WYŚWIETLENIA

06 stycznia 2026

UMIERAMY I CO DALEJ? - czyli co się z nami dzieje po śmierci? - Cz. VII

PRZYKŁAD DUSZY 
ZAAWANSOWANEJ (STAREJ)




Zanim przejdę do opisywania przykładów duszy zaawansowanej, powiem na samym wstępie że dobitnym i wręcz namacalnym przykładem takiej duszy w naszym świecie, był - Karol Wojtyła, czyli papież JAN PAWEŁ II. Co zatem charakteryzuje taką duszę? Przede wszystkim ogromna cierpliwość i zrozumienie drugiego człowieka. To są ludzie których za życia cechuje opanowanie, spokój i dobroć w stosunku do innych ludzi oraz dość duża wiedza wyrosła z doświadczenia. To dusze, których cykl inkarnacyjny jest z reguły bardzo długi, sięgający niekiedy nawet kilkuset tysięcy do miliona lat p.n.e. Jak wcześniej już pisałem, są różne "podpoziomy" duszy zaawansowanej i rozwija się ona nadal inkarnując fizycznie, ale nie przeszkadza to jej także w tym samym czasie pełnić funkcję Przewodnika swojej własnej grupy (lub grup), którymi się opiekuje. Dzielenie (jak już też wcześniej pisałem) nie jest problemem dla duszy, gdyż (choć niekiedy trudno to pojąć) nawet w trakcie podziału każda cząstka nas jest wciąż jedną całością. Dla duszy z poziomu średniego może sprawiać początkowo pewien problem konieczność przebywania w dwóch (lub kilku formach) jednocześnie, ale dla duszy zaawansowanej ten problem już nie istnieje - to tylko kwestia przyzwyczajenia.

Posiadając swoją własną grupę, która jest pod opieką duszy zaawansowanej, na tym etapie rozwoju można już "bezpośrednio" (czy raczej "osobiście" - choć oba sformułowania w przypadku istot duchowych brzmią dość dziwnie), kontaktować się i wzajemnie wymieniać doświadczenia z innymi Przewodnikami, którzy "kiedyś" byli członkami naszej grupy docelowej i z którymi razem dana dusza nabierała doświadczenia, samodoskonalenia i wiedzy pod kierunkiem innego (wspólnego jej grupie) Przewodnika. Przewodnicy dusz zaawansowanych, ci którzy zdobyli wystarczające duchowe doświadczenie, aspirują do wyższej formy istnienia (choć jak wcześniej pisałem, nie ma to nic wspólnego z hierarchią ważności), której są... Założyciele. Założyciele opiekują się wszystkimi aspektami stworzenia i nadzorują cały proces duchowego samodoskonalenia, a jednocześnie są już tak blisko Domu, tak blisko Boga, że kwestia ich zjednoczenia ze Źródłem pozostaje praktycznie kwestią ich dobrowolnego wyboru. Mimo to, nawet ci Przewodnicy, którzy stają się już Założycielami (w sesjach hipnoterapeutycznych dominuje określenie "Starsi"), nie tracą nigdy kontaktu z grupami, które wcześniej były pod ich opieką, teraz tylko zwiększa się zakres ich zadań i odpowiedzialności na całą ludzką populację.

Inną kwestią jest, że dusze zaawansowane tworzą już bardziej złożone (niż skały, liście i drzewa) organizmy żywe. Są to już organizmy fizyczne jak ptaki, zwierzęta... ludzie. Gdy hipnoterapeuta zapytał się kobiety poddanej sesji hipnotycznej, a będącej duszą zaawansowaną, by ta powiedziała mu czy jest w stanie stworzyć rybę, zapytał: "Naprawdę, potrafisz stworzyć całą rybę, posługując się jedynie energią umysłu?", jej odpowiedź w pewien sposób zaskoczyła go, gdyż kobieta odpowiedziała: "Chyba żartujesz! Nie stwarzam od razu całej ryby, zaczynam od embrionów. Zaczynamy od mniejszych komórek - myślałam że wiesz". I tutaj małe wytłumaczenie, dusze zaawansowane są często niechętne w opowiadaniu wszystkich detali tego, czym zajmują się w świecie duchowym. Często też hipnoterapeuci muszą zwracać się z osobistą prośbą o pozwolenie na zaczerpnięcie kolejnej informacji do samego Przewodnika duszy zaawansowanej, który częstokroć blokuje zbyt dużą ilość wiadomości, uznając że nie są one istotne. Co ciekawe, stwarzanie kodu DNA i wysyłanie cząsteczek energii do protoplazmy, musi być skoordynowane z... energią słoneczną, gdyż nowy organizm musi posiadać właściwości umożliwiające mu życie na danej planecie, ogrzewanej przez określone słońce (by wyeliminować np. spalenie żywcem, lub zamrożenie danej komórki, nim jeszcze powstanie z tego życie). Dusze zaawansowane (oczywiście w zależności od stopnia zaawansowania) mogą nawet stwarzać słońca i planety (choć z reguły są one wielkości piłek lub kulek do gry). Słońca, planety, gwiazdy wszystko to tworzą dopiero Założyciele.

Dusza zaawansowana jest jednak poddawana bardzo różnym przeciwnościom. Jej duchowa dojrzałość często jest wystawiana na próbę, gdy danej duszy przychodzi zmagać się z wieloma życiowymi problemami i nieszczęściami. Dlaczego tak się dzieje? Gdyż Źródło, czyli Bóg, Stwórca po prostu wyraża siebie samego poprzez nas wszystkich, dzieli się z nami możliwością swojej własnej doskonałości, jednocześnie czerpiąc z naszych życiowych doświadczeń. Źródło jest wszechobecne, ale my odłączając się od Niego (tylko tak nam się wydaje, gdyż wciąż jesteśmy z Nim, tylko obdarzeni indywidualną tożsamością, niczym rozkwitający kwiat, który czuje niesamowitą radość właśnie tym, że rozkwita), często "zapominamy" o jedności z Nim i choć dusze (na każdym etapie swego rozwoju) czują ciągłą obecność ogromnej energetycznej siły, zaczynają funkcjonować jako indywidualne byty. I tak ma być, gdyż Stwórca wyraża siebie samego poprzez nas - dając nam indywidualną możliwość rozwoju. Powrót zaś jest tym, co moglibyśmy określić jako okrycie Miłości, w którym jest nieprzemijające ciepło i dobroć, a z którego tak naprawdę... nigdy nie wyszliśmy. Bóg dając nam indywidualną świadomość tworzy budulec, który jednocześnie wzmacnia samo Źródło - zaś zjednoczenie tych indywidualnych dusz, które zdobyły bagaż ogromnego doświadczenia, czyni Źródło jeszcze silniejszym, jednocześnie nie zmieniając oblicza istnienia "zjednoczonej indywidualności". Wszystkie dusze zaawansowane pragną stać się Założycielami, a Założyciele połączyć się ponownie ze Źródłem.


JAN PAWEŁ II 
PRZYKŁAD DUSZY ZAAWANSOWANEJ




SZKOŁA


Jak już napisałem w poprzednich częściach, budynek szkoły każda dusza widzi jako indywidualne miejsce, wyrosłe z jej własnych wyobrażeń o nim samym. Jednak wewnątrz owej "świątyni", "hali", "biurowca", czy "katedry" znajdują się poszczególne korytarze, wiodące do kolejnych "sal lekcyjnych". W każdej z owych sal znajdują się kolejne grupy dusz, wzajemnie pracujące w samotności, w dwu, lub trzyosobowych grupkach, lub wszystkie razem (zależy to od doświadczeń jakie muszą przerobić, a które miały, bądź też będą miały znaczenie w kolejnych wspólnych inkarnacjach). Wszystkie korytarze łączą się ze sobą w centralnym miejscu, który tworzy ogromną aulę, będącą centrum całej "szkoły". Każda nowo przybyła na lekcje dusza (nieważne czy jest to młoda duszyczka, czy też dusza która niedawno zakończyła swój fizyczny żywot), jest witana w swojej "klasie" okrzykami radości i pocałunkami. Niektóre dusze wstają by odprowadzić ją na swoje miejsce, do jej "ławki szkolnej" (tak właśnie opisują to ludzie poddani hipnozie). Dla samej duszy zaś (mówię tu o duszy, która niedawno zakończyła ziemski żywot) owe "rozstanie" z grupą wydaje się chwilowe, tak jakby tylko "na moment wyskoczyła i już jest z powrotem". Pewien mężczyzna tak opisuje swoje wrażenie z przybycia do swej "klasy szkolnej": "Ten cały czas, gdy mnie nie było z Nimi, wydaje mi się krótką chwilą, jak gdybym poszedł do sklepu za rogiem, kupić karton mleka".

Istnieją też poszczególne piętra "budynku szkoły". Na najniższym piętrze uczą się "pierwszaki", czyli najmłodsze dusze, niedawno przybyłe z tzw.: "wylęgarni". Niektóre "starsze" dusze, jeszcze przed udaniem się do swoich "klas", przybywają do owych pierwszaków, by się z nimi zaznajomić. Czynią tak szczególnie te Dusze Średnie, które same szkolą się na Nauczycieli-Przewodników. Lecz ów "budynek szkolny" jest zdaje się jedynym miejscem, gdzie Przewodnicy starają się zbytnio "nie spoufalać" ze swymi "uczniami", czyli z grupą dusz, jaką sami sobie wybrali. Dlatego też tutaj, w tym szkolnym miejscu, starają się być nad wyraz wymagający, co oczywiście nie oznacza że są "napuszeni" i nieprzystępni, lecz pragną po prostu by owe "dzieci" (jak nazwał młode dusze pewien mężczyzna będący początkującym Przewodnikiem) "nie właziły" im na głowy. Ów wspomniany wyżej mężczyzna, będący początkującym Przewodnikiem, po przybyciu pod "opieką" swojej Przewodniczki do budynku szkoły - został przez Nią skierowany do swojej "sali lekcyjnej". Jak sam przyznał Jej słowa były dość stanowcze, co nigdy (poza tym budynkiem) Jej się nie zdarzało, lecz zaraz dodała że... nie musi się śpieszyć i sam zdecyduje kiedy dołączy do swojej grupy. Po czym znów w sposób dość stanowczy zakomunikowała mu że zobaczą się później. Mężczyzna udaje się więc do "pierwszaków", by się z nimi zaznajomić i sprawdzić postępy w nauce (jedną z "klas" złożonych z młodziutkich dusz do których przybywa, prowadzi - też jako początkująca Przewodniczka-Nauczycielka - jego Przyjaciółka z tej samej grupy docelowej, z którą również pragnie się spotkać).

Przejście z poziomu "ucznia", na poziom "Nauczyciela-Przewodnika", wymaga od duszy bardzo dużo pracy (głównie nad samym sobą), oraz zrozumienia harmonii własnej egzystencji z resztą dusz. Owi przyszli Nauczyciele - są to już dusze bardzo rozwinięte (w porównaniu z duszami młodymi, czy też "pierwszakami", lecz i tak wiele im brakuje do ich własnych Przewodników), emanujące wielkim ciepłem i Miłością, wręcz "naznaczone Boską Esencją" - jak wyraził się o nich (podczas sesji hipnoterapeutycznej) pewien mężczyzna, będący młodą duszą. Kandydaci na Przewodników zajmują więc ostatnie, trzecie "piętro", lecz gdy już "awansują" i wybiorą swoją własną grupę dusz, z którą dalej będą pracować - wówczas kończą swoją edukację w tej szkole. Wtedy pojawiają się w niej jedynie na lekcjach (trzeba zaznaczyć że dość rzadko się tam zjawiają). Przewodnicy-Nauczyciele nie kontrolują jednak swych uczniów non-stop, a wręcz przeciwnie, pozwalają im na bardzo wiele niezależności i uciechy z przebywania we własnym gronie. Zlecają im pewne zadania do opracowania, pewne ćwiczenia do wykonania, a potem po prostu... zjawiają się by sprawdzić stan wiedzy swych podopiecznych i dopomóc im we wszelkich problemach, jakie na tej drodze napotykają. Mimo to sale wykładowe nie są wcale jedynymi miejscami, gdzie "młodzież" może zgłębiać wiedzę - równie pomocna jest w tym względzie... biblioteka szkolna.

Jest to wyjątkowe miejsce, które (zgodnie - niezmiennie) pojawia się we wszystkich przekazach ludzi poddanych hipnozie. Bibliotekę opisują oni jako długą, prostokątną salę, z ogromnymi regałami dookoła. W centrum, czyli na samym środku sali, mieszczą się ogromne stoły, przy których dusze mogą przeglądać wybrane pozycje. Sala i owe stoły są tak długie, że dana dusza nie jest w stanie ujrzeć końca stołu z drugiej strony, gdyż widok ten jest poza polem widzenia duszy (innymi słowy, dusza nie sięga "wzrokiem" aż tak daleko, by ujrzeć koniec stołu). Dusze w większości same odszukują wybrane pozycje, gdy jednak mają problemy ze znalezieniem danej księgi - proszą o pomoc Archiwistów. Są to stare dusze Przewodników, którzy pomagają młodym duszom (i co ważne również innym Przewodnikom) w odnalezieniu właściwej i pomocnej im Księgi Życia. Pamięć owych bibliotek (a szczególnie znajdujących się tam Ksiąg Życia) przetrwała w... buddyzmie, w formie tzw.: "Ksiąg Akaszy". Jednak (co też bardzo szczególne), ziemskie religie (każda z religii nosi w sobie jakieś ziarno prawdy, lecz obudowana jest późniejszymi nadinterpretacjami i... jawnymi zmyśleniami) potrafią skutecznie wypaczać owe przekazy. Tak też jest w buddyzmie, który głosi że owe Księgi Akaszy mogą służyć nie tylko do zdobywania przez dusze wiedzy, ale także na jej niekorzyść... jako dowody w sprawie jej popełnionych za życia win i błędów.

Są też ludzie (w kulturze Wschodu), którzy twierdzą że posiedli dar "wglądu" do owych Ksiąg i wiedzą jaka kara może spotkać daną osobę. Aby więc odwrócić przeznaczenie - należy... podporządkować się danemu "wglądającemu" i być mu całkowicie posłusznym, jako swoistemu guru i jedynemu "zbawcy ludzkości". Hinduizm, buddyzm i w ogóle cała filozofia Wschodu też ma wiele "głupot" na swym koncie. Biblioteka stanowi miejsce nie "Sądu Bożego" i "trybunału kar", lecz samopoznaniu i samooczyszczeniu. Bardzo często do owej biblioteki przybywają te dusze, które popełniły za życia jakieś zbrodnie, lub które popełniły samobójstwo. O samobójcach i samobójstwie już trochę wcześniej pisałem, choć jak widać były to tylko szczątkowe informacje. Samobójstwo (co bardzo ważne), nie jest w "Zaświatach" traktowane jako "grzech śmiertelny". Więcej, ponoć dopuszcza się (co znaczy iż - mamy prawo) zdecydować się na "miłosierdzie śmierci" (czyli samobójstwo) w sytuacji gdy cierpimy potworne fizyczne lub psychiczne męki, gdy nie potrafimy uwolnić się od fizycznego bólu i upokorzenia, doznanego na "tym świecie". Bardzo często dusze, które popełniły samobójstwo w takim właśnie momencie swego życia, nie tylko że nie czują żadnej "skruchy" za pozbawienie się życia - lecz również ich Przewodnicy prawie ich o to nie pytają. Co innego, gdy decydujemy się popełnić samobójstwo pod wpływem chwilowej depresji, strachu lub niepewności, posiadając jednocześnie zdrowe i silne ciało.

Nie oznacza to oczywiście też żadnej "pośmiertnej kary" za ów czyn, lecz jest powodem głębokiego osądu, zarówno dla samej duszy jak i dla jej Przewodnika. Z taką duszą należy długo i intensywnie pracować indywidualnie, nie można jej zostawiać samej sobie (jak czynią to Przewodnicy z innymi duszami, będącymi pod ich pieczą). Zdarza się bowiem, że traumatyczne doświadczenia własnego samobójstwa, mogą odcisnąć swe piętno w kolejnym życiu, w postaci zwid, depresji, niechęci do innych ludzi etc. Mało tego, mogą nawet (w skrajnych przypadkach) przenieść się na kilka następnych wcieleń. Dlatego też ci, którzy popełnili samobójstwo z przyczyn "nieistotnych" (a takimi są chociażby nieumiejętność zaaklimatyzowania się w społeczeństwie, lub nawiązywania kontaktów z innymi ludźmi - chęć samotności i izolacji, obawa przed innymi, obawa przed ich osądem i strach przed "złym słowem") muszą skrupulatnie przećwiczyć wszystko "od początku", każdy aspekt ich życia pod kierunkiem ich Przewodnika (lub Przewodników). Powoli, nie spiesząc się, przećwiczyć wszystko z powrotem od początku. Do tego służą również biblioteki. Zdarza się też, że samobójcami bywają (i to nawet dość często) te dusze, które dopiero od niedawna wcielają się na Ziemi, zaś wcześniej inkarnowały na innych planetach (niekiedy łagodniejszych od Ziemi - możecie mi wierzyć lub nie, ale ja osobiście uważam że moja dusza nie pochodzi z Ziemi. Co prawda inkarnuję tutaj gdzieś tak od starożytności - szczególnie bliski jest mi I wiek p.n.e./ I wiek naszej ery, głównie zaś otoczenie Oktawiana Augusta - o czym bodajże jeszcze nie pisałem, ale takie mam dziwne i niezrozumiałe przeświadczenie, tym bardziej że samego Oktawiana Augusta nie uważam za nazbyt wielką postać historyczną i mógłbym wymienić znacznie ważniejsze osoby w dziejach świata, które ja sam osobiście uważam za swoje autorytety, ale jednak to właśnie do tej postaci czuję jakąś dziwną  i niezrozumiałą sympatię. Mimo to jednak nie czuję się nadal do końca "zgrany" z tą planetą - jakkolwiek byście tego nie rozumieli, co oczywiście nie oznacza że nie potrafię normalnie żyć). Dusze te, mają w pamięci podświadomości przekazy wyniesione z "ich rodzimych światów" i kontakt z "prymitywizmem" ludzkiego ciała i społeczeństwa, bywa dla nich dojmujący. Te dusze po prostu chcą się stąd jak najszybciej wydostać.

Lecz "po śmierci" każda dusza, która popełniła ów błąd (samobójstwo z błahego powodu), prawie natychmiast po wydostaniu się z ciała czuje żal, smutek i... wstyd przed Przyjaciółmi z grupy. Ludzie, którzy w poprzednich wcieleniach popełnili samobójstwo, bardzo często pytają się siebie, zwracając się oczywiście do hipnoterapeuty: "Dlaczego to zrobiłem?", lub "Ale byłem głupi". Dusze te, tak bardzo wstydzą się swojego czynu, że czują się "gorsze" i "mniej ważne" od swych Przyjaciół z grupy. Dusze te czują się tak, jakby były wyrzutkami, którym cała reszta robi łaskę, że z nimi w ogóle rozmawia. Dlaczego? Uświadamiają sobie bowiem że każde kolejne życie jest naszym darem, a jego wybranie kosztowało nas przecież sporo wysiłku. Zastanawialiśmy się nad różnymi jego aspektami, przećwiczyliśmy różne wydarzenia (indywidualnie, w grupie wraz z Przyjaciółmi, czy też jedynie z naszym Przewodnikiem). Teraz jednak "daliśmy plamę na całego", odebraliśmy sobie życie tylko dlatego, ze nie potrafiliśmy sobie z nim poradzić. Nie doświadczaliśmy ani choroby ani bólu fizycznego, mimo to zdecydowaliśmy się (niczym banda wyrostków) porzucić ciało z powodu chwilowego niedopasowania, lub jakiegoś innego indywidualnego niepowodzenia (np. utrata pracy, niepewność o losy rodziny). Zapomnieliśmy że "po nocy zawsze przychodzi nowy dzień", oraz że "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło". Nawet utrata pracy nie musi być katastrofą, być może jest to jedynie sygnał do większego zaangażowania, do zmiany środowiska, do "wypłynięcia na głębsze wody". Nie zawsze to, co wydaje się nam tragedią bez wyjścia, jest nią w rzeczywistości, a z perspektywy czasu widzimy że to co było złe w danej chwili okazuje się niezwykle korzystne z biegiem czasu - i ja sam też mogę o tym co nieco powiedzieć.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

HENRYK VIII I JEGO ŻONY - Cz. X

  OD KATARZYNY ARAGOŃSKIEJ  DO KATARZYNY PARR KATARZYNA ARAGOŃSKA (Czyli hiszpańskie noce)  Cz. VIII DZIECIŃSTWO KRÓLOWEJ KATARZYNY Cz. VII ...