JAK POLSKA i STANY ZJEDNOCZONE
DOPROWADZIŁY DO ABDYKACJI
KRÓLA WLK. BRYTANII - EDWARDA VIII
w 1936 r.?
Cz. II
PLAN WOJNY PREWENCYJNEJ
Z NIEMCAMI
PIERWSZA PRÓBA ROZERWANIA
SOJUSZU NIEMIECKO-SOWIECKIEGO
(1932-1933)
Cz. I
WSPÓŁPRACA NIEMIEC I ZWIĄZKU SOWIECKIEGO
CZYLI:
"POLSKĘ TRZEBA ZAŁATWIĆ"
(1922-1932)
płk. dr. MARIAN STEIFER
16 kwietnia 1922 r. we włoskiej miejscowości Rapallo, został zawarty niemiecko-sowiecki traktat sojuszniczy. Zawarto tam również tajną klauzulę, która umożliwiała podjęcie współpracy wojskowej pomiędzy tymi krajami (o czym świat dowiedział się dopiero w 1927 r. dzięki polskiemu wywiadowi, który w międzywojniu był jednym z najlepszych na świecie - na przykład japońscy specjaliści od kryptologii i wywiadu wojskowego szkolili się tylko w Polsce, podobnie postępowali Łotysze. A było to jeszcze przed powstaniem "Laboratorium" - supertajnej placówki wywiadowczej powstałej z polecenia Marszałka Piłsudskiego w roku 1934, której zadaniem było analizowanie najbardziej na daną chwilę zagrożenia, tak ze strony Niemiec czy Związku Sowieckiego. To właśnie agenci wysłani w ramach programu "Laboratorium" stworzyli podczas II Wojny Światowej tzw.: antynazistowski ruch oporu w... samych Niemczech - pod nazwą "Akcji N" - o tym jak Polacy stworzyli w samych Niemczech anty-nazistowski ruch oporu - opowiem w oddzielnym temacie, teraz tylko dodam że było to robione z taką perfekcją i doskonałością {zarówno języka niemieckiego jak i niemieckiej gwary regionalnej, znajomości lokalnych środowisk, a polegało to przede wszystkim na wykorzystywaniu do współpracy ludzi, którzy od dekad a często od pokoleń mieszkali w Niemczech i byli uważani za Niemców, ale jednak mieli albo polskie korzenie albo w jakiś inny sposób byli związani zarówno z Polską jak i z polskim wywiadem} że do dziś dnia wielu niemieckich historyków, jako dowód istnienia w Niemczech prężnej opozycji antyhitlerowskiej, pokazuje gazetki i broszury wydawane w ramach "Akcji N" przez polski wywiad w Niemczech. A gazety takie przesyłano przede wszystkim na front do żołnierzy aby osłabić ich ducha i pokazać że w Niemczech istnieje opozycja która pragnie obalenia Hitlera. W rzeczywistości prawdziwa niemiecka opozycja antyhitlerowska - jak mawiał prezydent Lech Kaczyński - "zmieściłaby się w moim gabinecie". Z agentów wysłanych w ramach "Akcji N" wyodrębnili się również "Muszkieterowie" - działający już w czasie II Wojny Światowej jako oddzielna siła wywiadowcza, współpracująca co prawda z wywiadem Armii Krajowej ale jednak nie podporządkowana Jej bezpośrednio i praktycznie niezależna. "Muszkieterowie" zostali stworzeni jako formacja elitarna - stąd zapewne też jej sukcesy - przez oficerów wywodzących się albo z Legionów albo z Polskiej Organizacji Wojskowej {z czasów I Wojny Światowej}, albo z zagorzałych piłsudczyków, albo z członków najznakomitszych rodzin arystokratycznych, albo też z ludzi nauki. Przywódcą "Muszkieterów" był projektant i wynalazca pracujący m.in.: nad "promieniami śmierci" - inżynier Stefan Witkowski, a jednym z najsławniejszych członków tej organizacji był również doktor praw, pułkownik Wojska Polskiego, genialny szachista - zagorzały piłsudczyk (podobnie jak ja sam) - Marian Steifer, którego szczególnie intensywnie poszukiwało po wojnie NKWD, czy też Krystyna Skarbek - pierwowzór Vesper Lynd, dziewczyny Bonda z "Casino Royale". O "Muszkieterach" też opowiem w oddzielnym temacie).
VESPER LYND Z "CASINO ROYALE"
(FIKCYJNA POSTAĆ DZIEWCZYNY BONDA,
KTÓREJ PIERWOWZOREM BYŁA SŁYNNA KRYSTYNA SKARBEK)
24 lipca 1922 r. kanclerz Niemiec, lewicowy polityk Joseph Wirth, powiedział wprost do ambasadora Niemiec w Związku Sowieckim: "Polskę trzeba załatwić!". Następnie we wrześniu tego roku szef sztabu armii niemieckiej, gen. Hans von Seeckt powiedział: "Egzystencja Polski jest nie do zniesienia i nie do pogodzenia z żywotnymi interesami Niemiec. Polska musi zniknąć i zniknie wskutek własnej słabości i za przyczyną Rosji - z pomocą Niemiec". Zaś w kilka miesięcy później, znów kanclerz Wirth mówił o potrzebie wspólnego (wraz z Rosją Sowiecką) "zdruzgotania Polski", oraz "przywrócenia wspólnej, sąsiedzkiej granicy z 1914 r.". No i współpraca niemiecko-sowiecka ruszyła pełną parą. Początkowo co prawda (w wielkiej tajemnicy przed światem, jako że postanowienia Traktatu Wersalskiego zakazywały Niemcom rozbudowywania i unowocześniania sił zbrojnych) rozpoczęła się współpraca pilotów i specjalistów od czołgów i broni pancernej. Potem (po roku 1926) zaczęły w Związku Soweckim powstawać niemieckie fabryki zbrojeniowe produkujące czołgi, samoloty i amunicję. W 1924 r. do Rosji przybyło sześciu niemieckich specjalistów lotniczych (Johannesson, Diete, Droste, Rath, Hasenohr, Fiebig), z których najwybitniejszym specjalistą był Martin Fiebig (twórca tzw.: "Grupy Fiebiega"). Wykładał on na moskiewskiej Akademii Lotniczej, oraz był obecny podczas testowania nowych rodzajów samolotów bojowych na poligonach pod Smoleńskiem i Witebskiem. Bardzo szybko zaprzyjaźnił się też z Gieorgijem Żukowem, dowódcą jednego z dwóch ówcześnie istniejących w Związku Sowieckim pułków czołgów. Wraz z nim i innymi sowieckimi oficerami z Moskiewskiej Akademii Wojskowej, brał udział w opracowywaniu planów wojennej gry lotniczo-lądowej na wypadek wybuchu wojny z Polską. Sowieccy i niemieccy oficerowie często też się wzajemnie odwiedzali, jak Jeronim P. Uborewicz, który w listopadzie 1927 r. rozpoczął swą roczną służbę w dowództwie sztabu Reichswehry. W dniach 18-22 sierpnia 1928 r. rosyjska Flota Bałtycka odwiedziła niemiecki port w Świnoujściu i Pillau. Skala wzajemnej współpracy była naprawdę duża ("Centrala Moskwa", projekt "Kama" - czyli szkolenie przez Niemców sowieckich oficerów na dowódców nowoczesnych wojsk pancernych, Aufstellung Plan - mający za zadanie sformowanie przy pomocy i wsparciu Sowietów 21 niemieckich dywizji czy kolejne umowy z Kruppem i innymi niemieckimi zakładami zbrojeniowymi, na rozwój sowieckiej broni pancernej, oraz wzajemna pomoc w rozbudowie niemieckich sił pancernych, które miały tymczasowo powstawać na terytorium Związku Sowieckiego). Polski wywiad wpadł na trop tej wzajemnej współpracy Niemiec i Sowietów już w 1924 r., ale informacja o współpracy została nagłośniona (we francuskiej prasie) przez polski wywiad wojskowy dopiero w 1927 r. gdy zdobyto na to wystarczające dowody.
Pierwsze przesłanki co do tajnej wojskowej współpracy Niemiec i Związku Sowieckiego pojawiły się już w połowie stycznia 1923 r. a stało się to... przez nadgorliwość Niemców. Mianowicie, gdy 11 stycznia wojska francuskie i belgijskie zajęły Zagłębie Saary (Francuzi starali się tym krokiem wymusić na Niemcach spłatę zasądzonych reparacji wojennych, czego ówczesna Republika Weimarska nie była w stanie spełnić ze względu na szalejącą w kraju inflację i katastrofę finansową - notabene, ciekawostką jest, że nawet już po reformie finansowej w Niemczech z listopada 1923 r. i wprowadzeniu do obiegu Rentenmarki, jeszcze w 1924 i 1925 r. we wschodnich prowincjach ówczesnych Niemiec wolano płacić... polską złotówką - wprowadzoną 1 kwietnia 1924 r., niż niemiecką walutą, uważając tę drugą za... "żydowskie konfetti z Berlina" - jak mawiali niemieccy chłopi, chcąc by za ich towary płacono im w polskich złotówkach), Francja wówczas szybko znalazła się w politycznej izolacji, gdyż wkroczenie do Zagłębia Saary nie spodobało się ani Brytyjczykom, ani też Amerykanom. Francuzi (częściowo próbując wyjść z matni) postanowili zwrócić się o wsparcie do Warszawy. W tym celu przybył do Polski w maju tego roku (1923) - marszałek Francji Ferdynand Foch (witany entuzjastycznie przez tłumy Warszawiaków, zresztą wówczas nadano mu również tytuł marszałka Polski). Po tej wizycie jednak Niemcy natychmiast podniosły larum, że oto Polska (w porozumieniu z Francją) planuje zajęcie Prus Wschodnich. I w tym momencie wkroczył rząd sowiecki, wysyłając do Warszawy notę, iż w razie wojny z Niemcami, Rosja Sowiecka nie pozostanie neutralna.
Już wówczas można było nabrać podejrzeń co do współpracy tych dwóch państw. Jednak do połowy 1924 r. wciąż nie było co do tego pewności. Dopiero wówczas polski wywiad wpadł na trop, ułatwiający rozwiązanie całej sprawy. Mianowicie, o wojskowej współpracy niemiecko-sowieckiej, dowiedziano się w sposób banalny (i w dużej mierze przez zaniedbanie wywiadu niemieckiego), a mianowicie, wystarczyło... czytać niemieckie gazety. Oczywiście w gazetach tych próżno było znaleźć choć słówko o rozwoju niemieckiej broni pancernej i szkoleniach pilotów w Związku Sowieckim, ale nie chodziło wcale o dział informacyjny, a o... rubrykę z nekrologami. Znalazły się tam bowiem informacje o zgonach niemieckich pilotów, którzy zginęli testując nowe maszyny. Tylko że zdziwienie budziło miejsce zgonu - Serpuchów, Twer, Perm, Moskwa Smoleńsk, Witebsk. Czyli co? niemieccy piloci latają do Sowietów? - zadawano sobie pytanie i wszystko zaczęło się układać w sensowną całość. Jeszcze w tym samym (1924) roku polski wywiad (poprzez agentów ulokowanych w Niemczech) zdobył plany negocjacyjne niemieckiej fabryki produkującej samoloty Junkers, która zamierzała otworzyć swą fabrykę w Rosji. Zaś w kwietniu 1925 r. polski wywiad zdobył dokumenty umowy niemiecko-sowieckiej o rozpoczęciu szkoleń pilotów w kompleksie Lipeck (były tam podpisy dowódcy sowieckiej floty - Piotra Baranowa i niemieckiego generała Hermanna von den Lieth-Thomsena - szefa niemieckiej komórki "Moskwa"). Potem doszły jeszcze informacje o kontrakcie Kruppa na skonstruowanie i budowę pierwszych dwóch sztuk ciężkich czołgów, zwanych "traktorami" - marzec 1927 r. (notabene, gdy cała sprawa została nagłośniona w prasie francuskiej i brytyjskiej i świat cały dowiedział się o współpracy Niemiec i Sowietów, ci pierwsi, nie mogąc już mówić że "to polska prowokacja", jak czynili dotąd, teraz zaczęli tłumaczyć że owszem, podjęli współpracę z Rosjanami, ale w tych fabrykach produkują właśnie traktory).
Wcześniej polski wywiad rozpracował tzw.: "Grupę Fiebiga". W czerwcu zdobyto informacje o niemieckim planie "A" ("Der Aufmarschplan" - "Plan Rozmieszczenia"), który obejmował utworzenie (na początek) 21 dywizji wchodzących w skład odtworzonej armii lądowej. Potem doszły jeszcze informacje o sowieckiej Flocie Bałtyckiej (i jej unowocześnianiu przez niemieckich specjalistów), oraz o wymianie sowieckich aparatów łączności (starych 10-watówek Kowalenkowa) na nowe, niemieckie, produkowane przez firmę Telefunken. Notabene potwierdzenie niemiecko-sowieckiej współpracy politycznej i wojskowej oraz nagłośnienie tej sprawy w prasie, dokonało się przede wszystkim również w wyniku ucieczki z sowieckiej Rosji dwóch oficerów (Klimma i Timoszczuka), którzy 1 lutego 1927 r. wylądowali skradzionym przez siebie samolotem (notabene produkcji włoskiej) na lotnisku w Łucku. Szybko zostali przewiezieni do sztabu Oddziału II Wojska Polskiego najpierw w Łucku, a następnie we Lwowie. To właśnie oni poinformowali polski wywiad że: "Niemcy nie tylko dostarczają Rosji sowieckiej aparatów (czyli samolotów) i szkolą ich pilotów, ale posiadają nawet na terenie Związku Sowieckiego swoje centrum wyszkolenia dla własnych oficerów. Mieści się ono w Lipecku, gdzie dla oficerów lotnictwa niemieckiego utworzono wyższą szkołę pilotażu. Na kursy trwające od miesiąca do sześciu tygodni przybywają tam z Niemiec, w cywilnych ubraniach, pod pseudonimami, oficerowie lotnictwa niemieckiego". Następnie stwierdzali że skoro postanowienia Traktatu Wersalskiego zabraniały Niemcom posiadania i budowy sił pancernych i lotnictwa, wpadli oni na pomysł by rozwijać je w Rosji.
płk. TADEUSZ SCHAETZEL
Niemieccy oficerowie i żołnierze przybywali do Rosji głównie trasą przez Rygę, tak jak generał-major Werner von Blomberg, który zjawił się tam pod koniec 1928 r. wraz z trzema towarzyszami - swym adiutantem kapitanem Kurtem Gallenkampem, szefem biura uzbrojenia Reichswehry pułkownikiem Erichem Bussche-Ippenburgiem, oraz oberlejtnantem Ernestem Kostringiem (który później będzie pełnić funkcję attache wojskowego ambasady niemieckiej w Moskwie). W Moskwie spotkali się oni z Klimientem Woroszyłowem - ludowym komisarzem spraw wojskowych Związku Sowieckiego, oraz szefem sztabu generalnego Armii Czerwonej Borysem Szaposznikowem. Potem, w towarzystwie rotmistrza Oskara Niedermayera (szefa "Centrali Moskwa" - czyli niemieckiego biura łącznikowego w Związku Sowieckim), oraz rosyjskiego oficera Łuniewa, odbyli szereg podróży i inspekcji, zaczynając od Niżnego Nowogrodu, poprzez Kazań (do którego udali się statkiem parowym), Saratów (w tym mieście na powitanie niemieckich oficerów urządzono oficjalne przyjęcie, w wyniku którego... gen. von Blomberg wypił tyle alkoholu, że "urżnął się w trupa"). Następnie odwiedzili Ulianowsk (rodzinne miasto Lenina, gdzie niemieccy oficerowie złożyli hołd nieżyjącemu już twórcy rosyjskiego komunizmu), potem odwiedzili kilka miejscowości zamieszkałych przez Niemców Nadwołżańskich, następnie przybyli do Tomska, gdzie odwiedzili "Tomsk" (niemiecką bazę w której produkowano gazy bojowe), a potem (7-15 września 1928 r.) przybyli do Lipecka, gdzie zorganizowano wspólne manewry lotnicze Luftwaffe i sowieckich sił lotniczych, w których brało udział 250 samolotów bojowych, które miały współpracować z siłami pancernymi i piechotą. Po zakończeniu tych manewrów, niemiecka delegacja wojskowa powróciła (przez Rygę), z powrotem do Berlina. To właśnie ta wizyta i materiały z niej, które wkrótce znalazły się na biurku szefa Oddziału II Sztabu Głównego - Tadeusza Schaetzela, który zaraz udał się z tymi dokumentami do Marszałka Józefa Piłsudskiego, to właśnie wówczas tam, miała się zrodzić koncepcja podjęcia wojny prewencyjnej z Niemcami, która nabrała realnych kształtów dopiero w 1933 r. wraz z dojściem do władzy w Niemczech Adolfa Hitlera.
UDERZYĆ PÓKI CZAS
Cz. I
W 1932/1933 r. Polska i Stany Zjednoczone szykowały... wojnę w Europie. Takie stwierdzenie być może jest dość nieścisłe i niedokładne, a jednak prawdziwie opisuje ówczesną rzeczywistość. W głowie Marszałka Józefa Piłsudskiego już przynajmniej od czerwca 1932 r. zaczął się krystalizować plan wojny prewencyjnej z Niemcami, który nabrał bardziej realnych kształtów po zdobyciu władzy przez Hitlera. 12 lutego 1933 r. nowy kanclerz Rzeszy udzielił wywiadu londyńskiej gazecie "Sunday Express", w którym to buńczucznie żądał iż tzw.: "Korytarz" (czyli polskie Pomorze) musi zostać zwrócony Niemcom. Polska przygotowywała się więc do wojny prewencyjnej, ale jednocześnie do podobnego konfliktu przygotowywały się również Stany Zjednoczone, tylko tutaj wchodził w grę również... konflikt z Wielką Brytanią. Tak jak w poprzedniej części pisałem, elity Wielkiej Brytanii w latach 20 i 30 były szalenie proniemieckie. Ich celem było doprowadzenie do takiej sytuacji, aby w przypadku ewentualnego konfliktu nie wystąpić przeciwko Niemcom, a najlepiej zawrzeć z nimi układ na zasadzie: "Europa dla was, świat i kolonie dla nas". Taki stan rzeczy nie był jednak popularny w Waszyngtonie, dlatego też... USA planowały wojnę z Wielką Brytanią w latach 30-tych XX wieku, a plan tej operacji ("Plan Wojenny Czerwony") opracowany został pod kierunkiem gen. Douglasa McArthura, który kilka miesięcy wcześniej przebywał w Warszawie. Oczywiście plany te (bowiem istniały również inne plany: "Plan Wojenny Czarny" - wojna z Niemcami i "Plan Wojenny Pomarańczowy" - wojna z Japonią), zostały opracowane wcześniej (ok. 1930 r.), ale od 1932 r. sprawy znacznie przyspieszyły. Amerykanie brali wówczas na poważnie możliwość wojny zarówno z Niemcami jak i ze... sprzymierzonymi z nimi Brytyjczykami, stąd m.in.: gen. McArthur udał się we wrześniu 1932 r. do Warszawy. Tam doszło do niecodziennego wydarzenia, jakim było przekazanie Amerykanom przez polską stronę rozszyfrowanych kodów Enigmy - niemieckiej maszyny szyfrującej, którą Niemcy uważali za nie do złamania (i rzeczywiście, mnóstwo wywiadów w latach 20-tych i 30-tych głowiło się nad rozpracowaniem Enigmy, bez powodzenia. Trzej polscy matematycy (Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski, przy czym główną pracę wykonał Rejewski) z Biura Szyfrów Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, złamało kody Enigmy z końcem 1932 r. Oczywiście maszyna ta była ciągle udoskonalana, dlatego też należało co chwila stosować inny mechanizm deszyfrujący i udawało się to Polakom do roku 1938, w 1939 liczba rozszyfrowanych depesz Enigmy znacznie spadła, ale w tym roku przekazaliśmy rozszyfrowane kody Francuzom i Brytyjczykom, którzy potem w Bletchley Park za sprawą Alana Turinga jeszcze udoskonalili ten system). Amerykanie otrzymali również supertajne kody armii sowieckiej: "Rewolucja" i "Fiałka" (używane w Armii Czerwonej do 1954 r.). Cel był jeden - wojna prewencyjna w obronie pokoju.
gen. DOUGLAS McARTHUR z wizytą u
Marszałka JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO
(Wrzesień 1932 r.)
Może to brzmieć dość nietypowo, ale tak właśnie było, tym bardziej że nad utrzymaniem pokoju (bez potrzeby rozpoczynania konfliktu prewencyjnego) głowili się najróżniejsi mądrale, ale zawsze wszystko sprowadzało się do jednego - aby utrzymać pokój w Europie, Polska musi zwrócić Niemcom "Korytarz" pomorski, gdyż jest to kość niezgody pomiędzy tymi dwoma krajami i musi zostać w taki sposób rozwiązana. Politycy brytyjscy, francuscy jak i progresywistyczny establishment amerykański ze Wschodniego Wybrzeża, uważali że najlepszym wyjściem byłoby po prostu oddanie Niemcom polskiego Pomorza i wówczas utrzymano by pokój. W tym celu swoiste tournée po Anglii, Francji i Niemczech odbył w lipcu i sierpniu 1931 r. sekretarz stanu USA - Henry Stimpson, który uważał że zwrot Pomorza Niemcom, rozładowałby zarówno konflikt niemiecko-francuski jak i niemiecko-polski. Starał się więc przekonać głównie Francuzów (uważając że Paryż jest w stanie wywrzeć presję na Warszawię w tej kwestii). Aby opracować szczegóły, do Waszyngtonu miał się udać premier Francji Pierre Laval, ale nim to nastąpiło Józef Piłsudski wezwał polskiego ambasadora w USA - Tytusa Filipowicza (notabene swego dobrego znajomego i przyjaciela, to właśnie z nim przyszły Marszałek odbył swą pamiętną podróż do USA i Japonii w 1905 r.) i przekazał mu treść osobistego orędzia do prezydenta Herberta Hoovera, w którym deklarował że Polska nie godzi się na żadne rewizje granic, a każda samodzielna akcja niemiecka, podjęta w tym celu, automatycznie oznaczać będzie wybuch wojny. Stwierdzał również że żadne państwo trzecie nie jest w stanie w żaden sposób wpłynąć na zmianę polskiego stanowiska w tej sprawie (gdyż Pomorze to nieodłączna część ziem Rzeczypospolitej, tak jak w tej pieśni: "Nie damy morza ani Pomorza, gdy nam wróciła je Łaska Boża, nie dam Śląska, bo to piastowska ziemia ojcowska, nie damy Wilna, nie damy Lwowa, bo to też nasza scheda ojcowa, nie chcem cudzego, nie damy swego!" Filipowicz przedstawił orędzie prezydentowi Hooverowi 21 października 1931 r., co miało wywołać na nim silne wrażenie, a dnia następnego odczytał je również w Departamencie Stanu, w obecności Stimpsona, który przyjął je niezwykle chłodno, deklarując iż jest to: "typowo polski produkt i dość charakterystyczny dla takiego małego, nędznego sprawcy problemów, jakim ona jest"
Jednak liberalny establishment z Waszyngtonu był niezwykle ugodowy, liczyły się przede wszystkim interesy (a te prowadzono zarówno ze Związkiem Sowieckim, jak i z hitlerowskimi Niemcami). Spora większość oficerów armii Stanów Zjednoczonych była przeciwna takiemu myśleniu (gen. McArthur - "Ostatni Bóg Wojny" - {przedostatnim był Patton, notabene zarówno McArtur jak i Patton wywodzili się z rodzin, które walczyły przeciwko sobie w amerykańskiej Wojnie Secesyjnej}, uważał wszystkich progresywistycznych gryzipiórków ze Wschodniego Wybrzeża za bandę pajaców o często prokomunistycznych ciągotach). Tymczasem w Warszawie dojrzewał plan wojny prewencyjnej z Niemcami, jako najpewniejszej drogi "rozbrojenia" niebezpieczeństwa płynącego z Zachodu, nim przyjdzie się Polsce zmierzyć z czerwonym Wschodem.
CDN.
.jpeg)







Piszesz o wojnie prewencyjnej przeciwko Niemcom, ale ta się nie udała bo nie wyszła poza plany. Polska nigdy nie będzie naprawdę wolna, bezpieczna i potężna do momentu kiedy będą istnieli jej wszyscy wrogowie. Nie chodzi tu tylko o Niemcy i Rosję ale też o Francję, Wielką Brytanię, USA i żydów. Wszyscy oni mają Polskę za przedmiot i zabawkę. Polska jest dla nich pionkiem w grze zwaną równowagą geopolityczną. Dlatego też nikt nie chciał wojny prewencyjnej przeciwko III Rzeszy. Polacy oddali francuzom i brytyjczykom złamany szyfr enigmy. Amerykanom nawet, oddali jak piszesz, kody armii sowieckiej. I co poprawiło to nasza sytuacje militarną, polityczną i geopolityczną? Nie. Nie dostaliśmy nic w zamian. Zachód nas olał, zdradził a następnie sprzedał sowietom. Teraz też prawie darmo oddaliśmy ukrainie posowiecki sprzęt wojskowy a ukraina ma Polskę i Polaków tam gdzie światło nie dochodzi. Teraz pomarańczowy amerykański debil na życzenie żydów rozpoczął wojnę z Iranem i chce od nas systemów Patriot. Polska ma na karku faszystowską, terrorystyczną i ludobójczą Rosją a tu trzeba ratować amerykę bo ta pomaga żydom mordować Irańczyków. A jeszcze pomarańczowy chce się dogadać z botoksowym ponad naszymi głowami. Najgorsze jest to że Polską i Polakami rządzom nie polscy politycy, ale jacyś namiestnicy dla których nazwa Polska tyle znaczy co jakiś mozmabik czy górna wolta. Zawsze marzyłem o silnej, suwerennej, niezależnej i wielkiej Polsce. Obawiam się że znowu historia może się powtórzyć jak w latach 1939-1989.
OdpowiedzUsuńTrudno się tutaj z Tobą nie zgodzić, ja też mam podobne przemyślenia i opinie.
OdpowiedzUsuńTylko co się tyczy tych naszych "sojuszników", to też należy pamiętać że zarówno w międzywojniu jak i obecnie... nie mamy wyjścia. W latach 20-tych, a szczególnie przed Wrześniem 1939 zawarliśmy sojusz z największymi europejskimi potęgami (przynajmniej oficjalnie, na papierze), ogromnymi państwami kolonialnymi, czyli największą realnie siłą w Europie, nie można było nic więcej zrobić, tym bardziej że nasz plan wojenny zakładał częściowe albo nawet całkowite zajęcie terytorium Rzeczypospolitej przez Wehrmacht, a i tak ta wojna miała się dla nas zakończyć zwycięstwem, bo mieliśmy powtórzyć przykład Serbii z czasów I Wojny Światowej, stojąc u boku najpotężniejszych mocarstw Europy i Świata. Co się tyczy w Związku Sowieckiego, to tu było gorzej. W tym przypadku prawdopodobnie nie uzyskalibyśmy wsparcia z zewnątrz (mam tu na myśli wsparcie w postaci bezpośredniej pomocy militarnej) więc po zwycięstwie nad III Rzeszą musielibyśmy sami odbijać zagrabione tereny wschodnie II Rzeczpospolitej.
Co zaś się tyczy obecnych naszych sojuszy, to też nie mamy większego wyboru, ale możemy przynajmniej próbować w jakiś sposób lawirować pomiędzy światowymi potęgami (z pominięciem Rosji).
Rosja bowiem jest naszym wrogiem to jest bezdyskusyjne, natomiast mamy również wrogów ukrytych, wrogów którzy jeszcze się nie odkryli lub dopiero odkrywają, a są to niestety nazistowskie państwo Ukraina (banderyzm bowiem jest ideologią nazistowską i powiem otwarcie, ja zwolennik idei rzeczypospolitanizmu - Ukraina banderowska, Ukraina pro niemiecka nie jest nam do niczego potrzebna, i jest to to samo co Ukraina sowiecka lub też Ukraina rosyjska. My potrzebujemy Ukrainy propolskiej i podobnie takowej Białorusi. Innym naszym ukrytym wrogiem który udaje przyjaciela są Niemcy. Oczywiście kwestia Izraela i tego że jest to pierwszym na świecie po II wojnie światowej państwo nazistowskie, rasistowskie, ksenofobiczne i powiedzmy sobie szczerze antyludzkie - to jest fakt bezsporny i każdy kto uważa inaczej ma chyba bielmo na oczach.
Zgadzam się również w 100%, że nie mamy polskich polityków u władzy ani też polskich partii, co najwyżej opcję berlińsko-brukselską która czasem również wysługuje się Waszyngtonowi i Tel Awiwowi, oraz opcję syjonistyczno-amerykańską, która również czasem wysługuje się Brukseli i Berlinowi. Niestety jednak nie widzę światełka w tunelu, dlatego przede wszystkim trzeba obalić obecny rząd, szkoda tylko że trzeba czekać aż do wyborów bo się wolałbym zrobić to w przyspieszonym trybie wyborczym, gdyż każdy dzień rządów tego szkodliwego człowieka który udaje polskiego premiera, jest ze szkodą dla nas wszystkich. W ciężkim sercem twierdzę więc że nie ma wyjścia skoro nie mam polskich partii trzeba znów postawić na tych żałosnych syjonistów wypierdków w Waszyngtonu spod znaku PiSu bo naprawdę nie widzę żadnej innej nadziei dla odrodzenia polskiej siły.
I jeszcze jedno w Polsce nie będzie wojny, może być stan wyjątkowy wprowadzony może być obawa wojenna, ale wojny jako takiej nie będzie więc nie musisz się o to martwić.
Życzę Tobie zdrowych, spokojnych i wesołych świąt Wielkiej Nocy.