WYŚWIETLENIA

15 lutego 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. XXXV

CESARSTWO - MU
(LAMAR)




Po zniszczeniu antarktycznej cywilizacji miast-państw GOR (ok. 450 000 lat temu), co było wynikiem dokowania księżyca na orbicie okołoziemskiej przez Nibiruan pod przywództwem Anu, oraz jego synów Enlila i Enkiego, przez długi okres czasu największą cywilizacją ziemską, pozostawała cywilizacja nibiruańska w EDENIE, ABZU i w dorzeczu rzeki Indus. Ten stan rzeczy trwał przez ok. 200 000 lat. Nie oznacza to jednak że Nibiruanie byli jedynymi wówczas mieszkańcami Ziemi. Przetrwali również (poważnie napromieniowani - co odbiło się na kolorze ich skóry) dawni Bakaratinianie z rasy Czarnych. Były to już jednak niewielkie skupiska ludzi żyjących w stanie na wpół dzikim. Czas jaki minął od zniszczenia cywilizacji hyperboreańskiej, oraz występujące w międzyczasie kataklizmy, spowodowały zmianę koloru skóry (mutację), spowodowaną radiacyjnym promieniowaniem. Dawna rasa Czarnych stała się teraz zupełnie inną, odmienioną rasą - dzisiejsi australijscy Aborygeni są ich bezpośrednimi przodkami. Byli to już jednak ludzie żyjący na bardzo prymitywnej stopie cywilizacyjnej (mieszkali w jaskiniach, uciekali przed błyskawicami i ogniem, żyli w stanie na wpół dzikim). Zamieszkiwali oni (w ogromnej większości) kontynent LAMAR (zwany również MU). Przetrwali też nieliczni Żółci w rejonie dzisiejszej rzeki Huang-Ho w Chinach (lecz i oni ulegli zmianom fizycznym na skutek promieniowania radioaktywnego i działalności sił natury). Lecz owi Żółci także nie rozwinęli żadnej większej cywilizacji i żyli w niewielkich, dzikich plemionach koczowników i łowców. Tak więc jedyną cywilizacją wówczas na Ziemi pozostawali Nibiruanie z baz Edenu.

Ale ok. 250 000 lat temu, sytuacja ta uległa zmianom, gdyż to właśnie wówczas przywódcy planety AREMO z galaktyki Syriusza (o tragicznym losie tej planety pisałem we wcześniejszych tematach), postanowili wysłać wyprawę badawczą w rejon naszego Systemu Słonecznego, celem wybrania nowych miejsc pod przyszłą kolonizację (planecie groziło bowiem przeludnienie). Po przybyciu do naszej galaktyki, pierwszą planetą na jakiej założyli oni swą bazę, był Mars. Tam jednak już od dłuższego czasu funkcjonowała placówka plejadiańska (rodowici Marsjanie zeszli do podziemnych tuneli by tam żyć i mieszkać, a powodem tego było zniszczenie atmosfery na planecie, spowodowane zagładą Malony). Dla nich więc nie starczało już tam miejsca, tym bardziej że planeta nie nadawała się na przyszłą kolonizację. Dotarli więc na Ziemię, lądując swymi gwiazdolotami w okolicach dzisiejszych Chin. Gdy dawni Bakaratinianie z Żółtej rasy (teraz żyjący jako na wpół dzikie plemiona) ujrzeli statki gwiezdne Aremonian, wpadli w panikę, lecz zamiast uciekać, postanowili zaatakować przybyszów. Jednak ich prymitywna broń nie mogła się równać broni będącej w posiadaniu Aremonian. Ci zostali zmuszeni do jej użycia, co spowodowało masakrę wśród atakujących (ci, którym udało się przeżyć, uciekli stamtąd w popłochu). Aremonianie nie przybyli tu jednak w celach militarnych (załogi ich okrętów gwiezdnych stanowili głównie naukowcy, których zadaniem było określenie możliwości ewentualnej kolonizacji), dlatego też cała ta sytuacja i masakra do jakiej zostali zmuszeni, zniechęciła ich do prób kolonizacji w tym miejscu (był to prawdopodobnie rejon dzisiejszej rzeki Huang-ho).

Odlecieli więc stamtąd, szukając innego (przyjaźniejszego lub bezludnego) miejsca pod przyszłe osiedlenie. Tak przybyli na kontynent Lamar, gdzie tamtejsze grupki plemienne dawnych Czarnych Bakaratinian, ze strachu - uciekały na ich widok. Pozwoliło im to nie niepokojonym, założyć stanowisko badawcze na kontynencie Lamar, a po przeprowadzeniu pierwszych badań, doszli oni do wniosku że ziemia ta jest wprost wymarzonym miejscem na przewiezienie ok. miliona swych rodaków z planety Aremo. Najpierw jednak, by móc bezpiecznie przewieźć swych pobratymców, należało założyć bazę na najbliższej Ziemi satelicie, która byłaby takim łącznikiem i zapewniała ochronę całego przedsięwzięcia. Druga wyprawa wysłana z Aremo na Ziemię, miała już za zadanie zbudować na Księżycu bazę gwiezdną, ułatwiającą deportację Aremonian na kontynent Lamar. Rozpoczęli więc wdrażanie swego planu w życie, ale... na księżycu była już jedna gwiezdna baza. Nibiruańska baza IGGI, założona przez Anu, która służyła za punkt przerzutowy wydobywanego na Ziemi złota na planetę-okręt Nibiru. Obie grupy jednak nie wchodziły sobie w drogę, a budowa i zakładanie stacji gwiezdnej, zajęło Aremonianom 50 ziemskich lat. Założenie księżycowej bazy miało miejsce wówczas, gdy na Ziemi, w Edenie doszło do buntu Nibiruan i zwołania Wielkiej Rady, która powierzyła Enkiemu misję stworzenia prymitywnego robotnika (LU-LU). Po założeniu owej bazy, zaczęto zasiedlać cały kontynent Lamar (zwany od teraz MU), który bardzo szybko został opanowany w całości przez Aremonian (pierwotne plemiona Czarnych Bakaratinian z czasem również weszły w skład społeczeństwa utworzonego Cesarstwa MU).

Tymczasem rozpoczęto budowę wielkich miast (podobnych do tych, które były na Aremo), wytyczanie kanałów i budowę sieci nowoczesnych dróg. Drogi budowano posługując się ogromnymi płytami kamiennymi, które były tak gładkie i tak ze sobą zespolone, że nie sposób było dostrzec choćby szparki, będącej granicą jednej i drugiej płyty (po tych drogach poruszały się pojazdy, które nie dotykały jej powierzchni, unosząc się kilkanaście centymetrów w powietrzu). Aremonianie zaczęli też sprowadzać na Ziemię nie tylko naukowców, inżynierów, lekarzy, budowlańców i kolonistów, lecz także różne gatunki zwierząt, wcześniej nie występujących na naszej planecie. Któż bowiem wie, że zwierzę które dziś powszechnie występuje w naszych domach lub zabudowaniach i które przez wielu z nas jest uważane za najlepszego przyjaciela człowieka - pochodzi z planety Aremo? Tak - psy pochodzą z Aremo. Ale nie tylko one, również świnie, dziki (zdziczałe świnie), wilki i pancerniki, także pochodzą z tamtej planety. Gdy pobudowano pierwsze miasta, zaczęto przesiedlać kolonistów z Aremo na większą skalę (dziś potomkami dawnych Aremonian są przede wszystkim: Indianie amerykańscy i Polinezyjczycy). Powstało w sumie 19 wielkich ośrodków miejskich. Z tych 19 miast - siedem z nich było wielkimi stolicami, które przewodziły siedmioma dzielnicami, wchodzącymi w skład późniejszego Cesarstwa MU.


RZĄD i USTRÓJ




Na czele Imperium MU stał Cesarz (Imperator), który pełnił również funkcję Najwyższego Kapłana. Rezydował w ogromnym megamieście, stolicy Imperium - SAVANASIE, lecz jego władza nie była dyktatorska. Imperator był wybierany w dość demokratyczny sposób. Mianowicie zaczynało się już podczas głosowania w referendum wiejskim i dzielnicowym (w miastach głosowano dzielnicami). Każda wioska i każda dzielnica wybierały własnego - "Męża Prawości" (kandydat musiał spełniać podstawowe wymagania - ukończyć 35 rok życia, cieszyć się w swoim środowisku niezmąconą opinią i szlachetnością oraz udzielać się aktywnie w sprawach społecznych). Następnie owych "wybrańców" kierowano na kolejne wybory do stolicy danej dzielnicy, gdzie obywatele spośród wszystkich kandydatów wybierali 60 (w całym kraju). Potem tych 60 zwożono do stolicy, gdzie dzielili się na dziesięć sześcioosobowych grup. Spośród nich, mieszkańcy stolicy głosowali na jednego z dziesięciu grup. Potem z owych dziesięciu wybierano jeszcze siedmiu. Następnie z pozostałej siódemki wyznaczano tego jednego - jedynego, któremu nadawano tytuł Imperatora, Najwyższego Kapłana i Najwyższego Przywódcy. Władza cesarska była jednak dziedziczna (w wyżej wymieniony sposób wybierano Imperatora tylko wówczas, gdy poprzedni władca zmarł nie pozostawiwszy następcy lub następczyni). Cesarz jednak nie rządził, on jedynie panował - rządził rząd, a obywatele mieli prawo zdetronizować z tronu władcę (również w referendum), jeśliby tylko powstało podejrzenie iż zamierza on wprowadzić rządy absolutne.

Na czele rządu stało siedmiu mężów o nieskazitelnej uczciwości (wybieranych w sposób zbliżony do wyborów monarchy). Nie reprezentowali oni żadnych partii politycznych, ani też nie pobierali za swą pracę na rzecz obywateli - żadnych gratyfikacji materialnych. Sześciu z nich było (można to tak określić ) ministrami, siódmy zaś był najważniejszym z nich (kimś w rodzaju premiera) i zwany był: "Najwyższym Sędzią". Najwyższy Sędzia obdarowywał każdego kolejnego Imperatora oficjalną akceptacją Rady Siedmiu (bez której monarcha nie mógłby panować) i brał udział w niezwykle uroczystej koronacji w Savanasie (władza Imperatora - ograniczała się jedynie do funkcji reprezentacyjnych i religijnych). Sama koronacja była niezwykle uroczystym wydarzeniem w całym kraju. Zjeżdżali się wówczas do stolicy mieszkańcy z najodleglejszych części Cesarstwa, by ujrzeć monarchę i podziwiać piękno i przepych jego koronacji. Cesarz podczas koronacji otrzymywał wspaniałą koronę, która z wyglądu mogła przypominać dawną papieską tiarę, oraz tytuł religijny - "Ziemskiego Reprezentanta Wielkiego Ducha". Jednak po koronacji Cesarz zamykał się w imponującym pałacu i pojawiał ponownie jedynie w czasie świąt, jako gwarant stabilności i jedności państwa (oraz łącznik pomiędzy światem ludzkim a duchowym). Władzę nad krajem sprawował rząd, który dbał o powszechną edukację obywateli (szkoła "podstawowa" była obowiązkowa do 21 roku życia, potem jeszcze siedmioletnie studia w "Szkole Obywatelskiej", jako przygotowanie do życia w społeczeństwie). Po ukończeniu 28 roku życia "student" otrzymywał tytuł: "Obywatela Imperium" i odtąd zyskiwał wszelkie prawa polityczne.

  
AREMONIANIE
OBYWATELE IMPERIUM MU
(szkic)



RELIGIA IMPERIUM


Co się tyczy kasty kapłańskiej, jaka wytworzyła się w Imperium MU, to należy stwierdzić iż była ona po prostu przeniesieniem starych zwyczajów religijnych Aremonian na kontynent Lamar (MU). Kapłani cieszyli się w społeczeństwie Lamarian z MU dość dużą pozycją, nazywano ich "Opiekunami". Co prawda - Najwyższym Kapłanem w Imperium pozostawał Cesarz (była to jednak funkcja jedynie symboliczna), lecz prawdziwe obowiązki kapłańskie wykonywali właśnie "Opiekunowie". Jedynym Bogiem i Stwórcą Wszechrzeczy w Cesarstwie MU - był THAORA - zwany również "Wielkim Bogiem Duchem" (pamięć o tym bogu i o tej wierze przetrwała później w tradycjach religijnych chociażby indiańskich plemion, wierzących w "Wielkiego Ducha" lub "Wielkiego Manitu"). Był On uosobieniem życiodajnej siły Słońca, oraz Stwórcą wszystkich rzeczy fizycznych i niefizycznych. Kapłani nie gromadzili bogactw i nie rozbudowywali świątyń. Przebywali na stałe w Wielkiej Piramidzie, wzniesionej w centrum stolicy Imperium - Savanasy (i w podobnych piramidach, wzniesionych w innych miastach Imperium), zajmując się nie tylko sprawami duchowymi i nauką o reinkarnacji dusz, lecz także leczeniem chorych i cierpiących, oraz sprawowaniem pieczy nad spisanym prawem państwowym. Ich medycyna stała na bardzo wysokim poziomie, choć w leczeniu dolegliwości wykorzystywali głownie naturalne środki, jakie oferowała przyroda, niż jakiekolwiek leki czy medykamenty.

Kapłani nosili długie, luźne tuniki w kolorze żółto-złotym lub pomarańczowo-złotym. Głowę przyozdabiali czepkami w kolorze szafranu - nie nosili obuwia. Kapłani dokonywali również zaślubin i pochówków, lecz w czasie pogrzebu panowała radosna atmosfera, cieszono się i śmiano (nie jak u nas, płakano i rozpaczano), gdyż wiedza o "Etapach Ludzkiego Życia" była dzięki naukom "Opiekunów" powszechna w społeczeństwie i wiedziano iż śmierć rozpoczyna jedynie kolejny etap drogi wiodącej ku Stwórcy. Kapłani mogli żenić się i posiadać potomstwo. Często odwiedzali dwór królewski i udzielali Cesarzowi napomnień lub pochwał w odniesieniu do polityki jaką prowadził wobec swych poddanych. Chodzili wszędzie, gdzie chcieli i nawet do pałacu cesarskiego byli wpuszczani bez pytania. Funkcję kapłańską pełnili zarówno mężczyźni jak i kobiety, a z ich zdaniem musiał się liczyć i Cesarz i rząd, gdyż mogli doprowadzić do zwołania referendum, które pozbawiłoby władzy każdego, kto nie reprezentowałby woli społeczeństwa. Jak już wspomniałem - nie gromadzili bogactw i żyli bardzo skromnie (państwo finansowało ich utrzymanie). Kapłani byli najbardziej pacyfistyczną z instytucji tworzących Imperium MU i sprzeciwiali się jakimkolwiek wojnom czy podbojom (a ponieważ ich zdanie często przesądzało o polityce państwa, stąd Imperium MU należało do najspokojniejszych i najbardziej pacyfistycznych państw w historii ziemskich cywilizacji i było zupełnym przeciwieństwem społeczeństwa... Atlantydy. Notabene, to również doprowadziło ich do katastrofy). 


SAVANASA
STOLICA IMPERIUM

 


Savasana została wzniesiona ok. 200 000 lat temu (czyli jakieś 50 000 lat po przybyciu Aremonian na Ziemię), od razu z myślą, iż stanie się nową, majestatyczną stolicą Cesarstwa. W samym centrum stolicy wzniesiono ogromną piramidę (nieporównywalnie większą od Piramidy Cheopsa w Gizie, która ma ok. 147 m wysokości). Wielka Piramida w Savanasie liczyła aż 440 m wysokości. Kamienie, które posłużyły do budowy owej piramidy, wydobywano z kamieniołomów Holatan, znajdujących się tam... gdzie dziś istnieje Wyspa Wielkanocna. Kamienie były wycinane i obrobione z dokładnością do jednej piątej milimetra, a ich powierzchnia była tak gładka, że nie sposób było odnaleźć na niej choćby maleńkie wgłębienie, choćby niewielką górkę czy wypaczenie - bloki skalne wycinano bowiem za pomocą drgań ultradźwiękowych. W całym Imperium były tylko dwa takie kamieniołomy, jeden - Holatan na południowym-wschodzie wyspy, a drugi Notora - na północnym-zachodzie (z tym, że tamtejszy rodzaj kamienia był o wiele gorszej jakości). Olbrzymie bloki skalne nie były ciągnięte po ziemi, siłą ludzkich mięśni, lecz transportowano je za pomocą sił antygrawitacyjnych (uruchamiano bloki antygrawitacyjne, umiejscowione na drogach, o których pisałem wyżej, co powodowało że owe wielkie bloki kamienne "leciały" na wysokości ok. 20 centymetrów, nie dotykając ziemi, jeden za drugim - aż do celu). Imperium MU posiadało najlepszą i najdoskonalszą sieć dróg ze wszystkich ówcześnie istniejących cywilizacji ziemskich.

Równie majestatyczny co Wielka Piramida - był Pałac Cesarski, który miał dachy pokryte szczerym złotem. Był ogromny (w zasadzie był miastem w mieście), posiadał niezliczoną liczbę wież, portali, tuneli, ogrodów i fontann. Pałac był co prawda własnością Cesarza, ale nie znaczyło to że Imperator całkowicie izolował się w nim od społeczeństwa - wręcz przeciwnie. Pałacowe ogrody były ogrodami publicznymi, dostępnymi dla wszystkich obywateli Imperium. Wielka Piramida i Pałac Cesarski stanowiły centrum Savanasy i były połączone ze sobą "Drogą Tharoa" (zwaną również w skrócie "Drogą RA"), najważniejszą w całym Imperium. Wokół tej drogi wzniesiono ogromne posągi o głowach byłych i obecnych władców Imperium - (owe posągi, były bardzo podobne do tych "dziwnych głów", budowanych później na Wyspie Wielkanocnej, jedyna różnica była taka, że tamte posągi były ogromne - o wiele większe od tych z Wyspy Wielkanocnej). Po "miejskich drogach" w Savanasie (w tym również po Drodze RA) ludzie podróżowali na kilka sposobów - pieszo, w pojazdach przypominających coś na kształt samochodów przyszłości (z tym tylko że maszyny te nie posiadały kół i nie dotykały podłoża a utrzymywały się w powietrzu i poruszały za pomocą siły antygrawitacyjnej). Trzecim sposobem było podróżowanie konno, lub... na nieistniejących dziś stworzeniach, zwanych Akitepayos (czworonóg z głową podobną do pyska delfina i ogonem jak u pawia. Tylne nogi zwierzęcia były krótsze niż przednie, a cały był on pokryty sierścią. Jego galop przypominał galop wielbłąda. Także był zwierzęciem sprowadzonym z planety Aremo).

Domy mieszkańców stolicy (podobnie jak i innych miast Imperium), były różnej wielkości i koloru. Każdy miał jednak taras widokowy lub przynajmniej balkon i zatopiony był w uwielbianej przez Aremonian zieleni (prawie wszędzie gdzie mogli sadzili oni drzewa lub ozdabiali domy, balkony, pokoje - kwiatami). Prócz drzew i kwiatów, trzymano w domach różnego rodzaju zwierzęta (najczęściej ptaki). Społeczeństwo tworzące cywilizację MU, składało się w ogromnej większości z rasy czerwonej (tzw.: indiańskiej), pochodzącej z planety Aremo. Nie oznacza to jednak że inne rasy nie mogły wchodzić w skład Obywateli Imperium. Mogły - szczególnie zastana na kontynencie Lamar prymitywna rasa czarna, pochodząca od dawnych kolonistów z Bakaratini, z czasem została ucywilizowana i weszła na równoprawnych zasadach w skład społeczeństwa MU. Rasy te zaczęły się ze sobą krzyżować, choć "Czarnych" było niewielu i stanowili wybitną mniejszość. Ok. 74 000 lat temu na kontynent Lamar przybyła jeszcze jedna rasa - biała rasa pochodząca od niedobitków z kolonii zniszczonej planety Malona. Te trzy rasy Czerwona - Czarna i Biała wymieszały się ze sobą i ukształtowały wygląd dzisiejszych mieszkańców Polinezji czy Indian obu amerykańskich kontynentów.




Kontynent MU był pokryty głównie równinami. Savanasa leżała jednak na (jednym z trzech na kontynencie) wzniesień, zwanym Hamakulia (często w channelingach - ta nazwa jest tożsama z nazwą samej stolicy, lub używa się dwóch nazw wymiennie). Hamakulia ulokowana była w rejonie północnego-wschodu wyspy (trochę bliżej środka). Obok niej istniały jeszcze dwa wzniesienia - jeden na południowym-zachodzie a drugi na południowym-wschodzie wyspy. Savanasa początkowo została wzniesiona z dala od morza, ale ok. 80 000 lat temu wyspę nawiedziła potworna katastrofa, która spowodowała zatopienie części kontynentu i pochłonęła miliony ludzkich istnień (był to przedsmak tego, co potem spotka Atlantydę, ale w ich przypadku nie był to kataklizm naturalny, ale celowe działanie, spowodowane głównie przez Syrian i Plejadian, a powodem owej zagłady najsławniejsze wyspy świata, było niezwykle agresywne i całkowicie już niehumanitarne społeczeństwo Atlantów II Cesarstwa. O tych potopach - bo były dwa wielkie - i o historii Noego również opowiem w kolejnych częściach). To spowodowało że stolica stała się miastem portowym, a zatokę, która powstała po potopie, nazwano Suvatu. Port morski Savanasy był wielki i majestatyczny (jak sama stolica), a codziennie wpływało do niego wiele najróżniejszych okrętów z najodleglejszych stron wyspy i innych krain. Wszystkie drogi w całym Imperium krzyżowały się właśnie w stolicy. Wielka Piramida pełniła rolę nie tylko "Domu Opiekunów", lecz służyła także jako centrum komunikacji międzygalaktycznej z innymi światami - w tym z rodzinną planetą przybyszów - Aremo (planeta ta, została zniszczona w wyniku wojny nuklearnej, a ludzie którzy tam przeżyli, cofnęli się w rozwoju technologicznym do czasów pierwotnych. Sami też stali się zwierzyną łowną dla wielkiej ilości agresywnych i ogromnych - w wyniku napromieniowania radioaktywnego - karaluchów i potwornych mrówek żyjących na Aremo. Kolonie tych owadów zostały zniszczone - podobnie jak wcześniej na Bakaratini - dzięki interwencji TJehooba, którzy zostali uznani tam za bogów - pisałem już o tym w poprzednich tematach). Zagłada planety Aremo, miała miejsce jednak dużo później, już po upadku na Ziemi Imperium MU.


CESARSTWO MU
Przed i po I katastrofie - mającej miejsce ok. 80 000 lat temu
(tereny oznaczone ciemniejszym kolorem, zatopione przez ocean)





PS: Gwoli wyjaśnienia chciałem dodać, że po prawie tygodniu męczącego wirusa jaki nie dopadł i który totalnie ściął mnie z nóg - już jest znacznie lepiej. Oczywiście zdaję sobie sprawę że moje problemy zdrowotne (takie to już jest życie, jednego dnia funkcjonujesz normalnie, a drugiego dnia nie możesz się ruszyć 😉) nikogo nie interesują, i bardzo dobrze, ale mimo wszystko uznałem że warto się również tym podzielić z Czytelnikami mojego bloga.


CDN.



12 lutego 2026

UMIERAMY I CO DALEJ? - czyli co się z nami dzieje po śmierci? - Cz. X

MUZYKA
(I Inne Przyjemności)
JAKO KWINTESENCJA NASZEGO 
JESTESTWA


W poprzednich tematach przedstawiłem różne typy spędzania przez dusze swego wolnego czasu. Opisałem zarówno wizyty na Ziemi w "celach rekreacyjnych" (np. doświadczenia ponownej przyjemności morskiej wody), jak i czas jaki dusze spędzają w "Świecie Dusz" z samym sobą. Nawiązują w ten sposób nowe "znajomości" wśród dusz, które nie stanowią części ich własnej grupy docelowej (a z którymi być może "spotkają się" w kolejnych wcieleniach). Wzajemne flirty, zabawy, gonitwy, oraz tworzone "Tam" obrazy tego co doświadczyliśmy i gdzie szczęśliwie żyliśmy na Ziemi (czyli np. pięknych łąk wokół wysokich gór, wspaniałych posiadłości - również zamków - otoczonych kwietnymi ogrodami, miast czy też zwykłych domków w których wyrośliśmy). Nie napisałem jednak wszystkiego. A szczególnie nie napisałem o najważniejszym sposobie spędzania wolnego czasu, jakim jest... wzajemny śpiew. Śpiew i muzyka stanowią w "Świecie Dusz" niezwykle ważny aspekt spajający dusze ze sobą i czyniący ich wspólną Jednością oraz jednocześnie Odrębnością - jak wyraził się o tym jeden z poddanych hipnozie mężczyzn: "Gdy rozpoczynamy taniec, nasze energie splatają się nawzajem i jednocześnie rozplatają. Gdy zaś taniec się kończy, energie rozłączają się definitywnie, dzięki czemu znów można dostrzec naszą odrębność".

Wydaje się że taniec, a szczególnie śpiew - ma FUNDAMENTALNE ZNACZENIE dla duszy na "Tamtym Świecie". Ponoć nie ma takiej duszy, która po śmierci fizycznego ciała (nawet jeśli za życia była kompletnym muzycznym beztalenciem), nie potrafiła śpiewać i tańczyć. Tam można śpiewać zawsze i wszędzie i każda dusza osiąga od razu w tym perfekcję (i to bez potrzeby nauki śpiewu, co jest sporą ciekawostką, gdyż innych rzeczy dusza musi się po kolei uczyć pod kierunkiem swych Przewodników, zaś śpiew i taniec przychodzą jej od razu - i to przychodzą w stanie idealnym, perfekcyjnym bez najmniejszej dozy "nieczystości" i fałszerstw). Już samo to, coś o Nas świadczy. Jeśli duszy tak łatwo przychodzi śpiew i to śpiew w stanie perfekcyjnym (jak już pisałem, nie ma znaczenia czy ktoś za życia potrafił śpiewać czy nie - każda dusza nie tylko to potrafi, ale czyni wręcz wrażenie jakby sama była muzyką), to kim możemy być jako dusze? Czy tylko energią? W moim poprzednim temacie z tej serii, opisałem relację kobiety, która próbowała opowiedzieć hipnoterapeucie "Jak wygląda Bóg?" Opisała Go jako "Coś" (Białe Światło), z którego wychodzi przepiękna i niezwykle czysta muzyka "wszystko utrzymująca". Czyżby więc Bóg był...muzyką? To na pewno w jakiś sposób tłumaczy zamiłowanie dusz (które przecież są częścią Boga) do śpiewu, tańców i muzyki.

Oczywiście nie wszystkie dusze oddają się muzyce, ale WSZYSTKIE potrafią pięknie i czysto śpiewać (choć indywidualnie). Aby stworzyć pieśni zbiorowe, utrzymane w jednej tonacji, tworzy się (dla przyjemności) chóry, które wymagają swoich dyrygentów. Są to dusze, które prawie zawsze poświęcają się muzyce i śpiewom, one to utrzymują chóry i nimi dyrygują. Do takich chórów przystać może każda dusza (jeśli tego zapragnie - a często tak się dzieje, jako że chęć śpiewu jest ogromną potrzebą każdej z dusz, KAŻDEJ - nawet takiej, która bardzo rzadko śpiewa i tańczy), wówczas jej melodyjna, indywidualna tonacja, splata się z tonacją całego chóru, pod "batutą" dyrygentów. Chóry oczywiście także tworzone są dla przyjemności w czasie wolnym. Należy się jednak bardziej zastanowić nad całym tym zjawiskiem - bo skoro każda dusza potrafi śpiewać "sama z siebie", bez potrzeby nauki śpiewu (i każda także potrafi tańczyć), niezależnie od swych możliwości taneczno-wokalnych za życia - to czym My, jako dusze jesteśmy? Energią, powstałą pod wpływem wibracji muzycznych, tworzonych przez Źródło/Boga, o którym opowiadała w jednym z moich poprzednich postów - owa kobieta poddana hipnozie (zresztą nie tylko ona). Bardzo wiele wskazuje właśnie na to że... My jesteśmy MUZYKĄ, a przynajmniej MUZYKA jest kwintesencją Nas samych.


MUZYKA + ŚPIEW + TANIEC = 
ŹRÓDŁO/BÓG/ ZJEDNOCZENIE



A teraz przejdę do kolejnych przyjemności, jakich w "Zaświatach", poddają się dusze w swoim wolnym czasie. Jedną z ulubionych zabaw duszy, są... materialne transformacje. Co to takiego i o co dokładnie w tym chodzi? Dusze, które pragną "doświadczyć fizyczności" (jeszcze nim się narodzą), udają się do pewnego miejsca w "Świecie Dusz", które umożliwia im stanie się dowolnym fizycznym obiektem - ożywionym bądź nieożywionym. Dusza która tam przybywa, najpierw skupia swe myśli na tym, czego potrzebuje doświadczyć lub co pragnie przeżyć. Wówczas dusza zostaje przyciągnięta przez pasma energetyczne strumienia energii całej tej sfery i... wpada do otworów (niektórzy z poddanych hipnozie nazywają je "Ekranami Energii Współczucia"), przez które mogą już stać się tym, czym zapragną. Na przykład kroplą wody w oceanie, iskierką płonącego ognia, częścią chmury na niebie, lekkim podmuchem wiatru lub częścią wulkanicznej lawy (wybór możliwości oczywiście jest o wiele większy i zależy od indywidualnych życzeń danej duszy).

Dusze, które decydują się "doświadczyć fizyczności" i przejść "materialne transformacje", czynią to (w ogromnej większości) dla własnej przyjemności i zabawy. Prócz tego istnieje cała paleta najróżniejszych gier, w które bawią się dusze. Do najpopularniejszych należą... wyścigi. Dusze ścigają się wzajemnie pędząc w linii prostej, by nagle gwałtownie skręcić w jedną bądź drugą stronę - inne dusze, mają za zadanie ich doścignąć i "dotknąć". Niektóre dusze są prawdziwymi mistrzami w tej konkurencji i nie pozwalają się doścignąć, dzięki umiejętnemu manewrowaniu przy: przyspieszaniu, zawracaniu, zatrzymywaniu się i cofaniu do tyłu. Te wyścigi dusze odbywają na "wcześniej umówionym terenie", czyli np. u jednej z dusz, w stworzonym przez nią na swe dawne ziemskie środowisko obszarze. Biegną, pływają lub latają w tym środowisku które same stworzą dla swej frajdy. Do równie popularnych zabaw należy "wspinaczka". Dusze wspinają się na ogromne (stworzone przez jedną z nich) drzewa, skały lub góry, bawią się wzajemnie w wysokiej trawie, gdzie skutecznie można ukryć się przed inną duszą (bawiąc się np. w chowanego). Co ciekawe, podczas tych zabaw, dusze mogą... same tworzyć nowe przedmioty, np.: nowe drzewa, lub więcej trawy, by skutecznie ukryć się w jej "gęstwinie", a także tworzyć inne przeszkody, utrudniające "ścigającej" ją duszy - skuteczne jej odnalezienie.

Poza tym jest jeszcze inna zabawa, polegająca na "zbijaniu" przeciwnika. Jak to wygląda? Dusze dzielą się na dwie "drużyny" i ustawiają naprzeciw siebie w dwóch długich rzędach. Wytyczają linię, która dzieli obie te "drużyny", a następnie... ciskają w przeciwników stworzonymi przez siebie "kulami energetycznymi". Zabawa polega na tym, że nie mogąc opuścić wyznaczonego przez siebie obszaru gry, muszą jednocześnie tak manewrować, by uniknąć kul przeciwnika. Najważniejsze to nie dać się "strącić", poza tym dusze mogą robić najróżniejsze uniki, lub też samemu przechwytywać wymierzone w nie kule i odrzucać je w stronę przeciwników. Nie chodzi tu jednak o zwycięstwo jednych i porażkę drugich, lecz o umiejętności duszy i dobrą zabawę. Oznacza to, że trafiona taką "kulą" dusza, nie wypada z gry i nie "schodzi z boiska", lecz stara się na drugi raz być zwinniejszą (dusze niekiedy liczą sobie "punkty trafień"). Jednak "uderzenie" kuli o duszę, przypomina o jej złożoności energetycznej, czyli (innymi słowy), na zaledwie moment - oddziela tą energię, która tworzy daną duszę od siebie. Przypomina to rozerwanie i rozczłonkowanie ciała. Oczywiście trwa to zaledwie przez moment i po chwili energia duszy znów jest na swoim miejscu.

Inne gry to np.: gra w "przełamywanie szeregu". Polega ona na tym, że dwie grupy ustawiają się naprzeciw siebie w rzędach (jeden za drugim), a następnie ruszają przeciw sobie, próbując przełamać szereg przeciwnej drużyny. Z reguły jednak wzajemnie się od siebie odbijają i wracają na koniec rzędu swojej drużyny, by kontynuować "natarcie". Co jest celem tej gry? Celem jest stworzenie skondensowanej energii, która łączy energię wszystkich członków gry w jedno - jako zespolenie całej energii spotęgowanej świadomości wszystkich graczy. Ta skondensowana energia, którą dusze wytwarzają podczas gry, umożliwia im (na moment), doświadczyć tej Jedności, do której dążą wszystkie dusze, a która uosabia się w Indywidualnym Zjednoczeniu z naszym Źródłem - czyli z Bogiem. Jest też gra w "kule". Jej reguły są (trochę) podobne do ziemskich gier w kulki, lub w kręgle. Zabawa polega na tym, że dusze ustawiają się w ogromnym kręgu i stwarzają kule energetyczne, podobne do tych, które opisałem w grze "w zbijanego". Tutaj jednak każdy z graczy swoją kulę delikatnie popycha w kierunku środka okręgu, po niewielkim zagłębieniu. Kule odbijają się następnie od siebie, tworząc... wielobarwne promieniowanie (wyjaśnić należy że kule, które każda dusza stwarza, mają indywidualne kolory, uosabiające charakter i osobowość danej duszy - dlatego też, podczas zderzenia powstają różnokolorowe wiązki promieni świetlnych). A następnie wpadają do różnych wgłębień. Oznacza to że Nasza kula może wpaść do "dołka" któregoś z naszych przyjaciół lub znajomych, a ten który ją dostanie... poznaje osobiste cechy duszy, która je wytworzyła. Ta zabawa jest bardzo popularna w "Świecie Dusz", gdyż pozwala nie tylko miło spędzić wolny czas, lecz także przygotować się do kolejnych narodzin i wybrać tych - którzy najbardziej nam do tego przypasują. Poznanie zawartości kuli, pomaga nam zrozumieć siebie nawzajem - tak, jakbyśmy już byli jednością.





PS: Jakieś choróbsko mnie dopadło, co powoduje że jestem tak osłabiony, że muszę spędzać czas w łóżku - ale mam nadzieję że lada dzień mi przejdzie.


CDN.

11 lutego 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XVI

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XIII



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XIII






PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE:
SŁOWIANIE
(CYWILIZACJA FILISTYŃSKA)
(ok. 1200 r. p.n.e. - 925 r. p.n.e.)
Cz. I



FILISTEA
OSADNICTWO, KONSOLIDACJA I INTEGRACJA
(ok. 1200 - ok. 1100 r. p.n.e.)
Cz. I



W Starym Testamencie panuje pewne pomieszanie pojęć, dlatego też bardzo często napotkać można najróżniejsze problemy w interpretacji zdarzeń i oczywiście w próbach chronologicznego uporządkowania tematu związanego z Filistynami. Nieustannie bowiem łączy się tam Filistynów z Kananejczykami i to w taki sposób, iż wydaje się że jest to jedna i ta sama ludność. Nic zatem dziwnego, że w Biblii mówi się wprost o Filistynach jako o autochtonach ziemi Kanaan, zaś lud, który pod przewodnictwem Mojżesza opuścić miał Egipt - pokazywany jest na kartach Starego Testamentu jako lud najeźdźców. Tu już następuje swoiste pomieszanie pojęć, jako że grupy tworzące zbiorowość zwaną jako Apiru (Habiru) wywodziły się w ogromnej większości właśnie z ziem Kanaanu (lub Synaju), zaś Filistyni (Peleset) przybyli tutaj jako najeźdźcy, o czym zresztą piszą nie tylko egipskie ale i hetyckie i syryjskie kroniki z okresu migracji tzw. Ludów Morza. Dlaczego jednak Stary Testament przedstawia te wydarzenia zupełnie na odwrót i dlaczego Filistyni są tam traktowani jako autochtoni, zaś Żydzi (Apiru-Habiru-Hebrajczycy, innymi słowy "pokryci piaskiem") pokazani są jako najeźdźcy? Wydaje się że jest to spowodowane co najmniej kilkoma kwestiami. Po pierwsze - warto uświadomić sobie, że gdy Stary Testament był spisywany, Filistyni zamieszkiwali nie tylko Kraj Nadmorski, ale również Szefelę i odległy kraj Danitów (Danaoi) na północy Palestyny i rzeczywiście byli uważani już wówczas za autochtonów (np. Danici w IX wieku p.n.e. ulegli stopniowej hebraizacji), a pamięć kulturowa Hebrajczyków nie sięgała czasów pojawienia się Filistynów w Palestynie. Po drugie - proces integracji najeźdźców z autochtonami przebiegał sprawnie i szybko i praktycznie zakończył się w ciągu dwóch pierwszych pokoleń po najeździe, tak, iż rzeczywiście trudno było wówczas odróżnić Filistyna od Kananejczyka. Po trzecie wreszcie - lud Habiru był ludem złożonym z koczowniczych plemion, które zamieszkiwały miedzy Beer-Szebą a Sychem i które niewiele ze sobą łączyło, prócz - religii mojżeszowej, stanowiącej wówczas jedyne lepiszcze, spajające tych, którzy wyszli z niewoli egipskiej i powrócili na ziemie, skąd niegdyś ich przodkowie wywędrowali do Egiptu.

Najpierw jednak należy stwierdzić, że skoro Hebrajczycy/Żydzi przyjęli sobie za przodka niejakiego Abrama (Abrahama) który wywędrował z miasta Ur w Mezopotamii (wraz ze swym ojcem - Terachem co zmarł w czasie podróży w mitannijskim Charranie, oraz żoną Saraj, bratem - Lotem i swymi sługami) i przybył najpierw do Sychem, potem do Betel, do Hebronu i wreszcie do Gerar, to w czasie kiedy on przemierzał ten szlak (ok. 1850-1840 r. p.n.e.) Filistynów w Kanaanie jeszcze nie było. Księga Rodzaju co prawda mówi głównie o Kananejczykach, Amorytach (którzy bez wątpienia byli największym ludem przed eksodusem Żydów do Palestyny i przed pojawieniem się tam tzw. Ludów Morza) którzy zamieszkiwali nie tylko Hebron, ale i Jebus (czyli ówczesną Jerozolimę) czy Anakitach, to jednak Filistyni również są wymienieni w tych czasach i co prawda w Hebronie Abram sprzymierza się z trójką braci Amorytów: Mamre, Eszkolem i Anerem, to już w Gerar (miasto na południowy wschód od Gazy i północny zachód od Beer-Szeby) oddaje swą żonę - Saraj, filistyńskiemu władcy tego miasta - Abimelekowi (czasem Abimelek jest zamieniany na faraona, któremu podczas podróży Abrama do Egiptu również spodobała się Saraj i zapragnął ją posiąść. Abram w obawie o swoje życie oddaje żonę faraonowi i władcy Gerar - Abimelekowi - twierdząc że to jego siostra). Skąd jednak w XIX stuleciu p.n.e. wzięli się w Palestynie Filistyni, skoro przywędrowali oni dopiero z końcem wieku XIII p.n.e., a osiedlili się na dobre w Kanaanie w pierwszych dekadach XII wieku p.n.e.). I to jest właśnie ten błąd o którym piszę - pomieszanie pojęć jakie występuje w Starym Testamencie. Łączenie Filistynów z Kananejczykami stało się czymś naturalnym (o filistyńskości Abimeleka z Gerar otwarcie mówi Księga Rodzaju 26,1), wydaje się więc że dla tych, którzy spisywali tę Księgę, wydawało się oczywistym że Filistyni byli tutaj przed wyjściem Izraelitów z Egiptu i tak właśnie opisywali tamte wydarzenia. Podobnie rzecz ma się z poszukiwaniem żony dla Izaaka, gdzie wszystko również odbywa się na filistyńskiej ziemi (Rdz. 26).




Wszędzie tam dominuje narracja, że Filistyni (Kananejczycy, Amoryci) są panami miast (Sychem, Hebron, Gerar) a Hebrajczycy muszą żyć na peryferiach - ale jest to wyraźne odwzorowanie wydarzeń już z czasów po eksodusie, gdy rzeczywiście dominacja Filistei była niepodważalna, a szybka integracja "najeźdźców z Północy" z lokalnymi autochtonami umożliwiła im ekspansję na całą Palestynę (do czego jeszcze wrócę w kolejnych częściach). Należy bowiem pamiętać, że choć dzieje Abrama/Abrahama, Izaaka i Jakuba zostały napisane jako historia jednej rodziny, to tak naprawdę opowiada ona o wydarzeniach dziejących się w okresie ok. 1850 r. p.n.e. do ok. 1360 r. p.n.e. (gdy Izraelici mieli przywędrować do Egiptu). Pięć stuleci obejmuje historia trzech mężów (i ich kobiet) będącymi jedynie symbolami dominacji ludów, z których potem nastąpiła migracja do Egiptu, a były to: Abraham tożsamy z Hebronem (miastem Amorytów), Izaak z Beer-Szewą (osada Peryzytów) i Jakub z Sychem (miasto Hiwitów - czcicieli bogini Hebat). Najprawdopodobniej to z tych terenów powędrowała główna migracja do Egiptu w czasach panowania w tym kraju faraona - Nebmaatre Amenhotepa III (za jego to rządów odnotować można postać niejakiego Aper-Ela jako królewskiego wezyra, który z pewnością - świadczy o tym imię, miał semickie pochodzenie i należał do ludu Habiru, a co za tym idzie, był odwzorowaniem biblijnego Józefa, dlatego też migrację ludu Habiru do Egiptu wyznaczyłem na ok. 1360 r. p.n.e. czyli właśnie rządy Amenhotepa III (choć z pewnością pierwsze migracje z Kanaanu do Egiptu miały miejsce już za czasów Hyksosów ok. 1730- ok. 1550 r. p.n.e., był też w tym czasie okres, w którym Egiptem rządziła dynastia amorycka z Kanaanu). Początkowo Kananejczykom żyło się dość dobrze w Egipcie, ale potem przyszły zawirowania okresu rewolucji religijnej i wprowadzania solarnego kultu Atona (od ok. 1345 r. p.n.e.) przez faraona Nefercheperure Amenhotepa IV (Echnatona) i gdy ostatecznie tebański kler Amona-Re odniósł zwycięstwo (ok. 1330 r. p.n.e.), to wówczas nie tylko wyznawcy znienawidzonego Atona poddani zostali represjom, ale i inni obcy, wyznający nie egipskich bogów. Kananejczycy/Habiru nie byli tutaj wyjątkiem i zapewne właśnie wtedy obrócono ich w niewolników. Kolejne pokolenia Apiru - aż do wyjścia z Egiptu pod wodzą Mojżesza, zapewne ok. 1210 r. p.n.e. żyły w Egipcie i z Egiptem się ściśle utożsamiały (nawet jako niewolnicy) i nie znali innego życia, ani innych ziem (tak jak ci wszyscy nieszczęśnicy, urodzeni w Korei Północnej) - stąd potem tak łatwo dochodziło do najróżniejszych rozłamów w tej luźno ze sobą zjednoczonej grupie. Rozbicie owe było też powodem faktu, że po wejściu do Kanaanu musieli oni żyć na peryferiach nowej, filistyńsko-kananejskiej cywilizacji (bo o żadnych walkach - jak choćby tych, opisanych w Księdze Jozuego nie mogło być wówczas mowy - jest to więc wymysł późniejszych twórców, którzy pragnęli pokazać niezwykłość "ludu wybranego" i wsparcie, jakiego udzielił mu bóg Jahwe w zdobyciu wrogiej ziemi). A tymczasem pierwszy okres zasiedlania Kanaanu przez Filistynów postępował w najlepsze. Oto jak proces ten wyglądał w miastach:


BIBLIJNY JÓZEF - TERAZ JAKO EGIPSKI WEZYR - SPOTYKA PONOWNIE SWOICH BRACI, KTÓRZY WCZEŚNIEJ SPRZEDALI GO DO EGIPSKIEJ NIEWOLI 
(Józef jest z pewnością odpowiednikiem Aper-Ela, wezyra Dolnego Egiptu z czasów faraona Amenhotepa III)




ASZDOD / TELL MOR
(ta druga nazwa jest niesemicka)
  

"Panowie miast" - czyli Filistyni doskonale się zorganizowali i po zajęciu Aszdod bardzo szybko zezwolili ludności miejscowej (kananejskiej) na powrót do miasta i wspólne jego odbudowanie (po zniszczeniach wojennych) i zasiedlanie (miało to zapewne związek z faktem, że Filistynów nie było wówczas aż tak wielu i opierali się oni również na wsparciu ludności lokalnej, stąd późniejsza tak szybka asymilacja i stopienie się ze sobą jednej i drugiej strony). Ok. 1170 r. p.n.e. miasto to ponownie stało się silnym ośrodkiem gospodarczym i militarnym. Tutejsza twierdza górowała nad całą doliną Ela, a cały Kraj Nadmorski (z przyległymi ziemiami Szefeli) to było wówczas centrum cywilizacyjne Palestyny, zaś tereny za rzeką Bet-Choron (ziemia Efraima), czy też na wschód od Ekronu i Gat - to były peryferie z którymi nawet nie prowadzono wymiany handlowej, bo tamtejsze ludy nie dysponowały niczym, czym warto było handlować.



ASZKELON / ASKELON  


O Aszkelonie w tym okresie niewiele można dodać, poza tym, co pisałem w poprzedniej części. Jego znaczenie wzrośnie dopiero w epoce filistyńskiej ekspansji (ok. 1100 - 925 r. p.n.e.). Z tym miastem wiąże się również postać sędziego Izraela - Samsona (o czym w następnej części).



EKRON / AKIR 


W epoce osadnictwa i integracji Ekron (Akir - niesemicka nazwa miasta) skupiał się również na handlu. W mieście tym urodził się olbrzym Goliat, ale tu znów wkraczamy już w czasy ekspansji.



GAT / ZAFIT


Leżał na południe od Ekronu i na wschód od Aszdodu. Gat rozwinie się w epoce ekspansji i będzie ważnym ośrodkiem w czasach rządów króla Izraela - Dawida. Był to najdalej na wschód wysunięty duży ośrodek filistyński, dlatego też w jego pobliżu znajdował się kamień graniczny o nazwie Haezer - symbolizujący koniec "cywilizacji miast" i początek peryferii zamieszkałych przez barbarzyńców.


 
GAZA


Miasto odebrane Chiwijczykom (wcześniej nosiło nazwę Bejt-Eglaim). Potężny ośrodek wojskowy i jedno z najważniejszych miast filistyńskiego Pentapolis. 



A tymczasem - nim przejdziemy do następnego okresu historycznego - warto na moment zatrzymać się przy plemieniu Habiru, które to ok. 1170 r. p.n.e. weszło do ziemi Kanaan. Otóż wkraczali oni do ziemi swych przodków bardzo niepewnie i bardzo powoli. Oczywiście nie było mowy o toczeniu żadnych walk i bitew, gdyż lud ten był słabo ze sobą zjednoczony i bardzo podatny na wszelkie tendencje odśrodkowe (takie jak na przykład lokalne kulty religijne). Nie doszło również do biblijnego zdobycia Jerycha (którego mury miały zawalić się pod wpływem dźwięku trąb), gdyż to wielkie niegdyś miasto... w tym czasie już leżało w ruinie (badania archeologiczne dowodzą, że ostatnie miasto zostało tu zniszczone przed 1300 r. p.n.e. i potem nie zostało już odbudowane). Plemię Habiru (którego jedynym spoiwem - i to nie zawsze pewnym - była religia mojżeszowa) aby przetrwać w kraju zdominowanym przez Filistynów i lokalne plemiona im się wysługujące (Amorytów, Moabitów, Edomitów, Ammonitów czy Amalekitów) podzieliło się na dwanaście klanów: Józefa, Beniamina, Lewiego, Symeona, Rubena, Judy, Issachara, Zewuluna, Dana i Neftalego oraz Gada i Aszera. Klany te nie żyły ze sobą, żyły jakby obok siebie i raczej szukały porozumienia z lokalnymi plemionami na ziemiach których się znajdowały, niż dążyły do jakiejś "ogólnonarodowej" jedności wszystkich Hebrajczyków (zgromadzenie narodowe ustanowione przez Jozuego w Sychem jest mitem z czasów późniejszych, bowiem świadomość wspólnotowa "narodu wybranego" kształtowała się przez dekady i swój ostateczny kształt przybrała dopiero w czasach króla Saula (ok. 1042 - 1006 r. p.n.e.) i króla Dawida (ok. 1006 - ok. 965 r. p.n.e.). 

Najwyższą władzą w klanie była rada starszych, zaś w wyjątkowych sytuacjach zagrożenia wojennego wybierano sędziów (szoftim), ale chronologiczna lista sędziów (począwszy od Jozuego, który miał objąć władzę w 1576 r. p.n.e., poprzez kolejnych sędziów: Otonjela, Aoda, Deborę - swoją drogą jedyna kobieta-sędzia, Baraka, Gedeona, Abimela, Tola, Jaira, Jeftego, Abesena, Elona, Abdona, Samsona i Heliego) jest błędna, dlatego nie przytaczam oficjalnych lat ich rządów. Być może ci sędziowie rzeczywiście istnieli (na pewno zaś tak zwani "sędziowie więksi", czyli - Otoniel, Debora, Gedeon, Jefty i Samson), ale lata ich rządów (obejmujące okres od 1576 r. p.n.e. do 1120 r. p.n.e. są całkowicie błędne. Sędziowie ci bowiem często rządzili obok siebie w różnych klanach, dlatego też nie należy ich utożsamiać z całością ludu Habiru. O dalszych losach tego plemienia opowiem w kolejnym temacie, który będzie dotyczył epoki ekspansji Filistynów na cały Kanaan i pokażę niszę, jaką próbowali sobie wytworzyć Hebrajczycy, aby przetrwać ze swą wiarą w jednego boga Jahwe w tym morzu słowiańskiej cywilizacji w Palestynie.




CDN.

09 lutego 2026

O RETY - KABARETY! - Cz. V

ŚMIECH TO ZDROWIE!


DZIŚ KABARET: 


HRABI


"DELEGACJA"


1:00 - "Powiem ci Romek że nigdy tak nie miałam, będę cię polecała koleżankom"

"Super, się polecam" 🥳

2:00 - "Ewa powiedz mi że to nie jest prawda, że to nie jest prawda to, co ja tutaj widzę!"

"Tylko, nie wiem co akurat widzisz?" 🤭

"Co on robi w naszym łóżku, Co wy tutaj robicie?"

"No, a ty?" 😂 "Co tutaj Krzysiek robisz? To tak wyglądają twoje delegacje?" 🤣

"Pociąg mi uciekł!"

"Ale co, wystraszył się na twój widok?"

"Spóźniłem się!"

"To czemu zwalasz na pociąg? Ja nie wiem, może zaraz wszyscy będziemy winni oprócz ciebie? Może ty do mnie masz jeszcze jakiś żal? 😂 (...) A może do Romana?" 

"Też mam!"

"Kurde, ja byłem punktualnie!" 😉

"Krzysiek zastanów się nad sobą, powiedziałeś że jedziesz do Gdańska bo handlujesz płetwami, to jedź, a nie nagle rezygnujesz. I co, wracasz i dezorganizujesz to, co zorganizowane" 🤭

"Wracasz i w jakim ty ją w świetle stawiasz?" 😂

"Przecież nie było mnie 25 minut"

"I postawiłeś mnie w złym świetle w ciągu 15 minut".☺️ Człowieku, co ty myślisz że jak ty wyjeżdżasz tutaj życie zamiera?" 🙆

4:25 - "Ewa, ty jesteś z Romanem w łóżku!"

"A ty byś wolał żebym z obcym była? Co ty chcesz ze mnie dziwkę zrobić? 😭

4:45 - "Krzysztof ty się trochę uspokój, ogarnij się, pohamuj emocje, bo ja rozumiem jesteś poddenerwowany - pociąg ci uciekł, ale się nie drzyj na Ewę przecież to nie ona jest zawiadowcą" 😄

5:25 - "Nie wierzę już go bronisz, już się zwąchaliście? Chłopy pany! A na początku było tylko: "żeby się tylko Krzysiek nie dowiedział, Ewa, żeby się Krzysiek nie dowiedział!"

"A to ja jestem z Romanem w łóżku?"

"Proszę, bierz go sobie. Będzie ci jęczał w łóżku: "tylko nie mów Ewie..."





"NARWANA KOBIETA"


"Mówi się że kobieta jest słabsza i delikatniejsza od mężczyzny"

"Bo tak jest!"

"Czyli w razie czego będziesz nas bronił?"

"Oczywiście ale... Unikajmy "w razie czego"

0:50 - "Ale frajerzy, Ja pierdzielę!" 🤭

"Ciszej, bo nas usłyszą"

"Takie mają tępe ryje, nawet się nie zorientują że o nich mówię. Co się lampisz pajacu!" 😂

"Lepiej stąd chodźmy!"

"Ty się ich boisz? Kochanie, ty ich przerastasz: wykształceniem, obyciem, kulturą - to szmaciarze są!" 😭

2:37 - "E, zamknijcie mordy bo jak się Darek wkurzy to macie taki wpierdziel..." 🤭😂

3:05 - "Frajerze, twoja dupa nas wkurza!"

"Ja was bardzo przepraszam za moją dupę" 🤭

3:40 - "Kobietę? (...) Darek a on mnie uderzył! Oczywiście ty sobie leżysz, a mnie biją" 😂





"WYBACZ!" 😂👍





PS: Joanna Kołaczkowska - jedyna kobieta w kabarecie Hrabi, zmarła w lipcu 2025 r. po przegranej walce z ciężką chorobą nowotworową 😮‍💨


"GŁUPOTĄ I BŁĘDEM JEST OPŁAKIWANIE POLEGŁYCH, POWINNIŚMY RACZEJ DZIĘKOWAĆ BOGU ŻE TACY LUDZIE KIEDYKOLWIEK ŻYLI"

GEORGE S. PATTON


CDN.

08 lutego 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. XXXIV

SKĄD NASZ RÓD 
CZYLI CO PRZEMILCZA 
"KSIĘGA GENESIS"





HISTORIA NIBIRU


 Nim Alalu (ojciec Anu i dziad Enlila i Enkiego) został pierwszym władcą okrętu/planety Nibiru pochodzącym z Malony, przed nim panowali jeszcze inni władcy. Była to plejadiańska linia królów, zapoczątkowana od niejakiego ANA (który figuruje jako pierwszy król Nibiru, nie wiadomo tylko czy pierwszy w ogóle, czy też pierwszy z linii plejadiańskiej?). Plejadianie mieli zdobyć władzę nad Nibiru ok. 60 000 000 lat temu. Ostatnim przedstawicielem tej dynastii był LAHMA (8 król Nibiru). Ok. 656 000 lat temu na Nibiru miało dojść do wielkiej katastrofy, związanej z brakiem odpowiedniej osłony atmosferycznej (będącej wynikiem III Wojny z Gadami). Na planetę przedostało się śmiertelne kosmiczne promieniowanie, które zabiło ogromną ilość mieszkańców Nibiru. Szczególnie dużo zginęło mężczyzn, którzy próbując odciąć dalszy dopływ kosmicznego promieniowania, sami bezpośrednio narażali się na jego działanie. Udało się co prawda zamknąć wewnętrzne zawory bezpieczeństwa planety, ale brak atmosfery powodował że było tam niezwykle duszno i parno (prawie nie było czym oddychać). Rozdawano więc specjalne maski tlenowe, w których chodzili mieszkańcy Nibiru, ale i one na niewiele się zdawały. Potrzebne było złoto, by odbudować strukturę ochronną planety i odtworzyć warstwę atmosfery. Lahma wysłał uczonych na wiele planet by tam szukali złota. Ponieważ poszukiwania trwały zbyt długo, Lahma postanowił zastąpić złoto... popiołem - wbrew radom naukowców Nibiru. Lahma jednak zignorował ich protesty, a posłuchał swej żony, która miała mu podpowiedzieć właśnie takie rozwiązanie.

Zastąpienie złota popiołem okazało się tragiczne - ludzie na Nibiru umierali w wielkich męczarniach, dusząc się w śmiertelnych oparach popiołu, które połączone z wysoką temperaturą panującą wówczas na planecie - stworzyło tam prawdziwe piekło. I znów najwięcej zginęło mężczyzn (kobiety zostały ukryte w tych miejscach planety, gdzie poziom tlenu był jeszcze dość znośny), którzy próbowali usunąć śmiertelne zagrożenie. Udało im się to, ale straty były olbrzymie - zginęła większość męskiej populacji Nibiru. Lahma nakazał więc pozostałej populacji przenieść się do tych pomieszczeń planety, gdzie jeszcze tlen występował (w porównaniu z wielkością planety, tych miejsc było niewiele). Nazwano je wspólną nazwą - AGAD i tam oczekiwano na informację o odnalezieniu przez wysłanych naukowców miejsc występowania złota. Wprowadzono też nowe prawo. Zważywszy na wielki ubytek mężczyzn, pozwolono jednemu mężczyźnie mieć tyle oficjalnych małżonek, ile zechce (prócz tego mógł mieć konkubiny i nałożnice). Synowie stali się teraz potrzebni na wagę złota (chłopiec miał zawsze i we wszystkim pierwszeństwo, nawet przed swymi starszymi siostrami) i robiono wszystko, by odbudować męską populację na planecie. W tym też okresie (ok. 500 000 lat temu), na planetę przybyli nowi osiedleńcy (m.in.: uciekinier z Malony - ALALU wraz z rodziną).

Po 30 000 lat życia na planecie, Alalu rzucił wyzwanie Lahmie w walce o przywództwo nad Nibiru. Pokonał go i zabił - zdobywając władzę i zakładając maloniańską linię władców Nibiru - ok. 470 000 lat temu (wówczas to do wcześniej zmienionego prawa dopisano jeszcze pierwszeństwo w dziedziczeniu tronu przez synów, pochodzących ze związku brata i siostry - co było tradycją na samej Malonie). Alalu zaś był synem władcy maloniańskiego miasta-państwa KARNY - ALAMY i jednej z jego konkubin.






HISTORIA
RODU - ALALU


Nie ma zbyt wielu informacji mówiących o historii rodziny Enkiego, nim ci Nibiruanie z planety Malona wylądowali na Ziemi i założyli tu swe bazy, pod wspólną nazwą (która przeszła do historii) - EDEN. Jednak to, czym dysponuję jest ciekawe i według mnie warte opisania. Ciekawie na przykład wyglądają relacje młodego Anu (ojca Enkiego, Enlila i Ninhursag) z jego ojcem, uciekinierem z Malony - Alalu. Anu i Alalu nie mogli bowiem dojść do porozumienia w prawie żadnej kwestii, ciągle też ze sobą walczyli i wzajemnie zmagali (np. w zapasach). Pewnego razu, podczas takiej walki (te walki były zupełnie na serio, gdyż pomiędzy ojcem a synem panowała wielka wrogość, zważywszy że Alalu nie godził się na romanse syna i pragnął ukrócić jego postępowanie) Alalu zranił Anu tak mocno (przecinając tętnicę u nogi), iż ten, gdyby nie udzielono mu natychmiastowej pomocy medycznej - umarłby z wykrwawienia. 

  
WALKA ANU i ALALU



Anu (jako ostatni z rodu), przyszedł na świat na planecie Malona (dawnym Maldeku), gdzie jego ojciec pełnił funkcję przywódcy jednego z dwóch wielkich podziemnych miast-państw KARNY (o zasiedleniu Maldeka przez Galaktyczną Ludzkość po zakończeniu III Wielkiej Wojny Galaktycznej z Gadami i zmianie nazwy tej planety na Malonę - pisałem w poprzednich częściach). W tym czasie pomiędzy Karną a jej konkurentem do władzy o planetę (miastem- państwem VADUR) istniał długotrwały stan wojenny. Aby definitywnie zakończyć ów konflikt i nie wykrwawiać współobywateli w pomniejszych starciach, Alalu zaproponował użycie wobec Vadur Kryształów Mocy (o sile tysiąckrotnie większej od siły bomby atomowej), które oba miasta otrzymały od Felinian. Jednak świadomość skutków użycia takiej broni (która jednocześnie działała jako niewyczerpalne źródło energii i ciepła, ogrzewające planetę od wewnątrz), powodowała iż wszyscy, którzy tylko wspomnieli o możliwościach wojny prowadzonej w taki oto sposób, kończyli jako banici (wyganiani na powierzchnię planety, na mroźne, obce pustkowie, gdzie nie było żadnych szans przeżycia). Taki też los miał spotkać Alalu. Lud Karny zbuntował się wobec swego władcy i bardzo szybko pozbawił go władzy. Alalu, zdając sobie sprawę co go czeka, postanowił ratować się ucieczką . Ukradł gwiazdolot, w którym umieścił całą swoją rodzinę (żonę - syna i córkę - jeszcze o niej nie pisałem). Ucieczka się udała a cała rodzina po dłuższej podróży wśród gwiazd, postanowiła znaleźć schronienie na jednej z okolicznych planet. Akurat tak się złożyło iż ową planetą stał się okręt flagowy Federacji Galaktycznej - NIBIRU.

Nie ma zupełnie informacji na temat tego, w jaki sposób Alalu zdobył władzę nad całą planetą (jest tylko informacja że taki fakt miał miejsce). Najprawdopodobniej musiał wcześniej przekonać do siebie członków Rady Nibiruańskiej, by wybrali go na ich wodza. Tak (najprawdopodobniej) się stało! Teraz Alalu ponownie był władcą kolejnej planety, lecz sen z oczu spędzał mu jego własny pierworodny syn - ANU. Chłopak bowiem, po ucieczce z Malony, dorastał wraz ze swą siostrą - Damkiną na Nibiru. Tutaj (ze względu na niezwykle długi obieg planety, która przemierzała wiele galaktyk i systemów słonecznych by potem ponownie wrócić w te miejsca), czas życia całej rodziny wydłużył się znacznie, w porównaniu do wcześniejszego okresu (Wcześniej na Malonie, średnia długość życia ludzkiego to było 1000-1500 ziemskich lat. Na Nibiru ten okres się straszliwie wydłużył. Odtąd mieszkańcy planety (wszyscy bez wyjątku, którzy się tam osiedlili), żyli ok. 360 000 do 420 000 ziemskich lat). Tymczasem Anu balował w najlepsze, otaczając się kobietami pochodzącymi z rożnych systemów galaktycznych (a także z innych niż ludzkie ras), zamieszkałymi na Nibiru. Nie przyjmował też do wiadomości żadnych próśb, nakazów czy zakazów swego ojca. Doprowadzało to Alalu do furii, a ponieważ młody Anu też był dość porywczy, owe kłótnie ojca z synem często kończyły się krwawo. Podczas jednej z takich walk, Anu udało się powalić ojca i postawić stopę na jego piersiach. Wówczas to Alalu uderzył go w okolice krocza, przecinając tętnicę. Gdyby nie szybka pomoc medyczna, Anu wykrwawiłby się na śmierć .

Ale i Anu nie pozostawał dłużny ojcu. Raz, gdy wybrali się razem w celu zbadania czy na jednej ze zniszczonych i wyludnionych planet znajdują się pokłady złota, potrzebne do utworzenia pasa atmosfery wokół Nibiru, Anu pozostawił ojca na niej samego, powracając gwiazdolotem na Nibiru. Tam poinformował wszystkich że ojciec zginął i że odtąd on jest nowym władcą planety. W te słowa nie uwierzyła jego siostra - Damkina, która zorganizowała wyprawę ratunkową i odnalazła ledwie żywego ojca. Alalu zmarł nim jeszcze Nibiruanie dotarli do naszej Galaktyki i założyli bazy na Ziemi. Jego następcą został właśnie Anu. Miał on spore powodzenie u płci przeciwnej na Nibiru, świadczą o tym jego romanse, a szczególnie związki z kobietami różnych ras. Pierwszy romans miał on z kobietą o imieniu Antu. Była to plejadiańska kolonistka, która też zamieszkała wraz z rodziną na Nibiru. Para wzięła ślub i z tego związku przyszedł na świat Nammur (potem znany on będzie pod imieniem Enlil, gdy ojciec nada mu to imię, czyniąc go przywódcą ziemskich kolonii Nibiruan w Edenie). Kolejną żoną Anu została Dramina. Pochodziła ona z królewskiego rodu ALN z galaktyki Oriona (była więc Gadem). Stosunek seksualny Galaktycznego Człowieka i Gada nie był możliwy ze względów anatomicznych, dlatego też komórka jajowa Draminy została zapłodniona nasieniem Anu w laboratorium. Z tego narodził się EA (który po przybyciu na Ziemię i objęciu władzy w afrykańskim ABZU, otrzymał od ojca nowe imię - Enki). Trzecią żoną Anu została Felinianka (Lwia-Kobieta) Rayshondra, która urodziła córkę o imieniu - Ninhursag.


NINHURSAG 



Anu od początku bardziej faworyzował Enkiego, Enlila spychając na dalszy plan. Pragnął też (pomny informacji z ich dawnej, rodzinnej planety - Malony) by Enki poślubił Ninhursag i spłodził z nią dzieci, gdyż takie potomstwo (zrodzone z brata i siostry) miało zapewnione pierwszeństwo w walce o tron z innym rodzeństwem. Plan Anu się nie powiódł, gdyż Antu (matka Enlila) uprzedziła go o zamiarach męża, oraz nakazała synowi by pierwszy uwiódł Ninhursag. Tak też się stało, młoda dziewczyna uległa swemu przystojnemu bratu i z tego związku zrodził się pierworodny syn Enlila - NINURTA. Anu wpadł w gniew, lecz nie mógł już nic na to poradzić. Musiał też zakazać Enkiemu i Ninhursag dalszych prób spłodzenia potomstwa. Enki, zły na ojca za jego decyzję... uwiódł swą ciotkę Damkinę i poślubił ją. To także rozgniewało Anu, szczególnie gdy dowiedział się że jego jedyna siostra jest w ciąży z jego synem. Z małżeństwa Enkiego i Damkiny na świat przyszedł - MARDUK. Natomiast Ninhursag nie wyszła za mąż za Enlila. Po urodzeniu Ninurty, nie zgodziła się już na jakikolwiek z nim związek. Enlil jednak nie dawał za wygraną i próbował namówić siostrę do małżeństwa - bezskutecznie. Rozgniewany za jej odmowę, zgwałcił jedną z jej pielęgniarek o imieniu - SUD (Ninhursag była przełożoną służby medycznej - lekarzem). Tego już Anu tolerować nie mógł. Zwołał więc Radę Nibiruan na której zapadł wyrok - wygnanie. Aby się ratować, Enlil poprosił Sud o rękę. Ona odpowiedziała że przyjmie oświadczyny tylko pod warunkiem, gdy zostanie uznana za równą Ninhursag pod każdym względem, a jej potomstwo będzie miało te same prawa, co dzieci zrodzone z Ninhursag. Enlil i Anu wyrazili na to zgodę. Anu zmienił też jej imię - i odtąd zwała się - NINLIL.


ENLIL



Z Ninlil doczekał się Enlil syna o imieniu - NANNAR. Nannar urodził się już na Ziemi, w Edenie, jako pierwsze dziecko Nibiruan z Malony, zrodzone w tej ziemskiej bazie. Drugim dzieckiem Enlila i Ninlil był - ADAD. Gdy Anu przebywał w księżycowej bazie Nibiruan - IGGI, Ninhursag przybyła do ABZU pod pozorem pomocy Enkiemu w stworzeniu prymitywnego robotnika (tę historię opisałem w tematach wcześniejszych). Romans pomiędzy nimi rozkwitł na nowo. Enki pragnął bowiem syna i chciał by Ninhursag dała mu męskiego potomka, który będzie mógł konkurować z Ninurtą o władzę nad Nibiru. Niestety, jego nadzieje prysły, gdy na świat przyszła córka - Ningal. Próbował jeszcze dwukrotnie z Ninhursag - za każdym razem rodziły się córki. W tym samym czasie Enki uwiódł Ninlil, która urodziła mu dwóch synów - Gibila i Dumuziego. W tym też czasie zmusił on Ninlil do wzięcia udziału w niebezpiecznym eksperymencie - urodzenia pierwszego prymitywnego robotnika LU-LU, który omal nie przypłaciła życiem i tylko dzięki pomocy Ninhursag, urodziła zdrowego chłopca. Po tym wszystkim Ninlil zostawiła Enkiego i powróciła do męża - do Edenu. Natomiast po upływie kolejnych 200 000 lat Enki i Ninhursag (przy udziale Pelagona z ERRY), spłodzili pierwszą parę ludzką - ADAMA i LILITH w Edenie (w międzyczasie Enki uwiódł swoją bratanicę - Ereszkigal i zgwałcił jej siostrę - Innanę).


ERESZKIGAL



Ze związku Enkiego i Ereszkigal narodziło się dwóch synów - Ningishzidd (Thot) i Nergal. Dzięki temu Ereszkigal została mianowała przez Enkiego - szefową stacji monitorowania w ABZU. Był to okres dość burzliwy, bowiem właśnie wówczas doszło do (opisywanego przeze mnie wcześniej) wielkiego powstania nibiruańskich robotników, którzy nie godzili się na dalsze wydobywanie złota w takich warunkach. Na czele buntu stanął Anzu, którzy był kuzynem Enlila i Enkiego. Udało im się opanować Nippur - główną bazę Enlila (gdzie mieścił się też jego pałac) w EDENIE. Po rozjemczej interwencji Enkiego, zbuntowani robotnicy uwolnili Enlila i rozpoczęto przygotowania do zwołania Rady Nibiruan w Nippur. Czekano jeszcze na przybycie (z księżycowej bazy IGGI) - Anu, lecz w międzyczasie miał miejsce pewien incydent. Mianowicie Anzu, niepewny postanowień Rady i obawiając się kary z ręki Enlila za próbę buntu, postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Włamał się do pokoju kontrolnego (gdzie mieścił się główny - wykonany z kryształów - komputer obsługujący dostawy pomiędzy EDENEM a IGGI), ukradł stamtąd narzędzia władzy Enlila nad Edenem i opanowawszy jeden z gwiazdolotów, planował uciec na Nibiru. Za uciekinierem ruszył w innym okręcie gwiezdnym - Ninurta, pierworodny syn Enlila. Doszło do podniebnego starcia, które zakończyło się zwycięstwem Ninurty. Anzu zdołał się katapultować nim jego okręt rozbił się o ziemię, jednak szybko został pochwycony przez Ninurtę i odprowadzony przed oblicze Enlila. O jego losie miała zadecydować Rada Nibiruan. Wszyscy członkowie Rady byli jednomyślni, za zdradę i ucieczkę wyrok musiałby być tylko jeden - śmierć . Wyrok osobiście wykonał Ninurta - przebijając Anzu sztyletem. 

Poza tym incydentem obrady Rady Nibiruan przebiegały spokojnie. Udało się też opracować kompromisowe rozwiązanie w kwestii odciążenia nibiruańskich robotników z kopalni złota, poprzez powierzenie Enkiemu misji stworzenia prymitywnego robotnika z tutejszych małpo-ludzi (pisałem o tym w poprzednich tematach). Tak więc zabrał się on (z pomocą Ninhursag i Ninlil) do pracy w swej afrykańskiej bazie w ABZU. Tymczasem w Edenie doszło do kolejnego incydentu. Mianowicie Nannar (najstarszy syn Enlila, zrodzony z Ninlil), zazdrosny o godności i znaczenie, jakie uzyskał od ich ojca jego starszy przyrodni brat - Ninurta, zażądał, by Enlil jego to uczynił swym spadkobiercą i głównym dziedzicem, a gdy ten odmówił, wypowiedział posłuszeństwo swemu ojcu. Nannar twierdził bowiem, że jako najstarszy z synów Enlila zrodzonych w Edenie, powinien być predestynowany do władzy nad tym ośrodkiem - Enlil jednak odmówił. Bunt Nannara trwał równie krótko co bunt Anzu, z tą jedynie różnicą, że wyrok w jego sprawie wydał osobiście Enlil i nie była to kara śmierci a uwięzienie. Został zamknięty w specjalnie rozbudowanym wówczas więzieniu, leżącym poza murami Edenu - w UR. Tymczasem pozycja Ninurty jeszcze bardziej wzrosła. Stał się niekwestionowanym dziedzicem swego ojca, następcą tronu Edenu i Nibiru. W ABZU zaś, Ninlil (przy pomocy Enkiego i Ninhursag) zrodziła pierwszego LU-LU, prymitywnego robotnika, mającego w sobie zarówno geny Nibiruan, jak i ziemskich małpoludów (Homo Erectus). Nowy człowiek był jednak bezpłodny, nie mógł się rozmnażać, a dalsze prace nad stworzeniem nowych osobników odbijały się na zdrowiu i życiu nibiruańskich "bogiń").


PELAGON - władca ERRY



Dopiero gdy ok. 49 000 lat temu na Ziemię przybyła plejadiańska misja pod wodzą króla Erry - Pelagona, udało się Enkiemu stworzyć wspólne SZIRU, którym następnie zapłodniono komórkę jajową Ninhursag. Tak narodził się ADAPA - prawdziwy biblijny ADAM. Adam przyszedł na świat w Edenie (a konkretnie w centrum medycznym w Shuruppak). Przez pierwsze dwa lata Adam był pod osobistą opieką swej matki - Ninhursag. Następnie matka uśpiła go i pobrała od niego nasienie, którym zapłodniła swoją komórkę jajową. Po dziewięciu miesiącach na świat przyszła dziewczynka - LILITH. Co ciekawe, cały ten proces był trzymany w ścisłej tajemnicy przed Enlilem. Zarówno mały Adam jak i Lilith byli uważani za hybrydowych LU-LU (by uspokoić Enlila i ochronić dzieci, wmawiano mu że ich geny też pochodzą od małpoludów i że są bezpłodni). Ale gdy Adam ukończył siódmy (a Lilith piąty) rok życia - matka opasała ich w ubrania zasłaniające ich genitalia. To wzbudziło ciekawość Enlila, bowiem prymitywni robotnicy LU-LU nie nosili ubrań (nawet przepasek na biodra). Zapytał więc Ninhursag dlaczego tych dwoje specjalnie przyodziała. Dłużej nie można było już tego ukrywać - wyjawiono Enlilowi prawdę o ich pochodzeniu, co doprowadziło go do furii. Zażądał on, by Adam i Lilith (jak reszta LU-LU) rozpoczęli pracę w kopalniach złota. Enki i Ninhursag odmówili i zażądali zwołania Rady Nibiruan w tej kwestii. Gdy doszło do zwołania Rady - Enki udowodnił że Adam i Lilith mają takie samo prawo nie tylko do przebywania w "ogrodzie" Eden, lecz również do konkurowania o pozycję i władzę nad Edenem. Rada przyznała im rację i uznała dzieci za równoprawnych Nibiruan. Enlil musiał to zaakceptować, a z czasem i on zaczął uważać Adama i Lilith za równoprawnych członków swego rodu.


ADAPA/ADAM
(Stworzony na obraz i podobieństwo ELOHIM, aby czynić sobie tę ziemię  E.DIN - poddaną)



CDN.

07 lutego 2026

O RETY - KABARETY! - Cz. IV

CZY TO JESZCZE PAMIĘTAMY?


LATA 60-te
NIEZAPOMNIANY JAN KOBUSZEWSKI


"KSIĄŻKA ŻYCZEŃ I ZAŻALEŃ"


"Nazywam się Jan Kobuszewski, jestem aktorem (...) Do tej pory mówiłem tylko to co inni napisali, aż pewnego dnia sam zupełnie przypadkowo napisałem książkę. Ja mieszkam na Górczewskiej i visa vi mojego mieszkania jest taki sklep spożywczy WSS-u i w tym właśnie spożywczym WSS-ie napisałem książkę życzeń i zażaleń.

Otóż w tym moim spożywczym WSS-ie jest codziennie świeże pieczywo. To znaczy, ono jest teoretycznie świeże. Któregoś dnia nieco się zdenerwowałem, poprosiłem o książkę życzeń i zażaleń i napisałem: "Dlaczego nie ma nigdy świeżego pieczywa", podałem imię, nazwisko, adres i następnego dnia otrzymałem pismo takiej treści: "W odpowiedzi na skargę - protest obywatela - niepotrzebne skreślić, kierownictwo naszej placówki handlowej informuje, że personel został odpowiednio poinstruowany i pouczony na okoliczność zażalenia. Dziękując za cenne uwagi zapraszamy do dalszego korzystania z usług naszej placówki". Data, kierownik, pieczątka podpis.

List ten uznałem za zwycięstwo ducha nad materią i następnego dnia udałem się znowu do tego spożywczego WSS-u, by kupić sera w kawałku jaki będzie. Ser był a obok ekspedientka pod silnym tapirem i rozwiązywała krzyżówkę, przez co była niesłychanie umysłowo aktywna pod tym właśnie tapirem, a ołówek do krzyżówki trzymała w dziurce od sera. Ser od tego ołówka był siny, ja czerwony, ekspedientka ruda. Wyjąłem ołówek z sera, poprosiłem o książkę życzeń i zażaleń i wszystko tam dokładnie zapisałem i następnego dnia otrzymałem kartkę takiej treści: "W odpowiedzi na skargę - protest obywatela - niepotrzebne skreślić, kierownictwo naszej placówki ... ... ... personel odpowiednio poinstruowany ... ... ... prosimy o dalsze uwagi" 

No jak proszą, to proszę - salceson śmierdzi, a oni "Kierownictwo placówki serdecznie dziękuje", ja również. Z kiełbasy jak ją przez nieuwagę przeciąć, sypią się trociny, a oni "Prosimy jednocześnie o dalsze uwagi". Jak wynikało z listu za każdym razem personel był odpowiednio instruowany, pouczany, na okoliczność zażalenia, co mnie z kolei niesłychanie satysfakcjonowało. Pisałem, pisałem, pisałem i pisałbym tę moją książkę jak każdy normalny literat, o bożym świecie nie wiedząc, aż nagle postanowiłem kupić kawałek mydła, ale nie w tym moim spożywczym, tylko gdzie indziej - w mydlarni. Idę do tej mydlarni a tam jest przyjęcie towaru. Odszedłem i zły taki z nerwów wstąpiłem do tego mojego spożywczego, poprosiłem o książkę życzeń i zażaleń i napisałem: "Dlaczego w godzinach otwarcia sklepu nie można kupić kawałka mydła?" 

Budzę się rano, przeanalizowałem jeszcze raz tę całą sytuację i doszedłem do wniosku że zachowałem się jak ostatni kretyn, bo skargę na sklep mydlarski pisałem w tym bogu ducha winnym spożywczym WSS-ie. Więc biorę gumkę i lecę żeby tam to wszystko powycierać, po drodze spotykam listonosza - list do pana - a w liście: "Kierownictwo naszej placówki serdecznie dziękuje za wnikliwe uwagi dotyczące naszego sklepu". Spożywczy WSS odpowiedział mi na to mydło. Zrodziło się wtedy we mnie, już jako pisarzu, podejrzenie, że tego co ja tam im piszę, oni wcale nie czytają, tylko od tak wysyłają mi te odpowiedzi na adres i nazwisko, które oczywiście za każdym razem podaję. 

Następnego dnia, na wszelki wypadek udałem się ponownie do tego mojego spożywczego WSS-u, od progu gromkim głosem zakrzyczałem: "Proszę książkę życzeń i zażaleń" - "Aa stary klient, proszę uprzejmie" i napisałem: "Wczorajszy program telewizyjny, był znowu do bani, szczególnie audycja rozrywkowa, jak można dopuszczać podobne beztalencia", a oni: "Kierownictwo naszej placówki handlowej uprzejmie dziękuje ...". Noo, od tej pory książka moja wybitnie zyskała na treściach ... ogólnych. Piszę w zasadzie wszystko - ministrowi budownictwa napisałem co sądzę o nowoczesnych blokach -kierownictwo placówki podziękowało. Prezes radia i telewizji miał ode mnie kilka takich ... "ciepłych" słów a oni "Kierownictwo naszej placówki serdecznie dziękuje ...". 

Proszę państwa, to jest w zasadzie koniec tego monologu, z tymże że jeśli by któremuś z państwa ten skecz się nie spodobał, to proszę wpisać uwagi do książki życzeń i zażaleń w jakimś sklepie spożywczym, albo ... u rzeźnika".





LATA 70-te
 WSPANIALI PIOTR FRONCZEWSKI I 
WOJCIECH PSZONIAK W SKECZU pt.:


"AWAS"


"Z czego się śmiejecie?
"Takie zdarzenie im opowiadam, studiuje u nas taki Gruzin, pamiętasz? Goridze się nazywa, a na imię ma Awas. I jest Pietajew, pamiętasz? Taki karakan ryży z takimi szkłami, pamiętasz? I on go kiedyś wzywa do katedry i go pyta: "Nazwisko?" "Goridze", "a jak was nazywają?" "Awas" "Mnie Nikołaj Stiopanowicz, a was?" "Awas", "mnie Nikołaj Stiopanowicz, a was?" "Awas", i tak minęły dwie godziny i on w żaden sposób nie mógł zrozumieć jak tego studenta nazywają."  

"Taki studen studjuje u nas, rozumiesz? Goridze się nazywa - kapujesz? a mówią na niego Awas, to jest takie gruzińskie imię Awas, rozumiesz? Awas, ciebie jak nazywają?
"Stiopa"
"No widzisz, ty Stiopa a on Awas, on Awas a ty Stiopa, Gruzin Awas, rozumiesz? (...) A docent tępy, rozumiesz? I on bierze kiedyś tego studenta do katedry i go pyta: "Nazwisko?", "Goridze", "a jak was nazywają?" "Awas" "Mnie Nikołaj Stiopanowicz, a was? "Awas"





LATA 90-te
I FENOMENALNY JANUSZ GAJOS W SKECZU:


"STRAJK"


"Jutro do roboty nie idę, w życiu! Co mnie będzie robota przeszkadzała w piciu?"




CDN.
 

W KRÓLESTWIE KRYSZTAŁOWYCH ŁEZ - Cz. II

OPOWIEŚCI Z ZIEMI CZTERECH KWART




Chłopiec biegł co tchu nie zatrzymując się ani na chwilę, mimo ogromnego zmęczenia, jakie odczuwał. Mijani ludzie patrzyli się na niego jak na szaleńca, a on wciąż biegł przed siebie, starając się dotrzeć do domu, który stał na lekkim wzniesieniu. Wbiegł przez schody tam wiodące i szybkim krokiem wskoczył na szczeble ustawione na murze domostwa do którego zdążał. Wielce zdyszany, wpadł do głównej izby i krzyknął:

- Dziadku, dziadku, zabili ich, zabili ich wszystkich!

Starszy mężczyzna podniósł wzrok znad kamiennego instrumentu oplecionego rzemieniami, który dotąd trzymał w ustach, przygrywając sobie na nim.

- Urpi? Miałeś być teraz na targu w Cajamarca! Ty mały diable, ciebie jak po coś posłać, to normalnie jak po śmierć - rzekł starszy mężczyzna.

- Ale dziadku, ja... ja widziałem na własne oczy. Zamordowali ich, wszystkich! Widziałem to.

- Nie wiem czy chcę słyszeć kolejnych twych tłumaczeń, ale może zacznij od tego gdzie podziały się lamy, które z tobą wysłałem do Cajamarca? Uciekły ci, zostawiłeś je, a może zgubiłeś?! - starszy mężczyzna był widocznie poirytowany zachowaniem swojego wnuka.

- Ale dziadku, tam właśnie, tam w Cajamarca, ci nak'aq, ci zarzynacze zabili wszystkich, a ja to widziałem, na własne oczy. Niech mi Inti będzie świadkiem jeśli kłamię!

- Uspokój się i powiedz dokładnie co widziałeś, tylko nie zmyślaj ty mały zupanie.

- Brodacze! Przybysze, zabili wszystkich hisquiquiri z otoczenia żyjącego boga - Sapa Inki. Naszemu Panu o wielkim majestacie dali najpierw swoje białe chusty, a gdy ten je odrzucił, zaczęli wszystkich mordować!

- Mówisz że jacyś brodaci przybysze zamordowali naszego Capaca? Czyś ty postradał rozum?

- Ale dziadku, ja to widziałem...

- Dosyć! Dość już mam twoich wygłupów. Kiedy ty wreszcie zmądrzejesz? Czy nie wiesz czym grozi powtarzanie takich plotek? Jak możesz być tak nieodpowiedzialny, chłopcze? Czy nie wiesz, że pełnię tutaj stanowisko naczelnika z polecenia wielkiego pana z Guzmango? Czy nie wiesz że odpowiadam przed nim za porządek w tej wiosce, i to odpowiadam głową... także i twoją! Jak możesz być tak nieodpowiedzialny i głupi by choć sugerować śmierć naszego boskiego Capaca?

Urpi zamilkł i pochylił głowę, choć ewidentnie chciał rzec coś jeszcze.

- Powinienem ukarać cię i wysmagać tę oto bambusową trzcinką - wskazał palcem na leżącą w rogu izby pałkę. - Zgubiłeś lamy, które powierzyłem twojej opiece, nie przywiozłeś owoców z qhatu w Cajamarca, a teraz twierdzisz, że jacyś brodaci przybysze zamordowali naszego Sapa Inkę? Bezwzględnie zasłużyłeś na solidne lanie... ale, mimo wszystko nie ukażę cię. Nie ma już we mnie tyle siły co dawniej, a poza tym chciałem ci wyjaśnić, że nasze ayllu nie zawsze było tak mizerne, jakim jest dzisiaj. Nie zawsze podlegaliśmy panu z Guzmango, nie zawsze musieliśmy się go obawiać i nie zawsze też zamieszkiwaliśmy w tej oto dolinie. Podejdź do mnie, a opowiem ci historię naszego rodu i dzieje stworzenia świata, które boska osoba Pana Naszego utrzymuje przy życiu.

Chłopiec zbliżył się do swojego dziadka, a ten, wskazując ręką na leżącą na ziemi matę, poprosił go by usiadł, sam również tak czyniąc. 
 
- Otóż mój chłopcze, rodzina nasza przybyła z Ollantaytambo na te ziemie, gdy jeszcze byłem dzieckiem. Mój ojciec należał do szlachetnego ayllu z otoczenia boskiego Tupaca Yupanqui i jego równie boskiego syna - Huayna Capaca. Było to w czasach, do których nie sięga nawet moja pamięć, gdyż moja matka niosła mnie wówczas na rękach gdy przemierzaliśmy strome Andy, idąc w kierunku tej doliny. Wybuchł wówczas konflikt pomiędzy naszym ludem a Mochikami z Chan Chan. Boski nasz Inka, aby poszerzyć moc oddziaływania Słońca, nakazał wojnę i ojciec mój wziął w niej udział, należąc do świętego zgromadzenia panaca. Opowiem ci, chłopcze, tak jak było - czyli jak opowiedział mi to mój ojciec. Szli przez nadbrzeżną pustynię Doliny Moche. Qhapaq Zapa z Chan Chan wyprowadził w pole swoich wojowników, którzy byli waleczni i bitni. Kiedy nasz Inka się o tym dowiedział, uradował się bardzo że przyjdzie mu się zmierzyć z dzielnym ludem i władcą, o podobnych do niego zamiarach. Bitwa, która rozgorzała pod Manchan, była straszna. Boski Tupac Yupanqui wysłał przodem emisariuszy, którzy mieli przekonać Mochikan do poddania się, ale i oni wysłali swoich emisariuszy do Inki i też grozili strasznymi konsekwencjami, jeśli lud nasz nie odstąpi. Wielki Capac nie przestraszył się jednak tych gróźb i wzniósłszy modły do Słońca, rozpoczął walkę. Padło wielu poległych i rannych, a Inka wyszedł z tego zwycięsko i zdobył wielu jeńców. Szli oni potem, płacząc i wyznając swe winy, że ośmielili się wystąpić przeciw Synowi Słońca. Niepomni swej klęski, Mochikanie próbowali się jeszcze bronić w swej stolicy - Chan Chan, jednak na próżno. Miasto - leżące nad Dolnym Morzem (Pacyfik), w którym znajdowało się aż dziesięć pałacowych mauzoleów otoczonych murami - zostało zdobyte, a lud z Chan Chan poszedł w niewolę. Słońce rozciągnęło wówczas swe panowanie na kolejne ziemie i mrok odszedł stamtąd po wsze czasy. Tak oto Dolina Moche, aż do Lambayeque na północy, znalazła się pod panowaniem Inki, a ojciec mój stał się pierwszym gubernatorem prowincji Chinchasuyu.




- A dlaczego ty, dziadku, nie pełnisz tej funkcji po swym ojcu? - zapytał Urpi.

- Tego nie mogę ci powiedzieć. Pamiętaj jednak że wyroki boskiego Inki są sprawiedliwe i mają błogosławieństwo zarówno Intiego, jak i Viracochy. Stało się, jak się stało, choć nie było w tym winy ani mojej, ani mego ayllu - po prostu tak bywa czasem w życiu, że nie wszystko co otrzymujemy w darze musi nam się podobać i nie zawsze musimy rozpaczać, gdy to utracimy. 

- Miałeś mi jeszcze opowiedzieć o początkach świata! Opowiesz o nich dziadku?

- Widzę że nieco już zmieniłeś swój ton, chłopcze. Pamiętaj, wystrzegaj się plotek, a szczególnie takich, które mogą się stać niebezpieczne dla twojego ayllu. Oczywiście opowiem ci o początkach świata, lecz wiedz jedno, że centrum świata stanowi Miasto Pumy - Cuzco, siedziba naszego boskiego Sapa Inki. Nigdy tam nie byłeś, prawda?

Chłopiec pokiwał głową.

- Ja też dawno tam nie byłem. A miasto jest ogromne i przypomina skradającą się do ataku pumę. Góruje nad nim od północy potężna skalista twierdza - Sacsahuaman, która przypomina głowę pumy. Nie sposób jej zdobyć, gdyż południowy stok tej twierdzy to lita skała, reszta miasta zaś otoczona jest gigantycznymi murami. W Sacsahuaman znajduje się też potężny plac defiladowy, arsenał, świątynia Słońca i tron Sapa Inki. Na południu zaś, w "ogonie pumy" mieści się ogród publiczny. Jest bardzo ładny, boski Inka dba o to, by stał się prawdziwą wizytówką miasta. Główny plac miejski znajduje się w centralnej dzielnicy, zwanej Hanan i zwie się Huacapata (Święty Plac), gdzie znajduje się największa Coricancha (Świątynia Słońca). Ściany tej świątyni na zewnątrz i wewnątrz są wyłożone złotem. Znajduje się tam sześć kaplic poświęconych Słońcu, Księżycowi, Plejadom, Gromowi, Błyskawicy i Tęczy. Bóg Słońca - Inti ma swój ołtarz po przeciwnej stronie od wejścia do Świątyni. Pod nim, na złotych tronach, ubrane w królewskie szaty, siedzą zabalsamowane ciała poprzednich wielkich Sapa Inków. W korytarzach (przedzielonych po środku ścianą) urządzane są przez kapłanów procesje ku czci Słońca. Na zewnątrz świątynnego dziedzińca, nieopodal domów kapłanów, znajduje się Ogród Złotej Kukurydzy i Lam. Cały okręg świątynny otoczony jest wysokim murem. Pamiętam, że jak byłem w Cuzco, akurat zdarzyła się susza i należało czym prędzej przebłagać Słońce, by ponownie pozwoliło skropić tę ziemię deszczem. Wybrano wówczas na ofiarę dla boga młodą kapłankę z Domu dla Kobiet Wybranych, znajdującym się na Jeziorze Jaguara (Jezioro Titicaca), na Wyspie Księżyca. Została wybrana na chwałę Boga i cieszyła się z tego, ale... gdy kapłani mieli ją już zrzucić w przepaść, zaczęła głośno krzyczeć i się wyrywać, aż sam najwyższy kapłan musiał uderzyć ją w twarz by zamilkła. Wtedy wrzucono ją do dołu. 
 
- Czy ta ofiara wystarczyła, dziadku?

- Nie wiem dokładnie, nie byłem długo w Cuzco, ale zapewne Inti wystarczyło życie tej dziewczyny, gdyż - jak wiesz - nie wymaga on od nas z reguły takich poświęceń. Wystarczą mu ofiary z sukna, miniaturowych figurek czy czasem zwierząt, ale gdy daje on nam do zrozumienia - poprzez suszę, powódź lub trzęsienie ziemi - że nie jest zadowolony z naszych występków, wówczas te ofiary nie wystarczą i trzeba poświęcić człowieka. Z reguły jako ofiary składane są małe dzieci, lub właśnie kapłanki z Domu Kobiet Wybranych z Wyspy Księżyca, lub też Służebnice Słońca z Wyspy Słońca na Jeziorze Jaguara. Tak już się przyjęło, mój chłopcze.




- Jak jeszcze wygląda Cuzco?

- W samym Cuzco, w obu głównych dzielnicach - Hanan i Hurin - mogą mieszkać jedynie członkowie najbliższej rodziny Inki i inni ze szlachetnego panaca, do którego zresztą niegdyś należało i nasze ayllu. Zwykli ludzie żyją na przedmieściach, na zewnątrz "ciała pumy". Są tam też dwa wielkie (wschodnie i zachodnie) obserwatoria astronomiczne. Nigdy czegoś takiego nie widziałeś i przyznam się szczerze, że ja również nie widziałem niczego równie wspaniałego, wyłączając jedynie ceremonie ku czci Sapa Inki. Sam Syn Słońca pokazuje się ludowi tylko podczas oficjalnych uroczystości ku czci Inti lub Viracochy. Nosi tylko najdelikatniejsze tkaniny, a zmienia je trzy razy dziennie, po czym nigdy już powtórnie ich nie wkłada. Wszystko co po sobie pozostawi - ubrania, niedojedzone posiłki, a nawet kał, jest skrupulatnie zbierane przez kobiety z najbliższego otoczenia władcy - będące pod osobistą kontrolą jego najważniejszej małżonki Quyi - i odkładane do wieczornego, uroczystego spalenia. Mama Quya czyli Córka Księżyca i Jedyna Królowa Miłująca Ubogich, winna pochodzić z tego samego ayllu, z którego wywodzi się boski Inka. To ona dba, by posiłki władcy były podane mu we właściwym czasie i na złotych półmiskach. Mama Quya osobiście podaje strawę Synowi Słońca i póki on nie skończy, ani ona, ani nikt inny nie może dotknąć ustami przygotowanych potraw. Służy ona jedynie swemu Ince, a poza tym sama jest otoczona jako "Gwiazda" (Quya) nieopisanym przepychem, a jej jedynym obowiązkiem jest urodzić władcy syna.




Starszy mężczyzna przerwał opowieść, gdy zorientował się że jego podekscytowany do niedawna wnuk, który z taką presją wpadł do izby i nie dał sobie wytłumaczyć, że to, co widział, było tylko wytworem jego bujnej, chłopięcej fantazji - teraz zasnął. Tak znużyła go opowieść dziadka, czy może przebyta droga wymęczyła chłopaka ponad siły? "Nieważne" - pomyślał stary mężczyzna, "jutro dokończymy". 





"WIELU Z TYCH, CO JĄ ZWIEDZILI, A KTÓRZY BYWALI W LOMBARDII I INNYCH OBCYCH KRAJACH MÓWIĄ, ŻE NIGDY NIE WIDZIELI PODOBNEJ BUDOWLI. ŻADNE RZYMSKIE FORTECE NIE ROBIĄ TAKIEGO WRAŻENIA"
 
HISZPAŃSKI KRONIKARZ WYPRAWY PIZARRA - SANCHO,
O INKASKIEJ TWIERDZY SACSAHUAMAN W CUZCO
 




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...