CZYLI O PEWNEJ PSYCHOZIE,
JAKA OPANOWAŁA MOSKALI
Dziś opowiem o pewnym wydarzeniu mającym miejsce w przeszłości, które dziś zostało już całkowicie zapomniane, choć warte jest wspomnienia choćby z tego powodu, że oznaczać miało koniec tamtego świata, w tym ruskiego miru - gdyż rzecz cała miała miejsce właśnie w ówczesnej Rosji
Otóż rok 1666, był to dziwny rok, zwiastujący jakoweś klęski - aby na wstępie posłużyć się słowami Henryka Sienkiewicza ze wstępu do "Ogniem i Mieczem". I rzeczywiście, był to bowiem rok, w którym na świat miał przyjść... Antychryst. Wielkie przerażenie ogarnęło wówczas Moskwę - gdyż to właśnie tam najbardziej obawiano się końca świata i nadejścia szatana, bowiem od chwili powstania Moskiewskiego Patriarchatu w 1589 r. i utrwalenia się idei Moskwy jako "Trzeciego Rzymu" nie działo się dobrze w rosyjskiej Cerkwi prawosławnej. Mnisi w monasterach w ogromnej większości pozostawali analfabetami co budziło ogromny kontrast z tym, co nie tylko miało miejsce w Europie (gdzie przy kościołach i klasztorach istniały szkoły, gdzie dzieci z ubogich rodzin mogły nauczyć się czytać i pisać), ale chociażby na takiej Ukrainie, na której została wykonana ogromna praca cywilizacyjna (po czasach niewoli tatarskiej). Zarówno dokumenty archiwalne, jak i świadectwa współczesnych Rusinów zgodnie twierdziły o zupełnym upadku moralnym i umysłowym całego kleru ruskiego w wiekach XV i XVI, od episkopatu poczynając, a na mnichach i proboszczach kończąc. Wśród metropolitów prawosławnych na Ukrainie było niewielu, którzy potrafili czytać i pisać (to co powiedzieć o niższym duchowieństwie), gdyż na całej Rusi do połowy XVI wieku nie było ani jednej szkoły średniej a niższe szkoły początkowe (przy klasztorach i parafiach) ograniczały się jedynie do nauki elementarza i śpiewu chóralnego. Po 1569 r. (czyli Unii Lubelskiej) Ruś prawosławna otworzyła się na wpływ kultury polskiej i jak grzyby po deszczu zaczęły tam powstawać klasztory i kościoły katolickie (oraz ewangelickie) we Lwowie, w Przemyślu, Kijowie, Łucku, Kamieńcu Podolskim, Ołyce, Ostrogu czy Perejesławiu - a przy nich powstawały również przyklasztorne szkoły. Po założeniu Akademii Zamojskiej przez kanclerza wielkiego koronnego - Jana Zamoyskiego w 1595 r. otwarła się droga dla młodzieży ruskiej do studiowania na uczelniach wyższych nie tylko w kraju, ale i w Europie. Krzewienie się katolicyzmu i szkolnictwa polskiego na ziemiach litewsko-ruskich nie było jednak przyczyną, lecz skutkiem samorzutnej polonizacji kulturalnej tych krajów. Rzeczpospolita nie prowadziła bowiem polityki egoistyczno-narodowej, ukierunkowanej na jakąś odgórną polonizację i nie propagowała tendencji nacjonalistycznych, lecz hasła asymilacji kulturalnej i państwowej. Jako państwo wielonarodowościowe, nie opierała się Rzeczpospolita jedynie na swej polskiej "podstawie", lecz przy pomocy tolerancji pragnęła żywioł litewski i ruski przekształcić w elementy twórcze - państwowe i cywilizacyjne. Te zmiany cywilizacyjne bardzo silnie oddziaływały również na ruskie prawosławie na Ukrainie i Białej oraz Czarnej Rusi. Co prawda ruski szlachcic, jeżdżący na sejmy do Warszawy, ocierający się o dwór królewski, podróżujący do Italii, krajów Rzeszy czy Francji, oraz wysyłający synów na tamtejsze uniwersytety, nie chciał pozostawać dłużej w kręgu religii prawosławnej i albo przyjmował katolicyzm albo jedno z wyznań protestanckich - ale mimo to wpływ, jaki ta wielka cywilizacyjna praca poczyniła, działał twórczo na samo ruskie prawosławie.
Już na początku XVII wieku ośrodkiem ruchu literackiego na Rusi południowej stał się Kijów i tamtejsza Ławra Peczerska, skupiająca cały szereg wybitnych wykładowców. Zaś gdy w 1632 r. Piotr Mohyła założył w Kijowie Szkołę (zwaną od jego nazwiska Mohylańską), przekształconą w 1658 r. w Akademię - rusińskie prawosławie nabrało nowego wiatru w swe skrzydła. W tym samym czasie kulturowa polonizacja Ukrainy postępowała w bardzo szybkim tempie - miasta na Rusi przekształcały się na kształt tych w Koronie (czyli powstał lokalny samorząd i własne formy prawno-ustrojowe), postępowała też szybka urbanizacja. Bojarzy polonizowali się jeszcze szybciej a język polski stał się oficjalnym językiem Litwy i Rusi (dziś, gdy okazuje się że język polski jest najlepszym językiem do przekazywania poleceń AI, co to oznacza że w przyszłości najdokładniejsze procesy twórcze z wykorzystaniem sztucznej inteligencji będą wymagały znajomości języka polskiego. Biorąc to pod uwagę, dopiero teraz zrozumiałem przepowiednię ojca Klimuszko {zmarłego w roku 1980}, który w jednej ze swoich wizji stwierdził: "Polska stanie się światową potęgą, a w języku polskim będą pisane przyszłe ustawy obowiązujące w świecie". Dotąd tego nie rozumiałem, ale teraz wszystko staje się jasne). Mimo to wielu Rusinów nie porzuciło religii prawosławnej i choć mówili (i coraz częściej myśleli) po polsku, pozostali wierni religii przodków - ale religii już znacznie odmienionej (np. w 1581 r. w Ostrogu na Wołyniu książę Konstanty Ostrogski założył Akademię i Drukarnię prawosławną, będącą pierwszą na ruskich ziemiach akademią nauk wyzwolonych). Cerkiew prawosławna na Ukrainie zasadniczo się zmieniła, kler przestał już być niepiśmienną masą, a stał się (na wzór katolickich księży) podporą życia religijno-umysłowego Rusi. Porzucane są hasła pesymistycznej koncepcji świata i bizantyjskiego dualizmu, na korzyść haseł czynu (zbawienie poprzez czyny oraz czystość serca i umysłu). W tym samym zaś czasie Moskwa tkwi w dotychczasowej "umysłowej ciemności" i zabobonie. Kler cerkiewny całkowicie pozostający pod władzą gosudara a potem cara, zacofany i niepiśmienny, potrafiący jedynie powtarzać zasłyszane i wyuczone na pamięć formułki - nie był żadną cywilizacyjną konkurencją dla prawosławnej Rusi i gdy Kijów propagował oświatę - uważając ją za środek służący do podniesienia z upadku prawosławia - Moskwa głosiła zasadę że: "logika i wiedza są wrogami religii". Idea ta pociągnęła za sobą skostnienie w formalizmie wyznaniowym i odseparowanie się od wszystkiego, co obce i co mogłoby wprowadzić najdrobniejsze odchylenie od tej zasady. Wyjazd za granicę był surowo zakazany i to zarówno przez cara jak i przez Cerkiew moskiewską. W tej sytuacji wiedza została całkowicie potępiona, jako wróg religii i moralności (mnich Filiteusz - jeden z autorów koncepcji Moskwy jako "Trzeciego Rzymu", tak oto z dumą pisał o sobie: "Jestem sobie człowiek wiejski i prostak niewykształcony, nie rodziłem się w Atenach, u mędrców filozofii nie uczyłem się, ani u filozofów na biesiadach nie bywałem, kształciłem się za to na księgach błogosławionych, aby zbawić mą grzeszną duszę i ocalić ją od wiecznych mąk", był on również autorem stwierdzenia, że: "rozumowanie jest powtórnym upadkiem". Zresztą w moskiewskich księgach dydaktycznych można znaleźć i takie stwierdzenie, że: "Niemiły jest Bogu każdy, kto lubi geometrię; kochaj prostotę bardziej, niż mądrość, nie poszukuj tego co za wysokie, nie roztrząsaj tego co za głębokie, a trzymaj tę wiedzę, jaką ci Bóg dał" - taki też był codzienny katechizm moskiewskiej Cerkwi prawosławnej.
I teraz, wracając do wydarzeń z 1666 r. Otóż w 1648 r. w "Księdze wiary" (będącej czymś na kształt rzymskich ksiąg sybillińskich) pojawiła się przepowiednia, jakoby szatan miał być związany przez tysiąc lat po Chrystusie, a jego uwolnienie przewidywano właśnie na rok 1666 (dodając do tej daty liczbę bestii - czyli trzy szóstki z Apokalipsy św. Jana). wówczas to należało oczekiwać nastania rządów szatana, które trwać miały czterdzieści dwa miesiące (tzw. "Mały Czas"), czyli w latach 1666-1669, a potem miał nastąpić koniec świata. Słońce miało się zaćmić, gwiazdy miały spaść z nieba, ziemia zaś zostałaby pochłonięta przez ogień a na koniec trąba archanioła Gabriela miała zwołać wszystkich sprawiedliwych i grzesznych na Sąd Ostateczny. Proroctwo to miało niesłychane i wprost straszne powodzenie. Od roku 1668 przestano w Rosji obsiewać pola, a w roku następnym ludność wiejska porzucała swoje chaty i uciekała, aby nasłuchiwać "trąb archanioła Gabriela". Całe państwo stanęło przed katastrofą rozpadu, szczególnie zaś problem mieli bojarzy, którym uciekali ich prywatni niewolnicy - czyli właśnie chłopi moskiewscy. Lud upatrywał antychrysta w osobie patriarchy Moskwy - Nikona (który w 1658 r. opuścił Moskwę i odtąd żył w jednym z monasterów); stojąc więc przed rozpadem całego państwa, car - Aleksy I polecił aresztować patriarchę i wywieźć go (w owym 1666 r.) daleko na Północ, aż nad Morze Białe, aby tym samym uspokoić lud. Lecz to nie pomogło. Ludzie zaczęli niszczyć ikony (zjawisko to nie było wcale nowe w Rosji i już na sejmie w 1609 r. kasztelan małogoski - Mikołaj Oleśnicki tak mówił o Moskwiczanach: "Obrazy obyczajem pogańskim chwalą, nad temi, kiedy się im nie po myśli wiedzie mszczą się, kiedy zaś co szczęście pomyślnego naniesie, to owym ofiary składają, właśnie jako poganie bogom swym wyrządzali". Podobnie pisał podwojewodzi nowogrodzki - Samuel Maskiewicz: "Grubiaństwo wielkie między prostym ludem około wiary. Pod ten czas, kiedy król pod Smoleńsk podstąpił (1609 r.), ludzie okoliczni do lasów z bydłem uciekać poczęli, biorąc z sobą i obrazy z domów w których oni nazbyt wielką ufność pokładają, zatem kiedy nasi żywności w lesie szukając i trafiwszy na nie, bydło im pobrali, oni rozgniewawszy się na obrazy, powieszali ich w górę nogami na drzewie, na wzgardę ich, mówiąc: my się modlimy, a wy nas od Litwy nie strzegli. A drugi, kiedy mu wołu z obory wywiódł złodziej w nocy, porwawszy obraz ze ściany wyrzucił go oknem na oborę, że wpadł w kał, mówiąc: ja tebe się molu, a ty mene od zacia ne boronysz?" Dziwiły Polaków i inne obyczaje związane z moskiewskim ruchem cerkiewnym, jak choćby izolacja kobiet i ich bezwzględne podporządkowanie mężczyznom. Jak bowiem dalej pisał Maskiewicz: "Moskale z żonami i białymi głowami nie konwersują publicznie, ani im pozwalają między ludzie chodzić, oprócz do cerkwi", a Oleśnicki dodawał: "Moskale postacią jedno są chrześcijanie, a sprawy i serca pogańskie mają (...) że małżeństwa świętego, najprzedniejszego sakramentu nie zachowują, bo każdy z nich kilka żon ma, jako mu się jedna nie podoba, to z nią do czarnic (klasztoru) a z drugą wolną mieszkał").
W tym czasie pewne wpływy w Moskwie zdobyła Akademia Mohylańska w Kijowie (który od 1654 r. był zajęty przez Moskali, a w 1667 r. w rozejmie andruszowskim oddany został Moskwie na dwa lata, jednak już nigdy nie zwrócony Rzeczpospolitej i w 1686 r. w "pokoju wieczystym" przekazany został Moskwie), zresztą zawsze wszelkie odrodzenie cerkiewne przychodziło do Rosji z Południa - z Kijowa i tamtejszej Lawry Peczerskiej. Pojawienie się drukowanych ksiąg cerkiewnych w Moskwie, wywołało ogromne oburzenie zacofanego kleru prawosławnego. Tym bardziej, że księgi te pisano w języku ruskim a nie staro-cerkiewno-słowiańskim jakim jedynie posługiwali się patriarchowie i nieliczni prawosławni biskupi. Patriarcha Nikon był wielkim zwolennikiem ksiąg drukowanych i liturgicznego języka greckiego, choć czasem głośno krytykował braci z Kijowa jako "łacinników" (gdyż znali łacinę i opierali się o kulturę polską). Jednak już w 1654 r. na zwołanym przez Nikona soborze, zastanawiano się czy nie należy wprowadzić drukowanych ksiąg liturgicznych, a tym samym zmusić kler do monotonnej nauki czytania i pisania, czy też pozostawić wszystko po staremu. Konflikt wybuchał o sprawy tak z pozoru błahe, jak żegnanie się trzema palcami zamiast dwóch, czy pisanie imienia Zbawiciela jako "Isus" a nie jak dotychczas "Jisus". W 1658 r. Nikon opuścił Moskwę a osiem lat później car poświęcił patriarchę, aby uspokoić swój lud, który obawiał się nadejścia Antychrysta. I właśnie Nikon był postrzegany przez lud jako Antychryst, gdyż zezwalał na odprawianie liturgii z heretyckich ksiąg. W 1668 r. centrum opozycji staroobrzędowców (czyli przeciwników reform Nikona i "Kijowszczyków" z Akademii Mohyły - od których zaczęły się owe reformy) stał się klasztor Sołowiecki na dalekiej Północy. Tak też zrodził się "Raskoł" - czyli odszczepieństwo, rozłam. Nieszczęściem dla Moskwy nie utrzymała się kultura kijowska. Sam Kijów - poprzez odcięcie go od kultury polskiej - też bardzo szybko tracił na znaczeniu. Wszystko zmarniało, a wkrótce potem upadł sam Kijów - popadłszy w moskiewską ciemnotę pod berłem gosudara Wszech-Rusi.
Lecz co się działo z końcem świata (i "ruskiego miru"). Otóż, gdy nadszedł 1669 r. a koniec świata nie następował, uznano że jednak musiało dojść do pomyłki i źle policzono lata, wywodząc je od narodzin Chrystusa, a powinno się liczyć od Jego śmierci na krzyżu, czyli do roku 1669 dodać 33 chrystusowe lata i to miał być prawdziwy termin nadejścia Antychrysta. Ale gdy ponownie nadszedł ów rok 1702, były już inne czasy i panował car Piotr I, który przemocą wymuszał na bojarach westernizację i nawet osobiście golił im brody. Do tego doszła Wielka Wojna Północna ze Szwecją Karola XII i nikt w Moskwie nie pamiętał już o nadejściu Antychrysta i końcu świata - i tak krwawy ruski mir trwa po dziś dzień, na przekór zdrowemu rozsądkowi i wszelkiej ludzkiej przyzwoitości.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz