POTRZEBA JAK DIABLI
Być może takie hasło mocno zniesmaczy (łagodnie mówiąc) wszelkiej maści libków, komuchów starej i nowej daty, oraz zwolenników dmowszczyzny (czy też jej korwinowsko-braunowskiej odnogi), ale tak, tak właśnie uważam - dziś potrzebujemy silnej partii a raczej silnego stronnictwa kilku partii sanacyjnych, partii reformy i naprawy kraju oraz wykorzystania naszego położenia geopolitycznego i strategicznego w obecnej wojennej sytuacji na naszej wschodniej granicy. Oczywiście są to jak na razie pobożne życzenia, gdyż niczego takiego na politycznym horyzoncie nie widać, a PiS, który jak dotąd pełnił funkcję "naprawiacza" kraju, okazał się co najwyżej (i to w najlepszym tego słowa znaczeniu) grupą rekonstrukcyjną Sanacji (chociaż ja osobiście uważam że to jest bardziej jej parodia). Po Prawie i Sprawiedliwości już niczego szczególnego się nie spodziewam (to znaczy żadnych konkretnych i zdecydowanych reform, aczkolwiek biorąc pod uwagę konkurencję polityczną tej partii, to tutaj w zasadzie nie ma o czym rozmawiać, gdyż obecne "stronnictwo rządzące" - czyli mówiąc prosto, totalna folksdojczeria {mniejsza lub większa} nie nadaje się nawet na to żeby zasiadać w Sejmie w roli opozycji, a co dopiero rządzić krajem. Co zaś się tyczy obu Konfederacji, to też mam co do tego bardzo sceptyczne zdanie). Jest to jednak sytuacja wybitnie toksyczna, nie może być bowiem tak, aby partia rządząca nie miała dla siebie żadnej pozytywnej alternatywy, w postaci silnej partii opozycyjnej. Nie totalnej a kontrolnej, nie zapatrzonej na obce stolice, a słuchającej głosu obywateli (obywateli, a nie fanatyków, w tym ludzi pełnych nienawiści - co częstokroć można spotkać na różnych forach). Niestety jak na razie takiej politycznej alternatywy nie ma (oczywiście ja nie postrzegam ani PiS-u ani obu Konfederacji jako mniejszego zła w porównaniu z tym, co jest obecnie u władzy, natomiast trzeba pamiętać że PiS z tym kierownictwem które ma obecnie, niczego więcej nie osiągnie i jeśli Jarosław Kaczyńskiemu realnie zależy na przyszłości Polski, to musi powiedzieć sobie jasno - jego czas się skończył i tyle, podobnie jest w Konfederacji Mentzena który dla mnie jest pomyłką, wolałbym aby tą partię kierował Krzysztof Bosak, natomiast co się tyczy Grzegorza Brauna to mówcie co chcecie, ale dla mnie on jest influencerem politycznym a nie politykiem i realnie nie dąży do jakiejkolwiek zmiany, tylko do pajacowania i przyciągania młodych ludzi, dla których polityka to właśnie takie performersy) i nie widać aby w najbliższej przyszłości miało się coś takiego objawić. A silna partia sanacyjna jest bardzo potrzebna. Tym bardziej teraz, kiedy naprawdę mamy swoje 5 minut.
I przyznam się szczerze że los dał nam duży atut w postaci obecnego prezydenta Karola Nawrockiego (co do którego niekiedy miałem różne pretensje - jak choćby wtedy, gdy przedłużył dotychczasowe przywileje dla Ukraińców w Polsce - ale z czasem okazało się że kierowałem się zbyt pochopnymi opiniami, często emocjonalnymi, co bardzo nie służy politycznej logice). Uważam że ten człowiek - jako jedyny - obecnie w Polsce jest w stanie zjednoczyć cały obóz patriotyczny i stanąć na jego czele jako nieformalny lider. Celem musi być bowiem totalna naprawa państwa polskiego, a usunięcie z Pałacu Prezydenckiego tego żałosnego mebla, tego stołu "bez kantów", symbolu III RP żałosnego polskojęzycznego państewka, które z Polską miało tyle wspólnego, co wyrób czekoladopodobny z czekoladą - jest pierwszym jawnym czynem ku temu poczynionym (a liczą się tylko i wyłącznie czy, gdyż nawet najpiękniejsze słowa są niczym, jeśli nie pójdę za nimi zdecydowane działania). Bardzo bym chciał również, aby pan prezydent Karol Nawrocki stał pierwszym prezydentem odrodzonej Polski (czy Ją nazwiemy IV RP czy ją nazwiemy jakąś inaczej, to już semantyka, ale to musi być silne państwo Narodu Polskiego, odwołujące się do najlepszych tradycji II Rzeczpospolitej i do sławetnych tradycji Wielkiej Rzeczpospolitej, czerpiące z niej wzorce, ale przede wszystkim budujące swoją własną przyszłość na świecie), do tego jednak potrzebna jest zmiana konstytucji i wprowadzenie systemu prezydenckiego. Uważam nawet że byłaby szansa aby ponownie przyjąć Konstytucję z roku 1935, oczywiście należałoby wprowadzić tam pewne niewielkie zmiany, które są niezbędne z racji minionych 90 lat) i wreszcie odesłać w polityczny niezbyt tę żałosną "konstytucję Kwaśniewskiego" z 1997 r. która jest zbiorem tak niepełnych i często ze sobą sprzecznych zapisów, że mogła powstać tylko w państwie słabym, państwie tworzonym przez układy postkomunistów i postsolidaruchów (ale oczywiście tylko tych nomenklaturowych, którzy w Magdalence pili wódkę z komuchami, a potem się z nimi dogadywali przy okrągłym stole naszym kosztem) którym wzajemnie to odpowiadało.
Musimy zmienić kraj dla naszej przyszłości, spowodować aby zniknęła mentalność niewolnicza, która obecnie jest dominująca wśród tzw "polskiej elity" (polskiej?). Jeżeli bowiem nie uwierzymy że coś możemy uczynić, to choćbyśmy podjęli się takiej pracy, nie będzie żadnego efektu, lub zgoła żałosny (tak jak żałosna teraz wydaje się cała ta III RP). Słyszałem kiedyś o pewnym bokserze, który był niezwykle silny, wysoki i potrafił wygrywać wiele walk przez nokaut, ale miał jedną wadę - był bardzo słaby psychicznie i gdy przed walką jego trener (albo ktokolwiek z jego otoczenia) powiedział mu, że jego przeciwnik jest nie do pokonania, to ów bokser (chociaż był od tamtego silniejszy) taką walkę przegrywał. Przegrywał, ponieważ przegrał ją już wcześniej w swojej głowie, jeszcze przed wyjściem na ring. Dlatego mentalność niewolnicza, mentalność niemocy jest tak paraliżująca, a często zaraźliwa i mamy tego liczne przypadki w historii. Już przecież Mojżesz po wyjściu z Egiptu, 40 lat krążyć miał po pustyni Synaj - po co, w jakim celu? Odpowiedź jest prosta - aby wymarło pokolenie pamiętające niewolę, aby ci ludzie nie weszli do Kanaanu, gdyż opanowanie tej ziemi przez ludzi wychowanych w niewoli, byłoby praktycznie niemożliwe, gdyż oni ugięliby się przed wieloma problemami i trudami które niewątpliwie czekały tam Izraelitów - i to nim jeszcze realnie mieliby możliwość się z nimi zmierzyć, gdyż oni na samą myśl o tych problemach woleliby się ukorzyć, i podporządkować niż podjąć walkę o przyszłość swoją i swoich dzieci. Lenin miał jedno dobre powiedzenie, które niewątpliwie jest ponadczasowe: "Kadry decydują o wszystkim!", tak, nie ma bowiem możliwości stworzyć wielkiego i wspaniałego gmachu z ludźmi, którzy realnie w to nie wierzą, którzy zgodzą się z każdą prowizorką, byle tylko mieć "święty spokój". Ja tak nie potrafię, ja tak nie umiem; i nie jest to jednocześnie zarzut do wszystkich tych, którzy mają inne zdanie. Każdy bowiem jest inny, ale czy to znaczy że ja mam się godzić na prowizorkę, czy to znaczy że mam się godzić na istnienie III RP, państwa powstałego na zasadzie tzw transformacji ustrojowej, utworzonego przez dotychczasową komunistyczną nomenklaturę partyjną i "wybrańców" z Solidarności (notabene ci ludzie byli potomkami komunistów zainstalowanych tutaj po roku 1944-45 którzy przybyli na sowieckich tankach, często mieli oni również korzenie żydowskie, co powodowało że ich dzieci nie mogły wykształcić się na polskich patriotów. Czasem sobie robię takie porównanie i zestawiam ze sobą rodzinę Witolda Pileckiego i rodzinę Adama Michnika. A potem porównuję sobie II Rzeczpospolitą z obecnym polskojęzycznym państewkiem - kadry decydują o wszystkim!)
III Rzeczpospolita jest dla mnie swoistą hybrydą, ciałem obcym - które wykluło się z narzuconego nam miotu z okresu komunizmu - rządzona przez (jak to powiedział Stefan Ossendowski) "szubrawców i świnie". To właśnie korzenie rodzinne i świadomość utraty dotychczasowych wpływów oraz odepchnięcie od koryta władzy, stanowi dla tych ludzi - którzy na zewnątrz szukają wsparcia przeciwko własnemu narodowi - determinację i chęć do dalszego wypróżniania się na własny kraj (załóżmy bowiem że to jest również i ich kraj, chociaż pewnie bliżej im jest do jakiejś ponadnarodowej i ponadpaństwowej "wspólnoty ludów" w stylu Związku Sowieckiego czy obecnie Unii Europejskiej, która stać się ma jednorodnym państwem totalitarnym). Już Stefan Żeromski powiedział o Polakach - którzy w 1920 r. wraz z Armią Czerwoną szli na podbój własnego kraju: "Kto na ziemię ojczystą, chociażby grzeszną i złą, wroga odwiecznego naprowadził, zdeptał ją, splądrował, spalił, złupił rękoma cudzoziemskiego żołdactwa, ten się wyzuł z ojczyzny. Nie może ona być dla niego już nigdy domem, ni miejscem spoczynku. Na ziemi polskiej nie ma dla tych ludzi już ani tyle miejsca, ile zajmą stopy człowieka, ani tyle, ile zajmie mogiła". I to nie są słowa odnoszące się do historii, to są słowa jak najbardziej aktualne, dotyczące ludzi i spraw nam współczesnych, gdyż sytuacja jest analogiczna do tej, która była sto lat temu. Teraz i wówczas pojawiły się swoiste czerwie (nie przepadam za tymi owadzimi odniesieniami, aczkolwiek są one w tym znaczeniu niezwykle trafne), które za pomocą innych, obcych sił, pragną/eły stłamsić nasze siły i chęci twórcze całego narodu. Żeromski pisał że: "Trzeba ruszyć z posad Polskę starą, strupieszałą, gnijącą w jadach, którymi ją nasycili najeźdźcy" i można słowa te odnieść w całości do czasów nam współczesnych. Gdyby bowiem wrogowie Polski zostawili nas w spokoju i pozwolili się rozwijać, bardzo szybko pokazalibyśmy całej Europie i Światu naszą siłę, a nasza rozpędzona gospodarka stanowiłaby poważną przeszkodę dla gospodarek innych krajów (w tym Niemiec i Francji). Zauważmy bowiem kiedy nas atakowano, czy wtedy, gdy byliśmy słabi i nic nie mogliśmy uczynić, czy też wtedy jak zaczynaliśmy wybijać się na lokalne a nawet regionalne mocarstwo? Dlaczego atak na Polskę nastąpił w 1939 r. gdy opracowano śmiałe plany rozwoju gospodarczego do 1954 r., gdy powstał Centralny Okręg Przemysłowy a port w Gdyni stał się największym i najnowocześniejszym portem na Bałtyku, gdy Polska wysłała największy na świecie balon stratosferyczny (1938 r.), a jego zniszczenie związane było z działaniami sąsiednich wywiadów. Dlaczego Polskę zaatakowano po 1791 r. gdy opracowaliśmy pierwszą w Europie, nowoczesną Konstytucję (i drugą na świecie po amerykańskiej) i gdy Rzeczpospolita zaczęła wychodzić z marazmu, w jakim trwała od początku XVIII wieku? Dlaczego dziś próbuje się Polskę przywoływać do porządku i ustawiać w roli (jak to lubi podkreślać Targowica:) "prymusa" którym dotąd byliśmy w Unii? Ponieważ tak postanowiono przy "okrągłym stole" który teraz właśnie jest wynoszony z Pałacu Prezydenckiego i jako mebel trafia do Muzeum Historii Polski.
"JAKIE SĄ SZANSE, IŻ WOJENNA INICJATYWA REMOCARSTWOWIENIA RZECZYPOSPOLITEJ MOGŁABY SIĘ POWIEŚĆ? PRIMO: DZIEJOWE FATUM, KTÓRE OD DAWNA SPRAWIA, ŻE POLAKOM UDAJĄ SIĘ RZECZY NAJWIĘKSZE. RAFAŁ ZIEMKIEWICZ PRZYPOMNIAŁ W STYCZNIU 2012 (NA ŁAMACH "RZECZYPOSPOLITEJ"), O PEWNYM MIĘDZYNARODOWYM SPOTKANIU PREZYDENTA KACZYŃSKIEGO. PRZYWÓDCY EUROPEJSCY, CHCĄC TAM WYRAZIĆ ŻYCZLIWOŚĆ WOBEC POLSKI, UZNALI, ŻE NAJLEPIEJ TO ZROBIĄ DEKLARUJĄC WSPÓŁCZUCIE WOBEC POLSKICH DZIEJÓW, PEŁNYCH TRAGEDII I KLĘSK. "KACZOR" WYSŁUCHAŁ TEGO SPOKOJNIE, PO CZYM ZROBIŁ LEKKO ZDZIWIONĄ MINĘ I ODPARŁ: "ALEŻ, PROSZĘ PAŃSTWA, NASZA HISTORIA JEST TAKA, ŻE WPIERW ZATRZYMALIŚMY NA KILKASET LAT EKSPANSJĘ NIEMCÓW KU WSCHODOWI, PÓŹNIEJ PARCIE ISLAMU KU ZACHODOWI, A WRESZCIE MARSZ REWOLUCJI BOLSZEWICKIEJ. W MIĘDZYCZASIE STWORZYLIŚMY PIERWSZĄ EUROPEJSKĄ REPUBLIKĘ Z OBIERALNYM, ODPOWIEDZIALNYM PRZED PRAWEM WŁADCĄ, I Z ZASADĄ RÓWNOUPRAWNIENIA RELIGII, A KIEDY PRZYSZEDŁ XX WIEK, PIERWSI STAWILIŚMY OPÓR HITLEROWI, ZMUSZAJĄC ZACHÓD, BY ROZPRAWI SIĘ Z HITLEROWSKĄ RZESZĄ. ROZPRAWIENIE SIĘ Z SOWIETAMI ZOSTAŁO WSZCZĘTE PRZEZ POLSKĄ "SOLIDARNOŚĆ". JASNO WIDAĆ, ŻE KRAJ, KTÓRY STWORZYŁ SILNE FUNDAMENTY UPADKU DWÓCH NAJWIĘKSZYCH TOTALITARNYCH SYSTEMÓW XX STULECIA - MOŻE WSZYSTKO, ŻADNE WYZWANIA MU NIESTRASZNE".
WALDEMAR ŁYSIAK
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz