WYŚWIETLENIA

28 sierpnia 2025

BYLIŚMY - JESTEŚMY - BĘDZIEMY! - Cz. IV

CZYLI DAWNA POLSKA UCHWYCONA NA
KLISZY APARATU FOTOGRAFICZNEGO





ZE WZGLĘDU NA PRZYPADAJĄCĄ ZA DNI KILKA 86 ROCZNICĘ NIEMIECKIEJ NAPAŚCI NA POLSKĘ WE WRZEŚNIU 1939 r. DZIŚ DOMINOWAĆ BĘDZIE TEMATYKA WOJENNA (WOJNY OBRONNEJ)



OSTATNIE MIESIĄCE POKOJU-WOLNOŚCI-NIEPODLEGŁOŚCI
(1939)



"A LATO BYŁO PIĘKNE TEGO ROKU..."



SZCZAWNICA - FLISACY
(1939)




JEZIORO NECKO
(1939)




PODHALE - GÓRAL GRAJĄCY NA DUDACH
(1939)




GÓRALKI NA TLE GIEWONTU
(1939)




ZAWODY O MISTRZOSTWO PODHALA W 
SKOKACH NARCIARSKICH W ZAKOPANEM
(1939)




JAWORZYNA KRYNICKA
(1939)




WARSZAWA
UROCZYSTOŚĆ Z OKAZJI 148 ROCZNICY 
KONSTYTUCJI 3 MAJA
(1939)




GDYNIA ORŁOWO - MOLO
(1939)




GDYNIA ORŁOWO - PLAŻA
(lata 30-te)




WARSZAWA
TOR WYŚCIGÓW KONNYCH NA SŁUŻEWCU
(1939)




OSTATNIE DNI WAKACJI
(SPOTKAMY SIĘ TU ZA ROK?)
(1939)







"WYWALCZYLIŚMY TĘ POLSKĘ, BUDUJEMY JĄ I BĘDZIEMY JEJ BRONIĆ - ZE WSZYSTKICH SIŁ DO OSTATNIEGO TCHU W PŁUCACH, BO JAKA JEST... JEST ŚWIĘTA"
 

 
ARMATY PRZECIWLOTNICZE 40 mm. wz. 36 BOFORS
(1939)




WARSZAWA
UROCZYSTOŚĆ BOŻEGO CIAŁA
(1939)







KATOWICE
OBCHODY ŚWIĘTA KONSTYTUCJI 3 MAJA
(1939)




WILNO
UROCZYSTOŚĆ 25-tej ROCZNICY POWSTANIA 
1 DYWIZJI PIECHOTY LEGIONÓW
(1939)







GDYNIA
OKRĘT PODWODNY ORP "ORZEŁ"
(1939)




ZAMOŚĆ
DNI MIASTA
(ZAŁOŻYCIELEM ZAMOŚCIA w 1580 r. BYŁ JAN ZAMOYSKI - BLISKI WSPÓŁPRACOWNIK KRÓLA STEFANA BATOREGO)
(1939)







NOWY JORK
POLSKI PAWILON NA WYSTAWIE ŚWIATOWEJ
(1939)




KATOWICE
DEFILADA ODDZIAŁU PIECHOTY, PODCZAS ŚWIĘTA
KONSTYTUCJI 3 MAJA
(1939)




WARSZAWA
UROCZYSTOŚCI ŚWIĘTA 3 MAJA
(1939)







WARSZAWA
WIDZOWIE OBSERWUJĄCY PRZEZ UPROSZCZONE PERYSKOPY DEFILADĘ Z OKAZJI ŚWIĘTA 3 MAJA
(1939)




KURIER WARSZAWSKI
(nr. 239 z 30 sierpnia)
"BESTIALSKIE POBICIE CZTERECH 
HARCERZY POLSKICH W GDAŃSKU"
(1939)




KURIER WARSZAWSKI
(nr. 240 z 31 sierpnia)
"DYWERSJE, GWAŁTY I GNĘBIENIE"
"NIEMIECKIE AGRESJE NADGRANICZNE"
"ZLIKWIDOWANIE NIEMIECKIEGO OŚRODKA DYWERSYJNO-SZPIEGOWSKIEGO"
"NIEMCY PLANOWALI ZAMACHY BOMBOWE"
(1939)




CZY MOGLIŚMY PRZETRWAĆ?



  
Tamta Polska (II Rzeczpospolita) miała jedną z najliczniejszych i najsilniejszych armii w Europie (zajmowaliśmy wówczas 4 miejsce w Europie i 7 na Świecie), a na to wszystko składała się zarówno liczba dywizji (30 dywizji piechoty, 11 brygad kawalerii, 6 brygad i 5 półbrygad Obrony Narodowej czyli takich terytorialsów, 1 pułk artylerii najcięższej, 10 pułków artylerii ciężkiej, 2 pułki artylerii lekkiej, 1 brygada pancerno-motorowa [druga była jeszcze nieskompletowana, trzecia w trakcie tworzenia - termin skompletowania owych brygad zakładano na jesień 1940 r.], 6 pułków lotniczych, 2 bataliony balonowe i szereg pomniejszych sił których nie ma już sensu wymieniać). Problemem był jednak fakt, że Niemcy po zdobyciu władzy przez Hitlera w styczniu 1933 r. (a szczególnie od roku 1935) bardzo szybko rozbudowywały swoje siły zbrojne, stawiając głównie na rozwój broni pancernych i lotnictwa. Co prawda Marszałek Józef Piłsudski (wbrew temu co się o Nim mówi) rozwijał broń pancerną w Wojsku Polskim, ale po Jego śmierci (12 maja 1935 r.) następcy (szczególnie Marszałek Edward Rydz-Śmigły) stawiał bardziej na kawalerię, a to z tego względu, że Wojsko Polskie zawsze przygotowywało się do wojny ze Związkiem Sowieckim, czyli wojny na ogromnych terytoriach Wschodu, gdzie kawaleria była NIEZBĘDNA, ze względu na warunki geograficzne i pogodowe (dotkliwie przekonał się o tym Hitler, gdy po ataku na Związek Sowiecki w 1941 r. jego siły pancerne zimą były bardzo mało mobilne, czołgi zamarzały w wielkim śniegu - czasem wraz z żołnierzami, których Wehrmacht nie zaopatrzył w... zimowe mundury, a wszelki sprzęt pancerny odmawiał posłuszeństwa. W takich warunkach posiadanie mobilnych sił kawalerii było na wagę złota, lecz gdy zdano sobie z tego sprawę i zaczęto formować jednostki kawaleryjskie (ok. 1943 r.) było już za późno i wojna dla Niemiec była przegrana). Dlatego właśnie utrzymywanie dużych sił kawalerii w Wojsku Polskim było niezbędne. 
 
Polska jednak nie mogła tej wojny wygrać samodzielnie, tym bardziej że miała przeciwko sobie dwa potężne, totalitarne państwa (Niemcy i Związek Sowiecki), które miały milionowe armie, a dodatkowo przeszkodą było niefortunne ukształtowanie granic zachodnich Polski, bardzo trudne do obrony (szczególnie na odcinku Pomorza i Prus Wschodnich). Tak więc, gdy 1 września 1939 r. Niemcy napadły na Polskę wojna co prawda nie była jeszcze przegrana, ale z chwilą ataku Sowietów (17 września 1939) tak się już stało. Nie można było bowiem bronić się w sytuacji, gdy napaści dokonały dwie potężne armie, tym bardziej że nasi sojusznicy zachodni (Francja i Wielka Brytania) nie uczyniły NIC, aby nas wesprzeć na froncie. Gdyby ofensywa francusko-brytyjska ruszyła w pierwszych dniach września, nie tylko że przełamałaby niemieckie umocnienia na Linii Zygfryda (gdzie nie było nawet broni pancernej, bo cała była skierowana przeciwko Polsce, a umocnień pilnowali jedynie weterani z czasów I Wojny), ale nie doszłoby też do ataku Sowietów od wschodu (Stalin wydał bowiem rozkaz ataku dopiero wówczas, gdy upewnił się że Alianci Zachodni na pewno nie uderzą na Niemcy). W takiej sytuacji wojna nie trwałaby dłużej jak kilka miesięcy (myślę że do grudnia 39 lub stycznia 40 byłoby po wszystkim). Francuzi i Brytyjczycy (gdyby tylko chcieli) w swym ataku doszliby do Berlina i odciążyli polskie sił na Wschodzie, które również ruszyłyby na Zachód za cofającymi się Niemcami. Myślę że wojna skończyłaby się po zdobyciu Berlina lub zamordowaniu Hitlera przez jego współpracowników. Tak się jednak nie stało, a w zamian mieliśmy do czynienia z barbarzyńską agresją, okupacją, mordami, zniszczeniem wielu miast i wsi, deportacją ludności, kradzieżą dzieł sztuki i mienia, kradzieżą dzieci (Niemcy odbierali dzieci polskim rodzinom, aby przeznaczyć je do "zgermanizowania" i uczynić z nich nowych Niemców. Po wojnie tylko niewielka liczba tych dzieci wróciła do swych rodzin, reszta została zniemczona). I choć nasze położenie nie było łatwe, to jednak nikt nie myślał ani o "pójściu z Hitlerem przeciwko Sowietom" (jak początkowo proponował on taki sojusz stronie polskiej), ani też o kapitulacji. To była sprawa, która w nas, Polakach, tkwiła bardzo głęboko, jeszcze od czasów zaborów, a po odrodzeniu kraju w latach 1918-1920, zwycięskiej wojnie najpierw z Ukraińcami o Lwów i Galicję Wschodnią (1918-1919) a potem z Sowietami (1919-1920), żadna myśl o przyjęciu niemieckich żądań, czy potem o kapitulacji nie wchodziła w grę. Polska pragnęła uzyskać należne Jej miejsce w Europie i choć istniała bardzo krótko (zaledwie dwadzieścia lat) to nie przestała śnić o mocarstwie (również kolonialnym). Wojnę z Związkiem Sowieckim jeden na jeden byliśmy w stanie wygrać, wojnę z Niemcami (jeden na jeden) przy wsparciu materiałowym z Zachodu wydaje się że też, ale połączonej agresji dwóch wielkich mocarstw wytrzymać nie byliśmy w stanie, tym bardziej że Zachód pozostał "parszywieńki" - jak mawiał Marszałek Piłsudski.
 


W KOLEJNEJ CZĘŚCI ZAPREZENTUJĘ WOJNĘ OBRONNĄ, A NASTĘPNIE OKUPACJĘ POLSKI, WOJNĘ PARTYZANCKĄ, POWSTANIE WARSZAWSKIE I SOWIECKIE PONOWNE WYZWOLENIE ZNIEWOLENIE POLSKI


CDN.

26 sierpnia 2025

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. II

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





FILARY EUROPY
HAPLOGRUPY
Cz. I






"HISTORIA GATUNKU LUDZKIEGO, ŻYJĄCEGO NA PÓŁWYSPIE, KTÓRY DZIŚ NAZYWAMY EUROPĄ LICZY SOBIE JAKIEŚ SIEDEMSET CZY OSIEMSET TYSIĘCY LAT (...) GDYBY PRZEMIJANIE CZASU W PREHISTORII NA PÓŁWYSPIE LICZYĆ W SKALI 1:100, TO POJAWIENIE SIĘ CZŁOWIEKA EPOKI NOWOŻYTNEJ (...) PRZYPADAŁOBY GDZIEŚ W OKOLICY PUNKTU 94 (...) WCZESNE POCZĄTKI TAK ZWANEJ REWOLUCJI NEOLITYCZNEJ - W OKOLICY PUNKTU 99"

 NORMAN DAVIES
(brytyjski historyk)



Ok. 18 000 r. p.n.e. stało się coś nieprawdopodobnego, co odmieniło na zawsze losy dzisiejszego świata i całej Ludzkości. Oto bowiem ze wschodnich terenów największego kontynentu na Ziemi - Eurazji, wyszły grupy migrantów, które kierowały się na zachód. Co było tego powodem? Oficjalnie nie wiadomo, nieoficjalnie zaś było to związane z upadkiem tajemniczego, wielkiego wschodniego królestwa Ariów, które w mitach i legendach otrzymało nazwę "Kolebki". Ten właśnie okres jest niesłychanie ważny, bowiem to wówczas (powoli i etapami) całkowicie zmieniło się genetyczne oblicze terenów leżących za Uralem, które otrzymają potem nazwę - Europy. Kim jednak byli ci migranci (uciekinierzy?) którzy zasiedlili ten kontynent? Na tak postawione pytanie nie można odpowiedzieć inaczej, jak tylko kierując się badaniami genetycznymi, gdyż jedynie genetyka wyklucza jakiekolwiek "może", "prawdopodobnie", "ale", "gdyby" - tam nie ma gdybania, tam 1+1 zawsze równa się 2, a 1-1 zawsze wychodzi 0, bez żadnych niedomówień i przypuszczeń. I oto właśnie owa genetyka przynosi nam niesamowitą odpowiedź, a mianowicie - na kontynent, który następnie otrzyma nazwę Europa, migrowały dwie fale przybyszy ze wschodu, posiadające dominujące haplogrupy krwi - R1a1 i R1b1.

Dominującą i największą okazała się grupa ludności, posiadająca haplogrupę R1a1. Obie grupy, które rozpoczęły swą migrację do Europy w wyżej wspomnianym okresie, należą do wspólnego pnia genetycznego, który zaczął się dzielić już ok. 24 200 lat p.n.e. (jeszcze w Azji), skąd pochodzi tzw.: "Chłopiec z Mal'ta" - (nad Bajkałem) genetyczny praojciec ludności z haplogrupą R1b1 (czyli ludności celtyckiej, a szerzej całej ludności zachodnioeuropejskiej). Wyodrębnienie się ludności celtyckiej następowało jednak etapami i trwało do ok. 20 000 r. p.n.e. Pierwotną bowiem ludnością dominującą w ówczesnej Azji, byli tzw: Ariowie/Praindoeuropejczycy, których geny, są tożsame z genami Słowian. Była to więc ludność praindoeuropejsko-słowiańsko-bałtyjska (istnienie ojcowskiego - czyli posiadającego wspólnego męskiego przodka - rodu aryjsko-słowiańskiego R1a1, jest znane sprzed roku 31 900 p.n.e.). Przybysze z Azji, migrujący do Europy, nie zastali jej jednak zupełnie bezludnej. Zasiedlała ją grupa ludności, posiadająca haplogrupę I1 i I2 oraz J1 i J2. Nie byli oni również jednak pierwotnymi mieszkańcami kontynentu europejskiego, zajęli oni miejsce tzw.: "Człowieka bohunickiego" (zwanego również "Człowiekiem z Cro-Magnon"), który zupełnie wymarł ok. 40 000 r. p.n.e. na skutek (zapewne) oziębienia klimatu i gwałtownych erupcji wulkanicznych. Jego miejsce zajął (ok. 38 000 r. p.n.e.) spokrewniony z nim, tzw.: "Człowiek oryniacki" (lub też "Człowiek z Kostienek"). Była to właśnie migrująca z terenów Bliskiego Wschodu, grupa ludności o łączonej haplogrupie IJ-M429 (obie grupy ludności - Człowiek z Cro-Magnon i Człowiek oryniacki są sobie pokrewne, gdyż pochodzą z jednego pnia genetycznego, który podzielił się na Bliskim Wschodzie ok. 50 000 r. p.n.e. na grupę IJ - Cro-Magnon i grupę IJ-M429 - oryniacką).



 
Nie byli to Indoeuropejczycy/Ariowie, to była raczej ludność o ciemniejszym (choć nie czarnym) kolorze skóry, migrująca z kierunku bliskowschodniego, w przeciwieństwie do białych Ariów-Indoeuropejczyków-Słowian i Celtów z terenów Azji Wschodniej (miejsce istnienia legendarnej "Kolebki" plemion aryjskich). Ludność oryniacka stworzyła swoją kulturę, której rozkwit nastąpił w okresie 35 000 p.n.e. - 29 000 r. p.n.e. Ok. 28 000 r. p.n.e. ze wspólnej grupy IJ-M429 wyodrębniła się tzw.: "grupa ludności północnej" - I-M170 (choć do podziału doszło na terenach dzisiejszych Bałkanów), która potem, migrując na północ, została zdziesiątkowana panującymi tam ciężkimi warunkami pogodowymi. Natomiast pozostała na Bałkanach ludność IJ, podzieliła się ponownie na "grupę południową" J-M304. Gdy rozpoczęło się ostatnie wielkie zlodowacenie Europy (ok. 20 000 r. p.n.e.) "grupa południowa" w swej większości wyemigrowała na wschód (tereny Kaukazu), a "grupa północna" została zdziesiątkowana i rozbita, tak, iż po tym okresie mamy do czynienia jedynie z niewielkimi grupkami plemion, które dodatkowo jeszcze się podzieliły. I tak z haplogrupy I (M170) wyłoniła się (ok. 22 000 r. p.n.e.) tzw.: "grupa germańska" czyli I1 (M253). Wraz z cofaniem się zlodowacenia, zajmowali oni kolejne ziemie na północy, w tym dzisiejsze Niemcy, Polskę, oraz oczywiście Skandynawię (gdzie stworzyli wielkie przedneolityczne kultury). To właśnie tzw.: "grupa germańska" I1 starła się po raz pierwszy z przybywającymi do Europy plemionami aryjskich Słowian i Celtów. Nim jednak do tego doszło, ok. 21/20 000 r. p.n.e. wyodrębniła się kolejna grupa - I2-L460, która zasiedliła tereny dzisiejszej Hiszpanii i Portugalii, Półwysep Apeniński, południową Francję, Anglię, Irlandię oraz tereny południowych Niemiec. Ta ostatnia grupa zostanie wchłonięta przez Słowian i Celtów i przekształcona w słowiańską grupę I2a2 (M423).

Oczywiście nie nastąpiło to od razu. Proces ekspansji trwał bowiem bardzo powoli, a grupy "germańskie" długo opierały się aryjskiej inwazji. Przez pierwsze 4 000 lat nie udało się aryjskim Indoeuropejczykom wejść na Bałkany. Dopiero ok. 14 000 r. p.n.e zorganizowali oni ekspansję w kierunku południowym, na Bliski Wschód (gdzie wyodrębniła się słowiańska gałąź bliskowschodnia R1-YP5018, a część weszła do Egiptu i Tunezji (R1-YP1272). Ok. 12 000 r. p.n.e. Słowianie przeprowadzili swoją pierwszą, udaną ekspansję na Europę, która wyszła właśnie z terenów Bliskiego Wschodu. Tej inwazji już przedstawiciele "grupy germańskiej" I1 nie byli w stanie powstrzymać, choć całkowite opanowanie Bałkanów i dojście do Bałtyku, zajęło Ariom/Słowianom kolejne ok. 4 000 lat. Ok. 8 500 r. p.n.e. wyodrębniła się główna i najsilniejsza grupa ludności słowiańskiej - R1-M417. Z tej grupy wyłoni się zaś (ok. 6 400 r. p.n.e.) praojciec wszystkich ludów słowiańskich Europy Środkowej i Wschodniej - tzw.: "Człowiek z Jeleniej Wyspy", zwany również "Karelczykiem" lub... "Pierwszym Polakiem". Pełnił w swym plemieniu funkcję przywódcy plemienia oraz (zapewne) szamana. Uważany jest dziś za ojca wszystkich plemion Polaków i niektórych innych słowiańskich ludów południowo i wschodnioeuropejskich.

Podczas tej ekspansji, trwającej 4 000 lat, ludność zamieszkująca Bałkany (I2) została wchłonięta przez Słowian (prawdopodobnie w wiekszości bez walki), natomiast grupa (I1) była wypierana na północ (w kierunku Skandynawii), zapewne tutaj dochodziło już do walki zbrojnej. Ok. 7 600 r. p.n.e. Słowianie zajęli już ziemie całych północnych Niemiec, Holandii, Belgii, północnej Francji a nawet przeprawili się do południowej Brytanii. Od tej chwili, aż do ok. 4 200 r. p.n.e. Słowianie byli jedynymi panami większej części Europy (poza południową Francją, Półwyspem Iberyjskim, Południową Italią, wyspami śródziemnomorskimi, terenami dzisiejszej Grecji i oczywiście obszarem dzisiejszej Skandynawii). Ich władza rozciągała się nawet na tereny dzisiejszego Iranu i północnych Indii. Dopiero ok. 4 200 r. p.n.e. ma miejsce pierwsza ekspansja ludności celtyckiej na słowiańską Europę. Dochodzi do walk pomiędzy Ariami wywodzącymi się z tego samego pionu genetycznego, czego efektem jest (do ok. 4 000 r. p.n.e.) opanowanie części środkowej Europy przez plemiona celtyckie z kultury halsztackiej (tereny dzisiejszej Austrii, południowych Niemiec i Szwajcarii). Wzajemna rywalizacja plemion słowiańskich i celtyckich po roku 4 000 p.n.e. ustępuje miejsca współpracy i kooperacji (dochodzi nawet do łączenia rodzin - stąd dziś wspólne geny słowiańsko-celtyckie zamieszkujące jedno terytorium), a pokój utrzymuje się przez kolejne 2 000 lat.




 Ok. 2 250 r. p.n.e. plemiona celtyckie wkraczają do dzisiejszej Francji i bardzo szybko wypierają stamtąd dotychczasową niearyjską ludność - I2. Pochód Celtów przez Francję (czyli Galię) znamionują płonące wioski plemion o haplogrupie I2, którzy albo uciekają na południe (częściowo tereny Akwitanii, lub przechodzą przez Pireneje do Hiszpanii), albo też asymilują się ze zwycięzcami, tworząc lud celtyckich Galów. Ok. 2 200 r. p.n.e. Celtowie wkraczają do północnej Italii (tamtejsze słowiańskie osady były nieliczne i szybko uległy asymilacji), ok. 2 100 r. p.n.e. opanowują Brytanię (skąd wchodzą do Irlandii), zaś ok. 1 700 r. p.n.e. wchodzą do Skandynawii (przez ziemie dzisiejszej Danii, opanowane przez Słowian ok. 4 000 r. p.n.e.), ale tylko na tereny południowej Szwecji i Norwegii (Dania wciąż pozostaje słowiańska, co oznacza że Słowianie i Celtowie nadal utrzymywali między sobą pokój i wspólnie "dzielili" się Europą, choć na terenie Europy Środkowej mogło dochodzić do lokalnych walk niektórych plemion), wypierając tamtejsze ludy I1 na daleką, mroźną północ. Słowianie również podejmują wyprawy, ok. 1 800 r. p.n.e. wkraczają do Grecji (plemię "Gorów" - od starosłowiańskiego słowa "gore", czyli "ogień", potem fonetycznie przekształconych w "Dorów" - {a nazwa ta nie ma żadnego sensu}, z którego to plemienia narodzą się późniejsi Spartanie). Ok. 1 200/1 100 r. p.n.e. nastąpiła słowiańska inwazja na Italię (zapewne obyło się bez większych walk) plemienia - Etrusków (alfabet etruski jest praktycznie dokładnie tożsamy ze starosłowiańskim, zaś sens słów jest... identyczny).


PIERWOTNA, NEOLITYCZNA LUDNOŚĆ HAPLOGRUPY I2, ZAMIESZKUJĄCA ZIEMIE DZISIEJSZEJ FRANCJI




WEJŚCIE ARYJSKICH CELTÓW DO GALII (DZISIEJSZEJ FRANCJI)



W kolejnej części przedstawię zarówno granice ówczesnej słowiańsko-celtyckiej Europy, jak i najpotężniejsze organizmy plemienne (nie tylko te, które dotyczą Ariów), religię ludów indoeuropejskich (oraz pierwotnych ludów o haplogrupie I1 i I2) no i parę słów na temat rozwoju języka Ariów (słowiańskiego i celtyckiego), który to jest bodajże najbliższy tzw.: prajęzykowi. A następnie przejdę do prezentowania dalszych rozwojów Europy (i wyznaczania jej nowych granic, tak wewnętrznych jak i zewnętrznych).


WZAJEMNE PRZENIKANIE SIĘ KULTUR SŁOWIAŃSKICH I CELTYCKICH



CDN.

25 sierpnia 2025

MEMORIAM - Cz. III

ŚWIĘTE TARCZE SALIÓW





STRACONA DEKADA



Po morderstwie Saturninusa, Glaucjana i innych popularów obecnych (10 grudnia 100 r. p.n.e.) w świątyni Jowisza na Kapitolu, władza Senatu automatycznie została reaktywowana, a wraz z nią wzrosła pozycja stronnictwa optymatów (w bardzo dużym uproszczeniu - taka konserwatywna, rzymska prawica). Nastąpił teraz okres rozliczeń, który trwał kolejne trzy lata i okres restauracji rządów Senatu, trwający następne lat pięć. Popularzy (stronnictwo odwołujące się do ludu, choć proletariat dominujący na komicjach stanowił zwodnicze poparcie, gdyż często ulegał zmiennym nastrojom, a jego zapał gasł równie szybko, co się gwałtownie rozpalał, co skutkowało porzucaniem swoich przedstawicieli na pastwę losu, gdy tylko przestali być potrzebni), byli teraz totalnie rozbici i podzieleni. Symbolem znacznego wzrostu władzy Senatu był upadek znaczenia i wpływów Gajusza Mariusza, zwycięzcy barbarzyńców z północy, który jeszcze niedawno był porównywany do Romulusa i Kamillusa - jako trzeci założyciel Rzymu. Jego niepewne i niezdecydowane posunięcia przysposobiły mu wielu nowych wrogów, szczególnie (czego się raczej nie spodziewał) wśród plebsu wiejskiego. A plebs wiejski był podstawą jego siły politycznej, gdyż to właśnie z tych ludzi w ogromnej większości sformowana była mariuszowa "armia nowego typu". Teraz dla tych ludzi był zwykłym sprzedawczykiem lub w najlepszym razie człowiekiem chwiejnym (niektórzy wręcz publicznie zarzucali mu tępotę, jako że na poparciu Senatu i wystąpieniu przeciwko swym dotychczasowym sojusznikom nie zyskał kompletnie nic, a wiele stracił i to nie tylko ze swej powagi, ale również realnej władzy politycznej, gdyż Senat po 10 grudnia stopniowo, lecz konsekwentnie ograniczał jego kompetencje). Ostatecznie Mariusz został zmuszony do wycofania się z życia politycznego i opuszczenia miasta (w 98 r. p.n.e. udał się do Grecji i Azji Mniejszej).

Ostatecznym przejawem zemsty zwycięskiej nobilitas, skierowanej teraz głównie przeciwko rzymskiemu ludowi, była uchwała Senatu o zakazie składania ofiar z ludzi (97 r. p.n.e.). Uchwała ta była wymierzona bezpośrednio w plebs, jako że zmienne nastroje ludu rzymskiego niejednokrotnie powodowały ból głowy i szybsze bicie serc warstw posiadających, które zatopione w luksusach, pragnęły spokoju. Tak było chociażby ze sprawą westalek, oskarżanych o fizyczne obcowanie z mężczyznami (114 r. p.n.e.) - co potem okazało się prawdą, a owe gorszycielki starannie wybierały sobie kandydatów, tworząc coś na wzór tajemnego związku erotycznego, niepomne iż bezczeszczą tym nie tylko święte miejsce Westy, ale wystawiają się tym samym na jej gniew. Większość z tych kobiet nie zdołała nawet doczekać kary śmierci, polegającej na zakopaniu żywcem, gdyż wzburzony tłum dosłownie je rozszarpał na Forum. Teraz zwycięski Senat i nobilowie uznali, że lepiej zabezpieczyć się na przyszłość przed podobnymi humorami wzburzonego tłumu. Po spacyfikowaniu plebsu, przyszła jeszcze kolej na rozprawienie się z żądaniami foederati (czyli sprzymierzeńców). Italikowie, bo o nich to mowa, już od dawna domagali się obywatelstwa rzymskiego, czego jednak ani elity, ani rzymski plebs miejski nie zamierzali spełnić. Kolejne słuszne żądania z ich strony próbowali rozwiązać trybuni ludowi, począwszy od ustawy Flakkusa (125 r. p.n.e.), która szybko przepadła w Senacie i ustawy Gajusza Grakcha (122 r. p.n.e.), która dobiegła kresu wraz z morderstwem jej autora (121 r. p.n.e.), a skończywszy na planach objęcia obywatelstwem rzymskim tych Italików, którzy walczyli w legionach Mariusza w niedawnej wojnie z barbarzyńcami (102-101 r. p.n.e.), autorstwa właśnie owego Saturninusa (100 r. p.n.e.). Ostateczny cios nadziejom sprzymierzeńców zadał Senat ustawą Mucjusza Scewoli (95 r. p.n.e.), ustanawiającej specjalny trybunał karny do ścigania przypadków Italików, podających się za obywateli rzymskich, którzy swoje obywatelstwo otrzymali za zasługi w latach wcześniejszych.


RZYMSKA RODZINA NOBILÓW 



Lex Mucia usuwała także "ius migrationis" - czyli prawo swobodnego osiedlania się Italików w Rzymie, a tych, którzy tam już mieszkali, siłą wypędzono z miasta. Tak oto - w opinii nobilitas - ostatecznie zakończono trzydziestoletnią walkę Italików o nadanie im obywatelstwa. Spowodowało to wybuch ogromnego niezadowolenia foederati, a jeśli do tego dołożyć brutalność, z jaką rzymscy politycy traktowali urzędników miast latyńskich, żądając od nich np. wysprzątania łaźni na wizytę rzymskiego konsula, a także zakaz (od 180 r. p.n.e.) zakładania kolejnych osiedli latyńskich na terenie Italii, można sobie wyobrazić owo wzburzenie, przechodzące wręcz w nienawiść nie tylko do nobilitas, ale do całego ludu rzymskiego. Co rozsądniejsi politycy, starali się działać ku zrównaniu praw politycznych Italików i Rzymian, ale opór Senatu (i ludu) wciąż był bardzo silny. Wytworzyła się więc ciekawa układanka społeczno-polityczna. Mianowicie nobilitas optymacka stała na czele utrzymania swej władzy i kluczowej pozycji Senatu w państwie, ekwici (stan rycerski, który można również określić jako "klasa średnia") dążyli do kontrolowania senatorów poprzez sądy, będące w ich rękach, lud chciał więcej praw dla siebie i wzmocnienia roli komicjów oraz trybunatu ludowego. Niechętni ludowi byli zarówno nobilitas jak i ekwici - którzy obawiali się wszelkich radykalnych zmian społecznych, jednocześnie pragnąc zadowolić się kontrolą, jaką sprawowali nad sądami. Jednocześnie zarówno Senat, ekwici jak i lud zdecydowanie przeciwni byli próbom nadania Italikom pełnych praw obywateli rzymskich. 

Tak wiec leciały kolejne lata a Senat, który wyszedł zwycięsko z batalii o władzę, nie potrafił zdobyć się na jakiekolwiek reformy, które mogłyby uniemożliwić wybuch późniejszych niepokojów - ale czy można się temu dziwić? Większość z nas żyje z dnia na dzień i nie jest w stanie, lub nie chce przewidzieć konsekwencji, wybiegających dalej niż rok czy dwa lata naprzód. W czasach spokoju wydaje nam się że niebezpieczeństwa nie ma i że stan taki trwał będzie w nieskończoność. A tymczasem poważne zarzewie konfliktu tliło się wbrew wygodnemu, codziennemu życiu rzymskich elit. Wystarczy popatrzeć na dochody, jakie czerpali namiestnicy z zarządzanych przez siebie prowincji. Zdarzało się że ludzie, którzy byli w potwornych długach, a mogli poszczycić się odpowiednim urodzeniem i przynależnością do stanu nobilitas, starali się o uzyskanie prowincji po zakończeniu oficjalnej drogi politycznej, gdyż niejednokrotnie powracali stamtąd jako bogacze, wręcz udzielni książęta. Wyzysk ludności lokalnej był nieprawdopodobny, a tego, czego nie zabrali namiestnicy, zdzierali dalej publikanie, którzy często wywodzili się z ekwitów. Z reguły więc ludność prowincjonalna płaciła rocznie nie jeden a co najmniej dwa duże podatki (nie licząc pomniejszych opłat, jak cła, opłaty za wyzwolenie niewolnika, za uzyskanie obywatelstwa rzymskiego - a te były wręcz astronomiczne), jeden do prywatnej kasy zarządców i całego aparatu administracyjnego prowincji, a dopiero drugi trafiał bezpośrednio do Rzymu. Stan ten był wręcz chroniczny i ani Senat, ani ekwici nie zamierzali nic z tym zrobić (nie chcąc pozbywać się "kury znoszącej złote jaja"), podobnie jak niewiele do czasów Pompejusza Wielkiego (67-65 p.n.e. który zdecydowanie rozwiązał problem korsarstwa na morzach Wschodu), uczyniono w kwestii położenia kresu piractwu morskiemu, o co przecież prosiło chociażby Rodos jak i inne wyspy oraz miasta będące albo pod rzymską zależnością, albo opieką. Ale nobilitas zarabiała na transporcie nowych niewolników do Rzymu, więc ich antypirackie kroki były w dużej mierze pozorowane.


RZYMSKI PLEBS



Zresztą na łupach (choć oczywiście w mniejszym stopniu) zarabiali nie tylko senatorowie i ekwici, sporo bogactw z podbitych krain skapnęła również plebsowi, o czym świadczy powstawanie w drugiej połowie II wieku p.n.e. wielu małych, prywatnych firm budowlanych w Rzymie, czerpiących środki właśnie z publicznych pieniędzy, pochodzących z podatków nałożonych na podbitą ludność prowincji. Żołnierze w prowincjach też często zamieniali się w kupców, brali bowiem dłuższe urlopy z wojska i otwierali swoje kramy, parając się chociażby lichwą (zakazaną w samym Rzymie od IV wieku p.n.e.). Wielu z nich parało się tym fachem również po zakończeniu służby wojskowej, teraz jednak w roli publikanów. Zdzierstwa tych ludzi były niesamowite, potrafili bowiem pobierać nawet i 50 % odsetek pochodzących z pożyczanej sumy. Nic dziwnego że niektórym ludziom się to mocno nie podobało. Jednym z nich był właśnie mój dziad - Publiusz Rutyliusz Rufus, który sprawując urząd legata (97 r. p.n.e.) u namiestnika Kwintusa Mucjusza (autora ustawy z 95 r. p.n.e. o czym wyżej) w prowincji Azji, wydał zdecydowaną walkę zdzierstwom publikanów. Dziad mój był człowiekiem najwyższej uczciwości i nie mógł patrzeć na nieszczęścia ludności Azji, odzieranych z ostatnich środków do życia, przez chciwych ekwitów. Tropił i karał więc wszelkie tego typu ich przewinienia. Nic więc dziwnego że skumulował przeciwko sobie całą ich nienawiść. Wykrył ogromną aferę finansową, w którą powiązani byli zarówno ekwici pełniący funkcje publikanów w prowincjach, jak i część senatorów w Rzymie. Otóż polegało to na tym, iż zarówno namiestnicy jak i publikanie wzajemnie ograbiali lokalną ludność w formie cyklicznych podatków i opłat. A ten spośród namiestników, który nie chciał wejść w ową przestępczą siatkę, był oskarżany o korupcję i usuwany. Tak właśnie stało się z moim dziadem, który po zakończeniu urzędu powrócił do Rzymu, gdzie wytoczono mu proces właśnie o... korupcję (przywłaszczyć miał sobie pewne środki należne państwu). Wyrok w sądzie - kontrolowanym przez ekwitów - zapadł bardzo szybko, było nim wygnanie.

Tak oto za konsulatu Gajusza Klaudiusza Pulchera i Marka Perperny (92 r. p.n.e.), dziad mój został wypędzony z Rzymu, majątek naszej rodziny skonfiskowany i jako ofiary "sądowej sprawiedliwości" udaliśmy się na wschód, na grecką wyspę Lesbos, gdzie w tamtejszym mieście - Mitylenie przyszedłem na świat. Było to dokładnie trzy dni po nonach i na pięć dni przed idami marcowymi (10 marca), w roku konsulatu Sekstusa Juliusza Cezara i Lucjusza Marcjusza Filipusa (91 r. p.n.e.). Dzień, w którym się narodziłem, był w Rzymie dniem świątecznym starożytnego bractwa Saliów, ponoć pamiętającego czasy początków naszego miasta - którzy śpiewając pieśni na cześć boga Marsa i wymachując swymi świętymi, niebiańskimi tarczami (które ponoć spadły z nieba) i od których zależała nie tylko pomyślność ale i samo przetrwanie naszego miasta, rozpoczynali tym samym wiosenny okres świąteczny. W kolejnej części opowiem jak wyglądało moje dzieciństwo, które zbiegło się w czasie z wybuchem wojny z Italikami.




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...