WYŚWIETLENIA

18 sierpnia 2025

DOMINATORKI - Cz. III

CZYLI RZECZ O ZNANYCH
I NIEZNANYCH KOBIETACH W HISTORII,
KTÓRE POTRAFIŁY 
RÓŻNYMI SPOSOBAMI OWINĄĆ SOBIE
MĘŻCZYZN WOKÓŁ PALCA



DOMINATORKI STAROŻYTNEGO EGIPTU
Cz. III





"DYNASTIA KRÓLOWYCH"
Cz. III



IV
AHMES
"MATKA NAJSŁAWNIEJSZEJ CÓRKI"




Była pierwszą władczynią z nowej dynastii - Totmesydów. Nie wiadomo dokładnie czy miała ona jakiekolwiek związki z poprzednią dynastią - Ahmesydów (z której to wywodziła się sławna Boska Małżonka Amona-Re Ahmes-Nefertari, która żyła jeszcze zapewne na początku panowania faraona Aacheperkare Totmesa I {1506 - 1493 r. p.n.e.} przy czym numeracja kolejnych władców jest już wynalazkiem późniejszym, greckim. Egipcjanie bowiem nie znali tej formy liczenia swych władców, a jedynym ich rozróżnieniem stało się dodanie prenomenu - czyli głównego imienia królewskiego). Prawdopodobnie jednak była ona jedyną córką ostatniego władcy z dynastii Ahmesydów - Djeserkare Amenhotepa I i wnuczką Ahmes-Nefertari. Zapewne po bezpotomnej śmierci ojca ("bezpotomnej" - znaczy iż nie spłodził syna, jako że córki nie liczyły się w roli następców tronu, gdyż to mężczyzna - wedle wierzeń Egipcjan - był stwórcą wszechrzeczy, to męskie nasienie jest siłą sprawczą dającą życie, kobieta zaś pełni jedynie funkcję naczynia, które ta "życiodajna siła" wypełnia i w której się ono kształtuje, ale to mężczyzna daje życie, nie kobieta. Dlatego też w Egipcie to nie do matek miano pretensje jeśli urodziła się córka, ale właśnie do ojców), stała się ona żoną jego następcy. Na nic się zdały zabiegi matki Amenhotepa I i podsyłanie mu do łoża wciąż nowych dziewcząt, w nadziei na spłodzenie syna. Nie powiodło się. Następcą został więc wybrany (nie wiadomo tylko przez kogo - Ahmes-Nefertari czy może samego Amenhotepa I?) oficer o imieniu Dżehutimes, który następnie przybrał imię Aacheperkare Totmes (I). Był on już wcześniej żonaty z córką władcy - Ahmes (było to niezwykle rzadkie zjawisko, gdyż księżniczek nie wydawano za osoby niższego stanu, wszystkie one przebywały w haremie swego brata, jako jego żony. Ale Ahmes zapewne nie miała brata, a ponieważ jej ojciec nie miał też syna, więc wystąpiła wyjątkowa sytuacja).

Totmes I wstąpił na tron ok. 1506 r. p.n.e. w wieku trzydziestu kilku lat (urodził się więc w czasie, gdy Ahmose I zaczął wyzwalać Deltę z rąk Hyksosów). Wcześniej miał już zapewne żonę (choć nie zachowało się jej imię) i być może nawet jakieś dzieci, ale z chwilą gdy został władcą kraju, żywym Bogiem, jego związek z tamtą kobietą przestał mieć jakiekolwiek znaczenie, gdyż celem było po prostu zapewnienie ciągłości linii władców (ciągłość linii władców była niezwykle ważna, gdyby bowiem okazało się że król nie zostawił następcy i nikt inny nie objął tronu, w kraju... zapanowałby chaos. Wszystko co miało tam miejsce, co się rodziło i kwitło, począwszy od codziennej pracy chłopów w polu, a skończywszy na wyprawach wojennych - było podyktowane wolą panującego władcy, jako "Żywego Horusa", jego emanacji i esencji. Wola władcy była więc wolą Boga i gdyby zabrakło następcy, to w rozumieniu zwykłego Egipcjanina stałoby się tak, jakby nagle zgasło słońce i nastały wieczne ciemności. To w ogóle nie wchodziło w rachubę, dlatego też kapłani egipscy skrupulatnie odnotowywali kolejnych, następujących po sobie władców, nawet jeśli pochodzili oni z innych krain, czy byli najeźdźcami. Tak się też stało, gdy Aleksander Wielki w latach 332-331 p.n.e. zajął Egipt, od razu został uznany przez tamtejszych kapłanów za faraona, gdyż kraj po prostu musiał mieć jakiegoś króla aby nie zapanowała anarchia i ludzie nie zaczęli się wzajemnie mordować). Wszystkie więc siostry i córki zmarłego faraona, automatycznie zapełniały harem kolejnego władcy i automatycznie stawały się... jego żonami. Celem króla było bowiem rozsiewanie swego "Boskiego Nasienia", celem zaś jego żon - rodzenie synów i to najlepiej rok po roku, tak aby przynajmniej niektórzy z nich przeżyli ojca (śmiertelność niemowląt była bowiem wówczas niesamowicie duża, a dziecko, jeśli przeżyło okres trzech lat - czyli odstawienie od mleka matki lub mamki, było uważane za silne i zdolne przeżyć kolejne dwa, trzy najcięższe lata). 




Wszędzie bowiem groziły niebezpieczeństwa, a dzieci (ze względu na swój słaby i nie uodporniony jeszcze organizm) były szczególnie na nie podatne. Wielkie żniwo zbierała czarna ospa, a żona lub nałożnica władcy, która złapała tę chorobę (w następstwie czego jej ciało pokrywały okropne krosty) mogła być pewna, że nawet po ustąpieniu choroby, król nigdy już nie odwiedzi jej alkowy, czyli zostanie skazana na przymusowy celibat do końca życia (dlatego też kobiety o ile mogły, ukrywały krosty). Równie często umierano na biegunkę i odwodnienie, dlatego też na dworze królewskim nie pito wody (obawiano się zakażenia), zamiast tego oferowano władcy i jego rodzinie gównie piwo i wino (pijały je nawet małe dzieci), gdyż w procesie destylacji i fermentacji ginęły larwy much i innych pasożytów. Inną plagą były wszy, pchły i owsiki. Dlatego dzieci strzyżono do gołej skóry, pozostawiając jedynie mały kosmyk na czubku głowy (aby ustrzec dziecko przed wszawicą), ale zdarzało się, że np. przy jedzeniu, dzieci faraona drapały się po pupie, co było wyraźnym sygnałem iż złapały pasożyta. Zapalenie odbytu było niezwykle poważną chorobą na którą umierały dzieci (w tym również dzieci faraona) i choć lekarze egipscy byli uważani za najlepszych w całym rejonie Północnej Afryki i Lewantu, to jednak śmiertelność niemowląt i dzieci była w Egipcie faraonów przeogromna (odra, dur brzuszny, grypa, dżuma). Egipcjanom szybko też psuły się zęby, a brało się to z nadmiaru piasku, który przedostawał się do mąki, z której potem pieczono chleb lub wypiekano ciastka. Spożywanie dużej ilości mąki z pyłem kwarcowym, ścierało szkliwo, powodując infekcję, która przekładała się na resztę organizmu (zęby są niezwykle ważnym czynnikiem naszego zdrowia, jeśli pod dziąsłem zbiera się ropień i nie jest on oczyszczony, wówczas wcześniej czy później odbije się to na reszcie organizmu, szczególnie głowie, sercu a nawet nogach). Co prawda Egipcjanie posiadali też wyśmienitych dentystów (którzy potrafili wstawiać sztuczne zęby w miejsce usuniętych prawdziwych tak, że niczym się od nich nie różniły), ale bez wątpienia mieli oni bardzo dużo pracy. 

Ponieważ właśnie śmiertelność niemowląt i dzieci była wielka, dlatego tak ważne było cykliczne płodzenie nowego potomstwa (kobieta powinna rodzić co roku, ewentualnie co dwa lata - takie było przekonanie elity władzy). Ojciec z reguły nie odwiedzał dzieci przed piątym rokiem życia (a i potem też bardzo rzadko), zaś matka (mam tutaj na myśli oczywiście rodzinę królewską i elitę dworską) z reguły oddawała niemowlę na wychowanie mamce, obawiając się przywiązać do niemowlęcia (a także karmić je mlekiem. Z reguły bowiem księżniczki karmiły mlekiem do drugiego/trzeciego miesiąca życia noworodka, po czym oddawały go mamce, a same przygotowywały się do porodu kolejnego dziecka - jak wiadomo mleko w piersi kobiety utrudnia poczęcie kolejnego dziecka, stąd szybkie przerwanie karmienia było niezbędne) którego szanse przeżycia wynosiły 1:100. Ponieważ wszystkie dzieci władcy wychowywały się w jego haremie, przeto gdy tylko jedno zachorowało, wkrótce chore były wszystkie lub większość dzieci. Śmiertelność była niesamowita, do tego czyhały jeszcze zagrożenia zewnętrzne, jak skorpiony (dzieci nie miały szans przeżycia ukąszenia skorpiona), pająki i oczywiście krokodyle (zdarzało się, szczególnie w prywatnych domach, że do oczka wodnego przywędrował krokodyl nilowy i wejście tam wówczas było śmiertelną pułapką nie tylko dla dzieci, ale również i dla dorosłych. Dlatego też przed wejściem do takiego leżącego nieopodal domu stawu, służba najpierw kijami sprawdzała czy jest bezpieczny). Jeśli dziecko przeżyło 5-10 rok życia, to było duże prawdopodobieństwo że osiągnie wiek płodny i przeżyje rodziców. Zresztą w pałacu królewskim (i w domach wielmożów) jedzenie było dobre, odżywcze i zbilansowane (kaczki, gęsi, mleko, jagnięcina, baranina, jajka, ryby, owoce, warzywa i placki w tym słodkie ciastka - do tego piwo oraz wino dla dzieci i dorosłych do popicia. Zwykłą wodę pijali zaś głównie ubodzy Egipcjanie).




Jeśli władca nie posiadał jakichś widocznych ułomności i nie cierpiał na jakąś chorobę, był w stanie rocznie zapłodnić kilka kobiet ze swego haremu. Tak więc haremy to były miejsca, gdzie kłębiło się zarówno mnóstwo kobiet (żon i nałożnic króla), oraz ich dzieci. Niektóre kobiety były w ciąży, inne rodziły, inne zajmowały się dziećmi a jeszcze inne opłakiwały ich śmierć. Takie było życie haremu królewskiego Egiptu faraonów. Znacznie częściej wymieniano w (królewskich dokumentach) zrodzone królewskie córki, niż synów. O synach prawie nie wspominano (stąd tak ubogie przetrwały o nich informacje), jeśli nie byli wybranymi przez ojca następcami tronu. Tylko następca tronu się liczył, jego bracia od chwili swych narodzin byli przygotowywani do zupełnie innej roli, jaką mieli pełnić w przyszłości (jeśli oczywiście przeżyli okres dzieciństwa). Z reguły przysposabiano ich do funkcji administracyjnych i kapłańskich. Mogli więc założyć rodzinę i żyć ze swą żoną i dziećmi w wygodnym pałacu gdzieś na jakiejś prowincji, administrując przydzielone im nomy. Córki miały o wiele gorzej, gdyż nie wydawano ich za mąż (prócz pewnych wyjątków). Wszystkie one były częścią haremu najpierw swego ojca a potem brata, który wyznaczony został do roli następcy tronu. Taka polityka dynastyczna powodowała, iż Egipt nie znał ani walk o tron ani skrytobójczych morderstw (zdarzały się co prawda pewne nieliczne spiski haremowe, ale były one wyjątkiem potwierdzającym regułę), gdyż wszyscy synowie znali swoje miejsce w hierarchii. Problem pojawiał się wówczas, gdy wybrany do roli następcy tronu książę umierał, nie doczekawszy się intronizacji. Wówczas sytuacja się zmieniała i następcą stawał się kolejny (wybrany przez króla) syn, który początkowo był przysposabiany do zupełnie innej roli. Następcą Aacheperkare Totmesa (I) został jego syn o imieniu Wadżmose (nie był on zapewne synem Wielkiej Małżonki Królewskiej - Ahmes, tylko dzieckiem jednej z nałożnic, choć oczywiście co do tego nie ma pewności) i to jego przygotowywano do roli księcia-następcy tronu.

Oczywiście po wstąpieniu na tron musiał on poślubić wszystkie swoje siostry (a tę, zrodzoną z królowej Ahmes, uznać kolejną Wielką Małżonką Królewską). Często więc dzieci królewskie, które w dzieciństwie razem się wychowywały, biegając nago wokół domu (co było naturalne dla Egipcjan), potem stawały się małżeństwem. Wadżmose nie przeżył jednak wieku chłopięcego i zmarł na jakąś chorobę. Wówczas wszystko się odwróciło i następcą został kolejny syn władcy - książę Amenmose (który również nie był synem królowej Ahmes). Natychmiast młodemu księciu zmieniono nauczycieli, którzy teraz przygotowywali go do roli "Żywego Horusa", czyli żyjącego pośród śmiertelnych Boga na ziemi. Król musiał być silny, sprawny, dysponować energią witalną i mądrością. Dlatego edukacja sprowadzała się nie tylko do niezwykle czasochłonnej nauki czytania i pisania hieroglifów, lecz także całej królewskiej etykiety, zachowań, nieruchomego siedzenia na tronie całymi godzinami - niczym żywy posąg, a jednocześnie wysiłku siłowego - strzelania z łuku do tarczy, biegania wokół pałacu, powożenia rydwanem wojennym (przy jednoczesnym posługiwaniu się łukiem i oszczepem) i oczywiście udziału w polowaniach. Syn króla, który nagle stawał się następcą tronu, mógł zapomnieć o spokojnym życiu w zaciszu domowym z jedną żoną, teraz miał do swojej dyspozycji cały harem specjalnie dla niego sprowadzanych kobiet z różnych zakątków kraju i z zagranicy (takich jak azjatyckie piękności z krajów Lewantu, czy subsaharyjskie księżniczki z Nubii o hebanowym kolorze skóry) z którymi powinien jak najczęściej kopulować, co najmniej... raz dziennie, jak sądzili Egipcjanie, co było potwierdzeniem królewskiej witalności i jego boskiej mocy.

Amenmose był teraz oczkiem w głowie całej dynastii, a szczególnie ojca, który otoczył go najlepszą opieką i ochroną. Przecież w tym młodym księciu spoczywała przyszłość całego kraju, jego pomyślność, rozwój i szczęście ludu. Był słońcem, które wschodziło nad światem i umożliwiało wylewy życiodajnego Nilu, jego szczęście było szczęściem całego kraju, a jego smutek lub choroba, oznaczały katastrofę dla państwa. Książę zamieszkał w Memfis w Dolnym Egipcie, z dala od królewskich Teb, pod opieką swoich nauczycieli, gdzie miał uczyć się roli przyszłego władcy. Niestety, to właśnie w rejonie Memfis zdarzył się wypadek, który ponownie przekreślił plany Totmesa I co do jego następcy. Książę polował na lwy (władcy i książęta z reguły polowali na duże i niebezpieczne zwierzęta, jako uosobienie ich potęgi i mocy) w rejonie Gizy. Nie przeżył tego polowania (nie wiadomo co się stało, egipskie dokumenty z epoki nic nie wspominają o tej tragedii, być może książę został przez pomyłkę zraniony, lub zaatakowało go i zabiło dzikie zwierzę), w każdym razie w Tebach znów nastała żałoba. Kolejnym następcą Totmesa został jego trzeci syn, słaby i chorowity Dżehutimes. Jego matką była niejaka Mutnofret (również spokrewniona z poprzednią dynastią, najprawdopodobniej była ona córką Ahmes-Nefertari i siostrą Amenhotepa I). Nie miał więcej, niż ok. 10 lat, ale przeżył najgorszy i najbardziej niebezpieczny okres dzieciństwa. Ok. 1493 r. p.n.e. po prawie trzynastu latach panowania, faraon Totmes I zmarł, pozostawiając tron i władzę nad krajem w rękach chorowitego dziecka, które do tego było wątłe i słabe. Taki władca nie mógł zapewnić dobrobytu i powodzenia dla kraju, ale żył i to było wówczas najważniejsze.




Dziecko oczywiście nie mogło bezpośrednio sprawować władzy, dlatego też Egipcjanie wprowadzili formę regencji, sprawowanej przez matki panującego władcy. Było to najbezpieczniejsze i najpewniejsze rozwiązanie, jako że matka z reguły nie mogła działać przeciwko interesom swego syna, a tylko jego panowanie zapewniało jej władzę. Nie mogła też mu szkodzić, gdyż gdyby to uczyniła, ten, osiągnąwszy wiek męski, mógł ją zniszczyć. Regencja matek była więc najprostszym i najbezpieczniejszym rozwiązaniem w przypadku małoletności władcy. Jednak w przypadku Dżehutimesa, który przybrał imię Aacheperenre Totmesa (II), to nie jego matka - Mutnofret stała się regentką, ale właśnie księżniczka Ahmes. Prawdopodobnie Mutnofret była jej ciotką, choć różnica wieku pomiędzy tymi kobietami nie musiała być aż tak duża. W każdym razie to ona została regentką, a nie matka władcy (która musiała zadowolić się tytułem "Matki Horusa"). Regentka Ahmes (wnuczka wielkiej Ahmes-Nefertari) często odwoływała się do swej babki, biorąc z niej przykład w działaniu. Automatycznie cały harem poprzedniego władcy przechodził na jego następcę i wszystkie siostry Totmesa II, stawały się teraz jego żonami, przy czym funkcję Wielkiej Małżonki Królewskiej pełniła córka Ahmes (ona sama sprawowała funkcję Boskiej Małżonki Amona-Re) - księżniczka Hatszepsut, która była starsza od swego przyrodniego brata/męża o jakieś dwa lata. Teraz to właśnie one, matka i córka wspólnie kierowały państwem, a chorowity faraon był tylko marionetką w ich rękach. Przed tymi kobietami stanęło wiele niezwykle ważnych spraw, którymi musiały się zająć, jak choćby zabezpieczenie granic i stłumienie anty-egipskich buntów (które wybuchały - głównie w krajach Lewantu - przy każdej zmianie władzy nad Nilem).




Już Amenhotep I dotarł z wojskiem do granic II katarakty Nilu, pod Wadi Halfę i zajął Abu Simbel. W Lewancie podporządkował zaś sobie władców Kanaanu, Fenicji i Amurru i po raz pierwszy północną granicę ustanowił nad Eufratem, stawiając tam królewską stelę. Jego następca - Totmes I dotarł do III katarakty Nilu w Nubii, zajmując stolicę tego kraju - Semnę i zakładając potężną twierdzę w Tombos oraz wzmacniając twierdzę w Buhen - symbol egipskiego panowania w subsaharyjskiej Nubii. W Azji zaś stłumił powstania książąt Fenicji i Kanaanu, oraz podporządkował sobie kraj Retenu i też dotarł do Eufratu, stawiając kolejną stelę graniczną. Po śmierci tego władcy, zarówno w Nubii jak i w Lewancie wybuchły jednak kolejne powstania anty-egipskie. Zbuntowani Nubijczycy oblegli twierdzę w Tombos, Ahmes musiała więc działać szybko i zdecydowanie, jeśli chciała utrzymać posiadłości Egiptu na południu i nie umniejszyć władzy i znaczenia nowych rządów. Wysłała wojsko na odsiecz Tombos i rzeczywiście powstanie nubijskie wkrótce zostało stłumione, a głowa (i prawa dłoń którą trzymał miecz) nubijskiego wodza, złożona u stóp młodego faraona. Znacznie więcej problemów nastręczał bunt w Lewancie. Tutaj mocno bruździli Mitannijczycy, czyli kraj Nahariny (jak nazywano ich w Egipcie). Wspierali oni powstanie "niezależnych" królestw na granicy egipskiej strefy wpływów, których najważniejszym elementem było królestwo Alalach pod rządami Idrimiego. Władcy mitannijscy w zamian za wsparcie przeciwko Egiptowi, uzyskali kontrolę nad handlem syryjskim i zrzeczenie się praw Alalach do miasta Haleb (notabene rezydencji władców dawnego, starożytnego i w tamtych już czasach owianego legendami - Jamchadu). Srebro króla Szauszatary z Waszszuganni (stolicy królestwa Mitanni) niewiele dało, gdyż Egipcjanie zgnietli bunt Alalach i w swym pochodzie dotarli nawet do twierdzy Nyy na granicy Nahariny (przekroczenie Eufratu oznaczałoby wojnę z Mitanni, a na to Egipt nie był wówczas gotowy). Po raz pierwszy podczas tej kampanii stykamy się z informacją, jakoby Egipcjanie podporządkowali sobie lud o nazwie Szosu ze stepów Negebu. W skład plemion Szosu wchodziło szczególnie jedno, niezwykle popularne plemię, które nosiło nazwę JHW, a zwano je albo Habiru ("pokryci piachem") albo też Ibri, z którego potem narodzą się... Hebrajczycy. W każdym razie królowa-regentka Ahmes poradziła sobie z tym zagrożeniem. 

 


Natomiast księżniczka Hatszepsut (jeszcze jako dziewczynka i już żona Totmesa II), sprawowała (zapewne przy wsparciu matki) kontrolę nad całym jego haremem. Uczestniczyła też u jego boku w oficjalnych spotkaniach w sali tronowej i przy nim słuchała tego, co mieli do powiedzenia oficerowie oraz kapłani. Od małego rosła w niej potrzeba władzy, a jednocześnie wciąż była utwierdzana w przekonaniu, że jest lepszą od innych kobiet, jest wybranką Boga i małżonką "Żywego Horusa". Do pełni szczęścia i władzy brakowało jej jeszcze syna, którego zrodziłaby ze związku z bratem. Syna który byłby przedłużeniem dynastii i kolejną nadzieją na utrzymanie kraju w kosmicznym porządku wszechrzeczy. Król był jednak jeszcze dzieckiem i jej osoba bardziej go śmieszyła (zapewne bawili się razem jako dzieci) niż powodowała jakiekolwiek inne uczucia. Jednak gdy Totmes II skończył 15 rok życia a Hatszepsut osiągnęła wiek lat 17-tu, spędzili ze sobą pierwszą wspólną noc (wcześniej też to czynili, ale zapewne tylko aby rozmawiać, grać w senet - rodzaj szachów i stroić sobie żarty). Wielka Małżonka Królewska zaszła w ciążę - jeśli urodziłaby zdrowego syna, zajęłaby pozycję matki na czele władzy w kraju. Jadała więc suszone daktyle i piła dużo wina, aby bogowie pobłogosławili ją chłopcem. Gdy nadszedł jednak dzień porodu i zamknięta w sali, wraz z innymi kobietami z haremu, chodząc w kółko w bólach porodowych, co jakiś czas kucała, próbując zmusić dziecko do wyjścia na świat (niekiedy taki poród trwał godzinami), w otoczeniu dymu kadzideł, magicznych zaklęć, odganiających demony i głosów kobiet zwróconych do dziecka: "Przyjdź!, Przyjdź!" - wreszcie urodziła. Gdy jednak podano jej dziecko i nie spostrzegła u niego małego członka i jąder, posmutniała. To była dziewczynka, czyli nie dała królowi następcy. Będzie musiała jeszcze raz to powtarzać, póki nie urodzi mu syna. A tymczasem para królewska nadała dziewczynce imię - Neferure.




CDN.

17 sierpnia 2025

"PIERWSZE" ODKRYCIE AMERYKI - Cz. IV

CZYLI JAK WŁADCY MUCHOMORZA DOTARLI DO NOWEGO ŚWIATA





ZA FIORDAMI I ZIEMIAMI JARLÓW
Cz. III






Na zjeździe w Paderborn (777 r.) Karol Wielki nie tylko doprowadził do złożenia mu hołdu przez większość saskich rodów i przyjęcia przez nich chrześcijaństwa, ale tam właśnie ustanowił Marchię Wschodnią (lub Saską) która miała być pierwszym krokiem do opanowania całej Saksonii, oraz do wypraw na ziemie innych ludów słowiańskich. Warto też nadmienić że w tym czasie, na ziemiach, które obecnie należą do państwa polskiego, najpotężniejszym władcą lechickich plemion był książę plemienia Lędzian - Lech VI (zwany pierwotnie Przemysławem). Trzeba bowiem tutaj podkreślić, że rzeczywiście Imperium Lechickie jako scentralizowany podmiot polityczny nie istniało, natomiast istniało szereg mniejszych plemion, które w pewnych okresach czasu dominowały nad resztą i których władcy byli kimś w rodzaju pierwotnych pogańskich władców Polski. W okresie o którym opowiadam najsilniejszym takowym władcą był właśnie Przemysław, zwany następnie Lechem, który rozpoczął swą władzę ok. 760 r. po zakończeniu tzw. "drugiej anarchii" politycznej lechickich plemion, która trwała też ok. dwudziestu lat i nastąpiła po śmierci ostatniej wielkiej władczyni plemienia Wiślan (z głównym grodem w Krakowie) Wandy Amazonki (miała ona panować w latach 735-740). Lech VI (oczywiście numeracja poszczególnych władców jest już późniejsza) panował z miasta Przemyśla nad Sanem - które sam założył - przenosząc swą stolicę z Sandomierza.



 
W każdym razie Marchia Wschodnia którą w Paderborn założył Karol, miała być wstępem pod dalszą ekspansję Franków, najpierw na tereny Obodrytów i Wieletów, a potem zapewne Serbów i Czechów. Była to jednak pieśń przyszłości, teraz przede wszystkim należało podporządkować Sasów, a to wcale nie było łatwe i to nie tylko ze względu na silną opozycję zwolenników Widukinda, ale również na błędy które popełnił sam Karol. Do owego Paderborn przybyła bowiem delegacja z odległej Hiszpanii, na której czele stał zarządca muzułmańskiej wówczas Saragossy - Ibn al-Arabi i jego syn Józef. Al-Arabii stał na czele buntu przeciwko emirowi Kordoby (z rodu Omajadów) - Abd al-Rahmanowi I i starał się pozyskać Karola do interwencji w Hiszpanii. Ten uznał bowiem, że wyprawa przeciwko Sasom zakończyła się sukcesem i kraj został spacyfikowany, dlatego można rozpocząć nową kampanię na Południu. Poza tym zapewne marzył również o sławie swego dziada Karola Młota, który w bitwie pod Poitiers (732) rozbił arabskich najeźdźców, co to planowali podbić Królestwo Franków, podobnie jak dwadzieścia lat wcześniej uczynił to z Hiszpanią Tarik ibn Zijad. Ponowne zdobycie i rechrystianizacja Hiszpanii zapewne wówczas leżała na sercu Karola i pragnął on sławy podobnej do tej, jaką niegdyś zyskał Aleksander Macedoński.




Swoją drogą zbyt duża pewność siebie i pycha która się z tym wiąże, przekonanie o własnej nieomylności które jakże często dotyka rządzących, poddanych nieustannym pochlebstwom, to jest gwóźdź do trumny każdego władcy, ba, każdego człowieka. Od razu mi się przypomina postać Benito Mussoliniego, który bez wątpienia szczyt swojej popularności osiągnął dnia 9 maja 1936 r. gdy z balkonu Palazzo Venezia w Rzymie ogłaszał powstanie "Nowego Imperium Rzymskiego" po zwycięstwie i podboju Etiopii (Abisynii). Rzeczywiście w tamtym czasie, gdy oznajmiał - najpierw 5 maja - o zakończeniu wojny i przywróceniu pokoju, a potem o odrodzeniu Imperium, był u szczytu swej sławy i popularności, a ok. 200-tysięczny tłum zgromadzony pod Palazzo Venezia doznawał wręcz euforycznej ekstazy - podobnej do tej, którą czuje się po zwycięskim meczu własnej drużyny. Ów starszy pan - bowiem już 54-letni, teraz dopiero stawał się bogiem i realnie w tym momencie mógł uczynić wszystko w polityce wewnętrznej Włoch. Mógł usunąć króla, wprowadzić republikę, samemu uznać się za imperatora, mógł również doprowadzić do wolnych wyborów które faszyści w tamtym czasie wygraliby w cuglach i mieliby całkowitą demokratyczną podbudowę swoich rządów. Dopiero teraz słowa, które w 1925 r. wypowiedział pewien dziennikarz włoski, iż Mussolini "ma zawsze rację" stawały się rzeczywistością. Zwycięstwo i podbój Etiopii zjednoczyły kraj w sposób nieprawdopodobny (i to naprawdę do tego stopnia, że dotychczasowi przeciwnicy polityczni Mussoliniego teraz chcieli pławić się w jego blasku. Mało tego, włoscy komuniści i liberałowie namawiali wręcz swoich zwolenników aby ci wspierali faszystów Mussoliniego, bo idą oni w dobrym kierunku) a Mussoliniego wywyższyło tak, jak później Hitlera wywyższyło zwycięstwo nad Francją w 1940 r. Mussolini wówczas otrzymał również tytuł "Twórcy Cesarstwa", który był pewnym substytutem dla tytułu "Imperatora" - cesarzem został bowiem król Wiktor Emanuel III, dla którego znowu wymyślono dziwną formułę w typie "królewskiego cesarza". Mussolini był wówczas także bardzo popularnym politykiem w Europie, do którego łasili się inni politycy - jak Winston Churchill, czy premier Francji Leon Blum - próbując przekonać go do sojuszu przeciwko Hitlerowi. Wyobraźcie sobie co by było, gdyby Włochy przystąpiły do sojuszu przeciwko Niemcom. Przecież ustrój faszystowski mógłby spokojnie dalej funkcjonować po Wojnie, a Mussolini zapewne byłby jednym z bohaterów zwycięstwa nad Niemcami. 

Ale tutaj właśnie nastąpiła pewna zmiana, która przesądziła o jego losie, jak i o losie całych Włoch. A mianowicie Mussolini - do tej pory polityk w miarę rozsądnie myślący, chociaż jego przemówienia bez wątpienia ekstatyczne, jednocześnie pozbawione były treści i potrafił czarować jedynie siłą swego głosu - przestał rozumować logicznie. Po 9 maja 1936 r. wszystkie jego decyzje były błędne, pozbawione sensu a wręcz głupie, tak jakby nastąpiła w nim jakaś zmiana osobowości. Skąd to się wzięło? Otóż odpowiedź jest bardzo prosta, z potoku, a wręcz z oceanu pochlebstw, jakie w tamtym czasie na niego spadały. Spowodowało to, że nawet logicznie myślący człowiek przestaje w końcu rozumować logicznie i skoro inni uważają cię za boga, w końcu ty sam uznasz się za boga - bardzo niewiele osób zdoła się oprzeć tej pokusie. Ponoć w owym 1936 r. żona Mussoliniego (o czym pisała w swoich pamiętnikach) namawiała go, aby wycofał się z polityki i przeszedł na emeryturę, gdzie mógłby hodować kury w ciszy i spokoju z dala od zgiełku polityki - nawet się nad tym zastanawiał - ale pochlebstwa zrobiły swoje. Odebrały mu zdolność logicznego myślenia i uczyniły zeń ofiarę własnej propagandy. Zaczął też wkrótce pieprzyć coś o gwieździe pod którą się zrodził i o tym, że jest w stanie przewidywać przyszłość i to było już wiadomo, że to koniec. Rok 1936 dzieli zaledwie 7 lat od roku 1943 gdzie Mussolini stracił władzę i został aresztowany, oraz 9 lat od roku 1945 gdy włoscy partyzanci zabili go i powiesili na szubienicy nogami do góry. Tak kończy pycha (jako ciekawostkę dodam jeszcze tylko, że tego samego dnia gdy ogłosił odrodzenie Imperium Rzymskiego, czyli 9 maja 1936 r. wywiad z nim chciała zrobić pewna francuska dziennikarka, ale nie do końca jej się to udało. Mussolini bowiem... zerwał z niej ubranie i po prostu odbyli stosunek w jego gabinecie. Zresztą popularność dawała również i to, że dziewczyny były na każde jego skinienie - ale to już inna sprawa).




Karol uważał że łatwo zdobędzie Hiszpanię, tym bardziej gdy zbuntowała się Saragossa - swoista brama do Kordoby, gdzie urzędował emir (który zwał się również malikiem - czyli królem) Abd al-Rahman. Władca ten był jednym z ostatnich - a bodajże ostatnim wielkim przedstawicielem rodu Omajadów. Pierwszym przedstawicielem tej dynastii był trzeci kalif i bliski współpracownik oraz zięć Mahometa - Osman (sprawował swe rządy w latach 644-656). I choć pochodził on z bocznej gałęzi tego rodu, to za jego kalifatu dynastia Omajadów przejęła wiele kluczowych stanowisk w arabskiej ummie. Za jego czasów nepotyzm stał się tak naturalny, jak powietrze którym oddychano, a jednocześnie Osman zabraniał bogatym rodom arabskim z Mekki oraz wyróżniającym się dowódcom wojskowym, zakładania prywatnych posiadłości na zdobytych terenach (np. w Iraku czy w Syrii). Ostatecznie doprowadziło to do tego, że został zamordowany. Zdążył jednak mianować namiestnikiem Syrii bezpośredniego przodka Abd al-Rahmana - Muawiję (który oczywiście również wywodził się z rodu Omajadów). Po krótkich rządach kalifa Alego (656-661) ostatniego z "raszidun" (czyli "sprawiedliwych") jak uważają muzułmanie (a szyici nie uznają innych kalifów którzy przejęli władzę po śmierci Alego, a tymi innymi byli właśnie Omajadzi). Władzy Alego nie uznał Muawija rezydujący w Damaszku. Wsparli go przedstawiciele możnych rodów z Mekki i Medyny którzy liczyli że w zamian zmieni się dotychczasowa polityka i będą mogli opanować żyzne tereny Persji, Syrii i Egiptu. Muawija ogłosił się kalifem już w 657 r. i w tym czasie rozpoczęła się tzw "Pierwsza Fitna" (czyli konflikt pomiędzy Arabami). Ostatecznie Ali zamordowany został w swym obozie w Al-Kufie przez członka sekty charydżytów (ugrupowania religijnego, które nie wspierało ani Alego ani Muawiji, twierdzili bowiem, że nowym kalifem powinien zostać nie ten, kto jest najpotężniejszy, ale ten, kto najbardziej wielbi Allaha. Nie dostrzegali kogoś takiego ani w Alim, ani w Muawiji i twierdzili że Allah ukaże owych nikczemników. Jeden z takich wyznawców odebrał życie Alemu). Jego następcą został syn - Al-Hasan (661 r.), który szybko porozumiał się z Muawiją, zrezygnował z władzy i w zamian za bezpieczne i wygodne życie przeniósł się do Medyny, gdzie zmarł w kwietniu 670 r. (prawdopodobnie otruty na polecenie Muawiji, jako że w chwili śmierci Hasan miał jakieś 45 lat, Muawija był starszy o co najmniej dwadzieścia i chciał swym następcą uczynić swego syna - Jazyda. Hasan w tym momencie uważany przez dużą część wyznawców Allaha za "sprawiedliwego" był więc niezwykle niebezpieczny). Tak oto od 661 r. nowym i jedynym kalifem wszystkich muzułmanów stał się Muawija, a nową stolicą Damaszek.




Ogłosił on również, że zabójstwo pierwszego mężczyzny, który pod wpływem nauk Mahometa przyjął islam (czyli jego krewniaka Osmana), było czynem haniebnym i bezbożnym i na tym też budowano legendę rodu Omajadów. Muawija stworzył system, w którym oddzielano Arabów od przedstawicieli innych nacji, wprowadził też ograniczenia dla nowych wyznawców islamu, a także jego dwór w Damaszku zaczął się coraz bardziej bizantynizować, oddalając się od pierwotnej ubogiej ummy z Mekki czy Medyny. Muawija nadal rozszerzał Imperium Arabskie, w 664 r. zajął Kabul, w 670 r. Kairuan (rozpoczynając tym samym podbój Ifrikij - Afryki, a konkretnie dzisiejszej Tunezji, tyle że bez regionu Kartaginy), w 669 r. jego flota dotarła do wybrzeży Sycylii, a w latach 674- 678 rozpoczął ciężką wojnę z Bizancjum, którego ukoronowaniem było czteroletnie nieudane oblężenie Konstantynopola (nieudane chociażby z powodu tego, że Bizantyjczycy zastosowali w walce nową broń - ogień grecki, dzięki któremu zatapiali arabskie okręty jeden po drugim, plując na nich ogniem - niczym z miotacza ognia. Swoją drogą takie nowinki techniczne były bardzo ciekawe np. Archimedes - obywatel Syrakuz, wspierał swoje miasto podczas rzymskiego oblężenia w latach 214-212 p.n.e. stosując najróżniejsze nowinki techniczne, między innymi dźwig, który przypominał łapę i który chwytał okręty i je miażdżył. Ostatecznie Syrakuzy zostały zdobyte, a Archimedes tak był zajęty nowym wynalazkiem, że nie zauważył rzymskiego żołnierza który wdarł się do jego komnaty, żołnierz ten rozłupał mu czaszkę na dwoje. Swoją drogą mało brakowało, a ogień grecki nie zostałby w Konstantynopolu, bowiem jego wynalazca nie uzyskał odpowiedniej ceny i początkowo nie spotkał się z uznaniem ze strony cesarza rzymskiego/bizantyjskiego i był nawet gotów sprzedać swój patent Arabom. Ostatecznie jednak tak się nie stało i wynalazek ten pozostał w Bizancjum, a stał się sławny właśnie jako "ogień grecki").






Muawija zmarł w 680 r. Wcześniej jednak wyznaczył swego syna Jazyda I na nowego kalifa i swego następcę. Nie spotkało się to z uznaniem zwolenników rodu Alego, a ponieważ po śmierci Hasana teraz to w jego młodszym bracie Husajnie widziano kolejnego z raszidun, przeto namówiono go aby ruszył z Medyny i na czele wiernych sobie oddziałów odzyskał to, co należało się jego ojcu i co jest zgodne z wolą Allacha. Na równinie Karbala doszło do bitwy (680 r.) w której oddziały Husajna (w tym kobiety i dzieci, bo przecież wyruszono całym dobytkiem), otoczone zostały przez przeważające siły Jazyda. Doszło do prawdziwej rzezi, ostatni zginął sam Husajn, tuląc w ramionach swego synka. Tak też rozpoczęła się Druga Fitna, która trwała dwanaście lat. Za czasów Jazyda Arabowie rozpoczęli długi rekonesans po wybrzeżu Afryki Północnej, dochodząc do Cieśniny Gibraltarskiej (682-683), ostatecznie jednak zostali oni rozbici przez oddziały Berberów z Maghrebu w bitwie pod Tahudha (683 r.). W tym też roku w Hidżazie (czyli na ziemiach arabskich, na których znajdowały się miasta Mekka i Medyna), doszło do kolejnego buntu przeciwko dynastii Omajadów. Jego inicjatorem był niejaki Abd Allah Ibn az-Zubajr - syn Al-Zubajra Ibn al-Awwama, który w 657 r. walczył przeciwko Alemu w przegranej "Bitwie Wielbłądów" nieopodal Basry. On również nie pałał sympatią do rodu Omajadów i pragnął powrotu do dawnej ummy w Mekce. Nie podobało mu się przeniesienie stolicy do Damaszku i coraz większe rozluźnienie moralne społeczności arabskiej (choć jeszcze w tamtym czasie mimo wszystko słabo dostrzegane, sam przecież Muawija był przede wszystkim wiernym muzułmaninem, a dopiero potem kalifem i częściej się modlił niż sprawował władzę, rozkładając swój dywan i kierując wzrok w stronę drugiej kibli - czyli Mekki, pierwszą kiblą była Jerozolima, w stronę której pierwotnie modlił się Mahomet). W 683 r. wojska Omajadów zdobyły Medynę, lecz Mekka wciąż się broniła. W międzyczasie zmarł Jazyd I (683) oraz jego syn i następca Muawija II (684). 


KARBALA 
ŚMIERĆ HUSAJNA I JEGO SYNKA
(680)



Nowym kalifem obrano az-Zubajra, ale ten wciąż był odcięty w Mekce. Dodatkowo zbuntowali się charydżyci w środkowej Arabii i w Persji (684), a poza tym w Al-Kufie zbuntowali się szyici, pragnący pomścić śmierć Husajna. W tych warunkach w czerwcu 684 r. nowym kalifem został kuzyn Muawiji I - Marwan. Wywodził się on z bocznej linii rodu Omajadów, którego członkowie pochodzili od al-Hakama bin Abu al-Asy (przyrodniego brata Abu Sufiana - ojca Muawiji I). Marwanidzi - bo tak należy ich nazwać - byli dumni z tego, że nie pochodzą od Abu Sufiana, czyli tego, który początkowo wyparł się Mahometa i traktowali gałąź linii Muawiji z wyższością. Marwan I zmarł już w 685 r. a władzę po nim przejął jego syn Abd al-Malik. W ciągu kolejnych sześciu lat zdołał on całkowicie ujarzmić szyitów i charydżytów, a w 692 r. zdobył Mekkę i skazał na śmierć Ibn az-Zubajra, kończąc tym samym Drugą Fitnę. Był to bodajże pierwszy władca który realnie dążył do centralizacji swojej władzy. Wprowadził język arabski jako oficjalny język administracji (do tej pory był to tylko język Koranu i język poezji) natomiast w administracji na Wschodzie wciąż posługiwano się językiem perskim, na Zachodzie zaś, czyli w Syrii, Palestynie i Egipcie - greckim). W 691 r. al-Malik ukończył budowę wielkiego (i istniejącego do dziś) meczetu Kopuły na Skale w Jerozolimie. Zaczął też bić pierwszą arabską monetę, ozdobioną cytatami z Koranu. Ostatnie trzynaście lat jego rządów upłynęły w spokoju i dobrobycie. Za rządów al-Malika zajęto prawie cały Maghreb (690-709), zdobyto Kartaginę 698 r. (i potem 699, gdy Bizantyjczycy na krótko ponownie opanowali miasto). Rozpoczęto też zmasowaną eksplorację wybrzeży Sycylii. Nie był to jeszcze złoty wiek kultury arabskiej (jaki zapanuje za kalifa Haruna ar-Raszida sto lat później - notabene jest to ten kalif, za którego powstały sławne dzieła takie jak: opowieść o Dżinie z lampy Aladyna, czy Alibabie i 40 rozbójnikach), ale był to bez wątpienia przedsmak tego, co miało nastąpić.




Już za al-Malika (a nawet wcześniej, choć za jego rządów stało się to szczególnie popularne) zaczęły powstawać szkoły religijne, interpretujące z pozycji islamu to, jak człowiek powinien zachowywać się aby pozostać wiernym Bogu. Piszę o tym, ponieważ z punktu widzenia Omajadów było ważne, czy dani kadaryci (interpretujący boskie wyroki) są im przychylni czy też nie. Chadżyryci nie byli, uważali wręcz że Omajadzi zasłużyli na śmierć, ponieważ wyrzekli się Allaha i nie wypełniają jego woli. Ruch kadarytów jaki zrodził się wokół Al-Hasana al-Basri w Basrze, co prawda wspierał Omajadów - jako tych którzy przywracają porządek i niszczą chaos - ale pozostawił sobie furtkę umożliwiającą ich krytykę. Twierdzili oni bowiem że kalifowie - podobnie jak i inni ludzie - są odpowiedzialni za swe uczynki, a Bóg nigdy nie nakłada na człowieka więcej, niż ten jest w stanie unieść, dlatego też jeśli człowiek nie byłby zdolny do uczciwego i cnotliwego życia, to Allah by tego od niego nie wymagał. Jeśli więc kalif sprzeniewierza się bożym wymogom, spieniewierza się jednocześnie swojej naturze. Uczony Al-Hasan Wasil Ibn Ata w ogóle potępiał wszelki zbytek panujący na dworach kalifów, twierdząc że wszyscy ludzie są sobie równi i równi jesteśmy w oczach Boga. Nie ma bowiem wyższych i ważniejszych od innych, chociażby jedni byli kalifami, a inni żebrakami, choćby jedni byli mędrcami a inni głupcami - wszyscy jesteśmy sobie równi (wyrażając własne zdanie pragnę potwierdzić, nie ma znaczenia czy ktoś jest inteligentny czy nie, czy ktoś jest władcą czy niewolnikiem, wszyscy jesteśmy równi i póki tego nie zaakceptujemy, nie będziemy mogli niczego więcej osiągnąć, a jeżeli wpadniemy w pychę, to będzie koniec balu panno Lalu w tym życiu. Przykład Mussoliniego jest tutaj niezwykle jaskrawy). Było to trochę niebezpieczne dla Omajadów, ale akceptowali te ruchy, tym bardziej że nie podważały one ich władzy.




Kalif al-Malik zdołał w sposób pokojowy przekazać swą władzę na ręce syna i następcy al-Walida i po raz pierwszy w dziejach muzułmańskiej ummy dziedziczenie z ojca na syna zostało zaakceptowane bez sprzeciwu, co też potwierdzało, iż czasy się zmieniają i pierwotne arabskie tradycje nomadyczne odchodzą w niepamięć na korzyść bardziej zjednoczonej i zurbanizowanej cywilizacji, w której rządy władcy absolutnego - tej tradycji wcześniej Arabowie nie znali - jest naturalną konsekwencją stworzenia Imperium. Tak więc gdy al-Malik zmarł (705 r.) al-Walid został nowym kalifem. To właśnie za jego rządów Arabowie osiągnęli swój największy terytorialny obszar, zdobywając Kaganat Zachodnioturecki z miastami Samarkanda i Buchara (710), Sind i Multan (713) na Wschodzie, oraz wizygocką Hiszpanię na Zachodzie (711-719). Ale za tego władcy zaczęły pojawiać się też i pierwsze poważne trudności, które w przyszłości stały się powodem rozpadu owego Imperium. Mianowicie Omajadzi władali terenami rozciągającymi się od rzeki Indus na Wschodzie i od Jeziora Aralskiego na Północy po Jemen i Saharę na Południu, aż do gór Kaukazu i Pirenejów na Zachodzie. Był to tak olbrzymi teren, że zarządzanie nim z maleńkiej Syrii to było co najmniej zadanie karkołomne. Już Rzymianie po wielkich podbojach Trajana na Wschodzie w latach 113-117 zdali sobie sprawę że Imperium Rzymskie staje się zbyt rozległe, a co za tym idzie zbyt odległe od centrum, czyli od Rzymu. Zarządzanie takim molochem przez jednego człowieka, który rezydował w Italii było niemożliwe, dlatego też następca Trajana - Hadrian zrezygnował ze zdobycznych terenów Mezopotamii, Asyrii i Armenii jakie w czasie wojny zdobyto na Partach. Potem Dioklecjan zdając sobie sprawę z niemożności zarządzania takim Imperium w sytuacji upadku władzy centralnej w czasie anarchii III wieku, postanowił podzielić się władzą z dobranymi sobie współpracownikami i każdy z nich przejął określony odcinek. Oficjalnie było dwóch cesarzy, jeden na Wschodzie a drugi na Zachodzie, ale każdy z nich miał jeszcze po jednym cezarze, który odpowiadał za utrzymanie bezpieczeństwa na granicach, w sytuacji gdy cesarz potrzebny był gdzie indziej. System tetrarchii dioklecjańskiej wprowadzony oficjalnie w 287 r. (pierwsi cezarowie - czyli pomocnicy i następcy władców - pojawili się w 293 r.), działał od tej pory w miarę bezbłędnie (oczywiście poza drobnymi wypaczeniami, na które podatny był ustrój ówczesnego Rzymu). Tak też było z Arabami, ale tutaj nikt nie wpadł na pomysł żeby władzą się podzielić i jednocześnie utrzymać jedność w wielości. Syria była za mała i za biedna żeby mogła utrzymać takiego kolosa, dlatego też rozpad był nieunikniony.

A Syria była biedna, ponieważ dotychczasowy rozwój gospodarczy tego regionu został zahamowany z chwilą zdobycia go przez Arabów, jako że szlaki handlowe wiodące do Anatolii i Konstantynopola zostały przerwane i jedynie utrzymywano te, istniejące w kierunku południowym, czyli do Egiptu, oraz na Wschód, do Persji i dalej do Indii. Dzięki temu rozwijały się miasta dzisiejszego Iraku i Iranu oraz Chorasanu (czyli regionu wschodniej Persji i zachodniego Afganistanu). Tam napływała ludność arabska, tam rozbudowywały się miasta, tam zaczynała się tworzyć nowa kultura, Syria zaś coraz bardziej przypominała prowincję, a Damaszek zapyziałą dziurę. Po śmierci al-Walida (715 r.) władzę na krótko przejął jego brat Sulejman (do 717). Po jego śmierci kolejnym kalifem został Omar, który również wywodził się z rodu Omajadów (dodatkowo jego matka była wnuczką kalifa Omara, zabitego w 644 r.), a on sam znalazł się na damasceńskim dworze al-Malika i następnie Sulejmana, z którym mocno się zaprzyjaźnił. To spowodowało że po śmierci Sulejmana został jego następcą. Za czasów Omara II uwidoczniły się już pierwsze poważniejsze problemy w polityce zagranicznej. Arabowie zostali pokonani przez Basków pod Cowadonga (722), co oznaczało koniec podboju Hiszpanii. Jednocześnie rozpoczęte jeszcze za Sulejmana oblężenie Konstantynopola (drugie takie wielkie w dziejach wojen z Arabami) z lat 717-718 zakończyło się ponownie klęską (również dzięki technice ognia greckiego). Niepowodzenia militarne i polityczne to jedno, natomiast pod względem kultury to rzeczywiście czasy Omara są wyjątkowe. Przede wszystkim nakazał spisanie wszystkich hadisów, a także wydał polecenie, aby wszyscy jego obywatele (oczywiście mężczyźni) umieli czytać i pisać, co powodowało że Arabowie znacznie bardziej dominowali kulturowo nad chrześcijańskimi Europejczykami (których władcy częstokroć sami byli niepiśmienni, nie mówiąc już o zadbaniu o alfabetyzację swego ludu). I Omar krótko panował, zmarł w 720 r., a nowym klifem został teraz syn al-Malika - Jazyd II. Zmarły Omar cieszył się bardzo dobrą reputacją wśród swych poddanych. Przede wszystkim dlatego, że na równi traktował wszystkie swoje prowincje i jako człowiek głęboko religijny namawiał mieszkających w jego państwie chrześcijan, Żydów czy mitraistów do przyjęcia islamu. Czynił to niestety również na swoją niekorzyść, bowiem ci, którzy przyjmowali islam, zwalniani byli z podatku (dzizji) który musieli płacić niewierni. A to powodowało że skarbiec Omajadów topniał w oczach, a przecież koszty wcale nie malały, a wręcz przeciwnie, nieustannie rosły. Jazyd II z pewnością się tym nie przejmował. Był on bowiem człowiekiem, który przede wszystkim skupiał się na doczesnych przyjemnościach. Uwielbiał bowiem osobiście kupować na targu niewolnice do swego haremu (jeszcze wówczas klasyczne haremy nie istniały, kobiety mieszkały w pałacu, w pobliżu władcy), a także był miłośnikiem wszelkiego rodzaju wykwintnych potraw. Większość dnia leżał w swym pałacu otoczony poduszkami, kobietami i przepychem. Budziło to niechęć nie tylko wśród szyitów, ale również wśród radykalnych uczniów szkół muzułmańskich (o których wspomniałem wyżej).

Panowanie Jazyda II nie trwało długo. Zakończył swe życie już w styczniu 724 r. a nowym kalifem został jego młodszy brat (syn al-Malika) Hiszam. On przywrócił muzułmańską religijność i prostotę na dworze damasceńskim, chociaż władał jak prawdziwy despota i za to również był krytykowany przez wyznawców Allaha, którzy nie byli przyzwyczajeni do despotycznych rządów swoich kalifów. Starał się też Hiszam zwiększyć swą kontrolę nad poddanymi, aby uniknąć ewentualnych buntów, które zawsze wybuchały pod hasłami odnowy religijnej. Szczególnie niebezpieczni byli szyici (którzy nadal dążyli do wyniesienia rodu Alego do władzy), ale i inne odłamy islamu były podejrzane. W tym czasie dla szyitów prawdziwym kalifem był potomek Alego - Ali Abd Allah, który ze swą rodziną i zwolennikami mieszkał w oazie al-Humajma, leżącej na południe od Morza Martwego. Szybko stała się ona kryjówką wszelkich przeciwników rodu Omajadów. Za rządów Hiszama Karol Młot na polach Poitiers rozbił arabski najazd na Królestwo Franków (732 r.). Arabowie później już nie próbowali ponownych ataków. Oficjalnie twierdzono, że stało się tak z powodu małej wartości Europy jako nabytku dla muzułmanów. Europa bowiem miała być zwykłym zadupiem, które nie warto w ogóle zdobywać, poza tym na Północy panował okropny klimat dla Arabów, a śniegi i mrozy były tym, z czym oni sobie nie radzili. Ale to nie wróg zewnętrzny był tym, z czym najciężej musieli zmagać się Omajadzi. W Al-Kufie bowiem członkowie klanu Banu Haszim (z którego wywodził się również Mahomet) i potomkowie Abbasa ibn Abd al- Muttaliba (wujka Mahometa), uważali że mają znacznie większe prawo do władzy, niż członkowie klanu Omajadów. Przewodził im wówczas Muhammad ibn Ali. Zawarli oni sojusz z szyitami Abd Allaha (który scedować miał na ibn Alego swoje prawo do władzy - potem okazało się że nie jest to prawdą). Słysząc te pogłoski Hiszam miał ponoć skontaktować się z Muhammadem i w formie ustnej lub pisemnej (w każdym razie dokumenty te nie zachowały się) przekazał mu władzę po swej śmierci. Tak się jednak złożyło że Hiszam zmarł w roku 743, a władzę przejął syn Jazyda II - al-Walid II. Muhammad zmarł zaś w roku 744 i prawo do imamatu przeszło na jego syna - Ibrahima (zwanego "Imamem"), który teraz wysłał do Chorosanu (gdzie zaistniały najbardziej anty-omajadzkie nastroje) swego zaufanego człowieka Abu Muslima, aby ten pod czarnym sztandarem rodu Abbasa wzniecił bunt przeciwko występującym pod białym sztandarem Omajadom. Karty zostały rzucone, a los rodziny Abd al-Rahmana został przypieczętowany. Nastał bowiem dla nich teraz okrutny i krwawy czas.




CDN.

WIELKA WOJNA NA WSCHODZIE - Cz. III

OSTATNIA WOJNA 
HELLEŃSKIEGO ŚWIATA





EGIPT PTOLEMEUSZY 
(RETROSPEKCJA)
Cz. III




Tak więc wiosną 381 r. p.n.e. perska flota wojenna złożona z 300 okrętów pod dowództwem Tiribazosa i Arondasa (zwanego też Orondesem), wyruszyła na podbój Cypru. Władający wyspą Ewagoras (panujący w samej Salaminie już prawie lat 30, natomiast od lat 10 niepodzielnie władający całą wyspą jako niezależny władca, zbuntowany przeciw perskiej dynastii Achemenidów), przygotował się dosyć dobrze do obrony. Sam dysponował 200 okrętami wojennymi (z czego cypryjskich, czyli jego własnych było 70, 50 dostał od faraona Achorisa z Egiptu, 20 z Tyru - który kontrolował na wybrzeżu fenickim, a pozostałe okręty od innych, sojuszniczych polis). Zebrał 6 000 hoplitów, wspartych kilkoma tysiącami jednostek sojuszniczych. Miał układ sojuszniczy zawarty z Egiptem, miastami Tyr i Sydon na wybrzeżu fenickim, oraz nieznanym z imienia pewnym arabskim władcą. Mimo to perska armia inwazyjna była potężna i zanosiło się na ciężką wojnę obronną. Persom udało się wysadzić desant w rejonie cypryjskiego miasta Kition, a Tiribazos przejął teraz dowództwo nad armią, natomiast Arondas dowodził flotą (nie wiadomo dlaczego Ewagoras nie zapobiegł wysadzeniu desantu na wyspie? Czy obawiał się konfrontacji w bitwie morskiej , co po utracie floty byłoby katastrofalne dla niego samego? Nie wiadomo, natomiast gdy już Persowie wysadzili desant, porozumiał się Ewagoras z piratami egejskimi, którym zapłacił, aby ci szarpali perskie linie aprowizacyjne i uniemożliwiali armii będącej już na Cyprze dowóz żywności). Persowie bez walki opanowali Kition i Idalion, gdzie ponownie zainstalowali na tronie (obalonego wcześniej przez Ewagorasa) króla Milkationa. Wydawało się że Salamina zostanie wzięta w śmiertelne kleszcze z lądu i morza i Ewagoras szybko będzie obalonym, a wraz z nim cały jego ród Teucerydów, ale szybko okazało się że nie jest to wcale takie proste. Sprzymierzeni z Ewagorasem piraci egejscy skutecznie zrywali dowóz żywności dla armii z Azji Mniejszej, co szybko doprowadziło do głodu w perskich oddziałach, a to zaś było powodem buntu. Żołnierze odmówili dalszej walki, póki nie dostaną jedzenia. Sprawa zaczęła się mocno komplikować, ale ostatecznie niejaki Glos dowiózł zaopatrzenie z Cylicji i bunt w perskich szeregach szybko stłumiono.

Ewagoras teraz postanowił przejść do ofensywy i stanąwszy na czele swej floty, wyprawił się na południe Cypru, do Kition, z zamiarem opanowania miasta i zamknięcia  Persów w cypryjskim kotle. Tam już jednak stała gotowa do walki perska flota pod dowództwem Arondasa (obecny był tam również, przybyły wcześniej z Cylicji Glos, który miał znacznie większe doświadczenie w walkach na morzu, niż spowinowacony z rodziną królewską Arondas). Ewagoras uderzył na Persów taktyką podobną do tej, którą 100 lat wcześniej zastosował Temistokles w bitwie pod Salaminą egejską w śmiertelnym wojnie o niepodległość Grecji z Persami. I rzeczywiście odniósł sukces, Arondas był całkowicie zaskoczony, część okrętów perskich zaczęła na siebie wpadać, inna część była spychana lub rozbijana (uderzeniem dziobowym) przez okręty cypryjskie. Widząc że bitwa zamienia się w klęskę Persów, dowództwo przejął Glos, który wycofał część okrętów, przegrupował je i ponownie uderzył na flotę Ewagorasa. Jego atak okazał się zbawienny, Ewagoras stracił pod Kition sporą część swej floty a z resztą wycofał się do Salaminy, która teraz została oblężona przez Persów z lądu i morza. Miasto co prawda było dobrze przygotowane do obrony, ale mijały kolejne miesiące, a siły obrońców wyczerpywały się. Ewagoras - zdając sobie sprawę że bez wsparcia z zewnątrz nie będzie w stanie długo się obronić - postanowił wymknąć się z okrążenia i popłynąć do Egiptu, do króla Achorisa, prosząc go o kolejne fundusze i okręty. Udało mu się to uczynić pod osłoną nocy na czele 10 okrętów. W Egipcie otrzymał pieniądze i bliżej nieznaną liczbę okrętów, ale pomoc ta okazała się niewystarczająca. W międzyczasie Tiribazos wyjechał do Suzy, aby przed obliczem króla królów Artakserksesa II zdać mu relację na jakim etapie są walki o Cypr. O ile siły Greków zamkniętych w Salaminie mocno odczuwały blokadę miasta, o tyle wojska Persów również malały. Skuteczne obrona, a nawet kontrataki greckich hoplitów powodowały, że Persowie tracili zapał do dalszej walki, która nie przynosiła efektów, a jedynie straty i kolejne trudy (nie bez znaczenia był też poważny konflikt pomiędzy dowódcami Tiribazosem i Arondasem). Jednak nie było możliwości zakończyć oblężenia i wycofać się, bo byłaby to klęska nie tylko militarna, ale polityczna, a przede wszystkim wizerunkowa całego Imperium, a perscy wodzowie zapewne zapłaciliby za to głową (nawet w sytuacji, gdy tak jak Arondas - byli mężami królewskich córek). 

I właśnie wówczas los się do nich uśmiechnął, gdyż powracający z Egiptu Ewagoras (zdając sobie sprawę że pomoc udzielona przez Achorisa jest niewielka) wysłał do Persów swych heroldów z prośbą o zakończenie wojny. Godził się na wiele, czyli na ponowny powrót pod władzę króla królów i płacenie daniny, pod warunkiem że Persowie pozostawią go na tronie Salaminy, a nawet całego Cypru. Tiribazos co prawda pozwolił Ewagorasowi pozostać na tronie Salaminy, ale tylko tego miasta, w innych miastach Cypru miano przywrócić lokalnych władców (obalonych dziesięć lat wcześniej przez Ewagorasa). Miał też zapłacić zaległą daninę, oraz przyjąć tytuł: "niewolnika króla królów". Ewagoras zgodził się na wszystko, z wyjątkiem przyjęcia owego tytułu, twierdząc że może płacić daninę władcy jako król, ale nie jako jego niewolnik. Gdy wydawało się że negocjacje rozbiją się o tę właśnie sprawę, Tiribazos ostatecznie wycofał swoją propozycję i dzięki temu zawarto porozumienie pokojowe (380 r. p.n.e.). Ewagoras następnie przez kolejne sześć lat wypełniał wszystkie obowiązki lennika króla Persji, nie myśląc już o buncie. Choć miał już prawie 80 lat, nie przestawał myśleć o przyjemnostkach. Jedną z nich był stosunek homoseksualny z pewnym młodym i pięknym chłopakiem, któremu Ewa gora skazał usunąć jądra, a ostatecznie nawet planował przerobić go na kobietę (takich przypadków przerabiania chłopców na kobiety w świecie starożytnym było kilka głośnych. Najsławniejszym bodajże jest przykład Sporusa - kochanka Nerona, któremu ten kazał nosić suknie swej zmarłej żony Sabiny Poppei, malować się i zachowywać jak kobieta. Tragiczna historia Sporusa - który po śmierci Nerona przechodził z rąk do rąk, a ostatecznie miał zostać publicznie zgwałconym na arenie w cyrku przy wiwatach zgromadzonej publiczności. Nie był w stanie już tego znieść i przed samą ceremonią popełnił samobójstwo {68 r.}. Inny przykład - choć może nie aż tak dramatyczny - to historia Antinousa - chłopca w którym zakochał się cesarz Hadrian. W wieku 12 lat został niewolnikiem cesarza {123 r.}, a ze względu na swą urodę i jasną skórę szybko stał się jego kochankiem. Ostatecznie utonął w nurtach Nilu {130 r.}podczas podróży cesarza do Egiptu. Hadrian tak bardzo po nim rozpaczał, że założył na jego cześć miasto w miejscu gdzie utonął, o nazwie Antinoopolis, oraz jeszcze bardziej zaczął upokarzać i znęcać się psychicznie nad swą małżonką - Vibią Sabiną, ostatecznie doprowadzając ją do samobójstwa {137 r.}. Gdy sam umierał kilka miesięcy później w ogromnych bólach mówiono, że to za sprawą klątwy, jaką Vibia Sabina rzuciła na niego na łożu śmierci. Natomiast co się tyczy Antinousa to można przypuszczać, że jego utonięcie było wyzwoleniem z objęć zdegenerowanego, starego pedofila - chociaż Hadrian jako cesarz, nie jako człowiek ale jako cesarz, zapisał się złotymi zgłoskami w historii Rzymu a jego rząd to jeden z najlepszych okresów w dziejach Imperium). Tak więc niewolnik którego Ewagoras kazał pozbawić męskości i chciał zamienić w kobietę, zemścił się na nim, mordując go podczas kąpieli (374 r. p.n.e.). Władzę w Salaminie (również jako lennik króla królów) objął jego syn - Nikokles II.


AGNIESZKA WAGNER JAKO ŻONA NERONA 
SABINA POPPEA w QUO VADIS 





Porażka i ponowne podporządkowanie się Persom władcy Salaminy cypryjskiej (najpotężniejszego greckiego miasta na Cyprze), co prawda nie było korzystne dla Egiptu, ale Achoris nie mógł wcale narzekać. Po pierwsze: stworzona przez ateńskiego generała Chabriasa armia, a przede wszystkim egipska flota i jej zwycięstwo nad Persami po dwuletniej walce nadgranicznej (o czym pisałem pierwszej części tej serii) w roku 383 p.n.e. dawało nadzieję na spokojniejsze czasy przyszłości. Tym bardziej że Chabrias po zwycięstwie nie wrócił do Aten, tylko wciąż pozostawał w Egipcie, a w samej Helladzie - a szczególnie w Atenach - było wielu takich, którzy nawoływali do podjęcia kolejnej wielkiej krucjaty antyperskiej. Największym wrogiem Persów w tym okresie był bez wątpienia niejaki Isokrates - strateg i polityk ateński, który najpierw głosił konieczność natychmiastowej pomocy Ewagorasowi ("przyjacielowi wszystkiego, co helleńskie"), a potem już otwarcie nawoływał do nowej krucjaty antyperskiej, powołując się nie tylko na doświadczenia z przeszłości (ze zwycięstw pod Maratonem - 490 r. p.n.e., Salaminą, Platejami i Mykeleami - 479 r. p.n.e. i na wielką kampanię strategia Kimona z roku 469 p.n.e. - w wyniku której zniszczył nową wielką inwazyjną armię i flotę perską nad brzegiem rzeki Eurymedon w południowej Azji Mniejszej), ale również ze zwycięstw Greków nad Persami z lat ubiegłych. W czasie 100 igrzysk olimpijskich w roku 380 p.n.e. (które notabene zwyciężył w biegu stadionowym Dionizodor z Tarentu) wygłosił swą sławną mowę, zamieszczoną następnie w "Panegiryku" swego autorstwa. Powoływał się w niej na zwycięską wyprawę 10 000 Greków (perska wojna domowa i bitwa pod Kunaksą z 401 r. p.n.e. - o czym pisałem w poprzednich częściach) i ich ciężki, ale szczęśliwy powrót do ojczyzny. Isokratesa bez wątpienia dziś nazwalibyśmy rasistą, gdyż nie tylko nazywał Persów barbarzyńcami i odmawiał ich im jakiejkolwiek inteligencji, ale wręcz mówił o nich, że nie są ludźmi. Rozpaczał co prawda nad faktem, że armia którą przywiedli na Cypr Tiribazos i Arondas - choć oficjalnie zwała się perską - była złożona głównie z Greków, greckich najemników ściągniętych z Jonii i Karii; to jednak podkreślał, że Persowie nie są w stanie nawet stanąć w szranki greckich hoplitów, gdyż ich barbarzyńskie serca napełniają się wtedy strachem. Podkreślał że kampania przeciwko Persji będzie łatwa i szybka, a Grecy wyzwolą mnie tylko te miasta i wyspy, które stracono w pokoju Antalkidasa (387/386 r. p.n.e.) ale całą Azję Mniejszą, a być może i inne ziemie. Notabene Isokrates miał trochę pecha, gdyż swoją słynną mowę wygłaszał wcześnie rano, gdy w Olimpii nie było jeszcze zbyt wielu ludzi i praktycznie nikt go nie słuchał. 

Jego rodzinne polis - Ateny, też nie zamierzały wchodzić w nową wojnę z Piersią i aby podkreślić swe pokojowe zamiary, wysłały posła do przebywającego w Egipcie Chabriasa, z rozkazem aby natychmiast wracał do Aten (było to spowodowane oficjalnym protestem wystosowanym przez satrapę północnej Frygii - Farnabazosa II, w  którym ten stwierdzał, że obecność Chabriasa w Egipcie stanowi pogwałcenie pokoju Antalkidasa z 387/386 p.n.e.). Na nic zdały się przekonania i krasomówcze mowy Isokratesa, nawołujące do pozostawienia Chabriasa w Egipcie i odrzucenia skargi Farnabazosa, Ateńczycy na Zgromadzeniu Ludowym zdecydowali o jego powrocie (379 r. p.n.e.). A tymczasem Persji Arondas publicznie oskarżył Tiribazosa przed królem o dążenie do buntu, czego dowodem miał być fakt, iż zawarł z Ewagorasem haniebny pokój, pozostawiając go u władzy w Salaminie. Artakserkses II zawezwał Tiribazosa do Suzy, a gdy ten przybył kazał go uwięzić, zakuć w kajdany i odesłać do Sardes, na dwór tamtejszego satrapy Lidii - Autofradatesa; Arondas zaś został głównodowodzącym "perskiej" armii na Cyprze (380/379 r. p.n.e.). Po tym wszystkim Glos (który był mężem córki Tiribazosa) główny autor zwycięstwa w bitwie morskiej pod Kition, opuścił Cypr i udał się do Jonii, którą wkrótce opanował, wszczynając bunt przeciwko królowi królów (zawarł też układ z faraonem Achorisem oraz starał się uzyskać wsparcie Sparty). Dodatkowo w tym właśnie czasie (379 r. p.n.e.) wybuchł bunt Kadusjów - górskiego plemienia, którego siedziby znajdowały się południowo-zachodnich regionach Morza Kaspijskiego. Powstanie to okazało się na tyle poważne, że sam Artakserkses postanowił stanąć na czele armii, która miała je zgnieść. Sytuacja polityczna sprzyjała więc temu, co twierdził Isokrates, w sojuszu z Egiptem i zbuntowanymi satrapiami, można było odnieść sukces nad tym "więzieniem ludów" - jak Grecy zwali Imperium Perskie. Ale zarówno w Atenach, Lacedemonie i w innych greckich polis nie zamierzono wszczynać nowej wojny, ciesząc się okresem pokoju, który niestety nie dla wszystkich był sprawiedliwy (biorąc pod uwagę, że Grecy małoazjatyccy musieli ponownie - po prawie stu latach - przejść pod władzę króla królów).




Wyprawa na Kadusjów była niezwykle ciężka. Był to lud przywykły do walk partyzanckich, a poza tym niezwykle wprawny w górskich zasadzkach, gdzie też miał swe siedziby (w czasie pokoju schodzono w doliny, ale w przypadku zagrożenia znów uciekano w góry). Poza tym wycofując się, Kadusjowie spalili wszystko, co tylko mogło pomóc Persom wyżywić się na ich ziemi, a to zaś spowodowało, że bardzo szybko w perskich oddziałach pojawił się głód. Nie mając innego wyjścia musiano zjeść swoje konie, co spowodowało że perska jazda przestała istnieć. Głód i ciągłe partyzanckie ataki Kadusjów powodowały, że ta kampania zamieniała się w prawdziwe piekło, czego osobiście doświadczył również sam król królów. Gdy sytuacja stawała się wręcz dramatyczna, postanowiono posłać po uwięzionego w Sardes Tiribazosa, który wcześniej miał pewne kontakty z władcami dwóch plemion kaduzyjskich. Uwolniony z lochu, przybył na miejsce i przekonał dwóch - obozujących oddzielnie - królów tego plemienia, aby zawarli pokój z Artakserksesem, na co ostatecznie się zgodzili. Wreszcie można było wrócić, ale wieści o tej tragicznej kampanii górskiej obiegły już ziemie Imperium i to do tego stopnia, że Artakserkses bał się, do czego jeszcze może to doprowadzić. Obawiając się reakcji swych poddanych w Suzie,  Persepolis i Babilonie, wracał do stolicy (Persja miała cztery oficjalne stolice, w tym przypadku chodzi o Suzę) idąc pieszo na czele armii "żywych trupów" (378 r. p.n.e.). Nie był to dobry prognostyk na przyszłość, gdyż zapowiadał on kolejne bunty, a być może również nowe ciężkie wojny. Natomiast bez wątpienia to, co uczynił dla króla, jego armii a także dla całego Imperium Tiribazos - zaważyły na jego dalszym losie. Został oficjalnie oczyszczony z wszelkich zarzutów, wcześniej kierowanych przeciwko niemu przez Arondasa, król przywrócił mu skonfiskowane majątki i obdarował nowymi (obsypał go też złotem i kosztownościami). Arondas zaś został skreślony z listy oficjalnych "przyjaciół króla", a jego żona, królewska córka Rodogunda była namawiana, aby go porzuciła (odmówiła).




Przywrócenie Tiribazosa do łask nie oznaczało jednak, wbrew pozorom uczynieniu tego samego wobec jego zięcia - Glosa, który już od prawie roku władał zbuntowaną Jonią, walcząc z satrapą Lidii - Autofradatesem (w którego lochach w Sardes do niedawna siedział jeszcze Tiribazos). Glos został zgładzony skrytobójczo przez podstawionego człowieka, a jego armia (stojąca obozem w Leukajach, nad którą przywództwo objął teraz niejaki Tachos) walczyła jeszcze przez parę miesięcy, ostatecznie jednak Tachos poległ w jednej z bitew z Autofradatesem, jeszcze z końcem 378 r. p.n.e. Rozwiązanie sprawy zbuntowanej Jonii, tak naprawdę nie oznaczało końca problemów króla królów. Trzeba bowiem powiedzieć, że persy satrapowie w swoich prowincjach byli tak naprawdę udzielnymi królami i tylko nominalnie uznawali władzę króla z Persepolis i Suzy. Ogromną satrapią Kapadocją władał niejaki Datames, który w Pterii zachowywał się jak udzielny monarcha, tworząc własny dwór, harem i do pełni władzy brakowało mu już tylko korony królewskiej. Jego kuzyn Tys władał  przygraniczną Paflagonią i zachowywał się podobnie niezależnie (potem ta dwójka się nieco poróżni. Datames pierwotnie zapewne dążył do niezależności, ostatecznie jednak opowie się za królem, Tys zaś będzie chciał uzyskać suwerenność, a wzajemna animozja tych dwóch mężczyzn ostatecznie określi drogi ich politycznych wyborów. Na razie jednak, w omawianym przeze mnie okresie, to właśnie Datames był uważany za jednego z najpoważniejszych buntowników przeciwko królewskiej władzy i choć nie zbuntował się, to jednak władza jaką sprawował i kontrola nad dużą satrapią którą posiadał, mogła nastręczać takie myśli). Ale nie jesteśmy tu teraz po to, aby omawiać problemy Monarchii Achemenidów. Są one istotne tylko dlatego, aby  uświadomić sobie, czy w danym okresie niepodległość Egiptu ponownie miała zostać zagrożona, czy też nie oraz czy rodzimi władcy, panujący teraz w Kraju nad Nilem - mogli spać spokojnie?. Opiszę to w kolejnej części.




CDN.
 

15 sierpnia 2025

MOGLIŚMY TO WYGRAĆ! - Cz. III

CZYLI, CZY RZECZYWIŚCIE WOJNA ROKU 
1939 BYŁA Z GÓRY SKAZANA NA KLĘSKĘ?





"SOWIECI NIE WCHODZĄ"
(TYMOTEUSZ PAWŁOWSKI)



DOŚWIADCZENIA i INSPIRACJE 
Cz. III





W czasie gdy wojna polsko-rosyjska dobiegała końca, narastał konflikt grecko-turecki. Grecy wyzwolili Smyrnę (Izmir) już wiosną 1919 roku, a osłabiona klęską w wielkiej wojnie Turcja musiała bezsilnie przyglądać się organizowaniu na wybrzeżu jońskim administracji greckiej. Helleni, wykorzystując sprzyjające okoliczności, przeprowadzili w drugiej połowie 1920 roku zwycięską ofensywę zatrzymaną pod Inönü - niespełna 150 km od bram Ankary. Obydwie strony konfliktu były wyczerpane wojną. Kolejne miesiące upłynęły na poszukiwaniach pomocy ekonomicznej. Grecy nie uzyskali kredytów ani w Wielkiej Brytanii, ani w innych państwach zachodnich. Co więcej, Londyn wycofał też wcześniejsze poparcie polityczne, a greckie linie zaopatrzeniowe wiodące przez Morze Egejskie były sabotowane przez Włochów i Francuzów. Turcy z kolei uzyskali poparcie niektórych mocarstw europejskich oraz niewielkie dostawy sprzętu wojennego z Rosji bolszewickiej. 13 września armia grecka - znajdująca się już tylko 40 km od Ankary - musiała przerwać ofensywę, ale nie ze względu na zwycięstwa Turków, tylko kłopoty zaopatrzeniowe, w tym brak amunicji (gdyby 12 sierpnia 1920 roku nie przybył do Polski transport kilkunastu wagonów towarowych wypełnionych amunicją prosto z Węgier, Wojsko Polskie przed decydującą Bitwą Warszawską nie miałoby czym strzelać, ponieważ zapasy amunicji już się wyczerpały, a fabryk nie było, bo wszystkie leżały w gruzach ze względu na działania wojenne I Wojny Światowej i liczne zmiany frontu przetaczające się przez nasze ziemie. Gdyby więc nie życiodajna pomoc Węgier - przegralibyśmy tą wojnę z kretesem, nie dlatego że Sowieci byli lepsi, tylko dlatego że nie mielibyśmy czym strzelać. Bratankowie zaś dosłownie ogołocili magazyny własnej armii, aby wysłać je do Polski, zdając sobie sprawę, że nasza klęska oznacza również ich klęskę). Gospodarka grecka nie była w stanie wspierać armii inwazyjnej, natomiast turecka - lepiej zorganizowana i zmobilizowana - pozwoliła na wzmocnienie armii. Wojna pozycyjna trwała niemal rok. 26 sierpnia 1922 roku odbudowana armia turecka przeszła do błyskawicznej ofensywy i 9 września wyzwoliła Izmir, co w praktyce oznaczało koniec wojny.




Zawarcie porozumienia rosyjsko-tureckiego było możliwe dzięki istnieniu wspólnych wrogów, przede wszystkim niepodległej od 1918 roku Gruzji. Po podjęciu decyzji o likwidacji tego państwa bolszewicy przeprowadzili kilka prowokacji w rejonie nadgranicznym. Zaangażowanie sił gruzińskich w pacyfikację tych niepokojów dało Moskwie pretekst do wojny. Zorganizowali zatem Gruziński Komitet Wyzwolenia Narodowego, który poprosił Moskwę o pomoc. 16 lutego 1921 roku 50 000 czerwonoarmistów przekroczyło granicę na całej jej długości i po dwóch dniach wojny błyskawicznej dotarło do Tbilisi. Gruzini postanowili bronić swojej stolicy i czynili to naprawdę skutecznie. Oczekiwali też interwencji mocarstw europejskich, szczególnie Francji, która utrzymywała w tym czasie eskadrę okrętów wojennych na Morzu Czarnym (tuż przed bolszewicką agresją rozważano też w Warszawie podpisanie sojuszu z rządem w Tbilisi i przekazanie Gruzinom pomocy w materiałach wojennych) (tym bardziej że u nas już wojna się skończyła i teraz trwała demobilizacja wojska, a także zasiedlanie zdobytych terenów przez polskich kolonistów - najpierw wojskowych, a potem cywilnych - żeby zrosić te ziemie ponownie Duchem Polskości. Niestety, po 17 września 1939 r. ci ludzie stali się pierwszymi ofiarami bandytów spod znaku czerwonej gwiazdy). 23 lutego gruzińskie plany wojenne legły w gruzach, gdy od południa do bolszewickiej agresji dołączyli się Turcy. Był to bardzo poważny cios militarny, jednak Gruzini zdecydowali się nie walczyć z nowym przeciwnikiem (pamiętacie rozkaz marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego "Z bolszewikami nie walczyć..." i, to jak wielki hejt - mówiąc po dzisiejszemu - wylał się na niego za ten rozkaz. Postaram się wyjaśnić w kolejnych tematach że ten rozkaz nie był wcale głupi i nierozsądne, a wręcz przeciwnie, był przemyślany i miał jeden podstawowy cel... ocalić Armię, wyprowadzić Ją z Polski do Francji i wrócić tutaj ponownie na gruzach III Rzeszy, aby odzyskać resztę kraju z bolszewickich rąk). Mieli bowiem nadzieję, że gdy tylko armie obu agresorów spotkają się, dojdzie pomiędzy nimi do konfliktu. Następnego dnia podjęto zresztą decyzję o ewakuacji stolicy i kontynuowaniu walki w górach, w oczekiwaniu na polityczne rozwiązanie kryzysu. I rzeczywiście 28 lutego okręty francuskie rozpoczęły ostrzeliwanie jednostek Armii Czerwonej, doszło też do turecko-rosyjskich nieporozumień, gdy Ankara zadeklarowała aneksję Batumi i okolic. Jednak dla Gruzinów było już zbyt późno: 17 marca armia została zmuszona do złożenia broni, a rząd znalazł schronienie na pokładzie włoskiego okrętu i udał się na emigrację (walki gruzińskich oddziałów partyzanckich trwały jeszcze przez długi czas i zostały zakończone dopiero po krwawym spacyfikowaniu przez Sowietów powstania sierpniowego w 1924 roku). Wojna gruzińska-rosyjska była jedną z najkrótszych wojen toczonych pomiędzy dwoma państwami.




Krótsze bywały wojny domowe i zatargi terytorialne. Pięć dni trwał zatarg o Wolne Państwo Fiume, zwany krwawym Bożym Narodzeniem w 1920 roku, dwa razy dłużej trwały włosko-albańskie walki o Wlorę i dziesięciodniowa "wojna o zabłąkanego psa" pomiędzy Grecją a Bułgarią w 1925 roku, która przyniosła kilkadziesiąt ofiar. Zdarzały się także trwające krótko zmagania na dużo większą skalę. Sowiecka agresja na Mandżurię w 1929 roku - tzw. konflikt o Kolej Wschodniochińską - trwała od połowy października do końca listopada. Japońska agresja na Mandżurię w 1931 roku - tzw. incydent mukdeński - trwał od września do lutego następnego roku. W obu przypadkach siły agresorów liczyły po kilkadziesiąt tysięcy ludzi, ale siły chińskie - choć mające ponad 100 000 żołnierzy - raczej unikały walki i prowadziły działania opóźniające. O wiele dłużej trwała kolejna wojna chińsko-japońska - współcześnie jedną z chińskich nazw tego konfliktu jest "wojna ośmioletnia". Rozpoczęła się 7 czerwca 1937 roku od incydentu przy moście Marco Polo i szybkiego zajęcia Pekinu przez Japończyków. (...) 13 sierpnia rozpoczęła się - z chińskiej a nie japońskiej inicjatywy - bitwa o Szanghaj, trwająca do 26 listopada. W tej operacji 300 000 japońskich żołnierzy walczyło przeciwko 600 000 Chińczyków. Zaangażowane były też olbrzymie środki: okręty desantowe, lotniskowce, bombowce dalekiego zasięgu. Straty obu stron były bardzo wysokie: Japończyków poległo kilkadziesiąt tysięcy, a Chińczyków - kilkaset tysięcy. Pomimo porażki Chińczycy kontynuowali opór. 




Armia japońska pomaszerowała w głąb lądu do Nankinu - ówczesnej stolicy Czang Kaj-szeka. Zdobyła ją 13 grudnia dopuszczając się w następnych dniach straszliwych zbrodni wobec cywilów. Nie zakończyło to jednak wojny. Oporu Chin nie zakończyła też utrata niemal całego nowoczesnego uzbrojenia zakupionego wcześniej w państwach Zachodnich (wojska lądowe miały dużo sprzętu niemieckiego, z kolei lotnictwo - amerykańskiego). Nie zakończyło jej przecięcie połączeń morskich i odcięcie od handlu i pomocy. Chińczycy podpisali zresztą pakt o nieagresji ze Związkiem Sowieckim, który dostarczał sprzęt wojskowy drogą lądową. Samoloty sowieckiej produkcji w barwach chińskich często były obsługiwane przez "ochotników" z Armii Czerwonej (ale 20 maja 1938 roku to chińskie załogi w bombowcach wyprodukowanych w USA "zbombardowały" ulotkami japońskie miasta). Wojna była kontynuowana. W końcu 1938 roku - po utracie kolejnej stolicy, Wuhanu - chińska Armia Narodowa zmieniła taktykę. Do tej pory oddawała teren, aby zyskać czas na konsolidację obrony, od teraz miała prowadzić walkę na wyczerpanie. Na zapleczu rozbudowywano arsenały i fabryki zdolne produkować lekką broń. Broń ciężką trzeba było sprowadzać z zagranicy, jedyną możliwością było korzystanie z portów neutralnych we francuskich Indochinach oraz Birmie. Ostatecznie Republika Chińska przetrwała II wojną światową i po 1945 roku odzyskała tereny zajęte przez Japończyków.

Innym odległym konfliktem była wojna pomiędzy Paragwajem a Boliwią, a właściwie pomiędzy koncernami naftowymi Standard Oil i Shell Oil. Faktyczną przyczyną wojny były złoża ropy naftowej, mające jakoby znajdować się na paragwajskiej wyżynie Chaco. Rząd Boliwii - państwa mającego trzykrotnie większą populację, silną armię, wyszkoloną i dowodzoną przez niemieckich oficerów - postanowił wydrzeć Chaco Paragwajczykom. Działania wojenne rozpoczęły się latem 1932 roku, gdy boliwijscy żołnierze obsadzili forty po niewłaściwej stronie granicy, a Paragwajczycy postanowili zareagować na to zbrojnie. W 1933 roku Boliwijczycy przeprowadzili ofensywę na paragwajskie pozycje, która jednak zakończyła się porażką. Żadne z dwóch państw nie miało przemysłu zbrojeniowego i musiało korzystać z dostaw zagranicznych, co było utrudnione, jako że nie miały bezpośredniego dostępu do morza. Boliwia robiła zakupy przede wszystkim w USA, dostarczane były one albo do portów peruwiańskich, albo przez Brazylię. Paragwaj, po cichu wspierany przez neutralną oficjalnie Argentynę, zaopatrywał się przede wszystkim w Europie. Ostatecznie paragwajskie siły zbrojne - organizowane i dowodzone przez oficerów z carskiej Rosji oraz z Italii - odparły wszystkie ataki armii boliwijskiej (którą organizowali i dowodzili Niemcy oraz Czechosłowacka Misja Wojskowa). 12 czerwca 1935 roku podpisano zawieszenie broni, kończące wojnę, która przyniosła obu państwom kilkadziesiąt tysięcy ofiar śmiertelnych - Boliwijczycy ponieśli ich dwa razy więcej i ruinę gospodarczą.




Inna wojna pomiędzy Shellem a Standard Oil toczona była w 1941 roku przez Ekwador i Peru. Tym razem wygrał Standard Oil. Paradoksalnie ani w Peru, ani w Paragwaju złóż ropy naftowej nie odnaleziono (dopiero 26 listopada 2012 roku Paragwajczycy ogłosili, że ropa - być może - jednak jest na płaskowyżu Chaco). Nieco wcześniej - od maja 1932 do września 1934 roku - w Ameryce Południowej toczyła się też wojna pomiędzy Kolumbią a Peru. Przedmiotem sporu było dorzecze górnej Amazonki. Wojna ta miała pewien - negatywny z polskiego punktu widzenia - wpływ na sytuację na Bałtyku, bowiem Peru w 1933 roku zakupiło dwa najpotężniejsze estońskie okręty wojenne - kontrtorpedowce Lennuk i Vambola. 

Wojny toczone w latach 20 i 30 XX wieku były konfliktami trwającymi długo i wymagającymi od zaangażowanych państw bogatych rezerw materiałowych. Wojny błyskawiczne - jeśli zdarzały się - to wyłącznie pomiędzy przeciwnikami o skrajnie różnym potencjale. Wojna do której przygotowywali się Polacy, miała być właśnie wojną trwającą długo i wymagającą bogatych rezerw materiałowych (notabene Brytyjczycy wypowiadając wojnę Niemcom - 3 września 1939 roku - już wiedzieli że nie będą w stanie w żaden sposób wesprzeć nas w tej wojnie, szczególnie w pierwszej fazie, gdyż zakładali że będzie to wojna co najmniej dwu-trzyletnia i oni do takiej właśnie wojny się przygotowywali. Trzeba było bowiem odbudować siły zbrojne praktycznie od nowa, a najlepiej i tak było w brytyjskiej flocie, chociaż stan floty był katastrofalny. Można więc sobie wyobrazić, jak wyglądała armia i lotnictwo Wielkiej Brytanii w roku 1939. Co się tyczy Francji to oni mieli bardzo dobrą armię, znacznie liczniejszą od niemieckiej. Posiadali też znacznie lepsze czołgi od Niemców, chociaż popełnili ten sam błąd, który żeśmy popełnili my, a mianowicie podzielili swoje jednostki pancerne pomiędzy piechotę, czym osłabili ich siłę uderzeniową. Zresztą oni się głównie przygotowywali na wojnę pozycyjną na linii Maginota i to również na 3-4 lata. Można więc sobie wyobrazić że musielibyśmy wytrwać na wschodzie i na Przedmościu Rumuńskim co najmniej dwa lata żeby można było przejść do skutecznej kontrofensywy. Czy Związek Sowiecki - zakładając że nie uderzyłby na Polskę 17 września 1939 roku jak to się stało naprawdę - przez ten czas pozostałby bierny, skoro jego celem było maksymalne osłabienie wszystkich walczących stron, tak, aby w ostatniej fazie wojny wkroczyć do walki i... dojść do Atlantyku?). Do takiej wojny przygotowywano się przez 20 lat.




Czy gdyby zdawano sobie sprawę, że kampania polska rozstrzygnie się już w pierwszych dniach, to Wojsko Polskie wyglądałoby inaczej? Czy cały sprzęt uzbrojenia znajdowałby się w jednostkach bojowych, a zaplecze nie musiałoby być rozwinięte? Czy wówczas obrona przed niemiecką agresją wyglądałaby inaczej? Być może. Jednak ani nasi politycy, ani nasi generałowie - ani też politycy i generałowie w innych państwach - nie mieli żadnych doświadczeń, które dawałyby im choćby cień podejrzenia, że nadchodząca wojna będzie zupełnie inna od wszystkich poprzednich.




CDN.



DZIŚ ŚWIĘTO WOJSKA POLSKIEGO, 105 ROCZNICA ROZBICIA BOLSZEWIKÓW IDĄCYCH NA PODBÓJ EUROPY. UWAŻAM ŻE W NOWEJ UNII EUROPEJSKIEJ, W  PRZYSZŁEJ EUROPIE OJCZYZN, DZIEŃ 15 SIERPNIA POWINIEN BYĆ JEDNĄ Z KLUCZOWYCH DAT ODRODZONEGO I ODNOWIONEGO KONTYNENTU







ZAPRZAŃSTWO JAKICH MAŁO! - Cz. VII

CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI POWSTANIE i WOJNA Cz. VII WŁADYSŁAW IV W MŁODOŚCI  Poselstwo na którego czele st...