WYŚWIETLENIA

10 kwietnia 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXIV

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XXI



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XXI






PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE:
SŁOWIANIE
(CYWILIZACJA FILISTYŃSKA)
(ok. 1200 r. p.n.e. - 925 r. p.n.e.)
Cz. IX



FILISTEA
CZASY EKSPANSJI
(ok. 1100 - 925 r. p.n.e.)
Cz. VIII






KRÓL DAWID 
(ok. 1006 r. p.n.e. - ok. 965 r. p.n.e.)



Po klęsce pod Gilboa (ok. 1006 r. p.n.e., która dla Izraelitów była prawdziwą katastrofą) i śmierci w tej bitwie króla Saula oraz jego trzech synów, stworzone przez tego władcę państwo realnie rozpadło się. W tej sytuacji zdobyć to co zostało z królestwa Izraela i ponownie zjednoczyć kraj, postanowił właśnie Dawid, który wcześniej już zbiegł przed Saulem z Gibei do Nob a następnie do Gat, gdzie zaciągnął się na służbę jako najemnik u tamtejszego serena Akisza, zapewniając mu swymi zbrojnymi wypadami kontrolę nad Judą i Negewem. W zamian za swoje zasługi otrzymał Dawid od Akisza w prezencie miasto Siklag (dokąd sprowadzał wszelkich łotrzyków żądnych sławy i łatwego zarobku, czyniąc z nich swoich stronników). Tam również Dawid poślubił Abigail - córkę lokalnego hodowcy kóz. Teraz zaś, po śmierci Saula i przy wsparciu Akisza oraz "mężów z Judy" (2 Sm. 2,4), został on namaszczony w Hebronie na nowego króla Izraela. Paradoksem jednak jest fakt, że wsparcie Dawidowi udzielił władca Gat, czyli tego samego filistyńskiego miasta-państwa, które piętnaście lat wcześniej wystawiło wojska do bitwy z Izraelitami w dolinie Azeka (w której - w oficjalnej wersji biblijnej - Dawid pokonać miał filistyńskiego wojownika Goliata, w rzeczywistości zaś pokonał go wojownik o imieniu Elhannan, a co się tyczy Dawida, to nie ma pewności czy w ogóle uczestniczył w tej bitwie). Teraz zaś serenowie z Gat stali się patronami odrodzonej monarchii Izraela, a Dawid w zamian za pomoc i wsparcie musiał im się opłacać.




Taka sielanka trwała aż do czasu, gdy król Dawid nie zdobył Jerozolimy (czyli Jebus -  głównego miasta plemienia Jebuzytów sprzymierzonych z Filistynami). Miało to miejsce ok. 1000 r. p.n.e., czyli jakieś pięć/sześć lat po namaszczeniu Dawida w Hebronie. Jebuzyci byli plemieniem amoryckim, spokrewnionym z ludnością zamieszkałą w mieście Mari w północno-zachodniej Mezopotamii (jak twierdzi przekaz biblijny), a zamieszkiwać mieli Jerozolimę już od co najmniej tysiąca lat (egipska "Księga Złorzeczeń" spisana w końcu XX wieku p.n.e., mówi o mieście Szalimu, identyfikowanym właśnie z Jebusem czyli Jerozolimą) i nie ma żadnych świadectw mówiących że przed Jebuzytami żył tam jakiś inny lud. Jebuzyci utrzymywali ożywione kontakty gospodarcze i sojusznicze z Hebronem, Jarmut, Lakisz, Eglonem i Hazor już od czasów swego króla Adoni-Sedeka (pierwsza połowa XII wieku p.n.e.) a być może nawet wcześniej (niektóre wzmianki z egipskich tekstów amarneńskich sugerują, że Szalimu utrzymywał liczne kontakty sojusznicze na ziemiach Kanaanu już od połowy XIV wieku p.n.e.). Miasto to było też w tradycji hebrajskiej uważane za wrogie, o czym świadczy choćby taki fragment z przypowieści o Lewicie i występku Gibeonitów (Sdz. 19): "Gdy byli już przy Jebus, a dzień już bardzo się nachylał, rzekł parobek do swego pana: "Pójdź, skręćmy do tego miasta Jebuzyjczyków i w nim przenocujmy". Lecz jego pan rzekł do niego: "Nie skręcimy do obcego miasta, gdzie nie ma synów izraelskich, lecz pojedziemy aż do Gibei" (Sdz. 19, 11-12). Nie wszyscy jednak Hebrajczycy kierowali się tak srogimi nakazami własnej religii (tym bardziej że Jebuzyci czcili swoich bogów i mieli swój święty gaj, do któr drego Prawo Mojżeszowe zakazywało wstępu wszystkim wyznawcom Jahwe), o czym świadczą choćby takie oto słowa z Księgi Sędziów: "Synowie izraelscy mieszkali tedy pośród Kananejczyków i Chetejczyków, i Amoryjczyków, i Perezyjczykow, i Chilijczyków, i Jebuzytów, i brali sobie ich córki za żony a córki swoje wydawali za mąż za ich synów i służyli ich bogom" (Sdz. 3, 5-6). To ostatnie było nie do pomyślenia dla wyznawców religii mojżeszowej, przeto radzono: "Wystrzegaj się, byś nie zawierał przymierza z mieszkańcami ziemi, do której idziesz, by się nie stali dla ciebie pułapką. Przeciwnie, zburzcie ich ołtarze, potłuczcie ich pomniki, i wytnijcie ich święte drzewa, gdyż nie będziesz się kłaniał innemu bogu" (Wj. 34, 12-14). 




Jebuzyci byli na tyle silnym plemieniem a samo Jebus tak dużym i potężnym miastem, że gdy tylko Dawid zbliżył się ze swoimi wojskami pod tę twierdzę, odrzekli mu mieszkańcy tymi oto słowy: "Nie wejdziesz tutaj, lecz ślepi i kulawi cię przepędzą" (2 Sm. 5-6). Była to jawna pogarda okazana Dawidowi i jego "bandyckiej armii z Siklag", sugerująca że nawet niepełnosprawni zdołają ich pogonić. Urażony tymi słowy, zebrać miał Dawid swych żołnierzy i przemówił do nich: "Kto pokona Jebuzejczyków i przedrze się przez kanał, i pobije ślepych i kulawych, których nienawidzi dusza Dawida" (2 Sm. 5-7). Następnie miało dojść do krwawej bitwy o miasto (przekaz biblijny mówi chociażby o Abiszaju, synu Serui czy Jaszobamie, synu Chachmoniego, którzy tak wywijali swymi włóczniami, że każdy z nich położył trupem po trzystu wojowników plemienia Jebuzytów. Oczywiście jest to propagandowa nadinterpretacja, mająca zaświadczyć iż siły Dawida złożone były z odważnych i dzielnych wojów, w rzeczywistości jednak nie wszystko poszło dokładnie tak, jak chciał Dawid. Okazało się bowiem że zdobycie Jebus nie jest wcale takie proste i choć oficjalnie miasto uległo wojsku dawidowemu, to jednak Izraelici nie byli w stanie przepędzić mieszkańców i musieli zgodzić się na pewną formę sojuszu, polegającą na tym, że miasto przypadło Dawidowi a ten uczynił w nim swą stolicę, natomiast Jebuzyci dalej tam zamieszkiwali i żyli na pełnych prawach z Hebrajczykami (przynajmniej do czasów króla Salomona, który to dopiero miał ich zniewolić). "Lecz Jebuzejczyków, mieszkających w Jerozolimie, nie mogli synowie Judy wypędzić i Jebuzejczycy mieszkają z synami Judy w Jerozolimie do dnia dzisiejszego" (Joz. 15, 63) oraz: "Całą pozostałą ludność po Amorejczykach, Chetyjczykach, Perezyjczykach, Jebuzejczykach, nie należącą do Izraela, mianowicie potomków ich, pozostałych po nich w ziemi, których synowie izraelscy nie zdołali wybić do nogi, tych Salomon zaciągnął do robót pańszczyźnianych, i tak jest do dnia dzisiejszego" (1 Krl. 9, 20-21). Tak oto Jebus stał się Jerozolimą i główną siedzibą plemienia Izraela.


JEROZOLIMA W CZASACH DAWIDA I SALOMONA 
WRAZ Z PIERWSZĄ ŚWIĄTYNIĄ



Zdobycie tego miasta jednak położyło kres dotychczasowemu sojuszowi Dawida z Gat i innymi miastami Filistynów. Oto bowiem dotychczasowy wasal serenów z Gat, po zdobyciu Jeruzalem rozciągnął swoją władzę bezpośrednio na tereny kontrolowane przez Filistynów (jako że Jebuzyci byli ich sojusznikami i ściśle z nimi współdziałali), nic więc dziwnego że doprowadziło to do kontrakcji ze strony filistyńskiej a Dawid - zagrożony najazdem - musiał wycofać się do twierdzy (nie wiadomo tylko czy chodzi o Jerozolimę czy o Hebron - będący dotychczasową stolicą Dawida - czy może o Siklag): "Gdy zaś Filistyńczycy usłyszeli, że Dawida namaszczono na króla nad Izraelem, wyruszyli wszyscy Filistyńczycy aby pochwycić Dawida; Dawid zaś dowiedziawszy się o tym, wycofał się do twierdzy" (2 Sm. 5, 17). Fragment ten sugeruje, jakoby Filistyni sprzeciwiali się namaszczeniu Dawida na króla i gdy się tylko o tym dowiedzieli, natychmiast wyruszyli przeciwko niemu zbrojnie. Nie może to być prawdą, gdyż serenowie z Gat osobiście wyznaczyli Dawida na nowego króla Izraela (jako swoją marionetkę) i chronili go (w Betlejem - skąd pochodzić miał Dawid - też stacjonował filistyński oddział zbrojny) dopóty, dopóki ten nie odważył się wyruszyć przeciwko Jerozolimie. Potem się popsuło we wzajemnych relacjach i filistyńscy serenowie postanowili przywołać do porządku nielojalnego wasala. Kampania zakończyła się jednak ich porażką, Dawid pokonał bowiem ich wojska w bitwach pod Baal-Perasim, w dolinie Refarim (nieopodal Jerozolimy) i pod Gibeon na drodze do Gezer. Izraelska propaganda starała się to przedstawić jako wspaniałe i wielkie zwycięstwa, pisząc że Filistyni: "Porzucili tam nawet swoje bożki, które Dawid i jego wojownicy zabrali" (2 Sm. 5, 21), w rzeczywistości jednak nie były to wielkie triumfy, a raczej zwykłe potyczki, co prawda zwycięskie, ale nie oznaczały one końca filistyńskiego niebezpieczeństwa dla odrodzonego Królestwa Izraela. Co prawda Dawid przedsięwziął jeszcze kampanię wyprzedzającą i zdobył bliżej nieokreśloną filistyńską twierdzę o nazwie meteg-haammah (?) Ale potem doszło do zakończenia walk i zapewne zawarcia jakiegoś rodzaju sojuszu, polegającego na tym, że Dawid (zapewne) opłacił się filistyńskim władcom za zdobycie Jerozolimy, a ci zrezygnowali z dalszych prób podbojów jego królestwa. Za takim rozumowaniem przemawia fakt, że Filistyni na długie lata znikają z pola widzenia Dawida i z jego punktu zainteresowania.




Można wręcz stwierdzić że relacje izraelsko-filistyńskie ponownie zaczynają być poprawne i to do tego stopnia, że Arka Przymierza (czyli najświętsza świętość ludu Izraela) zostaje zdeponowana przez króla Dawida w Gat u niejakiego Obed-Edoma. Nie tylko w czasie wojny ale również i w czasie pokoju takie działanie byłoby wręcz nieprawdopodobne i jeżeli do niego doszło (a trudno uznać że mogło być inaczej), świadczy to tylko o tym, że Dawid starał się naprawić popsute stosunki, które zapoczątkował jego najazd na Jerozolimę. Gdy zaś miasto to dotknęła zaraza, Dawid postanowił wznieść ołtarz na cześć Jahwe i na to miejsce wybrał klepisko należące do niejakiego Arawny - który również był Filistynem zamieszkałym w Jerozolimie (sugeruje to chociażby jego imię). Arawna był gotów przekazać swą ziemię królowi w prezencie, ale ten uparł się że za nią zapłaci i tak oto na terenie należącym do Filistyna wzniesiono ołtarz ku czci Jahwe (a potem w tym miejscu król Salomon wzniesie pierwszą Świątynię Jerozolimską). Przez kolejne kilkadziesiąt lat stosunki izraelsko-filistyńskie układały się pomyślnie (szczególnie silne były ponownie relacje Dawida z serenami z Gat, gdyż z tego miasta pochodził chociażby osobisty ochroniarz króla - czyli dowódca jego straży przybocznej - Ittaj. Filistynem zapewne również był - o czym świadczy chociażby jego imię - kapłan Abitar, choć co do tego ostatniego nie ma pewności, raczej należy uznać że wprowadzenie poganina, czyli wyznawcy obcej religii na kapłana kultu Jahwe byłoby niemożliwe, zatem, choć imię Abitar ma wybitnie filistyński rdzeń, prawdopodobnie należało do kapłana ludu Izraela, któremu takie imię zostało nadane). Jednak już sam fakt tak bliskich relacji i obecności tak wielu Filistynów w bezpośrednim otoczeniu króla Dawida, świadczy wybitnie o bardzo dobrych relacjach tego władcy z serenami Pentapolis i Szefeli (czyli zjem bezpośrednio zajętych oraz kontrolowanych przez Filistynów).

Zresztą bezpośrednich związków Dawida z Filistynami w tym okresie jest znacznie więcej, np. niejaki Benaja syn Jehojady, dowodził oddziałem filistyńskich najemników (rekrutowanych głównie z Gat, choć nie tylko). Nie tylko zresztą Filistyni obecni byli na królewskim dworze w Jerozolimie za czasów panowania Dawida. Mnóstwo było również przedstawicieli innych narodowości, jak choćby: Uriasz Hetyta, Elipelet z Maaka, Jigal z Soby, Selek Ammonita czy kilku innych. Pierwsza dekada rządów króla Dawida w Jerozolimie (ok. 1000 - 990 r. p.n.e.) upłynęła mu na odnowieniu i zacieśnieniu bliskich relacji z Filistynami (szczególnie zaś z władcami Gat, będących jego dawnymi protektorami). Kolejne okresy jego rządów zdominowały zaś kampanie wojskowe wymierzone w ludy otaczające Izrael, w których to Filistyni również występowali jako sojusznicy. W kolejnych latach Dawidowi nieustannie towarzyszy oddział filistyńskich wojowników z Gat, na których czele stał niejaki Ittaj (2 Sm. 15,19-22). Wraz z nimi wyprawił się król Dawid przeciwko ludowi Moabitów, leżącemu po drugiej stronie Morza Słonego (zwanego w tamtych czasach Morzem Araby). Głównym miastem ludu Moabitów w tym czasie było Kir-Chareszet, zaś Dawid prawdopodobnie stoczył z tym ludem bitwę w rejonie rzeki Arnon a następnie wymusił na tamtejszych władcach wypłatę corocznej daniny. Mówi się również że następnie Dawid wyprawił się przeciwko królowi Damaszku i Syrii (Aramu) Adadowi i jego również miał pokonać. Nie wiem jednak czy kampania w kierunku Damaszku rzeczywiście miała miejsce, Dawid był przecież wciąż lennikiem władców Gat, czyli filistyńskiego miasta-państwa Szefeli i wydaje się mało prawdopodobne aby sięgnął w kierunku Damaszku, tym bardziej że Józef Flawiusz pisze również, że Dawid pokonał Adada nad Eufratem, co wydaje się już w ogóle aberracją. Nie znajduję potwierdzenia ekspansji Izraela w czasach rządów Dawida aż tak daleko na północny-wschód i podobnie jak wcześniejsze opisy walk Izraelitów w czasach Jozuego i Sędziów o Kanaan, tak i te walki wydają się być jedynie opisem stworzonym bardziej ku pokrzepieniu serc, niż rzeczywistym wydarzeniem historycznym. Niewątpliwie jednak Dawid dotrzeć mógł do kraju Geszurytów, leżącym za jeziorem Kinneret na drodze w kierunku Damaszku. Z tego kraju pochodziła Maaka, jedna z żon Dawida, córka Talmaja - władcy Geszur i matka Absaloma. Prawdopodobnie jednak były dwie krainy o tej samej nazwie, jedna leżąca właśnie na północy, a druga na południu, na Synaju za Negebem w drodze do Egiptu. Pewnym jest też, że kraj Geszurytów znajdował się pod silnym wpływem Filistynów, tylko nie wiadomo czy chodzi tutaj o ten kraj z północy, czy też z południa?

Zwyciężyć miał Dawid również pod Rabbą Hanona - władcę Ammonitów (kraju leżącego na północ od Moabu i na południe od Geszur północnego). Dzięki tym kampaniom zdobył znaczne tereny (a raczej podporządkował je swej woli, nakładając nań daniny). Tym samym powstała sytuacja w której Dawid, jako zależny od Filistynów z Gat lennik, jednocześnie był panem plemion leżących za Jordanem i Morzem Słonym. Nie chcę się tutaj skupiać na okresie tych walk, bo są one według mnie nieprawdziwe (to znaczy nie wszystkie opisy jakie znaleźć można w dziełach chociażby Józefa Flawiusza czy w Starym Testamencie są autentyczne), dlatego podaję jedynie te wyprawy, które według mnie rzeczywiście mogły mieć miejsce. Znacznie ciekawiej wyglądają wewnętrzne sprawy, jakie Dawid urządził w swoim Królestwie. Przede wszystkim trzeba powiedzieć że Dawid - wbrew temu co można przeczytać w Starym Testamencie - nie był wcale takim fanatycznym wyznawcą Jahwe jak można by sądzić, a wręcz przeciwnie. To nie Salomon (jak chce Biblia), ale już jego ojciec Dawid wyznawał wiarę w innych bogów m.in. Baala czy El Eliona (dawnego boga Jebuzytów z Jerozolimy, którego świątynia prawdopodobnie wciąż istniała w czasach Dawida). Można wyrobić sobie tego typu przekonanie, gdy uświadomimy sobie że w tych czasach istniało powiedzenie o Dawidzie, które brzmiało: "Tyś kapłanem na wieki, według porządku Malchicedeka". Żeby to dobrze zrozumieć, należy pewne rzeczy wyjaśnić, a mianowicie to, że słowa te padły w kontekście odnowienia przymierza z Jahwe, czyli wystawienia ołtarza tego boga na klepisku za miastem zakupionym przez króla od niejakiego Arawny, ale też należy pamiętać że w tradycji żydowskiej nie istnieje coś takiego jak król-kapłan, dlatego też Dawid nie mógł nim być. Dlaczego jednak nazwano go kapłanem i podkreślono że jest nim według porządku Malchicedeka? A kim był Malchicedek? Był on dawnym królem Jebuzytów w Jerozolimie, który właśnie wystawił świątynię boga El Eliona. Czyżby więc Dawid został kapłanem świątyni pogańskiego bożka? Wiele na to wskazuje, pamiętajmy bowiem że według Starego Testamentu Bóg zakazał Dawidowi wzniesienia świątyni ku swej czci na owym klepisku zakupionym od Arawny i dodał że dopiero jego syn wzniesie ową Świątynię. Zatem Dawid chciał wznieść świątynię Jahwe, ale zapewne mu to uniemożliwiono. Po pierwsze dlatego, że przybytek ten miał powstać na ziemi należącej wcześniej do poganina - Filistyna, a po drugie dlatego że Dawid... był już kapłanem obcego boga.




Zresztą wiele wskazuje na to, że Dawid realnie wyznawał wiarę w obce bóstwa, o czym świadczy chociażby jego taniec wokół Arki Przymierza (jest to opisane w Biblii), a to nie spodobało się jego żonie - Michal (córce Saula), która zganić miała Dawida za jego zachowanie. Taniec wokół boga (czy też raczej posągu boga), nigdy nie należał do tradycji mojżeszowej, a był raczej częścią kultury kananejskiej/filistyńskiej, którą Dawid przyswoił (m.in. jako lennik i przyjaciel serenów z Gat). O tym, że Dawid był wyznawcą obcych kultów (co oczywiście nie znaczy że nie czcił Jahwe), świadczy chociażby imię jednego z jego synów - Eliady (co jest jawnym nawiązaniem do boga Ela). Spotkałem się także ze stwierdzeniem, że sam Dawid przed wstąpieniem na tron nosił imię - Elchanan ("Łaska Ela"). Wydaje się też że w tamtych czasach nie było z tym większych problemów (pisałem już o tym, jakie związki z Filistynami miał Samson - jeśli w ogóle istniał, a nie był tylko przyswojeniem sobie przez Izraelitów filistyńskich opowieści - a także prorokini Debora, której imię nie ma nic wspólnego z tradycją mojżeszową), tym bardziej że Dawid utrzymywał kontakt z prorokiem Natanem, który wbrew pozorom wcale nie ganił go za jego odstępstwa od wiary w Jahwe, a wręcz przeciwnie, twierdził że: "Twój tron będzie uświęcony na wieki". Czy więc Natan był zwykłym konformistą, czerpiącym korzyści z przebywania na królewskim dworze i pragnącym przypodobać się władcy, czy też rzeczywiście był to duch tamtej epoki, który nie różnicował wyznań, ani nie wprowadzał ścisłego fanatyzmu religijnego, jaki będzie cechował Żydów w późniejszych okresach? Bardziej prawdopodobną wydaje się (według mnie) ta druga ewentualność. Co ciekawe, dla przyszłych pokoleń Izraelitów, panowanie Dawida to był okres pokoju i dobrobytu, prawdziwy Złoty Wiek w którym niepodzielnie panował Jahwe. Cóż, mity i legendy też mogą służyć propagandzie i stanowić podbudowę oficjalnej ideologii (religijnej czy jakiejkolwiek innej), tylko dlatego że ludzie nie mają wiedzy jak rzeczywiście mogła wyglądać prawda.

Jedno jeszcze należy Dawidowi przyznać (co potwierdzić można w wielu źródłach), był on bowiem wielkim miłośnikiem muzyki i pięknie grywał na harfie (oraz śpiewał pieśni ku czci Jahwe - być może nie tylko Jahwe) już od najmłodszych lat. Gdy Dawid wstąpił na tron, zorganizował chór, który złożony miał być ponoć z 5000 muzyków (co znów jest mało prawdopodobne) któremu przewodził niejaki Asafow. Pomagał on królowi układać wiersze i pieśni żałobne oraz komponować muzykę do Psalmów i Psałterza (jednak te psalmy, które znajdują się w Biblii, z dużym prawdopodobieństwem nie są autorstwa Dawida, a zostały stworzone w czasach późniejszych. Chociaż nie należy wykluczyć i tego, że owi autorzy czerpali z jakichś wcześniejszych źródeł, być może właśnie z czasów Dawida). Król uwielbiał bowiem nie tylko grać i śpiewać ale również tańczyć (o czym wspomniałem wyżej, gdy tańczył wokół Arki Przymierza, co nie spodobało się jego żonie Michal). To tyle jeśli chodzi o Dawida. Jego następcą ostatecznie wybrany został Salomon (wśród Izraelczyków nie istniała zasada dziedziczenia przez najstarszego syna i każdy królewski potomek męski mógł pretendować do władzy nad krajem. Królem został Salomon - ok. 965 r. p.n.e. - tylko dlatego, że wybrał go Dawid na łożu śmierci, ale nie był to syn którego on najbardziej cenił. Bez wątpienia bowiem najbardziej szanował, cenił i kochał Absaloma - słynnego również ze swoich długich włosów - który zbuntował się przeciwko niemu i w konsekwencji został zabity, ku wielkiej rozpaczy ojca).


CDN.

08 kwietnia 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. XLV

I IMPERIUM ATLANTYDY
Cz. III





KONGRES ZJEDNOCZENIOWY ATLANTÓW
jako początek końca
I IMPERIUM ATLANTYDY
(ok. 50 000 r. p.n.e.)




Walki ze zwierzętami i ludzko-zwierzęcymi hybrydami (choć przynosiły sukcesy) pochłaniały dużo wysiłku, energii i środków. Coraz bardziej osłabione (w tym przez katastrofy naturalne) społeczeństwo I Imperium, nie miało już chęci toczyć tych walk samotnie. Postanowiono pogodzić się z Białymi przybyszami z zakonu "Synów Beliala", dopuścić ich do udziału w rządach i wymóc na nich pomoc w toczonej walce. Aby to osiągnąć postanowiono zwołać do Atlantydy - Kongres Zjednoczeniowy Atlantów (pod takim określeniem figuruje on w channelingach). Atlanci spod znaku "Jednego Prawa" zwracali zakonowi "Synów Beliala" posiadane przez nich wcześniej świątynie, oraz miasto Atla-Ra (które od czasów rebelii i zdobycia go przez siły królewskie - leżało w ruinie). Przedstawiciele jednej i drugiej "religii" mieli się spotkać w tej samej liczbie na kongresie i omówić najbardziej drażliwe i dzielące oba "zakony" kwestie. Większość spraw została załatwiona, ale pozostało kilka niewyjaśnionych kwestii jak charakter obronny Atla-Ra oraz oddzielność zakonu od państwa i stopień państwowej (ewentualnej) ingerencji w sprawy zakonu. Powołano więc nową agencję rządową, w skład której weszło 5 kapłanów (i kapłanek) z "Jednego Prawa", oraz 4 kapłanów z zakonu "Synów Beliala". Rada miała pełnić odtąd funkcję ustawodawczą i doradczą przy królu. Rada przetrwała tylko... dwa lata, aż do zdominowania Rady przez "Synów Beliala" i upadku I Imperium Atlantydy.



PROJEKT "DRUGIEGO KSIĘŻYCA
I WYBUCH II REBELII "SYNÓW BELIALA"




Dwa lata po Kongresie Zjednoczeniowym Atlantów doszło na Poseidii do wybuchu drugiej rebelii "Synów Beliala", która tym razem zakończyła się ich całkowitym zwycięstwem, oraz upadkiem i ucieczką Czerwonoskórych Aremonian z Atlantydy na kontynent amerykański. Nim jednak do tego doszło, należy parę słów powiedzieć o projekcie "Drugiego Księżyca", stworzoną przez rząd I Imperium, oraz do jego przejęcia przez "Synów Beliala", co stało się głównym powodem upadku I Imperium Atlantydy. Drugi Księżyc był ogromną, bezzałogową, krystaliczną konstrukcją wymyśloną i zrealizowaną przez inżynierów z Atlantydy, której średnica wynosiła 8000 metrów. Celem powstania tej konstrukcji była próba zapobiegania i kontrolowania zjawisk pogodowych (w tym powodzi), poprzez wysyłane wiązki odbitej (i przetworzonej) energii słonecznej. "Przetworzonej" na przykład w celu regeneracji i odbudowy komórek skórnych, gojenia ran etc. etc. A poza tym był on potężną bronią, którą można było zniszczyć dowolny ruchomy lub nieruchomy cel na planecie (począwszy od budynku, a skończywszy na niewielkich organizmach żywych). Drugi Księżyc miał więc posłużyć także jako broń wobec hybryd i ogromnych zwierząt. 

Program był monitorowany i kontrolowany przez naukowców z Atlantydy i samego monarchę, a od czasu jej powstania - także i Radę Królewską (w której skład wchodzili członkowie zakonu "Synów Beliala"). Nie można było też ukrywać przez zakonem ani samego istnienia, ani też celu Drugiego Księżyca, bardzo szybko więc naukowcy-kapłani z zakonu "Synów Beliala" zostali dopuszczeni do programu. Szybko go też zdominowali i opanowali. W tym samym czasie niejaki Tyberonn został mianowany przez króla przywódcą Rady. Był on członkiem zakonu, choć dążył do utrzymania zawartego dwa lata wcześniej kompromisu religijnego. Sytuacja jednak wymknęła się spod kontroli. Nie wiadomo dokładnie co doprowadziło do buntu i ponownej rebelii Synów Beliala? Czy był to sprzeciw przeciwko zawłaszczeniu przez zakon Drugiego Księżyca, czy też coraz silniejsza obecność zakonu w Radzie Królewskiej? Prawdopodobnie czynników stymulujących wybuch rebelii było kilka. W każdym razie jej wybuch zaskoczył nie tylko króla, jego dwór, kapłanów spod znaku "Jednego Prawa" oraz ogromną część społeczeństwa Atlantów, lecz także samych członków zakonu "Synów Beliala" - w tym Tyberonna, który opowiedział się przeciw rebelii. Jego głos (i kilku kapłanów z Rady wspierających go w tej kwestii) należał jednak do mniejszości. Bunt zakonu stał się teraz faktem i o tyle groźniejszym, że wzmocnionym potężną bronią, której siła przewyższała moc bomby atomowej zrzuconej przez Amerykanów na Hiroszimę w 1945 r.

Kapłani sterujący Drugim Księżycem naprowadzili wiązki przetworzonej energii słonecznej na określone cele w Atlantydzie - niszcząc je i powodując wybuch powszechnej paniki (tak zniszczono m.in.: Błękitną Świątynię z II Sfery stolicy). Rebelia trwała kilkadziesiąt dni i zakończyła się całkowitym zwycięstwem zakonu, choć ostatecznie udało się Toltekom unieszkodliwić Drugi Księżyc i doprowadzić do jego zniszczenia (odłamki w większości spadły do Atlantyku, oraz na tereny dzisiejszej Ameryki Południowej). Niewiele im to jednak pomogło - "Synowie Beliala" opanowali wszystkie najważniejsze ośrodki miejskie Poseidii - zakon triumfował na całej linii. Utrzymanie się na wyspie nie było już możliwe dla Czerwonoskórych Tolteków. Rozpoczął się więc ich kilkutygodniowy eksodus na kontynent amerykański (Ameryka Środkowa). Tak zakończyło swe istnienie sławetne I Imperium Atlantydy - odtąd nastały rządy Białych kolonistów z Malony - rządy zakonu "Synów Beliala". Tak powstało II Imperium Atlantydy, które zakończy swój żywot w morskich odmętach ok. 12 500 r. p.n.e.


ZNISZCZENIA DOKONANE W STOLICY 
PRZEZ "DRUGI KSIĘŻYC"




HISTORIA KOŃCA
 - I IMPERIUM i POCZĄTKÓW
 - II IMPERIUM ATLANTYDY
50 700 - 50 000 r. p.n.e.




Tutaj niestety, przy dokładnym omówieniu tych wydarzeń zaczynają się problemy. Nie wiem bowiem czy dane wydarzenie odnosi się jeszcze do czasów I Imperium, czy też mówi już ono o rządach "Synów Beliala" z II Imperium Atlantydy? Informacje są bowiem tak ze sobą pomieszane, że potrzeba wiele czasu, nim odnajdę choćby maleńki szczegół, który ułatwi mi czasowe uszeregowanie danego wydarzenia. Gdy więc - odkładając na razie channelingi - biorę do ręki zapiski Edgara Cayce'a (amerykańskiego jasnowidza i mistyka, niezwykle skutecznego - jeśli chodzi o przepowiednie - "śpiącego proroka"), mówiące o konflikcie pomiędzy zakonem "Synów Beliala" a zwolennikami "Jednego Prawa", mam właśnie ów problem z uszeregowaniem ich w czasie. Większość jego opisów dotyczy okresu sprzed zwołania Kongresu Zjednoczeniowego Atlantów i II Rebelii "Synów Beliala". Świadczy o tym fakt, że konflikt trwa, a i przywódcy Atlantydy (tak polityczni jak i religijni) starają się znaleźć jakiś "złoty środek", który zakończyłby spór, lub też dążą do zdecydowanej konfrontacji. W każdym razie, nawet jeśli opisy Cayce'a dotyczą również zagłady samej Atlantydy (która zatonęła w morskich odmętach ok. 12 500 r. p.n.e.), to ów konflikt zakonu i kapłanów "starej religii" miał miejsce do 50 000 r. p.n.e. Bowiem po tym okresie Czerwonoskórzy Toltekowie uciekli z wyspy, pozostawiając ją Białym osadnikom z Malony i Alpha Centauri. Dlatego też przyjąłem właśnie datację wydarzeń opisywanych przez Edgara Cayce'a, zamykającą się w latach 50 700 - 50 000 r. p.n.e.


WIELKA KAPŁANKA
AJAHEL




Od wyżej przeze mnie wymienionej reguły są jednak pewne wyjątki, jak choćby historia wielkiej kapłanki - AJAHEL, której życie i działalność zostały przez Cayce'a określone na lata 50 700 p.n.e. Były to czasy opisywanego przeze mnie wcześniej - moralnego upadku I Imperium Atlantydy, wojny ze zwierzętami, oraz prześladowań sekty "Synów Beliala". Ajahel była księżniczką, królewską córką, która została wybrana na kapłankę Wielkiej Świątyni z I Sfery Atlantydy. Był to okres, gdy mieszkańcy miasta nie mogli być bezpieczni nawet w jego granicach, gdyż ogromne zwierzęce bestie (czy to z powietrza, wody, czy też z lądu) atakowały ich tak w dzień jak i w nocy. Widząc cierpienia współobywateli i trudności jakie napotykają władze w walce z bestiami, Ajahel zaproponowała władcy Atlantydy zwołanie... Kongresu Zjednoczeniowego Atlantów, na którym miano uniewinnić zakon "Synów Beliala" za wcześniejszą próbę rebelii i uznać ich za pełnoprawnych obywateli Imperium. Postulowała zwrócenie im dawnych miejsc kultu, w tym ATLA-RA, oraz świątyń w samym mieście, a ich religię dopuścić do powszechnego kultu (jako jedną z religii państwowych). Sądziła że tylko w ten sposób uratuje się Atlantydę i jej mieszkańców, a poprzez zjednoczenie (i wsparcie udzielone przez kapłanów zakonu), skończy się wreszcie wojnę ze zwierzętami. 

Do zwołania Kongresu Zjednoczeniowego Atlantów, miało dojść (wg. Edgara Cayce'a) w 50 722 r. p.n.e. Dwa lata później doszło do II rebelii "Synów Beliala" i upadku I Imperium Atlantydy. Dalsze losy wielkiej kapłanki - Ajahel nie są już znane.


WOJOWNICZA KAPŁANKA
AMEENE




Cayce wspomina o wojowniczej kapłance AMEENE w swym odczycie z 6 marca 1935 roku. A kim ona była, należałoby spytać? Znów nie wiadomo, wiadomo jedynie że najprawdopodobniej była ona następczynią wielkiej kapłanki - Ajahel i sprawowała swą funkcję (a raczej dowodziła obroną Tolteków w I Sferze Atlantydy) w czasie II Rebelii i wojny domowej pomiędzy "Synami Beliala" a zwolennikami "Jednego Prawa". Ameene była ostatnią kapłanką starej religii Atlantydy, a w czasie walk, w jej rękach spoczęła cała władza królewska, łącznie z uprawnieniami wojskowymi, cywilnymi i religijnymi w całym mieście (a raczej w samej I Sferze, która broniła się najdłużej). Według Cayce'a, wielka kapłanka - Ameene początkowo była zwolenniczką zwołania Kongresu Zjednoczeniowego Atlantów i optowała za równouprawnieniem zakonu "Synów Beliala" i przyznaniem im prawa do praktykowania własnej religii. Potem jednak, wraz z wybuchem II Rebelii zmieniła swe stanowisko i stanęła na czele obrony stolicy. Najprawdopodobniej zginęła podczas walki lub już po zdobyciu I Sfery.


KRÓL AXTELL
 UCIECZKA NA WSCHÓD I WOJNA Z EGIPTEM 




O Axtellu Cayce wspomina po raz pierwszy podczas sesji z 31 lipca 1933 roku. Był to ostatni władca I Imperium Atlantydy. Król Axtell zebrał księgi "Jednego Prawa" z pozostałych jeszcze świątyń miejskich i wraz z dużą grupą współobywateli, rozpoczął wielki eksodus w kierunku wschodnim - ku Egiptowi. Gdy dotarli w rejon dzisiejszego Egiptu (który wówczas był jedną z prowincji Atlantydy), zarządzał nim brat Axtella - Ibex. Nie był on zadowolony z przybycia Atlantów, gdyż liczył że po upadku stolicy będzie mógł ogłosić się królem zarządzanej przez siebie prowincji (jeszcze wówczas nie nosiła ona nazwy - Egipt). Teraz, wraz z przybyciem Axtella i uciekinierów z ojczyzny, musiał podporządkować się i oddać władzę nad krajem - swemu bratu. Atlanci bardzo szybko zaczęli jednak traktować lokalnych mieszkańców jak własnych poddanych, co spowodowało wybuch buntu przeciwko prawom nowych panów. Bunt ten, Cayce nazywa "buntem Ibexa", gdyż to właśnie on stanął na jego czele. 




Początkowo Atlanci wzięli górę i wypędzili Ibexa na tereny późniejszej Nubii, lecz po jakimś czasie, gdy zebrał on nową armię i ruszył z nią na "Egipt", w większości odzyskał kraj. Nie był jednak w stanie definitywnie przepędzić stamtąd ani swego brata, ani też reszty Atlantów. Zawarto więc przymierze, którego rękojmią miał być ślub Axtella (pierwszego króla "Egiptu") z córką Ibexa. Tak też (poprzez wymieszanie Atlantów i lokalnej ludności) rozpoczęło się tworzenie nowego społeczeństwa, opartego na zasadzie "Jednego Prawa", które to stworzy potem jedną z największych (historycznych) ziemskich cywilizacji.


KAPŁANKA ILAX
 "JEDNO PRAWO" NA "EGIPSKIEJ" ZIEMI




Jedną z tych, którzy wyemigrowali pod wodzą Axtella z Atlantydy do "Egiptu", była kapłanka o imieniu ILAX, która została mianowana pierwszą wielką kapłanką "Egiptu" i rozpoczęła budowę Wielkiej Świątyni, w której czczono m.in.: Słońce (jak choćby, wspomniane przeze mnie w poprzednich tematach - Sale Wiecznego Ognia). Ta religia (oparta na zasadach "Jednego Prawa"), przemieni się po kilkunastu tysiącach lat w solarną religię egipską z bogiem słońca i ładu społecznego - RA na czele (ale do tego jeszcze dużo czasu upłynie, jeszcze dojdzie do wymieszania ludności "atlantyckiego Egiptu" z inną ludnością napływową, która się tam pojawi i która ostatecznie stworzy tzw.: społeczeństwo starożytnego Egiptu. Ale nim do tego dojdzie, czekają nas jeszcze Wojny Piramidowe i inne wydarzenia w kraju nad Nilem). Ale stanie się to dopiero w przyszłości, a w tym czasie dojdzie do wielu wydarzeń w samej Atlantydzie jak i poza jej granicami (jak choćby reforma religijna zakonu "Synów Beliala", wprowadzona przez kapłana Ozyrysa, za co zostanie on zamordowany). Tymczasem wielka kapłanka Ilax - widząc jak jej rodacy traktują lokalnych mieszkańców - opowiedziała się za prześladowanymi "Egipcjanami". Wielka Świątynia stała się wówczas miejscem schronienia dla uciekinierów, rannych i potrzebujących jakiejkolwiek pomocy. Ani Axtell, ani jego wojsko nie odważyli się zbezcześcić Wielkiej Świątyni, wkraczając w jej bramy (tym bardziej że Axtell ogłaszał się jako obrońca i odnowiciel "Jednego Prawa"). Po buncie Ilax została pierwszą kapłanką rządzonego przez Axtella - "Egiptu".



TO WSZYSTKO - JEŚLI CHODZI O POSTACIE Z TZW. OKRESU UPADKU I IMPERIUM ATLANTYDY. 
JEST JESZCZE KILKA CIEKAWYCH POSTACI Z OKRESU WCZEŚNIEJSZEGO
 (ok. 58 000? - 52 000? p.n.e.)


OTO ONE:


WIELKA KAPŁANKA 
ISHUMA
I JEJ 17 SYNÓW




12 kwietnia 1938 roku, podczas swej sesji Cayce wspomina o wielkiej kapłance ISHUMIE, która była matką 17 synów - każdy z nich był z innym mężczyzną. Cayce mówi, że gdy nie nastały jeszcze czasy wojen ze zwierzętami, rebelii i buntów zakonu "Synów Beliala" (a sam Belial jeszcze się nie narodził), żyła na Atlantydzie wielka kapłanka Ishuma, znana ze swego wielkiego seksualnego libida (prawdopodobnie ok. 58 000 r. p.n.e.). Temperament Ishumy wzbudzał sprzeciw kapłanów zarówno Wielkiej jak i Błękitnej Świątyni Atlantydy (jeszcze wówczas nie istniało określenie "Jedno Prawo", gdyż nie istniał zakon "Synów Beliala", nie było więc potrzeby odróżniać jednej religii od drugiej, była tylko jedna religia toltecko-tlawacka - pierwotna religia Aremonian z Mu), tym bardziej że wszystkich mężczyzn, z którymi miała dzieci - poślubiła (a co ciekawe i co powodowało największe oburzenie, niektórzy z nich byli świątynnymi niewolnikami. Zresztą Ishuma utrzymywała wielu niewolników - szczególnie mężczyzn, z którymi jednak nie posiadała potomstwa. Ciekawym jest też fakt, iż rodziła wyłącznie synów - których potem przygotowywała do funkcji kapłańskich). Rada Kapłańska nie wyciągnęła jednak wobec niej żadnych konsekwencji, gdyż okazało się że... popierają ją kapłani niższego szczebla (których była większość). Tak oto powoli postępował moralny upadek Atlantów I Imperium.


AMIEE
KRÓLOWA-DYKTATORKA




Jedyny bodajże przypadek władcy Atlantydy (który przetrwał do naszych czasów), a który został pozbawiony władzy, to przykład królowej AMIEE (bardzo liczna reprezentacja kobiet zarówno wśród kapłanek - gdzie bezwzględnie dominowały one w relacji 60:40, a także wśród władz cywilnych I Imperium Atlantydy - w tym również samej monarchii - nie powtórzy się już w II Imperium, całkowicie zdominowanym przez mężczyzn, w którym kobiety tak naprawdę zostaną sprowadzone do roli osób drugiej kategorii, zostanie nawet wprowadzone specjalny "obowiązek posłuszeństwa i milczenia" - dotyczący samych kobiet. Ale do tego jeszcze dojdziemy), o której wspomina Cayce podczas sesji z 19 września 1929 roku. Władczyni ta żyła zapewne ok. 60 000 roku p.n.e. (jest więc najstarszą wymienioną z imienia przedstawicielką społeczeństwa dawnej Atlantydy) gdyż w jej przypadku nie wspomina się nie tylko o powstaniu zakonu "Synów Beliala", lecz nawet o narodzinach samego jego twórcy. Królowa ta, według Cayce'a, dążyła do przewrotu stanu i wprowadzenia rządów dyktatorskich (co było sprzeczne z prawami Atlantydy). Aby to osiągnąć, dzieliła różne grupy społeczne i napuszczała je na siebie, jednocześnie skazując na śmierć (lub skrytobójczo uśmiercając) tych, którzy mogliby jej przeszkodzić w zdobyciu władzy absolutnej. Została obalona w wyniku sprzeciwu społecznego i i publicznie stracona.


AXELTAN
POGROMCA "SYNÓW BELIALA"
ZDOBYWCA ATLA-RA




Żył ok. 52 000 roku p.n.e. i był jednym z wodzów i bohaterów pogromu I Rebelii "Synów Beliala". Był wielkim wojownikiem Tolteków. Przyszedł na świat i wychowywał się w rodzinie kapłańskiej ("Jedno Prawo"). Kapłanką była jego matka, ojciec... nie jest znany (co może oznaczać że prawdopodobnie był niewolnikiem - a takie związki kapłanów z niewolnicami i kapłanek z niewolnikami były bardzo częste w społeczeństwie I Imperium Atlantydy). Według Edgara Cayce'a, AXELTAN - był jednym z tolteckich wodzów, którzy stłumili I Rebelię "Synów Beliala". On też zdobył silnie umocnione miasto i świątynię w Atla-Ra - głównej twierdzy zakonu. Potem wsławił się w walkach ze zwierzętami i ludzko-zwierzęcymi hybrydami. Był dość zdecydowanym wyznawcą "Jednego Prawa" i niszczył wszelkie przejawy buntu czy podważania zasad dawnej religii Atlantów.



TO TYLE, JEŚLI CHODZI O WŁADCÓW i BOHATERÓW I IMPERIUM ATLANTYDY. NIM JEDNAK PRZYJDĘ DO DZIEJÓW II IMPERIUM, HISTORII SAMEGO BELIALA (I TEGO DLACZEGO ZAŁOŻYŁ ON ZAKON, CO GO DO TEGO SKŁONIŁO), LISTY WŁADCÓW II IMPERIUM (KTÓRA JEST LEPIEJ OPISANA W CHANNELLINGACH, NIŻ TYCH NIELICZNYCH WŁADCÓW I IMPERIUM), W NASTĘPNEJ CZĘŚCI PRZEJDZIEMY SOBIE JEDNAK NA MOMENT DO KOLEBKI CYWILIZACJI SŁOWIAŃSKO-CELTYCKIEJ, CZYLI DO AZJATYCKIEGO (LEŻĄCEGO NA ZIEMIACH DZISIEJSZYCH CHIN, MONGOLII I TYBETU)
IMPERIUM UJGUR




CDN.

07 kwietnia 2026

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. IV

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. IV



W dniach 22 czerwca - 12 sierpnia 1921 r. w Moskwie odbył się III Kongres Kominternu, na którym również debatowano nad możliwością wybuchu w Polsce rewolucji komunistycznej. Z ramienia Komunistycznej Partii Robotniczej Polski uczestniczyli w tym kongresie Adolf Warszawski-Warski, Maksymilian Horowitz-Walecki, Adam Landy, Stefan Królikowski i Stanisław Bobiński (notabene Warski, Walecki i Wera Kostrzewa byli w partii uważani za "prawicowców" a to dlatego że postulowali jakąś chęć współpracy z Polską Partią Socjalistyczną. Byli też frakcją tzw. "większościowców", w odróżnieniu od frakcji "mniejszościowców" której przewodził Julian Leszczyński-Leński). Zaczęto teraz bardzo skrupulatnie przygotowywać się do nowej rewolucji. Organizowano jaczejki (komunistyczne struktury) w zakładach pracy a przede wszystkim w wojsku (które w tym czasie przechodziło proces demobilizacji). Umieszczenie swych agentów w wojsku było niezwykle ważne, ponieważ w sytuacji wybuchu rewolucji i kolejnej sowieckiej agresji na Polskę, należało maksymalnie osłabić możliwość Wojska Polskiego do skutecznej obrony. Te struktury były podstawą dla stworzonej już oficjalnie od połowy lat 20-tych tzw. "wojskówki" (Centralny Wydział Wojskowy KPP). Ostatecznie została ona rozbita przez policję w grudniu 1935 i styczniu 1936 r., mimo że była to struktura tak tajna, że nawet wewnątrz samej KPP niewielu o niej wiedziało (wojskówka początkowo złożona była z pięciu osób, w 1928 r. jej personel zwiększono do dziesięciu). Przygotowania do rewolucji trwały pełną parą, tym bardziej że Polska na początku lat 20-tych była krajem w którym szalała inflacja, a do tego panowała powojenna bieda i okrutna drożyzna, która odbierała wielu osobom radość z odzyskanej Niepodległości. Poza tym kryzysy polityczne, szybko zmieniające się rządy i demokracja partyjno-gabinetowa, oraz niekończące się spory sejmowe potęgowały wrażenie, że - posługując się kolokwialnym stwierdzeniem Ferdynanda Kiepskiego - "Nie o takie Polske walczyłem". Prawo pracownicze było nieustannie łamane (chociaż dekret o ośmiogodzinnym dniu pracy został wprowadzony już 23 listopada 1918 r., o powołaniu Inspekcji Pracy z 3 stycznia 1919 r., oraz o Pracowniczych Związkach Zawodowych z 8 lutego 1919 r.). Najlepiej pod tym względem było w fabrykach z kapitałem państwowym, najgorzej niestety w prywatnych firmach i przedsiębiorstwach. Publikacje Haliny Krahelskiej - zastępczyni Głównego Inspektora Pracy w latach 1919-1921 i 1927-1931, pokazują zatrważający obraz łamania prawa pracy przez pracodawców. Zatrudnienie dzieci w różnych zakładach - w tym w przemyśle - było powszechne (najmłodsze, które zostało zgłoszone do ubezpieczenia Kasy Chorych miało... 10 lat), a to z tego powodu że dzieciom można było płacić głodowe stawki, a i tak wykonywali pracę taką samą jak dorośli (mało tego, w jednej z warszawskich wytwórni metalowych, dzieciom nie płacono przez cały rok, gdyż twierdzono że ciągle są na okresie próbnym). Powszechną praktyką było też nie udzielanie urlopów i to zarówno młodocianym jak i dorosłym. Krahelska pisała: "Są fabryki, gdzie wprost oznajmia się przy przyjmowaniu robotnikowi, iż praca trwa 12 godzin i że jest to warunek otrzymania pracy; są fabryki, gdzie dyrekcja obwieszcza przedłużenie dnia pracy na piśmie, przyczem redakcja takich ogłoszeń brzmi kategorycznie, robotnika się nie pyta o zdanie. W innych wypadkach, wprowadzając zmiany przedłużone, dyrekcja spekuluje bezpośrednio na strachu robotnika przed utratą pracy. Proponuje się pracę po godzin 12, a gdy propozycja nie spotyka entuzjazmu śród ogółu robotników, to się oświadcza, że trzecia zmiana (ośmiogodzinna) może być przyjęta, ale później, wobec konieczności redukcji, będzie się zatrzymywało ludzi z tej trzeciej zmiany, a zwalniało ze zmian obecnie pracujących. Są fabryki, gdzie stopniowo przedłużało się dzień roboczy, ażeby uśpić czujność robotników bardziej uświadomionych. W niektórych fabrykach wprowadzenie dnia przedłużonego odbywa się bardzo uroczyście, w drodze zbierania ogółu robotników i głosowania za 8-godzinnym dniem pracy lub przeciw niemu. (…) dzisiejsza psychika robotnika łódzkiego (poza biedą i nędzą materialną) w wysokim stopniu jest uległą pracodawcom i przez nich steroryzowaną".




W takich warunkach komuniści polscy uznali, że przeprowadzenie rewolucji nie będzie aż tak trudne, tym bardziej jeśli zdoła się doprowadzić do masowych strajków, połączonych z infiltracją wojska (a nawet policji) i interwencją Armii Czerwonej. Lata 1921-1924 były pod tym względem bardzo niebezpieczne. Na wschodzie co prawda wytyczono już nową granicę (zgodnie z "wyrokami" traktatu ryskiego), ale wciąż była ona niezbyt dobrze zabezpieczona, a wszelkie bolszewickie bandy przechodziły przez nią praktycznie bezkarnie, dokonując po polskiej stronie różnych napadów, podpaleń i rabunków (nie mówiąc oczywiście o agitacji komunistycznej, ale w tych warunkach nie była ona skuteczna). Wydawało się że komunistom wkrótce uda się doprowadzić do tego, czego nie udało się uzyskać w lipcu i sierpniu roku 1920. 19 października 1921 r. Włodzimierz Lenin wystosował specjalny list do działaczy Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, w którym nieco studził nastroje, przestrzegając ich przed sprowokowaniem zbyt wczesnego wystąpienia zbrojnego i rewolucyjnego w Polsce. Twierdził że rewolucja wkrótce i tak nastąpi, ale na razie (choć oczywiście o tym nie wspominał w swym liście) Armia Czerwona nie była gotowa do przeprowadzenia jakiejkolwiek akcji zbrojnej przeciwko Polsce. 30 października we Lwowie (w zabudowaniach katedry św. Jura) odbyła się konferencja Komunistycznej Partii Galicji Wschodniej (założonej w lutym 1919 r.). Partia ta, początkowo porządkowana Komunistycznej Partii (bolszewików) Ukrainy, stała na skraju rozpadu wewnętrznego, gdyż powstał konflikt w jej łonie na temat tego czy nadal podlegać KP(b)U czy też podporządkować się KPRP (tym bardziej że Galicja Wschodnia weszła w skład państwa polskiego). Towarzysze jednak nie doszli do porozumienia, nie zdążyli. Na salę bowiem wkroczyła policja i aresztowała wszystkich 26 delegatów KPGW. W kolejnych dniach kontynuowano aresztowania i w sumie doprowadzono do schwytania 150 osób, jednocześnie prawie całkowicie rozbijając struktury Komunistycznej Partii Galicji Wschodniej. Niestety jednak, nie wszystkim udowodniono potem zarzut uczestnictwa w nielegalnej partii, a przed sądem zdołano postawić jedynie 39 komunistów. Pozostałym nie można było udowodnić winy, ponieważ działali oni podobnie jak grupy dywersyjne, które były organizowane w ramach KPRP, ale ich członkowie oficjalnie nie należeli do partii z tego powodu, aby w przypadku wpadki nie powiązać ich z działalnością komunistyczną. Poza tym w partii od 1 stycznia 1922 r. obowiązywała doktryna Kominternu budowy "jednolitego frontu" komunistów i socjalistów. Lenin uznał bowiem, że w państwach, w których panuje "dyktatura kapitalizmu" należy przejąć hasła socjalistyczne, niekiedy nawet narodowe po to, aby podporządkować masy idące za tymi hasłami - rewolucji. Dlatego też na wniosek Warskiego, Waleckiego i Kostrzewy przegłosowano w partii (stosunkiem głosów 26 do 9 i 4 wstrzymujących się) następującą uchwałę: "KPRP winna zwracać się do partii socjalistycznych i klas owych związków zawodowych z propozycją wspólnej walki" (już w parę lat później ten zwrot zostanie uznany za "faszystowski").




8 stycznia 1922 r. odbyły się na obszarze tzw. Litwy Środkowej wybory do Sejmu Wileńskiego, które - na znak protestu - zostały zbojkotowane przez Litwinów, Białorusinów i Żydów. Mimo to frekwencja wyniosła prawie 65% uprawnionych do głosowania (w ogromnej większości ludności polskiej) co dało nowemu parlamentowi Litwy Środkowej demokratyczną legitymację do decydowania o przyszłości regionu. Tak więc 20 lutego Sejm Wileński podjął uchwałę o przyłączeniu Wileńszczyzny do Polski. Piłsudski początkowo (jeszcze w czasie Bitwy Niemeńskiej we wrześniu 1920 r.) zakładał połączenie polskiego Wilna z Mińskiem i litewskim Kownem i ten związek polsko-białorusko-litewski miał z czasem połączyć się (na zasadach federacyjnych) z Rzeczpospolitą. Decyzje podjęte w Rydze i utrata Mińska za sprawą polskich politykierów, znacznie zmieniły te plany. Nie udało się utworzyć niepodległego państwa na Ukrainie, wyrzeczono się Mińska białoruskiego (zasiedlonego w ogromnej większości przez Polaków), a Litwa kowieńska była bardzo negatywnie nastawiona do jakichkolwiek związków z Polską, obawiając się głównie tego, że Polska w tym związku (jako partner większy i silniejszy) będzie - co zrozumiałe - dominować. A poza tym obawiano się na Litwie atrakcyjności kultury polskiej. Litwa więc - podburzana przez Moskwę i Berlin i mająca wsparcie mocarstw zachodnich (Wielkiej Brytanii, Francji i USA) - domagała się kategorycznie zwrotu Wilna, jako prastarej stolicy Litwy. Strona polska postulowała zorganizowanie na Wileńszczyźnie plebiscytu, podobnego do tego, jaki był organizowany na Śląsku czy na Warmii i Mazurach (a także w niektórych innych spornych terenach Europy Środkowej). Państwa zachodnie chciały oddać Wileńszczyznę Litwie, ponieważ nie wierzyły w to, że Litwa zdoła utrzymać swą niepodległość i widziały ten kraj w związku (być może nawet federacyjnym) z nową Rosją (oczywiście niekomunistyczną). Piłsudski nie chciał włączenia Wileńszczyzny do Polski. Sądził bowiem że Litwinom znacznie łatwiej będzie porozumieć się z rządem Litwy Środkowej, niż z Warszawą, ale dążenia mieszkańców samej Wileńszczyzny do powrotu do Polski okazały się silniejsze. Litwa jednak od tego momentu całkowicie zamroziła stosunki z Polską (stając się jednocześnie kukiełką zarówno Niemiec jak i Sowietów i będąc przez nich wykorzystywana jako teren do akcji dywersyjnych na terenie Polski). Aby to niebezpieczeństwo zlikwidować, można było w tamtym czasie podjąć tylko jedną decyzję - marsz z Wileńszczyzny na Kowno i to nie zbuntowanych oddziałów Żeligowskiego, a regularnych formacji Wojska Polskiego pod dowództwem Piłsudskiego. Marszałek jednak odrzucał jakąkolwiek formę agresji przeciwko Litwie, do końca wierząc że uda się porozumieć z owym "rządem kowieńskim" (jak go kpiąco nazywał). W latach 20-tych gdy przybywał do Druskiennik (gdzie miał mały domek, ofiarowany mu w ramach zasiedlania zdobytych terenów przez polskich weteranów wojennych), przechadzał się wokół jeziora, będącego granicą pomiędzy Polską a Litwą (notabene dziką granicą, bowiem od października 1920 r. Litwa nie utrzymywała z Polską żadnych kontaktów, nie tylko dyplomatycznych ale również handlowych, granicznych czy kulturalnych. Granica ta więc była dosyć niebezpieczna) i długo, czasem godzinami wpatrywał się w tamten odległy litewski brzeg, nucąc być może w myślach słowa inwokacji Adama Mickiewicza: "Litwo, ojczyzno moja. Ty jesteś jak zdrowie, ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie...".




17 marca 1922 r. w Warszawie odbył się zjazd różnych grup komunistycznych, na którym powołano do życia Związek Młodzieży Komunistycznej (który w 1930 r. zmienił nazwę na Komunistyczny Związek Młodzieży Polski). Program tego nowego tworu był wypisz wymaluj taki sam, jak Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, czyli dążenie do światowej rewolucji komunistycznej (a w tym przypadku do rewolucji w Polsce). Ta nowa organizacja weszła oczywiście w skład Komunistycznej Międzynarodówki Młodzieży, a na jej czele (na czele Komitetu Centralnego) stanął Alfred Lampe. W tym czasie warto wspomnieć że w Rosji sowieckiej 6 lutego rozwiązano budzącą grozę policję polityczną zwaną CZEKA (czyli Komisję Nadzwyczajną do Walki z Kontrrewolucją, powołaną zaraz po rewolucji w 1917 r.) i na jej miejsce stworzono Państwowy Zarząd Polityczny (GPU). Zmiana nazwy była oczywiście czysto kosmetyczna, a na czele nowych władz stanęło dotychczasowe szefostwo z Feliksem Dzierżyńskim na czele. Teraz zaczęła się już otwarta walka o władzę w komunistycznym państwie po coraz bardziej słabnącym na zdrowiu Leninie. Najpoważniejszymi kandydatami do objęcia kierownictwa sekretarza generalnego Komitetu Centralnego partii byli: Feliks Dzierżyński, Józef Stalin i Lew Trocki, kandydatami znacznie mniejszej rangi byli zaś: Grigorij Zinowiew i Lew Kamieniew. 27 marca rozpoczął się w Moskwie XI Zjazd Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików) na którym stało się jasne że to Stalin wygrał tę rozgrywkę o władzę i na drugi dzień po zakończeniu Zjazdu czyli 3 kwietnia 1922 r. Józef Stalin - na wniosek samego Lenina (który wcześniej ostrzegał przed nim towarzyszy partyjnych) wybrany został na sekretarza generalnego Komitetu Centralnego partii bolszewickiej. I tak rozpoczęła się nowa epoka, chociaż Lenin wciąż jeszcze żył.




Oczywiście nasza lokalna ekspozytura bolszewicka musiała przyjąć to do wiadomości i zaakceptować (zresztą jak i inne partie komunistyczne Europy i Świata), bowiem centrum komunizmu biło w Moskwie i to stamtąd szły pieniądze na utrzymanie takich partii jak KPRP (a także na utrzymanie działaczy partyjnych, gdyż nie pracując, musieli z czegoś żyć). W dniach 10-13 kwietnia odbyła się w Warszawie III Konferencja Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, na której wybrano nowe władze partii. Bezwzględnie zwyciężyła tzw. "prawica" partyjna, czyli w potocznym określeniu 3W (Warski-Walecki-Wera) od nazwisk przywódców tej frakcji. Zwano ich "prawicowcami" ponieważ byli oni zwolennikami porozumienia się z partiami socjalistycznymi, a nawet social-demokratycznymi i w tamtym czasie ten pogląd był poglądem większości członków partii, dlatego też to oni zwyciężyli. Główną propagatorką i można powiedzieć mózgiem tej polityki była Wera Kostrzewa, czyli Marianna Koszutcka. Urodziła się ona w 1876 r. i pochodziła z polskiej rodziny szlacheckiej - choć zubożałej, gdyż sama w młodości pracowała jako guwernantka i nauczycielka domowa. 1902 r. została kierowniczką prywatnej szkoły w Łodzi. W tym samym czasie wstąpiła też do Polskiej Partii Socjalistycznej. W następnym roku została aresztowana przez Moskali za działalność socjalistyczną i w 1904 r. zesłana na 3 lata do guberni archangielskiej. Po powrocie do Privislinije (czyli do Królestwa, a raczej tego, co z niego wówczas zostało pod kacapskim panowaniem), wstąpiła do PPS-Lewica. To ona (wraz z Różą Luksemburg i kilkoma innymi towarzyszami) była inicjatorką zjednoczenia PPS-Lewicy z Socjaldemokracją Królestwa Polskiego i Litwy, przez co 16 grudnia 1918 r. stworzona została Komunistyczna Partia Robotnicza Polski i od tego czasu Wera Kostrzewa współkształtowała politykę partii i wchodziła w skład Komitetu Centralnego i Biura Politycznego, stojąc na czele (właśnie od kwietnia 1922 r.) frakcji (wraz z Warszawskim-Warskim i Waleckim) tzw: "większościowców" czy też "prawicowców". Frakcja ta dominowała w partii przez dwa kolejne lata, gdy w Związku Sowieckim Stalin doszedł do wniosku, że sojusz z socjalistami to był jednak "faszystowski spisek". Według Karola Radka - który organizował cały ten "sojusz", miał on przebiegać w sposób następujący: "Zrobimy sojusz, pójdziemy kawałek drogi razem, ale później (...) zrobimy porządek z sojusznikami" - innymi słowy wejście komunistów w porozumienie z socjalistami miało polegać na tym, aby rozsadzać te partie od wewnątrz i przeciągać masy do siebie.

Zresztą w tym samym czasie (1922-1923) Jerzy Sochacki - inny czołowy komunista z KPRP, opublikował cztery tomiki pism szkalujących socjalistów, a były to: "PPS w służbie imperializmu Austrii i Niemiec", "PPS w rządzie Moraczewskiego", "PPS w Sejmie i poza Sejmem" oraz "PPS a Rady Robotnicze". Natomiast Wera Kostrzewa w sprawozdaniu dla Kominternu o działalności KPRP w Polsce w 1921 r. krytykowała dotychczasowe władze partyjne za skupianie się na "odziedziczonych po SDKPiL dogmatach", pominięcia haseł robotniczych, przede wszystkim dążenia do realizacji 8-godzinnego dnia pracy, kwestii reformy rolnej (rzuciła hasło: "Ziemia dla bezrolnych i małorolnych chłopów"), oraz za brak jasnego stanowiska partii w sprawie autonomii Galicji Wschodniej (tutaj Kostrzewa ostro krytykowała "prymitywny kosmopolityzm" dotychczasowych władz KPRP). Twierdziła że sukces komunistom w Polsce może przynieść przede wszystkim otworzenie się na chłopów (a nie tylko na robotników - jak to było do tej pory), oraz większe (choćby tylko taktyczne) nawiązanie do kwestii narodowych i narodowo-wyzwoleńczych, a przynajmniej nie pomijanie i bagatelizowanie tych kwestii, jak to było do tej pory. W czasie owej III konferencji KPRP Wera Kostrzewa, wygłaszając te swoje plany na przyszłość, jednocześnie dodawała że to jest tylko wybieg taktyczny i że dzięki niemu "będziemy mogli uspołecznić jeszcze więcej ziemi niż w Rosji", oraz "uspołecznienie ziemi jest w przyszłości jedynym rozwiązaniem kwestii rolnej i jedyną drogą do socjalizmu" - innymi słowy w przyszłości chłopi mieli mieć tak czy siak ziemię odebraną, a sami mieli stać się na niej pracownikami najemnymi. Czyli metody komunistyczne są niezmienne po dziś dzień, jedynie zmieniają się środki i metody wiodące ku celowi "uspołeczniania ziemi" (dziś są one realizowane pod hasłami "zielonego ładu" i całego tego ekologizmu, jaki jest nową religią Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego oraz całej idei totalitarnej struktury, w jaką zamienia się Unia Europejska). I podobnie jak dziś wszelkie zamiary cofnięcia się Komisji Europejskiej choćby o krok od zamierzonych celów zielonego totalitaryzmu powodują wręcz żałosny jazgot (choć oczywiście toczony za drzwiami gabinetów, na zasadzie "niech tam se motłoch protestuje, my idziemy dalej wyznaczoną trasą"), tak też na owej III Konferencji KPRP podniosło się wiele głosów oburzenia na sam fakt, iż można - co prawda na krótko - ale że w ogóle oddać chłopom ziemię na własność. Jeden z członków partii stwierdził wręcz: "Jeśli rewolucja będzie na Zachodzie, u nas nie znajdzie się siły, która byłaby zdolna do zmuszenia nas do podziału" (ziemi pomiędzy chłopów).




Innymi słowy komuniści chcieli dotychczasowe folwarki zamienić na państwowe przedsiębiorstwa rolnicze, w których chłopi zatrudnieni byliby w roli pracowników rolnych (a tak naprawdę parobków przywiązanych do ziemi, jak to było w Związku Sowieckim). Myśl o tym, że ziemia mogłaby zostać oddana chłopom na własność (choćby były to tylko niewielkie hektary - jak twierdziła Kostrzewa), była nie do pomyślenia dla komunistycznych fanatyków, dla których idea komunistyczna była tym samym, czym dowolnie interpretowane przykazania religijne dla fanatyków i sekciarzy. Mimo to należy stwierdzić, że władze partyjne które w kwietniu 1922 r. przejęły kierownictwo nad partią, były bodajże najbystrzejszą i najbardziej autonomiczną grupą partyjnych aparatczyków w całej historii Komunistycznej Partii Polski. Oprócz Kostrzewy, Warskiego i Waleckiego w Komitecie Centralnym znaleźli się: Jerzy Sochacki-Czeszejko, Franciszek Grzelszczak, Adam Landy, Wacław Wróblewski, Franciszek Fiedler, Roman Jabłonowski, Władysław Stein-Krajewski, Szczepan Rybacki, Edward Próchniak (ps. "Sewer", "Weber") i Henryk Lauer (ps. "Ernest", "Brand", "Łapiński"). Trybun ludowy tzw. "lewicowców" partyjnych (momentami nawet uważany za przywódcę tej frakcji) niejaki Ślusarski twierdził wręcz otwarcie że nie należy nawet na krok odchodzić od "ideałów" komunizmu i nie ulegać socjal-ugodowcom, którzy dążą do zgniłych kompromisów. Krytykował on nie tylko nowe władze KPRP, ale również politykę Rosji sowieckiej, którego rząd - jak twierdził - zmuszony jest układać się z własnym wrogiem, czyli (tadam)... z chłopstwem. Twierdził zatem, że skoro na Zachodzie nie wybuchła rewolucja komunistyczna (na co bardzo liczono) rząd sowiecki musiał iść na kompromis z chłopstwem i stworzyć taką kapitalistyczno-socjalistyczną hybrydę, jaką był NEP (Nowa Ekonomiczna Polityka), czyli wprowadzona w marcu 1921 r. przez Lenina polityka gospodarcza, dopuszczająca w państwie socjalistycznym istnienie własności prywatnej i gospodarki kapitalistycznej na mniejszą skalę (zgoda na istnienie małych prywatnych przedsiębiorstw). Ta polityka pozwoliła Rosji sowieckiej w pierwszych latach po rewolucji i wojny z Polską, złapać nieco oddechu, gdyż kraj był totalnie wyniszczony I Wojną Światową i rewolucją bolszewicką (oraz systemem komunizmu wojennego, czyli polityką rabunkową), a poza tym w kilku regionach Rosji (głównie na Ukrainie) dochodziło aż do przypadków kanibalizmu, tak wielki panował głód i bieda. Michał Bułhakow w swoim opowiadaniu "Stolica w notesie" opisywał jak wyglądało życie w Rosji w czasach tej polityki gospodarczej (nepmanami nazywano oczywiście tych, którzy najbardziej zyskali i którzy gospodarczo odżyli): "A u nepmanów było nadzwyczaj przyjemnie. Herbata, cytryna, ciasteczka, pokojówka, wszędzie pachnie perfumami, srebrne łyżeczki, córka gra na pianinie Modlitwę dziewicy, kanapa - "a może pan pozwoli śmietanki?"

Przez cały rok 1922 Wera Kostrzewa zamieszczała najróżniejsze napominania skierowane do socjalistów i zamieszczane na łamach "Nowego Przeglądu", gdzie nawoływała do zjednoczenia sił socjalistycznych, gdyż: "Idzie o odparcie niebezpieczeństwa panowania Korfantych i Dmowskich, wszystkie odłamy klasy robotniczej muszą iść w zwartych szeregach (...) cały proletariat miast i wsi, wszyscy robotnicy i biedni chłopi zrozumieć muszą, że nie osoba Piłsudskiego czy Witosa - jak głoszą fracy i ludowcy, ale tylko zbudzenie się do czynu, nieustanna czujność, solidarna masowa akcja - zapewnić im mogą demokratyczne zdobycze, niezbędne w burżuazyjnym państwie". Również Adolf Warszawski-Warski twierdził że nie ma wyjścia i trzeba działać w systemie takim jaki jest, czyli trzeba pogodzić się z tak zwaną demokracją parlamentarną i działać w jej ramach. Przynajmniej dopóty, dopóki nie wybuchnie rewolucja. Dlatego też już 20 kwietnia 1922 r. Komitet Centralny KPRP wystosował list otwarty do władz Polskiej Partii Socjalistycznej z propozycją wspólnej organizacji obchodów 1 Maja. PPS propozycję tę odrzuciła, twierdząc iż nie zamierza podejmować jakiejkolwiek współpracy z partią antyniepodległościową i zarazem pozbawioną poważnego zaplecza społecznego. W tym też czasie w Moskwie Oddział Zagraniczny GPU przygotował dla Biura Politycznego Komitetu Centralnego Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików) raport o perspektywach rewolucji w krajach zachodnioeuropejskich, opracowany na podstawie informacji Rozwiedupra (czyli wywiadu wojskowego) i Kominternu. Największe nadzieje w tamtym czasie pokładano w trzech krajach: w Niemczech, we Włoszech i w Polsce i zamierzano wysyłać tam przeszkolonych ludzi o doświadczeniu politycznym i wojskowym, aby zakładali na miejscu bazy z bronią i szkolili oddziały bojowe przyszłych rewolucjonistów. Szczególne nadzieje pokładano w Niemczech, gdzie w marcu 1922 r. marka totalnie się załamała. W tym miesiącu za jednego dolara płacono 329 marek, a już w sierpniu tego roku aż 1990 marek. W kolejnych miesiącach było jeszcze gorzej, a inflacja zamieniła się w hiperinflację, powodując nieprawdopodobną wręcz dewaluację niemieckiego pieniądza (i tak jak kiedyś już pisałem, dochodziło do takich sytuacji, że markami palono w piecu, albo szyto z nich sukienki na bale sylwestrowe i karnawałowe, gdyż do niczego innego się nie nadawały, natomiast wypłaty wyglądały tak, że pracownik zabierał ze sobą trzy albo cztery walizki do których ładował pieniądze, które były jedynie świstkiem papieru, bo chleb kosztował tyle co 1/3 takiej walizki. Już sam fakt tego pokazywał, jak bardzo Sowieci liczyli na wybuch rewolucji w Niemczech. Zresztą w Polsce było bardzo podobnie, tylko że na nieco mniejszą skalę).




Ale działalność komunistów nie była pępkiem świata, a wręcz stanowiła zaledwie odprysk wydarzeń, które wówczas działy się w świetle reflektorów. I tak oto 7 kwietnia 1922 r. zakończony został proces prawnego powiązania Wielkopolski z resztą ziem Rzeczypospolitej (ciągoty Wielkopolan do autonomii były dosyć silne, ale ostatecznie zostały stłumione). 16 kwietnia we włoskiej miejscowości Rapallo, podpisany został niemiecko-rosyjski układ, na mocy którego oba te państwa miały ze sobą współpracować i pomagać sobie w sytuacji powojennego ostracyzmu zwycięskich mocarstw. Niemcy bowiem czuły się upokorzone warunkami pokoju podyktowanymi im w Wersalu w czerwcu 1919 r. Twierdzono bowiem powszechnie (zresztą zgodnie z prawdą) że przecież Armia Niemiecka nie została pokonana w polu, a wróg nigdzie nie przekroczył granicy Cesarstwa Niemieckiego. Zaczęto zatem głosić mit o "Ciosie w plecy", który Armii Niemieckiej mieli zadać socjaliści, komuniści i Żydzi. Poza tym ogromna skala odszkodowań wojennych - jakie musiały zapłacić pokonane Niemcy zwycięskim mocarstwom powodowała, iż wszelkie radykalizmy zyskiwały coraz większy posłuch, tym bardziej w sytuacji potęgującej się inflacji i biednienia społeczeństwa niemieckiego. Liczono więc na różne "cuda". Przede wszystkim na ponowną wojnę na Wschodzie i ponowny atak Armii Czerwonej na Polskę, gdyż zwycięstwo sierpniowe roku 1920 było w Niemczech uważane za katastrofę (gdyż mocno oczekiwano tam upadku państwa polskiego i powrotu na Wschodzie do granic z 1914 r.). Poza tym oczekiwano, że gdyby komuniści ponownie zaatakowali, to Amerykanie - którzy u siebie również obawiali się rewolucji komunistycznej - przychylniejszym okiem spojrzą na kwestię niemieckich reparacji i albo je radykalnie obniżą, albo też nawet zupełnie zniosą. Rząd Josefa Wirtha (z katolickiej partii Centrum) prowadził politykę "wywiązywania się", czyli spełniania oczekiwań zwycięskich mocarstw w kwestii reparacji, co doprowadziło do tego, że Niemcy zostały dopuszczone do odbywającej się od kwietnia 1922 r. w Genui Światowej Konferencji Gospodarczej. Jednak polityka "wywiązywania się" była bardzo niepopularna w samych Niemczech i mocno zwalczana zarówno przez prawicę jak i lewicę. Poza tym w tym właśnie czasie doszło do ostrego konfliktu niemiecko-francuskiego, który był tak ostry, że obawiano się iż zamieni się w nową wojnę (wielu nacjonalistów - ale również ludzi którzy w takiej wojnie widzieli odmianę losu Niemiec - mocno jej kibicowało). Ponieważ jednak w Genui niewiele można było osiągnąć, a głos Niemiec znaczył tam tyle co nic, strona niemiecka postanowiła dogadać się z przedstawicielami Rosji sowieckiej i tak właśnie stało się w Rapallo, gdzie oba państwa nawiązały kontakty dyplomatyczne, gospodarcze i wzajemnie zrezygnowały z odszkodowań.




Wiadomość o podpisaniu układu w Rapallo wywołała szok światowej opinii publicznej, gdyż nie sądzono że do takiego zbliżenia mogłoby dojść (oczywiście nie wiedziano nic o tym, do czego potem doszło, czyli do rozbudowy Reichswehry na poligonach sowieckiej Rosji, gdzie pozbawione broni pancernej Niemcy, mogły testować nowe rodzaje czołgów i samolotów. W każdym razie układ w Rapallo wynegocjował i podpisał niemiecki minister spraw zagranicznych - Walther Rathenau, który już 24 czerwca 1922 r. zginął w Berlinie w zamachu zorganizowanym przez skrajnie prawicową organizację. Nie był to pierwszy tego rodzaju mord polityczny w ówczesnych Niemczech. Takich fememorden (mordów kapturowych) popełniono kilka, począwszy od 1921 r. Ich ofiarami padali ludzie, którzy oficjalnie zostali oskarżeni przez środowiska nacjonalistyczne o klęskę Niemiec w Wielkiej Wojnie, upokorzenie Niemiec w Wersalu i zgodę na ową hańbę. Do pierwszego mordu doszło 26 sierpnia 1921 r. a jej ofiarą padł minister finansów z partii Centrum - Mathias Erzberger. Mordu tego dokonało dwóch członków organizacji Consul (dawnej brygady Ehrhardta), którzy podeszli do Erzbergera gdy przebywał on w miasteczku zdrojowym i oddali do niego strzały w głowę i klatkę piersiową. Rathenau zaś został wysadzony granatem. Ta śmierć oblała grozą polityków i doprowadziła do tego, że 26 czerwca (czyli 2 dni po zamachu na Rathenaua), wprowadzono w Niemczech zarządzenie o ochronie Republiki, a kanclerz Wirth wygłosił orędzie do narodu, w którym stwierdził że "wróg stoi na prawicy" (w sumie zamachowcy zabili 354 osoby, w tym 326 bezkarnie). Atmosfera jaka się wówczas w Niemczech wytworzyła (głównie w kręgach rządowych i zbliżonych do rządowych) była związana z walką z partiami prawicowymi, a raczej z wszelkimi prawicowymi organizacjami, które głosiły radykalne hasła nacjonalistyczne. Jednak sympatia niemieckiej ulicy, ale również niemieckiej elity politycznej była bardzo prawicowa. Upadek Cesarstwa bowiem i powstanie Republiki niewiele zmieniło w dotychczasowym układzie polityczno-społecznym państwa. Pruskie junkierstwo wciąż było silne, oficerowie w dalszym ciągu mieli ogromny wpływ na politykę (Ernst Jünger twierdził wręcz, że: "junkrzy upili się wojną niczym winem i do dziś nie wytrzeźwieli"). Podobnie niemieckie sądy były znacznie bardziej skore do karania socjalistów i komunistów, niż członków organizacji prawicowych. "Nienawiść i bezgraniczna pogarda wobec wszystkiego, co nazywa się demokracją i republiką, staje się większa i większa" - jak pisała jedna z niemieckich gazet w roku 1922.




A tymczasem 20 czerwca 1922 r. oddział wydzielony Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Stanisława Szeptyckiego wkroczył do garnizonów górnośląskich. Polska ponownie, po kilku wiekach swej nieobecności (Śląsk po raz ostatni należał do Polski jeszcze w średniowieczu, w XIII wieku), obejmowała w posiadanie ziemię śląską, a raczej wyznaczoną przez komisję Ligii Narodów część Śląska (swoją drogą najbardziej uprzemysłowioną część, choć nie największą). Z tej okazji premier Antoni Ponikowski w depeszy do wojewody Rymera w Katowicach stwierdzał: "Dzień dzisiejszy po wsze wieki pamiętny będzie dla narodu polskiego, jako święto odzyskania przez Polskę dzielnicy prastarej, ukochanej, cennej nie tylko bogactwami, lecz więcej jeszcze, cnotami ludności. Witajcie!" Komunistyczna Partia Robotnicza Polski stała oczywiście na gruncie oddania tej ziemi Niemcom. Zresztą w kosmopolitycznym świecie do którego miano dążyć po rewolucji, takie nic nieznaczące kwestie, jak świadomość narodowa nie miały żadnego sensu, dlatego też przynależność tej czy innej ziemi do danego kraju nie była dla tych ojkofobicznych kreatur ważna. Liczyło się przecież tylko jedno szczęście ludzkości w nowym komunistycznym raju. Ale podobnie jak żadnego raju nigdy nie było na Ziemi i próżno jest szukać jakiegokolwiek Edenu (w rozumieniu biblijnym oczywiście) czy to w Mezopotamii czy gdziekolwiek indziej (próżno, ponieważ my tutaj nie przychodzimy żeby się pławić w tym świecie. My stąd nie jesteśmy! My jesteśmy nieśmiertelnym Duchem, a nie tym mięsem który tutaj musi szczeznąć i zniknąć tak, jak wcześniej czy później zniknie Ziemia, Słońce czy cały Wszechświat), tak też stworzenie jakiegokolwiek raju politycznego - a już w szczególności raju opartego na zbrodni i przemocy (do czego dążyli przecież komuniści) mogło być interesujące tylko dla ludzi zupełnie pozbawionych jakichkolwiek, choćby najmniejszych oznak inteligencji.




Wraz z zajęciem części Górnego Śląska i wkroczeniem Wojska Polskiego do śląskich garnizonów w czerwcu 1922 r. zakończone zostało powiększanie ziem odrodzonej Rzeczypospolitej Polski. Państwo polskie obejmowało obszar 386 600 km² (z czego 260 000 km² należało do dawnego zaboru rosyjskiego, ponad 80 000 km² do austriackiego i ponad 46 000 do pruskiego). Powszechny spis ludności z roku 1921 ustalił, iż odrodzone państwo zamieszkiwało 27 164 000 mieszkańców (z czego samych Polaków było 18 632 000). Poza granicami Rzeczpospolitej (na całym świecie) pozostawało zaś, według ówczesnych obliczeń jakieś 6 500 000 rodaków. W czasie walk o Niepodległość od listopada 1918 r. do października 1920 r. zginęło 45 492 żołnierzy (z czego bezpośrednio w walce 16 139), rannych zostało 110 210, a zaginionych 50 709 (część z nich potem powróciła do Polski z sowieckiej niewoli). O ile więc każde życie ludzkie jest ważne, o tyle nie ma czegoś takiego jak Niepodległość i Wolność która ma być realna (a nie tylko wydumana, lub też naciągana jak w przypadku III RP) bez przelania za Nią zaledwie kilku kropel krwi. To, co zdobywamy w pocie czoła, ma bez wątpienia większą wartość niż coś, co dostajemy bez większego wysiłku i z łaski innych. A w tym właśnie przypadku dokonało się, Polska wreszcie zjednoczyła się ze swoimi (prawie) wszystkimi dzielnicami. Wcześniej rozerwana na części, ponownie zrosła się, niczym Feniks, który odradza się z popiołów. Wielu ziem nie udało się odzyskać, tysiące (a nawet miliony) rodaków pozostały czy to na Wschodzie czy na Zachodzie, w obcych państwach. Ale to, czego wówczas dokonano, przeszło i tak najśmielsze wyobrażenia. Przecież we wszystkich planach państw toczących I Wojnę Światową Polska - nawet jeśli miała istnieć po wojnie - to miała być małym krajem, nie większym od Serbii i całkowicie zależnym od zwycięzców, czyli Niemców lub Rosjan. Nawet najwięksi optymiści nie mogli bowiem przypuszczać że wszystkie trzy zaborcze mocarstwa upadną podczas tej wojny, a z ich gruzów odrodzi się nowa Polska. Nowa, ponieważ budowana od zera, ale posiadająca też ciągłość kulturową z dawną Rzeczypospolitą (na zasadzie zarówno pamięci kulturowej jak i genetycznej przeszłych pokoleń). Wojna została wygrana, państwo odbudowane i zjednoczone, ale walka wcale się nie zakończyła, a wręcz przeciwnie - jeszcze spotęgowała. Teraz bowiem toczyła się walka o przyszłość Polski, bowiem wrogów nigdy nam nie brakowało, a niektórzy, jak Komunistyczna Partia Robotnicza Polski wręcz dążyli do ponownego wciśnięcia nas w kolejną rosyjską niewolę.




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...