WYŚWIETLENIA

19 października 2025

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. XXIII

II WIELKA KOLONIZACJA WSZECHŚWIATA
CZASY POKOJU (MIĘDZYWOJNIE)


WCZESNE KOLONIZACJE MARTEKA (MARSA) 


PLANETA MARS 
ok. 2 000 000 lat temu




Jeśli mówimy o Marteku (Marsie), należy od razu podkreślić że ta planeta, jako jedna z nielicznych - od swych prapoczątków powstała w naszym Układzie Słonecznym. Zarówno Ziemia, Wenus, nasz księżyc (czyli Chowta - zbrojna placówka Gadów i satelita ich planety Maldek, który po zakończeniu III Wojny Galaktycznej został umieszczony na orbicie zdemolowanej wówczas planety... Ziemia), wszystkie księżyce Jowisza i Saturna - to byli prawdziwi gwiezdni podróżnicy - przybywali do naszej Galaktyki z innych rejonów Wszechświata, w różnych odstępach czasu i w wyniku najróżniejszych okoliczności. Mars zasługuje na nasze szczególne zainteresowanie również dlatego, że był pierwszą planetą tego Układu Słonecznego, która została zasiedlona przez inteligentne istoty z innych Galaktyk. Pierwszymi istotami, które zasiedliły "Czerwoną Planetę" (jak się obecnie nazywa planetę Mars), były Gady (Dinoidy i Reptoidy), już od ok. 4,4 miliarda lat temu. Nie tworzyli tam jednak stałych baz i nie zasiedlali planety, lecz jedynie traktowali ją jako swego rodzaju "karczmę" w dalszej drodze w inne rejony Wszechświata. Pierwsze stałe gadzie kolonie powstały na Marsie dopiero ok. 3,8 miliarda lat temu. Gady te pochodziły z systemu gwiezdnego Alpha Draconis (Smoka). Potem, przybyli następni gadzi koloniści z systemów gwiezdnych Ursa Major i Ursa Minor - tworząc wspólną cywilizację Marteka.

Planeta wówczas była już w dużej części zalesiona, posiadała też jeden wielki kontynent otoczony dokoła oceanem, oraz atmosferę - umożliwiającą oddychanie. Rozwinęły się tu także niektóre gatunki zwierząt. Gadzia cywilizacja Marteka została po raz pierwszy zniszczona pod koniec I Wielkiej Wojny Galaktycznej ok. 750 milionów lat temu (czyli przetrwała ponad 3 miliardy lat, a teraz porównajmy sobie to do znanej nam - tej oczywiście naukowej, zgodnej z powszechną wersją dziejów - cywilizacji ziemskiej, która liczy mniej więcej jakieś 5700 lat. Kiedyś ludzie sądzili że świat powstał w ciągu kilku dni, że Ziemia istnieje jakieś 3500 lat {Żydzi i Bizantyjczycy liczyli czas "od stworzenia świata" mniej więcej właśnie w takiej rachubie}, że jest płaska, a następnie że cały Wszechświat krąży wokół naszej planety. Dziś już nawet naukowcy {ci "oficjalni"} mówią otwarcie że Ziemia leży na zadupiu Wszechświata, że jesteśmy raczej czymś w rodzaju swoistego "więzienia na odludziu", albo nawet "planety doświadczalnej"), gdy w naszym Układzie Słonecznym zjawiła się planeta-okręt Nibiru, ciągnąc za sobą rój meteorytów, które nakierowano na pozycje sił Ligi Anchara (przez Federację Galaktyczną zwana jest także: "Siłami Ciemności Anchara" a jej "odnogi" pojawiały się co jakiś czas, również na Ziemi w późniejszym czasie w postaci najróżniejszych "wężowych bractw". Chociaż z drugiej strony do końca nie wiadomo czy owe bractwa związane były z Gadami z innych galaktyk, czy też z gadami ziemskimi, które stanowią zupełnie odrębną kategorię i które - co też warto podkreślić - nie są wrogie ludziom!, choć też nie są nam przyjazne. Przyjazną rasą są chociażby niektóre Insektoidy, szczególnie Modliszkowcy, którzy na pierwszy rzut oka mogą budzić przerażenie, a nawet odrazę u człowieka. Ale my też dla nich jesteśmy brzydcy jak noc. Wrogą zaś rasą z tego gatunku są Larwy - ale o tym jeszcze opowiem). Po tej katastrofie długo na Marteku nie powstała żadna gadzia ani ludzka kolonia. Był on ponownie traktowany jako przejściowa baza, lecz Federacja nie planowała jego kolonizacji. Zmieniło się to dopiero ok. 189 milionów lat temu (już po zakończeniu II Wielkiej Wojny Galaktycznej i zawarciu "zbrojnego pokoju"), gdy planetę skolonizowali Plejadianie z Erry (i innych planet układu gwiezdnego Plejad). W rejonie dzisiejszej marsjańskiej Cydonii, powstały ludzkie wielkie ośrodki miejskie i wytworzyła się cywilizacja marsjańska, wspierana potem przez Lirian, Felinian i Syrian.

Podobnie na obszarze Tharsis Ridge powstało silne plejadiańskie miasto-państwo, które dążyło do zdominowania swoją kulturą i osiągnięciami całej planety. Konkurowało ono o prymat nad planetą z równie potężnym i wielkim ośrodkiem politycznym tamtego Marsa, położonym na terenie dzisiejszego Marines Valley Canyon. Założona ok. 113 milionów lat temu przez Lirian baza na tym terenie, rozrosła się do roli ogromnego miasta-państwa, stojącego na czele Imperium Liriańskiego na Marsie. Ok. 69 milionów lat temu wybuchła wojna pomiędzy tymi dwoma ludzkimi ośrodkami (plejadiańskim "Tharsis" i liriańskim "Valley"), zakończona zniszczeniem Tharsis i zdominowaniem planety przez Lirian z Marines Valley Canyon. Ośrodek ten 2 miliony lat temu uczynił z Marsa potężną planetę z ogromnymi siłami zbrojnymi i umocnieniami na wypadek ataku Gadów. Lirianie (i pozostali na planecie Plejadianie) pobudowali inne, podobne ośrodki miejskie, równie dobrze umocnione i zaopatrzone na wypadek konfliktu zbrojnego. Były to (nazwy współczesne) - Hellad Elanita i Plains Gold. Miasta te połączone zostały również podziemnym pasmem korytarzy i tuneli na wypadek wojny atomowej lub desantu Reptilian. Wybudowanie tych, ciągnących się nawet do 2 kilometrów pod ziemią - korytarzy, baz i schronów dla ludności - uratuje potem życie wielu mieszkańcom planety, gdy Gady uderzą całą swą siłą na Marsa, rozpoczynając III Wielką Wojnę Galaktyczną i niszcząc obydwa miejskie ośrodki.

Wojna zniszczy jednak planetę i zamieni ją w świat podobny do dzisiejszego (ze szczątkową atmosferą, pozbawiony roślinności i wody, gigantyczny pas czerwonej bryły, choć... wydaje się że ta planeta powoli, ale ponownie się odradza). Dawny Mars był bowiem (ok. 2 miliony lat temu, przed wybuchem III Wojny Galaktycznej) piękną i bujnie rozwijającą się planetą, z ogromnymi lasami, polami pełnymi najróżniejszych kwiatów, bujną roślinnością, różnorodnymi gatunkami zwierząt lądowych i morskich. Czystymi jak łza wodami (rzekami, jeziorami, wewnętrznymi morzami oraz oceanem). Wojna zniszczyła tamten stary Mars, zamieniając go w to, co widzimy obecnie, gdy spoglądamy przez lunetę w niebo. Jednak historia Marsa nie zakończyła się wraz z wybuchem wojny i zniszczeniem tej planety przez Reptilian. Powojenna historia tego świata jest jeszcze ciekawsza niż przedwojenna (planeta Mars - będzie bowiem spełniała ciekawą rolę przed i w czasie biblijnego Potopu Noego, gdy to "Bóg" postanowi ocalić część żyjących wówczas na Ziemi ludzi, oraz później, w czasie tzw.: "Afery Babel" - czyli biblijnej przypowieści o Wieży Babel, mającej miejsce ok. 3 450 r. p.n.e. - ale to już czasy nam "prawie" współczesne i znacznie odległe od opisywanych przeze mnie teraz - wkrótce jednak i do nich dojdę).



PLANETA MARS 
(OBECNY WYGLĄD)



Powojenną historię Marsa opowiem w kolejnych częściach!




POWSTANIE CYWILIZACJI NOBORIN NA WENUS


PLANETA WENUS - 
 ok. 2 000 000 lat temu



 
MARS i WENUS - te dwie planety łączy jedno - na nie bowiem został wyprowadzony atak Gadów rozpoczynający III Wielką Wojnę Galaktyczną, a zniszczenie Wenus (właśnie Wenus, a nie Marsa) stało się głównym powodem zemsty Federacji Galaktycznej na Gadach i popełnienia przez Galaktyczną Ludzkość tylu zbrodni wojennych w nadchodzącym konflikcie gwiezdnym (czego późniejszym owocem stała się śmiertelna wręcz nienawiść Gadów do rodzaju ludzkiego, wyrażona m.in.: w biblijnym... kuszeniu Adama i Ewy przez "węża" w Edenie).


"Świadomość Chrystusowa", która (teoretycznie przynajmniej) miała być powszechna wśród Ludzkości zgrupowanej w Federacji Galaktycznej - była przeciwstawiana filozofii "Sił Ciemności Anchara" - czyli Gadom. Ale holokaust jaki zgotowali Galaktyczni Ludzie tym drugim - nie miał nic wspólnego z przesłaniem "Świadomości Chrystusowej"



Wenus to kolejna gwiezdna podróżniczka, podobna do Ziemi. Nie pochodzi ona z naszego Układu Słonecznego, a jest tutaj od "zaledwie" kilku milionów lat. Pierwotną galaktyką w której "narodziła" się ta planeta był Arktur, znajdujący się w gwiazdozbiorze Wolarza. To stamtąd planeta została "ściągnięta" siłą grawitacji, przez Nibiru, gdy ta akurat powracała do naszego Układu Słonecznego. Planeta nie była zasiedlona przed przybyciem do naszej Galaktyki, a pierwsze kolonie, jakie na niej powstały, pochodziły z Wegi. Potem przybywali koloniści z innych rejonów Wszechświata, aż wreszcie ok. 6 milionów lat temu wytworzyła się na Wenus pierwsza wielka cywilizacja planetarna, zwana - Asastan. Kultura ta została (częściowo) przeniesiona również na Ziemię, gdy mieszkańcy Wenus zaczęli odwiedzać naszą planetę. Jednak to nie cywilizacja Asastan na trwałe przeszła do galaktycznej historii Wszechświata, wyparła ją bowiem nowa cywilizacja, która nosiła nazwę Noborin. Powstała ona ok. 2 milionów lat temu, gdy Wenus została skolonizowana z terenów Liry i Plejad.

Noborin była cywilizacją usposobioną pokojowo (w przeciwieństwie do silnie umocnionego Marsa - Wenus nie miała praktycznie żadnych umocnień, co niestety skończyło się dla niej tragicznie, jej dzisiejszy wygląd jest bowiem konsekwencją tamtejszych wyborów ówczesnych, pokojowo nastawionych mieszkańców planety. O ile bowiem Marsjanie uratowali się w swych podziemnych schronach i korytarzach, o tyle cywilizacja Noborin na Wenus zniszczyła nie tylko siebie samą, lecz także całą planetę. Obecnie Wenus to rozgrzana do czerwoności bryła niegasnącego ognia - prawdziwe piekło (temperatura wynosi 400 stopni Celsjusza i panuje tam olbrzymie ciśnienie).

Cywilizacja Noborin na Wenus została unicestwiona ok. 1 320 000 lat temu, wraz z wybuchem III Wojny Galaktycznej i atakiem Gadów na ludzkie "osiedla" w naszym Układzie Słonecznym, który okazał się dla nich (początkowo) bardzo pomyślny, do tego stopnia że opanowali cały Układ (i rozpoczęli jego okupację, trwającą 80 000 lat), oraz wyparli Federację daleko poza jego granice (ale o tym opowiem dopiero w temacie opisującym sam bezpośredni konflikt - zwany III Wielką Wojną Galaktyczną).


PLANETA WENUS
(OBECNY WYGLĄD)




W KOLEJNEJ CZĘŚCI NARODZINY PIERWSZEGO CZŁOWIEKA NA ZIEMI, CZYLI MISJA "POCZĄTEK"


18 października 2025

WIELKA WOJNA NA WSCHODZIE - Cz. X

OSTATNIA WOJNA 
HELLEŃSKIEGO ŚWIATA





EGIPT PTOLEMEUSZY
(RETROSPEKCJA)
Cz. X






"GDYŚCIE NAD BARDZO WIELOMA 
GRODAMI PANOWALI, 
WŁAŚNIE WTEDY NAJWIĘCEJ 
ZROBILIŚCIE SOBIE NIEPRZYJACIÓŁ"

TEBAŃCZYCY DO ATEŃCZYKÓW
TUŻ PRZED ZAWARCIEM SOJUSZU WYMIERZONEGO PRZECIW SPARCIE
(ok. 395 r. p.n.e.)



 Kolejna spartańsko-peloponeska wyprawa przeciwko Tebom wyruszyła wiosną roku 376 p.n.e. Na jej czele stał król Lacedemonu Kleombrotos I z rodu Agiadów (założonego przez Eurystenesa, stąd też czasami zwanego rodem Eurystenidów). Niestety jednak wyprawa ta zakończyła się kompromitującą porażką, gdy armii inwazyjnej nie udało się nawet sforsować słabo bronionych przepraw przez góry Kitajron na beockiej granicy. Kleombrotos nie kontynuował dalszych ataków i po kilku próbach zarządził odwrót. Beocja była więc bezpieczna, ale powrót Lacedemończyków do Sparty po takiej kompromitacji, nie był przyjęty entuzjastycznie. Co prawda królowi nie wytoczono procesu i nie oskarżono go o tchórzostwo, ale jednak jego pozycja znacznie osłabła w porównaniu z drugim królem Agesilaosem II (z rodu Eurypontydów, założonego przez Proklesa - brata bliźniaka Eurystenesa, stąd też czasami nazywanego rodem Proklidów) o którym pisałem już kilkukrotnie w poprzednich częściach. Natychmiast ponownie zwołano zjazd członków Związku Peloponeskiego do Sparty, aby radzić co czynić dalej. Postanowiono że ową kompromitację w górach Kitajron należy czym prędzej zmazać i przedsięwziąć kolejny atak, ale tym razem od strony morza, skoro przejście lądowe jest ciężkie do sforsowania. Dowódcą floty związkowej (głównie koryncko-lacedemońskiej) mianowano spartiatę Pollisa. Wyprawa ruszyła już latem 376 r. p.n.e. W tym czasie (już od 378 r. p.n.e. - o czym wcześniej pisałem) Ateńczycy byli w sojuszu z Tebanami i jako sojusznicy postanowili uniemożliwić Lacedemończykom przedarcie się od strony morza do Beocji. Żeby bowiem tam się dostać, flota Związku Peloponeskiego musiałaby opłynąć Attykę i wpłynąć do Zatoki Eubejskiej - ciasnego przesmyku odgradzającego wyspę Eubeę od kontynentalnej Grecji, aby ta ma móc wysadzić desant. W tym czasie do Związku Morskiego (odrodzonego przez Ateńczyków w 378 r. p.n.e.) należało już... 70 miast (w tym większość miast eubejskich). Problem był tylko z jednym miastem leżącym na tej wyspie w północnej jej części - Histiają, której nienawiść do Ateńczyków była tak wielka, iż mieszkańcy tego polis nie zamierzali wchodzić z nimi w jakiekolwiek sojusze.

W końcu Ateńczycy gruntownie sobie nagrabili w czasach, gdy w sposób bezdyskusyjny i nie znoszący sprzeciwu, władali Związkiem Morskim w V wieku p.n.e. Największymi miastami na Eubei były Chalkis i Eretria, które również doznały z rąk Ateńczyków niemałych zniewag. Dokonam teraz krótkiego opisania tych polis, aby wyjaśnić na kim mogli polegać Ateńczycy, a na kim nie. Zacznijmy od Eretrii, jednej z najstarszych polis eubejskich. Według Homera Eretria wysłała swój kontyngent na wojnę trojańską (początek XII wieku p.n.e., przyjmuje się że wojna trojańska trwała w latach 1193-1183 p.n.e. jako że Rzymianie upatrywali wielkich klęsk dla swego miasta właśnie w tysiąclecie upadku Troi, czyli w roku 183 p.n.e. a następnie w 1100 {bo gdy ta pierwsza klęska nie nadeszła, uznano że doszło do pomyłki w numeracji i przewidywano kolejną apokalipsę właśnie na rok} 83 p.n.e., o czym napiszę jeszcze w serii "Memoriam", tzw. "Trzy ciosy" zapowiadające katastrofę dla Republiki. Stąd też w Rzymie pojawiły się mesjanistyczne tendencje i poszukiwanie Wysp Szczęśliwych, aby można było się tam ewakuować w chwili totalnego armagedonu. Taką wyprawę ku Wyspom Szczęśliwym podjął chociażby Kwintus Sertoriusz - mariańczyk, występujący potem przeciwko dyktaturze Lucjusza Korneliusza Sulli. W swej morskiej wyprawie dotarł do Wysp Zielonego Przylądka i uznał je za Wyspy Szczęśliwe, bo tam znalazł piękną białą łanię - symbol bogini Diany - greckiej Artemidy i zabrał ją ze sobą do Hiszpanii. Zamierzał ponownie się tam udać, ale gdy dowiedział się o śmierci swojej matki - co załamało go totalnie {był bowiem jednym z kilku w rzymskich dziejach typowym maminsynkiem}, a potem wywołał bunt w Hiszpanii przeciwko rządom Sulli i Senatu, więc do drugiej wyprawy nigdy nie doszło, a rok 83 też mimo wszystko jakoś minął. Kto wie, być może gdyby Sertoriusz postanowił kontynuować podróż, to nawet dopłynął by do Ameryki 🤔). Ale owe "Miasto wioślarzy" (bo tak należy tłumaczyć nazwę Eretria) żyło w tym czasie w cieniu innego, większego miasta - Lefkandii, które to jednak zaczęło tracić na znaczeniu począwszy od ok. 825 r p.n.e. Na północ zaś od Eretrii zaczęło rozwijać się inne duże polis eubejskie - Chalkis, które szybko stało się konkurencją dla gospodarczego rozwoju Eretrii. Z końcem IX wieku p.n.e. Lefkandia całkowicie utraciła na znaczeniu, a Eretria - która do tej pory była jedynie portem morskim Lefkandii, stała się miastem dominującym, gdy ludność z tamtego polis zaczęła masowo migrować do "Miasta wioślarzy". 




W VIII wieku p.n.e. zarówno Eretria jak i Chalkis przeżywają swój złoty okres, jest to bowiem najlepszy czas w dziejach tych polis. To właśnie wówczas rozpoczęły się zakrojone na szeroką skalę morskie wyprawy kolonizacyjne tych miast. Eretria założyła wówczas swoje kolonie w Oropos (na granicy Attyki i Beocji), w Methone (na wybrzeżu macedońskim) i w Chalkidyce (Mendes, Dikaja, Rajkelos, Afytis i Neapolis). Czasem też (w VIII wieku p.n.e.) dochodziło między owymi dwoma eubejskimi miastami do współpracy, i tak też było w czasie zakładania kolonii w Italii, gdzie powstały wspólne kolonie: Pitekoussaj, Kyme i Partenope, z Koryntem zaś wspólnie Eretrejczycy założyli kolonię na Korkirze (chociaż tutaj dominowali Koryntyjczycy), a także z lokalnymi ludami (głównie trackimi) na Chalkidyce założono miasto Skabala. Dodatkowo politycznie retria kontrolowała wyspy Andros, Tenos i Keos. Zapewne nie muszę tłumaczyć czym były kolonie dla metropolii? Ale mimo wszystko powiem, że każda kolonia musiała przyłączać się do wszystkich wojen toczonych przez miasto założyciela, płacić mu daninę i wyznawać lokalnych bogów, a także we wszystkich sprawach uznawać pierwszeństwo miasta założyciela. Z tego płynęły więc profity nie tylko polityczne i militarne, ale przede wszystkim ekonomiczne, stąd niesamowity rozwój gospodarczy w tym okresie zarówno Eretrii jak i Chalkis. Miasto wprowadziło stopę eubejską jako główny środek miar i wag, a także eretryjski i chalkidyjski pieniądz był jednym z głównych w tym czasie środków płatniczych w sporej części Hellady (w tym w Atenach). Symbol miasta (czyli byk eretryjski na jednej stronie monety, a na drugiej głowa Muzy), był wyznacznikiem  ekonomicznej potęgi miasta, którego to monetą posługiwano się w wielu innych polis w tym okresie (również w Atenach, nim ostatecznie wyparła ją moneta attycka z wizerunkiem ateńskiej sowy - symbolem bogini Ateny).






Chalkida zaś, podobnie jak jej konkurentka Eretria, została założona mniej więcej w tym samym czasie (główne miasto i port datowane są na IX wiek p.n.e., ale ślady osadnictwa są wcześniejsze). Pierwotnie była jakby trochę takim junior partnerem Eretrii, ale jej wyprawy kolonialne były znacznie bardziej intensywne. Założyła ponad 30 miast w Chalkidyce (nie ma sensu ich wszystkich wymieniać, poniżej wklejam mapkę), liczne kolonie na Sycylii i w Italii, w tym Himerę, Naksos, Zankle (późniejszą Messanę - od którego to miasta zacznie się w 264 r p.n.e. I wojna punicka pomiędzy Rzymem i Kartaginą) oraz Rhegion. Nazwa Chalkis znaczy po grecku tyle, co brąz lub miedź, choć wokół miasta nie ma  i nie było żadnej kopalni, ale miasto słynęło ze wspaniałych rzemieślników, którzy wykonywali produkty zarówno ceramiczne, metalowe jak i z purpury (Eretria zaś głównie słynęła z produkcji zboża i handlu bydłem, stąd byk jako symbol miasta). VIII wiek p.n.e. był również okresem wzrostu gospodarczego Chalkis, ale pod koniec ostatniej dekady tego wieku wybuchła długa (trwająca ok. 10 lat) wojna pomiędzy Chalkis a Eretrią o kontrolę nad żyzną równiną lelantyjską (stąd "wojna lelantyńska"). Chalkis  bowiem zapragnęło odebrać Eretrii pierwszeństwo w handlu zbożem i ostatecznie wygrało, pokonując w decydującej bitwie wojska eretryjskie. VII wiek p.n.e. zaczął się więc już jako dominacja na Eubei miasta Chalkis. Oba te miasta (podobnie jak i inne polis eubejskie), zasiedlone były przez Jonów, a co za tym idzie bliżej im było do Aten. Według legendy Wyspę zajął dla Jonów niejaki Elefenor, syn Chalkodona (i wnuk boga Aresa), który przybył tam na czele swych długowłosych hoplitów zwanych Abantami (odznaczających się w walce furią i determinacją), na "Czterdziestu czarnych okrętach" jak pisze w Iliadzie Homer. Ale bliskość kulturowa Wyspiarzy z innymi Jonami (w tym z Ateńczykami) szybko minęła, co było widać nawet w zupełnie innej modzie, jaka panowała na Eubei w porównaniu z resztą Grecji (kobiety np. nosiły suknie z długimi, luźnymi rękawami, co raczej nie spotykano w innych częściach Hellady). Ale wojna lelantyńska była pierwszym takim konfliktem pomiędzy Wyspiarzami, który całkowicie odmienił oblicze Wyspy, bowiem klęska Eretrii nie była tylko w polu, samo miasto również zostało zdobyte i zniszczone (chociaż potem odbudowane). Chalkis zaś przejęła nie tylko żyzną równinę lelantyńską, ale również kolonię Eretrii w Oropos. Mimo tego świetnego zwycięstwa Chalkis nie zajęła takiej pozycji w greckim świecie, jaką do niedawna cieszyła się Eretria, gdyż już wówczas wzrastała pozycja innych greckich polis: Koryntu, Aten i Sparty, a Chalkis była za słaba aby z nimi konkurować.




VI wiek p.n.e to polityczna i ekonomiczna dominacja Chalkis na Eubei, ale już głównie tylko tam. Pod koniec tego wieku, w 506 r. p.n.e. doszło do katastrofalnej dla miasta wojny z Atenami, w wyniku której miasto zostało zdobyte, a Ateńczycy wypędzili stamtąd rządzącą dotąd arystokrację, instalując w mieście 4000 swoich kolonistów (kleruchów), tym samym rozpoczynając polityczną i ekonomiczną dominację nad całą Eubeą. Pognębienie Chalkis zostało jednak dobrze przyjęte w Eretrii, która to wówczas opowiedziała się po stronie Aten. Gdy w 499 r. p.n.e. w Joni wybuchł bunt Greków przeciwko perskiej dominacji, Eretria stanęła znów po stronie Aten, wysyłając tamtejszym Grekom wsparcie, ale tym samym naraziła się na gniew Króla Królów - Dariusza Wielkiego. W czasie wielkiej wyprawy Persów na Grecję w 490 r. p.n.e., Eretria była pierwszym z greckich polis które zostało zaatakowane, zdobyte, splądrowane i spalone przez Persów pod dowództwem admirała Datysa (nienawiść Persów do Eretryjczyków była tak wielka, że zniszczono również zbudowaną ok. 510 r. p.n.e. wspaniałą świątynię Apollina - fragmenty zniszczeń, w tym uszkodzony tors bogini Ateny, odnaleziono w czasie wykopalisk archeologicznych w 1900 r.). Części mieszkańców udało się wówczas zbiec z Eubei, ale po zdobyciu miasta Persowie wymordowali wszystkich mężczyzn, zaś chłopców, kobiety i dziewczęta wzięto w niewolę (przy czym chłopcy zostali wykastrowani, aby nigdy już nie odrodziła się społeczność Eretrii). Wszystkich ich przesiedlono do Mezopotamii. Przykład tej perskiej furii należy do jednych z nielicznych w dziejach, gdyż należy pamiętać że Persowie bardzo rzadko wykazywali się taką nienawiścią i agresją. Tylko wówczas gdy ktoś szczególnie zaszedł im za skórę i właśnie Eretria miała nieszczęście należeć do grona owych nieszczęśników. Po zwycięstwie Ateńczyków w bitwie z Persami pod Maratonem (490 r. p.n.e.), uciekinierzy z miasta wrócili do "morza ruin", jakim była wówczas Eretria i zaczęli odbudowywać swoje polis, ale już nigdy miasto to nie odegrało w historii Grecji żadnej kluczowej roli.




Mamy więc jak do tej pory sojusz pomiędzy Eretrią i Atenami, oraz "kosę" między Atenami a Chalkis. 60 lat po ateńskim zwycięstwie nad Chalkis i zasiedleniu miasta przez kleruchów (którzy oczywiście żyli obok dotychczasowych mieszkańców, z tym że oni mieli odrębne prawodawstwo {ateńskie}, co jawnie ukazywało nie suwerenność Chalkis w stosunku do części swych obywateli). Oczywiście miasto od początku (czyli od 479/478 r. p.n.e.) należało do ateńskiego Związku Morskiego, a panującym ustrojem była demokracja. Ateny jednak miały decydujący głos nie tylko w sprawie polityki zagranicznej, ale również wewnętrznej miasta, co zaczęło nie podobać się wielu rodzimym mieszkańcom. W roku 446 p.n.e. wybuchł więc w mieście bunt, ateńscy kleruchowie zostali zaatakowani, część z nich zabito a resztę wypędzono, miasto zaś ogłosiło wyjście ze Związku Morskiego. Nic gorszego nie można było w tym momencie zrobić, gdyż opuszczenie Związku Morskiego było dla Ateńczyków tym, czym opuszczenie Układu Warszawskiego dla Rosji sowieckiej (wyobrażacie sobie bowiem aby Polska mogła opuścić Układ Warszawski? Było to możliwe w stosunku do Albanii, nawet Jugosławii ale na pewno nie Polski, gdyż przez nasze ziemie przechodził główny szlak zaopatrzeniowy dla wojsk sowieckich stacjonujących w Niemczech Wschodnich, dlatego też wyjście naszego kraju - czy Węgier - z Układu Warszawskiego oznaczało realne pozostawienie tamtych wojsk na pastwę losu, oraz... powolny rozpad całego sojuszu. Stąd rok 1956 na Węgrzech, 1968 w Czechosłowacji i Stan Wojenny w Polsce w roku 1981). Było więc oczywiste że Ateńczycy nie mogą pozwolić na uniezależnienie się Chalkis, gdyż za ich przykładem mogły pójść inne miasta Eubei, a sama Wyspa była im niezbędna, jako północna ochrona Attyki przed napadami nie tylko wrogów zewnętrznych, ale chociażby... piratów. Dlatego też na Zgromadzeniu Ludowym w Atenach Perykles szybko przekonał współobywateli o konieczności ukarania Chalkis i tak też się stało. W roku 446 p.n.e. wysłano ekspedycję która ponownie zdobyła miasto, ukarała sprawców buntu śmiercią, ponownie osadziła ateńskich kleruchów i odrodziła demokrację (z tym że teraz rządzili głównie Ateńczycy). 




Ale wówczas także zdobyto i ukarano inne miasto, które wsparło w buncie Chalkis. Tym miastem była właśnie Histiaja, gdzie również osadzono ateńskich kolonistów, wcześniej krwawo rozprawiając się z mieszkańcami (dużą część wysiedlono, innych zabito, a reszcie nakazano bezwzględne posłuszeństwo narzuconej ateńskiej władzy). Ateńska hegemonia była dla wielu greckich miast prawdziwym przekleństwem, porównywalnym do podległości królowi Persji, stąd wśród członków Związku Morskiego było wielu takich, którzy żywo nienawidzili Ateńczyków i modlili się do bogów, aby tylko podwinęła im się noga, by można było wreszcie zrzucić jarzmo niewoli - jak nazywano członkostwo w Związku Morskim, który pierwotnie miał być wspaniałym projektem chroniącym Hellenów przed kolejną perską inwazją, a osoba Arystydesa Sprawiedliwego (człowieka który realnie wierzył w równość i wolność wszystkich Hellenów) była tego gwarantem. Niestety idealizm nie sprawdza się w polityce, gdzie mamy do czynienia z twardymi interesami i gdzie zawsze, ale to zawsze liczy się siła. Słabi mogą podpisywać traktaty, ale jeśli nie stoi za nimi ich własna siła militarna, traktaty te nie są warte więcej niż papier na którym zostały spisane, a zwycięskiego agresora nikt nie będzie rozliczał, bo zwycięstwo moralne nie jest żadnym zwycięstwem. Aby to zobrazować przytoczę fragment sławnej mowy ateńskiego stratega Eufemosa, jaką wygłosił do obywateli miasta Kamarina w południowej Sycylii, na początku ateńskiej inwazji na Syrakuzy (którą to poprowadził ten idiota Nikiasz. Zdobycie bowiem Syrakuz otworzyłoby drogę budowy nie tylko ateńskiego Imperium, ale wręcz zjednoczenia całej Hellady pod ateńskimi rządami, a to oznaczałoby inwazję na Persję nim jeszcze Aleksander Wielki zdążyłby się urodzić, gdyż technika wojskowa Greków była znacznie wyższa niż innych ludów, a Grecy uważani byli wówczas za najlepszych żołnierzy na świecie. Gdyby się zjednoczyli, nie byłoby takiej siły która zdolna by była ich powstrzymać, a potęga Rzymu prawdopodobnie nigdy by nie zaistniała). Tak więc Eufemos zwrócił się do obywateli Kamariny w słowach, które można sprowadzić jedynie do dwóch zdań: "Jeśli zaś idzie o zakres możliwości, to silniejsi osiągają swe cele, a słabsi ustępują (...) Występujemy tu w interesie naszego panowania".


ATEŃSKI ZWIĄZEK MORSKI I ZWIĄZEK PELOPONESKI W V WIEKU P.N.E.



Dopiero więc w końcowej fazie wojny peloponeskiej, gdy perskie złoto znacznie wzmocniło Lacedemończyków i ich sojuszników ze Związku Peloponeskiego, po zwycięstwie Lacedemończyków w bitwie morskiej z Ateńczykami pod Eretrią (wrzesień 411 r. p.n.e.), Chalkis, Eretria, Histiaja i inne miasta Eubei zrzuciły zależność od Aten. Po tym okresie, a szczególnie po ateńskiej klęsce w tej wojnie w 404 r. p.n.e. stosunki pomiędzy tymi miastami a Atenami powoli zaczęły wracać do normalności. Chalkis i Eretria znów przypomniały sobie o tym, że są tak jak Ateńczycy Jonami, ale było jedno polis eubejskie, które nie mogło zapomnieć ateńskich zbrodni popełnionych 70 lat wcześniej i tym polis była właśnie Histiaja. Na zachód od Histiaji leżało miasto o nazwie Oropos, będące jakoby jej bliźniaczym miastem. Gdy w 446 r. p.n.e. Ateńczycy dokonali karnej ekspedycji i zajęli Histiaję, osadzili tam 2000 swoich kolonistów. Po 411 r. p.n.e.Histiaję i Oropos łączył wspólny mur, a te dwa miasta realnie stały się jednym (które nazywano po prostu Oropos), posiadając też dwa akropole (jeden tuż nad morzem, drugi w mieście górnym). Nienawiść do Aten i szacunek do Spartan (jako tych, którzy wreszcie pognębili Ateńczyków), była u obywateli Histiaji/Oropos niezwykle silna, dlatego też nie było pewności czy nie umożliwią oni Lacedemończykom przedostanie się do Beocji od północnej strony Eubei. Nie można było ryzykować, dlatego też postanowiono w Atenach wysłać ekspedycję, która miała uniemożliwić Histiaji dokonanie tego manewru. Ale nim jeszcze do niej doszło, w roku 379 p.n.e. władzę w mieście przejął niejaki Neogenes, który zbrojnie zajął Akropol w Histiaji, a następnie ogłosił się tyranem Oropos. Rządził brutalnie, skazując na śmierć dotychczasowych oligarchów i wszystkich tych, na których ciążyło podejrzenie opozycji wobec jego rządów.  Ponieważ Neogenes występował jako przeciwnik rządów oligarchów, oznaczało to jednocześnie zmianę polityki miasta względem Aten i Sparty. Teraz bowiem Oropos/Histiaja miał stać się sojusznikiem Aten, a aby wymusić posłuszeństwo na obywatelach (niechętnych co do takiej politycznej zmiany) Neogenes utrzymywał zbrojny kontyngent na Akropolu (wsparty jeszcze przez posiłki udzielone przez tyrana miasta Ferai w Tesalii - Jazona), a także wypuścił w miasto pałkarzy, którzy z pałkami w ręku mieli wymuszać na obywatelach posłuszeństwo.

Neogenes wzorował się w swych rządach właśnie na Jazonie z Ferai, który był takim ówczesnym politykiem-celebrytą. Samo tesalskie miasto Ferai w czasie wojny peloponeskiej było sojusznikiem Aten, ale prawdziwy jego rozwój rozpoczął się dopiero, gdy zaczęli nim władać tyranii (405 r p n e władzę w mieście przejął Likofron - ojciec Jazona, i ogłosił się tyranem. Pod jego rządami, a szczególnie pod rządami jego syna, miasto zaczęło naprawdę rozkwitać, bogacąc się jak nigdy wcześniej. Likofron zmarł w roku 380 p.n.e. powierzając władzę Jazonowi). Likofron, Jazon jak i teraz Neogenes prowadzili proateńską politykę. To zaś oznaczało że Neogenes nie mógł być akceptowany w Lacedemonie, dlatego też postanowiono tam czym prędzej go usunąć z Histiaji/Oresos. Ok. 378/377 r. p.n.e. wysłano na Eubeę zbrojny kontyngent lacedemoński pod dowództwem Teripidesa, któremu udało się zająć Oropos, ale silnie umocniony Akropol miejski był przygotowany na odparcie ataku. Teripides wysłał więc posłów do Neogenesa, starając się przekonać go aby ustąpił i w zamian zapewniając mu bezpieczeństwo. Neogenes odmówił, co spowodowało że Teripides (obawiając się że próba zdobycia Akropolu pociągnie za sobą wiele ofiar), wydał odezwę do mieszkańców Oropos, aby rozpoczęli walkę o swoją wolność i odezwa ta padła na podatny grunt, gdyż mieszkańcy Histiaji/Oropos nie chcieli ani rządów tyrana (tym bardziej krwawego tyrana), ani też sojuszu z Atenami, upatrując w Lacedemończykach swych prawdziwych sojuszników. Na Akropolu Oropos wybuchły więc rozruchy, a to pomogło Lacedemończykom przypuścić atak na tę twierdzę i ją zdobyć. Neogenes został ukarany śmiercią, a w mieście przywrócono wolność obywatelską i rządy oligarchów, zaś sami mieszkańcy - wdzięczni Spartanom za pomoc w obaleniu tyrana - niezwykle radośnie przyjęli Teripidesa i innych Lacedemończyków. Sytuacja więc znów się zmieniła i teraz Ateńczycy musieli interweniować.




Na Eubeę posłano Chabriasa (377 r. p.n.e.). Ten ateński strateg, dobry wódz i żołnierz (taki typ kondotiera), niezwykle doświadczony, sprawny i skuteczny, był wówczas jednym z najzdolniejszych (o ile nie najzdolniejszym) ateńskim wodzem. Udowodnił to chroniąc Egipt przed perską inwazją w latach 385-383 p.n.e. Teraz jednak nie miał łatwego zadania, gdyż przeciwnik był mocno zdeterminowany w obronie swojej wolności i suwerenności. Hestioci powołali do pod broń wszystkich zdolnych do tego mężczyzn (a nawet chłopców w wieku poniżej 17 lat). Morale mieszkańców było niezwykle silne, byli zdeterminowani aby utrzymać swoją wolność i niezależność, lub umrzeć i nie zaburzała tego legenda zwycięskiego Chabriasa. Gdy Ateńczycy dotarli na Wyspę, nie przystąpili od razu do ataku na Oropos, starając się raczej splądrować okolicę, aby pozbawić mieszkańców żywności. Miasto wydawało się doskonale umocnione, a mieszkańcy byli niezwykle zdeterminowani do walki, dlatego też wielu Ateńczyków nie było zbyt chętnych aby tutaj ginąć. Gdy Chabrias zaproponował mieszkańcom układ, który polegał na tym że otworzą oni bramy swego miasta i zmienią władzę na demokratyczną oraz swoją politykę na proateńską, a w zamian miasto i jego mieszkańcy będą mogli żyć w wolności i bezpieczeństwie, ze strony obrońców padła odpowiedź: "Wracaj do siebie wodzu, a jeśli nas zaatakujesz, będziemy walczyć i tu zginiemy, jeśli taka jest wola bogów". Przekonawszy się o determinacji mieszkańców Histiaji/Oropos do dalszego oporu, Chabrias postanowił zrezygnować z ataku na miasto. Za to Ateńczycy zajęli i obsadzili pustą (choć nieco już podupadłą) okoliczną twierdzę Metropolis, zostawiając tam swój kontyngent. Sam Chabrias zaś (z częścią wojska) popłynął ku wyspom Peparetos i Skiatos (które również wspierały Spartę) i "przekonał" ich mieszkańców (nagłe przybycie wojsk ateńskich musiało wywołać spore wrażenie na mieszkańcach owych wysp, które zapewne nie były przygotowane do walki) aby porzuciły prospartańską politykę i zbliżyły się do Aten (chodziło o to, aby drogą morską uniemożliwić dotarcie posiłków dla Oropos, które mogły przyjść właśnie z kierunku północno-wschodniego, z rejonu tych wysp, gdzie Spartanie mieliby swoje oparcie i gdzie mogliby założyć umocnione bazy). Widząc że Chabrias powoli odrywa sprzymierzeńców od Lacedemonu, król Agesilaos II wyruszył zbrojnie do Beocji aby zdobyć Teby i uniemożliwić wszelkie tego typu anty-spartańskie działania (lato 377 r. p.n.e. - o tej wyprawie wspomniałem już w poprzedniej części).




Agesilaos wkroczył do Beocji w sile 18 000 żołnierzy Związku Peloponeskiego (w tym 2500 Lacedemończyków). Dotarł do miasta Tespie (gdzie już wcześniej stacjonowała spartańska załoga), rozbił tam obóz i dał żołnierzom kilka dni odpoczynku. Ateńczycy, gdy tylko dowiedzieli się o spartańskiej inwazji na Beocję, nakazali Chabriasowi czym prędzej wracać do Aten, a tam stanął on na czele 7000 kontyngentu (w tym 2000 jazdy), który miał wyruszyć na pomoc Tebanom. Gdy Ateńczycy dotarli i połączyli się z Tebanami, doszło wówczas do starcia z siłami najezdniczej armii Agesilaosa II. Tebańczycy obawiali się bezpośredniego starcia na równinie, dlatego zajęli pozycję na wzniesieniu, a obok nich stanęli ateńscy sprzymierzeńcy pod wodzą Chabriasa. Agesilaos najpierw posłał przeciwko Tebańczykom lekkozbrojnych, ale ci szybko zostali odparci, więc ruszył na nich z ciężkozbrojną falangą (po lewej stronie tej falangi stał doborowy oddział 500 Skiritów. Byli to żołnierze niezwykle waleczni i zdeterminowani i choć nie byli Lacedemończykami - ich status sprowadzał się bardziej do statusu periojków, chociaż też nimi nie byli, jako że zamieszkiwali miasto Skiritis, leżące na granicy Lakonii i Arkadii - to często ich odwaga zdumiewała nawet samych Spartan). Skirici ruszyli na Ateńczyków Chabriasa, którzy początkowo zaczęli się cofać. Ten jednak zdołał przywrócić porządek w falandze, nakazując hoplitom oprzeć tarczę o kolano (noga była chroniona dzięki nagolennikom) z wysuniętymi do przodu włóczniami i z pogardą trwać niewzruszenie, oczekując ataku nieprzyjaciół. Kolejny atak z Skirytów został odparty, a niezwykła karność Ateńczyków zrobiła ogromne wrażenie na Agesilaosie, który z podziwem się temu przyglądał. Ostatecznie zrezygnował z dalszego ataku, (wcześniej jednak proponując Tebańczykom stoczenie bitwy na równinie, na co oni odpowiedzieli odmową). Wycofał swoich żołnierzy i jako osłonę wysyłał jazdę przeciwko hoplitom (która jednak miała jedynie uniemożliwić tebańsko-ateński atak na wycofujących się). Nie tracąc zbyt wielu żołnierzy, dokonał Agesilaos ogromnych zniszczeń, biorąc liczne łupy z okolicznych ziem, po czym wycofał się na Peloponez. Tebańczycy odparłszy ten atak, ogłosili wspaniałe zwycięstwo, które jeszcze bardziej wzmocniło ich w chęci dalszej walki o swoją suwerenność. Świętowano również na cześć samego Chabriasa, który tak naprawdę dowodził wówczas połączonymi siłami ateńsko-tebańskimi. Po powrocie do Aten Chabrias został doceniony przez współobywateli pomnikiem, jaki wystawiono na jego cześć na Agorze. Na jego osobiste życzenie pomnik ten wyglądał dokładnie tak, jaką pozycję przyjęli ateńscy hoplici w czasie walki (czyli tarcza oparta o kolano, włócznia wyciągnięta do przodu).




Teraz w roku 376 p.n.e. Spartanie postanowili zaatakować Tebańczyków od strony morza, zamierzając opłynąć Eubeę od północy i przeprowadzić podobny manewr, jaki zrobili Persowie w 480 r p.n.e. Lacedemoński admirał Pollis wypłynął więc w morze, ale w międzyczasie dostał wiadomość o sporym kontyngencie zboża, płynącym na statkach handlowych do Aten i postanowił go przejąć zmieniając swoje plany. Przeciwko niemu zaś już wypłynął Chabrias, który okazał się równie skutecznym wodzem na morzu, jakim był na lądzie (wrzesień 376 r. p.n.e.).




CDN.
 

17 października 2025

SŁOWA KTÓRE UCZĄ MYŚLEĆ - Cz. II

CZYLI SENTENCJE I AFORYZMY OD STAROŻYTNOŚCI PO WSPÓŁCZESNOŚĆ





Dziś aforyzmy wygłaszane przez... byłych niewolników



EPIKTET




Urodził się ok. 50 roku naszej ery we Frygii, w mieście Hierapolis (należącym wówczas do rzymskiej prowincji Azji), jako syn niewolników i sam los ten odziedziczył. Został następnie kupiony przez Epafrodyta (sekretarza i wyzwoleńca cesarza Nerona), a imię "Epiktet" ("epiktetos") oznaczało właśnie "kupiony". Został wyzwolony wkrótce po śmierci Nerona w roku 68. Będąc jeszcze niewolnikiem (za zgodą swego pana) zgłębiał filozofię stoicką u Muzoniusza Rufusa. Potem przebywał i nauczał w Rzymie aż do roku 93 (notabene, w tymże roku Domicjanowi został przedstawiony Apoloniusz z Tyany - bohater innej serii tematycznej którą rozpocząłem, a którego ja sam zwę kimś w rodzaju pogańskiego Chrystusa. Wcześniej Apoloniusz przebywał już w Rzymie u cesarzy Wespazjana i Tytusa, natomiast w roku 93 miał on prawie lat 90, więc był już starcem), w którym to roku cesarz Domicjan wygnał wszystkich filozofów z Italii, wówczas Epiktet przeniósł się do Nikopolu w Epirze, gdzie również nauczał wielu uczniów. Jednym z nich był późniejszy historyk Arian, który dzięki swym zapiskom (pisanym na bieżąco z wykładów Epikteta), wydał następnie dwie księgi. Pierwszą były "Rozmowy", a drugą "Podręcznik moralności" dzięki którym wiemy czego nauczał Epiktet, a dzieła te wywarły silny wpływ na filozofię Marka Aureliusza - bohatera poprzedniej części tej serii. Filozofia Epikteta skupiała się głównie na moralności, chociaż on sam nie odrzucał ani logiki, ani też innych aspektów filozofii. Zmarł ok. roku 135 w czasie, gdy Rzym przeżywał swój najwspanialszy okres, gdy kultura grecko-rzymska była uważana za jedyną ostoję przed barbarzyństwem, a cywilizacja rzymska wydawała się być nieśmiertelną. Oto wybrane sentencje Epikteta:




"Droga do szczęścia jest tylko jedna, przestać zamartwiać się rzeczami, na które nie mamy wpływu"

"Jeśli chcesz być dobrym człowiekiem, musisz sam uważać się za złego"

"Jeśli chcesz żeby ludzie mówili o tobie dobre rzeczy, sam nie mów źle o innych"

"Opanuj swoje pasje - albo one opanują Ciebie"

"Natura dała ludziom jeden język i dwoje uszu, abyśmy częściej słuchali innych, niż sami mówili"

"Los jest mrocznym więzieniem dla ciała i złem dla duszy. Kto jest wolny w ciele, a nie w duszy, jest niewolnikiem, a ten, kto jest związany fizycznie, a wolny duchowo, jest naprawdę wolny"

"Nie ma nikogo, kto kochając pieniądze, przyjemności i sławę, kocha jednocześnie ludzi. Kocha ich jedynie ten, kto kocha cnotę"

"Jeśli zostaniemy zaproszeni na obiad, jemy to, co nam podają. Tymczasem w życiu żądamy od bogów tego, czego nie mogą nam dać, a poza tym wciąż żądając od nich tego, nie dostrzegamy że i tak już wiele nam dali"

"Ludzie którzy są dumni z tego, co nie jest w naszej mocy, są zabawni. Jeden mówi: "Jestem lepszy od ciebie, mam dużo ziemi, a ty umierasz z głodu". "Jestem byłem konsulem" - mówi drugi. "Jestem prokuratorem" - usłyszysz od trzeciego. "Mam kręcone włosy" - mówi czwarta. Tymczasem koń nie powie do konia: "Jestem lepszy od ciebie, bo mam dużo paszy, mnóstwo owsa, moja uzda jest ze złotym nacięciem, moja derka jest kolorowa", tylko: "Jestem lepszy od ciebie, bo jestem szybszy". Ogólnie rzecz biorąc każde zwierzę jest lepsze lub gorsze wyłącznie według swoich zalet lub wad. Czy naprawdę tylko ludzie nie cenią wartości moralnych? Czy naprawdę powinniśmy zwracać uwagę tylko na ubiór, włosy i pochodzenie?"

"Zadaj sobie pytanie czego chcesz: bogactwa czy szczęścia? Jeśli jest bogactwo, wiedz, że nie jest ono ani dobre, ani nie jest w twoich rękach. Jeśli szczęście istnieje, upewnij się, że jest ono dobre i jest w twojej mocy, gdyż los daje nam okazję na bycie szczęśliwym tylko przez chwilę, lecz to od nas samych zależy jak długo ta chwila potrwa"

"Jeśli zobaczysz żmiję, jadowitego węża lub skorpiona w pudełku z biżuterią z kości słoniowej lub złota, nie będziesz ich kochał i nie będziesz chciał ich mieć, a zaczniesz na nie patrzeć z obrzydzeniem, jak na jadowite zwierzęta. Tak więc, gdy spotykasz bogatych ludzi, hojnie obdarzonych przez los, ale okrutnych i złośliwych, nie raduj się ich pięknym wyglądem, ale gardź nimi za ich wady"

"Kiedy jesteś na kolacji pamiętaj, leczysz dwóch gości - ciało i duszę. To, co dasz swojemu ciału, wkrótce stracisz, ale to, co dasz swojej duszy, pozostanie z Tobą na zawsze"

"Spójrz na osobę, z którą rozmawiasz z trzech punktów widzenia. Uważaj ją albo za lepszą od siebie pod względem rozwoju umysłowego, albo za gorszą, lub równą tobie. Jeśli jest mądrzejsza, słuchaj jej i bądź posłuszny; jeśli jest głupsza, sam jej doradź; a jeśli dorównuje ci inteligencją, zgódź się z nią. Mając to na uwadze, nigdy nie przyzwyczaisz się do kłótni"

"Prawda zwycięża sama, opinia zwycięża dzięki innym, zatem lepiej zgodzić się z prawdą i porzucić fałszywą opinię, niż zgodziwszy się z fałszywą opinią, dać się pokonać prawdzie"

"Lepiej żyć z jedną osobą o wysokiej duszy, być spokojnym i niezależnym, niż prowadzić nędzne życie w towarzystwie wielu"

"Czego nie życzysz sobie, nie życz innym. Jeśli nie pragniesz być niewolnikiem, nie zamieniaj też i innych w niewolę. A skoro nie możesz obejść się bez usług niewolników, to sam też jesteś niewolnikiem"

"Kiedy zapytano właściciela statku Lampidasa, jak to jest zdobyć bogactwo, odpowiedział: "Wielkie bogactwo jest łatwe, ale małe pieniądze są trudne do zdobycia"

"Kiedy Pittakus zapytał milczącego przy stole Solona dlaczego się nie odzywa - czy to dlatego, że nie znalazł tematu do rozmowy, czy też z głupoty. Otrzymał odpowiedź: "Żaden głupiec nie może milczeć przy stole"

"Nie dekoruj ścian swego domu marmurem eubejskim czy spartańskim - udekoruj serca swych współobywateli i ich władców owocami greckiego oświecenia. Bowiem to nie kamienie i drewno stanowią fundament państwa, lecz umysły jego obywateli"

"Aby Słońce wzeszło, nie potrzeba do tego ani modlitw ani zaklęć. Nie oczekuj więc że oklaski i pochwały okażą się dobre, abyś czynił dobre uczynki. Czyń dobre uczynki dobrowolnie i bez inspiracji, a będziesz kochany jak słońce"

"Podobnie jak statek nie stoi sam na kotwicy, tak i życie nie opiera się jedynie na nadziei"

"Lepsza jest śmierć, niż haniebne życie"

"Pyrron powiedział że nie ma różnicy pomiędzy życiem a śmiercią, a zapytany dlaczego nie chciał umrzeć, odpowiedział: "Ponieważ życie i śmierć to to samo"

"Czego nie należy robić, tego nie rób nawet w myślach"

"Unikaj przyjaźni złych ludzi i wrogości dobrych ludzi. W chwili nieszczęścia poznasz przyjaciela, a wroga zdemaskujesz"

"Czy mądrym jest ten, kto rozmawia z wieloma filozofami? A czy bogatym staje się ten, kto przystaje z bogaczami?"

"Szczęście, podobnie jak jesienne owoce należy zbierać na czas"



EZOP




Starożytny grecki bajkopisarz, ojciec gatunku baśniowego. Bez niego nie byłoby ani bajek la Fontaine, ani Krasickiego. Jego twórczość została rozpropagowana (i zyskała ogromną sławę) dzięki rzymskiemu bajkopisarzowi Fedrusowi. Ezop żył w VI wieku p.n.e. na wyspie Samos i również był niewolnikiem a potem wyzwoleńcem. Fizycznie był po prostu brzydki, jego twarz pokrywała liczne blizny, a na plecach nosił sporej wielkości garb, jednak miał w sobie dar opowiadania najróżniejszych historii i gdy tylko wchodził do karczem, ludzie gromadzili się wokół niego, aby posłuchać kolejnej opowieści. Ezop należał do Ksantosa - filozofa z Samos, ale wielokrotnie pozwalał sobie na kąśliwe uwagi wobec swego pana, jego małżonki i wielu innych osób, wcześniej jednak był niewolnikiem we Frygii (gdzie też narodził się poprzedni nasz bohater Epiktet). Jego poprzedni pan wysyłał go do ciężkich prac rolnych, a ten, który nadzorował niewolników pracujących na roli, widząc kalectwo Ezopa naśmiewał się z niego i często zlecał mu najgorsze prace. Ezop w milczeniu znosił swój los, aż pewnego razu w tamte rejony zapuściło się dwóch zdrożonych kapłanów bogini Artemidy z Efezu. Ten poczęstował ich chlebem i dał im wody, za co mu podziękowali, gdyż od wielu dni byli w drodze i nic nie jedli, a żegnając się poprosili Artemidę aby dała Ezopowi szczęście. Mijały dni, a Ezop wciąż znosił swój ciężki los niewolnika na roli, widząc jak karbowy traktuje resztę niewolników. Pewnego dnia jednak, gdy tamten pobił innego niewolnika, Ezop powiedział że poskarży się panu, iż odbierając siły i zdrowie temu niewolnikowi, jednocześnie umniejsza dochody swego właściciela. Karbowy się przeraził i pierwszy doniósł właścicielowi aby czym prędzej sprzedał Ezopa, choćby nawet za połowę ceny. Właściciel wyraził na to zgodę i kazał karbowemu aby sprzedał go handlarzowi niewolników na rynku. Handlarz niewolników nie widział sensu kupować niepełnosprawnego niewolnika, ale ostatecznie karbowy przekonał go i za jedynie 3 obole Ezop zmienił właściciela. Handlarz niewolników wystawił go na rynku wraz z innymi, których również zamierzał sprzedać z zyskiem.

Zjawił się tam filozof Ksantos i podchodząc do jednego z młodzieńców (którzy stali obok Ezopa) zapytał go: "Co umiesz robić?". "Wszystko!" - odparł młodzieniec. Podszedł teraz do Ezopa i zadał mu to samo pytanie, na co ten odrzekł: "Nic!" (To jak w tym dowcipie: szef pyta swojego pracownika "Jest coś, co robisz szybko?", na co ten odpowiada "Szybko się męczę!" 😂). Zdziwiony Ksantos zapytał: "Jak to nic?", na co Ezop odparł, wskazując na młodzieńca: "Ten oto odebrał mi wszystko, dlatego mnie już nic nie zostało". Ksantosowi spodobała się ta wypowiedź i nabył Ezopa za 60 oboli, ale w drodze do domu zapytał go: "Co ja właściwie z ciebie będę miał?", "stracha na wróble" - odparł Ezop. Ksantos miał żonę, która była niezwykle wykwintną, lecz zjadliwą kobietą i co chwila odgrażała się swemu mężowi że rozwiedzie się z nim i zabierze posag, który wniosła do tego małżeństwa. Ezopa również powitała bardzo nieprzyjemnie, dlatego też postanowił ją ukarać. Przyszedł jednak czas że Ksantos postanowił opuścić Frygię i przenieść się do ojczyzny swej żony - do Jonii. Niewolnicy oczywiście musieli zająć się przenoszeniem dobytku, a Ezop jako nowo nabyty, miał prawo wyboru tego, co chce nieść. Wszyscy sądzili że wybierze najlżejszy pakunek, ale on sięgnął po kosz z owocami, który był dosyć ciężki. Inni niewolnicy śmiali się z niego i nazywali go głupcem, ale Ksantos stwierdził że Ezop nie jest głupcem, tylko jest gorliwym niewolnikiem i polecił reszcie aby brali z niego przykład. Ezop jednak nie był ani głupcem, ani gorliwcem, po prostu inteligentnie podszedł do sprawy. Wziął ze sobą kosz pełen owoców, zdając sobie sprawę, że owocy z tego kosza będzie ubywać wraz z podróżą i tak też się stało, ostatecznie więc niósł pusty kosz, śmiejąc się teraz z reszty niewolników. Na Samos żyło się Ezopowi wygodnie i dobrze, a czas upływał mu od przyjęcia do przyjęcia, gdyż Ksantos i jego żona często gościli u siebie znajomych i przyjaciół. Pewnego razu gdy goście zostawili pełny gościniec (czyli po prostu podarki dla pana domu), Ksantos polecił Ezopowi, aby zaniósł gościniec jego małżonce, dodając "Oddaj to mojej najwierniejszej". Ezop uznał że oto przyszedł czas zemsty na zrzędliwej żonie Ksantosa i przynosząc podarunki rzekł: "Pani, twój mąż polecił mi oddać te dary jego najwierniejszej", po czym wysypał je przed leżącą u stóp kobiety suką. Żona Ksantosa obraziła się i stwierdziła że wraca do domu rodziców. Kazała też małżonkowi przygotować swój posag, a ten przerażony (gdyż nie dysponował takimi pieniędzmi) skarcił Ezopa że nie uczynił tak, jak mu przykazał. Ezop odparł jednak, że zrobił dokładnie to, co polecił mu Ksantos, dodając że jego małżonka nie jest wcale jego najwierniejszą, skoro przy każdej błahostce grozi, że go zostawi i odbierze swój posag. Ksantos jednak wciąż był zły, gdyż jego małżonka rzeczywiście się wyprowadziła i polecił on Ezopowi aby sprowadził ją teraz z powrotem. Ten odrzekł: "Jutro twoja żona wróci do ciebie!", a nazajutrz udał się na rynek, gdzie zakupił ryb, owoców i mięsiwa i z tym wszystkim przechodził koło domu rodziców kobiety. Na ich zapytanie po co niesie owe smakołyki, odparł: "Mój pan urządza wesele". Gdy usłyszała to żona Ksantosa, natychmiast pobiegła do jego domu, żądając wyjaśnienia dla kogo organizuje to wesele. "Dla ciebie kochanie" - odparł Ksantos. Potem odprawiono ucztę z okazji powrotu żony Ksantosa do domu, a Ezop również wziął w niej udział. Stosunek małżonki znacznie też się zmienił, gdy zobaczyła jak bardzo zależy Ksantosowi na niej, a ten uradowany obiecał Ezopowi wolność, ale... szybko o tym zapomniał.




Niedługo potem wydarzyło się pewne zjawisko, które bardzo zaniepokoiło obywateli Samos, a mianowicie orzeł porwał pieczęć państwową, a następnie wypuścił ją ze swych szponów i spadła ona pod nogi niewolnika. Nikt nie wiedział co ta wróżba miałaby znaczyć, posłano więc po Ksantosa, który jako filozof i mędrzec powinien odgadnąć co bogowie chcieli przekazać tym aktem. Ten jednak stwierdził że już dawno przestał zajmować się wrożbiarstwem, ale ma u siebie w domu niewolnika, który potrafi przewidzieć zamiary bogów i kazał posłać właśnie po Ezopa. Ten odrzekł że wyjaśni wszystkim tu zebranym sens owej przepowiedni, pod jednym wszakże warunkiem - pragnie wolności, gdyż, jak stwierdził, nie może być tak, aby niewolnik był mądrzejszy od swego pana. Ksantos jednak nie chciał wyzwolić Ezopa, choć potęgowały się dokoła głosy "wyzwól go!" i dopiero gdy prytan (najwyższy urzędnik publiczny na Samos) zagroził że sam wyzwoli Ezopa mocą państwa, Ksantos wreszcie zgodził się i obdarzył wolnością swego niewolnika. Teraz, będąc już jednym z obywateli Samos, Ezop stwierdził że orzeł jest symbolem króla, gdyż królowie noszą właśnie wizerunek orła na swych sztandarach. "Współobywatele! Potężny wschodni król zawładnie naszą wolnością obywatelską i popadniemy w niewolę" - rzekł Ezop do zgromadzonych. Jakiś czas potem na Samos przybyli posłowie od króla Lidii - Krezusa, z żądaniem "aby wzorem mieszkańców Miletu, sąsiadów waszych" również Samos płaciła mu daninę, w przeciwnym razie niech wyspiarze gotują się na wojnę z nim. Prytan znów zebrał obywateli i nie wiedząc co czynić, zapytano Ezopa, czy lepsza jest droga wolności - grożąca wojną, czy droga niewoli - ale gwarantująca bezpieczeństwo. Ten odrzekł: "Współobywatele! Ja sam byłem niewolnikiem i powiem wam, że droga wolności uciążliwsza jest z razu i stroma, ale im dalej, tym lżejsza się okazuje. Droga niewoli przeciwnie z początku bywa gładka i przyjemna, ale im dalej, tym ciernista i cięższa się okazuje" (to prawda, tak samo było w czasie zaborów. Początkowo było wszystko ładnie, pięknie i choć oczywiście zaborcy już od początku wprowadzali swoje własne prawa w rozdartej na trzy części Rzeczpospolitej, to jednak nie było wynaradawiania, nie było germanizowania na siłę czy rusyfikacji - to wszystko pojawiło się dopiero z czasem, w kolejnych latach i dekadach, aż ostatecznie w tak zwanym "Priwislinije" nie wolno było nawet na ulicy mówić po polsku. Podobnie było w zaborze pruskim, gdzie język polski był skrupulatnie rugowany z wszelkich miejsc i urzędów. A droga wolności? No cóż, Wojna o Niepodległość, Wojna z bolszewikami, ciężkie przyprawy - prawda, mnóstwo krwi i trudów, ale udało się! Odzyskaliśmy Niepodległą, mieliśmy naszego Orła Białego i nasze dzieci nie musiały uczyć się w szkole parszywej mowy rosyjskiej czy niemieckiej na siłę, mogliśmy żyć tak, jak nam się podobało i budować naszą siłę i potęgę tak, jak na to zasługiwaliśmy. Czyli ta chwila trudu była balsamem dla przyszłych pokoleń).






Tak więc mieszkańcy Samos postanowili się bronić, a Ezop jeszcze wielokrotnie udzielał im rady. Zawsze jednak czynił to nie bezpośrednio, tylko w postaci jakiejś bajki lub przepowiedni. Gdy król Krezus dowiedział się że na Samos obywateli podburzył niejaki Ezop, wysłał ponownie swych posłów na wyspę, z propozycją iż znacznie obniży im daninę, jeśli tylko wydadzą mu Ezopa. Mieszkańcy zebrali się więc na naradę i wiele było takich głosów, aby wydać Ezopa by ocalić pokój i jednocześnie nie narazić się na niewolę. Ezop wówczas rzekł do nich: "Niegdyś wilki toczyły wojnę z owcami. Owce wiele wycierpiały na tej wojnie, ale toczyły ją z powodzeniem, gdyż pomagały im psy -owczarki, które bacznie śledziły wilki i nie dopuszczały ich do owiec. Wtedy wilki zaoferowały owcom pokój, pod warunkiem że wydadzą im owczarki. Owce w swej głupocie wydały wilkom owczarki, a te je rozszarpały. Następnie wydały owcom kolejną wojnę i ci nie mając już obrońców, również ulegli wilkom i skończyli jako ich obiad". Obywatele Samos postanowili że nie wydadzą Ezopa Lidyjczykom, ale ten (aby nie prowokować króla i nie zachęcać go do wojennych planów) postanowił sam, z własnej woli udać się do Sardes. Gdy przybył na dwór Krezusa, ten zamierzał go skazać na śmierć, ale wcześniej Ezop uprosił króla, by ten pozwolił mu opowiedzieć jedną bajkę. Ezop rzekł więc: "Rolnik zbierał szarańczę, która oblepiła jego pole i zamierzał wrzucić ją w ogień. Wtem, z roju szarańczy dobył się głos konika polnego - "Ulituj się człowieku, ja kłosom nie sprawiam szkody, ja żyję rosą niebieską i rozweselam swą pieśnią przechodniów podczas letniego upału". Rolnik postanowił oszczędzić konika polnego i od tej pory miał codzienny koncert pod swymi oknami, gdyż konik polny w ten sposób odwdzięczał się swemu dobroczyńcy. Krezus - słysząc tę opowiastkę - również postanowił darować życie Ezopowi, twierdząc, że los obdarzając go tak szpetnym obliczem, już wystarczająco go ukarał. Powiedział nawet że Ezopa nagrodzi i ten miał prawo do jednego życzenia. Ezop upadł przed królem na kolana i poprosił go o pokój dla Samos. Krezus się zgodził, a Ezop wrócił na wyspę, informując obywateli że nie grozi im już ani wojna, ani niewola ze strony Lidyjczyków. "Wy obdarzyliście mnie wolnością, więc i ja przynoszę wam wolność" - miał rzec Ezop. Obywatele ogłosili Ezopa swym wybawicielem i przyznali mu najróżniejsze zaszczyty, ale ten ich nie przyjął. Podziękował wszystkim i wyruszył w podróż po Helladzie, Tracji, Egipcie, Babilonii i kilku innych krajach - ale to już jest opowieść na zupełnie inny temat. Warto tutaj tylko jeszcze nadmienić, że Ezop zginął, będąc zrzuconym z urwiska (być może kiedyś jeszcze o tym opowiem). A wracając do sentencji tego oto człowieka, to brzmiały one następująco:


"Nie wstydź się zdobywać wiedzy nawet będąc starym. Lepiej bowiem uczyć się późno niż wcale"

"Osła można rozpoznać nawet w skórze lwa po jego krzyku"

"Prawdziwego przyjaciela poznaje się w nieszczęściu"

"Jeśli ktoś ma szczęście, nie zazdrość mu, ale raduj się razem z nim, a jego szczęście będzie twoje"

"Strach łagodzi przyzwyczajenie"




CDN.
 

14 października 2025

POST-ATOMOWA RZECZYWISTOŚĆ

CZYLI MIKROŚWIAT PO ATOMOWEJ APOKALIPSIE





Jakiś czas temu czytałem, że rosyjskie bomby jądrowe po raz ostatni wymieniano trzydzieści lat temu (i wtedy też przeprowadzono ostatnie testy tej broni), a to oznacza, że broń ta w rosyjskich realiach jest już mocno przestarzała i nie nadająca się do użytku (gdyż żywotność głowic nuklearnych wynosi mniej więcej jakieś dwadzieścia lat). Cóż, nawet jeśli to prawda i broń ta jest już nie nadającą się do użytku, to jednak warto by się zastanowić jak wyglądałby świat po atomowej apokalipsie. Nie chodzi mi jednak o świat rozumiany w kategoriach globalnych czy kontynentalnych, ale o ten nasz najbliższy mikroświat. Jak wyglądałyby domy, które uniknęłyby bezpośredniego zniszczenia, ale jednak zostałyby opuszczone ze względu na wysokie promieniowanie jądrowe i jak wyglądałaby najbliższa okolica po takim właśnie ataku? Proponuję więc małą podróż po już istniejących w rzeczywistości podobnych miejscach-widmach, opuszczonych przez ludzi i pozostawionych na łaskę warunków atmosferycznych i nieubłaganego czasu. 

Oto kilka z takich obrazków:
































 A TO JUŻ WIZJA ARTYSTYCZNA























NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...