WYŚWIETLENIA

10 sierpnia 2025

CHRZEŚCIJANIE I ŻYDZI - Cz. I

CZYLI JAK DOSZŁO DO PODZIAŁU?




W początkach kwietnia 4 roku p.n.e. w swym pałacu w Jerychu, dogorywał król Judei - Herod. Wszyscy dworzanie - zgromadzeni wokół łoża na którym leżał niedawny tyran - widzieli jak bardzo cierpiał. Pluł krwią i nie mógł wytrzymać cyklicznie pojawiających się bólów brzucha. Choroba, która go zaatakowała, powoli niszczyła mu jelita i podbrzusze - wszystko to gniło i wydzielało nieprzyjemny zapach. Mimo to niedawno kazał stracić swych nadwornych lekarzy, gdy zalecili mu na bóle - kąpiele w gorących źródłach jeziora Kalliore, znajdującym się za rzeką Jordan. Kąpiele te osłabiły go jeszcze bardziej i miast zmniejszyć ból - spotęgowały go. Nim jeszcze oddał ostatnie tchnienie, nakazał stracić sprawców zniszczenia złotego orła, wiszącego nad wejściem do Świątyni Jerozolimskiej - spalono ich żywcem kilkanaście dni wcześniej (13 marca 4 r. p.n.e.). Było ich prawie czterdziestu, wszyscy byli uczniami arcykapłana Świątyni - Mattiasza i innego członka Sanhedrynu zwanego - Judą (Judaszem). Młodzieńcy którzy ściągnęli orła i porąbali go na kawałki, byli niezwykle dumni ze swego czynu i wręcz gotowi na męczeńską śmierć. I to nie tylko dlatego, że prawo mojżeszowe zabraniało czcić jakiekolwiek wizerunki ludzi czy zwierząt, lecz przede wszystkim dlatego, że złoty orzeł z rozpostartymi skrzydłami (a taki właśnie znajdował się nad wejściem do Świątyni Jerozolimskiej), był symbolem rzymskiej władzy okupacyjnej, symbolem legionów, które od dziesięcioleci niszczyły ten kraj - wreszcie symbolem zniewolenia i hańby narodu żydowskiego.

Nie wiadomo dlaczego król Herod kilkanaście miesięcy wcześniej zdecydował się umieścić ten rzymski symbol nad bramą wejściową do najświętszego przybytku dla Żydów? Dotąd bowiem bardzo dbał o niezadrażnianie relacji z ludem, którym władał i nawet jeśli stawiał gdzieś świątynie czy kapliczki ku czci cesarza Augusta, czynił to nie tylko poza Jerozolimą, ale wręcz poza całą Judeą. Bardzo zależało mu na tym, aby jego poddani uznali go za prawowitego Żyda i ich króla, a nie jak dotąd za obcego - poganina, Idumejczyka. Pod koniec życia, w tych ostatnich jego miesiącach, zaprzeczył wszystkiemu co dotąd budował i co chciał osiągnąć. Dlaczego tak się stało? W zasadzie nie wiadomo, być może król doszedł do wniosku, że skoro w jego własnej rodzinie, jego syn Antypater próbował pozbawić go tronu (stracony z woli Heroda w 4 r. p.n.e. na... 5 dni przed śmiercią króla), to czy może zaufać ludowi, który od zawsze go nienawidził? Jedyny ratunek i nadzieję zachowania swej władzy upatrywał właśnie w rzymskiej sile. Stąd pomysł umieszczenia rzymskiego symbolu na bramie wjazdowej Świątyni Jerozolimskiej. Zapewne myślał - spotyka mnie taka niewdzięczność, a tyle dla nich uczyniłem. W swej ostatniej przemowie do mieszkańców Jerycha, wygłoszonej w miejscowym amfiteatrze, na kilka dni przed swą śmiercią, żalił się na niesprawiedliwość jaka go spotyka: "Ci świętokradcy i bluźniercy, którzy podnoszą ręce na me dary - myślą że mnie w ten sposób znieważają? Znieważają Was, znieważają Świątynię".

A niesprawiedliwość w jego mniemaniu była tym większa, że przecież to on uratował Judeę, ocalił Jerozolimę przed kolejną niewolą, jaka niechybnie by spadła na "naród wybrany". Ocalił Judeę i całą Palestynę przed zaborczością królowej Egiptu - Kleopatry, która wciąż powtarzała Antoniuszowi, szepcząc mu do ucha podczas miłosnych igraszek: "Palestyna musi ponownie być egipska. Przed wiekami władali nią dawni faraonowie i ma ona dla nas ogromne znaczenie, gdyż broni Egiptu od wschodu i zabezpiecza deltę Nilu". Po raz pierwszy te żądania Kleopatra przedstawiła Antoniuszowi w grudniu 37 r. p.n.e. w Antiochii. Co ciekawe, Palestyna miała być "prezentem" dla zdradzonej kobiety, gdyż Kleopatra uważała że Antoniusz ją zdradził, żeniąc się trzy lata wcześniej z Oktawią, siostrą Gajusza Oktawiusza (Oktawiana Augusta) i przez wszystkie te lata nigdy jej nie odwiedził. Teraz zażądała prezentu w postaci Palestyny, w ramach... przeprosin. Poza tym miała już z nim dzieci (które zabrała ze sobą do Antiochii), trzyletnie bliźnięta - synka Aleksandra Heliosa (Słońce) i córeczkę Kleopatrę Selene (Księżyc). Umierający Herod wiedział co oznaczałaby dla Judei egipska aneksja. Przede wszystkim bezwzględny wyzysk fiskalny, połączony z aresztowaniami i konfiskatą mienia wszystkich opornych. A tutejsze skarby i kosztowności (być może nawet te z samej Świątyni), zapełniałyby aleksandryjski skarbiec i potęgę Kleopatry "Królowej Nilu".




Antoniusz nie mógł się oprzeć takiemu żądaniu, tym bardziej że potwierdzone zostało ono pięknem jej ciała. Oddał więc Kleopatrze (na początek) cały pas wybrzeża Palestyny i Fenicji z wyjątkiem bogatych, handlowych miast - Tyru i Sydonu. Gdy jednak uznała że to zbyt mało, tym bardziej że była matką jego dzieci - dorzucił jej księstwo Chalkis w Syrii, skazując jej władcę - Lizaniasza na śmierć. To również nie zadowoliło Kleopatry i wciąż żądała włączenia całej Palestyny do Egiptu, tutaj jednak Antoniusz odmówił. Odmówił dlatego, że to przecież on poparł Heroda i zapewnił mu tron, zarówno wsparciem w samym Senacie i uchwaleniem specjalnej rezolucji: "Z woli Senatu i Ludu Rzymskiego, czyni się Heroda, syna Antypatra, królem Judei, Samarii, Iudamei, Galilei i Perei, etc. etc." - w 40 r. p.n.e., jak również zbrojnie, pomagając odbić kraj z rąk Antygona II Matatiasza w 37 r. p.n.e. Teraz, gdyby odebrał mu władzę - straciłby twarz. Mimo to nie potrafił odmówić Kleopatrze - oddał jej więc władzę nad Jerychem, otoczonym przepięknymi gajami palmowymi i plantacjami krzewów balsamu - to musiało królowej wystarczyć, więcej już nie dostała. Podobnie Herod przełknął jakoś tę stratę, lecz zachował władzę i w podzięce za to, największej twierdzy w Jerozolimie nadał nazwę - "Antonia", na cześć Marka Antoniusza. Teraz, gdy Herod umierał, Żydzi nie potrafili docenić co dla nich ocalił, gdyby bowiem na tronie Judei zasiadał ktoś inny - Antoniusz zapewne nie zastanawiałby się ani chwili i oddał cały kraj we władanie Egiptu.




Król umarł więc w początkach kwietnia 4 r. p.n.e. otoczony nimbem powszechnej nienawiści swych poddanych, widzących w nim krwawego tyrana i rzymską marionetkę. "Tyran nie żyje" - rozległy się wołania i ludzie od domów do domów przekazywali sobie tę radosną nowinę. Tymczasem w Jerychu, w którym Herod zakończył życie, już w kilka godzin po jego zgonie zwołano na plac mieszkańców miasta, by odczytać im królewski testament. Królewską wolę odczytywał kanclerz dworu Heroda - Ptolemeusz. Król najpierw zwracał się do żołnierzy, dziękując im za wierną służbę i prosząc o takie samo oddanie dla jego następcy. Wedle jego woli nowym władcą Judei miał zostać jego najstarszy syn Archelaos (ze związku z Maltake - oficjalną małżonką). Jego młodszy brat rodzony - Herod Antypas otrzymał Galileę i Pereę. Filip (syn z małżeństwa z Kleopatrą - oczywiście nie można mylić jej z Kleopatrą egipską), otrzymał ziemie Batanei, Ulaty i Trachonu. Córka Salome (z małżeństwa z Elpis), otrzymała we władanie miasta Jamnię, Fazaelis i Azot, oraz 500 tys. drachm. Poza tym Herod obdarował pozostałą rodzinę, swe żony, kochanki, dworzan, oraz oczywiście samego cesarza Augusta i jego małżonkę Liwię Druzyllę. Następnie ciało przewieziono do Jerozolimy, a potem do Herodion. Tam złożono ciało na marach, pokrytych szkarłatnym kobiercem. Ciało monarchy również było odpowiednio przystrojone klejnotami i złotem. Nad marami stało pięciuset niewolników, trzymających w dłoniach kadzidła. Potem ciało przeniesiono do wysokiego zamkowego grobowca, gdzie zgodnie z ostatnią wolą pragnął spocząć Herod. Tam je złożono i zamknięto właz. Tak zakończyło się 33-letnie panowanie Heroda nad Judeą.

Ale, zaraz, zaraz... czy ja przypadkiem o czymś nie zapomniałem? Przecież z Biblii wiemy że ten władca, nim umarł dopuścił się potwornego okrucieństwa, jakim było wymordowanie wszystkich nowo narodzonych dzieci płci męskiej, w obawie przed mającym przyjść Mesjaszem, który odebrać miał mu tron. Całe to krwawe wydarzenie otrzymało nazwę - "Rzezi Niewiniątek". Dlaczego o tym wszystkim nie napisałem? Ano może dlatego że rzeź niewiniątek... nigdy się nie wydarzyła. Jest jedynie wymysłem, rodzajem opowiastki o okrutnym, szalonym i znienawidzonym władcy, mordującym wszystko i wszystkich. Zapewne pod koniec życia Herod do normalnych już nie należał (przejawiał oznaki szaleństwa), skazywał na śmierć własnych synów nawet wówczas, gdy wiedział że jego panowanie to tylko kwestia kilku najbliższych dni, a może już nawet kilku godzin. Mordował wszystkich, którzy się zbuntowali przeciw jego władzy (gdy w 37 r. p.n.e. przy pomocy dwóch legionów Marka Antoniusza - zdobył Jerycho, sprzyjające jego przeciwnikowi Antygonowi Matatiaszowi - wymordował 2 tys. mieszkańców miasta), ale przecież nie był skończonym idiotą. Zresztą wspomniana rzeź niewiniątek jest tylko baśnią dla niegrzecznych dzieci - nie tylko żydowskiego (czy biblijnego) chowu. Swoją drogą to zadziwiające - Herod dopuszczał się za życia wielu zbrodni, a nieśmiertelność wśród potomnych zdobył za rzecz... której nigdy się nie dopuścił (i która w ogóle się nie wydarzyła). Zaiste fascynujące są ludzkie dzieje.

Tak więc w kwietniu 4 r. p.n.e. całe państwo (Palestyna), zostaje podzielone pomiędzy trzech synów Heroda. Na tronie w Jerozolimie zasiada Archelaos (panując nad Judeą, Samarią i Iudameą). Jest on odpowiedzialny za wiele wydarzeń z końcówki panowania swego ojca, które jawnie godziły w żydowską tradycję i religię (np. to właśnie on umieścił złotego orła rzymskiego nad wejściem do Świątyni Jerozolimskiej, a wcześniej jeszcze tropił i mordował wszystkich męskich członków dynastii Hasmoneuszy, którą w 37 r. p.n.e. obalił jego ojciec.). Teraz, gdy już zasiadał na tronie, zamierzał zmienić równie niechętne (wręcz wrogie) nastroje ludu Jerozolimy w stosunku do jego osoby, co wcześniej do osoby jego ojca. W święto Paschy przywdział biały strój i zasiadł na złotym tronie swego ojca. Pragnąc by lud radował się z jego intronizacji - ogłosił zmniejszenie wszystkich, dotąd tak uciążliwych podatków, oraz wypuszczenie z więzień przeciwników politycznych swego ojca. To jednak nie wystarczyło i lud zaczął głośno domagać się również ustąpienia najwyższego arcykapłana Świątyni - Joazara, który kilkanaście dni wcześniej zastąpił spalonego żywcem na rozkaz Heroda - Mattiasza (za udział w podburzaniu tłumów do zniszczenia złotego orła znad bramy Świątyni). Z trudem udało się Archelaosowi uspokoić wzburzone nastroje ludu obietnicą wymiany arcykapłana, jeśli tylko zgodzi się na nią... rzymski cesarz Oktawian August.




Po zakończeniu uroczystości król udał się na ucztę do swego pałacu, lecz jeszcze przed zmrokiem pod pałac ściągnął tłum mieszkańców miasta, żądając natychmiastowej wymiany arcykapłana. Archelaos wysłał przeciwko protestującym swych żołnierzy. Wówczas doszło do walki i masakry (ponoć miało zginąć ok. 3000 mieszkańców). Przerażony jej rozmiarem, Archelaos już następnego dnia postanowił czym prędzej osobiście udać się do Rzymu, by na miejscu poprosić Augusta o zgodę na zmianę arcykapłana. W Rzymie upadł cezarowi do stóp, prosząc o zgodę jako rękojmię uspokojenia wzburzonych nastrojów w Jerozolimie. August podszedł do klęczącego (z twarzą przy ziemi) króla żydowskiego, chwycił go za rękę i podniósł z podłogi (Oktawian August był człowiekiem, który nie przepadał za tak upodlonym służalstwem. Widział je wielokrotnie na Wschodzie podczas walk z Antoniuszem i Kleopatrą i nie spodobało mu się to. Jako ciekawostkę dodam, że gdy w 30 r. p.n.e. zajął Aleksandrię i gdy wszedł do pałacu Kleopatry, ta na jego widok - jako zwycięzcy i pana życia jej i jej dzieci - również upadła na ziemię, oddając mu taki sam pokłon, jak wcześniej poddani składali jej samej. Oktawian poprosił wówczas by wstała i wraz z nim usiadła. Jako Rzymianin i człowiek starej daty, nie znosił takiego upodlenia, jakie praktykowano na Wschodzie). August oczywiście wyraził zgodę na zmianę arcykapłana i zapewnił Arystobula o swym poparciu dla jego zamierzeń. Po powrocie do Jerozolimy Arystobul mianował nowego arcykapłana Świątyni, został nim Eleazar.




Drugi syn Heroda Wielkiego - Herod Antypas, odziedziczył Galileę i Pereę. W 4 r. p.n.e. wraz z braćmi Arystobulem i Filipem wyjechał do Rzymu by uzyskać cesarskie potwierdzenie testamentu swego ojca. Arystobul pragnął uzyskać tytuł króla po swym ojcu, lecz zakulisowe działania Antypasa uniemożliwiły mu osiągnięcie tego celu - stał się więc jedynie etnarchą, czyli przywódcą, władcą, wielkim księciem, zaś zarówno Antypas jak i Filip stali się tetrarchami - książętami dzielnicowymi. Podczas jego nieobecności, w Galilei też doszło do rozruchów ludowych. Wodzem niezadowolonych mas został Judasz syn Ezechiasza, który na czele swych zwolenników zaatakował pałac książęcy w Seforis - stolicy Galilei i zdobył go. Dzięki temu zdobył broń, co pozwoliło mu przez kilka następnych lat być stałym zagrożeniem Seforis i okolicznych miast Galilei. Najspokojniejsza była dzielnica Filipa - tzw.: Batanea. Ale skupmy się na samej Judei i Galilei, czyli tych krainach, w których później zacznie nauczać Jezus z Nazaretu. Jak wyglądał podział polityczno-religijny całej żydowskiej społeczności skupionej w Jerozolimie? Najwyższym trybunałem sądowym w kwestiach religijno-społecznych była - powstała na przełomie V i IV wieku p.n.e. - Wysoka Rada, czyli innymi słowy Wielki Sanhedryn. Liczyła ona 70 członków, plus arcykapłana Świątyni. Członkowie Wielkiego Sanhedrynu to byli uczeni w Piśmie i znawcy Tory czyli "Soferim". Rozstrzygali oni nie tylko kwestie religijne i społeczne, lecz także mieli duży wpływ na politykę (dopiero Herod Wielki zmniejszył uprawnienia Sanhedrynu w tej kwestii).

Był również i Trybunał, zwany Małym Sanhedrynem, złożony z 23 członków i zajmował się on kwestiami stricte doktrynalnymi. To właśnie Sanhedryn wprowadził obowiązkowe czytanie Tory w każdym żydowskim domu (już od IV wieku p.n.e.), w każdy szabat. Zajmował się też zakładaniem domów modlitwy, czyli - synagog na terenie całej Palestyny. Sanherdyn (zarówno Wielki jak i Mały), był główną władzą polityczno-religijną, a potem religijno-społeczną również i w czasach Jezusa z Nazaretu. Prócz niego powstało szereg mniejszych organizacji religijnych, które poczytywały sobie za cel główny odnowienie ludu Izraela i przygotowanie go na nadejście Mesjasza Oswobodziciela. Grupy te niejednokrotnie spierały się w bardzo wielu kwestiach dogmatycznych i ideologicznych, a także (niekiedy) społecznych. Każda z tych organizacji (będę je po kolei wymieniał), głosiła, że jest jedyną i najlepszą drogą do zbawienia "ludu wybranego". Każda tworzyła swoją strukturę organizacyjną i doktrynę religijną, próbując przekonać Żydów do siebie. Lecz żył w Jerozolimie pod koniec rządów Heroda Wielkiego pewien rabbi - zwał się Hillel. Gdy pewnego razu grupa pobożnych Żydów zwróciła się do niego: "Rabbi, prosimy cię, byś wyjaśnił nam jak najprościej potrafisz - jaka jest treść myśli i bożych przykazań, co jest w nich najważniejsze i nad którym przykazaniem powinniśmy się najwięcej skupić, oraz jakie jest znaczenie Prawa Mojżeszowego?". Rabbi pomyślał chwilkę i odpowiedział: "Nie czyń twemu bliźniemu nic co tobie niemiłe, ot całe prawo" - odrzekł rabbi Hillel - "Reszta to tylko objaśnienia" - dodał. Trudno się z nim nie zgodzić, gdyż ta niezwykle rozsądna myśl, jest wieczysta i dotyczy wszystkich światowych religii i produkowanych przez nie doktryn. W ogóle cała religia i wszystkie jej kanony sprowadzają się TYLKO do tych kilku słów, reszta nie ma najmniejszego znaczenia.



CHASYDZI




Zwani również Asydejczykami ("Chasidim"), co znaczy - "Towarzystwo Pobożnych". Była to najstarsza żydowska organizacja religijna, od chwili powrotu Żydów do Palestyny w 536 r. p.n.e (po okresie tzw.: "niewoli babilońskiej" z lat 586 p.n.e. - 536 p.n.e. Z tym że gdy władca Persji Cyrus Wielki, pozwolił Żydom powrócić do ojczyzny, wróciła tylko połowa z tych, których pierwotnie przesiedlili do swego kraju Babilończycy. Reszta albo się zintegrowała z mieszkańcami Babilonu i nawet przyjęła wiarę w tamtejszych bogów, albo też - nie chcąc niszczyć sobie dotychczasowego życia i zaczynać wszystkiego od nowa w kraju, którego często nie znali, bo urodzili się już w Babilonii, postanowili tutaj pozostać). Organizacja ta założona została jednak dużo później, bo latach 80-tych II wieku p.n.e (prawdopodobnie ok. 185 r. p.n.e.). Asydejczyków, czy raczej Chasydów, można z całą pewnością określić mianem - fanatyków religijnych, gdyż poczytywali oni religijne obrzędy judaizmu za święte i nietykalne, a w ich obronie gotowi byli nawet poświęcić własne życie. Byli podobni do dzisiejszych islamistów, gdyż odznaczali się graniczącą z absurdem pobożnością, a jednocześnie pragnęli narzucić swój własny przekaz religijny wszystkim Żydom (nawet przy pomocy siły, jeśli wymagałaby tego sytuacja). Chasydzi w swej historii mieli również dość znacznych i biegłych w Piśmie mężów, wśród których nierzadko byli arcykapłani Świątyni Jerozolimskiej. Wywodzili swoją tradycję od nauk arcykapłana Szymona, zwanego Sprawiedliwym, żyjącego jednak na długo przed założeniem owego "zakonu". To właśnie arcykapłan Szymon (pełnił swoją funkcję w latach ok. 300 - 270 p.n.e.), wprowadził wśród Żydów bezwzględny obowiązek czytania Tory i odnowił samą Świątynię, oraz (za zgodą faraona Ptolemeusza I, pod którego władzą znajdowała się wówczas Palestyna), umocnił mury obronne Jerozolimy. Był człowiekiem stanowczym (to znaczy twardo żądał przestrzegania Prawa Mojżeszowego i zasad Tory), lecz jednocześnie nie był wrogi w stosunku do "obcych", np. Samarytan czy Greków.

Chasydzi zaś (powołując się na nauki Szymona Sprawiedliwego), nawoływali do obrony "świętej wiary" i walki za nią na śmierć i życie z poganami, czyli wszystkimi obcymi (słowo "obcy" nie oznaczało jedynie Greków, czyli pogan, lecz także wszystkich innych, np. Samarytan lub Idumejczyków, którzy pożenili się z Żydami i przyjęli żydowską wiarę). Chasydzi na swego pierwszego przywódcę, wybrali arcykapłana Oniasza III - (prawnuka Szymona Sprawiedliwego), w 185 r. p.n.e. (w tym czasie dynastia Jozuidów, z której wywodził się zarówno Szymon Sprawiedliwy, jak i jego prawnuk - dziedziczyła funkcję arcykapłana Świątyni Jerozolimskiej od czasów powrotu z niewoli babilońskiej, czyli od 536 r. p.n.e., a dokładniej od 516 r. p.n.e., gdy ukończono odbudowę Drugiej Świątyni Jerozolimskiej, a pierwszym jej arcykapłanem został Jozue, pod którego przewodem część Żydów wyszła z Babilonu po podboju tego kraju przez Persów w 538 r. p.n.e.). Nie tylko jednak wśród najwyższych władz Świątyni mieli chasydzi wsparcie. Opowiedzieli się za nimi biegli w Piśmie, uczeni i pobożni Żydzi, wśród których wymienić należy Antygona z Socho, Jose ben Jozera z Ceredy (przywódcy Sanhedrynu), czy Jose ben Jochanana z Jerozolimy. Wszyscy oni byli mędrcami i uczonymi - stanowili ścisłą elitę "zakonu" chasidim. To właśnie oni nadali organizacji jej przyszły, bojowy i (można by nawet rzec) wybitnie rasistowski kształt. Do najważniejszych zadań zakonu zaliczali "oczyszczenie" Palestyny z wszystkich "obcych", a także uznali wszystkie inne ziemie, nie zamieszkane przez Żydów za... nieczyste.




W dziesiątą rocznicę założenia zakonu (175 r. p.n.e.), spadł na chasydów znaczny cios, gdy nowy król Imperium Syryjskiego (Seleucydzi) - Antioch IV, odebrał władzę nad Świątynią Jerozolimską (Palestyna znajdowała się już wówczas pod okupacją Greko-Syryjczyków), Oniaszowi III i powierzył tę funkcję jego bratu - Jezusowi (który wkrótce potem zmienił imię na Jazon - by brzmiało bardziej z grecka i aby przypodobać się Antiochowi). Antioch IV pod groźbą kary, zakazał również... praktykowania religii żydowskiej w Świątyni, co ograniczało funkcję Jazona do zadań czysto administracyjnych i stanowiło doskonałe podglebie pod wybuch żydowskiego powstania powszechnego. Jazon nie miał poważania wśród swych rodaków, a chasydzi uznali go za wroga, którego należy czym prędzej usunąć (czyli innymi słowy - zamordować). Wiedział więc że tylko trzymanie się Syryjczyków (jest to pewna nadinterpretacja, oczywiście wiadomo że chodzi o grecko-macedońskich władców, a Syryjczykami byli oni już tylko z racji urodzenia, nie z kultury i nie z języka) i bycie im uległym, oraz propagowanie hellenizmu, może zapewnić mu ochronę i bezpieczeństwo. Zaraz więc po swym wyborze nadał Jerozolimie nową nazwę - Antiochia Judejska, na cześć króla. Jazon i podległa mu administracja miasta, zaczęła też powszechnie propagować hellenizm wśród Żydów, zachęcając ich nie tylko do ćwiczeń sportowych, lecz także coraz częściej do... zmiany religii i kultury na helleńską. Na dziedzińcu świątynnym ustawiono ołtarzyk ku czci Zeusa Olimpijskiego i Jazon składał przy nim ofiary (zwoływano wówczas mieszkańców Jerozolimy by w tym uczestniczyli, a kto nie chciał - ten wystawiał siebie i swą rodzinę na represje władz).

W jerozolimskiej twierdzy Birah, urządzono grecki gimnazjon, w którym młodzież męska miała oddawać się ćwiczeniom sportowym i zmaganiom atletycznym na wzór grecki. Nazwę tej twierdzy przemianowano wówczas na Akropolis (potem, w czasach Heroda otrzyma ona nazwę - Antonia, ku czci Marka Antoniusza). Tych Żydów, którzy odnieśli zwycięstwa w zmaganiach sportowych, nagradzano przyznaniem obywatelstwa greckiego i uznaniem za prawowitych Greków. Rządy Jazona były zaciekle zwalczane przez chasydów, jednak już w trzy lata po swej nominacji (172 r. p.n.e.), Jazon utracił poparcie Antiocha IV. Ten wprowadził na urząd arcykapłana Świątyni jednego z kuzynów Jazona - Menelaosa. Wraz z tą nominacją do Jerozolimy wkroczyła armia syryjska, która obsadziła twierdzę Akropolis (zwaną w skrócie aż do czasów Heroda - Akrą). Rozpoczęła się syryjska okupacja miasta. W podzięce za to wyniesienie Menelaos zapłacił Antiochowi częścią skarbów, złożonych w podziemiach Świątyni Jerozolimskiej. Wywołało to jednak rozruchy w mieście, które zostały krwawo stłumione przez syryjską armię. Antioch szykował się do wojny z Egiptem i potrzebował pieniędzy. W 170 r. p.n.e. rozpoczął się egipski atak na Palestynę i Syrię. 17-letni wówczas władca Egiptu Ptolemeusz VI pragnął odzyskać nie tylko Palestynę, lecz także całą Syrię (utracone w 200 r. p.n.e., po przegranej wówczas przez Egipcjan bitwie pod Panion). Armia egipska szybko się jednak wycofała, gdy pojawiły się siły syryjskie pod osobistym dowództwem Antiocha IV. Teraz Antioch w pogoni za Egipcjanami, bez walki doszedł do potężnej egipskiej twierdzy Pelusium, którą obległ i w 169 r. p.n.e. zdobył.


FALANGITA SELEUCYDÓW 



Wojna przeniosła się teraz na tereny Egiptu, a Syryjczycy szybko doszli do Nilu, zajmując większość miast Delty. Sytuacja Egiptu była katastrofalna, a Ptolemeusz zastanawiał się nawet nad ucieczką na wyspę Samotrakę w Grecji (taką propozycję z zagwarantowaniem bezpieczeństwa dla młodego władcy, złożył mu król Macedonii - Perseusz). Ptolemeusz nie zdecydował się jednak na ucieczkę z kraju, lecz zmienił swych dotychczasowych doradców (którzy to radzili mu podbój Syrii i Palestyny) - Eulajosa i Lenajosa (zostali oni oczywiście zabici, co było wówczas w zwyczaju), a powołał nowych Komanosa i Kineasa, którzy mieli wynegocjować z Antiochem IV pokój na "nieupokarzających" Egipt warunkach. Ptolemeusz godził się na pozostawienie Syrii i Palestyny w rękach syryjskich i nawet zamierzał publicznie - w imieniu swych potomków - wyrzec się tych ziem, byle tylko Antioch zatrzymał swój zwycięski marsz w kierunku Aleksandrii. Antioch odmówił, uznał bowiem że Egipt jest teraz praktycznie bezbronny (po zniszczeniu armii egipskiej pod Pelusium) i może ugrać znacznie więcej. W tym czasie doszło w Aleksandrii do powstania ludowego (pod wodzą Kineasa i Komanosa, obawiających się, że skończą podobnie jak ich poprzednicy, gdy tylko król nie będzie z nich zadowolony) które obaliło 17-letniego Ptolemeusza VI, wprowadzając na tron jego młodsze rodzeństwo - 13-letniego Ptolemeusza VIII (Ptolemeuszem VII będzie urodzony w 160 r. p.n.e. i panujący przez kilka miesięcy 145 r. p.n.e. aż do swej śmierci - syn Ptolemeusza VI) i 15-letnią siostrę Kleopatrę II, którzy mieli władać krajem razem jako król i królowa. Tu jednak wtrącił się Antioch IV - którego armia zmierzała do Aleksandrii - i ogłosił się... protektorem obalonego Ptolemeusza VI.

Zatem rodzeństwo panowało w samej Aleksandrii (i zachodnich rejonach Egiptu), zaś Ptolemeusz VI (a w zasadzie sam Antioch IV, gdyż Ptolemeusz był odtąd jedynie marionetką w jego rękach), nad całą Deltą Nilu, Synajem i miastami zajętymi przez wojska syryjskie. W sierpniu 169 r. p.n.e. armia Antiocha IV obległa Aleksandrię - stolicę Egiptu. Do obrony miasta zaciągnięto całą ludność, która pomagała w budowaniu nowych umocnień i kopaniu wałów. W obozie syryjskim był już wówczas zbiegły ze stolicy Ptolemeusz VI, tytułowany prawowitym królem Egiptu (tak naprawdę Ptolemeusz nie był Antiochowi do niczego potrzebny, gdyż on sam pragnął koronować się na króla Egiptu i tym samym połączyć dwa ciągle wrogie sobie hellenistyczne kraje, powstałe po rozpadzie Imperium Aleksandra Wielkiego w 323 r. p.n.e. Wiedział jednak, że taki krok jak koronacja w Aleksandrii na króla Egiptu, a tym samym niewspółmierne wzmocnienie Syrii Seleucydów i samego Antiocha jako jej władcy - spotkałoby się ze zdecydowanym sprzeciwem innych graczy na śródziemnomorskiej politycznej szachownicy. Szczególnie Antioch obawiał się stanowiska Rzymu, dlatego też utrzymywanie Ptolemeusza VI jako swej marionetki, było już znośniejsze do przełknięcia, choćby dla rzymskiego Senatu). Z Aleksandrii wysłano natychmiast delegację do Rzymu z prośbą o ratunek (lub przynajmniej zdecydowaną interwencję dyplomatyczną). Rzym zajęty wówczas ciężką wojną z Macedonią, nie palił się zbytnio do pomocy militarnej Egiptowi, nie chciał jednak zrazić do siebie sojusznika, z którym kilka miesięcy wcześniej zawarł układ obronny (170 r. p.n.e.).




Angażować się militarnie jednak nie zamierzał i nie mógł, cały swój wysiłek bowiem kierował przeciw Macedonii. Senat zalecił więc (trochę na odczepnego), by rzymski wódz walczący w Macedonii - Kwintus Marcjusz Filippus - wystosował list do Antiocha i... pogroził mu w nim palcem, zapowiadając rzymski odwet w razie dalszych prób opanowania Aleksandrii. Marcjusz jednak listu nie wysłał (nie wiadomo nawet żeby go napisał), Senat posłał więc nad Nil, do obozu Antiocha (październik 169 r. p.n.e.), Tytusa Numizjusza z misją dyplomatyczną. Ten jednak nic nie osiągnął i wrócił do Rzymu, pozostawiając walczących Egipcjan samych sobie. Ponieważ Egipcjanie ponownie przysłali poselstwo z prośbą o jak najszybszą interwencję dyplomatyczną lub militarną - Senat wysłał drugie poselstwo, które wyjechało z Rzymu dopiero w styczniu 168 r. p.n.e. Przewodził mu Gajusz Popiliusz Lenas. W tym czasie pod Aleksandrią nie toczyły się już walki, gdyż Ptolemeusz VIII i Kleopatra II zawarli sojusz z Antiochem, obiecując mu zrzeczenie się praw do Syrii i Palestyny, oraz uznali się za lenników Antiocha, sprawujących władzę w jego imieniu i za jego zgodą. Oczywiście do tej dwójki został dokooptowany także Ptolemeusz VI (lecz jego dwuletniego synka Ptolemeusza VII, jeszcze podczas oblężenia - pomimo sprzeciwu Kleopatry II - zamordował Ptolemeusz VIII. Ów zamordowany chłopiec był pierwszym synem Ptolemeusza VI o tym imieniu i numeracji, drugi urodzi się właśnie w 160 r. p.n.e. o czym wyżej już wspomniałem).

Dlaczego jednak Rzym tak długo zwlekał z wysłaniem poselstwa i nie uczynił tego od razu, gdy do Rzymu przybyli egipscy posłowie? Dlatego że drugie poselstwo wysłane z Aleksandrii do Rzymu w listopadzie 169 r. p.n.e. czekało do początków stycznia roku następnego, nim... zostało w ogóle dopuszczone przed Senat. Dlaczego do początku stycznia? Dlatego że wówczas było w zwyczaju przyjmować posłów obcych państw z początkiem Nowego Roku (choć trzeba uczciwie powiedzieć, że w tamtym jeszcze czasie Nowy Rok w rzymskim kalendarzu zaczynał się w połowie marca), a także dlatego, że czekano na wybór nowych konsulów roku 168 p.n.e., którzy mieli przyjść Egiptowi z ewentualną pomocą militarną (wówczas jeszcze kampania wyborcza kandydatów rozpoczynała się w końcu stycznia i trwała do początków marca. Nowo wybrani w wyborach - konsulowie, obejmowali władzę 15 marca (w Idy), każdego kolejnego roku (wówczas też zaczynał się Nowy Rok rzymskiego kalendarza). Jednak w 153 r. p.n.e. ów system ulegnie zmianie i odtąd kampania wyborcza będzie się zaczynać z końcem listopada poprzedniego roku, a nowi konsulowie obejmować będą swój urząd już zawsze dnia 1 stycznia każdego kolejnego roku). Sprawa się jednak sama rozwiązała, lecz drugie poselstwo wysłane z Rzymu w końcu stycznia 168 r. p.n.e. nie miało o tym bladego pojęcia. Poselstwo Gajusza Popiliusza Lenasa dowiedziało się o ugodzie zawartej przez królów Egiptu z Antiochem IV dopiero w Grecji, gdzie postanowili zaczekać na dalszy rozwój wypadków.

Tymczasem w Jerozolimie złożony z urzędu kapłańskiego Jazon, postanowił zbrojnie odzyskać urząd arcykapłana Świątyni. Napadł na czele swych zwolenników na Menelaosa i wiernych mu ludzi, oraz zmusił go do ucieczki do twierdzy Akra, którą obległ (169 r. p.n.e.). Jednak powracający z wyprawy egipskiej Antioch IV, gdy dowiedział się o tym wydarzeniu (Menelaos bronił się w oblężonej Akrze) prawie bez walki zdobył Jerozolimę i za karę za nieposłuszeństwo wobec jego królewskiej woli - dokonał rzezi mieszkańców miasta (Jazonowi udało się uciec). Syryjczycy zajęli Świątynię i ograbili ją ze wszystkich skarbów. Teraz Antioch ponownie mianował Menelaosa na arcykapłana i swego namiestnika w mieście, mimo to był jednak zły (głównie na siebie) że dał się tak łatwo... sfrajerować. Oddał już prawie zdobyty Egipt ptolemeuszowemu rodzeństwu praktycznie za darmo (bo frazesy o jego kontroli i władzy, można było włożyć między bajki. Bowiem z chwilą wycofania sił zbrojnych z Egiptu, tracił również i swe tzw.: "polityczne przewodnictwo" nad tym krajem). Wracał więc praktycznie z niczym (nie licząc obsadzenia i włączenia do swego państwa terenów twierdzy Pelusium). Być może właśnie ów fakt, zaważył na okrutnym rozkazie króla wymordowania mieszkańców Jerozolimy. Teraz jednak postanowił raz jeszcze wrócić ze swą armią do Egiptu i obalić Ptolemeuszy, a następnie samemu ogłasić się władcą Egiptu. Pierwszy krok w tym kierunku uczynił w kwietniu 168 r. p.n.e. gdy zajął egipski Cypr. Aby jednak zachować pozory (i uniemożliwić Rzymowi interwencję zbrojną po stronie Egiptu), wystosował do Aleksandrii poselstwo, żądając uznania aneksji Cypru przez Ptolemeuszy. Ci jednak zgodnie odmówili.


OFICER ARMII PTOLEMEUSZY 



Była to prawdziwa woda na młyn dla Antiocha - powód do nowej wojny, a jednocześnie to nie on (oficjalnie) dąży do wojny, tylko ci, którzy mienili się być jego lennikami - teraz odmawiają mu praw do Cypru. Dlaczego ma nie interweniować zbrojnie, gdy dzieje mu się taka niesprawiedliwość? - taki przekaz miał pójść do Rzymu. Egipt nadal był słaby i jego opanowanie nie nastręczało większych trudności, jedynie Aleksandria stanowiła poważniejsze wyzwanie, tak więc król Antioch w czerwcu 168 r. p.n.e. ponownie ruszył na podbój Egiptu. Obawiał się tylko reakcji Rzymu, gdyż wojna na dwa fronty w ogóle nie wchodziła w rachubę w jego przypadku. Rzym jednak też wciąż walczył z Macedonią, była to więc już ostatnia okazja do opanowania Egiptu. Bardzo szybko (wręcz spacerkiem) zajął Antioch całą Deltę z potężnym miastem i dawną stolicą Egiptu - Memfis (gdzie kazał bić monetę z sobą, jako królem Egiptu). Potem ruszył na Aleksandrię. Sytuacja znów stawała się niebezpieczna. Ptolemeusze wysłali więc poselstwa do wszystkich znaczących potęg w regionie z prośbą o pomoc i ratunek. Wysłano posłów do Koryntu (stolicy Związku Achajskiego). Tu proszono jedynie o przysłanie 1000 żołnierzy piechoty i 200 kawalerii (były to więc bardzo łagodne prośby, zważywszy że cały Związek mógł wystawić armię liczącą 40 tys. żołnierzy). Inne poselstwo przybyło na dwór Eumenesa króla Pergamonu i do władców Rodos. Kwintus Marcjusz Filippus - rzymski wódz w Macedonii poprosił jednak swych greckich sojuszników o ograniczenie się do interwencji dyplomatycznych, podobnie jak czynili to Rzymianie - tak też się stało.

Rzymianie byli dość pasywni, a ich wcześniejsze poselstwo do Antiocha (Tytusa Numizjusza) miało jedynie za zadanie wybadać syryjskiego władcę co do dalszych jego celów, lecz zapewne nie to, by powstrzymać go od ataku na Egipt. Zresztą Rzym starał się wówczas używać dość wyszukanego, dyplomatycznego języka, nie strasząc, ani nie żądając od Antiocha niczego (wciąż walczyli przecież z Macedonią i nie chcieli by Antioch wsparł ją militarnie. A związki syryjskich Seleucydów z macedońskimi Antygonidami były bardzo bliskie - żoną Perseusza była ciotka Antiocha IV). Wszystko zmieniło się po 22 czerwca 168 r. p.n.e. Tego bowiem dnia, nowy rzymski wódz Lucjusz Emiliusz Paulus (który zastąpił nie radzącego sobie Filippusa), odniósł wielkie zwycięstwo nad armią macedońską - w bitwie pod Pydną, u stóp Olimpu. Tam, u podnóża siedziby olimpijskich bogów złamana została ostatecznie potęga macedońskiej falangi, a przewagę zyskała nowa siła militarna Morza Śródziemnego - rzymski mobilny legion obywatelski. Teraz również i poselstwo Gajusza Popiliusza Lenasa wyruszyło w dalszą drogę do Egiptu. Byli wzmocnieni tym zwycięstwem i wiedzieli że mogą pozwolić sobie na o wiele więcej w kontaktach z Antiochem. Tak też się stało, ale nikt nie podejrzewał że... dojdzie do takiego upokorzenia syryjskiego władcy. Mianowicie w lipcu 168 r. p.n.e. rzymscy legaci dotarli do obozu Antiocha IV, znajdującego się niedaleko obleganej Aleksandrii.


BITWA POD PYDNĄ 




Tam trójka posłów: Gajusz Decymiusz i Gajusz Hostyliusz pod przewodem Gajusza Popiliusza Lenasa, wręczyła królowi syryjskiemu ultymatywną notę senacką ("senatus consultum"), z żądaniem NATYCHMIASTOWEGO wycofania się z Egiptu. Antioch przeczytał dokument, po czym zwrócił się do Lenasa z prośbą o możliwość przedyskutowania jego założeń ze swymi oficerami i doradcami. Wówczas Lenas zagrodził mu drogę, mówiąc: "Nigdzie nie pójdziesz, póki nie dasz mi teraz odpowiedzi. Pamiętaj - jeśli mi odmówisz, będziesz miał do czynienia z całą potęgą Republiki, która dopiero co rozbiła pysznego króla Perseusza", po czym narysował swoją laską okrąg wokół króla i zapowiedział że jeśli monarcha wyjdzie z niego bez udzielenia odpowiedzi na senacką notę - w tym momencie wypowiada Rzymowi wojnę. Blady jak ściana (i kipiący ze złości) Antioch - nie miał wyjścia - musiał przyjąć w tych warunkach senackie żądanie wycofania jego sił z Egiptu. Dopiero gdy król wyraził zgodę, wówczas Lenas uśmiechnął się do niego i... podał mu rękę na zgodę, co tamten niechętnie także uczynił. Egipt został uratowany w kilka minut dzięki zdecydowanemu działaniu Lenasa. Antioch musiał oddać także Cypr i twierdzę Pelusium, zatrzymał jednak Syrię i oczywiście Palestynę.


CDN.

09 sierpnia 2025

DOMINATORKI - Cz. I

CZYLI RZECZ O ZNANYCH 
I NIEZNANYCH KOBIETACH W HISTORII,
KTÓRE POTRAFIŁY 
RÓŻNYMI SPOSOBAMI OWINĄĆ SOBIE
MĘŻCZYZN WOKÓŁ PALCA





"NIGDY ZA MOIM PRZYZWOLENIEM KRÓL NIE POGWAŁCI MEGO DZIEWICTWA, A GDY BĘDZIE PRÓBOWAŁ WZIĄĆ MNIE SIŁĄ, NIE PÓJDĘ W ŚLADY LUKRECJI, ŻONY COLLATINUSA, KTÓRA PRZECIERPIAŁA ZNIEWAGĘ, A NASTĘPNIE ODEBRAŁA SOBIE ŻYCIE. ZNIEWAGĘ TĘ PRZYPŁACĘ WŁASNĄ ŚMIERCIĄ"

LUKRECJA di ALAGNO
(Która potrafiła tak rozkochać w sobie króla Neapolu - Alfonsa I Trastamara, że ten tracił dla niej głowę, obsypywał prezentami i przyznał pozycję należną królowej. Jej władza była tak wielka, że nikt nie miał prawa spotkać się z monarchą, jeśli ona wcześniej nie udzieliła na to zgody. Jednocześnie nie pozwoliła królowi się do siebie zbliżyć i pielęgnowała tzw.: "miłość platoniczną". Należy tutaj od razu dodać, że Lukrecja nie pochodziła z królewskiego rodu a jedynie była ubogą arystokratką. Utrzymywała swój wpływ na króla Alfonsa przez dziesięć lat 1448-1458, aż do jego śmierci, po czym została kochanką zwykłego sekretarza królewskiej administracji i miała z nim dziecko. Zmarła w biedzie i zapomnieniu w 1479 r.



Kobiety-Dominatorki, kobiety które własnym wysiłkiem (seksapilem lub walorami umysłu), potrafiły podporządkować sobie mężczyzn i zająć pierwszą wśród nich pozycję. Czy takie kobiety istniały lub istnieją? Oczywiście że tak, lecz według mnie osobiście znacznie więcej jest kobiet uległych, które podporządkowują się swemu mężczyźnie. Oczywiście kobiety mają tę przewagę nad mężczyznami, że to... one nas wybierają, a nie my je. To kobiety decydują który mężczyzna będzie najbardziej odpowiedni dla nich i dla ich przyszłego potomstwa, choć wielu facetów uważa że jest inaczej i że to oni decydują. Ten błąd nieświadomości mężczyzn jest odwiecznym kobiecym przywilejem związanym bezpośrednio z ich seksualnością. Ogromna większość kobiet woli jednak uległość od dominacji (choć dziś przyjęło się wszystko określać mianem "partnerstwa" - ok. ale należy pamiętać, że nawet w najbardziej partnerskim związku muszą istnieć mniej lub bardziej decyzyjne osoby). Mam dobrego znajomego który zawsze był dość nieśmiały w stosunku do kobiet (przy pierwszym poznaniu) i sprawiał wrażenie człowieka nieco wycofanego. Pewnego jednak razu zawiązał znajomość z dość niezależną kobietą, która widać było że lubi przewodzić w związku. Po kilku ładnych miesiącach gdy się znów spotkaliśmy, sytuacja wyglądała następująco - oboje wciąż ze sobą byli, jednak widać było że role w ich związku nieco się odmieniły. Owa Dominatorka, z którą zapoznał się mój znajomy, była... całkowicie poskromiona (jeśli mogę użyć takiego słowa). Teraz są kochającym się małżeństwem a ona jest przykładną żoną i matką. Przyznam się szczerze że nie spytałem się w jaki sposób dokonał jej odmiany, gdyż po prostu głupio pytać o takie rzeczy, ale bez wątpienia ów nieśmiały facet, jakiego znałem i owa niezależna kobieta, zamienili się totalnie rolami. 

Zresztą ja stawiam tezę, że kobieta dominująca to pewna (jakby to powiedzieć) - anomalia, związana z brakiem stanowczości u mężczyzny. Kobieta bowiem wybierając sobie mężczyznę na resztę życia, pragnie mieć w nim nie tylko oparcie, ale również ochronę i swoistego przewodnika przez życie. Jeśli tego nie znajduje w swoim związku, jeśli mężczyzna jest słaby i niezdecydowany oraz na wszystko się zgadza, to ona go wcześniej czy później zdominuje. Nie stanie się jednak tak dlatego że ona tego pragnie, tylko dlatego że po prostu w każdym związku... ktoś musi nosić spodnie - że tak się wyrażę. Jeśli facet jest dupa wołowa, to kobieta chcąc nie chcąc musi być silna. Często kobiety testują mężczyzn, na jak dużo będą mogły sobie pozwolić w stosunku do nich i jeśli nie ma żadnej reakcji ze strony faceta, to taka kobieta (będąc zdesperowaną) wejdzie mu wreszcie na głowę i zamieni w totalnego pantofla. Ale to z jej strony jest swoiste testowanie na jak dużo może sobie pozwolić. Tutaj bowiem w grę wchodzi również umiejętność zapewnienia bytu i bezpieczeństwa rodzinie, jeśli bowiem mężczyzna ulega kobiecie, to w jej głowie powstaje myśl że równie szybko ulegnie np. napastnikom, próbującym zrobić jej coś złego i ze strachu nie stanie w jej obronie. A świat w którym żyjemy naprawdę nie jest przyjazny kobietom. One tak naprawdę na każdym kroku są wystawiane na żer, niczym zwierzyna łowna. Kobietę bowiem znacznie łatwiej można skrzywdzić niż mężczyznę i to na wiele sposobów. Dlatego w ich mentalności (a być może nawet w genotypie) zakodowała się potrzeba znalezienia mężczyzny silnego, dającego oparcie i bezpieczeństwo. 

Większość mężczyzn po prostu tego nie rozumie i na tym bardzo często polegają owe kryzysy w małżeństwie lub związku, na niezrozumieniu potrzeb drugiej strony (bowiem mężczyźni w dużej mierze chcą po prostu mieć święty spokój, nie chcą się zbytnio angażować w stosunku do kobiety, bo i tak już ją "zdobyli", teraz więc można osiąść na laurach i odpoczywać w gronie "ogniska domowego". Problem jednak polega na tym, że większość kobiet po prostu wewnętrznie kipi, widząc swego faceta, który zachowuje się jakby mu na niczym nie zależało, tylko papcie, telewizor, gazetka i piwko - to cały jego świat po pracy). Nic wiec dziwnego że część z nich po prostu przejmuje w domu role mężczyzn i zaczynają dominować, choć tak naprawdę pragną tylko pobudzić swego faceta do działania. Stawiają mu więc coraz większe wymagania, a jeśli on ich nie spełnia to albo urządzają karczemną awanturę, albo też zaczynają tzw.: "ciche dni". Dopóki facet nie weźmie sprawy w swoje ręce i nie zacznie ponownie przewodzić w związku, to będzie miał cały czas na głowie "warczącą" na niego żonę, która coraz bardziej będzie traciła do niego szacunek (nawet jeśli go kocha, to widząc jego flegmatyczność i ugodowość, z czasem naturalnie utraci do niego szacunek i będzie nim pomiatać). Wiem co mówię, bo w życiu widziałem już różne relacje w związkach (swoją drogą pamiętam z dzieciństwa, jak kiedyś z siostrą pojechaliśmy do wujostwa na zdaje się ferie szkolne. I pamiętam taką scenę, gdy po zabawie z kuzynostwem zostaliśmy zawołani na obiad. Weszła ciotka z talerzem zupy i z tak... podbitym okiem, że ja sam - nigdy wcześniej nie widząc czegoś takiego, zapytałem się w sposób naiwny i bezpośredni: "Ciociu, co ci się stało?" Nie odpowiedziała i choć miałem wtedy może z osiem lub dziesięć lat, to do dziś przypomina się mi moje głupie pytanie. 

Zresztą nie był to ostatni raz, gdy miała siniaki pod oczami, ale ja wówczas zauważyłem to po raz pierwszy, a wuj był typem osoby nieznoszącej sprzeciwu (natomiast mój ojciec, choć z wujem byli braćmi - sam był osobą łagodną i ugodową, choć oczywiście też do pewnego stopnia, ale zdarzało się że to raczej mama często się na niego obrażała. Pamiętam taką scenę gdy byłem dzieckiem, wracaliśmy z przyjęcia u znajomych rodziców z innego miasta, a ponieważ przyjęcie było zakrapiane alkoholem, wracaliśmy pociągiem. I tam mama obraziła się na tatę, bo ten wprowadził nas do innego wagonu, który został odczepiony i musieliśmy czekać na następny pociąg, a było to już późno w nocy. Tata jednak nic sobie z tego nie robił, gdy pociąg przyjechał mama usiadła dalej od niego. A on jakby nigdy nic mówił: "Danuś, i tak cię kocham". W pewnej chwili odwróciła się starsza kobieta, siedząca przed nim, na co on... zrobił w jej kierunku śmieszną minę. No cóż, taką relację w związkach także zapamiętałem. Także, kończąc te prywatne wycieczki, przejdę już bezpośrednio do tematu kobiet dominujących (dominatorek)



DOMINATORKI STAROŻYTNEGO EGIPTU






"PRZYTULISZ JESZCZE SWE DZIECI, ŻONĘ UCAŁUJESZ I UJRZYSZ DOM SWÓJ, 
A TO JEST PIĘKNIEJSZE NIŻ WSZYSTKO"

"ROZBITEK"
PAPIRUS Z XIX wieku p.n.e. (XII DYNASTIA)



Królestwem egipskiej kobiety był dom. W nim mogła czynić wszystko, wedle własnej woli i to do niej też należała opieka i wychowanie dzieci. Kobieta egipska miała bardzo silną pozycję w rodzinie i nawet jeśli to mężczyzna był tej rodziny głową, to ona była szyją, która tą głową kręci. Nawet prawo egipskie dawało kobietom silną pozycję w stosunku do współmałżonka. Zdarzało się bowiem że w przypadku rozwodu z jego winy (tzw.: "porzucenie żony"), mąż musiał płacić alimenty i utrzymywać byłą żonę do końca życia (były to rzadkie przypadki związane z pozostawianiem jej w stanie niezamężnym, jeśli bowiem wyszła ponownie za mąż, to były małżonek nie musiał już na nią płacić alimentów i zobowiązany był jedynie do zwrotu "mienia kobiecego" - które ona wniosła do związku w dniu ślubu, oraz 1/3 tego, czego dorobili się wspólnie podczas małżeństwa), jednak jeśli to ona go zdradziła lub porzuciła dla innego, traciła 1/3 swego posagu małżeńskiego, oraz wszelkie inne prawa przysługujące małżonce (w przypadku zdrady małżeńskiej, mąż mógł wręcz żądać aby cudzołożnicę ukarano obcięciem nosa, chyba że rozeszli się w zgodzie). Kobieta bowiem miała wielką władzę w domu swego męża jako żona, ale tylko do czasu, gdy nie dopuściła się zdrady. Jeśli zaś została przyłapana na zdradzie, traciła wszelkie prawa jako małżonka i mogła zostać ukarana obcięciem nosa, jeśli tego życzyłby sobie jej małżonek. W przypadku zaś zdrady męża, żona mogła żądać rozwodu na wyżej wymienionych zasadach, plus specjalny "prezent" który jej wówczas przysługiwał, będący równowartością ceny jednego niewolnika. 

Boską opiekunką kobiet w Starożytnym Egipcie była bogini Hathor (zwana również "Złotą Boginią", "Ręką Atuma" i "Panią Sromu") która miała dwa oblicza. Pierwsze łagodne i kochające, jako troskliwa matka karmicielka i kochająca żona. Ale było i drugie oblicze tej bogini, które bardzo pasowało do dwoistości kobiecego charakteru. Otóż było to oblicze agresywne i niszczycielskie, a Hathor zamieniała się tam z łagodnej bogini w agresywną i krwiożerczą lwicę, która dążyła do zniszczenia rodzaju ludzkiego (w mitologii egipskiej miał ją ponoć ułagodzić bóg mądrości Tot). Kobiety w literaturze egipskiej są bardzo często pokazywane jako takie... niewyżyte seksualnie zdziry, które tylko czekają by zdradzić swego męża z innym mężczyzną. W powieści: "Opowiadania o cudownych zdarzeniach" (XV wiek p.n.e.), mamy do czynienia z żoną kapłana, która namawia do stosunku swego służącego (ogrodnika): "I znów żona kapłana Weba-oner posłała polecenie służącemu, który miał pieczę nad ogrodem: "Niech oporządzi altanę, która jest w ogrodzie, ja bowiem idę tam spocząć. Przygotowano więc w altanie wszystko, czego trzeba. Poszły obie, pani i służąca, i spędziły piękny dzień z prostakiem". W innym utworze pt.: "Prawda i Kłamstwo" (XIII wiek p.n.e.), również mamy do czynienia z bogatą damą, która przygarnia do siebie niezwykle urodziwego ślepca oraz czyni go swym kochankiem: "Wiele dni potem Pani wyszła ze swego domu, towarzyszki jej ujrzały (...) leżącego u stóp wzgórza, tak pięknego, że w całym kraju nie było doń podobnego (...) A kiedy Pani ujrzała ślepca, zapragnęła go ogromnie, widząc że ma piękne kształty. Tej jeszcze nocy położył się z nią i poznał ją tak, jak poznaje mężczyzna, ona zaś tej samej nocy stała się brzemienna chłopcem". 


DOM EGIPSKIEGO WIELMOŻY Z OKRESU NOWEGO PAŃSTWA 



Następnie owa dama pozwala mężczyźnie zamieszkać w jej domu i traktuje go jak kochanka i służącego. Ze związku tego jednak rodzi się syn, któremu ona długo nie wyjawia tożsamości ojca. Gdy wreszcie to czyni, wskazując iż jego ojcem jest służący, którego przygarnęła, syn w gniewie mówi takie oto słowa: "Trzeba zebrać krewnych z twojej rodziny i postarać się o krokodyla", innymi słowy sugeruje iż matka za swoje przewinienia powinna zostać rzucona krokodylom na pożarcie. Zresztą każda kobieta, która dopuszcza się cudzołóstwa, zostaje w egipskich utworach ostatecznie za karę uśmiercona w brutalny sposób (w pierwszym przypadku żona kapłana Weba-oner została spalona). Kobieta jako pani i dominatorka jest co prawda pożądana (Dzbanek z Deir el-Medina z ok. XIII wieku p.n.e. opisuje pieśń, jaką śpiewa pewien zakochany, który pragnie zostać niewolnikiem swej wybranki: "Ach, gdybym był Nubijką, wyłącznie na rozkazy mojej Pani! Przyniósłbym jej mandragory, który trzymałbym w dłoni by mogła je wąchać", zaś pewien oficer ponoć pragnie "stać się podnóżkiem swej Pani"), ale tylko do zamążpójścia. Kobieta miała wielką pozycję i cieszyła się szacunkiem w społeczeństwie egipskim, pod warunkiem że była cnotliwa (a utwory egipskie wręcz kipią od przykładów niewieściej niemoralności i niewdzięczności, co pokazuje że prawdopodobnie Egipcjanki dość często prowokowały małżeńskie zdrady, zresztą biblijna żona Putyfara, która próbowała namówić Józefa do spółkowania, była wzorowana na żonie Anupa, z powieści "Dwaj bracia" - również z ok. XIII wieku p.n.e.: która próbuje uwieść młodszego brata swego męża - Batę. "Moc wielka jest w tobie - codziennie podziwiam twoją siłę (...) Chodź, spędzimy razem chwilę, połóżmy się". Gdy jej się to nie udaje, oskarża Batę przed mężem o próbę gwałtu i pobicie.

 


Egipcjanki bardzo często są pokazywane jako istoty zdegenerowane, niemoralne i stawiane w kontrze do np. Syryjek, Kananejek czy Żydówek, które są nie tylko uległe w łożu, ale jeszcze wierne, posłuszne i oddane swemu mężowi. Nic więc dziwnego że niektórzy z Egipcjan brali sobie za żony kobiety z innych krain, uważając taki model rodziny za najwłaściwszy dla mężowskiego spokoju ducha i ciała (pewien Grek zamieszkały w Egipcie w czasach ptolemejskich w końcu II wieku p.n.e. zatrudniał w swym warsztacie tkackim niewolnice, którym nadawał greckie imiona - być może wszystkie one były Greczynkami, choć nie ma co do tego stuprocentowej pewności. Zachowała się też lista jego 14 niewolnic, oto ich imiona: "Ἀπολλων[ία (Apollonia), Ἀρκαδία (Arkadia), Ἀριστονίκη (Aristonika), Γάζα (Gaza), Διομυσία (Dionizja), Διάνοια (Dianoia), ʽΔημάριον (Dimarion), Ἑλενίς (Elenis), Εὐθήνη (Eutinia), Ἑρ[μιό]ν (Ermiona), Εἰρήνη (Eirini), Ἐβένιον (Evenion), Ἡράκλεια (Heraklea), Θεοφίλα (Teofila)). Niektórzy mężczyźni próbowali "naprowadzać" swoje żony przy pomocy pięści (w jednym z dokumentów z okresu Nowego Państwa, mąż musi przysięgać przed sądem że przestanie bić swoją żonę, w przeciwnym razie zostanie orzeczony rozwód i będzie musiał oddać jej cały wspólny majątek, oraz zostanie mu wymierzona kara stu kijów), co było powszechnie piętnowane i karane, jako że póki kobieta nie zdradziła swego męża, należał jej się szacunek jako żony i matki.

Wiele Egipcjanek nie wywodzących się z arystokracji, prowadziło rodzinne biznesy, często żony po rozwodzie zyskiwały spory majątek (w przypadku niewierności swego męża), dzięki czemu mogły kupić albo ziemię, albo też otworzyć jakieś własne przedsiębiorstwo. Natomiast kobiety z rodzin arystokratycznych, dysponujące dużą ilością złota i srebra, nabywały ziemie w paru nomach, co powodowało że kilka z nich stało się prawdziwymi - jak dziś można by rzec - milionerkami. Najczęściej były to jednak kobiety wdowy, lub te po rozwodzie. Zdarzało się też że kobiety same wychowywały dzieci bez pomocy mężów (mamy tego przykład w utworze "Prawda i Kłamstwo"). Co prawda kobiety uboższe miały pod tym względem znacznie trudniej niż kobiety wywodzące się z arystokracji, ale póki nie znalazły sobie kolejnego męża, który by je utrzymywał, musiały jakoś sobie radzić. Arystokratki zaś utrzymywały całą rzeszę służących i niewolników. Dziećmi zajmowały się piastunki (zresztą dzieci i tak do pewnego wieku biegały sobie zupełnie nago i uważano jedynie aby nie przechodziły poza bramy ogrodu, szczególnie zaś baczono, aby do sadzawek i basenów przydomowych nie przypełzł jakiś gad. Do tego też potrzebni byli odpowiedni ludzie (którzy kijami sprawdzali czy jest bezpiecznie). Podsumowując - kobiety dominatorki nie należały wcale w Egipcie do rzadkości, choć starały się jednocześnie przykryć swój dominujący charakter kobiecą wrażliwością, podstępem i niekiedy cynizmem, zresztą kobieta u władzy w Egipcie była akceptowana, pod warunkiem że wyznaczała sobie cele odnośnie całej społeczności i nie skupiała na sobie samej (podczas gdy mężczyźni mogli się skupiać tylko na sobie i nie było to krytykowane). Przejdźmy zatem teraz do konkretnych przykładów dominujących kobiet w czasach Egiptu faraonów. 






"DYNASTIA KRÓLOWYCH"
Cz. I


I
TETISZERI
"MATKA NOWEGO KRÓLESTWA"




Królowa Tetiszeri żyła w bardzo niestabilnych i niebezpiecznych czasach. Egipt wówczas wciąż był podzielony na szereg mniejszych i większych księstewek wzajemnie się zwalczających, co umożliwiło opanowanie znacznych terenów kraju przez ludy obce - zwane umownie Hyksosami (hik-hosfe - co znaczy "władcy obcych krajów", nie była to jednak zbiorowość ściśle etniczna, a raczej polityczna klasyfikacja, którą zresztą używali władcy tychże obcych ludów). Kim byli Hyksosi? Do dziś pomiędzy historykami trwają na ten temat spory, jednak najbardziej prawdopodobną wersją ich pochodzenia, jest ta, która mówi nie tyle o podboju Delty Egiptu przez najazd Hyksosów (a mieli oni uzyskać przewagę nad Egipcjanami dzięki użyciu nowej broni - rydwanów wojennych, których dotąd Egipcjanie nie znali), ile o... swobodnym zasiedlaniu Delty przez stopniową (popieraną przez władze) migrację plemion semicko-hurycko-indo-aryjskich do Egiptu. Były to więc głównie koczownicze plemiona pasterskie, które po prostu wchodziły sobie przez Półwysep Synaj na egipską ziemię i osiedlały się w Delcie. Władcy egipscy początkowo starali się temu przeciwdziałać, ale wzrastające tendencje odśrodkowe w samym państwie wkrótce ich do tego zniechęciły i uznali taki stan za naturalny (a niektórzy nawet za pożądany). Czasy bowiem świetności i bogactwa XII Dynastii już dawno odeszły w zapomnienie. Założyciel tej dynastii - wezyr Amenemhat, po objęciu władzy (ok. 1990 r. p.n.e.) przeprowadził zakrojone na dużą skalę reformy wewnętrzne, które godziły w siłę i bogactwo wielkich rodów egipskich, powstałych w czasach upadku Królestwa (Pierwszy Okres Przejściowy), z którymi też toczyli walkę o wpływy faraonowie XI Dynastii, która ustabilizowała nieco sytuację.

Za Amenemhata I wielkie rody zostały pozbawione monopolu na władzę w swych domenach, a dziedziczność urzędów, która stała się prawdziwą plagą, została zniesiona. Odtąd to władca miał jedyne prawo mianować wezyrów, dowódców i skarbników spośród ludzi "najgodniejszych osobistych zalet". Amenemhat I wprowadził też nową ideologię rządzenia, opartą (częściowo) na wzorcach władców Starego Państwa. Oczywiście powrót do pełnego absolutyzmu i boskości władców Starego Państwa był już niemożliwy w czasach Amenemhata, nie można było bowiem przekreślić wieków ogromnej emancypacji, jaka się wyzwoliła w wielu kręgach społecznych (jedną z tych form była niezwykle popularna w owych czasach, misteryjna wiara w zmartwychwstałego Ozyrysa, boga zwykłego ludu - a pielgrzymki do miejsc jego kultu, przybierały często rozmiary migracji). Mimo to podstawą ideologii Amenemhata stało się stwierdzenie, że to poddani zostali stworzeni do służenia państwu i królowi, a nie to, iż król jest powołany po to, aby dbać o swoich poddanych. Walka z wielkimi rodami doprowadziła w ostateczności do spisku, zawiązanego przez anty-centralistyczną opozycję i zamordowania Amenemhata I (prawdopodobnie w 1962 r. p.n.e. po prawie trzydziestu latach jego panowania). Prawdopodobnie celem zamachowców był również syn i następca Amenemhata, który od prawie dziesięciu lat panował z ojcem jako współwładca - Sesostris I. Nie udało im się jednak go dopaść, a bunt nie wyszedł poza mury pałacu królewskiego. Wkrótce spiskowcy zostali złapani i straceni, a Sesostris kontynuował politykę ojca.


OZYRYS ZMARTWYCHWSTAŁY 
SYMBOL ZWYCIĘSTWA ŻYCIA NAD ŚMIERCIĄ



Mimo iż cała sprawa nie wyszła poza mury pałacu, reminiscencje owego dramatu i walki wielkich rodów z faraonami XII Dynastii o władzę, można odnaleźć w dziele pt.: "Przygody Sinuheta", który powstał właśnie w połowie XX wieku p.n.e. Jest tam bowiem mowa o wielmoży, który uniknął śmierci uciekając z kraju. Dopiero po wielu latach tułaczki uzyskał on królewskie przebaczenie i mógł powrócić do Egiptu (była to obowiązkowa lektura w egipskich szkołach, którego głównym ideologicznym przesłaniem była zasada całkowitej wierności i posłuszeństwa władcy, bo tylko dzięki jego łasce, człowiek może uzyskać wszelkie dobra). Po stłumieniu buntu, zarówno sam Sesostris, jak i jego następcy, nie mieli już problemów z arystokratyczną opozycją, która została całkowicie spacyfikowana i podporządkowana władcy. Oczywiście doświadczenia minionych dekad, nie pozwalały jednak faraonom spać spokojnie i kontynuowali oni politykę współwładców. I tak Sesostris I w ostatnich latach swego życia, mianował współrządcą swego syna - Amenemhata II (ok. 1930 r. p.n.e.), ten zaś, uczynił tak samo, przyznając na dwa lata przed swą śmiercią (1895 r. p.n.e.) władzę swemu synowi - Sesostrisowi II. Długoletnie rządy faraonów, konsekwentna ideologia posłuszeństwa władzy (wpajana od najmłodszych lat) i wielki dobrobyt, jaki osiągnął Egipt w tych dekadach, przemawiały na korzyść władzy centralnej. Za Sesostrisa II (1897-1878 r. p.n.e.) wprowadzono nawet realną administracyjną likwidację podziału na Dolny i Górny Egipt (ale i tak wszystkim zarządzali specjalnie mianowani królewscy rezydenci), który pozostał jedynie jako podział religijny i kulturowy.




Wprowadzone zmiany jednak w wielu kwestiach działały na korzyść zwykłych poddanych, jak choćby zasada mianowania przez króla lokalnych namiestników miast, którzy nie byli związani, ani też nie podlegali lokalnej świątyni. Dzięki temu kapłani tracili wpływ na obsadę stanowisk w ich własnym mieście. Chodziło więc o to, aby władza nie zblatowała się z klerem i wspólnie nie gnębiła ludności podatkami czy przymusowymi robotami publicznymi (trzeba jednak pamiętać - o czym pisałem już wcześniej - że w czasach Średniego Państwa władza kapłanów nie była jeszcze tak wszechpotężna jak później). Faraonowie uważali, iż wzajemna nieufność lokalnej administracji królewskiej i kapłanów świątyń służy nie tylko poddanym, ale przede wszystkim ich władzy. Oczywiście była również i trzecia lokalna siła, na wypadek gdyby jednak pomimo wszystko kapłani zdołali przekabacić "burmistrzów" na swoją stronę, było nią kolegium miejskie lub wiejskie, które co prawda podlegało namiestnikowi miasta lub wsi, ale składało się z ludzi mianowanych przez wezyra i przed nim bezpośrednio odpowiedzialnych (a sam wezyr odpowiedzialny był bezpośrednio przed faraonem). Tak więc od czasów Sesostrisa II praktycznie wyeliminowane zostały wszelkie pozostałości wszechwładzy dawnych lokalnych rodów. Największy jednak okres świetności Egiptu przypadł na czasy panowania syna i następcy Sesostrisa II - Sesostrisa III Wielkiego (1878-1839 r. p.n.e.). To właśnie on dokończył walkę z arystokracją, pozbawiając rody niezależności finansowej (znikają wówczas np. bogate stele nagrobne miejscowych wielmożów, tak popularne we wcześniejszych dziesięcioleciach) uzależniając ich pozycję i majątek jedynie od woli władcy. Za jego to rządów opanowano też ostatecznie Nubię i rozpoczęto wielkie wyprawy zdobywcze do Kanaanu, Syro-Palestyny i krajów huryckich (Sesostris III Wielki jest tutaj porównywany wraz z faraonem Totmesem III Wielkim z XVIII Dynastii, żyjącym 400 lat później, do Aleksandra Wielkiego. Ci dwaj władcy byli największymi wojownikami w dziejach Egiptu i są nazywani kolejno, pierwszy: Aleksandrem Macedońskim Egiptu, a drugi Napoleonem Egiptu). 

W glorii chwały i niezwyciężoności swego ojca pławił się jeszcze jego syn i następca - Amenemhat III, ale był to już ostatni wielki władca XII Dynastii, a jego panowanie było ostatnim okresem dobrobytu Średniego Państwa. To właśnie w tych latach jego rządów do Egiptu zaczęły migrować grupy koczowników z Azji (lata 20-te XIX wieku p.n.e.), które początkowo osiedlały się na Synaju, a następnie zaczęły przenikać do Delty. Następcy zmarłego w 1814 r. p.n.e. Amenemhata III w ogóle już sobie nie radzili z problemem masowej syro-huryckiej nielegalnej imigracji. Ostatnim władcą, który miał jeszcze jaką taką kontrolę nad większością kraju (choć utracono wówczas znaczne tereny Delty oraz ponownie usamodzielnili się możnowładcy), była córka Amenemhata III - Neferusobek. Jednak jej krótkie panowanie (1806-1802 p.n.e.) doprowadziło do całkowitego rozpadu kraju, a synowie jej brata Amenemhata IV (1814-1806 p.n.e.) władali w zasadzie jedynie okolicznymi rejonami wokół rezydencji w Icz-Tawi (niedaleko Memfis). Dynastia XIII była spokrewniona z XII, ale już XIV złożona była z wielmożów Górnego Egiptu. Ok. 1805 r. p.n.e. Górny Egipt odłączył się od Delty, tworząc oddzielne państwo ze stolicą w Ksois. Oczywiście nie znaczy to, że władcy XIV Dynastii panowali nad całym terytorium Górnego Egiptu, jako że po śmierci Amenemhata IV wystąpiły bardzo silne tendencje odśrodkowe, które doprowadziły do uniezależnienia się od władzy centralnej wielu miast i regionów Górnego oraz Dolnego Egiptu (choć aż do lat 20-tych XVIII wieku p.n.e. poszczególnym władcom udawało się zdobyć przynajmniej symboliczną kontrolę nad wielu poszczególnymi miastami, ale potem Egipt zamienił się w realnie niepodległe miasta-państwa, rządzone przez lokalne rody możnowładcze. 


EGIPSKA STRAŻ GRANICZNA NA SYNAJU ZATRZYMUJE 
SYRO-HURYCKICH IMIGRANTÓW



Te ruchy odśrodkowe oczywiście nie pozostały nie zauważone przez imigrantów z Syro-Palestyny i Azji, zwanych umownie Hyksosami. Oni zasiedliwszy część terenów Delty, wciąż pozostawali koczownikami i wciąż praktykowali swoją kulturę i tradycję. Zyskiwali też przeogromny wpływ na politykę miast Delty, jako że poszczególni namiestnicy woleli mieć przy sobie bitne oddziały, które można było opłacić w swojej służbie i przekształcić w prywatną ochronę. Taka polityka doprowadziła w konsekwencji państwo do zguby. Oto bowiem ok. 1670 r. p.n.e. lokalny wódz palestyńskich oddziałów egipskiej armii lokalnej z Delty - Salitis, opanował zbrojnie miasto Icz-Tawi i sam koronował się na władcę Egiptu. Oczywiście jego deklaracja miała takie samo znaczenie, jak szeregu innych lokalnych wielmożów, którzy wszyscy przecież uważali się za prawdziwych władców Egiptu, stanowiła jednak tę różnicę, że Salitis nie był Egipcjaninem, tylko jednym z tych "obcych" wodzów, którzy osiedlili się w Egipcie jeszcze za ostatnich lat panowania Amenemhata III. Był to też precedens, oto bowiem Salitis ogłaszając się królem Egiptu, zyskiwał poparcie wszystkich obcych, czyli owych plemion semicko-hurycko-indo-aryjskich, jakie określa się mianem Hyksosów. Zresztą przejęcie przez nich całkowitej władzy było o tyle łatwe, że oni praktycznie dominowali od czasów XIII Dynastii zarówno w armii jak i w administracji. Nie musieli Egiptu podbijać swymi rydwanami wojennymi, skoro i tak kontrolowali go poprzez obsadę poszczególnych urzędów. Zrzucenie więc władzy słabych, lokalnych władców, było niezwykle proste, jako że cała polityczna infrastruktura Delty już i tak była w rękach Hyksosów. Ów Salitis był więc założycielem XV Dynastii, którą dziś określa się jako "hyksoską". 




Oczywiście wśród nich też nie było wewnętrznej zgody (każda zmiana władcy była sprowokowana przez armię, a władza nie była dziedziczna), jak choćby wyodrębnienie się na południu, w rejonie Teb mniejszej hyksoskiej XVI Dynastii - dzięki czemu zarówno Delta (Dolny Egipt) jak i Tebaida (Górny Egipt) były kontrolowane przez Hyksosów. Oczywiście słowo "kontrolowane" jest tu pewnym nadużyciem, jako że w ogóle Egipt wciąż jeszcze przypominał swoiste puzzle, krainę podzieloną na szereg lokalnych księstewek, w których każdy władca uważał się za swoistego "pana świata". Jednak Hyksosi stanowili największą siłę militarną, mogącą kontrolować owe rozbite księstewka, przez co całkowicie dominowali przez kilkadziesiąt lat nad tymi terenami. Wokół nich zaś rosły skłócone ze sobą księstewka, których władcy woleli opłacać się Hyksosom i przyjąć ich protektorat, niż pozwolić aby kraj zjednoczył ich konkurent. I tak wyglądała sytuacja polityczno-społeczna w Egipcie aż do ok. 1580 r. p.n.e. gdy tron lokalnej dynastii z Teb (swoją drogą był tam niezły chaos, gdy poszczególne wsie były kontrolowane a to przez naczelników wysłanych przez hyksoską XVI Dynastię, a to przez lokalną dynastię tebańską, która przejdzie do historii jako XVII Dynastia). Gdy na tron Teb wstąpił lokalny władca Rahotep (ok. 1580 r. p.n.e.) rozpoczęło się swoiste "zbieranie ziem egipskich". Oczywiście Rahotep wciąż był lennikiem Hyksosów, był bowiem za słaby aby podjąć z nimi bezpośrednią konfrontację, jednak umiejętnie podbijał poszczególne regiony Górnego Egiptu i usuwał stamtąd lokalnych książąt. Aby podporządkować zdobyte tereny swej władzy, zaczął masowo sprowadzać do Tebaidy czarnoskórych (negroidalnych) pasterzy z południowo-wschodniej pustyni Afryki. Widział w nich doskonały element swej władzy, z nich też zaczął formować część swych oddziałów wojskowych (negroidalni wojownicy byli potem używani w armii egipskiej w czasach ponownej świetności Nowego Państwa). PPasterze ci bardzo szybko się egiptyzowali, żenili z lokalnymi dziewczętami i znacznie bardziej przyswajali tryb życia Egipcjan, niż koczowniczy-wojownicy z Azji. 

Siłą XVII Dynastii była zupełnie inna struktura polityczna, oparta na całkowitym autorytaryzmie władcy. Na kontrolowanych przez siebie terytoriach nie tolerowali oni jakiejkolwiek krytyki swej władzy, byli władcami absolutnymi. Z czasem władcy XVI Dynastii stali się marionetkami, a ich władztwo zostało stopniowo zmniejszane do terytorium samych Teb (Karnak) aż do całkowitej likwidacji ich władzy (ok. 1565 r. p.n.e.). W zasadzie można powiedzieć że od czasów Rahotepa książęta z XVII Dynastii podlegali już wyłącznie Hyksosom z Delty (XV Dynastia), którzy zbudowali sobie nową stolicę (i jednocześnie umocnioną twierdzę) w Awaris. Cechą charakterystyczną tamtych lat była niestabilność polityczna i częste zmiany władców. Tylko cześć z nich była ze sobą spokrewniona, większość pewnie została wynoszona przez lokalne zamachy i pałacowe przewroty. W każdym razie, gdy na tron Teb wstępował Senachtenre Tak I (ok. 1560 r. p.n.e.), jego żoną już od wielu lat była królowa Tetiszeri. Co prawda kobieta ta nie wyróżniała się niczym szczególnym, jednak była ona matką wojowniczych władców, którzy nie tylko doprowadzą do ostatecznego wypędzenia z Egiptu hyksoskich najeźdźców i zjednoczą cały kraj, ale również założą nową XVIII Dynastię, która rozpocznie nowy okres wielkości i mocarstwowości Egiptu, nieznany nigdy wcześniej. Dlatego też Tetiszeri otrzymała tytuł "Matki Nowego Królestwa", gdyż jej dzieci byli twórcami nowego egipskiego państwa, była też prekursorką dynastii niezwykle wpływowych kobiet, dlatego też XVIII Dynastię bez obaw można by nazwać "Dynastią Królowych".




CDN.

"PIERWSZE" ODKRYCIE AMERYKI - Cz. III

CZYLI JAK WŁADCY MUCHOMORZA DOTARLI DO NOWEGO ŚWIATA





ZA FIORDAMI I ZIEMIAMI JARLÓW
Cz. II






Począwszy od VII wieku nieustannie trwał przygraniczny konflikt sasko-frankoński, a granica Franków na Renie i w Austrazji (obszar Nadrenii oraz północnej Lotaryngii i Szampanii) był nieustannie najeżdżany przez saskich wojowników. Gdy w 751 r. władcą Franków został pierwszy przedstawiciel rodu Karolingów - Pepin Krótki (obaliwszy wcześniej ostatniego Merowinga, Childeryka III - jednego z tzw. "leniwych królów" jak potem nazwała ich historiografia francuska i belgijska, którzy wiedli wygodne życie, zaś realne rządy pozostawiali w rękach swoich majordomów. Tak się akurat złożyło, że od 680 r. w Austrazji, a od 687 we wszystkich dzielnicach państwa Franków władzę tę pełnili przedstawiciele rodu Karolingów, pierwszym z nich był zaś Pepin z Herstalu - dziad Pepina Krótkiego i pradziad Karola Wielkiego), planował on podbój kraju Sasów, ale planów swych nie spełnił. Dopiero gdy pełnię władzy przejął jego 24-letni starszy syn Karol w grudniu 771 r. (zgodnie z frankijskim zwyczajem Karol panował wraz z młodszym bratem - Karlomanem od października 768 r., a zwyczaj ten polegał na tym, że Frankowie nie zostawiali tronu najstarszemu synowi, czyli nie praktykowali primagenitury, a władzę - mniej lub bardziej po równo - dzielili pomiędzy wszystkich swych synów. I zasada ta tyczyła się nie tylko władców ale i zwykłych poddanych, którzy swój majątek dzielili zawsze w ten właśnie sposób), Karol mógł wreszcie skierować swój wzrok w stronę Sasów. Wiosną 772 r. zorganizował wielką wyprawę przeciwko temu ludowi. Zdobył saską twierdzę Syburg nad Ruhrą, natomiast w rejonie Heresburga kazał ściąć i zabrać ze sobą święte drzewo Sasów - Irminsul. Licząc że przez jakiś czas powstrzyma to łupieżcze napady Sasów na ziemie nadreńskie, Karol powrócił do Akwizgranu, ale z nastaniem wiosny roku następnego tym razem to Sasi zaatakowali, biorąc sromotny odwet za zniszczenie ich świętego drzewa. Splądrowali dzisiejszą Hesję, a w bazylice Fritzlar urządzili sobie stajnię dla swych koni (wcześniej zamordowali tamtejszego biskupa, przybijając go za ręce i nogi do drzwi owej bazyliki).

Najazd ten był jawnym rzuceniem wyzwania nowemu władcy państwa Franków, ale Karol nie mógł od razu interweniować. Zajmowały go bowiem rzeczy znacznie poważniejsze. Oto bowiem w Italii, w Królestwie Longobardów, schronienie uzyskała małżonka zmarłego w grudniu 771 r. Karlomana - Gerberga. Zabrała tam również swego syna (i potencjalnego konkurenta do władzy po swym ojcu) - młodziutkiego Pepina (a król Longobardów - Dezyderiusz dawał niedwuznacznie do zrozumienia, że gotów jest pomóc młodemu Pepinowi w odzyskaniu władzy w Królestwie Franków). Co prawda Karol żonaty był z córką Dezyderiusza - Desiree, ale pomiędzy oboma królestwami od dawna nie układało się dobrze - choć do pełnej zgody dążyła matka Karola i żona Pepina Krótkiego - Bertrada (zwana też Bertą). Od czasu bowiem gdy wojska króla Aistulfa zdobyły Rawennę (likwidując ostatecznie bizantyjski egzerchat Rawenny w 751 r.), papieże w Rzymie nie mogli już czuć się bezpiecznie. Nie mogli również orientować się na Konstantynopol, jako siłę zdolną obronić ich przed zalewem barbarzyńskich Longobardów (wschodni Rzymianie, czyli Grecy bizantyjscy wówczas mieli inne sprawy na głowie, jak wojny z Arabami, z Bułgarami, czy też kwestie światopoglądowo-religijne, związane z prześladowaniem zwolenników kultu ikon - o czym pisałem w poprzedniej części). Jedyną nadzieją dla papiestwa było oparcie się o władców zachodnich królestw, z których najpotężniejszym bez wątpienia byli wówczas Frankowie. Już papież Grzegorz III (pontyfikat w latach 731-741) jako pierwszy zaczął wysyłać sygnały do majordomusa Karola Młota (dziada Karola Wielkiego), sugerujące, że to w nim właśnie widzi obrońcę Stolicy Piotrowej. Wówczas jednak apele te nie uzyskały odzewu. Papież Zachariasz też aż do końca swego pontyfikatu (741-752) nie uzyskał wsparcia od Franków, dopiero z chwilą zdobycia władzy przez Pepina Krótkiego sytuacja zaczęła się powoli zmieniać. Król Pepin spotkał się z nowym papieżem Stefanem II w Ponthion (w styczniu 754 r.) i obiecał mu tam swoje poparcie oraz ewentualną pomoc militarną w przypadku zagrożenia Rzymu ze strony Longobardów (potwierdził to w kwietniu tego roku na zgromadzeniu w Quierzy).

W 755 r. Pepin wyprawił się zbrojnie przeciwko Aistulfowi, obległ go w Pawii (w północnych Włoszech) i zmusił do opuszczenia zagarniętych wcześniej ziem Egzerchatu Rawenny i zwrotu tych terenów papieżowi. W roku następnym musiał jednak Pepin ponowić swą wyprawę, ponieważ Aistulf po raz kolejny zagroził Rzymowi. Znów obległ go w Pawi i znów zmusił do tego, co wcześniej (i oczywiście do dania zakładników, jako gwarantu zachowania status quo). Następnie ze swym wojskiem wyruszył do Rzymu, gdzie spotkał się z papieżem Stefanem II. W czasie tego spotkania uroczyście Pepin ogłosił stworzenie Państwa Kościelnego, jako domeny papieskiej i jednocześnie zapewnił Stefana, że Frankowie będą stać na straży Stolicy Piotrowej oraz nowo utworzonego państwa. Od tego czasu, czyli od 756 r. aż do 1870 r. istniało Państwo Kościelne. Upadło ono po zajęciu Rzymu przez Armię Włoską (20 września 1870 r.) po wcześniejszym (sierpień) wycofaniu się z Rzymu wojsk francuskich (spowodowane oczywiście to było przegraną wojną z Prusami. Notabene zwolenniczką utrzymania Państwa Kościelnego była małżonka cesarza Napoleona III - cesarzowa Eugenia i w zasadzie głównie z jej powodu wojska francuskie tam jeszcze stacjonowały. A ponieważ była żarliwą katoliczką, nie dopuszczała do siebie myśli, że Rzym może zostać zajęty przez nowo powstałe państwo włoskie. Dopiero po klęsce Francji w wojnie z Prusami stało się możliwe zajęcie Rzymu przez Włochów, a po referendum ze stycznia 1871 r. Rzym stał się stolicą nowego państwa włoskiego - wcześniej od 1865 była nim Florencja, a od 1861, czyli od daty proklamacji Królestwa Włoch - Turyn. Kolejni zaś papieże uważali się za więźniów i prowadzili cichą, lecz niezwykle konsekwentną wojnę z państwem włoskim. Ostatecznie skutkowało to tym, że Bazylika Świętego Piotra popadała w ruinę, gdyż rząd włoski nie finansował papieży i ci nie mieli za co remontować budynków w którym mieszkali. Dochodziło do tego, że w sali audiencyjnej czy nawet w sypialni papieży z dachu podczas ulewy lał się deszcz. Ostatecznie kwestię finansowania i uregulowania tych spraw rozwiązał dopiero reżim faszystowski Benio Mussoliniego, powołując do życia w lutym 1929 r. państwo Watykan. Notabene zawarto wówczas ugodę, ponieważ należy pamiętać że faszyści uważali papieży i w ogóle katolików za swoich wrogów, ponieważ katolicy byli zjednoczeni we wspólnej organizacji, a przecież jedyną organizacją która miała prawo istnieć i która posiadła jedyną "prawdę objawioną" była według nich partia faszystowska, której wodzem stał się duce Benito Mussolini. Przede wszystkim zaś walka toczyła się o rząd dusz wśród młodzieży, bo jak mawiał Hitler "Najbardziej lubię psy i dzieci, bo łatwo je wyszkolić").




Po śmierci króla Aistulfa na polowaniu (w dość dziwnych okolicznościach) jeszcze w tym samym 756 r. nowym władcą został właśnie Dezyderiusz, wcześniej arystokrata z Friuli, który kilkanaście miesięcy przed objęciem władzy otrzymał w zarząd Toskanię. Innym konkurentem do tronu w Pawii był Ratchis (były król 746-749) inny wielmoża z Friuli. Ostatecznie konflikt ten wygrał Dezyderiusz (757 r.), ale jego pozycja w stosunku do papieża Stefana II znacznie osłabła, a ten drugi potrafił to wykorzystać na własną korzyść. Jednak gdy w kwietniu 757 r. Stefan zakończył swoją ziemską wędrówkę po tym łez padole, Dezyderiusz miał wolną rękę w sytuacji wyboru nowego następcy Świętego Piotra (w tamtym czasie papież był najczęściej wyznaczany przez władców lub biskupów. Wybór papieża na konklawe to dopiero XII wiek). Co prawda władcy Longobardów nie udało się narzucić swojego kandydata na Tron Piotrowy, ale i tak wiele innych spraw zdołał rozwiązać na swoją korzyść. Zdołał ponownie scentralizować kraj, podporządkowując sobie na wpół niezależnych książąt Spoleto i Benewentu. Prowadził politykę sojuszy matrymonialnych z Bawarami, Benewentem i oczywiście z Frankami. Zbliżył się do Bizancjum. Wszystkich mamił sojuszami i ugodami, a wykorzystywał jak tylko mógł na swoją korzyść. Zaczął głosić, iż jest prawdziwym i jedynym obrońcą Rzymu i papiestwa, a słaby papież Paweł I nie potrafił mu się sprzeciwić. Po jego śmierci w czerwcu 767 r. starał się Dezyderiusz ponownie przeforsować swego kandydata na Tron Piotrowy. Ponownie mu się to nie udało, ale nie mógł wcale narzekać. Nowy papież Stefan III też żył w jego cieniu, a poza tym Dezyderiusz (po śmierci Pepina Krótkiego we wrześniu 768 r. i przejęciu tronu przez dwóch jego synów), stał się bodajże najsilniejszym władcą Królestwa Zachodu. To właśnie u niego, w Pawii schroniła się Gerbega w grudniu 771 r. licząc iż pomoże jej synkowi Pepinowi w odzyskaniu tronu Franków. Stworzyło to bardzo niebezpieczną sytuację, która zaważyła na przyszłości państwa Longobardów i samego króla Dezyderiusza.

W styczniu 772 r. po śmierci Stefana III nowym papieżem obrany został Hadrian I. Wysłał on natychmiast drogą morską wiadomość do Karola (przełęcze alpejskie kontrolowane były przez Dezyderiusza), przypominając mu, iż jest powiernikiem i obrońcą Rzymu, tak, jak był nim jego ojciec Pepin Krótki. Karol natychmiast rozwiódł się i odesłał Dezyderiuszowi jego córkę Desiree i rozpoczął przygotowania do nowej wyprawy na italię. Wojsko longobardzkie kontrolowało przejścia alpejskie i chociaż w czasach zamętu związanego z często zmieniającymi się panującymi w tym kraju, armia nieco osłabła, to jednak nadal stanowiła pokaźną siłę. Karol jednak był pewny swego i twierdził, że skoro dwukrotnie atak na Italię udał się jego ojcu, to jemu uda się po raz trzeci i ostatni konfrontacja z tym państwem. Tak też się stało (774 r.), wojska frankijskie zdołały przekroczyć alpejskie przełęcze i wyjść na tyły sił logobardzkich które zamknęły się w Pawii (ponownie). Zaczęło się kilkumiesięczne oblężenie tej twierdzy. Gerberga, Pepin i syn Dezyderiusza Adalgis zbiegli do Werony, miasto to jednak zostało zajęte przez Karola, a żona i syn jego brata znaleźli się teraz w jego mocy (Adalgis zbiegł do Konstantynopola). Karol nie zamierzał czekać aż Pawia padnie. Na Święta Wielkiejnocy 774 r. postanowił wyprawić się do Rzymu na spotkanie z papieżem Hadrianem. Wraz ze swym wojskiem, hrabiami i biskupami wjechał do Rzymu jako pielgrzym. Karol miał dopiero 27 lat, a już czuł się niczym Juliusz Cezar wkraczający do Wiecznego Miasta (a w planach miał zwycięstwa ma miarę Aleksandra Wielkiego). Ale i papież Hadrian przestraszył się Karola i pozwolił mu wejść do Rzymu dopiero wówczas, gdy ten przysiągł, iż przybył tutaj jako pielgrzym, nie pragnąc czynić nikomu nic złego. W Rzymie Karol złożył kolejną donację na korzyść Państwa Kościelnego, potwierdzając jego istnienie i w sposób jasny określając granice, po czym powrócił pod Pawię. Miasto, nie mogąc się dłużej bronić, skapitulowało z końcem maja 774 r. Dezyderiusz trafił do niewoli, a jego pałac oraz skarb przeszły na własność Karola (co się tyczy skarbu, to podzielił go pomiędzy swych żołnierzy). Królestwo Longobardów (w takiej formie jak do tej pory) przestało istnieć, natomiast 5 czerwca 774 r. Karol koronował się w Pawii Żelazną Koroną Longobardów na króla Franków i Longobardów (odwołując się do tej tradycji, 1031 lat później cesarz Napoleon Wielki również koronował się tą samą koroną na króla Włoch).




 Teraz, gdy rozprawił się już z południowym przeciwnikiem, mógł Karol całą swoją uwagę skierować przeciwko Sasom. W czasie bowiem gdy był on nieobecny, na północy plemię to zdobyło twierdze Syburg i Heresburg. Wiosną 775 r. ruszyła kolejna wyprawa Karola na Sasów. W jej wyniku odzyskał on dwie wyżej wymienione twierdze i zdobył kilka innych ośrodków saskich, dochodząc (w ciężkich walkach podjazdowych) do rzeki Wezery. Widząc siłę (szczególnie ciężkiej jazdy) Franków, przedstawiciele kilku rodów saskich złożyli broń i zgodzili się przyjąć chrześcijaństwo. Nastąpiły więc teraz pierwsze masowe (choć niezbyt liczne) chrzty nad Wezerą. Następnie wojska frankijskie przekroczyły Wezerę i pod dzisiejszym Brunisbergiem zadały ciężką klęskę Sasom, lecz pod Lubbecke nagły atak Sasów zakończyłby się zdobyciem obozu Franków i ich masakrą, gdyby nie odsiecz pod wodzą samego Karola, który zapobiegł owej klęsce. W obozie nad rzeką Ocker Karol Wielki zmusił saskie rody do uznania swej władzy nad nimi (775 r.). Z początkiem 776 r. zaczęły się niepokoje w Akwitanii jak również jawny bunt we Włoszech (któremu przewodził książę Friuli Rotgaud). Dla Longobardów utrata niezależności politycznej była bowiem szokiem. Wcześniej uważali się oni za lepszych od miejscowych Rzymian, wybranych przez Boga (Dezyderiusz głosił przecież że Bóg jest z nim w tej wojnie). Były też dwa porządki prawne panujące w Królestwie, jeden dla Rzymian, a drugi dla Longobardów i nawet jeśli Rzymianie uważali tych drugich za barbarzyńców, to byli od nich zależni w ramach prawa. Teraz okazało się że zwycięstwo Karola to wszystko przekreśliło, przekreśliło 200 lat niezależności Longobardów w Italii (pierwsze ich wejście do północnych Włoch nastąpiło z rejonu Panonii - czyli dzisiejszej Austrii w 568 r.). Nic zatem dziwnego że nie tylko Rotgaud, ale inni książęta longobarscy mieli ambicje przywrócenia niezależności swemu Królestwu, a należeli do nich chociażby zbiegły do Konstantynopola syn Dezyderiusza - Adelchis (z którym część elit longobardzkich wiązała nadzieje na przywrócenie niezależności), oraz książę Benewentu Arechis (wraz ze swą ambitną małżonką, córką Dezyderiusza - Adelpergą, kobietą która miała ambicje sama zostać królową Longobardów). Aby nieco rozładować te buntownicze nastroje, Karol koronował się na króla Longobardów jeszcze za życia Dezyderiusza (a być może nawet w jego obecności) czym dał do zrozumienia, że oto nastąpiła zmiana z woli Boga. Zachował też szczególne miejsce Pawii jako ośrodka królewskiego i pałacu jako centrum zgromadzeń elity longobardzkiej. Mennica w Pawii zaczęła bić też złote tremisy, podobne do tych, które bito wcześniej, tyle że teraz z wizerunkiem Karola (a w tym czasie w Benewencie zaczęto bić złote tremisy z wizerunkiem Arechisa II). Zaczęto też (w Królestwie Longobardów) liczyć czas od zdobycia Pawii przez Karola. Oczywiście symbolem nowej władzy rex francorum były dawne pałace królów longobardzkich w Pawii, Weronie (w tym mieście za młodu przebywał ojciec Karola - Pepin Krótki) i Corteolonie, ale bez wątpienia najtrwalszym wyznacznikiem władzy Franków w Italii stały się klasztory (to właśnie mnisi, przeprowadzając swoisty "podbój klasztorny" uczynili więcej dla utrwalenia władzy Karola w Italii niż jego wojska, czy nawet on sam jako nowy król Longobardów). To właśnie oni twierdzili że Bóg, osadzając Karola na tronie w Pawii, tym samym zapewnił mieszkańcom Królestwa przychylność, którego nie mogli doświadczyć pod rządami niemiłego Bogu Dezyderiusza. Tym bardziej że Karol manifestował utrzymanie niezależności Królestwa Longobardów jako jednego z dwóch członów jego władztwa (drugim była owa "Franciia"). Zatem po stłumieniu buntu Rotgauda w 776 r. (bunt ten nie pociągnął za sobą prześladowań ze strony Karola) Karol panował jeszcze w Italii przez pięć lat. W 781 r. oddał to Królestwo swemu 4-letniemu synowi Pepinowi-Karlomanowi, a stało się tak głównie z tego powodu, że Karol nie mógł przez cały czas przebywać w Pawii, a skoro tam go nie było, to zależność możnych od tronu słabła i należało tę sprawę jakoś uporządkować jeśli nie chciało się kolejnego buntu longobardzkich elit. 4-letni Pepin-Karloman uzyskał również sakrę papieską i został nowym królem rezydującym w Pawii.

Gdy Karol zajęty był w Italii, Sasi ponownie chwycili za broń (776 r.). Udało im się w ciężkich walkach zdobyć twierdzę Eresburg, toczyli też walki pod Hohensburgiem - ale twierdzy tej nie zdobyli. A Karol po uporaniu się z Rotgaudem w Italii, wyruszył przeciw Sasom i odzyskał Eresburg i do końca 776 r. ponownie spacyfikował ziemię saską, zmuszając Sasów (a raczej saskich możnych) do złożenia mu przysięgi wierności w obozie nad brzegiem rzeki Lippe. Sasi przybyli tam licznie wraz z rodzinami, decydując się również na przyjęcie chrztu. Po podboju kraju Sasów - jak się Karolowi wydawało - przystąpił on do budowy swojej rezydencji w Paderborn, nieopodal miejsca, gdzie niegdyś stał święty dla Sasów Irminsul i gdzie rozpoczęto również budowę jednego z pierwszych na ziemiach saskich kościoła (777 r.), pierwszy powstał bodajże w Eresburgu jeszcze ok. 773 r., ale potem został zniszczony przez Sasów. W 777 r. Karol zwołał zjazd wszystkich Sasów do Paderborn. Jego celem było nie tylko ostateczne podporządkowanie ich swej władzy, ale przede wszystkim chrystianizacja tych, którzy jeszcze się opierali przed przyjęciem wiary Chrystusowej. Tutaj, wśród gęstych lasów teutoburskich, gdzie prawie 770 lat wcześniej (czyli w 9 roku naszej ery) Arminiusz wyrżnął trzy legiony Publiusza Kwinktyliusza Warusa i tym samym upokorzył samego cesarza Oktawiana Augusta (utrata trzech legionów to była ogromna klęska, tym bardziej że każdy legion miał przydzielony do siebie numer i jeśli przestawał istnieć, już potem ten numer nie powracał, nie nazywano tak kolejnego legionu - głównie aby nie przywoływać pecha. A poza tym utrata Orłów legionowych była potwornym upokorzeniem. Tak też się stało w bitwie pod Carrhae, gdzie Partowie rozbili doszczętnie legiony wcześniejszego pogromcy Powstania Spartakusa - Marka Licyniusza Krassusa {także jednego z triumwirów, obok Cezara i Pompejusza}. Tamte Orły próbował odzyskać Marek Antoniusz w czasie swej ciężkiej kampanii partyjskiej w 36 r. p.n.e. {ta kampania o mały włos nie zakończyła się totalną klęską, a powrót Rzymian z niej przypominał powrót żywych trupów}, lecz ostatecznie udało się to - na drodze pokojowej - Oktawianowi Augustowi w 20 r. p.n.e.). Po klęsce teutoburskiej nie tylko utracono Orły, ale upokarzano też rzymskich żołnierzy, składając ich w ofierze bogom, lub wieszając na gałęziach drzew teutoburskiego lasu. W tym przypadku mścicielem Rzymian był Germanik Juliusz Cezar (syn Nerona Klaudiusza Druzusa, syna Liwii Druzylli - małżonki Oktawiana Augusta i Antoni Młodszej - córki Marka Antoniusza i Oktawii - siostry Augusta), który ostatecznie pokonał Arminiusza w bitwie pod Idistawiso (okolice dzisiejszej Bremy) w 16 r., odzyskując część utraconych wcześniej przez Warusa Orłów (ponoć Oktawian gdy usłyszał o utracie trzech legionów, w swym żalu i rozpaczy zaczął wołać: "Kwinktyliuszu Warusie, zwróć mi moje Orły").


RZEŹ RZYMIAN W LESIE TEUTOBURSKIM
(9 r.)









A TAK MÓGŁ WYGLĄDAĆ POWRÓT LEGIONÓW MARKA ANTONIUSZA PO KAMPANII PARTYJSKIEJ 
(36 p.n.e.)



Nie wszyscy jednak wielmoże sascy zjawili się w Paderborn. Ci, którzy nie chcieli uznać władzy Karola i przyjąć chrztu, skupili się wokół Widukinda - wojownika, który postanowił kontynuować walkę nawet, gdy wydawała się ona skazana na porażkę. Oczywiście nie mógł też pozostać w Saksonii i w 777 r. musiał zbiec na Północ, na ziemie dzisiejszej Danii. Ziemie te (prawdopodobnie chodzi o tereny dzisiejszego Schleswigu, który wówczas Frankowie zwali Nortmanią) kontrolował właśnie ów Zygfryd z rodu Ynglingów, najpotężniejszy jarl norweski, którego władza również obejmowała niektóre tereny dzisiejszej Danii. Niewiele wiadomo o tym władcy, poza tym, że właśnie w 777 r. udzielił schronienia zbiegłemu z Saksonii Widukindowi. Jego synem i następcą był Gudrod - czyli Gotfryd (ojciec Halfdana Czarnego - który będzie bohaterem kolejnej części). Toczył on również walki z Karolem, ale niewiele na ten temat wiadomo (wiadomo tylko że planował atak na Akwizgran i że zmarł zamordowany w 809 r. pozostawiając zaledwie rocznego synka - Halfdana, zwanego potem "Czarnym"). Aby jednak trzymać się całości chronologicznej tekstu, warto dokończyć kwestię opanowania Saksonii przez Karola Wielkiego, aby móc przejść zarówno do wydarzeń które miały miejsce z Gotfrydem, jak i tych, które potem tyczyły się Halfdana Czarnego. Tym bardziej że w Skandynawii wciąż to nie był jeszcze czas Wikingów, wciąż to nie był jeszcze czas, kiedy podejmowali oni długie morskie wyprawy i to zarówno na Zachód jak i na Wschód i na Południe. To wciąż był czas jarlów i to miało się nie zmienić w ciągu kolejnych kilkunastu lat (chociaż Tomasz Carlyle w swej książce "Pierwsi królowie Norwegii" z 1932 r. pisze pod rokiem 860: "Mniej więcej do Roku Łaski 860, w Norwegii nie było królów, jedynie liczni jarlowie").


CDN.

ZAPRZAŃSTWO JAKICH MAŁO! - Cz. VII

CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI POWSTANIE i WOJNA Cz. VII WŁADYSŁAW IV W MŁODOŚCI  Poselstwo na którego czele st...