WYŚWIETLENIA

21 września 2025

WIELKA WOJNA NA WSCHODZIE - Cz. VI

OSTATNIA WOJNA 
HELLEŃSKIEGO ŚWIATA





EGIPT PTOLEMEUSZY
(RETROSPEKCJA)
Cz. VI




 Polityka Lacedemonu po 404 r. p.n.e. i zwycięstwie w długiej wojnie z Atenami oraz ich sojusznikami ze Związku Morskiego, polegała na całkowitej hegemonii nad "wyzwolonymi" ateńskich okowów miastami Hellady. Oczywiście charakter spartańskiej i dominacji ulegał pewnym zmianom, fluktuacjom, ale był niepodważalny przez kolejne 33 lata, jakie minęły od zakończenia wojny peloponeskiej (pierwotnie spartański generał Lizander - o którym więcej pisałem w poprzedniej części - narzucał nie tylko pokonanym polis rządy oligarchów, ale przede wszystkim bardzo ograniczoną kilku lub kilkunasto, ewentualnie kilkudziesięcioosobową klikę rządzącą danym miastem, która była całkowicie podporządkowana interesom Lacedemonu. Takie reżimy wprowadzono w Atenach, Tebach, Koryncie, Elidzie i wielu innych polis. Elida bodajże została ukarana przez Spartę jako pierwsze miasto już po zakończeniu wojny, a powodem tego była odmowa Elidyjczyków przywrócenia zawodników Lacedemonu do Igrzysk Olimpijskich - Elida, na którym to terenie znajdowała się Olimpia, wykluczyła Spartę z Igrzysk już w roku 420 p.n.e. Poza tym Elida udzieliła również schronienia demokratycznym wygnańcom z Aten po 404 r p.n.e. Lacedemończycy nie mogli tolerować takiej próby podważania ich hegemonii, dlatego też wystosowali ultimatum w stronę Elidy, żądając aby  Elidyjczycy udzielili autonomii periojkom, mieszkający na południe i na wschód od samego miasta Elida. Był to oczywiście jedynie pretekst do wojny, po którego odrzuceniu - co było do przewidzenia - Sparta zaatakowała Elidę (402 r. p.n.e.). Jednak wbrew temu co sądzono w Lacedemonie, ta wojna nie była wcale łatwa, trwała ponad dwa lata, I choć ostatecznie Elida musiała się poddać (400 r. p.n.e.) to jednak nie utraciła kontroli nad Olimpią, co najwyżej musiała zburzyć obwarowania portów w Fei i Kyllene, które to przeszły teraz pod kontrolę Lacedemonu, a także musiała wydać swoje okręty). Dominacja dekarchów (czyli rządów najczęściej dziesięciu oligarchów) ustanowionych przez Lizandra w kontrolowanych przez Spartę polis Hellady, bardzo szybko, bo już w 403/402 r. p.n.e. zostały zastąpione przez eforów (taki spartański rząd złożony z pięciu wybranych na rok urzędników) przez tzw.: patrioi politeiai (ustroje przodków), które były niczym innym, jak kolejną formą rządów oligarchicznych, z tym tylko że nie była ona już tak bardzo "skastowana" jak w projekcie Lizandra.

Jednak wymuszanie spartańskiej dominacji ukazywało niekiedy bardzo niepokojące tendencje, z którymi należało się uporać, jeśli chciano aby hegemonię Lacedemonu nad Helladą utrzymać. Już w drugim roku wojny w Elidzie (401 r. p.n.e.) Spartanie zażądali przysłania im wsparcia ze strony sojuszników, czyli Koryntu i beockich Teb (zwane również miastem o siedmiu bramach, dla odróżnienia od Teb egipskich - miasta o stu bramach), jednak oba te miasta odmówiły. W Koryncie oczywiście panowała oligarchia i miasto to (prócz tego jednego nieprzyjemnego zdarzenia) nie stanowiło większego problemu dla Lacedemończyków. Inaczej sprawa układała się z Tebami. Polis to było największym miastem Beocji, a co za tym idzie, zawsze miało tendencję do dominacji, a nawet podboju i całkowitej kontroli tamtejszych miast. Stworzony przez Teby Związek Beocki niczym się nie różnił od późniejszego Związku Morskiego pod hegemonią i kontrolą Aten (no, może był nieco mniej opresyjny). Powstał on prawdopodobnie (bo nie ma co do tego pewności) w latach 30-tych lub 20-tych VI wieku p.n.e. i od początku dominacja Teb była w tym Związku niepodważalna, a inne miasta musiały się z tym pogodzić. Nie wszystkie oczywiście dobrowolnie chciały wstąpić do Związku, niektóre trzeba było zmusić militarną presją. Gdy więc Tebańczycy chcieli zmusić do przystąpienia do Związku Beockiego mieszkańców Platei (miasta leżącego na południowy-zachód od Teb), ci zawarli sojusz z Atenami (519 r p.n.e.), przez co Tebańczycy musieli odpuścić, nie chcąc sprowokować większej wojny. Jednak ten akt swoistej "niesubordynacji" Platejczyków (oczywiście w rozumieniu mieszkańców grodu Kadmosa - czyli Tebańczyków), spowodował że stali się oni wzajemnie dla siebie śmiertelnymi wrogami. Rządząca w Tebach oligarchia już w roku 506 p.n.e. postanowiła rozwiązać ten problem i zdobyć Plateje, a co za tym idzie dokonać wyprzedzającego ataku na Attykę, aby Ateńczycy nie zdołali przyjść Platejczykom z odsieczą. Kampania roku 506 p.n.e. skończyła się klęską Teb i powrotem do dotychczasowego status quo. Te niepowodzenia (jak również różnice ustrojowe panujące w Atenach, Tebach i Platejach - gdzie również wprowadzono na wzór Aten demokrację), powodowały, że Tebańczykom coraz bliżej było do Sparty, choć nie zawarli oni z nią jeszcze żadnych przymierzy.

Gdy w latach 492-491 p.n.e. perscy posłowie objeżdżali greckie miasta, żądając podporządkowania się Królowi Królów na zasadzie przekazania przez poszczególne polis "ziemi i wody" (było to czysto formalne podporządkowanie, realnie te miasta nadal mogły rządzić się według własnych praw, a nawet mogły się bogacić, wysyłając swoje towary na ogromny rynek perskiego Wschodu, który docierał aż do rzeki Indus) Tebańczycy (jak i inni Hellenowie przystali na te żądania, widząc zapewne okazję do zbicia majątku w intratnym handlu "z Medami"). Niektórzy historycy sugerują, że to, co odbiło wówczas Ateńczykom, którzy odmówili przyjęcia tej - w zasadzie czysto symbolicznej - podległości Imperium Perskiemu, to była niechęć Aten do Teb, które już wcześniej podporządkowały się Królowi Królów. Odmowa Aten była wyjątkowa w greckim świecie, ale gdy wsparła je również Sparta swoją odmową, rozpoczęły się sławetne wojny grecko-perskie, które uczyniły z tych dwóch polis najpotężniejsze ośrodki Hellady. Po I wojnie perskiej (w roku 490 p.n.e.) wcześniej zawarte umowy z greckimi polis, stały się jakby tymczasowo nieaktualne (do kolejnej inwazji Persów). Po dekadzie obaw i przygotowań do kolejnej inwazji, ruszyła ona wiosną roku 480 p.n.e. i była znacznie potężniejsza i liczniejsza niż ta pierwsza. Gdy król Sparty Leonidas I wyruszył ze swą armią na przesmyk Termopile, wówczas jednym z kontyngentów który go wsparł, byli Tebańczycy, w sile 400 hoplitów. Jednak po klęsce w tej bitwie i ostatecznym zmiażdżeniu Greków przez niezliczone perskie zastępy, Tebańczycy wysłali do Króla Królów posłów, że gotowi są przystać na takie jak pierwotnie warunki, czyli podległości Imperium achemenitów, z zagwarantowaniem prawa do suwerennych rządów wewnętrznych, oraz możliwości zarobkowania poprzez sprzedaż własnych towarów na ogromnym rynku perskim. Persowie przystali na to i odtąd Tebańczycy wiernie im służyli (kontyngent tebański walczył po stronie Persów w przegranej przez nich w bitwie pod Platejami w 479 r. p.n.e. Notabene Plateje zostały zniszczone przez Persów jeszcze w roku 480 p.n.e., a ludność stamtąd zbiegła na Parnas i do Amfissy). Po klęsce Persów i wycofaniu się ich z Grecji, a następnie ofensywie ateńsko-spartańskiej na wyspy i wybrzeża Morza Egejskiego oraz Azji Mniejszej, wszystkie polis, które skompromitowały się podległością Królowi Królów, były uważane za pariasów, niegodnych imienia Helenów. Ten los dotknął również Teby, którym odebrano (po roku 479/78 p.n.e. dominację w Związku Beockim).




Gdy jednak wybuchł konflikt pomiędzy Atenami a Spartą o przewodnictwo nad Helladą i gdy doszło między tymi polis do otwartej piętnastoletniej wojny (w roku 460 p.n.e.), Tebańczycy mieli nadzieję że ich los wreszcie się odmieni. Po zwycięstwie Lacedemończyków w bitwie z Ateńczykami pod Tanagrą w 457 r p.n.e., ci postanowili przywrócić Tebańczykom przewodnictwo w Związku Beockim, ale... nie trwało to długo. Ateńczycy bowiem się przegrupowali i po dwóch miesiącach ponownie ruszyli do boku, a następnie w bitwie pod Enofytą (w tym samym 457 r p.n.e.) odnieśli zwycięstwo, pokonując Tebańczyków i ich sojuszników ze Związku Beockiego. Ateńczycy teraz zdobyli Teby i zburzyli ich mury miejskie, a następnie przez kolejne dziesięć lat kontrolowali całą Beocję, Fokidę i Lokrydę Opuncką (w Tebach utrzymał się jedynie garnizon na wzgórzu Kadmei, będącej prawdziwą twierdzą nie do zdobycia). Teby i inne miasta Beocji kontrolowano poprzez zainstalowanie tam rządów demokratycznych, ale ostatecznie lud zbuntował się przeciwko podległej Atenom władzy, obalił demokratów w Tebach (i innych polis beockich) a następnie w bitwie pod Koroneą (447 r. p.n.e.) zwyciężył Ateńczyków i odzyskał suwerenność. Związek Beocki odrodził się znów pod dominacją Teb. Po zakończeniu 15-letniej tzw.: I wojny peloponeskiej i podpisaniu pokoju trzydziestoletniego w 445 r. p.n.e. niechęć pomiędzy Atenami a Tebami utrzymywała się przez cały ten czas, tym bardziej że Ateńczycy ponownie stali się rzecznikami suwerenności Platei. Gdy więc 431 r. p.n.e. wybuchła II wojna peloponeska pomiędzy Atenami (i ich sojusznikami ze Związku Morskiego) oraz Lacedemonem (i jego sojusznikami ze Związku Peloponeskiego), Tebańczycy natychmiast ruszyli przeciwko Platejom, aby ostatecznie je sobie podporządkować. Ponieważ nie byli w stanie zdobyć miasta, wysłano posłów, by wynegocjowali możliwość powrotu Platei do Związku Beckiego, ale mieszkańcy wymordowali owych posłów, a następnie - będąc już pewnymi że uzyskają azyl w Atenach - w marcu 431 r. p.n.e. wyprowadzili całą ludność z miasta i przenieśli się do Aten, gdzie osiedlili się pomiędzy Długimi  Murami (wybuch późniejszej zarazy jaka spadła na Ateny, był właśnie powodem tak wielkiej liczby różnych uchodźców - nie tylko z Platei, którzy rozbijali koczowiska na linii Długich Murów łączących Ateny z portem w Pireusie). W Platejach pozostawiono jedynie oddział 400 hoplitów i 110 kobiet (które zapewne miały przygotowywać im posiłek i opiekować się rannymi).


TEBAŃSCY HOPLICI



Tebańczycy wysłali armię do Platei, ale oblężenie ciągnęło się przez ponad trzy lata i ostatecznie miasto zostało zdobyte i spalone dopiero w 427 r. p.n.e. Ateńczycy (po wielkim zwycięstwie nad Lacedemonem pod Sfakterią w 425 r. p.n.e.) postanowili również uderzyć na Beocję i w roku następnym ruszyli z wielką armią, pewni swego (podobnie jak 33 lata wcześniej). Jednak w bitwie pod Delium (424 r. p.n.e.) ponieśli jedną z największych klęsk w czasie tej wojny (wielkim męstwem i bohaterstwem wsławił się w tej bitwie Sokrates, który dzielnie walczył w szeregach hoplitów, a następnie ratował rannych Ateńczyków, wynosząc ich w bezpieczne miejsce). W kolejnych latach Tebańczycy wiernie trwali u boku Sparty (chociaż po 421 r. p.n.e. dochodziło pomiędzy nimi do pewnych niesnasek) i konsekwentnie występowali przeciwko Ateńczykom zarówno na polu bitwy, jak również dyplomatycznie (działali np. w Tespiach, gdzie Ateńczycy mieli wielu zwolenników). W 412/411 r p.n.e. zdobyli Oropos (miasto na granicy Beocji i Attyki) i kontrolowali je aż do końca tej wojny, czyli do 404 r. p.n.e. gdy Oropos uzyskało niepodległość (na żądanie Sparty). To rzuciło pierwszą poważną rysę na wzajemnych stosunkach pomiędzy Tebami a Lacedemonem. Po zwycięstwie Tebańczycy byli jednymi z najbardziej gorliwych zwolenników całkowitego zniszczenia Aten, a ludność zamienienia w niewolników, lub też przeniesienia do innych, mniejszych polis. Lacedemończycy byli jednak temu zdecydowanie przeciwni i nawet najbardziej anty-ateński polityk ówczesnego Lacedemonu (czyli właśnie Lizander), nie był aż tak radykalny w swym przekazie. To była druga poważna rysa na stosunkach tebańsko-spartańskich. Tebańczycy pragnęli bowiem zniszczyć Ateny, widząc w nich stałe zagrożenie dla ich interesów w Beocji (przecież gdyby nie Ateny Plateje już dawno znalazłyby się w Związku Beockim i nie trzeba by było do tego używać aż tak drastycznych metod, jak całkowite zniszczenie miasta). Poza tym w ostatnich latach wojny (szczególnie zaś po zdobyciu przez Spartan ateńskiej twierdzy Dekelea w 413 r. p.n.e.) Tebańczycy (wraz z Lacedemończykami) harcowali po Attyce, grabiąc i niszcząc okoliczne wsie, a także zabierając stamtąd zbiegłych niewolników i ruchomości - teraz zaś nie chcieli tego zwracać. Spartański sprzeciw wobec zniszczenia Aten, a także coraz jaskrawsza lacedemońska hegemonia narzucana Grecji, ostatecznie poróżniły ze sobą te dwa, dotąd sojusznicze polis.


SOKRATES RATUJE RANNEGO ALKIBIADESA w BITWIE pod DELIUM
424 r p.n.e.



Gdy więc w Atenach władzę przejęło 30 Tyranów (czyli reżim zainstalowany tam w ramach lizandryjskich dekarchii), Teby były pierwszym miastem Hellady, które udzieliły schronienia demokratycznym uchodźcom z Aten z Trazybulem na czele (404 r. p.n.e.). Gdy zaś demokraci ostatecznie zwyciężyli i po krótkiej interwencji spartańskiej zawarto rozejm na zasadzie: liberalno-demokratyczny rząd w Atenach, oligarchiczny w Eleuzis (403/402 r. p.n.e.) Tebańczycy wykorzystali ten moment i na przełomie 402 i 401 r. p.n.e. ponownie opanowali Oropos. Tebańczycy wiedzieli że w sytuacji gdy Ateny zostały pokonane, a ich związek morski rozwiązany (i zanim ponownie odbudują swoją potęgę, to może minąć nawet kilkadziesiąt lat), Sparta zaś co prawda potężna i dominująca w Helladzie, ale jednak daleka, to wówczas nadarza się okazja, aby właśnie oni - na czele Związku Beckiego - przejęli dominację w tym regionie. Nic też dziwnego że dotychczasowe prospartańskie stronnictwo polityczne, jakie dotąd władało w Tebach, na którego czele stał niejaki Lontiades, straciło wpływy, a do władzy doszli przeciwnicy Sparty (oskarżani przez swych przeciwników politycznych o "attycyzowanie" - czyli prowadzenie polityki pro-ateńskiej, chodź w rzeczywistości była ona pro-ateńska tylko z pozoru, tak naprawdę opierała się głównie na chęci dominacji tebańskiej w Beocji, a także Attyce, Dorydzie, Fokidzie i Lokrydzie). Tej grupie przewodził niejaki Ismenias. Gdy tylko on i jego zwolennicy objęli władzę w Tebach (403 402 r. p.n.e.) ostatecznie drogi Teb i Sparty rozeszły się. Gdy więc w 396 r. p.n.e. król Sparty Agesilaos II (wybrany królem ok. 400 r. p.n.e. przy poparciu Lizandra, który sądził że będzie w nim miał wspólnika swej polityki) na czele 15 000 armii zamierzał wyruszyć do Azji Mniejszej na wojnę z Persją w obronie greckich miast małoazjatyckich (Lizander sądził, że w tych miastach uda się ponownie wprowadzić pro-spartańskich dekarchów), Teby i inne miasta Beocji, jak również Ateny oraz Korynt - odmówiły udziału tej wyprawie. Agesilaos (dobiegający wówczas pięćdziesiątki), tak się podniecił tą wyprawą, że uznał się za nowego Agamemnona, który prowadzi Achajów na świętą wojnę z Troją i podobnie jak tamten, zamierzał udać się do Aulidy, skąd okręty miały przewieźć go do Azji Mniejszej. Aulida leżała jednak w Beocji i gdy tylko władze Związku Beckiego dowiedziały się że król Sparty przebywa w Aulidzie i tam (wzorem swego bohatera z czasów wojny trojańskiej) składa ofiary bogom za pomyślność "wielkiej panhelleńskiej wyprawy przeciwko odwiecznemu wrogowi", wysłały ku niemu jeźdźców beockich, którzy zakazali dalszego składania ofiar, a te, które już zostały złożone, zrzucono z ołtarzy. Agesilaos - pałając ogromnym gniewem - nie mógł jednak nic zrobić, wsiadł na okręty wraz ze swą armią i odpłyną do Azji Mniejszej, ale nigdy, do końca swych dni nie zapomniał Tebańczykom i Beotom ich świętokradztwa.




Mówiło się również że to zachowanie Teban związane było z ogromną łapówką, jaką za pośrednictwem Timokratesa przesłał im satrapa Frygii Hellespondzkiej (która właśnie była atakowana przez Agesilaosa) Farnabazos II. Tebańczycy również doprowadzili do wybuchu wojny korynckiej w 395 r p.n.e. wspierając Lokrydę w walce z Fokidą. Tym samym Teby i Beocja wraz z Atenami, Koryntem, Argos i Persją oficjalnie znalazła się w stanie wojny ze Spartą i Związkiem Peloponeskim. Wojna toczyła się ze zmiennym szczęściem, na początku Lizander - skierowany do Beocji - zdołał przeciągnąć na stronę Sparty tamtejsze miasto Orchomenos (co groziło rozpadem Związku Beckiego), jednak szybka kontrakcja Teb i ich sojuszników przy wsparciu Aten, zadała Lacedemończykom klęskę w bitwie pod Haliartos (395 r. p.n.e.) w której to poległ sam sławny Lizander. Król Agesilaos został odwołany z Azji Mniejszej z nakazem szybkiego powrotu do Hellady. Przemierzył stały ląd wzdłuż północnych wybrzeży Morza Egejskiego z zamiarem zaatakowania Beotów od północy i w bitwie pod Koroneą (394 r. p.n.e.) odniósł zwycięstwo nad 20-tysięczną sprzymierzoną armią Beotów, Ateńczyków, Argijwczyków i Eubejczyków. Sukces był ewidentny, ale Agesilaos postanowił wycofać się na Peloponez i tak też się stało, co realnie przekreśliło jakiekolwiek korzyści z tego płynące (w drodze do Sparty Agesilaos odniósł jeszcze zwycięstwo w świetnej bitwie pod Nemeą nad połączonymi armii Koryntu, Aten i Teb w 394 r. p.n.e.). W 392 r. p.n.e. Lacedemończycy zaproponowali zakończenie tej wojny na warunkach autonomii wszystkich wysp i miast w Helladzie (a to oznaczało rozbicie Związku Beckiego) Tebańczycy odmówili. Kilka miesięcy później (392/391 r. p.n.e.) pojawiła się druga spartańska propozycja zakończenia tej wojny, na zasadzie utrzymania Związku Beckiego, pod warunkiem wszak, aby Orchomenos mogło się z tego Związku oderwać. Obecni w Sparcie przedstawiciele Teb zgodzili się ponoć na te warunki, ale po powrocie do swego miasta, nie uzyskali zgody członków Związku Beckiego, co spowodowało że wojna trwała dalej. W 391 r. p.n.e. młody ateński strateg Ifikrates na przylądku Lechajon nieopodal Koryntu, rozbił (na czele samych tylko lekkozbrojnych trackich peltastów), całą marę 600 doborowych spartańskich hoplitów. Wojna koryncka (bo tak się ona zwała) dobiegła końca w roku 387 p.n.e. gdy zawarto pokój pomiędzy Atenami, Spartą, Persją i innymi polis, na mocy którego dwa państwa wychodziły z tej wojny zwycięsko. Pierwszym była Persja, która po 9 z 10 latach ponownie wracała na wybrzeża Morza Egejskiego, podporządkowując sobie wszystkie greckie miasta i wyspy w Azji Mniejszej. Drugim państwem była Sparta, która choć oficjalnie tej wojny nie wygrała, dzięki pokojowi Antalkidasa (bo taką on nosił nazwę, od imienia perskiego posła, który ów dokument podpisał), stała się gwarantem jego utrzymania, a tym samym lacedemońska hegemonia nad Helladą stawała się bezdyskusyjna. Swoje ugrali również Ateńczycy, którzy stali się teraz jedynym obrońcą Greków na Morzu Egejskim, co umożliwiło im odbudowę Związku Morskiego (o czym pisałem w poprzednich częściach). Największym przegranym zaś bez wątpienia byli Tebańczycy.




Pierwotnie zamierzali oni zaprzysiąc ten pokój w imieniu całej Beocji, jako reprezentant Związku Beckiego, ale nie udzielono im takiej zgody, gdyż każde polis zaprzysięgać miało indywidualnie, przez swych przedstawicieli. Oznaczało to realnie osłabienie, a być może nawet rozbicie Związku Beckiego, dlatego też Tebańczycy odmówili podpisania tego pokoju. Gdy zaś na wiosnę 386 r p.n.e. Agesilaos przeprowadził mobilizację członków Związku Peloponeskiego, którzy mieli wyruszyć do Beocji aby ukarać Teby, ostatecznie Tebańczycy zgodzili się podpisać ów pokój, choć uczynili to z ciężkim sercem wiedząc, że to, co planowali jeszcze dziesięć lat wcześniej (czyli dominacja w regionie), właśnie rozpływa się jak sen srebrny Salomei (😉). Po podpisaniu pokoju Antalkidasa Związek Beocki realnie przestał istnieć. Plateje miały zostać odbudowane, a mieszkańcy tego miasta (którzy ponad 30 lat wcześniej schronili się w Atenach, a następnie uzyskali ateńskie obywatelstwo), mogli teraz wrócić do swego dawnego polis (młode pokolenie, które nie pamiętało rodzinnych stron, teraz przybyło do krainy pełnej ruin i musiało swą pracą odbudować miasto do dawnego znaczenia). Wolność uzyskało również miasto Oropos (jako ciekawostkę dodam tylko, że w tym samym czasie, na zachodzie w Italii miasto Rzym - które wówczas było jeszcze w dużej mierze drewnianą wioską z niewielkimi tylko murowanymi budynkami, którymi głównie były świątynie i to w okręgu Kapitolu - zdobyte zostało przez Galów przybyłych z północy pod wodzą Brennusa {387 r p.n.e}.. Miasto zostało zniszczone, ostał się jedynie umocniony rejon Kapitolu, którego obrońcy uniknęli śmierci dzięki świętym gęsiom kapitolińskim, które podczas nocnego ataku Galów ostrzegły obrońców swymi wrzaskami. Ostatecznie obrońcy Kapitolu musieli zapłacić za odejść się najeźdźców, a wszystko ważono na wielkiej wadze, na którą ostatecznie Brennus zrzucił jeszcze swój miecz z okrzykiem "Vae Victis!" - "Biada zwyciężonym!"). Teby zostały politycznie podporządkowane, a władzę w mieście przejęło znowu pro-spartańskie stronnictwo Leontiadesa. Polis to miało również wspierać Spartę w jej kolejnych wojnach. 


"VAE VICTIS!" - BRENNUSA 



CDN.
 

20 września 2025

GWAŁT - CZY NIEODZOWNY ELEMENT KOBIECEGO LOSU? - Cz. III

NAJDZIWNIEJSZE I (NIEKIEDY)
NAJBRUTALNIEJSZE PRZYPADKI
GWAŁTÓW W HISTORII




III
GWAŁTY W CESARSKIM PAŁACU
   40 r. 
Cz I





"USTAŁO WSPÓŁCZUCIE DLA LOSU LUDZKIEGO POD POTĘGĄ GROZY, A W MIARĘ JAK WZRASTAŁO OKRUCIEŃSTWO, OGRANICZAŁA SIĘ LITOŚĆ"

TACYT



Człowiek, o którym teraz pragnę opowiedzieć, bez wątpienia zasługiwał na miano potwora w ludzkiej skórze, choć może bliższe prawdy byłoby po prostu określenie... szaleniec. Wielu było tyranów na cesarskim tronie w antycznym Rzymie (swoją drogą nie wiem dlaczego do tego grona dopisuje się Nerona, który bez wątpienia był cesarzem powszechnie kochanym przez lud, czego dowodem jest fakt pojawiania się po jego śmierci w różnych częściach Imperium bardzo wielu "cudownie ocalonych" Neronów - gdyby było inaczej, to tamci uzurpatorzy nie ryzykowaliby własnego życia, podając się za kogoś powszechnie znienawidzonego), ale Kaligula (czyli Gajusz Juliusz Cezar) bez wątpienia był wyjątkowy. Urodził się 31 sierpnia 12 r. naszej ery, czyli jeszcze za rządów Augusta, swego pradziada. Ojcem małego Gajusza Kaliguli był Germanik (Gajusz Klaudiusz Druzus Cezar Germanik), matką zaś Agrypina Starsza (Wipsania Agrypina). Ojciec jego był niezwykle popularnym żołnierzem i politykiem, był wręcz uważany w ostatnich latach rządów Augusta i na początku rządów Tyberiusza, za drugą osobę w państwie. Gdy na świat przyszedł Kaligula, Germanik miał 26 lat i przed sobą wspaniale rozpoczynającą się karierę zarówno wojskową, jak i polityczną (wielu bowiem widziało w nim następcę Augusta). W 12 roku pełnił urząd konsula, miał już wówczas za sobą odniesione zwycięstwo (wraz z Tyberiuszem - swym wujem) w stłumieniu buntu Batów w Panonii (7-9 r.), oraz z powodzeniem walczył za Renem w Germanii, przeciwko plemionom Cherusków, Brukterów, Marsów i Chattów (11-12 r.), ponownie przywracając na tym terenie autorytet Rzymu, mocno nadszarpnięty po klęsce Warusa w bitwie w Lesie Teutoburskim (9 r.). W 13 roku, został Germanik przez Augusta ogłoszony głównym wodzem rzymskich sił nad Renem.

Matka Kaliguli zaś była szanowaną rzymską matroną, wnuczką Augusta. Jej dom w Rzymie (ładna, ale dość skromna posiadłość na Palatynie), był miejscem, w którym widać było wzajemną miłość i szacunek Agrypiny do Germanika i do dzieci. Dom był ponoć pełen zieleni, ale i tak gdy zaczynało się lato, opuszczano miasto i przenoszono się do nadmorskiego kurortu w Ancjum (bardzo popularnego wśród rzymskiej plutokracji), te upodobania Agrypina odziedziczyła jeszcze po swej matce Julii Starszej (córki Augusta). Do Ancjum uwielbiała też latem przyjeżdżać Liwia Druzylla (małżonka Augusta i babka Germanika). Cyceron pisał, że gdy jeszcze Liwia była żoną Tyberiusza Klaudiusza Nerona (ojca cesarza Tyberiusza), przyjaźniła się z żoną i córką Cycerona - Terencją i Tullią, z którymi wspólnie spędzała czas właśnie w Ancjum. W Ancjum na świat przyszedł również Kaligula. W Ancjum czas mijał powoli, można było uciec od wścibskich oczu, zabawić się, poświętować w gronie przyjaciół (a raczej przyjaciółek, jeśli idzie o kobiety). W Rzymie bowiem kobiety, szczególnie te z dobrych rodzin, musiały uważać na swoje słowa, trzymać się pewnej niepisanej etykiety, pewnego zachowania, musiały też ograniczyć spożycie alkoholu. W Ancjum mogły sobie pozwolić na więcej, choć oczywiście też nie było mowy o jakimkolwiek publicznym zgorszeniu. Jeżeli żona nie potrafiła odpowiednio zachować się przy stole, mąż mógł przydzielić jej podczas "babskich spotkań", męskiego "opiekuna" (najczęściej członka swojej rodziny), który miał pilnować co kobiety mówią i jak się zachowują. Życie Agrypiny i Germanika (jak to opisują historycy), oparte było jednak na wzajemnym zaufaniu i miłości.

On był politykiem, żołnierzem i oficerem, bardzo wpływowym człowiekiem, u którego wielu szukało protekcji. Nic więc dziwnego że ich dom w Rzymie od wczesnych godzin (ok. 10 rano), pełen był właśnie takich ludzi, którzy przychodzili, aby poprosić Germanika o wsparcie we własnej sprawie, lub poskarżyć się na niesprawiedliwość, licząc na jego poparcie i wstawiennictwo. Ta procedura była dość powszechna w Rzymie i nazywała się salutatio, czyli poranna audiencja. O ile więc Germanik zajmował się przyjmowaniem tych ludzi i wysłuchiwaniem ich próśb i żali, o tyle w tym samym czasie Agrypina w innym pomieszczeniu przekazywała służbie codzienne obowiązki i nadzorowała prowadzenie domu przez niewolników (mogła też w tym czasie spotykać się z przyjaciółkami). Żony mogły też wyjechać do jednej ze swych posiadłości (zamożne rzymskie rodziny utrzymywały po kilka willi, zaś szczególnie popularne tereny na spędzenie wiosny i lata, to były miejscowości Ancjum, Zatoka Neapolitańska, Jezioro Lukryńskie, Góry Albańskie i Sabińskie. Tam wypoczywano od zgiełku wielkiego miasta. Często też kobiety posiadały swoje własne, prywatne domy (nie mogły jednak dziedziczyć majątków liczących powyżej 100 tys. asów - 4 asy to była jedna sestercja. Działo się tak już od 169 r. p.n.e. na mocy ustawy Lex Voconia). W 13 roku, gdy Germanik otrzymał nominację na wodza Armii Renu, cała rodzina musiała opuścić Rzym (choć pierwszy wyjechał sam Germanik, Agrypina z dziećmi - Klaudiuszem Neronem, Druzusem i Gajuszem Kaligulą dotarła do niego trochę później. Na tę okazję listownie pożegnał się z nią jej dziadek, który uwielbiał z nią rozmawiać i korespondować -  Oktawian August, pisząc na zakończenie: "Żegnaj, moja Agrypino, i staraj się w zdrowiu zajechać do swego Germanika", był to jego ostatni już list wysłany do wnuczki, zmarł kilka miesięcy później w Noli.


INTELEKTUALNY POTENCJAŁ MŁODEGO GAJUSZA OKTAWIUSZA - PRZYSZŁEGO AUGUSTA - DOSTRZEGŁ Z PEWNOŚCIĄ RÓWNIEŻ SAM CEZAR - JEGO STRYJECZNY DZIADEK, KTÓRY W SWYM TESTAMENCIE USYNOWIŁ GO I UCZYNIŁ SPADKOBIERCĄ SWEGO MAJĄTKU I NAZWISKA



Sierpień i wrzesień 14 r. to nie były bezpieczne, ani przyjemne miesiące dla rodziny cesarskiej, szczególnie zaś tej, która przebywała nad Renem. 19 sierpnia zmarł cesarz Oktawian August w wieku 76 lat. Przez 44 lata władał całym Imperium Rzymskim, zaś przez 53 lata jego zachodnią częścią. Cezar lubił z nim dyskutować i publicznie zachwalał jego rozsądek i przenikliwość. Oktawian nie miał nawet 19 lat, gdy Cezar został zasztyletowany w Senacie, choć w swym testamencie usynowił go i obdarzył własnym nazwiskiem (i majątkiem, oraz, co wydaje się kluczowe w tym wszystkim - poparciem swoich weteranów), Oktawian był bowiem stryjecznym wnukiem Cezara. Oktawian i Marek Antoniusz pokonali potem wspólnie zabójców Cezara - Brutusa i Kasjusza (42 r. p.n.e.) podzielili pomiędzy siebie Imperium (40 r. p.n.e.) i ostatecznie ponownie rzucili się sobie do gardeł. Z tego konfliktu zwycięsko wyszedł Oktawian, pokonując pod Akcjum (31 r. p.n.e.) flotę Antoniusza i Kleopatry (nie wiadomo dlaczego Kleopatra opuściła pole bitwy, odpływając na swym okręcie, co spowodowało że Antoniusz porzucił wojsko i popłynął za nią na łódce. Potem przez całą drogę się do niej nie odzywał, nie przyjmował posiłków i jedynie rozpamiętywał własną hańbę. Ostatecznie on i Kleopatra przegrali, bo wojsko odwróciło się od wodza, który porzuca własne oddziały i pędzi za kobietą, choćby nawet była ona królową. Oktawian stał się więc niepodzielnym władcą, zdobywając Egipt (30 r. p.n.e.). Trzy lata później Senat przyznał mu tytuł Augusta i odtąd już niepodzielnie przez 40 lat rządził będzie Imperium aż do swej śmierci.




 Teraz jego następcą został syn Liwii Druzylli - Tyberiusz, choć stało się to zapewne wbrew woli samego Augusta, który swym następcą pod koniec życia pragnął uczynić swego wnuka (którego usynowił) Agrypę Postuma (Marek Juliusz Cezar Agrypa Postumus). Testament Augusta (złożony u westalek) zmieniła jednak Liwia, pragnąc aby władzę po mężu uzyskał jej syn, co było też równoznaczne z uśmierceniem Augusta (ponoć miał zostać zatruty owocem ze swego sadu, a jako że August osobiście zrywał owoce prosto z drzewa, Liwia nie mając wyjścia nakazała oblać trucizną... wszystkie owoce w sadzie Augusta). Teraz, po śmierci Oktawiana Augusta wojska stacjonujące nad Renem podniosły bunt przeciwko nowemu cezarowi. Sytuacja była bardzo niebezpieczna (sam Tacyt pisze tylko o "wściekłej rewolcie", lecz sytuacja była dużo, dużo gorsza), bowiem żołnierze byli zrozpaczeni. Przede wszystkim długą służbą wojskową oraz brakiem widocznych korzyści po przejściu na emeryturę (którą zresztą też trzeba było wybłagać). Żołnierze mieli do wyboru: albo służyć praktycznie do śmierci w wojsku za marny żołd, albo, po uzyskanej emeryturze stać się żebrakiem (oficerowie skąpili bowiem pieniędzy dla żołnierzy, którzy opuszczali legiony). Do tego dochodziły ciągłe razy od centurionów za najdrobniejsze przewinienia, biegi w pełnym umundurowaniu i z taborami wśród upokorzeń i bluzgów, no i oczywiście ciągłe narażanie życia w walkach z atakującymi zza rzeki plemionami. Wreszcie wśród żołnierzy zaczął tlić się bunt.

Jak do niego doszło? Dokładnie nie wiadomo w którym legionie wybuchł on pierwszy, ale pewnego dnia, pod wpływem informacji o śmierci Augusta i nominacji Tyberiusza, żołnierze poczęli budować z kawałków darni prowizoryczny pagórek, symbolizujący trybunał, po czym uwolnili z więzień swoich towarzyszy (w tym skazanych na karę śmierci dezerterów) i zaatakowali oficerów. Prefektów wyciągali z namiotów i kazali im ubrać cały żołnierski ekwipunek, zmuszając do wielogodzinnych marszów aż do wyczerpania. Najbardziej okrutni centurioni, byli biczowani aż wyzionęli ducha, po czym ciała wyrzucano na umocnienia, resztę kadry oficerskiej  legionów upokarzano w inny sposób. Wojsko miało już dość poświęceń dla ojczyzny, niczego za to nie otrzymując w zamian. W Rzymie gwardia pretoriańska stworzona przez Augusta (choć wcześniej też istniały pewne rozproszone formacje republikańskie) opływała w dostatki, a do tego nie musiała obawiać się ataków i narażać swego życia, oni zaś dostawali głodowy żołd i cały czas byli poddawani nieustannym szykanom. Dosyć, mieli już dosyć. Po rozprawieniu się z najbardziej okrutnymi oficerami, żołnierze postanowili jakoś zakończyć bunt, ale tak, aby nie spotkała ich za to żadna kara. Obiecali więc Germanikowi - jako dowódcy Armii Renu, swoje poparcie przeciwko Tyberiuszowi w walce o władzę w Rzymie. Ten jednak zwlekał z podjęciem decyzji i jednocześnie wysłał swą żonę Agrypinę z Kaligulą i dzieci do obozu Trewirów (belgijskiego plemienia), aby zapewnić im bezpieczeństwo. Następnie odmówił podjęcia konfrontacji w walce o władzę ze swym wujem. Wkrótce udało mu się też zaprowadzić spokój i dyscyplinę w oddziałach (nie obyło się jednak bez ofiar śmiertelnych w niektórych legionach), a z pomocą przyszło Germanikowi... zaćmienie słońca, które żołnierze odebrali jako zły znak (zapowiedź ich surowego ukarania). Germanik wprowadzając porządek w wojsku, jednocześnie wyprowadził żołnierzy przeciwko ludom za Renem, sądząc że najlepszą karą będzie zmycie hańby buntu w walce za Rzym.




Przez dwa kolejne lata (14-16) toczył Germanik ciężkie boje w Germanii, w wyniku których (wypływając z obozu Traiectum) podbił najpierw całą dzisiejszą Holandię (czyli kraj Fryzów), potem uderzył na Ampsiwarów. W 15 r. stoczył nad rzeką Amisa (północno-zachodnie Niemcy) bitwę z Cheruskami i Brukterami, mszcząc jednocześnie klęskę z Lasu Teutoburskiego i odbijając znaki legionowe Warusa. Potem pokonał te plemiona jeszcze w bitwach pod Idistaviso i Angrivarierwall. Dotarł w swej kampanii do porzuconego obozu rzymskiego na ziemiach Marsów, oraz udało mu się odnaleźć kości pomordowanych rzymskich żołnierzy, których po zwycięstwie Cheruskowie spalili żywcem w klatkach. Pochowano ich z honorami oraz wzniesiono pomniki swego zwycięstwa w samym środku puszczy, po czym powrócono za Ren. W efekcie tej kampanii udało się podporządkować znaczne tereny dawnej Germanii Magny i prawie odtworzyć tę utraconą prowincję. Tyberiusz jednak nakazał Germanikowi czym prędzej wracać do Rzymu, choć ten prosił cesarza w listach, aby dał mu jeszcze rok, a przywróci dawną prowincję, Tyberiusz jednak nie wyraził na to zgody. W początkach maja 17 r. cała rodzina powróciła więc do Rzymu (choć również i Agrypina wykazała się podczas tych walk nad Renem bohaterstwem, osobiście doglądała i opatrywała rannych żołnierzy, a gdy okazało się że jakaś grupka nieprzyjaciół zbliża się do rzeki, pospiesznie nakazała zerwać most na Renie, aby uniemożliwić im przejście. Jej zachowanie było potem powodem do debaty publicznej w Senacie na temat zabierania ze sobą żon przez namiestników i dowódców wojskowych (21 r.). Przeciwnicy postulowali: "Płeć ta jest słaba i do trudów niezdatna, lecz także jeśli się jej swobodę zostawi, okrutna, ambitna i chciwa władzy; włóczą się między żołnierzami (...) niedawno pewna kobieta przewodniczyła ćwiczeniom kohort i manewrom legionów (...) One to, niegdyś (...) hamowane, rządzą teraz, kiedy im więzy rozluźniono, domami, sądami, już nawet armiami". Zwolennicy zaś zabierania ze sobą żon podkreślali, że jest to najlepsza możliwość, aby żonę mieć cały czas na oku i kontrolować "słabości dane jej płci", mówiąc: "Pod osobistym nadzorem ostoi się czystość małżeństwa; a cóż będzie, jeśli w ciągu wielu lat, niby w jakimś rozwodzie, pamięć o nim się zatrze?". Przekonywali oni że żony należy ze sobą zabierać, bowiem tylko wtedy poskromi się i będzie miało na oku wszystkie te kobiece słabości, a poza tym żona musi ciągle czuć władzę swego męża, nie da się jednak tego czynić na odległość. Te argumenty przeważyły i coraz częściej dowódcy i namiestnicy prowincji zabierali ze sobą własne żony (jak choćby namiestnik Judei - Poncjusz Piłat w 26 r. zabierając ze sobą swą żonę Klaudię Prokulę).




W maju 17 r. Germanik, Agrypina ich trzech synów (Klaudiusz Neron, Druzus i Gajusz Kaligula) oraz dwie urodzone już w Germanii córki (Agrypina Młodsza - przyszła matka cesarza Nerona i Julia Drusilla), powrócili do Rzymu. Ich dom na Palatynie (choć wkrótce potem rodzina przeniesie się na Kwirynał), powoli wracał do życia. Agrypina zajęła się uporządkowywaniem domu (sprowadzała malarzy, wyznaczała zadania niewolnikom którzy przestawiali meble lub dokonywali prac porządkowych), zaś Germanik przygotowywał się do odbycia triumfu, jaki został mu przyznany decyzją Senatu po jego zwycięskich walkach w Germanii. Germanik był bardzo popularny wśród ludu rzymskiego, a także on i Agrypina byli też uważani za wzór cnót rzymskiego małżeństwa. Cesarz Tyberiusz zdawał sobie z tego sprawę i wiedział że Germanik stanowi dla niego realne niebezpieczeństwo, nawet jeżeli on sam zachowywał się wobec cesarza bardzo lojalnie. Tyberiusz nie był popularny i prócz niewielkiej grupki przyjaciół, raczej odpychał wszystkich innych swym nieprzystępnym i podejrzliwym charakterem. Był też już stary (miał 58 lat), podczas gdy Germanik był w kwiecie wieku (31 lat) i odznaczał się niespożytą energią. Podobnie lubiana była Agrypina, którą ceniono nie tylko za urodę, inteligencję i cnoty przystępne rzymskiej matronie, ale podziwiano też jej odwagę i dumę, gdy podczas wybuchu buntu żołnierzy nad Renem, będąc w ciąży, nie zamierzała opuszczać swego męża, mówiąc że od Boskiego Augusta pochodzi (Oktawian August po swej śmierci w sierpniu 14 r. został decyzją Senatu deifikowany - czyli uznany za boga) i nie chce w obliczu niebezpieczeństwa okazać się wyrodną. Germanik jednak wówczas zmusił ją do wyjazdu, aby spokojnie urodziła w grodzie belgijskiego plemienia Trewirów. Odjazd Agrypiny - w otoczeniu obcych, belgijskich wojowników - wzruszył legionistów, którym zrobiło się głupio, że oto musi ona chronić się u obcych przed swoimi.

Tyberiusz wiedział jednak że ta kobieta również może być niebezpieczna. Cóż bowiem jeszcze robiła ona w obozach wojskowych nad Renem (o czym wieści docierały do cesarza)? Otóż obnosiła ona swojego małego synka - Gajusza, zwanego żartobliwie przez żołnierzy "buciczkiem" ("Caligae" - stąd Kaligula) i nazywała go cezarem Kaligulą. Poza tym ośmielała się wraz z mężem dokonywać musztry oddziałów, przyznawała podarki najodważniejszym żołnierzom, którzy tak ją pokochali, iż miała u nich większe poważanie niż cesarscy legaci. Agrypina była bardzo przystępną osobą i to zarówno prywatnie jak i publicznie, nigdy się nie wywyższała, nie była butna, choć czasami stawała się dumna, gdy zaistniały ku temu odpowiednie okoliczności. Małżeństwo Germanika i Agrypiny było zgodne i stanowiło przykład dla innych par (gdyby w tamtych czasach istniała tabloidowa prasa kobieca, zapewne właśnie plotki o tej rodzinie pojawiałyby się najczęściej). Choć należy też dodać, że w omawianym okresie pozycja rzymskiej kobiety była już bardzo wysoka. Teoretycznie po ślubie majątek żony (jej posag) był dołączany do majątku męża, ale w przypadku rozwodu żona otrzymywała go z powrotem (choć część pieniędzy w takim wypadku rozwódka powinna ofiarować bogini Cererze w jej świątyni, ale nie zawsze się trzymano tego starego obyczaju). 


GERMANIK I AGRYPINA 



Żona nie była też bezwolnym przedmiotem wszechwładzy ojcowskiej czy mężowskiej, jak to miało miejsce w wiekach wcześniejszych i jeśli nie wyraziła zgody na małżeństwo, to ani ojciec ani mąż nie mogli już jej do niego przymusić. Zresztą nie trzeba było wcale się pobierać, bowiem już w czasach Augusta pojawił się zwyczaj życia "na kocią łapę". Wyglądało to następująco: para żyła ze sobą bez przerwy i zamieszkiwała pod jednym dachem, choć formalnie nie byli oni małżeństwem. Było to o tyle wygodne dla kobiety, że mogła swobodnie operować swoim majątkiem i nie musiała wnosić go do majątku jej partnera. Ale zwyczaj ten polegał również na tym, że jeśli para przez cały rok bez przerwy mieszkała ze sobą, wówczas kobieta była już uważana za żonę i musiała przejść pod jurysdykcję partnera/męża oraz ofiarować mu swój posag. Ale wystarczyło, aby kobieta w ciągu tego roku na trzy dni opuściła dom partnera, aby wszystko się skasowało i kolejny rok był liczony od nowa. W taki sposób bez ślubu można było żyć latami. Jeśli mąż zdradził żonę, tracił automatycznie prawo do zarządzania wniesionym przez nią do wspólnego związku posagiem, żona mogła też wystąpić wówczas o rozwód. Jeśli żona zdradziła męża, rozwód był orzekany automatycznie na życzenie męża, a dodatkowo wniesiony przez kobietę posag przechodził bezpośrednio na męża (można było jednak tego uniknąć, ale kobieta musiała wtedy poddać się odpowiedniej karze, jaką zlecił jej mąż).




CDN.

19 września 2025

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. IV

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. I



 ACHAJOWIE WRACAJĄ DO DOMU 
PO ZDOBYCIU TROI 




SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. I






SŁOWIANIE W GRECJI
(ok. 1800 r. p.n.e. - ok. 1180 r. p.n.e.)
Cz. I


WERSJA MITOLOGICZNA


W jakich okolicznościach słowiańskie plemiona z północnej Europy (z ziem dzisiejszej Polski, Czech i południowo-wschodniej części Niemiec) pojawiły się w Helladzie (na długo, nim ta nazwa w ogóle zaczęła być używana)? Aby spróbować odpowiedzieć na to pytanie, należy podzielić odpowiedź przynajmniej na dwie części. Część pierwsza, będą to informacje mitologiczne - czyli ogólne, legendarne, które Grecy przekazywali sobie z pokolenia na pokolenie, a część druga to będą już informacje bardziej szczegółowe (np. takie, czy Słowianie wzięli udział w... pierwszej wojnie o Troję, a nie była to jeszcze ta sławna wojna, która przetrwała w legendzie o Helenie, Parysie, Agamemnonie, Achillesie i Hektorze), połączone z (nielicznymi niestety) przekazami z channelingów na ten temat. Część druga tego tematu, bez wątpienia będzie bardziej rozbudowana i zawierająca o wiele więcej informacji (przede wszystkim historyczno-archeologicznych) o przybyciu Słowian (Dorów/Gorów), ich walk na terenie Hellady z Achajami i Pelazgami, oraz interwencje w Troadzie, a także późniejszą ekspansję. Posiadam na ten temat dość dużo informacji i warto je wreszcie zebrać w jedną całość. Przy opisywaniu zjawisk mitologicznych również będę się starał przyporządkować je czasowo do wydarzeń historycznych, o których to (głównie) opowiem w części drugiej. Natomiast faktem jest, iż plemię Dorów było słowiańskie, gdyż nawet historycy (którzy nigdy nie wymieniają Słowian z nazwy, przedstawiając ich najazd na Grecję), piszą o plemionach z kręgu "kultury łużyckiej", która to obejmowała (mniej więcej) właśnie ziemie dzisiejszej Polski, Czech, Słowacji i Saksonii. I to właśnie plemiona z kręgu "kultury łużyckiej" miały również potem dokonać niszczycielskiego najazdu na Anatolię, Lewant i Egipt (choć historycy nadali tym rozproszonym plemionom nazwę "Ludów Morza"), a potem część tych plemion miała również osiąść na zajmowanych terenach, choć większość z nich bardzo szybko - z biegiem wieków - uległa asymilacji z autochtonami (najpoważniejszym ludem słowiańskim, który przeszedł do historii i najdłużej zachował własną niezależność na terenach Palestyny - to byli Filistyni - o tym również opowiem). W każdym razie postaram się teraz (krok po kroku) opisać migrację plemion "kultury łużyckiej" do Hellady i podbój przez nich Peloponezu. 
 

 

 
DORYDA
 
 
 Grecy wierzyli że prawdziwa migracja Hellenów do Grecji zaczęła się wraz z nadejściem plemienia Dorów, po których również przybyć mieli Eolowie czy Ilirowie. Pierwsi do Hellady wkroczyli (ok. 2000 r. p.n.e.) Achajowie i (mniej liczni) Jonowie. Dopiero potem (ok. 1800 r. p.n.e.) przybyć miało z Północy waleczne plemię Dorów. Jak już jednak kilkukrotnie pisałem, było to późniejsze zniekształcenie pierwotnej nazwy ludu, który wywodził ją od kultu i siły ognia - Gorów (od starosłowiańskiego słowa Gore - czyli "Palić", "Wypalać"). Pierwotnie plemię to nie było zapewne duże, gdyż po ominięciu ziem zasiedlonych przez Pelazgów w Epirze i Tesalii (Pelazgowie to byli prawdziwi autochtoni Hellady i prawdopodobnie - choć nie ma oczywiście na to żadnego potwierdzenia w channelingach - byli w jakiś sposób spokrewnieni z "jońskimi" buntownikami z Atlantydy, którzy zostali tu ostatecznie osadzeni w czasach walk o władzę pomiędzy kastą "Synów Beliala", a reformatorami religijnymi z kręgu wspólnoty ozyriańskiej - ale to temat nie na tę serię), ostatecznie osiedlili się w górzystej Dorydzie, leżącej pomiędzy Etolią, Tesalią a Fokidą (oczywiście owe nazwy jeszcze nie istniały w omawianym okresie). Żyli tam w dość ciężkich warunkach przez pierwsze 550 lat. W tym też czasie w Helladzie dominowali Achajowie (głównie na Peloponezie), Jonowie (Attyka) i Pelazgowie (Beocja, Tesalia, Epir, Arkadia, Achaja, Elida), a Dorowie/Gorowie byli wówczas zapewne jeszcze zbyt słabi, aby móc w ogóle myśleć o rzuceniu wyzwania potężnym Achajom z Myken, Tirynsu czy Argos. Według legendy, Dorowie pierwotnie mieszkali w krainie pod górą Ojte, której to północna część schodzi ostro w kierunku morza, tworząc tam jedynie ciasny przesmyk, zwany Termopilami. W tej krainie było im jednak coraz ciaśniej, tym bardziej że urodzajnych terenów i żyznych pastwisk nie było tam wiele. Wielokrotnie słyszeli oni o bogatym, południowym królestwie, pełnym urodzajnych ziem i zamożnych miast, które to zwano "Wyspą Pelopsa" (czyli Peloponezem). Według mitów, Dorowie uważali się za równoprawnych Greków z innymi ludami, a nawet twierdzili, iż to właśnie im najbardziej należy się władza nad południową krainą, gdyż ich przywódcy (królowie) byli potomkami Heraklesa, ten zaś (od strony matki) był prawnukiem Perseusza - króla potężnego miasta Argos na Peloponezie. A ponieważ ród Perseusza w Argos wygasł, przeto potomkowie Heraklesa powinni teraz dziedziczyć ów tron.


HYLLOS
 

Tak właśnie twierdził Hyllos - syn Heraklesa, który w tym celu posłał zapytanie do wyroczni Apollina w Delfach, czy bóg sprzyja jego ludowi i czy pozwoli mu przedsięwziąć udaną wyprawę na Peloponez. Odpowiedź, jaka nadeszła z wyroczni delfickiej, brzmiała: "Czekajcie trzeciego plonu". Usatysfakcjonowany taką przepowiednią Apollina Hyllos poczekał dwa lata i gdy w trzecim roku na nielicznych polach Dorydy zebrano już zboże, zwołał zbrojnych i na ich czele wyruszył na podbój "Wyspy Pelopsa". Jednak drogę w głąb półwyspu zagradzał mu bardzo ciasny przesmyk, zwany Korynckim i podobnie jak w Termopilach, wystarczyło obsadzić go nawet niewielką liczbą żołnierzy, aby powstrzymać choćby najsilniejszą armię, a takiej Hyllos nie posiadał. Dorowie stanęli więc nad Przesmykiem i nie byli w stanie w żaden sposób przełamać oporu Achajów, wreszcie Hyllos wystąpił z propozycją pojedynku - jeden na jeden - którego zwycięzca stanie się panem całego Peloponezu. Achajowie podnieśli rękawicę i do walki z królem Dorów wystąpił władca arkadyjskiego miasta Tegea - Echemos. Hyllos był pewnym zwycięstwa, przecież sam bóg obiecał mu Peloponez po odczekaniu "trzeciego plonu", a poza tym był synem sławnego Heraklesa - który swą maczugą poskramiał najgroźniejsze potwory - dlatego też przystępował do walki pełen buty i pogardy dla przeciwnika. Jednak w trakcie walki okazało się, że Echemos nie jest wcale taki łatwy do pokonania i ostatecznie to on zabił Hyllosa. Przerażeni Dorowie musieli zawrócić do swej górzystej krainy (ok. 1220 r. p.n.e.). Przegrani i zniechęceni, zaczęli szemrać iż bóg ich oszukał, gdyż obiecał im "Wyspę Pelopsa" a obietnicy swej nie dotrzymał. Wiele było wyrzeczeń i żali w kierunku Apollina, ale gdy emocje nieco opadły, wystąpił z tłumu pewien starzec i rzekł, że bóg wcale ich nie oszukał, a jedynie oni źle pojęli jego słowa. Apollo powiedział przecież: "Czekajcie trzeciego plonu", jednak nie chodziło mu wcale o plon zboża, lecz o plon... ludzi. Pierwszy plon wzrasta wraz z synem Hyllosa, drugi plon utworzy wnuk Hyllosa i dopiero prawnukowie poległego króla zdobędą Peloponez. 




OKSYLOS I POKONANI ZWYCIĘZCY
 
 
 Było ich trzech! Temenos, Aristodemos i Kresfontes - prawnukowie Hyllosa rośli i mężnieli w tym samym czasie, gdy właśnie trwała wielka wojna Achajów z Trojanami i gdy Agamemnon toczył walki z Priamem, a Achilles pojedynkował się z Hektorem. Gdy wielka Troja upadła, a tamtejsi mężczyźni zostali wymordowani, kobiety zaś i dzieci trafiły w niewolę, zwycięzcy Achajowie powrócili do swych krain obładowani łupami i pełni dumy, nie wiedząc że już za parę lat ich własna ziemia padnie łupem innych najeźdźców, górali z północnej Dorydy. Trzej bracia - wodzowie Dorów - nim jednak wyruszyli zbrojnie na podbój Peloponezu, postanowili (podobnie jak ich pradziad) zapytać o radę wyroczni delfickiej, w jaki sposób mają posiąść tę ziemię i w tym celu osobiście się tam wyprawili. Odpowiedź Apolla brzmiała: "Wybierzcie wodzem jednookiego!" Zdziwili się wówczas Heraklidzi, skąd bowiem wziąć mają teraz takiego cyklopa? W tym samym jednak czasie do Delf przybył z równie naglącą potrzebą król Etolii - Oksylos, który podczas jednej z bitew z Achajami stracił oko, które to okrywał kawałkiem materiału. Trzej bracia nawiązali z nim kontakt i porozumieli się co do wspólnej pomocy w walce z Achajami. W zamian za pomoc król Etolów zażądał sporej części północnego i zachodniego Peloponezu, a gdy tę sprawę uzgodniono, Oksylos rzekł: "Przesmykiem przejść nie sposób. Ale w ojczyźnie mojej jest pewne miejsce, gdzie zatoka się zwęża i północny brzeg Wyspy Pelopsa podchodzi całkiem blisko południowej krawędzi Etolii. Góry są tam porośnięte lasem, wybudujemy okręty i na nich przewieziemy wojsko na drugi brzeg". Tak też się stało, zaś miejsce, gdzie rozpoczęto budowę okrętów nazwano potem Naupaktos (co znaczy "budować statek") i wzniesiono miasto o tej właśnie nazwie. Gdy wszystko było już gotowe, przetransportowano wojsko na drugi brzeg i nim król Argos (które to polis wówczas dominowało na Peloponezie) - Tisamenos (wnuk Agamemnona) zdołał zebrać wojsko, najeźdźcy opanowali prawie całą północ. Ostatecznie do wielkiej bitwy doszło w okolicach miasteczka Klitor w Arkadii, leżącego między górami Erymantus i Kyliene. Bitwa przez Achajów została przegrana (ok. 1180 r. p.n.e.), ich król poległ w walce, a większość dzielnych wojowników spod Troi (i ich potomków) padła wraz z nim. To był koniec achajskiego świata i podobnie jak kilka lat wcześniej Troja, tak teraz Peloponez stał się łupem dumnych zwycięzców (a w tym czasie Eneasz - uciekinier spod Troi - docierał wraz ze swym synem Iulusem do brzegów Italii, zaś jego potomkowie Romulus i Remus mieli stać się w przyszłości założycielami Rzymu. Nic dziwnego więc że Troja dla Rzymian była uważana za Miasto-Matkę i każdy rzymski dowódca lub poseł, wyprawiony do Azji Mniejszej, obowiązkowo musiał oddać w Troadzie cześć cieniom Priama i Hektora). 




PODZIAŁ PELOPONEZU
 
 
Zwycięzcy przystąpili teraz do dzielenia łupów. Północ i północny-zachód zostały zgodnie z umową oddane Oksylosowi (tam potem powstały krainy Achaia i Elida, której to najważniejszym miastem, była słynna w całej Grecji Olimpia). Do podziału pomiędzy braćmi pozostały więc krainy: na wschodzie Argolida z wielkimi miastami Argos, Mykenami i Tirynsem - kraina co prawda mało urodzajna, ale honorowa, królewska z głównymi ośrodkami całego Peloponezu. Na południowym-wschodzie Lakonika z urodzajną doliną Eurotasu, choć to był jedyny plus tej górzystej krainy. Na południowym-zachodzie leżała zaś najżyźniejsza ziemia - Mesenia, pełna urodzajnych pól i pastwisk. W centrum była jeszcze Arkadia poprzecinana górskimi pasmami tak licznie, że żaden z braci nie chciał jej przyjąć, pozostała więc zasiedlona i kontrolowana przez lokalnych Achajów. Wkrótce po zwycięstwie zmarł jeden z braci - Aristodemos, przeto schedę po nim przejęli jego dwaj nieletni synowie - bliźniacy Eurystenes i Prokles. Heraklidzi wznieśli trzy ołtarze ku czci Zeusa i poprzysięgli sobie wzajemną pomoc oraz wsparcie w wypadku ataku kogoś z zewnątrz. Wszyscy jednak pragnęli posiąść żyzną Mesenię by wykarmić swe stada i ludzi, którymi przewodzili. Postanowiono więc oddać przyszłość Peloponezu w ręce bogów, zdając się na ich wolę w czasie losowania. A wyglądało ono następująco: do glinianego dzbana nalano wody i każdy z braci wrzucał tam swój los (czyli kamyk). Następnie wodę potrząsano i wylewano, a który kamyk pierwszy wypadł z dzbana, ten z braci obejmował Argolidę (jako królewską krainę), następny Lakonikę i dopiero ostatni kamyk oznaczał żyzną Mesenię - liczyło się więc który kamyk wypadnie ostatni, a nie pierwszy. I jeden z braci - imieniem Kresfontes - postanowił dopomóc losowi i miast czekać na wyrok bogów, wziął sprawy we własne ręce. Gdy więc bracia wkładali do dzbana swe kamyki, Kresfontes podniósł gródkę ziemi i wrzucił ją do wody, a gdy ziemia szybko się rozpuściła i gdy wodę wylano, wypadły z niej kamyki: pierwszy Temenosa - wziął więc Argolidę, drugi Eurystenesa i Proklesa - im przypadła Lakonika z jej stolicą Lacedemonem (Spartą - z tego też powodu zawsze potem w Sparcie władać miało jednocześnie dwóch królów, potomków owych braci bliźniaków), a Kresfontes objął wymarzoną Mesenię. Jednak oszustwo wyszło po jakimś czasie (dzięki wyroczni delfickiej) i na Kresfontesa spadło odium krzywoprzysięzcy (bracia bowiem przysięgali na bogów - więc złamanie tej przysięgi było gorsze niż śmierć, gdyż równało się potępieniu i wykluczeniu takiego kogoś z ludzkiej społeczności). Zaś późniejsze krzywdy, jakie spadły na Mesenię, tłumaczono sobie właśnie oszustwem Kresfontesa, które miało być usprawiedliwieniem dla Spartan, topiących tę krainę we krwi w czasie Pierwszej (ok. 743-724 r. p.n.e.) i Drugiej (ok. 685-668 r. p.n.e.) wojny meseńskiej. 
 
W każdym razie, w taki oto sposób - według legendy - słowiańskie plemię Dorów/Gorów, miało wkroczyć do Hellady i ją następnie sobie podporządkować. A jak to wyglądało z punktu widzenia historii i tego, co można "uzbierać" z channelingów - o tym już w kolejnej części.


ACHILLES BEZCZEŚCI CIAŁO POKONANEGO HEKTORA



CDN.

"PIERWSZE" ODKRYCIE AMERYKI - Cz. IX

CZYLI JAK WŁADCY MUCHOMORZA

DOTARLI DO NOWEGO ŚWIATA





SKILFINGOWIE z UPPSALI




Autorem historii królów Norwegii był poeta i historyk islandzki Snorri Sturlason (żyjący w latach 1179-1241), który ok. 1225 r. napisał (w języku staronordyckim) dzieło zwane "Heimskringla" ("Kronika królów Norwegii"). Ale również ów Sturlason daje nam sporo danych na temat sąsiedniej Szwecji i panującego w mieście Uppsala rodu Skilfingów (w tym przypadku bazuje on również na spisanej pieśni Thiodulfa z Hvin żyjącego w drugiej połowie IX wieku. Pieśń ta nosiła nazwę "Ynglingatal" i była apoteozą Ynlingów - rodu który miał założyć norweską linię królewską). Thiodulf z Hvin twierdził bowiem że Ynglingowie wywodzili się z południowej Szwecji (a nawet z rejonu Danii), a nie z południowej Norwegii i potem jedynie tam wyemigrowali. Następnie przenieśli się do północnej Norwegii i z powrotem powrócili na południe (o czym już pisałem). Natomiast założycielami linii szwedzkich monarchów mieli być władcy Uppsali, czyli Skilfingowie (Skilfingowie i Ynglingowie to był ten sam ród, tylko potem się podzielił). W każdym razie u zarania dziejów Szwecja była podzielona na szereg drobnych królestw podległym lokalnym władcom, z których najpotężniejsi byli królowie Uppsali. Założycielem rodu Skilfingów miał być niejaki Yngwe Drwal (lub Yngwe Założyciel) który wraz z częścią swego plemienia Sviarów (Szwedów) opuścił swoje rodzinne ziemie w Sigtunie i udał się na wyżynę, na której następnie wzniósł osadę zwaną Uppsalą (tam też zbudował drewnianą świątynię Odyna i złożył mu ofiary). Należy pamiętać, że są to czasy, które jeszcze nie były określane jako historyczne (a przynajmniej ani Sturlason ani też Thiodulf w żaden sposób ich nie oznaczyli). Synem i następcą Yngwe był Fiolner, który utonął w ogromnym naczyniu pełnym pitnego miodu, podczas wizyty u króla Froda, władcy jednego z duńskich plemion. Jego następcą został syn - Sveigder. Wybrał się on w podróż na poszukiwanie Odyna (wierząc że bóg ten nadal przebywa na ziemi), a z wyprawy tej już nie powrócił. Jego syn Vanland był wielkim wojownikiem i znacznie rozszerzył władztwo królów Uppsali, podbijając okoliczne plemiona (miał też, jako pierwszy w historii władca ze Szwecji wyprawić się do Finlandii). Po nim nastał Visbur, znany z tego, że porzucił pierwszą żonę i poślubił drugą, za co ojciec tej pierwszej - Aude, rzucił na niego klątwę wznosząc modły do Odyna. Visbur został zamordowany przez swoich synów, którzy spalili go wraz z budynkiem w którym spał. Jednym z synów Visbura który dokonał tej zbrodni, a następnie został nowym władcą plemienia Sviarów, był Domald. Sturlason twierdzi że Bóg (prawdopodobnie Odyn, trzeba bowiem pamiętać że Sturlason był chrześcijaninem, więc nie mógł odnosić się do bóstw pogańskich) zesłał wówczas na kraj Domalda okrutną plagę głodu, jako karę za ojcobójstwo. Lud więc, aby przebłagać Boga i zapewnić sobie lepsze plony, złożył Domalda w ofierze Odynowi i innym bogom. Po nim nastąpił jego syn Domar, a po nim jego syn Dygve, obaj panowali w spokoju. Syn Dygve - Dag był ponoć tak mądry, że rozumiał mowę ptaków. Syn i następca Daga - Agne po raz drugi wyprawił się do Finlandii, gdzie zwyciężył Finów w bitwie i zabrał ze sobą do Uppsali córkę pokonanego wodza Finów - Skialfa, z którą się ożenił. Skialf przybył na uroczystości zaślubin swej córki i po obfitej uczcie, w czasie której Agne spił się do nieprzytomności, Skialf powiesił go na pobliskim drzewie. Miejsce w którym to się wydarzyło, nazwano następnie Agnefit, a w przyszłości miał tutaj powstać Sztokholm.

Po swym ojcu teraz na tron wstąpiło dwóch braci: Eryk i Alrek, ale jak wiadomo rzadko kiedy zdarza się zgodne panowanie dwóch równych sobie władców (choć historia zna takie przypadki, jak choćby wspólne, zgodne panowanie Marka Aureliusza i Lucjusza Werusa w latach 161-169, aż do czasu gdy Werus zmarł na zarazę przywleczoną do Rzymu po kampanii perskiej. A może to dlatego że wzajemnie się uzupełniali, Werus był bardziej wojownikiem {i wielkim miłośnikiem kobiet-gladiatorów}, Aureliusz zaś raczej władcą filozofem), tak i w tym przypadku okazało się to niemożliwe. Bracia poróżnili się do tego stopnia, że nie mając przy sobie broni, zaczęli się wzajemnie okładać końskimi uzdami i to do tego stopnia, że obaj skonali odniósłszy wiele ran. Teraz władzę przyjęli dwaj synowie Alreka - Yngwe II i Alf, którzy również nie mogli ze sobą dojść do porozumienia i także wymordowali się wzajemnie w pałacu królewskim w Uppsali (należy jednak pamiętać że mówiąc o "pałacu", mówimy o budynku dosyć prostej konstrukcji, wykonanym w całości z drewna i co najwyżej nieco większym od okolicznych domostw). Władzę objął teraz syn Alfa, młody Hugleik. Tą zmianę władzy w plemieniu Sviarów wykorzystał władca sąsiedniego plemienia, zwany Hake (był on bratem Harbarda, którego miłość do córki Morszczuka - Signe, kosztowała życie i Harbard został na rozkaz swego brata powieszony na drzewie. Natomiast miłość Harbarda i Signe po dziś dzień w kulturze skandynawskiej jest jedną z najbardziej popularnych historii miłosnych). Hake zaatakował kraj Hugleika na swych okrętach (drakkarach), zabił go, a Uppsalę zdobył i ogłosił się nowym władcą tego kraju, a panował tam przez kolejne trzy lata. W tym czasie wygnani synowie Yngwę II - Jorund i Eryk przebywali w Danii (gdzie też poznali króla Gudlauga z plemienia Haleygów z Norwegii, który również zbiegł ze swego kraju, gdy jego plemię toczyło wojnę i ostatecznie zostało podbite przez Ynglingów). Pomogli oni Gudlaugowi odzyskać władzę nad plemieniem Haleygów, a ten potem wspomógł ich okrętami i ludźmi, aby mogli odzyskać swój kraj. Doszło do bitwy, która zakończyła się porażką obu braci (Eryk zginął w bitwie, a Jorund musiał ponownie uciekać na swój statek). Ale król Hake odniósł w tej bitwie również tak poważne rany, że okazały się one śmiertelne. Kazał więc załadować na okręt wszystkich poległych w bitwie i sam wszedł na jego pokład, po czym okręt ów podpalił, ginąc w płomieniach. Jego ludzie wycofali się z Uppsali, a władzę w niej objął teraz Jorund - syn Yngwe II. Jorund wyprawił się w jakiś czas później do Jutlandii (aby tam palić i łupić) i w czasie jednego z takich najazdów spotkał tam syna Gudlauga, z którym wspólnie napadali na okoliczne plemiona. Przecenili jednak swoje siły, zostali otoczeni przez duńskie plemię, zmuszeni do poddania się, a następnie powieszeni na okolicznych drzewach.




Władzę nad Uppsalą objął teraz syn Jorunda - Aune. Nie był on wojownikiem i żył w pokoju, ale los nie szczędził mu wojennych przygód. W czasie jego długiego panowania (miał rządzić w Uppsali prawie 75 lat), dwukrotnie musiał stamtąd uciekać, gdy na miasto napadły duńskie plemiona z Jutlandii. Ostatecznie Aune zmarł w wieku 110 lat. Po nim nastał jego syn Egil. W czasie jego rządów wybuchł bunt mieszkańców Uppsali przeciwko niemu, a z pomocą przyszedł mu władca Jutlandii, król Frodo. Gdy Egil zmarł, Frodo zażądał daniny za udzieloną pomoc od jego syna i następcy - Ottara, a gdy ten odmówił, znów wybuchła wojna pomiędzy Jutlandią a Sviarami. Ottar zginął w bitwie z jarlami Froda, a ponieważ następcą Froda był król Hugleik (który zmarł w 515 r.) przeto w osobie Ottara mamy pierwszego władcę Szwecji, o którym możemy powiedzieć że z pewnością panował w końcu V i na początku VI wieku. Na czas rządów Ottara przypada również legenda o Beowulfie, pogromcy potwora zwanego Grendelem, który w ten sposób uwolnił duńskie plemię (którym władał król Hrodgar) od ciągłych ataków Grendela (ten bowiem atakował wówczas, gdy świętowano i bawiono się i gdy grała muzyka a ludzie tańcowali. Ponoć nie mógł znieść tych dźwięków i to doprowadzało go do furii, dlatego też Hrodgar - aby uniknąć owych ataków - zakazał urządzania zabaw, a miejscowa oberża została zamknięta na cztery spusty. Dopiero gdy przybył Beowulf (najprawdopodobniej pochodził z plemienia Getów, mającego ziemie na granicy dzisiejszej południowej Norwegii i Szwecji), miał on zgładzić zarówno potwornego Grendela, jak i jego matkę (pół człowieka, pół węża), która kryła się w jaskini - tyle mówi legenda. Natomiast następcą króla Ottara został jego syn Audil. O ile Ottar i Egil nie byli wojownikami, to Audil już takowym był i przeprowadził wiele wypraw łupieżczych na ziemie Jutlandii, Zelandii, Norwegii (gdzie dominował ród Ynglingów) i Saksonię. Podczas wyprawy do kraju Sasów i splądrowaniu ziemi króla Geithriofa, spotkał tam dziewczynę przepięknej urody o imieniu Yrsa. Została ona żoną Audila, ale potem utracił ją, gdy duński król Helge z plemienia Leire zaatakował Uppsalę i uprowadził ze sobą Yrsę. Helge spłodził z nią syna o imieniu Rolf zwany Krake (jeden z największych duńskich bohaterów), ale ostatecznie Yrsa powróciła do Uppsali, do swego pierwszego męża. Gdy Rolf Krake dorósł, pomógł Audilowi w jednej z jego wypraw na Norwegię, ale potem powrócił do Uppsali, aby domagać się zapłaty za udzieloną pomoc. Yrse ostrzegła syna że Audil jest źle do niego usposobiony i poleciła mu, aby odpłynął, bo inaczej może stracić życie. Ofiarowała mu też róg wypełniony złotem, a Rolf Krake postanowił posłuchać matki i pod osłoną nocy opuścił Uppsalę. Gdy Audil się o tym dowiedział, zarządził pościg, ale Rolf - aby spowolnić pogoń - wysypał zawartość rogu na równinę po to, żeby ludzie Audila zajęli się zbieraniem złota zamiast pościgiem. Tak też się stało, a w poetyckim języku literatury starej Skandynawii złoto nazywane jest "Ziarnem Rolfa Krake". Audil zginął zaś, gdy jeżdżąc konno po sali - gdzie składał ofiary bogom - spadł z konia i złamał kręgosłup.




Jego następcą został syn Eystein, który również doświadczył najazdu Duńczyków na swoje ziemie, a Uppsala została poważnie zniszczona. Po nim królował Yngwar, który wziął odwet na Duńczykach, najeżdżając ich ziemie w Zelandii i Jutlandii. Ostatecznie Yngwar zginął, najeżdżając ziemie dzisiejszej Estonii (w tym kraju, nad brzegiem morza został usypany kopiec w którym złożono jego ciało). Anund był następcą i synem Yngwara (oraz wnukiem Eysteina). Wyprawił się on zbrojnie do Estonii, aby spacyfikować tamtejszy lud który zabił jego ojca. Wrócił obładowany łupami. Za jego panowania w kraju Sviarów panował niezwykły urodzaj, a on rozpoczął karczowanie lasów i budowę nowych dróg (przez co otrzymał przydomek Broet-Anund "Anund Budowniczy Dróg"). Syn jego Ingiald był pierwszym władcą Szwecji, któremu udało się zjednoczyć wszystkie plemiona południowej i środkowej Szwecji. Na swoją intronizację do Uppsali zaprosił na wielką ucztę wszystkich siedmiu królów z Gotlandii, Nerike, Södermanlandu, Smalandu, Tiundalandu, Attundalandu i Friedlundalandu. Przybyli wszyscy, oprócz Granmara - króla Södermanlandu. Gdy wszyscy się już popili, król Ingiald otoczył salę ze swoimi ludźmi, a następnie ją podpalił. W ogniu zginęło wszystkich sześciu królów wraz ze swoimi zwolennikami (warto od razu tutaj zauważyć, że Snorri Sturlason podobnie pisał o Ynglingach i również tam był król Ingiald. Cóż, wydaje mi się że w wielu sprawach łączył on zarówno jeden jak i drugi ród, a nawet w pewnym momencie twierdził, że był to ten sam ród, tylko o innej nazwie. Trudno dociec dzisiaj prawdy, w każdym razie późniejsze opowieści Sturlasona po panowaniu Ingialda wydają się łączyć również elementy religijno-mistyczne i są mało wiarygodne). W następnym roku po dokonaniu owej zbrodni, król Ingiald napadł na Södermanland, otoczył króla Granmara w jego domu, a następnie również go podpalił. Łącznie zabił 12 królów i przejął ich ziemie. Wydaje się jednak że ród Skilfingów i Ynglingów to była jedna i ta sama dynastia, z tym, że podzieliła się ona na dwie części - część szwedzką i norweską. Zresztą w tym momencie trudno dociec co jest przynależne jednej, a co drugiej stronie. W każdym razie syn i następca Ingialda - Olof przeniósł się wraz z częścią swego ludu do Vermlandu, a następnie udał się do Norwegii (chociaż Sturlason twierdzi też, że Olof został pochowany w Vermlandzie - trudno więc dociec prawdy). W każdym razie to właśnie Olof miał być założycielem norweskiej linii rodu Skilfingów/Ynglingów. W kraju Sviarów w Uppsali w tym czasie zaś panował Ivar - wcześniejszy król Skanii, powiązany ze Skilfingami/Ynglingami jedynie przez małżeństwo. Po nim nastał jego syn - Sigurd. W tym czasie Danię zjednoczył król Harald Hildetand najpotężniejszy ówczesny władca Skandynawii. Udało mu się uzależnić od siebie zarówno Gotlandię (którą władał król Ring) jaki kraj Sviarów Sigurda. Jednak gdy Harald postarzał się bardzo i był już władcą tak niedołężnym że ledwo mógł dosiąść konia, król Ring zbuntował się przeciwko jego dominacji i doszło do bitwy na równinach Bravik we wschodniej Gotlandii ok. 740 r. Bitwa ta była swoistym kamieniem milowym i początkiem epoki Wikingów. Bitwa na równinie Bravik była potem opiewana w sagach i pieśniach skandynawskich, a zakończyła się ona zwycięstwem króla Ringa, gdy stary Harald Hildetand spadł ze swego rydwanu w czasie walki i zginął. Zwycięski król Ring odprawił poległemu wspaniały pogrzeb, karząc go spalić z jego koniem i rydwanem oraz wieloma kosztownościami na stosie pogrzebowym. Potem Ring przejął władzę również w Uppsali, a także stał się królem Zelandii i Jutlandii, jednocząc pod swą władzą południową Szwecją i Danię, a jego następcą został syn - Ragnar (nie był to jednak ów sławny podróżnik Ragnar Lodbrok, o którym jeszcze napiszę).



HALFDAN CZARNY
Cz. I




 Kilkadziesiąt lat później po bitwie na równinie Bravik, Danią i większością ziem Norwegii władał ród Ynglingów z linii Olafa, zaś królem był Gotfryd Łowca. Udzielał on wsparcia Widukindowi saskiemu w walce z władcą Franków Karolem Wielkim. Jednak po zwycięstwie Franków pod Suntel i masakrze 4 500 Sasów w Verdun, a także po kapitulacji wodzów saskich Widukinda i Abbiona w Heresburgu i ich chrzcie w Attugny (785 r.) realnie doszło do zakończenia podboju Saksonii przez Franków (kapitularz Karola Wielkiego z 785 r. o którym pisałem we wcześniejszych częściach, w którym król karał śmiercią za jakiekolwiek przejawy odstępstwa od wiary chrześcijańskiej, był tego jasnym dowodem). Ale nieumiejętność i głupota mnichów chrześcijańskich, których Karol wysłał do Saksonii w charakterze nadzorców jego władzy i poborców podatkowych (natomiast w mniejszej, albo wręcz w zerowej formie jako duszpasterzy, mających nawrócić Sasów na religię Chrystusową), zakończyła się ponownym buntem. Brutalne ściąganie podatków i surowe karanie Sasów za nieprzestrzeganie zasad religijnych (zupełnie dla nich niezrozumiałych), musiało skończyć się kolejnym powstaniem Sasów (o tym też wspominał kronikarz Karola - Alkuin z Yorku, pisząc m.in.: "Czy Apostołowie, których Chrystus nauczał i posłał, aby głosili Jego naukę światu, zbierali dziesięcinę i żądali darów? Oczywiście, dziesięcina to dobra rzecz, lecz lepiej jednak ją stracić, niż stracić wiarę". Tak więc w 794 r. gdy Karol Wielki szykował się do ataku na Awarów, okazało się że cała Saksonia ponownie stanęła w buncie przeciw niemu. Dziewięć lat trwał złudny pokój i przez dziewięć lat Karol wierzył, że Saksonię udało się ostatecznie ujarzmić. Okazało się to mrzonką. Alkuin pisze więc: "Tak jak pies powraca do swych wymiocin, tak Sasi powrócili do pogaństwa, kłamiąc Bogu i swemu panu, królowi, który przecież obsypał ich przywilejami, i pociągając za sobą sąsiednie ludy pogańskie (...) wszystkie kościoły na ich terytorium zostały zburzone lub spalone, wygnali biskupów oraz księży, a paru z nich nawet pojmali, innych zabili i pogrążyli się znów w kulcie bożków". Okrutne walki trwały przez kolejne pięć lat, do 799 r. Niszczone były kościoły, brani zakładnicy, wojna w ogóle toczyła się w sposób znacznie bardziej brutalny niż poprzednio. Wreszcie w 796 r. Karolowi udało się na tyle spacyfikować Sasów, że spędził Boże Narodzenie w obozie Heristel (nazwa zapewne została nadana na pamiątkę jego rezydencji w Heristalu). Karol liczył sobie wówczas 50 lat i był u szczytu potęgi (choć największa - cesarska godność - była jeszcze przed nim). Aby ostatecznie spacyfikować Sasów, postanowił zastosować politykę przesiedlenia ludności i wywożenia Sasów w głąb kraju Franków, a na ich miejsce sprowadzał biskupów, księży i hrabiów którym rozdawał te ziemie. W październiku 797 r. ogłosił też nowy kapitularz saski, który miał zastąpić ten poprzedni z 785 r. Teraz za uprowadzenie, podpalenie i przemoc oraz nieprzestrzeganie świąt chrześcijańskich groziła jedynie grzywna, a nie jak dotąd kara śmierci. To pozwoliło nieco uspokoić Sasów. Prawne obyczaje Sasów też zostały spisane, a kronikarz Eginhard twierdził, iż: "Zjednoczeni z Frankami Sasi, stanowią odtąd jeden lud". Powstanie saskie skończyło się w 799 r. a cały kraj do 802 r. był już całkowicie spacyfikowany. Tak oto kończy się pierwsza w historii Niemiec (choć Niemcy wówczas nie istniały, zresztą jako państwo narodzą się dopiero w... drugiej połowie wieku XIX).




A tymczasem z Herdelandu w Jutlandii w roku 789 wyruszyła pierwsza wyprawa Wikingów na zachód i była skierowana przeciwko Anglii. Wyprawa ta skierowała się na południe, do Wessexu, a był to czas, gdy władca Wessexu król Beothrik poślubił córkę króla Mercji - Offy (787 r.). Trzy statki (drakkary) z Herdelandu przybiły do zatoki Portland i miejscowy wójt z Dorset - 
Gerefa, wziąwszy ich za kupców, zamierzał zaprowadzić ich do miasta i wysłać do samego króla Beothrika. Ale w międzyczasie doszło do sprzeczki i wywiązała się walka pomiędzy Normanami i ludźmi wójta Gerefy, zakończona jego śmiercią i złupieniem okolicy przez pierwszych Wikingów. Kolejny atak miał miejsce cztery lata później, w czerwcu 793 r. na wyspę Lindisfarne, a raczej na tamtejszy klasztor w królestwie Northumbrii (północno-wschodnia Anglia). Kronikarz Karola Wielkiego Alkuin z Yorku (w końcu Northumbria była jego ojczyzną) twierdził, że sami mnisi sprowadzili sobie to nieszczęście na głowy, gdyż zamiast służbie Bożej, zajmowali się głównie polityką (wielu spośród mnichów i opatów to byli dawni ealdormanowie królestwa, zmuszeni do wyrzeczenia się aktywności politycznej i zamknięci w klasztorze), ucztami oraz polowaniem. W każdym razie Normanowie wymordowali wszystkich mnichów w Lindisfarne, a klasztor spalili. Kolejny atak na Anglię miał miejsce w roku 794 (najwidoczniej normańscy najeźdźcy uznali że te wyprawy są łatwym przedsięwzięciem, z którego zawsze płynie korzyść w postaci licznych łupów, gdyż Anglosasi praktycznie nie stawiają oporu). Teraz napadli na klasztor Jarrow również w Northumbrii. Mnich Symeon z Durham (żyjący na początku XII wieku), tak ów atak opisuje w swej "Monumentalnej historii Brytyjczyków": "Poganie przybyli z krajów północnych do Brytanii jak żądlące osy, włóczyli się jak dzikie wilki, rabjąc, gryząc, zabijając nie tylko konie, owce i bydło, ale również księży, akolitów, mnichów i mniszki. Poszli do kościoła w Lindisfarne i zniszczyli wszystko w najbardziej nędzny sposób, deptali świątynię swymi bezbożnymi nogami, burzyli ołtarze, okradli skarby kościoła, niektórych braci zabili, innych uprowadzili do niewoli, wielu wyszydzili i wygonili nago, część wrzucili do oceanu. W 794 r. napadli na port króla Ecgefrida i splądrowali klasztor w Donmouth. Ale św. Cuthbert nie pozwolił im ujść bezkarnie, gdyż ich wojska spotkała okrutna śmierć zadana przez Anglików i niedługo potem sztorm zniszczył ich statki i wielu z nich zginęło, a kilku, którzy dopłynęli do brzegu i dostali się w ręce Anglików, zginęło na mękach". Atak ten okazał się nieudany. Wielu Normanów zginęło podczas ataku na klasztor w Jarrow, a ich okręty dostały się w rejon silnej burzy, która je zniszczyła. Do Danii zaś wróciło niewielu z nich.




Były to pierwsze, jeszcze bardzo nieśmiałe wyprawy dalekomorskie, choć dotykały jedynie Anglii. W 799 r. Normanowie (można już mówić Wikingowie) po raz pierwszy uderzyli na ziemie królestwa Karola Wielkiego, a dokładnie na Bordeaux nad Zatoką Biskajską. Atak na miasto się nie powiódł (zresztą nawet nie próbowano), a zadowolono się jedynie złupieniem okolicznych terenów. Na początku IX wieku Wikingów można już spotkać na Morzu Śródziemnym. Ok. 801 r. w dawnej rzymskiej Galii Narbonensis (czyli dzisiejszej Prowansji i Langwedocji) dostrzeżono w porcie w Narbonie kilka szybkich nordyckich statków z kwadratowymi żaglami. Wkrótce do cesarza Karola (który wówczas przebywał w Narbonie) dotarły informacje, że załogi tych okrętów wylądowały i plądrują brzeg. Nikt nie wiedział jakiej oni są narodowości i czego szukają. Było wiele domysłów na ten temat. Niektórzy twierdzili że są to statki arabskie z północnej Afryki, inni że żydowskie, a jeszcze inni twierdzili że są to handlowe statki z Brytanii. Wówczas Karol rzekł: "Nie! Te statki nie są wypełnione towarami, ale najbardziej nieprzeniknionym wrogiem". Chwycono więc za miecze i podążono do portu, ale nikogo już tam nie znaleziono, Wikingowie odpłynęli. Według legendy Karol widząc odpływające drakkary zapłakał, a na pytanie swych ludzi czemu płacze, odparł: "Nie płaczę dlatego, że boję się, iż ci niegodziwcy mogą mi wyrządzić jakąkolwiek krzywdę, ale smuci mnie, że za mojego życia ośmielili się pokazać na tym wybrzeżu, i z przerażeniem przewiduję całe zło, jakie uczynią mojemu potomstwu". A tymczasem królem z rodu Ynglingów w południowej Norwegii i w Danii był Gotfryd Łowca, który w 808 r. napadł na królestwo Agderu (było to jedno z niezależnych jeszcze królestw Danii) i uprowadził córkę tamtejszego króla - Aasę, a następnie ją poślubił. W 809 r. Aasa powiła syna, któremu nadano imię Halfdan (i przeszedł on do historii jako Halfdan Jasnowłosy). Rok później Aasa wzięła pomstę na swym mężu za porwanie jej z kraju ojca i namówiła swą służącą, aby ta zabiła Gotfryda, gdy ten był pijany. Tak też się stało a Halfdan - mający zaledwie rok życia, stracił ojca. Ten czyn nie był zbyt przemyślany (zapewne Aasa kierowała się jedynie emocjami), gdyż Halfdan był za młody aby objąć władzę po ojcu, dlatego też nowym królem z rodu Ynglingów został starszy syn Gotfryda - Eryk, zaś Aasa (ze swym synkiem na ręku) wyruszyła na zachód, w stronę Agderu, krainy swego ojca.




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...