium upadło"). Nona twierdzi, że ona (jako Telik-ha Ventiu) doradzała królowi Amenhotepowi III aby przyjął i zaakceptował przynajmniej część obcych kultów, szczególnie tych babilońskich lub syryjskich i twierdzi że gdyby tak się stało i gdyby młody Amenhotep IV uzyskał ojcowskie wsparcie oraz pomoc, z pewnością udałoby się nie tylko doprowadzić do reformy religijnej w kraju faraonów, ale również i utrzymać Imperium w całości. Tak mówiła o młodym następcy tronu Amenhotepie IV, który do historii przeszedł jako Echnaton - twórca nowej egipskiej religii kultu solarnego bóstwa Atona ("Był mądry, sprytny, łagodny i delikatny i tylko brakowało mu odwagi, ale był sam, został opuszczony"). Nona przypisuje sobie decydującą rolę w zmianie postrzegania przez Egipcjan obcych kultów, choć wydaje się że była to raczej swoista dynamika tamtej epoki i spowodowały ją nie tylko wielkie podboje, ale również małżeństwa władców Egiptu (jak również członków egipskiej elity wojskowej i administracyjnej) z kobietami pochodzącymi z innych ludów (w czasach XVIII Dynastii - choć nie tylko - Egipcjanie coraz chętniej brali sobie za żony Syryjki, Libijki lub Babilonki, rzadziej zaś czarnoskóre Nubijki, a było to podyktowane twierdzeniem iż kobiety obcych ziem są dużo bardziej uległe i kobiece, niż wyemancypowane Egipcjanki. Niektórzy mężczyźni brali sobie nawet dwie żony: Egipcjankę i na przykład Syryjkę - jak to choćby zostało przedstawione na steli nagrobnej, znajdującej się w Muzeum Joseph Dechelette w Roannie, której autor kazał umieścić swoje dwie żony: Azjatkę o imieniu Senebheka oraz Egipcjankę, przy czym ta pierwsza stoi i nazywana jest "ukochaną", zaś ta druga klęczy i nie ma nawet imienia). Amenhotep III obawiał się jeszcze umieszczania posągów obcych bóstw w swym pałacu w Malkacie (po drugiej stronie Nilu, naprzeciwko królewskich Teb - dokąd się przeniósł zapewne z obawy przed ciągłym wzrokiem kapłanów), choć on już bardziej wolał solarny kult starego boga z Heliopolis - Re-Harachtesa, niż oficjalne tebańskie bóstwo - Amona-Re.




Natomiast potęga królowej Teje opierała się na starym kulcie (ojciec królowej - Juja, nosił tytuł: "Boskiego Ojca" i był kapłanem boga Mina [tego ze sterczącym fallusem], zaś jej matka - Czuja, była: "Przełożoną w haremie Mina" - gdzie też poznała swego męża - i należała do elity egipskich dam. A poza tym brat królowej - Aanen piastował stanowisko Drugiego Proroka Amona-Re w Karnaku i był jednocześnie "Wielkim Widzącym" w Heliopolis, czyli był na szczycie hierarchii kapłańskiej). Z tego co twierdzi Nona, królowej Teje obawiali się nawet wszechpotężni kapłani Amona-Re (królowa zaś, dzięki swemu bratu, kontrolowała oba skłócone ze sobą ośrodki - tebański ośrodek kultu Amona i heliopolitański ośrodek solarny Atuma), a ponieważ Aanen był kapłanem z Heliopolis, więc i na dworze można było spotkać symbole solarne, które królowa zapewne popierała (stąd dzisiejsi historycy przypisują jej duże zasługi w zaprowadzeniu w Egipcie aryjskich kultów solarnych, choć z tego co twierdzi Nona/Rosemary, królowa była raczej wroga wszelkim nowinkom religijnym, a w szczególności zaś tym, które nie pochodziły z Egiptu). Teje lubiła pokazywać się dostojnikom i ludowi (np. podczas publicznych świąt) jako wcielenie bożej sprawiedliwości, ładu i porządku - bogini Ma'at, a także jako bogini nieba, Wielka Matka Hathor (co ciekawe bogini ta nosi na głowie "Oko Słoneczne" - czyli boską siłę kosmiczną, którą utożsamiano z siłą kobiecości i symbolu tego z pewnością używała także królowa Teye. Ale co ciekawe, został on potem przeniesiony do solarnego kultu Atona, który wprowadził jej syn - Amenhotep IV / Echnaton. Stąd zapewne owe przesłanki popierania przez królową nie-egipskich kultów - jak dziś uważają współcześni historycy). 




Nona/Rosemary w relacji z 4 maja 1936 r. opisuje jak wyglądała jej posługa w przybytku Amona-Re: "W każdej dłoni trzymam rodzaj lampy z postumentem o długości około metra. Ma szeroki kształt spodka, z białym płomieniem wychodzącym z góry. Są one przeznaczone do wpasowania w gniazda z metalowym pierścieniem, jedna po każdej stronie kurtyny, która ukrywa środkowe drzwi na końcu dużej sali. Jest to wejście do ukrytego sanktuarium, z zaokrąglonymi schodami prowadzącymi do centrum. Światła miały powstrzymać złe duchy, a kadzidło służyło zachowaniu czystości samego sanktuarium. Wewnątrz znajduje się ołtarz, pośrodku którego pali się wieczny, niebieski płomień, bardzo mały, ale wydaje się że wychodzi on z kamienia. Nigdy nie gaśnie, a jednak nigdy nie jest pielęgnowany. Nie zastanawiam się, czy to było jakieś mineralne światło, ponieważ był to blady, zielononiebieski, zimny płomień, który nie migotał - nie większy niż światło świecy i zdawało się, że wychodzi z małego otworu w kamieniu. Istniało pewne znaczenie między tym płomieniem a wolą boga, do którego kierowano modły. Kiedy bóg odrzucił prośbę, lub milczał, płomień nie dawał białego światła, ale kiedy prośba została spełniona, płomień odpowiednio to pokazał". Jej służba polegała na uczestniczeniu w odbywających się trzy razy dziennie, specjalnych rytuałach, polegających na obudzeniu boga (co czyniła jedynie Boska Małżonka Amona-Re w towarzystwie arcykapłana lub samego króla, reszta zaś kapłanów - i oczywiście panny świątynne - nie mieli wstępu do "Świętego Świętych", czyli miejsca gdzie przechowywano posąg boga. Do jej zadań należało zaś przygotowanie porannych perfum dla boga, przygotowanie posiłku, oraz okadzanie całej trasy, jaką Boska Małżonka (w tym przypadku sama królowa Teje) i arcykapłan przemierzali w kierunku świętego pomieszczenia. Wieczorem sytuacja się powtarzała gdy bóg udawał się na spoczynek. Należało więc powtórzyć całą ceremonię raz jeszcze, przygotować kolację i oczyścić trasę pochodu. Arcykapłan zaś zamykał posąg boga do pozłacanej skrzyni, zakładał plomby (które rano łamał) i dopiero wówczas kapłani także mogli położyć się spać.

Nona opisuje również święto ku czci Amona-Re, jakie odbywało się raz do roku, a jego kulminacją była wielka procesja posuwająca się zarówno po Nilu jak i wokół brzegu: "Najważniejszy festiwal roku (...) Wielki faraon jest w tej procesji. Widzę byki z długimi, gładkimi rogami i girlandami z kwiatów. Niosę puchar w służbie bogu. (...) Na jednym z naszych świąt, które odbywały się raz do roku, procesja przebiegała wzdłuż Alei Sfinksów z jednej strony, a potem z powrotem do świątyni. Procesja zatrzymywała się u każdego z kamiennych zwierząt i my musiałyśmy dotknąć ich gałązkami palmowymi. Zwierzęta nie były czczone. Chodziło o to, że każdego roku konsekrowano je na nowo jako strażników świątyni. A moja służba miała przypominać o ich opiece i modlitwie, tak, by żadne złe duchy nie przyszły i nie zyskały wstępu do świątyni". Wpływ jaki Telik-ha Ventiu zyskała na Amenhotepa III i to co planowała uczynić, ostatecznie doprowadziło ją do zguby, gdyż królowa Teje nie zamierzała tolerować konkurentki zarówno w łożu swego męża, jak i w polityce religijnej - którą uważała za swoją własną domenę. Nona/Rosemary nie wyjaśnia jak doszło do śmierci Telik-ha Ventiu. W każdym razie owa (już wówczas) kobieta została utopiona w Nilu wraz ze swą świątynną przyjaciółką Volą (notabene według przekazu Nony, kolejnym wcieleniem Voli była właśnie Rosemary). Tak zakończyło się jej życie w tamtym czasie i tak też urywa się ten przekaz. Nie wiadomo kiedy Telik-ha Ventiu została zamordowana. Wiadomo natomiast że syn i następca Amenhotepa oraz królowej Teje - książę Echnaton porzucił dotychczasowe kulty swego kraju i całkowicie przyjął huryckie kulty solarne. Ale nim do tego doszło, wydarzyło się jeszcze kilka innych spraw w Egipcie i jego politycznym otoczeniu.


CDN.


DZIŚ DZIEŃ FLAGI RZECZYPOSPOLITEJ POLSKI, TAK WIĘC CZEŚĆ ODDAJĘ ŚWIĘTYM BARWOM MOJEJ OJCZYZNY





01 maja 2026

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. VI

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. VI




 Rok 1923 był rokiem bardzo niespokojnym nie tylko w Polsce, ale również w kilku innych państwach europejskich (z pewnością w Niemczech, gdzie hiperinflacja doszła do przerażającego poziomu). W Polsce był to rok często zmieniających się rządów (trzy gabinety w ciągu roku), hiperinflacji, walki z paskarzami (wielu bowiem handlarzy starało się wykorzystać kryzys gospodarczy do swoich celów, maksymalnie podnosząc ceny sprzedawanych przez siebie towarów), oraz zamachów terrorystycznych, a także nadziei, jakie wiązali komuniści z rychłym upadkiem demokracji i zainstalowaniem w Polsce systemu sowieckiego. Już 4 stycznia policja przeprowadziła aresztowania, robiąc naloty na meliny komunistów i współpracowników Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. Wielu sowieckich agentów z KPRP zostało wówczas aresztowanych. Samego Komitetu Centralnego z Adolfem Warszawskim-Warskim i Marią Koszutską nie udało się jednak policji aresztować.

Co ciekawe, tego samego, 4 stycznia 1923 r. swoje obowiązki rozpoczął pierwszy poseł Związku Sowieckiego w Polsce - Piotr Wojkow (polskim posłem w Moskwie został Stanisław Kętrzyński).

Stan zdrowia Lenina pogarszał się z każdym kolejnym dniem, aczkolwiek jeszcze był na tyle sprawny umysłowo, aby 4 stycznia dopisać post scriptum do swego nieoficjalnego "testamentu", który napisał pod koniec grudnia 1922 r. i w którym ostrzegał Partię przed Stalinem, pisząc: "Towarzysz Stalin, po objęciu funkcji sekretarza generalnego, skupił w swych rękach nadmierną władzę i nie ma pewności, czy zawsze potrafi z tej władzy korzystać z należytą ostrożnością". Dnia 4 stycznia 1923 r. Lenin dopisał jeszcze: "Stalin jest zbyt brutalny i wada ta, która jest całkiem do zniesienia w naszym środowisku i w stosunkach między nami, komunistami, staje się nie do zniesienia na stanowisku sekretarza generalnego". Dokument ten został potem na całe dekady utajniony i był jednym z najbardziej strzeżonych dokumentów w Związku Sowieckim, nawet po śmierci Stalina (notabene Lew Trocki - czyli jedyny realny konkurent Stalina do władzy nad partią i państwem - twierdził też, że Lenin miał powiedzieć o Stalinie w gniewie: "Ten kucharz zgotuje tylko pieprzne dania").

Wzmagał się problem niemieckich reparacji dla zwycięskich mocarstw I Wojny Światowej. Jeszcze w marcu 1921 r. Ententa ustaliła wysokość reparacji niemieckich na 132 mld marek w złocie (płatnych rocznymi ratami 2-6 mld marek przez 42 lata). Niemcy (szczególnie za ministra Walthera Rathenaua) starały się obniżyć tę kwotę do 50 mld marek, pomniejszonych o 20 mld, które rzekomo Niemcy miały już spłacić Aliantom. Rathenau twierdził, że jeśli Alianci nie zgodzą się na obniżenie wysokości reparacji, to Niemcy czeka katastrofa gospodarcza i bankructwo, a co za tym idzie anarchia polityczna i niestabilność, która może pochłonąć Europę (tym bardziej biorąc pod uwagę zagrożenie sowieckie). Francuzi jednak kategorycznie nie godzili się na jakiekolwiek w tym względzie ustępstwa. Tym bardziej że po upadku rządu skłonnego do kompromisu Aristide Brianda, nowym premierem został (styczeń 1922 r.) były prezydent Republiki - Raimund Poincaré, który nie chciał słyszeć o żadnym kompromisie w stosunku do Niemców. Taka polityka doprowadziła w Niemczech do wielu politycznych zbrodni, a jej ofiarą padł sam Rathenau (zastrzelony w Berlinie 24 czerwca 1922 r. notabene jeden z zamachowców wrzucił do jego samochodu również granat ręczny). Ratenau był niemieckim nacjonalistą i chociaż godził się na reparacje, wiedząc że tylko w ten sposób Niemcy mogą powrócić na europejskie salony i wywalczyć odzyskanie przynajmniej części strat terytorialnych, poniesionych po zakończeniu I Wojny Światowej (szczególnie miał na myśli Pomorze i Górny Śląsk). Jednak owa zgoda została automatycznie uznana przez środowiska nacjonalistyczne w Niemczech (szczególnie te, które głosiły mit "ciosu w plecy") że Rathenau jest zdrajcą Niemiec, a ponieważ był również Żydem, tym bardziej go to oczerniało w oczach żądnych odwetu nacjonalistów. Zresztą reparacje które Niemcy zaczęły już spłacać w dostawach surowców dla francuskiego przemysłu, były ostatecznie torpedowane przez wielkich niemieckich przemysłowców (Kruppowie, Thyssenowie, Stinnesowie). Również kapitał i politycy brytyjscy nie widzieli potrzeby w wypłacaniu reparacji Francji (ogromna bowiem część z owych reparacji przypadała Francuzom).


NAJWIĘKSZE ARMIE W EUROPIE 
(WRAZ Z USA I JAPONIĄ) 
W LATACH 20-tych XX WIEKU



W dniach 2-4 stycznia 1923 r. odbyła się konferencja paryska w sprawie niemieckich reparacji, która jednak zakończyła się fiaskiem. Powstały 22 listopada 1922 r. centro-prawicowy rząd Wilhelma Cuno, nie mógł się bowiem zgodzić na ustaloną kwotę 132 mld marek w złocie, gdyż realnie doprowadziłoby to niemiecką gospodarkę do bankructwa, ale Francuzi (mam tu na myśli polityków z otoczenia premiera Poincaré, gdyż francuscy przemysłowcy często znajdowali wspólny język z przemysłowcami z Niemiec) nie zamierzali pójść na jakiekolwiek, choćby najmniejsze ustępstwa. Francuzów wsparli w tym Belgowie oraz Włosi Mussoliniego. Konserwatywny rząd brytyjski zaś (z już wówczas śmiertelnie chorym premierem Andrew Bonarem Lawem) był znacznie bardziej elastyczny w kwestii reparacji i choć popierał Francuzów, ostatecznie zdawał się stanąć po stronie Niemiec. Poincaré, nie mając innego wyjścia i widząc że w żaden inny sposób nie wyegzekwuje od Niemców reparacji, zdecydował się na krok militarny. 11 stycznia 1923 r. Armia Francuska i Belgijska wkroczyły do Zagłębia Ruhry, traktując je jako zastaw pod wypłatę reperacji wojennych. Odtąd transporty węgla miał iść nie w głąb Niemiec, a do Francji - na konto reparacji. Rząd Wilhelma Cuno wezwał rodaków z Zagłębia Ruhry (głównie urzędników i robotników) do biernego oporu wobec okupantów francuskich. Doszło jednak do kilku starć w wyniku których zastrzelonych zostało 132 Niemców. Interwencja francusko-belgijska w Zagłębiu Ruhry spotkała się ze sprzeciwem zarówno Londynu jak i Waszyngtonu - tym bardziej gdy doszły tam informacje o walkach i zabitych oraz rannych cywilach. Poincaré musiał nieco ograniczyć swoje apetyty i swój przekaz, ale nie wycofał się z Zagłębia Ruhry, a wręcz przeciwnie - zaczął wspierać lokalny separatyzm. Ruch separatystów nadreńskich, kierowany przez Adama Dortena (uczestniczył w nim również pierwszy kanclerz powojennych Niemiec, a wówczas burmistrz Kolonii - Konrad Adenauer) był mocno wspierany i finansowany przez Paryż. Ostatecznie jednak okupacja Zagłębia Ruhry niewiele Francuzom dała, natomiast generowała ogromne koszty, a także straty wizerunkowe. Mimo to Poincaré nie zamierzał się stamtąd wycofywać.




FRANCUSKA OKUPACJA W ZAGŁĘBIU RUHRY BYŁA DOTKLIWA DLA NIEMCÓW PRZEDE WSZYSTKIM W TAKICH CODZIENNYCH NIEPRZYJEMNYCH SYTUACJACH



31 stycznia 1923 r. o godz. 6:30 rano, zabójca prezydenta Gabriela Narutowicza - Eligiusz Niewiadomski został przewieziony z aresztu do Cytadeli, gdzie miał dokonać swego żywota. Czekała tam na niego już kompania szkolna 30 Pułku Strzelców Kaniowskich. Poprzedniego dnia wieczorem przeprowadził Niewiadomski dwugodzinną rozmowę w swej celi z księdzem Pietrzykiem. Teraz nie zdradzał ani zdenerwowania ani też obaw przed śmiercią (proponowano mu aby poprosił o ułaskawienie nowego prezydenta Stanisława Wojciechowskiego, ale on odmówił i stwierdził że za taki czyn jaki popełnił, należy się śmierć, gdyż co prawda idea jakiej służył - według niego - była słuszna i Narutowicz jako symbol politycznego zaprzaństwa na śmierć zasłużył, ale równocześnie było to zabójstwo człowieka i z tego też powodu on również musi zginąć). Podszedł do słupka egzekucyjnego (chociaż wcześniej starano się przynajmniej doprowadzić do tego, aby nie został rozstrzelany przy tym słupku jak pospolity przestępca, ale ostatecznie nie udało się do tego doprowadzić prawicowym ugrupowaniom). Zdjął palto, szalik i kapelusz, ściągnął też okulary i podał je stojącemu nieopodal mecenasowi Kijeńskiemu. Poprosił aby nie zawiązywano mu oczu i aby nie przywiązywano go do słupka, a życzenie to zostało spełnione. Następnie wyrzekł słowa: "Umieram za Polskę, którą gubi Piłsudski! Zachowam spokój, proszę, aby mierzono mi w głowę" - były to jego ostatnie słowa. Następnie padły strzały i Niewiadomski zakończył swój ziemski żywot. Po śmierci Niewiadomski stał się ikoną środowisk prawicowych. W kościołach zaczęto odprawiać mszę w intencji jego duszy. Podczas kazań, a także w prasie prawicowej i katolickiej zaczęto nazywać go "bohaterem-męczennikiem". Przybrało to tak ogromne rozmiary, że 11 lutego episkopat polski musiał wydać odezwę, w której stwierdzono iż: "Nabożeństwa żałobne nie powinny być nadużywane dla manifestacji, nie odpowiadających świętości i celowi obrządku religijnego". Dalej twierdzono iż nabożeństwa za Niewiadomskiego mogą wprowadzić "zamęt do pojęć o moralności chrześcijańskiej", gdyż Kościół sprzeciwia się wszelkim akcjom łamiącym przykazania - szczególnie to "nie zabijaj!".

Eligiusz Niewiadomski stał się bohaterem również dla powstałego na początku 1923 r. i będącego w konspiracji "Pogotowia Patriotów Polskich" - PPP. Ich ulotki (rozdawane również w kościołach) głosiły: "Patrioto! Wstąpiłeś w szeregi Pogotowia Patriotów Polskich, które powstało w przekonaniu, że Ojczyznę można uratować tylko drogą dyktatury. Widzisz sam, jak dzisiejszy ustrój parlamentarny prowadzi Ojczyznę do zguby. Wiedz o tym, że należysz do organizacji bezpartyjnej, stojącej na gruncie narodowym i patriotycznym, bo Polska jest dla Polaków i Polacy Nią rządzić powinni". Rytuał przystąpienia do tej organizacji był dosyć mistyczny. Nowo-wstępującego prowadzono do podziemi jednego z kościołów (najczęściej do Kościoła Wszystkich Świętych na Grzybowie lub do kościoła Kapucynów na ul. Miodowej w Warszawie) i tam składali oni przysięgę. Jeden z wtajemniczonych mówił potem, iż: "Mówiono nam, że ten czarny krzyż, który całowaliśmy po przysiędze, całował przed śmiercią na polu stracenia Eligiusz Niewiadomski". Była to organizacja, która przygotowywała zamach stanu w Polsce i z tego powodu szybko znalazła się w polu zainteresowania policji. W styczniu 1924 r. Pogotowie Patriotów Polskich zostało rozbite aresztowaniami, w tym czasie w jego skład wchodziło ok. 800 osób. Sprawa ta jednak była bardzo poważna, gdyż organizacja miała swoich ludzi nie tylko w środowiskach akademickich (wśród studentów), ale również wśród żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego, wśród policjantów (w tym również wśród komisarzy policji), urzędników, a także wśród polityków (m.in. z prezesem Związku Ludowo-Narodowego Stanisławem Głąbińskim). Przywódcą organizacji był architekt Jan Pękosławski, który zamierzał przejąć władzę w wyniku zamachu stanu, obalić konstytucję i wprowadzić dyktaturę. Wojskowym szefem organizacji był Witold Gorczyński (który prowadził tajne rozmowy z gen. Szeptyckim - ówczesnym ministrem), zaangażowany w tę organizację był również gen. Wroczyński.

Istniejący od 16 grudnia 1922 r. rząd gen. Władysława Sikorskiego, musiał przede wszystkim zmagać się z szalejącą inflacją i coraz szybszym spadkiem wartości marki polskiej. Już 13 stycznia 1923 r. Sikorski przeprowadził rekonstrukcję swego gabinetu, powierzając ministerstwo skarbu Władysławowi Grabskiemu, który od początku zaczął twierdzić iż należy wprowadzić nową polską walutę i w miejsce polskiej marki powołać do życia polski złoty. Nowy pieniądz miał funkcjonować początkowo jednocześnie ze starym, z tym że złoty nie podlegałby inflacji (czego w przypadku marki Grabski już nie gwarantował). Aby ograniczyć coraz większą inflację, Grabski zaproponował zmniejszenie biurokracji, oraz sprzedaż niektórych deficytowych przedsiębiorstw państwowych. Oczywiście nie mogło się obyć bez nowych podatków, ale na razie trwały sejmowe spory o to, kto tak naprawdę ma ponieść największe koszty wprowadzenia nowej waluty. Endecja była za wprowadzeniem nowego podatku, który bezpośrednio dotykał by warstw ludowych (najbiedniejszych), socjaliści zaś dążyli do opodatkowania najbogatszych - i tak to się na razie kręciło (w satyrycznym czasopiśmie "Mucha" ukazał się rysunek, w którym młoda kobieta w szacie do ziemi i z białym orłem na piersi prowadziła za ręce dwóch niesfornych urwisów, jednym z nich była prawica, drugim lewica. Podpis pod rysunkiem brzmiał: "Zaraz mi tu zgodnie iść smarkacze, bo w skórę dam", na co chłopak z napisem "prawica" odpowiada: "Dobrze mamo, ja z nim pójdę, ale po drodze go kopnę", na co chłopak z napisem "lewica" odpowiada: "Ja też go kopnę" 🥴).

Wkroczenie wojsk francuskich i belgijskich do Zagłębia Ruhry spowodowało, że Paryż znów musiał orientować się na Warszawę, jako głównego sojusznika w przypadku konfliktu z Niemcami. Co prawda od 19 lutego 1921 r. istniał polsko-francuski sojusz obronny (skierowany przeciwko Niemcom), ale Francuzi podchodzili do niego w sposób całkowicie dowolny, raz dążąc do jego wzmocnienia (w sytuacji większego konfliktu z Berlinem), a raz do jego osłabienia. Jednak sytuacja, jaka się wytworzyła w Europie Zachodniej w styczniu 1923 r. spowodowała właśnie że Polska stała się niezwykle pożądana i to nie tylko przez Paryż, ale również przez Londyn (który chciał przez Polskę dostać się do Rumunii, niezbędnej w konflikcie Brytyjczyków z Turkami, wspieranymi przez Sowietów. Polska zaś od 3 marca 1921 r. miała również układ obronny z Rumunią, wymierzony w sowiecką Rosję).




12 stycznia 1923 r. Litwini (za namową Niemców) zajęli Kłajpedę. To portowe miasto administrowane było (na mocy Traktatu Wersalskiego) przez francuskiego gubernatora, natomiast Rada Ambasadorów Ententy zdecydowała się przekazać to miasto (jako "Wolne Miasto") pod wspólny polsko-litewski zarząd. Jednak od 9 października 1920 r. czyli od zajęcia Wilna przez oddziały gen. Żeligowskiego, Litwa nie utrzymywała z Polską żadnych stosunków, nie tylko dyplomatycznych ale również jakichkolwiek innych. Litwa, będąc młodym narodem i nie mając żadnych tradycji państwowych opartych na "litewskości" (wszelkie te tradycje - jeśli w ogóle można je takowymi nazwać - sięgały średniowiecza, więc nie mogły odnosić się do współczesności), po zajęciu Wilna, a szczególnie po przyłączeniu Wilna i Litwy Środkowej do Polski (24 marca 1922 r.) wytworzyła u siebie bardzo silny antypolonizm i na tej nienawiści budowała swoją tożsamość narodową (tak naprawdę ten antypolonizm jest w Litwinach do dziś. Jakiś czas temu rozmawiałem z Litwinem, który mi tłumaczył że oni do dzisiaj boją się polskich wpływów kulturowych nie tylko w Wilnie i całym regionie, ale również na pozostałych ziemiach litewskich. Ale jednego nie był w stanie zanegować, Litwa może istnieć tylko w sytuacji gdy istnieje silna Polska, jeśli Polska nie jest silna lub traci swą niepodległość - Litwa przepada. Polska może istnieć bez Litwy, Litwa jednak nie przetrwa bez Polski). Natomiast Niemcy woleli aby Kłajpeda (która przed zakończeniem I Wojny Światowej należała do nich) włączona teraz została raczej do słabej i małej Litwy, niż do dużej Polski, z którą Niemcy mieli swoje zatargi graniczne. Dlatego też namówili Litwinów - a ci oczywiście skwapliwie na to przestali - aby zajęli Kłajpedę i włączyli to miasto do swojego państwa. Litwa, budując zaś swoją tożsamość na antypolonizmie, jednocześnie pozbawiała się ogromnej, kilku-wiekowej części swej historii. Historii, która była wspólna - polsko-litewska i która mogła zasadniczo zmienić powojenny układ sił w Europie Północnej, gdyby Kowno nie było tak małostkowe i uparte. Co z tego że Wilno było historyczną stolicą Litwy, skoro Litwinów w tym mieście było parę procent. Dominowali przede wszystkim Polacy, a na drugim miejscu byli Żydzi. Piłsudski zresztą zamierzał oddać Litwie Wilno, ale nie Litwie nacjonalistycznej. Nie Litwie, która będzie wylęgarnią antypolonizmu i z ziem której niemieckie i sowieckie bandy będą przenikać na terytorium Rzeczpospolitej. Litwa sprzymierzona z Polską we wspólnym sojuszu mogła zatrzymać Wilno, ale małostkowi politycy z Kowna uznali, że wolą konflikt z Warszawą, nie zdając sobie sprawy że upadek Polski automatycznie doprowadzi do upadku Litwy. Poza tym, nie mając wcześniejszych tradycji administracyjnych, Litwa zalana była rusko-carskim biurokratycznym badziewiem prawnym i w ten sposób przypominała rzeczywiście jakąś taką post-carską mini republikę. Warto tu jeszcze przytoczyć słowa, jakie w 1905 r. wystosował w kierunku Litwinów Henryk Sienkiewicz, a brzmiały one: "A wspomnij ty dawne czasy: kto cię ochrzcił? Kto cię oświecił? Kto cię Niemcu (...) jako psa z gardła wyrwał? (...) Budzi się, mówisz naród litewski? To chwała Bogu! Chcesz po litewsku gadać? Gadaj! Ten, co krwi dla ciebie nie szczędził jeszcze ci dopomoże. A ty - hajże na niego, choć on Twoja krew i Twój brat".




Ale właśnie to, co uczyniła Litwa z Kłajpedą, dał Polsce pretekst, aby na arenie międzynarodowej przedstawić sprawę nierozwiązanych i wciąż wlokących się kwestii granicznych. Minister spraw zagranicznych Rzeczypospolitej - Aleksander Skrzyński stwierdził, że takie kroki jakie poczyniła Litwa, mogą w przyszłości posłużyć czy to Moskwie czy Berlinowi do podobnych gwałtów politycznych, a co za tym idzie, mocarstwa zachodnie powinny jak najszybciej uznać granicę polsko-litewską. Jednocześnie polski poseł w Rzymie August Zaleski (przyszły minister spraw zagranicznych, oraz - już dużo później, po zakończeniu II Wojny Światowej prezydent Rzeczypospolitej Polski na uchodźstwie w Londynie) starał się również urobić w tej kwestii Mussoliniego (Zaleski pisał potem w swych pamiętnikach, że Mussolini skarżył mu się co do słabej międzynarodowej pozycji Włoch. Zaleski pisał: "Podsunąłem mu myśl, że jednym ze sposobów polepszenia tej pozycji byłoby okazywanie żywszego zainteresowania dla wszystkich zagadnień politycznych, bez względu na to, gdzie się kształtują. (...) Włochy mają właśnie sposobność okazania światu, że są krajem o szerokich zainteresowaniach. (...) Takie wystąpienie Włoch wywołałoby bardzo korzystne wrażenie w Europie wschodniej, która po raz pierwszy ujrzała Włochy w roli wielkiego mocarstwa, Mussolini skwapliwie podchwycił tę szansę..." 30 stycznia 1923 r. Benito Mussolini wygłosił mowę, w której gorąco popierał międzynarodowe uznanie granicy polsko-litewskiej, co ostatecznie doprowadziło do przekonania zarówno Francuzów jak i Brytyjczyków. Już 3 lutego Rada Ligii Narodów (pod przewodnictwem Francuzów i Brytyjczyków) przyznała Polsce pełne suwerenne prawa nad Wileńszczyzną. 16 lutego ta sama Rada Ambasadorów Ligii Narodów uznała suwerenną władzę Litwy nad Kłajpedą, pod warunkiem respektowania autonomii tego miasta i przyznania Polsce prawa do korzystania z portu kłajpedzkiego (nie respektowanego przez Litwinów). 15 marca zaś Rada Ambasadorów uznała wschodnią granicę Rzeczypospolitej zarówno z Litwą, jak i z Rosją sowiecką. Stało się to wielkim sukcesem rządu Sikorskiego i zostało mocno przezeń rozreklamowane.


WŁADYSŁAW SIKORSKI 
(w latach 20-tych)



A tymczasem w lutym 1923 r. do Komunistycznej Partii Robotniczej Polski przyłączył się Żydowski Komunistyczny Związek Robotniczy w Polsce - czyli Kom-Bund.

Z takich ciekawostek warto też nadmienić, że 1 marca 1923 r. w Niemczech podniesiono dopuszczalną prędkość aut z 15 aż do 30 km/godz.


CDN.



A TAK NA MARGINESIE ZACZĄŁ SIĘ JUŻ DŁUGI WEEKEND, CZYLI WRACAMY DO NASZEJ POLSKIEJ ULUBIONEJ TRADYCJI GRILLOWANIA. 

ŻYCZĘ ZATEM MIŁEGO,
SPOKOJNEGO I OWOCNEGO WEEKENDU



ZAPRZAŃSTWO JAKICH MAŁO! - Cz. VII

CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI POWSTANIE i WOJNA Cz. VII WŁADYSŁAW IV W MŁODOŚCI  Poselstwo na którego czele st...