WYŚWIETLENIA

20 lipca 2025

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. IV

CZYLI JAK TO KRÓL
RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV
PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE
CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO
W KONSTANTYNOPOLU





1645 r.
RZECZPOSPOLITA
Cz. III





W 1643 r. król Władysław IV uzyskał na sejmie (zwołanym w dniach 1 lutego - 29 marca), częściową zgodę szlachty na przygotowanie kraju do (ewentualnego) tureckiego bądź tatarskiego najazdu. Skrypt sejmowy pt.: "Bezpieczeństwo pospolite od podejrzanych sąsiad przyjaźni opatrując", dawał urzędnikom królewskim i królowi jako takiemu w chwili najazdu turecko-tatarskiego, prerogatywy co do pewnych samodzielnych zarządzeń wojennych - był to więc pewien ukłon szlachty w stosunku do królewskich planów wojny z Imperium Osmańskim. Nie oznacza to jednak, że szlachta zmieniła swoje stanowisko w tej kwestii, wręcz przeciwnie, jednocześnie z uchwaleniem owego skryptu miano nadzieję że do wojny jednak nie dojdzie ("Lubośmy za łaską Bożą ze wszech stron z sąsiady naszymi pokoju doświadczali i statecznej przyjaźni"). Król zaś, mając w ręku rezolucję sejmową, postanowił działać konsekwentnie w kierunku wywołania wojny - najpierw z Tatarami, a następnie z całym Imperium Osmańskim. Jeszcze w 1641 r. gdy na Sejm przybył poseł tatarski, domagając się "upominków" w zamian za rezygnację z łupieżczych najazdów na południowo-wschodnie ziemie Rzeczypospolitej, został on odesłany do Solca i tam uwięziony, zaś gdy w 1644 r. ruszyła wielka tatarska wyprawa (20 000 Ordy) pod wodzą Tuhaj-beja, została ona rozbita przez hetmana wielkiego koronnego - Stanisława Koniecpolskiego w bitwie pod Ochmatowem (30 stycznia). Ponieważ jednak nie chciano prowokować wojny, wysłano posła do Konstantynopola (Bieganowskiego), który miał zapewnić, że wojny z Osmanami nie będzie i uzyskał tam od sułtana potwierdzenie przyjaźni. Ani Turcja ani Rzeczpospolita nie chciała wojny, a sułtan Ibrahim I był gotów utrzymać pokój, nawet kosztem swego wasala - Chanatu Krymskiego. Jedynym konsekwentnym zwolennikiem wojny był w tym czasie król Władysław IV, który już widział siebie w glorii zdobywcy Konstantynopola i wybawcy całego chrześcijaństwa.

Trzeba tutaj od razu dodać, że Władysław IV był człowiekiem wielkich ambicji, często przerastających jego własne możliwości. Był królem Polski i wielkim księciem Litwy, suwerenem domu brandenburskiego w Prusach Książęcych, panował nad ogromnymi terenami w Europie Środkowo-Wschodniej (podchodzącymi pod samą Moskwę). Był też tytularnym carem Rosji (w latach 1610-1613), oraz (także tytularnym) królem Szwecji, a teraz zamyślał o sławie wojennej pogromcy Osmanów i wyparciu islamu z Bałkanów, oraz miał nadzieję na zdobycie korony cesarza rzymskiego. Gdyby udało mu się zrealizować te plany, stałby się najpotężniejszym władcą na świecie, kontrolując tereny od Azji po Ren (łącznie z takimi stolicami jak Konstantynopol, Wiedeń, Sztokholm, Moskwa, Warszawa i Kraków). Ale jego ambicje często zderzały się z twardą rzeczywistością - tron rosyjski i szwedzki został realnie utracony, na koronę cesarską raczej nie można było liczyć, zaś plany wojny tureckiej torpedowała polska szlachta, niechętna wojnie z Osmanami. Nic więc dziwnego że król musiał się cieszyć z małych sukcesów (jak choćby owa sejmowa dyrektywa roku 1643), gdyż na te duże rzadko mógł liczyć. Zwycięstwo pod Ochmatowem co prawda przez krótki czas napełniło szlachtę bojowo, ale o wojnie wciąż nie mogło być mowy.




Król przebywał wówczas (od 21 listopada 1643 r.) w Wilnie, gdzie polował i oddawał się najróżniejszym innym przyjemnościom, pewny swego i swych planów. Natomiast towarzysząca mu królowa Cecylia Renata bardzo źle się tam czuła. Była ponownie w ciąży, którą jednak bardzo źle znosiła, obawiała się też że wkrótce umrze. 24 marca 1644 r. królowa powiła martwe dziecko - dziewczynkę, która ponoć była zniekształcona (królewski medyk zanotował: "Główka spłaszczona... na karku dziecka widniał guz wielkości kurzego jaja"). Ale nie był to koniec kłopotów, bowiem stan zdrowia królowej pogarszał się z godziny na godzinę i jeszcze tego samego dnia zakończyła ona życie (w trzy godziny po narodzeniu dziecka). Król był zdruzgotany, choć wcześniej raczej rzadko wyznawał jej swe uczucia, to teraz dopiero, gdy jej zabrakło, uświadomił sobie jak bardzo ją kochał. Z tego związku pozostał mu tylko syn - książę Zygmunt Kazimierz, który był ulubieńcem całego dworu. Chłopiec rozwijał się wspaniale, do tego był skory do nauki (w wieku pięciu lat mówił płynnie zarówno po polsku jak i niemiecku oraz robił duże postępy w łacinie). Król postanowił zapewnić mu wspaniałą przyszłość (np. tron zjednoczonych Węgier plus dziedzictwo korony Rzeczypospolitej), ale aby to osiągnąć musiał teraz wywołać wojnę z Imperium Osmańskim i zdobyć Konstantynopol. Po śmierci królowej Cecylii Renaty już całkowicie poświęcił się temu planowi. Na początek należało zlikwidować Chanat Tatarski na Krymie, który będąc państwem wybitnie rozbójniczym (Tatarzy żyli w ogromnej większości z łupów zdobywanych podczas corocznych najazdów na pograniczne tereny i brania w jasyr zamieszkującej je ludności - czyli zachowywali się jak piraci, tylko że lądowi), musiał zostać rozbity, aby skutecznie zabezpieczyć południowo-wschodnie kresy Rzeczypospolitej.

Sytuacja międzynarodowa sprzyjała wojnie, gdyż już od końca 1644 r. zaczął się ewidentnie rysować konflikt turecko-wenecki, o czym na dworze polskim doskonale wiedziano. Gdyby wybuchła wojna z Wenecją, Turcja mogłaby zostać wzięta w dwa ognie, po polskim uderzeniu z północy na Chanat, Mołdawię, Siedmiogród i ziemie leżące za Dunajem. Król (poprzez kardynałów Maltei i Montalto) przekonał nowego papieża - Innocentego X do udzielenia finansowego wsparcia krucjacie antytureckiej w wysokości 500 tys. talarów. Poprzez weneckiego posła w Wiedniu - Giustinianiego, skontaktowano się z dożą Wenecji - Francesco Erizzo, który miał wysłać swego posła do Warszawy, celem podpisania wspólnego sojuszu. Te wszystkie przygotowania (choć starano się trzymać je w tajemnicy), zapewne nie uszły uwadze Turków, gdyż chan tatarski Islam III Girej otrzymał od sułtana Ibrahima I pozwolenie na wtargnięcie do Polski. Nim jednak do tego ataku doszło, hetman Koniecpolski napisał list do wielkiego wezyra Mehmeda Paszy, w którym groził, że jeśli Tatarzy nie zostaną powstrzymani, Kozacy dostaną rozkaz do "wycieczki" na Morze Czarne, na Bakczysaraj, a nawet na sam Konstantynopol. Zapewne owe pogróżki zostały potraktowane poważnie, bowiem do tatarskiego ataku nie dojdzie przez następne kilka kolejnych lat (król zresztą uważał, ze Kozacy powinni podejmować takie wyprawy na osmańskie ziemie na Morzu Czarnym co kilka lat, aby "nie wyjść z wprawy"). Nim jednak dojdzie do podpisania sojuszu polsko-weneckiego, nim hetman Koniecpolski opracuje plany likwidacji Chanatu Krymskiego i inwazji na Bałkany (w tym celu wyśle swego inżyniera do zbadania brzegów Morza Czarnego), nim wreszcie przeniesiemy się na dwór osmański, aby zobaczyć co się wówczas i tam działo (oraz do stolicy chanów krymskich - Bakczysaraju), należy powrócić do króla Władysława, gdyż w tymże 1645 r. po raz drugi wejdzie on w związek małżeński. Tym razem wybranką (raczej bardziej panów szlachty niż jego samego) będzie francuska księżniczka Mantui (spokrewniona z Burbonami) Maria Ludwika Gonzaga de Nevers. Opowiedzmy trochę o niej samej.




W 1645 r. gdy do Paryża zjechało niezwykle strojne polskie poselstwo (co na Francuzach zrobiło piorunujące wrażenie, podobnie jak w 1573 r.), by prosić króla Francji - Ludwika XIII o rękę Marii Ludwiki, a nie była ona wówczas już młodą osobą. Liczyła wówczas prawie 34 lata (co na ówczesne normy kwalifikowało ją jako kobietę sędziwą) i wiele też miała "za uszami". Urodziła się w sierpniu 1611 r. w książęcej rodzinie Gonzagów (jej ojcem był Karol I Gonzaga, książę Nevers i Rethel, zaś matką księżna Maine - Katarzyna de Guise). Matka Marii Ludwiki była skoligacona z Burbonami, zaś ojciec był dalekim potomkiem bizantyjskiej dynastii Paleologów i przez to uważał się za kontynuatora dziedzictwa Bizancjum (snuł nawet plany zdobycia Konstantynopola i ponownego reaktywowania Cesarstwa Bizantyjskiego). Ojciec bardziej zajmował się polityką i utrzymaniem (oraz rozszerzeniem swego księstwa), niż dziećmi (Maria Ludwika miała jeszcze pięcioro rodzeństwa - trzech braci i dwie siostry), a matka zmarła, gdy miała siedem lat. Opiekę nad młodą księżniczką przejęła więc księżna de Longueville i zabrała ją do Paryża. Tam żyła i dorastała jak przystało na damę jej pochodzenia, a ponieważ odznaczała się też urodą, nie brakowało zalotników, którzy prosili o jej rękę. Jednym z nich był prawdziwy adonis, niezwykle przystojny młody książę Gaston, który w tymże 1626 r. został księciem Orleanu. Gaston, był młodszym bratem króla Francji - Ludwika XIII i następcą tronu, w przypadku jego bezpotomnej śmierci (na co się długo zanosiło, bo król miał alergię co do swojej żony - Anny Austriaczki, ale namówiony pewnego razu (ponoć przez) kardynała Richelieu, spędził z nią noc, co zaowocowało ciążą, która dała Francji (w 1638 r.) następcę w osobie Ludwika XIV - Króla Słońce).

Gaston był niezwykle przystojnym młodzieńcem i jednocześnie przeciwieństwem swego niezbyt urodziwego, królewskiego brata. Najprawdopodobniej Gaston był też pierwszym kochankiem młodej Marii Ludwiki (w każdym razie zakochał się w niej po uszy i chciał się żenić wbrew bratu i matce, którzy nie godzili się na ten związek). Gaston (ze względu na swoje pochodzenie jak i urodę) będący doskonałą partią dla wielu księżniczek królestwa, wybrał sobie właśnie ją, córkę księcia Nevers i Mantui (Karol I został nim w 1627 r.). Młodzi początkowo spotykali się w salonie madame de Rambouillet, ale gdy dowiedziała się o tym królowa-matka Maria Medycejska, zabroniła synowi jakichkolwiek kontaktów z Marią Ludwiką, bowiem nie lubiła jej, podobnie jak i jej ojca (który chełpił się swym pochodzeniem i twierdził, iż: "Gonzagowie byli książętami wcześniej, niż Medyceusze otrzymali szlachectwo", co tylko wprawiało królową-matkę w jeszcze większą niechęć co do rodu Gonzagów). Do matki dołączył również Ludwik XIII, choć ta kwestia raczej go nie interesowała, to jednak konkurował z bratem od dziecka i mimo że (jako starszemu) to jemu przypadł tron Francji, Ludwik uważał się jednak za pokrzywdzonego. Brat bowiem miał od dziecka lepiej, był nie tylko przystojniejszy (i tym samym łatwiej zyskiwał względy dam), ale również bardziej pojętny, bardziej wytworny, nawet jego psy okazywały się lepsze podczas polowań od psów króla. Nic więc dziwnego że nie godził się na prośbę brata i jego małżeństwo z Marią Ludwiką Gonzagą.

Gaston jednak (aby dokuczyć bratu - ten bowiem był znów zazdrosny o koronę i uważał że to właśnie on powinien zostać królem), postanowił wziąć ślub w tajemnicy. Plan był (prawie) doskonały, a przygotowania do ślubu (choć utajnione) trwały pełną parą. Jednak młody książę nie docenił swej matki - Marii Medycejskiej i jej przebiegłości. Świadoma bowiem zażyłości syna z córką księcia de Nevers, nakazała śledzić każdy ruch Gastona i Marii Ludwiki, stąd wiedziała o tajnym ślubie, nim w ogóle do niego doszło. Królowa-matka uderzyła z całą siłą. Najpierw kazała aresztować i zakuć w kajdany zarówno Marię Ludwikę, jak i sprawującą nad nią opiekę księżną de Longueville i wywlec je z posiadłości, niczym zwykłe dziewki (kobiety był dosłownie ciągnięte za końmi do zamku w Vincennes). Już sama podróż była męczarnią, ale prawdziwy strach ogarnął kobiety, gdy wtrącono je do osobnych, ciemnych lochów. Obie kobiety siedziały tam do czasu, aż Gaston nie urządził matce karczemnej awantury, dowiedziawszy się o aresztowaniu ukochanej i nie wymógł uwolnienia jej i księżnej de Longueville (choć ceną za ich wolność była przysięga, którą musiał złożyć na swój honor, iż nigdy nie poślubi Marii Ludwiki). Dotrzymał słowa, nie spotkał się już ze swą ukochaną, potajemnie opuścił Paryż i udał się do Orleanu. Zrozpaczona Maria Ludwika (nie chcąc narażać się królowej Marii Medycejskiej) również opuściła Paryż i wyjechała do swego księstwa - Nevers. Tam, w jej zamku nad Loarą w 1634 r. odwiedził ją polski poseł Jan Zawadzki, wysłannik króla Władysława IV, który przyjechał z propozycją małżeństwa (ponoć jej kandydaturę na żonę dla polskiego monarchy podsunął Zawadzkiemu kardynał Richelieu, pragnąć pozbyć się z Francji uciążliwej księżniczki). W każdym razie plany matrymonialne nie zostały wówczas zrealizowane, bowiem ostatecznie król Władysław poślubił córkę cesarza rzymskiego - Ferdynanda II Habsburga - Cecylię Renatę (wrzesień 1637 r.), która jednak zmarła w marcu 1644 r. Teraz nic już nie stało na przeszkodzie, aby doszło do tego małżeństwa. 


KRÓLOWA LUDWIKA MARIA GONZAGA de NEVERS



Jednak czas, jaki minął pomiędzy 1634 a 1645 rokiem był dość długi i księżniczka de Nevers nie była już tą samą osobą, co wcześniej. Była nie tylko panią księstwa Nevers, ale także regentką Mantui (w imieniu swego bratanka - piętnastoletniego Karola III Gonzagi), w której to zarządzaniu pomagał jej monsieur de Langerom, który nie tylko był zarządcą jej dóbr, ale także kochankiem. Zresztą nie był jedynym, gdyż Maria Ludwika rzadko przebywała w Mantui (powierzając jej zarząd właśnie panu de Langerom), a częściej ponownie w Paryżu, gdzie prowadziła salon dla tamtejszej arystokracji. Jej uroda przyciągała zalotników, ale nie do małżeństwa, gdyż postrzegano panią de Nevers jako skandalistkę, nie nadającą się na żonę (lecz na kochankę już jak najbardziej). Malarze opiewali jej urodę, przedstawiając ją jako rzymską boginię Prozerpinę, personifikację Nocy, Dnia, Czterech Pór Roku oraz Dwunastu Miesięcy (sztychy gdańskiego artysty Jeremiasza Falcka, wykonane w latach 1639-1646), lecz ona wciąż nie mogła znaleźć sobie męża. Skończyła trzydziesty rok życia i wciąż była niezamężna, co musiało budzić u niej frustrację. Wreszcie, gdy oświadczył jej się młody (osiemnastoletni) koniuszy królewski - Henryk Coiffier de Ruze, markiz de Cinq-Mars, postanowiła niezwłocznie przyjąć jego oświadczyny. Postawiła mu jednak warunki, po których spełnieniu zostanie jego żoną. Mianowicie, musiał uzyskać od króla dla siebie tytuł księcia i marszałka królestwa - na co oczywiście zakochany młodzieniec szybko przystał. Ale okazało się, że realizacja owego przyrzeczenia nie będzie łatwa, jako że blokował ją sam kardynał Richelieu (mało tego, ponoć publicznie zbeształ Cinq-Marsa za jego związek z Marią Ludwiką). Ten, urażony do żywego, postanowił uknuć spisek, mający na celu usunięcie wszechwładnego kardynała, tylko nie przewidział że Richelieu wszędzie ma swoich informatorów. Spisek się wydał a Cinq-Mars położył głowę pod katowskim toporem i zakończył życie (notabene w ten spisek był także zaangażowany Gaston Orleański, któremu oczywiście włos z głowy nie spadł, ale jego zwolennicy zostali ścięci). 

Tak oto Maria Ludwika skazała na śmierć jedynego człowieka, który postanowił się z nią ożenić. Musiało ją to doprowadzić do nie lada depresji (ponoć bardzo przeżyła śmierć Cinq-Marsa i do końca życia trzymała pamiątki po nim). Historia tej nieszczęśliwej miłości była kanwą, napisanej w 1826 r. przez francuskiego poetę - Alfreda de Vigny, powieści pt.: "Cinq-Mars", który to opowiadał właśnie o spisku na życie kardynała Richelieu, nieszczęśliwej miłości księżniczki Marii do młodzieńca nazwiskiem Cinq-Mars, która staje się nieszczęśliwą, ponieważ do księżniczki przybywa poseł, z... dalekiego kraju, aby została żona tamtejszego, nieznanego jej władcy. Poseł ów jest przystrojony niezwykle bogato i ma zabrać księżniczkę do dalekiego kraju, gdzie zostanie żoną grubego i brzydkiego króla. Jedynym pocieszeniem dla niej jest fakt, iż zostanie żoną władcy potężnego państwa - choć oczywiście nie wymienionego z nazwy przez Alfreda de Vigny'ego). Ciekawe prawda? Dokładne, literackie (postacie mają częściowo zmienione imiona) odwzorowanie tego, co się wówczas działo, a mianowicie gdy w 1645 r. do Paryża przybyli posłowie z dalekiej Polski, którzy dla swego (już dość grubego i schorowanego) władcy, szukali nowej żony, po śmierci Cecylii Renaty, wybór kardynała Mazarina (następcy, zmarłego w grudniu 1642 r. kardynała Richelieu), padł właśnie na Marię Ludwikę. Księżna została przedstawiona posłom pod przewodnictwem wojewody poznańskiego - Krzysztofa Opalińskiego. Zarówno Mazarin, jak i poseł francuski w Rzeczpospolitej de Bregy-Flecelles, zachwalali jej urodę i gwarantowali iż w posagu wniesie ona 700 tys. talarów. Po obejrzeniu księżniczki de Nevers, sporządzona została taka oto relacja dla króla Władysława: "Była piękna i bardzo blada, choć było w niej dużo naturalnego wdzięku (...) oczy czarne i piękne, włosy tegoż koloru (...), ładne zęby, a inne szczegóły twarzy ani piękne, ani brzydkie". Transakcja małżeńska została zawarta 13 lipca 1645 r. i podpisana 26 września w Fontainebleau.




29 października bramą św. Antoniego w Paryżu, wjechał na czele niezwykłego polskiego poselstwa (o którym pisałem że zapierało dech w piersiach) Krzysztof Opaliński, który w imieniu Władysława IV, ofiarował Marii Ludwice krzyż brylantowy o wartości 100 tys. talarów. Ślub per procura, miał miejsce w paryskim Luwrze (a raczej w kaplicy pałacu w Luwrze) - 5 listopada 1645 r. Od tej chwili (aż do wyjazdu z Francji) Maria Ludwika będzie tytułowana królową i przez kilka tygodni, które jeszcze spędziła w Paryżu, do jej pałacu pielgrzymowały tłumy arystokratów z gratulacjami. Nagle przestała być skandalistką i jej pozycja znacznie wzrosła. W pałacu Nevers w Paryżu odwiedziła ją i złożyła gratulacje również (przebywająca na wygnaniu we Francji) królowa Anglii - Henrietta Maria Burbon, której mąż - król Karol I Stuart - toczył wówczas walki z siłami Parlamentu pod wodzą Oliwera Cromwella. Maria Ludwika wyjechała z Francji 27 listopada, wraz z wybranymi przez siebie dwórkami, które rekrutowały się z niezamożnych lub słabo zamożnych francuskich rodzin szlacheckich (w Polsce te panny zwano: "ładne pyszczki bez posagu"), które liczyły że w nowym kraju zdobędą bogatego męża i pozycję, jakiej nie miały w ojczyźnie (i wielu się to udało, a najsławniejszą była dwórka, która znalazła się w orszaku Marii Ludwiki jeszcze jako dziecko - Maria Kazimiera d'Arguien zwana potocznie Marysieńską - żona Jana III Sobieskiego, przyszłego króla Rzeczypospolitej i pogromcy Turków Osmańskich spod Chocimia (1673 r.) i Wiednia (1683 r.)). Nim jednak nowa królowa dotrze na polski dwór, przenieśmy się teraz do Konstantynopola i sprawdźmy co i tam się działo w owym czasie wojennego zapału króla Władysława IV.


CDN.
 

19 lipca 2025

SUŁTANAT KOBIET - Cz. I

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II




W tej serii chciałbym zaprezentować bogatą historię sułtańskich haremów dynastii Osmanów, począwszy od panowania Mehmeda II Zdobywcy (który zajął Konstantynopol w roku 1453), a skończywszy na Abdul Hamidzie II (ostatniego sułtana osmańskiego, posiadającego realną władzę). Pragnę też opisać losy wybranych kobiet z owych haremów, a także przedstawić samą strukturę haremu i zmieniających się czasów, a także upodobań poszczególnych władców (oraz ich niestety czasem wielkiego okrucieństwa). Bezwzględnie skupię się też na kilku wybranych kobietach (biorąc pod uwagę fakt, że jest na ich temat znacznie więcej materiału źródłowego) jak choćby sułtankach: Roksolanie/Hurrem, Nurbanu, Kosem, Turhan i kilku innych najbardziej niezwykłych kobiet w historii Osmańskiej Turcji. I tutaj niezwykle istotny jest przykład polskiej branki z Rohatynia (zapewne spolonizowanej, choć pierwotnie mogła być Rusinką, z drugiej jednak strony należy pamiętać że m.in.: Rohatyń, Lwów czy Przemyśl znajdował się na Rusi Czerwonej, a Ruś Czerwona należała do Królestwa Polskiego, w którym miasta te określano nie jako "polskie" tylko właśnie jako "ruskie" i nie chodziło tu wcale o kwestię narodowościową tylko geograficzną, jako że Ruś wówczas także była częścią Polski), porwanej przez Tatarów (najprawdopodobniej) w sierpniu 1516 r. w czasie wielkiej tatarskiej wyprawy na Podole i Ruś Czerwoną, pod wodzą Ahmeda - Aleksandry Lisowskiej. W historiografii niekiedy przyjmuje się, że do porwania dziewczyny (i innych branek z Rusi Czerwonej) miałoby dojść w roku 1509. Jest to jednak (według mnie) bardzo mało prawdopodobne i to z dwóch przyczyn. 

Po pierwsze Aleksandra musiałaby mieć wówczas zaledwie 7 lat (ur. 25 lutego 1502 r.). Oczywiście Turcy i Tatarzy porywali dzieci nawet młodsze w całej Europie, jednak istnieją też przekazy, które mówią że do porwania doszło gdy Aleksandra miała 14 lub 15 lat. Drugim powodem, który przeczy roku 1509 jako tego, w którym dokonano porwania przyszłej sułtanki i umiłowanej małżonki sułtana Sulejmana Wspaniałego, jest fakt, że to nie Tatarzy wówczas najechali Ruś Czerwoną, tylko Mołdawianie (lennicy tureccy) pod wodzą swego hospodara Bogdana. Udało się wówczas co prawda zdobyć i spalić Rohatyń, to jednak wkrótce potem ruszyła polska wyprawa odwetowa hetmana wielkiego koronnego - Mikołaja Kamienieckiego na Mołdawię, w wyniku której Kamieniecki doszczętnie rozbił pod Chocimiem (4 października 1509 r.) wojska mołdawskie i uwolnił jasyr wcześniej przez nich wzięty. Do kolejnego najazdu tatarskiego na Ruś Czerwoną doszło w kwietniu 1512 r. pod wodzą Mengli-Gireja. I znów była to nieudana wyprawa z punktu widzenia Tatarów, gdyż ponieśli oni klęskę w bitwie pod Wiśniowcem (28 kwietnia) z rąk hetmanów - wielkiego koronnego Mikołaja Kamienieckiego i wielkiego litewskiego Konstantego Ostrogskiego. Poza tym chan tatarski został zmuszony w wyniku tej nieudanej wyprawy, do zawarcia niekorzystnego pokoju i sojuszu z Polską, wymierzonego w Moskwę. 

Kolejny najazd tatarski miał miejsce właśnie w sierpniu 1516 r. i ten akurat się Tatarom udał, a to z tego względu, że wówczas zarówno Wielkie Księstwo Litewskie jak i Królestwo Polskie (teoretycznie były to jeszcze wówczas dwa państwa złączone władzą jednego monarchy, ale coraz częściej było ono określane terminem Rzeczpospolita Obojga Narodów), toczyło wielką wojnę z Moskwą i nie mogło skutecznie osłonić Podola i Rusi Czerwonej przed tatarskimi zakusami. Jest również i trzeci powód przemawiający za rokiem 1516, w którym to miało dojść do porwania Aleksandry Lisowskiej i uprowadzenia jej do Imperium Osmańskiego. Tym powodem są źródła tureckie, w których wyczytałem, że Aleksandra/Roksolana/Hurrem, miała trafić do haremu młodego następcy tronu - księcia Sulejmana w 1517 r. zakupiona przez książęcego sokolnika i przyjaciela - Ibrahima z Pargi (zwanego potem: "Najpiękniejszym mężczyzną w całym Imperium"). Jednak względy księcia miała wzbudzić dopiero ok. roku 1520, a szczególnie gdy został już po śmierci swego ojca - Selima I Groźnego, nowym sułtanem we wrześniu 1520 r.



 
Bardzo szybko otrzymała też imię Hurrem (po arabsku Karima, co znaczy "Radosna")ponoć już po trzech dniach, spędzonych w sułtańskim haremie. Imię nadał jej oczywiście sułtan - Sulejman, który przeszedł do historii pod przydomkiem "Wspaniały" lub "Prawodawca", ale stało się to na pewno w Stambule po jego wstąpieniu na tron. Skąd zatem tak długi okres pomiędzy rokiem 1517 a 1520 kiedy to Aleksandra oficjalnie stała się Hurrem (i przyjęła islam)? Odpowiedzią na to pytanie niech będzie fakt istnienia specjalnych szkół haremowych dla nałożnic, w których młode dziewczęta uczono jak mają się zachowywać i jak umilać czas sułtanowi, który był ich panem. Najprawdopodobniej Hurrem trafiła do haremu Sulejmana w Stambule jeszcze w 1517 r. w wieku 15 lat, jednak ujrzała go dopiero w 1520 r. gdy przybył do stolicy jako nowy sułtan. To właśnie wówczas w błyskawicznym tempie zdobyła jego serce i zapewniła sobie jednocześnie wielką pozycję dającą ogromną władzę. Wcześniej zaś przez kilka poprzednich lat przygotowywała się do roli sułtańskiej nałożnicy w stambulskiej szkole haremowej. 

Innym faktem (przemawiającym tym razem za jej polskim pochodzeniem), niech będzie to, że gdy tylko zdobyła dominującą pozycję w systemie władzy Osmańskiej Turcji i rozkochała w sobie Sulejmana na tyle, że był gotów spełnić jej każdy kaprys, doprowadziła do... zaprzestania tatarskich wypadów na należące do Polski i Litwy tereny, zaś polscy ambasadorzy nad Bosforem (jako jedyni ze wszystkich państw europejskich), posiadali praktycznie swe stałe przedstawicielstwa. W ciągu 46 lat panowania sułtana Sulejmana, przez dwór sułtański przewinęło się aż 18 polskich posłów i ambasadorów. Żaden inny kraj nie posiadał nawet w połowie tak licznej reprezentacji swych przedstawicielstw dyplomatycznych. Natomiast sułtan z polskim królem - Zygmuntem I Jagiellończykiem, pisywali do siebie listy, informując się np. o... stanie zdrowia i samopoczuciu własnych małżonek, jak choćby list Sulejmana do Zygmunta z 1532 r. w którym sułtan pisze: "Twój ambasador będzie mógł ci powiedzieć, jak szczęśliwa się czuje siostra twoja, moja małżonka". Tą "siostrą" oczywiście miała być Hurrem. Natomiast głównym posłem osmańskim przez wiele lat był w Krakowie niejaki Hassan Aga - człowiek Hurrem.

Hurrem ponoć miała piękne zęby i piękny uśmiech, który dodawał jej urody. Twarz miała pociągłą, białą cerę, wysokie czoło, duże czarne oczy i lekko zadarty nosek. Według tureckich przekazów, poruszała się zwinnie i dość szybko, czym różniła się od pozostałych haremowych niewolnic i łamała etykietę, bowiem oficjalnym chodem sułtańskiej nałożnicy miał być powolny chód z opuszczoną głową. Hurrem nigdy nie podporządkowywała się oficjalnemu rygorowi i często się przeciwko niemu buntowała, nim jeszcze sama została sułtanką. W 1535 r. (w piętnastą rocznicę jej wyniesienia na sułtankę i zmiany imienia z Aleksandry na Hurrem), namalowany został jej oficjalny portret, zatytułowany Rossa Solymanni Uxor (ten, który zaprezentowałem na wstępie). Widać na nim radosną i dość żywiołową kobietę (na tyle, na ile obraz może oddać ową żywiołowość). Miała wówczas 33 lata. Nim jednak przejdę do szczegółowego opisywania jej dziejów (jak również innych kobiet przed nią i po niej) od czasu zjawienia się w haremie do zdobycia względów sułtana poprzez kolejne szczeble jej niesamowitej władzy i pozycji (opierając się m.in. na tureckich źródłach pisanych), uważam, że słów kilka należy powiedzieć o samej instytucji haremu, gdyż w czasach Sulejmana i Hurrem, rozpoczął się okres, zwany w tureckiej historiografii: "Wiekiem kobiecych rządów", który trwał od 1520 aż do 1656 r. czyli ustąpienia ze stanowiska regentki innej wielkiej Słowianki, rosyjskiej branki - Turhan, która stała się sułtanką na miarę Hurrem.



HAREM 
KRÓLESTWO KOBIET




Harem, czyli miejsce przebywania i odosobnienia kobiet, jest tak stary jak nasza cywilizacja, lecz nie wszędzie kobiety były zamknięte i odizolowane od świata. Haremy egipskich faraonów należały do najbardziej liberalnych instytucji pod tym względem. Tam bowiem kobiety miały prawo nie tylko swobodnie wychodzić i spotykać się z rodziną i przyjaciółmi, lecz także mogły przyjmować innych mężczyzn (oczywiście nie w celach seksualnych). Wszystkie nosiły tytuł "Nebet Per" (co znaczy - "Pani Domu"). Zaś gdy faraon znudził się daną konkubiną (nawet jeśli wcześniej była niewolnicą), znajdował jej męża wśród dworzan ze swego otoczenia (często biorąc pod uwagę jej własne zdanie co do wyboru kandydata). Poślubienie nałożnicy egipskiego władcy było wielkim wyróżnieniem i otwierało drogę do dalszej kariery. Kobieta miała prawo do bycia utrzymywaną przez swego nowego małżonka (choć Egipcjanie stosowali również rozdzielność majątkową małżonków i to, co kobieta sama wnosiła do związku, pozostawało jej własnością bez względu na sytuację, jaką mógł być np. rozwód). Zarówno kobieta jak i mężczyzna mieli prawo zażądać rozwodu, jeśli uznali że dalsze małżeństwo im nie odpowiada. Kobieta miała też prawo dziedziczyć cały majątek po swym ojcu i mężu w przypadku ich śmierci (znane są opisy wizytacji swych włości przez bogate dziedziczki, głównie z okresu Nowego Państwa czyli od ok. 1570 r. p.n.e. do ok. 1070 r. p.n.e.).




Zupełnie inaczej wyglądała rola kobiet w antycznej Grecji, szczególnie zaś w demokratycznych Atenach. Tam kobiety również przebywały w czymś na kształt haremów. Było to pomieszczenie w domu przeznaczone tylko dla kobiet i dziewcząt, nazywało się "gynaeceum". Żona nie miała prawa, bez zgody męża opuścić gynaeceum, jeśli on np. urządzał sobie "z kolegami" orgię (Grecy nazywali to sympozjonami) w pomieszczeniu głównym, zwanym "andron". Mężczyzna mógł sprowadzać na orgię kurtyzany i hetery (pierwsze to były zwykłe prostytutki, drugie zaś wykształcone kobiety, potrafiące rozmawiać o polityce, historii, religii, a nawet filozofii - choć ich głównym zadaniem również było dotrzymywanie towarzystwa mężczyznom). Głównie jednak zabawiały mężczyzn grą na kitarze, lutni lub piszczałkach, oraz swym śpiewem. Hetery pełniły również rolę nałożnic, lecz nie były to zwykłe dziewczyny sprzedające swe ciało, porównać je można z japońskimi gejszami. Za jeden taki "sympozjon" (orgię - która to nazwa nie oznaczała wcale jedynie aktu seksualnego, dopiero w czasach rzymskich nabrała bardziej pejoratywnego znaczenia), hetery zgarnąć mogły ogromne kwoty (w taki też sposób znaczny majątek zdobyła kurtyzana Fryne). Nie było jednak łatwo zostać heterą i wiele dziewcząt musiało trudnić się zwyczajną prostytucją.


SOKRATES UPOMINAJĄCY ALCYBIADESA ABY PORZUCIŁ ROZWIĄZŁY 
TRYB ŻYCIA I PRZESTAŁ PRZEBYWAĆ W OTOCZENIU HETER I KURTYZAN



Przez cały czas trwania orgii, żony i córki owych mężczyzn nie mogły opuszczać gynaeceum. Były niczym w więzieniu. Jeden z greckich tragików stwierdził nawet iż: "Dla uciech ciała mamy kurtyzany, dla potrzeb ducha mamy hetery, a żony po to, by dawały nam synów i strzegły domowego ogniska". I taka była właśnie rola kobiet w starożytnej Grecji, szczególnie zaś w Atenach. Gdy małżonek zezwolił, lub gdy nie było go w domu (co zdarzało się dość często, gdyż prócz pracy Grecy, a szczególnie Ateńczycy brali również udział w życiu politycznym swego polis), żona mogła opuścić gynaeceum i zająć się domem. Pani domu, jeśli męża było na to stać, mogła wyręczyć się niewolnicami, wówczas jedynie wyznaczała zadania i nadzorowała ich wykonanie. Jeśli rodzina nie należała do majętnych, większość prac (jeśli nie wszystkie) spadały na jej głowę. A było co robić - zaczynano od sprawdzenia spiżarni i ich uzupełnienia, poprzez dbanie o czystość mieszkania, przygotowywanie posiłków. Jeśli starczyło jej czasu mogła poświęcić się przyjemnościom, takim jak szycie i przędzenie lub upiększanie ciała (właściwie nie było innych rozrywek przeznaczonych dla kobiet).




Kobieta nie miała prawa samodzielnie opuścić swego domu. Jeśli to czyniła (np. udając się do świątyni), obowiązkowo musiała towarzyszyć jej niewolnica, która pilnowała by jej pani nie rozmawiała po drodze z obcymi mężczyznami (potem zaś zdawała z tego wszystkiego relację mężowi owej kobiety). Kobiety mogły też odwiedzać się wzajemnie, lecz w czasie drogi towarzyszyć musiała takiej pani jej niewolnica. Greckie kobiety zakrywały włosy woalem wychodząc z domu, zaś niewolnice chodziły z odkrytymi włosami, co łatwo było widoczne i rozpoznawalne kto jest kim. W antycznej Grecji jedynie mężczyzna miał prawo się rozwieść, wystarczyło wtedy w obecności rodziny żony i swojej wypowiedzieć zdanie: "Ta kobieta nie jest już moją żoną" - to zupełnie wystarczało do prawnie usankcjonowanego rozwodu. Jednak plaga rozwodów jaka zapanowała w Atenach (mężczyźni brali sobie żony niekiedy dla ich posagu, by po jakimś czasie się rozwieść, a wówczas to, co kobieta wnosiła do związku przepadało na rzecz jej byłego już męża), spowodowała, że Perykles (za namową swej młodej kochanki, dla której notabene porzucił żonę - Aspazji), przeforsował na Zgromadzeniu Ludowym prawo, nakazujące mężczyznom w przypadku rozwodu oddanie całego posagu, jaki kobieta wniosła do małżeństwa. To skutecznie powstrzymało "plagę rozwodów" (nie znaczy to jednak że poprawił się przez to los owych małżonek. Zapewne miały jeszcze gorzej, niż gdyby się rozwiodły, chociaż rozwód był dla kobiety zawsze hańbą. Musiała bowiem wrócić do domu swego ojca i rzadko kiedy mogła wyjść ponownie za mąż).

Grecka, a szczególnie ateńska kobieta nie miała jednak praktycznie żadnej możliwości rozwieść się ze swym małżonkiem. Jedyną jej możliwością było udanie się do Archonta Eponima (jednego z trzech najważniejszych archontów ateńskich) i poproszenie go o wstawiennictwo. Tylko mężczyzna mógł bowiem stanąć przed sądem i bronić swych praw, kobiety musiały czekać na wyrok w gynaeceach (gdyż ich pojawienie się przed sądem byłoby obrazą bogów - jak sądzono). Jedynym powodem, dla którego sądy przychylały się do prośby żony o rozwód, było fizyczne znęcanie się męża nad żoną. Ale i wtedy najpierw nakazywano kobiecie by "przestała prowokować małżonka i była mu uległą i posłuszną", dopiero za drugim, lub nawet trzecim razem przychylano się do jej prośby. Wówczas mężczyzna musiał zwrócić posag jak żona wniosła do małżeństwa w dniu ślubu. Rozwód jednak był dla kobiety ostatecznością wielką tragedią, bowiem nawet jeśli go uzyskała, traciła całkowicie prawo nie tylko do opieki, lecz także do widywania własnych dzieci. Dzieci pozostawały bowiem zawsze pod opieką ojca i to on decydował czy mogą odwiedzać matkę, czy nie.




W starożytnym Rzymie nastąpiła już duża emancypacja kobiet w porównaniu z Grecją, jednak i tak kobieta była całkowicie podległa mężczyźnie, najpierw ojcu, potem mężowi, na końcu zaś synowi lub synom. Rzymianie co prawda nie zamykali kobiet w gynaeceach, lecz nie mogły one też wiele uczynić bez zgody swych małżonków i musiały być im całkowicie posłuszne. Za nieposłuszeństwo mąż mógł karać swą żonę trzcinową rózgą lub małym batem (nawet zalecano publicznie, aby każdy mąż miał w swym domu odpowiedni sprzęt do przywracania dyscypliny). Oczywiście zarówno w antycznej Grecji jak i w starożytnym Rzymie im rodzina była majętniejsza, o wyższej pozycji społecznej - tym paradoksalnie pozycja kobiety była gorsza. Wśród najniższych i najbiedniejszych stanów społecznych, status kobiety i mężczyzny był praktycznie jednakowy. Przykładem tego jest sławna Ksantypa, przed której krzykiem i zrządzeniami uciekał z domu jej małżonek - Sokrates.

Były też i społeczeństwa, które prawie nie używały do prac siły niewolniczej. Do takich ludów należeli np.: Celtowie (Galowie), Celtyberowie i Słowianie. Jeśli jednak nie było w danym galijskim domu niewolników (tacy też się zdarzali, lecz były to bardzo nieliczne przypadki, a nawet wówczas nie byli traktowani gorzej od członków rodziny), ktoś musiał zająć się domem i obejściem - a nigdy nie czynili tego mężczyźni. Galowie poświęcali swój czas głównie na polowania na dziki, uczty i biesiady, narady polityczne w plemieniu, oraz niezwykle częste wyprawy wojenne przeciw sąsiednim plemionom. Kobiety musiały więc zajmować się domem, lecz choć galijski (celtycki) mężczyzna mógł posiadać tylko jedną legalną małżonkę, to miał prawo utrzymywać tyle oficjalnych nałożnic, ile tylko zdołał. Co ciekawe, na każdą kolejną nałożnicę męża musiała wydać zgodę jego małżonka, lecz kobiety raczej nie protestowały - posiadanie bowiem dużej liczby nałożnic było wyznacznikiem pozycji społecznej i bogactwa danej celtyckiej rodziny. Poza tym w przypadku braku siły niewolniczej, do pomocy w domu przydawały się oficjalnej małżonce każde ręce (wszystkie nałożnice mieszkały pod jednym dachem wraz z małżonką owego mężczyzny). Był to więc też w jakiś sposób odpowiednik instytucji haremów.




CDN.
 

APOLONIUSZ - POGAŃSKI JEZUS - Cz. I

KIM BYŁ NAJBARDZIEJ TAJEMNICZY
"RÓWIEŚNIK" JEZUSA?




Słowo "rówieśnik" wziąłem w cudzysłów, ponieważ oni nie byli rówieśnikami, choć narodziny jednego od narodzin drugiego dzieliła odległość zaledwie pięciu lat, to jednak nie byli rówieśnikami w pełnym tego słowa znaczeniu. Ale żyli w jednej epoce, stąd moje uznanie Jezusa i Apoloniusza za rówieśników. Kim właściwie był najbardziej zapomniany konkurent Jezusa z Nazaretu? Miał na imię Apoloniusz i przyszedł na świat w kapadockim mieście Tiana (wówczas już całkowicie zhellenizowanym), stąd zwany był od miejsca urodzenia - Apoloniuszem z Tiany. Urodził się pomiędzy 4 r. p.n.e. a... 15 naszej ery (datę tę podaje Wikipedia, choć jest ona błędna), a najprawdopodobniej był to 2 r. naszej ery (data narodzin Jezusa Chrystusa też jest niepewna, zakłada się że przyszedł na świat pomiędzy 8 a 2 r. p.n.e., najprawdopodobniej był to 4 r. p.n.e., czyli Chrystus mógł być starszy od Apoloniusza o jakieś pięć lat). W tym temacie pragnę zaprezentować historię życia Apoloniusza z Tiany, zarówno tę znaną, tę zupełnie nieznaną i... na samym końcu opiszę co na temat Apoloniusza mówią channelingi). 

Młody Apoloniusz uczęszczał do szkoły w mieście Tarsus w Cylicji (dzisiejsza południowo-wschodnia Turcja), w tym samym czasie, w którym swą młodość spędzał (tam urodzony) Szaweł (który potem stanie się św. Pawłem). Kto wie, być może ci dwaj młodzi chłopcy się znali, choć nie ma na ten temat żadnych informacji. W mieście Tarsus Apoloniusz rozpoczął naukę w wieku 14 lat (prawdopodobnie był to więc 16 r. naszej ery), w szkole retora Eutydemosa z Fenicji. Radził tam sobie nadzwyczaj dobrze, ale bardzo nie odpowiadała mu atmosfera panująca wówczas w mieście. Tarsus był bowiem praktycznie w całości zhellenizowany i panował tam kult piękna oraz młodości, a przede wszystkim... rozbuchanej do granic seksualności. Według Filostratesa (który napisał: "Żywot Apoloniusza z Tiany") sam Apoloniusz miał się wypowiadać o obyczajach panujących w mieście w taki oto sposób: "Wszyscy myślą tylko o urokach i używaniu życia. Drwią sobie i prześmiewają się z wszystkiego, zachowują się bezczelnie. Wytworne ubrania bardziej miłują niż Ateńczycy mądrość. Siedzą nad tą swoją rzeką, nad Cydnusem, jak ptaki jakieś wodne. Toteż w wiele lat później napisałem w liście do nich: "Przestańcie wreszcie upijać się wodą!" W końcu zdołałem uprosić ojca, żeby mnie stamtąd zabrał. Przeniosłem się do miasta Ajgaj, położonego też w Cylicji, lecz nieco dalej na wschód, nad samym morzem. Spokój tej mieściny bardzo sprzyja każdemu, kto pragnie naprawdę poświęcić się filozofii."




Pobyt w Ajgaj Apoloniusz bardzo sobie chwalił, tak oto miał opowiadać o urokach tego miasta: "W Ajgaj jest też sławna świątynia Asklepiosa, w której sam Bóg ukazuje się ludziom. Spotkałem w miasteczku zwolenników różnych szkół filozoficznych. Najwięcej było wielbicieli Platona, ale nie brakło też stoików, arystotelików a nawet epikurejczyków. Również tych ostatnich wysłuchiwałem uważnie. Najgorliwiej jednak zająłem się filozofią pitagorejską. Jej nauczycielem w Ajgaj był niejaki Euksenos. Co prawda, nie budził on zbytniego szacunku, bo nie praktykował filozofii w swym życiu osobistym. Owszem, znał nauki Pitagorasa, ale nie inaczej niż te ptaki, co to uczą się różnych wyrazów od ludzi (...) Mimo to słuchałem Euksenosa pilnie, i to prawie przez dwa lata, aż do szesnastego roku życia. Dopiero wtedy postanowiłem, że trzeba poważnie ułożyć sobie życie na sposób pitagorejski. Oczywiście nie przestałem okazywać szacunku nauczycielowi. Uprosiłem nawet ojca, żeby darował mu mająteczek podmiejski z przyjemnym ogrodem i źródłami. Ale powiedziałem mu jednocześnie: "Ty żyj tutaj na swój sposób, a ja będę szukał samego Pitagorasa!" Zapytał, od czego zacznę. Odpowiedziałem, że od tego, co i lekarze; bo ci najpierw oczyszczają pacjentom żołądek i w ten sposób osiągają to, że jedni nie chorują, inni zaś nawet powracają do zdrowia. Właśnie wtedy całkowicie porzuciłem jedzenie mięsa, a potem kolejno ograniczałem swoje potrzeby i praktykowałem coraz twardszą wstrzemięźliwość."

Pod tym względem Apoloniusz był konsekwentny całe swoje długie życie (zmarł w wieku ok. 96 lat w 98), zawsze stronił od towarzystwa kobiet, choć sam podobał się płci przeciwnej, gdyż był młody i krzepki. Jednocześnie, był jednak ubogi (cały wielki majątek jaki odziedziczył po rodzicach, po prostu rozdał swoim krewnym). Był też zdeklarowanym wegetarianinem (twierdził że w mięsie jest coś nieczystego, co przytępia w człowieku jasność myślenia). Nie pijał też alkoholu (choć o nim samym nie miał złego zdania). Chadzał boso. Zażywał jedynie zimnych kąpieli by hartować ciało i utrzymywać je w odpowiednio młodym stanie. Dzięki temu (prawdopodobnie - bo tego nie wiemy), zupełnie nie chorował. Odbył (jeszcze jako chłopiec w Ajgaj) pięcioletnią praktykę milczenia, co wyrażało się w zupełnym nieodzywaniu się do nikogo przez pięć lat, w czasie których (co ciekawe), często spędzał czas w gronie przyjaciół i znajomych i brał wraz z nimi... udział w dyskusjach (wyrażał swoje zdanie poprzez gestykulację lub "mowę oczu"). Zawsze okazywał ludziom swą życzliwość i pomoc. 

W roku 24, młody Apoloniusz (wówczas od dwóch już lat, przestrzegający pięcioletniej praktyki milczenia), uratował miejscowego urzędnika w mieście Aspendos w Pamfilii (do której się udał), przed wzburzonym tłumem mieszkańców. Urzędnik najprawdopodobniej brał udział w miejscowej aferze, związanej z przetrzymywaniem zboża w spichlerzach (a następnie odsprzedawaniem go co bogatszym za grubą gotówkę), natomiast mieszkańcy otrzymywali zwykłą wykę. Gdy afera z odsprzedawaniem zboża wyszła na jaw, wzburzony tłum mieszkańców miasta podszedł (z zapalonymi pochodniami), pod miejski magistrat, żądając ukarania owego urzędnika zajmującego się rozdziałem zboża. Ten, śmiertelnie wystraszony, upadł na kolana przed posągiem cesarza Tyberiusza i objął go rękoma. Od tej chwili nikt nie mógł uczynić mu żadnej krzywdy, gdyby bowiem próbowano siłą odciągnąć go od posągu, lub zostałby on uszkodzony - miasto mogło się spodziewać cesarskiej kary. Osoba cesarza była bowiem otoczona kultem na wpół boskim (choć oficjalnie rzymski cezar, był tylko "pierwszym wśród równych". To też ciekawe że na prowincji cesarz mógł być uważany za boga, ale nigdy nie mógł być tożsamy z królem, ani też jego władza porównywana z władzą królewską). Ukarany mógł zostać nawet pan, który uderzyłby swojego niewolnika, trzymającego w ręku monetę z podobizną cesarza. I właśnie wówczas, przed wzburzonym tłumem pojawił się Apoloniusz, który w pojedynkę zagrodził mieszkańcom drogę do magistratu, nie wykonując przy tym... żadnych gestów (jedynie stał nieruchomo, w milczeniu, wpatrując się w zebranych przed budynkiem ludzi). Był to jego pierwszy cud (z pokaźnej listy, jaka potem się uzbierała), mianowicie nie tylko powstrzymał ludzi przed linczem i karą, jaka by na nich spadła ze strony rzymskich władz, to jeszcze doprowadził do pogodzenia kupców i plebsu z urzędnikami i ponownego otwarcia spichlerzy (a wszystko to uczynił nie wypowiadając nawet jednego słowa).





CDN.

17 lipca 2025

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. III

CZYLI JAK TO KRÓL
RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV
PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE
CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO
W KONSTANTYNOPOLU


1645 r.
RZECZPOSPOLITA
Cz. II






KU MORZU I... NA KONSTANTYNOPOL


Król Władysław planował też odbudować flotę wojenną (utraconą w sierpniu 1628 r. gdy wysłaną została do Wismaru dla wsparcia floty cesarskiej podczas toczącej się w Niemczech religijnej Wojny Trzydziestoletniej pomiędzy katolikami a protestantami - otoczona została przez połączone floty szwedzką i duńską i tam zablokowana musiała się poddać. To była ta sama flota, która w listopadzie 1627 r. w bitwie morskiej pod Oliwą pokonała flotę szwedzką). Celem królewskim było wystawienie 20 okrętów wojennych na Morzu Bałtyckim (które ewentualnie można by było przerzucić na Morze Czarne poprzez kanał łączący Pinę z Muchawcem, który przez Bug łączy się z Wisłą, a o którego budowę również król mocno zabiegał), z tym że osiem okrętów utrzymywałby on sam, sześć książę pruski, dwa książę kurlandzki, dwa miasto Gdańsk, a po jednym miasta Toruń i Elbląg. Zakładano iż na jednym okręcie powinno być po 160 ludzi załogi, których koszt liczono po 7 złotych miesięcznie (z niewielką groszową nadwyżką), z tym że król planował wprowadzenie cła okrętowego, którymi miałyby być obłożone miasta Pomorza i Prus. W realizacji koncepcji budowy floty, w 1638 r. wybudowano nowy port wojenny we Władysławowie (ta nadmorska wieś, która wcześniej nosiła nazwę Wielka Wieś, została nazwana właśnie na cześć króla). Król miał dalekosiężne plany, wiedział bowiem doskonale że silna flota (którą można by skierować na Morze Czarne) w połączeniu np. z kozackimi czajkami (małymi łódkami, którymi Kozacy dokonywali dalekosiężnych morskich wypraw, częstokroć w ten sposób podpływając pod Konstantynopol, lub atakując regularne osmańskie galeony), byłaby potężną siłą, która wsparłaby na morzu, lądowe działania w planowanej wojnie z Imperium Osmańskim. 


STEFAN BATORY NOWYM KRÓLEM RZECZYPOSPOLITEJ 1576 
(Reinhold Heidenstein - królewski kronikarz został tutaj również pokazany)



Król planował także zawrzeć z Wenecją traktat handlowy (z którego również można by finansować rozbudowę floty). Co ciekawe, w owym czasie w portach polskich na Pomorzu swoje okręty budowali zarówno Hiszpanie jak i Anglicy (Reinhold Heidenstein - Polski kronikarz z Prus, wywodzący się z rodziny niemieckiej, ale całkowicie spolonizowany, jak w sporej części przypadków Niemców z Pomorza - podaje, iż w porcie w Gdańsku budowano nowe okręty dla króla Anglii - Karola I Stuarta). Król planował zarówno przerzucić część floty na Morze Czarne, jak i... (w latach pokoju) przerzucić część Kozaków z ich czajkami nad Bałtyk, celem obrony przed Szwedami i Duńczykami. Plany te były bardzo ambitne, ale niestety, napotkały wielu przeciwników, głównie zaś wśród miast Pomorza, które nie chciały się zgodzić na obłożenie ich królewskim cłem okrętowym. Konflikt trwał dwa miesiące (październik-grudzień 1637 r.), a ostatecznie na sejmie (10 marca - 1 maja 1638 r.), król zrezygnował z planów wprowadzenia komory celnej, co w konsekwencji znacznie utrudniło królewskie plany odbudowy floty wojennej (Władysław nie zrealizuje już swych planów do śmierci, zresztą - polska flota wojenna nie pojawi się już na Bałtyku aż do... 1920 r. gdy Pomorze po latach zaborów ponownie wróciło w polskie ręce. Jednak prawdziwa rozbudowa floty wojennej zaczęła się dopiero w latach 30-tych XX wieku i potem ta flota zapisała piękną kartę podczas II Wojny Światowej. Pamiętam, że ja jeszcze w latach 90-tych w szkole w Gdyni (gdzie chodziłem do I klasy), uczyłem się piosenki: "Morze, nasze morze, będziem ciebie wiernie strzec. Mamy rozkaz cię utrzymać, albo na dnie, na dnie twoim lec. Albo na dnie, a Honorem - lec".).




Ileż było dumnych zapowiedzi, ileż publicznego okazywania czci ornamentom Ojczyzny na sejmach przez króla Władysława zwoływanych, ileż pochwał, którymi "panowie bracia" (czyli szlachta) obdarzali majestat królewski, nazywając króla: "nieprzezwyciężonym triumfatorem", "panem niezwykłej mądrości", "medykiem domowych nieporządków", lecz cóż z tego, skoro król był całkowicie uzależniony od szlachty, nie mogąc nawet przekonać jej do swych racji wojennych, mogących Ojczyznę ostatecznie od osmańskiego niebezpieczeństwa uwolnić. Nikt nie chciał wojny z Turkami. Dodatkowo na Sejmie (sierpień-październik 1641 r.), szlachta zabroniła monarchom opuszczać kraj bez zgody Sejmu (wprowadzono też zasadę, iż dopuszczenie zagranicznej szlachty do polskich tytułów, możliwe jest też tylko podczas sejmów), oraz wyprawiono do Konstantynopola posła - Wojciecha Miaskowskiego, celem przedłużenia pokoju z Imperium Osmańskim. Król liczył, że nowy sułtan - Ibrahim I, który rok wcześniej zastąpił swego zmarłego brata - Murada IV na tronie Imperium Osmańskiego (swoją drogą, gdy Murad zmarł i wezyrowie pospieszyli do Simisirliku, gdzie otoczony niewolnicami i kobietami z haremu, przebywał w "pięknej klatce" młody Ibrahim aby poinformować go o śmierci brata, ten nie chciał im uwierzyć, przestraszony iż przyszli go zabić. Zamknął drzwi wiodące do swej komnaty na zasuwę i twierdził że oto chcą go oszukać, a jego brat żyje i deklarował by Bóg dał mu długie życie, bowiem on nie pragnie być sułtanem. Dopiero gdy przyprowadzono jego matkę - sułtankę Kosem i pokazano mu ciało brata, uwierzył im), będzie bardziej skory do wojny, ale jego nadzieje okazały się daremne.


"NIEPRZEWYŻSZONY TRIUMFATORZE, MY, SYNY KORONNE GARDŁA NASZE ZA OJCZYZNĘ WAŻYMY"



Młody 26-letni sułtan, był teraz ostatnią nadzieją Imperium Osmańskiego, bowiem gdyby go zabrakło, państwo musiałoby się rozpaść (był ostatnim przedstawicielem dynastii Osmanów i na gwałt potrzebowano wówczas nowych książąt (nic więc dziwnego że Kosem zapełniała jego sypialnię wciąż nowymi dziewczętami, aby spłodził jak najwięcej chłopców, choć on i tak je odsyłał, co potem doprowadziło do plotek o sułtańskiej impotencji. Matka jednak nie dała za wygraną i wciąż wysyłała mu kolejne dziewczęta z haremu, a z czasem blokada ustąpiła i młody władca nie odsyłał już więcej dziewcząt). W czasie, gdy do Konstantynopola przybywał poseł Rzeczpospolitej - Wojciech Miaskowski, co najmniej dwie haremowe niewolnice, wysłane przez sułtankę Kosem, były już w ciąży - Turhan i Dilasub (obie w następnym roku urodzą synów - Mehmeda i Sulejmana). Darujmy sobie jednak dwór osmański i wróćmy na północ, do Rzeczpospolitej. Miaskowski powrócił z Konstantynopola w sierpniu 1642 r. i przywiózł ze sobą nie tylko przedłużenie pokoju z Turkami, ale także pewne, poczynione przez nowego sułtana ustępstwa, które miały ów pokój ugruntować. To jeszcze bardziej przekonało szlachtę, iż wojny z Osmanami nie należy wszczynać i bardziej jeszcze przyprawiło króla o rozpacz, ból głowy i ból nogi (nuncjusz papieski Filonardi, raportował w 1641 r. papieżowi Urbanowi VIII iż: "Król ma poważne problemy z chodzeniem, przesiaduje całymi dniami w krześle, a lewa noga, owinięta kawałkiem białego płótna i otulona kawałkiem futra wydaje się znacznie potężniejsza od drugiej"). Przy mężu, aby łagodzić jego ból, przesiadywała królowa Cecylia Renata, gotowa spełnić jego życzenia, a król podczas choroby (czy bólu nogi) był wyjątkowo męczący (wręcz nie do zniesienia) i to zarówno dla służby jak i dla własnej małżonki.

Ale przy niej się nieco uspokajał. To ona namówiła go aby w Wielki Czwartek zaczął w kościele myć nogi ubogim, a w Wielki Piątek odwiedzał groby w warszawskich kościołach. Cecylia Renata podzielała też pasję męża co do polowań, tańców, teatru (na swój teatr na Zamku Królewskim w Warszawie, z aktorami sprowadzanymi z Italii i Francji, z opuszczaną sceną i zmieniającą się scenerią, król łożył ogromne środki ze swego skarbu), opery i baletu. Ale bolało ją, gdy widziała jak starzejący się monarcha, wciąż ugania się za spódniczkami (szczególnie za jej dwórkami), i te amory nie przechodziły mu nawet wtedy, gdy bolała go noga i gdy nie mógł chodzić. Ale jak już kładł się do łóżka, to stawał się wprost nie do wytrzymania - płakał, narzekał że wszystko go boli, że poduszka leży nierówno, że noga jest odkryta itd.). 8 stycznia 1642 r. wystrzałem z armat powitano narodziny drugiego królewskiego dziecka, tym razem dziewczynki, która otrzymała imię Maria Anna Izabela. Radość panująca na dworze i w całej Warszawie szybko się zakończyła, gdy dziewczynka, po przeżyciu miesiąca - zmarła (7 lutego). Był to cios, który razem przeżywali król i królowa. W czerwcu tego roku, królowa Cecylia Renata musiała rozstać się ze swoją przyjaciółką (z którą przyjechała do Warszawy we wrześniu 1637 r.) księżniczką Anną Katarzyną Konstancją, która została wówczas wydana za księcia Nadrenii - Filipa Wilhelma. Kolejne lata były już dla pary królewskiej dość spokojne, a Cecylia Renata raz jeszcze zaszła w ciążę. 

Tymczasem w polskiej polityce też niewiele się zmieniało. Na kolejnych sejmach (luty 1642 r. i luty-marzec 1643 r.), szlachta gardłowała, iż to ona właśnie, w przypadku niebezpieczeństwa Ojczyzny, pierwsza stanie w obronie granic Najjaśniejszej Rzeczypospolitej ("Gardła nasze za Ojczyznę ważymy"), ale wojny z Osmanem nie chce i na to pieniędzy nie da. Z każdym kolejnym rokiem król utwierdzał się we własnym przekonaniu doprowadzenia do wojny i to na najróżniejsze sposoby (łącznie z prowokacją, do jakiej choćby doprowadził w Inflantach, pragnąc wznowić wojnę ze Szwecją w 1639 r. - Herman Botha, działający w imieniu króla {który zbrojnie najechał na Inflanty} a która to jednak nie pociągnęła za sobą nowej wojny polsko-szwedzkiej). Król był przekonany że wojna z Osmanami wcześniej czy później wybuchnie, czy się to szlachcie podoba, czy nie, a on będzie tym, który wyzwoli Konstantynopol, na powrót reaktywując tam królestwo chrześcijańskie. Kolejne lata były kluczowe w tym zamierzeniu, gdyż królowi udało się pozyskać zarówno hetmana wielkiego koronnego Stanisława Koniecpolskiego (mistrza wojen podjazdowych z Tatarami), jak i zagranicznych sojuszników. Plan wojny był skrupulatnie opracowywany, a kolejne zwycięstwa, jak choćby to w bitwie pod Ochmatowem (30 stycznia 1644 r.), gdzie hetman Koniecpolski dosłownie zniósł 20 000 Ordy Tatarskiej, która pod wodzą Tuhaj-Beja zamierzała zdobyć bogaty jasyr - jeszcze bardziej utwierdzały króla w tym przekonaniu.





"TUHAJ-BEJ ROZSIERDZIŁ SIĘ!"



CDN.

16 lipca 2025

ZABAWNE SCENY Z POLSKICH FILMÓW I SERIALI - Cz. I

 WESOŁY SARMATA


Jako pierwszy temat z tej serii chciałbym zaprezentować kilka zabawnych fragmentów z serialu komediowego (co prawda nieco groteskowego, ale posiadającego także i kilka zabawnych momentów), dostępnego również na platformie Netflix, pod tytułem: 

"1670"

W swych założeniach serial ten ma w sposób zabawny przedstawiać dzieje Polski (a raczej Rzeczpospolitej polsko-litewskiej) tego właśnie okresu, czyli dekadę po zakończeniu potopu szwedzkiego i tuż przed wielkimi wojnami z Tatarami i Turkami (zakończonymi zwycięstwami Jana III Sobieskiego pod Chocimiem, Wiedniem i Parkanami). Oczywiście jest to satyra, więc ma w sposób zabawny pokazywać ten okres, chociaż mnie osobiście wydaje się że nieco przeginają pałkę (jak mówił niezapomniany Ferdynand Kiepski 😉).

Serial skupia się na postaci "sarmaty" Jana Pawła Adamczewskiego, jego żony Zofii, córki Anieli i dwóch synów Stanisława i Jakuba, oraz jego wrogów i przyjaciół. Warto na moment jednak zatrzymać się (nim oczywiście przejdę do zabawnych, wybranych przeze mnie fragmentów tego serialu) nad samym pojęciem "sarmatyzmu" i "sarmaty" który dla szlachcica polskiego w tamtym czasie był niezwykle istotnym odniesieniem. Dobry szlachcic przede wszystkim pielęgnował kult przodków. Kolekcjonował portrety swych antenatów, księgi - które opowiadały o czynach przodków danego rodu, herby oraz znaki sprawowanych urzędów (czyli buławy i pieczęcie), oraz inne archiwalia związane z działalnością wybitnych przodków. Oczywiście pojęcie sarmatyzmu nie odnosiło się tylko do samej pielęgnacji pamięci o niezwykłych czynach swego rodu, ale miało również inne odniesienie, bowiem szlachta polska twierdziła, że oto wywodzi się (w przeciwieństwie np. do mieszczan i chłopów) z ludu Sarmatów - czyli starożytnego plemienia, który w III wieku p.n.e. miał osiedlić się nad Wisłą, przybywszy tutaj ze swych pierwotnych siedzib nad Donem i dolną Wołgą. Utożsamianie się z Sarmatami było jednocześnie utożsamianiem się z pojęciem rycerskości i wolności, które było nierozerwalnie związane z panującym w Rzeczpospolitej ustrojem. Sarmata był człowiekiem wolnym, rycerskim, sprawiedliwym i walecznym - wszystkie te odniesienia bez wątpienia zaspokajały szlachecką dumę i dawały poczucie odrębności i wyższości nad całą resztą społeczeństwa. Sarmata to był szlachcic-rycerz, obrońca Ojczyzny i spadkobierca sławy swych przodków (wielokrotnie szlachta na sejmach przypominała królowi, iż w czasie pospolitego ruszenia "gardła nasze za ojczyznę nadstawiamy"). Dlatego w Polsce nie mogła zapanować monarchia absolutna, jako że była ona w sprzeczności z duchem sarmatyzmu, czyli z duchem Wolności. Polski szlachcic twierdził, że tam, gdzie król zdobył niepodzielną władzę podporządkowując sobie szlachtę, tam upadał duch rycerskości i to właśnie umacniało przekonanie, że Polska ma najdoskonalszy i najlepszy ze wszystkich ustrój (często też, gdy przybywali do Rzeczypospolitej posłowie z Francji, Anglii czy innych krajów, jak choćby Monarchii Habsburgów, szlachta śmiała się z nich, mówiąc: "Patrzcie, niewolniki przyjechały"). 

Pojęcie sarmatyzmu wiązało się nie tylko z idałem Sarmaty- rycerza, ale również z ideałem Sarmaty-rolnika. Stąd też ideałem było życie domowe, wiejskie, szlachecki dworek zbudowany (lub odziedziczony po przodkach) na ziemiach które również zostały albo zakupione albo odziedziczone. Do tego dochodziła oczywiście kosztownie zdobiona broń i odrębny strój który wyróżniał Sarmatę od reszty społeczeństwa (używaną na co dzień odzieżą był żupan - czyli długa do kostek szata z wąskimi rękawami. Wychodząc z domu szlachcic zakładał ów żupan z reguły wykonany z atłasu - w domu nosił najczęściej płócienny - na niego zarzucano sięgający poniżej kolan kontusz, a niekiedy również podbijaną futrem delię). Strój ten noszono najczęściej rozpięty aby było widać kosztownie wykonany pas - przypominający perskie dywany, tylko cieńszy znacznie i dłuższy (niektóre osiągały nawet długość 4 metrów). Takie pasy wytwarzano w manufakturach w Słucku, Sokołowie i Korzcu lub sprowadzano z Persji i Turcji. Kult przodków, odrębny strój, rycerski sposób bycia i zachowania oraz umiłowanie Wolności, to nie wszystko co odznaczało Sarmatę od reszty społeczeństwa. Innym czynnikiem równie ważnym była głęboka religijność (niekiedy nawet granicząca z dewocją). Szlachcic mógł sobie pozwolić na bardzo wiele, mógł na przykład zbić swego chłopa (chłopi nie byli jednak niewolnikami i za ich zabicie również groziły kary sądowe), albo odciąć ręce innemu szlachcicowi, a potem leżeć krzyżem w kościele w ramach pokuty, lub też wypisać na swej trumnie "tu leży grzesznik" (notabene umieszczanie zdjęć nagrobnych na pomnikach wzięło się właśnie z tradycji sarmackiej, wyjątkowej pod tym względem w całej Europie, gdyż nigdzie indziej czegoś takiego nie praktykowano. Oczywiście w wieku XVII czy XVIII nie były to zdjęcia tylko malowidła dokładnie odwzorowujące postać zmarłego). Tradycja sarmacka była niezwykle żywa i barwna i miała wpływ na inne kraje, w tym na Rosję (gdzie aż do końca XVII wieku oficjalnym językiem dworu moskiewskiego był język polski), Mołdawię czy Tatarów krymskich.

 To tyle w kwestii wytłumaczenia czym była Sarmacja i czym byli Sarmaci w odniesieniu do szlachty polskiej z okresu, o którym opowiada ów komediowy serial. Zapraszam zatem do obejrzenia zabawnych, wybranych przeze mnie fragmentów z "1670".




MIERZENIE KUTASÓW 😉


"Co jakiś czas przyjeżdżają do mnie koledzy szlachcice, mierzymy sobie wtedy kutasy" 🤭

0:50 - "Moim zdaniem kutas Andrzeja jest dłuższy... kutas Andrzeja ma długi trzon, a Jana Pawła całą długość robią nitki z frędzli. Trzeba powiedzieć dość liche nitki"

"Zważ na słowa, mówisz o moim kutasie" 😂





TOKSYCZNA MĘSKOŚĆ 🧐


"Jeżeli nie masz czasu dla swoich dzieci, nie oczekuj że one kiedyś znajdą go dla ciebie - głębokie prawda? Dlatego myślę że jeżeli rozpłatam łeb Jeremiego na oczach Jakuba, to będzie wartościowy czas ojca z synem" 😚

"Tato, nie pojedynkujesz się z nikim? bo cała wieś huczy o jakimś pojedynku?"

"Anielko, spotkała mnie potwarz..."

0:40 - "Nie rozumiesz że to jest odwoływanie się do toksycznego wzorca, który jest tylko źródłem bólu dla kolejnych pokoleń mężczyzn? Żyjecie w ciągłym napięciu i nie potraficie zbudować zdrowych relacji z innymi mężczyznami, bo cały czas kryjecie się pod skorupą z tej waszej beznadziejnej dumy" 🥱

"Anielko, piękny warkocz. (...) Mówiłaś coś i mówiłaś i w pewnym momencie pomyślałem sobie: "Jezu jak ona długo mówi" 😄. Ale powiedziałem sobie: "patrz na nią w okolicach głowy, bo inaczej zorientuje się że jej nie słuchasz". 😂 I wtedy zobaczyłem twój warkocz - naprawdę piękny" ✌️





MIASTOWI W ADAMCZYSZE


1:35 - "Pierwszy raz na wsi? Widziałeś kiedyś krowę? (...) Jak robi krowa? 🐄 Beee!?" 😄

"Nie, krowa robi muuu!"

"Sprawdzałem cię, teraz wszyscy lansują się na wieś" 😉





KULTUROWE ZAWŁASZCZENIE


"Dlaczego nosisz szablę?"

"Rzeczywiście, noszę, nie wiem? Taka moda!"

"Moda!? (...) Szabla to atrybut szlachcica, wojownika, służy do obrony Rzeczpospolitej. (...) To kulturowe zawłaszczenie, jakbyś się czuł gdybym przyszedł tutaj - co jest charakterystyczne dla miasta?"

"Ekskrementy na ulicach!"

"Właśnie, jakbyś się czuł gdybym przyszedł tutaj z twoimi ekskrementami w ręku? 😂🤣"

"Tato, czy ty wiesz co to są ekskrementy?"

1:15 - "Z tego Ciesława to kompletny kabotyn i chwalipięta. Ho-ho-ho byłem w Niderlandach, ho-ho-ho mówię po francusku, ho-ho-ho myję ręce po sikaniu" 🤭





PALEC SAM ODPADŁ - CZYLI ZARAZA


0:20 - "Służko spokojnie, to jest w stu procentach bezpieczne. (...) Nie krzyczcie bo skuszę 🥴

0:38 - "Umówmy się że dwa razy może nie wyjść, mamy dużo służek"

"Wyjdzie od razu, jestem Sarmatą!"

1:10 - "Obciąłeś jej palec!"

"Na pewno nie!"

"Chyba nie oszukuje, nie!" 🤭

1:20 - "Obciąłeś mojej mamie palec!"

"Na pewno nie! Sam odpadł 😂 (...) Rozalio obawiam się - masz trąd" 😭





NIE GŁOSUJESZ - NIE MASZ PRAWA NARZEKAĆ


Oczywiście jak wiadomo w Rzeczpospolitej na sejmach i sejmikach głosować mogła tylko szlachta. Chłopi i mieszczanie byli pozbawieni prawa głosu. Natomiast należy tutaj też dodać, że liczba uprawnionych do głosowania, czyli szlachty w Rzeczpospolitej była większa niż we Francji, Anglii, Hiszpanii, Portugalii, Włoszech i większości krajów niemieckich razem wziętych.


"Sejmik - święto demokracji, dzień w którym wszyscy głosują. Poza chłopstwem oczywiście - oni nie mogą. Często powtarzam swoim chłopom "nie głosujesz, nie masz prawa narzekać" 🤭. Woźnica, piłeś przed podróżą?"

"Oczywiście jaśnie panie"

"No nie wiem, nie wiem, coś nerwowy jesteś" 😉





PRACA W KORPO


"Mój drugi syn - Jakub, to duma rodziny. Pracuje w korporacji"

"Na kiedy? Na wczoraj! I nic mnie nie obchodzi czy się da, czy się nie da, zamawiałem pomyślność dla Polski i ma być pomyślność dla Polski!"

"Z kim ty rozmawiasz?"

"Nie widzisz że się modlę, tato?"

"Nie zapomnij o pomyślności dla Polski"

"Wybrałem Kościół, ponieważ szukałem możliwości pracy w dynamicznie rozwijającym się zespole, w stabilnej organizacji z silną pozycją na rynku"





GRZYBKI HALUCYNOGENNE 


"To co, po jednym?"

"A, przy niedzieli można"

"Jest środa!" 😄

"Namawiasz, czy nie?"

0:25 - "Tak hałasujecie, że ryb nie słychać. Co tu się za proceder odbywa? (...) Jak żaden, jak widzę że coś z synem jecie?! 😆 A piechur koronny, obrońca naszych polskich granic głodnym chodzi, ładnie to tak? (...) O, jadalne grzyby, uwielbiam jeść jadalne rzeczy. 🫕"

"Panie, lepiej uważaj! (...) Te grzyby... Ich nie można za dużo!"

1:25 - "Tamci dwaj ostrzegali mnie że po ich grzybach będę się źle czuł. Tymczasem wszystko u mnie jest w najlepszym porządku, wzrok mam wyostrzony, ciało rześkie, a co więcej mój ojciec - sułtan Mehmed IV właśnie przekazał mi władzę nad Imperium Osmańskim. Raz jeszcze dziękuję ci ojcze, nie zawiodę!" 😚

1:50 - "Z przyjemnością zostanę twoim muftim, mam tylko dwie wątpliwości: pierwsza - wydaje mi się że ja się kompletnie nie nadaję na muftiego, z moją osobowością, posturą i w ogóle; a druga - nie wiem kto to jest mufti?" 

"Jesteś moim muftim!"

"Wiesz co, Bogdan - ty też jesteś moim muftim! Co za wartościowa rozmowa" 😊





TATARSKI JASYR


"Halo ktoś tu jest? Słyszę cię. Kto wy, Niemcy? 😂 (...) Nie ma zgody na basz basz. Basz basz to tatarskie określenie na porwanie, celem sprzedania do niewoli





W NIEWOLI U TATARÓW

"Zapraszam, zapraszam. Jesteśmy w tymczasowym więzieniu dla jeńców tatarskich, panuje tutaj bardzo fajna atmosfera. Jest bezimienny, bezimienny pomachaj gościom! (...) Jest kostek, on jest trochę sztywny 🤭 Tatarzy trzymają nas w zamknięciu, ale kto by chciał się ruszać przy takim metrażu. (...) Przyznam że zaczynam odczuwać sympatię do moich porywaczy, a zarazem coraz bardziej nienawidzić Szwedów - typowy syndrom sztokholmski" 🥴





WIZYTA W ADAMCZYSZE SYNA MAGNATA


0:25 - "Janek Pawełek, walisz tabakę?" 😂

"Nie, dziękuję, raczej nie walę" 😝

"Jak nie? Zażyj narkotyk jak Henryk prosi!"

1:00 "Córa wali?" 🤣

"Jaka córa? To nie jest córa, sio mi stąd Marianna. Nasza jest ładniejsza"

"Lubię ładne rzeczy, i jędrne!"

1:50 - "A ty Henryku zarządzasz teraz jakimś rodzinnym interesem?"

"Nie, studiuję we Francji"

"O, a kiedy egzaminy?"

"Nie wiem, chyba teraz!" 🥴

2:40 - "Janie, tabaka!" 😭





NIEFORTUNNE POLOWANIE 


"Dobra, robimy zawody! (...) Kto upoluje najlepszą kolację, wygrywa moje uznanie!"

0:45 - "Proszę bardzo, oto nasze trofeum - dzik! Ja go tylko drasnąłem, ale Tereska, Kornelka i Dagmarka dobiły go rękami" 🤭

"Serio Teresa?"

"Ja pierdolę, chcę mieszkać w pałacu i c***"

1:05 - "My też mamy nie lada trofeum"

"Upolowałeś pomidory?" 

"Teraz jest taki trend w żywieniu, żeby jeść więcej warzyw"

"Wojciech, kiedy ostatni raz jadłeś mięso?"

"Nie pamiętam, panie!"

"Widzisz Andrzej, nawet chłopi już nie jedzą mięsa" 🍗

1:45 - "Pamiętasz Ciesława?"

"To ten, co ma żonę bez palca?!" 😂

2:50 - "O kurwa!!!" 😭





DRZEMKA Z PRZYJACIÓŁKĄ" 😉🤣


"Spakuję swój kufer na wypadek gdyby się okazało że jest się czym stresować i absolutnie nic nie jest pod kontrolą. Zofia, pakuj się!"

"To nie to co myślisz!"

"Dobra, nie czas teraz na drzemki z przyjaciółką. 😂😭🤣 Śledczy przyjechał!"

"Śledczy, w jakiej sprawie?"

"W sprawie syna magnata, tego co wiesz - puf"

"Zabiliście syna magnata?"

"Skąd wiesz?" 🤭





ROGACZE?!


"Nikt nigdy nie da ci tego, co ja ci dałam!"

"I vice versa. Mój palec nigdy, przenigdy nie dotknie już twojej łechtaczki - przeklinam ją! Z nami koniec, koniec! Na wieki wieków - amen"

0:35 - "I to jest najlepszy dowód na to, że kobiety nie potrafią się przyjaźnić"

"O to, to. Facet z facetem sobie po mordzie dadzą i już w porządku, i dalej kumple" 🤣🤭

"Źle dotykałaś mojej łechtaczki, nie możemy się przyjaźnić" - udaję kobietę" 😂

"Zbyt uczuciowe te baby są! Ja mówię - brachu, rób z moją łechtaczką co tylko chcesz, ważne żebyś wina polał" 😭🤣🤭

"Co to jest łechtaczka?" 🥰🤤😂😉

"Właśnie nie wiem! 😙"




WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. II

CZYLI JAK TO KRÓL
RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV
PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE
CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO
W KONSTANTYNOPOLU





1645 r.
RZECZPOSPOLITA
Cz. I


SEJMY, SEJMIKI, WNIOSKI - VETO!





Przejdźmy więc już bezpośrednio do roku 1645 r. w którym to właśnie narodził się plan wielkiej wojny z Osmanami, zdobycia Konstantynopola i wyzwolenia bałkańskich narodów, jęczących pod turecką niewolą. Nim jednak do tego dojdę, szybki rzut oka na wydarzenia dziejące się na krótko przed tą datą (gdyż one także mają pewien związek z planami króla Władysława odnośnie wojny tureckiej). Rzeczpospolita tego okresu wciąż była potęgą militarną, mogącą samodzielnie odeprzeć kilka najazdów na różnych frontach i co ciekawe, czyniono to przy... minimalnych nakładach finansowych na wojsko (gdyż szlachta bardzo rzadko decydowała się na kilka kolejnych podatków z rzędu, obawiając się że stała armia pomorze królowi w odebraniu im ich wolności). Czy to na północy przeciw Szwedom, czy na wschodzie przeciwko Moskwie, czy też na południu przeciw Turkom i Tatarom, nie było siły zdolnej pokonać Polaków w polu, nic więc dziwnego że Witold Gadowski stwierdził jakiś czas temu, iż: "Warto zdać sobie sprawę z faktu, że w naszych żyłach płynie krew wielkiego kraju". Jeśli mieliśmy chwile słabości, jeśli musieliśmy się cofnąć, było to związane nie tyle z siłą naszych nieprzyjaciół, ile z naszej wewnętrznej niezgody i wzajemnych niesnasek (przecież w 1673 r. po wielkim zwycięstwie nad Turkami pod Chocimiem, gdzie rozgromiono ich 150 000 armię do nogi, nie odzyskano ponownie krajów naddunajskich tylko dlatego, że hetman wielki litewski Michał Kazimierz Pac, skonfliktowany z hetmanem wielkim koronnym Janem Sobieskim - autorem zwycięstwa, opuścił obóz po bitwie i wrócił ze swoimi oddziałami na Litwę, podobnych przykładów zaniechań lub jawnej niechęci było znacznie więcej).

Po zwycięstwach nad Rosją (pod Smoleńskiem 1632-1634), Turcją Osmańską i Tatarami (pod Sasowym Rogiem i Paniowcami 1633 r.), oraz zmuszeniem Szwedów do oddania okupowanych przez nich portów pruskich (1635 r.), długo panował pokój (zakłócany jedynie szybko tłumionymi buntami Kozaków w 1635, 1637 i 1638 r. na Ukrainie). Turcy i Tatarzy siedzieli cicho, bowiem nimb niezwyciężoności tak Rzeczypospolitej jak i samego króla Władysława IV, długo się utrzymywał, ale z czasem zaczęło się to powoli zmieniać. W marcu 1640 r. Tatarzy uwięzili posła królewskiego Prandotę Dzierzka i dokonali najazdu rabunkowego na Podole i Wołyń, uprowadzając w niewolę 30 000 jasyru. Stało się to możliwe, ponieważ szlachta w poprzednim roku nie uchwaliła żadnych pieniędzy na wojsko kwarciane, będące obroną południowo-wschodnich kresów Rzeczypospolitej. Król Władysław zwołał Sejm (19 kwietnia) pod laską Jana Stanisława Jabłonowskiego, na którym rozpaczał nad ową "przeklętą niewiarą" panów-szlachty, która w "truciznę obraca zwyczaje Rzeczypospolitej". Król i kanclerze apelowali że "wojsko należy opłacić", ale szlachta niezbyt się spieszyła do płacenia nowych podatków i wynajdywała wciąż nowe argumenty przeciwko temu. Wreszcie postanowiono że wojsko otrzyma jedną część należności (zaległej), ale obostrzono to dodatkowo ustaleniami poszczególnych sejmików ziemskich (to one miały zadecydować o wysokości wypłaconej należności). Kozakom rejestrowym również nie przyznano jurgieltu, ale po krwawych lekcjach sprzed kilku lat, siedzieli cicho. Sam król był w bardzo ciężkiej sytuacji finansowej (a szlachta nie chciała przyznać królowi specjalnej pensji na pokrycie jego długów), do tego był chory i na sejmie roku 1640 obradował (tak w Senacie jak i w Izbie Poselskiej) z... łóżka.

Rok 1640 obfitował jednak w inne ciekawe wydarzenia, jak choćby wówczas to (1 kwietnia) narodził się następca tronu, dziedzic korony Polski i Litwy - królewicz Zygmunt Kazimierz Waza. Po ciężkim porodzie, który królowa Cecylia Renata znosiła nadzwyczaj dzielnie, otoczona damami dworu, akuszerką odbierającą poród i ukrytym za kotarą medykiem królewskim (który miał wyjść, gdyby pojawiły się komplikacje). Król Władysław w tym czasie przebywał w sąsiedniej komnacie i... przeżywał poród znacznie gorzej, płacząc i jęcząc, co było dość irytujące (i jednocześnie słyszalne w sali, w której rodziła królowa). Wreszcie narodził się zdrowy chłopiec, o czym natychmiast poinformowano monarchę, który radośnie wkroczył do sali porodowej i zwracając się do nowo-narodzonego synka rzekł: "Witaj gościu nowy, gościu pożądany". W całym kraju świętowano narodziny królewskiego dziecka (w Rzeczpospolitej syn panującego monarchy nie stawał się automatycznie następcą tronu, jak w innych krajach - o wszystkim bowiem decydowała szlachta na sejmach i to ona wybierała królów, choć z reguły wybierano synów lub braci poprzednich monarchów). Narodziny królewicza ponownie zbliżyły ze sobą parę królewską, których stosunki pogorszyły się po ich wizycie w kąpielisku w Baden koło Wiednia, które to odbyli we wrześniu i październiku 1638 r. Na dworze wiedeńskim, u cesarza Ferdynanda III Habsburga (brata królowej Cecylii Renaty), dała się zauważyć odmienność młodej królowej od pozostałej jej rodziny z Austrii. Jej bratowa, hiszpańska księżniczka i cesarzowa-małżonka Maria Anna Habsburg, była zdziwiona i zaskoczona widząc jak bardzo zmieniła się Cecylia Renata, od chwili pobytu w Polsce.


KRÓLOWA CECYLIA RENATA HABSBURG 



Małżeństwo per procura zostało zawarte w Wiedniu 9 sierpnia 1637 r. Trzy dni później Cecylia Renata wyruszyła w drogę do swej nowej ojczyzny. Do pierwszego spotkania młodej pary doszło na zamku w Iłży - 6 września, ale nie należało ono do przyjemnych, bowiem król - pragnąc ujrzeć swą przyszłą żonę - przebrał się za dworzanina i informując ją o zbliżającym się spotkaniu z królem, dokładnie się jej przyjrzał, lecz... niezbyt mu się spodobała. Cecylia Renata nie rozpoznała w owym dworzaninie swego przyszłego małżonka, ale bardziej bystra była jedna z jej dam, arcyksiężna Klaudia Florentyna, która dyskretnie poinformowała Cecylię iż oto stoi przed nią sam król. Wówczas to przyszła żona rzuciła się Władysławowi do stóp, ale król był zdegustowany jej urodą i opuścił Iłżę, nie czekając na wyjazd jej orszaku. Ślub odbył się w Warszawie - 12 września 1637 r. Królowa ubrana była w białą suknię, haftowaną złotą nicią oraz ozdobioną perłami, diamentami i bursztynami. Sam monarcha prezentował się równie efektownie, jadąc - w jasnym stroju i kapeluszu ozdobionym pawim piórem - na białym koniu w otoczeniu swego orszaku. Po uroczystości ślubnej królowa wsiadła - wraz z damami dworu - do przygotowanej dla niej karety i w otoczeniu rajtarów, dragonów i kozaków, trębaczy, doboszów i paziów, jechała w stronę Zamku Królewskiego. Tam doszło do uczty weselnej, po której bardzo szybko Cecylia Renata zdała sobie sprawę że mieszka w Zamku wraz z... oficjalną królewską kochanką - lwowską mieszczką Jadwigą Łuszkowską (opowiem o tym dokładniej w innej serii). Doszło wówczas do pierwszej kłótni małżeńskiej, a Cecylia Renata domagała się aby Władysław odprawił kochankę i zagroziła ze jeśli tego nie uczyni, ona wróci do Wiednia. Król więc odprawił "Jadwisię" - jak pieszczotliwie ją nazywał, do pałacu w Ujazdowie, dokąd często przyjeżdżał, a królowa spędzała noce samotnie na Zamku w Warszawie. Wreszcie wymogła aby król wydał Łuszkowską za mąż, co ten w końcu uczynił, choć ślub był jedynie "zasłoną dymną" bowiem romans w dalszym ciągu się rozwijał. Aby więc zbliżyć króla do siebie, Cecylia Renata zaproponowała mu wyjazd do kąpieliska w Baden.

Tam, szybko ujawniły się nowe maniery Cecylii Renaty, szczególnie rzucające się w oczy niezwykle sztywnemu i skrupulatnie trzymającemu się etykiety otoczeniu cesarza Ferdynanda III. Jej bratowa była zdumiona - pamiętając ją sprzed wyjazdu z Wiednia, jako osobę nieulegającą żadnym emocjom w stosunku nie tylko do służby, ale również do książąt i szlachty nie wywodzącej się z domu cesarskiego i wzorowo wypełniającej wszelkie sztywne funkcje, związane z etykietą dworską. Po roku spędzonym w Rzeczpospolitej, ta kobieta diametralnie się zmieniła. Zażądała na przykład, aby przy stole, przy którym siedzieli członkowie rodziny cesarskiej i para królewska, zasiadły również jej damy dworu i zapowiedziała że nie usiądzie, jeśli nie zostaną dostawione dodatkowe krzesła. Zniesmaczenie jej bratowej wywołał również fakt, że kiwnęła głową na przywitanie wchodzącym do sali biesiadnej polskim senatorom, co było nie do pomyślenia na dworze cesarskim, aby cesarz lub ktokolwiek z jego rodziny choćby odpowiedział ukłonem głowy jakiemukolwiek księciu niższej od siebie rangi. Ale dwór w Warszawie nie przypominał tego w Wiedniu czy w Madrycie, a królowa szybko nauczyła się panujących w jej nowej ojczyźnie swobodnych obyczajów. Król w Rzeczypospolitej był bowiem tylko "Pierwszym wśród Równych", a nie żadnym "bożym pomazańcem" o absolutnej władzy, stąd zupełnie odmienne zwyczaje celebrowane na owych dworach. Ale królowa nie miała problemów z szybkim się ich wyuczeniem i zaakceptowaniem. 

Wróćmy jednak do spraw wagi publicznej. W lutym 1640 r. zmarł w Konstantynopolu sułtan Murad IV. Na tron wstąpił jego młodszy brat Ibrahim. Wcześniej, w maju 1639 r. zakończyła się długa (prowadzona od 1623 r.) wojna z perskimi Safawidami, zakończyła się ona zdobyciem Bagdadu przez Turków i wyznaczeniem trwałej linii granicznej owych dwóch mocarstw (która tak naprawdę istnieje po dziś dzień, rozgraniczając Iran i Irak). Poza tym zatarg pomiędzy hospodarem mołdawskim Wasylem Lupulem a hospodarem wołoskim Maciejem Besarabą i plany poszukiwania przez jednego z nich pomocy w Polsce spowodowały, że nad Dunajem ponownie zaczęła się gromadzić armia osmańska. To wywołało entuzjazm króla Władysława, który sądził iż dzięki temu będzie mógł przeforsować swoje plany (które kształtowały się od 1633 r. ale ostateczną formę przybiorą dopiero w owym 1645 r.) wielkiej chrześcijańskiej wojny antytureckiej. Sułtan też wysłał do Polski swego szpiega (1641 r.), który przemierzając kraj aż do Gdańska, obserwował teren ewentualnej przyszłej inwazji osmańskiej. Król Władysław, na Sejmie (obradującym od 20 sierpnia - 4 października 1641 r.), przekonywał, że niebezpieczeństwo osmańskie jest realne i że jeśli by szlachta uchwaliła pieniądze na kilkudziesięciotysięczne wojsko "jeden miesiąc uczyniłby wieczny ojczyźnie pokój", (czyli sugerował monarcha, że w przeciągu miesiąca rozniesiono by całą potęgę osmańską i Turcy musieliby prosić o trwały pokój, nawet na dekady). Szlachta jednak nie chciała nawet słyszeć o wojnie z Turczynem i zajęła się sprawą rad senackich z roku 1638 co spowodowało że król publicznie "łzami się zalał" nie mogąc przeboleć utraty tak dogodnej chwili ostatecznego rozgromienia muzułmańskiej potęgi, która rozlała się na trzech kontynentach.


NIECO SARKASTYCZNE PRZEDSTAWIENIE MEGALOMAŃSKICH KONCEPCJI POLSKIEJ SZLACHTY (KTÓRA TWIERDZIŁA ŻE WYWODZI SIĘ OD ANTYCZNYCH SARMATÓW) W SATYRYCZNYM SERIALU: "1670"


"MIAŁEM SZCZĘŚCIE URODZIĆ SIĘ SZLACHCICEM W POLSCE, NAJPOTĘŻNIEJSZYM PAŃSTWIE NA ŚWIECIE! (...)
MY SARMACI JESTEŚMY NARODEM WYBRANYM. Z WYRAŹNEJ WOLI STWÓRCY MAMY NAJWIĘKSZE UMYSŁY, SERCA I FALLUSY.  DLATEGO STARAM SIĘ CIESZYĆ TYM, CO MAM. BO PRZECIEŻ GDZIEŚ TAM NA ŚWIECIE DZIECI GŁODUJĄ - O NA PRZYKŁAD TUTAJ 😂, DZIECI CHŁOPÓW. BIEDNE, GŁODNE DZIECIACZKI. A WŁAŚNIE, OBIAD 🤭




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...