WYŚWIETLENIA

10 stycznia 2026

O RETY - KABARETY! - Cz. III

 NOWY HUMOR


DZIŚ ZAPRASZAM NA:



KABARET MŁODYCH PANÓW
 
  
"TRUP W RESTAURACJI"
 
 
0:45 - "WIDZĘ ŻE KOLEGA ZALICZYŁ ZGON"
 
"W RZECZY SAMEJ. ALE PAŃSTWA STOLIK JEST ODDALONY WYSTARCZAJĄCO I MYŚLĘ ŻE NIE POWINNO TO PRZESZKADZAĆ"
 
"A NIE LEPIEJ BYŁOBY GO WYPROWADZIĆ? ON TROCHĘ ODSTRASZA KLIENTÓW"
 
"NIE MO"ŻEMY BO CZEKAMY NA PROKURATORA" 😂
 
 1:30 - "NIECH PAN PODA COŚ NA USPOKOJENIE!"

1:45 - "CZYLI NA POCZĄTEK COŚ DO PICIA, TAK?"

1:55 - "JAK PAN TO SOBIE WYOBRAŻA... TAM PRZECIEŻ LEŻY TRUP!"

"TAK, JUŻ O TYM WSPOMINAŁEM, MAMY TEGO ŚWIADOMOŚĆ" 😄

2:00 - "A TAM SIEDZI POLICJA, DLACZEGO ONI NIC NIE ROBIĄ?"

"BO TERAZ JEDZĄ" 😅
 
3:35 - "PRZEPRASZAM, A DLACZEGO TUTAJ WSZYSCY SIĘ SCHYLAJĄ I NAM PAN TEŻ KAZAŁ SIĘ SCHYLAĆ JAK WCHODZILIŚMY?"
 
"PONIEWAŻ MY JESZCZE NIE WIEMY, CZY ZAMACHOWIEC SKOŃCZYŁ STRZELAĆ" 😀
 
4:15 - "ZDROWIE DENATA" 😃
 
4:35 - "A GDZIE ON POSZEDŁ?"
 
"PROKURATOR POSZEDŁ ZJEŚĆ DO POKOJU"
 
"ALE ZAPOMNIAŁ STWIERDZIĆ ZGON!"
 
"JA MYŚLĘ ŻE TO JUŻ AKURAT MAMY STWIERDZONE" 😅
 
6:55 - "LUDZIE, OPAMIĘTAJCIE SIĘ, PRZECIEŻ TU JEST TRUP. A JAK JEST TRUP, TO SIĘ RESTAURACJĘ ZAMYKA"
 
"PÓŁ ROKU MIAŁEM ZAMKNIĘTE, TERAZ JESZCZE CZWARTĄ FALĘ MI ZAPOWIEDZIELI I NIE BĘDĘ PRZEZ BYLE PIERDOŁĘ LOKALU ZAMYKAŁ" 👍






ORAZ NA ŚWIETNY SKECZ z 2016



KABARET ANI MRU MRU
 
  
"PLAN"
 
 
0:40 - "NIE WIEM GDZIE SIĘ U CIEBIE WODĘ SPUSZCZA, TO SE TAM PRZY OKAZJI SPUŚCISZ"
 
"ALE JA NIE MAM W DOMU TOALETY" 😅
 
 2:00 - "NASZ OBIEKT KOŃCZY ZAJĘCIA NA SIŁOWNI ok. 18:30, WSIADA DO SAMOCHODU I JEDZIE W STRONĘ DOMU. CO SIĘ DZIEJE DALEJ?"

2:12 - "JA SPRAWDZAM CZY WSZYSCY SĄ W DOMU... PRZEJEŻDŻAM PRZED DOMEM TRZY RAZY, ZA KAŻDYM RAZEM W INNEJ PERUCE ŻEBY MNIE NIE ROZPOZNALI"

"ŹLE, MUSISZ PRZEJECHAĆ PRZED DOMEM CZTERY RAZY, BO NIE WRÓCISZ NA SWOJE MIEJSCE"
 
"OTÓŻ WRÓCĘ NA SWOJE MIEJSCE, GDYŻ POSIADAM ROWER" 😂
 
3:18 - "W JAKI SPOSÓB PRZECHWYTUJESZ KURIERA?"
 
"KURIER WYRUSZA Z BAZY O godz. 18:40. O 18:50 DOJEŻDŻA DO PRZEJAZDU KOLEJOWEGO - TAM GO PRZECHWYCĘ, TAM MUSI SIĘ ZATRZYMAĆ, BO DOKŁADNIE O TEJ PORZE PRZELATUJE TOWAROWY Z OTMUCHOWA"
 
"MASZ JAKIŚ PLAN "B", JAKBY SIĘ TOWAROWY Z OTMUCHOWA SPÓŹNIŁ?"
 
"TO NIE MA ZNACZENIA"
 
"JAK NIE MA ZNACZENIA, PRZECIEŻ JAK SIĘ POCIĄG SPÓŹNI, TO ON PRZEZ TEN PRZEJAZD PRZEJEDZIE"
 
"NIE PRZEJEDZIE. JA TEN PRZEJAZD OBSERWOWAŁEM OD KILKU DNI I ZAUWAŻYŁEM TAM BARDZO CIEKAWĄ RZECZ - TE SZLABANY, ONE ZAMYKAJĄ SIĘ ZNACZNIE WCZEŚNIEJ, ZANIM W OGÓLE POJAWI SIĘ POCIĄG. NIE PRZEJEDZIE!" 😎
 
4:30 - "IDĘ TRENOWAĆ PRZEJAZDY"
 
"ZWARIOWAŁEŚ? DZISIAJ BĘDZIESZ TRENOWAŁ PRZEJAZDY? PRZECIEŻ CIĘ ROZPOZNAJĄ"

"DZISIAJ MOGĄ MNIE ROZPOZNAĆ, WAŻNE ŻEBY MNIE JUTRO NIE ROZPOZNALI" 😄
 
4:55 - "DZIŚ W NOCY ZMIENIA SIĘ CZAS Z ZIMOWEGO NA LETNI, WIĘC ZAPAMIĘTAJCIE SOBIE, ŻE DZIŚ W NOCY WSZYSCY ŚPIMY GODZINĘ KRÓCEJ"
 
5:05 - "KRÓCEJ, KRÓCEJ - BO CZAS SIĘ COFA" 😂
 
6:05 - "PANOWIE, JA MUSZĘ WIEDZIEĆ KTÓRA JUTRO BĘDZIE GODZINA o 18:50"
 
"WIĘC CIĘ TERAZ POINFORMUJĘ, ŻE JUTRO o 18:50, BĘDZIE DOKŁADNIE 18:50. TYLKO O TRZECIEJ BĘDZIE DRUGA" 😉

8:00 - "A MIAŁEM WCZEŚNIEJ ZAPYTAĆ, TYLKO MI WYLECIAŁO - A JAK TEN PODKOP?"

"OK. KOPIE SIĘ"

8:40 - "DOBRA, SZCZERZE - ILE BRAKUJE?"
 
"2-3 METRY"
 
8:55 - "NIE ZDĄŻYSZ!"
 
"ZDĄŻĘ! DAM RADĘ, MAM ROWER!"
 
"A MÓGŁBYŚ MI WYJAŚNIĆ, CO MA ROWER DO PODKOPU?"
 
9:15 - "SŁYSZAŁEŚ BARANA? OTÓŻ DROGI KOLEGO, JAK MI NIE BĘDZIE SZŁO, TO WSIĄDĘ NA ROWER I POJADĘ PO SZPADEL" 😂
 
10:15 - 19:06 JA WYŁANCZAM PRĄD"
 
"WYŁĄCZAM, ILE RAZY MAM POWTARZAĆ"
 
"JA WIDZĘ ŻE SĄ NERWY, 😅 ALE USTALMY KTO WYŁANCZA PIEPRZONY PRĄD, BO NAM SIĘ CAŁA AKCJA POSYPIE.
 
(...) 11:45 - KIEDY ZAPALA SIĘ ŚWIATŁO, JA JUŻ SIEDZĘ W SALONIE I JAK GDYBY NIC MÓWIĘ: "BARDZO SIĘ CIESZĘ, ŻE W TYM ROKU ZDECYDOWAŁ SIĘ PAN PRZYJĄĆ KSIĘDZA PO KOLĘDZIE" 😇




CDN.

NIEWOLNICY DO ZADAŃ SPECJALNYCH - Cz. V

CZYLI JAKIE BYŁY NAJWIĘKSZE
OŚRODKI HANDLU NIEWOLNIKAMI W
STAROŻYTNOŚCI I W ŚREDNIOWIECZU,
ORAZ SKĄD I Z JAKICH 
WARSTW SPOŁECZNYCH NAJCZĘŚCIEJ
POCHODZILI KANDYDACI 
NA NIEWOLNIKÓW





ANTYCZNA GRECJA 
I ŚWIAT HELLENISTYCZNY
(V wiek p.n.e. - II w. p.n.e.)
Cz. V



ALEKSANDRIA
STOLICA ŚWIATA 
(NIEWOLNICZEGO) ZAMIESZKAŁEGO
(III - I wiek p.n.e.)
Cz. I




Nowe niewolnicze centrum hellenistycznego świata, które odebrało Rodos palmę pierwszeństwa w handlu "żywym towarem", zostało założone przez Aleksandra Wielkiego (podczas jego podróży do Oazy Siwa) 7 kwietnia 331 r. p.n.e. i od tego właśnie czasu liczono początki Aleksandrii. Miasto było ponoć dziełem Dejnokratesa z Rodos (autora planów zamienienia góry Athos w monumentalny pomnik ku czci Aleksandra Macedońskiego, niezrealizowany ze względu na jego sprzeciw) i rozłożone na przesmyku niczym chlamida (płaszcz wojskowy) pomiędzy Jeziorem Mareotis a Morzem Śródziemnym - bardzo szybko stało się prawdziwym centrum zamieszkałego greckiego świata. Miasto było ogromne (w I wieku p.n.e. czyli w czasach rządów Kleopatry VII, liczyło ponad 500 000 mieszkańców, choć wydaje się że ta liczba jest znacznie zaniżona, jako że samych obywateli w tym czasie było 300 000, do tego należy doliczyć kobiety - które obywatelami nie były, jak również Egipcjan, Żydów i tych spośród Greków, którzy również obywatelami miasta nie byli, choć tutaj zamieszkiwali. Oczywiście odrębną kwestią jest liczba niewolników. Tak więc można przyjąć że ludność Aleksandrii w drugiej połowie I wieku p.n.e. liczyła nie 500 000 a pomiędzy 700 000 i 800 000 mieszkańców - co pokazuje że było to bez wątpienia najludniejsze miasto śródziemnomorskiego świata). Nas w tym temacie interesuje jednak pewne szczególne miejsce, które wypromowało Aleksandrię jako hellenistyczne centrum handlu niewolnikami. Tym miejscem była Agora nadmorska (bowiem istniała również i druga Agora, tzw.: miejska). Podobnie jak rodyjska Dejgma, aleksandryjska Agora nadmorska rozlokowana była pomiędzy dwoma portami morskimi: Portem Wielkim i Eunostosem (między jednym a drugim portem można było przepłynąć przez dwa przejścia pozostawione w wielkim molu - wiodącym z miasta na wyspę Faros - zwanym Heptastadion - widocznym na zdjęciu powyżej). Agora nadmorska ulokowana była zaś przy samym Heptastadionie, czyli na skrzyżowaniu obu portów, drodze do Faros i ku dzielnicy Rakotis.

Były tam ulokowane zarówno potężne doki i magazyny portowe z jednej strony, jak również kolumnady i portyki, pełniące rolę sklepów handlowych. Tam właśnie (między innymi) sprzedawano niewolników. Agora nadmorska była prawdziwym centrum nie tylko samego miasta, ale dużej części greckiego świata, jako że to właśnie w niej kumulowały się szlaki handlowe wiodące z Afryki wschodniej, Arabii, rejonów Morza Czerwonego, Syrii, Indii, a także Kartaginy, miast Italii, Galii, Hiszpanii, oczywiście Grecji aż do Słupów Heraklesa (czyli do Cieśniny Gibraltarskiej). Można sobie wyobrazić ogrom kupców zdążających do Aleksandrii i wystawiających swoje towary na Agorze nadmorskiej. Egipt bowiem słynął z doskonałego zboża i pszenicy (Rzymianie zaopatrywali się w zboże tylko w Aleksandrii lub w Kartaginie, całkowicie zaś pomijając rozwój własnego rolnictwa, które z czasem całkowicie podupadło - tak jak dziś Unia Europejska próbuje nas zmusić do przyjęcia umowy z krajami Mercosur, ale różnica jest ewidentna - Rzym w starożytności kontrolował zarówno Egipt jak i Afrykę Północną skąd sprowadzał znacznie lepsze jakościowo zboże niż to italskie, natomiast nas się zmusza do zniszczenia rodzimych gospodarstw rolnych, żeby sprowadzać "paszę dla ludzi" produkowaną przez międzynarodowe megaholdingi z Ameryki Południowej), luksusowych pachnideł, dobrych lekarstw, kunsztownej biżuterii, ozdobnych tkanin, cienkiego płótna (byssosa), oraz oczywiście szkła. Natomiast chętnie kupowano w Egipcie drewno - niezbędne do budowy okrętów lub upiększania domostw (którego w Egipcie nie było), złoto, srebro, miedź, cynę, wino, oliwę, perły, drogie kamienie, kość słoniową, jedwab, przyprawy, sery oraz oczywiście... niewolników. Nimi właśnie teraz się zajmiemy. Zachowało się kilka tekstów z epoki Egiptu Ptolemeuszy, które bezpośrednio mówią o kupnie, sprzedaży bądź dziedziczeniu niewolników. Niewolnicy zjawiali się w Egipcie jako jeńcy wojenni, ludzie porwani przez piratów, pochodzący z darowizn i dziedziczenia testamentowego, urodzenia się niewolnikiem oraz tych, którzy popadli w niewolę za długi (na mocy wyroku sądowego lub umowy prywatnej).




Pewien dokument z III wieku p.n.e. (konkretnie z lat 238-237 p.n.e.), sporządzony w mieście Krokodylopolis przez niejakiego Herakleidasa z Cyreny (papirus CPJ 126), jest właśnie dokumentem testamentowym, w którym ów Herakleidas wyznacza kto z rodziny po nim (co i kogo) odziedziczy. Otóż jest tam zapisane po grecku: "Jeśli i mnie pisany jest los śmiertelnych, pozostawię wszystko co posiadam mojej żonie Eirene, córce Asklepiadesa z Cyreny, oraz Demo, córce, którą mam z Eirene; wliczając w to niewolników, kobiety Partenion i Myrinę, mężczyzn (tekst uszkodzony)... a także Apolloniosa, dłużnika mieszkającego tutaj, zwanego po syryjsku również Jonatas, który jest mi winien 150 drachm w srebrze, co zapisane jest w umowie znajdującej się w archiwum państwowym. Nikomu innemu niczego nie pozostawiam". Czyli świadczy to iż ów Apollonios/Jonatas, będąc człowiekiem wolnym, trafił w czasową niewolę, póki nie zwróci długu który na nim ciążył. Inny, lecz bardzo podobny przypadek z roku 245 p.n.e. Pewna kobieta o imieniu Simon, pożyczyła od niejakiego Nikonesa pewną sumę. Gdy okazało się że kobieta nie jest w stanie spłacić 6 % miesięcznych odsetek, Nikones złożył wizytę w jej domu (pod nieobecność jej męża) i zagroził że jeśli kobieta nie spłaci wierzytelności, on zgłosi sprawę do sądu. A więzienia Egiptu Ptolemeuszy przepełnione były niewypłacalnymi dłużnikami. Zresztą więzienie ptolemejskie było dość specyficznym miejscem, w którym więzień musiał... sam się utrzymać (jeśli nie miał pieniędzy i nikt z rodziny mu nie pomógł, to w lochach najczęściej umierał z głodu). Nikones kazał więc kobiecie i jej synowi pójść za sobą, po czym umieścił ich na wozie i wywiózł do innego miasta, gdzie uznał się ich właścicielem do czasu zwrotu pożyczki. Uwięził też oboje i traktował jak niewolników. Po jakimś czasie Simon udało się uciec i wrócić do męża, któremu wszystko opowiedziała. Ten zgłosił sprawę do sądu o bezprawne zatrzymanie jego żony - wolnej kobiety i o lichwiarskie odsetki, jakie Nikones kazał sobie płacić. Jaki ta sprawa miała finał - niestety nie wiadomo. Wiadomo jedynie że Simon bardzo obawiała się sprawy przed sądem (sąd mógł bowiem zdegradować ją do roli niewolnicy na mocy prawa - choć nie była to niewola pełna a ludzie którzy zostali zniewoleni za długi, nie byli wliczani bezpośrednio do grona niewolników - natomiast oskarżenie jej męża odnosiło się jedynie do kwestii bezprawnego uwięzienia i zniewolenia kobiety, bez wyroku sądowego).




Inny przypadek z II wieku p.n.e. Oto ze świątyni boga Serapisa w Memfis ucieka młoda dziewczyna o imieniu Heraklea (nie jest wyjaśnione czy jest to niewolnica, czy też dziewczyna służąca jako pomocnica kapłanów, być może oddana do świątyni przez rodziców aby ocalić jej życie - często przekazanie dziecka do świątyni, gdzie w zamian za wierną służbę miało zapewniony stały wikt, ratowało temu dziecku życie, w sytuacji gdy rodzinę nie stać było na jego utrzymanie i wyżywienie). Błąka się ona po uliczkach Memfis, aż wreszcie przygarnia ją do siebie niejaki Ptolemeusz. Sam będąc bezdzietnym, traktuje młodą Herakleę jak własną córkę. Jednak niejaki Zolios - pełniący funkcję kapłana mniejszego rzędu (raczej urzędnika świątynnego) w świątyni Serapisa (z której dziewczyna zbiegła), otrzymuje pieniądze od jakiegoś żołnierza, który chce sobie zakupić młodą niewolnicę świątynną i jego wybór pada właśnie na Herakleę. Tak więc Zolios nakazuje Ptolemeuszowi zwrócić dziewczynę do świątyni. W tym dokumencie mowa jest też o tym iż Ptolemeusz zwraca się z prośbą do króla o ofiarowanie mu dziewczyny, gdyż pragnie ją adoptować (jaka była decyzja króla Ptolemeusza III Euergetesa {Dobroczyńcy} lub jego administracji? Tego ponownie niestety nie wiadomo). W jeszcze innym dokumencie (papirus PSI 549 z lat 42-41 r. p.n.e.) pewna wolna kobieta, oddaje się w niewolę na... 99 lat swemu wierzycielowi, wraz ze wszystkimi swymi dobrami i tymi które "uzyska w przyszłości". Jest to dość ciekawy dokument, gdyż zgodnie z królewskim aktem z 260 r. p.n.e. (PER 24552), co jakiś czas potem odnawianym, który zakładał iż: "W przyszłości nikomu nie będzie wolno, pod jakimkolwiek pretekstem, kupować lub przyjmować w zastaw wolnych ludzi z tego kraju, za wyjątkiem tych, których zastawy dłużne zostaną przez zarządcę Syrii i Fenicji poddane wykonaniu" - czyli innymi słowy ani Egipcjanin ani Grek nie mogą sami oddać się w niewolę (pod karą grzywny wynoszącą 300 drachm), a jedynie ludzie pochodzący z terenów podbitych, których odpowiedni urzędnik dopuści na rynek. Jak było zatem widać, zakaz ten nie był respektowany w całości i wynajdywano w nim wiele luk, aby tylko móc zniewolić niewypłacalnego dłużnika (to prawo było potem nieco zmienione, jest to jednak kwestia nazbyt zawiła, abym się nią teraz zajmował).

To prawda że na początku greckiej kolonizacji Egiptu, dała się odczuć ogromna dysproporcja pomiędzy mężczyznami a kobietami - a mówiąc prosto, macedońscy i greccy żołnierze Aleksandra po prostu nie mieli greckich kobiet. Związki z Egipcjankami są w tym okresie bardzo sporadyczne (a jeśli takie w ogóle bywały, to ograniczały się do przygodnych spotkań, nie zaś do związków trwałych czy małżeństw). Tym bardziej że sam Aleksander bardzo dbał o rozgraniczenie tych dwóch światów: egipskiego i greckiego (zabronił chociażby swoim żołnierzom wstępu do egipskich sanktuariów, aby nie prowokować niepotrzebnych konfliktów). Znacznie częściej mamy wówczas do czynienia ze związkami żołnierzy czy kolonistów greckich z niewolnicami, które to porodziły im dzieci (niejaki Menippos - grecki kolonista, w swym testamencie zwraca wolność niewolnicy o imieniu Meleinis i synowi którego z nią ma - pod warunkiem wszakże że "nie opuszczą mnie po śmierci", czyli będą doglądać jego grobu i składać ofiary bogom za jego duszę w Zaświatach). Wyzwalanie niewolników było częste w Egipcie ptolemejskim, ale było również z reguły obostrzone pewnymi warunkami (takimi choćby jak wyżej wspomniany), które sprowadzały się do trwania byłego niewolnika czy niewolnicy w rodzinie, która zwraca im wolność, z reguły aż do śmierci wyzwolonego niewolnika. Na przykład testament z II wieku p.n.e. (P.Petrie 8 III), mówi o zwróceniu wolności sześciu niewolnikom przez zamożną grecką damę, pod warunkiem wszakże iż nie opuszczą oni jej córki. Niewolników nie tylko przekazywano sobie w spadku (wyzwolenie i obostrzenie tego aktu wyżej wymienionymi warunkami, również było tego typu praktyką spadkową), lecz także ofiarowywano w posagu ślubnym. W kontrakcie ślubnym z II wieku p.n.e. (P.Giss. 2), pewna panna młoda wnosi wiano w postaci niewolnicy z noworodkiem. Jak już w poprzedniej części wspomniałem, w greckich domach Egiptu Ptolemeuszy żyły trzy a nawet cztery pokolenia niewolników, co oznacza że tamtejsi Grecy wspierali rozrodczość swoich niewolników (choć są pewne nieoficjalne rady, aby wspierać tylko rozrodczość dobrych i wiernych niewolników, nie zaś wszystkich przebywających w danym domu).




Rozrodczość wśród niewolników była nawet wspierana przez państwo, o czym mówi zakaz sprzedawania za granicę dzieci, zrodzonych z niewolników egipskich (choćby takich, którzy nie byli w stanie spłacić swego długu). Egipcjanie mieli pozostać w Egipcie - przynajmniej oficjalnie. Wiadomo jednak że zakaz ten był notorycznie łamany a niewolnicy egipscy trafiali się w całym hellenistycznym świecie (szczególnie w Syrii, Grecji, na Sycylii i w Italii). Niejaki Zenon, syn Agreofontosa, żyjący w III wieku p.n.e. - w którego archiwum zachowały się informacje na temat owego zakazu ptolemejskich władców wywozu egipskich niewolników za granicę - sam przyznaje (papirus P.Cair.Zen. 59003 z 259 r. p.n.e.) że zakupił egipską niewolnicę, jako plenipotent Apolloniosa z Birta Ammanitis (w Palestynie), od niejakiego Nikanora, syna Ksenoklesa z Knidos, pozostającego na służbie Toubiasa - za kwotę 50 drachm. Po czym wywiózł dziewczynkę o imieniu Sfragis (miała wówczas 7 lat) z Egiptu. Nie wiadomo jednak czy Zenon złamał ptolemejskie prawo, jako że nie jest wyjaśnione pochodzenie dziewczynki, co oznacza że wcale nie musiała ona być Egipcjanką (istnieje sugestia że pochodziła albo z Fenicji, albo z Babilonii). Z innego dokumentu z tej epoki, będącego listem niejakiego Filotasa do Zenona (258 r. p.n.e.), możemy się dowiedzieć zarówno o mnogości niewolników pochodzących z Syrii na rynku w Aleksandrii, jak i o podatku, jaki musiano zapłacić za sprowadzanych do Egiptu niewolników, pochodzących z innych krain. Natomiast w innym liście (z 257 r. p.n.e.) również wysłanym do Zenona (który zajmował się sprowadzaniem niewolników do Aleksandrii i ich sprzedażą, choć oczywiście nie bezpośrednio - wymienieni są bowiem trzej ludzie Zenona, którzy się tym głównie zajmowali - Filotas, Krotos i Apollofanes. Do ich zadań należało opłacenie i zorganizowanie transportu niewolników do Aleksandrii - lub ewentualnie do innego miasta Egiptu - a także pilnowanie aby niewolnicy ci nie zbiegli - jak stało się to chociażby w Gazie w 258 r. p.n.e., co spowodowało duże straty finansowe poniesienie przez Zenona), zostaje on poinformowany iż niejaki Menekles z Tyru, przywiózł towary i niewolników z Gazy do Tyru. Nie poinformował o tym jednak urzędników i nie otrzymał pozwolenia na ich eksport do Egiptu, przez co cały "towar" został mu skonfiskowany.  

    

       
Palestyna i Syria były istnym rajem łowców niewolników i kupców, którzy potem sprzedawali uprowadzonych tam ludzi na rynki Egiptu - głównie zaś do Aleksandrii, gdzie na Agorze nadmorskiej trwały prawdziwe licytacje. Najlepszym towarem eksportowym Syrii i Palestyny byli właśnie niewolnicy, a szczególnie kobiety, które stamtąd sprowadzano do Egiptu w sposób masowy. Ceny były przystępne (od 100-400 drachm za kobietę, w zależności od jej urody i wieku). Już dawni Egipcjanie uważali Syryjki czy Żydówki za znacznie lepsze nałożnice i wierniejsze żony od egipskich kobiet. Syryjka (czy Żydówka) były uosobieniem uległości i posłuszeństwa mężowskiej woli, co znacznie bardziej podobało się egipskim mężom niż Egipcjanki, które często odpychały ich swym protekcjonalizmem, bezpośredniością a również i obyczajowym wyzwoleniem. Egipcjanki już od najdawniejszych czasów są przedstawiane w egipskich tekstach jak "napalone lafiryndy" (przykład tego mamy chociażby w Starym Testamencie, gdzie żona Putyfara próbuje uwieść Józefa), szukające tylko sposobu aby zdradzić swego męża z jego niewolnikiem lub sługą. Natomiast Syryjki były przedstawiane jako wierne i oddane żony, często oddane do granic absurdu (w egipskim utworze: "Książę zaklęty" jest właśnie przedstawiona syryjska księżniczka, która czyni dosłownie wszystko aby jej ukochany - egipski książę był z niej zadowolony - nie tylko jako kobiety, ale przede wszystkim jako bratniej duszy z którą chce spędzić życie). Podobnie rzecz miała się w przypadku Żydówek i między bajki można włożyć stwierdzenia (jakie chociażby w filmie: "Faraon" Żydówka Sara wypowiada, nie wiedząc iż rozmawia z Ramzesem - następcą egipskiego tronu i jego przyjacielem - Tutmozisem, ciekawy dialog: "Kto ty jesteś?" "Sara - córka rządcy folwarku". "Żydówka!", "Myślisz że Żydówki są mniej słodkie od Egipcjanek? Miałem trzy Żydówki kochankami", "Kłamiesz! Żydówka nigdy nie będzie niczyją kochanką". "Nawet kochanką pisarza u takiego pana który nosi wachlarz nad nomarchą memfickim?" "Nawet!", "Nawet tego, który wachlarz nosi?" "Nawet!", "Więc nie zostałaby może kochanką samego nomarchy?", "Kto wy jesteście? Czego chcecie?". "Odpowiedz mi lepiej czy ci się podobam?", "Gdyby z twarzy nie patrzyła ci dobroć, pomyślałabym że jesteś libijskim najemnikiem albo bandytą", "Jeszcze nim nie jest, ale kiedyś stać się może największym bandytą jakiego ziemia nosiła". "A gdybym ja był tak wielki, jak pan do którego ty należysz?", "Ty możesz być", "A gdybym ja był nomarchą Memfis?", "Ty możesz być nawet i tak wielkim", "A gdybym był następcą tronu?", "O Jahwe!", "Wezmę cię do mojego domu") iż Żydówki nie oddałyby się nikomu spośród swojego plemienia, bo nie pozwala im na to religia. Egipskie źródła często (choć rzadziej niż Syryjki) ukazują Żydówki jako słodkie kochanki wielkich Egipcjan.






Przykłady żydowskich niewolnic w Egipcie Ptolemeuszy też nie są bynajmniej rzadkie. Papirus P.Cair.Zen. 59355 - informuje o rozliczeniu, jakiego dokonuje niejaki piekarz Filon, który ma dług u Zenona i przekazuje mu dwie niewolnice - matkę (A... - imię zatarte, choć pewnie tożsama jest z niewolnicą Anas, która pracowała u Filona w zakładzie o czym ten informuje) i córkę (Izydorę). Jest tam wymieniona również niejaka Ioana (Ιωάνα) która należy do Zenona i zajmuje się zbieraniem oleju do lamp. Na aleksandryjskiej Agorze nadmorskiej sprzedawano niewolników z różnych zakątków śródziemnomorskiego świata (choć oczywiście nie w takich ilościach jak w czasach rzymskich, a Aleksandria rzymska będzie przedstawiona przeze mnie jako kolejny niewolniczy rynek w następnych częściach, bowiem Egipt rzymski nieco się różnił od greckiego i dotyczy to również handlu niewolnikami). Są tam więc niewolnicy z Karii, Tracji, Frygii, Nubii, Syrii, Lidii, Paflagonii, Palestyny, Babilonii. O tym do jakich prac przeznaczano ich w Egipcie opowiem w kolejnej części, teraz jednak chciałbym jeszcze wrócić na ową aleksandryjską Agorę nadmorską i opisać (mniej więcej z istniejących źródeł) jej wygląd w okresie świetności Egiptu Ptolemeuszy, czyli w III wieku p.n.e. (ok. 270 r. p.n.e.). Otóż poza dokami i magazynami rozlokowanymi od strony portów, istniały portyki z kolumnadami (w formie litery "L"), które pełniły rolę sklepów, czy też raczej centrów handlowych Aleksandrii. Na Agorze (a raczej na przylegającym do niej cyplu) stała również świątynia Posejdona. Na Agorze ulokowana była też fontanna (jakich było nieco w całej Aleksandrii), dająca kupującym orzeźwienie w gorące handlowe dni. Kupcy nie musieli rozkładać kramów na rynku, gdyż do tego służyły budynki portyków wokół samej Agory (oczywiście możliwość wystawienia towarów na rynku podlegała opłacie podatkowej nie przekraczającej wszakże 50 drachm - a prawdopodobnie były to znacznie mniejsze kwoty, jak choćby podatek za sprowadzonego niewolnika w wysokości 20 drachm). Samo miasto jak i oczywiście Agora (jedna i druga) były dobrze oświetlone nocą (poprzez umieszczenie latarni zasilanych oliwą wokół rynku i na ulicach miasta), zaś świątynie dodatkowo były iluminowane (podobnie jak i bramy miasta) i ozdobione kwiatami. Sprawiało to niesamowite wrażenie i pozwalało mieszkańcom Aleksandrii prowadzić również i nocne życie. 




Ulice były proste, przestronne (a łagodny wiatr znad Jeziora Maeoris powodował że w mieście nie odczuwało się wielkich upałów) i oświetlone. Świątynie pięknie udekorowane i iluminowane półkolistymi lampkami na oliwę. Sieć kanałów pozwała mieszkańcom Aleksandrii cieszyć się również czystością i swobodą wśród przestronnych gajów cyprysowych (gdzie Aleksandryjczycy spędzali wolny czas). Równać się z nią nie mogło żadne inne polis w hellenistycznym świecie, ani tym bardziej spoza tego świata. Taki Rzym w tymże III wieku p.n.e. był jeszcze w ogromnej większości miastem o zabudowie drewnianej (pierwszy kamienny most postawiono w Rzymie na przełomie 166/165 r. p.n.e. czyli dopiero w II wieku p.n.e.). Oczywiście budynki (czynszowe i prywatne) stawiano już wówczas w większości murowane, ale były one z reguły niewielkie i ciasne (często bardzo ciasne, niezdolne do pomieszczenia sporej rodziny). Poza tym samo miasto było po prostu ciasną klatką z wąskimi i niebezpiecznymi uliczkami, które nocą pogrążało się w kompletnych ciemnościach. Trzeba tutaj dodać, że gdy w 46 r. p.n.e. Kleopatra VII odwiedziła Rzym, ten Rzym o którym od młodości słyszała od swego ojca o jego sile i potędze i o tym iż może zniszczyć jej królestwo, dlatego też długo się go obawiała - teraz, będąc tam osobiście uznała, że ten sam Rzym jest jakimś... nieporozumieniem. Mały, brudny, nieoświetlony, zasiedlony kłębiącą się dokoła ludnością, która nie jest w stanie zrozumieć cywilizowanej mowy (greckiej). Miasto w którym kobiety: "miały takie prawa jak niemowlęta lub kury" (a są to słowa jakie miała wypowiedzieć sama królowa Kleopatra), nie przypadło jej ono do gustu. Wyrażała się z pogardą o Rzymie, którego dotąd uczono jej się obawiać, gdzie: "bezpański pies może tu przywlec skądś ludzką rękę a wół potrafi wtargnąć do jadalni" i praktycznie nie opuszczała otoczonego cyprysami pałacu Cezara na wzgórzu Janikulum, zasłaniających nieprzyjemny widok na to barbarzyńskie miasto. Gdy niewolnicy nieśli ją w lektyce, zawsze miała zasłonięte firany, aby nie spoglądać dokoła. Zapachy, dźwięki i widoki sprawiały, że szybko zatęskniła za swoją Aleksandrią. Ale to temat na zupełnie inną opowieść. 






CDN.

09 stycznia 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XII

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. IX



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. IX






SŁOWIANIE W ANATOLII, NA BLISKIM WSCHODZIE I W EGIPCIE 
(ok. 1200 r. p.n.e. - ok. 1180 r. p.n.e.)
Cz. IV



BLISKI WSCHÓD W OGNIU SŁOWIAŃSKICH ŻAGIEW
(ok. 1200 r. p.n.e. - 1170 r. p.n.e.)
Cz. V






UGARIT
(ok. 1190 r. p.n.e.)
Cz. II


Bogate miasto Ugarit zniknęło nagle z powierzchni ziemi tak, jakby mieszkańcy w ogóle nie spodziewali się ataku i nie byli przygotowani na jego odparcie. Praktycznie do ostatniej chwili miasto tętniło życiem a handel kwitł (w znalezionych w archiwach domów kupieckich z Ugarit glinianych tabliczkach z pismem klinowym, zanotowane są dokładnie wciąż nie zrealizowane umowy handlowe z wieloma okolicznymi miastami Lewantu, z Asyrią - dokąd wysyłano purpurę, oraz z Egiptem - gdzie egipscy faraonowie zamawiali w Ugarit m.in. żelazne miecze) i nagle na to zupełnie nieprzygotowane do walki miasto, spadł cios w postaci najazdu Ludów Północy, które to archeolog Gaston Maspero nazwał umownie "Ludami Morza". Kiedy mniej więcej doszło do zagłady owego tętniącego życiem miasta? Według mnie miało to miejsce ok. 1190 r. p.n.e. lub kilka lat później, ale na pewno przed 1185 r. p.n.e. A skąd w ogóle takie przypuszczenie? Z czterech powodów. Po pierwsze miasto Emar (leżące w głębi Syrii) z którym Ugarit prowadziło bogatą wymianę i korespondencję handlową, zostało zniszczone również około 1185 r. p.n.e. gdyż kontakty się urwały. Po drugie - na jednej z odnalezionych w Ugarit tabliczek, jest mowa o zaćmieniu słońca które miało miejsce dokładnie 21 stycznia 1193 r. p.n.e., co oznacza, że przed tą datą miasto jeszcze istniało i nie mogło być zniszczone. Po trzecie - w 1986 r. został w ruinach Ugarit odnaleziony list, napisany przez egipskiego wezyra o imieniu Bej, który został stracony w piątym roku panowania faraona Siptaha (panował ok. 1194-1188 r. p.n.e.), czyli mniej więcej w 1190/89 r. p.n.e., a to znów pokazuje że list ów musiał być napisany i wysłany znacznie wcześniej (przed rokiem 1190 p.n.e.). Po czwarte i według mnie najważniejsze - badanie radiowęglowe (z warstwy popiołu z Ugarit - próbka 7A) datuje zniszczenie miasta na lata 1192-1190 p.n.e. Dlatego też za ostateczny rok zagłady Ugarit przyjąłem właśnie ową datę 1190 r. p.n.e. jako najbliższą (według mnie) prawdzie.

W chwili upadku i całkowitym zniszczeniu tego bogatego, lewantyńskiego miasta, zasiedlało go ok. 35-40 tys. mieszkańców, z czego uciekło z miasta w chwili najazdu "Ludów Morza" jakieś 8000 osób - którzy nigdy już tam nie powrócili. Ludność miasta była w większości pochodzenia aramejskiego (czyli wywodziła się z grupy Semitów północno-zachodnich, do których to należeli również Kananejczycy i Hebrajczycy), ludności kananejskiej nie było jednak dużo, o czym świadczy fakt, iż przybycie do miasta pewnego Kananejczyka zostało specjalnie uwypuklone na jednej z ugaryckich tabliczek z pismem klinowym. Ostatnim władcą miasta był niejaki - Hammurapi (Ammurapi), syn króla Ibiranu i wnuk Ammistamru II (znanego z oskarżenia o niewierność i wygnania swej żony, córki władcy Amurru - Bentesziny - o czym pisałem w poprzedniej części). Jednak Hammurapi (podobnie jak i jego brat - Nikmadu III - panujący przed nim) nie był wybitnym władcą, a czasy jego panowania niczym się nie odznaczyły (poza faktem zniszczenia Ugarit za jego rządów 😏). Król był (podobnie jak potem w Izraelu) również ofiarnikiem, który składał ofiary najwyższym bogom w imieniu miasta, choć sam nie był ani najwyższym kapłanem, ani też nie należał do kapłańskiej elity - był po prostu świeckim ofiarnikiem oddającym miasto i jego mieszkańców pod opiekę bogów. Do najważniejszych świąt obchodzonych w Ugarit (w których uczestniczył bezpośrednio sam król, a nie najwyższy kapłan), należało "Święto Nowego Roku" ku czci Baala (święto to trwało aż półtora miesiąca, ale król brał udział jedynie w obchodach podczas nowiu i pełni pierwszego miesiąca roku - które to obchodzono szczególnie uroczyście). Ważne też było święto zwane "Rytuałem Przymierza". Podczas tego święta król przecinał na dwie połowy wybraną jałówkę, kozę oraz młodego barana, po czym rozkładał porąbane części naprzeciw innych i tak pozostawiał je na ofiarę bogom (kapłani zaś odpędzali dzikie ptactwo i hordy much, które się tam zlatywały), a najwyższy kapłan wyczytywał z tych wnętrzności przepowiednię dla miasta i jego mieszkańców.




Było kilku najwyższych bogów Ugarit, a na ich czele bez wątpienia stał bóg EL (w języku ugaryckim: "L", w hebrajskim: "EL", w akadyjskim: "ILU", a w arabskim: "ILAH"). Wyraz ten znaczył tyle, co: "silny", "mocny" i bez wątpienia był on ojcem wszystkich bogów ugaryckiego panteonu. Królowie panowali z jego łaski i przyzwolenia ("mlk" - znaczyło po ugarycku "król"). El był bogiem życzliwym ludziom (choć nie można było zbytnio zbliżać się przed jego oblicze), sprawiedliwym i mądrym (kapłani pod wpływem jego natchnienia mieli tłumaczyć sny i głosić proroctwa). El był też bogiem pierwotnym, wiecznym i bardzo starym, który realnie nie piastował już władzy nad światem, a tę powinność scedował na Baala. Jego symbolem był byk. Drugim wielkim bogiem był zaś DAGON, a patronował on rolnictwu i urodzajowi zboża. W Ugarit znajdowała się wielka świątynia ku czci tego boga, choć ciężko dopatrzyć się jego pokrewieństwa z Elem, to wiadomo że miał być ojcem Baala. Dagon stał się potem największym i najważniejszym bogiem Filistynów (czyli słowiańskiego plemienia Peleset), osiadłych w rejonie Gazy, Aszkelonu, Aszdodu i Joppe, a dla Izraelitów będzie tożsamy z demonem. Synem Dagona był - BAAL, młody, silny i pełen zapału bóg, będący bez wątpienia centralną postacią w ugaryckich poematach literackich. O ile Ela przedstawiano jako starca pełnego rozwagi i mądrości, to Baala cechowała energia i porywczość. Był bogiem burzy i życiodajnego deszczu, władcą i panem świata (jego imię dosłownie znaczy "Pan", zapisywane w języku ugaryckim jako "b'l", a ponieważ imię to łączone było z osobą boga Hadada - boga burzy, tak więc Baal i HADAD to ta sama postać, pisana po prostu jako "Pan Hadad", czyli "hdd"). O przygodach Baala opowiada szereg ugaryckich tekstów literackich i religijnych (np. zwyciężył on w walce Jama - boga morza, jak i Mota, boga śmierci i świata podziemnego). Baal był dobroczyńcą ludzkości a jego siedziba znajdowała się na górze Sapon, gdzie El pozwolił mu zbudować dla siebie pałac. Baal był bardzo popularnym bóstwem w całym Kanaanie i nawet Izraelici początkowo oddawali mu cześć (dopóki nie przerzucili się całkiem na Jahwe). 

Warto też wspomnieć o jakimś żeńskim bóstwie, jak choćby o bogini ASZIRAT - żonie Ela i matce bogów. Mieszkańcy Ugarit zwali ją "stworzycielką bogów" ("qnjt") lub po prostu "wielką Panią", a także "tą, która stąpa po Morzu". Jej symbolem był osioł (stąd właśnie wielkie damy Ugarit często podróżowały na ośle). Była ona boginią urodzaju i zmysłowej miłości a w jej świątyni na centralnym miejscu znajdował się długi pal, będący symbolem męskiej witalności (dochodziło tam również do aktów miłości pomiędzy mężczyznami i kobietami) przez to bogini ta przedstawiana była z reguły nago, jadąc na lwie i trzymając w jednej ręce lilię, a w drugiej dwa węże. Była bardzo popularna w całym Kanaanie, a jej ślady pozostały również w Starym Testamencie, w którym jest napisane: "Nawet aszera stała w Samarii"(2 Krl 13,6), a także: "Natomiast zburzcie ich ołtarze, skruszcie czczone przez nich stele i wyrąbcie aszery" (Wj 34,12n). Warto też wspomnieć o ANAT, siostrze, kochance i żonie Baala - bogini miłości, płodności wojny i zemsty, a jednocześnie uosobieniu dziewczęcej kobiecości. Jej symbolem był koń (często ukazywano ją nagą, jadącą na koniu). Była jednak również boginią krwawą i lubującą się w mordach oraz krwi (to właśnie na jej ołtarzach składano ofiary z nowo narodzonych dzieci). Była boginią która mogła zajść w ciążę, ale już nie urodzić i musiał ją "otwierać" któryś z bogów (najczęściej był to Baal). To tyle jeśli idzie o ugaryjski panteon.
 

WSPÓŁCZESNA BOGINI ANAT 😉



Ugarit zostało doszczętnie spalone a budynki zamieniły się w "bezkształtne kopce gruzu", jak pisała archeolog - Marguerite Yon z francusko-syryjskiego zespołu badaczy. Tylko jakieś 8000 ludzi udało się wydostać z płonącego miasta, ci ludzie nigdy już tam nie powrócili, mimo że większość z nich zakopała lub ukryła drogocenne przedmioty, których nie można było ze sobą zabrać, a które archeolodzy odnajdowali nawet po trzydziestu wiekach. Nowe miasto na gruzach Ugarit powstało dopiero w latach 30-tych VI wieku p.n.e.



RAS-IBN-HANI
(ok. 1190 r. p.n.e.)


Miejscowość Ras-Ibn-Hani, leżąca na wybrzeżu Morza Śródziemnego, na północ od Ugarit, była w starożytności letnią rezydencją władców tego grodu. Prawdopodobnie tuż przed najazdem "Ludów Morza" ludność tej miejscowości zdołała uciec (lub też została ewakuowana), gdyż nie odnaleziono tam ludzkich kości ani grot strzał czy włóczni, sugerujących walkę. Natomiast z całą pewnością miasto to zostało spalone zaraz po wejściu tam owych północnych najeźdźców, lecz wkrótce potem odbudowane i ponownie zasiedlone, już przez nową ludność (prawdopodobnie tą ludnością byli Mešweš, czyli lud Medźwiedzi, walczący w klasycznych nakryciach głów ze skóry niedźwiedzi - gdyż lud ten osiadł właśnie w północnych terenach Syrii. Prawdopodobnie towarzyszyło im także plemię Lukka - czyli Lukanów, gdyż wiadomo o tym że Lukanowie ruszyli bardziej na Zachód, a Medźwiedzie bardziej na Wschód w kierunku Eufratu. Prawdopodobnie też doszło do wewnętrznych walk między tymi dwoma plemionami i wydaje się że Lukanowie zostali pokonani i zmuszeni do obrania drogi na Zachód. Być może więc to właśnie oni - wraz z plemieniem Karkisa - które to można przetłumaczyć na "Karogrodzian" - od Carogrodu, czyli... antycznego Krakowa. Co do tego ostatniego plemienia nie ma całkowitej pewności czy byli oni w Syrii wraz z Lukanami, gdyż wymienieni są tylko raz na egipskiej steli, jak atakowali Deltę wraz z Mešweš, dlatego dodałem ich jedynie profilaktycznie), byli autorami ostatecznego zniszczenia miasta Ugarit.





RAS-al-BASSIT
(ok. 1190 r. p.n.e.)


Północna placówka miasta Ugarit, w której to odnaleziono pewną ilość kości i złamanych grotów strzał, co może sugerować że miało tu miejsce pierwsze starcie Ludów Północy z Aramejczykami z Ugarit. Wydaje się jednak że większa część ludności zdołała stąd uciec, reszta zaś zginęła (jeśli tak się stało, to pytanie brzmi dlaczego mieszkańcy Ugarit nie zostali w porę ostrzeżeni przed zbliżającym się niebezpieczeństwem i nie zdołali przygotować obrony. A może atak postępował kilkutorowo i część Ludów Północy zaatakowało te placówki, a inne ludy ruszył bezpośrednio na samo Ugarit?)



GIBALA
(ok. 1190 r. p.n.e.)


Drugie portowe miasto należące do Ugarit. Spalone i zniszczone w tym samym czasie, co poprzednie, z tym że tutaj znajduje się znacznie więcej pozostałości toczonych walk niż w Ras-al-Bassit, czy nawet w samym Ugarit.





KARKEMISZ
(ok. 1185 r. p.n.e.)


Wydaje się że Karkemisz - miasto namiestnika Hetytów i wicekróla całej północnej Syrii, przetrwało najazd "Ludów Morza" na Ugarit i zdobyte zostało dopiero w kilka lat później po tej lewantyńskiej zagładzie. Od czasów Suppiluliumy I (ok. 1380-1340 r. p.n.e.) miasto to znajdowało się pod panowaniem dynastii Pijaszsziliego (panował w Karkemisz pod huryckim imieniem - Szarrikuszucha), syna Suppiluliumy I. Miasto było siedzibą książąt-namiestników całej Syrii (Syrii Północnej, czyli hetyckiej, gdyż Południowa, na mocy układu z Egiptem z 1258 r. p.n.e., pozostawała pod dominacją faraonów), a władcy Karkemisz z czasem stali się na tyle niezależni, że królowie Hetytów musieli się z nimi układać jak równy z równym. Karkemisz było najsilniejszym ośrodkiem wojskowym Syrii i to władcy z tego miasta stali za uśmierzaniem lokalnych buntów syryjskich wielmożów, jednak w chwili upadku Imperium Hetytów (ok. 1200 r. p.n.e.) i zdobycia miast Północnej Syrii, Karkemisz nie miało szans się ostać jako niezależna wyspa na morzu słowiańskich żagwi i (jak pisze o tym Ramzes III na swej steli): "Żaden kraj nie oparł się ich broni (czyli "Ludów Morza"), począwszy od Hatti, Kode (Kizzuwatna czyli Cylicja), Karkemisz, Arzawa, także Alaszija - naraz zniszczone". Prawdopodobnie ludem (ale czy jedynym?) który zdobył Karkemisz, byli Šekeleš - czyli Ślężanie znad Ślęży. Zapewne wspomagali ich osiadli niedaleko Miedźwiedzie (to jest też tylko moje przypuszczenie i nie ma tu żadnego potwierdzenia odnośnie kierunków poruszania się tych ludów). W każdym razie Karkemisz - podobnie jak i inne miasta Syrii - przestało istnieć.



SAMUR (AMURRU)
(ok. 1185 r. p.n.e.)


Jak dalej pisze w swej inskrypcji Ramzes III: "Rozbili obóz na jakimś miejscu w Amurru. Zniszczyli jego lud, a jego kraj był, jakoby nigdy nie był. Szli na Egipt i fala ognia szła przed nimi". Niewiele wiadomo na temat zniszczenia Samur, ale można założyć że miasto to również zostało starte z powierzchni ziemi, podobnie jak wcześniej Ugarit, gdyż nie ma już potem żadnych informacji na temat ponownego zamieszkiwania ludności w Samur.



EMAR - ALALAH - TUNIP - KADESZ
(ok. 1185 r. p.n.e.)


Miasta te, będące partnerami handlowymi Ugarit, przestały istnieć również w tym samym mniej więcej czasie, co Karkemisz i Samur. Nic więcej jednak na ten temat nie wiadomo.





ARAD - BYBLOS - SYDON - TYR
(ok. 1185 r. p.n.e.)


Te miasta przetrwały najazd "Ludów Morza", a przynajmniej ucierpiały w niewielkim tylko zakresie i były w stanie ponownie odbudować swoją pozycję w kolejnych dziesięcioleciach. Przykładem tego niech będzie inskrypcja niejakiego Wenamona, kapłana ze Świątyni Amona-Re w Tebach, który został wysłany do Byblos (ok. 1075 r. p.n.e., czyli w sto lat po omawianych wydarzeniach) przez Herhora (faraona Górnego Egiptu), w celu zdobycia drzewa cedrowego pod budowę nowej, wielkiej łodzi procesyjnej dla boga. Wenamon (zaopatrzony jedynie w niewielką ilość złota i srebra) uważał, że władca Byblos przekaże mu potrzebne drzewo tak, jak czynili to wcześniej przodkowie tego króla. W swej inskrypcji Wenamon opisuje iż spotkał władcę Byblos: "Na górnym piętrze pałacu przy oknie, skąd można się było przyglądać falującemu morzu". Król miał zadać kapłanowi pytanie: "Z jakim właściwie zleceniem przybyłeś tutaj?", na co tamten odrzekł: "Przybyłem tu po drzewo potrzebne do wielkiego i wspaniałego statku Amona-Re, boga królów. Twój ojciec czynił to, twój dziadek także i ty uczynisz to również". Jednak władca Byblos odparł: "Oni czynili to istotnie i - gdy ty mi coś za to dasz, abym to uczynił - uczynię to także. Zaiste moi przodkowie wypełniali takie polecenia, ale faraon przysłał tu również sześć statków wyładowanych egipskimi towarami i nasi wyładowali je do swoich spichrzów. Tak więc i ty mi coś przywieź". Był to ewidentny przykład upadku władzy Egiptu na terenie Palestyny i Syrii, o czym ów król Byblos nie opatrzył dodać: "Ale ja nie jestem twoim sługą, ani sługą tego kto cię wysłał!" Wenamon nic nie wskórał i ostatecznie musiał poprosić faraona o przysłanie okrętów z towarami wymiennymi, za które mógł dopiero otrzymać libański cedr. To pokazuje jak nisko upadła dawna potęga Egiptu, oraz to, że Byblos (jak i inne miasta wybrzeża) przetrwały najazd słowiańskich plemion z Północy, które po zniszczeniach w Syrii przeniosły się teraz na Południe, do Kanaanu, w którym już od co najmniej stu lat zamieszkiwały plemiona Habiru, zwane dziś po prostu Hebrajczykami lub Izraelitami. Droga przez Kanaan zaś, wiodła bezpośrednio do Egiptu.




CDN.

07 stycznia 2026

GRA!

CZYLI O TYM JAK ZGUBNA BYWA

ZBYTNIA PEWNOŚĆ SIEBIE 


Ładnych kilka lat temu, wraz z moim kumplem rozegraliśmy kampanię geostrategiczną, która polegała na zdobyciu przez dane państwo jak najszerszego terytorium "kolonialnego", oraz jak największej strefy wpływów (wśród państw "neutralnych") dla swoich towarów handlowych. Kraje którymi operowaliśmy - były dość fantastyczne - ja przewodziłem Cesarstwu Loagiriańskiemu, które za swój symbol państwowy przyjęło wilka, zaś za symbol wojskowy - orła, On - wybrał Królestwo Danueńskie - którego symbolem była siedząca na tronie Wielka Bogini - najwyższe bóstwo tego kraju. Państwa te różniły się od siebie nie tylko formą władzy, lecz także ustrojem społecznym. U mnie dominowała armia, mój kumpel zaś postawił na rozwój dużej i silnej floty wojennej, która była niezbędna w dotarciu do nowych kontynentów i stworzenia tam swych baz, a co za tym idzie "stref wpływu". Rozpoczęła się miedzy nami wielka rywalizacja o zdobycie jak największych terenów na kolonizowanym przez siebie terenie i uzależnienie istniejących tam państw, takich jak: Sułtanat Sluagów (niezwykle wojowniczy lud, leżący na moim terenie kolonizacyjnym na południu wyspy), na północy zaś, naprzeciw Królestwa Dananu - leżał (oddzielony morzem) Kalifat Fomoregów, niżej było Księstwo Bloduwejskie i Chanat Fawryjski.

Między naszymi dwoma krajami (Loagirja - Danan), doszło rzecz jasna do konfliktu o podział wpływów. Wybuchła więc (z góry zakładana) wojna. Mój plan był prosty - zamierzałem przeprawić się przez cieśninę (oddzielającą nasze wyspy - gdyż były trzy wyspy tamtego świata, dwie mniejsze - moja na południowym wschodzie, Jego na północnym i wielka wyspa na zachodzie, o którą wzajemnie kruszyliśmy kopie), wylądować na południu jego państwa i maszerować na północ, prosto na Jego stolicę - Danland. Tak też się stało (On pozostawał początkowo bierny, gdyż dysponował słabszą armią, ale też nie zablokował swą flotą na czas mego głównego portu, z którego dokonałem inwazji - Brugii). Ja sam przeprawiłem się przez Zatokę i wylądowałem na południowym skrawku Jego państwa. Zaraz też zdobyłem potężną twierdzę i jednocześnie wielki port morski - Getę, w którym jednak nie stacjonowała flota wojenna mego Przeciwnika. Inwazją dowodziłem osobiście (jako Cesarz Loagiryjski - Argon II, piąty władca Cesarstwa od czasów założenia państwa przez jego pradziada - Eldara Założyciela, zwanego także Eldarem z Gór).


ARGON II - PO ZDOBYCIU GETY



Następnie podzieliłem swe siły, sam ruszając w głąb nieprzyjacielskiego kraju, a dowództwo nad całą swoją flotą - w tym kontrolę zatoki wraz z cieśniną - oraz całego południa Dananu, powierzyłem swemu najstarszemu synowi, jako wicekrólowi nowo utworzonej prowincji Gety - księciu Eldarowi:




Młodszy syn - Domar, pozostał w kraju (w mej stolicy - Cyrionie), której bezpieczeństwa miał strzec:

 


Tymczasem królowa Dananu (którą "dowodził" mój przeciwnik) - Morgana (dziewiąta władczyni tego kraju)...




...postanowiła zagrodzić drogę armii najezdniczej i w szybkim tempie zorganizowała siły, którymi dowodził jej małżonek - książę Turgon (władza w Dananu opierała się głównie na funkcji religijnej - władca państwa był jednocześnie kapłanem Wielkiej Bogini, dlatego też funkcję tę od początków państwa sprawowała kobieta, która przekazywała tron swej najstarszej córce - kapłance Wielkiej Bogini i królowej Dananu w jednym, mężczyźni zaś byli dowódcami armii i walczyli w polu w przypadku zagrożenia militarnego państwa).




Do pierwszej bitwy pomiędzy wrogimi armiami doszło pod miejscowością Kacah, a zakończyła się ona pogromem armii danueńskiej i całkowitym zwycięstwem Loagiryjczyków Argona II. Niestety, duże straty i trudny teren uniemożliwiły mi pościg za uciekającym Turgonem, co uratowało jego siły od całkowitej zagłady:




Decydującym momentem bitwy, był atak mojej ciężkozbrojnej, lecz niezwykle mobilnej jazdy pancernej, której atak doprowadzał oddziały przeciwnika do panicznej ucieczki:




Po tym zwycięstwie postanowiłem (jako Argon II) podzielić swe siły i jedną ich częścią uderzyć na największy port i bazę silnej danueńskiej floty wojennej - Ilieu, które to zadanie powierzyłem jednemu ze swych wodzów - Lonasowi. Sam zaś zająłem centrum kraju i rozbiłem obóz w oczekiwaniu na siły, które miały nadejść z odsieczą miastu Ilieu. Dotąd zająłem już ponad połowę danueńskiego kraju. Tymczasem Turgon (oczywiście jako mój szanowny Przeciwnik), po przybyciu do Danlandu, bardzo szybko zreorganizował armię i ruszył na południe. Wiedział już że podzieliłem siły, postanowił więc najpierw uderzyć na mnie, a dopiero potem wziąć w "dwa ognie" siły Lonasa pod Ilieu. Próbował mnie zaskoczyć, ale nie udało Mu się to. Doszło więc do kolejnej bitwy, tym razem pod miejscowością Nesad.

Bitwa zakończyła się (nie chwaląc się), kolejną klęską Danueńczyków i choć zniszczyłem prawie całą Jego armię (ci co przeżyli dostali się do niewoli), ponownie nie udało mi się pojmać samego Turgona:




ARGON II W BITWIE POD NESAD



Niedługo potem Lonas zdobył Ilieu:






Sytuacja Królestwa Dananu wydawała się więc tragiczna, ale mój Przeciwnik postanowił wówczas zmienić dalszą taktykę prowadzenia wojny. Mianowicie widząc że nie jest w stanie pokonać mnie w polu, zaprzestał prób dalszej walki i postanowił ustępować mi dalej pola. Wiedząc że trzecia bitwa, tym razem w obronie Jego stolicy, gdyby zakończyła się klęską (a wszystko na to wskazywało), oznaczałaby również całkowitą klęskę militarną i polityczno-gospodarczą kraju. Nawet nie miałby możliwości poprosić o pokój, gdyż Jego kraj leżałby wówczas u moich stóp. Ja byłbym jego niepodzielnym władcą, a On nie miałby już nic, co mógłby mi ofiarować w zamian za utrzymanie części władzy. Postanowił więc pozwolić mi na zajęcie Jego stolicy.

Z miasta tymczasem ewakuowano całą ludność - sama królowa Morgana - wraz z córkami - jechała na wozie, zaprzężonym w woły, gdyż konie służyły armii lub użyto je do szybszego przetransportowania wozów z żywnością dla ewakuowanych ludzi. Wycofywano się na północ, ku morzu, do licznych małych portów rozsianych na rozległym wybrzeżu. Silna flota - tylko ona pozostawała ostatnią nadzieją Danueńczyków. A tymczasem ja (czyli Argon II) wkraczałem do opuszczonej danueńskiej stolicy - Danlandu.

Miasto przypominało wyludnione cmentarzysko - wszystko co mogłoby przydać się mej armii, a czego nie zdołano zabrać - zniszczono. Nie było nawet jednej skrzyni z ziarnem, nawet jednego dzbana wina. Zajęcie "sterty" murów z pustymi budynkami nie było żadnym sukcesem, potrzebowałem bowiem żywności, by wykarmić mych żołnierzy, oraz ludzi, którzy mogliby się zajmować "całą resztą". A tymczasem Turgon zaczął na każdym terenie z którego się wycofywał - stosować taktykę "spalonej ziemi". Niszczono wszystko, wraz z drzewami owocowymi i krzakami agrestu - wszystko, co tylko nadawało się do zjedzenia (zabijano także okoliczną zwierzynę).

Postanowiłem działać. Skoro Turgon ucieka, zamierzałem uderzyć na jedno z pobliskich małych portów morskich, zdobyć je i zasilić kończące się zapasy, lub zmusić mego Przeciwnika do walki w obronie osady. W obu przypadkach wygrywałem, gdyż zdobycie miasta pozwoliłoby znów uzupełnić moje zapasy, a walka w jego obronie, zakończyłaby się kolejną klęską Turgona (siły, które mógł użyć do walki były już nieliczne). Nie przewidziałem jednego, że mój szanowny Przeciwnik nie tylko nie podejmie najmniejszego nawet oporu w obronie osady, nie mówiąc już o przyjęciu bitwy. Po prostu, gdy moja armia zbliżała się do danego portu, natychmiast załadowywano okoliczną ludność wraz z towarami na okręty danueńskiej floty i nim przybyłem pod opustoszałe miasto, oni zdążyli już odpłynąć do drugiej nadmorskiej osady, pozostawiając mi wyludnione i całkowicie pozbawione zapasów żywności i słodkiej wody - miasteczko. Próbowałem ich ścigać od portu do portu, lecz to również nie dawało żadnych rezultatów. Po prostu tam gdzie pojawiały się moje oddziały, tam osada natychmiast pustoszała, a liczna flota wojenna ewakuowała całą okoliczną ludność, wraz z aprowizacją do kolejnego portu. Gdy zaś maszerowałem ku kolejnej osadzie, tę którą opuszczałem ponownie zajmował Turgon ze swą flotą, a ja nie miałem aż tyle sił, by obsadzić nimi wszystkie zdobyte porty.

Sytuacja stawała się więc bardzo niebezpieczna, wojsko męczyło się długimi nadmorskimi marszami, które nie przynosiły żadnych rezultatów, a żywność zaczynała się kończyć. Jedyną szansą dla mnie z tej patowej i męczącej sytuacji, było rozbicie floty danueńskiej w jednej wielkiej bitwie morskiej. Wysłałem więc polecenie do swego syna - księcia Eldara, by ten zebrał flotę znad zatoki i ruszył na północ. Czekały tam jednak już na niego okręty danueńskie, które blokowały wyjście z cieśniny:






Okręty Eldara, płynące jeden za drugim, zostały zaatakowane z flanki przez flotę pod osobistym dowództwem Turgona. To była prawdziwa masakra - z posiadanych wcześniej przeze mnie 300 okrętów wojennych (w tym w zatoce było zebranych aż 270) zatonęły 172 okręty, pozostałe 98 zostały zdobyte. Mój syn - książę Eldar poległ w czasie nierównej bitwy, próbując wycofać resztki floty do portu w Brugii. Zwycięstwo Turgona w Cieśninie Brugijskiej (naprzeciwko mego największego portu morskiego - Brugii), było dla mojej armii prawdziwą katastrofą:







CO Z TEGO WYNIKA?


Zająłem wszystkie najważniejsze twierdze i miasta w kraju mego Przeciwnika, pobiłem Go w dwóch dużych bitwach lądowych, zająłem Jego największy port morski - Ilieu, oraz oczywiście samą stolicę państwa - Danland. Zająłem cały danueński kraj (prócz nadbrzeżnych kilkunastu osad, w których chronili się mieszkańcy wraz z królową Morganą i jej rodziną). Czyż nie mogłem nazwać się zwycięzcą tej wojennej kampanii? A jednak... klęska w bitwie morskiej w Cieśninie Brugijskiej, śmierć mego syna i zagłada floty, polityka "spalonej ziemi", prowadzona przez Turgona w jego kraju, a przede wszystkim głód, który bardzo szybko pojawił się w moich szeregach i zaczął dziesiątkować mi oddziały (dochodziło nawet do przypadków kanibalizmu), to wszystko spowodowało że... to ja musiałem mego Przeciwnika prosić o pokój. Zostałem uwięziony w Jego kraju, zdany na Jego łaskę i niełaskę, nie do mnie należał następny krok, mogłem tylko bezczynnie czekać aż moja zwycięska armia powoli umiera śmiercią głodową na obcej, wyludnionej i zniszczonej ziemi.

Przegrałem wojnę - tak, pomimo zwycięstw i faktu iż Turgon nawet nie postawił stopy na moim terytorium - przegrałem tę wojnę! I to On podyktował mi warunki upokarzającego pokoju. Popełniłem ten sam błąd, który popełnił Napoleon Bonaparte atakując Rosję. Nie było najmniejszego powodu by zdobywać Danland, tak samo jak nie było najmniejszego powodu by zajmować Moskwę. Zwycięska strategia (w moim wypadku) powinna być inna. Mianowicie zamiast zajmować stolicę kraju, powinienem ograniczyć się jedynie do samego Ilieu i terenów, jakie zająłem po zwycięstwie pod Nesadem. Powinienem ściągnąć nowe siły z mego kraju, wyszkolić nowe roczniki żołnierzy i powołać pod broń rezerwistów. Zająć się jednocześnie rozbudową floty tam, gdzie mogłaby ona zagrozić flocie danueńskiej blokującej Cieśninę Brugijską, na południu mego państwa - w porcie wojennym w mej stolicy - Cyrionie:




Danueńczycy po prostu nie zapędziliby się tak daleko na południe, zważywszy że potrzebowali floty do ochrony swych wybrzeży. Mogłem poczekać, umacniając swe pozycje i rozbudowując twierdze na już zdobytym terenie wroga. Mogłem wyrywać kolejne "kawałki" jego terytorium, zmuszając Danueńczyków do walki orężnej w ich obronie. A tutaj już dałbym sobie radę. Taka strategia zapewniłaby mi całkowite zwycięstwo:




Podobnie Napoleon. Kampania moskiewska była Jego totalnym błędem, gdyż niebezpiecznie rozciągnęła Jego siły i wydłużyła drogę dostarczania aprowizacji dla armii. Zajęcie rosyjskiej stolicy nic nie dało (poza początkowym sukcesem propagandowym), żadnych wymiernych korzyści politycznych ni militarnych nie wniosło. Lepiej było więc pójść (jak radził książę Józef Poniatowski) na Ukrainę i wyrwać - "odkroić" Ją od Moskwy, następnie Białoruś - oderwać od Moskwy i przyłączyć do odrodzonej Rzeczypospolitej. Gdyby tak postąpił Napoleon, gwarantuję iż wygrałby kampanię rosyjską, bowiem ani car Aleksander I, ani cały jego sztab wojenny, ani wreszcie elity polityczne ówczesnej Rosji - nigdy nie pogodziłyby się z taką stratą. Rzuciliby więc swoje siły przeciwko Napoleonowi i odrodzonej Rzeczpospolitej (zasilonej nowymi zaciągami ludności żyjącej obecnie pod butem moskiewskiej tyranii i pamiętającej wolności, które posiadała w ramach dawnego polsko-litewskiego państwa).

Klęska Rosji byłaby wówczas całkowita, podobnie jak klęska Królestwa Dananu, gdybym nie pragnął szybkiego zwycięstwa. Różnica pomiędzy moją kampania a napoleońską polega na tym, że moja spowodowała konsekwencje jedynie w moim myśleniu, zaś ta napoleońska wpłynęła na losy Europy i Świata, rozszerzając wschodnią tyranię daleko na Zachód.


DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...